Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kryształowa sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kryształowa sala   01.11.16 21:31

Kryształowa sala

Dostać się do niej można zarówno z wnętrza rezydencji, jak i ze sławnych różanych ogrodów Rosierów przez jedno z przeszklonych łukowatych przejść, które wpuszczają do jej wnętrza dużo światła i zapewniają tym samym wspaniałe widoki. Z zewnątrz sala balowa nie wygląda na swe wymiary; musiała zostać obłożona odpowiednimi zaklęciami. Jej wysoko zawieszone sklepienie upstrzone zostało licznymi kryształowymi żyrandolami, które oświetlają zdobiące je, gustowne mozaiki nawiązujące kolorystyką i symboliką do tradycji rodu - i którym sala zawdzięcza swoją zwyczajową nazwę. Ciemny marmur ścian kontrastuje z jasnym, lakierowanym parkietem oraz złotymi kandelabrami rzeźbionymi w postacie nimf oraz pnące się róże. W powietrzu unosi się zapach tychże kwiatów mieszający się z wpadającą przez okna morską bryzą.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   01.12.16 17:28

Nie była wielką entuzjastką ślubów. Włączały w niej jej wewnętrznego cynika , który nie pozwalał jej nacieszyć się obrazem. Również własne doświadczenia rodzinne, w których jej ojciec bardziej cierpiał gdy stracił posadę Ministra niż gdy umarła jego żona nie pozwalały jej uwierzyć we wszystkie bajki, które są opowiadane małym dziewczynką. Książę z bajki na białym koniu gotowy uratować Cię z każdych problemów jakoś nigdy nie pojawił się na jej drodze. Ponieważ owy książę nigdy nie istniał, a za to ziemia była zapełniona ludźmi z problemami i wadami. Niektórzy uważają, że to miłość uczy człowieczeństwa, ale Elizabeth uważała, że nie ma bardziej ludzkie uczucia niż cierpienie. Sama idea aranżowanych małżeństw była tak sprzeczna ze bajkami dla dzieci, w tych małżeństwach na pierwszym miejscu był interes, choć dzisiejsi nowożeńcy wydawali się zakochani w sobie. Na ile była to gra a na ile prawdziwe uczucie? Zresztą, to nie do niej należała ocena. Spojrzała na Travisa, na którego twarzy widniał zachwyt i tu wiedziała, że aż tak pozytywnych emocji nie mogło to w nim wywołać. Ślub na pewno był romantyczny, pełen przepychu, ale niczego innego nie spodziewała się po rodzie Rosier. Nie była to też bardzo długa ceremonia, więc szybko znalazła się wraz z przyjacielem w sali balowej.  Tutaj mogli przysiąść i wreszcie na spokojnie porozmawiać. Nie mieli dla siebie wiele czasu od jej niezapowiedzianej wizyty w grudniu, więc mimo, że początkowo nie chciała przyjść na wesele, teraz potrafiła dostrzec jego plusy. Do samego końca nie była pewna swojej obecności, choć jej rodzina od początku uznawała, że nie ma innego wyboru. Elizabeth też potrzebowała trochę rozrywki, gdyż w pracy panował istny bałagan od kiedy rozpoczęły się śledztwa w sprawie morderstw. Była jeszcze bardziej zajęta niż zazwyczaj, a znalezienie sprawców tych zagadkowych morderstw nie było coraz bliżej. Czuła jakby utknęli w miejscu. Przybyła tutaj, by od tego wszystkiego odpocząć.  Nie przygotowywała się bardzo długo na przyjęcie, w końcu była tylko gościem. Barwy rodu były dla niej obowiązkowe, czuła się w nich najbardziej swojsko. Wydawały się jej czymś naturalnym, w końcu nosiła się w nich od dzieciństwa.  
- Jak Ci się podobało? Patrzyłeś z takim zachwytem jakbyś sam chciał stanąć na ślubnym kobiercu. – droczyła się z nim lekko z uśmiechem na twarzy. Żeniący się Travis będzie wydarzeniem, a ona nie będzie mogła tego przepuścić.  – Myślałam jeszcze niedawno, że nie miałeś zamiaru dzisiaj przybyć na ślub. Co też zmieniło twoje zdanie? – zapytała popijając szampana, który był wart swojej ceny. Smakował przepysznie,  choć nie był to przecież jej ulubiony trunek. Lubiła pić wino, whisky ale chyba najbardziej smakował jej brązowy rum – jego słodkość pozwalała z łatwością zapomnieć o jego szybkim efekcie na organizm.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   02.12.16 14:52

Nie zamierzał się zjawiać w Dover - ani teraz, ani nigdy. Plany mają to do siebie, iż te lubią się zmieniać w najmniej oczekiwanym momencie. Raptem dzień wcześniej matka, po krótkim zaprzeczeniu Travisa jakoby miał postawić swoją stopę na tamtejszych ziemiach, oznajmiła mu, że nikogo nie interesują jego prywatne muchy w nosie, albowiem nie zamierzają narażać stosunków z Lestrange'ami tylko dlatego, że ich infantylny syn ma jakieś wewnętrzne problemy. Wymiganie się od obowiązku wymówkami dotyczącymi smoków już dawno przestało działać, a na domiar złego jego najdroższa przyjaciółka powiedziała mu, nie miała partnera, który byłby godzien towarzyszyć jej na tej uroczystości. Powiedzieć, że Greengrass nie był zachwycony perspektywą uczestnictwa w ślubie chyba jedynego człowieka na świecie, którego nie lubił, to powiedzieć za mało. Oczywiście zebrał się wreszcie w sobie - co okupione było stanami zwątpienia w sens własnej egzystencji - lecz zadowolony nie był. Na ostatni grymas cierpienia pozwolił sobie w domu, przed lustrem, kiedy skrzaty doprowadzały leżącą na nim odświętną szatę do stanu idealnego. Okręcił się przed taflą z ciężkim westchnieniem, a następnie postanowił przed wyjściem potrenować jeszcze uśmiech. Każdy jeden wyglądał dość sztucznie, dlatego prędko zaniechał bezsensownych praktyk.
Zszedłszy na dół otrzymał od matki prezent, który miał wręczyć przyszłej żonie - której notabene straszliwie współczuł - lorda Rosiera. Westchnął po raz ostatni, uniósł pokazowo kąciki ust w górę, żeby w kilka chwil później zjawić się przed domem Lizzy.
- Pięknie wyglądasz - pochwalił ją na wstępie nie kryjąc radości z powodu zobaczenia jej twarzy. Żywił nadzieję, że nie będą musieli zbyt długo zostawać, a jej towarzystwo doda mu otuchy. Mimo tego, że w ogóle nie wyglądał na kogoś, kto jeszcze kilka minut temu tak jawnie okazywał swoje niezadowolenie. Sprawiał wrażenie wręcz zachwyconego zbliżającym się spotkaniem towarzyskim. Prawdopodobnie miał dryg do aktorstwa.
Znalazłszy się już na miejscu, zajęli przeznaczone dla nich siedziska. Oddalone od centrum wydarzeń najbardziej jak się dało - a to ci zaskoczenie! - nie pozwalały na dosłyszenie meritum wyprawianego przyjęcia. Lub przynajmniej to Travis niczego nie słyszał - to na pewno sprawka Tristana! Nie przejmował się tym raczej, zwyczajnie po zakończeniu oficjalnej części ceremonii, przepchaniu się przez tłum czarodziei, złożyli małżeństwu życzenia. Greengrass ofiarował nowej lady Rosier niewielkie złote lusterko, które pokazywało przyjemne chwile z przeszłości - oczywiście mężczyzna nie omieszkał zasugerować, że przy mężu będzie go bardzo potrzebować.
Kiedy złośliwości stało się zadość, oboje znaleźli się w Kryształowej Sali. Bardzo ładnej zresztą. Łowca docenił gust Rosierów, do których nie miał żadnych uprzedzeń, więc przyszło mu to z łatwością. Zaraz jednak skoncentrował się wyłącznie na swojej przyjaciółce.
- Kto wie, może bym chciał? - odparł, niby żartobliwie, lecz kto wie, co chodziło mu po głowie? - Matka, jak zawsze ona. No i wyjątkowo ty, pozbawiona partnera na dzisiejszy dzień - dodał już nieco poważniej, przyglądając się swojej partnerce podczas tego wesela. - Masz może ochotę zatańczyć? - spytał, wyciągając ku niej dłoń, kłaniając się płytko. Na twarzy igrał uśmieszek.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   03.12.16 13:08

|z uroczyska

Wzdłuż drogi wiodącej do głównego wejścia posiadłości w Dover stał szpaler złożony z kilkudziesięciu ludzi, wskazywali drogę każdemu z gości. Morgoth mógł nawet zauważyć, że niektórych zabłąkanych również nakierowywali do gromadzenia się we wnętrzu. Ogrody, uroczysko, cały teren dookoła oświetlono latarniami, chociaż było jeszcze wystarczająco jasno. Lordowie i damy sunęli w stronę posiadłości, rozglądając się i obserwując każdego z osobna. Niektórzy goście, zbyt leciwi, by przejść ten kawałek dzielący uroczysko od głównego budynku, przebywali tę drogę w powozach, a nawet w lektykach, ale większość zmierzała pieszo. W końcu z miejsca zaślubin do zamku nie było daleko, a tak piękny dzień wprost zachęcał do spaceru. Yaxley słyszał podekscytowane głosy dokoła jakoby tego widowiska po prostu nie można było przeoczyć, gdyż w uroczystości miało wziąć udział kilkaset osób, które nie szczędziły pieniędzy na stroje - nawet i w tym przejawił się duch rywalizacji. Ludzka pomysłowość nie znała granic. Jednak najgorszym tego elementem była przesadne bogactwo, które aż wpadało w tandetę.
Dziękował w duchu za to, że dane mu było trwać przy boku Majesty. Bez niej w ogóle nie pojawiłby się na uroczystości. Nie zamierzał zostawać na pastwę tych wszystkich ludzi dookoła. I chociaż dostrzegł swojego drogiego kuzyna Cynerica i Rosalie to nie mógł powiedzieć, żeby widok jeszcze któregoś gościa sprawił mu przyjemność. Znał zdanie swojego przyjaciela o podobnych spędach, jednak przywilej szlachcica wiązał się również i z obowiązkami. Obok promieniującej Majesty Morgoth wyglądał jak jej zupełne przeciwieństwo, chociaż dało się zauważyć, że z każdym spojrzeniem na kuzynkę jego twarz łagodniała, a wzrok stawał się cieplejszy. Specjalnie też szedł przy jej lewym boku, wciąż uważając na ranę na lewym ramieniu. Nie chciał, żeby kuzynka dostrzegła to w jakikolwiek sposób. Znał ją i wiedział, że od razu zaczęłaby się martwić. Już i tak wiele dołożył jej powodów do niepokoju. W końcu jednak doszli do centrum posiadłości. Sala balowa była oświetlona przez niezliczone świece, osadzone w świecznikach, a w ich ciepłym blasku brylowali goście. Przybywający wchodzili południowym wejściem i przechodzili przez główną salę do podium lady i lorda Rosier, którzy miło ich witali wspólnie z rodzicami panny młodej. Goście byli w znakomitych humorach, ożywieni i podekscytowani, więc w sali panował gwar. Morgoth zawsze dziwił się, jak bardzo bal zmienia ludzi. Pod koniec wieczoru, często okazywało się, że najbardziej gadatliwi byli znanymi milczkami, a najenergiczniej flirtujących powszechnie uważano za nieśmiałych. Widząc ten cały chaos, Yaxley skrzywił się praktycznie niezauważenie, zaraz jednak jego uwagę zwróciła Majesty, a jego twarz po raz kolejny się wygładziła. Posłał jej delikatny uśmiech.
- Jesteś bardzo piękna, kuzynko - powiedział krótko, po czym skłonił się, proponując taniec. Goście wciąż się zbierali, więc względny spokój mógł trwać krótko, co dawało im chwilę na odpoczynek przy muzyce.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   05.12.16 13:21

Ach, śluby, śluby!
O ile zwykle Craig nie przepadał za tego typu zbiegowiskami szlachty, tym razem wybrał się na uroczystość bardzo chętnie. Widok Rosiera stojącego obok kobiety i składającego przyrzeczenia ślubne już sam w sobie był na tyle interesujący, by się tu pojawić. Nie byli jakoś szczególnie blisko ze sobą, sporadyczne kontakty jakie ze sobą mieli ograniczały się raczej do tych biznesowych - musiało tak być zważywszy na ich powiązania z krajem żabojadów oraz służbę, którą obaj pełnili u jednego czarnoksiężnika. Dlatego też widok Tristana w odświętnym ubraniu, stojącego obok swojej wybranki, tak go rozbawił. Nie pozwolił jednak tej wesołości odmalować się na twarzy. Przecież wkrótce i jego to czeka.
Na ślub oczywiście przyodział się tak jak należało, by móc godnie reprezentować swoje nazwisko oraz, kto wie, kto wie, może zauroczyć jakąś lady? Po uroczystości a także złożeniu gratulacji parze młodej oraz życzeniu im licznego potomstwa, Craig podążył za częścią gości do sali balowej. W sumie nie wiedział dlaczego akurat tam, chyba dał się ponieść tłumowi. Może też liczył po cichu na fakt, że będzie mógł poprosić Rowan do tańca? Widział ją pośród zebranych, ba, widział również innych członków swojej familii, między innymi Quentina i Edgara. Kiwnął im jednak tylko głową, licząc na ewentualną rozmowę nieco później.
Ogrom sali balowej robił wrażenie, Craig przystanął na chwilę nieopodal wejścia by nacieszyć oko widokiem. Z całą pewnością docenić trzeba było starania wszystkich - i gości i gospodarzy. Para młoda zadbała o wystrój całej rezydencji i jej okolic - wszystko przystrojone z klasą, bez nadmiernego przepychu ale i świadczące o wysokiej pozycji społecznej. Jak przystało na tak ważne i huczne wydarzenie. Ze strony gości zaś lśniły piękne wyjściowe szaty oraz cudowne, zdobione suknie. Craig obserwował przez kilka chwil lawirujące już na parkiecie pary. Podczas takich chwil łatwo było zapomnieć o nieprzyjemnym, niegościnnym świecie na zewnątrz, o obowiązkach i przykrych powinnościach.
Mężczyzna przeszedł dalej, z daleka witając się również z Morgothem. Podążył w jego stronę ale w ostatecznym rozrachunku przystanął przy kimś innym - chociaż również noszącym nazwisko Yaxley.
- Lady Liliano, może mnie lady nie pamiętać, jestem Craig Burke, brat Rowan. - powiedział, nie będąc pewnym, czy kobieta go kojarzy. Widywali się dość sporadycznie podczas jego powrotów z Francji. A jaka była lepsza okazja do bliższego poznania się z, jakby nie patrzeć, dalszą rodziną, niż takie przyjęcie? Wyciągnął dłoń w jej stronę - Zaszczyciłaby mnie lady tańcem?




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   05.12.16 14:03

/przed polowaniem

Miło było wejść do zdecydowanie cieplejszego wnętrza, gdzie wiatr nie próbował tak bardzo zerwać płaszcza i poderwać do góry wszystkich sukien. Chociaż pogoda była ładniejsza niż przez ostatnie miesiące, jakby chciała pokazać, że już powoli zaczyna się wiosna, to ciężko było mi powiedzieć, żeby była wymarzona na ślub. W moich marzeniach, ceremonia odbywała się na plaży a słońce grzało mocno. Szkoda, że zapewne odbiegało to od tego jak rzeczywiście będzie wyglądała, bo bagna przecież nie miały nic wspólnego z plażą. Ale może wystarczyło znaleźć sobie męża, który mieszkałby nad samym morzem, w rezydencji z widokiem na wodę?
Moje policzki zaróżowiły się od zimna, co było widać pod delikatnym makijażem. Nie potrzebowałam wielu kosmetyków, żeby wyglądać pięknie, dlatego też tylko podkreślałam nimi swoją urodę, a nie tworzyłam ją od nowa. Wchodząc do kryształowej sali, oddałam płaszcz jakiemuś służącemu czy skrzatowi, zostając w samej liliowej sukni, która zasłaniała większość skrawków ciała, bo przecież miała za zadanie nie dopuścić zbyt dużo mroźnego powietrza. Przechadzałam się po sali, przyglądając się tańczącym parom i złotym amorkom, wypatrując kawałek dalej Morgotha. Nie widziałam go od wspólnej wizyty w Ministerstwie, ale pisał w liście, że zobaczymy się dopiero na ślubie. Wyglądał na zajętego, nie chciałam mu więc przeszkadzać. Poza tym nie widziałam nigdzie znajomych twarzy, na tyle życzliwych, abym mogła do nich podejść i porozmawiać. Nie mogłam się już doczekać planowanego na później polowania, chociaż martwiłam się trochę czy będę po nim mogła wrócić na przyjęcie, skoro zapowiadało się dosyć błotniście. Moją uwagę zwrócił lord Burke, którego oczywiście kojarzyłam jako brata Rowan.
- Oczywiście, że pamiętam lorda, Rowan czasem dzieli się... różnymi opowieściami. - Uśmiechnęłam się uprzejmie, trochę nie wiedząc co powinnam powiedzieć, równocześnie miałam nadzieję, że nie spyta się co to za opowieści. Czy to był ten brat o którym Rowan mówiła, że ma posiadłość we Francji? Tak mi się wydawało. - Z przyjemnością - odparłam, podając mu dłoń. Nie miałam okazji tańczyć od ostatniego przyjęcia i nie wątpiłam, że w taki sposób czas minie o wiele przyjemniej. - Czy dobrze kojarzę, że lord zajmuje się handlem we Francji? - spytałam, tylko na chwilę spoglądając w zaskakująco szare oczy, które na pewno nie były takie same ja u jego siostry. Może to przez ciemny kolor włosów tak bardzo kontrastowały z całą resztą?


Powrót do góry Go down
Majesty Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3556-w-budowie-majesty-carrow#62807 http://www.morsmordre.net/t3651-cayenne#66372 http://www.morsmordre.net/t3652-your-majesty#66387 http://www.morsmordre.net/f126-north-yorkshire-dwor-carrowow http://www.morsmordre.net/t3994-majesty-carrow
Jeździec zawodowy, instruktor jazdy konnej
23
Szlachetna
Panna
Come back from the future
For we didn't fall
Can the broken sky unleash
One more sunrise for the dawn
5
19
0
0
0
0
27
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   06.12.16 2:07

Przed rozpoczęciem niemałej pieszej wyprawy z miejsca uroczystości do posiadłości w Dover, Majesty postanowiła zaopatrzyć się w kolejny kieliszek szampana. Usłyszała już kilka pogłosek na temat tego, że szykowała się jakaś całkiem intrygująca rozrywka sportowa - niektóre głosy mówiły nawet coś o koniach i jeździectwie! - dlatego nie chcąc sobie wyrzucać za wybranie tak niewygodnej do tego sukni, postanowiła zwyczajnie nie myśleć o zabawie, w której tak chętnie mogłaby wziąć udział, a w której z pewnością nie mogłaby uczestniczyć. Z niemałym bólem serca skierowała się w stronę głównej sali, w której miała się odbyć główna część przyjęcia - w skrócie tańce, za którymi tak bardzo nie przepadała i tak bardzo nie chciała potrafić! Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że nie powinna marudzić już na wstępie całej zabawy - bo skoro jej kuzyn prawdopodobnie czerpał przyjemność z tej czynności, to nie miałaby serca mu odmówić. Chociaż każdemu innemu by odmówiła, tłumacząc się jakąś zręczną wymówką z serii "Idę przypudrować nosek". I prawdopodobnie żaden normalny szlachcic nie pomyślałby o tym w taki sposób jak Majesty - czyli wpadając w panikę jeszcze przed przestąpieniem progu posiadłości - ale wiedziała, że nie jest jedyna w swojej awersji do tańca. Przykładowo Wynonna również wolała podpierać ściany niż niezdarnie deptać komuś po stopach. Oczywiście był to opis sporządzony na wyrost, ale jednak odzwierciedlał niechęć szlachcianek do tak szlachetnej... Rozrywki.
Czuła się wyjątkowo dobrze w tym, w co się tego dnia ubrała. Nie należała do specjalnych fanek gorsetów, ogromnych sukien z przerostem ilości materiału nad jego właściwą treścią. Grubość materiału i krój były dla Majesty kwestią najważniejszą. Zawsze przepadała za tymi kreacjami, które tworzone były na podstawie luźnych, przylegających sukien. Dodatkowo uwielbiała wszystko, co w jakikolwiek sposób się świeciło i błyszczało. Dlatego też szła pewnie w swojej sukni, a za nią ciągnęła się półprzeźroczysta peleryna z naszywanymi brylantami oraz kamieniami szlachetnymi. Jak dobrze było być czasem szlachcianką z nieograniczonymi zasobami finansowymi - bo Majesty lubiła grać akurat w tę grę na szlachetnych salonach.
Zmieszała się na widok Morgotha, który zaproponował jej taniec. Nie chciała tańczyć, nigdy, od kiedy pamiętała. Niczego się nie wstydziła i nie miała niskiej samooceny. O wiele lepiej odnajdywała się w rozmowie, flirtach, próbowaniu drogich alkoholi. Tym razem jednak nie mogła nic zrobić - jej ukochany kuzyn wrócił specjalnie ze swojej podróży na to całe przedsięwzięcie, wrócił do niej, na jej prośbę i życzenie. Nie wytrzymałaby bez Yaxleya dwóch tygodni i nie mogła pozwolić Morgothowi na samotność, gdy rzeczywiście coś było ostatnio nie tak.
- Dziękuję, najdroższy kuzynie, jak zawsze doskonale wiesz, jakich słów potrzebuje kobieta - mruknęła zadziornie i bez cienia sarkazmu, jednocześnie odkładając pusty kieliszek po szampanie na tacy jednego z kelnerów. Jej słowa miały brzmieć jak najprawdziwszy komplement i jednocześnie nim być. Bo Morgoth nie wierzył w swoje towarzyskie możliwości, co Majesty doprowadzało czasami do szewskiej pasji - w sumie bardziej jego niezainteresowanie pewnymi sprawami niż brak wiary w siebie. Przecież niczego mu nie brakowało. Chwyciła dłoń Yaxleya, delikatnie się do niego uśmiechając, ale w tej samej chwili rzuciła jej się w oczy inna para. A właściwie jedna osoba z tej pary. Jej ciało zamarło, a uścisk zesztywniał, wyraz twarzy w jednej chwili mógł powiedzieć Morgothowi wszystko, gdyby tylko ten był w cokolwiek wtajemniczony. Widok Travisa z piękną towarzyską wybił Carrow całkowicie z równowagi - bo przecież urwał z nią kontakt i niczym dziecko nie wzięła pod uwagę tego, że mógłby się tutaj pojawić. Niby dlaczego? Ba, przez ostatnie dni wyjątkowo mocno pracowała nad tym, by nie myśleć o lordzie Greengrassie - i nawet całkiem nieźle sobie z tym radziła. Tylko, że w tej chwili wszystko szlag jasny trafił.




Like how a single word can make a heart open
i might only have one match
but I can make an explosion
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   06.12.16 2:33

Craig ciekaw był wyniku polowania, jednakże sam nie miał zamiaru brać w nim udziału. Może jednak będzie miał komu kibicować, jeśli lady Yaxley zamierzała konkurować z innymi?
- Och, niezmiernie się cieszę, słysząc że lady jednak mnie pamięta. - powiedział, przywołując na twarz szerszy uśmiech - Znając Rowan, na pewno opowiadała o przypadku gdy wrzuciłem ją do jeziora. Lub tymże podobnych momentach z naszego dzieciństwa. Mam rację?
Mała, ruda bestia uwielbiała się chwalić podobnymi historiami!
Ujmując rękę kobiety, Craig powoli poprowadził ją na parkiet. Kawałek do tańczenia był akurat dość wolny, więc bez większych przeszkód mogli nadal rozmawiać. Doskonale! W końcu jaki był sens jedynie w tańczeniu, jeśli chciało się spędzić z kimś chwilę czasu, najlepsza ku temu była właśnie rozmowa.
- O tak, moja lady. Jestem koneserem sztuki i takąż właśnie sprzedaję. Do niedawna faktycznie działałem prawie i wyłącznie we Francji, ale teraz przenoszę się z biznesem do rodzinnego kraju. Francja jest piękna, ale po pewnym czasie obczyzna po prostu brzydnie. - przyznał.
Prowadził w tańcu pewnie, ale delikatnie, trzymając w jednej ręce dłoń Liliany a drugą obejmując ją w talii. Wykonali powolny piruet, tak jak inne pary na sali. Ciekaw był co Rowan powiedziałaby, gdyby go teraz zobaczyła. Na pewno zaczęłaby wysnuwać sobie jakieś domysły. Niby dorosła kobieta a potrafiła być taka głupiutka!
- Zdarzyło się też tak, że w moje ręce jakimś przypadkiem wpadł całkiem niecodzienny klejnot. W moich oczach można go uznać za małe dzieło sztuki, tak pięknie jest wyrzeźbiony. Wydaje mi się, że pięknie komponowałby się, lady, z twoją urodą. Na pewno podkreśliłby swoim kolorem twoje oczy, pani. - rzucił nagle, przypomniawszy sobie o owym klejnocie. I szczerze powiedziawszy, chyba naprawdę pasowałby Lilianie. Choć nie miał go teraz ze sobą, rzecz jasna.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   06.12.16 19:00

Morgoth nie był zainteresowany polowaniem. Jego nastrój meandrował gdzieś pomiędzy smutkiem, a obojętnością, co mogła dostrzec zapewne znajdująca się obok niego partnerka. Dla innych pozostawał dalej tym samym chłodnym lordem Yaxley'em. Nie przeszkadzało mu to, chociaż gdy ogłoszono że polowanie na lisa odbędzie się już wkrótce, lord Abbott zaproponował mu udział. Starszy mężczyzna mógł bez obaw czerpać samotnie przyjemność z tej rozrywki, bo rycerz nie zamierzał brać w nim udziału. Chociaż podejrzewał, że jego kuzyn znajdzie się wśród rywalizujących. Nie musiał przebywać na wybrzeżu, żeby to wiedzieć. Po prawdzie w ogóle nie był zainteresowany całą uroczystością, wiedząc, że takie zabawy nie były dla niego. Nie czerpał z nich przyjemności, a jedynie obserwował zbieraninę szlachty dookoła, która w rozpuście uwielbiała się nużyć jak i chwalić nią. To zdecydowanie nie należało do jego szczytu marzeń. Dlatego tym bardziej bliskość Majesty była bardzo pokrzepiająca i napawająca spokojem. Znał swoją kuzynkę i wiedział, że nie przepadała za tańcami, co doskonale rozumiał. Chociaż pojawiając się już na ślubie Tristana i Evandry nie mogła mu odmówić chociaż jednego partnerowania.
Tak. Musiał przyznać, że Carrow prezentowała się zgrabnie i bardzo wyrachowanie. Stroje kobiet stanowiły przecież pewien oddzielny odłam sztuki, której nie pojmował, ale zawsze potrafił docenić, gdy dotyczyła którejś z bliskich mu serca dam. A Majesty niewątpliwie nią była. Wiedział, że pewnie niedługo będą musieli ponownie poważnie porozmawiać, gdy ostatnie ich spotkanie przebiegało w dziwnej, nerwowej i niezrozumiałej atmosferze. Fakt faktem, że nie wiedział, co miałby jej powiedzieć. Zauważył jej początkowo niepewny wzrok, ale chyba z racji że to on prosił ją do tańca, złagodniała. Gdyby to od niego zależało, nie tańczyłby na uroczystościach. Nie przepadał za tą formą rozrywki, jeśli nie znał partnerki i nie uważał, że poruszanie się z nią na parkiecie sprawi mu przyjemność.
Nie odpowiedział na jej słowa z początku.
- Zawsze mnie przeceniasz - odpowiedział, przenosząc na nią spojrzenie zielonych oczu. Było to widać gołym okiem, że Majesty postrzegała kuzyna zupełnie inaczej niż inni. I bardzo dobrze, bo Morgoth nie zamierzał przejmować się tym, co inni o nim mówili. W końcu rodzina była najważniejsza. A co do spraw damsko-męskich Yaxley zdecydowanie nie zamierzał o tym myśleć. Ani teraz ani w najbliższej przyszłości.
Muzyka uniosła ich w dość spokojnym tańcu. Bądź co bądź taniec z Carrow był dla niego przyjemnością. Jedną z niewielu która miała go spotkać tego wieczora. W końcu orkiestra przestała grać, chociaż Majesty zdawała się tego nie dostrzegać, zapatrzona gdzieś za jego plecami. Morgoth powoli, acz uważnie obrócił ją i siebie, by trafić spojrzeniem na lorda Travisa. To było aż nadto oczywiste. Szczególnie jeśli znało się dziewczynę tak dobrze.
- Majesty - odezwał się, zwracając jej uwagę na siebie. W tym jednym słowie kryło się naprawdę wiele. Do tego wymowne spojrzenie. Jego kuzynka nie musiała wiele mówić. Sam wyraz jej twarzy mówił sam za siebie. Ale nie chciał jej tym męczyć. Oboje wmieszali się w tłum, nie zważając zbytnio na pozostałych gości. A przynajmniej Morgoth tego nie robił. Jedynie w tańcu gdzieś przeminęła mu jego kuzynka Liliana, która w parze z lordem Burke'iem tańczyła po drugiej stronie sali. Yaxley wiedział, że ostatnie listy wymienione z blondynką nie były najcieplejsze, więc zamierzał z nią porozmawiać. A przynajmniej zamienić parę słów. Dość zwinnie wspólnie z Majesty znaleźli sobie miejsce na uboczu, skąd mogli obserwować przybywających gości, i na ponad kilka krótkich chwil prawie Morgoth zapomniał po co naprawdę tu przyszedł.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   06.12.16 22:14

Nie byłam pewna czy chcę chwalić się moim zamiarem udziału w polowaniu przed lordem Burkem. Doskonale wiedziałam jakie poglądy na temat tak nieeleganckich zajęć uprawianych przez damy ma większość szlachciców i nie miałam ochoty na ewentualne dyskusje. Może później, kiedy ewentualnie dowiem się więcej o jego poglądach?
- Może pamiętam to jednak źle powiedziane - stwierdziłam nieoczekiwanie. - Mam wrażenie, jakbym trochę lorda znała. Ale tej historii nie słyszałam. Postępuje lord w ten sposób ze wszystkimi kobietami, czy tylko z siostrą? - spytałam rozbawiona. Pozwoliłam poprowadzić się na parkiet, gdzie położyłam wolną dłoń na ramieniu mężczyzny i mogliśmy wirować w powolnym tańcu, podobnie jak kilka innych par. Nie patrzyłam cały czas na Craiga, bo wydawał się być zbyt blisko, aby móc dłużej spoglądać w oczy, jak to przeważnie miałam w zwyczaju.
- Naprawdę, Francja może zbrzydnąć? - Nawet to słowo w stosunku do tego kraju wydawało się nie pasować. Tak naprawdę bardziej interesowała mnie własnie ta Francja niż sztuka. Być może nie doceniałam jej dostatecznie, ale pięknymi obrazami i rzeźbieniami potrafiłam się zachwycać, kiedy już widziałam je na własne oczy. Wtedy ich kunszt rzeczywiście potrafił robić wrażenie. - Nigdy tam nie byłam, ale bardzo chciałabym pojechać. Mam nadzieję, że niebawem moja praca mi to umożliwi. - Wciąż trzymałam się tego argumentu, bo chyba trochę niemożliwe było, by kobiecie w moim wieku pozwolono samej odbyć podróż, a przynajmniej nie spodziewałabym się tego po ojcu.
Nie myślałam specjalnie o tym, co powinnam teraz zrobić, by dobrze reprezentować się w tańcu, dawałam się po prostu prowadzić, co szło mi doskonale. Obróciłam się więc, by zaraz znowu znaleźć się przodem do mojego partnera.
- Z przyjemnością bym zobaczyła ten klejnot, skoro mówi lord, że jest tak piękny - odparłam, byłam przyzwyczajona do komplementów, ale zawsze sprawiały mi one przyjemność, dlatego podziękowałam Burke'owi z czarującym uśmiechem. Ciekawa byłam czy klejnot był niebieski, czy może wręcz przeciwnie. Mężczyźni mieli w zwyczaju w niecodzienny sposób postrzegać barwy. - A więc jakiego rodzaju sztuką się lord głównie zajmuje? Ja najbardziej lubię oglądać obrazy, ale domyślam się, że znajdują się wśród niej również kamienie?


Powrót do góry Go down
Lilith Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black http://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 http://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Auror
24
Szlachetna
Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
6
12
0
0
3
1
0
3
Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   06.12.16 22:49

| po polowaniu wysuszyłam sukienkę i włoski

Udział w polowaniu okazał się nie być dobrym pomysłem. Chwilę po starcie, tuż przed pierwszą przeszkodą mój koń spłoszył się i zrzucił mnie do strumienia. Muszę przyznać - kąpiel w lodowatej wodzie, choć orzeźwiająca, nie należała do przyjemnych. Straty wyniosły mnie dokładnie jedną przemoczoną suknie oraz fryzurę układaną dwie godziny. Bilans całkiem na plus. Jakimś cudem udało mi się przemknąć do jednej z łazienek i doprowadzić do ładu, bo choć kreację udało się wcześniej osuszyć zaklęciem (wracanie w przemoczonym ubraniu o tej porze roku, nie mogło się dobrze skończyć) tak nad fryzurą musiałam się trochę nagłowić. W sytuacjach takich jak ta, dziękowałam Merlinowi za dar metamorfomagii - skoro nie mogłam już upiąć włosów, postanowiłam je nieco przedłużyć i skręcić. Kiedy już obejrzałam się w lustrze i zatwierdziłam swój wygląd, postanowiłam zwolnić okupowaną łazienkę i wrócić na przyjęcie. Swe kroki skierowałam do sali kryształowej - w głębi duszy licząc, że spotkam tam jakąś bliską mi duszyczkę i... nie myliłam się. Zaraz po przekroczeniu progu pomieszczenia, moim oczom ukazało się przepiękne, bogato zdobione wnętrze, lecz to nie na nim skupiłam swój wzrok. Na parkiecie, wśród reszty gości wirowała dobrze mi znana sylwetka, taka której nie sposób było pomylić z żadną inną. Czyż to nie moja mała Majesty? A u jej boku? Ach tak, lord Yaxley. Nasze ostatnie spotkanie nie przebiegło w zbyt przyjaznej atmosferze a mnie, udało się nawet fuknąć parę parę słów pod jego adresem. Odruchowo odwróciłam głowę, chcąc w ten sposób uciec od wspomnień sylwestrowej nocy. Sięgnęłam do lewitującej tacy, zgarniając z niej jeden z kryształowych kieliszków, by wkrótce zawiesić spojrzenie na kolejnej postaci - Travisie. Och czy to nie Elizabeth z nim stała? Ale zaraz... Kolejny ruch głowy był już bardziej gwałtowny od poprzedniego. Szukałam w tłumie tańczących lady Carrow. Czy to nie z nie z moim kuzynem powinna teraz sunąć w rytm muzyki? Ściągnęłam brwi. Obserwowałam świdrujące spojrzenie brunetki, która najwyraźniej wbijała je w nikogo innego, jak moją własną linię krwi. Mężczyźni... Przewróciłam oczami, wymieniłam pusty kryształ na pełny i dzięki małej roszadzie jaka zaszła na parkiecie, ruszyłam w stronę przyjaciółki i jej kuzyna.
- Moja droga - zwróciłam się do Majesty, kładąc na jej policzku drobny pocałunek. - Dobrze Cię widzieć, lecz źle, że z podobną miną. Czy lord Yaxley nie spełnia się w roli towarzysza? - Spytałam nieco przekornie, przekładając tym razem spojrzenie na mężczyznę. - Jak mniemam po ostatnim naszym spotkaniu wie lord kim jestem. - W moim głosie zabrzmiała nuta niepewności. Nie bardzo wiedziałam, czy mogłam wspominać sabat przez wzgląd na wydarzenia ów nocy oraz czy sam Morgoth nie żywi do mnie urazy. - Tematy prowadzone na balkonie musiały wyprowadzić mnie z równowagi, proszę wybaczyć mi brak profesjonalizmu. Obiecuję, że podobnym zachowaniem już pana nie uraczę. - Tym razem zamiast pewnego siebie, wyzywającego uśmiechu, na moich ustach zagościł ten delikatny. Cóż, mówią, że pierwsze wrażenie robi się raz ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zatrzeć niemiłe wspomnienia pokazując się z tej lepszej strony.






And on purpose,
I choose you.

.
Powrót do góry Go down
Marcel Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3606-marcel-parkinson http://www.morsmordre.net/t3826-eros http://www.morsmordre.net/t3641-i-m-so-cool-and-totally-awesome http://www.morsmordre.net/f107-egerton-crescent-44 http://www.morsmordre.net/t3988-pan-ladny
Doradca wizerunkowy "he he"
27
Szlachetna
Kawaler
Dziewczyny tkwiły w tej układance
układ ze smukłą dupą uwypukla bycie samcem
10
0
0
0
19
0
29
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   07.12.16 16:44

Oklepane formuły życzeń szczęścia nie stanowiły wyzwania dla Marcela, toteż wspiął się on na wyżyny swej finezyjnej elokwencji, układając prawie że idealnie rymującą się kwiecistą przemowę, odpowiednią do tak niezwykłego dnia. Nie obchodziło go, że podczas tej zupełnie szczerej - bo i owszem, Parkinson życzył nowożeńcom wszystkiego, czego by sobie wymarzyli, wprost ze swojego złociutkiego serduszka - zapewne kilka rymów gdzieś uciekło, parę pozostało poza rytmem a w środek wyliczanki wkradł się koszmarny chaos, spowodowany zaburzeniem konstrukcji, co na pewno sprawiło, że Tristanowi włosy na karku stanęły dęba z tej zgrozy. Gdy już w końcu się wysłowił, otarł zarumienioną twarz jedwabną chusteczką, po czym jeszcze raz skłonił się zamaszyście przed Evandrą, całując jej dłoń i nazywając przekornie madame Rosier, by następnie oddalić się wraz z Odette i przekazać prezenty służbie. Wątpił, by państwo młodzi chcieli uginać się pod ciężarem ogromnych podarków, zwłaszcza, że niektórzy goście przechodzili samych siebie. Sam ofiarował im ogromną szafę wykonaną oczywiście z różanego drewna i z ogromnym lustrem wprawionym w drzwi, gdzie prócz motywów kwiatowych zaplątały się również jednorożce, symbolizujące darczyńcę, równie dobrze, jak krótki liścik ukryty we wnętrzu szafy. Marcel wolał dyskretniej zwrócić uwagę Tristanowi, iż powinien ubierać się bardziej gustownie i męsko aniżeli czynić mu wymówki na jego własnym ślubie, stąd pomysł na zostawienie mu wiadomości w prezencie, a wraz z nią zaproszenie na konsultacje do Domu Mody z wybranym przez niego doradcą. Może w końcu zacznie prezentować się godnie pięknej Evandry.
Odchodząc promieniał z dumy i pozwolił Odette, aby zabrała go wprost do sali balowej. Miał zamiar bawić się przednie, nie odstępować swojej damy na krok i przynajmniej postarać się nie myśleć o Thalii. Nie było to wcale tak trudne, jak przypuszczał - panienka Baudelaire rzeczywiście wyglądała przepięknie, a w jego komplementach nie tkwiła ani odrobina przesady, co zresztą potwierdzało się w zazdrosnych spojrzeniach innych mężczyzn, którym nie pozwalał odebrać jej sobie ani na chwilę. Chciał przetańczyć z Odette całą, calutką noc, dbając, aby zapamiętała ów wieczór jak najlepiej. Luksus, beztroska i oni - piękni, młodzi i bogaci. Żadnych zmartwień, tylko dzień dzisiejszy był ważny, a przecież błyszczeli, jak najjaśniejsze gwiazdy na niebie.
-Moja droga, to oczywiste, że zrobiliśmy tu furorę. Chociaż muszę skromnie przyznać, iż jestem tutaj jedynie dodatkiem do ciebie. Niezwykle gustownym, lecz ty beze mnie prezentowałabyś się równie pięknie i atrakcyjnie, a ja cóż... nikt by na mnie nie spojrzał. A na pewno nie tak, jak ci wszyscy kawalerowie spoglądają wprost na ciebie. M a r z ą, żebyś choć do nich mrugnęła - szeptał Marcel wprost do ucha Odette, prowadząc ją w łagodnym tańcu. Wirowali po całej sali, a Parkinson czuł się, jakby płynął, niesiony muzyką oraz niezwykłym talentem swej partnerki, jej delikatną żywiołowością oraz naturalnie, urodą, zapierającą mu dech w piersiach -Czy mi się wydaje, czy tańczysz jeszcze lepiej? - spytał, obracając Odette dookoła jej osi i uśmiechając się olśniewająco do fotografującego ich mężczyzny. Och, może trafią na okładkę Czarownicy i to w dzień cudzego ślubu. To by dopiero było!


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   07.12.16 23:20

Od dziecka wpajane miała jak zachowywać się podczas takich uroczystości. Wałkowane od kiedy tylko nauczyła się mówić, że czasem lepiej jest milczeć a czasem nie przestawać w ogóle używać swojego głosu. Czasem zdarzały się wydarzenia o wiele bardziej poważne, wręcz dla dziecka nieciekawe – związane były one oczywiście z polityką i jej ojcem, ale one zakończyły się o wiele gwałtowniej niż jej rodzic, by tego chciał. Przygotowywana by pewnego dnia wejść na salonu miała własne wyobrażenie jak wyglądają zabawy arystokratów i pod wieloma względami spełniły się jej oczekiwania, ale te z lat dzieciństwa. Teraz będąc już dorosłą osobą potrafiła dostrzec ilość sztuczności, ale najgorszy był jednak fakt, że były to wydarzenia bardzo monotonne i każde z nich przypominało zarazem poprzednie jak i następne. Czy to nie ironiczne, że teraz znalazła się tutaj? Ile w tym hipokryzji a ile zdrowego rozsądku? Z dobrym towarzystwem każda przygoda może być wyjątkowa. Nawet grzybobranie może być niezwykłą podróżą jeśli tylko kompani pozwolą Ci się w nią udać. A dzisiaj towarzyszył jej Travis, z którym zawsze miała o czym rozmawiać – naturalna rzecz wynikające z lat przyjaźni i rzadkich spotkań.
- Travis. – chwyciła go za dłoń. – Czy to oznacza, że masz takie dojrzałe plany? – zapytała z maską powagi, która nie utrzymała się długo. Nie zmieniło to jednak, że naprawdę chciałaby znać prawdziwą odpowiedź na to pytanie. Przez kilka miesięcy mogła przejść mała rewolucja w jego życiu, o której nie słyszała. – Matka… - powiedziała cicho, lecz uśmiech nie schodził jej z ust. Brzmiało to tak obco w jej ustach, w końcu nigdy do nikogo nie mówiła „mamo” i tylko w teorii wiedziała co to w ogóle oznacza mieć matkę. – Rodzice, potrafią być strasznie irytujący. Słuchają, ale przyswajają tej wiedzy. Jak byłam nastolatką jeszcze bardziej mnie to denerwowało. – przyznała chcąc szybko zamaskować chwilę ciszy. Nie miała ochoty w tym miejscu przechodzić trudnych, życiowych pogawędek na temat braku rodzica. – Widzisz jak na siebie trafiliśmy. – stwierdziła pijąc kolejny łyk szampana. Zdecydowanie był on zbyt dobry. Słysząc jego pytanie odstawiła kieliszek na stół i równie poważnie odpowiedziała podając mu dłoń. – Z przyjemnością. – wstała powoli i dała się poprowadzić na parkiet, na którym tańczyło już kilka par. Położyła mu dłoń na ramieniu i pogratulowała sobie w duchu, że pamiętała, by nie zakładać wysokich szpilek. Travis był tylko kilka centymetrów od niej niższy, więc nie brakowało jej dużo. Był to jeden z minusów wysokiego wzrostu, że nie można było zaprzyjaźnić się z wysokim obcasem. Liczyła w głowie kroki obserwując z nad ramienia obecnych gości, których większość przynajmniej kojarzyła z widzenia. Uśmiechnęła się szerzej na przywitanie do Lilith i jej wzrok padł na parę, do której zmierzała. Aż dziw, że wcześniej ich nie zauważyła, gdyż kobieta miała na sobie piękną złotą suknię, a jej wzrok skierowany był na jej przyjaciela.
- Travis, chcesz mi coś powiedzieć? – zapytała spoglądając na niego. – Nie wiem … Około metr siedemdziesiąt, ciemne kasztanowe włosy? Coś Ci się przypomina? – dalej kontynuowali taniec – była zbyt dobrą tancerką, by chwila nieuwagi wybiła ją z rytmu.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   12.12.16 12:08

Wiele myśli krążyło mu po głowie. Wiele planów, śmiałych niekiedy - lecz czy miał szanse je wszystkie ziścić? Nie był pewien. Dużo się ostatnio działo w jego życiu, poczynając od uczuć, a kończąc na pracy, która dawała mu się we znaki. Praca ze smokami nie należała do najłatwiejszych - całe szczęście, że Travis był zdeterminowany - a kiedy występują dodatkowe problemy, wszystko trafia szlag. Greengrass pragnął sprostać wymaganiom ojca oraz rodu, dlatego pracował ciężko oraz wytrwale. Zapominając wtedy o innych zobowiązaniach lub… towarzyskich kontaktach, które winien był zachować dla własnego dobra. Oraz dobra wszystkich wokół. Matka wyrwała go z pewnego rodzaju otępienia podczas którego nie zdawał sobie nawet do końca sprawy w którym dniu właśnie przyszło mu żyć. Pojawienie się na tym ślubie było mu mocno nie na rękę, lecz bardzo się starał - dla Lizzy. Za którą tak mocno tęsknił. Rozmowy, drobne złośliwości - tego mu było chyba trzeba. Żeby mógł zmrużyć oczy, zrelaksować przynajmniej odrobinę; wiadomym było, że na spotkaniach w gronie arystokracji trudno o rozluźnienie, lecz zabawa i tak widniała jako coś bardziej odprężającego niż zmaganie się z kłopotami rzucanymi pod nogi Peak District. Na nowo pojawiły się w nim teorie spiskowe dotyczące podkopywania jego dobrego imienia, tylko nie miał siły już o nich myśleć. Nie w tej chwili. Kiedy mógł podziwiać piękno przyjaciółki, a nawet sali, która - co niechętnie w duchu przyznał - prezentowała się naprawdę nadzwyczajnie.
Wrócił z myślowych wojaży dokładnie w momencie, kiedy Fawley zadała pytanie. Jego uśmiech pogłębił się, oczy błysnęły niezidentyfikowanym rozbawieniem, może nawet niemym przytaknięciem? Upił szybko do końca szampana, którym z pewnością ich uraczył, a następnie ledwo widocznie wzruszył ramionami.
- Kto wie, Lizzy. Rzeczywistość lubi się zmieniać - odpowiedział dość tajemniczo; puścił jej oczko, w tym samym momencie ściskając jej dłoń. Czy chciał jej coś w ten sposób pokazać? Jego postawa emanowała sprzecznościami. I przez to wszystko nawet nie wiedział, że gdzieś po drodze zgubił swoją szansę na urzeczywistnienie swoich pragnień. Że zaraz na parkiecie pojawi się ta konkretna osoba, która odbierała to zupełnie inaczej niż on sam.
- Taaak, rodzice zawsze wiedzą najlepiej. Pociesza mnie tylko fakt, że i oni muszą się komuś podporządkowywać, więc rachunek się wyrównuje. My będziemy się za to mścić na własnych dzieciach - odparł, żartując, chociaż niewątpliwie pod tymi słowami skrywało się ziarno prawdy. Nieprzyjemnej w dodatku. Próbował ją przełknąć zapraszając przyjaciółkę do tańca. Wypadało dobrze się bawić na weselu, na którym się pojawiło - bez względu na to, czy z własnej woli czy nie - i Travis zamierzał ten obowiązek spełnić.
Kiedy tak wirowali na parkiecie w takt muzyki, w pewnym momencie i on wypatrzył Majesty wśród innych gości. Zdziwił go jej widok - dlaczego? - zupełnie zapominając, że to on powinien był ją tutaj zaprosić, nie ona jego. Nic dziwnego, że skoro tego nie zrobił, znalazła innego partnera. Rozpoznał w nim Morgotha, co zaskoczyło go jeszcze bardziej - znów nie wiedząc z jakiej przyczyny. Kiedy tylko stał przodem do nich, patrzył się na nich dość otępiale. Nagle przypomniały mu się listy, które otrzymywał w przeciągu kilku dni, a na które nawet nie spojrzał przez nawał problemów w rezerwacie. Czy one mogły… zimny dreszcz przebiegł mu po plecach; starał się go zatuszować uśmiechem. Który nie zszedł widząc przy okazji jego kochaną Lilith, która dopełniła dziwacznego obrazka z drugiego końca sali. Potrząsnął głową wracając na orbitę swojej partnerki.
- O co pytasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie, starając się odbić piłeczkę. Zyskać na czasie, cokolwiek. Znalazł się w strasznym impasie, z którego nie wiedział jak się wykaraskać. Pomimo znajomości różnych kobiet pasujących do tego oszczędnego opisu, doskonale wiedział o kim mówi Lizzy. Tylko on nie wiedział co miałby jej powiedzieć. Sam był w tym momencie mocno zagubiony, niepewny tego jak powinien postąpić. Znów coś zepsuł i bardzo uciskał go ciężar bycia wiecznym nieudacznikiem.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   12.12.16 23:04

Nie mógł się nie roześmiać, słysząc tę uwagę. No tak, to była całkiem interesująca kwestia dla kogoś, kto nie znał tej historii. Rowan naprawdę o niej nie opowiadała? Chociaż w sumie nie dziwne, w końcu wylądowała wtedy w jeziorze!
- Cóż, szczerze przyznam, że nie zdarzyło mi się jeszcze wepchnąć do jeziora nikogo poza Rowan. - odpowiedział, mrużąc oczy rozbawiony - I raczej nie zamierzam praktykować podobnych zachowań w przyszłości. No chyba że Rowan bardzo sugestywnie stanie na pomoście nad jeziorem. - dodał jeszcze takim tonem, że w sumie nie było wiadome czy żartuje czy mówi poważnie.
Taniec sprawił, że Craig poczuł się niezwykle na miejscu. Już od dawna nie miał okazji by posiedzieć w podobnym towarzystwie i po prostu się pobawić. Wiele powieści przedstawiało podobne przyjęcia jako niezwykle nudne i szczerze gdyby miał uczęszczać na każdy bankiet, Craig faktycznie szybko by się znudził. Dziś jednak liczyła się rozrywka. Miłe rozmowy. Wyśmienite jedzenie. I zdrowie pary młodej!
- Może źle to określiłem, milady. Po prostu za bardzo zatęskniłem za domem. Serce zdecydowanie ciągnęło do rodzinnych ziem. - odpowiedział.
Cóż, chociaż prawdą było że jeśli spędza się bardzo wiele czasu wśród dziwów i przepięknej scenerii, po pewnym czasie staną się one rutyną. Tak więc i Craig przestał się w końcu zachwycać krajobrazami Francji, skoro spędził tam grubo ponad 10 lat. Nadal uważał ten kraj za piękny, ale to tutaj, na Wyspach mieszkało jego serce.
- To z pewnością miejsce warte odwiedzenia, choćby na kilka dni. Nic tylko brać kompana i w drogę- poparł jej pomysł. Cóż, fakt że samotna młoda dziewczyna nie powinna sama podróżować. Czasy były niespokojne. Poza tym, to nie wypadało.
- Zdaje mi się że to szafir bądź akwamaryn. Nie jestem pewien, niestety nie mam doświadczenia w jubilerstwie. - Gdyby to był rubin bądź szmaragd albo inny klejnot o kolorach do nich zbliżonych, na pewno pasowałby do Rowan. Niestety, musiała się obejść smakiem bo błękit nijak nie komponował się z jej urodą - Szczerze powiedziawszy, lady, zajmuję się właśnie głównie obrazami oraz rzeźbami. Czasem zdarzają się jakieś inne przypadki. Ot, jakiś stary, zabytkowy mebel, który po odświeżeniu nadaje wnętrzu charakteru. A to jakiś ciekawy klejnot. Umiem na przykład mniej więcej powiedzieć z jakiego okresu pochodzi dana ozdoba, przyglądając się sposobowi jej wykonania. Ale jak już sama słyszałaś, z dokładnym określaniem kamieni szlachetnych nie mam takiej wprawy. Cp lady by powiedziała na odwiedziny w rezydencji w Durham? Może coś sobie ci wpadnie w oko, pani.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
 

Kryształowa sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17