Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Danson Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Danson Park   04.04.15 23:38

Danson Park

To zdecydowanie największy publiczny park w London Borough of Bexley, gdzie spacerowicze mogą podziwiać piękne widoki o każdej porze dnia czy roku. Zresztą... Czyż Twoja pamięć nie sięga mimowolnie do dnia, w którym Wasze oczy po raz pierwszy się spotkały? Od początku tkwiła w Tobie myśl, że to musi być prawdziwe, ta więź między Wami... Chęć zaproszenia go do domu tkwiła w Twojej duszy zakorzeniona tak głęboko, że aż wywoływała drżenie Twego ciała... Weź go, zabierz go do siebie! Piękny, biały łabądek patrzył na Ciebie swymi rozumnymi oczami, strosząc dumnie piórka i wypinając pierś. Wreszcie czar opadł, gdy zwierzę rzuciło się w przód, wyrywając Ci bułkę z ręki i połykając w całości parówkę z hot doga. Mimowolnie przyspieszasz swoje kroki, wasza relacja skończyła się tak szybko i zdecydowanie nie chcesz do niej wracać...


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Danson Park   01.09.15 21:18


Noo... w końcu zaczął myśleć o tej swojej ciasnej, brudnej kawalerce jako o domu. Od niedawna, to prawda, ale jednak. Po sześciu latach nieprzebywania w rodzinnym domostwie wypadało sobie znaleźć coś, co mogłoby być choćby jego namiastką. Własne cztery kąty, własny bałagan, a pośród niego kot - to właśnie obecnie jego dom. Skromny w porównaniu z tym, co miał wcześniej ("skromny" to delikatne sformułowanie w tym przypadku), ale już dawno przestał z tego powodu ubolewać - ot, przyzwyczaił się do tego, co ma.
Mimowolnie parsknął śmiechem na tą jej "żądzę zemsty". Trzeba się porządnie zastanowić nad kwestią klątwy, to by mogło być naprawdę zabawne. To znaczy: zabawna by była wkurzona Elizabeth trafiona jakimś zaklęciem po próbie włamania mu się do domu i szukająca na nim zemsty. Widział to oczami wyobraźni aż nazbyt wyraźnie.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy się kiedykolwiek umawiali - zauważył kwaśno szybko poważniejąc. - A jeśli nawet, to nie, nie z tobą jestem umówiony na dziś - zaznaczył dobitnie, coby nie miała najmniejszych co do tego wątpliwości. Jakoś jednak nie kwapił się chwalić tym, kim będzie ten jego dzisiejszy "towarzysz". Wszystkiego nie musiała wiedzieć wścibska wiedźma.
Dziwne... takiej odpowiedzi to się nie spodziewał. Przyglądał się jej ze zdziwieniem przed tym, kiedy z cichym trzaskiem się teleportowała. On zrobił to samo, by już po chwili pojawić się przy niej w tym całym parku.
- Weź tak do mnie nie mów, bo zaczynam się o ciebie martwić - podsumował jej wcześniejsze słowa. - Chyba, że właśnie zacytowałaś jakąś sztukę - dodał lekko rozbawiony wracając do kończenia swojego jedzenia. Proszę, proszę, kto by pomyślał, że spotkanie Elizabeth aż tak poprawi mu nastrój? Po dzisiejszym dniu sądził, że jest mu w stanie pomóc tylko alkohol, a jednak dziewczyna z jedzeniem poradziła sobie z tym nadzwyczaj dobrze.
- Kto wrócił, hm? - zapytał wydłubując resztki posiłku z torebki. Zero z niego pożytku - nawet nie potrafił się porządnie wczuć w tą patetyczną chwilę... ale przynajmniej przestał warczeć i fukać na Elizabeth. Przynajmniej na jakiś moment czy dwa, to pewien plus.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Danson Park   02.09.15 21:54

Czasami nie rozumiała dlaczego się jeszcze z nim użera. Próbował na tak wiele sposobów odrzucić ją od siebie, ale ona nadal nie odpuszczała. Znali się od bardzo dawna i kiedyś było zupełnie inaczej, a zarazem podobnie. Kiedyś obok nich była Ally, która łagodziła ich co większe spory i był jeszcze sam Hogwart- miejsce magiczne. Spędzali wtedy godziny na rozmowach o polityce czy nauce i wtedy wszystko było takie ..swojskie. Wszystko się jednak skończyło, a oni nadal trwali w tej nienazwanej relacji, która była chyba im obu potrzebna. Została z nim nawet kiedy został wydziedziczony i zaczął prowadzić typ życia zwykłego Nokturnowego mieszkańca. Nie wiedziała o wszystkim co robił na tej ulicy, ale wolałaby, aby nie pakował się w jakieś kłopoty. No i przeniósł się gdzie indziej. Jest tyle pięknych miejsc w Anglii, że na pewno znalazłby coś dla siebie. Może jest po prostu masochistą. Albo grzesznikiem kajającym się za grzechy. Tylko za jakie?
- Kiedyś miałeś o wiele lepszą pamięć. – wypomina mu, a pierwsze słowo ma jakiś gorzki smak w jej ustach. Człowiek nie powinien żyć przeszłością, lecz co zrobić, gdy była ona tak udana? – A z kim w takim razie?- zapytała, choć w ogóle nie wierzyła w jego słowa. Była ciekawa co teraz wymyśli? Przyjaciela? Pracodawcę? Kochankę? Miała nadzieję, że dla niej się postara. W końcu przeżyli tyle ze sobą, że dobra wymówka się jej należy, dla złagodzenia jej zranionej duszy.
-Nie, tak mi jakoś przyszło do głowy. Powinnam to zapisać, może jednak mam talent poetycki. – jej ton od razu był luźniejszy i nie pozostał ani ślad po wcześniejszym patetyzmie. Podeszła do trawnika i bezceremonialnie usiadła na ziemi. Otworzyła swoje pudełko i zaczęła powoli jeść, w porównaniu do swego towarzysza. – Wraz z przeprowadzką reszty kultury jakie miałeś zniknęły? – zapytała z dezaprobatą w głosie. Dotychczas myślała, że pewne nawyki wyuczone od dziecka na zawsze zostaną w głowie, ale jak widać niektórzy mają naprawdę słabą pamięć, albo chcą zapomnieć. Spróbowała jedzenia i naprawdę okazało się dobre. Kazała mu na odpowiedź czekać parę minut w czasie, których jadła i patrzyła na łabędzie.
- Wiesz, że łabędź jest klejnotem rodu Falwey? Zawsze się zastanawiałam dlaczego, to chyba przez jeziora.- powiedziała zapatrzona na wodę chcąc jak najbardziej oddłużyć w czasie swoje następne słowa. Teraz gdy miała je powiedzieć poczuła ich ciężar na sobie. – Wróciła Inara.. i Ally. – kontynuowała dalej patrząc na jezioro, a potem spojrzała na niego obawiając się trochę jego reakcji. Jej ręką wylądowała na różdżce w razie gdyby wpadł na jakiś głupi pomysł i musiała mu przypomnieć parę kwestii.


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Danson Park   02.09.15 23:12

No właśnie - próbował uparte babsko odrzucić od siebie na wszelkie możliwe sposoby, a ta jak się go trzymała, tak się trzymała. Właściwie wszystkich był w stanie się pozbyć spośród swoich starych znajomych i rodziny... ale na Elizabeth najwyraźniej nie robiło wrażenia ani to jaki się stał, ani to jak ją traktował, czy gdzie mieszkał i z kim się zadawał. Po prostu była nie do ruszenia... i poniekąd właśnie za to tak ją cenił. Cenił mimo, że prawie tak samo mocno działała mu na nerwy, ale skoro wytrwali razem tak długo... to chyba rzeczywiście tego potrzebowali, albo cholera wie co innego.
Kiedyś... To jej "kiedyś" zabrzmiało bardzo wyraźnie w jego uszach. Na początku, kiedy odwrócił się od wszystkich i zaczął sobie układać to nowe życie, było mu naprawdę ciężko. Właśnie przez pamięć tego co było kiedyś. To zaskakujące jak bardzo spaprało mu się właściwie idealne życie. Miał wszystko - szlachectwo, wysoko ustawioną rodzinę, wygląd, popularność, najcudowniejszą dziewczynę na świecie... w jednym momencie stracił dosłownie wszystko. I to na własne życzenie. Wcale nie było mu się łatwo przestawić, ba, to z czym się próbował uporać nieraz go przerastało... ale był upartym zawodnikiem i zdecydował, że zrobi wszystko, co trzeba. A trzeba było się skreślić z rodziny, żeby jej nie skrzywdzić jeszcze bardziej.
- Coś ty taka wścibska? Nie przypominam sobie, żebym musiał ci się spowiadać ze wszystkiego co robię i z kim się spotykam - zganił ją, rzucając jej ostrzegawcze spojrzenie. Nie powinna przeginać, ani wciskać swojego zgrabnego noska tam, gdzie nie trzeba. Przecież miała świadomość tego, że o pewnych rzeczach po prostu nie chciałaby wiedzieć, prawda? Dla własnego dobra i spokoju sumienia.
Cóż, musiał ją tą odpowiedzią sromotnie zawieść, ale jakoś nie miał dziś ochoty wymyślać kolejnych określeń na Ognistą Whisky. I tak oboje doskonale wiedzieli, że to właśnie z nią się "umówił".
Przez chwilę stał jeszcze przyglądając jej się w milczeniu, kiedy wyciągała swoje jedzenie, jego myśli znów umknęły jakoś daleko i dopiero głos Elizabeth sprowadził go z powrotem na ziemię. Naprawdę? O jego kulturę też się będzie czepiać? Przecież podzielił się z nią jedzeniem, tak? To nie jego wina, że był głodny jak wilk, a posiłek pachniał tak smakowicie. Zresztą...
- ...w takim miejscu jak Nokturn, kultura bardziej wadzi niż pomaga - odparł lekko, po czym usiadł obok niej na trawie spoglądając na białe ptaszyska. Nie lubił ich, łabędzie przypominały mu panny ze szlachetnych rodów, które owszem, mogły być prześliczne, majestatyczne i wprawiające w zachwyt... idąc mogły wyglądać jakby płynęły, w tańcu zachwycały gracją... ale kiedy przestawało się je bawić i dawać to, czego chciały, zamieniały się w syczące, niebezpieczne bestie. Całe szczęście, że Elizabeth taka nie była.
Nie skomentował jej słów, zresztą chyba nie było nawet takiej potrzeby. Milczenie w obecności Elizabeth też było całkiem przyjemne. Czasami nawet przyjemniejsze od tego, co mógł usłyszeć.
Dosłownie na ułamek sekundy zastygł w bezruchu... ale kiedy na niego spojrzała, wyglądał tak samo jak jeszcze przed chwilą: spokojny i obojętny do granic możliwości.  
- Powinno mnie to obchodzić? - zapytał niezbyt głośno, bo i głośniej nie było potrzeby, w końcu znajdowali się obok. Przez chwilę jeszcze przyglądał się łabędziom, nim przeniósł dziwnie zmęczony wzrok na Elizabeth.
Minęło sześć długich lat... wszystko się zmieniło przez ten czas. Ich drogi się rozeszły i Sylvain chyba w końcu pogodził się z tym faktem - w zasadzie nie miał żadnego innego wyjścia. Tak samo jak z tą jego nieszczęsną chorobą: postawiono go przed faktem dokonanym i do widzenia.
Przez chwilę jeszcze patrzył w te niebieskie oczy Elizabeth, naraz wydając się dużo starszym, niż był w rzeczywistości... ale ostatecznie znów spojrzał w stronę sunących sobie spokojnie po tafli wody ptaków.
- Pewnie nie zapyta, ale gdyby to zrobiła... powiedz jej, że wyjechałem. Gdzieś daleko. Dobrze? - mruknął.
Spotkanie z Allison po takim szmacie czasu to ostatnie, na co miałby ochotę. Jak by na niego spojrzała? Z pogardą czy ze współczuciem? Sam nie wiedział co byłoby gorsze. Widocznie tak miało być - ich drogi się rozeszły i należało zostawić ten stan rzeczy w spokoju.
No i proszę, czy nie tak samo uważała Elizabeth? Różdżka zdecydowanie nie była jej potrzebna.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Danson Park   05.09.15 16:01

Przecież nie mogła go stracić, mimo że po części tak się właśnie stało. Koniec roku szkolnego przyniósł jej w tamtym czasie więcej smutków niż radości. Ally wyjechała i niewiadomo było nawet dlaczego, gdzie i samo pożegnanie było bardzo szybkie i niewystarczające. Jej kuzynka Cerys dalej tułała się po świecie poznając najróżniejsze dzieła sztuki. Obydwie wróciły i od razu czekało ich narzeczeństwo, na pytanie, która ma gorzej nie umiała odpowiedź. Może rody obawiały się, że znów wyjadą? Albo po prostu chciały pokazać jak mało liczy się ich zdanie i że tak naprawdę mają być tylko kukiełkami, albo klaczami rozpłodowymi. Nigdy nie zapyta ich czy warto było wracać; czy ojczyzna jest wystarczającym wynagrodzeniem tego co ich spotkało. Sama odpowiedź mogłaby im stawić trudność jak i jej usłyszenie nie złagodziłoby żalu jakie zapewne mają. To była niesprawiedliwość, ale nie mogła powiedzieć, że mężczyźni nie są poszkodowani. Oni też nie mają za dużego wyboru, po prostu szybciej się z tym godzą, bo ilość kochanek przecież nie musi ulec zmniejszeniu po małżeństwie. Szukanie winnych obecnej sytuacji jest trudne i karkołomne, bo jest to niemożliwe, aby odnaleźć jedną przyczynę. Jest to nagromadzenie się warstw tradycji, wpajanych od dziecka zasad i strachu przed zmianami.
- Może powinieneś? Miałam po prostu nadzieję, że przedstawisz mnie swojej nowej dziewczynie, ale jest ona chyba dla mnie zbyt ostra i nie pitna. – Przynajmniej alkohol nigdy go nie porzuci, ale co jego wątroba na owy romans? Zapewne spotykają się zbyt często i zawsze po tym jest dziwnie otumaniony. Za to poranki są bolesne, z powodu tęsknoty i żalu w sercu, i pozostaje tylko umówić się ponownie. Jednak co to było za życie, które kręciło się wokół tej panienki? Ona sama po skończeniu szkoły miała ten swój okres, w czasie którego piła sporo i na pewno nie było żadnym przykładem do naśladowania. Chyba że ktoś chciał się dobrze bawić i umiejętnie unikać tego konsekwencji.
- Ale teraz nie jesteśmy na Nokturnie. – przypomniała mu patrząc jak on na tafle wody. Nienawidziła tej ulicy i tego, że tam wylądował. Mieszkały tam największe szkodniki Londynu, którzy nie wiedzą jak żyć inaczej. Szczury, szemrane interesy i wieczne wyrzuty do losy za to, że im się nie powiodło. Oczywiście, były również osoby, które sobie tam świetnie radziły i odnalazły w tamtym miejscu, ale większość stanowili nieszczęśnicy. Crouch to której grupy się zaliczał? Zapewne do tej drugiej, choć sam sobie taką drogę wybrał i wszystko co mu się przytrafiło najczęściej było jego winą. Mimo że mieli dosyć bliskie relacje potrafiła obiektywnie ocenić, że on zapoczątkował cały proces upadku na dno.
- Nie, nie powinno. – przyznała po cichu zadowolona, że zareagował w niezbyt emocjonalny sposób. Sama się rozluźniła, choć musiała mu jeszcze powiedzieć o Lexie. To zniszczy wszystkie jego nadzieję, jeśli jeszcze takowe posiada. Zapewne nie i to było dla niego najlepsze. – Jest zaręczona z moim kuzynem. – powiedziała nie dodając czy z własnej woli. Ta informacja była mu niepotrzebna, i tak nie mogła mu wyjaśnić całej sytuacji, bo to nie były jej tajemnice. Jeśli kiedykolwiek spotka się jeszcze z Ally, a miała nadzieję, że nie, to ona może mu wyjaśni. Nie była jednak nawet pewna czy on chciałby tego spotkania, w końcu jest teraz w takim stanie.. Ally zapamięta go jako nastolatka, którego może kochała; on zapewne będzie miał podobne wyobrażenie o niej. – Dobrze, choć na twój temat będę starała się być jak najbardziej oszczędna. Co zrobisz jak ją spotkasz? – zapytała chyba z czystej ciekawości. Ally już o niego pytała i powiedziała jej co o tym myśli.


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Danson Park   05.09.15 17:27

Wargi Sylvaina minimalnie wygięły się w nikłym uśmiechu.
- W zasadzie to cały czas ta sama, więc nie ma potrzeby cię znów przedstawiać - odparł. - Może to głupie, ale wciąż jestem jej wierny - dodał i uśmiechnął się odrobinę szerzej, szelmowsko prawie jak on sam z dawnych lat. Cóż, faktem pozostaje, że na Ognistą Whisky zawsze mógł liczyć, jak nic, ani nikt na świecie potrafiła go utulić do snu, kiedy dręczyły go koszmarne myśli, dawała mu wytchnienie i chociaż chwilowe zapomnienie... do bólu głowy na następny dzień już zdążył przywyknąć. A że w ten sposób napędzał tylko to błędne koło? Wydawało mu się to i tak lepsze od wpadnięcia w jakąś psychozę.
Fakt, nie byli na Nokturnie... problem w tym, że Elizabeth zapomniała, że Nokturn od dawna nie był już dla Sylvaina tylko miejscem, jego kryjówką. Wszedł mu już w krew, stał się stanem jego umysłu i wciągał w swoje czeluści coraz bardziej. W sumie było mu to nawet na rękę - dzięki temu powoli zapominał jak mu się żyło na salonach, w elicie.
Jest zaręczona zadudniło mu w uszach mącąc jego już i tak zszargany spokój ducha. Elizabeth chyba naprawdę go nienawidziła, skoro mówiła mu to wszystko. Kiedy wspomniała o Allison i tak dobrze się trzymał, ale... skoro grał te swoje role nieustannie powinno mu to i teraz przyjść łatwo, zupełnie naturalnie. Jego twarz nie powinna nic wyrażać, jego ton głosu pozostać tak samo obojętny... W tym momencie jednak wiedział, że nie podołałby temu wyzwaniu - jedno spojrzenie na Elizabeth, pierwsze słowo, które by wypowiedział... tak żałośnie by go zdradziły. Dlatego właśnie milczał długą chwilę ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dal. Palcami skubał źdźbła trawy, na której siedzieli.
Pamiętał ją doskonale, jakby spotkali się dosłownie przed momentem: jej delikatne rysy twarzy, niebieskie oczy, w których mógł tonąć bez końca, niemal śnieżnobiałą skórę, jasne włosy przywodzące mu na myśl promienie słońca, jej miękkie wargi, zapach, głos... Przez te wszystkie lata starał się o niej nie myśleć, próbował zapomnieć... wszystkie wspomnienia już dawno mu się zatarły: Hogwart, rodzina... a ona wciąż pozostawała w jego pamięci jak żywa. Nienawidził jej... i kochał zarazem. A teraz, chociaż wróciła, stała się jeszcze bardziej odległa i nieosiągalna niż dotychczas.
- Cieszę się, że jej się układa - mruknął w końcu, kiedy odepchnął od siebie wspomnienia i znów nałożył na twarz kolejną ze swoich masek obojętności. Trochę to potrwało, ale się opłaciło - znów był tak samo nieczuły, jaki być powinien... przynajmniej na zewnątrz. Ale dokładnie tyle wystarczało.
W sumie nawet nie kłamał: naprawdę się cieszył, że z ich dwójki przynajmniej ona jest szczęśliwa. Zazdrościł jej tego, że najwyraźniej zupełnie się nie przejmowała tym, co było, był na nią przez to też zły... ale mimo to się cieszył. Żeby nie psuć jej tych radosnych chwil narzeczeństwa, tym bardziej nie powinien się do niej zbliżać. Zresztą... czemu by miał?
Drgnął wyrwany ze swoich przemyśleń, kiedy Elizabeth zadała mu pytanie. Spojrzał na nią tak lodowato, że tylko cudem nie zamieniła się w sopel lodu. Nie powinna drążyć tego tematu, zdecydowanie nie powinna.
- Nie spotkam - uciął ostro. - Gdzie miałbym niby to zrobić? Na Nokturnie? A nawet jeśli... zastanów się: ona mnie pamięta z czasów Hogwartu- warknął już wyraźnie rozdrażniony. Gdyby nie stał się tym, czym się stał, gdyby wciąż miał to swoje szlachectwo, prestiż, wygląd... wtedy jeszcze mógłby się z nią spotkać, porozmawiać, może nawet z powrotem w sobie rozkochać, jakoś to wszystko wyjaśnić, ale tak? Nawet go nie rozpozna, choćby i stanęli ze sobą twarzą w twarz. A on nie zamierzał jej pomagać w przypominaniu o sobie.
- Jak tam twoje zaręczyny, hm? Jeszcze chwila, a zostaniesz starą panną. To prawie tak samo, jakbyś została wydziedziczona, nie? - odwdzięczył jej się pięknym za nadobne. Chciała rozmawiać na niewygodne tematy, to dostała swój własny.
- Znalazłabyś sobie jakiegoś porządnego faceta ze szlachetnego rodu, nawet nie musisz go kochać, wystarczy, że byś go lubiła. To chyba lepsze niż żeby ktoś to zrobił za ciebie i wybrał ci jakiegoś skurwysyna tylko dlatego, że gość jest dziany i będzie cię jeszcze chciał - mruknął może i niezbyt przyjacielsko, chociaż... chyba trochę racji w tym miał, nie? I w gruncie rzeczy trochę się o nią w tym aspekcie martwił. Nie o to, że zostanie starą panną, tylko tego, że trafi właśnie na jakiegoś drania, a o takich wcale nie trudno. No i... jeśli w końcu kogoś by miała, uwolniłby się od niej i mógłby już spokojnie się pogrążyć. Trzymał się jeszcze tak dobrze w dużej mierze właśnie przez wzgląd na nią... i dzięki niej. Ale powoli miał już tego dość.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Danson Park   06.09.15 15:46

- Zawsze byłeś stały w uczuciach, ale że taka monogamia.. – zacmokała, ale na jej ustach czaił się uśmiech. W końcu był wierny Ally przez tyle lat,  można było się tego spodziewać. Jego ukochana przecież nigdy go nie opuści, chyba, że będzie źle u niego z finansami,  i złagodzi wszystkie bolączki jego życia. Uzależni od siebie nie tylko ciało, ale i duszę; nie będzie mógł bez niej funkcjonować. Będzie wiecznie upojony miłością. Po co mu ktoś więcej? Inni będą mogli go zwieść, porzucić czy zranić, a ona była stosunkowo bezpieczna, bo niszczyła tylko na jego życzenie.
Milczała z nim. Widziała jak bardzo poruszyły go jej słowa i że potrzebuje chwili, aby wejść ponownie w swoją rolę. Obserwowała jego twarz, tak bezbronną i otwartą, i wiedziała, że czuje ból. Może gdyby miała więcej w sobie humanitaryzmu i empatii oszczędziłaby mu tego, ale nie mogła. Obecne cierpienie było nieporównywalnie mniejsze niż rozczarowanie, które by poczuł gdyby dowiedział się tego od niej. Nie powie mu, że ona tego nie chce i że jej brat to wszystko zaplanował, bo to tylko utrudniłoby mu zostawienie tego za sobą. Kiedyś uważała, że będą oni wyjątkiem przy wszystkich tych wymuszonych małżeństwach, ale potem wszystko się posypało. Nie było już miłości, zaufania tylko pożegnania i łzy przez straconą szanse. Wybrali oni jednak swoje drogi, ona też. W ich świecie po prostu miejsce na miłość nie istnieje, to tylko bujda dla mugolaków, którzy wynieśli to od mugoli. Tu liczył się interes, bo tym właśnie było małżeństwo. Niczym więcej, niczym mniej. Czy powinna mu powiedzieć, aby się trzymał? Albo go pocieszyć? Nie umiała, więc tylko obserwowała łabędzie, które symbolizowały dla niej obowiązek wobec rodziny jaki miała i jej honor, którzy może zostać splamiony. Czy on jeszcze pamięta jak to jest być Crouchem? Należeć do świata, w którym był szanowały, lubiany i który był jego światem, jej też.
- Ja też, zasłużyła na to. – zgodziła się z nim, choć wiedziała, że to była bardziej kara dla niej niż przyjemność. Doszedł już do siebie, może sobie poradzi. Zapewne będzie widział w gazecie zdjęcia ze ślubu Ally i przez myśl mu nie przejdzie, że to przedstawienie. Jak łatwo było manipulować ludźmi dając im tylko część obrazu, a z szerszej perspektywy okazywała się tragedia ludzi. Często robiły tak gazety, które aby wywrzeć większe emocje u odbiorców pokazywały tylko fragment zdjęcia. Podobnie będzie tutaj. Zobaczy uśmiech, zapewne wymuszony i zdenerwowany, ale wytłumaczy to sobie stresem przed ślubem, nie zobaczy błysku w oczach, ale to zapewne z powodu obecności fotoreporterów. Człowiekowi można wmówić wszystko, szczególnie, gdy pragnie on uwierzyć. Kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą, jak to mawiał nazistowski, mugolski polityk.
- Myślę, że by Cię rozpoznała, nawet jak nie chcesz w to uwierzyć. – odpowiedziała mu spokojnie nie przejmując się jego rozdrażnieniem. Tyle godzin Ally spędziła w swoim życiu patrząc w jego twarz, że mimo tych wszystkich lat rozpoznałaby w nim swoją miłość z dawnych lat. Jednak jeśli będzie on przemykał cieniami, to zostanie nie zauważony. Nie wiedziała jakie Avery ma plany po przyjeździe, prócz ślubu oczywiście. Mówiła coś o pracy, więc Pokątna albo inna ulica i zwykły tok losu spowoduje ich spotkanie. Nie chciałaby tego, ale trzeba było przewidywać wszelkie możliwości. Popatrzyła na niego ostro, gdy się odwdzięczy. Czasem zachowywał się jak dziecko- zabolało mnie to co powiedziałaś, więc ty też masz cierpieć.
- Nie, nie tak samo. – odpowiedziała szorstkim tonem. – Chyba ty jesteś ostatnią osobą, która powinna się martwić moim statusem cywilnym. Chociaż, swoim też już nie musisz. – dodała unosząc podbródek. Czy wszyscy musieli się pytać o jakieś narzeczeństwo? To takie wywieranie presji, aby inni mieli równie źle. Ja wychodzę za mąż choć nie chce, więc ty też powinnaś. Czy ludzie nie rozumieli, że im bardziej będą naciskać tym bardziej ona tego nie będzie chciała. I to tylko po to aby im udowodnić, że nie musi. – Miłości na pewno nie będzie.. Sylvain, ja mam dopiero dwadzieścia pięć lat a czarodzieje dożywają ponad stu dwudziestu. Mam spędzić z kimś tyle lat? A może spotka mnie to co moją kuzynkę Cerys? Bo przecież dochodziła trzydziestki. I co jeszcze z moją pracą..– To był temat rzeka, który nigdy się nie skończy. Wiedziała, że im dłużej zwleka tym gorzej być może, ale jakoś to ją nie obchodziło. Miała swoje plany i cele, a to zostawiała mniej zajętym ludziom. Czasami by chciała, aby wojna znów się zaczęła, bo wtedy ludzie mieliby zajęcie. To tylko takie głupie chwile słabości, bo wojna to najgorsza rzecz jaka mogłaby ich spotkać.


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Danson Park   06.09.15 18:03

Tak, najwyraźniej ta jego stałość w uczuciach działała na jego zgubę, ani trochę nie była zaletą. Dużo prościej by mu było, gdyby nie związał się tak emocjonalnie z Allison. Przecież było od groma facetów, którzy zmieniali panny jak rękawiczki, albo w ogóle mieli kilka na boku. Że też nie był z tej samej gliny... Powinien być, takie rzeczy wśród arystokracji zdarzały się notorycznie, a on co? Wymyślił sobie branie przykładu z rodziców, którzy, choć wiecznie się na siebie wydzierali i kłócili o byle co, byli sobie wierni i mimo wszystko się kochali, był tego pewny.
Dobrze, że Elizabeth mu o tym powiedziała. Bolało go to, owszem, ale... dzięki temu, jeśli już rzeczywiście spotka Allison, będzie na to przygotowany, i nie okaże słabości tak jak zrobił to teraz. Spokojny i chłodny spojrzy jej w oczy mając pewność, że nie zdradzi go jego własne oblicze. Odegra swoją rolę i znów zniknie w cieniu jak to miał w zwyczaju.
Z tego względu był wdzięczny Elizabeth... co jednak wcale nie umniejszało bólu, jaki przez to odczuwał. Ale nie, dobrze, że go nie pocieszała, nie chciał pocieszenia, nie chciał współczucia. Był dorosłym mężczyzną, musiał uporać się z tym sam. I to właśnie robił.
Zasłużyła na to. Okropne uczucie: jednocześnie chciał, żeby Allison cierpiała tak jak on, chciał ją ukarać, zemścić się, często też obwiniał ją o swoje wilkołactwo... ale nie potrafił jej nienawidzić w pełni. Chciał... powinien, ale nie potrafił. Powinni zerwać ze sobą normalnie: twarzą w twarz, wyjaśnić sobie wszystko, powiedzieć, że to koniec. Wtedy pewnie łatwiej byłoby mu o niej zapomnieć, wyrzucić ją z głowy, a tak? Żył w koszmarze, w złym śnie, z którego nie mógł się obudzić.
Allison by go rozpoznała? Owszem, ciężko mu było w to uwierzyć. Czasami sam się łapał na tym, że nie rozpoznawał się w lustrze. Patrzyły na niego obce oczy, głęboko osadzone w twarzy rzezimieszka, nie arystokraty. Tak właściwie nie należał do żadnej z tych grup, z żadną z nich się nie utożsamiał.
No i proszę, doskonale, że odbił piłeczkę i temat teraz dotyczył Elizabeth, a nie jego i starych czasów. Nawet rozluźnił się trochę.
- I tu się mylisz - odparł momentalnie i nawet uśmiechnął się z tego względu z satysfakcją. Dawniej miał inny uśmiech, miło się na niego patrzyło, obecny był jakiś drapieżny, niepokojący.
- Twój status cywilny jest dla mnie bardzo istotny - uświadomił ją wcale nie zamierzając opowiadać o tym, jak bardzo chciałby, żeby wyszła za mąż za jakiegoś miłego typa, z którym bez zwad dożyje sędziwego wieku z gromadką dzieciaków. Owszem, chciałby, żeby życie potoczyło jej się pięknie i kolorowo... ale przecież by się do tego nie przyznał, prawda? Bez przesady.
- Gdybyś znalazła sobie chłopa, w końcu przestałabyś mnie nawiedzać i miałbym święty spokój - powiedział uszczypliwie, choć nie do końca sam byłby szczęśliwy z takiego biegu spraw. - Skończyłyby się gadki o sprzątaniu, jedzeniu, eliksirach, chlaniu, o moim towarzystwie, wypytywanie o wszystko i ciągła kontrola. Miałbym życie jak w Madrycie - wyliczył, by na koniec uśmiechnąć się jeszcze szerzej opierając głowę na splecionych za nią dłoniach. Chwilę później zaś spojrzał na nią jak na głupiutkie, naiwne dziecko.
- Dopiero dwadzieścia pięć lat? - powtórzył za nią unosząc brew ku górze. - Założę się, że połowa twoich rówieśniczek ma już co najmniej po jednym dziecku, druga połowa zaś jest zaręczona. Hm? Mylę się? - odparł tylko trochę zgryźliwie, teraz już właściwie się z nią tylko niewinnie droczył. - Tak właściwie czemu się tak przed tym wzbraniasz, hm? Małżeństwo wcale nie przeszkadza w pracy, moi rodzice są na to doskonałym dowodem. A już nikt by cię nie dręczył o zamążpójście, podporządkowałabyś sobie faceta, żeby chodził jak w zegarku, nie byłabyś sama, nie musiałabyś się o nic martwić, gdyby coś ci się stało, zachorowałabyś czy cokolwiek, miałabyś w nim oparcie... Naprawdę zupełnie ci na tym nie zależy? - zapytał z powątpiewaniem. Już nie kpił, patrzył na nią z uwagą i... chyba autentycznie trochę się o nią martwił. Sam już tego wszystkiego nie zazna... ale nie tak dawno marzył o założeniu własnej rodziny. Kobietom się to chyba zdarzało dużo częściej. Elizabeth naprawdę aż tak się od nich różniła?


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Danson Park   07.09.15 18:41

Ona sama nigdy nie przepadała za monogamią i przywiązywaniem się do drugiej osoby, bo to zawsze oznaczało utracenie części siebie, która nikła pod wpływem uczucia. Czy była kiedyś zakochana? Oczywiście, że tak. Pamięta pierwszy raz, gdy odczuła to w szkole do pewnego obecnie mało ważnego chłopaka, zresztą to nie on jest tu istotny, i była tym przerażona. Tylko głupiec może stwierdzić, że to miłe uczucie; traci się wtedy pewną kontrolę nad własnymi odruchami i zachowaniem, a ona nienawidziła nie mieć kontroli. To uczucie trwało przerażająco długo jak dla niej i o jego końcu uświadomiła sobie wiele miesięcy później, gdyż po prostu zapomniała. Miała wtedy lepszy humor niż gdy dostawała Wybitny z jakiś zajęć. Znów była wolna od jakichkolwiek zbędnych uczuć, które bardziej ją usidlały niż pozwalały się rozwinąć. I tak samo było z małżeństwem, tam też tylko ograniczenia są. Podobne uczucie poczuła znowu dopiero parę lat później do Clementine, ale o jego sile uświadomiła sobie dopiero po zakończeniu tego niebezpiecznego związku. Od początku nie miał on prawa bytu w ich świecie i kontynuowanie go byłoby tylko niepotrzebnym narażaniem się. Początkowo nie rozumiała nawet dlaczego go rozpoczęła, bo to że ona to zapoczątkowała było pewne, i wtedy uświadamiała sobie, że po prostu nie chciała być sama i miała wtedy po prostu słabszy rok. Czy wykorzystała Clem w jakiś sposób? Nie, przynajmniej tak uważała. W końcu nigdy nie obiecała jej miłości i wieczności, bo świat był zbyt marny, aby coś takiego istniało. Jakby dużo czasu nie minęło od tych dwóch miłostek jest pewna, że rozpoznałaby ich. Spędziła przecież tyle czasu na obserwowaniu ich, że mogłaby zrobić lekcje na temat ich sposobu poruszania się i zwyczajów, na pewno nie zmieniły się bardzo od tamtych czasów. I tak samo pewna jest tego, że Ally by go rozpoznała, bo mimowolnie będzie go szukać wśród tłumów, wypatrywać czy czasem ich drogi się nie skrzyżują. Może nawet gdyby go zobaczyła to nie wykonałaby żadnych ruchów, ale znała go zapewne nawet lepiej od niej. Przynajmniej tak było kiedyś, teraz to nawet Elizabeth nie mogła tak powiedzieć.
- Chciałabym. – powiedziała z wyczuwalną nutką melancholii, bo naprawdę tego chciała. Jednak w jej głowie cały czas brzęczał alarm, że Ally w jakiś sposób go rozpozna, może nawet przez głupi traf. Albo po prostu znajdzie to czego szukała podświadomie, bo będąc świadoma nie uczyniłaby takiej głupiej rzeczy.
Teraz chciał rozmawiać o niej? Ona już wystarczająco często porusza owe tematy, aby jeszcze męczyć się z nim. Dobrze wiedziała, że w pewnym sensie ma racje, ale samo odpuszczenie sobie złamałoby ją. Poddanie się temu wszystkiemu jak kolejna, typowa arystokratka zniszczyłoby wszystko o co walczyła na przestrzeni lat. – Chcesz abym wyszła za mąż, abyś mógł się po prostu do końca stoczyć? Zostać zapomnianym przez wszystkich i umrzeć jako ktoś nieznany i nieważny dla nikogo? Mógłbyś w końcu oddać się w pełni lubością życia doczesnego i zniknąć dla wszystkich, dla których byłeś kiedyś ważny. Życie jak w Madrycie, mówisz. To jakaś metafora raju? Życia pośmiertnego? Chcesz umrzeć, Crouch? – wyrzucała z siebie to kolejne słowa nie mogąc się powstrzymać. Miała dość tego tematu i jego pragnień, bo sam nie wiedział chyba czego chce. Zdenerwował ją tym, w ostatnim czasie udało się to tylko Lexowi. Przetarła dłońmi twarz uspokajając się po nagłym i niepotrzebny wybuchu. – Czy to źle, że pragnę czegoś więcej? – zapytała zmęczonym głosem, w którym nie było już śladu złości. – Twoi rodzice są wyjątkiem od reguły, mają prawdziwe szczęście. Ale dobrze wiesz jak to wygląda u innych i ja nie chce takiego życia. Nie chce być klaczą rozpłodową. – syknęła ostatnie słowa przez mocno zaciśnięte zęby, choć złość ta nie była skierowana na niego. – Nie chce być częścią transakcji, z której mój ojciec będzie zadowolony. Jestem człowiekiem i chce być tak traktowana, to nie jest dużo. – Zgięła nogę w kolanie i oparła o nią głowę. – Zresztą, nie mam już teraz żadnego wpływu na decyzje rodu i mam o wiele ważniejsze sprawy na głowie. Jestem Aurorem, a źle patrzy się na kobiety o tym zawodzie- przecież to nie wypada. Kocham to co robię i zostając nim miałam od początku cel. Gdy go zrealizuje pomyślę o zamążpójściu. – stwierdziła i zamyśliła się, nie wiedząc czy chce się z nim podzielić obawami. – Słyszałeś o śmierci Slughorna? Myślę, że niedługo będziemy mieli ważniejsze problemy niż mój status cywilny. Coś się dzieje, można to nie tylko wyczytać z gazet, ale i widząc zachowania w Ministerstwie. Nie wiem tylko jeszcze co. – dokończyła patrząc niespokojnie na niego. Pamiętała jak godzinami rozmawiali o polityce w Hogwarcie, pod tym względem ona niewiele się zmieniła.


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Danson Park   07.09.15 21:29

Cóż, Sylvain nigdy nie wątpił w to, że Elizabeth jest inteligentną kobietą. Szkoda tylko, że nie poszedł za jej przykładem w kwestii miłości. Miałby teraz o niebo mniej problemów niż obecnie. Musiał sprawdzić to na własnej skórze, żeby wiedzieć, że zakochanie nie jest dobre w żadnym stopniu, a to akurat wcale dobrze o nim nie świadczyło. Powinien uczyć się na cudzych błędach, nie swoich. Ale nie ma co płakać nad rozlanym eliksirem, prawda? Teraz już przynajmniej wiedział i unikał tego uczucia jak ognia.
Parsknął śmiechem na jej słowa. Och, to doprawdy piękne jak dobrze go znała i to chyba jak nikt inny.
- Wszyscy kiedyś umrzemy - przypomniał jej uśmiechając się złowrogo i wpatrując w nią zupełnie pozbawionymi radości, czarnymi w tym świetle, nieprzeniknionymi ślepiami. - Nie chcę umrzeć, bez przesady - dodał też po chwili - ale odnoszę wrażenie, że cały czas się boisz, że jak tylko na chwilę spuścisz mnie z oka, to poderżnę sobie gardło - wyszczerzył się do niej w tym swoim niepokojącym uśmiechu bardziej pasującym do jakiegoś drapieżnika pokazującego kły niż człowieka. Ale sama musiała przyznać, że miał w tym aspekcie słuszność i że było to niewymownie zabawne. No... przynajmniej jemu się tak wydawało.
Znienacka złapał ją za brodę swoją lodowatą łapą i naprowadził jej twarz na swoją, by na niego spojrzała.
- Jesteś nadopiekuńcza i kompletnie nie ufasz mojemu instynktowi przetrwania - powiedział jej prosto w oczy unosząc wyżej brwi. Tym razem jednak był śmiertelnie poważny.
- Jestem dorosły, Ellie, i jeśli nagle zechcę sobie odebrać życie, to to zrobię, twoja troska mnie nie powstrzyma, rozumiesz? - mruknął, po czym w końcu ją puścił i wpakował dłonie w kieszenie, żeby zaraz wyciągnąć paczkę papierosów. Ostatnio uznał, że fajki i alkohol rozgrzewają jego schorowane ciało o wiele lepiej niż jakieś durne eliksiry ze Świętego Munga. No i nie musiał się po nie fatygować do szpitala - same plusy.
W końcu zamilkł i zapalił papierosa słuchając tych jej żali, choć wyglądał na co najmniej zobojętniałego. Cóż, wyglądał tak, bo chciał tak wyglądać... ale rozumiał o czym mówiła i wiedział, że ta jej gorycz w głosie wcale nie jest bezpodstawna.
- Im bardziej będziesz się opierać, tym mocniej cię zaboli, kiedy cię złamią i zakują w kajdany. A zrobią to na pewno - powiedział bezlitośnie poważnie, wypuszczając ustami siwy, drapiący w gardle dym. - A ja nie chcę, żeby cię złamali... ani tym bardziej, żebyś skończyła jak ja - dodał i były to chyba najszczersze słowa, jakie od niego usłyszała. - Radzę ci, żebyś wyszła za mąż na własnych warunkach, za faceta, którego sama sobie wybierzesz, z którym się dogadasz. Rozumiesz? - spojrzał na nią znacząco. - Chcesz wolności, każdy facet też jej chce. Chcesz pracować tak jak oni i wcale nie uśmiecha ci się rodzić dzieci na gwizdek, bo "tak chce rodzina". Mogę cię zapewnić, że większości facetów też nie bawi płodzenie bachorów, bo tego się od nich oczekuje - zaciągnął się powtórnie papierosem i zamilkł na chwilę. - Układ doskonały: oboje będziecie wolni pod małżeńską przykrywką, bez nienawidzenia siebie nawzajem, bez prób zniewolenia, bez frustracji... - wymienił spokojnie. - Wilk syty i owca cała - skwitował.
Rodzina byłaby zadowolona, oni byliby zadowoleni... jasne, znalezienie faceta, który przystałby na coś tak szalonego na pewno nie byłoby sprawą łatwą... ale wcale nie niemożliwą. A Elizabeth miała od cholery mężczyzn w swoim otoczeniu. Do tego była naprawdę ładna i potrafiła grać. Bez trudu oplotłaby sobie jakiegoś wokół palca.
I właśnie powinna myśleć o tym już teraz, bo potem mogło być już za późno. Ale to już sobie darował. Niech sobie przemyśli to, co jej powiedział i sama osądzi, co byłoby dla niej lepsze, on przecież nie będzie jej mówił jak ma postępować, daje tylko rady i podsuwa pomysły, to wszystko.
O ile jednak angażował się w ich dotychczasową rozmowę, tak wzmianka o polityce i teoriach spiskowych nagle zgasiła jego zainteresowanie. Odwrócił wzrok od Elizabeth i na nowo utkwił w nocnym pejzażu przed nimi. Za każdym razem tak było, kiedy próbowała go wciągnąć w dyskusję na takie tematy. Od tego też się odciął tak samo jak od całej swojej przeszłości.
- Nigdy nie lubiłem tego typa - mruknął tylko po dłuższej chwili, po czym zgasił niedopałek w ziemi i podniósł się rozprostowując zesztywniałe kości. - Powinienem już iść - poinformował ją, ale uraczył przelotnym spojrzeniem dopiero po chwili.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Danson Park   08.09.15 23:36

Niektórzy mówili, że popełnianie błędów jest ważne. To jest podstawa doświadczenia, a czym innym jest nasze życie jak nie zbieraniem go? Sama Elizabeth popełniła całkiem sporo błędów w swoim życiu i każda z nich ją czegoś nauczyła, ale nie chciałaby ich nigdy więcej powtórzyć. Często były bolesne i narobiły więcej ran niż powinny, ale nigdy nie były one śmiertelne. Gdyby jednak zawsze postępowała prawidłowo zapewne byłaby w innym miejscu i wiedziała o wiele mniej o życiu.
-Z tym nie mogę się nie zgodzić. – przyznała o wiele bardziej ponurym głosem niż on. Nie podobał się jej ten uśmiech- przypominał jej wtedy zwierzę, a nie człowieka. Wolałaby aby nigdy się nie uśmiechał niż robił to w ten sposób. – Dziwisz się? Nie wiem co Cię jeszcze trzyma cię na tym świecie, ale mam nadzieję, że robi to mocno.- Niech on przestanie się tak szczerzyć. Jak bardzo wolała, gdy robił to za czasów szkoły niż teraz. I dobrze wiedziała, że jest nadopiekuńcza pod tym względem. Nie chciała go stracić, bo po prostu się bała tego. Trwoga ogarniała ją za każdym razem, gdy pomyślała o samotności i bytowaniu samemu na tym świecie. Może jemu to odpowiadało, ale ona nie mogłaby tak żyć. Dlatego nie pozwoliła mu, aby zostawił ją za sobą w swoim dawnym życiu jak wszystkich, bo on musiał należeć do jej świata, aby była spokojniejsza i żeby coś starego, dobrego i znajomego w nim pozostało. Gdy złapał ją za brodę pierwszym odruchem była próba wyrwania się i sięgnięcie po różdżkę, ale w końcu ustąpiła. Patrzyła na niego jednak z pode łba i mówiło to wszystko.
- Twojemu instynktowi przetrwania? Posiadasz coś takiego w ogóle? Z luksusowej willi przeniosłeś się do najgorszej ulicy Londynu. Powiedz mi gdzie tu instynkt przetrwania? – zapytała z kpiną, a gdy w końcu ją puścił od razu mimowolnie potarła podbródek. Kiedyś uważała, że ma szczęście, że odnalazła takich przy.. znajomych- teraz widzi, że im ich więcej ma, tym większe problemu. Chwyciła go za podbródek tak samo jak on ją wcześniej i przybliżyła swoją twarz do niego. – Ale sentyment już może. – powiedziała tylko i odsunęła się od niego. Przecież nie zostawiłby ją samą z tym wszystkim. Chyba nawet ona do końca nie chciała przyznać przed samą sobą jak przywiązana do niego jest. Była przyzwyczajona, że był on gdzieś na tym świecie i że zawsze mogła do niego wpaść pomarudzić mu na świat i pozaczepiać się. To było miłe, lekkie i orzeźwiające. Niech on sobie lepiej również uświadomi to, że w pewnym sensie był przywiązany do niej, najlepiej gdy będzie chciał ją opuścić. Czuła jak zapach dumy tytoniowego dociera do jej nozdrzy i po krótkiej chwili sama sięgnęła po paczkę, aby wyciągnąć sobie jednego papierosa. Po zapaleniu go zaciągnęła się mocno i chwilę potrzymała dym w ustach zanim go wolno wypuściła.
- A nie uważasz, że sama walka jest godna jej kontynuowania? Kim będę jak się poddam? – zapytała patrząc przed siebie. Zresztą, co on może o tym wiedzieć jak sam pozbawił się podobnych dylematów. Sam uciekł od tego, a jej zakazuje walki. Człowiek wybiera ucieczkę albo atak- jak każde zwierzę. Ona na razie atakowała, a przynajmniej nie uciekała. On wybrał inną drogę, ale czy w jakikolwiek sposób gorszą? Jego następne słowa sprawiły, że popatrzyła na niego zaskoczona. Nie spodziewała się takiej szczerości z jego strony. – Ja też nie chce, ale wiesz, że równie dobrze mogłabym w czasie ślubu założyć czarną suknię, bo nie byłoby żadnej różnicy. – Ponownie włożyła papierosa do ust, aby nie musieć mówić. Słuchała go i wiedziała, że ma racje. To by było dla niej lepsze; że głupotą było upieranie się i mogła go zapewnić, że kiedyś przestanie. Ale jeszcze nie teraz, bo nie była gotowa na ten krok. – To by było rozwiązanie idealne, bo na razie sobie nie wyobrażam, że nie będę zdradzać męża. Jak dla mnie to mógłby cudzołożyć z każdą kobietą w Londynie, tylko aby robił to po cichu i mi pozwolił również zaznawać dobrobytu życia. Tylko wiesz jakie skomplikowane poszukiwania będą? Zresztą, ty też byś mógł sobie kogoś poszukać. Na Nokturnie zapewne płeć żeńska też występuje. – przeniosła temat na jego osobę, chcą już sobie odpuścić te ponure rozmyślanie nad statusem cywilnym. On też przecież nadal był sam i może jakaś kobieta osłodziłaby mu jego byt.. I posprzątała mieszkanie, tak to by musiała zrobić. Poruszenie jednak tematu polityki jednak tylko go odstraszyło, bo jak inaczej nazwać jego reakcje. Kiedyś naprawdę potrafili debatować godzinami na te tematy, a teraz nawet słowa nie umieją wymienić. Mógł się teraz nie interesować tym, że ona pracowała w Ministerstwie i była aurorem, gdyby cokolwiek się stało to stanęłaby na pierwszej linii frontu. Ale to może lepiej, że nie chciał się już w to angażować- będzie spokojniejszy. Ma on swoje problemy, która znaczyły o wiele więcej nić jakieś zawirowania w Ministerstwie. – Tak szybko? Ta kobieta poczeka na ciebie. – Przecież ona zawsze będzie na niego czekać, wystarczy, że ją kupi.


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Danson Park   09.09.15 20:45

Co go trzyma na tym świecie? Wbrew pozorom całkiem dużo rzeczy. Allison nie była przecież wszystkim co miał i co mu sprawiało radość. Fakt, razem z nią pozbawił się wielu z tych czynników... ale nie wszystkich. Lubił życie... choćby i tak podłe jak jego, podobało mu się troszczenie o bliskich incognito. Kochał piesze wędrówki, włóczenie się po bezludnych połaciach ziemi... bardzo sobie też cenił aktorzenie, choć może nie pokazywał tego po sobie aż tak. No i... będąc wydziedziczonym, mógł sobie pozwolić na wiele więcej względem ludzi - mógł obrażać tych, których nie znosił, mógł przyjaźnić się z tymi, którzy powszechnie byli uznawani za wyrzutków społeczeństwa (często niesprawiedliwie). Można było wymieniać jeszcze trochę. Ale... czy akurat takie rzeczy trzymały go przy życiu? Hm... po prostu nie chciał umierać. Kto wie? Może kiedyś doczeka się mniejszego pecha? Warto było jeszcze trochę pożyć, żeby się o tym przekonać, prawda?
Ech, niezawodna Elizabeth... potrafiła go rozbawić nawet, jeśli sytuacja wcale na radosną nie wyglądała. Mimowolnie parsknął śmiechem, nie mogąc się przed tym powstrzymać.
- Właśnie na tej najgorszej ulicy Londynu wyrabia się instynkt przetrwania najlepiej - stwierdził wciąż lekko rozbawiony. - Ach, no tak, jak mogłem zapomnieć... sentymenty rzeczywiście uchronią mnie przed samobójstwem - zakpił wesoło. Coś okropnego z tą dziewuchą, nic a nic się nie bała włazić w jego przestrzeń osobistą. Chyba jako jedna z nielicznych. Ale... podobało mu się to.
No i proszę, w końcu załapała o co mu chodzi. Mógł być z siebie wyjątkowo zadowolony. W końcu mogła go wyzwać od wariatów (chyba nie byłoby to takie odbiegające od rzeczywistości określenie) i popukać się po głowie. A że pomysł wymagał ogromnej dozy ostrożności i tyle samo wysiłku? Cóż... właśnie dlatego należało pomyśleć o tym już teraz, prawda? Logiczne.
- To by musiał być albo dobry przyjaciel, do którego masz zaufanie, albo ktoś do przetrawienia przez ciebie, ale za to taki, na którego masz jakiegoś haka - podsunął, choć jak na grzecznego dżentelmena przystało (tia, jasne) dzielnie przemilczał, że mógłby to być też ktoś, kto po prostu woli mężczyzn - wtedy łatwo przystałby na tego typu pomysł. No, a jak takiego znaleźć...? To już trudniejsza kwestia, ale przecież Elizabeth potrafiła się uporać i z trudniejszymi zagwozdkami. Z tym też sobie poradzi, Sylvain był o to spokojny.
Też mógł sobie kogoś poszukać? Proszę, proszę, przy niej uśmiechał się z chwili na chwilę coraz częściej.
- Skąd przekonanie, że nikogo nie znalazłem? - odparł z szelmowskim uśmiechem prawie takim jak za dawnych lat, tylko trochę bardziej niepokojącym. Skoro nikt go już tak bacznie nie obserwował, nikogo nie zgorszy swoim zachowaniem i skoro nie wymaga się ode niego ożenku to...
- Czemu miałbym się ograniczać? - odparł jej pytaniem wzruszając przy tym ramionami. No właśnie, czemu? W końcu z nikim nie był i nie chciał być na stałe - tak było wygodniej, przyjemniej i bezpieczniej, ot co.
Co do polityki zaś... rozmowy na te tematy za bardzo przenosiły go myślami we wspomnienia, więc zupełnie się od nich odciął. Tak samo jak od tego typu informacji. Nie obchodziło go co się dzieje w Ministerstwie, ba, nawet na świecie. Skupił się na codzienności, na otoczeniu... a jakieś afery publiczne nadmuchane przez prasę do rangi międzynarodowych czy nawet ciche przesłanki nic dla niego nie znaczyły. Dzięki temu przynajmniej był spokojniejszy.
Poczeka. Oczywiście, że Ognista poczeka... tylko dlaczego on miałby z tym czekać? Po dzisiejszych nowinach potrzebował się napić jeszcze bardziej.
A jednak stał jeszcze dłuższą chwilę w miejscu, jakby rozważał jakąś inną opcję.
- Chcesz się jeszcze przejść po parku? - zapytał ostatecznie.



Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Danson Park   10.09.15 19:12

Nie lubiła myśleć o śmierci. Przerażała ją wizja jej gnijącego ciała czy odoru jaki by się od niego wydobywał- to wszystko było nierealne, ale zarazem jak najbardziej możliwe. Każdy kiedyś umrze, nikt nie jest nieśmiertelny. Śmierć może dopaść ludzi, gdy nie zaczęli nawet jeszcze mówić, a równie dobrze zabierze z tego świata sędziwego starca. Przecież może wyjść jutro z domu i nigdy więcej go nie zobaczyć, ale nie mogła być niczego pewna. Trzeba być pogodzonym ze śmiercią, ale jej nie oczekiwać, bo można wtedy zapomnieć aby żyć. Możliwość aby decydować o swoim być czy nie być było samobójstwo, ale nie wyobrażała sobie, aby ktoś nie chciał żyć. Przecież cudownie było czuć jak twoje płuca napełniały się tlenem aż robiło Ci się sucho w gardle, a serce biło Ci w klatce piersiowej jakby chciało wyskoczyć z organizmu.
- Czyli potwierdzasz, że wcześniej go nie miałeś zważywszy na twoją przeprowadzkę? – zapytała zaczepnie, choć nie było jej wcale do śmiechu w porównaniu do niego. – Chyba go nie doceniasz, może to i dobrze.- Bo ona już dawno zrozumiała jak ważną role pełni w naszym bytowaniu. Ludzie byli przerażająco sentymentalni wobec przedmiotów, zwierząt, miejsc czy innych osobników gatunku Homo Sapiens. Potrafili wszystko wybaczyć bliskim, nie wyrzucać zniszczonych rzeczy czy trzymać prochy swoich zwierząt na stoliku obok ich zdjęć. To nadmierna uczuciowość nigdy nie prowadziła do niczego dobrego, a utrudniała tak wiele spraw.
Uśmiechnęła się do niego przebiegle, gdy doradził jej z planem. W końcu on był Ślizgonem, ona była Ślizgonką więc rozumieli się doskonale.
- Jakoś sobie poradzę, na razie jednak obstaje przy swoim. Nie potrzebuje zaręczyn, a te plany są jednak chyba zbyt nierealne by doszły do skutku. Pomyślę nad tym, gdy będę musiała. – zapewniła go nadal nie przestając się uśmiechać. Jakie to w ich ustach było proste, słowa zawsze były łatwiejsze od czynów. Wolała jednak teraz skupić na nim swoją uwagę. Nie wiedziała jak wygląda jego życie po za spotkaniami z nią czy graniem w teatrze- miał teraz nowych znajomych, którzy nie byli jej znajomymi. Obracali się w różnych środowiskach, które miały ze sobą mało wspólnego i teraz chyba utrzymywali ze sobą kontakt tylko przez sentyment do czasów przeszłości.
- Powiedziałbyś mi o tym. – powiedziała melodyjnie i mimo wolnie poczuła pewne pokłucie nostalgii widząc jego uśmiech. Właśnie tak go pamiętała z dawnych lat, gdy nie mieli żadnych trosk a jego wzrok często błądził za Ally nabierając pewnej dozy czułości, której nigdy nie rozumiała. Nie powinna teraz o tym myśleć, ale po raz kolejny zrozumiała, że tamte czasy już nie wrócą. – A dlaczego ja bym miała wychodzić za mąż? – odpowiedziała, ale nie chciała już kontynuować tego tematu. Kiedy on rozmyślał o swoich sprawach a ona obserwowała łabędzie, które przypominały jej o wszystkich tych sprawach, o których wolałaby zapomnieć. Z zamyślenia wyrwał ją jego głos i propozycja spaceru. Zastanowiła się trochę nadal siedząc aż w końcu wstała. – Nie, kobieta na ciebie czeka. Pójdę już do domu. – Zawahała się jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ostatecznie odwróciła się na pięcie i pieszo ruszyła w kierunku Baker Street.
Zt dla obu.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Danson Park   13.09.15 0:46

Siedziała na ławeczce w jednym z londyńskich parków, gdzie umówiła się na spotkanie ze znajomą z dawnych czasów. Skoro zaczynała nowe życie, musiała przestać ciągle rozpamiętywać przeszłość i bardziej się otworzyć. A odnawianie starych kontaktów z pewnością było dobrym pierwszym krokiem, jeśli chodziło o zmierzanie ku upragnionej normalności. Bo przecież skąd miała wiedzieć, że to, co się działo, było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, i wkrótce nadejdzie czas, gdy przekona się, jak bardzo się pomyliła?
Ale jeszcze tego nie wiedziała.
Tego typu miejsca zawsze kojarzyły jej się dobrze, dlatego chętnie je odwiedzała w wolnym czasie, który starała się jakoś znaleźć między obowiązkami zawodowymi i chwilami poświęcanymi Colinowi także poza pracą. Nawet, gdy jeszcze mieszkała z ojcem, gdy tylko mogła wymykała się do ogrodów, by tam zaszyć się samotnie w jakimś możliwie odległym miejscu. Stanowiły cudowny kontrast dla zimnych, ciemnych piwnic, gdzie czasem lądowała w ramach kary. I gdzie przyszła na świat, ale tego nie pamiętała, tak, jak nie pamiętała prawdziwej matki, niewinnej ofiary szalonego ojca dążącego do osiągnięcia możliwie jak najwyższej pozycji w świecie czarodziejów. Będąc dzieckiem dawała się mamić ojcu, wierząc, że wszystko, co jej robił, było dla jej dobra. Gdy ojciec mówił, że to jej wina, że musi znosić bolesne klątwy, bo go zawiodła, wierzyła mu, a nawet czuła wyrzuty sumienia, że jest złą córką i nie potrafi uszczęśliwić jedynej osoby, którą miała, bo Therese Fawley zmarła, gdy Raven była jeszcze dzieckiem. Dopiero, gdy w Hogwarcie poznała ten dla niej nowy, inny świat, zaczęła pojmować, że tak nie powinno być. Dziecięca, naiwna uległość dziewczynki nie wiedzącej, że można żyć inaczej, zmieniła się w strach przed ojcem i pewnego rodzaju zazdrość w kierunku rówieśników, którzy mieli więcej szczęścia, jeśli chodzi o rodziny.
Krótko po skończeniu szkoły uciekła z domu i jej życie nagle bardzo się zmieniło, szczególnie odkąd zaczęła pracować u Colina, co pomogło jej oddalić złe myśli o ojcu, który z pewnością nie pogodził się tak łatwo z jej ucieczką i czekał na odpowiedni moment, żeby znowu wkroczyć w jej życie i decydować o nim tak, jak kiedyś. Nie byłby też pewnie zachwycony, wiedząc, jak poważne stały się myśli Raven o Colinie. Co prawda fakt, że był szlachetnej krwi, z pewnością zachwyciłby ojca, ale William najprawdopodobniej wolałby mieć poczucie, że to on miał swój udział w kształtowaniu przyszłości córki, która miała być dla niego swego rodzaju przepustką do świata starych rodów.
Zapatrzyła się na widniejący nieopodal staw, pogrążając się w myślach. W takim miejscu jak to było bardzo mało prawdopodobne, by pojawił się tu jej ojciec lub ktoś z jego znajomych, więc mogła się odprężyć i odsunąć na bok myśli o nim.


Powrót do góry Go down
Chloe Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t672-chloe-baudelaire http://www.morsmordre.net/t730-mumford#2463 http://www.morsmordre.net/t708-chloe-baudelaire
stażystka, śpiewa w Wenus do kotleta
22
Czysta
Panna
Nie ma zła i dobra. Jest światło i ciemność.
Światło może oślepić, ciemność może zwieść.
0
4
0
0
10
0
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Danson Park   16.09.15 17:55

Cześć, miło cię widzieć. Cieszę się, że w końcu udało nam się spotkać. Miło odświeżyć starą znajomość. Szkoda, że kłamię ci w żywe oczy. Że nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek będę w stanie ci spojrzeć prosto w oczy, zaufać ci. Widzisz pewna osoba, z którą też mamy nieprzyjemność dzielić nazwisko zniszczyła mnie bardzo dawno temu. Pewnie myślisz, że się nad sobą użalam i już dawno wziąć się w garść. Tylko ja nie umiem, byłam wtedy dzieckiem, a wtedy czuje się bardziej. Kocha mocniej, cierpi mocniej i jeszcze dłużej pamięta. Chyba w środku wciąż jestem dzieckiem.
Wzdycham dosadnie do swojego odbicia w lustrze, przerywając tym samym swój wewnętrzny monolog. Z rezygnacją opuszczam głowę i opieram czoło na blacie toaletki, a moje poplątane blond włosy rozsypują się dookoła. Powinnam już dawno je rozczesać i wyjść, ale nie mogę się pozbierać. Szczerze boję się spotkania z Raven. Pamiętam ją ze szkolnych korytarzy, zamieniłyśmy tam kilka słów. Była miła, w swojej nieśmiałości nawet trochę do mnie podobna. Tłumaczę więc sobie, że to irracjonalny, śmieszny wręcz lęk. Jestem dorosłą, wykształconą kobietą, która wkrótce kończy staż w Ministerstwie Magii. Tak chcę być postrzegana, a zachowuję się jak dziecko. Pozwalam rządzić mną wyimaginowanej emocji. Podrywam głowę i siadam prosto, wbijając spojrzenie w lustro. Zaglądam sobie prosto w oczy, szukając w nich ukrywającej się głęboko za szaroniebieskim tęczówkami odwagi.
Chyba jednak jej nie znalazłam, bo stawiając pierwsze kroki w Danson Park nie czuję się ani trochę lepiej. Co prawda niczym tego nie okazuję. Moje włosy są schludnie spięte w kok, ubranie schludne, a twarz ma neutralny wyraz. W środku jednak się gotuję, różne emocje przelewają się przeze mnie falami aż mam ochotę wybuchnąć histerycznym śmiechem. Histeryczka, właśnie, chyba nią jestem. Wyciszam jednak wewnętrzne głosy, gdy dostrzegam siedzącą na ławce Raven. Wydaje się zanurzona w swoich rozmyślaniach i wręcz nie mam serca, aby jej przeszkadzać. Jest tylko dwa lata młodsza ode mnie, a wydaje się jakby dzieliło nas o wiele więcej. Inna myśl na jej temat podnosi mnie na duchu o wiele bardziej. W żaden sposób nie przypomina mi mojej kuzynki, czego ogromnie się obawiałam. Wtedy już w ogóle mogłabym nie wytrzymać. Jednak jej spokój i delikatność również na mnie wpływają kojąco. Powietrze ze mnie ulatuje jak z przekłutego balonika i znów mogę oddychać. Wszystkie emocje ze mnie schodzą, ciężar na sercu znika.
- Mam nadzieję, że się nie spóźniłam – mówię zajmując miejsce obok niej i zmuszając ją do wrócenia z świata własnych myśli.




Powrót do góry Go down
 

Danson Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17