Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre http://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 http://www.morsmordre.net/t4232-powidoki http://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 http://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
15
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Gabinet   14.01.17 3:14

Gabinet

Do gabinetu prowadzą dwie pary drzwi umieszczone po jego węższych ścianach, znajdujących się na przeciwko siebie. Przy oknie ustawione jest biurko, wiecznie zagracone niezliczoną liczbą ksiąg traktujących głównie o sztuce. Na środku dość niewielkiego pomieszczeni ustawiana jest ława. Wzdłuż dłuższego boku mebla ustawiona została kanapa o skórzanym, czarnym obiciu, bok stoi fotel, który przeważnie zajmuje Sauveterre.


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Gabinet   18.02.17 21:39

/1 kwietnia

Ile czasu minęło odkąd po raz ostatni widziała swojego drogiego kuzyna? Jak bardzo ich kontakt osłabił się podczas tej dwuletniej nieobecności? Dla Alfreda był to zbyt daleki dystans, więc alternatywą było wypożyczanie sów - ale ich częstotliwość i tak nie była zadowalająca. Listy nigdy nie oddawały dynamiki prawdziwej, namacalnej relacji i wprowadzały Selinę w stan frustracji - zawsze służyły jej raczej jako preludium do spotkania aniżeli skuteczny strumień stałej komunikacji. Na szczęście nareszcie ktoś usłuchał jej rad i nakazów. Apollinarre Souveterre wrócił do domu. Jedynego miejsca, w którym jego obecność przynosiła Lovegood poczucie ukontentowania i zapewnienie, że każdy znany jej element jest na swoim miejscu - czysty spokój.
Zabawne, ale mimo że znali się tyle lat i mieli tysiące wspomnień do wybrania, Osa zawsze na pierwszym miejscu w pamięci miała chwile, gdy jako dzieci wspinali się na ulubione drzewo, uciekając przed całym światem. Ona opowiadała historie - zawsze miała talent do słów, a jej skłonność do wymyślania miliona kłamstw i wymówek nadawała jej wręcz niezwykłą umiejętność zręcznej narracji, a on chłonął oczami widok zachodzącego słońca. Czasem, kiedy spędzali wspólnie wakacje, wyrywał ją z łóżka, by mogli razem obserwować, jak ta wielka, gorąca gwiazda się budzi ze snu, rozświetlając nieboskłon. Zawsze kojarzył jej się właśnie z ciepłem i letnimi promieniami. Nierzadko między nimi zgrzytało - ona energiczna, gniewna, nieuważna, a on zwykle melancholijny, flegmatyczny, zamyślony, sztucznie uprzejmy i grzeczny, zainteresowany istotą rzeczy, a nie doświadczaniem, cichy obserwant, a nie uczestnik. Dochodziło między nimi do starć, bo nie mogła znieść wyuczonej grzeczności i nudy. Nie potrafiła się jednak obrażać wieczność, ani też znienawidzić kuzyna, za każdym razem raczej popychając go w celu pójścia w jej kierunku a nie zrównać go z ziemią. Właściwie to dopiero w momencie, gdy blondynkę zaczynały plątać zobowiązania i stawała na ścieżkach dorosłego życia, coraz częściej musząc się zatrzymywać, wyrównała tempo z artystą, będąc w stanie nareszcie stworzyć w miarę harmonijną więź. Dlatego pozostawała niepogodzona, gdy ten stały człon w jej otoczeniu został wyrwany z miejsca - w końcu jej jestestwo rozbijało się o ciągle zmiany, ale miała kilka nienaruszalnych składników, które powinny zostać na swoim miejscu, by zapewnić jej równowagę. Do wszystkiego podchodziła egoistycznie. Nawet cierpienie kuzyna odbierała personalnie, jakby dotknęło rdzeń jej własnego ego - jego ból wyrywał jeden z kręgów z jej kręgosłupa.
Ale wszystko wracało do normy - do stanu, kiedy mogła swobodnie dryfować między kuzynostwem, odnajdując w nich potrzebne cechy, które utrzymywały jej przy trzeźwości zmysłów. Świeżo mianowany dyrektor galerii sztuka, co prawda, miał dotrzymać jej towarzystwa w nietrzeźwości, ale podobne szczegóły nie powinny trawić niczyjego umysłu - wszak to nieistotne detale, które tylko zacierały kolejne nie mające znaczenia sprawy.
Wychodząc z domu, zabrała ze sobą butelkę wina - zgodnie z obietnicą. Nie ufała babce, a tym bardziej jej szalonym osądom, zawartości miliona fiolek, które przechowywała w piwnicy ani pozornemu spokojowi, który znaczył jej twarz - doskonale wiedziała, jaką niechęć do niej jawiła, a tym bardziej zdawała sobie sprawę z jej niegodnych ścieżek. Nie zdziwiłaby się, gdyby chciała ją otruć za przyczyną jej drogiego kuzyna. Ta kobieta nie miała za grosz sumienia.
Nie miała zamiaru czekać - ani na to, aż ktoś otworzy jej drzwi po zapukaniu, ani przeciągać chwil rozłąki - zaledwie wczorajszego wieczoru dostała od niego list głoszący, że jest już w Londynie, a właśnie przekraczała próg mieszkania, które się nie zmieniło choćby o odrobinę (nie licząc kilku pustych półek, które być może z czasem zostaną na nowo zapełnione). Wiedziała, gdzie szukać gospodarza, pamiętając jego stare nawyki - zwłaszcza teraz będzie bardziej zajęty organizowaniem swoich spraw i odnajdywać będzie spokój w miejscu pracy aniżeli w jakimkolwiek innym pomieszczeniu. Jej samej gabinet wydawał się nazbyt oficjalnym pokojem na jakiekolwiek spotkania towarzyskie, ale nie miała zamiaru dzisiaj dawać mu kolejnej lekcji.
-Na brodę Merlina...-wydała z siebie na wydechu, kiedy szybkim krokiem omijała biurko, by wpaść mu w objęcia - zbyt ckliwe jak na jej gust, ale nie przestawała obejmować jego karku przez za długi czas, by miała wiarygodnie narzekać na ten fakt. Chwyciła za jego kucyk, by zzezować potem na twarz i spróbować objąć wzrokiem całą jego sylwetkę, jakby porównując ile się w nim zmieniło od ostatniego czasu, gdy się widzieli. W jej mózgu wszystko jednak zębatka wskoczyła w prawidłowe miejsce i nareszcie istotne sprawy były na swoim należytym miejscu.-Doprawdy, Apollinare, nie waż się więcej obrażać na Anglię.-zaznaczyła mu, wyciągając przed siebie butelkę wina.-Francuskie wino zaczyna smakować dobrze dopiero, jak człowiek się od niego odzwyczai i doceni jego trudną dostępność.-zaśmiała się, nie ściągając z niego spojrzenia, jakby nie mogła się na niego wystarczająco napatrzeć.-Lepiej, by rozwiązało ci język.-zastrzegła jeszcze, z brzękiem odstawiając szkło na drewniany blat, by jednym ruchem różdżki przywołać lampki (miała nadzieję, że nie były zakurzone) i odkorkować trunek. Wszak była niemalże u siebie. Prawie gościła go w swoim własnym domu.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre http://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 http://www.morsmordre.net/t4232-powidoki http://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 http://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
15
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   05.03.17 15:18

Dopiero tutaj, na Horiznot Alley, w mieszkaniu, które zostawiłem jakiś czas temu czułem, jak mocno brakowało mi tego miasta. Ale jednocześnie też nowe, niewygodne doznanie, doświadczało mnie z każdą minutą boleśnie uświadamiając, że nie wyjdziesz z sypialni. Nie złożysz lekkiego pocałunku na moim karku i nie odciągniesz od pracy, która – niezależnie od ważności – zostanie odłożona na później. Musiałem się z tym pogodzić. A właściwie – będąc całkowicie szczerym – myślałem, że te dwa lata poza wyspami mi pozwoliły tego dokonać. Teraz jednak, każda sekunda spędzana w samotności uświadamiała mnie, jak mocno się myliłem.
Rzuciłem się więc w wir pracy, nieprzerwanie nad nią skupiając swoje myśli. Posłałem też listy do kuzynek. Ciągle znajdowałem zajęcie, nie pozwalając sobie na chwilę rozproszenia w której myśli biegły tylko na jeden tor. Dopiero wieczorem, po całym dniu skupienia, niechciane myśli atakowały mnie – a ja nie miałem już jak się przed nimi bronić. Spałem, ale był to sen lekki, wielokrotnie zrywany marami, które nic nie miały wspólnego z rzeczywistością.
Dziś, dokładnie tak samo jak wczoraj, przeglądałem dokumentację Galerii. Skrupulatnie zaznajamiałem się z nią. Musiałem poznać dokładnie wszystko, by móc odpowiednio zarządzać powierzoną mi instytucją.
Wiedziałem, że Selina nie będzie kazała na siebie długo czekać. Nie tylko dlatego, że tak wynikało z treści jej listu. Po prostu, zawsze taka była. Spontanicznie żywiołowa. Oddana całkowicie targającym nią emocjom. Pozwalająca, by to one prowadziły ją przez życie. Gdyby przyszło mi ją zobrazować – nie pod postacią twarzy, a zjawiska – z pewnością ująłbym ją pod postacią gromu z nieba, wspomaganego burzą o wielkiej, niszczycielskiej mocy. Była trochę jak taran, który nieprzerwanie parł przed siebie do upatrzonego przezeń celu. Podziwiałem ją za to. Może gdybym posiadał w sobie więcej z jej oddaniu emocjom… może wtedy nie pozwoliłbym ci wyjść za drzwi.
Zdążyłem tylko odłożyć pióro do kałamarza i odchylić się na krześle, gdy ta wchodziła już ze znajomą dla siebie energią do gabinetu. Uniosłem na nią spojrzenie i pokornie przyjąłem oplatające się wokół mojej szyi ramiona. Wygiąłem kącik ust do dołu w parodii skrzywienia, gdy pociągnęła ze splecione na karku włosy. Lubiłem ją taką – pewną siebie, każdego wypowiadanego słowa, pogodzoną ze samą sobą. Tęskniłem – uświadomiłem sobie, gdy niebieskimi tęczówkami lustrowałem jej ostrą twarz. Niepokornie wywróciłem tęczówkami słysząc jej słowa. Nigdy nie byłem obrażony na Anglię, to raczej ona w swych zachowaniu, odepchnęła mnie od siebie. Potrzebowałem odetchnąć od ulic, miejsc i ludzi, które nagminnie kojarzyły mi się z tobą. Głupi, nieporwany wniosek zdawał się mówić, że z daleka będzie lżej, a tęsknota z biegiem czasu rozpłynie się jak mgła. Wracając tu, zrozumiałem jak bardzo się myliłem. Ale nie zamierzałem robić kroku wstecz.
-Jest coś, co chciałabyś ze mnie wyciągnąć, Selino? – pytam, zdobiąc usta uśmiechem. Było tylko kilka osób na tym świecie z którymi byłem kompletnie i całkowicie szczerym. Selina była jedną z nich. Choć czasem zastanawiałem się czy rzeczywiście było to kwestią mojego własnego wyboru, czy też jej wzrok, a zarazem sposób bycie sprawiał, że – profilaktycznie – rozsądniej było mieć ją po swojej stronie.


Powrót do góry Go down
 

Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet Dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Horizont Alley 21/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18