Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kryształowa sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kryształowa sala   01.11.16 21:31

First topic message reminder :

Kryształowa sala

Dostać się do niej można zarówno z wnętrza rezydencji, jak i ze sławnych różanych ogrodów Rosierów przez jedno z przeszklonych łukowatych przejść, które wpuszczają do jej wnętrza dużo światła i zapewniają tym samym wspaniałe widoki. Z zewnątrz sala balowa nie wygląda na swe wymiary; musiała zostać obłożona odpowiednimi zaklęciami. Jej wysoko zawieszone sklepienie upstrzone zostało licznymi kryształowymi żyrandolami, które oświetlają zdobiące je, gustowne mozaiki nawiązujące kolorystyką i symboliką do tradycji rodu - i którym sala zawdzięcza swoją zwyczajową nazwę. Ciemny marmur ścian kontrastuje z jasnym, lakierowanym parkietem oraz złotymi kandelabrami rzeźbionymi w postacie nimf oraz pnące się róże. W powietrzu unosi się zapach tychże kwiatów mieszający się z wpadającą przez okna morską bryzą.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   09.06.17 0:10

[data przedszlabanem, który to?   ]

Wyjazd francuskiego kuzynostwa miał w sobie kroplę melancholii, żegnali bliskich sobie ludzi, którzy w obliczu ostatnich wydarzeń politycznych zadecydowali się powrócić do ojczyzny – niekoniecznie bezpieczniejszej, ale na pewno bardziej znajomej. Mała Anastasia nie przebywała w Dover długo, być może na osłodę bezcelowej podróży i przedłużających się  wakacji Cedrina zdecydowała się wystawić to przyjęcie – na które zaprosiła głównie nieletnich lordów oraz lady wraz z opiekunami. Naturalnie, doskonała gospodyni nie zapominała o dorosłych, srebrne dzbany, oprócz soków dla najmłodszych, zawierały również wino, zdobiąc stoły zastawione wykwintnymi francuskimi przystawkami, ale mimo to – Tristan był znudzony. Zabawnym byłoby stwierdzenie, że rozczulał się nad nawiedzającymi posiadłość dziećmi, nie tylko nie miał do nich podejścia – jako syn chowany na dziedzica nigdy właściwie nie miał z nimi do czynienia, jego rola jako starszego brata była zgoła inna i nie zastępowała działań guwernantek -  ale i, jak za większością dorosłych, nie przepadał również za małoletnimi. Na balach najpiękniejsze były kobiety, a młode matki cudzych dzieci bynajmniej nie znajdowały u niego zainteresowania. Sala balowa lśniła pięknem kryształów  i bukietów czerwonych róż, mężczyzna za fortepianem w duecie z wiolonczelistką wygrywali takty kolejnego walca. Pierwszy taniec spędził z Evandrą, prowadząc przez parkiet królową róż odzianą w błękity ozdobione rodowymi rubinami; z obowiązku, ale i z przyjemnością nieuwidocznioną na surowej w tańcu twarzy zachłannie doglądając jej zjawiskowej półwilej urody. Zmęczoną, odprowadził ku ogrodom, by zaznała świeżego powietrza, tak upragnionego w kontraście do wątłego zdrowia i ciasnych gorsetów spinających pierś. Zostawił ją w dobrych rękach, z młodym i rozkapryszonym bratankiem, który z niezrozumiałych dla Tristana względów zawsze wzbudzał w niej ciepłe uczucia, samemu, by nie urągać zasadom dobrego wychowania, powracając na salę balową, celem dotrzymania towarzystwa zaproszonym gościom. Stał teraz nieopodal wejścia, z kielichem czerwonego wina, odziany w elegancką, czarodziejską szatę, czarną jak noc, przepasaną lekką, ciemnoszkarłatną szarfą. Pod szyją, upięta w materiale francuskiego fularu, błyszczała złota brosza rozkwitniętej róży – nieodłączna rodzinna pamiątka.
Najwyraźniej w trakcie swojej absencji przeoczył przybycie Abraxasa z Larissą, jego spojrzenie odnalazło bowiem po chwili w tłumie młodziutką Marianne Malfoy – samą. W córce jego przyjaciela było coś, co domagało się spojrzenia w przyszłość i odnalezienia jej w świecie za parę, paręnaście lat; miała charakter wypływający z najszlachetniejszej krwi, klasę po obojgu rodziców i urodę po matce. Rozpieszczana salonach – i podziwiana, bez wątpienia – z wolna stawała się oczkiem w głowie nie tylko swoich dumnych rodziców, skupiając na sobie uwagę wszędzie tam, gdzie się pojawiała. Bez zawahania odstawił naczynie, chwytając nóżkę wolnego kielicha i wypełnił go sokiem porzeczkowym. Ująwszy oba szkła, charakterystycznym dla siebie nonszalanckim krokiem i lekko uniesionym kącikiem ust skierował się do córki przyjaciela.
- Lady Malfoy – powitał ją oficjalnie, chyląc się przedeń w dworskim ukłonie. – Wolno mi dotrzymać lady towarzystwa? – Po chwili wahania, wpierw upewniwszy się, że szkło z cała pewnością nie pachnie alkoholowym aromatem i że podaje dziewczynce sok, subtelnie zaproponował naczynie. Na jego ustach tańczyła wyłącznie powaga, był przekonany, że pomimo młodziutkiego wieku doskonale odnajdywała się w roli zaproszonego gościa.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   16.07.17 20:29

10 kwietnia
Z niecierpliwością czekała na ten dzień, upatrując w nim kolejnej okazji do pokazania się na salonach jako nienaganna dama z rodu Malfoy. Energia rozpierała Marianne od samego rana, nie pozwalając usiedzieć spokojnie przy śniadaniu, ale starała się jak mogła, by nie rozpraszać i nie denerwować dziadka Cronusa - na posterunku, jak zawsze, był Brutus, dzielnie i niezawodnie ściągający na siebie uwagę również tego dnia. Nie utrzymywała zbyt bliskich kontaktów z lady Anastasią, ba, miała okazję widzieć ją nie więcej niż dwa razy, bezpośrednio towarzystwa dotrzymywały sobie zaledwie raz, przez krótki czas - ot, nie więcej niż dziesięć minut. Każda przecież miała swoje zajęcia! Mimo wszystko na wyprawę nastawiała się entuzjastycznie - ostatnio poczyniła postępy we francuskim, a dwór Rosierów był jednym z lepszych miejsc, by swoje umiejętności sprawdzić oraz, a jakże, nimi zabłysnąć. W pożegnalnym przyjęciu bardziej niż samo pożegnanie interesowała się znajomym kuzynostwem, pięknymi sukniami, przepysznymi łakociami oraz tańcem z jakimś kulturalnym kawalerem - mama na pewno byłaby dumna, widząc ją na parkiecie, lawirującą wśród innych par, lecz wyróżniającą się na ich tle. Opiekunka pozwoliła jej wybrać suknię - oczywiście zatwierdzając odpowiednio decyzję - oraz pomogła w zdecydowaniu się na upięcie włosów. Finalnie tonęła w rodowych barwach, w srebrnych i zielonych fałdach materiału - zwiewnego, pięknego, aczkolwiek średnio wygodnego, do czego ponoć musiała się przyzwyczajać. Niewielki rubin, oprawiony w srebro, spoczywał na krótkim łańcuszku, zdobiąc szyję; delikatne akcenty czerwieni i srebra, bardzo drobne oczka w główkach szpilek, błyszczały podczas obrotu dziewczynki wokół własnej osi. Światło wyciągało je na widok, z misternie splecionych blond włosów. Na koniec śliczna woń perfum od cioci Victorii oraz śliczne buty - cichy stukot drżał nad parkietem, kiedy Marianne rozglądała się zdezorientowana, zgubiwszy Brutusa. W pierwszej chwili zmartwiła się nieco, lecz liczba boźdzów odwracających uwagę przeważyła nad zniknięciem brata. Podziwiała suknie i zachowanie starsych od siebie panien, snując się eleganckim krokiem po przepięknej sali. Spojrzenie nie nadążało z obserwacją ciekawych elementów, słuch wyłapywał śmiechy i nuty utworu. Przypatrywała się właśnie oniemiała ślicznej wiolonczelistce, z dozą nieśmiałości, z zachwytem śledząc jej pracujące dłonie, gdy usłyszała znajomy - och, jak bardzo znajomy! - głos. Wujcio Księcio w samej osobie! Zachwycona tak idealnym towarzystwem nie miała pojęcia, że policzki powoli pokryły się barwą pudrowego różu. Dygnęła z gracją, ten ruch mając już opanowany - na miarę własnych możliwości, wciąż pozostawał w granicy dziecięcej, niewinnej niezgrabności.
- Oczywiście, lordzie Rosier. Będę zachwycona - piskliwy głosik był raczej opanowany, a mała panna coraz pewniejsza własnego przygotowania do podobnych spotkań. Nie kuliła się i nie chowała w sobie, stała prosto, z podbródkiem uniesionym ku wysokiej postaci. Do Wujcia Księcia nie zwracała się per Wujcio Księcio, bo było to niepoważne. Ona, lady Marianne Lamia z rodu Malfoy, była poważną i dobrze wychowaną lady. Uśmiechnęła się przyjemnie, ale niepewnie, odbierając naczynie od mężczyzny. Wino? Policzki przybierały koloru coraz bardziej podobnego trunkowi. A co, jeśli mama zobaczy? Ach, przecież zawsze tak bardzo ją prosiła, chciała spróbować, a teraz nadarzała się okazja! Nie miała zielonego pojęcia, jak smakuje. A może to była próba? Próba przed tatą, żeby sprawdzić, czy stosuje się do zasad? Rozejrzała się dyskretnie - jej zdaniem - ale nie dostrzegła żadnego z państwa Malfoy. Nie mogli zobaczyć jej z alkoholem. - Dziękuję. Czy lady Evandra nie będzie niezadowolona? - zapytała na wszelki wypadek, nie chcąc popełnić żadnej gafy ani ściągnąć na siebie gniewu ślicznej Księżniczki. Kolejny idealny wzór do naśladowania.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   20.07.17 19:04

Lubił o niej myśleć jak o dziewczynce, która mogłaby być córką kobiety, której imię nosiła. Z doskonale ułożonym strojem i wystawną suknią, manierami, jakimi mogłaby się poszczycić dorosła lady, Marianne nawet ją przypominała - siostra Tristana nie wychodziła z roli damy od kiedy nauczyła się chodzić. Na parkiecie Rosierów tańczyły dzisiaj same perfekcyjnie wychowane dziewczynki, ale nie mógł tego odmówić córce Abraxasa - wyróżniała się. Urodziła się gwiazdą, błyszczała jak klejnot w koronie, nawet wtedy, kiedy jej policzki zaczynały pąsowieć rozbrajającym dziecięcym rumieńcem. Nawet dygała już z elegancką gracją - pomimo dziecięcej niezręczności. Nawet Tristan, choć zwykle nie interesował się dziećmi, dał się porwać jej czarowi - bez wątpienia była jego ulubioną pięciolatką. I nie zaskoczyła go tym, jak doskonale odnalazła się w dorosłej sytuacji. Uniósł lekko jedną brew, obserwując tak barwy, które coraz ostrzej odmalowywały się na jej młodziutkim licu, tak rozbiegane spojrzenie, wyraźnie poszukujące - właśnie, kogo? Nie rozszyfrował jej zachowania. Kąciki jego ust uniosły się subtelnie ku górze, gdy tylko usłyszał jej pytanie.
- Ależ skąd - zapewnił ją z powagą - dopiero teraz kucając, by wyrównać różnicę wzrostu; nie był w tym najlepszy - nieczęsto miewał okazję rozmawiać z dziećmi. - Lady Evandrę zabawia teraz sir Rudolf Lestrange. - Ośmioletni, prawdopodobnie najbardziej nieznośne dziecko świata. A jeśli nie świata - to przynajmniej samej Anglii. - Jej niezwykła uroda łagodzi zachowanie młodego lorda Hampshire, przy niej zawsze zachowuje się jak prawdziwy dżentelmen - dodał konspiracyjnym szeptem, bo przecież nie do końca wypadało wprost komentować zachowania innych gości; dzieci obejmowały jednak nieco inne standardy niż dorosłych, a Rudolf naprawdę był nie do wytrzymania. Co gorsza, nie słuchał nikogo oprócz Evandry i babki, a na początku przyjęcia wrzucił żabę pod sukienkę jednej z dziewcząt. - Nie chcemy, żeby przestał, prawda? - W dniach takich jak ten mógł jedynie dziękować losowi, że Evandra będzie tą, która będzie musiała zapanować nad jego własnymi dziećmi. Nie miał pojęcia, czy Rudolf i Marianne zdążyli się poznać, ale przeoczyć tego nieznośnego chłopca - było naprawdę trudno. - Lady również jest samotna - pozwolił sobie zauważyć, już donośniej, nie przestając się łagodnie uśmiechać - kierując spojrzenie wprost na jej duże, błękitne jak Evandry oczy. - Gdzie twój towarzysz, pani? Brutus, jak mniemam. - Rodzeństwo zwykle trzymało się razem - takich od dawna ich pamiętał. - Skoro jednak odszedł, pozwolę sobie skorzystać z okazji. Przejdziemy się po ogrodach? Młode damy nie powinny zbyt dużo czasu spędzać w zatłoczonych pomieszczeniach, łyk świeżego powietrza dobrze ci zrobi. - Bez zawahania wystawił ku niej dłoń, wnętrzem ku górze, by mogła na niej położyć rączkę - oferowanie ramienia byłoby bardziej dżentelmeńskie bez wątpienia, ale przez wzgląd na dramatyczną różnicę wzrostu - nieszczególnie praktyczne. Powietrze rzeczywiście było ważne dla panien, których pierś ściskał ciasny gorset - wątpił, by ktokolwiek katował podobnym strojem pięciolatkę, ale wychodził z przekonania, że każde dziecko woli być traktowane jak dorosły - a zwłaszcza dziecko takie jak Marianne, wyjątkowe w każdym calu.
- Nieobecny traci, lady - dodał na zachętę, powracając do konspiracyjnego szeptu i nie odejmując wzroku od jej oczu - to zadziwiające, jak inna była od swojego kulejącego ojca.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   31.07.17 17:35

Młoda latorośl Malfoyów również zdawała się do swej przyszłej roli stworzona - pomimo wyraźnych skłonności ku empatii i przebłysków serca prawdziwie szlachetnego, nie tylko pod kątem pochodzenia - uwielbiała elegancję oraz wystawne salony, na których mogła prezentować się z nieskrywaną dumą i radością. Własnej mamy nie zamieniłaby na żadną inną - kochała ją ponad wszystko, podziwiała i brała z niej przykład, starając się dorównać kobiecie kroku. Mała lady była ujmująca właśnie przez wzgląd na swój cichy zachwyt, uwielbienie warunków, w jakich przyszło się jej wychować - mało kiedy cierpiała, więcej w niej było entuzjazmu i energii, chęci do sięgnięcia gwiazd we własnej osobie. Miała tak wiele dziecięcych celów i gnała, by je wszystkie osiągnąć, przy okazji okazując się prawdziwą duszą towarzystwa - nie potrafiła trzymać swoich sukcesów tylko dla siebie. W parze ze szczerym, dobrym sercem szedł więc najprawdziwszy zapał. Starała się, jak mogła dla chwały zarówno swojej, jak i całego rodu. Niewąpliwie na jej zachowaniu odbijał się absolutny wpływ Abraxasa, dla którego była małą perełką - nie mogła mieć pojęcia, że jej imię jest tak wyjątkowe dla taty.
Słuchała Tristana - wciąż onieśmielona, ale stopniowo przybierała coraz pewniejszą pozę - i ulżyło jej nieco na zapewnienie mężczyzny. Podążyła za nim wzrokiem, nie musząc już zadzierać głowy do góry - zdecydowanie wygodniej, ale zrobiło jej się trochę głupio, że była taka mała. Mama mówiła, że to kwestia czasu i na pewno urośnie, nie ma się o co martwić - lecz Marianne mimo wszystko obawiała się, że może zostać obecnego wzrostu. Kiwnęła powolutku głową, odszukując w myślach obraz Rudolfa, który próbował rzucać w nią babeczkami z brokatowym kremem - gdyby nie heroiczny czyn Brutusa, gdy stanowczo odciągnął ją na bok, miałaby okropne plamy z kremu na swojej pięknej sukni!
- Zdecydowanie nie - potwierdziła stanowczo dziecięcym głosem, kręcąc głową. Delikatne smutne westchnienie było odpowiedzią na nieobecność brata. - Zapewne poszedł szukać zielono-srebrnych róż. Wie lord, że zielono-srebrne róże to ulubione róże białych pawi? Takie róże sprawiają, że pawie są najbielejsze ze wszystkich stworzeń na świecie - była przekonana o prawdzie swojej historii. I poprawności odmiany słowa. - Dlatego powiedziałam Brutusowi, że musimy znaleźć zielono-srebrne róże i zapytać wujka, czy możemy wziąć kilka dla pawi - wyjaśniła, nie wspominając, że w planie nie było rozdzielania się, choć było to całkiem jasne. Uśmiech, jakim po chwili obdarzyła szarmanckiego Rosiera, był uprzejmy i ukazywał szczere zadowolenie z propozycji. Ułożyła więc z gracją swoje paluszki na podawanej dłoni, choć po chwili krótkiego wahania - pamiętała o winie trzymanym w drugiej ręce. Nie była przecież tchórzem - rodzice na pewno nic nie widzieli - Z największą przyjemnością, dziękuję - kiwnęła głową i upiła trochę soku, uznając, że wino jest naprawdę dobre, a mama chyba trochę przesadzała. Wcale nie uderzało do głowy! Ogrody zaś były piękne i nigdy nie mogła przestać się nimi zachwycać - inne niż w Wilton, ale to, czego nie posiadało się na co dzień, zawsze wydawało się bardziej urokliwe.
- Czy mógłby mi lord poopowiadać ogrodowe historie? - zapytała, zerkając z nadzieją na mężczyznę. Z takiego pięknego ogrodu na pewno musiało wyjść mnóstwo cudownych opowieści!




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   02.08.17 22:56

Wciąż przykucnięty, przyglądał się dziewczynce, dopatrując się na jej twarzy rysów Abraxasa - wydawało mu się, że większość miała ich jednak po matce. Jej entuzjazm go nie zarażał, a onieśmielenie nie dziwiło, mała Marianne dopiero debiutowała na salonach, które jemu zdążyły spowszednieć. Uśmiechał się, wyrażając tym uśmiechem niewiele emocji - jak zresztą wśród brytyjskiego arystokratycznego grona wypadało - uważnie słuchając słów młodziutkiej lady Malfoy.
- Zielono-srebrnych róż - powtórzył z nią z namysłem, zastanawiając się, czy pamiętał bajkę, w której podobne zjawisko mogłoby się pojawić; nie pamiętał, musiał więc być wymysłem dziecięcej wyobraźni latorośli jego przyjaciela. - Cóż - zebrał myśli w słowa, zachowując powagę - ani przez chwilę nie zwątpił przecież w opowieść o białych pawiach lubujących się w kolorowych kwiatach. Znał ptaki ozdabiające dwór Malfoyów, znał ich rodowe barwy i potrafił wydedukować, skąd wziął się pomysł, ale dziewczynka powinna już znać się trochę lepiej na rodowej symbolice. Znajdowała się na dworze Rosierów i ktoś nieszczególnie przygotował ją do tej wizyty. - Myślę, że zajmie mu to jeszcze trochę czasu - stwierdził z zastanowieniem - nie bardzo wiedział, ile czasu może zająć chłopcu zorientowanie się, że szuka czegoś, czego nigdy nie znajdzie. Być może trafi na dziecko lepiej zaznajomione z herbem goszczącego ich rodu, a być może nie. - Nie miałem o tym pojęcia, a sądziłem, że o zwierzętach wiem już wszystko. Jesteś bardzo mądra, Marianne, a to rzadka i pożądana cnota u młodej lady. Powiedz, jak pawie korzystają z tych kwiatów? Napawają się ich zapachem, może smakiem? - Powstrzymał wesołość, z powagą dyskutując z Marianne na tematy naukowe, z taką wiedzą - mogłaby go z powodzeniem zastąpić.
- Ale, skoro mamy dużo czasu dla siebie... - powstał, zamykając kciukiem drobną rączkę dziewczynki we własnej; różnica wzrostu nie pozwalała zrobić tego do końca szarmancko, ale starał się, jak mógł. - Chodźmy, to dla mnie wielki zaszczyt, że lady zgodziła się na moje towarzystwo. - Wolnym krokiem - naprawdę wolnym, nie chciał, żeby musiała za nim biec na znacznie krótszych nóżkach - wyprowadził ją z sali balowej do ogrodów; ogrody Rosierów słynęły ze swojej zachwycającej urody i uchodziły za jedne z najpiękniejszych. Krwiste róże były wyjątkowe, inne. Większe, czerwieńsze i piękniejsze od pospolitych, jeśli kwiat róży może być pospolity. Upił większy łyk wina, odstawiając kielich na lewitującą obok tacę - potrzebował drugiej wolnej dłoni. Tristan lekko odnajdywał się na salonach, miał w sobie naturalną swobodę, jego gesty były niewymuszone; odnajdywał się na przyjęciach od zawsze. Takimże ruchem sięgnął wolną dłonią do pobliskiego krzewu, gdy wprowadził Marianne w ukwiecony żywopłot, zrywając zeń łodyżkę czerwonej róży.
- Większości historii, które widział ten ogród, nie chcesz usłyszeć, Marie - stwierdził spokojnie, bo też nie chciał jej straszyć; mówił jednak prawdę, której pięciolatka nie mogła, jak sądził, zrozumieć. Obrócił w ręku kwiat, zsuwając palce do ostrych kolców, które pojedynczo, jeden za drugim, zaczął jedną ręką wyskubywać - zdążył nabrać w tym wprawy. - Wydadzą ci się nudne. Nie mamy tutaj ani gnoli, ani krasnali, choć zjawiają się dobre duchy takie jak ty. Wiesz, kiedyś ten labirynt wypełniał śmiech dziewczynki, która też miała na imię Marianne. - I uwielbiała te ogrody, a twój tata uwielbiał ją. - A kiedy niebo jest wystarczająco przejrzyste - Uniósł lekko wzrok w górę, chmur rzeczywiście było dzisiaj mało; mieli dobrą widoczność. - Czasem można zobaczyć smoki tańczące nad klifami. Jeśli będziemy mieć szczęście, może nam się uda. Spójrz, za rogiem jest altana, z której roztacza się przepiękny widok. - Kamienna, opleciona wijącymi się różanymi krzewami; nadmorskie klify - kły Dover - z wolna wynurzały się z oddali.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   12.08.17 11:03

W oczach Marianne lord Rosier sprawiał wrażenie - nie, on przecież taki był - poważnego i obeznanego. Sądziła, że niektórzy z arystokracji powinni się od niego uczyć. Niejednokrotnie była przez mężczyzn traktowana jak dziecko, co oczywiście odczuwała i czuła się przez to zacofana - choć wyraźne postępy w nauce stawały temu uczuciu naprzeciw. Przywykła do zwracania się do niej jak do równej sobie, została w takim podejściu wychowana, lecz po każdym spotkaniu z wujkiem Armandem - a takie miało miejsce dzień wcześniej - budziły się w niej wątpliwości co do obycia pewnych osób. Prawda była taka, że lord Armand zwyczajnie nie miał daru do prowadzenia konwersacji z dziećmi i popełniał w nich mnóstwo błędów. Największymi z nich były wyższość i egoizm, przeszkadzające w nawiązaniu szczerej relacji. Jego definicja traktowania na równi okazywała się skrajnie mylna, była bowiem oparta o wiedzę oraz doświadczenie, jakie dzieci dopiero zdobywały. Potrafił jawnie drwić z niedostatecznej - w jego mniemaniu - ilości informacji na dany temat. Dlatego Marianne była Tristanem zachwycona.
Niestety pamięć i wyobraźnia lubiły płatać jej figle - do zapamiętania było mnóstwo rzeczy, ona zaś nie mogła być wybitna z każdej dziedziny. O rodach słuchała chętnie, już wiedząc, że w przyszłości będzie musiała sprawnie poruszać się w tematach ich dotyczących. Jedynie natłok symboli, barw, powiązań, dopasowań... to wszystko kłębiło się w jej główce, próbując umiejscowić. Stąd właśnie zielono-srebrne róże, dla niej samej stanowiące szlachetne połączenie Malfoyów i Rosierów. Pamiętała o pięknych kwiatach - i to na nich bazowała swe zmyślne historyjki. Dopiero przechadzając się po ogrodach dostrzegała czerwone róże, rozmyślając nad tym, jak te srebrno-zielone muszą kryć się gdzieś głębiej. Ale... gdzie? Brutus powinien znaleźć odpowiedź. Choć tak właściwie nie miała pewności, czy zniknął, by je dla niej znaleźć.
Komplement wujcia-księcia sprawił jej ogromną przyjemność, uwielbiała być chwalona za aspekty niepowierzchowne. To trudne słowo przyswoiła niedawno i była z tego faktu niesamowicie dumna.
- Zapachem, owszem - potwierdziła, z poważnym kiwnięciem głową, na co złociste loczki przesunęły się lekko po drobnych ramionach. - Lecz pawie biorą od nich piękno. Wie lord na pewno, jak słońce promieniuje - dokładnie tak róże Rosierów promieniują na pawie - wygłosiła, jakże elokwentnie, dumna ze swojej - na pewno prawdziwej - teorii. Nigdy nie widziała pawia z różą w dziobie, ale śniła o nich wystarczająco wiele razy, by móc potwierdzić fakt skinieniem głowy. - Ale nie zjadają róż. Zostawiają je na słońcu, żeby mogły się napromieniować od nowa - tak, zdecydowanie tak było, lecz kwiaty chowały tak, by nikt nie mógł ich dostrzec - dlatego jeszcze nie widziała rozłożonych na trawie róż, nabierających mocy piękna od słońca.
Rozglądała się, zachwycona obecnością prześlicznych, czerwonych kul. Nieśmiało sięgnęła do jednej z nich, palcem muskając aksamitne płatki - aż westchnęła z zachwytu. Były tak przyjemne, piękne, pachnące. Zastanawiała się tylko, czy srebrno-złote, pawie róże, roznosiły wokół taką samą woń. Była przekonana, że tak musi pachnieć najczystsza, czarodziejska krew. Obserwowała, jak mężczyzna pozbawia łodygę kolców.
- Kim była? - zapytała zafascynowana, śliczną historię wyczuwając aż w czubkach palców. Nie wiedziała wiele na temat Marianne Rosier - właściwie nie wiedziała praktycznie nic. Chciała się dowiedzieć jak najprędzej - jeśli nie od wujka, pytając innych Rosierów.
- Smoki - szepnęła z fascynacją, ale i lekką trwogą; były to stworzenia wielkie, ogromne - silne i niebezpieczne, lecz zawsze chciała je zobaczyć. Brutus pęknie z zazdrości! Uniosła spojrzenie, uśmiechając się do błękitnego nieba, na którym widniało tylko kilka białych, puszystych plam. - Och - odparła tylko, przez chwilę zbyt zachwycona wizją smoków nad klifami, by powiedzieć coś więcej. - Jeśli je zobaczymy, będę mogła usłyszeć jedną, choć jedną, opowieść o smokach? - uwielbiała opowieści i sposób, w jaki trzymały w napięciu.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   13.08.17 19:11

Z rozbawieniem obserwował poważniejące rysy twarzy Marianne Malfoy, które w skupieniu wygłaszały teorie naukowe o pawiach; nawet ją w tym widział. Kiedyś, w przyszłości. Miała urodę, która pozwoliłaby jej pozostać przekonującą nawet wtedy, kiedy do końca nie wiedziałaby, o czym mówi. I talent, wrodzoną pewność siebie - to pewnie po ojcu, był dobrym politykiem. Chciał wyrwać się z sali balowej, gdzie rosnący zaduch i hałasy czynione przede wszystkim przez dzieci zaczynały go męczyć, tutaj, w różanym labiryncie, powietrze wydawało się świeższe, a przestrzeń uspokajała zielenią oraz nieodległym szumem morskich wód. Wzięcie ze sobą dziewczynki było doskonałym pretekstem, żeby mógł to zrobić, nie pozostając niegrzecznym wobec gości - Marianne była nadto dzieckiem tak urokliwym i mądrym, że robił to właściwie bez żadnego żalu. Pokusiłby się nawet o stwierdzenie, że była mądrzejsza od niejednej dorosłej już panny, choć nie był pewien, czy w tym stwierdzeniu więcej jest pochwały dla niej samej czy może raczej więcej obelgi dla młodych lady pozbawionych ambicji.
- Poczekaj, Marianne, czegoś nie rozumiem. - Nie wszystko na raz, na pewno znasz te uczucia ze zbyt trudnych lekcji: trudny materiał dawkuje się pomału. - Kiedy świeci słońce - uniósł lekko wzrok ku błękitnemu niebu, akurat przysłonięte było chmurami, które przebłyskiwało nadmorskimi barwami zbliżającego się zachodu - promieniuje na skórę, zamieniając szlachetną białą bladość na roboczą żółć, a nawet na odcienie brązu i czerni. Barwy ciemnieją. Nabierają słonecznej intensywności.  - Mówił powoli, starał się obrazowo - tak, by dziecko uchwyciło wszystkie aspekty jego myśli, zrozumiało, co Tristan miał na myśli. Skóra przybierała kolor słońca, kiedy była wystawiona na jego działanie zbyt długo, a wystawiona jeszcze dłużej: wymierała  barwami jeszcze ciemniejszymi. - Jak to możliwe, że zieleń i srebro, dla odmiany, wybielają pawie zamiast dodać im pastelowych barw herbowych twojej rodziny? - Nie negował śmiałej tezy, skądże, wyobraźnia była skarbem, którego brakowało wielu jej rówieśniczkom. I wielu ludziom ogółem, często rodziło się z tego jeszcze więcej problemów. Ale naukowiec, nawet młody, powinien potrafić swoją tezę obronić. Potrafisz, Marianne?
Oczywiście, że tak, twoim ojcem jest Abraxas Malfoy.
- To bardzo rozsądnie - dodał mimochodem, odruchowo zadzierając brodę wyżej; nie panował nad tymi gestami, całą sylwetką wyrażał zdecydowanie zbyt dużą pewność siebie. - Niektóre gatunki smoków też tak robią - czerpią ze słońca, ale to tylko skrót myślowy. Zbyt skomplikowany, żeby tłumaczyć go siedmiolatce. Miał już w dłoni garstkę różanych kolców, nieśpiesznie, ostrożnym gestem, by uchronić się od poranień, rzucił je pod krzewy.
- Lady Marianne Rosier była kobietą, przy której więdła uroda każdej innej damy i której śpiew kruszył serca nawet najmniej wrażliwych i zgorzkniałych starców takich jak dziadek Black. - Albo twój ojciec, ale tej historii nie powinnaś usłyszeć ode mnie. Nie musiał znać dziadka Blacka, żeby zobrazować dziewczynce porównanie - wszyscy Blackowie jawili mu podobnie, jako surowe, białe twarze o mętnych spojrzeniach i nudnych życiach. - Była moją siostrą. - Dawno już minęły czasy, kiedy nie potrafił już mówić o niej głośno. Kochał ją wciąż, wciąż odczuwał tęsknotę - ale od dnia, w którym dokonał zemsty, zaznał wreszcie trudnego do zdefiniowania spokoju. - Lady - zwrócił się do niej, zmieniając temat, z płytkim ukłonem  - wręczając jej oskubany z kolców kwiat krwistoczerwonej róży. Oby tylko nie pokolorował rodowych pawi na różowo - Abraxas nie byłby tym zachwycony.
Opowieści o smokach nie były dla małych dziewczynek, znał jedną - taką, w której mała dziewczynka ginęła, w związku z czym Rosierowie zapragnęli zapanować nad tymi bestiami. Nie sądził, by opowiadanie jej teraz było dobrym pomysłem.
- Czasem w kwietniu, nad klifami, widać je splecione w smoczym tangu - walczą o dominację, choć wyglądają, jakby tańczyły. - Żadne opowieści tego nie oddadzą. Jeśli ci się poszczęści i uda ci się je dostrzec, ty zapewne również nie zdołasz nikomu oddać piękna tego widoku samymi słowami. - Uścisnął jej rączkę mocniej, kiedy za jedną z chmur zamajaczył ciemny kształt, tym samym wyprowadzając ją zza zarośli tak, by mieć na niebo lepszy widok. Początkowo nie był pewien, dopiero, gdy w słońcu błysnęła srebrna łuska - na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Nie miała się czego bać, oddzielały ich potężne zaklęcia ochronne. - Myssleine - wyszeptał cicho imię smoczycy.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   15.08.17 16:47

Słuchała wujka uważnie, skupiając się na jego rozumowaniu, które powoli przyswajała i choć z początku wydawało jej się logiczne, nawet nieco zbiło ją z pantałyku, tak im dalej brnęła, tym bardziej była pewna, że coś jest nie tak - wierzyła w swoją tezę, lord Rosier wszystko mylił. Aż zerknęła na słońce, zaraz odwracając wzrok i mrugając szybko, mimo tego, że kryło się za chmurami.
- Tak, ale róże nie promieniują dokładnie tak, jak słońce - zaczęła spokojnie, z miejsca pewna, że dokładnie zna odpowiedź na te wątpliwości. - Poza tym, róże ani pawie nie mają skóry, tylko liście i pióra. Roślinki nie rosną bez słońca, a róże są szlachetne i starają się pomóc pawiom, one promieniują, żeby były szlachetnie białe - podsumowała, choć trochę się z tym namęczyła. - Gdyby słońce promieniowało tak, jak róże, czyli szlachetnie, nie musielibyśmy się bać, że skóra zrobi się ciemna. Promieniować można różnie, dobrze albo źle. Wujek Philippe mówi na przykład, że promieniuję na widok taty - promienieję, promieniuję, czy to wielka różnica? - a nikomu nie ciemnieje przez to skóra - czyli miała rację! Tak się zmęczyła, że uniosła swój kieliszek z winem i dyskretnie wypiła prawie całe.
Kiwnęła głową, potwierdzając pawi rozsądek i obserwując lądujące pod krzewami kolce. Przygryzła wargę w zastanowieniu, zamyślając się chwilę, by móc wyobrazić sobie smoki układające na klifach róże - musiały to być bardzo duże kwiaty! - pozwalając im się napromieniować, zanim ponownie pochwycą je w swoje wielkie paszcze. Zaczęła się już ciekawić, jak odbierają promieniowanie pięknych pąków i skąd biorą tak ogromne okazy - chciałaby mieć taki smoczy kwiat w swoim ogrodzie. Byłby pewnie jak parasol. Postawiłaby pod nim stolik i krzesełka, w takim miejscu jej i pani Abernathy na pewno lepiej byłoby prowadzić lekcje pisania, skoro zbliżały się pogodne dni. Odpłynęła w myślach tak bardzo, że nie odpowiedziała na ciekawostkę wujka.
- Ja też taka będę - oznajmiła z uporem, słuchając krótkiego opisu lady Rosier. Póki co, dążenie do takiego stanu rzeczy wychodziło jej całkiem nieźle, miała już posłuch w towarzystwie i była uważana za zdolną, wygadaną dziewczynkę, której urok umilał czas gościom Wilton. Miała mnóstwo planów na przyszłość - artystycznych, naukowych, towarzyskich... - Gdzie jest teraz? - zapytała zaciekawiona, wyobrażając sobie, że skoro była siostrą wujka - powinna żyć. Jakoś nie wzięła pod uwagę innej opcji, szczególnie zaś takiej, w której Marianne Rosier spoczywała w grobie. Nie do końca rozumiała jeszcze, na czym polegają śmierć i zemsta. Dygnęła zgrabnie z uśmiechem, wyciągając drobną dłoń po wręczany kwiat, któremu przyjrzała się z bliska i nieśmiało pociągnęła noskiem, dając woni ukoić zmysły. - Dziękuję, jest piękna, lordzie Rosier - zachwyciła się szczerze, od teraz ostrożnie, z namaszczeniem, niosąc swój podarunek lekko przyciśnięty do piersi.
- Chciałabym kiedyś spróbować - szepnęła, nie kończąc zdania - póki co znała słów zbyt mało, by zachwycać nimi szersze grono, lecz karty przyszłości czekały niecierpliwie na zapisanie. Przerwała, z zapartym tchem wpatrując się w majaczącą na tle chmur smoczycę. Drgnęła odruchowo - smoki kojarzyły jej się z przerażającą głową gada, ozdabiającą wejście do ich dworku - lecz nie cofnęła się, zaciskając mocniej palce w dłoni Tristana. Było w tym widoku coś pięknego, porywającego, nie mogła oderwać wzroku, za to powtórzyła tylko, również szeptem - Myssleine? - chciała poznać ją w słowach wujka, wiedzieć o niej jak najwięcej.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   15.08.17 22:46

Z ustami drżącymi rozbawieniem obserwował spojrzenie przymrużonych oczu Marie na słońce; oczywiście, nie dała mu się zbić z tropu - snuła dalej dziecięce fantazje z dziecięcą naiwnością, ale dorosłą pewnością siebie - to nawet miało sens, róża i słońce nie miały zbyt wielu cech wspólnych, podobnie jak skóra różniła się od liści i piór; przynajmniej na pierwszy rzut oka okiem sześciolatki. Nawet spodobała mu się koncepcja szlachetnie promieniujących róż, cóż innego mogłoby promieniować szlachectwem, jeśli nie jego herbowe kwiaty.
- Więc słońce jest mniej szlachetne od róż - sparafrazował słowa dziewczynki, być może uprościł, wyciągając z nich sens, który wychwycił - choć nie był pewien, czy do końca zamierzony i zgodny z jej koncepcją. - A przecież ma koronę - promienistą, złotą, zwróconą w cztery świata strony; słońce maluje się zawsze jak lwa  - z koroną wokół koła. Spojrzał na nią pytająco, ciekaw, czy ma na to jakiś pomysł, ale nie męczył dłużej dziewczynki zmuszając do odpowiedzi zapytaniem wprost. - Na widok twojego ojca wielu ludzi promieniuje - odparł zamiast tego, półżartem, bo osobiście Abraxasa bardzo lubił, byli przyjaciółmi. Pozostawało jednak bezsprzecznym faktem, że potrafił innym zaleźć za skórę - i było wielu takich, którzy mogliby go tytułować nazwą promieniotwórczej ingrediencji alchemicznej - tego jednak przy dziewczynce nie dodał, pan ojciec dla dziecka musiał pozostać nienaruszalną świętością. - Radością  - dokończył niewinnie, żadnym sposobem nie zdradzając z tych słów rozbawienia. Szanował Malfoyów, oczywiście, że tak, szanował również Rosierów - ale zaniósłby się gromkim śmiechem, gdybym ktokolwiek powiedziałby mu, że byli rodziną powszechnie uwielbianą. Nie byli.
- Bardzo prawdopodobne - odparł szczerze na jej porównanie się do swojej siostry, mogła być podobna, nigdy taka jak Marie. Bo taka jak ona - nie będzie już nikt nigdy. Nie negował jednak zdolności córki Abraxasa, była olśniewająca: mądra, elokwentna, kulturalna, prezencja oraz etykieta przychodziły jej z naturalną, swobodną łatwością, a na salonach promieniała jak gwiazda i zwracała uwagę jak najpiękniejszy paw. Za parę lat zacznie łamać serca i zostanie wybranką najlepiej rokującego młodzieńca przyszłego pokolenia. Lub zakocha się głupio i wyjdzie za mąż głupio i zginie równie głupio - jak jego siostra. - Teraz Marianne nie żyje - odparł pusto, bez delikatności, do jakiej nie był przyzwyczajony. Te słowa wciąż z trudem przechodziły mu przez gardło, wywoływały dziwne otępienie, niezgodę. Było to po nim widać - utracony błysk w oku i niewidzące spojrzenie, uschnięty kwiat już nigdy nie nabierze szkarłatnych barw. Brutalna prawda ubrana w piękniejsze słowa nie będzie łagodniejsza; Tristan nie znał się na dzieciach, nie wiedział, czy sześciolatka rozumiała już pojęcie śmierci. Ale nie był osobą, która miała zamiar jej to wyjaśniać, rad był więc, że Marie przyjęła wręczony kwiat, złożywszy dłonie razem z tyłu odpowiedział na podziękowania płytkim dworskim ukłonem.
- Wszystko przed tobą, lady Malfoy - kto wie, być może wyrośnie na poetkę czarującą słowem, być może zostanie znaną pisarką; nie wszystkie jej talenty zostały już odkryte pomimo bez wątpienia wszechstronnego nauczania. To, że jeszcze się taki nie urodził - wcale nie oznaczało, że nie urodzi się nigdy. Ujął dłoń dziewczynki mocno, na pół chcąc dodać jej otuchy, na pół - upewnić się, że ją trzyma. Dzieliły ich mile wsparte zaklęciami ochronnymi, Marie była bezpieczna, a jednak odczuwał dyskomfort, obserwując ten widok z kilkulatką, która nie była Rosierem. - Myssleine jest bardzo młoda - odparł powtórzone pytająco imię. - Ma dopiero dwa lata - Jest młodsza od ciebie, choć przecież smoki żyją znacznie dłużej i tak jak ty jest bardzo zdolną dziewczynką; smoczyca wzbiła się do góry, w pewnym momencie przechylając ciało w drugą stronę, długą szyję, skrzydła, na końcu ogon, nurkując prosto w morskie wody, wywołując obszerny rozprysk kryształów wody. - A już potrafi podporządkować sobie większość wielkich smoków w rezerwacie. Ma wspaniały charakter. - Bardzo dominujący, jest terytorialna i agresywna. Silna. Wyrośnie na piękną bestię, od kilku miesięcy była jego ulubienicą. - To córka mojej pierwszej podopiecznej - kontynuował, kiedy smocze ciało wynurzyło się z morskiej toni nieco bliżej ich: dość, by mogli dojrzeć skąpane w słońcu srebrne łuski i czarne  lśniące oko gada. Smoki były bestiami, krwawymi, drapieżnymi, opowieści o nich nie były przeznaczone dla uszu młodych lady. Zwykle słuchał ich od ojca sam, bez towarzystwa sióstr. - Powinniśmy wracać, lady - stwierdził, nie odejmując spojrzenia od smoczycy, choć wolnym krokiem cofając się już ku zaroślom różanego labiryntu i nie wypuszczając rączki dziewczynki z uścisku. - Twój brat z pewnością znalazł już różę dla pawi. A jeśli nie, to dasz im powąchać tę, smoczą. Być może dzięki niej nabiorą srebrnego połysku.  




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kryształowa sala   16.08.17 22:29

Była bardzo dociekliwa i starała się robić użytek ze wszystkiego, co tylko mogła zaobserwować, szukając wspólnych oraz różniących cech, by móc stworzyć wnioski podparte własną, dziecięcą logiką. Tym razem nie musiała zastanawiać się zbyt długo nad odpowiedzią. Rozjaśniła myśli momentalnie i Marianne tylko dziwiła się, że lord Rosier nie widzi różnicy, tak przecież oczywistej.
- Ech, wujku, co mu po koronie, kiedy nie można jej zobaczyć, bo tak mocno świeci - westchnęła, zapamiętując, że słońce ma koronę, by móc rysować je teraz bardziej wiarygodnie. Wiedziała, że ma promienie, ale nawet nie wpadła na to, by nazywać je w ten sposób, dlatego w myślach wciąż rozdzielała obydwie rzeczy. Nie wyczuła półżartu, jeszcze zbyt młoda na takie zawiłości, wyraźnie rozróżniając serio od na żarty. Kiwnęła poważnie głową, widząc w tym delikatnie prześmiewczym stwierdzeniu największą ze wszystkich prawd. Bezgranicznie wierzyła w ojca. - Tak, tata budzi wiele pozytywnych emocji, radość także - uzupełniła elokwentnie, łącząc swoją wiedzę na temat konwersacji z danym dialogiem. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak dobrze jej to wyszło - mimo wszystko wiele zdań sklecała jeszcze dosyć niefortunnie, nieświadoma popełnianych błędów, lecz robiła to na tyle urokliwie, że mimo wszystko udawało jej się zabłysnąć. Na szczęście nie wiedziała nic o złośliwej promieniotwórczości substancji alchemicznych - zaoszczędzało jej to w obecnej chwili wielu nerwów i wyrzutów. Nie pozwoliłaby kpić ze swojego taty - nigdy.
Nie rozumiała i rozumiała równocześnie - pewne aspekty śmierci wciąż były zagadkowe. Pojmowała to w kategorii wyszedł i nie wróci, ale... właściwie dlaczego? Kiedy tata wychodził do pracy - wracał. Kiedy mama wychodziła na spacer z ciocią - wracała. Kiedy Brutus wychodził psocić - wracał, może nieco spokorniały, lecz pojawiał się znów na swoim miejscu, w ich posiadłości, w sercu. Marianne wiedziała, że wrócą i nie potrafiła wyobrazić sobie, że ktoś nie wraca i nie ujrzy go już nigdy więcej. Nigdy nikogo nie pytała, lecz wiele razy zastanawiała się, co oni robią w tych grobach - pod ziemią musiało być strasznie ciemno i zimno. Może kopali tunele? Ale przecież szlachetnokrwiści nie kopali w ziemi, jak pani ogrodniczka, nie wypadało. Po co mieli leżeć i pachnieć pod ziemią? A może nieżywe panie ogrodniczki kopały im tunele żeby mogli organizować posiadówki rodzinne? Już wyobrażała sobie, jak pod dworem Wilton świętują jej szóste urodziny. Będzie musiała narysować to wszystko tacie. Wszystkie poziomy zmarłych i posiadłości, koniecznie pięknie ozdobione na jej przyjęcie. Być może zostawi trochę miejsca żeby narysować panie ogrodniczki, skoro już miały kopać te tunele. Rozmyślania tak ją pochłonęły, że nie odpowiedziała na informację na temat drugiej (pierwszej, jeśli być dokładnym) Marianne, szybko wyzbywając się też niepewności co do tonu mężczyzny. Uwaga dodatkowo została odciągnięta przez wręczony kwiat oraz otoczenie.
Kiwnęła głową. Wiele razy słyszała, że wyrośnie na wspaniałą szlachciankę, a ilość zainteresowań zjednywała jej niejednego rozmówcę, każdy wróżył jej szczęście w dziedzinie, jaka była mu bliska. Jedno było pewne - była stworzona do osiągnięcia rzeczy pięknych, echem rozchodzących się po kościach odbiorców, niezależnie od dziedziny. Pragnęła wstrząsnąć światem, choć jeszcze nie zdawała sobie sprawy z istoty tego pragnienia. W milczeniu, zachwycie i przerażeniu obserwowała potężne cielsko smoczycy, które z taką łatwością zburzyło wodę. Dwa lata? Zerknęła zadziwiona na wujka.
- A kiedy będzie miała sto, będzie jeszcze tak ogromnie większa? - zapytała szeptem, nie mogąc sobie tego wyobrazić. Może zaraz zza skał wynurzy się stuletni smok? One musiały mieć dopiero róże giganty, by się napromieniować. Albo potrzebowały stu róż. - Jest piękniejsza niż nasz smok przy wejściu - oceniła, drgnąwszy lekko, kiedy Myssleine wynurzyła się bliżej niż spodziewała się dziewczynka. Serduszko przyspieszyło, ale dzielnie stała w miejscu, chłonąc widok srebrnych łusek. Słońce tańczyło na nich, a gdy dotarło na skraj łba, stworzenie wyglądało jak ukoronowane przez tę wielką gwiazdę.
- To insprijujące - odparła na komentarz odnośnie charakteru smoczycy - błąd kolejny raz wkradł się w słowo, ale pozostawało zrozumiałe. Nie chciała odrywać oczu od niebezpiecznego stworzenia, zadowolona z bezpiecznej odległości i obecności doświadczonego wujka, zapierała się więc chwilę i odwracała głowę, starając się wyłapać jeszcze błysk łusek, gdy podążali w stronę sali. Nie mówiła wujkowi, że bez sensu dawać pawiom czerwoną różę - o wiele ładniej będzie prezentowała się w jej pokoju, poza tym ptaszyska pewnie by ją ukradły i byłaby z tego sama bieda.

| ztx2




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
 

Kryształowa sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17