Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Danson Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Danson Park   04.04.15 23:38

First topic message reminder :

Danson Park

To zdecydowanie największy publiczny park w London Borough of Bexley, gdzie spacerowicze mogą podziwiać piękne widoki o każdej porze dnia czy roku. Zresztą... Czyż Twoja pamięć nie sięga mimowolnie do dnia, w którym Wasze oczy po raz pierwszy się spotkały? Od początku tkwiła w Tobie myśl, że to musi być prawdziwe, ta więź między Wami... Chęć zaproszenia go do domu tkwiła w Twojej duszy zakorzeniona tak głęboko, że aż wywoływała drżenie Twego ciała... Weź go, zabierz go do siebie! Piękny, biały łabądek patrzył na Ciebie swymi rozumnymi oczami, strosząc dumnie piórka i wypinając pierś. Wreszcie czar opadł, gdy zwierzę rzuciło się w przód, wyrywając Ci bułkę z ręki i połykając w całości parówkę z hot doga. Mimowolnie przyspieszasz swoje kroki, wasza relacja skończyła się tak szybko i zdecydowanie nie chcesz do niej wracać...


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Danson Park   14.11.15 23:14

Gdyby nie lęk przed wyklęciem, Lyra nie miałaby nic przeciwko, jeśli chodzi o spędzenie życia z kimś o nieczystej krwi, jeśli tylko ten ktoś byłby dla niej dobry. Dla niej nie miało to większego znaczenia, czy ktoś miał czystą krew, czy też nie, bo wyznawała inny system wartości. Jednak mimo to przygotowywała się do myśli o zaaranżowanym związku i niemożności podjęcia własnej decyzji w tym względzie. Nie chciała zostać sama, bez rodziny i bez widoków na przyszłość.
Zaś metamorfomagia rzeczywiście była bardzo przydatna i Lyra miała już okazje, żeby docenić swoją rzadką zdolność. Nawet jej bracia zawsze jej tego zazdrościli. Według słów matki, swojej pierwszej, oczywiście całkowicie nieświadomej przemiany dokonała tego samego dnia, kiedy się urodziła, ale musiały minąć lata, zanim nauczyła się kontrolować ten talent. W dzieciństwie jej metamorfomagia była niestabilna i często objawiała się pod wpływem emocji. Teraz jednak, skoro była dorosła i mieszkała w Londynie, musiała nad sobą panować, by nie zacząć się zmieniać przy mugolach. W końcu obowiązywały Zasady Tajności, nakazujące ukrywanie swojej magiczności, oraz neutralny wygląd oraz zachowanie.
Nie miała jednak pojęcia, jak trafną decyzją była zmiana postaci przed udaniem się na miejsce spotkania z anonimowym malarzem. Słusznie obawiała się, że może trafić na kogoś, kto może żywić uprzedzenia do Weasleyów, a tak przynajmniej miała to zabezpieczenie. Przynajmniej póki mężczyzna nie odkryje, kim była naprawdę.
Kiedy wspomniał, że kiedyś kupił jej pracę, poruszyła się nieco niespokojnie na ławce, obawiając się, że jej przykrywka już została przejrzana i Philip skojarzył rysunki, które mu pokazała udając Julie, z pracami ulicznej malarki Lyry Weasley.
- Naprawdę? – zapytała cicho, nie dając po sobie jednak niczego poznać. – Wydaje mi się, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy.
W każdym razie, nie w tej postaci, ale przecież nie wiedziała, że także był metamorfomagiem.
- Maluję... różne rzeczy. Portrety, pejzaże, martwe natury... Ogólnie rzecz biorąc, raczej realizm – powiedziała, leciutko przygryzając wargę. – Ale z portretami miałam chyba największy problem, kiedy uczyłam się je malować, długo trwało, zanim zaczęłam być z nich zadowolona. Teraz uczę się też ożywiać swoje obrazy, żeby się poruszały.
Zamyśliła się na moment. Rzeczywiście, musiała się napracować, by doszlifować wygląd swoich portretów, by wiernie przypominały malowanych ludzi. Portrety były ważne; w końcu bardzo wielu klientów żywiło zainteresowanie podobiznami własnymi lub swoich krewnych. Obwieszanie nimi posiadłości było niezwykle często spotykane, więc potrzebowano utalentowanych portrecistów. Kilkoro znajomych kusiło ją również wizjami sięgnięcia po abstrakcję, jednak tego trochę się obawiała, bo był to nietypowy grunt, po którym poruszała się bardzo niepewnie, i potencjalnie mógł doprowadzić do jej kompromitacji w konserwatywnym społeczeństwie nie lubiącym odstępstw od tradycyjnych wzorców.
- Pomyślę nad tym piórem – rzekła, wciąż obserwując, jak mężczyzna kartkował jej szkicownik, oglądając rysunki, by na koniec zatrzymać się na czystej, pustej stronie. Wyciągnął swoje pióro i zaczął szkicować jej portret, lekko muskając stalówką powierzchnię kartki. Lyra zastygła prawie nieruchomo, pozwalając, by uwiecznił na papierze jej obecną twarz. Z wyraźnym zaciekawieniem przyglądała się jego pracy, by na koniec, gdy postawił ostatnie linie, uśmiechnąć się szeroko.
- Podoba mi się – przyznała całkiem szczerze. Kreska mężczyzny różniła się od jej własnej, ale to wcale nie czyniło jej gorszą w mniemaniu dziewczyny. – Naprawdę dobry szkic. Nie rozumiem, dlaczego wcześniej wstydziłeś się pokazywać mi swoje prace.
Uniosła leciutko brwi, biorąc od niego szkicownik i uważnie oglądając rysunek, starając się nie rozmazać schnącego tuszu. Nieświadoma, że kiedy otworzy go za kilka godzin, żeby obejrzeć go na spokojnie, w domowym zaciszu, już go tam nie będzie.
- Narysujesz dla mnie coś jeszcze? – zapytała nagle. – Niekoniecznie teraz. Wyślij mi jakieś swoje szkice w liście. Chciałabym zobaczyć więcej takich udanych prac.
Obawiała się jednak, że odmówi. Nie potrafiła zrozumieć jego dziwnej niechęci do pokazywania swoich obrazów. Może pochodził z rodziny, gdzie sztuka była uważana za niegodne zajęcie?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Alfred Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1679-alfie-parkinson#17486 http://www.morsmordre.net/t1693-magenta#17983 http://www.morsmordre.net/t1694-incendio#17984 http://www.morsmordre.net/f103-gloucestershire-cotswolds-hills-12 http://www.morsmordre.net/t1695-alfred-parkinson#17987
Wiedźma Straż
36
Szlachetna
Żonaty
Cynik i król bez miłości - to tylko tytuły.
10
17
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Danson Park   18.11.15 15:30

Przez ambiwalentne podejście Weasley’ów do ważnych wartości, Lyra nie bała się wyklęcia. Chociaż w każdym momencie jej życia nestor rodu może stanąć na skrzyżowaniu dróg i podyktować Weasley’ównie, z kim ma spędzić kolejne lata, nie mogła poczuć tego samego co rodziny, które sztywno trzymały się reguł. Tak samo Alfred nie zrozumie jej ignorancji do karygodnego zachowania mugoli i w ogóle chorego pomysłu akceptacji tej nacji. To tak jakby powiedzieć, że trolle i olbrzymy mają więcej inteligencji niż obecny Minister Magii. A nie, to jest nawet możliwe. Kto by pomyślał, że społeczeństwo wybierze kobietę… To na pewno wina tego, że głosują nie tylko czystokrwiści. Chociaż Alfiemu głównie chodziło o sam status krwi, ale jego myśli jednak sięgały nieco głębiej niż to określenie. Wszystko zaczynało i kończyło się na wychowaniu. Weasley’owie uczyli ją większej swobody. Lyra na pewno nie bała się pokazać bliskim swoich obrazów. Alfie za coś takiego nie miałby kolejnej serii z kredkami ojca, to nie skończyłoby się tak szybko, łatwo i „przyjemnie”. Sztuka zawsze będzie dla Parkinsona czymś zakazanym i wyjątkowo niestosowanym. Powinien swój czas poświęcać rozwojowi firmy ubrań, ale nie czuł tego pasji. Chociaż projektowanie ciuchów, również można nazwać pewnym artystycznym odłamem, Parkinsonowie patrzyli na to inaczej. Ubrania przynoszą galeony, obrazy są doceniane zazwyczaj po śmierci malarza. Ani to powiesić w salonie, ani mieć z tego jakiś pożytek, to na pewno usłyszałby od swojego ojca, gdyby nie spalił każdego ze swoich dzieł.
Właśnie dzięki swojemu talentowi, metamorfomagii, powinna odciąć się od mugoli. To naprawdę trwa wiele lat zanim zacznie świadomie i kontrolowanie przemieniać się w inną osobę. Oczy jako odzwierciedlenie duszy zawsze pozostają te same, jednak nie chodzi tylko o wygląd. Istotne są również dobierane słowa, gesty. Inaczej wszyscy będą znać naszą tajemnicę. Alfred swój talent i przekleństwo wykorzystywał przede wszystkim w pracy, dzięki czemu nauczył się kontrolować metamorfomagię. Czasami nie miał odwagi pokazać swojej twarzy i ukrywał się pod maskami, prosząc prawdopodobnie o chwile spokoju. Brak oceniających spojrzeń. Chciał obejrzeć mecz Quidditcha bez słyszenia chociażby oddechu ojca. Potrzebował wyciszenia. Parkinson chcąc nie chcąc, gardził Weasley’ami i nawet jeśli Lyra była marną aktorką, nie miał pojęcia kto kryje się pod skórą uroczej, młodej kobiety.
- Nie wystawiałaś się nigdy? – zaczął się pytać, bo chociaż w głowie nie miał Lyry Weasley, to zaczął się niepokoić. Skoro kojarzył podpis artystki, to wcale nie była anonimowa. Czy stanowiła zagrożenie? Dzięki bogu, i ona nie wiedziała, kto siedzi po drugiej stronie ławki. – Nie, nie, nie możesz być dobra ze wszystkiego. Dusze wkłada się w jedno, nie da się zamknąć emocji na twarzy człowieka, liściu, owocach, zachodzie słońca i tłumu na Pokątnej przed rozpoczęciem roku szkolnego. – pokręcił głową, strzepując popiół z końcówki papierosa. Nie widział Picasso w realizmie ani Hasana w kubizmie. Styl był mocną stroną artysty. Chociaż portrety Picassa miały coś w sobie, były za bardzo mroczne, trochę wręcz psychodeliczne, że trudno było powiedzieć komuś „o stary, świetnie wyszedłeś”. Oczywiście nie znał się na sztuce tak jak na Quidditchu, bo pomimo swojego wieku, wciąż próbował bronić się przed sztuką.
- Bo trzeba być anonimowym, sztuka to egoistyczna kochanka, nie pokazuje się jej nikomu – odpowiedział ni to szczerze ni dyplomatycznie, ciesząc się, że owy szkic zniknie za kilka godzin i Lyra dopiero wtedy zrozumie prawdziwą definicję sztuki. Według Alfreda Parkinsona.
- To absolutnie niedorzeczna propozycja, Julie. – nawet na nią nie zerknął. Papieros wydawał się w tej chwili jakimś schronieniem. Nawet nie spytał się jej, czy nie ma nic przeciwko. Dopiero gdy skończył papierosa, przeniósł na nią swoje spojrzenie. – Dlaczego chcesz być anonimowa jak każdy centymetrze ciebie aż krzyczy chęć zauważenia przez kogoś?






If I risk it all,
could You break my fall?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Danson Park   19.11.15 0:10

Wbrew pozorom, to wcale nie wyglądało aż tak sielankowo, jak w pogłoskach krążących na temat jej rodziny. Sama przecież niedawno poznała swoją wcześniej nieznaną kuzynkę, której ojciec, będący przy okazji bratem ojca Lyry, został wydziedziczony za związek z kobietą nieczystej krwi i zerwał kontakt z Weasleyami. Lęki Lyry nie były więc zupełnie bezpodstawne, nawet jeśli rzeczywiście jej wychowanie było lżejsze, znacznie mniej sztywne niż jej rówieśnic.
Może powinna odciąć się od mugoli, by uniknąć przypadkowego zdemaskowania się ze swoją odmiennością. Tyle, że i tak nie znała osobiście żadnego mugola. Jedynie widywała ich na londyńskich ulicach, budzili jej zaciekawienie i zaintrygowanie, ale nie miała jeszcze okazji, by dowiedzieć się o ich świecie czegoś więcej, niż wiedziała z zajęć z mugoloznawstwa czy rozmów ze szkolnymi znajomymi pochodzącymi z mugolskich rodzin. Byli ciekawostką, elementem innego świata, który przed zamieszkaniem w Londynie znała tylko z opowieści. Liczyła, że może kiedyś, w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości, natrafi się okazja, by poznać najprawdziwszego mugola i wypytać go o te wszystkie niesamowite rzeczy, które zastępowały im magię. Dla wielu czarodziejów coś takiego byłoby niedorzeczne, a Lyra na to czekała, chcąc zaspokoić swoją ciekawość światem, który istniał obok tego magicznego. Mało kto jednak wiedział o tym pragnieniu, nie chwaliła się tym, wiedząc, że spotka się ze sceptycznymi lub wręcz negatywnymi reakcjami.
Po raz kolejny zawahała się nad pytaniem, nad tym, co odpowiedzieć, by nie odkryć przedwcześnie wszystkich kart i nie zdradzić się z czymś, co jednoznacznie nasunęłoby skojarzenia z rudowłosą malarką z Pokątnej.
- Możliwe – rzekła tylko. – I nie mnie to oceniać, co wychodzi mi najlepiej. Lubię malować różne rzeczy, wciąż szukam swojej drogi, ale ocenę, co jest naprawdę dobre, pozostawiam innym – wybrnęła jakoś, nieznacznie wzruszając ramionami. Jej przygoda z malarstwem mimo wszystko była zbyt krótka, by na tym etapie miała jasno sprecyzowany styl i preferencje. Po chwili jednak to z jej ust padło pytanie: – A co twoim zdaniem wychodzi mi najlepiej?
W końcu widział jej szkicownik. Była ciekawa jego wniosków. I miała nadzieję, że on nadal się niczego nie domyślał, starała się nie tylko nie wyglądać, ale i nie zachowywać jak Lyra Weasley, co pewnie wychodziło z różnym skutkiem. Po rozmowie każde pójdzie w swoją stronę. Czy jeszcze się spotkają? To się okaże.
- Chcę być anonimowa – powiedziała. Dla ciebie, dokończyła w myślach. Nie możesz wiedzieć, kim naprawdę jestem, bo to prawdopodobnie zmieniłoby wszystko. Mimo wszystko jednak dosyć trafnie podsumował jej desperacką chęć zauważenia, pragnienie zostania prawdziwą malarką, zamiłowanie do pochlebstw na temat jej twórczości. – Uważam, że sztuka jest zbyt piękna, by egoistycznie zachowywać ją dla siebie, kiedy można nadać kolorów szarej, smutnej rzeczywistości.
Jej rzeczywistość nie była smutna, bo miała sztukę, a także bliskie osoby, na których jej zależało. Ale nawet na Pokątnej każdego dnia widywała mnóstwo smutnych, zamyślonych ludzi, idących bezmyślnie przed siebie, nie potrafiących dostrzec piękna i kolorów świata. Czuła się szczęśliwa i spełniona, widząc, że swoimi obrazami choć na chwilę ubarwiła czyjś świat.
- Dlaczego niedorzeczna? To zwykła ciekawość, chęć poznania drugiego artysty poprzez jego sztukę – rzuciła jeszcze, naprawdę żałując, że Philip tak bardzo bronił się przed sztuką, traktował ją niemalże jak zło konieczne, jako zakazaną pokusę, której trzeba się wstydzić i strzec ją przed światem. Czuła to wyraźnie podczas tej rozmowy. I miała wrażenie, że jakkolwiek sformułowałaby swoje prośby, mężczyzna nie miał ochoty ustąpić.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Alfred Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1679-alfie-parkinson#17486 http://www.morsmordre.net/t1693-magenta#17983 http://www.morsmordre.net/t1694-incendio#17984 http://www.morsmordre.net/f103-gloucestershire-cotswolds-hills-12 http://www.morsmordre.net/t1695-alfred-parkinson#17987
Wiedźma Straż
36
Szlachetna
Żonaty
Cynik i król bez miłości - to tylko tytuły.
10
17
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Danson Park   20.11.15 20:50

Rzeczywiście niespotykane, aby rodzina z takim otwartym podejściem do mugoli, wydziedziczyła kogoś za związek z nimi. Może próbowali podlizać się tej lepszej części szlachty. Innego wytłumaczenia Alfred na pewno nie znajdzie. Nie wiem również, czy istniał ród, którego Parkinsonowie bardziej nie tolerowali. Ani nie zachowywali się w porządku, ani nie byli bogaci, ani nie mieli w zasadzie żadnych wymagań i wartości. Dobrze, że ani on ani ona nie wiedzieli, kim są naprawdę. Wtedy różdżka nie służyłaby do odpalenia papierosa, ale do zaklęć, które mogłyby im zaszkodzić.
Gdyby pytała Alfiego, co jest pożytecznego wynika ze znajomości z mugolami, rzuciłby chyba od razu zaklęcie petryfikujące. Nie był ciekawy ich świata. Wierzył, że jest skażony, nie tylko krwią ale i brakiem myślenia. To nie był progresywny naród. Jeszcze niedawno wszyscy chcieli się wybić i to się odbiło nawet na czarodziejskiej społeczności. Mugoloznawstwo już jako dzieciak traktował jak tortury, a jego ojciec na pewno kłóci się z podstawą programową z Ministerstwem Magii i próbuje wycofać ten przedmiot z programu nauczania. Patrząc na urodę Julie, chciał ją porwać w swoje ramiona, opowiadając, jaki świat mugoli jest straszny i niedobry. Nie patrząc ani na jej wiek ani na „przeklęty” talent porwałby ją do tańca, och, czego by z nią nie robił. Nie chciał tłumaczyć, że dla niego sztuka to też życie. Każdego dnia ktoś życzył mu źle. Sztuką było przetrwać i nie zwariować. Chociaż ze względu na swoją pracę często musiał odwiedzać Samaela Avery’ego, to unikał go jak tylko możliwe. Skrajne emocje dawały mu niesamowitej motywacji. Wykorzystywał każdy dzień, przestał bać się żyć. Ale to zawdzięczał tylko metamorfomagii. Jako Alfie nie mógł pozwolić sobie na wiele rzeczy. Szlachcicowi nie wypadało „być szczęśliwym” tak w niepohamowany, szaleńczy sposób.
- Zamknij oczy i przypomnij swój najlepszy obraz, to właśnie będzie twoim przeznaczeniem – znalazł się myśliciel. Wiedział niby wszystko najlepiej, sam rysował ludzi zamkniętych w smutku i wiedział, że nie odnalazłby się w niczym innym. Źle zadała to pytanie. Wciąż wertował w pamięci obrazy w wili Parkinsonów. Szukał, szukał jej podpisu. Skoro kupił jej obraz, to musiał być wyjątkowy. Zapamiętał go, ale… Ich było tak dużo. Wszystkie musiały idealnie pasować do bieli i zieleni.
- Lubię jak zatracasz się w martwej naturze, w czymś codziennym, ale jednak… innym – i wtedy sobie przypomniał. I podpis, i obraz. Ale w jego pamięci nie zapadła dziewczyna, która go malowała. Nie widział tej twarzy ani jej postury. Może obraz był zbyt wyjątkowy, żeby skupiać swój wzrok na malarzu? Nie kojarzył jej jako Lyry Weasley, kojarzył ją tylko z obrazem, który miał w domu.
- Udowodnij, nawet mówiąc to drzy ci głos, nie kłamiesz za często, to widać – Parkinson nawet ten udawany nie mówił zbyt wiele. Julie pragnęła sławy, chciała się rozwijać, malować jak najlepiej, dbała o każdy szczegół. A Alfie w sztuce znajdował zupełnie inny spokój. Chciał tylko wyciszenia, zrozumienia własnych emocji.
- Bycie egoistą jest równie piękne – skwitował, gasząc papierosa na ramieniu ławki. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Nawet nie zauważył, jak ten czas minął. W Julie było coś intrygującego. Nie potrafił jej rozgryźć, nie pomyślał nawet, że może metamorfomagów jest więcej i że może jakiekolwiek kiedyś spotkać.
- Sztuka to intymność. Prosisz mnie o coś takiego jakby ja teraz uklęknął i zaproponował ci małżeństwo – nie miał ochoty ustąpić, a niedorzeczność zaczęła tańczyć między nimi.






If I risk it all,
could You break my fall?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Danson Park   21.11.15 13:55

Lyra zdecydowanie nie chciałaby, by ich spotkanie skończyło się w taki sposób. Nie chciałaby się przekonać, że artysta, z którym korespondowała i rozmawiała o sztuce, w rzeczywistości był osobą tak nietolerancyjną, skrzywioną, gotową żywić do niej niechęć tylko dlatego, że nosiła nazwisko Weasley i nie nienawidziła świata mugoli. Nie chciałaby także być zmuszoną do bronienia się przed zaklęciami podczas spotkania, które przecież miało być przyjemną pogawędką o malarstwie. W ogóle trudno było jej sobie wyobrazić tak dalece posuniętą nietolerancję.
Zamyśliła się na moment. Jaki obraz był jej ulubionym? Mimo krótkiej przygody z malarstwem, namalowała ich sporo i trudno było jej wybrać jeden najbardziej ulubiony. Wiele z nich miało w sobie coś, co jej się podobało, z kolei do innych podchodziła krytycznie.
- To chyba był któryś z moich pejzaży – powiedziała w końcu, przywołując go w pamięci. Sprzedała go, chyba kiedyś musi namalować podobny do powieszenia w swoim pokoju, o ile uda jej się po raz drugi odtworzyć go tak samo. Miała dobrą pamięć do odtwarzania szczegółów malowanych krajobrazów, co było bardzo pomocne, kiedy malowała w mieszkaniu lub na Pokątnej. Często też wspierała się szkicami wykonywanymi naprędce w miejscach, które chciała uwiecznić na płótnach, by jak najlepiej oddać rzeczywistość.
Nie pamiętała już, jaki dokładnie obraz sprzedała siedzącemu naprzeciwko mężczyźnie, nawet o tym nie wiedziała, skoro zapewne zamówił go, będąc w innej postaci.
Rzeczywiście, raczej nie była osobą lubiącą często posuwać się do kłamstw. Jeśli to robiła, to tylko wtedy, kiedy wymagała tego sytuacja, kiedy usprawiedliwiała się jakąś wyższą koniecznością. Była dziewczyną szczerą i prostolinijną. Ale dzisiaj przecież cała jej powierzchowność była jednym wielkim kłamstwem. Oboje byli kłamcami.
Philip nie musiał postrzegać sztuki w ten sam sposób, co Lyra. Miał wszystko, posiadał ugruntowaną pozycję w magicznym świecie, nie musiał martwić się o stabilną przyszłość, jak dziewczyna, dla której malarstwo było szansą na wybicie się: zarówno w kwestii rozwoju talentu, jak i stabilizacji materialnej. Nie musiałaby wyrzekać się przyjemności, chodzić w znoszonych sukienkach i znosić pobłażliwych spojrzeń. Więc tak odbierała malarstwo: nie tylko jako wielką pasję, ale i jako szansę na lepsze jutro.
- Może – skwitowała cicho, leciutko przygryzając wargę. Żałowała jego odmowy, ale zrozumiała, że nic więcej nie wskóra, na nic więcej niż atramentowy portret nie mogła na razie liczyć. – Oczywiście, nic takiego nie proponuję. Po prostu najwyraźniej mamy różne podejścia do sztuki.
Także powiodła za jego spojrzeniem, zauważając, że niebo na zachodzie mieniło się już odcieniami różu i pomarańczy, a słońce wkrótce miało zajść. Także nie zauważyła, kiedy ten czas minął; kiedy tu przychodziła, było popołudnie.
- Chyba muszę już wracać – powiedziała nagle, znowu zerkając na mężczyznę. – Dziękuję za miłe spotkanie, Philipie. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy?
Schowała szkicownik do torby i wstała z ławeczki. Posłała mężczyźnie lekki uśmiech, po czym, pożegnawszy się z nim, ruszyła ścieżką, zamierzając wrócić do mieszkania brata. Dopiero tam przybrała ponownie swój normalny wygląd.
A kiedy wieczorem kartkowała szkicownik, by w blasku stojącej na biureczku świecy obejrzeć szkic wykonany przez Philipa w parku, nie potrafiła go znaleźć. Za jej rysunkami znajdowały się wyłącznie czyste strony i żadnej z nich nie znaczył atramentowy portret.
To było naprawdę dziwne.

zt.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Danson Park   25.11.15 19:41

A iść po bułki to już nie łaska.
Ostatkiem sił powstrzymał się od westchnienia. Zmarszczył nieznacznie brwi, próbując utrzymać na twarzy neutralny wyraz i rozgonić tym samym mącące spokój myśli. Ile już był? Tydzień? Kilka tygodni? Niecały miesiąc? Tyle czasu wyjadał z jego własnego garnka, sprowadzając w zamian wyłącznie nieszczęścia. Ale ruszyć się, zrobić coś - nie! Bo po co? ON musiał chodzić tam i z powrotem, robiąc za chłopca na posyłki w sprawach zarówno zawodowych jak i prywatnych. Przynieś, kup, napisz i jeszcze zarób na mieszkanie. Posprzątaj. Ilość przytłaczających go rzeczy niweczyła jakąkolwiek radość z chwilowego spaceru, kiedy wracał do domu okrężną drogą, trzymając w ręce pełną zakupów torbę. Malowniczy widok nie przyciągał jego spojrzenia; nie wywoływał emocji tak jak zawsze, nie urzekał intensywną zielenią drzew i pomarszczoną, falującą taflą wody. Wszystko wydawało się dziwnie obce i pozbawione głębi - prawdę mówiąc, czuł się całkowicie odosobniony nawet wśród przechodzących koło niego ludzi, którzy przewijali się jeden za drugim, pogrążeni we własnych sprawach. On również był pogrążony - w problemach narzekań, w tym, że nawet wolne chwile musiał poświęcać na rozmaite, prozaiczne czynności, o jakich normalnie nie chciał w ogóle słyszeć. Mimo tego każdy stawiany krok zdawał się rozwiewać kłęby negatywnych emocji, powoli lecz systematycznie skupiając uwagę mężczyzny na otaczającej go rzeczywistości. Generalnie miał w zwyczaju już z samej zasady narzekać, mimo że nie było to dla niego do końca prawdziwym stwierdzeniem. W końcu - nawet chodzenie po zwyczajne pieczywo mogło mieć swoje zalety, jeśli dało się wówczas spotkać pewną interesującą kobietę (a od tego towarzystwa nie stronił już w zupełności). Ogarnął go chwilowy spokój, mącony jedynie przez rzeszę hałasującego ptactwa. Przeklęte kaczki. Zatrzymał się na moment, mierząc ptaki przenikliwym spojrzeniem. Paciorkowate oczy również odwzajemniły ten gest, a jedno zwierzę - z dziwaczną wręcz śmiałością - skróciło odrobinę dzielący ich dystans. Jedna brew Daniela uniosła się ku górze; nie wiedział już, czy ma przewidzenia czy rzeczywiście jakiś pomysł zagościł w tej pokrytej piórami głowie.
- Nawet o tym nie myśl - mruknął cicho, niemal niesłyszalnie; nadal nie spuszczając z ptaka wzroku. Nigdy nie był z natury ufny - nie miał w końcu zamiaru robić dla niego wyjątku.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
you're the water to quench my throat
and if i never let you go
will you keep me young?
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Danson Park   25.11.15 21:30

Nauczyła się już pewnego rytuału. Zawsze we wtorki, czwartki i soboty wstawała nieco wcześniej, by złapać w piekarni kilka swoich ulubionych bułek z ziarnami słonecznika i słodkich ciastek owsianych z żurawiną. Gdyby nie fakt, że po drodze zawsze spotykała pewnego mężczyznę, to już dawno zrezygnowałaby z tych szalonych eskapad, na których jej portfel cicho łkał w torebce, przypominając jej w ten sposób, że razem z końcem miesiąca, kończy się też jej skromna, wakacyjna wypłata. W związku z tym, że wciąż nie miała pomysłu jak "stworzyć" drzewo, na którym rosłyby galeony, musiała tym razem ograniczyć się tylko do jednego ciastka i trzech bułek.
- Nie lubisz kaczek? - spytała nagle, pojawiając się u jego boku niczym cień, smuga mdłego światła, które zdawało się bić od jej jasnej, kwiecistej sukienki do kolan. Rzuciła parę okruchów kwaczącemu ptakowi i spojrzała na Daniela z ciepłym uśmiechem na ustach.
Nie zawiódł jej i tym razem. Znalazł się w tym samym parku, co ona, wybrał tę samą ścieżkę, co zawsze, tylko rozminęli się w piekarni godzinowo. To nic. Ważne, że jednak znów się spotkali.
Pomyślała, że to dobry moment, by choć na chwilę przestać myśleć o Rossie. O tym, że od dnia urodzin Eileen, nie napisała ani jednego listu, nie wysłała chociażby pocztówki, fraszki czy wierszyka. Zachowała się tak, jakby zupełnie zapomniała o piętnastym dniu sierpnia, o tym jednym, jedynym w roku, takim specjalnym, w którym wychodziły razem na herbatę i opowiadały o tym, co przeżyły od momentu ostatniego rozstania. Brakowało jej tego. Tej kobiecej, siostrzanej duszy, która siadała obok i wystarczyło jedno spojrzenie, by Ellie była dla niej niczym otwarta księga.
Nadal jesteś zakochana. I to tak po uszy. Po te królicze, Eileen. On naprawdę musi być niesamowity.
I chociaż wtedy udawała podirytowaną jej słowami, bo Rossa jako jedyna znała jej mroczny sekret, to w duchu cieszyła się, że była kimś, kto to rozumiał. Sama przecież wpadła we wnyki miłości dawno temu i do tej pory nie udało jej się z nich wydostać.
A teraz... teraz nie była podirytowana, nie miała ku temu powodu. Była za to do trzewi zmartwiona, czuła rosnący z dnia na dzień strach w związku z opóźniającym się listem, w którym Rossa stukrotnie przeprasza Eileen za ten okropny uczynek, którego się dopuściła.
Dlatego dziękowała w duchu Merlinowi za to, że Daniel Kreuger, znajomy dziennikarz, nie zrezygnował z porannej podróży po bułki i znów spotkała go na swojej drodze.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Danson Park   26.11.15 13:42

Daniel Krueger był - z wyjątkiem uczuć - osobą niezwykle schematyczną. Wszystko funkcjonowało u niego na wzór ustalonego planu, z odstępstwami jedynie w ostateczności. Choć miał w zwyczaju pojawiać się i znikać, niby cień wędrujący między sylwetkami, w rzeczywistości zajęcia były przez niego wykonywane systematycznie, w jednym cyklu, aby wypełnić całość zamierzeń. 
Obsesja? Przyzwyczajenie? Czy mógł wyjść na dziwacznego natręta? Spotkania wynikały same z siebie, jakby były z góry zapowiedziane, jakby przelotne natknięcie się i zadanie kilku pytań było nieodzowną, milczącą umową. Zwyczajną do bólu, lecz zarazem niezwykłą. Zajmującą. Zdarzało się, że nęciło go ku czemuś więcej, lecz zawsze rozchodzili się, ruszając z powrotem w swoje życie. 
A teraz pojawiła się nagle, na ułamek chwili wprawiając go w lekką dezprientację. Drgnął nieznacznie - odwrócił wzrok niemal od razu, kiedy luźno rzucone pytanie zagnieździło się w jego uszach. 
- Jeśli już, to ze wzajemnością - odparł, poniekąd nadal skupiony na rozpościerającym się przed nim widoku. Drobne przebłyski światła igrały pośród powierzchni wody, poruszając się wraz z każdą przebiegającą miarowo falą. I co się gapisz? Zmierzył już po raz ostatni wzrokiem ptaka. - Nigdy nie miałem ręki do zwierząt.
Nawet własna sowa była dla niego złośliwa; przyznał to gorzko, mimo że podzielił się tą opinią bardziej żartobliwie niż w charakterze oficjalnym. 
Miała piękny uśmiech. Do tego stopnia, że czuł się przy niej jak idiota, który mógł co najwyżej obnażyć zęby w odwzajemnionym geście, wyglądając jak wyszczerzony, pokraczny rekin. Uniósł jednak kąciki ust ku górze - niewymuszenie, nadal pełen spokoju, pozbawiony negatywnych emocji. 
- Widzę, że też zakupy - zaczął, by jakoś nawiązać rozmowę. - Czy może raczej spacer? 
Minęli się, lecz natknęli właśnie tutaj. Cóż. Prawdę mówiąc, chętnie by jej potowarzyszył przez chwilę dłużej. Jeśliby tylko mógł, ale... Dlaczego? Potrzeba pojawiła się gdzieś wewnątrz, lecz nie przyniosła ze sobą żadnego uzasadnienia. Kto wie? Może chciał jakoś umilić sobie czas? Nie miał ochoty tak zwyczajnie odejść. Nie umiałby. To było dziwne, ale odczuwał wrażenie, jakby wszystko w całej tej normalności, jednoczenie znacznie się różniło.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
you're the water to quench my throat
and if i never let you go
will you keep me young?
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Danson Park   27.11.15 18:36

Eileen, mimo że nie była zwolennikiem tkwienia w ciągłych schematach, doskonale je znała i często im ulegała. Zazwyczaj dotyczyły roślin, bo one nie akceptowały niewierności czy głupich wymówek w stosunku do niewypełnionego obowiązku. Przy nich nauczyła się pamiętać o trywialnych, ale wyjątkowo ważnych rzeczach - no bo jak inaczej nazwie się podlewanie czy przesadzenie rośliny do większej doniczki? Takie drobne schematy przeniosła szybko na ponurą codzienność, niektóre wypełniała z bólem, a inne... inne polubiła.
Tak, jak poranne wychodzenie "po bułki" i niby to przypadkowe odwiedzanie parku znajdującego się po drodze. Na początku nie było w tym widać ani grama regularności, raz wychodziła w poniedziałek, innym razem w piątek, a innym razem nie wychodziła przez kilka dni z rzędu. W końcu jakoś tak się stało, że w parku ukazała jej się znajoma sylwetka dziennikarza, który jej i ojcu pomagał w obróbce tekstowej ich wspólnego przewodnika po magicznej florze. Jedna rozmowa, potem następna, po niej jeszcze kilka... i schemat wrył się w jej pamięć niczym słowa skrobane piórem na pergaminie.
- Ja też nie - zdradziła, zawijając za ucho falujące na delikatnym wietrze włosy. - Ale kaczki wydawały mi się zawsze takie nieszkodliwe... stare wyjadaczki.
Na dłuższy moment utkwiła wzrok w jego twarzy, by dobrze mu się przyjrzeć. Zmienił się przez te kilka dni od czasu ich ostatniego przypadkowego spotkania. Może przybyło mu nieco pogody na twarzy, tańczącej gdzieś w drgających od uśmiechu kącikach ust. Może przybyło mu kilka szorstkich włosków w zaroście, może oczy zalśniły nieco bardziej niż zwykle. Sama nie miała pojęcia, dlaczego zwracała uwagę na takie rzeczy. Tak drobne i banalne, ale nadające kształt i odpowiednią barwę.
- Jedno i drugie - jej uśmiech poszerzył się znacznie, jakby ten prosty temat ich rozmowy zaczął ją niezmiernie bawić. - Chociaż wydaje mi się, że nie wychodzę już po zakupy tylko po to, by je kupić, ale też po to, by sprawdzić czy i tym razem twoje nogi staną w tym parku i na tej ścieżce. Cieszę się, że jednak się nie pomyliłam.
Nieco mocniejszy wiatr zwiastujący niechybnie nadciągający wrzesień, zmusił ją, by zaczesała lekkim gestem włosy do tyłu i oszczędziła swoim oczom tego irytującego kontaktu z nimi.
- Skoro już znaleźliśmy się w takich okolicznościach, które są łudząco podobne od tych z ostatniego wtorku, to może opowiesz mi, co takiego ciekawego dzieje się teraz w twoim życiu? - zachęciła go do odpowiedzi swoim ciepłym uśmiechem.
Lubiła słuchać jego głosu. Zalegał w głowie przyjemnym, barytonowym ciężarem.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Danson Park   28.11.15 15:49

Obserwator. To słowo określało go najlepiej, zawierając w jednej, zlepionej formacji liter sposób postrzegania świata, wyciągania wniosków, poglądy - ogółem mówiąc wszystko. Powolny lecz konsekwentny. Skrupulatny. Taki właśnie był; potrafił zatrzymać się na moment, wszystko poddając dogłębnej analizie. Nie dzielił się wynikami od razu, był ostrożny, nie narzucał się, występując raczej w charakterze przybysza. Szczegóły, pozornie niezauważane, miały dla niego ogromną wartość, myśli, często ukryte wśród całego dystansu, jednocześnie ujawniały się w drobnych, pośrednich stwierdzeniach. Umiał widzieć zarówno całościowo jak i oddzielnie, łącząc ze sobą wszystko, by doprowadzić do wyciągnięcia konkretnych wniosków. Nie należał do osób, które z góry pokazywały swoje zaangażowanie, które z góry w ogóle pokazywały cokolwiek. Ktoś powiedziałby, że niezwykle swobodne podejście do życia całkowicie temu przeczy, ale... Dzięki temu mógł wybrać osoby, jakie rzeczywiście chciały jego towarzystwa. Dostosowywał się. Balansował. Wybiegał krok naprzód, jednocześnie pozostając z tyłu i pozwalając rozmówcy na wykonanie ruchu.
Znajdując się pośród zieleni, w pobliżu wody, której ruchoma tafla uwieczniała na powierzchni ich rozmazane sylwetki, pośród odzywających się co jakiś czas ptaków, mieli czas zachować tę chwilę zupełnie dla siebie. Jeden moment, przelotny ale zarazem ważny, nieistotny - choć nieodzowny, bez znaczenia - ale ze skrytym gdzieś między prostymi zdaniami sensem. Przystanąwszy na moment, mając czas dla piękna; piękna natury, piękna wyzbycia się nieustannego pośpiechu, piękna kobiety, którego na pewno nie umiałby odmówić. Podziwiał zdecydowaną ich część, choć tylko niektóre zasługiwały na miano wyjątkowych. Czy na pozór zwykłe spotkania w sklepie, w parku, mogły wskazywać na określenie w owy sposób? W pewnym sensie, niewątpliwie tak.
- To ciekawe - stwierdził po chwili, mrużąc przy tym delikatnie oczy. Promienie słońca wdzierały się przez źrenice, rażąc niekiedy swoim zbyt intensywnym blaskiem. - Zdaje się, że mamy ze sobą trochę wspólnego.
Nie brał tego wszystkiego do siebie, lecz... Właśnie. Czekał. Czekał na to, co przyniesie czas. On może jedynie zadbać o to, by wytworzyć mu odpowiednią sytuację.
- Staram się nie zawodzić.
Część myśli błąkała się po jego głowie, lecz próbował za wszelką cenę je uciszyć. Jakiś czas temu, co prawda, był w dość przygnębionym stanie, siłą zmuszając się do normalności. Sprawa z bratem pozbawiła go sił, lecz teraz ponownie miał okazję odetchnąć i na nowo składać z porozrzucanych kawałków własne życie. Wszystko wydawało się takie jak dawniej.
- Raczej nic godnego specjalnej uwagi - przyznał. Bo rzeczywiście, co takiego? Praca, praca i jeszcze raz praca. Denerwująca obecność wuja, kilka spotkań, nic, co dałoby się uwiecznić w formie ciekawej historii. - Poza faktem, że będę mógł liczyć na więcej wolnego czasu. Ciężko miejscami go zagospodarować, ale przynajmniej mogę miło spędzić część poranków.
Sekundy zdawały się wydłużać, a reszta wydawała się jedynie tłem, kiedy spoglądał na jej osobę. Nie zastanawiał się już nad tym, że zaraz prawdopodobnie znowu się rozejdą, że znowu nawiedzą go poprzednie problemy, przytłaczając swoim nieprzyjemnym ciężarem.
- Powiedz lepiej, co u ciebie. Myślałaś może nad nową książką? - nie wiedział, skąd wzięło się postanowienie tego pytania; może przez fakt, w wyniku jakiego się poznali? Zawsze uważał Eileen za osobę z pasją, dlatego nie sądził, by skończyła się ona tylko na jednej publikacji.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
you're the water to quench my throat
and if i never let you go
will you keep me young?
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Danson Park   29.11.15 21:59

Nie do końca potrafiła go rozgryźć, stanowił dla niej zagadkę, którą starała się systematycznie i dogłębnie badać, chociaż wcale tego po sobie nie pokazywała. Nie dopytywała się o jego życie z uporem maniaka, który miast zachęcać do rozmowy, skutecznie odstraszał. W skrytości swych myśli starała się analizować  i łączyć ze sobą fakty, by w końcu ujrzeć cały, pełny obraz jego sylwetki. W rozmowie dopasowywała się do niego, by i w ten sposób próbować odgadnąć, co mu tam w głowie siedziało, gdy z nią rozmawiał. Nie miała mu za złego tego, że tak zdawkowo czasami opowiadał o swoim życiu. Bawiła się tym jak małe dziecko, które zmuszane jest do intensywnego myślenia nad określoną sytuacją. I wcale jej to nie przeszkadzało.
Na jej różanych ustach po raz kolejny zakwitł uśmiech. Zaskoczył ją swoimi słowami, oczywiście w ten pozytywny sposób! Czyżby właśnie zgrabnie wsunął między wiersze swojej wypowiedzi sugestię mówiącą o tym, że cieszył się z tego spotkania? Do tej pory nieuchwytny, rzucający neutralne spojrzenie, zmuszający kąciki swoich ust do uległości, tym razem nieco bardziej się przed nią otworzył? A może to było tylko złudzenie? Sygnał, który błędnie odczytała?
- W takim razie powinnam ci go zazdrościć – mówię o czasie, bo ja będę miała go coraz mniej. Wielkimi krokami zbliża się do nas wrzesień, a razem z wrześniem horda małolatów będzie udawała, że zielarstwo sprawia im ogromną przyjemność – zachichotała cicho.
Wykonała jeden, prosty ruch, ale zdaje się, że sporo wkładający w ich dotychczasową znajomość  - wsunęła dłoń pod jego ramieniem i wykonała krok w stronę alejki, by zachęcić go w ten sposób do spaceru. Odczuwała jakąś dziwną satysfakcję z tego, że dotykała jego ręki. Tej, której do tej pory nie zdołała musnąć, nie ośmieliła się; byli zbyt daleko od siebie, by mogła nawet próbować to zrobić. Natchnęło ją w jednej chwili i nie mogła się temu oprzeć.
- Czytasz mi w myślach – podniosła na niego wzrok. Był całe dziesięć centymetrów od niej wyższy! – Myślałam nad nową publikacją, ale nie znalazłam jeszcze do niej odpowiednich materiałów, dlatego odwlekam to w czasie. Twoja pomoc w korektach jest nadal aktualna?
Miała zamiar zadawać mu sporo pytań, by dać mu możliwości odpowiedzi, a przy tym zagwarantować sobie możliwość usłyszenia jego przyjemnego głosu. On w pewien sposób… czyścił jej myśli, klarował je, pomógł w układaniu ich na odpowiednich półkach w jej ogromnej bibliotece myśli.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Danson Park   02.12.15 23:05

Poznawanie ludzi było zawsze ciekawym procesem, który powoli dopełniał się, miarowo, wspierany przez gesty i towarzyszące na każdym kroku odczucia. Wzrastał, formował się, by przybrać kiedyś właściwy sobie kształt - przyjaźni, nienawiści, sympatii albo nawet wręcz chorego fanatyzmu. Ze wszystkiego dało się wyciągać wnioski - cały czas należało balansować na płaszczyźnie interpretacji, która niekiedy potrafiła być niezwykle chwiejna. Niepewna. Cienka linia odgradzała dwa konkretne wnioski, formowała w głowie szeregi pytań, które z niecierpliwością domagały się odpowiedzi. Ale one nie nadchodziły lub pojawiały się zbyt powoli, wyłaniając dopiero po jakimś czasie z mglistych zwątpionych terenów. Lubił grać. Bawić się słowami, formować je w dwuznaczne wypowiedzi, kreując niczym plastyczną masę, podatną na wszelkie, zgodne z wyobraźnią działania. Lubił, gdy jego zmysły były poruszone, gdy usiłowały wychwycić choćby drobne zmiany, lubił nie nudzić się, tylko podejmować za każdym razem kroki, wczuwając się we własną rolę na scenie teatru, któremu na było imię rzeczywistość. Lubił niedomówienia; jednocześnie walczył wtedy z zachłannością, która chciała w swojej żądzy zagarnąć wszystko niemal od razu. Eileen była osobą, którą, jak to zwykle ujmował, interesował się. Nigdy nie potrafił stwierdzić, czy ten posyłany w jego stronę uśmiech, był tylko przejawem sąsiedzkiej sympatii czy może jednak kryło się za nim coś znacznie więcej, co dopiero miało wyniknąć, do tej pory stłamszone przez wyłączność przypadkowych spotkań. 
Jedna strona szeptała cicho, że przekracza możliwe granice. Jesteś okropny, Krueger, unosiło się gdzieś niczym szmer w jego wnętrzu; druga zaś odpowiadała śmiechem, wlewając uczucie prostego w swej definicji zadowolenia. Zdziwił się początkowo, gdy dłoń Eileen dotknęła jego ramienia. Mięśnie napięły się - jednak wyłącznie przez ułamek chwili, potem na nowo się rozluźniając. Dziwna, ustawiona między nimi bariera, zaczynała powoli pękać. Zdawało mu się, że słyszy, jak jej drobne kawałki opadają powoli, rozbijając się o podłoże jak kawałki kruszonej, szklanej struktury. Coś się zmieniło. Na pewno. Czuł to - jakby jego spojrzenie, jej spojrzenie, wyrazy twarzy, odwzajemnione uśmiechy... Stały się zupełnie odmienne od tych widzianych przedtem. Gest kobiety, poniekąd śmiały, na swój sposób go zaskoczył. Równocześnie jednak tworzył podwaliny nowego punktu widzenia, pociągał za odpowiednie sznurki, kontynuując zabawę w odkrywanie
- Oby nie. - Uśmiech odrobinę się poszerzył, odsłaniając częściowo szereg zębów. Mężczyzna szedł przed siebie powolnym krokiem, nigdzie najwyraźniej się nie spiesząc. - Wierz mi, nie chciałbym nikomu czytać w myślach.
Wszystkie inne szczegóły nie miały już prawa istnieć - odbierane bodźce ograniczały się wyłącznie do najbliższego otoczenia, rejestrując wszystko uważnie, odnotowując każdą sekundę, zastanawiając się... Nad innością tego, co miało okazję się między nimi rozgrywać.  
- Tak długo, jak aktualne są spotkania w celu jej omówienia - przyznał, nadal nie rezygnując z lekkiego skierowania kącików ust ku górze. - Moja sowa przejawia tendencję do złośliwego wysyłania listów nie tym osobom, co trzeba - wyjaśnił, niby najzwyczajniej w świecie, bez większego zabarwienia emocji. - Mam nadzieję, że nie będziesz przeciwna takiemu rozwiązaniu. - Spojrzenie mężczyzny wydawało się być bardziej intensywne od poprzedniego, zastygłe w wyrazie oczekiwania na mającą pojawić się odpowiedź.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
you're the water to quench my throat
and if i never let you go
will you keep me young?
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Danson Park   07.12.15 15:09

No dobrze, rozłożyli na stole układankę złożoną z dziesiątek tysięcy elementów, a każdy z nich przedstawiać miał cząstki ich charakterów, ich gesty, drobne zmiany w mimice twarzy, zmarszczki tworzące się w okolicach oczu przy każdym, choćby najmniejszym uśmiechu. On układał z tych małych kawałków jej sylwetkę, a ona jego. Oboje powoli odkrywali siebie, zgadując i analizując. I chociaż wyglądało to na bardzo mozolne i pracochłonne zajęcie, to mogło sprawić im naprawdę wiele... satysfakcji. Eileen podeszła do tego z zaciekawieniem, badając grunt, po którym stąpała. Wzbraniała się jednak przed zbytnim zaangażowaniem, jakby bała się, że ciągnąc za jedną linkę puści tę starą, do której trzymania tak bardzo się przyzwyczaiła.
- Wychodzisz poza ramy szarego społeczeństwa, Daniel. Jest wiele osób, które z chęcią posiadłyby dar czytania w umysłach innych. Aczkolwiek ja chyba podpisuję się pod tymi słowami. Nie chciałabym wiedzieć, co tak naprawdę myślą o mnie uczniowie. - przyznała cicho.
Czasami i bez tego udawało jej się odgadnąć, co też siedzi w głowach tych niepokornych dzieciaków. Edukacja była zła, nauczyciele byli źli, książki, zadania, wypracowania i nauka też były złe. Wiedziała, że to było takie niepisane prawo młodych uczniów - narzekać na system, bo... bo tak. I chociaż starała się umilić im naukę w każdy możliwy sposób, to i tak zawsze znalazła się jakaś jednostka narzekająca.
Delikatnie uniosła brodę, by spojrzeć mu w oczy. Oh... coś się zmieniło, wyczuła to. Coś, czego nie potrafiła nazwać. Jeden bodziec, który zakuł jej uśpioną dotąd podświadomość.
Kąciki jej ust drgnęły ku górze, rzeźbiąc na jej twarzy uśmiech pytający o zamiary drogiego pana dziennikarza. Co on jej proponował?
- Nie będę, jeśli takie rozwiązanie przyniesie tylko pozytywne skutki. - odpowiedziała, oblekając swój głos w cieniutką łunę kruchej cierpliwości. - Niesamowite, że nie powiedziałeś nic nadzwyczajnego, a mnie już skręca z ciekawości.
Roześmiała się cicho. Zaczęła myśleć nad dopasowaniem do jego obrazu kolejnego elementu układanki.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Danson Park   08.12.15 21:00

Musiał przyznać, że był zadowolony. Jego ciało sprawiało wrażenie lekkości, kiedy szedł powoli wzdłuż parku, czując na twarzy orzeźwiające tchnienie wiatru. Pęd powietrza wnikał między włosy; odrobinę stroszył kosmki, nadając im tendencję do wyginania się w różnych kierunkach. Idąca tuż obok kobieta stawała się dziwnie bliska - a może było to wyłącznie odnoszone w wyniku zamroczenia wrażenie? Złudzony klimat parku i widoku uśmiechniętych twarzy, które rozmazywały się w wyniku skupienia na wyłącznie jednej sylwetce. Jednej, konkretnej, dostępnej a jednak nieodgadnionej. Przyznałby, że chętnie poznałby choć ułamek jej myśli. Nawet za dużą cenę, bo pragnienie odczytania różnych gestów, odkrycia krążących wewnątrz głowy zdań i spostrzeżeń, było naprawdę silne, niemal rozpalające wnętrze ognikami nieustannie pojawiającej się chęci.
- A inni? -  zauważył, wytykając tym samym nieporuszoną kwestię. - Wiedza mogłaby być przydatna. Ale nie dawałaby radości.
Ale kusiła, dodał w myślach. Uczucie było nadal obecne, nie opuszczało go ani na chwilę. Co, jeśli to wyłącznie przewrażliwienie? Ale pierwsza bariera została złamana, tak przynajmniej szeptała mu podświadomość. Rzeczywiście, jakby się zastanowić, wiele rzeczy uległo zmianom. Nawet ta jedna, prosta i prozaiczna, że nigdy nie zdołali zetknąć się w bezpośrednim dotyku. Natura obserwatora nakazywała Danielowi czekać. Podpowiadała cierpliwość, tak jak zawsze, stawianą na równi z przystosowaniem. Wtapiał się w wizję, równocześnie nie pozwalając się wepchnąć do przysłowiowej szufladki stereotypów. Bo nie dało się go określić, podobnie jak sam nie mógł określić Eileen, miłej, ujmującej i tajemniczej, z uśmiechem malującym się na wygiętych ku górze wargach.
- Cóż, o ile ktoś lubi odkrywać, choć ciebie nie posądzałbym o inny wybór - stwierdził. Szczerze mówiąc, podziwiał Eileen za jej pasję. Zielarstwo nigdy go nie pociągało, wydawało się wręcz mozolne, kiedy należało stać nad roślinami, zapewniając im odpowiednią opiekę. Dodatkowo należało włączyć do tego wiedzę na temat różnorodności florystycznego świata i rozpoznawania niekiedy zbliżonych do siebie wyglądem gatunków. Ale nie uważał z góry, że zielarstwo jest nieciekawym zajęciem. To po prostu nie była jego bajka.
- Naprawdę? - zapytał z widocznym lekkim rozbawieniem. Uniósł nieznacznie brwi.
- Raczej moja strona jest tą zaciekawioną. Ja tylko odpowiadam za korektę. - Skwitował, ujmując w jednym zdaniu cały swój skromny udział.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
you're the water to quench my throat
and if i never let you go
will you keep me young?
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Danson Park   10.12.15 18:58

Wykonała jeden krok do przodu i nagle nadała swojemu ciału nowy rytm, nowy zakres obowiązków i praw, jej myśli zaczęły wędrować dalej, jakby wypuszczone ze smyczy. A co, gdyby zrobić jeszcze jeden krok? Choć maleńki, najmniejszy. Zacząć się śmiać tak, jakby znali się wieki, zacząć patrzeć na siebie w nieco inny sposób, ten bardziej otwarty, rozszerzający horyzonty, poszerzający spektrum możliwości. Co, gdyby...?
Oh, chwila, Eileen, czy ty zaczynasz myśleć o tym tajemniczym dziennikarzu w tych kategoriach? Tak, dokładnie tych, które przez długi czas trzymałaś zamknięte i zarezerwowane tylko dla jednego człowieka? Dla tego nieuchwytnego, niczym kornwalijski wrończyk, celu? Czy ty właśnie wyszłaś poza granice, które sama sobie ustaliłaś?
Zwątpiła w siebie na tę chwilę, chociaż uśmiech na jej ustach nie zwiastował żadnej zmiany, żadnej bitwy, która właśnie rozpoczęła się w jej sercu.
- Inni? Na przykład... - przymrużyła lekko powieki, przyglądając się spod zasłony rzęs. - Oh... czyżbyś chciał wiedzieć, o czym myślę?
Strzeliła. Zasłoniła sobie oczy czarną wstęgą i zwyczajnie strzeliła. Ale czy trafiła? Czy kula przebiła punkt chociażby niedaleko dziesiątki? W gruncie rzeczy nie wiedziała, co też siedzi w tej dziennikarskiej główce, gdzie pędzą te dziennikarskie myśli i o jakie haczą tematy. Mogła się tylko domyślać, próbować skrupulatnie dopasowywać do ciebie te elementy układanki, które na bieżąco zdobywała.
Albo zrobić krok do przodu. Wyjść z tego parku, chociaż wizyty w nim sprawiały jej zawsze ogromną przyjemność, znaleźć się nieznanym miejscu i okolicznościach. Poznać coś nowego, ale nie w samotności.
- No tak, jestem odkrywcą - przyznała. - Ale wydaje mi się, że i tobie nie mogę odmówić tego tytułu. Ale pozwól, że jeszcze przez chwilę będę mogła się pomęczyć w odgadywaniu twojej zagadki.
Wyprawa po bułki zakończyła długą rozmową, przy której obeszli staw znajdujący się na środku parku chyba ze trzy razy. Eileen jednak nie miała przeciwko temu absolutnie nic. Tylko czuła to dotkliwe kłucie głęboko skrywanej ciekawości, kiedy po raz kolejny się rozchodzili.

| zt x2




handmade
love


Powrót do góry Go down
 

Danson Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17