Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Szachy czarodziejów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Szachy czarodziejów   04.04.15 20:25

First topic message reminder :

Szachy czarodziejów

Tuż przy głównej ulicy, niedaleko Lodziarni Floriana Fortescue, znajduje się niewielki, zadaszony placyk, na którym postawiono kilka stołów z planszami do gry w szachy. Nad każdym z nich lewitują zaczarowane świece. Szachy cieszą się na ulicy Pokątnej dużym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród starszych czarodziejów i wiedźm. Zdarza się też - szczególnie wtedy, gdy pogoda dopisuje - że przechodzący tędy czarodzieje zatrzymują się i obserwują grę, a także obstawiają zakłady. Co kilka miesięcy Departament Magicznych Gier i Sportów Ministerstwa Magii organizuje czarodziejskie zawody, w których można wygrać króliczą łapkę i 200 galeonów.

Magiczne szachy: postaci przez trzy tury rzucają kością k100, do rzutu dodając bonus (lub karę) z biegłości numerologia. Wyższy wynik ukazuje przewagę jednej z postaci. Zwycięża postać, która ostatecznie otrzyma wyższy wynik, ale musi on wynosić przynajmniej 100. Krytyczny sukces oznacza natychmiastowe zwycięstwo (szach-mat) a krytyczna porażka natychmiastową przegraną. Efekty krytyczne mają zastosowanie wyłącznie na korzyść tych postaci, które posiadają biegłość numerologii (Przykładowo, jeśli postać wyrzuci krytyczną porażkę, a jego oponent biegłości nie posiada - nie jest w stanie zauważyć błędu swojego przeciwnika i wykorzystać go na swoją korzyść. Podobnież postać, która nie posiada biegłości, nie jest w stanie wykorzystać krytycznego sukcesu na swoją korzyść.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1492-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/t1524-fidelis#14269 http://www.morsmordre.net/t1509-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/f183-dover-st-davids-ave-21b http://www.morsmordre.net/t1525-ignatius-prewett#14271
Auror
28
Szlachetna
Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
7
7
0
0
2
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: 7: Szachy czarodziejów.   01.11.15 0:18

Częściej skupiamy się na słowach, twierdząc, że w poskładanych zdaniach znajdziemy prawdę, odpowiedzi na nurtujące pytania. Zapominamy, że głosem nie steruje serce, że czasami to chłodna kalkulacja. Z równania pomijamy gesty, traktując je jako nic nie wnoszące dodatki do mowy. Ale wystarczy usiąść i otworzyć oczy. Bo pojedyncze gesty mogą wiele powiedzieć o człowieku siedzącym przed tobą. To niczym nieograniczona reakcja, proces silnie zabarwiony emocjonalnie. I choć ton może cię zwodzić, jeden ruch dłoni przekaże ci obiektywną informację. 
  
Przyglądam się Eileen, jak w trakcie rozmowy zmienia się jej postawa. Każde skinienie mówi coś o nas, sygnalizuje, jak czujemy się w danej sytuacji. Jej manewry są miękkie, opanowane – dlatego pozwalam sobie na przypuszczenie, że nasza dyskusja nie jest dla niej zbyt przykrym przeżyciem. Jej oczy są szczere i pełne przyjaźni, podobnie jak głos, którego nie podnosi choć o oktawę. Analizuję ją dokładnie, zbierając okruchy, buduję pełny obraz. Bo komunikacja nadal przysparza mi wielu problemów. Nie nauczono mnie tego za dziecka, dlatego teraz ciągle się szarpię, choć mniej niż na samym początku. Nawiązywanie kontaktów to proces, który traktuję jak puzzle. Sam jestem zdziwiony, że dzisiaj tak szybko udało się je ułożyć.
  
Przez chwilę ważę jej słowa i wyobrażam sobie Artura, gdy rzuca zaklęcie, przeklinając mój komplet. Razem z Eileen zaczynamy śmiać się w tym samym momencie. Obiecuję sobie, że kiedy go spotkam, przedstawią nową teorię spiskową. – Smoki to moja miłość – brzmi to niemal jak wyznanie, nie potrafię jednak inaczej. – Nie wiem skąd to się wzięło, mój brat gdy miał trzy lata oszalał na punkcie miotły, ja z kolei ciągle chciałem oglądać smoki. Moi dziadkowie opowiadali mi, że kiedyś można je było zobaczyć w Weymouth. Taka rodzinna legenda. Od tego czasu wyciągałem wszystkich na dalekie spacery, bo chciałem znaleźć chociaż szkielety, jakieś odciski. Urzeka mnie w nich majestat i to pragnienie wolności. Do ostatniego dnia przed egzaminami zastanawiałem się, czy nie zostać pracownikiem rezerwatu. Nie spodobało się to jednak mojej rodzinie. – Nie chcę by brzmiało to aż tak gorzko, nie mogę jednak opanować głosu. – Jako strażnik na pewno się sprawdza, trudno go zranić, a co dopiero unieszkodliwić na dłużej. Jeśli trzymają tam smoka, to myślę, że on bardzo cierpi. W ciemnościach na pewno już oślepł, nie ma też przestrzeni do lotu. Kiedyś czytałem, że ich szkielet może się przez to wykrzywić – przerywam i przypominam sobie, że powinienem pójść na wizytę, którą obiecałem Hazel. Minęło za dużo czasu od ostatniego badania.  
  
– Liczyłem, że gdy będę przedstawiał same dobre stopnie, w końcu się zgodzą na smoki. Od początku byłem sceptyczny, nie sądziłem, że dostanę się na kurs, a potem go jeszcze ukończę. Wszyscy w Hogwarcie mają nadzieję, że zrobią karierę w Biurze. Tak szczerze, to byłem zaskoczony, gdy dostałem od nich pismo. Kurs był wyczerpujący, kilka razy chciałem go rzucić. Nie wiem jak dałem radę. Poważnie traktuję to co robię, ale to nie jest do końca pasja. Trudno mi to opisać… Wiem, że gdybym dostał przydział jako łowca, poświęcałbym każdy dzień wolny. Czasami się złoszczę, że nie posłuchałem sam siebie, że dałem się przekonać namową. Bycie aurorem dużo mi daje, ale to nie do końca to, o czym marzyłem. – Po raz pierwszy w życiu powiedziałem to na głos. Chyba sam jestem zdziwiony, że zaufałem jej do takiego stopnia.
  
Atmosfera się zmienia, Eileen też powierza mi wiele, gdy zaczyna szeptać o Hogwarcie. – Co masz na myśli twardą ręką? – Pytam poruszony tym sformułowaniem. – Chodzi o… kary? – Wiem, że pytam o sprawy, za które grozi jej zwolnienie. – Przepraszam, to nie miejsce na takie rozmowy – pasuję, również odpowiadając szeptem.


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
No, I would not believe
The light could ever go

11
6
7
3
15
0
1 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   05.11.15 15:01

Słuchała go. Właściwie na tym opierała się cała ich rozmowa. Na słuchaniu... no i na patrzeniu. To prawda, że mowa ciała czasami potrafi powiedzieć więcej, niż słowa. Przed wyjątkowo dobrymi obserwatorami jesteśmy niczym otwarta księga z ilustracjami.
Lubiła utrzymywać kontakt wzrokowy z towarzyszami rozmowy. Być może temat smoków trochę jej nie pasował, ale lepiej było o nich rozmawiać niż na nie patrzeć i uciekać przed nimi w popłochu.
- To prawda... to wyjątkowo majestatyczne zwierzęta. Silne, o nieprawdopodobnych możliwościach. Być może dlatego niektórzy się ich boją... albo inni badają je w rezerwatach. Wydaje mi się, że strach przed nieznanym jest o wiele większy niż ten przed smokami jako takimi.
Nigdy nie pomyślała w tych kategoriach o smoku, o którym mówili inni czarodzieje. Oślepł? Ma zniekształcenie na szkielecie z powodu długiego zniewolenia? Nie przyszło jej nawet do głowy, że coś takiego mogło się stać. Nigdy nie miała ani ręki, ani głowy do zwierząt.
Wydawało jej się, że każda figura, której delikatnie dotknęła, próbowała uchylić się przed jej palcami. Może było to spowodowane zbyt długim uleganiem agresji brata Ignatiusa?
Spojrzała jeszcze raz na niego, kiedy opowiadał o swojej pracy. Znała ludzi takich, jak on. Takich, którym życie układała rodzina i krewni. Współczuła im. Zwłaszcza tym, którzy dodatkowo byli ograniczeni przez swoje szlacheckie pochodzenie.
- Praca bez pasji, to nie praca, tylko forma pobierania pieniędzy od szefa. Tak mój ojciec zawsze mi mówił. - uśmiechnęła się ciepło na wspomnienie o nim. Niedługo go odwiedzi. - Dlatego rozumiem, co czujesz i... współczuję, że nie możesz tego zmienić. Ale być może kiedyś uda ci się przekonać rodzinę to tego, by to zrobić? To byłaby na pewno zmiana na lepsze.
Mimowolnie przygładziła sukienkę na kolanach i założyła nogę na nogę. Temat Grindelwalda było trochę... tematem tabu. Ciężko było o nim rozmawiać starając się utrzymywać obiektywizm sytuacji, a czasami tak ja korciło, żeby wylać swoje żale i oczyścić sumienie.
- Nie tylko o kary. - odparła szeptem. - O postanowienia, zasady, traktowanie uczniów... szczególnie tych "gorszej" krwi. Rozumiesz, o co mi chodzi? Ale... cóż... co roku jadę do Hogwartu z nadzieją, że coś się zmieni. Może w tym roku mi się poszczęści. - zachichotała pod nosem.




Nienawidzę małych dzieciTłukących lampy oliwne w bibliotece pełnej drewna


Powrót do góry Go down
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1492-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/t1524-fidelis#14269 http://www.morsmordre.net/t1509-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/f183-dover-st-davids-ave-21b http://www.morsmordre.net/t1525-ignatius-prewett#14271
Auror
28
Szlachetna
Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
7
7
0
0
2
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: 8: Szachy czarodziejów.   09.11.15 14:57


Stama się opanować słowotok, nie chcąc zdominować całej naszej rozmowy smokami. Często przesadzam, zalewając swoich rozmówców potokiem nieinteresujących ich informacji związanych z grubością łusek czy budową anatomiczną skrzydeł poszczególnej rasy. Gryzę się w język, by nie dodawać niczego więcej. Choć nie przychodzi mi to łatwo, kieruję całą swoją uwagę na kolejną odpowiedź Eileen. Sam nie wiem, kiedy przesuwam figury po planszy w odpowiedz na jej ruchy. Radzi sobie o wiele lepiej, niż deklarowała na początku. Każdy ruch dokładnie planuje, rozważnie prowadzi batalię, zachowując równowagę pomiędzy ofensywą, a defensywą. Jak na razie nie mam powodu, by udzielać jej jakichkolwiek wskazówek. Na chwilę odrywam wzrok od jej roześmianych oczu i przenoszę go na szachownicę. To prawda, że figury nieznacznie uchylają się przed jej palcami.
  
Z początku nie wiem co powinienem odpowiedzieć, czuję, że nieznacznie moje policzki czerwienieją. Kiedy otrzymałem certyfikat i zacząłem pracę w biurze, poświeciłem się jej bez reszty. Jeśli ktoś chce utrzymać się w drużynie, nie może wypełniać swoich obowiązków od ósmej do szesnastej. Nigdy nie myślałem w ten sposób, że będąc aurorem, nie ma we mnie pasji do pracy. Trenowałem bez przerwy, czytałem wiele ksiąg, by jeszcze lepiej poznać zaklęcia, które ułatwią mi zadania w terenie. Nie mogłem jednak zaprzeczyć, że bardziej ambicja, niż obsesja motywowały mnie do nieustanego doszkalania. Czy byłbym dobrym łowcą smoków? Możliwe, że po pracy w Biurze i uzbieranym doświadczeniu, rezerwat byłby przychylnie nastawiony do mojej kandydatury. Mimowolnie wyobrażam sobie minę ojca, gdy dowiaduje się, że zmieniłem stanowisko. Może to dobry czas do targów? Skoro podporządkowałem się jego woli i zgodziłem się na zaaranżowane narzeczeństwo, łatwiej będzie mu zaakceptować tą swoistą wymianę. Coś za coś – nagle ten pomysł wydaje mi się bardziej realny, niż kilka lat temu.
  
– Tak, to byłoby wyzwanie – przyznaję na głos, w duchu planując już w jaki sposób ogłosić to ojcu. Zastanawiam się, czy najpierw nie udać się do matki, chociaż bardziej pomogłaby mi opinia Artura. Ten jednak wydaje się być szczęśliwy, że smoki są tylko poboczną pasją, a nie moim źródłem utrzymania. Z rozważań wyrwa mnie jej szeptem.
  
– A jak traktuje nauczycieli? – Pytam, przestawiając gońca na planszy.


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
No, I would not believe
The light could ever go

11
6
7
3
15
0
1 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   12.11.15 16:55

Już zapomniała, że szachy wymagały ogromnego skupienia i umiejętności podejmowania mądrych, przyszłościowych decyzji. Wzrokiem skakała po polach analizując, sprawdzając, tworząc w głowie zmyślne obrazy, z których większość szła jednak do śmietnika. Nie wszystkie strategie były do wykorzystania. Zawinęła za uszy włosy i poruszyła wieżą, ale niestety nie zauważyła pionka. Drobna figurka wyciągnęła zza pazuchy miecz i przecięła w pół bezbronną swojego oponenta. Zacisnęła lekko usta. Chyba w tym momencie zaczęła przegrywać.
Podniosła na niego wzrok, żeby sprawdzić jego reakcję. Mogła śmiać się razem z nim, to w końcu nie był żaden konkurs ani zawody. Spotkali się przypadkiem i powinni brać tę grę za zupełnie przypadkową, rozrywkową. Jednak miast śmiechu, zobaczyła na jego twarzy gram zakłopotania w postaci zmiany kolorów jego policzków. Uśmiechnęła się delikatnie, z dozą pewnego sentymentu i może nieśmiałości. Był tak... cudny w swojej prostocie. Nie udawał, dobrze to wiedziała, nie próbował być kimś innym. Był sobą.
- Dostajemy godne płace, mamy własne gabinety, ale... dyrektor nie jest osobą miłą w obyciu. Rozmowy z nim kończą się zazwyczaj spojrzeniem pełnym pogardy, chłodem wypowiedzi, dodatkowymi obowiązkami i zakazami dla uczniów. - uchyliła usta, by kontynuować, ale... żadne słowo nie wydostało się spomiędzy jej warg, przełknęła je razem ze śliną. - Tak to wygląda.
Nie chciała, żeby wiedział o jej krwi. Był Prewettem, szlachetnie urodzonym, a wiadomo, że takie dzieci od początku uczone są, że półkrwi, tacy jak Eileen, są od nich gorsi, ich magia jest brudna tak samo, jak ich krew.
Odetchnęła świeżym powietrzem i uśmiechnęła się do Igantiusa.
- Będę już szła - powiedziała do niego lekko. - Dziękuję za grę, przypomniałam sobie to i owo. Może następnym razem, jeśli owy raz nadejdzie, z tobą wygram... kto wie. A tymczasem - do zobaczenia.
Wstała od stołu, posłała mu ostatni ciepły uśmiech i oddaliła się z tego miejsca, kierując swoje kroki ku wyjściu z ulicy Pokątnej.

| zt




Nienawidzę małych dzieciTłukących lampy oliwne w bibliotece pełnej drewna


Powrót do góry Go down
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1492-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/t1524-fidelis#14269 http://www.morsmordre.net/t1509-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/f183-dover-st-davids-ave-21b http://www.morsmordre.net/t1525-ignatius-prewett#14271
Auror
28
Szlachetna
Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
7
7
0
0
2
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: 9: Szachy czarodziejów.   30.11.15 18:48


Partia powoli dobiegała końca, Eileen radziła sobie o wiele lepiej niż deklarowała na początku. Przez cały czas rozgrywki nie potrzebowała ani jednej porady. Jej ruchy nie były ofensywne, każde przesunięcie pionka było roztropnie przemyślane i uzasadnione strategią jaką przyjęła. Gdyby zauważyła moją figurę, miała by spore szanse, żeby zagrozić układowi jaki rozłożyłem na polach. Przegrywała po upadku swojej wieży, tym samym torując mi drogę do innych ważnych obiektów. Wbrew pozorom okazała się niepobłażliwym przeciwnikiem.
 
Kontynuowaliśmy cicho rozmowę, jakby głównym tematem była pogoda. O Hogwarcie w prasie prawie nie pisano. Przemilczano wypadek, w którym na zajęciach Lyra ucierpiała z powodu klątwy. Na Pokątnej krążył plotki, częściej jednak były to opowiastki dorosłych po kilku piwach, niż szczere wyznania rodziców, których dzieci właśnie uczęszczały do szkoły. Po przejęciu szkoły przez Grindelwalda zapanowała nie pisana umowa, że o Hogwarcie głośno nie mówiono wcale. Byłem wdzięczny Eileen, że zdecydowała się na kilka szczerych słów, choć byłem dla niej obcą osobą. Wszyscy martwili się o ścieżkę, jaką przybrała edukacja, jednak po śmierci Dumbledore'a nikt nie był na tyle odważny, by postawić się otwarcie. Ministerstwo nie miało jakiejkolwiek kontroli nad programem, choć uważało, że to ono dyktuje warunki.
 
– Dziękuję, że powiedziałaś mi o tym – mówię, uśmiechając się do niej. Wiem, że za te kilka zdań mogłaby utracić posadę. – Eileen jesteś bardzo dobrym graczem, jeszcze kilka treningów i będę obawiał się o swojego króla. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – wstaję, by pożegnać się z panną Wilde. W tym samym momencie, kiedy dziewczyna znika, za rogu pojawia się Artur, który tylko na mój widok krzyczy słowa przeprosin. Po mojej minie jednak wnioskuje, że wcale nie złoszczę się na niego tak bardzo, jak zakładał.
 

/zt


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   02.01.16 3:02

Właśnie wracały z księgarni - Cassandra na bieżąco przeglądała pozycje z zakresu magomedycy, dbając o swój stały rozwój; nie miała wszakże zbyt wielu znajomych obytych w uzdrowicielskim półświatu, by informowali ją o nowościach. Kolejne porady wyciągnięte z podręczników były bezcenne - jako była Krukonka doskonale pojmowała wagę wiedzy pochodzącej z ksiąg. Esy i Floresy od zawsze pozostawały doskonale zaopatrzone i natychmiast jako pierwsze cieszyły się pierwszymi egzemplarzami pozycji wydanych w najbardziej poważanych wydawnictwach. Najnowszą zdobycz - Anatomię Transmutacyjną, grube tomiszcze obite czarną skórą - trzymała pod pachą z doskonale widocznym tytułem. Szła Pokątną spacerowym krokiem, zaglądając przez kolejne witryny do wnętrz sklepików; powinna sprawić Lisie nową sukienkę, wszystkie miały już sprane kolory. Ale nie miała na to pieniędzy. Lisa - rudowłosa sześcioletnia dziewczynka - szła dwa kroki przed matką, pozostając w zasięgu jej wzroku, z wyraźną fascynacją przyglądając się kolejnym wystawom. Lubiła Pokątną, była dużo bardziej kolorowa niż Nokturn - i była też o wiele od niego... żywsza. Nie udawała, że nie widzi, kiedy Lysandra zawieszała wzrok na kolejnych dzieciach. Wiedziała, że jej córce brakowało kontaktów z rówieśnikami.
Dziewczynka ożywiła się na widok szachów, ciągnąc w ich stronę matkę; Cassandra po cichym westchnieniu ustąpiła w końcu dziewczynce i zbliżyła się do planszy, kiedy mała układała już figury  - nawet nie umiała jeszcze grać w szachy, ale najwyraźniej nie robiło jej to większej różnicy. Przerzuciła przez ramię gruby kruczy warkocz, a usiadłszy na jednym z krzesełek, położyła na kolanach zakupioną księgę. Ech, Lysandro...




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   02.01.16 13:05

Dziś miał wolne. Jakże dziwnie i nieswojo czuł się, gdy nie musiał iść do pracy. Najchętniej ubrałby swoją ulubioną koszulę i wybrał się tam wbrew temu, jednak był na tyle dziwnym przypadkiem pracownika, że po prostu często mu na to nie pozwalano. Jego pracoholizm cieszył przełożonych, jednak także oni wiedzieli, że przepracowany, zmęczony lekarz to zły lekarz. Dlatego często wręcz wymuszali na Alanie wzięcie odrobiny wolnego, aby wypoczął, wyspał się i nabrał nowej porcji sił do dalszej pracy. A on? On wcale nie był z tego zadowolony, uparcie twierdząc, że ciągle ma wystarczająco dużo sił, by móc pracować. Przede wszystkim jednak nie chciał mieć zbyt dużej ilości wolnego czasu, ze względu na wewnętrzne demony, które od kilku tygodni nie dawały mu spokoju. Próbował uciec przed zmartwieniami, zajmować swoje myśli czymś innym, a w tej sprawie najlepiej sprawdzała się właśnie praca. Gdy więc dostał już to przymusowe wolne, spał nieco dłużej niż zwykle, po czym wstał, ogarnął się i stwierdził, że musi coś z sobą zrobić.
No... to na Pokątną.
Esy i Floresy były księgarnią, którą także i on lubił odwiedzać. Czasem zaopatrywał się tam w książki o magomedycynie, lecz ostatnio jego zainteresowanie przeniosło się na medycynę u mugoli, o czym księgi nie zawsze udało mu się dostawać na Pokątnej. I tym razem wyszedł z księgarni z niczym, zastanawiając się jak zdobyć taką książkę. Nie musiał się długo zastanawiać, by dojść do wniosku, że najwyraźniej musi udać się do mugolskiej części Londynu i odwiedzić jedną z mugolskich księgarni. Nawet to lubił. Ten poniekąd niezrozumiały dreszczyk, kiedy miał wrażenie, że znacząco wyróżnia się wśród mugoli i za bardzo rzuca się w oczy. W rzeczywistości nikt za bardzo nie zwracał na niego uwagi. Chyba, że palnął coś głupiego lub chciał płacić walutą czarodziei.
Gdy stwierdził wreszcie, że pójdzie szukać tej książki jeszcze dziś, ruszył przed siebie. Przemierzał ulicę Pokątną, bez większego zainteresowania obserwując mijane wystawy sklepowe, mijanych ludzi i ogólnie okolicę. Gdy jednak mijał szachy czarodziejów i skierował ku nim wzrok, w oczy rzuciła mu się znajoma sylwetka. Początkowo przystanął, sądząc, że chyba się przewidział, albo pomylił ów osobę z kimś innym, lecz im dłużej przyglądał się kobiecie, tym mniejsze miał wątpliwości. Skierował swoje kroki w jej stronę.
- Proszę, proszę. Kogo to ja widzę?! Czyż to nie Cassandra we własnej osobie? - Odezwał się, gdy był już wystarczająco blisko. Przystanął kilka kroków przed nią, a na jego twarz wstąpił uśmiech. Nie ważne czy miało się lepszy, czy gorszy dzień. Nie ważne, czy życie słało Ci kwiaty, czy kłody pod nogi. Gdy spotykało się po latach kogoś znajomego, z kim niegdyś miało się dobre stosunki - uśmiech był czymś naturalnym, a w duszy zaczynało cichutko grać zadowolenie. Bennett nie widział tej kobiety od lat, nie wiedział nawet od ilu. Nie miał też pojęcia o tym, że ta mała istotka biegająca nieopodal i siłująca się z szachami to jej córka. Wyglądało więc na to, że minęło sporo czasu od ich ostatniego spotkania.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   03.01.16 0:36

Tego dnia placyk wydawał się wyjątkowo pusty, zapewne zmarznięci Londyńczycy szukali schronienia w Dziurawym Kotle czy Czerwonym Imbryku. Z tego też powodu owa dwójka nie miała szansy zareagować na niepokojące zachowanie funkcjonariuszy Magicznej Policji, która swoje dzisiejsze rutynowe areszty rozpoczęła właśnie od nich. Ani Cassandra, ani Alan nie mieli czasu, aby nacieszyć się spotkaniem po latach, kiedy ich uwagę przykuła trójka rosłych czarodziejów zmierzających w ich kierunku z wycelowanymi weń różdżkami.
-Panno Vablatsky, panie Bennet, jesteście aresztowani za używanie czarów na ulicy Pokątnej – oświadczył jeden z nich tonem całkowicie wypranym z emocji, jak gdyby owa formułka poczęła go już nudzić, a on wypowiadał ją po raz dziesiąty. Być może tak było w rzeczywistości?
Nie minęła chwila, gdy na Alana i Cassandrę zostały rzucone zaklęcia krępujące im ręce, natomiast ślad po małej Lysandrze zaginął. Dziewczynka przed momentem jeszcze siedziała na krześle bawiąc się figurkami, teraz natomiast nigdzie nie było jej widać. Najwyraźniej policjantom było to na rękę, ponieważ zdawali się nie zauważać jej braku, a jeden z nich nawet wzruszył ramionami.

| Wątek zostaje przeniesiony na 27 października.
ST uniknięcia zaklęcia wynosi 65.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   03.01.16 16:07

Obserwowała, jak mała Lisa rozkłada na szachach figury - białe na białych polach, a czarne na czarnych - zastanawiając się, czy nie była już dość duża, by naprawdę spróbować zrozumieć zasady szachów. Zasady może by pojęła, lecz gra pamięciowa była jeszcze daleko poza jej zasięgiem... złożyła dłonie na trzymanej na kolanach księdze, z wolna zaczynając tłumaczyć Lisie zasady warcabów, kiedy drgnęła, słysząc swoje imię - na Pokątnej nieczęsto natrafiała na dawnych znajomych, odkąd zamieszkała na Nokturnie, stała się cieniem dawnej siebie, cieniem w ogóle. Niezauważonym i blednącym pod promieniem słońca.
- Alan - szepnęła po chwili, wyłapując spojrzenie czarodzieja. Nie od razu rozpoznała jego twarz, Alan dorósł, zmężniał, minęło kilka lat od kiedy po raz ostatni widzieli się na kursie, zanim szpital zadecydował o jej wydaleniu. A tak zapalczywie uciekała przed swoim dawnym życiem - na widok dawnego znajomego zalała ją fala wstydu, wilczy bilet, który otrzymała, był dla niej upokorzeniem. Właściwie od razu odwróciła trzymaną księgę tytułem w dół, na planszy szachów, nie chcąc, by Alan dostrzegł, że wciąż zajmuje się medycyną. W jej zielonych oczach odbijał się ten sam smutek, co zawsze.
I już, już wstawała, by go powitać, gdy w jednej chwili pojawili się przy nich funkcjonariusze magicznej policji - co za bzdury? Ledwie chwilę później coś szarpnęło jej dłońmi, magiczne pęta. Cassandra zaklęła szpetnie, jak na damę nie przystawało.
- Czy Ministerstwo zgłupiało do reszty? - fuknęła ze złością, spoglądając na jednego z policjantów. Zabraniać rzucania czarów na najbardziej czarodziejskiej ulicy Londynu? Po co, do diaska? - Nikt nie rzucił żadnego zaklęcia - dodała parszywie, po kociemu mrużąc ślepia. Kątem oka dostrzegła uciekającą Lisę, zmykaj, maleńka, zmykaj czym prędzej, ciocia Rita na pewno jest w domu... A ją samą zaraz wypuszczą - na pewno - przecież to tylko idiotyczna pomyłka.
Rzuciła spojrzenie Alanowi - może on miał jakiś plan? Nie podjęła ani próby uniku, ani ucieczki - mężczyźni z policji byli od niej zapewne o wiele silniejsi, a walka z niemożliwym nie należała do wąskiego wachlarza jej zainteresowań. Nie wyjęła również różdżki; czy mówili prawdę? Nic nie słyszała o żadnym dekrecie - ale nie chciała ryzykować, tylko Morgana wiedziała, jakie mogły grozić sankcje za złamanie tego śmiesznego zakazu...




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   03.01.16 17:46

Nie miał pojęcia. Nie miał pojęcia o tym co się działo z Cassandrą po tym, jak ich drogi się rozeszły. Nie wiedział co przeżywała, gdzie trafiła, jak dalej wiodło się jej życie. Tkwił sobie w błogiej nieświadomości, niczym za magiczną kotarą, która odgradzała go od życia i problemów jej, a także innych. Każdy człowiek był na swój sposób egoistą. Każdy człowiek tkwił nieświadomie w niewidzialnym okręgu, w którym mieściło się jego ja, jego życie, charakter oraz to, co zsyłał mu los. On przez ten czas wiódł całkiem przyjemny żywot. Pracował w pracy, którą kochał, miał najlepszą przyjaciółkę - Eileen, oraz przyjaciela - Daniela. A gdy życie zaczęło słać mu kłody pod nogi sądził, że jego problemy są największe, najważniejsze. Jakże dużą lekcję mogłaby mu dać Cassandra gdyby tylko chciała i gdyby mieli na to czas. Ślepy na jej obawy i wstyd uśmiechnął się, ciesząc z tego spotkania. Lubił ją. Znał ją właściwie odkąd trafił do Hogwartu i choć w młodszych klasach była dla niego niczym cień snujący się gdzieś nieopodal, potem stała się naprawdę dobrą koleżanką. A teraz? Teraz właściwie znów była mu obca, znów odległa i nieznajoma niczym cień przemykający cicho nieopodal. Chciał odkryć to, porozmawiać z nią, być może znów uczynić ją sobie nieco bliższą niż była obecnie. Ale nie mieli dostać takiej szansy. Nie dziś.
- Tak jest. To ja we własnej osobie. Kope lat, co? - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem. Naprawdę cieszyło go to spotkanie. Było niczym kropla wody ratująca go na pustyni. Ale potem znów miała nadejść susza, bowiem nim zdążył cokolwiek powiedzieć, nim zdążył o cokolwiek zapytać, do jego uszu dobiegły słowa, wypływające z gardeł nieznanych mu mężczyzn. Wśród nich wyłapał swoje imię i nazwisko. Odruchowo przystanął i odwrócił się ku nim. Chwilowe zaskoczenie i zbicie z tropu zaczęło mieszać się z masą innych emocji tuż po tym, jak z ich ust wypłynęły kolejne słowa.
- Co? - Wyrwało mu się. Zamrugał kilkukrotnie, zbity z tropu i zaskoczony. Może się przesłyszał? Może to był żart? A może tylko sen? Nie... Szybko dotarło do niego, że to żadna z tych opcji. I wtedy zaskoczenie zaczęło mieszać się z paniką i gniewem. - To jakaś fatalna pomyłka. - Dodał. Zauważył, że funkcjonariusze wyciągnęli różdżki. W pierwszym odruchu sięgnął po swoją, jednak słysząc zaklęcie jakie zostało rzucone - nie użył jej. Szczwane lisy... Chcieli go podpuścić. Gdyby użył w tej chwili zaklęcia, mogliby powiedzieć, że właśnie rzeczywiście złamał jakieś chore prawo, o którym nigdy nie słyszał. Jak dobrze, że praca nauczyła go zachowywać zdrowy rozsądek w sytuacjach krytycznych.
- Nie zgadzam się! Nigdzie z wami nie pójdziemy! To pogwałcenie naszych praw i nadużycie władzy. Nigdzie nie pójdę jeżeli nie sprawdzicie wpierw naszych różdżek i nie upewnicie się, że w ostatnim czasie nie używaliśmy żadnych czarów. Możecie także przesłuchać świadków. - Kłócił się, patrząc zaciekle na jednego z policjantów. Może i miał skrępowane ręce, ale nie zamierzał pozwolić się gdziekolwiek zabrać. A przynajmniej nie po dobroci.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   03.01.16 19:49

-Ale bardzo pannę proszę, aby szczędziła w słowach - mruknął ostrzegawczo policjant na słowa kobiety szarpiąc ją mocniej za nadgarstki i zdawałoby się, że od tamtej pory jest znacznie mniej delikatny. Zwłaszcza wówczas, gdy przeszukiwał ją w poszukiwaniu różdżki wyraźnie naruszając sferę osobistą.
-Tak, tak, oczywiście - w tym samym czasie drugi funkcjonariusz odebrał różdżkę Alanowi nie kryjąc rozbawienia na jego oburzenie, aby po chwili wyrecytować kolejną formułkę, gdy uśmiech całkowicie zszedł z jego twarzy zastępując rutynowy, nieprzyjemny grymas - Zostajecie Państwo aresztowani za złamanie dekretu Minister Magii. Macie prawo zachować milczenie. Wszystko, co powiecie, może być użyte przeciwko wam podczas procesu. Macie prawo do obrony teraz i podczas przesłuchania.
Stawianie oporu było bezcelowe jak i jakiekolwiek dalsze wyjaśnienia, o czym owa dwójka za moment miała się przekonać, gdy policjanci teleportowali się wraz z nimi do Tower.

| Alan i Cass - zostaliście teleportowani do więzienia tower of London i usadzeni w zbiorowej celi. Możecie spokojnie kontynuować wątek tutaj bez oczekiwania na mistrza gry.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   01.07.16 11:52

|16 listopad pasuje?

Kto by pomyślał, że listopadowe popołudnie, przed zmianą na Nokturnie, na którą powinien być za dwie godziny, rudzielec uda się w stronę stolików z szachami czarodziejów. Po drodze kupił sobie skromną kanapkę, która miała być dla niego obiadem dzisiejszego dnia. Szynka, sałata, pomidor, ogórek. Nie jest to zła kompozycja co było widać po znikającej kanapkę w ustach Weasley'a. W końcu doszedł do stolików i usiadł przy jednym wolnym stoliku. Spojrzał na figury i rozmyślał, czy mógłby sam zagrać. Skończył jeść kanapkę i ruszył pionkiem do przodu. Pionkiem, który stał przed królem. Nie śpieszył się, szachownica również, bo nie odpowiedziała na jego ruch. No cóż, może ktoś się dołączy, choć rudzielec wątpi, czy ktoś chciałby dołączyć do gry. dlatego też z nudów zaczął ruszać pionkami po drugiej stronie i zaczął grać sam ze sobą. Nie chciał grać o wygraną, chciał zabić czas, skoro już tu się znalazł. Chociaż byłoby ciekawie, gdyby miał okazję coś wygrać. Tylko musiałby się zjawić przeciwnik, bo co jemu da niewidzialna osoba? Nic.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   01.07.16 12:48

Często przechodzę tędy, ale jeszcze nigdy nie zatrzymałam się przy żadnym z szachowych stolików. Nie lubię obserwować, jak inni dobrze się bawią, a sama nie mam okazji w to grać. Jestem albo zbyt leniwa, albo pozbawiona zmysłu taktycznego i nie chcę się błaźnić przez brak umiejętności taktycznych. No i nie mam znajomych, z którymi uskuteczniłabym pojedynek.
Lubię wyzwania, nie cierpię przegrywać. Chyba jest to uczucie znane większości ludzi. Komu porażka sprawia przyjemność lub inaczej - nie przyprawia o zawód - tego z miejsca uznaję za skończonego kretyna, który nie umie odnaleźć się w świecie. Pewnie dlatego zatrzymuję się na chwilę, zaintrygowana niecodziennym widowiskiem. Widziałam w swoim życiu wiele - ale nigdy kogoś, kto zabawia się sam ze sobą. Uściślając, sam ze sobą grywa w szachy. Na taki los skazane były dzieci bez rodzeństwa, z wiecznie zajętymi rodzicami, ale... Ten mężczyzna jest zdecydowanie dorosły. I rudy. Uśmiecham się, bo kto nie słyszał o biedakach Weasley'ach o płomieniście czerwonych włosach - nawet do persony niezainteresowanej niczym poza własna osobą, takiej jak ja, docierają takie informacje.
-Jesteś niedorozwinięty, znudzony, czy nie masz przyjaciół? - pytam nadzwyczaj uprzejmie, opadając na wolne krzesło i przesuwając czarny pion o dwa pola do przodu, zaczynajac rozgrywkę.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   01.07.16 13:00

Rudzielec bawił się pionkami, przesuwał różne abstrakcyjne miejsca, póki ktoś nie przysiadł się, choć tego na początku nie zarejestrował. Dobrze mu było grać z własnymi myślami, karać siebie za własne błędy. Prawie jak w życiu. Jak coś się zrobi, to potem ponosi się tego konsekwencje. Niekiedy ciężkie, a niekiedy leciutkie niczym piórko. Gdyby można było prosić o zmianę szablonu żywota, może by od jutra żył w innym scenariuszu. Bez narkotyków w roli głównej.
- Jestem rudym.- powiedział z uśmiechem na ustach, jakby te słowa w ustach innych osób wcale jego nie nękały. Chociaż, no w niektórych przypadkach to nawet był miły komplement. Bo rudy jest lepszy od blondu. Zdecydowanie.
Ale nie miał zamiaru rozpamiętywać tego, bo ujrzał, jak blondynka ruszyła pionkiem. On zaraz ruszył prawym konikiem o dwa pola do przodu i jednym w lewo, stawiając na skos obok swojego pionka. - Szukasz czegoś, czy farba ci się skończyła?- zapytał zerkając na dziewczynę z ciekawością. Nie miała co robić, czy czegoś chciała od rudzielca? Nie, żeby ją teraz obrażał, mówi żartobliwym tonem, lecz było widać po nim, że jest ciekawy, z jakiego powodu przysiadła się akurat do niego. A że on jest rudy, a ona blondynką, no cóż. Trudno się mówi.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Szachy czarodziejów   01.07.16 13:55

Krzesło nie jest szczególnie wygodne, towarzysz zaś ani przystojny, ani niezbyt majętny no i do tego RUDY, co sam zrestą zauważa i czemu (usiłuje żartować?) przypisuje brak znajomych. Znajduję w tym jakąś pokrętną logikę - czyż czerwonowłosi ludzie nie są gorsi od czarnych kotów? Podobno też przynoszą pecha; całe szczęście, że nie wierzę w takie zabobony i nie widzę żadnych przeszkód przed stoczeniem pierwszej w karierze partii szachów z rudym mężczyzną. Z przegranej byłby podwójny wstyd.
-To faktycznie wszystko tłumaczy- odpowiadam, uśmiechając się słodko i wyjmując z kieszeni przepastnego płaszcza paczkę mugolskich papierosów. Nie znam go tak dobrze (w ogóle!) i przede wszystkim nie jestem hojna, żeby poczęstować i jego, więc po prostu milcząc odpalam go od zapałki, którą niedbale rzucam na ulicę i zaciągam się głęboko dymem, obserwując zmiany zachodzące na szachownicy. W dość błyskawicznym tempie, jakby facet w ogóle nie planował kolejnego ruchu, albo po prosto o nim nie m y ś l a ł.
- Rywalizacji - odpowiadam po prostu, zbijając jego skoczka, choć jednocześnie przyzwalam tym samym na stracenie swego laufra w kolejnym ruchu rudego. Gram na wyniszczenie, jak niemal zawsze, ta metoda jest skuteczna, brutalna i miło mi się patrzy na rozbijane głowy figur.
- Zakład, że wygram? - prowokuję, unosząc brew. Tak, to wyzwanie, uśmiecham się zaczepnie, wysyłając wargi w oczekiwaniu na jego ruch.


Powrót do góry Go down
 

Szachy czarodziejów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Szachy czarodziejów
» Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
» Sklep Madame Malkin
» Zgłoszenia w sprawie rang i wizerunku
» Czarodziejskie smakołyki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17