Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Południowa wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Południowa wieża   04.12.16 0:12

First topic message reminder :

Południowa wieża

Wieża leżąca w południowej części rezerwatu, stanowiąca w pewien sposób również i jego najbardziej wysunięty na południe kraniec. Służąca jako punkt obserwacyjny, kiedyś spełniała swoją funkcję o wiele częściej. Teraz pozostawiona jako relikt, opustoszała, wybija się ponad linię drzew, chociaż poszukujący swoich zgub opiekunowie od czasu do czasu wchodzą na jej szczyt, by stamtąd wypatrywać podopiecznych.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   26.02.17 14:28

Wszystko skończyło się pomyślnie ku zadowoleniu Evelyn. Nie będzie musiała martwić ojca skargami na krnąbrność zagranicznych handlarzy; Francis Slughorn miał dostatecznie dużo własnych zmartwień, więc zapewne pozytywnie przyjmie wieść o tym, że wszystko przebiegło pomyślnie. Handlarz kupił smoczą krew oraz jej eliksir, wreszcie znikając poirytowanej dziewczynie z oczu. Nie miała szczególnie wielkiego doświadczenia w tego typu pertraktacjach, bo zwykle prowadził je jej ojciec lub brat, ale dzisiaj mogła uznać to za mały sukces. Nie ugięła się pod żądaniami, w dodatku wysnuwanymi przez czarodzieja niższego pochodzenia, a postawiła na swoim. Głównie dla zasady i dla dumy.
Na początku nie była pewna, jak zareaguje Greengrass. Nie musiał jej pomagać, miał tutaj większy autorytet i bez problemu mógł obrócić sytuację na swoją korzyść, ale jednak tego nie zrobił, za co była mu wdzięczna, także dlatego, że tym sposobem zademonstrowali obcemu przybyszowi rodową solidarność wobec problemów z zewnątrz, co niewątpliwie musiało zrobić na nim wrażenie, skoro ustąpił.
- To by do niczego nie prowadziło – przyznała. Nawet ona mimo pewnego wycofania zdawała sobie sprawę, jak ważne było wrażenie. – Teraz przynajmniej mamy to już za sobą, choć zastanawiam się, czy wybredny pan Johansen jeszcze kiedyś tu wróci.
Uśmiechnęła się do niego nieznacznie, obserwując go, gdy tak przechadzał się po wnętrzu wieży. Miała wrażenie, że wciąż był trochę wzburzony rozmową z Johansenem i jego zwątpieniem w to, co mieli mu do zaoferowania. Rozumiała to, co sama wciąż czuła się poirytowana na myśl o obrażaniu jej rodowego dziedzictwa. Dla Slughornów wypowiadanie się w taki sposób o ich eliksirach było jedną z gorszych obelg. Jeśli chodzi o alchemię, większość z nich miała dosyć wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach. Ale to chyba dotyczyło każdego rodu w kwestii tego, co było jego największą dumą.
- Niestety też borykamy się z problemami. Głównie w kwestii sprowadzania ingrediencji... Niestety nie wszystko możemy wyhodować sami. – O ile sporą część ziół mogli uprawiać we własnych szklarniach, poza tymi najbardziej egzotycznymi i niedostępnymi, tak większy problem był ze składnikami pochodzącymi od magicznych stworzeń, szczególnie tych nie występujących na terenie kraju. Te trzeba było sprowadzać z zagranicy, a ostatnio było to trudniejsze niż zazwyczaj. – Liczę jednak, że wszystko w końcu wróci do normy, tym bardziej, że z pewnością nie tylko my, alchemicy, odczuwamy, że coś się zmieniło.
Evelyn na ogół nie interesowała się polityką. Nie przejmowała się represjami wobec szlam oraz zmianami w strukturze samego ministerstwa, najważniejsza była dla niej wygoda jej oraz jej bliskich. A skoro jakieś problemy zaczęły się pojawiać, to tą kwestią musiała się trochę bardziej zainteresować, tym bardziej, że jak się okazało, rezerwat Greengrassów również odczuł niekorzystne zmiany. I zapewne nie tylko on, chociaż słowa Raleigha ją zaintrygowały i pojęła, jak duży to może być problem nie tylko teraz, ale i w przyszłości.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   27.02.17 21:41

Uśmiechnąłem się sam do siebie na wspomnienie o ewentualnym powrocie Johansena. - Niech wraca - oświadczyłem, a w moim głosie dało się wyczuć pewien szczególny rodzaj rozbawienia. Zerknąłem na Evelyn i to samo uczucie można było wyczytać z mojej twarzy, ot coś między chęcią roześmiania się, a pewnością siebie, wyższością i przewrotną satysfakcją. - rezerwat Greengrassów zawsze z przyjemnością powita stałego kontrahenta. - a już zwłaszcza takiego, który już raz został odpowiednio zmotywowany do schowania swoich grymasów za pazuchę. Po wyrazie jego twarzy kiedy odchodził oceniłem, że nie będę musiał drugi raz przekonywać tego mężczyzny do zakupu. Powinien już wyrobić sobie pewien respekt względem tego miejsca i drugi raz nie próbować tej samej, zwłaszcza, że nieskutecznej sztuczki, a w razie gdybym jednak się omylił, wsparcia miał udzielić mi mój dziadek. On o wiele lepiej radził sobie w sytuacjach kryzysowych z udziałem upierdliwych klientów, na co z pewnością wpływ miało jego długoletnie doświadczenie na tej płaszczyźnie. Wzmianka o tym, że nie tylko my miewaliśmy teraz podobne kłopoty była w pewnym stopniu pokrzepiająca, a zarazem zasmucająca. Rody szlachetnej krwi powinny jednoczyć się w podobnych sytuacjach i jednocześnie stawać za sobą murem, odmawiając dostępu do swoich ingrediencji i wytwórstwa każdemu, kto chciałby splamić ich dobre imię podobnymi insynuacjami, jakie właśnie mieliśmy nieprzyjemność wysłuchać, a jednak tak się nie dało. Jakże moglibyśmy od tak zawiesić lata waśni, które z taką łatwością dotychczas prowadziliśmy między sobą jedynie dla dobra interesów? Rozsądek mógł podpowiadać jedno, ale uparty czarodziej nigdy nie zgodzi się na ustąpienie, jeżeli nie dostrzeże w tym swojego wyraźnego zysku. Galeony to czasami zbyt mało. Pokiwałem głową, przyjmując jej odpowiedź do wiadomości. No tak, Slughornowie sprowadzali, my eksportowaliśmy, a mimo tego żadnemu z nas na pewno nie było łatwiej w obecnych czasach. - Nie jestem pewien czy do tego zmierzamy. - wyraziłem wątpliwość, spoglądając na dziewczę z pewnym powątpiewaniem. Wbrew pozorom nie uznałem jej za naiwną, chociaż nie podzielałem jej wiary w lepsze jutro. - Ostatnie decyzje polityków nie zdradzały chęci na powrót do poprzedniego stanu rzeczy, a wątpię czy ludzie z zewnątrz mają nam to ułatwić. Lady Slughorn, widziałaś Johansena, jego bezczelną arogancję. Takich ludzi przyjdzie więcej, a każdy z równą łatwością splunie na te wszystkie lata, jakie poświęciliśmy na doskonalenie naszego rzemiosła. Musimy uzbroić się w cierpliwość i przystosować, znaleźć złoty środek, cudowną odpowiedź na to wszystko, a to na pewno nie będzie łatwe, chociaż z cała pewnością warte naszych starań.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   01.03.17 22:24

Evelyn nie miała pojęcia, co zrobi Johansen. Czy wróci jeszcze kiedyś do Slughornów lub Greengrassów czy też nie. Może znajdzie alchemików i hodowców smoków we własnym kraju. Obawiała się, że jeszcze nie raz i nie dwa zetknie się z podobnym problemem. Slughornowie mimo dobrego zaplecza i wiedzy niestety nie byli samowystarczalni, chociaż w tych czasach niewątpliwie byłoby to przydatne. Mimo rodowej dumy doskonale o tym wiedziała. Nikt nie był całkowicie niezależny.
Czasami czuła sporą konsternację na myśl o przemianach w relacjach rodowych. Dotychczasowe przyjaźnie i niechęci zmieniały się, podobnie jak współprace międzyrodowe. Wiele rzeczy wydawało się wywracać do góry nogami, ale liczyła, że to tylko przejściowe i wkrótce wszystko się unormuje zarówno w kwestii rodów, jak i stosunków z czarodziejami z innych krajów, z którymi współpraca była jednak (przynajmniej zdaniem Evelyn, choć była pewna, że jej ojciec myślał podobnie) potrzebna i przydatna.
- W tych dziwnych czasach chyba niczego nie można być całkowicie pewnym. Kto wie, co jeszcze wymyśli ministerstwo? – Wzruszyła nieznacznie ramionami, chociaż kryła się z niezbyt pozytywnymi odczuciami, jakimi darzyła tę instytucję. – Chyba musimy się przygotować na więcej takich Johansenów i ich absurdalnych zarzutów. Nie wiadomo, co o nas opowiadają w ich krajach, jakie niestworzone historie krążą wśród czarodziejów, którzy tak naprawdę nie wiedzą wszystkiego. Wystarczy kilku takich mącicieli, żeby zasiać wątpliwość w innych, z którymi dotychczas nie było problemów, a wtedy niekiedy i lata dobrej współpracy mogą pójść w niepamięć.
Tak, z pewnością musieli przystosować się do zmian. Nie pozwolić sobie zostać w tyle i zupełnie się pogubić. Musieli być twardzi, nieustępliwi i pewni swojej wartości. Tylko to mogło im zagwarantować odpowiedni respekt, który jeszcze niedawno był czymś całkowicie oczywistym.
- Żywię jednak nadzieję, że współpraca pomiędzy naszymi rodami nadal będzie układać się pomyślnie – powiedziała po chwili, zerkając na mężczyznę z ukosa. Zdawała sobie sprawę, że jej pokrewieństwo z Rosierami i praca dla nich mogły w oczach Greengrassów nie wyglądać najlepiej mimo trwającej od wieków przyjaźni ich rodu ze Slughornami. Jednak Evelyn tak naprawdę nie była nikim ważnym, jedynie pomniejszą, wciąż uczącą się fachu młodą alchemiczką. To starsi męscy przedstawiciele Slughornów, jak choćby jej ojciec musieli zręcznie lawirować, żeby utrzymać wszystkie przyjazne stosunki w równowadze. Obowiązkiem Evelyn było dostosowywać się do woli rodu, a w szczególności ojca i nestora. Ojciec był zresztą jej największym autorytetem, więc zwykle nie kwestionowała jego zdania, a już na pewno nie na głos.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   07.03.17 0:05

Powstrzymałem westchnienie, chociaż niezwykle silna ochota nie odpuściła tak łatwo. Lady Slughorn miała absolutną racje. Ministerstwo było niezwykle nieprzewidywalne i nie można było być pewnym dnia następnego, jeżeli lekceważyło się jego postępowania. Z dnia na dzień urzędnicy mogli postawić nasze życie dosłownie na naszych głowach, a nam, jako członkom arystokratycznych rodów z tradycjami, nie pozostałoby nic poza zaakceptowaniem takiego stanu rzeczy. Oczywiście, nie bez marszczenia nosów i krzywienia twarzy w zdegustowaniu, niezadowoleniu i tak dalej, ale jednak. Cóż mogliśmy uczynić w naszej sytuacji? Przystosowanie się nie miało być najłatwiejsze, to zrozumiałe, a jednak z perspektywy upływającego nieubłaganie czasu oferowało najwięcej korzyści. Oboje z Evelyn wkroczyliśmy na tę wyboistą ścieżkę powodując się nie tyle dobrymi chęciami, co marząc o poprawie naszych sytuacji, a ten pierwszy krok podjęty w walce z Johansenem miał być znamienny. Odgrodziwszy się białą linią od pasywności postawiliśmy wszystko na jednego niuchacza, jak dotąd osiągając sukcesy w tej nierównej walce. Zapatrzyłem się w jej jasne oczy, odwracając wzrok dopiero wówczas, gdy skończyła mówić, ale był to jedynie wynik zamyślenia. Formułowałem odpowiednią odpowiedź. - Wolałbym do niczego się nie przygotowywać. Zdecydowanie przyjemniej pracowałoby się hodowcom smoków, gdyby niemądrzy ignoranci nie kłopotali się interesami. - odezwałem się niespiesznie, ale nie odpierałem jej słów. Wiedziałem, że w jej słowach było wystarczająco wiele prawdy, abym nie mógł przed nią uciec i powoli, bo niespiesznie, zaczynałem akceptować tę myśl, chociaż wcale nie z ogromną przyjemnością. Czarne spojrzenie ponownie odnalazło drogę ku jej twarzy. Wydawała się być niepewna, kiedy o tym wspominała i to w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób mnie rozbawiło. Uśmiechnąłem się nagle, a chociaż na pozór szczerze, to pozory radości nie dosięgły górnej połowy mej twarzy. - Wszystko na to wskazuje, lady. O ile tylko nasze wspólne interesy będą ważniejsze od dzielących nas różnic, nie widzę ku temu przeciwskazań. - oboje wiedzieliśmy, że te słowa nie mogły być wiążące. Nie byłem decydującym Greengrassem, tak samo jak Evelyn nie mogła być decydującym Slughornem, zwłaszcza skoro nie była wolna od słabości swej płci, a jednak własne zapewnienie w pewien sposób pomogło mi się wyciszyć. Odsunąłem się od okna wieży, kierując swoje kroki ku schodom. - Lady, mam nadzieję, że mi wybaczysz, ale obowiązki wzywają. - posłałem jej uśmiech pełen smutku, mając nadzieję, że pojmie, iż nie staram się jej spławić. Była to szczera emocja, naprawdę nie narzekałem dzisiejszego dnia na brak zajęć, a kaprysy klienta i tak już wywróciły mój plan dnia do góry nogami. Dodatkowe poślizgi nie były wskazane. Nie pozostało mi nic innego jak odprowadzić ją na skraj Peak District.

|ztx2





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Południowa wieża   20.08.17 19:53

3 maja
Maj zaczął się jeszcze bardziej niespodziewanie niż można było się spodziewać. Nikt nie mógł przewidzieć tego, co nadchodziło wraz z przełomem kwietnia i następującego po nim miesiąca. Zanim wybuchły przedziwne anomalie, mógłby przysiąc, że to co się wtedy działo było apogeum wszystkiego, co kumulowało się od dłuższego czasu i czekało w uśpieniu na wybuch. Będąc postronnym świadkiem ukazania się potęgi Toma Riddle'a w Białej Wywernie, mógł jedynie spekulować o tym, że wstrząśnie to wydarzenie całym magicznym światem. Śmiałe posunięcie tak potężnego czarodzieja nie mogło ujść uwadze nie tylko ludziom sprawującym władze, ale również szarym obywatelom, którzy mogli widzieć wszystko z okien swoich domów rozsypanych w okolicy Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Wszystko co działo się w centrum Londynu nie pozostawało bez słów komentarza. Nie podejrzewałby, że będzie miało miejsce coś innego, co odwróci całą uwagę od masowego morderstwa nie tylko szeregowych pracowników Ministerstwa Magii, ale również samego Szefa Biura Aurorów. Cóż mogłoby być pilniejsze i większe od śmierci wysoko ustawionego służbisty Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Będąc w pracy, widział jedynie kątem oka artykuły Proroka Codziennego z chwytliwymi nagłówkami jak i długą listę nekrologów. Nie miał pojęcia czy podejmowano jakieś działania w stosunku do dochodzenia na temat wielkiego pożaru Białej Wywerny, ale uwaga wszystkich skupiona była bardziej na wyładowaniu ogromnej magii jak i eksploracji jej skutków niż na wydarzeniach z końca kwietnia. Było im to bardzo na rękę, a przynajmniej w tym momencie, chociaż zapewne za jakiś czas mogło się coś poruszyć. Chwilowo jednak trzeba było sobie radzić z konsekwencjami anomalii i to nie tylko w murach szpitala Świętego Munga, a również i tutaj - w miejscu jego pracy. W rezerwacie w Peak District.
Przez ostatnie dość pracowite dni szukania zaginionego smoka, a potem walczenie z dosłowną ślepotą nie miał zbyt dużego stażu godzinowego samego wykonywania swojego zawodu. Oczywiście, że bywał i czuwał nad swoimi podopiecznymi, ale jego myśli wciąż kręciły wokół innych tematów niż same smoki, co zdarzało mu się wyjątkowo rzadko. Do tego wszystkiego doszła również kwestia zagadkowych snów, które układały się w ciekawą opowieść, której znaczenia jeszcze nie znał, ale nie miało to znaczenia. Za jakiś czas mógł poświęcić się temu ściślej i już nie w pojedynkę, miała to być jednak dalsza przyszłość. Teraz musiał się mierzyć z tym, co wydarzyło się z jego trójogonami edalskimi. Nawet w nie uderzyła tak silna magia, zadając rany podobne co ludziom. I chociaż były o wiele od nich wytrwalsze, nie ominął ich horror tamtejszej nocy. Niestety... Widok cierpienia tych wspaniałych stworzeń jako mało co, mogło go w pewien specyficzny sposób poruszyć. Od zawsze miał większe serce dla magicznych zwierząt, które tak podziwiał niż do gatunku ludzkiego. Często, podobnie jak gryfy pełniły funkcję strażników. Nie dawały się zwieść, dlatego nic dziwnego, że przypisywane były im są także liczne przymioty jak mądrość i siła. Możliwość obcowania z nimi była podobna do zaszczytu, a sam fakt, że wciąż trwał w tym zawodzie, pomimo wielu nieciekawych sytuacji, jedynie go motywował i umacniał w podjętej decyzji o słuszności wyboru, którego dokonał po ukończeniu Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Teraz nie było inaczej, a gdy znalazł podczas obchodu zagubionego młodzika, zaraz też wezwał pomoc innych opiekunów i odpowiednich alchemików, by nie tracić czas na czcze domysły.
Oddech zwierzęcia był równy i niczym niezakłócony, jednak było to tylko początkowe wrażenie. Gdy podeszło się bliżej i przejechało spojrzeniem po wielkich jak miechy bokach można było dostrzec nieregularność nie w samym oddechu, a pokryciu grubego pancerza łusek. Przebicie się lub uszczerbek w gładkim rzędzie lśniącego naturalnego pancerza ów gada było praktycznie niemożliwe. Mógł to zrobić inny smok lub niewiarygodnie silna magia, którą władało niewielu czarodziejów na świecie. Nie wszystkie okazy rezerwatu zostały zlokalizowane w ciągu tych dwóch dni po katastrofie i opiekunowie musieli spędzać długie godziny, starając się odnaleźć swoich podopiecznych. Całe szczęście ten był ostatnim pod pieczą Yaxleya. Niestety nie miał tyle szczęścia co inne. W kilku miejscach grubej smoczej zbroi brakło tych cienkich płytek kostnych, jakimi były łuski. Dzięki osadzeniu w kieszonkach, stanowiące osłonę ciała, przeważnie ułożone były w podłużne i poprzeczne szeregi, zachodzące na siebie dachówkowato. Łuski wraz z takim układem zmniejszały opór ciała poruszającej się w powietrzu wielkiego gada. U wielu gatunków smoków kolor łusek pełnił funkcję maskującą jak i też cechę charakterystyczną, dzięki której można było je rozróżnić. W zależności od wielkości danego gatunku podniebnego gada barwy zmieniały się - w ten sposób mniejsze drapieżniki przypominały kolorem ziemię, a większe nie muszące martwić się o atak - wyraźniejsze i żywsze. Młody opiekun czytał w książkach poświęconych smokologii, że ów naturalna zbroja przyrastała okresowo. Wiosną i latem młode smoki szybko rosły, dlatego linie przyrostu łusek były szersze i ułożone rzadziej; widać było je gołym okiem w postaci jasnych pasków. Jesienią i zimą linie przyrostu stawały węższe i tworzyły paski ciemne. Na podstawie liczby pasków można było określić wiek danego okazu. Dlatego tak łatwo było dostrzec, że leżący przed nim samiec miał trzy lata z małym hakiem.
- To zapewne dlatego magia tak go poturbowała - stwierdził, przenosząc spojrzenie na stojącego obok niego głównego alchemika rezerwatu. Ukucnął koło zwierzęcia i przejechał dłonią po pysku, widząc jak smok otworzył szerzej oczy, będąc pod wpływem eliksiru uspokajającego. Przecież nie mogli pozwolić, żeby przez strach i ból zrobił sobie jeszcze większą krzywdę.
- To nie pierwszy młody smok, którym się muszę teraz zajmować. Miał tyle szczęścia, że nie upadł na skały jak Haku - odparł mężczyzna, kręcąc głową i wyszukując odpowiednich fiolek w swojej torbie. - Nie zajmowałem się nim jeszcze. Miał wcześniej jakieś urazy? - spytał, a Yaxley spojrzał na niego przez ramię, po czym znowu przeniósł uwagę na spokojnego smoka.
- Rok temu po ostawieniu od matki i pełnym usamodzielnieniu się miał ropę pod pazurem lewej piersiowej. Nie potrzebował wielu zabiegów. Trzeba było jedynie przebić ropień, odkazić i zabandażować. Prócz tego Glaurung o wiele później niż swoi bracia i siostry nauczył się latać - odparł, przypominając sobie wszystkie urazy czy odstępstwa od normy związane z jego najmłodszym podopiecznym. Spod łusek które się wyłamały sączyła się czarna krew, jednak nie były to poważne uszkodzenia. Jak mówił alchemik, mogło być o wiele gorzej, dlatego powinien się cieszyć, że smok wciąż oddychał i nie męczył się z radzeniem sobie z kontuzjami. W międzyczasie gdy przybył jeszcze jeden młodszy mistrz eliksirów i dwóch opiekunów, Morgoth zaszedł smoka od frontu i zaklęciem otworzył mu pysk. Zwierzę było jeszcze w stanie coś pić, a możliwe że leżał przy Południowej Wieży od nocy, w której nastąpiło przeładowanie. Gdy tylko Yaxley przywołał do siebie magią wiadro, zaczął wolno wlewać jego zawartość do paszczy bestii, która zaraz się ożywiła na tyle na ile pozwalały jej zaklęcia stabilizujące i odpowiedniej mikstury. Łapczywie pochłonęła kilka litrów wody i dopiero wtedy Morgo wstał, by przystanąć po lewej stronie i skinąć głową pozostałym pracownikom rezerwatu. Wspólnie musieli dostarczyć smoka do odpowiedniego budynku, gdzie medycy mieli się nim zająć. Wypuszczenie go w stanie osłabienia nie było dobrym pomysłem, szczególnie że większe smoki były niezwykle rozdrażnione wybuchem magii. Mogły skrzywdzić młodszych pobratymców i to nawet nie celowo. - Teraz - powiedział cicho, po czym machnął różdżką i wspólnymi siłami podnieśli gada ponad ziemię. Przeniesienie go było męczące i długotrwałe, jednak w końcu dotarli we właściwe miejsce. Morgoth raz jeszcze powiedział, co się wydarzyło i wspomniał o medykamentach, które zostały zaaplikowane smokowi. I chociaż nie musiał, został przy dalszym leczeniu, wiedząc, że właśnie na tym polegało jego zadanie. Nie chciał też wracać do doczesnych spraw, które czekały na niego nie tylko w domu, ale również wśród organizacji. Chwila oddechu każdemu musiała się przydać, a przebywanie wśród smoków pozwalało mu zebrać myśli. Podczas gdy Glaurung był poddawany kuracji wstępnej, wziął odpowiedni arkusz i wypełnił go jak zawsze przy wypadkach na terenie rezerwatu. Zdanie raportu musiało znaleźć się na biurku zarządcy jeszcze dzisiaj i nie było czasu na zbyteczne przedłużanie.

|zt




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
 

Południowa wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Peak District :: Rezerwat Trójogonów Edalskich-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17