Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Kuchnia   01.12.16 20:02

Centrum domu

Najobszerniejsze pomieszczenie w mieszkaniu robiące za kuchnio-jadalno-salon. Wygląda przede wszystkim głównie jak kuchnia, której centrum stanowi stoliczek - to przy nim goście są goszczeni, karmieni, pojeni i zabawiani. Mniej typowym elementem tego pomieszczenia jest dwu-i-pół osobowa kanapa, która się nie rozkłada. Przeważnie jest zajmowana przez makulaturę i zwierzęta - sowy i psa.


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.12.16 20:34

Miałam dzień wolny. Od feralnego wypadku na plaży minęło już kilka dni, lecz przymusowy urlop trzymać mnie będzie w domu do końca marca. Cudownie. Właściwie już po kilku dniach z usztywnioną nogą nosiło mnie jak nigdy. Z powodu utraty mobilności kisiłam się jak kapusta w czterech ścianach. Naturalnie mogłam wyjść, miałam sprzęt pomagający mi w dreptaniu, lecz sposób przemieszczania się o dodatkowych dwóch kijkach był niewygodny i sprawiał, że czułam się jakbym mi przybyło co najmniej 60 lat. Z tych i innych powodów spotkanie z sophie przeniosłam z miasta do mojego domu. W ty momencie wisiałam nad garem zupy której zawartość starczyłaby do obdarowania głodnego pułku. Okno w kuchni było uchylone. Pod nogami miałam mój kochany dywan z Tajfuna - psa wyglądającego jak owczarek niemiecki o dłuższym włosiu; cały czarny. Łypał na mnie co chwila swoimi brązowymi oczami, upewniając się czy przypadkiem nie mam dla niego przekąski. Na oparciu krzesła przy stoliku siedziała moja sowa.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   03.12.16 18:16

| 25.03

Ostatnie tygodnie Sophii były dość pracowite, więc nic dziwnego, że dopiero teraz znalazła wolny czas na spotkanie z przyjaciółką. Praca aurora, wieść o powiększeniu się ich małej rodziny o Artis, która została wyklęta przez swój ród za romans z Raidenem, mecz quidditcha i w końcu tragiczna śmierć jej współpracownika z Biura i zarazem najlepszego przyjaciela jej brata, którego zwłoki zaledwie parę dni temu zostały podrzucone pod dom jego żony... Sophia do tej pory była w wielkim szoku, jak to się w ogóle mogło stać, że zdolny, doświadczony auror zginął w taki sposób, i że ktoś nie tylko okaleczył jego ciało, ale jeszcze wysłał je do jego rodzinnego domu. To przechodziło jej wszelkie pojęcie.
Ale, skoro obiecała Sally tę wizytę, pojawiła się u niej zaraz po skończeniu dzisiejszej pracy. Starała się nie myśleć o nieprzyjemnej sprawie Cilliana, a skupiła się na perspektywie spotkania z Sally, która tym razem nalegała na spotkanie w domu. Powód tego stał się jasny, kiedy Sophia weszła do środka i zauważyła uszkodzoną nogę dziewczyny.
- Witaj – powiedziała, wchodząc do kuchni, gdzie już była Sally i jej pies, leżący na podłodze przy jej nogach. – Co się stało? Mam nadzieję, że to nic poważnego...
Sophia mimowolnie się zmartwiła; może Sally stało się coś w nowej pracy? Może spadła z konia lub znowu spotkały ją jakieś nieprzyjemne przejścia?
Usiadła gdzieś, uprzednio zdejmując cienki, wiosenny płaszcz.
- Poza tym wszystko jest u ciebie w porządku? nie masz problemów w nowej pracy? – odezwała się po chwili. – I może potrzebujesz, żebym w czymś pomogła? – zapytała jeszcze, zerkając na garnek, przy którym stała Sally.


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   04.12.16 18:25

słyszę, że ktoś wchodzi i wiem kto. Na samą myśl uśmiecham się pod nosem i odkładam na bok nóż i pęczek szczypiorku. Wycieram rączki w fartuch, kiedy się odwracam i ją witam.
- Hej, kochana! - Mój uśmiech się poszerza, a Tajfuna wręcz przeciwnie. Postawił uszy i nieufnie spoglądał na nieznanego mu domownika. Podniósł się na łapy i zrobił kilka przezornych kroków w tył - Nim się nie przejmuj. Duży, lecz jeszcze większy panikarz. Zaraz głupkowi przejdzie - mówię bo nie chcę by się przestraszyła. sama powoli podchodzę i ją ściskam - Oj...nie nic takiego - mruczę jej, opierając przyjacielsko podbródek na jej ramieniu, kiedy tak ją tulę, a gdy się odklejam to zdradzam więcej - Zwykłe złamanie. Kilka dni picia tego okropnego eliksiru koscio-cos-tam-wzro i będę jak nowa. W ogóle to ja to mam szczęście...Ledwie kilka dni popracowała i teraz na zwolnieniu jestem od uzdrowiciela. Miałam obawę, ze srokę to rozszarpią na miejscu, gdy przekazywała wieści głównemu stajennemu ale na szczęście się myliłam...prawda ty moja mała Paskudko? Pańcia by tęskniła gdyby zrobili z ciebie rosołek...- pieszczotliwie kieruję ostatnie słowa do ptaka, bo kiedy wracam do garnka to nie mogę się powstrzymać by nie po miziać jej po drodze po głowie - Wydaje mi się, że jak na razie wszystko jest w porządku. Lady Carrow, która mnie wdrażała była wyniosła, lecz bardzo konkretna. Aetonany nie zareagowały na mnie najlepiej, lecz...się tym nie przejmuję. Te zwierzęta z natury są nieufne i ciężko je do siebie przekonać. Trzeba czasu. Dlatego trudno mi na razie powiedzieć czy idzie mi dobrze, czy nie - okaże się za miesiąc, dwa - mówię, kończąc wkrajać przyprawy - I tak, możesz wyjąć talerze. są w środkowej szafce. Łyżki znajdziesz w tej trzeciej szufladzie obok. Nie wiem czy wolisz zupę jeść z chlebem, lecz jeśli tak to się nie krępuj i dziabnij sobie od serca kawałek chleba - ten akurat był na wierzchu w towarzystwie noża - mam nadzieję, że będzie smakowało, zrobiła takiej śmietanowej zupy ziemniaczanej. Dodałam też trochę marchewki i groszku.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   06.12.16 11:13

Sophia uśmiechnęła się, naprawdę zadowolona, że ją widzi. Może nie w idealnym stanie, ale była tutaj. W jej złotych oczach czaił się jednak niepokój, bo przez to, co stało się z Cillianem, znowu wróciło do niej to przewrażliwienie, które towarzyszyło jej od dnia, kiedy usłyszała o znalezieniu martwych ciał jej rodziców. Zbyt dużo nieszczęść działo się wokół, Cillian, te wszystkie zagadkowe sprawy, które spadły na aurorów, więc mimowolnie wysnuła obawy, że Sally mogła zostać skrzywdzona. Dopiero kiedy się odezwała to trochę jej ulżyło, ostatecznie każdemu mógł zdarzyć się wypadek.
- To stało się w pracy? – zapytała, zerkając na nią. – A to pech, zwłaszcza, że to twój początek. Mam jednak nadzieję, że twoi nowi pracodawcy okażą większą wyrozumiałość niż poprzedni – dodała; nie miała wielkiego zaufania do takich ludzi, jak ci cali Carrowowie. Od dawna wiedziała, że tacy jak ona czy Sally byli dla nich czarodziejami gorszej kategorii, i Sally mogła mówić o szczęściu, że w ogóle miała tę posadę. Oczywiście, pod warunkiem, że znowu nie wydarzy się coś dziwnego, jak w poprzedniej pracy, gdzie dobitnie przekonała się o podziałach i nierównościach. Oby tym razem było lepiej, ostatecznie dziewczyna mogła teraz obcować ze stworzeniami, które tak ją fascynowały.
Wyjęła z szafki talerze i łyżki, po czym ułożyła je na stole. Czując smakowity zapach zupy, naprawdę zrobiła się głodna, tym bardziej, że jej umiejętności kulinarne przedstawiały bardzo mizerny poziom i rzadko miała okazję zjeść coś naprawdę pożywnego. Zazwyczaj, będąc zmęczoną po pracy, nie miała głowy do silenia się na nic skomplikowanego, dlatego, skoro Sally proponowała jej dobrą, gorącą zupę, nie zamierzała odmawiać, tym bardziej, że w ciągu ostatnich dwóch dni w jej domu panowała bardzo napięta atmosfera, i tym bardziej nikt nie miał głowy do gotowania. Każde z nich na swój sposób przeżywało to, co spotkało najlepszego przyjaciela Raidena i jej kolegę z Biura Aurorów. I mieli świadomość, że pewnego dnia oni mogą skończyć w podobny sposób, takie było ryzyko zawodowe w ich pracy.
- Pachnie naprawdę smakowicie, i jestem pewna, że będzie równie dobrze smakować – powiedziała. Na jej bladej, zmęczonej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Poza pracą, wszystko u ciebie w porządku? W liście pisałaś mi coś o Barrym – zaczęła po chwili, nawiązując do wątku poruszonego w jednym z listów.


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   06.12.16 22:00

- Nie, nie, własnie nie. To się stało przed pracą. Miałam na południe więc się zerwałam trochę przed świtem i udałam do stajni w której trzymam mojego konia i go wzięłam na przejażdżkę po plaży. Chłopak mnie nie widział przez całe dwa dni więc chcieliśmy się wyszaleć. No i no...tapatajaliśmy sobie wzdłuż Tamizy bladym świtem i nie wiem skąd, co i jak, lecz nagle z ziemi wyrosła na naszej drodze kobieta. W pierwszej chwili mnie zaskoczyła, a w drugiej to ja przez nią spanikowałam. Bo to wcale nie takie łatwe zatrzymać lub wyminąć przeszkodę w cwale...zareagowałam zbyt nerwowo i się to Syriuszowi (tak się wabi mój nieszczęsny gentlemen) udzieliło. stanął dęba, stracił równowagę, ja też i wylądowaliśmy razem w wodzie. Trochę niefortunnie bo on na mnie i....TADA - zmuszona zostałaś do odwiedzenia mnie! - opowiadam i żartuję sobie bo przecież nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Cieszę się jednak, że już się sophie przychylnie wypowiada na temat zapachów. Trochę łechta to moje kulinarne ego - Nie jest to nic zmyślnego, lecz jakby ci posmakowało to mogę cie z nią wyprawić do domu. Mam kilka słoików wolnych, a i jak zwykle zrobiłam za dużo bo mnie poniosło więc jeśli mnie nie poratujesz będę zmuszona katować siebie i współlokatora tym samym przez kolejne cztery, pięć dni - i mówię to całkiem na poważnie. To wszystko przez to, że gdy w domu gotowałam to miałam na wykarmieniu no...sporo, pracującego fizycznie chłopa. Co prawda od dłuższego czasu mieszkam już sama, a jednak...pewne nawyki ciężko wyplenić.
Nałożyłam na talerze zupy i przysiadłam do stolika pochwalając łyżkę. słysząc o Barrym wzdycham ciężko i zaczynam bawić się zawartością talerza, jakby nagle złapała mnie niepewność co do tego czy jestem głodna czy też jednak syta.
- Ech, Barry...Nie wiem co się takiego stało, że aż tak się zmienił. Ja wiem, że pewnie miał swoje powody, a raczej bardzo chcę w to wierzyć, lecz postanowiłam w tym nie grzebać i nie dociekać. Minęło już tyle lat...nie mogę stać w miejscu i ciągle mieć nadzieję, że może tym razem spojrzy na mnie tak jak tego pragnę... - zaczęłam, czując wzbierający we mnie żal, bo przecież już dwukrotnie otwarcie zapewnił mnie o tym, że jest to niemożliwe. Nie byłam pewna czy bym wytrzymała kolejny raz - No więc wzięłam wszystko co miało z nim związek i udałam się nad morzem. Postanowiłam sobie nagle, że w sumie trzynasty marca to doskonały dzień na porządki więc stojąc nad klifowym brzegiem morza zrzuciłam cały dobytek w toń. Taki tam rytuał. I byłoby dobrze, gdybym nagle nie postanowiła zmięknąć i odzyskać jedno z jego zdjęć - westchnęłam wywracając oczami na retrospekcję swej głupoty - Weszłam w morze, a jakiś kretyn się mi chyba przyglądał z ukrycia bo nagle, mówię ci, pojawił się znikąd człowiek i się na mnie drze, żebym się nie zabijała. Wyobrażasz sobie?! Obcy człowiek wziął nie za samobójczynię. Co za tupet...


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   10.12.16 16:54

Sophii trochę ulżyło; nie miała powodów, żeby zakwestionować taką wersję wydarzeń. Liczyła, że gdyby stało się coś poważnego, Sally po prostu by jej to powiedziała. Może nie miały już tak częstego kontaktu, jak kilka lat temu, ale nadal w pewien sposób były sobie bliskie, tak przynajmniej myślała. I bardzo chciała tę przyjaźń odbudować, bo w ostatnich latach, kiedy najpierw była w Stanach, a potem mierzyła się z kursem aurorskim, brakowało jej obecności Sally.
- Wybacz mi to przewrażliwienie, Sally, ostatnio... Sporo się działo – wyjaśniła pokrótce. Cillian, te dziwne sprawy znajdowania zwłok zarówno czarodziejów, jak i mugoli... Działo się coś bardzo niepokojącego, ale nie zdradziła żadnych szczegółów. Sprawy były w toku, nie mogła o nich opowiadać, zresztą, nie chciałaby martwić Sally. Czasami dużo lepiej było nie wiedzieć pewnych rzeczy.
- My często nie mamy czasu, żeby zrobić porządny obiad, więc jeśli to nie kłopot, to chętnie zabiorę trochę na później dla siebie, Raidena i... – urwała; jeszcze nie mówiła Sally, że Raiden miał kobietę, która okazała się być z nim w ciąży i niecały tydzień temu zamieszkała z nimi. I tą kobietą była inna jej przyjaciółka, po której nie spodziewała się czegoś takiego. – Raiden... Ostatnio poznał kogoś – dodała tylko; jeśli Sally o to zapyta, pewnie co nieco jej opowie, ostatecznie były rodziną i się przyjaźniły, chociaż Sally i Raiden mieli za sobą zaledwie jedno i to bardzo niezręczne spotkanie. Nie była nawet pewna, czy Sally w ogóle zapałała sympatią do jej brata. Może gdyby poznali się w lepszych okolicznościach...?
Zupa okazała się jednak bardzo dobra. Głodna, zmęczona wrażeniami ostatnich dni Sophia szybko zjadła swoją porcję. W międzyczasie poruszyły jednak inny, także dosyć niezręczny temat.
- Ja też tego nie rozumiem, nie takiego pamiętałam go z Hogwartu. Teraz zachowywał się jak skończony dupek. Nie mogłam w to uwierzyć, wolałam myśleć, że może po prostu ma problemy... albo po szkole wpadł w nieodpowiednie otoczenie? – zastanowiła się. – W każdym razie, od tamtego dnia, kiedy się pojedynkowaliście, już go nigdzie nie widziałam. Nie wiem, gdzie teraz jest, ale... może to i lepiej? Chyba nie warto tracić na niego nerwów, skoro tak cię potraktował. Myślę, że poznasz kogoś lepszego.
Całkowicie rozumiała chęć Sally odcięcia się od tego, co było. Nie warto było rozpaczać po kimś, kto nie potrafił docenić starań. Słysząc jednak opowieść Sally o tajemniczym mężczyźnie, który nakrył ją na wrzucaniu starych zdjęć do morza, mimowolnie się roześmiała.
- Naprawdę? I co później zrobił? Wszedł za tobą do wody? – zapytała, próbując wyobrazić sobie tę scenę. – W ogóle znałaś tego kogoś, czy to jakiś przypadkowy spacerowicz, który opacznie zrozumiał twoje intencje?


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   14.12.16 17:17

Na moim czole pojawiła się zmarszczka zatroskania.
- Chcesz o tym porozmawiać...? Czy to tajne przez poufne...?- podpytuję bo przecież świadoma jestem zawodu, jaki pełni Sophie, a przy tym posiadam dostatecznie wiele rozsądku i wyobraźni by zdawać sobie sprawę z tego, że nie wszystkimi informacjami może się dzielić. No ale przecież nikt nie powiedział jeszcze, że chodzi o coś zawodowego.
Ucieszyłam się w duchu. Bardzo lubiłam dzielić się jedzeniem z bliskimi mi istotkami. Bo niby taka to taka głupotka, a jednak ile dobrego może komuś wyrządzić - nasycić, przyjemność dać i siłę do działania.
- i...? - zachęciłam przyjaciółkę do zakończenia wypowiedzi, a gdy to nastąpiło to spojrzałam na nią z zaciekawieniem. Co prawda lekki rumieniec wyszedł mi na twarz, lecz miało to raczej związek z moją retrospekcją wieczora w trakcie którego zdarzyło mi się osobiście poznać Raidena - To...to, hm...w takim jakimś konkretnym znaczeniu, czy tak po prostu takim zwyczajnym po prostu kogoś niecodziennego? - podpytuję będąc zaciekawioną, a w głowie kręci mi się już milion scenariuszy. Nie wiem czemu, lecz pierwsza wizja tego kogoś została klaunem, który uczył Raidena żonglować płonącymi pochodniami. Skąd mi to przyszło do głowy?
Potem gdy temat zszedł na Barrego kiwnęłam potakująco głową. Sophie miała rację. Westchnęłam, a potem zaczęłam opowiadać o mojej morskiej przygodzie. Zaśmiałam się, lecz nie był to śmiech rozbawienia, a bardziej taki w stylu "żeby tylko", niedowierzający w absurd wspomnienia.
- A no wszedł! A nawet wbiegł. Wyobrażasz sobie? Wystraszył mnie początkowo, bo nie bardzo wiedziałam o co może mu chodzić, a był strasznie...duży. O głowę, jak nie więcej wyższy ode mnie. Był mi kompletnie obcy - pierwszy raz go widziałam na oczy więc raczej przypadkowy spacerowicz, lecz w tamtej chwili wydało mi się to strasznie podejrzane bo byłam pewna, że nikogo w okolicy nie było. Chciał mnie ratować, był bardzo uparty, a ja trochę bezmyślnie dałam się ponieść bo mnie denerwowało, że tak mi o tym samobójstwie mówił i potrząsał, jakbym jakaś niepoczytalna była i go..no, spoliczkowałam. Potem to już gdy wszystko stało się jasne oboje marudząc na siebie poszliśmy na brzeg, a ten dalej z uporem próbował mi pomóc. Chciał mi dać płaszcz bym się ogrzała i w ogóle...bardzo miły człowiek, gentlemen właściwie na swój sposób, jak go sobie tak teraz wspominam. To żałuję, że go zmieniłam w królika. Nie pomyślałam o tym, że zaklęcie mi wyjdzie...
- westchnęłam i uniosłam łyżkę do ust.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   16.12.16 1:13

Sophia pokręciła głową. Niestety o wielu rzeczach nie mogła opowiedzieć, w końcu wszystkie sprawy były w toku. Zresztą, nawet gdyby mogła, nie chciała zamartwiać przyjaciółki. Czasami sama tęskniła za błogością życia w nieświadomości, że coś się dzieje. Tak, jak w dzieciństwie czy czasach nauki w Hogwarcie. Chociaż wtedy tak marzyła o zostaniu aurorem, czasami chciałaby chociaż na jeden dzień wrócić do sielankowej przeszłości, gdzie wszystko było proste, a największym problemem były egzaminy.
- To dosyć długa i dziwna historia – powiedziała odnośnie Raidena. – Ale wygląda na to, że nasza mała rodzina właśnie się powiększyła. – Artis już kilka dni mieszkała z nimi. Zatrzymała się u nich po wyrzuceniu z domu za romans z Raidenem. A Sophia nawet nie potrafiła się na żadne z nich złościć o taki obrót spraw, choć na początku była w ogromnym szoku, jak oni w ogóle się poznali i jak to się stało, że ich znajomość tak szybko się rozwinęła, biorąc pod uwagę to, jak bardzo się różnili, także pochodzeniem. Zapewne musiało jeszcze minąć trochę czasu, zanim w pełni się z tym oswoi. Zanim oni wszyscy się oswoją.
Z przyjemnością i rozbawieniem wysłuchała historii o małej przygodzie nad morzem z udziałem nieznajomego mężczyzny. Cóż, dobrze, że Sally napotkała kogoś, kto się nią zainteresował mimo że jej nie znał. Chyba coraz rzadziej spotykało się takich ludzi.
- Brzmi całkiem nieźle – podsumowała. – Ale... Naprawdę zamieniłaś go w królika? – Zaśmiała się cicho, chociaż podejrzewała, że gdyby to ją zmieniono w królika, pewnie byłaby dość zażenowana. – Kto wie, może jeszcze kiedyś wasze drogi znowu się skrzyżują? Chociaż może lepiej nie zmieniaj go więcej w żadne zwierzę.
Z nostalgią przypomniała sobie pierwsze spotkanie z Jamesem i przez krótki moment spojrzała w okno. Ich pierwsze spotkanie także było dosyć przypadkowe, a miało miejsce w Chicago, jakoś w pierwszych miesiącach po jej przyjeździe do brata. Wybrała się na zwyczajny spacer do okolicznego parku i właśnie wtedy wpadła na niego, a to spotkanie okazało się nie być ostatnim.


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   19.12.16 16:52

Uśmiecham się blado. Wiem, że nie mogę naciskać i nie mam do tego prawa więc tego nie robię. Skinieniem głowy przyjmuję po prostu do wiadomości co mi mówi. Nie jest to dla mnie nowością. Mam przecież w rodzinie aurora i zawsze mi w sercu trochę smutno, jak myślę, że ludzie ci zmuszeni są trzymać na swych barkach ciężary, chociaż nie - podziwiam ich, że decydują się to robić dobrowolnie. Sophie też podziwiam.
- Całkiem przyjemnie się składa, bo akurat nigdzie mi się nie śpieszy - mrugam jej oczkiem przypominając, że dziś cały dzień jest nasz. Nie spodziewałam się jednak tego co usłyszałam. Konsternacja wykrzywiła mi twarz, a po chwili brwi uniosły mi się ku górze i byłabym pewna, że by odleciały gdyby potrafiły - Raiden ożenił się potajemnie? - Nie wiem czemu, lecz wyszeptałam tą myśl zupełnie jakbym obawiała się, że ktoś mnie podsłucha. Wbrew pozorom złym było pozwalać mi na domysły, a jak już jakieś w mojej głowie się zrodziły to stety lub niestety miałam tendencję do dzielenia się nimi - zwłaszcza w towarzystwie mi bliskich. Co też w tym momencie uskuteczniałam. Podobnie zresztą chętnie dzieliłam się moimi obawami, decyzjami i przygodami. Zaśmiałam się pod nosem, choć w tamtej chwili, nad tą skalistą plażą wcale nie było mi tak do śmiechu.
- Oj wierz mi, w tamtej chwili wcale nie było mi do śmiechu. Sam był przemoczony, tak jak ja, a mimo to chciał mi dać swój suchy płaszcz, podczas gdy ja nie pomyślałam i wbiegłam jak stałam do tej wody....to było nawet urocze tylko wtedy to mnie drażniło. Myślałam, że to był zwykły mugol więc bałam się, że się wychłodzi. Ja to chciałam się po prostu oddalić - użyłabym zaklęcia i byłabym suchutka, lecz ten swoje. Naprawdę nie chciałam czarować w jego towarzystwie...Bałam się bo teraz te restrykcje odnośnie magii...Teoretycznie nie była to Pokątna, a jednak czułam niepewność. Ostatecznie jednak - tak, zmieniłam go w królika bo był uparty, bo nie miałam już cierpliwości tłumaczyć mu że dam sobie radę, bo to miało być dla jego dobra. Ostatecznie jednak wszystko jakoś...się...ułożyło - dalsza część historii była o wiele bardziej skomplikowana więc ją sobie odpuściłam. Może innym razem.
- Ja mam nadzieję, że nigdy więcej...- mrużę oczy -...i wydaje mi się, że w zadość uczynieniu przy kolejnym naszym spotkaniu to on zmieniłby mnie w królika. Bo jakoś tak się później okazało, że to też czarodziej...- jaki ten świat mały!


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   20.12.16 13:30

Sophia naprawdę cieszyła się z tego, że wreszcie miały taki luźny, spokojny dzień, który mogły spędzić razem. Brakowało jej takiej zwyczajności i spokoju, kiedy mogła z kimś pobyć bez żadnych dramatów i niezręczności, odkładając na chwilę na bok sprawy zawodowe. To było ich popołudnie, po raz pierwszy od tak dawna, bo nawet kiedy już odzyskały kontakt, to ich znajomość różniła się od tego, co było w przeszłości.
- Jeszcze się nie ożenił, ale może kiedyś? – zaśmiała się cicho. Na pewno ucieszyłaby się z ustatkowania się brata i liczyła, że będzie na tyle odpowiedzialny, że podoła wyzwaniu, które przed nim postawiono. Zwłaszcza w tych wcale nie tak łatwych czasach.
- Gdyby to był mugol, pewnie byłby bardzo zdziwiony. Zresztą, nawet dla czarodzieja przemiana w królika może nie być przyjemna. Kiedyś oberwałam takim zaklęciem podczas spotkań klubu pojedynków w Hogwarcie, byłam w sporym szoku, kiedy nagle cały świat wokół mnie gwałtownie urósł, a ludzie wydawali się górować nade mną jak olbrzymy – zaśmiała się na to wspomnienie, ale wtedy jej tak wesoło nie było, i mogła śmiać się z tej przygody dopiero później, kiedy odzyskała swoje ludzkie ciało. I jeśli nawet dla niej, czarownicy, to było bardzo dziwaczne, to co dopiero musiałoby być, gdyby rzucono takie zaklęcie na mugola, nie rozumiejącego, co się z nim dzieje. Mimowolnie pomyślała sobie też o tych wszystkich mugolach, których ciała znaleziono w ostatnim czasie, pozbawione głów, niektóre ze śladami po używaniu magii, i to czarnej magii. Co musieli czuć ci ludzie, kiedy prawdopodobnie pierwszy raz w życiu stykali się z magią w jej najgorszej postaci, dalece gorszą niż niewinna zmiana w królika?
I znowu, nawet w takiej sytuacji, jej myśli uciekły do pracy i niedawnych problemów, o których trudno było tak po prostu zapomnieć i udawać, że nie istnieją. Przez jej twarz przemknął chwilowy cień, ale mimo to szybko na powrót przybrała ciepły, pogodny uśmiech, z którym słuchała całkiem zabawnej (przynajmniej z perspektywy słuchacza) historyjki o spotkaniu na plaży.
- Może powinniście kiedyś spotkać się i wyjaśnić to sobie na spokojnie? Nie wiem, jak to wyglądało, więc też trudno mi doradzić ci konkretniej – powiedziała po chwili namysłu. Nie widziała tej sytuacji, a tylko o niej słyszała. – Swoją drogą, też chętnie wybrałabym się kiedyś na plażę. Tak dawno nie byłam w takim miejscu. Może wybierzemy się gdzieś razem, jak już będzie cieplej? – zaproponowała jeszcze. Było tyle ładnych miejsc, które mogły odwiedzić razem.


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.12.16 13:47

Powiększyła się rodzina, Raiden kogoś poznał, lecz się nie ożenił...Trochę sprzeczności mój zaczynał wyłapywać. Może mój wiejski mózg ignorował z uporem pewne fakty, które według niego były niedopuszczalne...? I chyba tak było bo dopiero po chwili w głowie pojawiła mi się kolejna myśl.
- ...nieślubne dziecko? - zagaiłam niepewnie, kolejny raz zgadując, lecz w sumie okazało się to dla mnie takie oczywiste. Poznał kogoś, nie ożeni się, lecz rodzina się powiększyła... - Weźmie za nie odpowiedzialność? - nie wyobrażałam sobie sytuacji w której by nie wziął. Być może wychowano mnie w sposób w który takie rzeczy były dla mnie oczywistością, że "musi" no ale...no.
- ...co o tym wszystkim sądzisz? - Martwiłam się trochę, chociaż nie pewnie tak jak Sophie w tym momencie o brata, a przynajmniej tak uważałam.
- Może...chociaż mi bardzo pasuje ta niewiedza. Rozeszliśmy się i bardzo się cieszę na myśl, że nigdy więcej się nie spotkamy. Anglia na szczęście to duży kraj i pod kątem magicznym i niemagicznym. - to było bardzo pocieszające - I pewnie. Właściwie, jakbyś chciała i miała chwilę czasu to mogłybyśmy wybrać się na konną przejażdżkę po plaży. To relaksuje, a od czasu do czasu fajna jest taka odskocznia - proponuję bo czuję, że myślami Sophie błądzi czasami gdzieś indziej. Drobne zmiany od rutyny zaś potrafią czynić cuda.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.12.16 18:16

Może i było dopuszczalne, ale to był jej brat. Najbliższa rodzina. Ważniejsza niż jakieś przestarzałe zasady, dlatego Sophia nie zamierzała go potępiać ani skreślać, chociaż oczywiście bardzo liczyła na to, że się ustatkuje.
Powoli pokiwała głową. Wierzyła, że Raiden sobie poradzi. Był dorosły i odważny, i chciała wierzyć, że weźmie odpowiedzialność za swoje czyny. Musiała mu to przyznać, bardzo się starał odnaleźć w nowej sytuacji.
- Jest moim bratem. Chcę go wspierać – powiedziała. – Może chociaż on ułoży sobie życie – westchnęła. Nie wiadomo, czy jej to będzie dane. Odkąd straciła Jamesa, była sama. Zresztą, który mężczyzna zainteresowałby się kobietą trudniącą się tak niebezpiecznym zawodem? – Skończę otoczona gromadką kotów. O ile wcześniej nie zginę podczas jakiejś akcji.
Rzadko który auror dożywał starości. Koniec mógł spaść na nich podczas każdej akcji. Jednego dnia byli, drugiego już nie. Tak jak przyjaciel jej brata, którego ciało podrzucono jego żonie.
- Czy ja wiem, czy taki duży? – zastanowiła się. Spędziła dwa lata w Ameryce, kraju znacznie większym od Anglii, więc miała nieco inną perspektywę. Poza tym, brytyjski świat magii tak naprawdę był niewielki i hermetyczny w porównaniu ze światem mugoli, których było znacznie więcej. – Więc chyba jesteśmy umówione. Znajdziemy jakiś miły, wiosenny dzień i spędzimy go same, z dala od wszystkich problemów dnia codziennego.
Przez moment wpatrywała się zamyślonym wzrokiem w okno. Czekała na wiosnę, ale zarazem bała się tego, co mogą przynieść kolejne miesiące, skoro ten i poprzednie obfitowały w dziwne zdarzenia. Po chwili jednak wróciła do przerwanej rozmowy i nawet nie zauważyła, jak szybko minął jej przyjemny czas z przyjaciółką.
- Chyba będę się powoli zbierać – powiedziała, kiedy nieco lekko poróżowiało, co znaczyło, że za chmurami zachodziło słońce. - To co, spotkamy się wkrótce? – zapytała jeszcze, mrugając do Sally. Oby nic nie pokrzyżowało ich beztroskich planów.

| zt?


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.12.16 22:04

- Och Sophie... - uśmiecham się ciepło do przyjaciółki, która tak jak ja była siostrą. Można powiedzieć, że na swój sposób łączy nas to i pozwala na zrozumienie. Też bowiem na jej miejscu wykazałabym się taką samą postawą, gdyby okazało się, że mój brat narozrabiał.
- Nie bądź głupiutka - Wykrzywiam usta, a mój ton jest upominający. Nie chcę słuchać podobnych rzeczy typu "zginę na jakiejś akcji". Niech nie będzie taka samolubna, niech wie, że ja się na podobne rzeczy nie godzę chociażby w żartach bo to nie zabawne. Uczucie starty jest straszne, nie można tak tego bagatelizować i śmiać się z tego.
Mrugam szybciej powiekami by odgonić widmo rozklejenia się. Potem patrzę jeszcze na Sophie i kiwam protekcjonalnie nad jej głowa palcem w geście - tylko spróbuj mi taki numer wywinąć!
- JEST DUŻY - chrząkam i zapewniam ją, a raczej siebie - tak by lepiej mi się spało - Pewnie, aż nie mogę się doczekać - bo nie mogłam. Właściwie od kiedy Sophie pojawiła się na nowo w moim życiu zauważyłam, że częściej wychodziłam ze swojej stajni jaskini do świata. To chyba dobrze.
Czasnam płynie jakoś potem żwawo od jednego wartkiego tematu do drugiego. Przytakuję jej głową, gdy mnie informuje, że chce się zbierać. Naturalnie nie wypuszczam jej bez dwóch słoików zupy. Niech ma i rośnie razem z Raidenem. Na odchodne przytuliłam ją i podziękowałam za wizytę.
- Do później, Soph

|zt


Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Winchester Street 45/4-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17