Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ławka nad rzeką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ławka nad rzeką   04.12.16 0:42

First topic message reminder :

Ławka nad rzeką

Nad samą Tamizą znajduje się niewielka ławka, a z tabliczki na jej oparciu można się dowiedzieć, że została zadedykowana Elisabeth, “o której pamięć nigdy nie wygaśnie”. Chociaż ławka, sądząc po wyglądzie, z pewnością jest już wiekowa, czas obchodzi się z nią nad wyraz łagodnie: drewno nie ulega zniszczeniom pod wpływem deszczów, wciąż jest solidne i twarde, niemożliwym jest wyryć w nim jakiekolwiek zadrapania czy wyżłobienia, ewentualne akty wandalizmu zwyczajnie nie przynoszą skutku. Ktokolwiek postawił tę ławkę, zadbał o to, żeby nałożyć nań odpowiednie zaklęcia ochronne. Za dnia często przysiadają się tutaj turyści - ławka oddalona o kilkadziesiąt metrów od Mostu Westminster stanowi doskonały punkt widokowy na wiele słynnych atrakcji Londynu. Wieczorami atmosfera robi się bardziej romantyczna, a dźwięki dobiegające z ulic za plecami cichną.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   14.04.17 23:36

Moja wiedza o magicznych stworzeniach była wiedzą na poziomie pierwszych klas Hogwartu. Chcąc nie chcąc potrafiłem rozpoznać podstawowe gatunki zwierząt, ale nie na tyle dużo, by wiedzieć czym jest sasabonsam. Najwidoczniej moje dzieci już zdążyły posiąść więcej informacji na temat tej dziedziny niż ja sam. - Mniejsza z tym - odparłem, nie mając w tym momencie ochoty na dokształcanie się. Tylko czemu ja się łudzę? Nigdy nie miałem ochoty na dokształcanie się o ile nie było to bezpośrednio związane z moim zawodem. Bycie uzdrowicielem wymagało ode mnie ciągłej nauki i zapamiętywania mnóstwa faktów, więc w miarę możliwości wyrzucałem z głowy wszystkie inne niepotrzebne informacje. Chociaż ostatnio to stuprocentowe poświęcenie magii leczniczej zaczęło mi wadzić - zauważałem poważne braki w swojej znajomości zaklęć defensywnych, o ofensywnych już nie wspominając, a obie grupy były dość przydatne podczas walk. Nawet przez chwilę nie łudziłem się, że jestem dobrym wojownikiem. - Oczywiście, że nie - oburzyłem się. Nie zajmowałem się chorobami genetycznymi, ale wiedziałem o nich wystarczająco dużo, by mimo wszystko odczuć ulgę na wieść o posiadaniu świniowstrętu. - Ale właśnie się dowiedziałem, że w ogóle na coś choruję, więc daj mi ponarzekać - dodałem, kiwając uprzejmie głową kolejnemu znanemu przechodniowi. Bardzo starałem się powstrzymać parsknięcie śmiechem na słowa Lorraine, ale nie dałem rady. - Masz rację, kochanie - odpowiedziałem, odchrząkując cicho. - W maju szykuje się ślub Burke'a. Nie wiem czy dam radę - zasmuciłem się. Byłem towarzyską osobą i lubiłem takie wydarzenia, jednak czułem, że na ślubie tak konserwatywnego rodu możemy poczuć się niekomfortowo. Coraz trudniej przychodziło mi dogadanie się z takimi ludźmi, nawet jeżeli chodziło tylko o prognozę pogody. - To z pewnością świniowstręt. Najwidoczniej nie jadłem wieprzowiny albo jadłem za mało - stwierdziłem, wzruszając ramionami. - Nieważne - westchnąłem. Podzieliłem się z Lorraine wiadomością, chwilę ponarzekałem, temat można było skończyć. Choć znając życie będę jeszcze o tym mówił przez kolejny miesiąc. - Prawdopodobnie będę miał wolny weekend. Pojedźmy gdzieś - ożywiłem się nagle, nie pamiętając, kiedy ostatnio spędziliśmy cały dzień w czwórkę.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   18.04.17 19:22

Znała swojego męża i wiedziała, że tego wcale nie interesują jej opowieści o stworzeniach ani ich prawach. W końcu znała jego stosunek do wszelkich zwierząt, a słuchał jej tylko i wyłącznie by nie zrobić jej przykrości kiedy musiała się wygadać. Chyba właśnie na tym polegało małżeństwo, prawda? Że nawet jeśli nie mamy ochoty często o czymś słuchać to kiedy mówi to ta jedna osoba jakoś wcale nie jest to uciążliwe czy trudne. No może do momentu, w którym zaczęła przynosić biedne i poszkodowane stworzenia do ich rezydencji. Jednak jej altruizm i empatia nie pozwoliły na to by zostawić jakiekolwiek biedne stworzenie na pastwę kolejnych męczarni. Taka już była. Nie pozwoliłaby, żeby ktokolwiek cierpiał na jej oczach i robiłaby wszystko by pomóc bez względu na to czy był to człowiek czy zwierzę. - Oczywiście, że możesz sobie ponarzekać. Wiesz jak mówią mugole? - zapytała unosząc brew. - Mówią, że szewc bez butów chodzi. Nie wiem co to do końca znaczy, ale myślę, że powinieneś czerpać swoją uzdrowicielską motywacje a nie narzekać. - dodała, ale w jej głosie brzmiała nuta rozbawienia. Doskonale wiedziała jaki wzrok będzie miał jej mąż po tych słowach. Wiedziała, że tak naprawdę był chyba najbardziej upartą osobą na świecie (sam fakt, że byli tutaj jako małżeństwo właśnie o tym świadczyło, prawda?). Nie dziwiła mu się, że się przejmował. Jaka by to choroba nie była… dalej była to choroba. Ona po prostu taka była. Widziała pozytywy w beznadziejnych sytuacjach, a jej optymizm nie pozwolił jej na całkowite pogrążenie się w skomplikowanej sytuacji, która ich spotkała. To też przez uczucie ulgi jakie teraz czuła. Naprawdę się przestraszyła. Chociaż choroby genetyczne dotykały świata czarodziei bardzo często to nie potrafiła znieść myśli, że w jej rodzinie ktokolwiek miałby być chory. Ani ona, ani jej brat, ani jej rodzice… nikt nie chorował. Jednak wiedziała jak bardzo mogło to człowieka wymęczyć. Nie chciała tego dla nich. Uśmiechnęła się delikatnie. Kiedy znany im lord przechodził obok nich Lorraine równie skłoniła się w przywitaniu. Pokiwała głową jakby ze zrozumieniem. Uwielbiała śluby, sabaty, bale i herbatki szlacheckie. Bawili się zawsze najlepiej. Potrafili razem przetańczyć całą noc i nie czuć zmęczenia. Może to przez to, że oboje po prostu to uwielbiali, a może przez to, że właśnie w ten sposób się poznali. Jednak czasami po prostu nie da się znieść tych wszystkich lordów, których ego zdaje się nie mieścić w pałacowych włościach. - Oczywiście, że sobie poradzimy. W końcu jest lord wspaniałym tancerzem i jestem pewna, że idealnie wpasujemy się w dźwięki fortepianu. - uśmiechnęła się wracając wspomnieniami do wymienionych sprzed laty listów. Często wracała do nich myślami wiedząc, że to jej mały powrót do skomplikowanych, ale i pięknych początków. - Może Grusia wiedziała od początku? Czasami mam wrażenie, że ona wie już o nas wszystko. - powiedziała całkiem poważnie. - Teraz już na pewno zmienimy naszą dietę. - dodała. Ruszyła znowu ścieżką czekając aż mąż do niej dołączy. Chłodny wiatr rozwijał jej włosy. - Naprawdę? - zapytała zaskoczona. Nie pamiętała kiedy Archie miał ostatnio wolny weekend. W ogóle kiedy miał wolne. - Tak Archie, zróbmy to. Należy ci się. Należy się nam wszystkim. - uśmiechnęła się szeroko. Radośnie. Jak tylko do niego.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   22.05.17 0:18

- Ach, ci mugole - zaśmiałem się, mrużąc oczy podczas patrzenia w niebo. Nie było na nim ani jednej chmurki, a jednak miałem wrażenie, że podczas powrotu do domu złapie mnie deszcz. Może oprócz cierpienia na świniowstręt, byłem również meteopatą? Szczerze mówiąc, tego dnia już nic by mnie nie zdziwiło. - Ja niedawno słyszałem od pacjenta, że elektryka prądu nie tyka - powiedziałem, chowając rękę do kieszeni płaszcza.- Nie wiem kim jest elektryka ani dlaczego nie tyka prądu - ileż nudnych dyżurów próbowałem to rozgryźć. - Poza tym jak można tknąć prąd. Chyba tylko wchodząc do rzeki - niepotrzebnie się rozgadałem, ale to przysłowie powracało do mnie w najmniej oczekiwanych momentach. Będę musiał złapać jakiegoś zakonnika z mugolskimi korzeniami, żeby mi to wytłumaczył. - Dobrze, nie będę już narzekać - powtórzyłem, powracając do głównego tematu. - Ale... świniowstręt - dodałem dla zasady, chcąc jednak zostawić swoją kropkę nad i. - A lady jest wspaniałą tancerką. To zawsze zaszczyt lady prowadzić - dodałem, skłoniwszy lekko głową jak na prawdziwego arystokratę przystało. Poprawiłem tylko opadającą na oczy grzywkę rudych włosów. Aż tu nagle naszło mnie oświecenie. - Może wiedziała! Będę musiał się jej zapytać. Może skrzaty wyczuwają takie rzeczy - w mojej głowie już jawiła się wizja nowatorskich badań nad skrzatami i ich wykorzystaniu w magomedycynie. Gdyby to okazało się prawdą, miałbym order Merlina w kieszeni. Drugi, zresztą. - Wiem, wiem - westchnąłem. Wolne dni w moim przypadku były czymś niemalże tak niespotykanym jak choroby genetyczne w mojej rodzinie, ale jednak się zdarzały. - Może wyjedziemy gdzieś daleko? Chyba nie mam ochoty spędzać tego dnia w Dorset - powiedziałem coś czego nie mówiłem praktycznie nigdy, bo kochałem Dorset całym swoim prewettowym sercem. A jednak czasami wolałem uciec gdzieś z dala od dobrze znanych plaż, skał i leśnych zakamarków. Poczułem lekką wibrację na nadgarstku, która zmusiła mnie do spojrzenia na zegarek. - Muszę wracać - westchnąłem, uśmiechając się nieznacznie. - Pogadamy wieczorem - zapewniłem, całując Lorraine na pożegnanie. Wcale nie byłem pewny czy uda mi się wrócić wieczorem czy jednak wrócę w środku nocy, ale zawsze wolałem zakładać tą lżejszą opcję. Odwróciłem się i ruszyłem szybkim krokiem w stronę szpitala.

zt x2


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   30.06.17 22:24

| 30.04
Nie był do końca przekonany, co do prawidłowości swoich czynów. Czuł się niczym niepoczytalny i niespełna rozumu pacjent Świętego Munga, choć tam bywał rzadko i ze zgoła odmiennych potrzeb. Dziś jednak doświadczał tego szalonego stanu, odtwarzając oczyma wyobraźni raz po raz ostatnie spotkanie z panną Baudelaire, a wraz z nim obietnicę, którą złożył. Nie mógł jej złamać. Nie istniała możliwość, by zhańbił własne nazwisko krzywoprzysięstwem własnych ust i czynów, choć w przypadku Solange mogły istnieć ku temu pewne powody. Nie chciał jednak rozpamiętywać tego, co usłyszał dzień wcześniej. Owo spotkanie traktował jako nieistniejące tak długo, jak nie musiał spojrzeć w jej oczy, na nowo zmagając się z domysłami. Plotka była tym, co napędzało jego instynkty równie mocno jak kłamstwo, lecz spełniając swą obietnicę, nie zamierzał szargać grubej nici zrozumienia. Wiedział, że zaufanie było niczym lustro niepodatne na magię; raz zniszczone nigdy nie wracało do poprzedniego stanu. Myśl ta towarzyszyła mu w czasie całej wędrówki po Londynie. Sowa, wyjątkowo dumny Książę, wraz z nim przemierzała miasto, niosąc wiadomość z miejscem spotkania. Jednym, kończącym list słowem wyrażał rozkaz i potrzebę spotkania, mając przed oczami jej twarz układającą się w zaskoczenie, kiedy ujrzy przeznaczoną dla niej nagrodę. Para młodych kociąt spoczywała w wewnętrznych kieszeniach płaszcza, tkwiąc w cieple jego własnego ciała, gdy uiszczał zapłatę w sklepie. Wszelkie wskazówki usłyszane od ekspedientki właściwie puścił mimo uszu. Ekscytacja tym, jakie wrażenie mógł wywrzeć prezent, dominowała w gonitwie myśli, lecz nie zdołała wpłynąć na obojętny wyraz twarzy. Nie czuł potrzeby epatowania w jakikolwiek sposób przed kimkolwiek innym niż przed nią. Ba, nawet w jej obecności pragnął własnej powściągliwości naciągnąć lejce, chcąc zawładnąć i zapanować nad sytuacją. Jednakże zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jakie uczucia przynosiły mu spotkania z córką Baudelaire'ów. Ogarniający ciało spokój zdawał się być nie do zniesienia, kiedy tracił ją z oczu. Nadmierna fascynacja jej osobą przynosiła mu zgubę, lecz brnął niczym ćma do ognia. Z utęsknieniem wyczekiwał spotkania, spacerowym krokiem dążąc w stronę punktu widokowego. Właśnie tutaj pragnął ją ujrzeć; w blasku dnia dostrzec piękno, którym go oczarowała, a które zniszczyła przeklęta skandalistka. Nie sądził, by był w stanie patrzeć na nią w ten sam sposób. Mimo całego, diabelnie wdzięcznego afektu, łapał się na rozmyślaniu o tym, co usłyszał. Poniekąd pragnął też konfrontacji słów, błagając samego siebie, aby był w błędzie. Nie potrzebował wiedzieć właśnie tego. Żadne domysły, żaden wpływ kogokolwiek nie miał prawa niszczyć tego, co miało go spotkać już za chwilę. A jednak ktoś postanowił odrzeć prawdę z domysłów, zedrzeć opaskę z jego oczu i sprawić, by zapragnął wymierzyć własną sprawiedliwość. Nie był jednak pewien, wobec kogo ją kierował. W istocie zależało mu na zachowaniu piękna, z którym miał styczność, lecz nie ufał samemu sobie w chwili, gdy władało nim upokorzenie. Jakże inaczej mógł nazwać to, z czym został skonfrontowany?




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka, ilustratorka
25 lat
Czysta
Panna
She is sugar, curiosity and rain.
0
10
2
5
3
0
2
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   30.06.17 22:59

Po ostatnim spotkaniu z lordem Nottem i rzuconym mu wyzwaniem - które przyjął - wyczekiwała momentu odebrania nagrody. Była ciekawa w jaki sposób się zaprezentuje i czy w ogóle to zrobi, czy może jednak uzna wyzwanie za niewarte uwagi. Każdy kolejny dzień dłużył się, choć minęło ich zaledwie kilka, kiedy więc dostała list od Cassiusa, ucieszyła się z entuzjazmem podobnym do piętnastolatki, niźli do dorosłej, dojrzałej kobiety. Entuzjazm zaraz potem przemienił się w bliżej nieokreśloną panikę, jakby co najmniej sam minister zaprosił ją na spotkanie najwyższej rangi: przyczyna była dość banalna, wszak nie wiedziała co ubrać, żeby zaprezentować się od jak najlepszej strony, a każda z kreacji wydawała jej się nieodpowiednia, nudna lub zbyt elegancka, wieczorowa niż "dzienna". Niemal cały poranek spędziła na wybieraniu najlepszej sukni jaką posiadała w swojej garderobie, a było to trudne zadanie, ostatecznie stawiając na długą, prostą i klasyczną, podkreślającą talię; białą w drobne jasnoniebieskie kwiaty. Suknia odsłaniała ramiona, wciąż jednak nie była wyzywająca – za to podkreślała ładnie zakreślone śnieżnobiałe obojczyki. Do tego ubrała buty na wysokim obcasie, dodając sobie celowo kilka centymetrów wzrostu, zaś włosy pozostawiła rozpuszczone, jedynie spięła z tyłu spinką pojedyncze kosmyki zgarnięte z przodów; włosy – nieco poskręcane – opadały lśniącymi kaskadami na ramiona. Twarz pozostawiła naturalną, nieskalaną żadnym specyfikiem, całość wyglądu dopełniając delikatnym naszyjnikiem z pereł i pierścionkiem z kompletu oraz przyjemną dla nosa perfumą, z przebijającą nutą jaśminową.
Zaskoczyło ją miejsce spotkania, ale poniekąd oczekiwała tego od Cassiusa - zaskoczenia, nieprzewidywalności. Przemierzała alejkę miękkim krokiem, stawiając nogi w prostej linii i trudno było nie zwrócić uwagi na to urocze dziewczę, kiedy wyprostowana dumnie, w pełnej krasie prezentowała otoczeniu swój blask i niepowtarzalną aurę, zmierzając w kierunku tej jednej, jedynej osoby, dla której zresztą tak dużą wagę przyłożyła do swojego wyglądu, nawet jeśli mieli spędzić dzisiejszy, ciepły dzień na ławce w parku nie ruszając się nigdzie dalej. Nie wiedziała właściwie w którym momencie przestała traktować lorda Notta jak zwykłego człowieka, jako klienta dla którego szyła ubrania i osobę, z którą od czasu do czasu rozmawiała, a jako kogoś więcej – żyjąc więc w błogiej nieświadomości co do swoich rozwijających się uczuć, znalazła się wreszcie tuż przy nim.
- Bonjur. – Przywitała się z uprzejmym uśmiechem, po czym zajęła miejsce obok. - Nie obawiasz się, że słońce poparzy twoją szlachecką, delikatną skórę? - Spytała bez cienia złośliwości, rozglądając się spokojnie wokół nich. Przepadała nawet za tego typu pogodą, zaś słońce w tym miejscu nie świeciło wprost na nich, zaledwie leniwie przebijając się pojedynczymi refleksami przez korony rozłożystych drzew.



Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   10.07.17 15:07

Oczekiwanie na ławce było niemalże katorgą. Lekki płaszcz ułożył obok tak, by zakupione wcześniej kocięta były bezpieczne i nie zniknęły mu z oczu. Z jedną nogą zarzuconą na drugą oczekiwał przybycia tej, która wywoływała kołatanie serca i galop nieskładnych myśli, która – zgodnie z zarzuconą mu niewiedzą – skrywała dużo większy sekret. Nie chciał o tym myśleć. Powątpiewał, zachowywał niezdrowy dystans wobec tego, co dotyczyło Solange. Nie wierzył w słowa innych, jedynie w niej samej pokładał wiarę, że każde spite z jej ust słowo nie było fałszem i kłamem. Nie miało prawa takie być.
Rozgrzany słoneczną pogodą był mniej niż krok od ściągnięcia marynarki, dokładnie tej, którą ona uszyła dla niego. Nieco oślepiony blaskiem dnia nie dostrzegł, iż ktoś zjawił się w polu widzenia. Przechodzący alejką ludzie byli niczym bezkształtne plamy wywołujące uporczywy ból głowy. Wśród nich jednak zjawiła się i ona. Usłyszał jej głos, gdy zbliżyła się, choć dobrą chwilę zajęło mu przyzwyczajenie się do ostrego słońca. Przez cały ten czas obserwował ją i zachodzące zmiany w jej ubiorze, aż dostrzegł nagie, wyjątkowo blade ramiona otoczone kaskadą bujnych włosów. Niemal bez udziału woli omiótł spojrzeniem całą jej sylwetkę, mimowolnie uśmiechając się do niej w niemym zadowoleniu.
Jestem lordem i moja skóra nie jest tak delikatna jak twoja — odpowiedział cicho, wystawiając twarz ku słońcu i zamykając oczy. Krótką chwilę trwał tak, odpychając od siebie niepotrzebne kłamstwa na jej temat, które niszczyły jego samopoczucie i sprawiały niewypowiedziany ból. Odczuwanie tego, mierzenie się z konsekwencjami nie mogło nastąpić w tak brutalny sposób. Ta oto drobna dama, dla której trzymał w płaszczu prezent, nie zasługiwała na karę wymierzoną różdżką i słowami niosącymi jeszcze większe cierpienie. Nie był jednak pewien, czy potrafił zdobyć się na tak wielki akt dobrej woli, by nie wyrządzić jej krzywdy. Na pewno nie umiał zadać pytania wprost wobec oskarżeń wysłuchanych niespełna dzień wcześniej, natomiast drążenie, powolne kluczenie wokół tematu wywołałoby furię niemożliwą do zatrzymania konwencjonalnymi środkami. Nie sądził też, by Solange w swej wyjątkowości potrafiła powstrzymać jego złość. Nie miał aż tak wielkiej wiary w innych, skoro i samemu sobie nie wierzył.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka, ilustratorka
25 lat
Czysta
Panna
She is sugar, curiosity and rain.
0
10
2
5
3
0
2
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   12.07.17 11:51

Problem polegał na tym, że nie kłamała, a tę część wiedzy zachowywała w sekrecie dla własnego bezpieczeństwa i dobra; nie okłamała go ani razu, była sobą i nigdy nie wpadła nawet na pomysł, by użyć swojej mocy na Cassiusie. Uważała, że wszystko co między nimi jest powinno - a nawet musi - być prawdziwe, chociaż zdawała sobie sprawę, że i on najpewniej skrywa przed nią jakiś sekret. Nie czytała z niego jak z otwartej księgi i nie chciała tego robić, wolała, by sam odkrywał przed nią kolejno karty swojego życia, niewymuszenie i w odpowiednim czasie. Teraz cieszyła się po prostu z jego obecności, która od pewnego czasu wprawiała ją w aż za dobry nastrój, nie wiedząc, że drobna sugestia dziennikarki - o której zresztą jeszcze nie wiedziała - znacznie zakłóci ich znajomość.
Zerknęła na Cassiusa z lekkim uśmiechem, chociaż wypowiedziane przez niego zdanie, jedno jedyne, było dziwne. Uznała jednak, że chodziło mu o bladą cerę, której posiadaczką niewątpliwie była, chociaż nie zauważenie jej stroju nieco ją zasmuciło. W końcu postarała się główie dla niego.
- Nie jest tak delikatna jak ci się wydaje. - Odparła mimo to spokojnie, po czym zerknęła na poruszającą się kieszeń płaszcza. Zaskoczona uniosła ładnie zakreśloną brew, wbijając ciekawskie spojrzenie w mężczyznę, ponaglone po chwili pytaniem: - Lub świeci już tak mocno, że faktycznie mam zwidy - co tam masz? - Była pewna, przecież wyraźnie widziała ruch, a teraz... miauk? Założywszy nogę na nogę, ruchem dłoni wygładziła suknię, by po chwili spleść dłonie na swoim kolanie. Gdy zastygła w takiej pozycji, oczekiwała wyjaśnień tego dziwnego zjawiska, nie przyjmując odmowy i wykręcania się od odpowiedzi.


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   24.07.17 10:36

Skąpane w słonecznym blasku oblicze Notta zdawało się być jeszcze bardziej łagodne i przyjemne, niż sam zainteresowany okazywał to swojej towarzyszce. Obdarzał ją lekkim, zgoła tajemniczym i nie do końca zrozumiałym uśmiechem, wodząc spojrzeniem po tym, czego nie chciał ubrać w słowa.
Blada skóra Solange zdawała się lśnić w jego oczach, kiedy padało na nią ciepłe światło dnia. Była cienka niczym najdroższe pergaminy i zdawała się kruszyć pod najmniej pożądanym dotykiem. Nie wiedział, absolutnie nie miał pojęcia, jak to jest dotykać czegoś tak delikatnego i pragnął przekonać się, poczuć jedwab i aksamit w żywej postaci, dużo bardziej przekonujący niż suknia, którą miała na sobie. Przemilczał szyk, elegancję i odwagę tego stroju. Nie umiał znaleźć określeń, którymi sprawiłby jej przyjemność, wędrując po kolejnych partiach drogiego materiału, w którym niewątpliwie odnalazłyby się co poniektóre z dam arystokratycznego dworu. Być może nie ujęłaby ich forma ani osoba będąca tego źródłem, ale miał absolutną pewność, że spojrzałyby z pożądaniem, które on sam ukrywał w sobie, nie chcąc obdarzać jej uczuciami niewłaściwymi do sytuacji.
Wolność Londynu nakładała zbyt wielkie ograniczenia, by mógł bezwstydnie oddać się pragnieniom zbudzonym z niewiadomych mu powodów. Z resztą nie chciał znać przyczyn błogiego stanu, jeśli jego konsekwencją było to, co właśnie obserwował i co jeszcze będzie w stanie wywołać.
Obiecałem dla ciebie nagrodę — odparł krótko, zsuwając dłoń w stronę płaszcza leżącego obok. Palcami musnął ciemny materiał, skubiąc delikatnie za nieistniejący pyłek, po czym złapał za krawędź odzienia i odsłonił skrywaną wewnątrz zawartość.
Podoba ci się? — spytał, rzucając jej długie spojrzenie, nim wrócił wzrokiem do kociąt moszczących się w cieple płaszcza. Zakup dwóch małych futrzaków wart był tego, co pragnął ujrzeć na jej twarzy, choć – rzecz jasna – nie miał całkowitej pewności, czy prezent zostanie zaakceptowany. Kierował się porywem chwili, intymnymi wspomnieniami rozmów i sygnałów, gęstniejącej atmosfery między nimi, gdy padały dwuznaczne niedopowiedzenia. Ten jeden z niewielu razy w swoim życiu, pozwolił sobie odsunąć chłodną i wyrachowaną logikę, czyniąc na przekór wpojonym zasadom, podejmując ryzyko, którego konsekwencje mogły doprowadzić do wewnętrznej katastrofy. Nie nawykł, by przyjmować odmowę i odrzucenie. Inni ulegali subtelnym sugestiom i drobnym manipulacjom, lecz tym razem stał przed dużo większym wyzwaniem, uświadamiając sobie, że wszystko, co do tej pory miało miejsce, mogło być urokiem, któremu uległ z jej własnej woli.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka, ilustratorka
25 lat
Czysta
Panna
She is sugar, curiosity and rain.
0
10
2
5
3
0
2
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   12.08.17 14:28

Kiedy teraz spoglądała na Cassiusa uśmiech nie znikał z jej rozpromienionej twarzy, zaś ciekawość względem jego osoby była niemal tak duża, jak wtedy kiedy po raz pierwszy spotkała byłego ukochanego ranną porą w lesie. Pamiętała jak pięknym uczuciem darzyła Ramseya, choć z perspektywy czasu odnosiła wrażenie, że ów uczucia były jednostronne. A uczuciem darzyła go nader szczerym i płomiennym, nawet jeśli nie znali się długo i zbyt dobrze; sądziła, że tak właśnie wyglądała pierwsza miłość czy ta zwaną od pierwszego wejrzenia. Pamiętała też, że nigdy więcej nie chciała nikogo tak pokochać, by nie przechodzić ponownie tej samej gehenny emocjonalnej po ewentualnym niewyjaśnionym dotąd rozstaniu - tymczasem jednak serce potomkini biło mocniej na widok lorda Notta. W ostatnim czasie zakazane - przez samą siebie - uczucia nabierały niekontrolowanie tempa, a ona sama łapała się na tym, że w jego obecności zdarza jej się myśleć o czymś więcej, niż wypada. Nie przeszkadzało jej to, naturalnie do teraz - lekko zirytowana, czego nie dała po sobie poznać, nie rozumiała czemu tak dziwnie się zachowywał i skąd wzięła się ta nagła oszczędność słów. W końcu do tej pory rozmowy kleiły im się nadzwyczaj dobrze, a nawet jeśli milczeli to cisza ta nie była tak męcząca jak w tym momencie. Intuicja - kobieca, wrodzona, zazwyczaj i niestety trafna - zresztą podpowiadała jej, że coś jest nie tak.
Nim jednak zagłębiła się w swoje obserwacje i myśli, słowa, które padły spowodowały, że bardziej od niego w tym momencie zainteresowała się zawartością płaszcza, którą ujrzała dopiero po dłuższej chwili. Zdziwiona z początku, w lekkiej konsternacji spoglądała na dwa budzące się ze snu futrzaki, a dopiero potem jej mina nabrała entuzjastycznego wyrazu - co najmniej takiego jakby po raz pierwszy w życiu ujrzała świąteczną choinkę i stos prezentów skryty pod. Oczy jasnowłosej błysnęły, kiedy ona bez pytania sięgnęła rękoma do kociąt, by wreszcie przechwycić oba, tuląc je do siebie, do delikatnego materiału sukienki. Zdawało się, że zapomniała o obecności Cassiusa i choć przez chwilę faktycznie tak było, uniosła nań wreszcie ucieszony wzrok, gdy poczuła na sobie jego spojrzenie.
- Zawsze mi się wydawało, że umiesz zaskakiwać. - Przyznała szczerze, głaszcząc ostrożnie oba maluchy po głowach. Prezent był trafiony; od zawsze chciała zwierzaka, lecz zawsze było coś, co powstrzymywało ją przed tym krokiem. Teraz jednak nie miała już żadnych wymówek, skoro kocięta spoczywały bezpiecznie w jej wątłych ramionach.
- Chociaż nie spodziewałam się tego po tobie. - Mówiąc to miała na myśli fakt, że powierzył w jej ręce żywe stworzenie, niźli piękną kreację, kolację czy wycieczkę w nieznane rejony świata, które raczej nie zachwyciłyby jej tak, jak kocięta. Na powrót zajęła się tuleniem ogoniastych i niewerbalnym zachwycaniem się ich słodkością.
- Jak je nazwiemy? - Spytała, rozsiadając się wygodniej na ławce.


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   22.08.17 12:51

Nie przypuszczał, by te dwie – niemal identyczne – miękkie i puchate istoty spoczywające w dłoniach Solange mogły sprawić tyle radości. Jemu samemu nie czyniły przyjemności na tyle wielkiej, by pozwolić wargom unieść się w jasnych wyrazie emocji. Dopiero widząc je przy niej, jego twarz przybrała dużo przyjemniejszy odcień, nabierając wyrazu przedstawiającego Cassiusa jako człowieka zadowolonego z tego, co uczynił. Obserwował swoją urokliwą towarzyszkę z wyraźnym uśmiechem, patrząc na jej poczynania z kociętami.
Kiedy je ujrzałem w sklepie, pomyślałem o tobie — odparł, rozpierając się o oparcie ławki, rzucając Solange długie, intensywne spojrzenie. — Co myślisz, kiedy na nie patrzysz. Które z nich pragniesz objąć ramionami i trzymać po kres świata? Na które z twych słów, reagowałyby najchętniej? — Pytał, patrząc jej w oczy, sycąc się tym, co emanowało z oblicza Solange. Czuł jej urok, tę nieznaną mu wcześniej siłę, którą na niego oddziaływała. Pozwalał spętać się jej okowami, oddawał swą wolność, kontrolę i władzę. Uległ tym bardziej, im dłużej na nią patrzył, aż nagle jego twarz przeciął ostry grymas niezadowolenia.
Potomkini wili, powtórzył w myślach zasłyszane słowa, uciekając spojrzeniem w bok, skrywając twarz przed słonecznym dniem. Przez moment łudził się, że wszystko to było ułudą, omamem, który nawiedził go we snach, a chwilę później uświadomił sobie, iż miało to miejsce naprawdę, a on sam poczuł się oszukany.
Dlaczego mi nie powiedziałaś? — spytał prawie szeptem, zerkając w jej stronę, nagle pragnąc zniknąć, zapaść się pod ziemią. — Solange — zaczął nieco głośniej, przeciągając delikatnie zgłoski jej imienia, nakładając na nie delikatny akcent — oszukałaś mnie. Nie powiedziałaś mi o tym. Paliłem się ze wstydu, chroniąc twoją godność, pozwalając, bym to ja został zdeptany i stłamszony przez tych, którzy na nas nastają. Dlaczego nie powiedziałaś, że to potrafisz? Czyżbym został twą kolejną zabawką? Próbą, igraszką, fragmentem twojej zemsty na kimś? Czyż nie widzisz, co już mi uczyniłaś? Czy to nie dość? — Mówił, insynuował, choć jedynie pragnął znać prawdę od niej samej. Słyszał już dość. Miał dosyć wszelkich niedomówień. Ten jeden z niewielu momentów w swoim życiu chciał wiedzieć, co, jak i kiedy zdarzyło się. Wszystko to dotyczyło niego samego zbyt mocno, by mógł tak po prostu zignorować. Niewiedza prowadziła do zguby, katastrofy, którą najwyraźniej on sam na siebie sprowadził, ignorując ją.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka, ilustratorka
25 lat
Czysta
Panna
She is sugar, curiosity and rain.
0
10
2
5
3
0
2
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   22.08.17 13:58

Miękkie i puchate kulki sprawiły jej dużo radości - nie potrafiła więc odpowiedzieć na zadane pytania. Oba były cudowne i oba najchętniej zachowałaby dla siebie, tuląc i dbając o nie zapewne lepiej niźli o siebie samą. Tuląc je do siebie próbowała zebrać w myślach odpowiednie zdanie, czego nie zdążyła uczynić. Kiedy Cassius odezwał się ponownie, dostrzegłszy na jego twarzy niezadowolony grymas, w sekundzie poczuła się wyjątkowo nieswojo. Tuląc do siebie oba kocięta, zamilkła, wysłuchując tego co miał do powiedzenia. Nie rozumiała z początku jego słów: oszukała? zabawka? Nie widzieli się zaledwie kilka dni, nie uczyniła przecież nic, przez co mógłby tak sądzić. Zresztą, jacy oni? Jak on śmiał? Z każdym kolejnym zdaniem sprawa stawała się niepokojąco przejrzysta; czuła jedynie jak miłe łaskotanie w podbrzuszu stopniowo zamienia się w niewidzialną siłę ściskającą jej wnętrzności na podroby dla smoków.
- Naprawdę tak o mnie myślisz? Że zrobiłabym ci to? Że byłbyś tylko na chwilę? - Odparła szeptem, odwracając wzrok. Kiedyś może by tak zrobiła, teraz jednak nie używała swojego przekleństwa; nie chciała, brzydziła się i tym bardziej nie potrafiłaby mu tego zrobić. Był przecież jej lordem. - Przykro mi Cassiusie, że z góry tak właśnie założyłeś. Kto jak kto, ale ty powinieneś szanować sekrety innych i tym bardziej rozumieć potrzebę wynikającą z trzymania ich. - Każdy miał tajemnice; ot, czasami nic nie znaczącą, a czasami wręcz przeciwnie: brudną prawdę niosącą wraz z ujawnieniem wiele komplikacji, niedomówień i przykrości. Jej sekret znajdował się na pograniczu obu, bo bynajmniej nie potraktowała lorda Notta jako swojej ofiary, zaś z drugiej strony okazywało się, że był ktoś poza nim, kto wiedział w stu procentach lub domyślał się, a to z marszu włączało w jej głowie tryb ucieczki z daleka od życia publicznego. W ostatnim czasie trafiła aż na trzy takie osoby, jednak żadna z nich nie wydawała jej się na tyle mściwa i nie wiedziała jaki właściwie mogłyby mieć w tym cel psując jej tę relację, na której zależało jej w szczególności.
- Kto ci powiedział? - Spytała więc, oczekując prostej odpowiedzi. Nie miała zamiaru się domyślać, prosić i błagać, chwilowo odrzucając zrzuconą jej nieprawdę na dalszy plan. W międyczasie zdołała - całkiem mimowolnie - wyprostować się dumnie, niczym paw, zaś mimika jej twarzy zmieniła się znacząco, przybierając zniecierpliwiony i jednocześnie nieco rozżalony wyraz.


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   22.08.17 15:40

Złość oraz urażona duma były tym, co paradoksalnie utrzymywało Cassiusa przy zdrowych zmysłach, a także powstrzymywało od wyciągnięcia różdżki, by własnoręcznie wymierzyć karę tej, która go oszukała. Był bezgranicznie przekonany, że nastąpiło właśnie to, a żadna inna opcja nie wchodziła w rachubę, przynosząc myśli dotyczące tego, jak mógł dać się omamić kobiecie. Czyż to nie ojciec osobiście uczył go, by trzymał się z dala od nich i ważył każdy ich krok, wypatrując podstępu, intrygi i manipulacji? Znał odpowiedź doskonale. Wspominał ją zawsze, gdy miewał wątpliwości, czy powinien rozpoczynać kontakt z daną kobietą. Nie istniał od tego wyjątek, a jednak pozwolił sobie zapomnieć o tej ważnej, jeśli nie najważniejszej lekcji swojego życia. Udzielona wprost – zawiodła. On sam, Cassius Nott zawiódł. Poniósł klęskę, obrzucając Solange lodowatym spojrzeniem. Gdyby obdarzono go jasnymi oczami, chłód emanowałby na każdym kroku; w tym wypadku jedynie wyzierała z nich ciemność; źrenice niemal całkowicie przesłaniały ciemnobrązowe tęczówki. Nozdrza poruszały się niemal frustracyjnie, natomiast wargi zaciśnięte w wąską kreskę nie zwiastowały słów, które Cassius zamierzał powiedzieć.
Jestem Cassius Nott, dziedzic szlachetnego i starożytnego rodu Nottów — rzekł twardym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. — Jakim prawem mówisz mi o dochowywaniu sekretów? To moja rodzina trzyma najpotężniejsze tajemnice tego świata. Potrafimy poznać najskrytsze sekrety naszych przyjaciół i wrogów. Żadna prawda nie jest w stanie przed nami się ukryć, bowiem to my – Nottowie – potrafimy dochować tajemnic wiążących życie i śmierć. — Słowa wygłoszone przed momentem miały prawo boleć, szczególnie retoryczne zapytanie, które przed nią postawił. Nie dbał jednak o możliwość uniknięcia cierpienia. Sączył jad mogący zadać ogromny ból i nie wpływało to nań w żaden sposób. Zbyt długo prowadził towarzyską grę, by dać się teraz podejść w tak prosty sposób. Mimo złości, wzburzenia oraz tak jawnego zranienia, z dumnie uniesioną głową zachowywał zimną krew.
Nazwisko nie ma tu nic do rzeczy. Uszanowałem twoją prywatność, ale to... ta magia, której użyłaś — również podniósł się, ignorując rozłożony płaszcz oraz przechodzących wokół nich ludzi — to coś, czego nie umiem ci wybaczyć. — Zakończył, obdarzając ją chłodnym i dumnym spojrzeniem, w którym jaśniała skrywana uraza, przysięgając sobie, że pozwoli jej odejść i zostawić go z ciężkością w piersi. Nie oczekiwał innego zakończenia tego spotkania. Zasady mu na to nie pozwalały, choć w obliczu tak jawnej manipulacji powinien je zignorować, zapomnieć o trzymających go w ryzach konwenansach i wymierzyć sprawiedliwość na sposób, którego nie pochwalano.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka, ilustratorka
25 lat
Czysta
Panna
She is sugar, curiosity and rain.
0
10
2
5
3
0
2
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   22.08.17 16:56

Gdy podniósł na nią głos - a dotychczas nie zrobił tego nigdy, przenigdy - uświadomiła sobie dwie rzeczy. Po pierwsze to, że sprawa była poważna, a po drugie fakt, jak cienka była granica między płomiennym uczuciem a zwykłą odrazą i nienawiścią. Nie do końca świadoma, że właśnie znowu ktoś złamał jej serce, walczyła ze sobą, by nie wybuchnąć płaczem, co jednak wprawne oko było w stanie dostrzec. Nie tu, nie przed nim; nie mogła okazać słabości, że jej zależy i boli ją, iż nie uwierzył w jej zapewnienia.
- Twoje nazwisko nic nie znaczy. - W skali świata wciąż był tylko człowiekiem, istotą ze słabościami, której nazwisko w ostatecznym rozrachunku nic nie znaczyło, z pewnością nie dla niej, gdy próbowała każdego - w jej towarzystwie - traktować w miarę normalnie. Nie przemyślała zresztą do końca swoich słów, wszak dla lorda podobne zdanie raczej stanowiło obelgę wysokiej rangi, po której jej nazwisko mogło znacząco ucierpieć. Ale nie myślała o tym, że zapewne niedługo potem będzie tego żałować - liczyło się teraz to, że obraził ją, traktował z wyższością, jak kłamczuchę, którą nie była. Podniosła się, wcześniej zgarniając oba kocięta z kolan, by chociaż one nie ucierpiały przy tym spotkaniu.
- Rozczarowałeś mnie. Miałam cię za kogoś bardziej wartościowego od reszty, kto nie uwierzy w słowa kogoś obcego. Nie, Cassiusie, nie użyłam na tobie tej magii, choć i tak cię to nie obchodzi. - Burknęła pod nosem, zaś gdy unikął odpowiedzi, wytaczając potężne działo, nie kontrolując się, wolną ręką uderzyła go w policzek. Z niewielką siłą, choć musiało zapiec, kiedy jej ręka zrobiła się nienaturalnie ciepła. - Nie chcę cię więcej widzieć. - Uznała, wpatrując mu się w oczy z wyjątkowo zawistnym wyrazem twarzy, a potem odwróciła się i zanosząc szlochem pomknęła wraz z futrzakami w stronę wyjścia. Jak najdalej stąd. Jak najdalej od niego, gdy w przeciągu krótkiej chwili złamała każdą ze swoich zasad, pokazując się od strony zwyczajnej wariatki. Nie chciała mu nic wyjaśniać; nie sądziła, że by chciał i że w ogóle by posłuchał, skoro przekreślił ją bez próby podjęcia dyskusji.

zt
(lub zt oboje?)


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   22.08.17 22:28

W chłodnej obojętności, goszczącej na twarzy Cassiusa, emanowała coraz większa złość. Niewiele mu brakowało, by jego lordowską maskę przeciął gniew. Znajdował się tak blisko granicy, która nieubłaganie ciągnęła go w stronę przepaści wypełnionej furią oraz przekleństwami o sile dorównującej trzem niewybaczalnym inkantacjom. Merlin mu świadkiem, że właśnie w tej chwili poczuwał coraz większą chęć użycia ich, złamania Kodeksu Tajności, którego strzegł i wymierzenia kary. Tak niewiele do tego potrzebował i najwyraźniej Baudelaire nie wiedziała, jaką burzę rozpętała, urażając jego pochodzenie.
Licz się ze słowami — warknął krótko, zaciągając nosem powietrze nieco mocniej niż powinien, wydając tym samym z siebie odrobinę świszczący dźwięk. Nie powiedział jednak czegoś więcej. Znał swoje wewnętrzne granice salonowego lwa, który celowo zaczynał gryźć, gdy nastawano na jego ogon. Mimo z trudem poskramianej chęci wymierzenia kary, wciąż powstrzymywał się przed gniewnym aktem agresji. To na jej szczęście, nie jego własne, kierował się zasadami, dzięki którym zachowywał resztki godności, podczas gdy ona pozwalała sobie na emocjonalny upust. Ciepło jej dłoni rozchodzące się po policzku Cassiusa trwało dłuższą chwilę, gasnąc z każdą kolejną sekundą. Rumiany ślad na skórze pozostawał jeszcze moment, lecz Nott nie zareagował w żaden sposób na ten agresywny akt intymnego naruszenia jego osobistej strefy. Nie zrobił nic, choć mógł zareagować na tak wiele sposobów. Z niewiadomego dla samego siebie powodu pozwolił jej to uczynić, zachowując przy tym gniewną maskę na twarz, na której nie objawiła się żadna forma zdziwienia tym uczynkiem. Stał z dumnie podniesioną głową, rękami przy sobie i jedynie zdołał unieść delikatnie jedną brew w prowokacyjnym geście.
Pozwalając jej odejść wraz z podarowanymi kociętami, twarz Cassiusa powoli wróciła do chłodnej obojętności, której perfekcję zaburzał czerwony ślad na policzku, uwydatniający wysoko osadzoną kość policzkową. Patrzył na jej sylwetkę, jak z każdym krokiem stawała się coraz mniejsza, stapiała się z tłumem, który widział zajście, jednocześnie przywracając mu spokój i opanowanie, którego tak dawno nie zaznał. Ostentacyjnie wymieniał krótkie, pełne chłodu spojrzenia z mijającymi go ludźmi, szydząc z nich, posyłając im cyniczne uśmieszki, jakby całe to niespodziewane zdarzenie było perfekcyjnie wyreżyserowanym aktem teatralnym. Choć rzeczywistość jawiła się zupełnie inaczej, Cassius prezentował im ułudę, omam, który pragnął pokazać światu – nie stracił swej władzy dla innej kobiety. Tym samym oszukiwał samego siebie, bowiem przez porządkujące się myśli przenikały wszystkie wspomnienia dotyczące tej konkretnej czarownicy, jak ulegał mimo zapewnień, że ani przez moment nie zaciemniła mu umysłu swą dziką magią. Zatem nie uwierzył w ani jedno wypowiedziane przez nią słowo, dając wiarę skandalicznym insynuacjom, podnosząc płaszcz z ławki i wpychając go niedbale pod pachę. Ruszając z miejsca, pokonał kilka kroków i przystanął, spoglądając krótko na ławkę, na której ta dziwna relacja dobiegła końca. Nie wyobrażał sobie, by mógł dalej utrzymywać stosunki z Solange. Teraz nie potrafił tego zrobić; nie umiał. Pragnął jedynie zapomnieć o tym przykrym incydencie, oddalając się od miejsca, gdzie złudna przyjemność została zakończona, zmierzając w stronę urokliwego zakamarka, w którym przystanął, aby chwycić za różdżkę, skupić się i deportować w akompaniamencie trzasku przerażającego mugolską rodzinę przechodzącą tuż obok ściany.

|zt




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk http://www.morsmordre.net/t3750-odynka http://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 http://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 http://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Młodsza uzdrowicielka
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
3
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   23.09.17 12:38

16 maja '56

Dopiero po sowie lorda Notta Marianna mogła przystąpić do swojej części zadania. Dostała informację od kogo powinna dostać potrzebne im dokumenty, więc mogła wykorzystać to, aby dokończyć plan, jaki sobie założyli. Nie do końca wiedziała co do za dług miał u Percivala owy mężczyzna, ale skoro Marianna otrzymała sowę z dalszymi wytycznymi, to oznaczało, że jedno już mieli za sobą. Teraz ona musiała stanąć na wysokości zadania i spotkać się z mężczyzną oraz wyciągnąć od niego plan zejścia do podziemi. Mając dane tego mężczyzny napisała do niego list informując go, że jest zaufaną osobą lorda Notta i miała zgłosić się do niego po resztę planów. Z tego co wiedziała, Percival sprzedał mu bajkę, że jego departament planuje kupić dawno nie używaną manufakturę, co było całkiem sprytnym planem, więc panna Goshawk uznała, że w takim razie powinna zagrać rolę pracownicy tego departamentu, a nawet asystentkę lorda Notta, aby wszystko wyglądało jak najbardziej prawdziwie. Umówiła się z nim dnia szesnastego maja o piętnastej po południu. Chociaż miała dużo na swojej głowie, przez swoją ostatnią głupotę dodając sobie dodatkowo problemów, na czas zadania musiała odłożyć je na bok i skupić się tylko na tym, co najważniejsze. Gdy zjawiła się na miejscu miała przy sobie fiolkę z jedną uncją łez nimfy, bardzo ciekawy specyfik, który miała zamiar wykorzystać. Chwilę przed spotkaniem wysmarowała sobie nimi usta, wykorzystując je właśnie do tego zadania, aby mieć pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jak na zawołanie pojawił się mężczyzna, w dłoni trzymając zwinięte pergaminy. Panna Goshawk przybrała na twarzy uprzejmy uśmiech i zbliżyła się do niego.
- Panna Goshawk? - zapytał.
- Tak, to ja. Dziękuję, że się pan zjawił. Bardzo mi przykro, że lord Nott nie mógł pojawić się dzisiaj osobiście, aby odebrać od pana dokumenty, ale ma ważną wyprawę - zaczęła tłumaczyć uprzejmym głosem. - Poprosił mnie, abym odebrała od pana plany manufaktury, tak? Jeszcze dzisiaj dostarczę mu je do gabinetu, aby jak wróci miał już wszystko przygotowane.
Patrzyli przez chwilę na siebie, mężczyzna niby wyglądał na przekonanego, ale jednak nie do końca. Może coś nie grało mu w wyglądzie Marianny? Ta starała się ubrać tak, aby wyglądać na pracownicę ministerstwa. Miała na sobie czarną długą czarodziejską szatę. Spod niej wystawały jej czarne buty na obcasie, włosy miała ładnie ułożone, nawet wykonała niewielki makijaż. Tak w każdym razie wyobrażała sobie zadbane sekretarki, które powinny wzbudzać zaufanie.
- Nigdy nie widziałem pani w ministerstwie - zauważył mężczyzna.
Marianna przez chwilę spojrzała na niego lekko zdziwiona, to pytanie odrobinę wybiło ją z rytmu, ale po chwili znowu się uśmiechnęła. Wybrnięcie z takiej sytuacji nie było zbyt trudne.
- Tak, to prawda. Pracuję od niedawna i zawsze pojawiam się w departamencie trochę wcześniej, aby wszystko przygotować. Przyznam panu szczerze, że lord Nott jest niesamowicie wymagający i zawsze chce, aby wszystko było wykonane idealnie - odpowiedziała mu.
To było nawet całkiem przyjemne grać osobę, którą się nie było. Jakby nie robiła tego przez większość swojego czasu w Mungu, udając, że nie miała nic wspólnego ze spaleniem Wywerny, że jest zwykłą kobietą, której czarna magia absolutnie nie zakręciła w głowie. Mężczyzna popatrzył na nią jeszcze przez chwilę, już miał dawać jej plany, ale jakby się rozmyślił i cofnął rękę.
Coś się stało? - zapytała Marianna.
- Mam wrażenie, że widziałem panią kiedyś w uzdrowicielskim kitlu w Mungu - powiedział, chyba nie był zbytnio przekonany.
- Ah, to pewnie widział pan moją siostrę bliźniaczkę. Ja naprawdę nie rozumiem, jak ona może latać w tym Mungu, cały dzień na nogach, nikt jej tam nie szanuje. Ale ona mówi, że się spełnia i może się rozwijać. Na głowę upadła i tyle. Kobieta nie powinna tak harować, ale, to jej sprawa - prychnęła pod nosem, chyba w odpowiedni sposób udając swoje oburzenie. - Nie chcę panu zajmować więcej czasu i tak wyciągnęłam pana z biura już po pracy. Czy mogę otrzymać te plany? Lord Nott ma lada dzień wrócić i prosił, aby wszystko było gotowe.
Marianna wyciągnęła ku niemu rękę oczekując, że ten przekonany jej słowami zdecyduje się oddać jej plan zejścia do podziemi. Było to niezbędne do tego, aby mogli cokolwiek zrobić nie tracąc czasu. Oby te łzy nimfy, które wykorzystała, się sprawdziły, bo naprawdę nie chciała już dłużej poświęcać swojego czasu na tego podejrzliwego mężczyznę.


| Retoryka - II (+10), Kłamstwo - III (+20), zużywam Łzy Nimfy, wymagane: st. 75.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
 

Ławka nad rzeką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Ławka nad rzeką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17