Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przedwiośnie, 1954, Hogwart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Titus F. Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Przedwiośnie, 1954, Hogwart   31.10.16 16:50

Od ich ostatniej (i jedynej) rozmowy minęło kilka długich miesięcy - minęła cała jesień i zima, która aktualnie odchodziła w niepamięć powoli ustępując miejsca wiośnie. Wraz z atmosferą panującą na zewnątrz, zmieniło się coś jeszcze - nastawienie młodego Ollivandera do panny Parkinson; wcześniej anonimowo obsypywał ją kwiatami, teraz zmieniły się one w ślimaki, a zamiast walentynki dostała w tym roku oślizgłą żabę przyniesioną zapewne z hogwarckiego jeziora. Raz, jak pracowała w sali od eliksirów, to wrzucił jej tam łajnobombę, a innym razem dorzucił kilka pająków do śniadania. Titus raczej nie był mściwy, czasem tylko nie potrafił przełknąć rozczarowania i musiał jakoś odreagować, a Victoria przecież złamała mu serce! Biedne, młodzieńcze serduszko Ollivandera już nigdy nikogo nie pokocha; nie po takim ciosie!
Właśnie zaczął się weekend i Titus już zdążył nie tylko podpaść, ale i wylądować w skrzydle szpitalnym - wystarczyło by pierwsze promienie słońca wyjrzały zza chmur, a on już wariował na błoniach ścigając się z kuzynem w przestworzach - pech chciał, że zatrzymał się na jednym z drzew, rozcinając sobie lewą dłoń i nabijając kilka siniaków. Od razu odesłano go do pielęgniarki, gdzie długo siedział na łóżku i gdzie wpadło mu w dłonie coś, co zamierzał wykorzystać przeciwko pannie Parkinson - eliksir przeczyszczający; wybornie prawda? Nie zamierzał jednak dodawać jej tego do herbaty, o nie! Uznał, że o wiele śmieszniej będzie kiedy należąca do niej sowa przyniesie z rana nie tylko pocztę, ale także inną niespodziankę, którą w dodatku zapaskudzi cały stół Ślizgonów. Już widział ich miny i nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Czym prędzej pożegnał się z pielęgniarką i pognał prosto do sowiarni. Słońce powoli kryło się za horyzontem, miał więc nadzieję, że jeśli nafaszeruje ją teraz, to z rana będzie najgorzej. Wbiegł po schodach, rozglądając się po pomieszczeniu - pusto; idealnie! Przesunął spojrzeniem po ptakach zajmujących swoje miejsca - tę, która należała do panny Parkinson rozpoznał od razu, w końcu jeszcze w zeszłym roku podrzucał jej walentynki. Zbliżył się do sowy, delikatnie gładząc ją po łebku, po czym sięgnął po garść ziaren, nasączając je eliksirem, a pustą fiolkę postawił obok, kompletnie nie przejmując się faktem, że zostawia ją na widoku. Podsunął jedzenie pod dziób ptaka.
- No, malutka, jedz sobie...


Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Panna
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
17
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przedwiośnie, 1954, Hogwart   03.12.16 14:01

Coś kazało mi pójść do sowiarni. Chociaż wysłać list do swoich rodziców chciałam dopiero wieczorem, to jednak poczułam dziwny przymus, aby ubrać się i już teraz opuścić szkolne mury, aby sprawdzić co u mojej kochanej sowy. Szłam dość żwawym tempem, ponieważ temperatura nadal nas nie rozpieszczała. Miałam na sobie ciepły płaszcz, a szalik w barwach Slytherinu owinięty miałam wokół szyi. Chowając dłonie w rękawach, w jednej z nich trzymając list w ładnej kopercie zauważyłam postać, która biegła po schodach i zniknęła w sowiarni.
Ostatnio ktoś ciągle robił mi psikusy, podrzucał żaby, ślimaki, pająki i śmierdzące bomby, a ja nie byłam w stanie zorientować się w tym, kto mi to robi. Absolutnie nie pamiętałam już rozmowy z lordem Ollivanderem i nie połączyłam faktu, że być może to on tak bardzo uprzykrza mi życie.
Gdy otworzyłam drzwi do sowiarni, od razu ujrzałam chłopca, który majstruje coś przy mojej sowie. Zmarszczyłam brwi, zatrzaskując za sobą drzwi. Wyciągnęłam rękę przed siebie, patrząc na swoją sowę.
- Harkan! - zawołałam.
Sowa nagle wzbiła się w powietrze i podleciała w moją stronę, siadając na moim ramieniu. Utkwiłam wzrok w chłopcu, od razu rozpoznając w nim lorda Ollivandera i spojrzałam na niego pytająco. Nie rozumiałam co chciał od mojej sowy, zerkałam to na niego, to na nią, mając nadzieję, że nic złego jej nie zrobił, a ja w porę uchroniłam ją przed nieszczęściem. Podsunęłam jej list pod dziób, a ta chwytając go odleciała od razu przez najbliższe okno. Zostaliśmy sami.
- Co zrobiłeś mojej sowie? - zapytałam ze złością.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na jednym ze stołów stała jakaś tajemnicza fiolka, o której chłopak prawdopodobnie zapomniał. Nie wiedziałam, czy należy do niego, ale skoro był tu jedyną osobą, majstrował obok mojego zwierzęcia, a tej fiolki tu wcześniej nie było, od razu uznałam, że należy do niego. Jednym ruchem sięgnęłam za płaszcz, wyciągając różdżkę i kierując w stronę buteleczki.
- Accio - powiedziałam, a fiolka momentalnie znalazła się w moich dłoniach.
Odsunęłam się kilka kroków, w międzyczasie odkorkowałam ją by sprawdzić z czym mam do czynienia. Kilka delikatnych wdechów, sprawdzenie koloru, gęstości… spojrzałam na niego wystraszona.
- Jak śmiesz, lordzie! Chciałeś zrobić krzywdę mojej sowie! - zawołałam niedowierzając.
Naprawdę był taki głupi, że sądził, że nie rozpoznam co to za eliksir? Ważyliśmy taki w trzeciej albo w czwartej klasie, to przecież nic skomplikowanego.





Pod martwą skałą więdną górskie kwiaty, zwarzył je mróz,
burzą strącony i zniesiony deszczem, przysypał gruz.
Więdną i próżno patrzą się ku słońcu spod martwych skał.
I po co na tę śmierć nieuchronioną wiatr tam je siał?
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedwiośnie, 1954, Hogwart   04.12.16 13:13

Aż podskoczył słysząc za plecami trzask drzwi, a później czyjś głos... Znajomy głos, którego zdecydowanie nie chciał słyszeć, a już na pewno nie w tej chwili. Skrzywił się, w myślach przeklinając pannę Parkinson i pewnie całą jej rodzinę. Powodził wzrokiem za sową, tym samym odwracając się w kierunku dziewczyny i posłał jej delikatny, może trochę zbyt bezczelny uśmiech.
- Nic. - wzruszył ramionami. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, na której spoczywały ziarna - Chciałem ją tylko nakarmić, jakaś niedożywiona się wydaje. - stwierdził jakby nigdy nic, po czym ruszył w kierunku okna by pozbyć się ptasiego żarcia - miał tylko nadzieję, że jakaś bogu ducha winna ptaszyna nie połakomi się na tych kilka ziaren bo źle się to dla niej skończy... Otrzepał dłonie, po czym na nowo odwrócił się w stronę panny Parkinson, wspierając ręce na biodrach. Czekał zapewne aż wyjdzie - skoro wysłała już swój list to chyba nic tu po niej? A może on powinien wracać do wieży Gryfonów? Ostatecznie jego misterny plan legł w gruzach w momencie, w którym ptaszysko wyleciało przez otwór w ścianie. A to pech! Tak czy inaczej już nawet ruszył w kierunku wyjścia, jednak tedy Victoria dostrzegła fiolkę po eliksirze, a Titus ledwie się powstrzymał przed złapaniem za głowę - jak mógł to tutaj zostawić! Cicho jęknął, nagle zatrzymując się w miejscu i opuszczając ręce wzdłuż ciała, wlepiając spojrzenie w dziewczynę, która wcale nie wyglądała na zadowoloną... Ostatecznie nawet jej się nie dziwił - chciał jej zatruć sowę, a nawet jeśli byłby to inny ptak to raczej nie należała do osób, które pochwaliłyby ten wyborny dowcip... Delikatnie przygryzł dolną wargę, a gdy zwróciła się ku niemu zmarszczył brwi.
- Słucham?... - no i masz, uznał, że będzie rżnął głupa, co raczej nie było dobrym pomysłem - Czy to od razu musi być moje? To nie moje. - ponowne wzruszył ramionami, zbliżył się do Victorii wyciągając ku niej otwartą dłoń - Ale możesz mi to dać, znajdę właściciela i mu oddam. - jeszcze mu się przydadzą resztki tego eliksiru - w końcu trochę się namęczył by go zdobyć, wciąż nosił ślady zderzenia z koronami drzew i nawet kilka siniaków, których pielęgniarka nie zdążyła usunąć bo Titus nagle stwierdził, że czuje się fantastycznie i uciekł zanim się obejrzała.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Panna
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
17
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przedwiośnie, 1954, Hogwart   11.02.17 0:57

Zmarszczyłam brwi, zaciskając palce na fiolce. Wpatrywałam się w niego z widoczną złością i nawet nie ukrywałam swoich emocji. Był kompletnym idiotą jeśli sądził, że mnie okłamie i to niezręczne próbowanie zmyślenia jakiejś historyjki. Prędzej mi mandragora wyrośnie na czole, niż oddam mu eliksir.
- Proszę nie robić ze mnie głupiej, lordzie - zwróciłam się do niego.
Mimo tego, że byłam na niego zła, nie odważyłam się zrezygnować z formalnego tonu. Pomiędzy znajomymi nie było problemów, aby przejść między sobą na ty, ale z mężczyzną (czy też chłopcem) z innego rodu nie miałam zamiaru wchodzić na ten poziom zażyłości. A już na pewno nie po czymś takim.
- Trochę szacunku do mnie, a jak już nie do mnie, to chociaż do istoty żywej, jaką jest sowa - zwróciłam mu uwagę.
Gdy on wyciągnął w moim kierunku rękę, ja automatycznie wyciągnęłam w jego stronę różdżkę, którą nadal trzymałam. Cofnęłam się jednak kilka kroków, aby nie wbić mu jej w oko lub też nie pozwolić, aby mi ją zabrał. Mój mózg zaczął pracować na zwiększonych obrotach, przypominając sobie wszystkie te niemiłe sytuacje, jakie ostatnio mnie spotkały i aż jęknęłam gdy zdałam sobie sprawę z tego kto za tym wszystkim stał.
- Dlaczego mi to robisz? Co ja ci zrobiłam? - jęknęłam z wyczuwalną bezradnością w głosie. - Myślisz, że nie wiem co robisz? Te ślimaki, ta żaba i wszystkie inne psikusy…
Nauczona byłam posłuszeństwa do mężczyzn, ale i innego traktowania z ich strony. Więc to położenie, w którym aktualnie się znajdowałam, kompletnie wybiło mnie z tonu. Jego zachowanie było mi absolutnie nieznane, nikt nigdy wcześniej mnie tak nie potraktował, a jego czyny były na poziomie kilkuletniego, mugolskiego, dziecka.
- Jak ci nie wstyd? Zachowujesz się jak… jak mugolski szczeniak - wycedziłam.
Zaczerwieniłam się lekko na twarzy. Sama nie wiedziałam czy ze złości, czy ze wstydu, że pozwoliłam sobie na użycie tak nieodpowiednich dla mnie słów. Byłam jednak piekielnie zła, zmęczona tymi wszystkimi żarcikami. Moja żałoba jeszcze nie minęła, a musiałam użerać się z jakimś gryfonem, który za cel obrał sobie uprzykrzanie mi życia. A ja nawet nie wiedziałam za co.





Pod martwą skałą więdną górskie kwiaty, zwarzył je mróz,
burzą strącony i zniesiony deszczem, przysypał gruz.
Więdną i próżno patrzą się ku słońcu spod martwych skał.
I po co na tę śmierć nieuchronioną wiatr tam je siał?
Powrót do góry Go down
 

Przedwiośnie, 1954, Hogwart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Przedwiośnie, 1954, Hogwart
» Regulamin Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
» London Eye
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Bell Rodwick

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17