Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Opuszczony dwór

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Opuszczony dwór   04.12.16 0:51

Opuszczony dwór

Mówi się, że kiedyś w tej okolicy mieścił się okazały dwór należący do jednego z czarodziejskich rodów. Nie wiadomo jak dawno temu opustoszał, z jakiegoś jednak względu ród, do którego należał, postanowił go nie odnawiać, pozostawiając na wpół spaloną, niszczejącą siedzibę własnemu losowi i jedynie zabezpieczając ją zaklęciami przed zbyt łatwym dostępem dla niepowołanych osób. Niektóre historie wspominają, że budynek spłonął przez nieudane eksperymenty alchemiczne lub nawet czarnomagiczne - inne, że mieszkańcy zmarli na nieznaną chorobę. Na całym terenie panuje dziwna, niepokojąca aura, która nie słabnie nawet w najbardziej słoneczne dni. Do samego budynku trudno się dostać, najpierw należy pokonać połacie dawnego, obecnie całkowicie zapuszczonego podwórza, gdzie nie wszystkie rośliny są przyjaźnie nastawione do przybyszów, a samego wejścia strzeże rząd starych, nadgryzionych zębem czasu kolumn. Niektóre wciąż wieńczą rzeźby; jedna z plotek głosi, że niekiedy ożywają, by płoszyć intruzów.

1-20 - Zatrzymujesz się już na samym początku. Rzeźby wyczuwają twoją obecność i ześlizgują się z kamiennych kolumn, zaczynając cię gonić. Nie wyglądają na pokojowo nastawione, więc musisz uciekać, rezygnując z poznawania prawdy skrytej w zasłyszanych legendach.
21-40 - Udaje ci się szczęśliwie ominąć kolumny bez przykrych niespodzianek z ich strony, lecz dalej napotykasz inną przeszkodę w postaci wnykopieniek, które strzelają w twoją stronę długimi, kolczastymi pędami. Musisz je unieszkodliwić, jeśli chcesz ruszyć dalej.
41-70 - Idziesz przez dawne podwórze, obecnie niemal całkowicie porośnięte lasem. Nic szczególnego się nie dzieje, ale możesz odnieść wrażenie że coś (lub ktoś?) cię obserwuje. Może to jeden z duchów, które ponoć nadal nawiedzają to miejsce?
71-80 - Idąc, zwracasz uwagę na jedną z roślin. Jeśli dobrze pamiętasz lekcje zielarstwa, rozpoznajesz w niej ślaz. Możesz go zebrać.
81-100 - Szczęśliwie i bez poważniejszych przeszkód udaje ci się odnaleźć stare, zniszczone mury. Może uda ci się odkryć coś ciekawego?
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Saoirse Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4590-saoirse-fawley http://www.morsmordre.net/t4625-cytra#99542 http://www.morsmordre.net/t4624-lady-sirsza#99530 http://www.morsmordre.net/f306-cumberland-posiadlosc-rodu-fawley http://www.morsmordre.net/t4646-saoirse-fawley
Uzdrowiciel wychodzący na przeciw chorobom genetycznym, estetka
24
Szlachetna
Panna
It’s a funny thing about coming’ home. Looks the same, smells the same, feels the same. You'll realize what’s changed is you.
6
6
2
14
0
0
8
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony dwór   07.05.17 19:22

|21 kwietnia

Znów czuła wiatr we włosach.
Brakowało jej tego. Ogrom pracy i zobowiązań w Mungu, jak i wymysły macochy skutecznie odciągały ją od stadniny, jednakże dzisiaj zawzięła się i w końcu mogła sobie przypomnieć, jak wiele szczęścia czerpie z beztroskich, końskich przejażdżek, kiedy może pędzić bez celu tak po prostu, przed siebie. Będąc dzieckiem, następnie dorastającą młodą damą, nie było dnia, aby nie wyciągnęła siwego, pełnokrwiści angielskiego ogiera ze stajni, wracając dopiero późnym wieczorem do doby. Dziś nie miała już tak dużej swobody, aczkolwiek powołując się na stare znajomości i zażyłość, którą rodzinę właścicieli pewnej stadniny łączyło z jej ojcem, w wolnych dniach odwiedzała sędziwe małżeństwo czarodziejów czystokrwistych, aby zabrać młodą klacz na przejażdżkę.
Już dawno przestała się oglądać za siebie. Znajome tereny zostały gdzieś daleko w tyle, a ziemie, które rozciągały się w sielankowym, wiejskim pejzażu przed nią musiały należeć do innego hrabstwa. Popędziła konia do zdecydowanego galopu. Dookoła nie było żywej duszy, mogła więc pędzić ile sił. Końskie kopyta dudniły o ziemię, rozpryskiwały błoto. Pochyliła się, czując, jak wiatr rzuca jej rękawice prosto w twarz. Była skłonna ulec temu wyzwaniu.
Również gdzieś za nią zostały wszystkie troski i niepokoje. Macocha co wieczór, od jakiegoś czasu, powtarzała jej o wciąż nie wiedzieć dlaczego tajemniczych gościach, którzy wkrótce, lada dzień, zjawią się w Cumberland. Jej obecność nie podlegała dyskusji, a ponieważ ojciec poparł Glorię, węszyła spory podstęp w nagłej wizycie szlachetnych gości. Była świadoma swoich powinności wobec rodziny, obiecała ojcu, że nie zapomni o nich podobnie jak o jego oczekiwaniach wobec niej, nie mniej czuła posmak goryczy, kiedy macocha wtrącała się w to, co zostało ustalone pomiędzy nią, a lordem Fawleyem.
Strome zbocze zmusiło ją, aby zwolnić. Ostrożnie schodziła zarośnięta oraz prawdopodobnie już dawno zapomnianą ścieżką w dół, nie chcąc sprowokować nieszczęśliwego wypadku. Zbliżała się do widocznych już od jakiegoś czasu na horyzoncie porośniętych roślinnością ruin. Ciekawość wiodła ją w to miejsce, jak również intrygująca, na swój sposób magiczna aura, aczkolwiek przez fakt, że lada chwila zacznie się ściemniać, powinna niebawem zawrócić. Obiecała sobie, że to ostatni punkt na jej drodze, po czym niezwłocznie wraca.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
Astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony dwór   07.05.17 19:57

Jay ostatnio przeżył naprawdę wiele intensywnych przygód. Uwodziła go syrena, od której wyratował go Harold, spotkał dawną znajomą zapomnianego przyjaciela, w Wieży Astrologów był świadkiem nadchodzącej katastrofy i wczoraj w nocy napotkał w środku lasu kobietę, której się zupełnie nie spodziewał. Do tego piękne narodziny nowej gwiazdy były tak niesamowite, że wciąż biło mu szybciej serce na samą myśl. Było to naprawdę rzadkie wydarzenie, a sam fakt, że mógł je zaobserwować sprawiało, że jego pasja do astronomii jedynie się zwiększała. Przecież nie każdy mógł to oglądać, a na pewno nie w ostatnim stuleciu! Niesamowite! Gdy podnosił głowę w ciemną, ale gwieździstą noc wciąż mógł ją dostrzec. Druga na prawo. I dalej aż do rana. Cóż. Kogoś mogłoby zaskoczyć to, że jednego człowieka mogło tyle spotkać w tak krótkim czasie, ale były to normalne dni dla kogoś kto nazywał się Jayden Vane. A teraz pan profesor potrzebował miejsca, gdzie mógłby rozstawić swój teleskop i wypróbować go w terenie. Nie żeby JJ nie patrzył na to, gdzie się znajduje. Znał swoje położenie dzięki gwiazdom. W końcu to one go prowadziły całe życie. Wystarczyło, że spojrzał w górę na nocne niebo i już wszystko wiedział. Jednak noc musiała być czysta i bez chmur na nieboskłonie. Na szczęście tego dnia również taka miała być, ale nie ochroniła go przed wszystkim. Zapatrzony w szarzejące już sklepienie i delikatnie świecące na nim diamenty, nie patrzył gdzie idzie. Czasem noga mu się omsknęła na kamieniu, ale podnosił się i szedł dalej, zupełnie zapominając o zadrapaniu na kolanie. I przetarciu na kostce. I siniaku na łydce. I obiciu na nadgarstku. I przeciętej wierzchniej dłoni. I jeszcze kilku takich tam drobnostkach. Przecież czym one były w porównaniu z możliwością podziwiania gwiazd i innych ciał niebieskich? Dla astronomii mógłby nawet zginąć, gdyby mu przyszło! Oczywiście nikt nie brał Jaya na poważnie, chociaż ci co go znali już jakiś czas mogli dostrzec w tych słowach pewną szczerość. Jednak czy ktoś był na tyle pochłonięty przez swoją pracę, że mógł dla niej poświęcić wiele? Trzeba było spytać owych pasjonatów. Niestety w tym świecie nie było ich wielu, ale na pewno mieli się jeszcze podobni narodzić.
Vane ze złożonym teleskopem pod pachą szedł dziarsko przed siebie, wiedząc jedynie że wciąż jest w Anglii, a gdzie konkretnie niezbyt go to interesowało. Chciał odnaleźć idealne miejsce na obserwację i to zamierzał właśnie robić. Zmierzchało, ale jeszcze było na tyle jasno, by rozpoznawać bez problemy kształty drzew czy zarys uciekających zwierząt, których w dzikich lasach było wiele. W pewnym momencie Jay stwierdził, że malutka górka niedaleko jakiegoś dworu była idealna! Nie spędził tam za dużo czasu, gdy w pewnym momencie usłyszał z daleka tętent kopyt. Nie odwrócił się, będąc przyzwyczajonym do tego, że była to oznaka zbliżających się magicznych stworzeń. Może centaury postanowiły podążyć jego śladem i odnalazły zagubionego profesora? Może był to Antarez? Był jego wyjątkowym przyjacielem i posiadał wiedzę, która wykraczała nawet poza standard ich gatunku. Był starszy od wszystkich, ale wcale nie był przez to słabszy. Wręcz odwrotnie. To właśnie on najczęściej odszukiwał Vane'a i pomagał mu wrócić do zamku na czas. Często Jayden w ogóle nie zaglądał do swojego domu w Hogsmeade. Nie miał na to czasu, spędzając całe nocy w lesie na obserwacjach i rozmowach z magicznymi stworzeniami. Vane w ogóle nie pomyślał, że znajdował się naprawdę daleko od domu i centaury nie mogły przybyć za nim, aż tutaj. Ale to był własnie on... Pan profesor.




Shoot for the moon and if you miss you will still
be among the stars

Powrót do góry Go down
Saoirse Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4590-saoirse-fawley http://www.morsmordre.net/t4625-cytra#99542 http://www.morsmordre.net/t4624-lady-sirsza#99530 http://www.morsmordre.net/f306-cumberland-posiadlosc-rodu-fawley http://www.morsmordre.net/t4646-saoirse-fawley
Uzdrowiciel wychodzący na przeciw chorobom genetycznym, estetka
24
Szlachetna
Panna
It’s a funny thing about coming’ home. Looks the same, smells the same, feels the same. You'll realize what’s changed is you.
6
6
2
14
0
0
8
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony dwór   08.05.17 11:18

Słońce z wolna kryło się za nieboskłonem. Różana aura okryła okolice, wciąż ostre promienie padały pomiędzy liśćmi oraz zza drzew. Urzekł ją ten widok, zawsze szanowała i doceniała naturę, a najpiękniejsza była właśnie w swojej dzikiej odsłonie, w miejscach gdzie ingerencja człowieka oraz magii była właściwie nijaka. Dużo by się nie pomyliła, twierdząc, że znalazła się gdzieś na skraju cywilizacji. Co prawda miała przed sobą, całkiem blisko, kolumny oraz mury jakiegoś dworu, który przed laty musiał przeżywać swoją świetność, aczkolwiek teraz był już częścią pejzażu, zaadoptowanego przez rozrastającą się roślinność; wiła się ona po kamieniach zawalonych ścian, jak u szczerbionych fundamentów.
Nie zauważyła mężczyzny od razu. Nie spodziewała się, że ktokolwiek żywy stanie na jej drodze. Stał zbyt blisko urwiska, skryty za zakrętem, zaabsorbowany swoim astrologicznym osprzętem, albo kompletnie ignorując dudnienie końskich kopyt, albo będąc zbyt mocno pochłonięty tym, co robił, aby pozwolić sobie tak po prostu oderwać się od zajęcia i zaspokoić swoją ciekawość.
Nie chciała kusić złego; wyhamowała, szarpiąc uzdę, aż koń niezadowolony prychnął i zatrzymał się w miejscu, zakopując się kopytami w błocie. Łypał przy tym spode łba w stronę mężczyzny, prawdopodobnie obarczając go winą tego nagłego przerwania szaleńczego biegu, którym nie dane było mu się wystarczająco upoić. Uspokoiła niezadowolone zwierzę, mierzwiąc przyjacielsko jego grzywę, aczkolwiek wciąż wydawał się być obrażony, przebierał kopytami w miejscu i głośno wzdychał.
- Szuka Pan spadającej gwiazdy? Wielu uważa, że przynosi szczęście - zagadała, ponieważ nie mogła się oprzeć wrażeniu, że lica mężczyzny wcale nie były dla niej do końca obce; ponadto wypadało odezwać się słowem, skoro ich oczy spotkały się ze sobą, co wymusiła zarazem i zabawna, i niezręczna sytuacja. Mgliste wspomnienia łączyła z tym rozbieganym spojrzeniem, przydługimi włosach i z mapami nieba wystającymi z kieszeni szaty nieznajomego. Rozpoznała, naturalnie, iż mężczyzna nastawia teleskop. W czasie nauki w Hogwarcie zdecydowała się na dodatkowy przedmiot, którym była Astronomia i nie żałowała; zafascynowała ją nauka o niebie, o iskrzących się w nocy punkcikach nad głowami, które znajdowały się gdzieś daleko. Poza ich zasięgiem. Być może Vane z łatwością mógłby obalić jej wyobrażenia, oparte tylko na cząstce wiedzy, którą przyswoiła w czasie trzech lat zajęć, aczkolwiek jeszcze nie mogła o tym wiedzieć.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
Astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony dwór   08.05.17 20:46

Jaydena nie można było zaskoczyć. Równie dobrze pojawienie się smoka wyłaniającego się z rzeki nie zrobiłoby na nim wrażenia, a jedynie spowodowało, że zachwycił się tym niecodziennym widokiem. W końcu nie każdy mógł się pochwalić podobnym wydarzeniem, które miało miejsce zaraz przed nosem. Dlatego nawet gdyby zmaterializował się przed nim sam dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie - Gellert Grindelwald we własnej osobie, pan profesor spokojnie zacząłby z nim rozmawiać o nadchodzącej, pięknej nocy. Jay nie miał o tym człowieku dobrego zdania, ale nie musiał, żeby dyskutować na temat wspaniałości astronomii. Codzienne jego życie zaczynało się, w zależności od pory roku, wcześniejszym lub później nadchodzącym wieczorem. Kochał noc. Wtedy to właśnie mógł widzieć niebo, a na nim gwiazdy, planety, księżyce. Całe noce spędzał na obserwacjach ciał niebieskich. Dzień spędzał na śnie, obliczeniach astronomicznych, zajęciach – byleby zająć się czymś do wieczoru. Jako jedyny człowiek zauważał narodziny nowej gwiazdy, tudzież zmianę innej. Tylko wtedy śmiał się, był zachwycony. Nic z owego stanu nie mogło go wybić. Gdy gwiazda umierała mimowolnie chodził ubrany w pogniecione garnitury, przeżywał swoistą żałobę, po śmierci jednej z towarzyszek jego pracy i życia. Wtedy to właśnie smutek wdzierał się do jego serca wielkimi falami. Nie płakał, nie szlochał, ale czuł to głęboko w duszy. Nikt nie mógł mu pomóc, zresztą uważano go za swoistego dziwaka. Ludzie nie rozumieli jak można rozpaczać po czymś co nie jest istotą żyjącą.
Słyszał zbliżającego się centaura i wiedział, że ten na pewno zdawał sobie sprawę z obecności astronoma. Jakżeby inaczej! Nie poruszył się, poprawiając usilnie swój teleskop, by ustawić go w odpowiednim kierunku, pod odpowiednim kątem. Wszystko musiało być idealne na obserwowanie ideału. Pomyślał w tym momencie o swojej ciotce, która jako kobieta krwi szlachetnej zawsze powtarzała, że jej dzieci będą przykładem, że zmieszanie arystokracji z czystą krwią nie odbije się na jej potomkach. Będą ideałami. Tak... Biedna kobieta... Zaraz jednak uwagę Vane'a przykuła pojawiająca się nieśmiało pierwsza gwiazda, na której widok uśmiechnął się delikatnie. Nagłe parskanie wytrąciło go z równowagi i JJ wyprostował się, by spojrzeć na wpatrującą się w niego młodą kobietę na koniu. A więc nie miał do czynienia z centaurem. Słysząc pytanie i badając przez moment ładną buzię blondynki, Jayden uśmiechnął się szeroko. On również ją kojarzył, ale tak naprawdę mógł znać każdą obcą osobę i nie zrobiłoby to różnicy. Potrafił rozmawiać z nieznajomymi z taką samą łatwością jak z dawnymi przyjaciółmi. A mimo to pewne wspomnienie kołatało się wewnątrz umysłu i jeszcze nie dotarło do świadomości.
- Ah, gdyby spadła prosto na mnie, raczej bym nie przeżył tego szczęścia - odparł wesoło, śmiejąc się równocześnie. Tak. Wyobrażenie przygniecenia go przez meteoryt było całkiem zabawne. Nie dość że miałby problem z rozgruchotanymi kośćmi to temperatura ów gwiazdy usmażyłaby go szybciej niż powiedzenie Merlin. Niektórzy ludzie nie zdawali sobie sprawy jakim pechem byłoby znalezienie takiego skarbu. A przynajmniej w pierwszych godzinach po zderzeniu z Ziemią. Zaraz jednak wrócił myślą do swojej towarzyszki. - A spadła jakaś w okolicy? Zauważyłbym - dodał nieco poważniej, podejrzewając, że właśnie dlatego ta młoda istota się tutaj pojawiła.




Shoot for the moon and if you miss you will still
be among the stars

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Opuszczony dwór   17.09.17 18:38

Wielkimi krokami zbliżał się jej wyjątkowy dzień. Ten, który miał oznaczać początek jej nowego życia oraz zmianę społecznego statusu; dzień, który miała zapamiętać już do końca życia. A wciąż nie wybrała sukni ślubnej!
Irene, która już wkrótce miała być tytułowana jako lady, od kilku dni umawiała się na przymiarki w domu mody rodu Parkinson; poszukiwania wymarzonej sukni wciąż trwały, a usłużni pracownicy byli na każde jej skinienie, podatni na urok wili, jaki płynął we krwi przyszłej szlachcianki. Choć kobiety plotkowały, ona niczym się nie przejmowała – dopięła wreszcie swego i miała poślubić lorda, tak więc szepty odbijały się od niej niczym zaklęcia od ochronnej tarczy.
Teraz miała na sobie kolejną piękną kreację i przeglądała się właśnie w lustrze, oczami wyobraźni widząc już fryzurę, jaką dobrałaby do tej cudownej sukni w kolorze kości słoniowej. Nagle poczuła, że coś wierci ją w nosie, lecz zanim zdążyła zareagować i choćby zwrócić się do jednego z jej dzisiejszych pomocników, było już za późno.
Hep!
Z cichym teleportacyjnym trzaskiem pojawiła się nieopodal opuszczonego dworu w Ludlow; rozglądała się zdezorientowana i w oddali dostrzegła dwie postacie – kobietę siedzącą na koniu i rozmawiającego z nią mężczyznę, dzierżącego astronomiczne narzędzia. Irene nie miała przy sobie różdżki, jednak nie wiedziała innego wyboru, jak tylko puszczenie się biegiem w kierunku nieznajomych.
- Pomocy! – zawołała, biegnąc po nierównej trawie i przytrzymując rąbki drogiej ślubnej sukni, którą wciąż przecież miała na sobie.
Rozwiane w biegu włosy falowały majestatycznie, a poruszająca się półwila musiała być wyjątkowo przyjemnym widokiem dla męskich oczu.
- Gdzie ja jestem? – zapytała, zrównując się z Jaydenem i Saoirse. Nie pomyślała, by najpierw się przedstawić lub podać powód swojej obecności nieopodal opuszczonego dworu. Zresztą, na pewno to interesowało ich najmniej. W takim stroju musiała wyglądać co najmniej dziwnie! – Czy ktoś z państwa może mi pomóc? – spojrzała prosząco najpierw na kobietę, a później na mężczyznę, póki co nie odważając się użyć na nim swojego uroku.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
Astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony dwór   17.09.17 19:11

Jayden nie przerywał sobie rozstawiania odpowiedniego sprzętu w idealnym miejscu, które znał. A przynajmniej tak mu się wydawało. Nie było to takie straszne. W końcu każda droga prowadziła do Rzymu czyż nie? Gdyby przyszło mu zupełnie stracić rekonesans, zapewne Mia lub Evey ruszyłyby na poszukiwania zaginionego profesora. Nie pierwszy i nie ostatni raz astronom miał stracić odpowiednie kierunki. Szczególnie jeśli niebo miało zejść chmurami. Na szczęście nic takiego tego dnia się nie zapowiadało, co mogło go jedynie cieszyć jeszcze bardziej. Obserwacje nie miały być zupełnie pozbawione znaczenia. Do tego okoliczności przyrody jedynie utwierdzały go w przekonaniu, że nie było nic przyjemniejszego nad koegzystowanie z takimi miejscami. Pamiętał jak kiedyś dziadek zabrał go do Walii, gdzie mieli podziwiać zaćmienie słońca. A dokładnie jedno z wielu rodzajów. Dokładnie zaćmienie obrączkowe zwane również zaćmieniem pierścieniowym. Występowało wtedy, gdy, obserwator znajdował się bardzo blisko przedłużenia linii łączącej Słońce i Księżyc. Było to naprawdę niesamowite przeżycie. Nie była to jednak taka prosta sprawa, bo w przypadku zaćmienia pierścieniowego rozmiary kątowe Księżyca były mniejsze niż rozmiary kątowe Słońca. Słuchając wtedy dziadka, mało co rozumiał. Kąty, obliczenia... To były trudne słowa, ale dla wyobraźni małego Jaya sprawiały wrażenie niedoścignionych. Magicznych, chociaż w innym kontekście od czarów, które znał. Później stało się to dla niego proste, łatwe, wręcz oczywiste. Z wiekiem zdobywał coraz szerszą wiedzę na ten temat i rozwijał swoje umiejętności. Później już dowiedział się dokładnie, że zaćmienie obrączkowe miało miejsce wtedy, gdy Księżyc znajdował się w pobliżu apogeum swojej orbity, czyli w pozycji najbardziej oddalonej od Ziemi. Wciąż miał zdjęcie, które wykonał tamtego dnia i dzielnie wisiało przypięte na tablicy w gabinecie w Wieży Astronomicznej. Ciężko było sprawić, by kiedykolwiek Vane miał po prostu zapomnieć o nauce, która była jego życiem. Przecież za każdym razem jak wychodziło się z domu, czy chciało się czy nie, miało się nad głową piękne niebo. Niedoścignione, jedyne w swoim rodzaju. Nic innego nie mogło równać się temu bezmiarowi. Nawet ocean miał swoje granice, a nieboskłon nie. Nieograniczony i wolny od wszystkiego sprawiał, że JJ czuł się wolny, mogąc badać jego tajemnice. Nie sądził jednak, by kiedykolwiek spotkał gwiazdę twarzą w twarz. Przecież wiedział, że spadające na ziemię meteoryty były jedynie kruszcem. Martwa materią, która pod wpływem atmosfery wietrzała, spalała się i uderzała z impetem w ziemię, tworząc większe lub mniejsze kratery. Nie słyszał o gwieździe, która była osobą. Ale czy to znaczyło, że nie mogło to istnieć?
Nie spodziewał się nikogo więcej w tym miejscu. A na pewno nie przyszłej pani lady, która podczas przymiarek sukni ślubnej trafiła właśnie tutaj. Nie on zauważył ją pierwszy, a poruszony szelestem materiałów koń parsknął i zaczął dreptać w miejscu, zupełnie jakby zaraz miał szykować się do biegu. Tylko silna ręka jeźdźca trzymała go w miejscu. Dopiero po chwili Jayden zrozumiał co się działo i sam dosłyszał wołanie, a co za tym szło zauważył również biegnącą w ich kierunku kobietę. Ten widok tak go zaskoczył, że lekko się odchylił, obserwując całe zajście. Otóż pod górkę z opuszczonego dworu biegła blondynka, trzymająca w dłoniach po obu stronach pokaźną suknię ślubną. A przynajmniej tak to wyglądało, chociaż czy tutaj w ogóle mogły odbywać się śluby? Koń przestraszył się bieli i trącił zdębiałego Vane'a, przywracając mu zmysły. Nic dziwnego, że astronomowi pojawiła się lampka mówiąca o tym, że może spotkał gwiazdę. Czy nie to sugerowała właśnie spotkana dziewczyna? Gdy gwiazda zrównała się z nimi, zaczęła patrzeć to na Jaya to na jego towarzyszkę, jednak panna na koniu nie zamierzała udzielić odpowiedzi, więc zrobił to profesor. Jednak musiał wyglądać jak dziecko w fabryce zabawek, bo oczy zabłysnęły mu pewną radością i ciekawością.
- To Ludlov, proszę... - pani? Jak miał się zwracać do być może boskiego stworzenia. Zadarł na chwilę głowę w górę, starając się dopatrzeć możliwych zawirowań powietrza. Jakiejś smugi lub czegokolwiek. Zaraz jednak znów wrócił na ziemię i szybko podniósł przewieszoną przez torbę marynarkę, by zarzucić ją na ramiona nowo przybyłej. - Co się stało? - spytał, chociaż milion pytań cisnęło mu się na usta.




Shoot for the moon and if you miss you will still
be among the stars

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony dwór   17.09.17 19:11

The member 'Jayden Vane' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 22


Powrót do góry Go down
 

Opuszczony dwór

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami
» Opuszczony diabelski młyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Ludlow-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17