Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Tereny łowne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Tereny łowne   05.11.16 22:48

First topic message reminder :

Tereny łowne

Jedną z tradycji, którą uparcie kontynuują lordowie Yorku, jest wybieranie się na polowania. W ostatnich czasach przyjmują one charakter głównie reprezentatywny. Przed tym niesamowitym wydarzeniem, należy jednak spędzić trochę czasu sam na sam z koniem. A czasami po prostu nachodzi potrzeba puszczenia się pędem przez piękne tereny. I oto właśnie wspaniała natura, nic tylko jechać.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   10.08.17 22:03

The member 'Ignotus Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Caley Spencer-Moon
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t5568-idun http://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister http://www.morsmordre.net/f116-mansfield-road-11 http://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
tłumaczka
25
Czysta
Zamężna
these violent delights
have violent ends
0
20
5
0
0
10
10
0
Czarownica
no matter where I sleep, you are haunting me

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   30.12.17 20:32

26 maja

Wygodnie usadowiła się w siodle, poprawiając długą spódnicę; nie obawiała się jeżdżenia po damsku, choć zdecydowanie mogło utrudnić jej schwytanie czegoś potężniejszego. Nie dbała jednak o zwierzęce łupy, interesował ją wieprz, który nieopodal sam dosiadał wierzchowca i na całe szczęście nie zwracał uwagi na swoją żonę.
Tę rolę miała dziś odegrać wdzięcznie i bez mrugnięcia okiem, bowiem patrzyli na nich posiadacze możnych nazwisk, a areną były tereny łowne samej szlachty. Ministerstwo Magii nie miało teraz jak widać większych problemów, skoro niektóre szychy zdecydowały się na organizację kameralnego polowania. Gdy tylko Cedric usłyszał jak bardzo kameralne ono będzie, stanął na rzęsach, by zdobyć zaproszenie. Zdziwił się bardzo, gdy objęło ono również jego uroczą żonę, lecz skoro mógł dzięki temu ugrać coś dla siebie, łaskawie postanowił zabrać ją do Yorku.
Od pamiętnej nocy Caley była bardzo spokojna, a całą nienawiść przekuwała w sporządzane w pracowni eliksiry. Nie miały posłużyć śmierci męża, bo tej nie odważyłaby się planować tak otwarcie. Zresztą, gdyby Cedric zginął przez eliksir jego żona maczająca palce w alchemii natychmiast zostałaby pierwszą podejrzaną, a tego przecież chciała uniknąć. Nie potrzebowała szumu, rozgłosu, a jedynie trochę czasu i dobrych chęci. Machina została wprawiona w ruch i nie powstrzyma jej już nic, dlatego Caley spoglądała na męża ze spokojem, choć pod skórą życzyła mu bolesnego upadku z konia.
Powitała cały ten motłoch, który uważał się za śmietankę towarzyską, po czym podjechała dumnie wyprostowana do jedynej osoby, z którą mogła wymienić choćby garstkę nieprzypudrowanych i nieobleczonych fałszem słów.
- Witaj, Sigrun – skinęła głową, lecz nie uśmiechnęła się na powitanie tylko i wyłącznie dlatego, że brzask powitał ją tak niską temperaturą, by odechciewało jej się wykonywania jakichkolwiek ciepłych gestów – Twój ojciec bardzo się postarał, by zebrać tu tak znamienite osobistości, jak choćby mój mąż – kpiła z niego w żywe oczy swojej towarzyszki, dając jej zezwolenie, by blondynka robiła to samo.
Żałowała jedynie, że tego dnia nie miała pod sobą sprawdzonego rumaka, a klacz wypożyczoną ze stajni Carrowów. Wciąż tęskniła za swoją piękną Gersimi, którą mąż pozbawił życia jednym zaklęciem, gdy niecały miesiąc temu Caley po raz drugi straciła ich dziecko. Szalał na punkcie posiadania potomka, a poronienie odbiło się także na niej, lecz nie w sposób, jakie znosiłyby to inne kobiety. On stracił szansę na dziedzica, a ona straciła ukochanego wierzchowca. Ale i za to miał już niebawem zapłacić.
Na razie jednak Spencer-Moon musiała poradzić sobie z kuszą.
- Życzmy sobie pomyślnych łowów – zaproponowała, mocniej zbierając wodze w dłoniach – Oby zwierzyna dopisała, bo inaczej będziemy słuchać o tym przez miesiąc – mężczyźni lubili się przechwalać o wiele bardziej, niż kobiety.


ST upolowania jelenia wynosi 250, do rzutu nie doliczamy biegłości ani statystyk.
Po przekroczeniu progu 150 jesteśmy w stanie go zauważyć.
Wyniki na kości 95+ oznaczają upolowanie bażanta/zająca.




But in allchaosthere is calculation


Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood http://www.morsmordre.net/t5379-listy-do-sigrun#121534 http://www.morsmordre.net/t5378-sigrun http://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala http://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Brygadzistka
28
Czysta
Wdowa
I am the w a r
you can never win

10
5
0
0
5
15
10
4
Metamorfomag
 too dead to die

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   02.01.18 0:10

Bardziej niż za samą osobą swego ojca, czarodzieja o zimnej, stalowej osobowości, ze wszech miar surowego i apodyktycznego, tęskniła za wspólnymi przejażdżkami z kuszami w dłoniach; po niemal dwóch latach nieobecności po raz pierwszy miała możliwość spotkać się z nim przy podobnej okazji. Nie była rada z towarzystwa, które tu zebrał, lecz ojciec jak najbardziej. Normund Rookwood od przeszło trzydziestu pięciu lat pracował w Ministerstwie Magii; był urzędnikiem powszechnie szanowanym i cenionym, także za sprawą tego, że dbał regularne spotkania z ludźmi zamożnymi i bardziej wpływowymi od niego samego. Z jego twarzy trudno było cokolwiek wyczytać, jego oblicze spowijała zimna obojętność, lecz Sigrun potrafiła dostrzec błysk zadowolenia w jego szarych oczach.
Pan Rookwood z żoną nie przybył, bo nigdy drugiej nie wziął,;po śmierci Gudrun z Borginów, nie była mu potrzebna; zdążyła wszak powić mu czterech silnych synów i córkę, którą zwykł ze sobą zabierać, mając wciąż nadzieję, że dzięki rozmowie z odpowiednią osobę dostanie posadę w Ministerstwie godną kobiety. Wbrew jego obawom nie zjawiła się ubrana po męsku i z papierosem w ustach jak to miała w zwyczaju; miała na sobie kobiecy strój jeździecki o barwie zgniłej zieleni, a na nogach wysokie, wypolerowane buty do kolan. Długie, pszenicznej barwy włosy spoczywały na plecach, by nie przeszkadzały podczas polowania. Sigrun dosiała gniadego wierzchowca, nieswojego, lecz w siodle trzymała się pewnie. Na kilka tygodni przez podróżą do Rumunii jej własny skręcił nogę, stał się więc bezużyteczny: zaklęcie Avada Kedavra wypowiedziała bez zawahania i choćby najmniejszego sentymentu, gdy przykładała kraniec różdżki do końskiego łba. Jedynymi zwierzętami, które darzyła dziwną, niewytłumaczalną sympatią były jej psy. Konno jeździła już od lat dzieciństwa, w siodle trzymała się więc pewnie i dobrze, choć wypadła już nieco z wprawy. W Rumunii nie miała czasu na podobne rozrywki.
-Dzień dobry, Caley - przywitała się uprzejmie; nie po raz pierwszy była na podobnym spotkaniu, wiedziała jak powinna była się zachować. Podobny ton bardzo obco brzmiał w jej ustach, lecz zaraz na nie wpełznął właściwy Sigrun, kpiący uśmiech -Raczej niezbyt się starał - odrzekła Caley kpiąco; nie potrzebowała wyraźniejszych sygnałów -Niegdyś zapraszał mojego, świętej pamięci małżonka, nic więcej nie jest w stanie mnie już zadziwić - dodała ironicznie.
Przed siedmiu laty pochowała małżonka, po którym miała nosić nazwisko Montague. Sigrun Montague, brzmiało strasznie. Jako wdowa powinna była nosić obrączkę na drugiej dłoni, lecz wyrzuciła jeszcze w dniu pogrzebu: pogrzebu, który starannie zaplanowała, bo sama doń doprowadziła. Jak nikt rozumiała więc wzgardę wobec własnego męża.
-Może lepiej więc życzmy łowów nieudanych, być może wówczas godność nie pozwoli im rozprawiać o własnej nieudolności, choć najpewniej nadużywam słowa godność... - odrzekła Rookwood, nie próbując nawet zapanować nad szyderczą nutą, która wkradła się do jej dość niskiego głosu. Jeśli jakikolwiek mężczyzna jęczałby Sigrun nad uchem, że nie zdołał ustrzelić jelenia, najpewniej po prostu by z niego szydziła. Miała cyniczne, okrutne usposobienie, a szyderstwa spływały z jej ust gładko i pewnie. Gardziła słabością i często to podkreślała.






śmierć aurorom, przez których kolejne dobre czarnoksiężnikioglądają świat zza krat
Powrót do góry Go down
Caley Spencer-Moon
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t5568-idun http://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister http://www.morsmordre.net/f116-mansfield-road-11 http://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
tłumaczka
25
Czysta
Zamężna
these violent delights
have violent ends
0
20
5
0
0
10
10
0
Czarownica
no matter where I sleep, you are haunting me

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   06.01.18 17:54

Mimo wszystko, Cedric Spencer-Moon nie był głupim człowiekiem. Często gubiła go pycha i niekiedy potykał się o własne ego, lecz w gruncie rzeczy dobrze wiedział jak osiągnąć to, co sobie zamierzył. Wychowany w silnie upolitycznionej rodzinie szybko zrozumiał, że prawdziwa polityka nie rodzi się na salach obrad nad ustawami, a w kuluarach, a takimi były zarówno wypełnione dymem papierosowym lokale wątpliwej reputacji, jak i tereny łowne należące do szlachty. Tę wiedzę przekazał żonie, a ona niejeden raz zrobiła z niej pożytek. Gdyby nie wzajemna nienawiść, pogarda i strach, być może tworzyliby z Caley niepokonany duet, lecz teraz pozostawało im tylko ignorowanie się wzajemnie na spędach takich, jak ten.
Kobieta uznała, że posyłanie mężowi wrogich spojrzeń nie będzie dobrze wyglądać wśród pań, a i takie znalazły się dziś w lasach Yorku. Zdecydowała więc, że skupi się już tylko i wyłącznie na swojej towarzyszce, o której nie wiedziała zbyt wiele, lecz wystarczająco by sądzić, że zdanie o mężach miały identyczne.
- Ojcowie zwykli często wykazywać większy sentyment do zięciów, aniżeli własnych córek – odpowiedziała, pozwalając by na jej usta również wstąpił ironiczny uśmieszek.
Cadmon nigdy nie doceniał córki, a Cedrica traktował tak, jakby ten od zawsze był członkiem jego rodziny. Nielegalne interesy scaliły ich na tyle, że ojciec nigdy nie pozwoliłby na rozwód, nawet gdyby nad życiem Caley miały zbierać się czarne chmury. A czy nie tak właśnie było?
Uciekła jednak myślami od swojej małżeńskiej sytuacji i skupiła się już wyłącznie na opanowaniu kuszy oraz panowaniu nad wierzchowcem. Z bronią siłowała się jakiś czas, lecz koniec końców musiała poprosić o pomoc.
- Czy dobrze ją naciągam?  - proszenie nigdy nie przychodziło jej łatwo, jednak miała w sobie na tyle samokrytyki by wiedzieć, kiedy należało po nie sięgnąć, by cokolwiek osiągnąć. Jeśli chciała upolować choćby zająca, musiała wycelować. A do wycelowania potrzebna była dobrze nastawiona kusza; wszystko składało się w jedną całość.
- Wiele bym oddała, gdyby to oni nadziali się dziś na tego dzika, na którego z takim podnieceniem liczą – mruknęła, a jej słowa dosłyszeć mogła jedynie jadąca obok Sigrun.
Caley sięgnęła pamięcią wstecz i przypomniała sobie, że Rookwood wizytowała ostatnio w Rumunii, a więc kraju, który swojego czasu interesował także ją. Zlecenia Ministerstwa Magii miały to do siebie, że nie zawsze można było otwarcie o nich rozprawiać, dlatego Spencer-Moon nie zamierzała zalewać swojej towarzyszki pytaniami o szczegóły.
- Tęskniłaś za czymś, będąc na obczyźnie?coś równie dobrze mogło okazać się kimś.
Odpowiedź musiała poczekać, bowiem gdzieś przed nimi rozległa się waltornia, psy zaczęły ujadać zaciekle, a polowanie ruszyło, wiec także one razem z nim. Caley pochyliła się lekko do przodu, popędzając konia. Wiedziała, że Sigrun dotrzyma jej tempa i będą mogły kontynuować rozmowę.




But in allchaosthere is calculation


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   06.01.18 17:54

The member 'Caley Spencer-Moon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 26


Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood http://www.morsmordre.net/t5379-listy-do-sigrun#121534 http://www.morsmordre.net/t5378-sigrun http://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala http://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Brygadzistka
28
Czysta
Wdowa
I am the w a r
you can never win

10
5
0
0
5
15
10
4
Metamorfomag
 too dead to die

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   10.01.18 20:36

-Mój mąż i ojciec byli przyjaciółmi w latach szkolnych, dziwne, że podczas pogrzebu nie uronił łzy - zaśmiała się kpiąco, wciąż żartując, posuwając się do sporej przesady; nie miała ojca za człowieka słabeg, poddającego się emocjom - Normund Rookwood był niczym żelazo, twardy i niezłomny. Pomimo wszystkich krzywd, jakie jej uczynił w przeszłości, przemocą i wzgardą w dzieciństwie, a później przymuszeniem do niechcianego małżeństwa - wciąż darzyła go szacunkiem. Miała jednak jednocześnie poczucie humoru, ostre i czarne, nie wahała się wystawiać palucha za granicę dobrego smaku. Wierzyła, że Caley zrozumie, co miała na myśli -Och, tak, smutny to był dzień, gdy świat stracił mego małżonka. Ileż interesów przepadło, cóż za niefart - ironizowała dalej, teatralnie zasmucona własnymi słowami.
Na pełnych, kształtnych ustach Sigrun pojawił się kwaśny uśmiech; kpiące żarty z małżonków przywiodły na myśl bolesne wspomnienia. Nie zapomniała wciąż tego, co Montague jej uczynił; nie była wtedy dość silna, by przeciwstawić się ojcu, wydawało się jej, że nie ma gdzie uciec, że rodzina to wszystko, co ma - ich nazwisko, dom, zwyczaje, czystość krwi. Dała się wydać za mąż jak głupia owca, za mężczyznę, którego prędko znienawidziła; za mężczyznę, który pozornie górował nad nią wzrostem, siłą i mocą czarodziejską. Bił ją więc, gwałcił, kopał - im mocniej wierzgała, tym mocniej bił. Na agresję odpowiadała agresją. Pogrążali się w tym coraz bardziej i bardziej, nakręcając spiralę nienawiści; on pragnął od niej silnego syna, a Sigrun była pewna, że jeśli do tego dojdzie, udusi szczeniaka własną pępowiną.
Nie mogli ze sobą żyć.
Jedno musiało ukatrupić drugie, a Sigrun musiała dowieść, że w tym małżeństwie nie ona jest głupią owcą, a drapieżnikiem. Nie myliła się, bo była tu dziś, wciąż żywa i silna jak nigdy wcześniej; nauczyła się jak radzić sobie z mężczyznami, nauczyła się jak owijać ich sobie wokół palca jako Adeline - nie była już tą samą dziewczyną, którą ojciec mógł zmusić do małżeństwa. Normund Rookwood także to wiedział i dawno już zaprzestał prób zeswatania Sigrun z innym, godnym według niego czarodziejem. We wdowieństwie czuła się jednak najlepiej - i nie miała najmniejszego zamiaru zmieniać tego stanu rzeczy.
Pytanie Caley sprowadziło Rookwood znów na ziemię, obdarzyła ją zaciekawionym spojrzeniem brązowych oczu, by zaraz pociągnąć wodze i zmusić konia, by zbliżył się do wierzchowca Caley. Bez pozwolenia wyciągnęła dłoń, by położyć ją na ramieniu Caley i ustawić jej rękę w odpowiedniej pozycji: -Łokieć wyżej, bardziej pod kątem - pouczyła ją, choć bez śladu wyniosłości, czy kpiny w głosie; nie kpiła już nie szydziła. Caley miała pełne prawo nie trzymać kuszy poprawnie; myślistwo nie było typowo kobiecą rozrywką, nawet Sigrun nie miała co do tego wątpliwości - a wielka szkoda, była to cudowna rozrywka. Zwłaszcza, jeśli lubiło się zapach juchy i futra.
-Jeśli dalej będą pić tyle wina, z pewnością to zrobią - odparła Caley ze śmiechem, równie cicho; nie chciały, by ta rozmowa dotarła do uszu postronnych i tak by nie zrozumieli. W mniemaniu społeczeństwa żona winna była mężowi bezgraniczne posłuszeństwo i miłość - cóż za wierutna bzdura. Przede wszystkim kobieta miała prawo wyboru i robienia tego, co się jej rzewnie podoba. Krok ku takiemu stanowi rzeczy wymagał jednak ogromnej odwagi i wielkiego zaparcia się w obie, by go uczynić.
Nienawiść bywała niezwykle silnym bodźcem, Sigrun wiele już tym wiedziała.
Psy zaczęły ujadać, inni ruszyli, nie mogły pozostać w tyle; wierzchowiec Caley wyskoczył do przodu pierwszy, pędząc jak strzała, a Spencer-Moon doskonale trzymała się w siodle; prezentowała wysokie umiejętności jeździeckie, o jakie Sigrun ją nie podejrzewała. Spięła konia, popędzając go do biegu, by zrównać się z blondynką.
-Świetnie trzymasz się w siodle - odezwała się, gdy jechały obok siebie, -Za czym tęskniłam? Za whisky? Wygodnym łóżkiem? Wierz mi, Rumunia to straszna wieś, wszyscy tam chyba mają wszy i robaki, po powrocie musiałam się wykąpać we wrzątku, by poczuć, że zmyłam z siebie ten brud - wyznała z rozbrajającą szczerością Sigrun; nie zwykła się krygować w rozmowach, nie była niewinnym dziewczątkiem. -Z pewnością nie za moim świętej pamięci małżonkiem - zaśmiała się znów szyderczo i cicho, mówiąc tylko do Caley.
Nie kłamała, nie zwodziła, wyjątkowo mówiła prawdę. W Rumunii brakowało jej jedzenia, do którego przywykła i alkoholu, to wszystko; to, czego pragnęła najmocniej - Chrstiphera, swego brata - miała niepoprawnie blisko siebie.






śmierć aurorom, przez których kolejne dobre czarnoksiężnikioglądają świat zza krat
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   10.01.18 20:40

The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 52


Powrót do góry Go down
Caley Spencer-Moon
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t5568-idun http://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister http://www.morsmordre.net/f116-mansfield-road-11 http://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
tłumaczka
25
Czysta
Zamężna
these violent delights
have violent ends
0
20
5
0
0
10
10
0
Czarownica
no matter where I sleep, you are haunting me

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   13.01.18 13:01

Pogrzeb był niewielką plamą czerni, majaczącą na horyzoncie myśli Caley, lecz oczyma wyobraźni nie widziała czyje dokładnie ciało oplatał żałobny całun. Jej, czy Cedrika? Które z nich pierwsze pożegna się z życiem, które z nich okaże się być przebieglejsze? On miał wprawę w pozbywaniu się żon, a ona miała swojego drogiego brata, który na swój sposób obiecał jej już pomoc w skróceniu udręki, jaką było małżeństwo. Nie widać było jeszcze ostatniej prostej w tej gonitwie o zwycięstwo, ostatnie zawiłości odwlekały wyścig z czasem, a wszyscy trwali w fazie zbrojenia się do finalnego pojedynku.
- Wdowieństwo ci służy – skomplementowała swoją towarzyszkę, uśmiechając się pod nosem.
Nawet nie znając szczegółów swoich historii, kobiety mogły z dużą dozą prawdopodobieństwa podejrzewać, że łączy je o wiele więcej, niż to się na pierwszy rzut oka wydawało. Żadna z nich nie mówiła o tym otwarcie, lecz półsłówka i niedopowiedzenia były czasem lepszymi wskazówkami, niż zakomunikowanie czegoś wprost. Sigrun znajdowała się na etapie, który i Caley chciałaby kiedyś osiągnąć – powrót do panieńskiego nazwiska i postawa wręcz krzycząca o niezależności wiązałaby się z odkryciem pokładów pewności siebie, jakie pogrzebała jakiś czas temu.
Żałowała, że Rookwood nie uczęszczała do Durmstrangu. Na pewno odnalazłaby się w skandynawskiej szkole, a sama Caley wyniosłaby z niej o wiele bardziej wartościowe znajomości. Połączyłaby je idea czystości krwi, być może podzieliłyby się radami odnośnie zadowalania wymagających ojców i uzupełniły na tyle, by stanowić solidny tandem. I choć to Calhoun od zawsze był jej drugą połową, nie stroniła od towarzystwa dziewcząt czy innych kobiet. Choć był to męski świat, solidarność mogła wiele zdziałać.
Nie drgnęła więc, gdy poczuła dotyk Sigrun; natychmiast zastosowała się do jej wskazówki i odkryła, że w ten sposób zdecydowanie wygodniej jest trzymać kuszę. Kto wie, może pewnego pięknego dnia sprawi sobie własną i gdy odzyska już dawną siebie, do drzwi wejściowych przy numerze jedenastym na Mansfield Road przybije pana domu. Wyobraźnia podsuwała jej naprawdę soczyste obrazy, którymi podświadomie chciała natychmiast podzielić się z bratem.
- Mogłam pomyśleć wcześniej i sama przygotować drogiemu mężowi coś do picia – pozwoliła sobie na żart, lecz prawda była taka, że nie zamierzała ryzykować. Podejrzenie od razu padło by na nią, ponieważ radziła sobie z kociołkiem naprawdę dobrze. Nie potrzebowała dodatkowego zamieszania dookoła ich małżeństwa, nie teraz, gdy jego koniec był już tak bliski.
Wiatr przyjemnie smagał jej twarz, a podskoki w siodle nie sprawiały na razie dyskomfortu. Konie pędziły przed siebie, a kobiety zajęte były rozmową i jednoczesnym wypatrywaniem czegoś, co i im mogłoby przynieść łup tego dnia. Za komplement podziękowała skinieniem głowy; starała się być naprawdę dobra we wszystkich dziedzinach, które żywo ją interesowały.
- Być może czas więc zaplanować kolejną podróż? W miejsce, gdzie tęsknota za alkoholem zostanie zaspokojona przez nowe smaki – odezwała się, między drzewami wypatrując jakiegokolwiek ruchu mającego świadczyć o tym, że niebawem obierze sobie za cel jakieś niewinne zwierzątko.




But in allchaosthere is calculation


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tereny łowne   13.01.18 13:01

The member 'Caley Spencer-Moon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 84


Powrót do góry Go down
 

Tereny łowne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Tereny przy fabryce

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: York-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18