Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] Durham 1971

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Esmee Burke
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t3361-esmee-burke http://www.morsmordre.net/t3377-1-2-piekielnych-blizniaczek http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
królowa Durham
5
Szlachetna
Panna
To nie my!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: [sen] Durham 1971    17.12.16 22:28

Kim jest dwudziestoletnia Esmee Burke? Gdzie się podziało to urocze maleństwo o wielkich oczach i chochlikowatym uśmiechu? Wyrosło na piękna i mądrą młodą kobietę która trochę wbrew historii własnej rodziny poświęca każdą wolną chwilę na ratowanie ludzi. W ciągu pierwszych lat swojego stażu nauczyła się oddzielać bycie uzdrowicielem i lady Burke. Nie pozwoliła na to by ktokolwiek krytykował ją za to, że pomaga mieszańcom czy mugolom. Opowiadając o swojej pracy omijała ten temat szerokim łukiem a krewni nie pytali. To miało pomóc w utrzymaniu jedności mieszkańców Durham. Zresztą mieli ponad piętnaście lat by oswoić się z wizją Esmee jako przyszłej uzdrowicielki.
Jedyne do czego ten stary zamek musiał się przyzwyczaić to ciągłe i nieprzerwane bieganie. Z powodu nakładu pracy Esmee często traciła poczucie czasu i zapominała o obowiązkach względem rodziny. Dla tego gdy tylko wyłaniała się z zielonych płomieni po korytarzach roznosił się dźwięk szybkiego i rytmicznego stukania o podłogę. Równie często można było spotkać dziewczynę jak skulona na kanapie czy fotelu próbuje nadrobić stracone godziny snu.
Ile zostało czasu do kolacji? 10 a może 15 minut? Esmee jeszcze nie wróciła, zamiast przebierać się w świeżą sukienkę pomagała przy obezwładnianiu pacjenta po napadzie drgawkowym. Nieważne, że wyglądała jak po przebiegnięci maratonu, brązowe oczy wciąż nie traciły blasku a sama Esme była wstanie wykrzesać ostatnie pokłady sił byle tylko zobaczyć jak stan pacjenta się poprawia. Zegary Durham wybiły pełną godzinę a najstarsza córka lorda Edgara Burka wciąż miała na sobie biały kitel. W końcu przypomniała sobie o tym, że poza świętym Mungiem też toczy siężycie. Pracę powinna skończy przynajmniej godzinę temu, niekt nie miałby do niej pretensji gdyby teraz wróciła do domu. Ale ona i tak wchodziła do komina z wrażeniem, że zaniedbuje swoje obowiązki. Kilka sekund później była już w Durhan. Zapominając, że teraz powinna zachowywać się już jak dama ruszyła pędem przez korytarz i wbiegła po schodach prosto do swoich komnat. Tam oddała się w ręce kilku służących które miały obowiązek doprowadzić ja do stanu użyteczności. Można było jej wybaczyć jej spóźnienie z powodu pracy ale musiała opowie dno się prezentować nawet przed najbliższą rodziną. Już prawie dwadzieścia minut spóźnienia. Esmee zaczęła się obawiać, że tym razem ojciec nie wybaczy jej tak łatwo. Opuściła swoje komnaty szybkim krokiem ( już nie biegiem) ruszając w stronę głównej jadalni. Zatrzymała się tuż przed drzwiami biorąc jeden głęboki wdech na uspokojenie i wyginając usta  na kształt delikatnego uśmiechu. Cicho wsunęła się do pomieszczenia skupiając wzrok oczywiście na postaci ojca. - Bardzo przepraszam tato. Ale byłam potrzebna w szpitalu - jej przeprosiny zawsze brzmią tak samo ale nie można było im zarzucić braku szczerości. Podeszła do Edgra witając się z ojcem poprzez lekki pocałunek w policzek i zaraz zajęła swoje miejsce pomiędzy nim a siostrą.


Powrót do góry Go down
Alivia Burke
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3353-alivia-burke-budowa#56757 http://www.morsmordre.net/t3399-uwaga-klopoty#58607 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Profesjonalny łobuz
6
Szlachetna
Panna
One look in my eyes, and you're running cause
I'm coming going to eat you alive.
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarodziej
 łiiiiii

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    18.12.16 23:33

Wolnym, lecz zdecydowanym i niosącym się echem krokiem, zmierzam w stronę mosiężnych drzwi, wieńczących chłodny, piwniczny korytarz. Tylko najbliżsi wiedzą, czy ostatnio się pałam. Mamy rok 1971. Zdążyłam zakończyć swoją przygodę z Hogwartem, udać się na prywatny kurs alchemiczny pod czujnym okiem wuja Quentina oraz skończyć dwadzieścia lat. Nie jestem już pięcioletnim szkrabem, zabiegającym o atencję innych domowników i podziw reszty świata. O nic nie muszę już zabiegać - wszystko podawane jest mi na srebrnej tacy. Wyrosłam na piękną, silną i inteligentną kobietę. Z pewnością dostarczam ojcu, jaki i całej rodzinie powodów do dumy.
Ciężka klamka ustępuje pod naciskiem mojej dłoni i już wkrótce mogę wspiąć się po stromych schodach, prowadzących do zachodniego skrzydła dworku, w którym - niezmiennie, od piętnastu lat - usytuowane są nasze sypialnie. To dzisiejszego wieczoru wypadała data rodzinnej kolacji. Leniwym krokiem kieruję się w stronę garderoby, a krótkim machnięciem dłoni odganiam służbę. Sama wybiorę odpowiednią suknię. Nie śpieszę się, mam czas. Do godziny dwudziestej zostały jeszcze dwie godziny. Smukłymi palcami przesuwam więc po strukturze kolejnego materiału, zastanawiam się, która kreacja nadawałaby się na dzisiejszy wieczór. W końcu jednak trafiłam na odpowiednią. Decyzja została podjęta, teraz więc mogę udać się do wanny, moje służki zadbają o to, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Odpowiada mi to. Uwielbiam swoje życie, pełne luksusu, przyjemności, niemal całkowicie pozbawione trosk. Jestem w końcu arystokratką, czarownicą w której żyłach płynie błękitna krew. Jestem tą lepszą - już zawsze nią będę.
Za piętnaście dwudziesta wkraczam do głównej jadalni, szerokim, śnieżnobiałym uśmiechem witając lorda Burke'a. - Ojcze. - Zwracam się do niego z należytym szacunkiem, po czym składam na jego policzku delikatny pocałunek. - Esmee jeszcze nie wróciła? - Pytam, wyraźnie zawiedziona nieobecnością siostry. Mój zatroskany wzrok wędruje w stronę wskazówek antycznego zegara, zdobiącego jasną ścianę nad kominkiem. Ma jeszcze dokładnie trzynaście minut na to, by zasiąść do wieczerzy, niespóźniona. Moją twarz przeszywa wyraźny grymas niezadowolenia. Nie podoba mi się ścieżka, jaką postanowiła kroczyć moja bliźniaczka. Lady Esmee Burke, szlachcianka, dama - uzdrowicielka szlam. W ileż to siarczystych przekleństw wiło się na końcu mojego języka, za każdym razem kiedy czarnowłosa wspominała o swojej pracy. Merlin mi świadkiem, że tylko i wyłącznie przez wzgląd na ojca - oraz na to, że damie nie wypada - nigdy nie wypłynęły z moich ust, choć niejednokrotnie dość ostro, wyrażałam swoją dezaprobatą względem tych wygłupów. Minuty mijały, zegar już dawno wybił umowną godzinę. Moje palce nerwowo uderzają o leciwe drewno. Posyłam wymowne spojrzenie w kierunku ojca, a moje usta już otwierają się, by coś powiedzieć, kiedy do pomieszczenia dość gwałtownie wpada marnotrawna córka lorda Burke'a, we własnej osobie. Odwracam głowę w jej kierunku, witając ją kwaśnym uśmiechem. - Och, więc jednak postanowiłaś uraczyć nas swoją obecnością, jak miło. - Nie mogąc sobie darować - witam ją ironicznie, kiedy w końcu zasiada przy stole.- Znów szlamy w potrzebie? - Pytam ironicznie. - Mogę podesłać Ci jeden z moich eliksirów, zapewniam, uśmierzą ból istnienia natychmiast. Spełnisz swój obowiązek wobec pacjentów oraz rodziny. Ulżysz potrzebującym i znajdziesz czas dla bliskich, to chyba uczciwe, nie sądzisz? - Nie patrzę jej w oczy, zajęta jestem pomachiwaniem różdżką nad karafkami z winem. Choć w środku czuję, jak zbiera we mnie złość, na mojej twarzy poza oczywistym skupieniem nad wykonywaną czynnością, nie malują się żadne emocje. Dlaczego mi to robisz, siostro? Przecież wiesz, że nie darzę miłością większą nikogo.


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    19.12.16 20:07

W takim razie kim był Edgar w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym pierwszym roku? Prawie pięćdziesięcioletnim mężczyzną z pierwszymi siwymi włosami na głowie. Wyjątkowo cierpliwym ojcem dwóch dwudziestoletnich córek i dwóch, uczących się jeszcze w Hogwarcie, synów. Mężem swojej drugiej żony. Współwłaścicielem rodzinnego sklepu na Nokturnie i najlepszym łamaczem klątw. Wiernym poplecznikiem Czarnego Pana ze skrzętnie zasłoniętym tatuażem przez rękaw swojej koszuli. Człowiekiem małomównym, żyjącym według swoich własnych zasad, bardziej zdecydowanym i mniej wyrozumiałym niż przed laty. Jednak przede wszystkim był głową swojej rodziny. Kultywował tradycje, w których sam się wychował, a wśród nich był właśnie zwyczaj wspólnego zasiadania do kolacji. Wierzył, tak jak reszta Burków, że siła rodu zależy od zażyłych relacji wśród jego członków. A że ostatnimi czasy te relacje zaczynały ulegać pogorszeniu, wspólne wieczory stawały się jeszcze ważniejsze. Przyszedł przed czasem, jak zawsze, i zajął miejsce u szczytu stołu. Dzisiaj miał spotkać się jedynie z bliźniaczkami, ponieważ nikogo innego nie było w domu, lecz wcale nad tym nie ubolewał. Chciał się z nimi spotkać w tym okrojonym gronie. Mieli do poruszenia parę mniej i bardziej nieprzyjemnych tematów, tym samym nie widział powodu, dla którego miałaby im towarzyszyć jego żona czy młodsi synowie. Stół już był udekorowany w szare barwy z nielicznymi akcentami czerwonych maków - symbolu ich rodziny. Stary skrzat, Paproch, polerował ostatni kielich. Edgar zerknął na antyczny zegar, zdobiący ścianę nad kominkiem, zastanawiając się czy i dzisiaj jego najstarsze dziecko postanowi się spóźnić. Przez ostatnie dni chodził wyraźnie podminowany, dlatego też miał szczerą nadzieję, że Esmee jednak zrobi mu tą przyjemność i przyjdzie na czas. Kiedy tylko usłyszał czyjeś kroki, łudząc się, spojrzał na drzwi. Ale to była Alivia. Przywitał się z nią, a kiedy to robił, nawet lekko się uśmiechnął. - Jak widać - odpowiedział jednak oschle, nieświadomie przelewając na nią część złości spowodowanej niesubordynacją siostry. Z pozoru wyglądającej identycznie, a jednak tak się różniącej. Westchnął głęboko, próbując nie liczyć upływających minut. Postanowił nie rozpoczynać rozmowy dopóty, dopóki w jadalni nie pojawi się Esmee. Siedział więc w ciszy, plecami dotykając oparcia hebanowego krzesła i czekał.
Aż się doczekał. Do jadalni wpadła, jeszcze nie rekordowo, spóźniona młoda uzdrowicielka. Na początku wybaczał jej te potknięcia, wiedząc, że praca w szpitalu wymaga wielu wyrzeczeń. Tylko wszystko ma swoje granice i w mniemaniu Edgara, Esmee swoją przekroczyła. - Co takiego się działo tym razem? - Zapytał spokojnie, jednak ten spokój był jedynie pozorny. Nie spuszczał z niej wzroku, oczekując solidnych wyjaśnień. W tym momencie upust swoim emocjom dała Alivia i choć powinien przywołać ją do porządku, nie zrobił tego, zgadzając się z każdym jej słowem.


Powrót do góry Go down
Esmee Burke
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t3361-esmee-burke http://www.morsmordre.net/t3377-1-2-piekielnych-blizniaczek http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
królowa Durham
5
Szlachetna
Panna
To nie my!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    19.12.16 21:32

Jest kilka sprawa do których Esmee nigdy się nie przyzna. Jedną z nich są problemy związane z nazwiskiem Burke. Jeśli ktoś uważa, że krzywe spojrzenia rodziny są kłopotliwe to niech spróbuje uzyskać zaufanie pacjentów przyznając się, że to twoi przodkowie stworzyli jedno z zakazanych zaklęć. Tak, życie najstarszej córki Edgara było zdecydowanie dużo prostsze gdyby nie nosiła jego nazwiska. Oczywiście ten problem można było łatwo rozwiązać… Jeśli chodzi o to, to Esmee wolała już zostać pierwszym litościwym Burkiem w historii rodu!
W brązowych oczach Esmee pojawiły się iskierki świadczące o wciąż niegasnącej radość i podnieceniu. Nawet poważna mina ojca  nie była wstanie ugasić entuzjazmu młodej uzdrowicielki.- Pacjent ze śmiertelnym uwiądem - przeniosła wzrok z ojca na siostrę.  - Powikłanie po klątwie, rzadko wzywają mnie do takich  przypadków  przez - jej entuzjazm momentalnie osłabł i zastanawiała się jak powinna wyjść z tej sytuacji nie drążnic przy tym dumy ojca - Wciąż niewielkie doświadczenie - marne kłamstwo ale miała nadzieję, że jakoś to przełkną. - Dostał ataku epileptycznego tuż po przybyciu. Nie wiadomo czy to przez klątwę czy reakcja alergiczna z powodu leków które dostał - widać było jak Esmee zaczyna powoli odpływać i zatapiać się w swoim uzdrowicielskim alter ego. Oparł się lekko o krzesło. - Na razie nie wiemy kto to jest. Znaleziono go nieprzytomnego kilkanaście metrów od wejścia na Nokturn. -  zmarszczyła brwi wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Głos Alivi zmusił jej siostrę do powrotu z korytarzy świętego Munga.
Teoretycznie mogła przewidzieć, że dostanie burę od swojej siostry ale  i tak gdy tylko pierwsze zdanie padło z ust Alivi na twarzy starszej Burke pojawił się grymas świadczący o niezadowoleniu. - Mówiłam, że mi przykro. - syknęła cicho. Próbowała dać tym do zrozumienia, że  później będzie czas na wykłady ale jak zwykle jej dobre intencje odbiły się od ściany. Wyprostowała się niczym struna a jej niezadowolenie rosło z każdą sekundą. Jeśli odczuwała jakikolwiek wyrzuty sumienia z powodu spóźnienia teraz nie było po nich śladu. - Droga siostro rozmawiałyśmy o tym już tysiące razy. Naprawiam twoje zabawki,  możesz uznać to za rekompensatę moich poczynań z dzieciństwa –posłała jej lekki uśmiech wyraźnie próbując nadać całej sprawie lżejszy ton.  Alivia już chyba zapomniała kto leczył każde jej oparzenie i uraz związany z kursem na alchemika. - Jak zabraknie ci szlam przerzucisz się na zwierzynę łowną?  Twoje trucizny zepsułyby mięso kochana - chwyciła w dłoń kielich z winem i upiła niewielki łyk. Miała nadzieję, że to zamknie usta Alivii przynajmniej na czas kolacji. To, że jedli tylko we trójkę było kiepskim znakiem i Esmee przeczuwała nadciągające kłopoty. Wolała nadmiernie nie prowokować ojca. Swoim zachowaniem i tak dała mu już zbyt wiele powodów do gniewu.  - Wybacz ojcze, to się więcej nie powtórzy. - miała dobre intencje ale wszyscy łącznie z nią samą wiedzieli, że nie dotrzyma tej obietnicy.


Powrót do góry Go down
Alivia Burke
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3353-alivia-burke-budowa#56757 http://www.morsmordre.net/t3399-uwaga-klopoty#58607 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Profesjonalny łobuz
6
Szlachetna
Panna
One look in my eyes, and you're running cause
I'm coming going to eat you alive.
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarodziej
 łiiiiii

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    20.12.16 3:41

Kryształowa, rzeźbiona w mistyczne wzory karafka unosi się w powietrzu, starannie odmierzając prawidłową i taką samą ilość wina dla każdego, z trzech kielichów. No właśnie, nie pięciu a  trzech. Dzisiejszy wieczór do kolacji mieliśmy zasiąść w trójkę, i nie trzeba było być wybitnie inteligentnym, żeby wiedzieć dlaczego. Ot nawet taki Paproch, świadomy był rangi tegoż wieczoru, o czym doskonale  świadczyła jego niezwykle pokorna postawa. Skoro nawet to marne stworzenie wie, że lord Burke nie zarządza tak nietypowych kolacji bez powodu, moja siostra również musi się domyślać. Dlaczego więc jeszcze nie gryzie się w język? Początkowa oschłość, jaką obdarzył mnie ojciec w swojej odpowiedzi, choć zakuła, również nie wywołała na mojej twarzy żadnej emocji. Dobrze wiem, za kogo obrywam rykoszetem. Uścisk żołądka jednak szybki mija, kiedy kończę swoją wypowiedź i nie słyszę żadnej reprymendy ze strony najstarszego z domowników. Dobrze, bardzo dobrze. To nieme przyzwolenie, oznaka, że zgadza się ze mną i moimi słowami. Fakt ten jeszcze bardziej podpala mnie do działania, napawa pewnością siebie. W końcu mam poparcie samego ojca. Odkładam więc różdżkę na stół i przenoszę chłodny wzrok, czarnych tęczówek na siostrę.
- Doprawdy? Przykro Ci? - Pytam, a nuta kpiny tańczy zawile w moim głosie. - Och, wyobraź sobie, że nam również jest przykro, nawet bardzo. Przykro nam, że po raz kolejny stanowimy dla Ciebie wartość mniejszą, niż banda zakrwawionych szlam. - Kpiący ton ustępuje, twardemu, pełnemu złości i stanowczości warczeniu. Nie mogę uwierzyć w to co słyszę. Mam rażenie, że jest odbiciem, ale tylko mojego wyglądu, charaktery oraz system wartości, mamy zupełnie inne. Ja, nigdy nie ośmieliłabym sprzeciwić się Edgarowi Burke'owi. Nigdy nie pozwoliłabym sobie, na to, by zawieść jego oczekiwania. Nigdy nie przysporzyłabym wstydu mu, lub co gorsza, całej rodzinie. Nigdy. Na Merlina! Za kogo ona się uważa?! To dzieci cechuje bunt, i one jedyne mają do niego prawo. My, moja droga Esmee, nie jesteśmy już dziećmi. Jesteśmy dorosłe. Jesteśmy Burke. Wymagamy, ale też i od nas się wymaga.
Ciche prychnięcie wydobywa się z moich ust. - Och, daruj sobie. Dobrze wiesz, że nie chodzi nam o Twoją chęć zostania uzdrowicielką. Wszak ani ojciec, ani matka, ani ja, ani nasi bracia, ani n i k t inny z rodziny nie miał nic przeciwko temu, byś kroczyła taką, a nie inną ścieżką, droga Esmee. Tu chodzi o to, kogo ratujesz. - Ledwo silę się na spokój. Ledwo znajduję zastępstwo dla słowa szlama, które najwyraźniej pali żywym ogniem moją bliźniaczkę. Ileż to razy można wałkować ten sam temat? Przymykam na chwilę oczy, by zaraz po tym sięgnąć po szkarłatny trunek - póki co tylko w nim widzę ratunek dla swoich skołatanych nerwów. Słysząc obietnice siostry, rzucam ojcu zrozpaczone, błagalne spojrzenie. Przecież wszyscy wiemy, że to słowa rzucone na wiatr.


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    23.12.16 10:30

Nie umknęło mu jej zawahanie w głosie, kiedy wspomniała o pacjencie poszkodowanym przez klątwę. Wiedział czym było to spowodowane, jednak w tej konkretnej sytuacji w ogóle mu to nie przeszkadzało. Jeżeli jego niesławna opinia miała przyczynić się do choć niewielkiego osłabienia jej pracoholizmu to bardzo dobrze. Zawsze życzył jej jak najlepiej, ale przecież nie mogła spędzać całego życia w szpitalu. Miała oprócz tego wiele innych obowiązków związanych ze swoim wysokim urodzeniem i Edgar musiał zadbać o to, by zaczęła je wypełniać. Do tej pory starał się być jako-tako wyrozumiały, jednak czas leciał nieubłaganie i nadeszła pora na dorośnięcie.
Przysłuchiwał się ich ostrej wymianie zdań, zastanawiając się, w którym momencie ich drogi tak mocno się rozeszły. W Hogwarcie? A może nigdy nie szły tą samą? Zawsze się od siebie różniły, wbrew pozorom, jednak Edgar nie podejrzewał, że będzie świadkiem tylu poważnych kłótni. - Przestańcie - powiedział z nutką rezygnacji w głosie. Nie miał ochoty na dłuższe słuchanie żali, bo dobrze wiedział, że za chwilę usłyszy je ze zdwojoną siłą. - Alivio, wyjęłaś mi to z ust - stwierdził, upijając łyk czerwonego wina. - Esmee - zaczął, stawiając kieliszek z powrotem na stole. - Nie lubię słów rzucanych na wiatr. Oboje dobrze wiemy, że to będzie się powtarzać - odparł, uważnie się jej przyglądając. - Ale już niedługo, bo wychodzisz za mąż - powiedział, oczekując teraz absolutnie każdej z możliwych reakcji. Wolał powiedzieć to szybko i bez zbędnego owijania w bawełnę, gdyż tak czy owak ostateczna informacja pozostawała tak samo niechciana. W młodości sam unikał małżeństwa jak ognia, a teraz zmuszał do niego swoje własne córki. Tylko zarówno wtedy jak i teraz rozumiał, że od tego nie da się uciec; że prędzej czy później będzie musiał włożyć obrączkę na palec. Ich też to nie mogło ominąć. Wiele arystokratek brało śluby zaraz po skończeniu Hogwartu. Nawet Edgar otrzymał wtedy propozycję wydania jednej z jego córek za syna pewnego szlachcica, ale uznał, że to jeszcze za wcześnie. Wolał dać córkom czas na rozwinięcie swoich pasji, choć jak widać na załączonym obrazku, może dał go odrobinę za dużo. Może popełnił błąd, pozwalając im na tak wiele, ale teraz już nie mógł tego cofnąć.


Powrót do góry Go down
Esmee Burke
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t3361-esmee-burke http://www.morsmordre.net/t3377-1-2-piekielnych-blizniaczek http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
królowa Durham
5
Szlachetna
Panna
To nie my!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    23.12.16 22:39

- No właśnie- Esmee skupiła spojrzenie na czerwonych kwiatach maku. - Nikt z was nigdy nie powiedział nawet słowa sprzeciwu gdy powiedziałam, że chce zostać uzdrowicielką. Naprawdę sądziliście, że będę mogła sobie wybierać kogo będę ratować? Matka nigdy nie potępiałaby mnie w tak okrutny sposób. Myślicie, że dla mnie to jest takie proste?! Gdzie całe rodzinne wsparcie i jedność? -  wytknęła siostrze wszystkie jej przewiny. Mało tego, nawet ojca oskarżyła o wyjątkową krótkowzroczność. Dziewczyna wciąż do końca nie rozumiała ich postawy. Naprawdę marzyło im się zobaczyć jej zdjęcie na pierwszej stronie Proroka Codziennego z dopiskiem „Lady Burke seryjną morderczynią” ?  Esmee nie czuła się winna za te słowa. To siostra pchnęła ją na skraj samokontroli poruszając newralgiczne tematy. - Ja równie nie powiedziała słowa gdy uczyłaś się czarnej magii. Wybaczy ale mnie nie marzy się pocałunek dementora i nie będę przepraszać za to, że jako jedyna próbuj coś zbudować zamiast bawić się w gruzowiskach - przesadziła. Może najlepiej było wyjść  trzasnąć drzwiami. Ojciec i Alivia na pewno byliby zachwyceni. W końcu spokojnie mogliby porozmawiać o torturach i truciznach. - Matka przewróciłaby się w grobie słysząc jak traktujesz własną siostrę - dodała jeszcze na koniec i już nawet z hukiem odsunęła swoje krzesło. Miała zamiar zrealizować swój plan z wymaszerowaniem z jadalni. Ojciec zakończył kłótnie zanim jeszcze zdążyła się podnieść. Esmee sięgnęła po puchar z winem. Wzięła spory łyk i korzystając z tego, ma zasłoniętą twarz przewróciła oczami. Ojciec jak zawsze stał po stronie Alivi…to już się powoli zaczęło robić nudne. Mimo to wyglądała na skruszoną gdy dostała burę za „rzucanie słów na wiatr”. Wciąż trzymała kielich w dłoni, jeśli miała przeżyć ten wieczór bez wydrapania siostrze oczu potrzebowała wina.
Kilka uderzeń serca i wszystko stało się jasne. Nawet nie drgnęła gdy kielich wysunął się z jej rąk by w końcu roztrzaskać się o podłogę. Skrzat zerwał się ze swojego miejsca i zaczął sprzątać czerwony płyn który zaczął już wsiąkać w dywan. - Czyj to pomysł? - usłyszała swój własny, lekko przytłumiony głos. Nie chodziło  o to czy ojciec czy dziadek chcą ją wydać za mąż. Esmee pytała o to kto podsunął ojcu ten pomysł. Alvia postanowiła wtrącić się w nie swoje sprawy? Czy to może kochana macocha postawiła popisać się swoimi umiejętnościami odnośnie wychowania młodych dam. - To okrutna kara na która nie zasłużyłam - zauważyła skupiając na twarzy ojca dziwnie matowe spojrzenie. Esmee wiedziała, że kiedyś ją to czeka ale na kości samej Asy ciotka Wynona miała 25 lat gdy wyszła za mąż. -Powiedziałeś, że będę mogła dokończyć naukę ojcze - -przypomniała mu a w jej głosie pojawił się wyraźny wyrzut. Esmee naprawdę kochała i szanowała swojego ojca ale w tej chwili zdawał się jej sadystą. Jak mógł jej odbierać możliwość rozwoju skoro wiedział ile to dla niej znaczy i przez tyle lat zachęcał do rozwijania pasji.


Powrót do góry Go down
Alivia Burke
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3353-alivia-burke-budowa#56757 http://www.morsmordre.net/t3399-uwaga-klopoty#58607 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Profesjonalny łobuz
6
Szlachetna
Panna
One look in my eyes, and you're running cause
I'm coming going to eat you alive.
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarodziej
 łiiiiii

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    09.01.17 13:40

Kącki ust drgnęły, na mojej twarzy pojawia się triumfalny uśmiech, którym raczę siostrę, tym razem wpatrując się jej prosto w oczy. Ojciec jak zwykle staje po mojej stronie, to ja mam rację, droga Esmee. Może więc zamiast majaczyć, przetrzesz w końcu swoje szlacheckie oczka i zrozumiesz, że tylko my wiemy, co dla Ciebie najlepsze. Ale nie, Ty dalej nie rozumiesz. Przekręcasz moje własne słowa, starając się znaleźć w nich drugie dno. Nie ma go, Esmee. Twoje próby są daremne. Wywracam więc oczyma w teatralnym geście i upijam łyk czerwonego trunku, ostatni jaki wezmę, przed powróceniem do tej jakże jałowej dyskusji. - Chyba powinnam się nagrać - rzucam w końcu, jakby od niechcenia, a uśmiech ustępuje miejsca grymasowi. - Ty i tak niczego nie rozumiesz, więc razem z ojcem, najwyraźniej zdzieramy sobie gardła na darmo. - Odwracam się w kierunku swego rodziciela. - Tak było by prościej, nie uważasz ojcze? Po prostu za każdym kolejnym razem, będziemy jej puszczać te nagrania, ona będzie słuchać, a my w spokoju zjemy kolację, napijemy się wina... - Ironia, wszędzie ironia. Nie mam już siły kłócić się z tym przypominającym mnie defektem. Czuję jak supeł na żołądku zacieśnia się coraz mocniej. Dlaczego ona musi mnie tak denerwować? Dlaczego nie może być jak dawniej, dlaczego nie możemy być tymi bliźniaczkami, które wszyscy uważali za najpiękniejszy owoc rodu Burke'ów? Kiedy nasze drogi się rozeszły droga siostro, kiedy tak naprawdę zdecydowałaś się nas porzucić? Czarnowłosa jednak nie daje mi zbyt wiele czasu do rozmyśleń, wyprowadzając cios, poniżej pasa. - Dziwne, że lord Nott, nasz drogi uzdrowiciel, jakoś może leczyć szlachetnie urodzonych a Ty nie. Ty wolisz szlamy. - Nie wytrzymuję. Jedwabna serwetka, którą od jakiegoś czasu obracałam w dłoni, kiedy bawiłam się intonacją własnego głosu, ciskając kolejne złośliwości pod adresem siostry, ląduje na stole wraz z moją pięścią. Nigdy nie cechowało mnie opanowanie, więc i teraz na darmo się go spodziewać. - Dość. - Cedzę przez zęby, posyłając jej tym samym spojrzenie śmierci. - Jak śmiesz... Jak śmiesz, wspominać matkę, w takich okolicznościach. - Podnoszę się gwałtownie z krzesła, niemal wywracając jej na posadzkę. Nie obchodzi mnie już to, czy zachowanie to mieści się w ramach etyki szlacheckiej czy nie. Jestem wściekła. Pociągnęłaś właśnie za strunę, której pod żadnym pozorem, nie powinnaś nawet musnąć opuszkiem palca, droga siostro. - Posłuchaj mnie Ty mała... - celuje w nią palcem, na końcu języka mając już formułkę dotyczącą braku szacunku, kiedy to Edgar Burke, przerywa nasz mały teatrzyk, jednym krótkim zdaniem. Odwracam się ku niemu. Zaskoczenie maluje się na mojej twarzy, czuję, że blednę. Robi mi się słabo. Opadam z powrotem na miękkie krzesło, a drżącą ręką sięgam w kierunku kryształowego kieliszka, który w przeciwieństwie do tego trzymanego przez moją siostrę, ląduje przytkany do mych ust, nie na podłodze. Słowa ojca brzmią mi w uszach, niczym echo. Żartuje? Nie. Jest śmiertelnie poważny. Wpatruję się w niego, po moim gniewnie nie ma już ani śladu. Słysząc pytanie siostry, rzucam jej wymowne spojrzenie. Wiem do czego pije, dlatego zatrzymuję swój wzrok na niej jeszcze przez kilka sekund. Zwariowałaś Esmee. Spójrz mi w oczy, jestem tak samo zaskoczona tym faktem, jak i ty. - Ojcze... - Zwracam się do niego zachrypniętym głosem, który grzęźnie gdzieś w gardle. Pomiędzy moimi brwiami, pojawia się drobna zmarszczka. - Zgadzam się z Esmee, to zbyt surowa kara. - Zaczynam, nie bardzo wiedząc, czy mamy w tej kwestii cokolwiek jeszcze do powiedzenia. - Jestem pewna, że wspólnymi siłami, dojdziemy do jakiegoś konsensusu. Małżeństwo nie sprawi, że Es nagle pozbędzie się własnych poglądów, zmieni zdanie. Poza tym, nie wydaje się być gotowa. - Oponuję, wlepiając w ojca błagalne, zrozpaczone spojrzenie. Nie możesz jej tego zrobić. Nie możesz mi tego zrobić. Obiecam Ci wszystko, zrobię co zechcesz. Daj jej szansę. Błagam Cię, ojcze. Edgar nie mógł być aż tak okrutny w swym działaniu. Owszem pobłażał nam w wielu kwestiach, a kiedy przekraczałyśmy granice, okazywał swoje drugie oblicze, ale nigdy nie można było o nim powiedzieć, by w swym działaniu był perfidny. Przecież... Przecież nie mógł być naszym katem.


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    28.01.17 2:17

Padło już zbyt wiele słów, których nie dało się odkręcić. Patrzył jak jego córki rzucają się sobie do gardeł i zastanawiał się, w którym momencie coś poszło nie tak. Kiedy nastąpił ten definitywny moment rozłamu dwóch zespolonych ze sobą osób. Kilkanaście lat temu naiwnie sądził, że nigdy nie dosięgną ich żadne waśnie, a teraz powątpiewał, by te waśnie miały kiedykolwiek się skończyć. Szczególnie teraz, kiedy ich pełne emocji zachowanie powoduje, że i w Edgarze zaczyna wrzeć. - Dość - powiedział, samemu wstając z krzesła. Położył dłonie na blacie stołu, wpatrując się w swoje córki. - Wasza matka przewraca się w grobie słysząc te krzyki - mówi, a wspominanie Zivy jak zwykle przychodzi mu z trudem. Jest pewny, że w przeciwieństwie do niego, potrafiłaby załagodzić atmosferę. Minęło mnóstwo czasu odkąd potrzebował jej tak mocno jak w tym momencie. - Małżeństwo nie jest karą - tłumaczy, odwracając się w kierunku Esmee. - To obowiązek i dobrze wiedziałyście, że kiedyś będziecie musiały go wypełnić - dodaje, choć czuje się źle z tymi słowami. Przypomina sobie siebie samego, kiedy przechodził podobną rozmowę. Sam unikał ślubu jak ognia, a teraz zachowywał się jak wówczas jego własny ojciec. Punkt widzenia zmienia się wraz z wiekiem i doświadczeniem. Teraz, jako pięćdziesięcioletni mężczyzna, wiedział, że bez tego nie można się obejść. Próbował jednak zachować resztki wspomnień z własnej młodości i jakoś zrozumieć ich wybuch emocji, ale nie było to proste.  - I nie powiedziałem, że nie będziesz mogła dokończyć nauki - powiedział, uważając jej lęk za irracjonalny. Obiecał, że będzie mogła szkolić się do zawodu uzdrowicielki i tego słowa zamierzał dotrzymać. Lady Burke zawsze zajmowały się czymś więcej niż tylko brylowaniem na salonach, a poza tym był dumny z jej nieprzeciętnych zdolności. Bolało go, że coraz bardziej oddala się od rodziny. Że coraz częściej powątpiewa w wyznawane przez nich idee. Na koniec bał się, że Esmee w końcu zrobi coś, o czym nie będzie się dało zapomnieć. A nie przeżyłby, gdyby musiał wymazać ją z rodzinnego drzewa. Nawet nie chciał o tym myśleć. - Na to nie da się przygotować, Alivio - powiedział, przenosząc na nią swój wzrok. Teraz, za dwa lata czy za pięć - był święcie przekonany, że zareagowały by tak samo. Poza tym ta decyzja nie zależała tylko od niego. Nad rodziną wciąż pieczę sprawował ich dziadek, nestor, mężczyzna nie znoszący sprzeciwu. I choć to Edgar miał większy wpływ na ich los, a przynajmniej tak uważał, nie mógł całkowicie zignorować jego sugestii. - I to nie jest jej pomysł - odpowiada z opóźnieniem na pytanie Esmee, z powrotem siadając na krześle. Choć pewnie wolałybyście, żeby tak było pomyślał. Nawet nie próbował przekonać ich do swojej nowej żony, choć przecież był z nią już kilkanaście lat. Znał swoje córki i wiedział, że nigdy się do niej nie przekonają. Nawet Edgar momentami miał z tym problem, bo wciąż nie potrafił zapomnieć, że zajęła jej miejsce. Zresztą miał wrażenie, że i ona doskonale o tym wie. Nie było mu jej jednak z tego powodu szkoda. Wziął do ręki kieliszek i zakręcił lekko jego zawartością. - Skąd ta nagła zmiana? - Zapytał Alivię, delikatnie wąchając bogaty bukiet zapachów pitego wina. To pytanie było celowe, w końcu chwilę temu miała ochotę rzucić klątwą we własną siostrę bliźniaczkę, a teraz usilnie próbowała uratować ją od tego koszmaru. Może jednak ich wieź nie była tak nikła jak Edgarowi się wydawało?


Powrót do góry Go down
Esmee Burke
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t3361-esmee-burke http://www.morsmordre.net/t3377-1-2-piekielnych-blizniaczek http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
królowa Durham
5
Szlachetna
Panna
To nie my!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    06.02.17 19:07

Gdy zobaczyła jak pięść siostry uderza od stół kącik jej ust drgnął nieznacznie. Mogła obwieścić mały sukces, koniec z ironicznymi uśmiechami i kąśliwymi uwagi pod adresem młodej uzdrowicielki. Wystarczyło wspomnieć  o matce i ewentualnym wyroku w Askabanie by doprowadzić siostrę na skraj wybuchu. Kto powiedział, że tylko Esmee musi się mierzyć z brutalnym ostrzałem krewnych? Widzisz droga siostrzyczko jak to wspaniale smakuje?  Jeszcze trochę a pierworodna  córka Edgara zacznie coraz mocniej wierzyć, że z rodziną wychodzi się dobrze jedynie na zdjęciach.
Po przypomnieniu ojcu o jego obietnicy zamilkła. Wyprostowała się na swoim miejscu przybierając jednocześnie dość nieodgadniony wyraz warzy. Tylko ciemne oczy zdradzały, że mózg lady Burke pracuje na pełnych obrotach. W pewnym momencie sięgnęła po dłoń siostry i delikatnie ją pogładziła. Woja skończona, teraz znów były sojuszniczkami. Przez chwilę Esmee miała nawet wyrzuty sumienia o to, że mogła oskarżyć bliźniaczkę o spisek przeciw niej. Jeśli chodzi o zapewnianie ojca, że macocha nie miała z tym nic wspólnego to nie uwierzyła w ani jedno słów.
- Nasz drogi Pan Ojciec- użyła tego sformułowania jak się jej wydawało jasno dając do zrozumienia, że Edgar ją zdradził. - ma racje droga siostro. Małżeństwo to obowiązek który będziemy musiały kiedyś wypełnić. - położyła spory nacisk na przed ostatnie słowo posyłając siostrze dość wymowne spojrzenie. Potrzebowała teraz jej wsparcia i odwagi. Natychmiast musiały stać się jednością- Jednakże jeszcze nie teraz - i w ten oto sposób jawnie sprzeciwiła się ojcu i dziadkowi. Nie wiedziała jakim cudem zachowała spokój i powagę - Oboje wiemy, że wydanie mnie za mąż w przeciągu choćby dwóch najbliższych lat oznacza zmarnowane okazje i fundusze. Nie oszukujmy się ojcze jest pierworodną córką przyszłego nestora rodu Burke ale w tej chwili nestorowie zaproponują jedynie młodych głupców lub podstarzałych kawalerów którzy nie mogą dłużej uciekać przed tym smutnym obowiązkiem. Dając mi czas na…rozwinięcie skrzydeł sprawisz, że odpowiedni pretendenci sami zaczną ustawiać się w kolejkach ofiarując dużo lepsze kontrakty niż jakiś daleki kuzyn z krańca Szkocji czy Kornwalii. Jeśli nestorom zależy na klaczach rozpłodowych niech poszukają wśród Carrowów, ich stadniny są pełne. Twierdzisz, że to nie jest kara i ja ci wierzę ale w takim razie powinniśmy z tego mariażu wyciągnąć jak najwięcej/- sięgnęła po swoich kielich który znów napełnił się winem. Wzięły spory łyk który miał jej dodać dalszego animuszu. - To jeden z moich warunków ojcze. Zaręczyny po ukończeniu przeze mnie dwudziestego piątego roku życia. - czasy się zmieniły, granica wieku która pozwoliła by świat nazywał młodą kobietę „starą panną” przesunęła się. - Jeśli moje warunki zostaną spełnione z radością staną na ślubny kobiercu. Jeśli ktokolwiek z moich krewnych spróbuje zmusić mnie do małżeństwa z człowiekiem którego sama nie zaakceptuje - właśnie ujawniła swój kolejny warunek - odwołam się do naszej rodowej tradycji- uniosła dumnie brodę skupiając całą swoją uwagę na ojcu. - Nie ważne ile galeonów czy ofiar pochłonie ta bitwa. Jeśli mój własny ród wyda mnie na czyjąś pastwę to pociągnę go ze sobą na samo dno choćby to miała być ostatnia rzecz jaką zrobię- była pewna siebie  i nieugięta. W ciemnych oczach pojawił się płomień świadczący o determinacji. Była pewna swoich słów i gotowa zmierzyć się z konsekwencjami jakie za nimi podążały. Jedynie to jak kurczowo trzymała się dłoni Alivii świadczyło o tym ile kosztuję ją ta rozmowa.


Powrót do góry Go down
Alivia Burke
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3353-alivia-burke-budowa#56757 http://www.morsmordre.net/t3399-uwaga-klopoty#58607 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Profesjonalny łobuz
6
Szlachetna
Panna
One look in my eyes, and you're running cause
I'm coming going to eat you alive.
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarodziej
 łiiiiii

PisanieTemat: Re: [sen] Durham 1971    13.07.17 18:47

Odwracam swą głowę w gwałtownym geście. Mój świdrujący wzrok spoczywa teraz na Edgarze, z pewnością czuje, że nie jestem już jego sprzymierzeńcem - nie w tej bitwie. Gotowa do udzielenia odpowiedzi na jego pytanie, już niemal otwieram usta, kiedy nagle i ku mojemu zaskoczeniu, drobna dłoń siostry zaciska się na mojej. Następnie Esmee zaczyna swój wywód, uniemożliwiając mi tym samym wypowiedź, ale nie mam jej tego za złe. Odwzajemniam uścisk. Mam nadzieję, że czujesz we mnie wsparcie czarnowłosa.
Ten wieczór już się skończył. Cała nasza trójka dobrze wiedziała, jaki finał otrzyma ta kolacja. Bez względu jednak na wynik, warto było dokończyć tę uroczą, rodzinną pogawędkę. Zapewne wielu z was dziwi fakt, z jaką łatwością z jednego frontu, przeskoczyłam na drugi. Otóż już tłumaczę. Ja i Es jesteśmy nierozłączne, jesteśmy bliźniaczkami. To zupełnie inna więź, niż ta pomiędzy zwykłym rodzeństwem. Jesteśmy niczym jedna dusza, w dwóch ciałach, choć czasem, prócz wyglądu nie można podać żadnej cechy wspólnej. Jednak bez względu na to, co robi i jak się zachowuje, jest moją Esmee. Moją i nikogo innego. A na pewno nie jakiegoś pierwszego lepszego zalotka, wybranego przez - z całym szacunkiem - podstarzałego już dziadka, który choć jedną nogą jest już w grobie, to duchem hula jeszcze w średniowieczu. Ktokolwiek więc myślał, że wydanie niesfornej młodej Burke będzie dobrym pomysłem na ujarzmienie jej temperamentu, był w błędzie. Dużym błędzie.
Esmee kończyła właśnie swój wywód, który choć zawierał wiele nieścisłości, nie został przez nikogo przerwany.
Nadal wbijam swe świdrujące spojrzenie w ojca, odrywam je od niego tylko na chwilę, by kiwnąć z uznaniem siostrze. - Pozwól więc ojcze, że teraz ja odpowiem na Twoje pytanie. - Zaczęłam a głos mój brzmi spokojnie i opanowanie. Znasz mnie. Znasz mnie nie od dziś, dobrze wiesz co potrafię. Dobrze wiesz, że nie okiełznałeś mojego charakteru, nie, on pozostaje niezmienny od lat. Po prostu zauważyłam, że jesteśmy tacy sami. Zauważyłam, że jesteś moim sprzymierzeńcem, nie wrogiem - choć nigdy Cię za niego nie uważałam. Po co więc toczyć wojnę z kimś, kto wyznaje te same ideały, lepiej iść z nim ramię w ramię - szczególnie, jeśli jest to rodzina. - Choć to dziwne, że pytasz. W moich wyobrażeniach, doskonale znasz odpowiedź. - Rzucam, a przez moją twarz przemyka rozczarowanie.
- I Ty i ja, drogi ojcze, wiemy że jedynymi osobami mającymi cokolwiek do powiedzenia w kwestii Esmee Burke, jesteśmy my. Ty i ja, i nikt więcej. - Kładę nacisk na słowo my, a ostatnie zdanie cedzę przez zęby. - Może mi się nie podobać wiele jej zachowań, ale próba sprowadzenia ją na właściwą ścieżkę poprzez oddanie w ręce jakiegoś pożal się Merlinie szlachcica, wybranego przez Nestora, jest po prostu śmieszne. Z całym szacunkiem, nie chcę bowiem nikomu ujmować, ale Es ma racje. Czasy się zmieniły, świat idzie do przodu, a oni? - Pytam, a w moim głosie tańczy nuta kpiny. - Oni zatrzymali się w czasach, o których za niedługo będą pisać baśnie dla dzieci. - Wystawiam cierpliwość ojca na dużą próbę. Nie dbam jednak już o nic. Ani o to co powiedział Nestor, ani o to co pomyśli ojciec. - Historię trzeba mieć w pamięci, wyciągać z niej wnioski. Nic więcej. - Przerwałam, by sięgnąć po kieliszek wina. Karty zostały rozdane. Nim jednak Edgar zrobi ruch, pozwolę sobie na wyciągniecie jeszcze jednej, z rękawa. - Apeluję więc o rozsądek i ponowne przemyślenie całej sprawy. W innym przypadku, zmuszona będę wystąpić wraz z siostrą, przeciwko własnej rodzinie... a jak wiemy, nie lubię tracić czasu na przebieranie w środkach. - Naprawdę nie chciałam, by ta rozmowa przybrała taki obrót. Nie chciałam grozić własnemu ojcu. Jednak jeśli chodziło o Esmee, wszystkie chwyty były dozwolone.
Jaką kartę wyciągnęłam więc z rękawa? Czyżby to był As, ojcze?


Powrót do góry Go down
 

[sen] Durham 1971

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Cmentarz, Durham

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17