Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Restauracja Czar Par

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Restauracja Czar Par   04.12.16 1:05

Restauracja Czar Par

Elegancka czarodziejska restauracja, do której wejście jest ukryte w zejściu do mugolskiej piwnicy jednej z kamienic. Ledwie mija się próg, a magia samoistnie ściąga płaszcze z ramion gości, odwieszając je na stojaki, zaś u ich stop słania się długi, czerwony dywan prowadzący do głównej sali. Ta dzieli się na dwie części, w pierwszej znajdują się stoliki, pomiędzy którymi lewitują tace z najlepszym winem wytwarzanym przez tutejsze skrzaty, a zamówienia składa się poprzez machnięcie różdżką i wypowiedzenie zamówionych potraw. Po jakimś czasie talerze materializują się przed gośćmi - brak personalnej obsługi zapewnia maksimum dyskrecji.
Druga część sali to błyszczący parkiet, gdzie orkiestra duchów, na zaczarowanych instrumentach, gra osiemnastowieczną muzykę.



Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   19.04.17 12:40

/ 16 kwietnia?

Czas w West Lulworth mijał jej zbyt szybko. Starała się jak najwięcej czasu spędzać właśnie w posiadłości. To było jej miejsce na ziemi. Dwójka ukochanych szkrabów, miłość jej życia, piękna plaża, szum morza i rozciągające się wzgórza. Rodzina, która odwiedzała progi ich posiadłości w każdej wolnej chwili. Zakonnicy zbierający się w ich domu tworząc kolejną gałęzie ich wielkiej rodziny. Czasami miała wrażenie, że matka natura dała jej trochę więcej dzieci niż ta dwójka rudowłosych skarbów. Nie mogła jednak narzekać. Wbrew wszystkiemu wierzyła, że ma dobre życie. Oczywiście, że było pełne niebezpieczeństw i wiele rzeczy można było w nim zmienić, ale i tak jej optymizm nie pozwalał jej myśleć, że nie wszystko w ich życiu jest jeszcze całkowicie stracone. Ponoć póki walczysz nie możesz być nieszczęśliwy. Póki walczysz możesz zwyciężyć. Wierzyła w to. Poznanie Archiego dało jej możliwość na to wszystko, a także na poznanie tych wszystkich ludzi wzbogacających jej życie. Julka była cudowną kobietą. Niemalże od razu przypadły sobie z Lorraine do gustu i blondynka uwielbiała spędzać czas z siostrą męża. Miały ze sobą wiele wspólnego. Uwielbienie do stworzeń, natury, tych samych ludzi i poglądów. Zwykle wolały spędzać czas w ciszy i spokoju. Wiosna sprawiała, że nawet spędzenie popołudnia w ogrodzie było przyjemnością. Dzisiaj obie listownie stwierdziły, że dość już tego siedzenia w posiadłości. Były szlachciankami i chociaż nie była to pierwszorzędna rzecz określająca relację w ich świecie tak od czasu do czasu powinno się wyjść do ludzi ze spokojem dzielić świat, o który walczyli. Blondynka nigdy nie była w tej restauracji, ale słyszała wiele dobrych opinii o Czar Par. Nawet jej matka powtarzała jej, że nie ma bardziej magicznego miejsca w całym gastronomicznym świecie czarodziei. Skoro tak to czy mogły przepuścić taką okazje? Spotkanie się gdzieś w otwartym świecie czarodziejów było dla nich nowością, ale kobiety musiały mieć chwile czasu dla siebie, prawda? Blondynka kiedy tylko weszła do restauracji jej płaszcz pofrunął do wieszaka, a dźwięki muzyki od razu zaprowadziły ją do sali gdzie czekał już na nią gotowy stolik. Lorraine usiadła uśmiechając się do przyglądającego się jej kelnera widocznie czekającego na zamówienie. O nie nie proszę pana. Czekam na kogoś. Rozglądała się mając nadzieje, że zaraz wypatrzy rudowłosą. Co jak co, ale w tym była już chyba mistrzem.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   20.04.17 0:57

Julia w pewnym stopniu zamknęła się przed światem. Nie specjalnie. Raczej zajęta pracą i nauką, swoimi pasjami trochę zapomniała o mijającym czasie. Chyba dzieci brata mogły być doskonałym miernikiem, rosnąc niesamowicie szybko, jakby większe i zdolniejsze, bogatsze w pewien sposób za każdym razem, kiedy znów mijała je na korytarzach posiadłości, czy zabierała gdzieś, odrywając się nagle i dość jakby nienaturalnie ze swojej rzeczywistości.
Lorraine uważała za najlepszy wybór w życiu Fluwiusza. Rozsądna, zdolna samodzielnie myśleć - a tę cechę bardzo ceniła, nie mogąc dogadać się z wieloma przesłodzonymi szlachciankami, którym szlachectwo jakby wyprało umysły - potrafiąca stanowić podporę, choć akurat tego sama Julia nie potrzebowała zbyt często. Widziała w niej jednak wspaniałą matkę, a to przecież bardzo ważne. Dobro dwóch szkrabów biegających po ich posiadłości leżało jej na sercu na pewno nie równie mocno, jak im rodzicom, jednak także bez wątpienia silnie.
Siedziała nad książkami prawiącymi na temat trytonów, wczytywała się wnie uparcie odpychając pukające z tyłu obawy, list Nestora pierwszy, oraz ten drugi z konkretną propozycją, oba mające całkowicie zmienić jej dotychczasowe życie.
Zastanawiając się już, czy nie oznajmić światu, że zaczęła bać się listów, odczytała wiadomość od Lorry, znacznie milszą, znacznie przyjemniejszą i niedługo z przyjemnością opuściła progi posiadłości.
Ubrana jak zwykle niezbyt zdobnie, wciąż jednak elegancko, w prostej sukni o łagodnym, szarawym kolorze z lekkimi przeszyciami niezbyt rzucającymi się w oczy oraz płaszcz wiosenny ruszyła we wskazane miejsce, którego nie zdążyła do tej pory odwiedzić. Choć przepadała za takimi. Przeszła przez mugolską kamienicę z niemałym rozbawieniem, odnajdując tajne przejście. Gdyby była piętnaście lat młodsza, na pewno uczyniłaby z tego miejsca pole wspaniałej zabawy, w tajności i bliskości dwóch światów odnajdując pretekst do zabawy. Teraz jedynie pozwoliła sobie na nieznaczny uśmiech, kiedy płaszcz za sprawą magii zsunął się z jej ramion razem z lekką chustą i odleciał zapewne w odpowiednie miejsce.
Muzyka była przyjemna. Johann Joseph Fux, nie była znawczynią, jej wiedza na temat muzyki była raczej podstawowa, jednak jego znała całkiem nieźle i potrafiła rozpoznać przez szczególną lekkość utworów. Nie był równie nadęty i pompatyczny jak większość kompozytorów swojego okresu.
Ruszyła czerwonym dywanem, rozglądając się, aż nie dostrzegła Lorraine siedzącej przy jednym ze stolików. Posłała jej nieznaczny uśmiech, zaraz zajmując miejsce na przeciwko.
- Dobrze cię widzieć. Czy tylko ja czuję się jakby wyrwana z naturalnego środowiska?
Jej twarz znów nieznacznie pojaśniała. Potrzebowała się trochę pożalić, potrzebowała wylać z siebie problemy, czy raczej lęki, jednocześnie nie chciała od tego zaczynać.
- Mimo wszystko muszę przyznać, miejsce jest bardzo przyjemne. I może się pochwalić przyjemną dla ucha muzyką. - pokiwała lekko palcem wskazującym jak dyrygent na lekkie "gwizdanie" w tle. - Jeszcze trochę i zacznę zaraz myśleć, że poza Weymouth i lecznicą istnieje świat wart zobaczenia.
Dodała raczej żartobliwie i na wyrost, aż tak korzeni nie pozwoliła sobie zapuścić, chociażby przez wzgląd na zainteresowanie językami, których uczyć się należy przede wszystkim w praktyce.
- Jak ci minęły ostatne dni? Nie wątpię, że nie możesz narzekać na nudę. - tak, tego była pewna, dwa maleńkie potworki na pewno potrafiły zająć swoją matkę. W wyrazie twarzy Julii zaledwie przez chwilę pojawiło się coś może chochlikowatego, zaraz jednak zniknęło, obracając się w zwyczajny, łagodny uśmiech. Przyglądała się przez chwilę drugiej kobiecie, nim zerknęła na kartę dań.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   21.04.17 15:24

Lorraine lubiła swoje życie. Pamiętała czasy kiedy była jeszcze tylko małym dzieckiem i kiedy wszystko wydawało jej się takie smutne. Bycie szlachcianką nie sprawiało jej wtedy radości w końcu łączyło się z dużą ilością wyrzeczeń i obowiązków, a ona była tylko małym dzieckiem chcącym się bawić i korzystać z tego co daje jej beztroska dzieciństwa. W biegiem czasu zaczęła zauważać, że tak naprawdę w byciu arystokratką całkiem dobrze się sprawuje. Stało się to dla niej wyzwaniem, przyjemnością, którą mogła spełnić, a nie było już ciągłą walką o dziecięce marzenia. Nie wiedziała jak to było z Julią, ale Lorraine naprawdę lubiła swoje szlachetne życie. Oczywiście pozwalała sobie odchodzić od pewnych absurdalnych dla niej wymysłów, ale i tak ciągle pozostawała wierna wychowaniu, które otrzymała. Może nie było to wszystko idealne, ale blondynka nie wierzyła, że kiedykolwiek nasze życie może być idealne. Zawsze będzie jakiś problem do rozwiązania, ludzie do poznania, miejsca do zobaczenia i rzeczy w nas samych do przepracowania. Nie liczyła na doskonałość. To nie była rzecz wyznaczająca szczęście i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Czasami miała wrażenie, że są zbyt świadomi życia. Co z tymi, którzy nie mają bladego pojęcia o tym co dzieje się na świecie? Czy mają pojęcie jak blisko upadku ich świat się znajduje? Jak niewiele potrzeba by wszystko runęło w gruzach? Myślała o tym często kładąc się już do własnego łóżka. W miejscu, w którym nie ma miejsca na problemy, a jest na wyciszenie. A jednak nie było to wcale takie proste. Zazdrościła ludziom tego spokoju. Bycia nieświadomymi. Zazdrościła im tego, ale i jednocześnie przerażała ją ta niewiedza. Czasem miała ochotę wykrzyczeć ludziom by spojrzeli w końcu prawdzie w oczy. Była optymistką chociaż czasami wiadro optymizmu nie wystarczało. Zbyt mało uśmiechów, a zbyt dużo grymasów. Dlatego chyba obie potrzebowały takich chwil? To miejsce wydawało się przyciągać właśnie nieszkodliwą magią. Dziwne było jak łatwo teraz mogła zauważyć, które zaklęcia były dobre, a które… złe. Wszystkie niosły ze sobą jakieś konsekwencje, ale przy niektórych te konsekwencje były nieznaczne. Przy niektórych jednak dość poważne. Czy taka właśnie była magia, kiedy ludzie nie pragnęli władzy? Kiedy wszystko było ogarnięte spokojem, a nie wojnami. Nie znała takiego świata i nie wiedziała czy ten w ogóle kiedyś istniał. Widząc znajomą twarz uśmiechnęła się promiennie machając do Prewettównej. - O tym właśnie przed chwilą pomyślałam. - powiedziała rozbawiona całym tym miejscem. Jednak nie było śmieszne to miejsce samo w sobie, ale to, że magia była taka… urocza. Tak naprawdę w ostatnim czasie rzadko zdarzało jej się sięgać po magię. Może właśnie to potęgowało zaskoczenie? - Nigdy tu nie byłam, July. - mruknęła rozglądając się po pomieszczeniu. - Ale jak już mojej matce przypadło do gustu to musi być tutaj coś szczególnego. - dodała. Jej matka miała szalony gust. Właściwie do końca go nie rozumiała, ale była lady Abbott, a to już coś znaczyło. Chociaż o nucie magicznego szaleństwa świadczyła raczej krew Ollivanderów. - Nie przesadzaj. Ten świat jeszcze nie jest aż tak wart zobaczenia. - uśmiechnęła się chociaż kochała Londyn, Wielką Brytanię i Dorset. To było jej miejsce na ziemi i nie zamieniłaby go na żadne inne. Na pytanie uśmiechnęła się rozanielona. Temat do rozmowy dla matki? Wspomnieć o jej dzieciach. - Ah… ostatnio ciągle coś się dzieje. Bycie dzieckiem jest takie piękne. Kiedy to zleciało, July? Naprawdę nie mam bladego pojęcia. A jeszcze Archie… wczoraj tak mnie wystraszył. Zaraz ci o wszystkim opowiem, ale może najpierw zamówimy? Jestem okropnie głodna. - mruknęła spoglądając w kartę dań i już oczami przechodząc do deseru.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   21.04.17 16:56

Julii o dziwo nie męczyła świadomość wszystkiego, co dzieje się wokół, przynjmniej póki co, raczej dążyła za większą porcją informacji, wczytywała się w gazety, nawet w Maga, którym szczerze gardziła, chciała jednak wiedzieć więcej, a to jaka propaganda jest dookoła rozsiewana także uważała za jakąś wiedzę. Panna Prewett wierzyła, że wszystko może okazać się przydatne w walce o lepszy świat, choć tą jedną niewiadomą, której nie mogła zdobyć było właśnie to, jaki ten świat ma być, co oznacza lepszy.
Jest oczywiście mnóstwo wyznaczników, one jednak wydawały się jej niewystarczające.
W przeciwieństwie do Lorraine wcale nie czuła się dobrze z tytułem lady, dusiła się w nim wyglądając do świata poza, trochę uciekając od szlacheckich obowiązków, choć już zdecydowanie łagodniej, niż za czasów młodzieńczego buntu. Była to jedna z rzeczy jakiej nie rozumiała, o jaką pytania zadawała od dawna, jednak do tej pory nie zyskała satysfakcjonującej odpowiedzi: co to właściwie oznacza być szlachtą i dlaczego ma to być aż tak ważne, dlaczego powinna być z tego dumna, skoro się z tym urodziła, a nie zyskała.
Dobrze dogadywała się z częścią szlachty, nawet dużą częścią, mało kiedy wchodząc jednak w te tematy. Częściej robiła to jeszcze w Hogwarcie, kiedy nie mogła pojąć, dlaczego świat wydaje się z każdym dniem bardziej skomplikowany i zanim się z tym zwyczajnie pogodziła.
Miała dwadzieścia pięć lat, a jednak nadal była w nim dość zagubiona.
- Nie wątpię. - przyznała z rozbawieniem, rozglądając się dookoła jeszcze przez chwilę. - Może jednak warto się od czasu do czasu odrobinę rozejrzeć. Oby jakość jedzenia dorównywała urokowi miejsca. - uśmiechnęła się nieznacznie, nie mogąc sobie przypomnieć kiedy ostatnim razem zajrzała do jakiejś kawiarni czy restauracji i dochodząc do wniosku, że wyjście do ludzi może nie być aż takim złym pomysłem.
- Fragmentami może być. Usiłuję przekonać Glaucusa Traversa, by zabrał mnie na wody przy kolejnej okazji. - wspomniała, bo i faktycznie zaczęła już rozmowy w tym temacie i nie zamierzała łatwo odpuścić. Glaucus z resztą wcale nie wydawał się niechętny, najwidoczniej odrzucając przesądy o kobietach na morzu. Na szczęście, bo Prewett potrafiła być bardzo uparta.
Nawet, jeśli nie szalała za przyzwoitkami, a spodziewała się, że takowa będzie musiała się zjawić, aby Julia nie naraziła swojej opinii na szwank. Nic jej rzecz jasna z Traversem nie wiązało, nic ponad nić porozumienia i czysto przyjazne stosunki, plotkom jednak lepiej zapobiegać, niż słuchać później złych opinii - a rola ladacznicy podrywającej cudzych mężów na pewno nie byłaby jej wsmak.
Twarz Julii odrobinę pojaśniała, kiedy bez zaskoczenia odkryła, że Lorraine gotowa jest opowiadać o dzieciach ile tylko będzie trzeba. Nie zamierzała z resztą na to narzekać. Czasem nawet przychodziła do niej myśl, że chciałaby mieć własne. Czasem, bo niestety z tą myślą przechodził lęk przed porzuceniem dotychczasowego życia, swoich pasji.
- Nie mam pojęcia, a zdawałoby się, że jeszcze wczoraj złościłam się się na Mare, za ignorowanie tego, co mówi do niej Puppett. - pokręciła głową z rozbawieniem na wspomnienie biednej siostry, która zniosła wiele ze strony bliźniaczki, kiedy były małe. - Puppett był psem ciotki. - wyjaśniła jeszcze z nieznacznym uśmiechem, bo faktycznie trochę czasu minęła, zanim właśnie Archibald uświadomił jej, że wcale nie wszyscy mogą z owym psem rozmawiać, musiała mieć wtedy kilka zaledwie lat, a jednak pamięta to jakby działo się chwilę temu.
- Co znów zrobił? - pokręciła głową zaciekawiona, nie wątpiąc że Archibald wymyślił coś szczególnego, może nawet wcale nie celowo. Zerknęła przy tym także na menu. Wyjęła zaraz różdżkę, by złożyć swoje zamówienie, zdecydowała się dość szybko, czy raczej zdecydowała za nią natura łakomczucha, którą starała się ukrywać jak tylko mogła - w końcu damie nie wypada - jednak od czasu do czasu przegrywała. - Czekoladowe fudge z płynną czekoladą oraz waniliowe latte.
Zdecydowała ciesząc się niezmiernie z bardzo dyskretnego sposobu składania zamówienia. Zazwyczaj bardzo nad sobą panowała, trenując przy tym silną wolę i stroniąc od łakoci, jednak... eh, każdemu wolno czasem zgrzeszyć, prawda? Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że zdradza w tej chwili Pomonę, jednak nadal tylko oczom przyjaciółki przeznaczony był widok na prawdę zaspokojonej słodyczowo Prewett i to się raczej nie zmieni.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   23.04.17 22:36

Szlachcianka doskonale rozumiała te dylematy. Chociaż ceniła swoje urodzenie i to kim była to nie potrafiła zrozumieć dlaczego szlachta poczuwa się do bycia lepszą. Ona nie chciała być. Nigdy nie traktowała kogoś gorzej tylko ze względu na krew czy pochodzenie. Nie obchodziło ją to. Nie była lepsza dlatego, że jej krew była uznawana za szlachecką. W jej oczach ludzie byli równi i właśnie dlatego było jej tak ciężko żyć jednocześnie godnie ze swoją szlachecką etykietką i dzielić świat z przyjaciółmi, którzy całkowicie odbiegali od tego świata. Na początku na pewno było jej ciężko walczyć z powinnością, a jednocześnie robić to czego pragnęła. Teraz już zdecydowanie na to nie patrzyła. Wszyscy byli przyjaciółmi. Rodziną. Bez względu na wszystko co ich dzieliło liczyło się tylko to co ich łączyło ze sobą. Powtarzała to za każdą sposobnością wiedząc, że zawsze jest dobry moment na słowa. Uśmiechnęła się. - Jeżeli się okaże, że jedzenie tutaj nie pasuje do całego wystroju to następnym razem weźmiemy ze sobą Grusię. Wtedy będziemy mogły być pewne. - dodała ciszej. Jeszcze jakby ktoś ją usłyszał specjalnie dał by im niedobre jedzenie i naprawdę musiałaby tu przyprowadzić Grusię, która nauczyłaby wszystkich gotować. A swoim skrzatem naprawdę nie chciała się dzielić. Była przecież niezastąpiona. Lorraine lubiła takie miejsca. Sprawiały, że potrafiła dać się ponieść magii. Fakt, że istniało w niej jeszcze coś co zaskakiwało. Westchnęła rozmarzona. - Taka wyprawa na pewno byłaby niezwykła. Myślisz, że się zgodzi? - zapytała całkowicie poważnie. Lorraine marzyła o podróżach chociaż tak naprawdę niewiele w swoim życiu zdążyła zwiedzić. Jedynie dobrze znana jej Wielka Brytania i zbocza Alp Francuskich kiedy uczęszczała do Akademii. Potem miała o wiele więcej spraw na głowie i nie myślała o już o poznaniu ich świata. To dziwne. W końcu była czarownicą. Mogła teleportować się, przenieść proszkiem fiuu czy po prostu polecieć. A jednak nie było to takie proste. Zaśmiała się. - Puppett na pewno miał dużo ważnych rzeczy do powiedzenia. Nie dziwię się, że się zirytowałaś. - odparła z szerokim uśmiechem. Bycie dzieckiem było łatwo. Czasami żałowała, że ten czas tak szybko minął. Żałowała, że nie jest nadal tą małą blondyneczką przesiadującą pod gabinetem ojca. Teraz jednak wystarczyło jej spojrzeć na bawiące się w ogrodzie dzieci, posłuchać ich radosnych sprzeczek i nowych wymysłów by znowu poczuć się jak dziecko. Nie istniały problemy i przykrości. Wszystko zdawało się mieć swój cel i główny kierunek. Nie wiedziała kiedy to wszystko przepadło zastępując jej życie niewiedzą i nadchodzącymi przykrościami. Machnęła ręką skupiając wzrok na karcie. Tyle pięknie brzmiących rzeczy sprawiało, że chciała tu już zostać. Może nie było tego po niej widać, ale naprawdę była łakomczuchem. Chociaż nie mogła objadać się wszystkim czym by chciała to i tak uwielbiała czytać i patrzeć na piękne dania. Chyba za to też uwielbiała bycie w ciąży. Możność jedzenia wszystkiego i o każdej porze dnia i nocy, a jeszcze kiedy mogła wysłać po to Archiego? Zamyśliła się i w końcu zdecydowała się na… - Lukrową tartę i zieloną herbatę. - mruknęła i uśmiechnęła się szeroko. - Ale to zabawne. Z tym na pewno się wcześniej nie spotkałam. - dodała odkładając kartę i w końcu wracając do tematu męża. - Przestraszył mnie strasznie. Bo od jakiegoś czasu miał problem z oddychaniem i wysłałam go do uzdrowiciela, ale oczywiście nie chciał w ogóle bo mu nic nie jest, a wczoraj jednak się wybrał i kazał mi przyjść do parku przed szpitalem i poinformował mnie, że jest chory. - mruknęła kręcąc głową. - Okazało się, że ma świniowstręt, ale… przestraszyłam się, że to coś poważniejszego. Nie wiem jak to się stało, że wcześniej u niego tego nie wykryli. Ale bałam się, że stało się coś gorszego, a wiesz jak twój brat lubi dramatyzować. - dodała.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   28.04.17 21:12

- Niezawodna Grusia. - skinęła głową z uznaniem, na które skrzatka zdecydowanie zasługiwała i także nie chciałaby, aby Lorraine oddała ją komukolwiek więcej. Nie wątpiła jednak, że coś takiego nie będzie miało miejsca jeszcze bardzo długo, jeśli kiedykolwiek w ogóle.
To miejsce z resztą zdawało się mieć w sobie magię, która mogłaby się zmieścić w dwóch skrzatach domowych, o tym już jednak lady Perewett nie wspominała, nie zamierzając ujmować niezastąpionej pomocy domowej.
- Myślę, że tak. Wydaje się być przychylny póki co, nie mam jednak jeszcze pewności. Chciałabym dotrzeć do jednej z kolonii trytonów. To byłby świetny trening językowy. - przyznała, nie czując oporów przed zdradzeniem faktycznej przyczyny swoich chęci. Podróże ją pociągały, jednak nie w takim stopniu, jak stworzenia. Czy może właśnie magiczne (i nie tylko) jakie mogła spotkać były dla niej najciekawszą częścią wszelkich wycieczek.
Pejzaże i sama podróż też były wspaniałe, Julia musiałaby skłamać, gdyby kazano jej powiedzieć, że sama przeprawa łodzią nie wydaje jej się szczególnie pasjonująca, jednak najwidoczniej każdego chwyta za serce w ten jeden wyjątkowy sposób coś całkiem innego.
Już mogła wiedzieć, że punktem kulminacyjnym podróży - jeśli do niej dojdzie - będzie chwila, kiedy rzuci na siebie bąblogłowę, lub zje trochę skrzeloziela (skłaniała się ku drugiej opcji, bańka mogłaby zbytnio zniekształcić jej głos) i zejdzie pod wodę obserwować te niesamowite stworzenia i próbować się z nimi porozumieć.
Jej twarz lekko pojaśniała na wspomnienie dawnego pupila. Nie jej, a jednak wspaniały zwierzak z którym spędzała niezliczone ilości godzin ku niezadowoleniu rodziców, którzy bali się, że córka wyrośnie na odludka.
- Możesz mi uwierzyć, nie znajdziesz na żadnym Sabacie gorszej plotkary od niego. A jako, że na psa nikt nie zwraca uwagi, zawsze wiedziałam o wszystkim, niestety w wieku w którym takich informacji się nie docenia. - dodała z lekkim rozbawieniem. Julia nie była też typem człowieka, który szczególnie potrzebowałby zbierać informacje o innych. W przeciwnym razie już dawno kupiłaby sobie psa, który spokojnie chodziłby po posiadłości, podsłuchując ludzi. Wychodziła jednak z założenia, że jeśli powinna wiedzieć o czymś w swoim domu to jakiś członek rodziny niewątpliwie jej o tym wspomni.
Natura Puppetta i jego niewątpliwy urok osobisty sprawiały jednak, że te historie bardzo ją wtedy bawiły.
Dalej jednak obie skupiły się na wybieraniu słodkości, na szczęście Lorraine wydawała się równie pochłonięta tą radosną czynnością. Ciekawe, czy istnieją ludzie, którzy nie lubią słodyczy?
Myśli o pysznościach odpłynęły jednak w jednej sekundzie, kiedy usłyszała, że Archie miał duszności. Oczywiście, trudno podejrzewać chorobę genetyczną, wykrytoby ją dawno, jednak Julia w jednej chwili próbowała przypomnieć sobie wszystkie możliwości, cokolwiek mogło grozić jej bratu, by informacją o świniowstręcie odetchnąć z ulgą, choć i niekrytym rozbawieniem. Oparła się wygodnie na krześle, patrząc na biedną żonę swojego brata.
- Oh, jestem przekonana, że w jego oczach to jedna z najgorszych chorób. I nie dziwi mnie, że jej nie wykryto, nie jadaliśmy zbyt często wieprzowiny, a na pewno nie odezwał się od razu, kiedy tylko zobaczył, że coś jest nie tak. - uśmiechnęła się, nie kryjąc rozbawienia.
Oh, gdyby tylko byli o tych dwadzieścia lat młodsi, na pewno nie dałaby bratu spokoju i mając na myśli pełnienie obowiązku przyzwoitej młodszej siostry na pewno dokuczałaby mu aż do wyczerpania tematu. - Oczyma wyobraźni widzę, jak swoim pełnym ekspresji sposobem mówienia, podpierając się pozą człowieka umierającego, by dodać całej scenie dramaturgii objaśnia ci, jak ciężko jest chory.
Dodała, bo i doprawdy, miała ten obraz przed oczyma. Prócz rozbawienia było w niej jednak coś jeszcze. Poddenerwowanie Za dużo ostatnimi czasy myślała o tym.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   01.05.17 23:52

- Zazdroszczę ci – odparła wsłuchując się w możliwości jakie pojawiają się na jej horyzoncie. To brzmi jak wielka przygoda i tego właśnie Lorraine jej zazdrości. W ich świecie trudnością jest zajmowanie się tym co przynosi nam radość. Owszem są ludzie, którzy do szczęścia nie potrzebują nic więcej niż to co już narzucone, są też ludzie, którzy nie patrzą na konsekwencje ryzykując swoje życie dla szczęścia, które mogą mieć, ale są też ludzie, których szczęście nie jest zagrożeniem. - Zazdroszczę ci tego co może cię tam spotkać. To wspaniała okazja i wszystkie wspomnienia, które ze sobą przywieziesz… to niesamowite. - takie mało być. Lorraine wiedziała, że rudowłosa ceni swoje możliwości. Każdy by cenił. Czasami późne zamążpójście było zezwoleniem na wolność jaką rzadko miały okazje widywać. Blondynka nie mogła narzekać. Jej życie nie wyglądało tak jak życie innych arystokratek. Miała wszystko czego potrzebowała i szczerze życzyła tego wszystkim swoim bliskim, ale nie była naiwna. Miała szczęście. To, które właściwie się nie zdarza. Szlachcianka doskonale rozumiała miłość Prewettównej do stworzeń. Sama w końcu dzieliła z nią tę pasję. Nie miała tak dużego kontaktu i zażyłości jak rudowłosa, ale dbała o nie pod innym kątem. Fakt, że Julia posiadała dar porozumiewania się ze stworzeniami odkrywał przed nią zakamarki świata stworzeń, których nikt inny nie poznał. To fascynowało, a już na pewno kogoś kto tak wiele czasu poświęcił by poznać każde z możliwych. Cieszyła się, że ma z kim tę pasję dzielić. Archibald w końcu w ogóle nie podzielał ich zamiłowania do stworzeń, a wręcz przeciwnie. Nawet teraz słyszała jego niezrozumiałe westchnięcia nad ich zachwytami. Dobrze, że miała rudowłosą! Skąd mogłaby czerpać informacje? Skąd byłyby one trafniejsze? - Teraz możesz być pewna, że nikt nie zbagatelizuje twoich słów. Wbrew wszystkiemu… stworzenia też mają nam wiele do powiedzenia. - parsknęła śmiechem. Taka była prawda. Miały swój własny język, którym się porozumiewały i tak jak my nie potrafiliśmy zrozumieć ich tak oni nie byli w stanie zrozumieć nas. Chociaż właśnie o traktowanie z równością walczyła. Widząc jak na twarzy bratowej pojawia się zaskoczenie od razu chciała ją uspokoić. Martwienie się o bliskich jest rzeczą normalną. Słysząc wieści od razu zakładamy wystąpienie tych najgorszych. Właśnie tak funkcjonujemy i nie jesteśmy w stanie tego zmienić. Łatwiej nam jest oczekiwać tego co złe. W końcu lepiej się pozytywnie zaskoczyć niż negatywnie rozczarować. Obie wiedziały, że w ich świecie częściej zdarzają się złe rzeczy niż dobre i chociaż ciągle z tym walczyły to nie było to wcale takie proste. Przyzwyczajeń nie da się odrzucić. Lorraine nadal się martwiła, ale jednak to była niegroźna choroba i w ich rodzinie już znana. Nie bagatelizowała zaistniałej sytuacji, ale czuła ulgę wiedząc, że zawsze to mogło być coś gorszego. - Możliwe, że Grusia zmieniła coś w naszym jadłospisie. Bo w końcu nie miał kontaktu ze świnkami. Nigdzie ostatnio nie wyjeżdżaliśmy, a wcześniej tego nie było. Cieszę się, że w ogóle poszedł to zbadać. Oczywiście twierdzi, że to najbardziej żałosna ze wszystkich genetycznych chorób. Trzeba mu czasu, wiem to. - odparła. Był uzdrowicielem, ale jeżeli chodziło o zdrowie jego i najbliższych nie miał tej samej motywacji to przy obcych. Nie dziwiło ją to jednak wcale. Pokiwała głową, a kącik ust uniósł się jej w delikatnym uśmiechu. - Dokładnie tak było. Przestraszyłam się bo naprawdę… dobrze wiemy jak choroby potrafią zniszczyć człowieka i już odtwarzałam w głowie wszystkie najgorsze scenariusze. Odkąd poznałam twojego brata wiedziałam, że ten jeszcze nie raz mnie zaskoczy. - dodała z uśmiechem bo to było wciąż niesamowite. To, że jednak dała się namówić. Kiedy na ich stole wylądowały niesione magią przepysznie wyglądające słodkości aż podskoczyła na krześle. Niczym dziecko w Miodowym Królestwie. - Ale powiedz mi co u ciebie! Wszystko w porządku?




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   02.05.17 1:02

Julia nie zastanawiała się wiele nad szczęściem. Robiła to, co ją pociągało już od dawna, czuła się w tym swobodnie, w tym widziała swoją ucieczkę, w tym potrafiła się zamknąć jak w pełnym ciekawostek pudełku które jednak należy solidnie opłacić czasem - czasem, którego upływ nagle staje się niezauważalny. Szukała jednak dalej i próbowała. Nie była aktywna w wielu dziedzinach, skupiając się na jednej dawała więc siebie absolutnie wszystko.
Uśmiechnęła się jednak nieznacznie na słowa Lorraine, bo i doskonale rozumiała, co ona ma na myśli. Możliwości.
- Mam nadzieję, że nie przyniosę pecha statkowi, jeśli na prawdę do tego dojdzie. Podobno tak się mówi o kobietach na wodzie. - przyznała, choć była niemal pewna, że tak się stanie. Była bardzo upartą osobą nauczoną zawsze stawiać na swoim. Choć nauczoną to raczej złe słowo, cecha ta nigdy nie podobała się nikomu, kto starał się ją w jakikolwiek sposób kształcić za młodu, dziewczę po prostu miało to w sobie. Jakimkolwiek sposobem, ale zawsze do celu.
Czasem bawiła ją niechęć Archibalda do zwierząt, niewątpliwie zostawił ją całą, aby młodsza siostra mogła przejąć większą porcję. Najwidoczniej musiał jednak uzupełniać ten deficyt sądząc po tym jaką kobietę wybrał sobie za żonę - ku zadowoleniu Julii, której czasem brakowało osoby z którą mogłaby porozmawiać w podobnych tematach. Nie tylko rzecz jasna, nawet w jej oczach, w jej świecie który kręci się niejednokrotnie bardziej wokół zwierząt, niż ludzi trzeba jednak ten temat zostawić.
- Tylko głupiec by w to wątpił. Doskonali szpiedzy mali i niezauważalni wokół nas nie zainteresowani wielką polityką, skupieni na sobie, swoim życiu i czasem na ludziach. - uśmiechnęła się wesoło, kręcąc głową. Oj tak, zwierzęta są niesamowite, Julia czasami żałowała, że nie jest w stanie rozmawiać z owadami, lub małymi gryzoniami, te wszak były jeszcze bardziej niezauważalne, małe, pomijane.
Nie było sensu jednak się nad tym głębiej zastanawiać - cieszyła się tym co zostało jej dane.
Martwienie się o bliskich jest naturalne. Po troszę chyba ma się ich po to, żeby od czasu do czasu odpowiednio podnosili ciśnienie i czasami sprawiali, że serce zabije mocniej. Uspokoiła się jednak na słowa o swoim bracie, w obliczu wszystkich przerażających chorób, świniowstręt jawił się bardzo niegroźnie i łagodnie, raczej jako uszczypnięcie od losu, niż faktycznie duży problem.
- Król dramatu musi przeżyć dramat. - jej uśmiech stał się niemal pobłażliwy. Uwielbiała swojego brata, jego pełen ekspresji sposób bycia, często bawił ją nawet w chwilach w których nie powinien. -Później może doceni swoje szczęście.
Dodał. Bo i uważała za szczęście fakt, że trafił bardzo łagodnie. Choć ich rodzina miała też to szczęście, że nie była szczególnie chorowita.
- Nigdy nie przestanie tego robić. Aczkolwiem ma w tym swój niewątpliwy urok. - oj, tego nie mogła mu odmówić. Nigdy by mu tego nie powiedziała, jednak wcale nie dziwiła się kobietom którym wpadał w oko. Był szczery, pełen niesamowitej, pozytywnej energii, miał w sobie coś, co przyciągało. Potrafił przywołać uśmiech na cudzej twarzy.
Kiedy Lorraine zadała swoie pytanie, Julia pozwoliła sobie na chwilę milczenia. Chciała w miarę starannie dobrać słowa. Ujęła filiżankę z gorącym napojem i uniosła go do ust. Już sam zapach był niesamowity - a smak wcale od niego nie odbiegał.
- Otrzymałam list od nestora. Niewątpliwie bardzo łagodny. Pozbawiony wyraźnego przymusu. A jednak silnie sugerujący, że powinnam wyjść poza lecznicę i zwrócić uwagę na jakiegoś mężczyznę. - przyznała czując się tym faktem odrobinę zażenowana i jak zazwyczaj w takich sytuacjach - czerwieniąc się na twarzy. Nie od dziś niewiele trzeba było, aby jej twarz przybierała barwy podobnej włosom. Taki już urok bladych osób.
Odetchnęła, jakby wypowiedzenie tych słów sprawiło jej wiele wysiłku.
Moje myśli zaczęły krążyć wyłącznie wokół tego tematu. Jest odrobinę... przerażający. Przywykłam do tego, jak jest, dawno już nie myślałam o romansach, od czasu szkoły moje serce nie biło mocniej dla żadnego mężczyzny, za wyjątkiem Edwina. - dodała, odkładając filiżankę. - Nie o uczucia tu z resztą chodzi, mówiąc szczerze to odrobinę ułatwia sprawę.
Powinności. Była całkiem niezła w wykonywaniu obowiązków. I w ten sposób wolała o tym myśleć. Potwornie jednak bojąc się tak silnej ingerencji osoby trzeciej w swoje życie.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   05.05.17 12:33

Kącik ust blondynki drgnął w uśmiechu. Wszem wiadomo, że na pechu i szczęściu znała się jak nikt inny. Jej babcia ze strony ojca przywiązywała do aspektu szczęścia bardzo dużą wagę i przekazała to dość skrupulatnie wnuczce. To często było silniejsze od niej samej. Przestawiała buty kiedy znajdowały się zbyt blisko okna, budziła męża kiedy ten zasnął po złej stronie łóżka, a widząc galeona leżącego na ziemi okręcała się trzy razy wiedząc, że tylko wtedy może uniknąć pecha. Wierzyła, że to działa nawet jeśli często brzmiało absurdalnie i irracjonalnie. Ci co ją znali wiedzieli, że jest to całkowicie normalne i naturalne. Może nie spostrzegali tego jako szaleństwo przez jej dar jasnowidzenia, a może po prostu przywykli już do inności, która jaśniała w oczach blondynki kiedy tylko znajdowała na to okazję. - Trzymaj się lewej burty i pamiętaj, żeby zabrać ze sobą monetę to wtedy na pewno pecha nie przyniesiesz. - odparła całkowicie poważnie. - Choć wierzę we wszystkie przesądy to chyba ten konkretny wymyślili mężowie by nie zabierać swoich żon w podróż i odpocząć. - zaśmiała się naprawdę tak uważając. To prawie tak jak z przesądem mówiącym, że lepiej nie rozpoczynać podróży w piątek. Wydaje się, że to dzień jak każdy, a jednak ma w sobie coś zatrzymującego ludzi w miejscu. Tak… przesądy miały to do siebie, że łatwo było w nie wierzyć, ale i łatwo było je ignorować. Chociaż ona nie pozwoliłaby sobie na ignorancje wiedziała jaki stosunek do tego mają inni. Na przykład jej mąż, który zawsze z rozbawieniem patrzy na jej wymysły. Chcąc bądź nie chcąc przekazywała to dalej. Bliskim i dzieciom. Znajomym i rodzinie. - Talent do dramatu to ma bez dwóch zdań no i nieziemski upór, ale z drugiej strony to chyba dobra cecha nawet jeśli czasem przeraża. - mruknęła z uśmiechem. Lorraine martwiła się za dużo i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Żyło gdzieś w przekonaniu, że nie ma w ich życiu równowagi. Jest albo bardzo dobrze albo bardzo źle i nawet jeżeli stara się to zrozumieć to kiepsko jej to zwykle wychodzi. Jednak była w tym jakaś racja. Doceniamy to co mamy dopiero kiedy zauważamy możliwość utraty tego. Martwić się to docenić to co było bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wsłuchała się w słowa przyjaciółki delikatnie zaskoczona takim obrotem sprawy. Delikatnie bo podejrzewała, że w końcu nestor zabierze głos w związku jej zamążpójścia, ale Lorraine rozumiała bardzo dobrze rudowłosą. Jeżeli na razie nikt tego od niej nie wymagał to dlaczego miałaby sama rezygnować z tego co najlepsze? Z wolności? Z bycia sobą? Aranżowane małżeństwa są i zawsze będą pewną niepewnością. Byciem zmuszanym do życia z człowiekiem, którego w ogóle się nie zna… to szaleństwo, z którymi musiały sobie radzić wszystkie kobiety z arystokracji. - Pewnie ułatwia, ale… to jednak będzie osoba, z którą spędzisz resztę życia. Prędzej czy później uczucia zaczną mieć znaczenie oczywiście w zależności jakie będzie w tobie wzbudzał. No, ale… myślałaś już o kimś konkretnym? I w ogóle jak się z tą myślą czujesz? Dopóki nie jesteś przez nestora zmuszana możesz na spokojnie sobie wszystko przeanalizować. - pewnie ktoś inny rozmawiający o prawdopodobnym ślubie byłby szczęśliwy, ale w ich przypadku sprawa wyglądała trochę inaczej. Oczywiście Lorraine była ostatnią osobą, która mogła narzekać, ale jednak od dziecka była na to przygotowywana dlatego wiedziała jak to jest czuć to brzemię.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   09.05.17 1:30

Każdy ma swoje inności, to nadaje charakteru, często uroku, sprawia że świat staje się odrobinę bardziej kolorowy, trochę jakby ciekawszy. Julia odpowiedziała na uśmiech Lorraine, na jej dalsze słowa uśmiechając się znacznie szerzej - rzecz jasna zamierzając zastosować się do raz niepodważalnej specjalistki.
- Zapamiętam na pewno.- w końcu nie zaszkodzi, choć dla niej będzie to raczej część zabawy, nić cokolwiek, co traktowałaby poważnie. - Dlaczego mieliby odpoczywać, kiedy kobiety są takie cudowne?
Spytała z teatralnym zdziwieniem, nie kryjąc jednak rozbawienia. Czasem bawiły ją te różnice, fakt iż ją samą niejednokrotnie ponosiły emocje płynące bardziej z jej organizmu, niż tego, co działo się dookoła, to że niejednokrotnie widziała rzeczy jakby były znacznie bardziej skomplikowane, niż były w rzeczywistości. Oczywiście, mężczyźni także mieli swoje przywary, szczególnie bawiła ją duma, tendencja do popisywania się oraz przekonanie o męskiej nieomylności. Jak to możliwe, że dwa tak różne światy wspólnie istniały w jednym miejscu?
- Do pewnego stopnia tak. Trzeba z resztą patrzeć na dobre strony, a na pewno akurat tej cechy z niego nie wyplewisz choćbyś chciała. Jest na to zbyt... uparty? - na jej twarzy znów zagościł łagodny uśmiech. - Nie powinnam tego z resztą krytykować.
Nie była lepsza, doskonale o tym wiedziała. Zawsze musiała mieć to, czego chciała, dążyła do tego i niemal zawsze otrzymywała - bez znaczenia czy była to błahostka, czy coś istotnego, niejednokrotnie chodziło o sam fakt osiągnięcia celu, jakby był więcej wart niż sam cel.
Julia była bardzo zadowolona ze swojego życia. Było dość statyczne, krążyło pomiędzy lecznicą, a domem, w szczególności biblioteką, często wiążąc się z Zakonem, czasem przebijane przez spotkania z rodziną, czy przyjaciółmi. Nawet, jeśli czasem coś ją niepokoiło, skupiała się na rozwiązywaniu problemu, czuła się pewnie na swoim stałym, znanym gruncie nawet, jeśli miała wrażenie, że świat dookoła szaleje.
Kiedy postanowił lekko oszaleć także ten jej własny.
- Nie będę do niczego zmuszona. Prewettowie nie zmuszają swoich dzieci do małżeństwa. Choć... - na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech. Przez chwilę skupiła się na swoim napoju. - To innego rodzaju przymus. Nie można przecież zawieźć swojej rodziny, prawda?
Spojrzała w oczy Lorraine. W tym rzecz. Nie zostanie wydziedziczona, jednak bunt byłby czymś nieodpowiednim, czymś czym zapewne zraniłaby rodziców, zawiodłaby ich, a przecież była winna swojej rodzinie wdzięczność chociażby za olbrzymią swobodę w jakiej została wychowana.
- Zasugerowano mi kogoś. Ollivander. Nic o nim nie wiem w gruncie rzeczy, co jest trochę dziwne, bo przyjaźni się z Archiem, a Miriam to równie jego, jak moja chrześniaczka. - dodała nie wątpiąc, że Lorraine od razu zrozumiała, o kogo chodzi. Trochę przy tym liczyła na jakiekolwiek informacje. Nie wiedziała właściwie nic. - Nie zamierzam się spieszyć, przynajmniej do czasu aż nie będzie to konieczne. Ale czuję jakby mój ułożony świat stawał na głowie. - przyznała szczerze, przez chwilę patrząc jakby przez Lorry, oczy miała skierowane w jej stronę, pozostawała jednak odrobinę nieobecna. - Nie chciałabym... boję się. Nie wiem. Usidlenia? Przywykłam do swojej swobody.
Perspektywa bycia żoną i matką ją przerażała, przerażała ją nowa rola, obowiązki, które mogłyby zastąpić te, które sama sobie narzuciła, te których sama chciała.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   14.05.17 22:28

Kobiety były cudowne. Wszak Lorraine uważała, że bez nich świat by się po prostu nie kręcił. Było tyle spraw nad którymi miały pieczę. Były piękne, potrafiły oczarować, ale także miały w sobie potrzebną siłę do dostania wszystkiego czego pragnęły. Niestety żyły w czasach gdzie kobieta nie mogła być w pełni sobą, a już na pewno nie ta pochodząca ze szlachetnego rodu. Blondynka nigdy nie mogła narzekać na to jak była traktowana. W ich posiadłości zawsze panowała równość. W końcu byli rodem dla którego najważniejsza była sprawiedliwość i prawość. Ani ojciec, ani matka, ani dziadek czy nawet nestor. Nikt nigdy nie powiedział jej, że powinna milczeć albo, że zachowuje się niestosowanie. Znała jednak takie szlachcianki, które wychowywały się w strachu o wypowiadane słowa, bo kobieta nie liczyła się tam wcale. Była tylko pięknym klejnotem, o który dbano, ale nie wypuszczano z rąk. Blondynka miała szczęście bo i Archie nigdy nie dałby jej poczuć, że jej zdanie niż nie znaczy. Znaczyło przecież. Musiało. Uśmiechnęła się. - W końcu przy kobietach muszą uchodzić za dżentelmenów, a na łodzi, na środku morza nikt im nie zabroni uwolnić swojej prawdziwej natury. Każdy w końcu taką posiada. - zaśmiała się. Obie doskonale wiedziały, że wychowanie było tym co wpływało na zachowanie, ale nadal pozostawała natura i przetrwanie. Lorraine doskonale zdawała sobie z tego sprawę. W końcu kobiety od czasu do czasu też potrzebowały czasu tylko we własnym towarzystwie i nie chodziło tu o plotkowanie na wszystkie możliwe tematy. Chodziło o to, że czasami po prostu są nierozumiane i potrzebna jest czyjaś opinia. - Zresztą chyba nie powinnyśmy analizować rozumowania mężczyzn. Czasem mam wrażenie, że łatwiej mi zrozumieć stworzenia. Tobie to już w zupełności. - dodała z szerokim uśmiechem. Jeżeli chodzi o upór to oboje byli. Widziała już to po ich pierwszej rozmowie. Po pierwszych listach jakie ze sobą wymienili. Ona mówiła, że nie chce, a on nie dał sobie za wygraną. Był zawsze. Nawet wtedy kiedy jeszcze go nie chciała. Skinęła tylko głową i uśmiechnęła się delikatnie. Miała racje. Niektórych rzeczy nie dało się zmienić, ale tej to nawet by zmieniać nie chciała. Wsłuchała się w słowa rudowłosej zastanawiając się nad tym co teraz czuła. Była zła? Przygnębiona? Było jej przykro? Z jednej strony rodziły się z tym obowiązkiem i doskonale zdawały sobie sprawę z tego co je czeka, ale z drugiej nie mogły przewidzieć kiedy to nastąpi. To był czas, w którym mogły korzystać z danego im życia i wolności. Wolności, która miała zostać odebrana. Nie można przecież zawieźć swojej rodziny, prawda? Pokręciła głową. - Nie można. To nasz obowiązek i prędzej czy później zapuka on do drzwi każdej z nas. - ona miała już to za sobą chociaż chyba nie była tego najlepszym przykładem. Kochała Archiego jeszcze zanim stali się małżeństwem. W tych aranżowanych wszystkiego para dowiadywała się dopiero po zawarciu związku małżeńskiego. Dopiero wtedy można poznać osobę, z którą spędzi się resztę swojego życia. Słysząc o tym kogo wybrano dla Juli aż otworzyła szerzej oczy. Czy ona naprawdę mówiła o Ulym? Jej ukochanym kuzynie? - Mówisz o Ulyssesie? Moim kuzynie? - i chociaż była już pewna, że to właśnie o nim wspominała Prewettówna to i tak nie mogła wyjść z podziwu. W końcu… to był jej kochany Uly. Znali się od dziecka, razem uczyli się tańczyć, spędzili wspólnie pół dzieciństwa, a ich matki są siostrami. Czy on też już o tym wiedział? Kącik ust uniósł jej się w uśmiechu bo chociaż ta dwójka nic o sobie nie wiedziała to Lorraine znała oboje na tyle by móc powiedzieć, że nie byłoby im razem źle. A przynajmniej teraz pozwalała sobie by tak to widzieć. - To bardzo dobry człowiek. Jeden z najlepszych jakich znam. Bardzo inteligentny, przy tym wspaniale wychowany… nie powinna zwieść  cię jego powaga. Kiedy pozna się go bliżej i lepiej… najlepszych poznaje się po czasie. - odparła nie będąc nawet świadomą, że właśnie próbuje go jej po prostu sprzedać, a tymczasem powinna pozwolić się oswoić z myślą, która ją gnębi. - Przepraszam. To nie czas na to i na pewno jeżeli będziesz chciała sama go poznasz. - miała predyspozycje to bawienia się w swatkę, ale wychodziło to całkowicie samoistnie. - To zrozumiałe, że masz wątpliwości. Każdy by miał. To decyzja, która zmienia całe nasze życie. Wprowadza nas w nową rolę. Byłabym zaniepokojona gdybyś nie miała żadnych. Skoro nie musisz się śpieszyć to tego nie rób. Czas w takich momentach jest najważniejszy. Wbrew temu co mówią wyrzucenie kogoś na głęboką wodę wcale nie przynosi pozytywnych rezultatów. - powiedziała zanurzając po chwili usta w herbacie.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   20.05.17 20:33

Na kobiety wychowywane na bezmyślne laleczki, marionetki w rękach swoich ojcu, Julia patrzyła ze współczuciem, nie potrafiąc też czasami ukryć irytacji choć po dłuższym namyśle zwykle dochodziła do wniosku, że na nią nie zasługiwały. Nie było to ich winą, a tego w jaki sposób dorastały, jak zostały wychowane, w jakim środowisku się urodziły. Ona nie powinna ich oceniać, a jednak czasami zwyczajnie drażniły ją niektóre zachowania i nie potrafiła nic z tym zrobić - cóż, nie ma w końcu ideałów, prawda? Tym bardziej jednak doceniała swoją swobodę. Mogła uchodzić trochę za dziwadło, to z kolei jednak ją bawiło. Podobnie jak Lorraine, miała bardzo spokojne życie i czuła, że powinna to doceniać.
Aż trudno uwierzyć, że zaledwie chwilę temu kobiety w mugolskim świecie wywalczyły sobie prawo do głosowania.
- Eh, jestem wielką zwolenniczką swobody, jednak mam nadzieję, że nie zapomną całkowicie o mojej obecności. - przyznała, nie kryjąc rozbawienia. Mężczyźni często ją bawili. Bywali bardziej pewni siebie, ale też w większym stopniu poddawali się instynktom, choć lubiła przyglądać się ludziom w chwilach, kiedy ci czują się najbardziej swobodnie, wcale nie była pewna, czy ma ochotę na to na wodzie, wśród żeglarzy o których można usłyszeć różne ciekawe rzeczy.
Znała wielu mężczyzn, żadnego jednak bardzo blisko, zawsze zatrzymywała się na bezpiecznej granicy przyjaźni, czy koleżeństwa, a jednak już na tym poziomie zdarzało się jej nie rozumieć wielu ich zachowań, jakkolwiek by się nie starała. Czasem myślała, że jako żona mogłaby być okropną zołzą, pozostawała jednak jedynie przy żartach na ten temat.
- To na pewno. Nawet samce między zwierzętami mniej chętnie słuchają. Są znacznie częściej od samc dumne i niepokorne, pewnie myślą, że uda im się poderwać partnerki. - puściła jej oczko, bo i była to prawda. Choćby aetonany, które niedawno badała, klacze zajęły jej o wiele mniej czasu, bez buntów przechodząc wszystkie czynności, ogiery z kolei potrzebowały najpierw chwili na pewne ustalenie hierarchii.
Skinęła głową na słowa Lorraine. Zgadzały się pod tym względem, rodzina miała prawo do oczekiwań względem nich, rodziły się z tym obowiązkiem i wiedziały, że taka jest kolej rzeczy, tak po prostu musi być.
- Tylko tyle, że to nie powinien być obowiązek. - przyznała. W jej tonie nie dało się dosłyszeć żalu, nie miała go w sobie, na pewno nie kierowałaby go względem rodziny. - Nie sądzę, bym sama z siebie miała zacząć się rozglądać, jednak wydaje mi się to nienaturalne i sztuczne. Chwlam myślę, że po prostu nie jestem do tego stworzona.
Robiła wiele rzeczy w których była bardzo dobra, a jednak randkowanie nigdy jej nie interesowało. Kiedy inne młódki spotykały się z chłopcami, lub słały miłosne listy, ona prócz jednego sercowego porywu, pozostawała raczej obojętna, całkowicie nie zainteresowana. Nie ignorowała uczuć, a zwyczajnie nie odczuwała potrzeby zbliżania się do kogokolwiek, jakby akurat ta część życia nie była przeznaczona jej.
- Nie marudzę. Nie myśl sobie. Trochę się boję, ale nie jest mi z tym źle, jeśli tylko będzie to osoba, która zaczęłaby mnie ograniczać. - dodała po chwili, nie chcąc na pewno wzbudzać jakiejkolwiek litości. Nie przechodziła przez żaden dramat, była pełna niepokoju, lęków, jednak nie było to nic niezwykłego, a i była to kolejna sytuacja w której dostała znacznie więcej swobody niż większość szlachcianek. Wskazano jej Ollivandera, jednak także dano wybór i czas, gdyby odmówiła, nie czekałyby jej żadne konsekwencje, choć powinna wtedy rozejrzeć się za kimś innym.
- O nikim innym. - potwierdziła, ujmując w dłonie elegancką, wysoką szklankę z gorącą czekoladą, by znów napić się cudownej słodkości z pełnią zadowolenia przynajmniej ze smaku napoju. Słowa Lorraine były dość uspokajające, choć nie oczekiwała niczego innego. Wiedziała o przyjaźni brata i jego żony z Ollivanderem, a ufała w ich dobór bliskich osób. Choć oczywiście nie wykluczone, że ona odbierze go w inny sposób. Wszystko tak na prawdę dopiero się okaże.
- W porządku. Chętnie przyjmę jakiekolwiek informacje. To, jak mało o nim wiem trochę mnie krępuje. Podobno najbardziej boimy się nieznanego, myślę że jest w tym powiedzeniu sporo prawdy. - dodała szczerze, choć była świadoma, że Lorraine może mówić także przez pryzmat uczuć jakimi sama darzy kuzyna. Tak na prawdę nie pozna Ollivandera z plotek, czy poleceń, musi po prostu sama z nim pomówić. Była tego na równi ciekawa, jak i się tego obawiała, choć przecież wiedziała, że gdyby okazał się osobą z którą Prewettówna nie zamierza mieć do czynienia, mogłaby go bez najmniejszego problemu odprawić.
- Archie w sumie starał się ciebie w nią wrzucać. - stwierdziła z nieznacznym rozbawieniem, nie chcąc do końca wieczoru marudzić na to, że czuje się niepewnie. Powiedziała o swoich odczuciach i została wysłuchana, potrzebowała tego. Skojarzenie jednak nasunęło się samo. - Jak inaczej nazwać prześladowanie?
Oh, nawet raz, czy dwa poszła za bratem w postaci wiewiórki, kilka innych razy za samą Lorraine, chcąc przyjrzeć się kobiecie, za którą tak szaleje jej brat, starała się jednaj nie przesadzać, bardziej rzecz jasna przejmując się własnymi sprawami. Po co komu jednak animagia, kiedy nie wykorzystuje się możliwości, jakie daje?




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   31.05.17 9:02

Lorraine doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo ludzie różnili się między sobą. Kobiety miały swoją własną autonomię chociaż każda też całkowicie inaczej ją postrzegała. Szlachcianka przez całe życie dążyła do doskonałości wyznaczonej jej przez rodziców i nestora. Doskonałość ta jednak miała swoją własną twarz, którą Lorraine starała się zachować niemalże we wszystkich swoich czynnościach. Owszem kiedy była jeszcze Abbottem częściej trzymała się rozsądku niżeli serca wiedząc, że to właśnie rozum na przestrzeni tych wszystkich lat pozwolił im zajść tak daleko. Jednak jej serce było zbyt dumne by pozostać w ciszy, którą chciała mu blondynka zafundować bo kiedy tylko na horyzoncie pojawił się Prewett… przestała się słuchać rozumu. Mówią, że kobieta to fala uczuć, emocje podawane w pięknie zdobionym opakowaniu. Dla blondynki to było brzydkie porównanie i sama wolała uważać, że wszystkie te emocje i uczucia choć w życiu każdego mogą przynieść wiele dobroci to gruncie rzeczy mogą przynieść też sporo ran i bólu. Nawet na środku morza. Lorraine nie znała zbyt wiele podróżniczek. Zwykle to mężczyźni wymierzają w świat by poznać jego tajemnice. Kobiety a już na pewno szlachcianki były uważane za kruche i słabe, a ich miejsce to dzielne trwanie przy boku męża. Zakon jej jednak świadkiem, że nie potrafiłaby ograniczyć się jedynie do trwania. Była osobą, która uwielbiała działać, a kiedy coś działo się bez jej udziału czuła się po prostu wykluczona, a tego nie życzyłaby nikomu. Pokiwała głową odkładając łyżeczkę z herbaty na talerzyk. - Nic się od siebie nie różnią. Nie liczy się urodzenie, nie liczy się kultura, nie liczy się nawet gatunek. Koniec w końcu i tak wychodzi ich natura. - powiedziała. I chociaż na usta cisnęło jej się by powiedzieć, że życie bez nich też nie jest wcale takie kolorowe to ugryzła się w język. Kochana Julcia miała wystarczająco zmartwień na głowie i to zmartwień dotyczących właśnie płci brzydkiej, że Lorraine nie miałaby serca by powiedzieć coś jeszcze. Nie chodziło o litość czy współczucie. Blondynka kochała wszystkich swoich bliskich i dla każdego chciałaby najlepiej. Dlatego właśnie była pewna, że zna ich na tyle dobrze by nie ingerować w każdą sferę. Była oparciem kiedy tego chcieli, ale wiedziała, że nie zawsze oparcie jest dobrem. Czasem zabija motywacje, która choć nieświadomie to się pojawiła.  - Nie powinien, ale to straszne prawo sprzed milionów lat nadal się utrzymuje. - parsknęła bo nie tylko ją bawiło, ale i irytowało narzucanie na szlachciców takich a nie innych obowiązków, ale z drugiej strony wiedziała, że to się nigdy nie zmieni. - To daje im władzę. Pozwala utrzymać nasze szlacheckie tytuły jakby były one najważniejsze. Świat się zmienia, July i każdy ma prawo mieć wszelkie wątpliwości. Możesz marudzić ile chcesz wiesz, że ja cię zawsze wysłucham. - dodała bo Prewettówna nie była dla niej tylko siostrą męża, ale na przestrzeni lat stała się bliska. Lorraine była zaskoczona tym, że wybrankiem nestora Prewettów został Ollivander. Oczywiście był prawdopodobnie najlepszą partią w całym szlacheckim świecie, ale ona zwyczajnie nie spodziewała się, że to nadejdzie tak nagle. Nie dziwiła się jednak, że jej kuzyn niczego jej o tym nie powiedział. Jakby nie patrzeć on też walczył z małżeństwem już dość długo. Kącik ust drgnął jej w delikatnym uśmiechu chociaż w tym momencie przestała być stronnicza. - Ja zawsze sobie myślałam, że gdybym miała wychodzić za mąż za kogoś kogo w ogóle nie znam to potraktowałabym tą znajomość tak jakbyśmy w ogóle nie byli zaręczeni. Jakby to wszystko nie miało jeszcze miejsca. W końcu… to dwójka ludzi, a nie tytuły bierze ślub. A z ludźmi zawsze można się dogadać. - odparła naprawdę wierząc w te słowa. Archiego zdążyła poznać i pokochać jeszcze zanim ich rodziny postanowiły połączyć ich małżeństwem, ale kiedyś już o tym myślała. To po prostu często zajmuje umysły młodych arystokratek. Na wspomnienie listów i ciągłego nękania ze strony Prewetta zaśmiała się głośno. - Ja nie mogę uwierzyć w to, że na to się nabrałam! Nie mogę uwierzyć, że w czerwcu minie nam siedem lat. Nie mam pojęcia kiedy to zleciało, July. Nie mam. - ponoć to co najlepsze ucieka nam przez palce za szybko.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Restauracja Czar Par   08.06.17 19:46

Doskonale się pod tym względem zgadzały - wykluczenie z działania nie mogło mieć miejsca. Być może Prewett posuwała się odrobinę dalej, jednak z jej strony było to zwyczajnie prostsze. W kwestii spraw faktycznie istotnych żadna z nich nie pozwoliłaby jednak postawić przed sobą szlabanu. Wiedziały, kiedy nie można na to pozwolić i kiedy bezczynność staje się równoznaczna z przyzwoleniem - a przyzwolenie z bestialstwem.
Dalsze słowa rozmówczyni jednak ją rozbawiły. Nie musiała kochać żadnego mężczyzny, by coś o nich wiedzieć. Choć można powiedzieć, że stroniła od ludzi, nie dochodziła w tej kwestii do aspołecznej skrajności, posiadała kilka bliskich osób, które mogła nazywać przyjaciółmi także wśród mężczyzn. Miała także dwóch wspaniałych braci - i to wystarczyło, by wiedzieć wystarczająco o tej grupie.
Musiałą przyznać Lorraine rację.
- Czyż nie wszyscy jesteśmy po prostu zwierzętami o wyższym lub niższym stopniu rozwoju w danych dziedzinach?
Nigdy nie rozumiała dlaczego są osoby które nazywanie ludzi zwierzętami uważają za kontrowersyjne. Pomijając już biologiczny punkt widzenia, podobieństw było po prostu zbyt wiele. Współżyli na tej planecie we względnej zgodzie, ludzie jedynie mieli większą tendencję do panoszenia się, nadal jednak w wielu zachowaniach udowadniali, że niewiele się różnią od reszty flory tego świata.
Oparcie Lorraine było szczególnie cenne, że właściwie w jakiś sposób było dostrzegalne, czy raczej wyczuwalne zawsze. Nie narzucała się, nikogo nie zmuszała do przyjmowania pomocy, czy żalenia się, jednak była tym typem człowieka w wypadku którego wystarczyła sama obecność - i świadomość, że jeśli Julia zechce, może do niej przyjść.
Póki co była przerażona i poddenerwowana, układając sobie jednak wszystko w głowie, radziła sobie całkiem dobrze. Zawsze miała dość logiczny umysł, który nie pozwalał jej na zbyt długie oddawanie się dramatyzowaniu.
- To całkiem śmieszne, że postanawiamy bzdury i nazywamy je prawem. - pokręciła głową, bo i nie pozostawało nic ponad irytację wymieszaną z rozbawieniem. Ile robili całkowicie irracjonalnych rzeczy tylko dlatego, że tak postanowili ich przodkowie i nadal uważano, że tak należy? Nie czuła jednak, że powinna z tym walczyć. Wśród Prewettów nie ma silnego nacisku ani zmuszania. Była tak na prawdę w dość komfortowej sytuacji - gdyby nie liczyć oczywiście przymus emocjonalny.
- Ile czasu można marudzić? - uśmiechnęła się, może dość cierpko, może odrobinę krzywo. Czy te nic nie warte tytuły na prawdę mogą być w czyichś oczach cenne? Jak ślepym trzeba być. - Ale wiem o tym i jestem ci wdzięczna.
Dodała, bo i była to najszczersza prawda. Bardzo doceniała małżonkę swojego brata, to jak wspaniałą częścią rodziny się stała także dla niej samej.
Cóż, Archie ma oko, trzeba mu to przyznać.
- To trochę naiwne. - przyznała na słowa Lorraine. Nie wątpiła, że takie myśli towarzyszyły młodziutkiej panience, z czasem jednak człowiek zaczynał widzieć małżeństwo inaczej. - To rytuał po którym choć jesteście sobie obcy, wiele was łączy. Przede wszystkim nowe obowiązki.
Nie miała tu na myśli wyłącznie najbardziej oczywistego: potomka. Chodziło także o dbanie o drugą osobę. Taki jest w jej oczach obowiązek żony, czy męża, została w tej wierze wychowana. Miała więc nadzieję, że jej małżeństwo będzie prawdziwe: nawet jeśli nie z miłości to w szacunku, nie chciała być wiecznie obcą osobą dla kogoś kogo nazwisko przyjmie za swoje.
Choć myśl o tym, że przestanie nazywać się Prewett wydawała jej się absurdalna.
Kończyła w spokoju swój deser. Czas zlatywał dość szybko i bardzo przyjemnie, a muzyka grająca dookoła wchodziła jej pomiędzy myśli.
- Ja mogę. On zawsze dopnie swego. Choć teraz mam wrażenie, że jesteście razem od zawsze. - to przyznała z łagodnym uśmiechem, nim wspólnie zaczęły się zbierać. Każda, by wrócić do własnego świata.

zt x 2




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
 

Restauracja Czar Par

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Restauracja Tamesis
» Księga eliksirów
» Księga zaklęć
» Lista Zaklęć
» Restauracja „Pod skrzydłami”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17