Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Eileenowy kącik zieleni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Eileenowy kącik zieleni   12.11.16 23:01

First topic message reminder :

Herbarium

Niewielkich rozmiarów pokoik, który nie służy ani do spania, ani do gotowania w nim obiadów. Jego główną powierzchnię stanowią półki zrobione ze starych desek i wszelkiej maści szafki, gdzie można schować wszystkie zielarskie narzędzia i postawić na nich kolejne doniczki z roślinami. Znajdziemy tam również kilka kolorowych konewek, a okna przesłonione są starą, stalowoszarą kotarą.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   21.03.17 11:08

The member 'Neala Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 19


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   30.03.17 21:08

Zakon Feniksa ograniczał, to prawda. Stawiał niewidzialne, ale doskonale wyczuwalne granice tam, gdzie szukano wolności. Rodzinę odsuwał na bok, by zrobić ci miejsce na zamach różdżką w stronę wroga; pracę traktował jak pole treningowe, dom przedstawiał jako samotnię – przynajmniej dla niektórych. Szukanie w tym stogu siana chwili beztroski było wyzwaniem, zadaniem, ale nie niemożliwym do wykonania. Chciała chronić Nealę tak, jak chronił ją Brendan. Problem był jednak taki, że jeśli chciała trzymać ją z dala od niebezpieczeństwa, musiała ją trzymać także z dala od siebie, a tego… tego nie chciała. Neala w jakiś sposób potrzebowała kobiecej obecności, kobiecej ręki – Eileen nie zamierzała ani nie próbowała zastępować jej matki, ale była obok, w jakiś sposób… akompaniowała jej w życiu.
Uśmiechnęła się z niejaką ulgą, gdy Neala zapowiedziała pieczenie pączków dla… całego Zakonu Feniksa? Nie miała powodu, by jej odmawiać, w końcu to, co proponowała, nie było niczym złym. Mimowolnie pogładziła ją po włosach.
- Jest tam nas sporo, ale jeśli każdemu z nas zagwarantujesz jednego pączka… to całkiem się zgadzam! Każdemu z nas należy się trochę szczęścia w postaci dżemowego nadzienia –odparła, odzyskując powoli dawną równowagę. Takie zawahania nie były jej obce, ale już dawno żadne słowa nie dotknęły jej świadomości tak bardzo, jak słowa Neali.
Ale wzięła wdech, bo należało iść dalej, nie patrząc na to, jak wiele ich to kosztowało. Albo kosztować będzie.
Zaklęcie, które ćwiczyły z Nelą, być może trudne nie było, ale Eileen nie chciała rzucać jej na głęboką wodą. Wszyscy mistrzowie zaczynali od podstaw, a zaklęcie sprzątające się do tych podstaw jak najbardziej zaczynały! Stały w kanonie inkantacji tuż obok Wingardium leviosa i chłoszczyść!
- Może jesteś zmęczona, co? Zróbmy sobie przerwę. Mam nawet pomysł na to, jak możemy ją spędzić! Zjemy naleśniki czekoladowe – jej wzrok niemal mimowolnie pomknął w stronę wiszącego na ścianie okrągłego zegara. Jedzenie naleśników około drugiej w nocy? Oh, czemu nie! – Nie patrz na godzinę, to szkodzi kaloriom. Póki nie wiemy, jak ułożone są wskazówki zegara, czekolada nie pójdzie nam w boczki!
Powiedziała sobie, że naukę kontynuować będą jutro, kiedy już obie wstaną, ale dzisiaj… dzisiaj musiały jeszcze zjeść czekoladowe naleśniki!

| zt x2




handmade
love


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   26.04.17 15:43

Studiowanie ksiąg alchemicznych, które znalazła w swojej biblioteczce, pochłaniało ją bez reszty. Pokochała czytać przy śniadaniu o amortencji – badać jej formę w różnych odmianach, które tak zręczną dłonią zostały wyrysowane na szorstkim, nieco pomiętym papierze, czytać o blasku, który zależał od emocjonalności alchemika, debatować z własnymi myślami na temat tego, co byłoby, gdyby sama taką uwarzyła. Z czystej ciekawości poganianej zielarskim wykształceniem, bez dalszego wykorzystania tej mikstury w niecnych, typowo egoistycznych zamiarach. Dzisiaj jednak nie zamierzała pracować nad tym antycznym wywarem, a nad prostym auxilikiem. Względnie prostym, bo Eileen wciąż nie była pewna swoich wspomnień z Hogwartu, do którego notabene uczęszczała szalone dwanaście (?) lat temu, i wiedzy wyniesionej z lochów, gdzie odbywały się lekcje eliksirów.
Wszystkie potrzebne informacje wypisała na czystym pergaminie, do niewielkiego koszyka zabrała słoiki i miseczki z właściwymi składnikami i zamknęła się w herbarium, gdzie prostym Incendio podpaliła drewienka nad miedzianym kociołkiem – jej nowym nabytkiem, z którego była niezwykle dumna. Doniczki z drobnymi siewkami ostrożnie odstawiła na boki, potrzebne komponenty poustawiała blisko drewnianej deski do krojenia i leżącego na niej ostrego jak brzytwa noża. Wzięła pergamin do dłoni.
Dwie ingrediencje zwierzęce.
Spojrzała na dwa wysokie słoiki, w których pływały jelita szczura i czułki szczuroszczeta – potrzebne jej szlachetne serce eliksiru.
Dwie ingrediencje roślinne.
Wzrok przeniosła na niewielkie salaterki ze świeżo zerwanymi z drzewa liśćmi dębu i pachnącym orzeźwiająco lubczykiem.
Wypuściła z ust powietrze.
Wywar w kociołku osiągał już odpowiednią temperaturę, sądząc po drobnych pęcherzykach, które pędziły do góry, by zniknąć po spotkaniu z falującą delikatnie, bezbarwną powierzchnią. Na dłuższą chwilę błądziła między nimi wzrokiem, chcąc najwyraźniej znaleźć większą ochotę na wzięcie do ręki miękkich wnętrzności jakiegoś biednego szczura, który na pewno nie na ochotnika oddał się w ramiona szczurzej śmierci, by jego ciało służyło nauce. W końcu jednak, nie bez połknięcia gorzkiej śliny i wygięcia ust w grymasie pełnym obrzydzenia, wyjęła ze słoja różowe, drobne i miękki rurki, które wylądowały sekundę później na drewnianej deseczce. Nożem (i niepewną dłonią) pocięła je wzdłuż, by w większym kawałku wrzucić je od razu do gotującego się w kociołku naparu. Zamieszała długą, zgrabną łyżką, wykonując przy tym już zdecydowanie bardziej pewne ruchy, ale przy tym niezbyt gwałtowne, bo bała się, że jeśli w jakikolwiek sposób wymusi na eliksirze szybsze efekty, dostanie coś zupełnie odwrotnego. Kolor się nie zmienił, ale o tym pisał Bergiusz Gaden, więc nie zmartwiło ją to zbytnio. Wzięła szybki wdech i wypuściła powietrze przez nos, drżącą dłonią chwytając ze szklanego więzienia czułki szczuroszczeta. Serce, chociaż miało nadawać podstawę wywarowi, pewne jego fundamenty, lepiej działało, gdy wcześniej bulgocząca woda nasiąknęła magicznymi właściwościami jelit szczura, ponoć wzmacniało to cały efekt. Nie miała powodów, by nie wierzyć autorowi, którego ojciec kiedyś tak zachwalał, więc pocięła na drobne fragmenty czułki (dwie pary; póki przez czułki nie przepływały resztki szczuroszczetowego jedzenia, była bezpieczna, a czułki same w sobie były zdecydowanie mniej ohydne) i wrzuciła je do kociołka, znów biorąc do ręki łyżkę, by zamieszać cały wywar. Temperatura nieco opadła, a wywar zabarwił się delikatną, błękitnawą poświatą. Bała się, cholera, bała się. To niby nie był trudny eliksir, wyczytała o nim wszystko, co mogła wyczytać z „Szmaragdowej barwy” Bergiusza Gadena, ale jednak coś mówiło jej, że powinna oczekiwać efektów w niezręcznym strachu.
Musiała poczekać kilka minut, by pocięte jelita szczura (chwyciła za książkę, bo spanikowała, że pamięć zrobiła jej psikusa) zbledną, a czułki szczuroszczeta rozpuszczą się w gorącym wywarze i dopiero wtedy zdecydowała się wrzucić do kociołka jeden cały liść dębu, a cztery następne porwać w dłoniach, bo Gaden tak pisał.
Przy lubczyku się zatrzymała, bo wymagało to od niej pewnego… rytuału. Bergiusz pisał, że zioła ogrodowe dodawane do eliksirów były zbyt pospolicie podawane, ze zbyt małą ostrożnością i zbyt małą uwagą, a przecież nadawały całej miksturze odpowiedniego charakteru, barwiły jej smak domowym odcieniem pełnym troski i świeżości. Eileen miała więc zamiar dostosować się do zaleceń.
Pierwszy liść lubczyku oderwała prawą ręką (pierwsza lewa kwasiła eliksir) i położyła go ostrożnie na tafli eliksiru, obserwując, jak dryfuje (kierunek był najważniejszy). Kolejne dwa listki oderwała tym razem lewą ręką (dla równowagi) i rzuciła je na oba boczne bieguny kociołka. Ostatni liść delikatnie zgięła, ucałowała go z równą łagodnością i ułożyła go na samym środku naparu. Teraz musiała czekać. Mieszane łyżką po dodaniu ingrediencji roślinnych było bezwzględnie zakazane.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   26.04.17 15:43

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : rzut kością


'k100' : 34


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   27.04.17 13:32

Obserwowała, jak eliksir zmieniał zabarwienie z błękitnawego na szmaragdowy, jak po fundamencie całego wywaru przepływają odcienie, które przepływać miały. Bała się mieszać w miksturze łyżką, bo przecież ledwo co dodała roślinne ingrediencje, których zbawienne właściwości miały połączyć się z poprzednimi komponentami, ostatecznie tworząc wspólnie jej pierwsze, małe alchemiczne dzieło. Przełknęła w końcu ślinę i chwyciła za drewniane narzędzie, by delikatnie zamieszać nim w bulgoczącym napoju. Raz w lewo, delikatnie, raz w prawo. Eliksir wyraźnie zmatowiał, jego płynna struktura zmętniała, by następnie znów zmienić barwę, ale tym razem ze szmaragdowej na pastelowo pomarańczową. To był właśnie moment, kiedy Eileen odetchnęła z ulgą. Tak miało być. Gaden pisał w swoim poradniku o pozytywnych skutkach ostrożności alchemika i o płynnych zmianach, jakie dokonywały się tylko i wyłącznie w sytuacji, gdy dobrze dobrane składniki łączą się ze sobą, tworząc jedność. Dbała o dokładność, bo wiedziała, że to klucz do alchemicznych sukcesów. Dbała o pieczołowitość i sumienność, dobierając odpowiednie ingrediencje nie dysonowały ze sobą zbytnio, bo to bardzo często prowadziło do niekontrolowanych wybuchów. Wolałaby uniknąć sytuacji z Dziurawego Kotła, o której Prorok Codzienny wspominał kilka razy.
Zgasiła płomień pod kociołkiem i zostawiła go na kilka dłuższych chwil, by napar ostygł na tyle, by mogła ponalewać go do szklanych fiolek, które kryły się jeszcze między jasnymi ściankami ciężkiej miseczki. Były niewielkie, ale w zupełności wystarczyły, by pomieścić w sobie odpowiednią ilość pachnącego ogrodem eliksiru.
Gdy zostały już napełnione, zakorkowała je ostrożnie i wstawiła do niedużego, kwadratowego koszyka z luźną, przyklejoną do niego nakrywką. W dolnym jej rogu tkwiła niewielka myśl, napisana przez Rossę kilka lat temu, kiedy Eileen zaczynała pracę w Hogwarcie.
„Nie odkrywaj nigdy tego, co chowasz głęboko w swoim sercu”
Teraz te słowa nic nie znaczyły, a pudełko przyjęło już inną rolę do zagrania. Było tylko pudełkiem, w którym eliksiry, te drobne, małe cuda, znalazły swój nowy dom.

| zt




handmade
love


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   08.08.17 20:40

| 3 maja; Pasta na oparzenia (50) - roślinne: ogniste nasiona, mięta, aloes; zwierzęce: traszki, syrop z trzminorka

Trzeciego maja nie było jej już w Anglii, dostała się jak najszybciej do Kornwalii, żeby sprawdzić, czy z rodzicami było wszystko w porządku. Gdy tylko zobaczyła, że nic złego im się stało, odetchnęła z ulgą. Opowiedzieli jej dokładnie, jak pierwszomajowy wybuch spustoszył tereny blisko nich – dowiedziała się, że zginęło starsze małżeństwo, które mieszkało rzut beretem od ich domu; że pole zbóż zostało w jednej chwili ścięte jakby kosą. Magia była niestabilna, wibrowała w powietrzu niespokojnym strumieniem. Oboje przestali używać różdżek, choć sprzeczne to było z ich naturą, ale w tej chwili ważniejsze było ich zdrowie. O zawirowaniach w Ministerstwie dowiedziała się od ojca – miał informacje z pierwszej ręki. Wilhelmina Tuft obsadzona w Azkabanie, nowy Minister z niepewną kartoteką, Grindelwald zdjęty z dyrektorskiego zydla, na jego miejsce posadzono Dippeta. List o powrocie do Hogwartu jednocześnie okrutnie ją zmartwił i uspokoił. Pozornie.

- Spróbuj z syropem z nektaru trzminorka – powiedział ojciec, stojąc obok niej z mocno zmarszczonymi brwiami.
Sięgnęła bez wahania do jego półki, na której skrzętnie gromadził zamknięte w szczelnych słoiczkach i buteleczkach ingrediencje. Część z nich ucierpiała w nocy pierwszego maja, ale, jeśli Eileen dobrze go znała, zebrał je jak najszybciej tuż po przebudzeniu, jeszcze zanim nawet zjadł śniadanie i teleportował się do pracy. Szkło z żółtawo-zielonawą, gęstą cieczą było porysowane w kilku miejscach. Próbował je naprawić zaklęciem, ale kapryśna, majowa aura magiczna spłatała mu figla. Przed nimi i przed kociołkiem, pod którym błyszczał płomień, rozłożona była książka, którą Eileen wzięła jeszcze z Rudery – „Szmaragdowa barwa” Bergiusza Gadena. Obiecał jej pomóc, wesprzeć radą i dobrymi naukami, bo sama nie do końca jeszcze potrafiła radzić sobie z zawiłościami alchemicznego świata. Nie pamiętała dokładnie, jakie ingrediencje źle ze sobą reagowały i zakwaszały cały wywar, a które mogły być stosowane mimo sprzeczności swoich natur.
- Najpierw rozetrzyj miętę z aloesem – podpowiedział jej, gdy sięgała pod moździerz. Nie przejmował się siwo-miedzianymi włosami, które opadały mu figlarnie po obu stronach twarzy. Wciąż były gęste, chociaż życie nigdy go nie oszczędzało. Miała wrażenie, że czuł się młody – duchem, ciało mogło nie mieć znaczenia.
- I dodać odrobinę syropu?
- Dopiero, kiedy składniki się ze sobą połączą. Syrop zagęści mieszankę, a kiedy dodasz ją do bulionu z ognistych nasion i traszek, całość nie zareaguje zbyt gwałtownie. Im więcej oleistych komponentów dodasz, tym gęstsza wyjdzie ci pasta – głos miał spokojny, opanowany, pewny siebie, a mimo to czuła w nim pobłysk troski, za którym tak bardzo tęskniła.
Posłuchała go. W moździerzu roztarła ze sobą składniki i dopiero potem dodała do nich parę kropel syropu. Mieszanka faktycznie zgęstniała. Przypominała tężejący w chłodzie miód i nawet podobnie pachniała. Odstawiła ją na bok i przyciągnęła do siebie słój z martwymi traszkami, pływającymi w półprzezroczystym płynie. Zmarszczyła brwi (dokładnie jak ojciec, ach) i z lekkim powątpiewaniem sięgnęła po dwie z nich, od razu kładąc je na desce do krojenia.
- Nie potrzebujesz całego ich ciała razem z kośćmi. Wystarczy, że pozbawisz je skóry. Wrzuca się do eliksiru i wyławia po kilku minutach. Wywar ma się wtedy zabarwić na zielono.
Pomógł jej w tym. Sprawną dłonią naciął najpierw jedno drobne ciałko, potem drugie i oba ograbił z cienkiej, plamistej skórki. Kleiły się w dłoniach, ale nie była to wina formaliny, tylko wydzieliny tych małych płazów. Wrzuciła je do gotującego się ekstraktu. Wzięła głęboki wdech. Ogniste nasiona.
- Musisz je naciąć wzdłuż nerwu bocznego. Tutaj, spójrz – pokazał jej pionową linię, która ciągnęła się obwodem wokół całego nasienia. Było ciepłe, ale dalece im było do poparzenia jej skóry.
Poparzenia.
- Jeśli przekroisz je w poprzek, pryśnie ci w twarz popiołem, a to nic przyjemnego.
- Popiołem, mówisz.
Trauma nie minie tak szybko, wiedziała przecież o tym. Ogień będzie się za nią ciągnął przez następne tygodnie, miesiące, będzie burzył spokojny sen i zakrapiał noce koszmarami. Musiała sobie z tym jednak poradzić, cokolwiek by się nie działo.
Palce jej drżały, gdy prowadziła czubek nożyka, próbując rozciąć cienką skórkę nasion i wydobyć z nich to, co musiało znaleźć się w niewielkim moździerzu, by potem roztarte w drobny pył, służyło za serce leczniczej maści. Miałka substancja prędko rozpuściła się wśród zagęszczonych wydzieliną traszki płynów. Kolejny moździerz został opróżniony z mieszaniny aloesu i mięty. Dodanie na koniec pięciu kropel syropu z trzminorkowego nektaru miało być dopełnieniem całości. Zamieszała ostrożnie, widząc, że ojciec wpatruje się w taflę wywaru z tak samo wielkim oczekiwaniem jak ona.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   08.08.17 20:40

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 85


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   08.08.17 21:18

Wyłowiła skórki traszek, z szybszym biciem serca obserwując, jak wywar zmienia swoją barwę na szmaragdową zieleń. Ojciec kiwnął głową. Spojrzała na niego, oczekując ostatecznego werdyktu.
- Udało ci się – jego niebieskie oczy były tak jasne, patrzyły na nią z tak dawno zapomnianymi uczuciami. Co się z nami stało, tato? W którym momencie wykonaliśmy krok nie w tę stronę, co trzeba?
Uśmiechnęła się lekko, nie od razu spuściła wzrok na parujący wywar. Zdmuchnęła płomień pod kociołkiem i wytarła dłonie o brązowy fartuch, który na siebie nałożyła przed przystąpieniem do działania. Nieważne było to, że nie było przed czym się chronić, w końcu ojciec był obok i miał baczenie na całą sytuację – czuła przymus zabezpieczania się przed wszystkim, co swoim działaniem mogło poparzyć jej ciało. Skóra na plecach wciąż była pomarszczona, przetkana bliznami, goiła się, a ona nie mogła o tym zapomnieć.
Pozostawili wywar, by niemal cały odparował, pozostawiając na dnie kociołka pomarańczową, gęstą maź. Eileen zebrała ją do słoiczka, powąchała ostrożnie, dotknęła koniuszkiem palca jej chłodnej, gładkiej, stałej struktury. Mięta przebijała się przez łagodną woń aloesu. Porcji starczyło akurat na jedno użycie, w sam raz, by pomóc potrzebującemu. Wcisnęła szklaną pokrywkę na naczynie i przykleiła do niego opisaną wcześniej nalepkę.

| zt




handmade
love


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   15.08.17 21:14

| 1 maja; Rosno-włos (20): trzy roślinne – ślaz, mirra, lipa; dwie zwierzęce – pióra sowy, włosie kuguchara

Drżały jej dłonie, kiedy zbierała szybko słoiczki z zamkniętymi w nich ingrediencjami. Chwytała za książkę palcami jeszcze wilgotnymi od kąpieli, przewracała w niej kartki tak, że prawie się darły. Szukała w Szmaragdowej barwie eliksiru na porost włosów.
Nie zauważyła, kiedy kolejne kilka z nich opuściło jej głowę i opadło na świeżą sukienkę pachnącą tymiankiem i rozmarynem. Były słabe, było ich niewiele, a łysina zaczynała przedzierać się przez te, które pozostały, plamami nagiej skóry. Spanikowała, kiedy w łazience dosięgła ich dłonią i zostały w palcach. Kępka poskręcanych, cienkich jak nitki włosów zawirowała powoli w powietrzu, by ostatecznie zagrzać miejsce na ziemi.
Postawiła kociołek na ogniu, z drżącym na ustach przekleństwem szukając po szafkach zapałek, które zostawiła sobie na czarną godzinę, albo po prostu po to, żeby czasami dla własnej satysfakcji skorzystać z tego mugolskiego wynalazku i chwilę poczuć się jak jedna z nich. Kilka z nich walało się po pustej przestrzeni, więc chwyciła je, podpaliła o stare pudełko, które znalazła w wiaderku na nieczystości i wrzuciła je na niewielki stosik drobnych gałązek pod kociołkiem, żeby rozpalić ogień. Wlała trochę wody, rozlewając ją przy okazji po blacie. Opróżniła butelkę z ziołowym wywarem, wylewając jego płynną część do środka, który ugotowała zanim to wszystko się zaczęło, zanim cały ten koszmar się zaczął. Czekanie, aż roztwór zacznie przyjemnie, cicho bulgotać, było nieskończonością, chociaż czas przecież płynął tempem, jaki sobie obrał od początku świata.
Przemknęła wzrokiem po rozpisanej recepturze, szukając w niej słów-kluczy: ślaz w pierwszej kolejności, nadający włosom wytrzymałości, potem lipa, dająca im twarde zakorzenienie w skórze głowy, na koniec mirra nadająca jej koloru; Gaden pisał, że włosie kuguchara oda włosom ich prawidłową strukturę, natomiast ostatni, piąty składniki dodawany był zgodnie z wymaganiami jednostki. Wybrała sowie pióra. Była świadoma, że jej ani magiczna forma też na tym ucierpiała, a ptak bez piór… nie, musiała też coś z tym zrobić.
Zanim usłyszała łagodny szmer wody, zdążyła trzy razy zaszlochać i przez przypadek połączyć w moździerzu ślaz razem ze swoimi łzami. Nie zwracając większej uwagi na to, co robi, wrzuciła mieszankę do eliksiru. Zabulgotał gniewnie, zmienił kolor drastycznie na zielony. Potem szybko pocięła na drobno mirrę, ale zanim ją dodała do reszty, zamieszała trzy razy w kotle i wrzuciła czyste liście lipy. Otarła rękawem sukienki łzy, które zostały na jej policzkach i sięgnęła palcami do głowy, ze strachem znów zdejmując z niej kolejne kępki włosów. Jęknęła cicho.
Słoiczek z sowimi piórami był już otwarty. Wyjęła z niego dokładnie cztery sztuki, połączyła je z dokładnie rozdzielonym włosem kuguchara i puściła, by ingrediencje powoli opadły na powierzchnię mikstury.
Zamieszała po raz kolejny i ścisnęła swoje kciuki. Niech pojawi się szarość, proszę. Niech pojawi się szarość.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   15.08.17 21:14

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   22.08.17 23:13

Widziała tylko tyle, że wywar zabarwił się na stalowo szary kolor. Tyle jej wystarczyło – tyle wystarczyć musiało. Szybko, niezbornymi ruchami nalała sobie dokładnie trzy krople na łyżeczkę, by od razu je połknąć. Nie widziała, że wywar, gdy dotknął metalowej powietrzni sztućca, zmienił swoją barwę na czystą, ognistą czerwień. Pochyliła się nad książką, by przeczytać o dalszym rozwoju wypadków.
Miała ją swędzieć głowa – och, swędziała! Palce wczepiła w skórę, drapiąc się po niej, ze strachem w oczach patrząc, jak to, co pozostało z jej starych włosów, opada na podłogę ze zgrabnością podobną do tańczących na scenie baletnic. Nowe włosy zaczęły rosnąć szybko, kręciły się jak szalone, ciągnąc ku dołowi końcówki. Zatrzymały się, gdy ostatnie z nich dotknęły ramion. I wtedy to zobaczyła.
Włosy opadły tuż przy jej twarzy, gdy pochylała się nad książką. Jej wzrok najpierw spoczął na miedzianych kosmykach, potem opadł na fragment w książce, który powinna przeczytać zanim w ogóle przyszło jej na myśl, żeby zapłakać rzewnie nad swym losem.
„Skrajne stany emocjonalne, zwłaszcza te okazywane tuż przed zamieszaniem w kotle, źle służą przebiegowi warzenia. Zależnie od pozostawionej w czarodzieju, który owy stan okazuje, krwi, możemy spodziewać się różnych efektów. Badane były łzy – zmieniały barwę na granatową, rudą, czarną lub czysty blond. Zaleca się ostrożność i wstrzymanie się od płaczu nad miksturą.”
Zgasiła płomień pod naczyniem i wyszła, zupełnie osłupiała.

| zt




handmade
love


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   11.09.17 0:12

| 4 maja; Eliksir wiggenowy: 3 roś. - kora z drzewa Wiggen, kora lipy, aloes; 2 zwierz. - żółć pancernika, śluz gumochłona

Szelest stron w książkach wcale jej nie uspokajał. Śniła czasami, a raczej koszmarzyła, o szepczących do niej kartkach, wskazujących jej drogę w labiryncie, z którego nie mogła wyjść. Zapomniała ułożenia regałów w okrągłej wieży i w finale spłonęła. Gdy ogień docierał do jej oczu, budziła się nagle, łapiąc oddech jak tonący, którego głowa ledwo wychyliła się znad powierzchni wody. Nie opowiadała koszmarów rodzicom. Sprytnie rzucone muffliato umożliwiło im spokojny sen, a jej brak przymusu opowiedzenia przy śniadaniu, czemu krzyczała w nocy.
No więc wyobraź sobie – niski, mruczący głos ojca wyrwał ją z zadumy. Płomienie stawały przed jej oczami za każdym razem, gdy za bardzo się zamyśliła. Szelest stron zmusił ją do wzięcia głębszego oddechu. Stała nad kociołkiem, delikatnie mieszając rumiankowy napar pomieszany z kilkoma kroplami olejku z sosnowej żywicy. Dopóki ten się gotował, nie mogli robić niczego innego, więc rozmawiali. – Wyobraź sobie, że w naszym departamencie mówili, że Wilhelmina Tuft jest jak śmierć.
Eileen spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami. Jego głos nie brzmiał humorystycznie, tak, jakby opowiadał dobry żart. Właściwie w jej uszach brzmiał całkowicie beznamiętnie.
Wszyscy ją znają, ale nikt nie wie, kiedy zapuka do twoich drzwi i każe zabrać cię na przesłuchanie, z którego nigdy nie wrócisz. Teraz przez chwilę wydało mi się to nawet zabawne – odparł, podchodząc bliżej niej, w dłoniach trzymając jedną z wielu książek, które przeglądał.
Tato… - burknęła, wzrokiem znów uciekając do pachnącego ziołami wywaru.
Wybacz. Tutaj masz dokładną recepturę. Jest stara jak świat, twoja mama dostała ją bodajże od swojej babki, ale ostatnio pamięć mnie zawodzi, więc możesz mi nie wierzyć. Uważaj na nią i ostrożnie czytaj wszystkie wskazówki. Pergamin w niektórych miejscach jest naderwany.
Nim zdążyła jednak wczytać się mocniej w treść, zamrugała na niego, dziwiąc się tonowi jego głosu, który wyraźnie mówił, że ma zamiar stąd iść.
Zostawiasz mnie tu samą?
Wzruszył ramionami, patrząc na nią prawie tak samo mocno zaskoczony, jak ona patrzyła na niego. Stali tak przez chwilę, dopóki Renold nie zdecydował się ruszyć do drzwi. Nim zamknął je za sobą, powiedział tylko na odchodne:
Wołaj mnie, jakby działo się coś złego.
Co – obejrzała się za nim, z niedowierzaniem wlepiając wzrok w jasne drewno od pracowni ojca.
To nie tak miało wyglądać! Miał jej pomagać przez najbliższy czas, uczyć ją rzeczy, o których nie pamiętała albo w ogóle nie wiedziała, bo czas pędził tak do przodu, że niektóre z nich potrafiły zacierać się albo najzwyczajniej w świecie rodzić się na nowo. Świat alchemii pozostawał wciąż daleko przed nią, o tajemnicach nocy i płynącej z nich siły już nie mówiąc.
Niesamowite – wyszeptała do siebie, już prawie bezwolnie kręcąc drewnianą łyżką w wywarze ziołowym.
Wydusiła z siebie powietrze i pochyliła się nad recepturą, badając wszystkie jej najważniejsze elementy. Jak na złość – już pierwsze z nich zamazał upływ czasu. Wypisane były cztery ingrediencje zwierzęce i najwyraźniej można było spośród nich wybrać dwie. Autor nie wskazywał na żadną z nich, więc musiała wybrać sama.
Chcę uwarzyć eliksir leczniczy. Co muszę wiedzieć o jego strukturze? – próbowała myśleć jak on. Struktura eliksiru była ważna. Jego właściwości, kolor, zapach, smak, to wszystko miało swoje znaczenie. – Nic, co drażniłoby gardło, bo eliksir można spożywać. Powinien działać… odkażająco. Par… Pan… pancernik?
Jedną z dłoni wyciągnęła w kierunku regału, by odnaleźć na nim coś, co mogłoby kojarzyć się z pancernikiem. Opowiadał jej przecież o nim ostatnio. Jego żółć, oczywiście przy odpowiednich proporcjach, działała typowo odkażająco. Zerknęła na pergamin, trzymając już w dłoni ciemne szkło fiolki.
Trzy krople na każdą połowę uncji składnika roślinnego, którego zadaniem jest oczyścić i zrównoważyć odczyn wywaru.
Aloes.
Fiolkę ostrożnie odłożyła na blat i przygotowała sobie dwa liście aloesu na deseczce. Odcięła ostrym nożem twardszą, zieloną skórkę, by następnie cały miąższ rozgnieść w moździerzu i połączyć całość z dokładnie trzema kroplami żółci pancernika. Wywar zaczynał już osiągać odpowiednią temperaturę, więc, zgodnie z przepisem, porcjami dodała do niego przygotowaną zawiesinę. Zamieszała powoli dwa razy w kociołku i poczekała aż mikstura nabierze lekko zielonkawego odcienia. Gdy nadszedł odpowiedni moment, dodała jedną łyżeczkę śluzu z gumochłona, mając w pamięci nauki, że pomoże on wzmocnić efekty eliksiru.
Korę lipy i korę drzewa Wiggen dodała razem. Pokruszyła je nad kociołkiem i zostawiła, by wywar wchłonął je, by mogły nasiąknąć przegryzającą się już mieszanką.
Wydobywanie esencji leczniczych z obu kor trwa od kilkunastu minut do kilkudziesięciu godzin, dlatego należy uzbroić się w cierpliwość, ale wciąż najlepiej znajdować się jak najbliżej stanowiska.
Czekała więc, mieszając co jakiś czas – raz w prawo, raz w lewo, raz w prawo, raz w lewo…




handmade
love


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   11.09.17 0:12

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 84


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   11.09.17 0:56

Monotonność ruchów dała jej się we znaki koło północy. Cisza wdzierała się do jej umysłu, pustosząc myśli, by te znów, jak owce zagonione w jedno miejsce, otoczyły wizje opuszczonego Hogwartu. Oczy jej się kleiły, ale uparcie doglądała eliksiru, wąchając unoszącą się nad nim parę, bacznie oglądając przy blasku świec barwę.
Gdy drzwi delikatnie skrzypnęły, około czwartej nad ranem, Eileen niemal przysypiała z policzkiem przyciśniętym do dłoni. Po raz pierwszy od początku maja miała czyste myśli. Zapach lasu zaczynał kołysać liśćmi w jej wyobraźni, wdzierał się do jej nozdrzy niewidzialnym aromatem, nadawał przyjaznym głosom lekki tembr. Marzenia senne wołały ją do siebie, do łóżka albo najprościej – do blatu stołu, na którym mogła ułożyć ramiona i głowę.
Aithne – poczuła dłoń na swoich plecach, więc uniosła wzrok na tego, kto ją wołał. Jego włosy przypominały teraz miedź przetkaną mleczną pajęczyną.
Byłeś w lesie? – wymruczała, niezbyt trzeźwa, niezbyt świadoma, gdzie dokładnie kończył się sen, a zaczynała jawa.
Nachylił się lekko, by zgasić płomień pod kociołkiem. Drzemała już, kiedy nalewał do fiolki resztek wywaru. Gdyby Eileen była w stanie opowiedzieć mu o nim, przyrównałaby jego woń do gałązek daglezji roztartych w dłoniach, do liści klonu, do mchu, do żołędzi spadających z drzewa. W barwie kryło się kilka odcieni zieleni, które w pięknym tańcu barw przeplatały się ze sobą w szklanej fiolce.

| zt




handmade
love


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Eileenowy kącik zieleni   11.09.17 1:28

| 3 maja; Eliksir wzmacniający krew: 3 roś. - mandragora, męczennica cielista, szałwia; 2 zwierz. - język kameleona, gąsienice

Po uwarzeniu pasty na oparzenia chciała więcej. Poprosiła ojca, by pomógł jej dobrać ingrediencje i razem obrobili je odpowiednio, ale potem miał ją zostawić, żeby sama mogła poćwiczyć. Nie wyszedł jednak całkiem z pokoju. Usiadł przy biurku pod oknem i zajął się papierologią z Ministerstwa.
Kociołek dokładnie umyła, korzystając z mieszanki czyszczącej ojca, którą sam robił, za każdym razem używając innych składników. Potem wlała do niej wody i doprawiła odrobiną pieprzu, za chwilę wlała napar z pietruszki, chcąc wzmocnić cały efekt. Szmaragdowa barwa otwarta była na ręcznie wypisanej recepturze wywaru wzmacniającego krew.
Wywar miał zacząć się gotować dopiero, gdy wszystkie składniki znajdowały się już w kociołku. Według tej zasady miała zamiar działać.
Najpierw dodała poszatkowaną drobno szałwię lekarską – miała za zadanie nadać każdemu składnikowi odpowiednich właściwości i oddać im aromat ziół. Zaraz za nią powędrowały płatki męczennicy cielistej – królowej wśród kwiatów, które szczyciły się najmocniejszymi olejkami eterycznymi ukrytymi między drobnymi, biało-kremowymi plamkami. Nim wrzuciła drobny susz starty z korzenia mandragory do środka, zamieszała, tworząc kształtne eski na powietrzni mikstury. Zmętniał odrobinę.
Zerknęła do przepisu.
Język kameleona rozpuści barwę i wchłonie jadowite pozostałości po płatkach męczennicy, należy go jednak wyłowić odpowiednio wcześnie, by nie wchłonął również dobrodziejstw płynących z łączących się ze sobą ingrediencji.
Nie wyglądał smakowicie, taki cały, wciąż oddający drewnianej desce wilgoć, która drobnymi, niewidzialnymi strużkami płynęła po różowych tkankach. Zacisnęła usta i wrzuciła go do kociołka, z kwaśną miną przyglądając się, jak wypłynął na leniwie na wierzch, meandrując między wcześniej dodanymi już składnikami.
Gąsienice dodała niedługo po tym, jak go wyciągała – nie była pewna, czy nie zrobiła tego za wcześnie, ale nic na to nie wskazywało. Przeczucie jednak pukało ją lekko w ramię, sygnalizując swoje obawy. Poszatkowane cząstki różowych glizd pływały między płatkami kwiatów i wcale, ale to wcale, nie wyglądało to uroczo.
Zamieszała kilka razy, powoli tworząc drewnianą łyżką koła. Potrzebowała jeszcze tylko chwili…




handmade
love


Powrót do góry Go down
 

Eileenowy kącik zieleni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Skrawek zieleni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: West Country, Dolina Godryka 24-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17