Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Rodzinny spęd, sierpień 1952

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Rodzinny spęd, sierpień 1952   31.10.16 18:37

- Bertie, przysięgam, jeśli w tej chwili nie wyjdziesz z kuchni to cię wydziedziczę, a na twoje miejsce adoptuję Matta!
Więc i wyszedł Bertie, wzruszając ramionami. No, przecież nie chciał stłuc tego wazonu, on chciał tylko pomóc. Tylko no, wyszło jak zwykle.
- Na szczęście nie można adoptować pełnoletnich. - stwierdził jedynie, jednocześnie uświadamiając sobie, że sam za pół roku będzie pełnoletni. Tak w ogóle to za rok już nie będzie miał wakacji, tylko na poważnie będzie myślał, co ma właściwie ze sobą zrobić. Nie, żeby się tym wybitnie martwił, ale nie ustające co planujesz robić po szkole?, które słyszał średnio trzy razy dziennie od różnych osób zaczynało mu działać na nerwy. Na szczęście widok cudownie wystrojonego Matta zawsze poprawiał mu humor i na jego twarz znów wpełzł radosny uśmiech.
- Tylko moja matka potrafi zrobić z ciebie człowieka. Niesamowite. - no, musiał skomentować, musiał. Zaraz z resztą wziął swój aparat, który specjalnie zniósł wcześniej na dół i uniósł go tak, żeby widzieć komu robi zdjęcie. - Uśmiech!
Pstryk. Teraz jeszcze pilnować, żeby kuzyn nie dopadł jego aparatu zanim zdjęcie nie zostanie wywołane.
Cofnął się od razu gotów ryzykować wydziedziczenie i uciekać do kuchni, gdyby Matt postanowił przechwycić jego skarb. W tej chwili jego ojciec wyszedł z kuchni, niosąc pieczeń, którą będą dzisiaj jedli. Przy nim mnie nie napadniesz. Bertie uśmiechnął się szeroko do kuzyna i zerknął na zegarek.
- Judy powinna być za kilka minut. - stwierdził zaraz. - Pomóc coś przynieść? - dodał zaraz, ale znał odpowiedź, skoro został dopiero co wyrzucony z kuchni za stłuczenie czegoś. Zaraz z resztą cała reszta zastawy za pomocą zaklęcia matki Bertiego sama wleciała na stół.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   01.11.16 16:59

Ciężko mi powiedzieć w którym konkretnie momencie przestałem się stawiać i pozwoliłem sobie i rodzinie Bertiego na to by w pewny sensie dać się przyciągnąć pod ich dach i stać się częścią ich życia. Może to przez upór i zawziętość wujka, może to przez przesadną troskę ciotki, może przez głupotę Bertiego lub moją lekkomyślność...Cokolwiek to było doprowadziło mnie do tego, że w tym momencie stałem z miną męczennika i przyglądałem się swojemu zagarniturowanemu odbiciu w lutrze. Był to prezent od ciotki o którym dowidziałem się przed kilkunastoma minutami, kiedy to konspiracyjnym ruchem dłoni zachęciła mnie bym pozwolił na chwilkę pójść za nią. Wówczas niczego się jeszcze nie spodziewałem, potem było już za późno - rozwinęła skrzyła, podekscytowała się, była duma z siebie, że trafiła w rozmiary i...ech. Nie potrafiłem zniszczyć jej szczęścia. Chociaż tyle mogłem zrobić w zamian za to wszytko co robiła i z tą myślą zacząłem schodzić z piętra szarpiąc się z krawatem - swoją drogą bardzo zmyślna nazwa dla kawałka kawałka pętli zaciśniętej wokół szyi - gdy tu Betie pojawił się na horyzoncie. Posłałem mu mordercze spojrzenie, a gdy mignął mi fleszem już zamierzałem mu wcisnąć ten aparat w zęby.
- Ty gnoju... - syknąłem i podążyłem za tym pędrakiem do kuchni. Mój pościg skończył się jednak przed wejściem do kuchni bo nagle wyrósł w drzwiach wujek. Początkowo na mój widok (a raczej widok tego co miałem na sobie i jak to wyglądało) znieruchomiał jakby rażony piorunem.
- NO NO A CO TO ZA KAWALER - odezwała się z kuchni ciotka, a ja wywróciłem oczami. Pospiesznie odstawiła półmisek z piekarnika na kuchenny blat i podeszła. Oczy jej się świeciły jakby zaraz miała rzucić wzrokowo lumos - Całe szczęście, że zdecydowałam się na nieco większy bo miałam obawę, że ten mój pierwszy wybór będzie za mały i dobrze zrobiłam, chociaż szkoda bo tamten mniejszy był w taką szykowną kratkę, ale ten też cudnie pasuje, prawa kochanie? - szturchnęła łokciem wujka, który wrócił w jednej chwili do rzeczywistości. Nic jednak nie powiedział tylko uśmiechnął się w ten swój sposób, poklepał mnie pocieszająco po ramieniu i udał się do salonu - Daj, poprawię ci krawat.
- Ciociu... - miałem ochotę schować twarz w dłoniach, lecz się nie ruszałem i posłusznie, jakby ze złamaną wolą, poddawałem się jej zabiegom.
- No już, już, rozchmurz się, jest dobrze. - mówiła, a potem zaklęła Bertiego by nawet nie ważył się zabierać za noszenie czegokolwiek bo nie będzie mu przysługiwała dokładka.




 
Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   01.11.16 18:07

To wcale nie chodziło o to, że nie lubiła przychodzić do Bottów. Bała się tylko tych obiadów gdzie wszystko miało być takie…rodzinne. Ojcu też się to nie podobało. Widziała to jego spojrzenie, gdy razem z matką wybierała idealną sukienkę. Judith próbowała podpytać o to rodzicielkę, ale ta zbyła wszystko delikatnym uśmiechem. Dla czego wszyscy ją tak taktują? Przecież nie jest już dzieckiem!  Kilkanaście minut przed umówionym spotkaniem w końcu stanęła przed lustrem uważnie analizując każdy element swojego wyglądu.  Długie brązowe włosy spięte i przewieszone przez ramię, sukienka w kwiatki  jeszcze przykleić do twarzy wesoły uśmiech i mogła ruszać. Bo to wcale nie jest tak, że ostatnio myślała głownie o tym, że to ostatni rok Bertiego w Hogwarcie i potem już nie będą się widywać. Może gdyby go ładnie poprosiła to zawaliłby dla niej egzaminy…przecież to dla niego nic trudnego. Potrzepała głową chcąc jak najszybciej pozbyć się tak samolubnych myśli. Oczywiście skończyło się na tym, że kilka minut musiała poprawiać włosy, które uparcie nie chciały się z powrotem ułożyć. Jaki cudem Bertie potrafił zniszczyć moją fryzurę nawet na odległość? Gdy zdała sobie sprawę jak dziwnie to brzmi nie mogła się powstrzymać od cichego śmiechu. To trochę poprawiło jej humor dzięki czemu nie wchodziła do kominka z tak ciężkim sercem. Chwyciła w dłonie odrobinę proszku  i rzuciła go na ziemię wypowiadając przy tym adres domu Bottów. Zniknęła otoczona zielonymi płomieniami by w końcu pojawić się na miejscu. Wyszła z kominka otrzepując sukienkę z pyłu. Zaraz poczuła zawrót głowy dla tego przytrzymała się  konstrukcji portalu.  Głupi wynalazek! Ale jeszcze tylko trochę i nauczy się teleportacji! Wtedy żegnaj sieci fiu i żegnajcie przeklęty zawroty! Jeszcze tylko głęboki oddech i mogła przejść do salonu gdzie spodziewała się spotkać wszystkich Bottów. Już miała skręcić do odpowiedniego pokoju i skleić odpowiednie formułki gdy z kuchni zaczęły dochodzić skrawki rozmowy o jakimś rozmiarze i krawatach! Ktoś zawiesił Bertiemu na szyi krawat?! Bertie ubrał się w garnitur! Musiała to zobaczyć! Weszła do środka pukając we framugę drzwi. Mniej więcej w tym samym momencie mama Bertiego mówiła coś o braku dokładki.
- Dzień dobry - przywitała się grzecznie z panią Bott. - Bardzo dziękuję za zaproszenie - dodała jeszcze delikatnie się uśmiechając. I już cała jej uwaga skupiła się na Bertiem…Bertiem bez krawata! Już miała coś powiedzieć kiedy jej oczom ukazał się Matt. Otwarła szeroko usta nie wierząc w to co widzi. Pozbieranie się zajęło jej kilka przydługich sekund i wyraz zaskoczenia/niedowierzania zastąpił chochlikowaty uśmiech. -Matt...to znaczy Matthew...Panie Bott - dygnęła przed nim w duchu tarzając się ze śmiechu. Zaraz przyciągnęła do siebie Bertiego szepcząc do niego cicho. - Zrobiłeś zdjęcie nie? Ja chce kopie! Najlepiej dwie. - złośliwy uśmiech nie chciał zejść z jej twarzy a przecież miała być miła i grzeczna.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   01.11.16 23:57

Na prawdę trudno było wytrzymać, kiedy matka Bertiego dopadła Matta i zaczęła zachwalać swój wybór, oraz oczywiście urodę kuzyna. Bertie trząsł się wewnętrznie i cała ta wesołość odbijała się w jego oczach, które wlepiał w ten przeuroczy obrazek oglądanego z każdej strony i poprawianego Matta.
Sam Bertie nie rzucał się do łapania za naczynia, skoro mu za to grożą i już po chwili usłyszał stukanie we framugę i odwrócił się w stronę Judy. Uśmiechnął się tym szerzej widząc, że i ona już dostrzegła główną atrakcję wieczoru i przez chwilę jeszcze nad sobą panował, przez kilka sekund miał skrupuły, może kierował się jakąś formą solidarności, może po prostu szczerą sympatią względem starszego kuzyna. Zaraz jednak ta cieniutka nić pękła.
- Może jak go zaczniesz częściej stroić mamo to w końcu jakąś dziewczynę tutaj przyprowadzi? - zasugerował temat wokół którego jego mama mogła krążyć bardzo długo i spojrzał jeszcze raz na Matta, bo doskonale wiedział, że gdyby nie było tu rodziców, starszy Bott poszatkowałby go w tej chwili nożem do mięsa, wrzucił do kotła i bardzo wolno gotował. A jednak obecność ciotki i wujka działała na niego wręcz zbawiennie.
Kiedy zjawiła się Skamander, podszedł do niej. To mu się wydawało strasznie dziwne, że mają spędzić cały rok bez siebie, kiedy ona będzie w Hogwarcie, a on już go skończy, ale póki co odrzucał od siebie tę kompletną abstrakcję. No, bo jak to tak w ogóle? To nawet nie brzmi logicznie! Póki co mają jednak przed sobą jeszcze rok wspólnie i młody Bott zamierzał się tym po prostu cieszyć, nie martwiąc niczym. Jak to on zazwyczaj z resztą.
- Cześć, skarbie. - zaraz objął Judy, która jak zawsze na takie okazje wyglądała idealnie i skinął głową na jej pytanie z szerokim uśmiechem. Oczywiście, że tak. Narobi jeszcze wiele zdjęć dzisiaj, to pewne. I ojciec też, w końcu to od niego Bertie zaraził się tą zajawką. Miał masę zdjęć różnych świetnych sytuacji i bardzo dużo zdjęć Judy, trochę zdjęć z takich spędów, jak ten, czy wycieczek. Ale oczywiście te, dzięki którym mógł nabijać się z bliskich miały swój wyjątkowy album, na który młody Bott bardzo uważał!
- Judy, wspaniale wyglądasz, miło cię widzieć. No już, już, idźcie do stołu. - ojciec Bertiego chyba chciał ratować swojego bratanka, chyba wyczuł troszkę co się dzieje i machnął na nich, bo przecież wszystko już na stole i nie ma sensu siedzieć w kuchni i dawać jedzeniu stygnąć. Samantha za bardzo załapała jednak aluzję Bertiego i wpatrywała się w Matta już w drodze, na chwilę rzecz jasna dając odwrócić swoją uwagę jeszcze na Judy, do której uśmiechnęła się radośnie. Tego typu spotkania miała chyba we krwi.
- To to prawda, ten mój Bertie ma straszne szczęście. Cieszę się, że przyszłaś, skarbie.
Powiedziała jej. Jak to jest, że ojcowie bardzo ciężko oddają swoje córki jakimkolwiek partnerom, za to zarówno matki jak i ojcowie chłopców cieszą się jak nienormalni ze związków swoich synów? Zaraz z resztą Samantha Bott wróciła do tematu, który podrzucił jej właśnie syn.
- No, ja zaczynam myśleć, że ty po prostu jakąś pannę przed nami ukrywasz. Nie masz nikogo na oku? Nie wmówisz mi, że dziewczyny na ciebie uwagi nie zwracają.
Stwierdziła od razu, wbijając wzrok w kuzyna. Bertie czasem myślał, że ona to robi specjalnie i bawi się w tym momencie równie dobrze, jak on. Zaraz z resztą bawił się jeszcze lepiej, bo zabrali się za jedzenie świetnej pieczeni z ziemniakami i surówką.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   06.11.16 2:44

Wiedziałem, że zabiegi ciotki miały na celu jedynie moje dobro - przynajmniej według niej. W sumie innego powodu tej radości pomykającej jej po twarzy znaleźć nie mogłem. Ja sam jednak czułem się umartwiany i nie bardzo wiedziałem jak zareagować na tą przytłaczającą mnie z zewnątrz euforię. Była niezręczna. Z taką więc miną stałem i cierpliwie wyczekiwałem końca bo zlatywało się złośliwe robactwo.
Słysząc szydzącą ze mnie Judith, posłałem ku niej kąśliwy uśmiech.
- No proszę, kto by pomyślał że kwiaty mogę zdobić coś tak złośliwego. - zauważyłem po komplemencie ciotki, mając wzrok utkwiony przed sobą, a więc i na wprost ciotki wiążącej mi krawat. Trochę nierozsądne z mej strony posuniecie...które poskutkowało wyraźną naganą wyglądającą zza jej oczu. Ja swoje przymknąłem, bo nie chciałem widzieć jaką minę robi gdy Betie dorzuca swoje trzy grosze. Pewnie coś w stylu "Nie słuchaj go, wszystko w swoim czasie". Choć jednocześnie w głębi duszy prawdopodobnie liczyła, że jej zabiegi w tym dopomogą. Ale gdyby oni wszyscy wiedzieli, jak bardzo był to zły temat na chwilę obecną...Nie żeby w głowie miał tylko jedną taką, na temat której myśli wywietrzyć starałem się innymi. Głupi byłem. Szkoda, że uświadomię sobie to dopiero za rok, a żałować będę za kolejne cztery. Na razie tkwiłem jednak w tej swojej bezmyślności mając nadzieję, że nikt o niej się nie dowie. Dlatego zazgrzytałem zębami, a potem westchnąłem bezradnie nie chcąc ciągnąć tematu. Zasiadłem do stołu na przeciwko Bertiego bo niestety nigdzie indziej miejsca nie było. Spojrzałem na niego spode łba, rozluźniając węzeł krawata pociągniętego pod samą krtań. Mam nadzieję, że dobrze się bawił bo ja jeszcze zdążę za to wystawić adekwatny rachunek. Sięgnąłem po kompot. Ciotka się odezwała, a ja się zakrztusiłem. Przyłożyłem dłoń do ust zduszając kaszlnięcia. Serio...? To się działo na prawdę? Nie wiem, czy ona ciągnęła grę Bertiego czy pytała się bo chciała udowodnić kuzynowi, że wcale tak źle ze mną nie jest. Było gorzej.
- Co cie ciociu tak nagle napadło...? Niech się ciocia lepiej pyta syna co planuje po szkole bo niewątpliwie pierwszy cioci wnuków narobi - odbiłem piłeczkę w mało przepisowy sposób, że aż wujek zatrzymał łyżeczkę pełną puree w połowie drogi do swojego talerza i łypnął pytająco na syna. Nie było tajemnicą, że Bertie niedługo kończy szkołę, a kto wie czy z nudów nie zechce się ustatkować... Bierzcie go.




 
Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   06.11.16 17:03

-Od razu złośliwego - oburzyła się lekko na słowa Matta.  Niech on tylko poczeka aż zrelacjonuje wszystko bratu.  Wtedy dopiero zobaczy czym jest złośliwość Skamanderów! W duchu aż zatarła ręce z radości. To będzie kara za to, że tak nieładnie się do  niej zwracał! I aż się jej oczy zaświeciły gdy Bertie wspomniał o dziewczynie! Na tym będzie można żerować przez całe spotkanie! Wiedziała, że za coś kocha tego głupiego osła! To jeden z tych momentów które jasno wskazują, że to Bertie zrobił z niej sadystkę. Jakby ktoś się kiedyś pytał…
Po tak przyjaznym przywitaniu przez rodziców Bertiego cały stres jakoś z niej wyparował. Podziękowała grzecznie za wszystkie komplementy. Na dźwięk słowa „szczęście” zaczęła się wesoło szczerzyć. Od razu przeniosła wzrok na swojego chłopaka. - Widzisz Bertie? SZCZĘŚCIE! - szepnęła do niego gdy przechodzili do salonu. Będzie mu o tym przypominać za każdym razem gdy śmie  na nią narzekać.  
Zajęła oczywiście miejsce obok Bertiego i ledwo powstrzymała się od śmiechu słysząc jak pani Bott konturuje temat Mattowej dziewczyny.  Miała ochotę oprzeć łokcie na stole i z ogromnym zainteresowaniem wpatrywać się w chłopaka. Niech opowiada wszyscy na pewno chętnie posłuchają!  Judith była wstanie postawić lewą  nerkę na to, że gdy usta Matta się otworzyły gdzieś właśnie pękło jakieś lustro. Niemal czuła jak cała atmosfera gęstnieje a potem było już tylko gorzej. Gdyby nie stół i obecność rodziców Bertiego już sprezentowałaby Bottowi skamanderowy prawy sierpowy. W innej rzeczywistości już siedziałaby na brzuchu swojego ulubionego brata nie brata i okładała go pięściami. Bertie w tym czasie pewnie zginałby się w pół ze śmiechu albo biegłby po aparat. jednak teraz musiała się zadowolić solidnym kopniakiem w piszczel.  Mało tego miała wrażenie, że w pokoju zrobiło się jakoś dziwnie gorąco. Biedna Judith, czerwień wpełzła już po samo czoło przemieniając ją w małego pomidora.  No by niby kto miał urodzić te wnuki jeśli nie ona…


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   06.11.16 20:13

- Ależ ja nigdy nie twierdziłem, że nie szczęście. Czasem tylko tragedia, czasem dramat, czasem to tak jakby ci tornado przeleciało przez życie, ale szczęście zawsze i wszędzie. - odpowiedział jej szczerze rozbawiony, bo i to prawda, nie nudzili się w tym związku. Karuzela uczuć i emocji, prawdziwy rollercoster. W jednej chwili obrywał doniczką, w innej sam na nią wrzeszczał (na Judith, nie na doniczkę), a w kolejnej trzymał ją w ramionach i miał ochotę nigdy nie wypuścić. I zwyczajnie wiedział, że tak będzie zawsze. Bo jakikolwiek inny scenariusz nie miał najmniejszego nawet sensu.
- Z tym akurat mógłbym się kłócić. - Bertie nie wiedział wiele o prywatnym życiu Matta. Ten nie był wybitnie wylewny, a i obserwować go się nie dało, bo dawno już szkołę skończył, ale do jego wizerunku pasowały mu "chwilowe" kontakty z kobietami. Nie kontynuował tego tematu jednak, bo chyba nie chciał, żeby mama złapała, o co dokładnie mu chodziło. Tak... no, w końcu Matt może być pierwszy, bo tak na prawdę kogoś tam jednak ma? Jest sporo starszy, powinien szybciej założyć rodzinę i tak dalej.
Widział, jak Judy zaczerwieniła się na słowa kuzyna i uśmiechnął się do niej lekko.
- Poza tym dobrze wiesz, że nie lubię planować... - wzruszył ramionami, choć wiedział, że zaraz spadnie na niego tajfun. Ojciec widocznie zirytował się tą odpowiedzią. Ale no, co miał robić, kłamać?
- Sądząc po wynikach twoich egzaminów, nie masz wielkiego wyboru, więc na twoim miejscu myślałbym bardzo intensywnie. - Bertie wolał nie wspominać, że był ze swoich wyników bardzo zadowolony. Złapał bardzo dobre oceny z obrony i zaklęć. Jasne, że zawalił Historię, no czego się spodziewać? Numerologia, transmutacja? Ludzie, czy ktoś w ogóle oczekiwał, że on na Zadowalający wyjdzie z numerologii?! Że z transmutacji mu się udało, to już coś! A to piękne W z mugoloznastwa, jego nikt nie widzi! No dobra, wziął mugoloznastwo tylko po to, żeby podnieść sobie średnią ocen. Cała reszta była kompletnie na hybił-trafił.
- Jaki sens by miało wciskanie sobie czegoś, czego nie znoszę? Nie łapię transmutacji, nie będę szukał związanego z nią zawodu, to proste. - spróbował inaczej. - Nie każdy musi być uzdrowicielem.
Wzruszył ramionami. Jego bardzo będzie satysfakcjonowała jakaś lekka, przyjemna praca. Nie zależało mu na zbijaniu kokosów. Może na ten przykłaad... o, może zajmie się podróżami, będzie coś zbierał? A może będzie organizował podróże dla innych! Nie mówił tego głośno, bo i jego podróże po zeszłorocznym popisie nadal były drażliwym tematem, ale to by było coś!
- Muszę mieć czas na wychowywanie dzieci poza tym, skoro mi to wszyscy wróżycie. - dodał z szerokim uśmiechem, bo czemu nie podokuczać Judy jeszcze trochę? - Swoją drogą czym ty się w tej chwili zajmujesz, Matt?
Uniósł lekko brew, bo nie miał pojęcia. Stawiał kieszonkowe, że nie jest to w pełni legalne, więc niech sobie teraz kuzyn pokombinuje.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   12.11.16 21:03

Huhuhuhuhu
Aż mi się lżej zrobiło na sercu, a usta same wykrzywiły się w szelmowskim uśmiechu, gdy przyszło mi chłonąć tą nagłą ciszę, którą przy stole zasiałem. Do tego transformacje jakie przechodziła twarz Jude...Prasnąłbym śmiechem, lecz ból jaki mi zadała ta mała złośnica wykrzywiła mi usta cierpiętniczy grymas. Z oczu moich nie zniknęła jednak wesołość. No, dopóki kuzyn się nie odezwał. Zmrużyłem oczy i zrobiłem mu to co jego słodka wiedźma mi - kopnąłem go pod stołem w piszczel.
- Nie. Nie moglibyśmy - pokreśliłem znacząco sugerując mu by z łaski swojej nie starał się ciągnąć tematu. Czasami zapominałem, że to, że nie ma szczęścia wcale nie oznaczało, że był głupi. Umiał i mógł dostrzegać pewne...niewypowiedziane rzeczy. Niestety. Zależało mi jednak by wujostwo nie starało się za bardzo zastanawiać nad moim życiem prywatnym. Na szczęście w przeciwieństwie do Bertiego oni bardzo chętnie połknęli podsuniętą przynętę. Słuchałem mimochodem jak wujek się czepia syna nakładając sobie ciotkową potrawkę. Mój ubiór sprawiał, że byłem zmuszony do wykonywania kanciastych ruchów.
- Cóż... - czym się zajmowałem...szukaniem kłopotów? - ...czasem oprowadzam czarodziei po Londynie. Tym niemagicznym. Niektórzy traktują przejażdżkę taksówką jak wygraną na loterii. Nic zobowiązującego, lecz da się wyżyć póki przerwa od nauki - była to ta wygodniejsza część prawdy. Podniosłem wzrok z nad talerza i spojrzałem na wujka podając półmisek dalej - Chociaż znajomy proponował mi ostatnio bym jechał z nim do Taunton. Jego rodzice planują remontować po całości starą kamienicę. Godziwe pieniądze, dobrzy ludzie...roboty na miesiąc może dwa...Chyba się zdecyduję - to też nie było nic zobowiązującego i osobiście wątpiłem w to bym koniec końców w najbliższym czasie poświęcił się czemuś na poważnie bo po prostu...nie wiedziałem na czym. Pod tym względem nie byłem bardzo inny od Bertiego - nie wiedziałem co z sobą zrobić. Wzruszyłem ramionami, jakby to nie miało dla mnie i tak większego znaczenia - A ty Jud, planujesz sadzić marchewki?




 
Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   15.11.16 21:46

Świnia! Wredna podła sadystyczna świnia! Judith obiecała sobie, że nie zapomni wspomnieć bratu jak jego przyjaciel chciał z niej zrobić klacz rozpłodową. Sam na pewno się ucieszy i o wszystkim chętnie posłucha. Chociaż swoją drogą czy to dobry pomysł uświadamiać starszego Skamandera, że jego młodsza siostra wie skąd się biorą dzieci?
Judith siedziała skulona mając nadzieję, że nikt jej nie zauważy i o nic nie spyta. Bardzo chętnie przyłączyłaby się do frontu „Bertie co z twoją przyszłością”. Już widziała jak odwraca się w stronę swojego chłopaka i wlepia w niego spojrzenie typu „ Ja chętnie posłucham opowiadaj”. Ale z drugiej strony naprawdę nie chciała się w to wszystko za bardzo mieszać. Nie wiedziała tylko kogo było jej bardziej żal. Bertiego, który po raz kolejny był przesłuchiwany czy może państwa Bott i tego, że wiecznie muszą martwić się o syna. Mogła im powiedzieć „ Niech się państwo nie przejmują. Ja nas utrzymam” ale to był chyba kiepski pomysł. Słuchając tych wszystkich tłumaczeń i pytań łypała jednym okiem na Bertiego próbując sobie jednocześnie poradzić z czerwienią na policzkach. Właśnie próbowała napić się wody gdy najmłodszy Bott postanowił kontynuować temat swojego przyszłego potomstwa. Judith zaczęła się krztusić. Szybko odstawiła szklankę i zasłoniła usta dłonią tamując kaszel. Jaka była kara za te tortury? Z całą mocą jaka tliła się w tym drobnym ciele wbiła mu obcas buta w stopę. Zasłużył sobie! Dzięki Merlinowi zmieniono temat. Teraz znów ofiarą represji stał się Matt. Judith grzecznie słuchała wszystkiego co ma do powiedzenia mając oczywiście zamiar sprawdzić te informacje  u brata. Judith Skamander najlepszy agent magicznych służb wywiadowczych! - Taksówką? - spytała w trakcie jego wypowiedzi nie bardzo wiedząc o jaki środek transportu chodzi.
Matt znów sobie grabił! Nazywał jej życiową pasję sadzeniem marchewek! Oczywiście dostał drugiego kopniaka. Nóżki panny Skamander jakieś ruchliwe tego wieczoru.  Już miała zacząć na niego krzyczeć ale w porę przypomniała sobie o rodzicach Bertiego. - Noooo - zaczęła powoli - Myślałam o byciu uzdrowicielem ale jednak zostanę przy zielarstwie które tak elokwentnie nazwałeś sadzeniem marchewek - syknęła na niego zaraz jednak spuszczając potulnie wzrok. Bycie bardziej ambitną niż twój chłopak to grzech?


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   25.11.16 21:19

- A to dlaczego?
Bertiego na prawdę trochę kosztowało, żeby się nie skrzywić, kiedy go ta łajza kopnęła, ale dał radę. I ty bardziej suę uparł na drążenie tematu, który jednak łaskawie postanowiła uratować mama, najpewniej wyczuwając, że robi się między nimi troszkę za gorąco.
- Spokój, chłopcy. - upomniała ich obu, bo i ten wieczór w całości ma być miły nawet, jeśli pewne wszystkie dzieciaki dostaną jakąś małą reprymendę tak przy okazji, żeby się nie rozpieściły za mocno.
I zaraz spojrzał na Judy trochę rozbawiony, trochę rozczulony. Dla niego było jasne, że będą mieli dzieciaki - najlepiej dwóch synów i najmłodszą córeczkę! - jeszcze zanim sobie uświadomił, w jaki sposób to się właściwie odbywa. Nie było dla niego nic bardziej zwyczajnego i dlatego uważał, że wcale sobie nie zasłużył na to, co go już po chwili spotkało! Tym razem się skrzywił i odskoczył, to na prawdę koszmarnie bolało! Zgodził się więc na nie ciągnięcie tematu, skoro ma on być tak bolesny dla jego nóg. Mała sadystka.
- Wiesz, co to auto? Na pewno widziałaś, te pojazdy w niemagicznym Londynie, na ulicach. Mugole się nimi przemieszczają, zazwyczaj swoimi. Taksówka to takie auto razem z osobą, która je prowadzi do wynajęcia. - wyjaśnił najlepiej, jak umiał. Lubił temat mugoli i ich wynalazków. I zerknął na kuzyna.
- Swoją drogą sami widzicie, Matta się nie czepiacie, a łapie byle dorywcze zajęcia, żeby jakoś przeżyć. Ja jeszcze coś zrobię ze sobą, tylko czasu potrzebuję. - oznajmił bardzo pewny tego, co mówił. Tylko na starcie będzie musiał sobie jakoś radzić! Tu sprzątnie, tam coś przeniesie, tam coś poda. Jest masa zawodów, które nie wymagają nie wiadomo czego, tak na start, żeby pomyśleć w spokoju! - No, chyba, że straciliście już co do niego jakiekolwiek nadzieje.
Uśmiechnął się trochę wrednie i wzruszył ramionami. Tym razem to mama go palnęła po łbie, ona na szczęście nie bije mocno!
- Matt jest bardziej zaradny od ciebie. I nie wykręcaj się, lepiej przemyśl swoją przyszłość. - ucięła mama i oboje wiedzieli, że ta rozmowa i tak nie ma sensu, bo wszyscy przy tym stole wiedzą swoje, a Bertie się nie zmieni.
- Jak to się stało, że taka śliczna i mądra dziewczyna wytrwała tyle czasu z moim synem? Jesteś moją nadzieją, Judy. - dodała zaraz widocznie rozanielona planami Judy, która spokojnie mogłaby być uzdrowicielem, bo przecież jest mądra, ale zdecydowała się na inny, również bardzo konkretny i całkiem ciekawy zawód!
Bertie na to uśmiechnął się szeroko zupełnie, jakby wcale nie został właśnie bardzo niedoceniony przez własną rodzicielkę.
- To mój urok, jeszcze nie zauważyłaś?





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   26.12.16 2:48

Ciocia każe to ja się słucham, a przynajmniej się starałem. Dlatego jak na komendę po prostu wymieniłem z Bertiem porozumiewawcze spojrzenia. Oboje wiedzieliśmy co się działo, gdy jego matka traciła cierpliwość. Zakładam, że obaj tego nie chcieliśmy.
- Tyle lat, a Bertie dalej nie zaciągnął cie na wycieczkę do mugolskiego Londynu? No proszę...jakby dalej się ociągał to daj znać. Bo skoro nie wiesz czym są taksówki to strzelam, że dla ciebie będzie to jak wycieczka do obcego kraju. Fajna sprawa, a i jeszcze można poszaleć bo kurs galeona na funty bardzo korzystny - też sobie pozwoliłem dodać zauważając, że to tak trochę nie ładnie z jego stron, że Jud nie wie takich rzeczy. Chociaż może sobie niepotrzebnie sobie z niego naigrawam. Kto wie, może jej starzy nie są temu za bardzo przychylni? W końcu Skamander - bardzo kopiący Skamander. Jeszcze raz to zrobi, a chwycę ją za nogę. Jak słowo daję!
Wywróciłem oczami i wypuściłem z siebie powietrze. W takich chwilach na prawdę cieszyłem się, że byłem jedynakiem bo jakoś nie wyobrażam sobie by od początku swego istnienia słuchać na okrągło "a Matta się nie czepiacie", "a on tamto i siamto"...Prawdopodobnie nie byłem w tej grze gorszy, lecz jakoś tak się złożyło, ze w tamtym momencie dopadła mnie jakaś amnezja i nie miałem nic sobie do zarzucenia. Och, jaki przypadek.
- Za bardzo się martwią tobą by myśleć o mnie w ten sposób. Boją się, że znów uciekniesz tylko, że tym razem tuż przed owytemami. To znaczy - ciotka się martwi bardziej bo wujek założył się ze mną, że tego nie zrobisz - uświadomiłem go, dając mu do zrozumienia, że patrząc przez tego pryzmat wcale, a wcale nie ruszyła mnie jego uwaga. Nawet trochę rozbawiła. Wujka zaś zakłopotała. W obronnym geście uniósł otwarte dłonie przed siebie i wpatrywał się w swa małżonkę.
- Kochanie, to nie tak...
- Nie złość się ciociu. Postawił całe 50 galeonów. Bardzo wierzy Bertiego - poczułem potrzebę wsparcia wujka, zaraz po tym, jak nieumyślnie wypchnąłem go na głęboką wodę...




 
Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   09.01.17 21:25

Odetchnęła z ulgą gdy nikt już nie drążył tematu produkcji małych Bottów. Teraz mogła już spokojnie przysłuchiwać się rozmowie krewnych Bertiego przy okazji starając się za nimi nadarzyć co naprawdę nie było łatwe. Podczas próby tłumaczenia jej czym jest taksówka Jude wyglądała trochę tak jakby ktoś jej próbował wmówić, że Matt jest przystojny ale w ostateczności i tak kiwnęła potakująco głową i wróciła do swojego talerza. Przełknęła kawałek jedzenia spoglądając na starszego Botta z wyraźnym zainteresowaniem. - Wchodzę w to, tylko pod warunkiem że nie zostawisz mnie samej jak tylko jakaś długonoga blondynka pojawi się na horyzoncie. - oczywiście żartowała. Wiedziała, że Matt nie pozwoliłby by cokolwiek się jej stało.  Nie chciałoby mu się później „wysłuchiwać” zażaleń starszego Skamandera. - Bertie mnie nie zabiera na żadne wycieczki - kiwnęła przecząco głową odpowiadając na jego pierwsze pytanie. - Woli towarzystwo Titusa bo tak może poznać nowe koleżanki - umyślnie położyła spory nacisk na dwa ostatnie słowa starając się nie zerkać przy tym na swojego chłopaka. Chwilę później wzruszyła jeszcze ramionami sugerując, że w sumie jest jej to obojętne-Na szczęście młodzi aurorzy potrafią być bardzo towarzyscy - sięgnęła po swoją szklankę ukrywając za nią lekko chochlikowaty uśmiech. W próbach „usadzenia Bertiego na tyłku” wszystkie chwyty dozwolone.
- Ja w niego wierzę - zapewniła rodziców Bertiego uśmiechając się w iść anielski sposób. - Nie marnowałabym na niego swojego czasu gdybym nie wiedziała, że osiągnie coś wielkiego - i o dziwo nie było w tym ani krzty kpiny czy ironii. Od czasu do czasu mogła go przecież powspierać w walce z mamą…i Mattem. Gdy usłyszała o zakładzie zupełnie ją zamurowało. Szare oczy wkręcające się w tej chwili w profil Bertiego mówiły jedno „spróbuj wykręcić taki numer a znajdę cię nawet w piekle”.
- Bertie zostanie przyklejony do ławki w bibliotece i będzie się grzecznie uczył - skomentowała krótko całą sprawę. Jeśli będzie trzeba  Judka była wstanie koczować przy portrecie Grubej Damy byleby tylko się upewnić, że Bertie chociaż przystąpi do egzaminów.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny spęd, sierpień 1952   11.01.17 20:37

Przysłuchiwał się Mattowi i Jude i w sumie sam był zdziwiony, że nie oprowadził gnoma po mugolandii jak dotąd. To zdecydowanie coś do nadrobienia, choć i w ich wycieczkę nie zamierzał się wtrącać. Ostatecznie ufał kuzynowi, Matt może łajza, ale dobra łajza, zajmie się jego dziewczyną. Uśmiechnął się więc lekko na uwagę Skamander.
Dopiero napomknienie o ucieczce, której mama mu jeszcze nie wybaczyła - i pewnie nie wybaczy do jego śmierci - trochę starła mu uśmiech z ust. Spojrzał na Skamander ponownie zastanawiając się, jakim sposobem wredny gnom mógł przyjąć tak ładną formę.
Tego, że Jud nigdy mu nie daruje dziewczyn z jakimi bywał, czy kręcił kiedy nie byli ze sobą, był także w stu procentach pewien. Ale i co poradzi? W tamtych chwilach jakimś dziwnym sposobem na prawdę myślał, że rozstania były takie na poważnie i na zawsze!
Za każdym cholernym razem.
- Ej, powinnaś się cieszyć, że zabieram Titusa, a nie żadne koleżanki. - puścił jej oczko, bo i w sumie wśród znajomych Botta zawsze było więcej kobiet, niż facetów, Bertie po prostu się z nimi dobrze dogadywał też nie-związkowo. Czując, że jego humor w towarzystwie czuje chyba tylko tata, który wie, że nie ma prawa się do tego przyznać przy mamie, uniósł lekko ręce. - Nie planuję żadnych wypraw w najbliższym czasie, obiecuję zostać w szkole do końca roku. Zrobię to chociażby po to, żeby Matt zbiedniał o pięćdziesiąt galeonów.
Zapewnił, wymieniając przy tym z ojcem uśmiechy, które chyba mamie się nie spodobały, choć i tak po chwili na jej twarzy pojawił się jedynie wyraz pobłażliwości.
Zaraz jednak sama Judy zaczęła go bronić (a to atak z zaskoczenia!) i chyba roztopiła tym serce Samanthy. Jego trochę też, ale przecież jej tego nie powie, prawda? Co prawda nie wierzył w siebie siedzącego w bibliotece, ale doceniał to, że stara się dbać o jego przyszłość. Choć to w sumie dbanie o ich przyszłość, nie?
- Mam nadzieję, że najpóźniej za dwa lata zatańczę na waszym ślubie. - przyznała jeszcze mama, której ten związek podobał się od początku. Co prawda znała go fragmentarycznie, ale przecież wystarczy! Oto porządna, mądra dziewczyna, która poukłada jej klaunowatemu synowi w głowie!
- Byle do ich trzydziestki, kochanie. - tym razem to ojciec bardziej realistycznie pomyślał o prawdopodobnych zarobkach Bertiego zaraz po szkole. Sam zainteresowany uśmiechnął się tylko pod nosem, co prawda nic jeszcze nie planował, dla niego Judy już jakby była Bottem, ale nie sądził, żeby formalność miała im zająć dużo czasu.
- A może przyprowadzisz jakąś koleżankę następnym razem? Może troszkę starszą od siebie. - Samantha widocznie wpadła na genialny pomysł swatania starszego Botta, bo spojrzała na niego.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Rodzinny spęd, sierpień 1952

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» [sen] sierpień 1956, marseet
» Album rodzinny im. Hejterów Naczelnych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17