Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Apteka u Sprouta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Apteka u Sprouta   29.12.16 19:56

Apteka u Sprouta

Apteka mieści się w budynku niedaleko brzegu Tamizy. Przeszklony budynek z dużym, stalowym napisem na dachu, dla mugoli jest tylko ruderą, do której nikt od lat nie zaglądał. Ze względu na funkcje jaką to miejsce sprawuje w budynku są dwa pomieszczenia. W środku okalana z wielu stron przez drewniane komody, przeszklone lady i żyrandole rzucające bardzo jasne światło. Wieloletnia tradycja przyciąga do siebie czarodziei z różnych klas społecznych. Każdy kto przyjdzie do apteki założonej przez Pana Sprouta może liczyć na otrzymaną pomoc, radę, a przede wszystkim produkty doskonałej jakości.


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   30.12.16 1:13

/ 6 kwietnia?

Peony nie miała za dużo czasu wolnego. Dom, hodowla, wychowywanie dziecka i jeszcze cała ta sprawa z jej nie całkiem martwym mężem. Dni leciały jej zbyt szybko, a to prowadziło do tego, że miała wyrzuty sumienia, że nie może pomagać rodzicom więcej. W końcu nie było jej w Londynie prawie dwa lata. Nie mogła im pomóc w obowiązkach, a wiedziała, że mimo wszystko tej pomocy potrzebują. Teraz kiedy wróciła rodzice pomagali bardziej jej przy opiece nad Natem niż ona im. Dlatego w końcu kiedy znalazła jeden dzień wolny w tym całym wirze zapełnionych po brzegi miesięcy postanowiła obciążyć ojca i zająć się na jeden cały dzień jego apteką. Oczywiście jak to na jej ojca przystało nie chciał się zgodzić. Apteka tak naprawdę była dla niego drugim domem. Miejscem, które przed laty sobie wymarzył i które zbudował od samych podstaw. Jednak nie dlatego, że bał się iż podczas jednego dnia nieobecności jego córka doprowadzi to miejsce do ruiny nie chciał zostawić jej apteki. Dlatego, że to też była pewna forma relaksu. Kobieta jednak nie znosiła sprzeciwu. Już od dawien dawna jej rodzice nie mieli dnia tylko dla siebie, a wiedziała, że przyda im się takie jedno wytchnienie. Nate zostawiła Raidenowi i w sumie nie wiedziała, które z nich bardziej cieszy się z takiego obrotu sprawy. Tak naprawdę w życiu Peony teraz roiło się od ludzi, którym mogła wiele zawierzyć, ale syna… opiekę nad nim tylko nielicznym. Właśnie kończyła przygotowywanie jednego z eliksirów o zrobienie którego ktoś poprosił z samego rana. Między sprzedawaniem gotowych już produktów, a doradzaniem co powinny dane osoby z przypadłościami zrobić, nie miała zbyt wiele czasu na przygotowywanie jeszcze innych produktów. Chyba nie mogłaby codziennie pracować w takim miejscu. Nie dlatego, że ją to przerastało, ale dlatego, że ciągły kontakt z ludźmi nie był dla niej spełnieniem marzeń. Wręcz przeciwnie. Wolała stronić od kontaktów. Czasem jednak nie było innego wyjścia. Odsunęła od siebie wszystkie te myśli kiedy usłyszała dźwięk dzwoneczków przywieszonych do drzwi. Oderwała się od przygotowywania mikstury i zakładając na siebie po drodze fartuszek wyszła z zaplecza by obsłużyć kolejnego klienta apteki.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Ziva Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke http://www.morsmordre.net/t3596-karmelek http://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
30
Szlachetna
Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
7
14
0
0
1
8
10
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   02.01.17 1:56

/pasuje

Wyniki referendum zdaniem lady Burke były całkiem satysfakcjonujące. Przyjemnie czytało się Proroka, mając świadomość, że kategorycznie oddzielono świat mugolski od czarodziejskiego. Już dawno powinno to zostać zarządzone. Tyle lat z tym zwlekali, aż do teraz. Obostrzenia również dotknęły kilku mugolaków pracujących w publicznych placówkach. Może to nic oficjalnego, lecz wystarczyło kilka dni, aby potracili swoje posady, które wkrótce miały zostać objęte przez czarodziejów czystokrwistych.
Lady Burke otrzymała informację od lorda Notta, iż zamówiony, nadprogramowy eliksir dla swojej córki, będzie mogła odebrać w Aptece Sproutów. Jedna z alchemiczek z Świętego Munga została również zwolniona, a w szpitalu zapanował niemalże chaos.
Ziva była zła na córkę, że po raz kolejny wylała swoje lekarstwo do doniczki. Czy ona naprawdę sądziła, że nikt nie zauważy martwej rośliny, albo że rodzice każą jej pić to obrzydlistwo, bo mają taki kaprys? Esmee była chora, ale dawno nie czuła bólu spowodowanego swoim schorzeniem i próbowała sobie pofolgować.
Pojawiła się w aptece wczesnym popołudniem i weszła do środka, a jej przybycie obwieścił dźwięk dzwoneczka zawieszonego u góry drzwi. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zaciągnęła zapachem drewnianych blatów, roślin i mieszanki eliksirów, które można było w tym miejscu zakupić. Po chwili z zaplecza wyszła pewna kobieta. Lady Burke aż zmarszczyła brwi, lustrując ją wzrokiem i próbując sobie przypomnieć skąd ją kojarzy. Aż się zirytowała, że wcześniej nie połączyła faktów w logiczną całość. Nazwisko, apteka, eliksiry. No tak, niecałe pięć lat temu miały niemiłą okazję się poznać, podczas nieudanej transakcji. Partaczka eliksiru wzmacniającego, który był przeznaczony dla kilkumiesięcznej Alivii. Ziva do dzisiaj nie mogła sobie wybaczyć, że przez jej tragiczny zakup, córka skończyła z niewyleczonymi płucami i dodatkowo otrzymała bańkotrucie.
- Dzień dobry. - rzuciła oschłym głosem, siląc się na uprzejmość. - Chciałabym odebrać eliksir na transmutacyjne zaniki organowe dla pięciolatki, zlecony przez Raphaela Notta. - próbowała odrzucić od siebie myśl, że Peony mogła znowu przygotowywać zamówiony eliksir. Ona tylko tu sprzedaje, prawda?




So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   03.01.17 10:02

Peony całkowicie nie rozumiała jak mogło dojść do tego, że wyniki referendum wyszły tak niekorzystnie. W jej mniemaniu niekorzystnie. Dobrze pamiętała jak idąc 10 marca na wybory czuła ucisk w żołądku spowodowany tym absurdalnym wydarzeniem. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego ktoś w ogóle mógłby chcieć konfrontacji z zadanymi pytaniami, bo dla niej odpowiedzi były proste. Chociaż tak naprawdę nigdy się nie interesowała polityką, a to co działo się w ich czarodziejskim świecie omijało ją szerokim łukiem to jednak w tym przypadku nie było względnych wątpliwości… wiedziała, że nic dobrego nie dzieje w ich świecie by w ogóle zastanawiać się nad takimi rzeczami. Wpływu na to nie miała dlatego czuła tylko jak w oczekiwaniu na wielkie „coś” wbija jej się szpilkę w bok za każdym razem gdy ktoś o tym wspomina. My sobie sami zgotowaliśmy ten los. Nie bez powodu ta myśl krążyła jej po głowie od dobrych paru dni. Teraz jednak nie mogła się tym przejmować, a musiała się skupić na prowadzeniu apteki ojca. Wbrew temu co zawsze myślała o pracy w takim miejscu teraz nie miała wcale narzekać. Kontakt z ludźmi nie był dla niej aż tak wielkim utrapieniem jak myślała. Musiała tylko się przyzwyczaić do tego, że przychodzący do niej ludzie nie mają bladego pojęcia o tym po co przychodzą. Przy hodowli mandragor rzadko spotyka się z takim problemem. W końcu wtedy dostarcza rośliny ludziom, którzy mają wiedzę o tym co pozyskują. W pierwszej chwili kiedy jej wzrok zatrzymał się na kobiecie nie skojarzyła sytuacji jaka między nimi wystąpiła. Pięć lat temu miała różne rzeczy na głowie i wiele sytuacji po prostu wyparła razem z tymi, które zaprzątały jej głowę całkowicie zbędnie. Dopiero słysząc głos i treść zamówienia wszystko sobie przypomniała. Choć jej brew automatycznie powędrowała ku górze, Peony starała się nie skrzywić. - Dzień dobry. - powiedziała także siląc się chociaż na namiastkę uprzejmości. Peony nie umie długo chować w sobie urazy do kogoś. Wie, że ta jest tylko skupiskiem negatywnych emocji, a takich w sobie nie chciała. Jednak przypominając sobie sytuację sprzed lat nie mogła zareagować pozytywnie. Chociaż nie zrobiła wtedy nic złego i nie ponosiła winy za to, że uzdrowiciel przypisał jej taki a nie inny eliksir, a kobieta nie powiedziała mu na co córka jest uczulona… Peony przecież nie mogła tego przewidzieć. Zdenerwował ją fakt jak bardzo szlachcianka wtedy ją zaatakowała myśląc, że jej status i krew w tym momencie dla niej coś znaczyły. Dla Peony najważniejsze było zdrowie tej małej, a przecież przez to tylko bardziej się męczyła. Tak już chyba jest kiedy dziecko wychowują guwernantki, a nie rodzice. - Oczywiście, właśnie kończyłam go przygotowywać. - powiedziała otwierając szufladę w poszukiwaniu odpowiedniej fiolki. - Jak się córka czuje z chorobą? - zapytała. Była ciekawa jak małe dzieci przechodzą przez wykryte choroby genetyczne.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Ziva Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke http://www.morsmordre.net/t3596-karmelek http://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
30
Szlachetna
Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
7
14
0
0
1
8
10
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   08.01.17 18:33

Za młodu Ziva nie była bardzo dotkliwie indoktrynowana pod względem poglądów antymugolskich z prostego powodu, Leander Crouch unikał z nią rozmów. Ich kontakty ograniczał do niezbędnego minimum, w lakonicznych zdaniach określając swoje wymagania wobec najmłodszej córki. Oczywiście, że powinna była gardzić mugolakami i ich unikać, ale w jaki sposób miała to zrobić, skoro osiemdziesiąt procent ówcześniejszego Domu Kruka, składało się z nich lub uczniów półkrwi? Dopiero Edgar zaszczepił w swojej żonie rzeczywistą niechęć do mugolaków i mugoli.
Pięć lat temu lady Burke czuła się bardzo zagubiona. Nowy dom, całkowicie obcy ludzie, których miała nazywać rodziną, odkąd wepchnięto jej obrączkę na palec. Urodzenie bliźniaczek nie scaliło jej od razu z rodem Burke. Wszystko wymagało czasu, dlatego kiedy Alivia zachorowała, Ziva sama wybrała uzdrowiciela i alchemiczkę, nie ufając w pełni znajomościom, a przede wszystkim umiejętnościom alchemicznym bliskich Edgara. Zawiodła się na uzdrowicielu, lecz większą winę zrzucała na Peony, uznając ją za całkowitą partaczkę i amatorkę w dziedzinie, o której - zdaniem Zivy - nie miała bladego pojęcia.
Źrenice kobiety rozszerzyły się gwałtownie, kiedy Peony napomknęła, że to właśnie ona przygotowała zamówiony eliksir. Miała znowu zawierzyć jej życie swojej drugiej córki?
- Dopóki przyjmuje właściwie przyrządzone lekarstwa, całkiem dobrze. - i dopóki nie postanowi wylać ich do doniczki z kwiatkiem. Dodała w myślach. Aluzyjnie położyła nacisk na słowo właściwie, chcąc dobitniej przypomnieć Peony o sytuacji sprzed lat. Podeszła do lady i oparła na niej swoją dłoń, przejeżdżając palcami po gładkiej powierzchni blatu, ostentacyjnie sprawdzając, czy nie zalega na nim warstwa kurzu. - Proszę mi powiedzieć… - zaczęła spokojnie, nie podnosząc wzroku na sprzedawczynię. - Jaką mam pewność, że moja druga córka znowu nie ucierpi z powodu Pani niewiedzy? - dokończyła, już patrząc kobiecie prosto w oczy. Nie chciała jej otwarcie obrażać, ale podważanie kompetencji, było chyba wystarczającą obrazą. - Od tego eliksiru zależy jej życie. Jeśli Esmee by się coś stało… - wolała nie kończyć, wierząc w wyobraźnię swojej rozmówczyni. W tych wszystkich plotkach o rodzie Burke były ziarna prawdy, a Peony, psując eliksir mogłaby na własnej skórze przekonać się, jak wiele potrafią z dziedziny czarnej magii.




So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   10.01.17 14:48

Peony w swoim życiu popełniła wiele błędów. Ufała ludziom, którym nie powinna, odrzucała ludzi, którzy na to nie zasługiwali, trwała w czymś co od samego początku było skazane na porażkę. Mogła powiedzieć, że były momenty w jej życiu, w których nie ufała nawet samej sobie. W końcu nikt nie jest nieomylny. Była jednak jedna rzecz, której była pewna. Swoje wychowanie, które przekładało się na umiejętności, które teraz miała. Przez całe swoje życie doskonaliła się w tylko jednej dziedzinie i wiedziała, że popełnienie w niej błędu było prawie niemożliwe. Jednak nie da się tego wytłumaczyć matce, której dziecko zachorowało jeszcze bardziej. Chociaż Peony nie była osobą, która się złości lub udaje, że coś co się stało nigdy się nie wydarzyło to jednak, kiedy ktoś zarzuca jej takie rzeczy nie potrafi w pełni tego ignorować. Tym bardziej, że nie zasłużyła sobie niczym na takie traktowanie. Słysząc słowa kobiety spojrzała na nią ze wzrokiem mówiącym, że kompletnie nie rozumie do czego szlachcianka pije. Może i w jej żyłach płynęła błękitna krew, ale ta krew nie zobowiązywała do niczego. W tym miejscu to jej nazwisko coś znaczyło. Nazwisko alchemika, nazwisko aptekarza, kogoś kto przez pokolenia leczy rodziny i robi to dobrze. Nic nie odpowiedziała tylko wróciła do wybierania odpowiedniej fiolki. - Jeżeli tym razem wybrała Pani dobrego uzdrowiciela to jestem przekonana, że nie ucierpi. - odparła przy tym szeroko się uśmiechając. Rolą alchemika nie jest diagnozowanie, nie jest też wybieranie odpowiedniego lekarstwa. Rolą alchemika jest to lekarstwo przygotować. Zgodnie z zaleceniami uzdrowicieli. Słysząc wyraźną groźbę w głosie kobiety stojącej przed nią zmarszczyła brwi. - Tak jak już powiedziałam… jeżeli zadbała Pani o to by uzdrowiciel dowiedział się o wszystkich składnikach narażających na jakiekolwiek skutki uboczne to nic dziecku się nie stanie. Z mojej strony mogę zaproponować jedynie krople łagodzące. Podać? - zapytała spoglądając to na dłonie kobiety to na nią samą.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Ziva Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke http://www.morsmordre.net/t3596-karmelek http://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
30
Szlachetna
Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
7
14
0
0
1
8
10
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   23.01.17 0:53

Faktycznie, w tym miejscu to nazwisko Sprout się liczyło. Jednak nazwisko Burke miało ogromną siłę rażenia poza tą apteką. Wystarczyłoby na jednym sabacie podczas luźnej rozmowy, wspomnieć kilku przedstawicielom rodzin o niezadowoleniu z usług świadczonych przez Sproutów, a całą renomę wypracowaną przez pokolenia, szlag by trafił. Narażenie życia małej szlachcianki przez pomyłkę, niedopatrzenie, niewiedzę odbiłoby się szerokim echem w świecie czarodziejów. Ziva nie popełniłaby tego samego błędu, co pięć lat temu. Już wtedy powinna zadbać o to, aby żadnej porządny czarodziej szanujący zdrowie swoje i swoich bliskich, nie przestąpił progu tego miejsca. Nie zrobiła tego, ponieważ wtedy nie miała obecnej pewności siebie, nie afiszowała się nazwiskiem męża. I przede wszystkim skupiła się na zdrowiu swojej córki, zamiast zaprzątać sobie głowę Sproutówną. A jak na ironię, znowu tu wróciła.
- Och, uzdrowiciel po tamtym incydencie został zmieniony. Szkoda tylko, że obydwoje tak bardzo nie mieliście odwagi przyjąć na swoje barki odpowiedzialności i przyznania się do błędu. - odpowiedziała zrezygnowanym głosem, jakby przyznanie się do winy wtedy cokolwiek zmieniło. Byłaby tak samo wściekła. - Jeśli zadbała Pani o to, aby niczego nie pomylić pod względem gramatury i kolejności, to może faktycznie moje obawy są bezpodstawne. Przecież jeszcze nigdy nie zawiodłam się na eliksirach produkowanych przez Sproutów. Nazwisko zobowiązuje, nieprawdaż? - rzuciła ironicznie, obserwując jak kobieta szuka dalej zamówionej fiolki. - Nie chcę żadnych łagodzących kropli. Oczekuję tylko podania mi zamówionego produktu. I oczywiście, należność. Za eliksir właściwej jakości i skuteczności, trzeba sowicie zapłacić.




So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   24.01.17 14:26

Peony wiedziała jak bardzo to wszystko wpłynęło na wykonywany przez nią zawód, a już na pewno na pewność swoich umiejętności. Rozumiała zachowanie lady Burke, bo jako matka nigdy nie pozwoliłaby by jej dziecko cierpiało przez czyjąś nieudolność. Jednak nie była też osobą, która nie potrafiłaby się przyznać do winy gdyby naprawdę winna była. W tym przypadku jednak wszystko leżało w rękach uzdrowiciela. Jednego ją ta sytuacja nauczyła na pewno… nie wolno wierzyć ludziom na słowo. Od tamtej pory już zawsze pytała przychodzących do niej po eliksiry o wszelkie szczegóły. O choroby, uczulenia, a nawet o jedzone potrawy. Bo to wszystko miało znaczenie jeżeli chodziło o przyjmowanie leków i ich skuteczność. A już na pewno w momencie, kiedy nie można liczyć na profesjonalizm uzdrowiciela. Peony na słowa kobiety tylko pokręciła głową. Co mogła jej niby powiedzieć? Że zrobiła wszystko o co została poproszona? Że jej również jest przykro, że taka sytuacja w ogóle się wydarzyła? Ktoś kto nie miał bladego pojęcia jeżeli chodzi o alchemię nie mógł tego zrozumieć. A Sprout miała zdecydowanie dosyć ciągłego tłumaczenia się. To zawsze będzie pokrzywdzenie dziecka, jej dziecka. Nie dało się tego zapomnieć. - Jak już powiedziałam nie ma się Pani czym martwić. - odparła. Zapakowała wszystko do siatki i położyła ją na blacie zapisując również kwotę i składając swój podpis. - Zobowiązuje. Dlatego proszę darować sobie wszelkie insynuacje. - odpowiedziała spoglądając na kobietę lekko się uśmiechając. Uśmiech był wymuszony i obie o tym wiedziały. Oczywiście dla wszystkich swoich klientów jak i klientów swojego ojca chciała być miła. Chociaż prawdopodobnie gdyby arystokratka przyszła prosto do niej i wyrażała się w taki sposób o jej pracy to najnormalniej w świecie poleciłaby jej kogoś innego. Nie chciała pracować dla kogoś kto nie miał zaufania do tego co robiła. Czy to się nie mijało jakoś z celem? - Dobrze. Krople mogłyby wspomóc działanie eliksiru, ale skoro Pani ich nie potrzebuje to  tutaj jest paragon, a także mój podpis gdyby miała Pani jakieś pytania bądź potrzebowała kolejnej dawki. Jestem tutaj tylko na zastępstwo więc nie musi się Pani martwić, że spotka mnie tutaj następnym razem. - ani Peony nie musiała się martwić, że spotka ją ponownie. No tak… i oczywiście pieniądze, za którymi każdy szlachcic się chował. Miała ochotę zapytać czy nie podać tego eliksiru w pozłacanych fiolkach. Prawdopodobnie to i tak byłoby za mało.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Ziva Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke http://www.morsmordre.net/t3596-karmelek http://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
30
Szlachetna
Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
7
14
0
0
1
8
10
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   21.03.17 18:22

Lady Burke miała całkowicie inne zdanie na temat tego, czy Peony była rzeczywiście szczera w swoim postępowaniu. Uważała, że kobieta nie przyznała się do winy, nie chcąc zaszkodzić własnemu nazwisku. Pewnie podejrzewała, że młoda matka z pewnością nie będzie drążyć dalej tematu, tylko czym prędzej poszuka odpowiedniejszego uzdrowiciela i alchemika. I wcale się nie pomyliła. Ziva miała zdecydowanie więcej problemów na głowie, a nie czas i chęć na oczernianie Sprout’ów. Chociaż przydałoby im się. Chyba zbyt mocno zachłysnęli się swoją dobrą renomą, że przestali się starać o jakość produktów, które wychodziły spod ich dłoni. Pozwolili na takie niedopatrzenie, przez które ucierpiało jej dziecko. Mała lady Burke. Jak widać, może rany się zabliźniają, ale niesmak i wspomnienia pozostają. Gdyby nie musiała, omijałaby tę aptekę szerokim łukiem.
- Och, całe szczęście. - mruknęła pod nosem na wzmiankę kobiety o zastępstwie w rodzinnym przybytku. Był jeszcze cień nadziei dla tej rodziny, jeśli odsunęliby Peony od pracy. - Rozumiem, że ten podpis ma być poświadczeniem, że to pani jest autorką tego eliksiru. W razie kolejnego błędu, zapewniam… nie puszczę tego płazem tak jak ostatnim razem. - uśmiechnęła się uroczo do sprzedawczyni. Nie była już zagubioną, świeżą matką i żoną. Miała wsparcie rodu Burke, który na wieść o niekompetencji Sprout’ówny, pociągnąłby za odpowiednie sznurki, wyrządzając rodzinie Peony, wiele szkód. I wcale nie mowa tutaj szkodach materialnych, czy upadku apteki.
Zerknęła na rachunek i wyciągnęła garść galeonów. Zdecydowanie za dużą sumę niż ta, która znajdowała się na papierze. Przesunęła pieniądze po ladzie w stronę sprzedawczyni. - Reszty nie trzeba. - rzuciła krótko, chowając eliksir wraz z rachunkiem do głębokiej kieszeni szaty. Nie zależało jej na tych kilku monetach. Czy wyjęła ze skrytki u Gringotta sto czy dwieście galeonów, nie miało większego znaczenia. Szlachta zawsze traktowała pieniądze po macoszemu. - Żegnam. - dodała i szybkim krokiem opuściła Aptekę Sprout’ów. Miała nadzieję, że jej noga ostatni raz przestąpiła próg tego miejsca.

zt.




So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka u Sprouta   22.03.17 20:55

Peony nie bez powodu nie przepadała za szlachcicami. Uważali, że ich urodzenie daje im prawdo do traktowania innych gorzej i nigdy nie spotkała się z kimś kto by tego w taki sposób nie postrzegał. Lady Burke była idealnym przykładem takiej szlacheckiej ignorancji i przez myśl jej przeszło czy zachowywała się tak zawsze czy może właśnie przez tę sytuację traktowała tak Sprout. Nie, żeby ją to obchodziło. Ona wiedziała swoje i chociaż jej słowo w konfrontacji ze słowem kobiety niewiele znaczyło to i tak nie miała zamiaru pozwolić sobie na zmianę własnego przekonania. Sprouty miały to do siebie, że nigdy nie pozwalały by ktokolwiek mącił im w głowach i zmieniał postrzeganie problemu. Do winy przyznawały się za każdym razem wiedząc, że tak należy. Jeżeli przyczynili się do czegoś i to nawet nieświadomie to nie udawali, że tak nie jest. Robili wszystko by zadośćuczynić wyrządzoną krzywdę. Często nawet kiedy wina nie leżała całkowicie po ich stronie, ale widzieli, że osoba stara się ich zrozumieć także byli otwarci na pokojowe zakończenie sprawy. Jeśli jednak ktoś uparcie wpycha ją w winę, a ona dobrze wie, że tej winy nie ma to nie jest w stanie się z tym pogodzić. Widocznie w szlacheckim świecie takie reguły nie istniały. Istniało tylko postrzeganie, że wszystko na świecie należy do nich. Zastanawiała się czy przyjdzie w końcu taki dzień, że to zmieni się na lepsze. Ludzie zmienią się na lepsze. Wątpiła w to jednak. Jej pokłady zrozumienia kończyły się na takich momentach jak ten. - Tak. Jeżeli będzie miała Pani jakieś wątpliwości proszę wysłać sowę bądź odwiedzić aptekę w innym dniu kiedy będzie nią zarządzał mój ojciec. Wtedy na pewno nie będzie Pani się doszukiwać mojej niekompetencji. - odparła podając karteczkę kobiecie, a kiedy ta mruknęła, że reszty nie trzeba Piwka wzięła pieniądze i schowała do szuflady zresztą dzisiejszego zarobku. Miała ochotę przewrócić oczami, ale zbytnio nie ruszył ją ten pokaz bogactwa czy też wpływów i siły. Wiedziała swoje i gdyby tylko miała się przejmować za każdym razem takim zachowaniem to prawdopodobnie już dawno by zwariowała. - Do widzenia. - mruknęła przy tym zmuszając się do uśmiechu. Sztucznego jak okropne kwiaty na targu przy Pokątnej.

z.t x2




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
 

Apteka u Sprouta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Apteka Przyszpitalna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18