Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zakazany Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zakazany Las   08.12.16 22:30

First topic message reminder :

Zakazany Las


„Hogwart został założony ponad tysiąc lat temu... przez czworo największych czarodziejów i czarownic tamtych czasów: Godryka Gryffindora, Helgę Hufflepuff, Rowenę Ravenclaw i Salazara Slytherina.”

Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart jest domem i szkołą dla wielu młodych czarownic i czarodziejów, dzieląc ich między czterema domami i oddając ich pod skrzydła doświadczonej kadry pedagogicznej, która przekazuje młodszym pokoleniom najważniejszą wiedzę na temat magii. Zamek otoczony jest ogromnym jeziorem, które do dziś stanowi dla wszystkich wielką zagadkę; niedaleko błoni znajduje się Zakazany Las - królestwo wielu magicznych stworzeń i roślin oraz miejsce, gdzie uczniowie mogą odbywać swoje szlabany.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   29.01.17 22:15

Poprawił szybkim gestem lekko wyginający się kołnierz ciemnego płaszcza. Starając się rozjaśniać twarz w uśmiechu - lub chociaż w jego cieniu; przecież wszyscy udawali, że życie toczy się jak zawsze, że nie pęta ich lęk i przeczucie, że zbliża się coś wielkiego, coś, co zmieni na zawsze rzeczywistość, jaką dobrze znali - wsłuchiwał się w słowa Eileen.
Jak my wszyscy, zatańczyło mu na koniuszku języka, ale nie zdecydował się tego powiedzieć; przyjrzał się jej twarzy, nie mogąc nie dostrzec oznak zmęczenia. Zdawały się odciskać barwiącymi się fioletem kręgami pod oczami koloru nieba; chciał, żeby ta zmarszczka czająca się między ciemnymi brwiami była wyłącznie wytworem jego wyobraźni; łudził się, że szarość cery spowodowana była słabym światłem, nie chronicznym, wykradającym siły wyczerpaniem.
Skinął krótko głową; liczył na opowieść, bo - paradoksalnie? - choć sam nie lubił dzielić się bolączkami, mógłby w nieskończoność słuchać o kłopotach innych. Chciał pomóc: a nawet jeżeli nie potrafił, uparcie poszukiwał rozwiązań, za wszelką cenę próbując ułatwić innym życie. Żywił więc nadzieję, że Eileen nie dostrzeże w jego oczach odbicia własnego zmęczenia; nie potrafiłby wytłumaczyć go tak, żeby jednocześnie nie zatruć kuzynki dodatkowymi troskami, a, jak widać, miała na głowie wystarczająco wiele problemów.
- Jest aż tak źle? - spytał, marszcząc brwi; jego spojrzenie mimowolnie powędrowało w stronę odległych murów, które już ani trochę nie przypominały domu. - Psidwacza mać, dobrze, że skończyłem szkołę lata temu - dodał nieco lżej, zmuszając lewy kącik ust do żartobliwego podrygu; za młodzieńczych lat kary w szkole były dla niego niemalże codziennością, ale podczas gdy kiedyś uważano przerzucanie łajna niuchaczy za najgorszą karę... nawet nie chciał myśleć, jak wyglądały one aktualnie.
W końcu poczuł, jak wielkie bydle trąca jego dłoń wilgotnym nosem; uśmiechnął się szerzej, kucając, by energicznym ruchem podrapać psa za uchem.
Mimochodem dostrzegł ślinotok, którego wolałby wcale nie zauważać.
- Eileen-gajowa, kto by pomyślał - rzucił beztrosko, przenosząc na nią spojrzenie; czy nie brakowało jej szklarniowego ciepła, twarzy uczniów wyrywających się do odpowiedzi na zajęciach i, pomimo poleceń, wpychających palce do paszcz mandragor, by potem zalewać się łzami, że nie mogą ich wyjąć? - Często znajdujecie na błoniach i w lesie znamiona czarnej magii? - spytał po części z ciekawości, po części z zawodowego nawyku; jak bardzo młodzież Hogwartu zagłębiała się w czarnoksięskich arkanach? Czy eksperymentowali - na roślinach, na stworzeniach, na sobie nawzajem? Czy najbezpieczniejsze miejsce na świecie przeobrażało się w Durmstrang, czy może... w coś znacznie gorszego?
- Sprawdzimy to - rzucił właściwie bez sensu, wyłącznie po to, by dodać Eileen otuchy - i tak miała wystarczająco na głowie, chciał ściągnąć jej z barków choć jeden z przygniatających ciężarów. - I cześć... - urwał, zatrzymując spojrzenie na czarnym łbie bydlęcia i przez chwilę rozpaczliwie poszukując odpowiedniego, nieobraźliwego epitetu - ...psiaku - powiedział w końcu, choć stworzenie, które, stojąc na dwóch dwóch łapach, zdołałoby go pewnie przewyższyć, zdecydowanie nie zasługiwało na to miano.
Gdy podnosił się z klęczek, Grindelwald niemal go przewrócił.
- Wciąż nie wierzę, że poprzedni gajowy go tak nazwał - mruknął, ruszając dalej. Zatrzymał się dopiero czując uścisk palców na własnym przegubie; spojrzał na Eileen z niemym zapytaniem, a potem w milczeniu przeniósł wzrok dalej, lokując je na hipogryfie barwy spulchnionej ziemi. Nigdy nie mógł wyjść z podziwu, jak dostojne są te zwierzęta; mimowolnie budziły respekt, zmuszały do najczystszej formy szacunku.
Skupił się na powrót dopiero wtedy, gdy stworzenie ostatecznie zniknęło wśród gęstwin pnących się ku niebu drzew.
- Podejdźmy bliżej, rzucę kilka zaklęć - oznajmił spokojnie, czując się dziwnie, gdy jego uszu nie dobiegała leśna melodia; niespiesznie ruszył w kierunku pieńka, sięgając do wnętrza płaszcza po różdżkę. Zatrzymał się jednak po paru krokach, spojrzał przez ramię. - Nie musisz podchodzić, jeśli nie chcesz, to nie zajmie długo - dodał profilaktycznie, gdzieś głęboko w środku pewien, że tego typu zapewnienia tylko zachęcą ją, żeby (mimo wszystko?) stanąć u jego boku. - Hexa Revelio - wymruczał inkantację, zatrzymując się w odległości paru kroków od felernego pniaka.
[bylobrzydkobedzieladnie]




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych



Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 05.02.17 19:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   29.01.17 22:15

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 6


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   01.02.17 19:05

Wbrew temu, co działo się wokół nich - wbrew temu, co prezentowało im szaleństwo Ministerstwa Magii i Wilhelminy Tuft; wbrew gazetom głoszącym wróżbę upadku ich magicznej społeczności, czuła się tu bezpiecznie. Między drzewami, które stanowiły filary Zakazanego Lasu, czuła się naprawdę bezpiecznie. Kiedy przekraczała jego próg, wiedziała, że może potknąć się tylko o mech albo krzywo wyrastający spod ziemi korzeń, a to było niczym w stosunku do tego, co działo się w Hogwarcie albo w samym Londynie.
Chwilowy sen. Mara paskudna. Bo przecież nawet tutaj zło i niepewność musiały wleźć i narobić hałasu.
- Jest… jest gorzej, tak sądzę – odparła, nawet nie próbując nadać swojemu głosowi wrażenia niepewnego, dając Garry’emu kolejny dowód na to, że była wobec niego szczera. – Wiesz, w marcu, kiedy zaczynałam dopiero swoją pracę gajowej, Prawie Bezgłowy Nick obiecał mi pomóc w odnajdywaniu się w Zakazanym Lesie w mojej nowej roli. Zupełnie inaczej to miejsce wygląda od strony tego, kto musi o nie dbać. Mówił mi, że już wtedy rodzice zabierali swoje dzieci z powrotem do domów, a… kilkoro z nich trafiło do skrzydła szpitalnego ze śladami używania na nich zaklęć z dziedziny czarnej magii. Zresztą skrzydło już wcześniej pękało w szwach.
Westchnęła cicho, różnica temperatur znów utworzyła z jej oddechu białą chmurę, kawałek wiszącego nad nimi nieba. Popatrzyła na nich, na Waldiego i Garretta, na obrazek, który tak bardzo różnił się od towarzyszącej im rzeczywistości. Moment ulgi w huraganie niepokoju.
- Śmiejesz się ze mnie? – spomiędzy jej warg wyrwał się krótki chichot. – Eileen Wilde upadła wystarczająco nisko, by móc czyścić kopyta centaurom z Zakazanego Lasu – zapowiedziała udawanym, pompatycznym tonem. Odrętwienie mięśni przeszło na chwilę, mogła sobie pozwolić na upływ swojej infantylności. Rozejrzała się szybko. – Mam nadzieję, że żaden z nich mnie nie słyszał. Czasami mam wrażenie, że mają drzewa za szpiegów.
Znała odpowiedź na pytanie kuzyna, ale… w gruncie rzeczy znać jej nie chciała. Nigdy wcześniej nie widziała tak wielu smętnych oznak użycia czarnej magii, jak w ostatnim czasie. Nigdy wcześniej Hogwart nie wydawał się być tak bardzo skażony, jak teraz.
- Po martwych jednorożcach pojawiają się one nazbyt często – burknęła, a jej głos nabrał ciężkiej, niespokojnej i nieco sfrustrowanej nuty. – Grindelwald nadał mi upoważnienie, wyobrażasz sobie? Mam być łącznikiem między Biurem Aurorów a tajemniczą sprawą nagłych śmierci tych stworzeń. Chociaż wciąż wydaje mi się, że centaury wiedzą więcej niż ja. W każdym razie, oprócz ataków na jednorożce, były jeszcze ataki na hipogryfy. I pieniek, oczywiście. Świat oszalał, Garry? Czy oszaleje za chwilę?
Otoczenie polany zmusiło ją do wygrzebania z podświadomości swoich ukrytych zapasów ostrożności i czujności, chociaż niektóre z trafiających do niej bodźców mówiły, że nie było powodu do strachu. Nie wypuściła różdżki z objęć swoich szczupłych palców, idąc powoli za Garrettem, rozglądając się dookoła, wzrokiem szukając jakichś zmian, nieznanych elementów, które do tej pory nie występowały. Coś tu musiało być nie tak, coś musiało sprawić, że zwierzęta panikowały, gdy ich kończyny przekraczały granicę tego miejsca.
- Nie boję się – odpowiedziała, drgnięcie lewego kącika ust można było chyba wziąć za przejaw uśmiechu. Sama jednak nie była do końca pewna, czy słowa, które wypowiedziała, były stuprocentową prawdą. Wzrok przeniosła na różdżkę Weasleya, która najwyraźniej nie miała ochoty go słuchać. – Swąd… czujesz to? Nic tak śmierdziało, kiedy byłam tu po raz ostatni.
Zacisnęła zęby. Potransmutacyjne wywroty w żołądku dawały jej do wiwatu za każdym razem, gdy do jej nosa docierały kolejne porcje zatrutego fetorem powietrza.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   05.02.17 22:45

Na krótką chwilę znów zawiesił wzrok w przestrzeni; badał spojrzeniem granicę lasu, zieleniące się igłami gałęzie drzew i konary szumiące gdzieś w oddali swoimi gromadzącymi się w kępy liśćmi. Mrużył oczy, właściwie niepewien, na co patrzy - czy na niebo zagubione w barwie, której piękna nie oddaliby najzdolniejsi poeci (przypominały mu kolor tęczówek: grzmiące jak niebo przed burzą oczy osoby, od której najchętniej nigdy nie odwracałby wzroku), czy na odznaczający się na jego tle gmach szkoły.
- Musimy to powstrzymać - powiedział tylko cicho, nie wyrzucając z siebie reszty słów, które zaczynały ściskać mu gardło; że to absurd, że Grindelwald to potwór, że świat pogrąża się w chaosie, że walka, którą podejmują, jest straceńcza. Ale wierzył, że nie musi mówić tego na głos; on sam pogodził się z myślą o śmierci na tyle skutecznie, że przestała go paraliżować, że wizja pożegnania się z życiem i wszystkim, co cenił najbardziej, wydawała mu się koniecznością, od której wcale nie chciał uciekać.
Bo dokąd? Czy będzie dla niego jeszcze jakieś miejsce, gdy Londyn, który stał mu się domem, zostanie strawiony przez ognie najczarniejszej z dziedzin magii?
- Czy ich rodzice mają właściwie pojęcie, co tu się dzieje? - spytał, wcale nie podnosząc głosu, który dziwnie płynnie zlał się z leśną melodią ciszy; gdy mówił, znacznie oddalone ptaki podnosiły swoją chaotyczną pieśń, ale zaraz znów umilkły.
Zaklinali rzeczywistość, przywołując na twarze uśmiechy i beztroskie słowa; na tym świecie nie było już miejsca dla lekkich uczuć. Dziwnie kontrastowały z szarością nieba i cieniami rzucanymi przez drzewa; nie pasowały do ich bladych cer i fioletowawych kręgów pod przekrwionymi ze zmęczenia oczami; paskudnie gryzły się z kaskadami wątpliwości, jakie licznie gromadzili w rozszerzonych źrenicach.
Popatrzył głęboko w oczy psu, którego nieprzerwanie drapał za uchem. To musiało być błogie - być tylko zwierzęciem, nie mieć pojęcia, co dzieje się ze światem, w którym się żyje.
Na jej kolejne słowa uśmiechnął się szeroko, niemal tak, jak uśmiechał się jeszcze niedawno (bądź dawno; minęły może wyłącznie miesiące, odkąd powstał Zakon i odkąd Garrett zaczął wyraźniej dostrzegać widmo rychłej wojny, ale wydawało mu się, że trwało to wieki), z tą różnicą, że nie potrafił ukryć zmęczenia i nieokreślonego smutku plamiącego mu tęczówki. Wszystko się zmieniało; nawet jeśli życie parło naprzód, nie mogli udawać, że ich blizny, pamiątki przeszłości, wcale nie istniały.
- Z ciebie? Nigdy, gdzież bym śmiał. - Nieco lżej unosił już kąciki ust, teraz klepiąc Waldiego po boku. Czym ten zdawał się absurdalnie zachwycony. - To zacna posada - rzucił takim tonem, że trudno było stwierdzić, czy wciąż żartował, czy może nagle stał się nad wyraz poważny. - A centaury to dostojne istoty. Jeszcze trochę i okrzykną cię jedną z nich, ubierzesz kopyta i będziecie romantycznie galopować w kierunku zachodzącego słońca - dodał, już w wyraźny sposób drwiąc; barwił głos parodią rozmarzenia i zaraz puścił w stronę Eileen oko, wciąż łudząc się, że oszukiwanie się żartami przemieni paskudny obraz świata w coś na powrót jasnego, przyjemnego, prostego. Bo gubił się w szarościach; znacznie łatwiej było mu odnaleźć się w rzeczywistości, gdy z całej palety kolorów malowały ją wyłącznie czerń i biel.
A potem znów spochmurniał; sprawa ginących jednorożców i niezliczonych, tajemniczych śmierci czarodziejów i mugoli niezmiennie spędzała mu sen z powiek, dodatkowo sprawiając, że całe drugie piętro w Ministerstwie (zgadywał, że nie tylko ono, ale to tam znajdowało się największe skupisko osób z dostępem do informacji i znających się na czarnej magii oraz jej zwalczaniu) buzowało od teorii spiskowych.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która zadaje mi to pytanie - przyznał po chwili milczenia, ponownie przenosząc na kuzynkę spojrzenie. - A ja niezmiennie nie potrafię na nie odpowiedzieć. - Raz jeszcze pozwolił ciszy zapaść, jakby bił się z myślami i odganiał nawarstwiające się wątpliwości. - Już dawno zawisnęliśmy nad krawędzią przepaści. Pytanie tylko, jak mocne popchnięcie jest potrzebne, żeby zatracić nas w otchłani - dodał w końcu nie do końca obecnym głosem; na tej krawędzi balansowali przecież odkąd tylko pamiętał. Dlaczego to właśnie teraz budziło się w nim poczucie, że powinni obawiać się upadku?
Ale dziwnie egzystencjalne słowa rozpierzchły się w powietrzu, gdy ruszał już dalej; znów lekko się uśmiechnął, gdy zza pleców dobiegły go słowa kuzynki.
- Kogo próbujesz przekonać: mnie czy siebie samą? - drażnił się z nią w sposób łudząco podobny do tego, w jaki niekiedy drażnił się z młodocianymi aurorami, którzy nie ukończyli jeszcze szkolenia. Uważali strach za słabość; dopiero lata praktyki aurorskiej uczyły, jak się do niego przyznać. I że nie było to ujmą - bo przecież ukrywanie lęku głęboko na dnie serca wcale nie sprawi, że ten zniknie i że ostatecznie wcale nie trzeba będzie się z tym zmierzyć, stając z przerażeniem twarzą w twarz.
Iskry dziwnie trysnęły z końca jego różdżki, niepodobnie do tego, jak zazwyczaj działało to zaklęcie. Przeklął cicho, wziął swobodny oddech i zaraz podjął kolejną próbę.
- Hexa Revelio - powtórzył inkantację, tym razem nieco głośniej i wyraźniej; niedbałość nie była mu dzisiaj przyjaciółką. A zaraz po tym zatrzymał się, zmarszczył brwi - wyostrzał zmysły, próbując odkryć swąd, o którym wspomniała Eileen. - Spalenizna? - rzucił zaraz, myśląc na głos. Rozejrzał się, jednak nigdzie wokół nie dostrzegł ognia bądź nawet jego pozostałości, wątło tlącego się dymu. Ale nie, źródło nieprzyjemnej woni mogło leżeć gdzieś zupełnie indziej. - Myślisz, że zaraz zza któregoś drzewa wyskoczy Czara Mara, a pieniek zacznie gdakać? - dodał trochę lżej, chcąc przełamać nastrój niepokoju; spojrzał przez ramię na kuzynkę, nie mogąc nie zauważyć, że zaciska zęby i dręczy ją... niepewność? - Wszystko gra? - powtórzył wcześniejsze pytanie, zanim ostatecznie ruszył w kierunku pniaka, zatrzymując się tuż nad nim i kucając, by przyjrzeć mu się z bliska. Jednocześnie zachowywał niezbędną ostrożność, nie zbliżał się za bardzo, nie opuszczał różdżki; mrużąc lekko oczy, starał się go badawczo analizować, aż wreszcie, przechylając dość mocno głowę w prawo, dostrzegł coś, czego nie widział wcześniej.
- To wygląda na - zaczął, desperacko i bez większego zrozumienia wbijając wzrok w drewnianą, spróchniałą nieco powierzchnię - ślad jakiegoś... - Długo szukał w umyśle odpowiedniego słowa, ale znów zawiódł, zupełnie jak przy opisie wielkiego psa. - ...czegoś. Spójrz na to, niezbyt znam się na magicznych stworzeniach, a wydaje mi się, że to ślad żywej istoty - dodał zaraz, uznając, że analiza w wykonaniu Eileen zakończy się najpewniej znacznie większym sukcesem. - Postaraj się być ostrożna i niczego nie dotykać, a nie powinna stać ci się żadna krzywda - skwitował lekko, dopiero po chwili orientując się, że jego słowa pod żadnym pozorem nie napawały nadmiernym optymizmem.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   05.02.17 22:45

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 90


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   06.02.17 11:25

Trolle leśne nie były istotami żyjącymi w gromadach, podobnie zresztą jak wszystkie inne odmiany trolli. Jeśli tolerowały czyjeś towarzystwo, trzymały się w parach lub trzyosobowych grupkach, lecz historia znała wiele przypadków, w których nawet najbliższe trollowe rodziny rozpadały się z powodu drobnych nieporozumień (jak mało śmieszne żarty). Trolle nie posiadały również imion, bo rzadko kiedy istniał ktoś, kto mógłby ich użyć wobec nich, a bezpośredniość jaka je cechowała nie wymagała ozdobników.  
Ten troll był inny. Przez kilka lat trzymał się napotkanych na swojej drodze pobratymców. Wiecznie przekomarzały się ze sobą, co do formy spożycia złapanej kolacji. Jeden z nich chciał je piec na ogniu, inny jeść żywcem, ostatni zakopywać w ziemi i czekać, aż mięso skruszeje. On sam był ugodowy, cierpliwie znosząc wyszarpywanie posiłku z łapsk póki nie uciekło, korzystając z nieuwagi trolli — wszystkie były zajęte okładaniem się kamieniami, choć już dawno zapomniały o co się kłócą. I nici z kolacji. Dlatego były wiecznie głodne, a swoją wieczną porażkę zrzucały na najmilszego i najcichszego, który przypałętał się niewiadomo kiedy. Wykluczyły go ze swojego towarzystwa, zmuszając do odejścia.
A on chciał mieć towarzystwo. Dlatego, gdy krążył po Zakazanym Lesie bez celu, szukał przyjaciół. Dziwne patyczaki zwane ludźmi, które szwendały się tam od czasu do czasu budziły w nim nadzieję, ale jakoś zawsze uciekały na jego widok. Zbierał po tych dziwnych stworach przedmioty, które w roztargnieniu zostawiały tam, gdzie stały. W jego mniemaniu to były prezenty. Przynosili mu je, pewnie chcąc się z nim zaprzyjaźnić. Po prostu byli nieśmiali. Tak jak i on. Wszystko wymagało czasu, a on nawet nie zdążył zauważyć, że przez te lata się postarzał. Wszystkie znalezione przedmioty chował w lesie. Ostatnio upatrzył sobie pewien pniak, który odnalazł bawiąc się w ganianego z hipogryfem (który notabene zawsze chciał być goniony). Schował tam kilka świecidełek, licząc na to, że kiedyś zrozumie po co je w ogóle gromadzi.
Kierował się właśnie w jego stronę, przegryzając gałązkę, która była sucha i niesmaczna (i wbijała mu się w dziąsła), gdy usłyszał jakieś głosy. Powietrze stężało, zrobiło się ciężkie, lepkie, pojaśniało, a to wszystko dochodziło z miejsca jego kryjówki. Troszkę się rozgniewał na myśl, że ktoś próbuje mu odebrać skarby (czymkolwiek były).
—Ughrrrr — chrząknął, widząc przy pniaczku intruzów. To były te dziwne patyczaki. Był głodny, ale może się z nim będą przyjaźnić? Stanął przed nimi nie do końca wiedząc jeszcze co chce zrobić.
Przyjaciele?




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   07.02.17 22:06

Hogwart znajdował się teraz w nieco… beznadziejnym położeniu. Osaczony przez czarną magię i Grindelwalda, który sprawował pieczę nad swoistą reorganizacją Szkoły Magii i Czarodziejstwa, nie miał możliwości podjęcia jakiejkolwiek obrony. A obywatele tej małej ojczyzny cierpieli. Cierpiały dzieci, które lądowały w skrzydle szpitalnym z ciężkim oddechem i czerwoną, swędzącą do krwi wysypką; z powykręcanymi nadgarstkami i śladami po wężowych zębach; cierpieli jego pracownicy. Bo mogli wzniecać bunt jedynie w swoich własnych umysłach. W innym wypadku mogli pakować swoje rzeczy i odchodzić, na ich miejsca było tuzin chętnych – bardziej obeznanych z czarną magią; z truciznami, a nie z antidotami; z atakiem, a nie z obroną; z roślinami pożerającymi żywcem, a nie z tymi, które leczyły. Dlatego fizyczny, realny bunt nie miał w tej chwili sensu. Póki nauczyciele (ona, Barty, Pomona, Michael – Zakon miał tam wielu swoich ludzi) wciąż zajmowali odpowiednie stołki, była nadzieja na odzyskanie Hogwartu.
- Sądzę, że tak, ale nie dam sobie różdżki złamać – odparła z niemal namacalną dozą niepewności w głosie. – Dzieciaki mogą wysyłać listy, sowiarnia jest do ich dyspozycji… ale nie wiem, czy czasami niektóre z nich nie są przechwytywane. Pustoszeją tylko salony Gryfonów, Krukonów i Puchonów. Ślizgoni czują się tu chyba jak na wczasach.
Rzadko bywała w samym zamku i tego właśnie chyba najbardziej żałowała, to najbardziej przeszkadzało jej w byciu gajową. Czuła, że nie ma już kontroli nad tym, co działo się w środku. Nie tęskniła za szklarniami, za ciepłem ich wnętrza – miała tu wystarczająco wiele roślin, by czuć się dobrze i kontynuować swoją pasję poznawczą, badać zioła i dbać o florę. Brakowało jej właśnie tego uczucia trzymania ręki na pulsie, odczuwania satysfakcji z oglądania spokojnych, niezlęknionych twarzy uczniów. W chacie mogła jedynie słychać psiego mlaskania i obserwować wypalające się w kominku drwa. A to było dla niej duże ograniczenie.
Tym razem zaśmiały się nie tylko jej usta, ale także i oczy. Zalśniły na chwilę, robiąc sobie przerwę od okazywania zmęczenia i troski.
- Nie mam pojęcia, Garry, skąd u licha przychodzą ci do głowy tak szalone pomysły – pokręciła głową, nie mogąc pozbyć się rozbawienia migotającego w jej głosie. – Ale nawet, jak okrzykną mnie swoją królową, nie będę miała do nich zaufania. Od marca biegają po lesie wściekłe jak osy. Ministerstwo ponoć ucina im ziemie, Zakazany Las nie przysługuje im w całości, a już niedługo pewnie w ogóle zostaną stąd wygnane. Osobiście wolałabym, żeby tego nie zrobiły, bo pilnują go lepiej niż ja i są tu dłużej niż jakikolwiek gajowy. I świetnie staranowałyby Grindelwalda, gdyby postanowił przejść się kawałek po leśnych ścieżkach – ostatnie zdanie wyszeptała, nachylając się nieco do ucha kuzyna.
Pies podniósł łeb, oczekując najwyraźniej jakiejś komendy, skoro wołano go po imieniu. Nie doczekał się żadnej.
Nie byli w stanie zatrzymywać tę beztroskę na długo, bo za chwilę przypominali sobie o sprawach, które ogromnym ciężarem odkładały się na myślach i napełniały ruchy niepewnością. Co czekało na nich w następnej kolejności? Spojrzała na Weasleya, zastanawiając się nad jego słowami. Miała wrażenie, że wystarczyło tylko jedno, lekkie pstryknięcie w ramię.
Jedno, lekkie dotknięcie opuszką palca.
- Bardziej siebie samą, ciebie przekonać byłoby o wiele trudniej – odpowiedziała, mając na uwadze to, że Garry jako auror musiał znać się na ludziach. Na emocjach, które ukrywali razem z prawdą; na ich gestach, które mogły być preludium do prób wymknięcia się z oków sprawiedliwości. Nie musiała go przekonywać, że w głębi serca rzeczywistość napełniała ją strachem, chociaż z zewnątrz udawała bohaterkę.
Znów pomknęła spojrzeniem w stronę różdżki rudzielca i z ulgą stwierdziła, że tym razem posłuchała swojego właściciela. Nie minęła nawet chwila, a ulga oddała miejsce obawie, gdy powietrze zabarwiło się na mleczną biel, ostrzegając ich o nieproszonej obecności klątw. Skrzywiła się. Dowiedzieli się, że coś było nie tak, teraz musieli dowiedzieć się, co dokładnie zabiło niewinnego szpiczaka i straszyło hipogryfy.
Smród nie pozwalał jej się skupić, choć obracała się na lewo i prawo, chcąc dostrzec jak najwięcej. Z chęcią roześmiałaby się z przytoczenia baśniowego motywu, ale teraz całą energię poświęcała na powstrzymanie mdłości. I na kiwanie głową. Musiała zapewnić Garry’ego, że wszystko jest z nią w jak najlepszym porządku.
- Zaraz mi przejdzie – mruknęła krótko, nie zatrzymując się ani na chwilę, nie dając poznać po sobie, że zrobiło jej się słabo. Gdy Weasley przysiadł, stała nad nim i nad pniakiem, trzymając palce przy ustach, nozdrzami zagarniając łapczywie powietrze. Już nie czuła swądu spalenizny. Fizjologia jej ciała zrobiła swoje.
Przykucnęła z drugiej strony, przyglądając się badawczo śladowi, który odnalazł. Niegdyś wokół kłody rósł mech, teraz jego skupiska były popalone i przypominały raczej wyrwane ze szpulki nitki niż żywe rośliny. Wygięła usta w pełnym niechęci grymasie, bo mimo poszukiwań w swoim osobistym, skrytym pod brunatno-rudymi włosami, archiwum, nie potrafiła…
- To flegma, na wszystkie mandragory – odpowiedź nadeszła niepokojąco szybko. – Na pewno nie flegma centaura ani hipogryfa, ani nawet akromantuli. Wiem, że na północy są trolle, ale one nie…
Spięte mięśnie twarzy rozluźniły się w momencie, gdy do jej uszu wpadł niski pomruk. Rozbrzmiał za ich plecami zdecydowanie za blisko i na pewno nie przypominał psiego warczenia ani szczekania. Zbladła. Serce zaczęło bić jej jak szalone, a każda komórka w jej ciele stanęła w bezruchu. Powoli obróciła głowę w stronę Garretta, zatrzymała się na jego oczach tylko na chwilę, by zaraz całą swoją uwagę skupić na… trollu. Rzeczny czy leśny? Zielona skóra, żółta flegma, gardłowo-chrypiący dźwięk. Leśny.
Tylko. Nie. PANIKUJ.
Zacisnęła palce na różdżce jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe.
- Jeśli zginiemy, to wiedz, że bardzo cię kochałam, Garry. Jako kuzyna.
Mogła sobie na to pozwolić, bo pierwsze wrażenie spotkania z trollem było… p r z y t ł a c z a j ą c e. I wzbudziło w niej jakieś niewytłumaczalnie wielkie pokłady wyznań.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   13.02.17 20:12

Posępniał, gdy w milczeniu słuchał o niewyobrażalnych represjach, które dotykały nawet dzieci - Merlinowi ducha winnych uczniów, których spotykały krzywdy wyłącznie przez to, że miały czelność się urodzić. Wolał nie myśleć zbyt wiele o losie młodych czarodziejów o mugolskim pochodzeniu, bo choćby sekundowe rozważania na temat ich aktualnej egzystencji sprawiały, że miał ochotę zacisnąć dłonie w pięści i natychmiast ruszyć im z odsieczą w kierunku gmachu szkoły. Ale że nie wiedziałby, co czynić dalej, tkwił w miejscu; tkwił i czuł, jak zalewała go złość mieszająca się w skrajnej dysproporcji z poczuciem niesprawiedliwości. Jaki sens miały wszystkie ich działania, skoro nie mogli pomóc tym najmniejszym, najsłabszym, najbardziej potrzebującym ratunku?
Z zamyślenia znów wyrwał go głos Eileen, za co poniekąd był jej wdzięczny; dalsze pogrążanie się w cierpiętniczych dywagacjach z samym sobą nie mogłoby skończyć się dobrze. Wbił w kuzynkę spojrzenie, uniósł nawet - stosunkowo wysoko - jeden z kącików ust, gdy naszła go wizja niepowstrzymanej szarży centaurów.
Z Eileen pędzącą sprintem na jej czele.
- Może zasugerujmy im, że ministerstwo planuje masową wycinkę drzew - wyszedł z propozycją, znów szukając zapomnienia w braku powagi - tylko najczystsza postać kpiny i topienie wątpliwości w żarcie pozwalało mu zachować resztki rozsądku. Stłumił ciężkie westchnięcie, choć i tak na chwilę uciekł spojrzeniem; wbił wzrok w ciemności wyłaniające się spomiędzy gęstych drzew, by dać sobie czas na zebranie myśli. - A one tylko dokonają dzieła. - I stratują cały ten teatr lalek, zrównają z ziemią do poziomu pobojowiska tę katastrofę, korupcję, tyranię - zapomniał już, że powinien barwić zgłoski dowcipem, dokończył myśl zaskakująco poważnie, a jego głos (tak samo jak i spojrzenie) przez ulotny moment zdawało się nieobecne.
W całej tej abstrakcji niekiedy czuł się, jakby tracił zmysły.
A może od dawna ich nie miał? Otrząsnął się z pogłosu dekadentyzmu i znów spojrzał na kuzynkę, by wysłać jej słaby uśmiech. Gdy Grindelwald (o ironio) znienacka szczeknął, Garrett i do niego powiódł wzrokiem, ale myśli ponownie zaczęły mu gdzieś powoli uciekać.
Jego (rzucone tym razem bezbłędnie) zaklęcie sprawiło, że chłodne, przyleśne powietrze zaszło mgłą; ta poczęła ciężko się kłębić, przybierając mlecznej barwy. Przez krótką chwilę znacznie ograniczała widoczność, ale wkrótce zaczęła się rozpierzchać - Garrett natomiast mimowolnie marszczył brwi, uważnie analizując wszystko, co miało miejsce i rozważając, które zaklęcie zdałoby się aktualnie najlepiej.
Nie rozprostował czoła nawet wtedy, gdy wciąż przechylał głowę, kucając nad pieńkiem i próbując przyjrzeć się bliżej nieokreślonemu śluzowi. Starając się nie myśleć zbyt wiele o jego potencjalnej genezie, w uwadze słuchał słów kuzynki - żadna z opcji, które przytaczała, nie wydawała się nadmiernie optymistyczna (a Garretta naszło na rozważania, czy którekolwiek ze stworzeń znaczyło swoje terytorium flegmą: czy centaury pluły nią radośnie na lewo i prawo, bijąc się w pierś i oznajmiając przybyłem, zobaczyłem, oplułem?).
- Rzeczywiście, brakowałoby nam tu tylko trolla - ni to mruknął, ni to westchnął, nieprzerwanie nachylając się nad bliżej nieokreśloną wydzieliną dróg oddechowych; uniósł różdżkę, nie wiedząc jeszcze, że Eileen zdążyła już pomknąć spojrzeniem w kierunku drzew, by dostrzec... by dostrzec to, co on zauważył ledwie chwilę później, odnajdując wzrokiem źródło niepokojącego dźwięku.
- Masz ci los - palnął jakoś nieporadnie.
Troll był wielki i choć wyglądał równie tępo co ogromnie, to napawał niepokojem; wystarczyłby jeden ruch jego gigantycznego łapska, by porwać ich w powietrze i jedno krótkie przeżucie, by dokonać na nich barbarzyńskiej dekapitacji nadpsutymi zębiskami. Garrett był aurorem, niespodziewane zagrożenia nie stanowiły dla niego nowości - znacznie wolał jednak atak czarnoksiężników o morderczych zapędach niż bliskie spotkanie z trollem rozkosznie nadgryzającym przeschniętą gałązkę.
Myślisz, że jeszcze nas nie zobaczył?, chciał spytać, ale te słowa zamarły mu na ustach, zanim zdążył rozchylić wargi; to i tak nie miałoby sensu, przecież widział, że ślepia potworzyska skupione były właśnie na nich. I na promieniejącym od czarnej magii pniaczku. Spojrzenie trolla wyrażało rozpaczliwą tęsknotę za rozumem, co, wbrew pozorom, wcale nie wróżyło dobrze - oznaczało bowiem, że potencjalne pertraktacje muszą zostać odwołane przed ich rozpoczęciem. Do stwora wszak nie doszłoby pewnie ani jedno słowo, a nawet jeśli, to mógłby opacznie uznać je za zachętę do ataku.
Mogliby spróbować wyburczeć, wybulgotać bądź wywarczeć coś po trollańsku, ale istniało zbyt duże prawdopodobieństwo, że czyniąc to, obrażą rodzinę owego osobnika trzy pokolenia wstecz. Po zwalczeniu pierwszej fali zaskoczenia Garrett wypuścił więc głośno (i z niepowstrzymaną rezygnacją?) powietrze, utrzymując stalowe nerwy.
Bądź wyłącznie ich doskonałą imitację.
- Nie zginiemy, zaplanowałem sobie bardziej bohaterską śmierć - mruknął jeszcze cicho, bardziej sam do siebie niż do zaaferowanej Eileen, która w natłoku panicznych odczuć mogła tego nie dosłyszeć. Dzięki adrenalinie tańczącej dzikie harce w jego krwi podniósł się tak szybko, że sam nie zauważył, kiedy stabilnie stanął na nogach; nie widząc już możliwości ucieczki, uniósł różdżkę i wskazał jej końcem zagubionego trolla. - Amicus - wypowiedział zaraz (pierwszą?) inkantację, choć nigdy dotąd nie praktykował tego zaklęcia na połowicznie inteligentnych trollach; mimo wszystko nie chciał go rozsierdzać, a na swój sposób ukoić i zmusić do pokojowego pożegnania. Nie uśmiechała mu się walka z trollem. Ani śmierć w jego śmierdzącej paszczy.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   13.02.17 20:12

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 76


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   14.02.17 9:05

Jednak nie przyjaciele. Wyglądali na podstępne gnidy, oszustów, którzy zaoferują mu przyjaźń, a później rozkradną jego skarby. Choć wciąż nie wiedział po co je zbierał i do czego mogłyby mu się przydać to lubił otaczać się... rzeczami. Należały do niego. Samodzielnie je zebrał i nikt nie miał prawa mu ich odebrać ani bez pozwolenia ani z pozwoleniem, bo lada chwila mógł jednak zmienić zdanie. Miały pozostać w pniaczku i wszystkich innych kryjówkach.
Nie spodobało mu się to, co wyczuł. Strach. Te patyczaki cuchnęły nim na kilometr (choć nie tylko strachem). Ich woń była paskudna, przypominała odchody jednorożców, których nigdy nie mógł znieść. Zatkał sobie nos, krzywiąc się przy tym — co ludzie mogli odebrać jako ostrzegawcze, groźne szczerzenie wybrakowanego uzębienia(między trójką, a czwórką, czyli jedynymi zębami obok siebie utknęła mała wykałaczka).
Musiał szybko wymyślić, co powinien zrobić, ale jakoś miał pustkę w głowie. Patrzył przez krótką chwilę na nieznanych osobników bezradnie, dopiero po czasie przypominając sobie, że przecież tkwili przy JEGO pniaczku z JEGO skarbami. Wpadł wiec na doskonały pomysł. Skoro już znajdują się na JEGO obszarze, zostaną JEGO kolejnymi osiągnięciami. Nie był jeszcze do końca pewien, czy oboje zmieszczą się do pniaka, ale jak urwie im gałązki to powinni się zmieścić. Co najwyżej trochę zgniecie główkę, żeby zajmowała mniej miejsca.
Kiedy uniósł ręce, by się podrapać, zanim do nich podejdzie i zapakuje ich do skrytki usłyszał jakieś dziwne szumienie. Jeden z tych patyczków, ten z krótszym, śmiesznie wyglądającym futrem na głowie machał w jego kierunku.
O co mu, na króla lasu, chodzi?
Może coś wskazywał? Chciał się odwrócić i zobaczyć, czy może coś za nim nie stoi(centaur?), ale gdy podjął taką czynność coś w niego trafiło. Coś się zmeiniło.
— Ooughhhrr— mruknął rozczulająco, co mogło brzmieć jak wyznanie miłości. Jego oczy zrobiły się wielkie jak patelnie, zeszkliły się, kiedy jego jego korpus wrócił do poprzedniej pozycji. Ogarnęła go miłość. Była wszędzie. Nigdy nie spodziewał się, że to poczuje, a jak już to pewnie do innego trolla. Tymczasem patrzył na to małe, puchate zwierzątko z rudą sierścią, które wydało mu się najsłodszym stworzonkiem na świecie. I zapragnął je mieć!
Ciekawe, czy też miało taki mechaty, rudawy ogonek.
Drugie włochate zwierzątko też było urocze. Postanowił nagle, że nie ma potrzeby wciskać je siłą do konaru. Weźmie je ze sobą, będzie wyprowadzał na spacer. Będą chodzić na obchody wokół lasu, gonić centaury, jak prawdziwi przyjaciele. Ruszył się z miejsca i szybko pognał w ich kierunku, rozkładając szeroko łapska, by ich objąć.

| RZUCAM, ale nie na prędkość biegu (przelicznik spowolnienia względem człowieka x 2, pamiętajcie ;/ ):

1 - nie był najzwinniejszym trollem. Rozpędził się, pragnąc pochwycić w swe ramiona małe zwierzaczki, ale poplątały mu się nogi i runął jak długi na ziemię, przewalając się tuż przed Garrettem i Eileen. Upadek wywołał podmuch wiatru, który mógł przewrócić czarodziejów. Przy okazji odbiło mu się gałęzią, której nie skończył jeszcze trawić.
2 - jego nastawienie pod wpływem zaklęcia zmieniło się tak bardzo, że niemalże frunął nad ściółką. Biegł jak sarenka(w swoim mniemaniu), choć trochę opasła. Rudzielec wydawał mu się bliżej, więc chwycił go za nogę i pociągnął do góry, pragnąc mu się bliżej przyjrzeć. Może wypadną mu z kieszeni jakieś cudeńka? Swoim grubym paluchem posmyrał go po brzuszku. (Oczywiście, możecie mu spróbować w tym przeszkodzić.)
3 - swoim dzikim galopem udało mu się dotrzeć do czarodziejów. Choć na początku uwidział sobie Rudego Puchatka jako pupila to jednak mu się odmieniło i od razu sięgnął po Eileen, chcąc jej dać buzi. Oczywiście trolle się nie całowały tak jak ludzie, więc od razu wywiesił swój długi jęzor na wierzch i polizał ją byle gdzie, pozostawiając na jej ubraniu i włosach śmierdząca, zielonkawą maź.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   14.02.17 9:05

The member 'Ain Eingarp' has done the following action : rzut kością


'k3' : 2


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   28.02.17 22:02

W jej głowie sylwetki centaurów jawiły się w nieco mroczniejszych barwach, chociaż zrównanie z ziemią wszystkiego, co ciągnął za sobą Gellert Grindelwald, wciąż wyglądało tak samo zachęcająco. Na nowej ziemi zasialiby nowy plon, czekając, aż zagryzie on stare korzenie i zabrzmi nową, świeżą zielenią. Czekała na ten moment z niemal dziecięcą niecierpliwością. Niech już stąd pójdzie, niech Gellert zniknie z tego miejsca raz na zawsze. Po ścianach Hogwartu przestałyby przemykać bolesne krzyki, które Eileen zdawała się czasami słyszeć nocami, co zrzucała na ciężar mar sennych i niezbyt zabawnych żartów ze strony duchów. Na posadzce nie przepływałyby już tylko rytmicznie wybijane kroki, prowadzące uczniów wprost do szarych, pustych sal lekcyjnych. Różdżki nie znałyby ani jednego, czarnomagicznego zaklęcia.
To jednak teraz zdawało się być daleko od nich. Dyrektor faktycznie zakorkował się w swojej dyrektorskiej wieży, reszta uczniów pewnie już przebudzała się z nocnego snu, chcąc przygotować się do najwcześniejszych zajęć, a oni… oni, na brodę Merlina, utknęli w lesie z trollem, który dodatkowo po trafieniu go barwnym Amicusem (chciała pogratulować Garrettowi udanej próby zaprzyjaźnienia się lub oswojenia trolla, ale nie miała na to czasu), sprawiał wrażenia absolutnie oczarowanego (CZY TROLLE MOGŁY BYĆ OCZAROWANE CZYMKOLWIEK?!) i zupełnie łagodnego. Chciała dodać w myślach nieszkodliwego, ale wiedziała, że troll nie mógł się ruszać, żeby uzyskać tak dumne miano.
Spojrzała na Garretta, kręcąc głową, jakby chciała mu w tym niemym geście pokazać, że nie ma pojęcia, skąd się tu wziął troll leśny.
Mapa, którą zostawił jej Ogg, pokazywała, że trolle leśne do tej pory zamieszkiwały północne tereny, o wiele gęściej porośnięte zielenią, z o wiele większą wilgotnością i zacienieniem, które sprzyjały tym (bez)rozumnym stworom. Nie spodziewała się, że jeden z nich nagle zmieni zdanie, postanowi zawiesić na ramionach tobołek i wybierze się w podróż życia, w tereny południowe, gdzie powietrze było nieco bardziej suche, a okryciu leśnym przeważały drobne krzewiny i buki razem z dębami. Przez tę chwilę, która dzieliła trolla od podjęcia ostatecznej decyzji pomknięcia w kierunku Garretta niczym otyła sarenka, zdążyła pomyśleć, że może na północnych terenach skończyło się jedzenie, które nie miało siły uciekać przed ociężałymi istotami. A potem…
Potem zaczęło się dziać.
Cofnęła się odruchowo, niczym przestraszona panienka, kiedy troll tak ochoczo rozpiął swe ramiona miłości z niewiadomego im powodu. Chociaż… czy to dalsze oznaki działania zaklęcia rzuconego przez Garretta? Przestraszyła się, że mimo to troll i tak będzie w stanie zrobić im krzywdę, a strach, jak powszechnie wiadomo, był najlepszym płynem napędowym. Uniesienie różdżki zajęło jej dosłownie sekundę, już nieco mniej, bo zaledwie ułamek tej najmniejszej jednostki czasu, zajęło jej wypowiedzenie zaklęcia i poparcie inkantacji. Ale drżała jej dłoń.
- Immobulus!
I to mogło zadecydować o efekcie jej działań.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   28.02.17 22:02

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : rzut kością


'k100' : 95


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   05.03.17 5:10

Czas był pojęciem absurdalnie względnym.
Gdy z zatrważająco bolesnym zniecierpliwieniem wyczekiwał spotkania z kimś, kto był mu drogi, wskazówki stawały się zwalniać; ba, niekiedy mógłby przysiąc, że stawały w miejscu niczym zmrożone podłym zaklęciem. Gdy chwile upływały mu miło, miewał wrażenie, że uciekają zdecydowanie zbyt szybko - wymykały się spomiędzy palców prędzej niż powinny i prędzej niż wskazywałaby na to logika.
Teraz też czasoprzestrzeń zaczynała się naginać; w jednym momencie unosił różdżkę, w drugim wypowiadał inkantację, a w trzecim... w trzecim już troll pędził (toczył się?) w jego kierunku, a choć nogi przestawiał w tempie cokolwiek powolnym, każdy jego krok był na oko trzykrotnie za długi, aby Garrett móc czuć się w pełni bezpiecznie.
Oczyma wyobraźni widział już, jak troll unosi go za lewą nogę i, nie potrafiąc w inny sposób dać upustu swojej miłości, zaraz zgniata go niewinnym zaciśnięciem pięści; całe szczęście z odsieczą zaraz przybyła mu (niezastąpiona) Eileen i w sekundzie, w którym on sam dopiero przywoływał na język początek inkantacji zaklęcia, sprawiła, że trolla trzasnął promień silnego uroku. Immobulus w ostatniej chwili sprawiło, że stworzenie odrobinę zamarło; Garry odchylił się w mimowolnym, aurorskim odruchu i w zwolnionym tempie oglądał, jak wielkie łapsko nieuchronnie zbliża się w jego kierunku. Nie przeklął, choć być może wyrzucenie z siebie podłego, niecenzuralnego półsłówka pomogłoby mu ukoić zszargane nieco nerwy; zamiast tego odsunął się jeszcze o krok i wysoko uniósł różdżkę, starając się wycelować nią prosto w łebsko paskudnego zwierza.
- Conjunctivitis! - krzyknął w reakcji obronnej, mając nadzieję, że tego typu atak zdoła obezwładnić trolla i dać im trochę czasu na odwrót. Nie musiał poruszać tej kwestii na głos, by domyślić się, że Eileen najpewniej podzielała jego pokojowe nastawienie; z pewnością lepszym rozwiązaniem od trwałego unieszkodliwienia (uszkodzenia?) trolla byłoby oszołomienie go i dyskretne wycofanie się z pola bitwy. Nie, to nie była kapitulacja - być może mieli przegrać bitwę, ale nie wojnę. Równie dobrze mogli przecież przeczekać wyłącznie godzinę czy dwie; stwór w tym czasie zdołałby ocknąć się, przetrawić informację o niedawnym zajściu i wrócić tam, skądkolwiek przybył. Neutralizacja czarnej magii na terenie bezapelacyjnie bezpiecznym z pewnością pójdzie im lepiej niż czynienie tego samego w trakcie batalii z szukającym przyjaźni trollem.
Jakkolwiek absurdalnie mogłoby to zabrzmieć.
Garrett powiódł więc pospiesznie wzrokiem w kierunku kuzynki, mając nadzieję, że nie musi użyć słów, aby przekazać to, co powoli rozkwitało mu w myślach - może warto rozważyć ewakuację, Eileen, i wrócić tu później?
Bo nawet jeśli założyłby ich zwycięstwo, to nie uśmiechało mu się pozbawienie życia niewinnego trolla (co z tego, że sam stwór tego typu rozterek i dylematów zdecydowanie nie posiadał), który nie zdawał sobie przecież sprawy z tego, że popełnia błąd.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   05.03.17 5:10

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 61


Powrót do góry Go down
 

Zakazany Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Zakazany Las

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Szkocja :: Zamek Hogwart-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17