Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sklep muzyczny Flashback

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sklep muzyczny Flashback   05.04.15 19:22

Sklep muzyczny Flashback

Niezależnie od tego czy poszukujesz nagrań najwybitniejszych wykonawców w historii gatunku, czy niekonwencjonalnych artystów, jesteś fanem klasycznego jazzu, a może preferujesz obecną erę rock ‘n’ rollowych lat 50., Londyn oferuje bezlik sklepów muzycznych, w których zaopatrzysz się w poszukiwane nagrania. Jednak jak z dziesiątek znaleźć ten jeden najlepszy? Po zapytaniu przypadkowego przechodnia, trafiłeś właśnie tutaj? Prawdopodobnie miał rację. Sklep Flashback, choć niepozorny, jakby zagubiony pomiędzy pubem, a pobliskim kinem, jest podstawowym miejscem kultu dla wielu muzykoholików. Teraz masz okazję poznać, jak wiele może zaoferować ten niewielki budynek. Po wejściu do przestronnego pomieszczenia wypełnionego niskimi regałami z różnokolorowymi opakowaniami winyli, do uszu klientów dobiega ciche brzmienie największych przebojów, które na pewno umilą poszukiwania. Najnowsze kolekcje to nie wszystko, sklepik obfituje także płyty z drugiej ręki, a to tylko za 1/2 ceny! Możesz znaleźć tutaj wszystko, o ile potrafisz dobrze szukać i poświęcisz chwilę swojego cennego czasu. Uwierz, że warto.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   30.03.16 20:35

Nie wiedział, dlaczego tutaj przyszedł.
Zaczynając od samego początku - nigdy nie należał do szczególnych pasjonatów muzyki. Owszem, lubił ją, co więcej, słuchał nawet chętnie, jednak zawsze w charakterze czegoś pobrzmiewającego w tle - miłego urozmaicenia dla czającej się między ścianami ciszy. Nic więcej, nic szczególnego, darzonego specjalnie dużą sympatią. Nie był obyty w zbiorach muzycznych artystów tak jak w pisarzy (nie było nawet przy tym porównania), tym bardziej nie zaglądał chętnie do sklepów, gdzie dało się nabyć nagrane przez nich płyty. A jednak, tym razem - jakby przecząc sobie samemu - udał się do środka, słysząc, jak za jego plecami drzwi zamykają się z lekko bębniącym stukotem. Zneutralizowanym wkrótce przez całą mieszaninę dźwięków puszczonego obecnie utworu, który prędko sklasyfikował w kategorii niezwykle popularnych - z racji że często mógł usłyszeć jego brzmienie w radiu. I znał niemal na pamięć, słowo za słowem, melodia za melodią. Składowa po składowej, rytmicznie następujących po sobie tonów. Cóż.
Nie zastanawiał się przesadnie długo, nie mając również zamiaru stać dłużej w ruchliwym wejściu. Postacie klientów krążyły wciąż między stoiskami, niekiedy zagadując uwijającego się przy kasie sprzedawcę. Każdy czegoś szukał, wiele osób trzymało w dłoniach potężne opakowania najnowszych albumów, zachwycając się, bądź niekiedy - narzekając, ze względu na zbyt wysoką cenę. Sam zaś przypominał sobie autorów i rozważał, jaki gatunek muzyki powinien dla siebie wybrać. Coś przygnębiającego? Idealnie skomponowałoby się z obecną, szarą pogodą. Albo... Może z kategorii muzyki bardziej rozrywkowej, obecnie popularnych rock 'n' rolla i bluesa. Jeszcze nie wiedział. Jeszcze.
I zdawał się nie wiedzieć przez kilka chwil następnych - bo zauważył przed sobą niezwykle dobrze kojarzoną przezeń sylwetkę. Kobiety, o jasnych włosach; nawiasem mówiąc dość wysokiej; nie, nie istniała możliwość, by zdołał pomylić ją z kimkolwiek innym. Od czasu tego pamiętnego spotkania - czyżby wybierali te same sklepy?
- Znowu się spotykamy - zagaił, znajdując się w odpowiedniej odległości do rozpoczęcia konwersacji. Nie mógłby przejść obojętnie bez słowa - nie byłby w stanie inaczej uczynić.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   31.03.16 21:13

Drugi tydzień grudnia (?)

Od lat dziecięcych towarzyszyła jej muzyka czy to ta dobiegająca z gabinetu ojca czy to dźwięki pianina w czasie „godziny ćwiczeń” jej brata. Dorastała z nią, sama ucząc się gry na gitarze i w stopniu zadowalającym na pianinie, choć akurat ten drugi instrument zawsze był raczej katorgą niż przyjemnością. Jako mała dama, członkini rodu Fawley i wreszcie córka swego ojca powinna umieć pogrywać na pianinie, choć od początku tego nienawidziła i nie ukrywała tego. Może jej ojcu marzyło się, że zagra mu kiedyś na urodziny piątą symfonie Beethovena, ale nie potrafiła uwierzyć w jego naiwność. Zapewne chciał po prostu, by miała zajęcie i nie plątała mu się pod nogami. Przechodząc taką edukacje nie mogła nie pokochać muzyki, choć zapewne jej guwernantki oraz rodzina mieli na myśli muzykę klasyczną, która choć piękna nie zajmowała pierwszego miejsca w jej sercu. Nadal uczęszczała do filharmonii, przecież to oczywiste, ale nie ograniczała się tylko do muzyki poważnej, gdyż tak wiele by traciła.
Weszła do sklepu wypełnionego płytami,  które wręcz zachęcały do sięgnięcia po nie i kupna. Miała w domu całe ścianę zapełnioną półkami z płytami, niektóre z nich były perełkami, za które musiała drogo zapłacić ale sam ich widok poprawiał jej humor. Była częstym gościem w sklepie, znała doskonale właściciela, który zawsze pisał do niej sowę, gdy wpadła w jego ręce interesująca płyta. Jak niektóre kobiety szaleją na punkcje zakupów butów nie patrząc na cenę tak ona analogicznie szalała na punkcie winyli. Od dawna nie zakupiła żadnej nowej, nie dostała również sowy i wchodzą do sklepu spojrzała z nadzieją na właściciela, ale tylko pokiwał przecząco głową. Nie poddała się tak łatwo i zaczęła przeglądać towar dotykając palcami każdą płytę po kolei, by nie pominąć żadnej. Nie było tu dużo klientów, nigdy nie zastała tu jeszcze tłumów co jak najbardziej jej odpowiadało. Dawało to poczucie intymności z muzyką, możliwość wejścia w swój świat. Od razu udała się do działu z jazzem, który nadawał się idealnie na męczące popołudnia. Nagle zaskoczona spojrzała w bok słysząc znany głos, który dany jej było poznać kilka tygodni temu.
- Daniel Kruger, co za zaskoczenie spotkać Pana w tym miejscu. Nie wiedziałam, że jest Pan pasjonatem muzyki. – stwierdziła mrużąc lekko oczy. Niech sobie nie wyobraża, że go nie sprawdziła- chyba nie mógł się niczego innego spodziewać.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   01.04.16 19:57

| wedle życzenia, ja nie bawię się w chronologię Laughing

W oczach zdawało się coś błysnąć - w drobnym układzie gry świateł, które igrały między łuskami tęczówek, ustępujących miejsca rozszerzającym się źrenicom. Zaskoczenie, niewątpliwie lekkie; podsumowane zarazem pogłębieniem zaistniałego na twarzy uśmiechu. Wszystko wydarzyło się momentalnie, a konkretny ton kobiety - konkretna wypowiedź - rozbrzmiały w eterze prędko i bez zbędnych powtórzeń. Przekaz był jasny, absolutnie jasny i oczywisty. Choćby się bardzo starał, choćby zmusił wszystkie mięśnie do statycznego napięcia - zmiana ekspresji niewątpliwie przeszła przez mimikę, zaznaczając się przynajmniej w kilku zadrganiach. Niemniej jednak pewności nie stracił, wręcz przeciwnie; czuł ochotę do kontynuowania całej rozmowy, oczekując, co przyniesie ona w chwili następnej.
Czar anonimowości prysnął.
- Lady Elizabeth Fawley. - Słowa te niemal z satysfakcją przeszły przez jego gardło. Miękko, bez dysonansu i jako swoista odpowiedź; przecież nie mógłby pozostać jej w jakimkolwiek sensie dłużny. - Nie wiedziałem, że pokusi się pani o sprawdzenie mojej tożsamości.
Cóż, więc jednak to koniec? Szczerze mówiąc wątpił. Odkrycie jego imienia i nazwiska nie było czynnością specjalnie trudną - tak uważał, z racji, że pracował dla stosunkowo znanej gazety i tym samym jego nazwisko przewijało się przez kolejne numery, plasując na miejscu osoby, być może nie znanej, co widywanej i kojarzonej.
- Choć z drugiej strony - dodał po chwili namysłu. - To zrozumiałe.
Mimo wszystko ciekawe. Czy ją zainteresował? Czy poczuła się zagrożona, z myślą o kolejnym natknięciu się na jego sylwetkę? Dostrzeżenia jej gdzieś w tłumie, kiedy rozmywał się pośród morza przechodniów? Zdecydował się jednak nie pozostawiać drugiej części rozmowy bez konkretnej odpowiedzi. Należało wszystko zdefiniować w miarę wyczerpująco. Już nawet zapomniał o autorach, na jakich wcześniej przelotnie spoglądał. Teraz - nie byli już ważni. Liczył się wyłącznie aktualny moment.
- Bo nie jestem - przyznał bez większych ogródek. - Ale wydaje mi się, że każdy na swój sposób lubi muzykę.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   02.04.16 21:53

A jednak był zaskoczony. To może tylko dla niej- ślizgonki, która przywykła do życia wśród sobie podobnych była to pierwsza myśl, która zakwitła w jej głowie po ich niecodziennym spotkaniu w sklepie. Dlaczego? Gdyż nie lubiła jak ktoś miał nad nią przewagę, gdyż z łatwością mógłby ją wykorzystać. Płaszcz jaki dawała mu anonimowość mógł uchronić go przed konsekwencjami jak i dawać pewność siebie, jeśli brakowało mu jej bez tego, ale nie wyglądał na człowieka nie pewnego swojej osoby.  Teraz obydwoje mieli takie same karty i zabawa powinna tylko na tym zyskać, choć nie była nawet pewna czy chce w nią grać. Gdyż po co? Czy była znudzona swoim życiem i potrzebowała adrenaliny jaką dawały jej te odrealnione pogawędki? A może to coś w mężczyźnie przyciągało jej zainteresowanie. Tak, na pewno miał on coś w sobie: może to te tajemnicze niebieskie oczy albo zadziwiająca skłonność do zaczepiania nieznanych mu kobiet. Tylko nadal nie była pewna czy ich spotkania były tak przypadkowe jak bardzo, by tego chciała.
- Lubię wiedzieć z kim rozmawiam, to pewien wyraz szacunku dla rozmówcy.- stwierdziła patrząc na niego kątem oka przeglądając dalej winyle. – Mam nadzieje, że nie uraziłam tym Pana. – zapytała niefrasobliwie jakby nawet nie brała tej możliwości pod uwagę. On przecież doskonale znał jej tożsamość. Wiele razy pojawiała się w gazetach, a osoba, która ma z prasą do czynienia na co dzień to chyba nawet nie mogła uniknąć znania jej imienia i nazwiska. Mimo że dobrze unika rozgłosu i rzadko kiedy można było poczytać o jej poczynaniach to niestety wydarzenia arystokracji, na których się pojawiała, przyciągały uwagę. – Cieszę się, że się rozumiemy. – rzekła kierując się w głąb sklepu nie patrząc czy za nią podąży. Jeśli tak to nadal będą kontynuowali swoją nietypową rozmowę, jeśli odejdzie to przynajmniej będzie miała spokój.
- Każdy na swój sposób musi ją lubić, inaczej życie byłoby nieznośne. – poprawiła go z delikatnym uśmiechem błąkającym się na jej ustach. – Niech mi Pan powie na jaki sposób Pan lubi muzykę. Może znajdziemy tu coś co sprawi, że Pan ją pokocha. – zaoferowała będąc do niego zwrócona twarzą stawiając kroki do tyłu, by po chwili odwrócić się i skierować swój wzrok na płyty.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   03.04.16 17:30

Zabawne. Zwykłe, przypadkowe spotkanie - nic więcej, jedno z wielu natknięć, kiedy twarz była czymś więcej od rozmazanego, nierodzącego wspomnień obrazu; obojętnego, z której spojrzenie ześlizgiwało się równie szybko, co zdołało przelotnie zagłębić. Tym razem jednak natknięcie rodziło ciekawość, która z kolei była ochotą ku kontynuowaniu, negując odejście bez słowa i pogrążenie (jak to zazwyczaj miało miejsce) wyłącznie we własnych sprawach. Zamiast przeglądać płyty, muskać opuszkami palców układy wyrytych w nich wąwozów, które de facto - w miarę czasu użytkowania zaczynały się pogłębiać, umniejszając tym samym głębię dźwięku, przestała interesować go muzyka; nie zwracał uwagi na harmoniczne drgania, którymi przesycone było powietrze sklepu, niemal ciężkie od poszczególnych akcentów, popisów i instrumentalnych improwizacji. Liczyły się s ł o w a. Zawsze miały największe znaczenie - podobnie również i teraz. Słowa, które padały, jedno za drugim, nadając dość banalny charakter konwersacji, pod którym skrywała się prawdziwa głębia. Niecodzienność.
Co było w tym tak ciekawego? Nie wygląd, nie atmosfera, nie wspomnienia - czyżby wypadkowa tych wszystkich czynników? Nie wiedział. I nie zastanawiał się nadto, pozwalając obecnej chwili płynąć.
- Urazić mnie? - zapytał z nutą zaskoczenia w głosie. - W żadnym wypadku.
Nie, nie, po prostu kości zostały rzucone. Argument za argument, nazwisko za nazwisko. Kto nie słyszałby o słynnej córce byłego Ministra Magii? Mimo tego nie przyszedł tu dla plotek. Nie przyszedł wygrzebywać różnych faktów, które ukazałyby się na łamach gazet, zwieńczone odpowiednim zdjęciem, przykuwając oczy literami wytłuszczonego nagłówka.
- Mam nadzieję, że z drugiej strony jest identycznie - dodał. Nie wiedział, za kogo go uznaje; ale nie było to istotne. Istotnym było, że nie obdarzyła go wzgardliwym spojrzeniem i nie odeszła - cóż, bynajmniej nie odeszła dla samego ulotnienia się i zniknięcia. Zrezygnować bez precedensów na pewno nie miał zamiaru - dlatego następne jego kroki, zostały skierowane w ślad za obranym przez kobietę kierunkiem.
- Lubię, kiedy muzyka odzwierciedla mój nastrój - wyjaśnił spokojnie, nawet nie potrzebując do tego specjalnie dużo namysłu. - Naprawdę uważa pani, że warto do tego stopnia się zagłębiać?
Bo on nigdy nie widział w tym sensu.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   05.04.16 18:18

Nie musiała poświęcić dużo czasu, by odkryć jego tożsamość. Miała ograniczą listę możliwości do zawodu dziennikarza i pisarza, gdyż od tego postanowiła zacząć. Potem tylko upewnić się u właściwych osób o swoje podejrzenia i miała Daniela Kruegera odnalezionego. Jeśli ktoś się nie ukrywa to całkiem łatwo można ustalić jego dane, a gdy ma się jeszcze znajomości jak Elizabeth to nawet kartę zdrowia ze szpitala. Jako dziennikarz był osobą publiczną, wiecznie wystawioną na krytykę i pochwałę. Może w pewnych kręgach był nawet znaną personą, ona sama czytała kilka jego artykułów nigdy nie zastanawiając się dłużej nad nazwiskiem autora. Co innego jednak było czytać jego pracę, a co innego spotkać go na żywo i mieć możliwość rozmowy. Na pewno był on ciekawą osobą, ale czy po bliższym spotkaniu nie okaże się tylko kolejną szarą osobowością, która tylko pięknie pisać potrafi, a ze przeżywaniem życia ma problem. Ile to już spotkała ludzi, którzy po kilku godzinach rozmowy tracili na wyjątkowości i stawali się tylko\aż ludźmi z problemami i marzeniami. Albo jeszcze gorzej bez problemów i marzeń, za to ze stabilnym życiem bez żadnych niespodzianek.
- Wole być ostrożna. – odpowiedziała mu spokojnie. – Ludzie czasem potrafią być nadwrażliwi i reagować przesadnie. Dobrze, że Pan nie należy do tej grupy. – stwierdziła i chciała się nawet zaśmiać słysząc swoje słowa. Tak denne i mdłe, które nie miały żadnego znaczenia. Już więcej do przekazania miała ekspresja jej twarzy, na której było widoczne zainteresowanie pomieszane z rozbawieniem. Nie znała go i nie ufała mu – prowadzili swoją grę, w której większość słów była bez znaczenia i tylko trzeba było się skupić, by nie przegapić tych ważnych i istotnych.
- Nie mogę Pana przecież obwiniać, że czyta Pan prasę. To chyba również należy do obowiązków dziennikarza.  – uznała przejeżdżając palcami po płytach. Ta rozmowa była nawet całkiem przyjemna: odrealniona i oddalona od codziennych spraw, jakby dodatek do życia. Nie była ona pewnie istotna dla żadnego z nich, ale warta trwania.
- By odtwarzała ona to co Pan czuje?  – zapytała wydajając się mało skupiona na swoich rozmówcy, ale cały czas rzucała na niego oko przeglądając winyle. – Jestem nawet tego pewna. – odpowiedziała mu patrząc prosto w oczy. – Muzyka to zmysłowa przyjemność, niektórzy nawet uważali, że to twarz Boga. To komunikacja bez słów, którą zrozumie każdy kto chce. A przy tym ma niesamowite właściwości terapeutyczne, w tak stresującej pracy na pewno, by się to Panu przydało. – dodała nie spuszczając z niego wzroku obserwując jego reakcje.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   06.04.16 18:31

Zabawne. Czyżby się o niego martwiła? Ludzie wszędzie starali się dostrzegać bogów, szukając ich w zjawiskach - wytworach własnych, siłach natury, bądź stawiając u podstaw samego Wszechświata. Osobowy bóg jednak nie istniał i nawet jeśli Biblia okazała się dlań lekturą ciekawą (sięgał po nią kilkakrotnie, wczytując się w treści ksiąg głównie Starego Testamentu), nie mógł jej przyznać żadnej wartości poza literacką i realnie symboliczną. Poznał ją, jak wiele innych wytworów kultury mugolskiej, do których czarodzieje odnosili się z dużą rezerwą. On również zwykł się odnosić - choć niektórzy autorzy posiadali prawdziwy talent, zmieniali całkowicie myślenie i światopogląd.
Muzyką się jednak nie zajmował, w przeciwieństwie do lady Fawley - co zresztą nie było niczym dziwnym, biorąc pod uwagę słynne tezy głoszone na temat osób do owego rodu przynależących, począwszy od słynnych mecenasów, na równie słynnych artystach skończywszy. Muzyka rozrywkowa była jednak czymś zupełnie innym od klasycznej, tak uwielbianej przez konserwatywne magiczne społeczeństwo. Niezależnie jednak od wszystkiego - poddawał się, pozwalając w tymże momencie kobiecie prowadzić, tłumaczyć, usiłować zaznajomić z czymś, z czym z reguły nie miał większego zetknięcia. Uważał i nie przerywał, nie naciskał, pozwalając wszystkiemu zmierzać ku samej konkluzji. Słysząc wzmiankę o stresującej pracy, uśmiechnął się nieco, a na jego twarzy zagościło lekkie rozbawienie. Niemniej jednak nie wynikające z ironii albo złośliwości.
- Nie przeczę - odpowiedział, przenosząc wzrok z półek ponownie na jej sylwetkę. - Ale jak znaleźć odpowiednią? - Zmarszczył nieznacznie brwi, wyraźnie tą kwestią zaintrygowany.
Muzyka dzieliła się - podobnie jak wszystko, skoro więc miała twarz boga, bóg ten był istotą o wielu twarzach, obliczach, budząc w sobie wielorakie odczucia. Nigdy jednak nie brał jej na poważnie, przypisując tę cechę prędzej lekturom, obrazom - nigdy zaś żadnej melodii.
- Chyba nie zna mnie pani dostatecznie dobrze - przyznał z lekkim wytknięciem (żalem?) w głosie, lecz zarazem bez większej pewności. Wysnuwając wyłącznie hipotezę, która mogła zyskać w czasie potwierdzenie bądź negację.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   12.04.16 21:20

Gdy była młodsza zainteresowała się religiami mugolów dowiadując się jak głęboko zakorzenione w kulturze ludzi niemagicznych jest słowo „Bóg”. W czasie tych swoich nie całkiem dozwolonych wycieczek do mugoli poznała oględnie ich styl życia czy obyczajowość. Niektóre rzeczy zupełnie nie różniły się od jej czarodziejskiego świata, choć nie wiedziała czy to przejaw przenikania światów czy owe rozwiązania zostały wypracowane niezależnie od siebie. Która teoria nie byłaby tą prawdziwą to nadal większość stanowiły różnice, a tak się jej przynajmniej wydawało. Nigdy nie była negatywnie nastawiona do mugoli, zawsze żyli obok nich niewtajemniczeni w ich świat. Ale będąc wśród nich odczuła jakby ona również traciła, ale wszystko było warte utrzymania tajemnicy jaką stanowili dla nich czarodzieje. Gdyż mimo pozytywnego odbioru ich świata to nie mogła zaprzeczyć, że mogą być oni również bardzo niebezpieczni. Żałowała, że niektórzy nie dostrzegają jak źle mogłaby się skończyć odkrycie  przez nich, że istnieje magia. Pozostawiając kwestie bezpieczeństwa to mugole i ich kultura mieli wiele do zaoferowania. Muzyka i jej odbiór nie różniły się, może tylko teksty piosenek. Ale instrumenty były te same i ludzkie głosy brzmiały znajomo. W swojej kolekcji miała wiele artystów-mugoli i gdyby nie poinformowała kogoś o pochodzeniu artysty to nie byłby świadomy kogo słucha. Mugoli było więcej dlatego szybciej zachodziły wszelkie zmiany, bo ludzie mieli większą siłę. Muzyka ewoluowała szybciej, słychać było nowe nurty, a żyli przecież w tak ciekawych czasach dla rynku muzycznego.
- Mogę panu opowiedzieć o moich doświadczeniach związanych ze muzyką i jej poszukiwaniu, ale w tę drogę będzie musiał się pan wybrać sam. – poleciła mu jak nauczycielka uczniowi. - Nie mogę wszystkiego za pana zrobić, to bardzo indywidualna kwestia. Chciałby pan prostych odpowiedzi na całkiem skomplikowane procesy, to wręcz populizm byłby z mojej strony. – dodała karcąco, choć nadal wesołe ogniki tańczyły w jej oczach. Mimo że bardzo lubiła muzykę to widziała, że jej towarzysz nie podziela jej pasji. Ona została wychowana w chwale wielkich kompozytorów, a jej dojrzewaniu towarzyszyły dźwięki skrzypiec siostry lub pianina brata.
-W tej kwestii zgadzam się z panem całkowicie. W końcu kim ja dla pana jestem? Nikim. – odpowiedziała sama sobie bez żadnego żalu czy smutku. Stwierdziła prostu fakt, gdyż nie znała tego mężczyzny ani on jej nie znał.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   13.04.16 20:59

Nie uważał, że powinna go prowadzić za rękę, choć momentalne oddanie prowadzenia - poddanie się, niemal bezsprzecznie pozwalając wszystkiemu płynąć, wydawało mu się doświadczeniem ciekawym, doświadczeniem godnym wypróbowania. Uśmiechał się cały czas lekko, uśmiechem rozświetlającym twarz, nadając zazwyczaj ostro nakreślonym rysom swojego rodzaju łagodności; wygładzając lekkie zawiązki zmarszczek, które mimowolnie gościły wraz z ułożeniem mimiki.
Nie uważał, że słowa kobiety mogą go w jednej chwili do muzyki przekonać - wznieść na płaszczyznę cichego uwielbienia, celebrowania, jak poszczególne nuty zapełniają regularne sploty ciszy, rozchodząc się między ścianami i odbijając od małżowin uszu. Nie liczyła się tutaj sama chęć zmiany poglądów, co poznania zupełnie innej strony; odkrycia innego sposobu patrzenia. Milczał, nie dopowiadał, słuchając wszystkiego z oczekiwaniem na odpowiedni moment.
- Brutalne podsumowanie -  oznajmił z lekką goryczą w głosie, mimo wszystko wyzbytą ironii, między zwykłym oznajmieniem a obrazem drobnego wytknięcia. - Mógłbym powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie podzieliłbym tej opinii.
Nikim. Określenie niby ogólne, lecz przesiąknięte jakby nieokreśloną siłą, która biła zewsząd w każdej składowej artykulacji. Cięło powietrze, docierało i chciało uzmysłowić - lecz uzmysłowić błędnie; nikt przecież nie posiadał twarzy, był rozmyty, nieobecny, darzony zupełną ignorancją.
- Nie znam pani, to prawda - potwierdził, podchwyciwszy tym samym myśl poprzednią; a w końcu ona również nie miała na jego temat dużego pojęcia, nawet jeśli była zdolna dotrzeć do najbardziej osobistych dokumentacji. Nie w tym sposobie zgłębiania. - Ale nie musi być to bezwzględnym pojęciem.
Przecież teoretycznie mógł dowiedzieć się więcej. Pytanie pozostawało tylko - jak dużo, czy mogli wyjść poza ramy zwyczajnych, niezobowiązujących ich konwersacji? Być może to właśnie ich klimat powodował, że chętnie rozpoczęli następną? Że jeszcze nie rozeszli się, nie będąc zbieżnymi w jakikolwiek sposób.
- Czy wierzy pani, że przypadki mogą przybrać większą od siebie wartość? - zapytał nagle, rozważając okoliczności, w jakich zwykli siebie widywać. - Proszę opowiedzieć mi więcej. - Zaakcentował ostatnie słowo wyraźnie, dobitnie; a jego spojrzenie uległo znacznemu wyostrzeniu. Jakby chciało przeniknąć poprzez ograniczenia, przeniknąć i dowiedzieć się o wszystkich skrywanych myślach.
Poznać (?). Cóż, niewątpliwie, dowiedzieć się na temat owych doświadczeń.
I potem odnaleźć kierunek samemu.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   23.04.16 22:38

Czy można było przekonać w ciągu jednej rozmowy drugą osobę do całkowitej zmiany poglądów na dany temat? Uważała że to mało możliwe. Można zapoznać ją z argumentami drugiej strony, pokazać inną drogę i dać czas na przemyślenie otrzymanych informacji. Chyba że druga osoba była niezwykle podatna na wpływy innych osób i jako mało asertywna osoba miała problem z obronieniem swojej tezy jak i nie daniem się zmanipulować do szybkiego jej porzucenia. Daniel nie wydawał się osobą, która zaraz miała piać zachwytu nad sonetami czy mazurkami, raczej na sceptyka, który chce sprawdzić inne możliwości. Ona nie miała nic przeciwko temu, była to nic nie wiążąca rozmowa, która i jej samej mogła dać sporo do myślenia.
- Jeśli pan tak uważa. – nie zgadzała się z nim. To nie było brutalne, bolesne czy bestialskie. To było jak najbardziej neutralne, nie mające w sobie aż tak negatywnego ładunku jakie niósł ze sobą podany przez niego przymiotnik. – W takim razie kim dla pana jestem? – zapytała lekko się z nim drocząc. Nie wierzyła, że ten mężczyzna uważał ją za kogokolwiek ważniejszego. Ledwo co się znali, ale przecież w ludzkim umyśle tworzą się różne rzeczy. Nie była pewna czy nie ma przed sobą osoby chorej psychicznie, która była od krok od wyznania jej wiecznej miłości. Wyśmiałaby go, była tego pewna. Równie mocno jak tego, że to się nie wydarzy. Może była ona dla niego jakimś symbolem? Arystokracji? Albo za każdym razem jak ją spotykał to przydarzało mu się szczęście albo pech.
- Przynajmniej w tym się zgadzamy. – powiedziała z entuzjazmem, gdyż nie często im się to zdarzało. Byli dla siebie obcy i wiedza jaką zdobyła na jego temat to była tylko kropla w morzu. Miała nadzieje, że nie poczuł się przez nią osaczony przez jej poszukiwania, bo na pewno nie o to jej chodziło. Po prostu była ciekawa i wolała mieć wszystkie karty w ręce. W czasie ich pierwszej rozmowy odczuwała, że wiedział on o niej więcej niż ona. Obecnie chyba ich szanse były wyrównane i wiedza na podobnym poziomie. Ważniejsze było jednak jak będą rozgrywać posiadanymi informacjami, pozostawało tyle możliwości.
- Tylko z ludzką inicjatywą i ingerencją. Człowiek ma większość władzy w swoich rękach, tylko nie wie co z tym zrobić. – podzieliła się z nim swoją opinią patrząc na niego z zainteresowaniem większym niż jeszcze kilka minut temu. Ruszyła jeszcze kilka kroków dalej widocznie mając w tym cel. Przeszukiwała płyty nie patrząc na niego, gdy w końcu znalazła.
- Była to pierwsza płyta jaką zakupiłam. – powiedziała podając mu winyl „Bird and Diz” Charliego Parkera, dzięki któremu zakochała się w jazzie. – Było to coś nowego, daleko temu od muzyki poważnej i rzadko kiedy puszczane w moim domu, chyba tylko w gabinecie ojca. To dla mnie powiew wolności i to przez jej pryzmat słuchałam tej płyty.- zdradziła mu coś co było najbardziej osobistą rzeczą jaką kiedykolwiek mu powiedziała.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   24.04.16 7:28

Każde pytanie, każda czynność wymagająca z jego strony reakcji, wydawała mu się swoistym wystawianiem na próbę. Słowa były co prawda dogodnym materiałem, były plastyczne i podatne na wpływ umysłu, lecz jakże przy tym upośledzone. 
N i e w y s t a r c z a j ą c e. Nie umiały zawrzeć i odzwierciedlić wszystkiego, co krążyło po wnętrzu, dwojąc się i trojąc w znaczeniu - chaosu wymieszanych symboli. Odczuć, które były mętne i niemożliwe do rozpoznania, widniały, jak nasączone światłem majaki sylwetek. Mogły być wszystkim. Mogły być czymkolwiek. Ale na pewno nie były niczym. Rozrastały się i przemieniały, nieustannie tocząc rzędy przemian.  
- Dowiem się w miarę czasu - odpowiedział niespiesznie, ale również nie każąc jej przy tym długo czekać. - Próżno doszukać się jednoznaczności.
Obserwował. Traktował ją raczej jako ciekawy obiekt, osobę zupełnie przypadkową, zjawisko - doświadczane na różnych etapach i tak samo szybko zdolne do odejścia. Nie chciał, by sądziła, że ma wyrobioną opinię. Że wie. Że będzie umiał zawrzeć to w prostym, roznoszącym się w powietrzu przesłaniu, które idealnie nałoży się na całość wyciągniętych przezeń konkluzji. Zwlekał, odkładał, nie potrzebował. Nie musiał nic obiecywać, nie musiał okazać zaangażowania. 
Jednak był obecny. Niezaprzeczalnie, chłonął słowo za słowem, rzeczywisty, wetnięty w zdawałoby się - naturalny schemat. Rutynę, która zrzucała kaftan obojętności, choć nie dawała nic i nic nie oczekiwała w zamian. Poza samym momentem, poza łańcuchem przyczyn oraz skutków, jakie wkrótce miały przeminąć. I później powrócić. Być może. Świat był przecież zaskakująco małym miejscem. 
- Sztuka jest wolnością - wypowiedział cicho, bardziej do siebie samego niż do niej. - Zapamiętam to - dodał wyraźniejszym tonem. 
Sztuka dla sztuki, eviva l'arte, czyż nie był zwolennikiem takiego poglądu? Nie miał zamiaru (jeszcze?) dzielić się którymś ze swoich przeżyć, lecz zawsze traktował ją z głęboką kontemplacją, niezwykłą, tak oderwaną od rzeczywistości i tak nieuchronnie wpisaną w jej przebieg. Możliwe, że prócz tego była ucieczką. Że dlatego - z jej powodu - usuwał się z pola widzenia, dawał otoczyć cieniom, zgłębiając coraz kolejne dzieła i tworząc interpretacje. One kształtowały go. Próbowały uleczyć i podnieść z upadku. 
- Ciekawe, czym okazałaby się ta płyta dla mnie - nawiązał, lustrując ją wzrokiem, czując w palcach, mimo nieznacznego, na pozór nieistotnego ciężaru. - Sądzi pani, że powinienem spróbować? 
Spłaci ten dług. Kiedyś. Przy następnym możliwym spotkaniu.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   11.09.16 13:50

/23 luty?

Od ostatniej rozmowy z Bertiem, Titus coraz częściej zapuszczał się poza magiczny Londyn, poznając zwyczaje i życie mugoli, przyglądając się mknącym po ulicach autom i marząc, że sam kiedyś będzie posiadaczem takiej fantastycznej maszyny! Ach! Oczami wyobraźni już widział siebie za kierownicą, jak mknie po asfalcie, a później ponad szarymi kłębami chmur, wiecznie górującymi nad Londynem. Coraz częściej odwiedzał także mugolskie bary wydając w nich wcześniej nieznane pieniądze i wsłuchując się w rytmy grane przez amatorów. Od zawsze interesował się muzyką, ale stała się dlań tym bardziej intrygująca, kiedy dowiedział się czym właściwie jest jam session. Czyż to nie wspaniałe, że zupełnie nieznajomi ludzie siadali obok siebie i tworzyli coś... razem? Coś wspaniałego, a także całkiem ulotnego, bo nikt nie zwracał uwagi na palce tańczące po strunach, nikt nie pamiętał akordów! Sam próbował swoich sił przy mikrofonie i bawił się wtedy fantastycznie, a ci wszyscy ludzie... Jakże miło wspominał trwające w nieskończoność rozmowy o najnowszych muzycznych trendach czy wręcz przeciwnie - o zespołach, o których do tej pory nie miał pojęcia. Kilka nazw zapisanych na kawałku papieru pchnęło go do tego, by wreszcie odwiedzić Flashback, sklep muzyczny polecany przez wszystkich londyńczyków, których poznał w ostatnim czasie. Mówili o tym miejscu z takim zapałem, że Titus nie mógł sobie darować!
I tak oto przemierzał właśnie uliczkę, zerkając na każdą mijaną kamienicę i wyszukując mosiężnych cyfr - znał adres oraz nazwę, ale szukanie i tak zajęło mu więcej czasu niż się spodziewał. Niemniej zanim dostrzegł szyld jego uszu sięgnęła muzyka, tyle, że wcale nie wydobywała się z wnętrza sklepu, a pudła rezonansowego ulicznego grajka. Świetnie! Ollivander zatrzymał się, wlepiając spojrzenie w chłopaka, uprzednio oczywiście nagradzając jego starania kilkoma drobnymi, które z cichym brzęknięciem wylądowały w pokrowcu. Kiedy natomiast utwór dobiegł końca, Titus zbliżył się do nieznajomego szczerząc doń w uśmiechu.
- Cześć, świetna nuta! - pokiwał łbem, wyciągając ku niemu dłoń, odzianą w rękawiczkę pozbawioną wszystkich palców.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you
That this is not who I am
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   12.09.16 23:11

Powoli... bardzo powoli robiło się coraz cieplej na zewnątrz. Padający i tak z rzadka śnieg, zamienił się w typowy dla angielskiej pogody deszcz. Oczywiście wciąż zdarzały się dni chłodniejsze, ale ja osobiście nie wyczuwałem już w tym zimowej aury, raczej nieśmiałe początki wiosny.
Coraz częściej ciągnęło mnie na zewnątrz. Zamiast powtarzać po raz kolejny wiadomości z zajęć, zamiast szukać jakiejś porządnej roboty, wychodziłem z gitarą na ulicę. Nawet nie chodziło mi specjalnie o zarobek, bo pieniądze z tego były przeważnie marne, ale sprawiało mi to po prostu przyjemność. Grałem i śpiewałem na luzie, tak jak w domu, ale przy okazji miałem pogląd na reakcje ludzi - przychylniejsze lub wręcz przeciwnie - te negatywne. Tak czy siak, dawałem z siebie wszystko, by tym największym ponurakom przywrócić choć cień uśmiechu na parę sekund. Tyle mi w zasadzie wystarczało do szczęścia.
Miałem kilka swoich ulubionych miejscówek. W pierwszej kolejności zwykłem chodzić na Plac Piccadilly Circus, ale jeśli już ktoś tam grał, to szedłem dalej, do parku. Lubiłem parki, miałem wrażenie, że ludzie się w nich tak nie spieszyli jak na ulicy, że chętniej przystawali posłuchać muzyki... choć zdarzało się, że ktoś mnie uciszał, albo wyganiał mamrocząc coś o jazgocie i zakłócaniu ciszy. Dziś właśnie miałem "szczęście" trafić na taką zrzędliwą starszą panią grożącą mi kurczowo ściskaną przez nią parasolką w różyczki. Cóż miałem zrobić? Ze starszymi przecież nie będę się wykłócać, prawda? Przeprosiłem grzecznie, zabrałem swoje rzeczy i ruszyłem w stronę kolejnej ze swoich miejscówek.
Pokochałem Flashback od pierwszego wejrzenia, serio. Kiedy tylko (jeszcze jesienią) przestąpiłem próg tego sklepu muzycznego, wiedziałem, że to jedno z tych miejsc, w których z powodzeniem i bez znudzenia mógłbym spędzać całe dnie. Mogłem tu posłuchać czego dusza zapragnie, pomarzyć o gitarze elektrycznej: Gibsonie Les Paulu w kosmicznej, nieosiągalnej dla mnie cenie czy trochę nowszym i wbrew pozorom tańszym Stratocasterze od Fendera. Kilka razy nawet miałem okazję pograć na ich starszych siostrach. Nie powiem, grało się na nich inaczej niż na mojej gitarze akustycznej, ale sądzę, że szybko bym się nauczył. Może kiedyś...?
Flashback miało też tą zaletę, że przychodzili tu naprawdę fajni ludzie, z którymi można było porozmawiać o tym, co tak kochałem - o muzyce, instrumentach, nowych zespołach... nigdzie nie nauczyłem się tak dużo z tej dziedziny, jak właśnie tutaj! No i oczywiście zostawało też wygrzebywanie starszych bądź nowszych cennych nagrań... Przesiadywałem tu tak długo, że właściciel sklepu zaczął mnie nawet rozpoznawać (czyżby mój wzrost rzucał mu się w oczy?) i choć nie był fanem mojej muzyki, pozwalał mi grać na ulicy opodal (tak, grzecznie zapytałem go czy mogę). I tak też dziś wylądowałem tutaj.
Palce prześlizgiwały mi się po strunach wydobywając z instrumentu dobrze mi znaną melodię. Śpiewałem chwilę temu, a teraz korzystając z tego, że nie widać było nikogo na horyzoncie, dałem odpocząć gardłu wygrywając na gitarze ostatni z moich kawałków. Podobał mi się i wydawał mi się dobry, choć bez słów zapewne miał nikłe szanse przebicia. Niestety, tekściarzem byłem naprawdę słabym - nawet dziecko w wieku przedszkolnym wymyśliłoby lepsze teksty piosenek. Pewnie to przez to, że byłem noga z wierszy.
Wczułem się. Ta melodia przypominała mi jak zaczynałem przygodę z gitarą, to jak rzuciłem grę na niej, jak znów do niej wróciłem... i samego Kingsleya, który niezależnie od wszystkiego mnie wspierał i wykazywał się niekończącymi się pokładami cierpliwości przy uczeniu mnie najprostszych akordów. Jakoś tak zrobiło mi się sentymentalnie, nawet przymknąłem oczy. Dłonie same wiedziały, co robić bezbłędnie trafiając w odpowiednie struny. Melodia na moment zwolniła, przycichła... by nagle rozbrzmieć ze zdwojoną siłą. Z ballady przeobraziła się w kawałek z pewnością nadający się do tańczenia - rockandrollowy. Otworzyłem ponownie oczy i dopiero wtedy zorientowałem się, że wcale nie jestem sam. Uśmiechnąłem się łobuzersko do nastolatka i ukłoniłem w podzięce za pieniądze, by zakończyć utwór mocnym akcentem. Może aż za mocnym, bo po wszystkim praktycznie nie czułem palców. Luuz, zaraz przejdzie.
- Dzięki - uśmiechnąłem się do chłopaka jeszcze szerzej, kiedy ten docenił moje starania. - Wydawało mi się, że nie jest tragiczna, fajnie to usłyszeć od kogoś innego - dodałem i uścisnąłem jego dłoń. - Lou - przedstawiłem się. - Też muzykujesz? - zagadnąłem. Ot, takie miałem przeczucie, a mój nos pod tym względem rzadko się mylił.




Make love music
NOT WAR

©️CC
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   13.09.16 17:14

Przyjemnie było obcować z muzyką, a jeszcze przyjemniej z kimś, kto potrafił się w niej całkowicie zatracić. Titus miał wrażenie, że ten młody człowiek sunący palcami po gryfie jest właśnie jednym z takich ludzi. Z melomanów, którzy podczas gry całkowicie oddają się melodii, którzy swoje instrumenty traktują czulej niż kochankę. Ollivander widział ich ostatnio w klubie i wcześniej, kiedy jako dzieciak włóczył się z rodzicami po operach - wtedy jednak nie doceniał patetycznych utworów, nie doceniał Mozarta ani innych najznamienitszych kompozytorów, a jego dziecięce oczy wpatrzone były w kolorowe dekoracje pełne przepychu i barokowe stroje, uszy natomiast pozostawały głuche. Aż do momentu, w którym guwernantka nie zaczęła uczyć go śpiewu, nucąc stare, radzieckie kołysanki. Teraz mógł obserwować nieznajomego, podziwiać zręczne palce przyciskające struny i wyraz twarzy zmieniający się z każdą nutą. Był szczerze zachwycony! Inspirowali go wszyscy ci, którzy potrafili zatracić się w swoich pasjach, oddać całkowicie temu, co kochali.
- Żartujesz sobie? Było ekstra! - z entuzjazmem pokiwał głową, jeszcze bardziej radośnie potrząsając jego dłonią - Titus. - darował sobie nazwisko. W świecie czarodziejów zawsze chwalił się, że należy do zacnego klanu Ollivanderów, ale tutaj? Tutaj i tak pozostałby całkowicie anonimowy - Trochę. - wzruszył jednym ramieniem - To znaczy znam się trochę na muzyce od strony teoretycznej, wiem jak to głupio brzmi, i próbuję śpiewać. - parsknął śmiechem - Właściwie od niedawna. Ostatnie na jammie nawet nieźle mi szło, znaczy... No, podobno było ok. - zawsze Titus paplał co mu ślina na język przyniosła, nieważne czy znał kogoś od lat czy poznał przed sekundą. Był osobą otwartą i pogodną, co chyba przyciągało do niego innych, a przede wszystkim było naprawdę pożądaną cechą w mrocznych czasach, w których przyszło mu się urodzić. Nie miał żadnych oporów przed kontaktami z nieznajomymi, a najważniejsze, że dobrze mu z oczu patrzyło.
- Piękny instrument. Mogę zobaczyć? - zlustrował wzrokiem gitarę - niby nie umiał grać, ale ciągnęło go do instrumentów, znał też nuty, miał ucho do dźwięków, zwyczajnie pośród tych wszystkich typowo szlacheckich zajęć nie starczyło mu czasu na szlifowanie umiejętności w tym kierunku. Niemniej wychował się w rodzinie, w której kultura i sztuka była obecna od zawsze, a każdy przejaw zainteresowania którąś z tych dziedzin bardzo na miejscu.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
 

Sklep muzyczny Flashback

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Sklep z ubraniami Gladraga
» Sklep Madame Malkin
» Sklep z eliksirami J. Pippin's
» Sklep Ollivandera
» Sklep Odzieżowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17