Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Południowa wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Południowa wieża   04.12.16 0:12

First topic message reminder :

Południowa wieża

Wieża leżąca w południowej części rezerwatu, stanowiąca w pewien sposób również i jego najbardziej wysunięty na południe kraniec. Służąca jako punkt obserwacyjny, kiedyś spełniała swoją funkcję o wiele częściej. Teraz pozostawiona jako relikt, opustoszała, wybija się ponad linię drzew, chociaż poszukujący swoich zgub opiekunowie od czasu do czasu wchodzą na jej szczyt, by stamtąd wypatrywać podopiecznych.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   30.12.16 9:39

Nie wiedziała skąd to wszystko bierze. Siłę by zacząć z nim pracować, a potem siłę by z niej zrezygnować. Nie wiedziała jak potrafiła patrzeć na jego plecy i go nie zatrzymać. Nie chciała z tego rezygnować. Pomyślała, że może mu pomóc, ale tak naprawdę niczego prócz własnych uczuć nie pokazała. A powinna. Powinna odrzucić to co czuła i to co myślała. Przecież miała świadomość tego co ze sobą niesie każde wypowiedziane w jego kierunku słowo. Wiedziała, że więcej przyniesie im bólu niż zalążku komunikacji. A jednak robiła to nie bez powodu. To wszystko dlatego, że w takim momentach potrafiła sobie przypomnieć o tym co ich łączyło. Nawet nie myślała o tym jak się do siebie zbliżyli, bo to był przecież tylko zalążek ich uczuć. Początek. Miała w pamięci zaufanie jakim się obdarzyli i to, że widzieli ile mogą stracić wchodząc w takie relacje. Mogli stracić więcej niż zyskać bo przecież byli z dwóch nienawidzących się rodów, a jednak wiedzieli, że to co cenne jest w tym co mogą zyskać. To ckliwe myślenie ją tutaj zaprowadziło. Była na siebie wściekła, że pozwoliła by jej myśli były ciągle skierowane w jego stronę. Powinna teraz myśleć o smoku i o tym by go znaleźć za wszelką cenę. Odwróciła się i zaczęła schodzić ze wzgórza. Wracaj do domu, Lynn. To jego smok. Nie masz już nic tutaj do roboty. Nie dało się ukryć jej rozgoryczenia. Tego, że to kończyło się dzisiaj i to w taki sposób. Tylko na co w takim razie liczyła? Tacy jak oni nie mogą liczyć na szczęśliwe zakończenie. W głębi siebie wiedziała, że uratowanie matki Yaxleya było w tym wszystkim priorytetem. Bez względu na wszystko chciała mu pomóc tego dokonać, a jednak na samym końcu nie mogła go przyjąć takim jaki jest. Dość tego. Dość ciągłego rozpamiętywania. Dość użalania się nad sobą i nad tym wszystkim co się wydarzyło. Na świecie było wielu łamaczy klątw, a ona nie miała zamiaru się zmuszać do współpracy nawet jeżeli bardzo chciałaby mu pomóc. Odwróciła się by spojrzeć na niego ostatni raz. Ten widok miał jednak prześladować ją z innego powodu niż myślała. Widząc jak przystaje ledwo trzymając się na nogach zmarszczyła brwi nie rozumiejąc co się tak naprawdę dzieje. Dopiero kiedy upadł ściągnięty niepojętą siłą na ziemię ruszyła w jego stronę. Nogi niosły ją szybciej niż kiedykolwiek przedtem. Nie dzieliły ich kilometry, ale właśnie takie miała wrażenie. Uklękła obok niego nie wiedząc kompletnie co w tym momencie powinna zrobić. Nie zastanawiała się nad tym czy chciał by tu była, nie patrzył na to czy ją odtrąci. - Co się dzieje? - zapytała łagodnie szukając spojrzenia jego oczu. Nie wyglądał dobrze. Wyglądał tak jakby ktoś ranił go i to w tym momencie. Mocno i dotkliwie. - Morgo… czy to klątwa? - zapytała znowu. Nie zwracała już uwagi na to jak go nazywa. To się nie liczyło. Zmartwiona chciała położyć dłoń na jego ramieniu, ale się zawahała jakoś odczuwając, że to właśnie ręka jest źródłem jego bólu. Dotknęła palcami jego dłoni nie będąc pewną co ma zrobić. - Na Merlina jak Ci pomóc? - kolejne pytanie. Chciałaby mu pomóc chociaż dobrze wiedziała, że on tej pomocy od niej nie chce.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   30.12.16 13:07

Wszystko o czym myślał, co czuł związanego z nimi było prawdziwe. Dla niego takie było i chociaż w głębi wiedział, że dla Lynn również, wolał jednak myśleć, że tylko jego to bolało. Nie dlatego że czuł się pokrzywdzony. Nigdy nie chciał, żeby cierpiała i miał nadzieję, że te wszystkie słowa są jedynie impulsem. Nie prawdą. Nie chciał w nie wierzyć, choć zdawał sobie sprawę, że ją skrzywdził. Kiedy szedł obok niej był lepszym człowiekiem. Potrafił odnaleźć w sobie ukryte uczucia, które wcześniej zarezerwowane były tylko dla najbliższych. Teraz widział, że rozstanie z nią wcale go nie uwolniło. A przynajmniej nie w kontaktach z innymi ludźmi. To jak traktował Lilianę... Jak nie chciał rozmawiać z matką. Jak odtrącał Leię. Krzywdził je, nie wiedząc o tym. Zataczał się z powrotem. Nie chciał być od tego zależny, jednak nie mógł. Ona po prostu rzucała na niego urok. Nie przejmowałby się tak, gdyby wiedział, że to magia. Ale to była prawda. Brutalna, drastyczna i przerażająca. A strach przed tym był zdecydowanie gorszy niż spotkanie twarzą w twarz swojego największego koszmaru. Od nowa wracała do niego wizja chwili, w której ją utracił. I chociaż był to jeden moment, dla niego działo się to w kółko. Próbował z tym walczyć, by nie przegrać. Wtedy na wybrzeżu widział jak płakała. I zobaczył co zrobił...
Gdy dotykał jednym kolanem ziemi, czuł, że zawróciła. Sam nie wiedział jak ale dochodziły do niego drgania ziemi, cząsteczki powietrza unosiły mu się nad głową, a każdy powiew był jak poranna bryza. Zarówno z tym wszystkim kotłował się w nim ból, który nie łagodniał ani na chwilę. Rozgrzany pręt wbijał mu się w ramię i pulsował, zwiększając swoje rozmiary. Nie mógł zidentyfikować konkretnego miejsca, bo promieniował wszędzie. Zostaw mnie nie przeszłoby mu teraz przez gardło. Chociaż bardzo chciałby, żeby odeszła. Żeby powiedziała wprost, że wszystko się skończyło, że się od niego i od tego co było odcięła. Żeby znowu nie martwiła się o to, co się dzieje. By żyła swoim życiem z daleka od niego. Bo jeśli nie mógł być przy niej, wolał, żeby w ogóle nie była w pobliżu. Żeby nie patrzyła na niego jak na kogoś kto potrzebuje pomocy. Nie potrzebował jej. Nie potrzebował litości. Gdy dotknęła jego dłoni, drgnął niekontrolowanie, po czym spojrzał na nią pełen nieznanego bólu, ale i błagania, żeby na niego nie patrzyła. Odwrócił się od niej. To musiał być żałosny widok. Poczuł, że ból ustępuje, ale piszczenie w uszach utrzymywało się jeszcze przez moment.
- To nic - wycharczał, po czym wstał, nie chcąc dać się zwalić z nóg wirowaniu w głowie. Ustał na chwilę, po czym zaczął iść dalej. Musiał się rozchodzić. To tylko animagia i rana po tym cholernym kundlu. Nic więcej.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   30.12.16 15:26

W tym co robiła nie było litości. Nigdy nie widziała w nim słabości, nigdy też nie myślała o kimś kto potrzebuje jej pomocy. Była z boku. Czekając na to by w momencie, kiedy jej potrzebował po prostu być. Byli od siebie tak bardzo różni. Jak ogień i woda. Jak żar przeplatany z zimnem. To ona była tym zimnem. Jedna rzecz była u nich niezmiennie najważniejsza. Troska o bliskich. Zrobienie dla nich dosłownie wszystko. Gotowość do największych czynów i wyrzeczeń. Wbrew temu co się stało nie byłaby w stanie przejść obojętnie obok jego cierpienia. Zmartwiona o jego zdrowie, przejęta jego stanem. Nie było w tym grama litości. On po prostu nadal tkwił w niej całej. Nawet jeśli nie było to uczucie jakim powinna go darzyć. Tkwił w jej wspomnieniach, drobnych gestach, myślach o wszystkim i o niczym. Jeżeli myślał, że może wyrzucić go z głowy i ruszyć dalej to bardzo się mylił. Teraz nie obchodziło ją to co sobie o niej w tym momencie pomyślał. Czuła, że nie chciał by go takim widziała. Może nie potrzebował jej pomocy, a może miała mu pomóc właśnie zostawiając go samego. Jednego za to była pewna. Wbrew temu co o nim teraz myślała. Wbrew temu jak bardzo ją zranił, albo jak bardzo zranił siebie. Była pewna, że on nie spojrzałby na nią w takiej sytuacji obojętnie i nie odszedłby tylko dlatego, że go o to poprosiła. To chyba jedna z nielicznych rzeczy, których była pewna jeżeli chodziło o lorda Yaxleya. Spojrzała na niego krzywiąc się. Widząc ból wymalowany na jego twarzy poczuła się tak jakby ten ból ktoś zadawał jej. Chciał, żeby odeszła. Zniknęła. Zapomniała, że w ogóle go takim widziała. Tylko… tragedią tego wszystkiego był fakt iż nie zdawali sobie sprawy z tego jak bardzo się ze sobą liczyli. Jak razem współgrali. Nie było podziałów w takich sytuacjach. Kiedy on padał na kolana ona padała razem z nim. Kiedy on wstawał o również podnosiła się by móc na niego spojrzeć. I czy te wcześniejsze słowa mogły mieć jakiekolwiek znaczenie? - Morgo… - zaczęła znowu całkowicie się nie kontrolując w tym jak się do niego zwracała. Nie obchodziło ją to teraz. Kiedy wstał i zaczął iść chciała go zatrzymać. - Poczekaj. Nie możesz tak po prostu… - wtedy usłyszała za sobą kroki i odwróciła się raptownie. Mężczyzna, który jeszcze chwile temu zawiadamiał Yaxleya o tym, że czeka na niego list już szedł do nich z kolejną informacją. Lynn opuściła dłonie w geście rezygnacji. Teraz nie dowie się już niczego. Nie będzie nawet wiedziała czy wszystko z nim w porządku. Teraz już wiedziała, że po prostu zniknie i będzie tak jakby to w ogóle nie miało miejsca.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   30.12.16 16:07

Nie możesz tak po prostu… Było to jak zaprzeczenie wszystkiemu w co wierzył. Nie zamierzał się zatrzymywać, jednak nie sądził, ze ktoś jeszcze im przeszkodzi. A okazało się, że ten dzień miał być pełen innych dziwnych zdarzeń. Morgoth chciał myśleć, że to co przed chwilą poczuł było związane z zaklęciami pomagającymi mu w przemianie podczas treningów i znaki po spotkaniu z wilkołakiem. Nic wcześniej jednak się takiego nie zdarzyło, a w międzyczasie rzucił Prae oculis na swojego podopiecznego. Do tego on zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, z miejsce zbrodni aż śmierdziało czarną magią. Czy to dalej mógł być czysty przypadek? Dopóki nie był stuprocentowo pewny to odpowiedź była twierdząca. Ale zapewne do czasu... Jones kazał się spieszyć, najwyraźniej wysłano go w jakiejś ważnej sprawie. Morgoth musiał więc zostawić Selwyn, ale w tej części rezerwatu była bezpieczna. Z uwagi na wyrwę odsunięto stamtąd wszystkie smoki. Została jeszcze jedna sprawa.
- Lynn - powiedział jedynie, wyciągając w jej stronę czarną łuskę smoka. Gdy nie sięgnęła po nią z początku, wziął jej rękę i włożył w nią jedyny ślad po Gostirze. Ufał, że wybada ją na wszystkie możliwe sposoby. Wierzył, że da radę, bo kto jak nie ona? Równocześnie było to pewne oddanie ponownego zaufania, chociaż nie miał wyjścia. Pracowali lub starali się pracować razem dlatego musieli w jakiś sposób sobie pomagać. Skłonił się kobiecie i wspólnie z pracownikiem rezerwatu udali się w drogę powrotną do głównego budynku. Nie wiedziała, co chciał zrobić. Nie wiedziała, że chciał rozmawiać za odpowiedzialnym za cały rezerwat lordem Greengrassem, by najął innego łamacza klątw. Nie dlatego że wątpił w jej zdolności. Przecież rozwiązała zagadkę z tajemniczą klątwą jego matki. Była młodą, odważną i skorą do poświęceń kobietą. Ale nie mogli razem pracować nad tą sprawą. Podchodzili do tego zbyt emocjonalnie, a to oznaczało jedno - brak profesjonalizmu. A w tym świecie nie było miejsc na słabości.

|zt x2




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   12.02.17 3:43

Para nr V

Po wyjściu z Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów, niektórzy z pobierających usługi u wykwalifikowanych alchemików lub opiekunów smoków, zdali się... nieco oszaleć. Nagle towary, na które nałożone było cło, znalazły się pod lupą tych, którzy je zakupywali, a produkty krajowe zdobyły tylko nieufność i podejrzenia.

Raleigha Greengrassa i Evelyn Slughorn połączył jeden z takich kupców - Bald Johansen, który przyjechał do Londynu z Norwegii tylko po to, by zakupić od nich ingrediencje do badań i eliksir na smoczą ospę. Umówił się w z nimi w ustronnym miejscu w rezerwacie Peak District (w widoczny sposób chciał zaoszczędzić na czasie i dwie sprawy załatwić w tym samym miejscu i momencie), by dopełnić transakcji, ale... nagle coś zaczęło mu nie odpowiadać. Raleighowi zarzucił, że smocza krew, którą miał od niego kupić, była nieświeża, a poza tym na fiolce osadziły się czarne grudki, co, jak sądził Bald, na pewno było związane z tym, że została ona pobrana od chorego smoka, a on koniecznie chciał dostać zdrową. Evelyn natomiast zarzucił, że eliksir na smoczą ospę, który miała mu sprzedać, a którego składniki pochodziły również od smoka z tego rezerwatu, śmierdział, a konsystencja była daleka od pożądanego rezultatu. Oprócz tego chciał wymusić na nich obniżkę cen towarów, zapierając się, że nie wyda fortuny na dwa tak marne produkty; sugerował, iż łaskawie zgodzi się na co najwyżej na zakup jednego z nich.

Evelyn i Ral muszą go przekonać, że nie ugną się pod jego groźbami i oskarżeniami, a sprzedane towary mają jakość taką, jaką mieć powinny... bądź przystać na jego warunki.

Mechanika
Kupca przekonać możecie na dwóch drogach: retoryki oraz zastraszania. Evelyn i Raleigh mogą współpracować bądź działać wyłącznie na swoją korzyść. Decydując się na działanie na swoją korzyść, nie można już potem współpracować. W przypadku klęski w trakcie współpracy, można zdecydować się na późniejsze zastraszanie wyłącznie na swoją korzyść.

W przypadku działania na swoją korzyść, postacie mogą skorzystać z tej samej metody przekonywania bądź wybrać różne, zaś w przypadku współpracy muszą zdecydować się na jedną.

Jeżeli jedna z osób wybierze zastraszanie, a druga retorykę, zastraszanie ma większą moc - jeżeli w tej samej kolejce obie postacie zdołają przekroczyć wymagane ST, zwycięży ta, która użyła zastraszania.

na swoją korzyść - retoryka:
 
na swoją korzyść - zastraszanie:
 

współpraca - retoryka:
 
współpraca - zastraszanie:
 

Datę spotkania możecie założyć sami. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   19.02.17 19:20

| połowa kwietnia?

Praca dla rezerwatu smoków Rosierów nie była jedynym zajęciem Evelyn. Poza nią często wykonywała też eliksiry na zamówienie, z reguły dla krewnych lub osób poleconych przez ojca. Po tym, jak kilka tygodni temu została niemalże pobita w trakcie przekazywania jednego z zamówień, miała już nauczkę, żeby nie wychodzić zbytnio poza to, co polecone przez rodzinę. Dzisiejszy klient był jednak nietypowy, zainteresowany usługami powiązanymi bezpośrednio ze smokami i rezerwatami. Z jakiegoś powodu chciał też, żeby Evelyn przybyła tego dnia do rezerwatu Greengrassów, wspomniał w liście, że z kimś stamtąd również łączyły go interesy. To już wydawało jej się bardziej nietypowe, ale mimo to stawiła się na miejscu przed wyznaczonym czasem. W przeszłości bywała już i w tym rezerwacie, chociaż ostatecznie podjęła pracę u krewnych ze strony matki. Zdawała sobie też sprawę z napięć, które obecnie panowały między Rosierami i Greengrassami, a które mogły przełożyć się na sprawy pomiędzy rezerwatami, jednak liczyła, że nie wpłynie to na dzisiejsze interesy. Sama nie miała zamiaru czynnie uczestniczyć w tym konflikcie, od polityki ważniejsza była dla niej sama alchemia i zainteresowanie, które budziły w niej smoki. Bez względu na to, pod czyją rodową pieczą były.
Jak się okazało po przybyciu na miejsce, drugą osobą uczestniczącą w interesach z zagranicznym przybyszem miał być Raleigh Greengrass, jeden z pracowników tutejszego rezerwatu. Evelyn skinęła mu uprzejmie głową. Jak dotąd nie miała powodu, żeby darzyć go negatywnymi uczuciami, chociaż nie znali się zbyt blisko i nie była pewna, jak zachowa się względem niej po oziębieniu stosunków między jego rodem, a rodem dla którego pracowała i z którym łączyły ją więzy pokrewieństwa.
Sprawa z kupcem okazała się jednak trudniejsza niż myślała. Mężczyzna od samego początku spotkania narzekał na towary zaproponowane przez alchemiczkę i opiekuna smoków, zarzekając się, że są zbyt marnej jakości, żeby zapłacił za nie wymaganą kwotę.
Evelyn poczuła się mocno dotknięta uwagą, że jej eliksir śmierdział i miał nieodpowiednią konsystencję. Co jak co, ale alchemia była rodową dumą Slughornów, zresztą była całkowicie pewna, i wcale nie było w tym rodowej pychy, że mikstura wyglądała i pachniała dokładnie tak, jak powinna.
- Panie Johansen, czy ma pan jakiekolwiek doświadczenie z eliksirami? – zapytała obruszonym tonem, chociaż wciąż starała się miarkować wyniosłe opanowanie. Była szlachcianką, nikt nie będzie traktować jej w tak lekceważący sposób, a już na pewno nie czarodziej nieposiadający szlachetnego pochodzenia. – Jestem pewna, że eliksir wygląda dokładnie tak, jak powinien, i będzie równie dobrze działać. Naprawdę nie rozumiem tych niedorzecznych pretensji. – Zerknęła na Greengrassa, zastanawiając się nad jego reakcją. Zechce z nią współpracować, czy może postanowi działać wyłącznie na swoją korzyść? – Obawiam się również, że żaden z naszych rodów nie byłby zadowolony, wiedząc, że kwestionuje pan jakość oferowanych przez nas towarów.
Jeśli chciał w przyszłości jeszcze korzystać z usług Slughornów, powinien się poważnie zastanowić nad swoim stosunkiem do ich wytworów i sposobem, w jaki rozmawiał z młodą lady z tego rodu.
- Radzę się nad tym dobrze zastanowić, bo w całej Anglii trudno byłoby znaleźć lepszych alchemików niż Slughornowie – spojrzała na niego z powagą, a spojrzenie jej jasnoniebieskich oczu wydawało się chłodne i wyniosłe. – Próżno też szukać dobrej jakości smoczej krwi poza rezerwatami.
Pracownicy rezerwatów mieli w końcu stały dostęp do smoków i potrafili ocenić, która krew była zdrowa i zdatna do alchemicznych celów.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas


Ostatnio zmieniony przez Evelyn Slughorn dnia 20.04.17 0:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   19.02.17 19:20

The member 'Evelyn Slughorn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 32


Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   20.02.17 11:57

Dzisiejszy dzień był taki sam jak wszystkie inne. Praca w rezerwacie przebiegała spokojnie i bez zbędnych kłopotów, jak to zwykle miało miejsce, gdy to ja zajmowałem się swoimi podopiecznymi. Ostatnimi czasy miałem wrażenie, że jeżeli to mnie nie było w Peak District, wszystko zaczynało się sypać. Smoki wykluwały się wcześniej niż powinny, opiekunowie nabawiali się nowych blizn, a karma zdawała się nie smakować, przez co potem przez kilka dni mieliśmy na głowach marudne, osowiałe stworzenia. Dlatego dziś, kiedy byłem obecny na służbie, nic nie miało prawa zadziać się w sposób nieprawidłowy. Ścisły plan dnia sprawiał, że wszystko szło jak w zegarku. Miałem nawet wolnych kilka minut przed południowym spotkaniem z kupcem, które skrzętnie wykorzystałem na sprawdzenie stanu zdrowia Revetha, smoka, którego zdrowie niezmiernie mnie niepokoiło od kilku dni. Postanowiłem zapoznać się z kilkoma nowymi odkryciami w zakresie leczenia smoczych schorzeń, ale w tym momencie zwyczajnie brakowało mi na to czasu. Kupiec zjawił się w rezerwacie zaskakująco punktualny, więc chcąc nie chcąc musiałem odebrać go sprzed bram, a następnie zaprowadzić na miejsce spotkania, w którym znalazło się miejsca także dla Evelyn Slughorn. Nie pytałem, dlaczego musieliśmy spotkać się właśnie we trójkę. Nie przepadałem za robieniem interesów w szerszym gronie, a jednak przystałem na te warunki chyba jedynie przez wzgląd dla szacunku, jakim ród Greengrassów od pokoleń darzył rodzinę Evelyn, cenionych alchemików. Jej praca dla Rosierów co prawda nie umknęła mojej uwadze, ale dzisiejszego dnia postanowiłem przymknąć na to oko, za co być może miałem później zapłacić. Wszystko zaraz się okaże. Okazało się, że mężczyzna robiący problemy już od samego początku, chyba kompletnie postradał zmysły. Słysząc jego słowa, oparłem się o ścianę wieży, nie mogąc uwierzyć w to co mówił. Uniosłem brwi, krzyżując ramiona na piersi i zmierzyłem go teoretycznie spokojnym spojrzeniem, chociaż w moim wnętrzu wszystko się zagotowało. Ogień wreszcie znalazł odbicie w moim spojrzeniu, którym zmierzyłem kolejno Johansena, a następnie szczupłą, ładną szlachciankę, która próbowała przemówić mu do rozsądku formą perswazji, z której i ja bym w tej sytuacji skorzystał. Uśmiechnąłem się kpiąco, butnie unosząc głowę, aby spojrzeć na niego z góry.
- Drogi panie Johansen, jeszcze nikt nigdy aż tak nie obraził rodu Greengrassów w ich własnym rezerwacie. Radziłbym przemyśleć czy chce pan jeszcze coś dodawać. - zmierzyłem go najchłodniejszym spojrzeniem, na jakie tylko udało mi się zdobyć, a kiedy zerknąłem na Evelyn, odrobina buty zniknęła z mojej twarzy. - Smocza krew, którą pan otrzymał była doskonałej jakości. Pochodziła od niezwykle ruchliwego Trójogona, jurnego i silnego jak mało który smok. Pańskie insynuacje godzą w nas, ale również i w te piękne stworzenia. Panna Slughorn z pewnością rozpoznałaby wadliwy składnik, gdyby tylko taki otrzymała, tak samo jak i ja, a zapewniam, że eliksir, który pan z taką łatwością poddał powątpiewaniu, nie tylko jest uwarzony z niedoskonalonych ingrediencji, ale również z należytą Slughornom pieczołowitością. - wyprostowałem się, zwieszając ponownie ręce wzdłuż ciała. Moje spojrzenie było twarde, nieustępliwe. - Jeżeli kiedykolwiek jeszcze pragnie pan nawiązywać współpracę z naszymi rodami, lepiej żeby przemyślał pan własne słowa.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   20.02.17 11:57

The member 'Raleigh Greengrass' has done the following action : rzut kością


'k100' : 82


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   22.02.17 19:04

Chociaż Evelyn nie zajmowała się bezpośrednio smokami, a warzyła eliksiry dla nich oraz dla ich opiekunów, bardzo lubiła pracę w rezerwacie. Nadzwyczaj dobrze odnajdowała się u Rosierów, ale podejrzewała, że u Greengrassów praca alchemików wyglądała podobnie. Gdyby nie jej powiązania z Rosierami, być może to tu znalazłaby zajęcie po skończeniu kursu... O ile interesowałaby się smokami, gdyby nie to, że w dzieciństwie matka zabrała ją do rezerwatu zarządzanego przez jej rodzinę, tym samym dając początek jej późniejszemu zainteresowaniu tymi stworzeniami.
Bez względu na zawirowania w polityce rodów, oba dokładały starań, żeby opiekować się smokami będącymi pod ich pieczą, więc Evelyn miała to na uwadze, zjawiając się w tym miejscu, tym bardziej, że jej ród utrzymywał pozytywne stosunki zarówno z jednymi, jak i z drugimi, więc nie miała żadnych powodów, by czuć do tego miejsca niechęć. Mogła czuć ją co najwyżej do krnąbrnego, marudnego kupca, który krytykował ich towary, co do których jakości Evelyn była pewna. Robiła w swoim życiu niejeden eliksir na smoczą ospę i widziała niejedną fiolkę smoczej krwi. Nie tak łatwo było jej wmówić tego, co próbował niejaki Johansen. Greengrass z pewnością też nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Ta sytuacja nie była już kwestią zarobku, jaki mogli uzyskać, a przede wszystkim urażonej dumy, która obstawała przy udowodnieniu, że racja jest po ich stronie.
Jej spojrzenie nadal było poważne, chociaż złagodniało nieco, gdy przeniosła je na Greengrassa, wdzięczna, że ją poparł.
- Potwierdzam, że na moje alchemiczne oko zaoferowana panu smocza krew jest odpowiedniej jakości i z pewnością nadaje się do eliksirów. – Powinni w końcu współpracować jako dwójka urażonych szlachciców zafascynowanych smokami, przeciwko osobie z zewnątrz, która, jak dotąd, zdecydowanie nie popisała się wiedzą zarówno w kwestii alchemii i smoków, jak i samego obcowania z przedstawicielami elity brytyjskiego społeczeństwa. Evelyn aż zaczęła się zastanawiać, do czego mężczyzna potrzebuje ich składników, czy może była to jakaś marna prowokacja, chęć dopieczenia brytyjskim rodom za nowe ograniczenia, które wprowadziło ministerstwo. Te jednak nie były winą ani Slughornów, ani Greengrassów, więc takie traktowanie ich było cokolwiek nie na miejscu. Jeśli mężczyzna nadal będzie obrażać jej eliksir, Evelyn miała zamiar szepnąć o tym słówko swojemu ojcu, który zapamięta nazwisko owego kupczyny i z pewnością łatwo sprawi, że usługi Slughornów pozostaną poza jego zasięgiem.
- Naprawdę nie widzę potrzeby dalszego obrażania nas i kwestionowania jakości towarów – dodała, kiedy po słowach Raleigha mężczyzna nadal oponował, chociaż niewątpliwie wywód Greengrassa zrobił na nim większe wrażenie niż słowa dziewczyny. Evelyn nie miała doświadczenia w takich sprawach, zwykle uczestniczył w nich jej ojciec lub brat, a ona najczęściej po prostu warzyła eliksiry dla rezerwatu lub dla krewnych bądź znajomych, czasami też ojciec dzielił się z nią nadmiarem swoich zamówień, żeby miała okazję przyrządzać różnorodne mikstury.
- Żadne z nas nie chce problemów. Jestem pewna, że pan również ich nie chce ani teraz, ani w przyszłości. Nasze rody zapamiętują zniewagi, ale mogą pamiętać tę współpracę jako pomyślną. Wszystko zależy od pańskiego nastawienia i odrobiny zaufania co do naszych zdolności.
Spojrzała na niego znacząco. Starała się budzić respekt, wyglądać na osobę, która faktycznie może doprowadzić do tego, że Slughornowie nie zechcą wyświadczyć mu kolejnej przysługi.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   22.02.17 19:04

The member 'Evelyn Slughorn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 97


Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   23.02.17 0:37

Czy istniała na tym ziemskim padole jakakolwiek istota, która w tym momencie mogłaby oprzeć się słowom Evelyn? Jej dumna postawa i roziskrzone oczy mogły budzić śmiech w bezczelniejszym mężczyźnie, a jednak wyrazy, które padały z jej ust przecinały chłodne, kwietniowe powietrze z należytą szlachcicowi poskromioną ciętością. Nie były one specjalnie wymyślne. Potrafiłbym ubrać groźbę w równie piękne słowa, tworząc z nich zawoalowany pocisk, a jednak to po wypowiedzi Slughornówny mężczyzna wyraźnie zawahał się w swej ocenie. Wyglądał teraz na kogoś, kto w żadnym wypadku nie pokusiłby się o narażenie na szwank swoich stosunków z rodem alchemików i to nam obojgu, mnie oraz Eve, było na rękę. Na mojej twarzy pojawił się dziwny uśmiech, coś pomiędzy zadowoleniem, a skrywaną groźbą, lecz mimo wszystko to nie ja miałem śmiać się ostatni, przynajmniej nie teraz. Ponownie podniosły się głosy sprzeciwu, chociaż już nie tak butne jak z początku. Z zadowoleniem dostrzegłem pot perlący się na czole mężczyzny, lecz nie mogłem odnotować także odejścia zawziętości. Już prawie go mieliśmy! Tak blisko, a zarazem tak wiele jeszcze mogło pójść nie po naszej myśli. - Niech pan pamięta, aby zważać na słowa. - wtrąciłem, przypominając mu tym samym o swoim istnieniu. Mógł wykłócać się z kobietą, czując się upoważnionym do dyskusji, nawet jeżeli nie tylko reprezentowała sobą lepsze pochodzenie, ale również i wyższy status społeczny, co jednakowoż wynikało jedno z drugiego, a jednak nie mógł zapominać, że w świecie mężczyzn, wszystko miało się inaczej. - Urąganie gospodarzom nieczęsto wpływa pomyślnie na przebieg interesów. - nawiązałem do swojej pozycji w Peak District, miałem nadzieję, że właściwie. On i Evelyn byli dla tego świętego dla mnie miejsca elementami ruchomymi. Oboje mogli znaleźć się za bramą już w kilka chwil, ściganymi będąc przez coś więcej niż jedynie kilka zaklęć. Opiekunowie smoków znali wiele metod do nakłonienia bestii do posłuszeństwa, a jednak czy było to konieczne? Jak na moje oko, Johansen był mocny jedynie w słowach. Jego twarz zdradzała już niepokój w równym stopniu, w jakim moja mowa ciała sugerowała niechęć. Skłamałbym, gdybym zapewnił go, iż nasze stosunki handlowe nie ulegną zmianie po tym dzisiejszym wyskoku. Raleigh Greengrass był wystarczająco pamiętliwy, aby nie puszczać zawodowych zniewag w niepamięć. - Ubijamy targu czy może znajdzie się jeszcze coś? - przerwałem wyjątkowo nieskładną wypowiedź, próbującego zachować wiarygodność mężczyzny, śledząc wzrokiem rozedrgane ruchy jego dłoni. Pilnowałem, czy aby nie zamierza sięgnąć po różdżkę, wszak do osiągnięcia pełni szczęścia brakowało mi jeszcze tylko obcego pętającego się bez nadzoru po terenie rezerwatu.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   23.02.17 0:37

The member 'Raleigh Greengrass' has done the following action : rzut kością


'k100' : 100


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   23.02.17 23:26

Evelyn nie powiedziała zbyt wiele, nie siliła się na kwieciste przemowy ani piękne słówka. To nie leżało w naturze introwertycznych i niekiedy uchodzących wręcz za gburów Slughornów. Byli lakoniczni i konkretni, i zazwyczaj to wystarczało. Może nie budzili uwagi i zainteresowania, ale byli szanowani za swoje alchemiczne zdolności i rzeczowe spojrzenie na świat.
Krnąbrny kupczyna wyraźnie skulił się pod chłodnym, wyniosłym spojrzeniem szlachcianki, snującej subtelne groźby o wycofaniu się jej rodu z dalszych interesów. Może i była kobietą, ale mogła poszczycić się znakomitym pochodzeniem, w parze z którym szła duma. Najwyraźniej też dobre stosunki ze Slughornami i Greengrassami były dla niego na tyle istotne, że stracił wcześniejszy rezon i zaczął bardziej baczyć na kierowane do nich słowa, gdy już się przekonał, że mimo młodego wieku oboje wcale nie byli tak łatwymi, uległymi przeciwnikami, a potrafili obstawać przy swoim. Może spodziewał się, że to on przejmie pałeczkę i pokaże młodym szlachcicom, gdzie ich miejsce; jeśli tak myślał, zapewne srodze się rozczarował i musiał zmienić podejście. Powinien to zrobić, jeśli chciał jeszcze kiedyś jakiejkolwiek przysługi od tych rodów.
- Wreszcie zaczyna pan mówić rozsądnie. Nasze rody niewątpliwie to docenią – pochwaliła go, gdy znowu zaczął rozważać ofertę i z już mniejszą marudnością wrócił do oglądania eliksiru i smoczej krwi, pomrukując coś pod nosem, ale nie śmiąc już wyrażać obraźliwych czy krytycznych uwag. Jednak to słowa i dumna, władcza postawa Greengrassa, który, jako członek rodu sprawiającego pieczę nad tym miejscem miał tu najwyższą pozycję, sprawiła, że w końcu zdecydował się dobić targu, ostatecznie uznając, że pomylił się w swojej ocenie i że eliksir i krew wyglądają tak, jak powinny.
Evelyn spojrzała na Raleigha z aprobatą. Johansen wyraźnie wystraszył się młodego szlachcica i jego wpływów. Najwyraźniej rzeczywiście był mocny tylko w słowach i to tylko wtedy, kiedy czuł się pewnie. Kupił oba produkty, po czym pożegnał się pospiesznie i opuścił wieżę, w której prowadzili rozmowę. Evelyn została sama z Raleighem i wreszcie mogła się nieco rozluźnić.
- Muszę pogratulować dobrego daru przekonywania – powiedziała, a kącik jej ust lekko się uniósł. Sama była pod wrażeniem jego negocjacji. – I dziękuję za okazane mi poparcie. – Zapewne byłoby trudniej, gdyby nie współpracowali. Jednak dzięki utworzeniu wspólnego frontu w tej dyskusji ostatecznie to oni wygrali, osiągając swój cel i chroniąc rodową dumę przed urąganiem ze strony nieznającego realiów obcokrajowca.
- Chyba czas przygotować się na to, że takie sytuacje będą zdarzać się coraz częściej – zauważyła. Nowe reformy niewątpliwie utrudnią pozyskiwanie składników z zagranicy czy współprace rodów z czarodziejami z innych krajów, a ci coraz częściej byli nieufni. Nawet ojciec mówił jej o tym, że kilkoro handlarzy składnikami, z którymi wcześniej współpracował, teraz zaczęło się wycofywać lub podnosić ceny.
- Czy wasz rezerwat odczuł jakoś te... zmiany? – zapytała z czystej ciekawości, zastanawiając się, czy zauważyli znaczące różnice w spadku liczby zwiedzających, czy w innych transakcjach, które zapewne prowadzili.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   24.02.17 12:15

Tego właśnie było nam trzeba. Jednej chwili zawahania, zwątpienia i zamilknięcia. Niczym wyrośnięte harpie wyczuliśmy odpowiedni moment na przystąpienie do ataku, a gdy już wreszcie nasze słowa, nasza duma i nawiązanie do rodowej łaskawości złączyły się w wybuchową mieszankę, idealny argument, mężczyzna nie mógł po raz kolejny od tak zaprzeczyć. Musiał zastanowić się nad swoim dalszym losem. Greengrassowie i Slughornowie poradzą sobie z ingrediencjami oraz eliksirami tak, jak robili to wcześniej, nawet pomimo tej paranoidalnej decyzji rządu. Spadek sprzedaży nie powinien aż tak silnie w nas uderzyć, jak w tego jednego mężczyznę, którego banicja w obu rodach co prawda mogła posłać do, chociażby, wrogich mej rodzinie Rosierów, a jednak znacząco utrudniłaby życie. Co, jeżeli i Rosierom kiedyś by się naraził lub do czego doszłoby wówczas, gdyby to składnika z Trójogona Edalskiego potrzebował do sfinalizowania swoich wymyślnych transakcji? To nie on trzymał w ręku wszystkie karty. Najważniejsze z nich dzierżyłem ja, na współkę z Evelyn i teraz wyraźnie widziałem bezcelowość jego postawy i podszyty chęcią zysku strach, jaki zagościł w jego oczach. Szlachta wciąż miała wystarczające wpływy, aby nie można było spławić nas z taką samą łatwością, jak podrzędnego handlarza błyskotkami. Moje spojrzenie odrobinę złagodniało, kiedy wreszcie pozbyliśmy się problemu i Johansena odprowadziły nie tylko nasze spojrzenia, ale również i mój patronus, wysłany do współpracownika. Niewielka jaskółka przez chwilę wirowała nad naszymi głowami, aby następnie wyleciawszy przez okno w południowej wieży, udać się do jednego z moich współpracowników, który miał wyprowadzić mężczyznę poza teren rezerwatu. Niedopuszczalnym byłoby pozostawienie go samemu sobie, jeszcze narobiłby mi niepotrzebnych problemów. Dziadek Walter miał też wystarczająco dużo własnych zmartwień i taki kręcący coś Johansen nie był mu do szczęścia potrzebny. Nie miałem być tym, który martwi starszego człowieka. Zerknąłem na ciemnowłosą lady, nieco zaskoczony jej słowami. Uniosłem brwi, ale nie mogłem opanować nieco kpiącego uśmiechu, wpływającego mi na twarz. - Jakże mógłbym go odmówić, lady Slughorn? Mieliśmy wspólny cel. Nic nie uzyskalibyśmy, gdybyśmy obrzucali się wzajemnymi oskarżeniami w oczach kupca. - kpina przeszła w szczery uśmiech, tak u mnie nieczęsty, a jednak adekwatny po wygranej batalii. Mogłem odetchnąć. Wstrząsnąłem ramionami, rozluźniając je nieco, kiedy uświadomiłem sobie, że wciąż blokuje je sztywność mięśni, a następnie oderwałem plecy od ściany wieży, aby podążyć śladami swojego patronusa. Postawiłem tych kilka kroków naprzód, w trakcie przysłuchując się słowom kobiety, rad że nie jest w stanie dostrzec już mojej twarzy. Pojawiła się na niej zastanawiająca mieszanka goryczy i złości, obrzydzenia do tych wszystkich ludzi, mogących wątpić w jakość usług oferowanych przez Greengrassów, ośmielających się splunąć na setki lat rodowej tradycji i uświęcenie tego miejsca, jednego z niewielu, w którym osiedliły się smoki. Wsparłem łokcie o kamienną ramę niewielkiego okna, wystawiając twarz na działanie delikatnego, kwietniowego wietrzyku oraz letniego słońca, jeszcze niewystarczająco rozgrzanego, aby zbyt silnie przyświecało. - Tak - odpowiedziałem prosto, starając się znów zapanować nam mimiką swojej twarzy. Kiedy byłem już pewien, że nie reprezentuje sobą nic więcej poza niechęcią, oderwałem wzrok od wirujących w powietrzu smoczych podopiecznych. Zerknąłem na Evelyn przez ramię. Moje czarne oczy odszukały jej niebieskie, łowiąc kontakt wzrokowy. - To nie był pierwszy raz, kiedy ktoś próbował czegoś podobnego i zapewne nie ostatni. Zmiany w prawie nieco… uwiązały nam ręce i z tego co widzę, Slughornów również to nie ominęło? - niby nie miało zabrzmieć to jak pytanie, a jednak głos wyraźnie zabarwiłem na końcu odrobiną niepewności.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
 

Południowa wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Peak District :: Rezerwat Trójogonów Edalskich-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17