Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] sierpień 1956, marseet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: [sen] sierpień 1956, marseet   21.01.17 11:51

Sierpień 1956

Mija dziś czwarty miesiąc od wypadków, które miały zniszczyć całe życie Carrowów. Oto ich najbardziej obiecujący potomek, Deimos, stracił władzę w nogach i co więcej – stracił władzę nad samym sobą. Mija dzień za dniem, a trzydziestodwu letni potomek królów, coraz mniejszym cieszy się zapałem do życia. Zrezygnowany, przykuty do wózka, do łóżka, do sługów.
W ostatnich miesiącach nie działo się nic. N I C przerwalo się jedynie na trzy oddzielne rozdziały. Rozdział pierwszy stanowi migawkę, w której Deimos cierpiąc okropnie z bólu wije się na łóżku, a później po kolei czuje jak odpadają mu kolejne kończyny. Nagle nie ma nic, jest głową wciśniętą w poduszkę. Wzrok palący sufit z nienawiścią wbija mocno, ktoś mówił, że nauczył się wtedy nawet jednego procenta magi bezróżdżkowej – kiedy wszystkie szyby w pokoju pękły od tej złości. Na swoich braci, chociaż jak później sobie rozmyślał, to nie miał pojęcia kim mieliby być owi bracia. Stracił pamięć doszczętnie i nic co związane z sprawcami owego występku, miało się już nie wtrącać w jego życie. Chociaż oni mówili, żeby sobie przypomniał. Rodzina pochylona nad łóżkiem dziwnie sądowała, ale jeden głos mówił to, co Deimos myśli o sobie właśnie teraz. Niezdolny do sprawowania urzędu. Urzędu Wielkiego Ujeźdźcy, urzędu Zaklinacza Koni, urzędu Prezesa Stadnin Carrowów. Już jest niezdolny, nie ma dla niego przyszłości w tym, w czym jednym był najlepszy.
Więc co robi? Tu przychodzi rozdział drugi. Rozczarowania, kiedy dowiaduje się, że wcale z nim nie jest najgorzej. Że gdzieś w drugiej sali jest Megara, której ktoś zrobił coś bardzo złego. Żona? Żonę się powinno bronić, a ty się wylegujesz. I Deimos przeniesiony na wózek jedzie zobaczyć co dzieje się w tym drugim pokoju. I zalewają go pytania, a kiedy ją widzi, zalewają go wyrzuty: kto to był, czemu takim nieszczęściem chciał ukarać ich małżeństwo. Czy to przypadek? Rada Rodu zajmie się prawniczymi aspektami, ale Deimos nie podpisze żadnych dokumnetów. Czy wieść o tym, czyja to sprawka, wróci mu jedyne radości życia? Bynajmniej.
Jest jeszcze rozdział trzeci, najbardziej kolorowy. Oznacza tę radość, która spłyneła na nich, kiedy nastąpiło rozwiązanie. Dwoje potomków, płci każdej. Radości nie było końca. A właściwie to był. Zaraz po tym, jak dzieci zasypiały, a on odjeżdżał na swoim wózku daleko daelko. Już później nie rozmawiał z żoną, unikał jej i wszystkich słów, które moglyby nie dotyczyć ich dzieci. Wstyd ogarniał go wielki, kiedy czuł na sobie jej spojrzenie.
Od miesięcy nie był w statninie. Dla kogoś kto całe życie spędza z końmi, był to koniec życia.
Dziś siedzi, jak zawykle, w fotelu i pewnie wyglądałby nawet znośnie, gdyby nie to, że nie może nawet wstać po papierosy. Macha różdżką więc podfruwają. Zapala i wtedy widzi Megarę wchodzącą do salonu. Jest blada jak zawsze, a przede wszystkim jest czujna. Ma to spojrzenie bystrzejsze od wszystkiego innego. Kiedy wchodzi do pokoju, odnajduje go nim od razu. Nawet gdyby schowal się za wielkimi poduszkami i nałożył zaklęcie maskujące. Być może zaśmiałby się ktoś, ale czy to nie zabawa w chowanego, kiedy trzeba przejść kilometry posiadłości by znaleźć drugą osobę? Zbyt wielki jest dwór w Marseet, dopiero teraz to zrozumiał. Megara jest bez dzieci, te pewnie usneły. A to oznaczało tylko jedno. Deimos chce uciec, ale  nie ma czym. Kazał odwieźć wózek do naprawy, po tym jak zepsuł go wjeżdżając nim w słup. Alfred obiecał, że wróci w przeciągu kilku godzin, więc powinien być już z powrotem. Tyle, że go nie ma. A jest Megara. I mierzą się wzrokiem, aż on wypuszcza dym nosem i postanawia zachować się jak mężczyzna.
- Musimy porozmawiać.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   21.01.17 13:11

Tylko raz odważyła się wyrzucić ich z Marseet. Nazywała krewnych męża potworami którzy przyszli żerować na nieszczęściu jej i Deimosa. Słowa które w tym momencie padły sprawiły, że część Carrowów sędziów którzy przyszli ocenić czy młode małżeństwo jeszcze do czegoś się nadaje zaczęła posądzać Megarę za niepoczytalną. Groźba odbioru dzieci zawisła nad nią niczym katowski miecz. Mogła już tylko udawać, że nie czuje wpatrujących się w nią spojrzeń ani nie słyszy obcych kroków na korytarzach domu którego była przecież panią.
Niemal co noc budziła się z krzykiem wciąż widząc blask srebrnej maski i czując na sobie podmuch lodowatego wiatru. Teraz nie mogła po prostu przejść do sypialni Deimosa i ukryć się w jego ramionach. Musiała radzić sobie sama i pozwolić by wyrzuty sumienia powoli niszczyły ją od środka. Przecież to była jej wina, to ona sprowadziła na nich przeklętych rycerzy. Głupie dziecięce wybryki niemal nie doprowadzić do śmierci najważniejszych dla niej osób. I to wszystko dl tego, że postanowiła kierować się własną butą zamiast dobrem rodziny. Tak, Deimos miał prawo ją nienawidzić.
Zamknęła się w swoich pokojach zajmując się tylko tym by donosić ciążę do dnia porodu. Na nic innego nie miała już siły. Nie potrafiła patrzeć na Deimosa bez obawy, że zaraz się nie rozpłacze. Nie potrafiła o nim myśleć nie mając wrażenia, że jej serce rozpada się na tysiące małych elementów. To ona wszystko zniszczyła.
Potem przyszły pierwsze skurcze i nagle świat wydawał się dziwnie kolorowy. Nie liczył się ból, nie liczył się fakt że ciało drobnej lady Carrow rozdarło się na pół by wydać na świat dwoje nowych ludzi. To miał być nowy początek. Mieli zostać rodziną. Deimos, Megara, chłopiec  o jasnych włosach Malfoyów i dziewczynka z czarnymi włosami swojego ojca. I naprawdę wydawało się, że wszystko co najgorsze było już za nimi. Po raz pierwszy od wielu tygodni wymienili ze sobą więcej niż kilka prostych zdań. Ktoś uważny mógłby się dopatrzyć na twarzach młodych rodziców coraz wyraźniejszych uśmiechów. Marseet powoli odżywało…ale wtedy drzwi do pokoju dziecięcego zostały zamknięte i znów otaczała ich przeraźliwa cisza. Każde znajdowało drogę do swoich pokoi a Megara mogła już tylko krzyczeć w poduszki. Gdzie była ta cała miłość, oddanie które sobie przysięgali gdy było tak potrzebne?
To musiało się w końcu skończyć. Moment w którym Deimos był pozbawiony wózka i nie mógł przed nią uciec wydawał się idealny. Tym razem to ona będzie dorosła i spróbuje wszystko naprawić. Gdy spytała się jednej ze służącej gdzie znajdzie lorda ta niezbyt chętnie wskazała jej kierunek w stronę jednego z salonów. Megara skrzywiła się mimowolnie. Dalej nie mógł przed nią uciec.  Zanim zacisnęła palce na klamce wzięła jeszcze jeden głęboki wdech i w końcu weszła do środka.  Przez chwilę stała w bezruchu przyglądając się postaci męża. Co właściwie chciała mu powiedzieć? Trzeb było mu przypomnieć, że kiedyś była dla niego ważna i lubił mieć ją przy sobie. Podeszła więc do jego fotela i nachyliła się nad nim delikatnie muskając jego policzek. - Dzień dobry-  przywitała się przyklejając do twarzy przyjazny uśmiech.- Mogę jednego? - spytała sięgając po papierosy i wyciągnęła jednego. - Pomożesz mi? Moja różdżka została w pokoju- gdy Deimos odpalił jej papierosa Meg zaciągnęła się kilka razy czując jak dyn wypełnia płuca. W końcu przeszła pod okno opierając się plecami o parapet. Odezwał się  a ona poczuła jak ogromny ciężar przygniata jej klatkę piersiową. W głosie Deimosa było coś co kazało jej spodziewać się najgorszego. - Może pojechalibyśmy do Ravenscar w przyszłym miesiącu? Będzie jeszcze ciepło a dzieci zobaczyłyby morze. Tamtejsze powietrze dobrze zrobi nam wszystkim - zaproponowała wchodząc mu w słowo. Mali Carrowie byli jedynym bezpiecznym tematem...ale przecież nie po to tu przyszła


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   21.01.17 15:40

Cisza ich ogarnia. Jak na ludzi, którzy są przekonani o tym, że kochają to drugie, to Megara i Deimos prawie nie rozmawiają, a na pewno za mało rozmawiają. Są w tym tak nieudolni, bo kiedy tylko się odzywają, to drugie już szuka w tym pierwszym jakiegoś cienia zwątpienia. I później się szarpią i znów milczą i znów mówią o rzeczach, których nie potrafią powtórzyć na codzień.
Jak te wyznania na balkonie. Jak one właściwie wpłyneły na ich życie? Czy zmieniły poranki, wieczory bądź obiady? To już nie ważne, bo Deimos w ciszy odnalazł jedną z myśli i postanowił przekuć ją w czyn. Czy to myśl dobra, czy tylko taka sobie, ważne że stanie się faktem, kiedy tylko wreszcie zamieni kilka zdań z żoną.
To boli, przynajmniej tak mu się wydaje. Już nie jest tego do końca pewny. Nie jest, bo wiele rzeczy części ciała ostatnio go bolało mocno, a później wcale. Może więc z sercem, które nie oszukujmy się, jest jedynie kolejnym mięśniem, może z nim też tak będzie. Poboli, a poźniej przestanie. Może tak jak nogi, zdrętwieje na zawsze, uschnie by odciąć je za te kilka lat. Idealną do tego osobą, do zabrania mu serca, będzie Cynthia, która swoimi lekarskimi umiejętnościami, wyjmie mu organ i odda Megarze, by ta mogła je zjeść, niczym jej brat kiedyś zjadł ich matkę. Malfoye i te ich dziwne smaki.
Megara siada, wymaga od niego ruchów ręką. Przyjemnie jest siedzieć nawet w ciszy i obserwować ją.I to jak wywraca oczętami, to jak marszczy czoło, kiedy czyta w gazecie coś co jej się nie podoba. Nie znał kobiet, które czytałyby gazety z takim zaangażowaniem, toż nawet Milburga nie dba o słowo pisane. I to zabawne, i to wyjątkowe, a już na pewno jest to coś, co sprawia, że trudniej było mu podjąć decyzję. Jej sformuowanie w zdania wydaje się nagle niemożliwe. Paląc, patrzy jak ona staje przy oknie, odwraca od niej wzrok. Ravenscar?
- To świetny pomysł, na prawdę - a później się ironicznie uśmiecha - Tylko obawiam się, że możesz nie mieć czasu na takie wycieczki - i teraz kontrolnie spojrzał na jej plecy, czy już pojeła, chociaż ba - sam by nie pojął. Faktem jest, że to ona jest tą mądrzejszą, ale czy przewaga w poziomie inteligencji może mieć wpływ na czytanie w myślach? Podobno siostra Megary, Medea ma takie umiejętności. Może podzieliła się tą wiedzą z młodą czarownicą?
Nie ma co się oszukiwać, przecież dobrze wie na jakich kobiety są stosunkach. Dlatego odgania tę absurdalną wieść i wyjaśnia:
- Możesz nie mieć czasu, bo będziesz musiała od nowa zacząć dbać o różnorakie koneksje. Ród Yaxleyów i Averych ma bardzo dobre układy z Malfoyami, prawda - mówi bez sensu, jakby jej nie znał. Jakby nie wiedział, że te układy i układziki to wcale jej nie obchodzą. - Chodzi mi o to, że mogłabyś się na nowo odnaleźć jako panna. Jesteś młoda i na pewno niejeden kandydat byłby zainteresowany. Nie codziennie Lady Malfoy są do wzięcia.. rozumiesz? - a może nie rozumiała, więc spojrzał na nią i wyjaśnia: - Chciałbym się z tobą rozwieźć. Nawet bardziej: unieważnić ślub, to będzie do zrobienia. Dzieci mogą być przeszkodą, ale w gruncie rzeczy ty ich nigdy nie chciałaś mieć, więc zatuszujemy sprawę
Jakkolwiek to sobie Deimos wymyślił, tuszowanie bliźniaków to może być bardzo cięzkie.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   21.01.17 16:35

Przez chwilę naprawdę miała nadzieję, że da się w to wciągnąć. Mogliby zacząć planować wyjazd do dworku w Szkocji i na chwilę zapomnieć o wszystkim. Odłożyliby poważne rozmowy na inny dzień. I potem pojawił się ten uśmiech który zmroził krew w żyłach młodej lady Carrow. Przypominała małe zwierzątko wyczuwające niebezpieczeństwo. Wyprostowana pozycja, napięte mięśnie i dzikie błękitne oczy wpatrujące się w postać męża/napastnika z wyraźnym niepokojem. Dalsze słowa niczego nie wyjaśniały. Megara zaciągnęła się po raz kolejny szukając odrobiny ukojenia w tytoniu. Przeniosła powoli wzrok n to co działo się za oknem. Na  wrzosowiska i polany które teraz pozostały bez opiekuna bo on woli kryć się w domu i uciekać przed żoną. Skrzywiła się czując dziwny ucisk w okolicy mostka. Znowu wyrzuty sumienia. Słuchała dalej a niebieski oczy zmieniły się w wąskie szparki. Gdzieś z tyłu głowy, gdzieś  w strefie planów i marzeń pojawiła się myśl, że teraz to ona miałaby reprezentować rodziną. Ale to było niemożliwe, nikt a zwłaszcza Deimos nigdy nie powierzyłby jej tego zadania. Prędzej wywołałaby wojnę ze wszystkimi sąsiadami niż zdobyła się na najmniejsze sztuczne pochlebstwo. Coś jest nietakt W blond włosej głowie zaczęto bić na alarm. Zrobiła krok w stronę męża nie spuszczając w niego wzroku. Chciała już co powiedzieć ale nie zdążyła nawet otworzyć ust.  Megara na co dzień była wyjątkowo blada ale w tym momencie można było dostrzec drobne błękitne żyłki przecinające na wszystkie strony delikatną skórę. Zrozumiała, oczywiście zrozumiała. Zastygła w bezruchu nie mogąc złapać tchu.  Miała wrażenie, że jeszcze chwila a rozpadnie się na miliony kawałków. Mówił  dalej. Mówił o rozwodzie, o unieważnieniu małżeństwa, o zatuszowaniu istnienia ich dzieci. Jak to możliwe, że teraz chce żeby zniknęły skoro tak cieszył gdy po raz pierwszy mu je pokazano.
- Nie rób tego Deimos - usłyszała swój cichy, niemal błagalny głos. To ją otrzeźwiło. Natychmiast odwróciła się do niego plecami próbując się doprowadzić do porządku. Szukała wzrokiem karafki z bursztynowym płynem ale przecież sama kazała schować cały alkohol obawiając się, że Deimos zacznie zbyt często sięgać do kieliszka. - Nie zgadzam się - tym razem jej głos wydawał się mocniejszy. Odwróciła się ponownie w jego stronę unosząc dumnie brodę. -Nie dam się odprawić, nie po tym wszystkim. Po prostu nie - zacisnęła dłonie w pięści walcząc z pokusą by go z policzkować. - Nie masz prawa wykorzystywać tego, że nie chciałam dzieci przeciwko mnie. - wyrzuciła mu a ton jej głosy świadczył w wzrastającym gniewie. - Wiem, że kochasz je tak samo jak- mnie- -ja. Nie zrobisz z nich bękartów tylko  z powodu twojej urażonej dumy.- mała Megara Carrow była teraz matką i nie mogła pozwolić by jej potomków spotkała jakakolwiek krzywda. Nawet jeśli wykorzystywała ich jako tarcze przeciwko Deimosowi. - Proszę cię zastanów się nad tym co robisz. - chciała uklęknąć przy nim i zmusić by spojrzał jej w oczy. Zmusić by powiedział, że jej nie kocha i że nigdy więcej nie chce jej widzieć ale wciąż nie mogła ruszyć się choćby na krok. Tkwiła w jednej pozycji pilnując by się nie rozsypać. Znęcanie się nad nią to jakaś nowa forma rozrywki? Może gdyby wiedział ile bólu jej cofnąłby swoje słowa.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   21.01.17 23:14

Szkocja brzmi nierealnie. Jest gdzieś na mapie, ale w geografii Deimosa Szkocja oznacza dziś rzecz nieosiągalną. I chociaż wybrałby się na wspomnianą wycieczkę, oczami wyobraźni widzi siebie na wózku, który nie może skorzystać nawet z plaży, bo nie ma jak na nią wjechać. To nie mogło się udać. Nie zamierzał więc nawet dać im szansy, wolał się wycofać. Zostawić Megarę, dać jej wolność. I chociaż istnienie bez niej wydaje mu się już niemożliwe, to przywyknie. Tak jak przywykł do tego, że była.
- Tak będzie lepiej - wydaje się, że niezłomny, ale tym razem ją prosi o to, żeby otworzyła swoje oczy i zrozumiała. L e p i e j. Bo nie będzie musiała tracić życia, bo jeszcze nie ma dwudziestu lat i to na prawdę nie ma sensu, żeby to tak ciągnąć.
I ogień w jej oczach i lód w jej spojrzeniu, i zaciśnięte pięści i dłoń, którą już chciała wymierzyć mu to, czego nie umie powiedzieć słowami. On to widzi, ale nie jest przekonany. Megara należy do impulsywnych osób, robi co czuje, nie zastanawia się co dalej. On wręcz odwrotnie, potrafi nie myśleć o teraźniejszości i trwonić czas na marzenia o czasach przyszłych i przeszłych.
- Nie mogę cię skazywać na życie z kaleką - powiedział to dobitnie i na chwile zamilkł. Ona prosi, by nie podejmował pochopnej decyzji, chociaż obydwoje wiedzą, że ona nie pojawiła sie nagle w jego głowie. Już dawno o tym myślał. O tym, że duma męska zostałą urażona. Ba. On już nie posiada nic takiego, według samego siebie nie ma już prawa nawet tak o sobie myśleć. O czym ona do cholery mówiła.
- Megaro, jesteś młodą wspaniałą kobietą. Możesz spełnić swoje marzenia, zwiedzić świat i chcę ci to umożliwić - wyjaśnia jej powoli, wcale nie trzyma fasonu, nie jest zimny i odklejony. Już nie dba o tego typu zagrywki. Przy innych może wciąż być tylko arystokratą, ale do diaska - przecież ma z tą kobietą dzieci, to nie jest obca osoba jak wszyscy inni z rodziny. Ona go zna, wie doskonale, kiedy on wkłada maskę, a kiedy ma twarz prawdziwą. To tak jak on, wie że ona dziś nie kłamie, na prawdę nie chce słyszeć jego słów. Jego słów pożegnania.
- Nic się nie stanie, jeżeli założysz sobie nową rodzinę. Dzieci są małe, nie muszą cię nawet znać
To teraz powiedział!









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   22.01.17 0:25

Lepiej . Jest usta wygięły się w coś na kształt kąśliwego uśmiechu .Jak mógł opowiadać podobne brednie?! Czy w ogóle się słyszał.
- Dla kogo będziesz lepiej? Jesteśmy małżeństwem Deimos. Przysięgałam być przy tobie bez względu na wszystko- jeszcze potrafiła brzmieć władczo i dumnie choć cały jej świat trząsł się w posadach. Gdy wypowiadała słowa przysięgi były to dla niej puste, wytarte frazesy.  Nienawidziła swojego przyszłego męża i marzyła tylko o jego rychłej śmierci. Teraz, gdy tyle przeszli przez ostatni rok te słowa nabrały dla niej zupełnie nowego znaczenia - Nie odejdę - powtórzyła nie spuszczając z niego wzroku.   Jasno włosy zaczęły wirować na wszystkie strony gdy Megara zaczęła kiwać przecząco głową. To miało potrzymać Deimosa przed dalszym mówieniem. - Nie chce tego słuchać. To nie jest tylko i wyłącznie twoja decyzja.  Dobrze wiesz, że - udało jej się zrobić krok w jego stronę. - mnie potrzebujesz. My musimy być razem - chyba kiedyś on żył tych słów. Gdy po raz kolejny próbowała się od niego uwolnić ale wciąż przyciągał ją do siebie. Tak, powinni być razem, muszą być razem.  Drugi krok w jego stronę i wciąż jeszcze nie straciła równowagi. Teraz to ona zostanie, nie da mu uciec, nie zostawi go samego. Gdy mówi o tym, że chcę oddać jej wolność by mogła spełnić swoje marzenia poczuła jak do oczu napływają jej łzy.  Cała jej postawa błagała by jej nie odtrącał ale on pozostawał tak boleśnie obojętny.  Już podjął decyzję.
- Naprawdę- głos jej lekko zadrżał -Potrafisz wyobrazić mnie sobie przy innym mężczyźnie? Gdy ktoś inny mnie dotyka i całuje?- w końcu położyła dłoń na jego dłoni. Próbowała uderzyć w ten jeden czuły punkt jakim była zazdrość. - Powiedz mi, że chcesz żebym  była z innym mężczyzną. Spójrz mi w oczy i powiedz, że nic już do mnie nie czujesz - to mogło się wydawać żałosne ale czy miała inne wyjście. Zrobiłaby wszystko byleby tylko zrezygnował ze swojej decyzji. Muszą być razem.
Zanim się obejrzała poczuła ból w dłoni. Nie skończyło się na jednym ciosie. Drobne pieści zaczęły okładać ramiona Deimosa. Zaczęła płakać. Łzy zaczęły spływać po przepełnionej bólem twarzy. Skończyła a może to on ją powstrzymał. Przez chwilę wpatrywała się w  ten spokojny błękit wciąż nie mogąc zrozumieć dla czego on to robi. - Wiesz, że łamiesz mi serce? - spytała w końcu ale nie dała mu szansy na odpowiedź. Odeszła kilka kroków ukrywając się za jego plecami. - Powiedziałeś kiedyś, że nie możesz beze mnie żyć w Marseet. Mówiłeś, że mnie kochasz. Obiecałeś, że nigdy mnie nie skrzywdzisz. To nie ma teraz dla ciebie żadnego znaczenia? -spytała walcząc ze łzami.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   22.01.17 23:34

Jego spojrzenie jest uparte, wcale nie takie zimne jak by tego chciał, a jednak według niej jest tak obojętny na jej krzywdę jak nigdy wcześniej. To dlatego, że zawsze był obok, zawsze był w stanie zatrzymać jej myśli biegnące ku wolności. Aż spętał ją tak wieloma sznurami, że teraz to ona wydaje się, została na miejscu i woła go, by wrócił do niej. I posługuje się tym samym argumentem: przecież są małżeństwem.
Smutny uśmiech nie dosięga oczu. Prawda, ale co to zmienia.
- Proszę nie utrudniaj tego - bierze wdech i koncentruje się na jej osobie. W którym momencie stworzył tego potwora? Kiedy wszystko się zmieniło i odwróciło o sto osiemdziesiąt stopni? Megara, która walczy o to, czego uparcie chciała się wyrzec. Osiągnął swój cel, lecz jakim kosztem? Czy nie przewidział, że może zdarzyć się to? W jednym przynajmniej procencie prawdopodobnych zdarzeń musiało być to w ktorym chce się jej pozbyć. A jednak uparcie wkładał w jej głowe przekonanie, że nie może go zostawić. Sam sobie nawarzył piwa i teraz przychodzi mu je pić.
- Nie mam ci już nic do zaoferowania, nie widzisz tego? Musisz ochłonąć i przyjąć to na swój Malfoyowy umysł - spogląda w te jej oczy błekitem rażące i tak się biją. Jego morska toń, jej stalowy niebieski. Są jakieś elektryczne prądy pomiędzy tymi spojrzeniami.
- Masz przed sobą jeszcze wiele lat - wyjaśnia jej, zamiast odpowiedzieć na ten warunek. Ma jej powiedzieć, że jej nie kocha i nie będzie zazdrosny? Ależ oczywiście, że będzie. Umierać każdego dnia, że to nie on się obok niej budzi. Żałować, że zaklęcia nie odebrały mu życia. Ale nie może jej skazywać na to, by została pielęgniarką, na to by jej życie polegało jedynie na doglądaniu czy jeszcze dycha. - Uwierz mi, że nie chodzi tu o mnie
Dostał za swoje, cios w ramię jedno drugie. Wyciąga ręce do Megary i chce zatrzymać potok uderzeń. Szamocze się, ale w końcu udaje mu się ją uspokoić. To co wydobywa się spomiędzy jej ust boli go bardzo. Znów został sam, znikła z zasięgu jego wzroku.
- To znaczy dla mnie wszystko - zamyka oczy i stara się wymazać z przeszlości to co powiedział właśnie. Ale to tak nie działa.
- Pomyśl o przyszłości. Nie chcesz spędzić tu reszty życia. Będziesz zamknięta jak w klatce, skazana na męża który nawet nie jest w stanie cię obronić. Nie będzie tańców, nie będzie bali. Będziesz żyć jak zakonnica, której jedyną pociechą są wspomnienia. Jak mógłbym skazywać cię na coś podobnego. Zastanów się
Bije na alarm, więc niech mądra Krukonka to przemyśli!









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   23.01.17 18:52

Podeszła do drugiego okna wbijając drobne dłonie w parapet. Mokre od łez oczy szukały klifu nad którym Deimos kiedyś uratował jej życie. Kiedyś, kilka miesięcy temu a może już kilkadziesiąt lat. Szukała stajni w których uczył ją jak ma zajmować się jego ukochanymi aetonami, szukała ścieżek którymi lubiła spacerować. Marseet było jej domem a Deimos był jedyną rodziną jaką kiedykolwiek miała.
Oddychanie przychodziło z coraz większym trudem. Wiedziała, że długo nie utrzyma się na własnych nogach. Usiadła na podłodze przykładając rozgrzany policzek do chłodnej ściany. Cisza. Zamknęła na chwilę oczy próbując pozbierać własne myśli. Cisza przerywana walką ze łzami. Jeszcze ostatni wdech mając przynieść spokój. - Naprawdę sądzisz, że zakochałam się w tobie z powodu koni czy tego jak tańczysz? -kącik jej ust drgnął w coś na kształt ironicznego uśmiechu. Pomijając wesele ile razy właściwie ze sobą tańczyli?
- Kochałam cię za to, że nauczyliśmy się za sobą rozmawiać. Zawsze rozumiałeś więcej niż ci mówiłam chociaż to siebie uważałam za mądrzejszą. Potrafiłeś pozbierać chaos moich myśli i nakierować je na odpowiedni tor. Przy tobie mogę być sobą. Krzyczeć, denerwować się i rzucać czym popadnie ale przecież późnej tak zawsze się godziliśmy. Nawet wtedy gdy uciekłam i gdy -zawahała się na moment. chciałam zabić nasze dzieci. Zawsze znajdywaliśmy jakąś drogę. -powoli podniosła się ze swojego miejsca i przeszła te kilka kroków w jego stronę. Uklękła tuż obok fotela. Jeśli tym razem to ona ma się ukorzyć to niech tak będzie. - To, że nie możesz chodzić nic dla mnie nie zmienia. Wciąż jesteś tym samym mężczyzną który potrafił odgonić złe sny. Ja nie odejdę- powtórzyła po raz kolejny. - Nie mogłabym żyć z dala odcienie i bać się o to, że coś sobie zrobiłeś tylko dla tego, że nie miałeś nikogo przy sobie. Uwielbiasz twierdzić, że moje serce jest skute lodem ale to nieprawda. Ty wiesz o tym najlepiej/- sięgnęła dłonią do jego twarzy by zmusić go by spojrzał na własną żonę. - Potrzebujesz mnie tak samo jak ja ciebie. Jesteśmy rodziną, nie możesz mnie odtrącić. Nie wysyłaj mnie z powrotem do tego gniazda węży. Ten jeden raz uwierz, że wiem co mówię. Choć raz pozwól mi być dorosłą. - zmusiła się do lekkiego uśmiechu. - Jeśli dalej chcesz żyć w osobnych skrzydłach - widać jak po twarzy przebiega grymas świadczący o wyraźnym bólu. - zgoda. Ale nie wyjadę. - w końcu odnalazła jego usta. Ostatni pocałunek ?- Nasza przyszłość leży kilkadziesiąt metrów stąd. Zrozum, że nie musisz być sam - pogładziła go po policzku starając się uśmiechnąć po raz kolejny. Skoro krzyki nic nie pomogły…


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   03.02.17 23:31

Tak naprawdę to po pierwszym zdaniu mógł jej już nie słuchać. Patrzył na ten taniec od okna do fotela, blond włosy, szczupłe ciało, piękna suknia. Dłonie zaciskające się i usta czerwone od wrzasków, od mówienia, od wyjawiania swego serca. I ten błysk w oku, tak przyjemny jak zwykle. Megara przy oknnie, Megara znów kuca. On czasami kręci głową, czasami chce coś wtrącić, ale nie może. Patrzy na nią zimno, ale już nie może dłużej. Cóż ona wygaduje? Czy nie wie, że on jedyne co umie na to odpowiedzieć to.. nic?

Cisza wciąż utrzymywała się w ścianach. Niczym pasta, którą z trudem wyciska się z tubki. Gęsta, zaschnięta i nieposłuszna. Łamiąc paznokcie na próbach, w końcu można się poddać. No bo komu właściwie potrzebna ta resztka pasty? Nie łatwiej wyrzucić opakowanie i otworzyć nowe? A moze konsumcjonizm nie jest po prostu w gestii osób z półwiecza? Bo cisza się utrzymuje, Megary słowa bzyczą po uszach. I nagle Deimos wyrzuca tę tubkę po paście do kosza i zaśmiewa się gardlowo, cicho, głęboko i... jakby ie było wcześniejszych słów.
Chociaż są takie ważne.
- Czy ty właśnie, Megaro Carrow z matki Malfoy, wyznałaś mi miłość ? - i w tym właśnie momencie następuje przełom wszystkiego, gdyż pan Deimos Carrow okazał jak bardzo został rozłożony na łopatki. Te słowa małej Malfoyki wciąż tu były, nikt ich nie przegonił! Że umie odgonić jej sny, że tylko jego chce. Słodka i doprawdy, nawet ona ma serce. - Czy doprawdy musiałem stać się kaleką, żebyś była zdolna na takie wyznania? - parska, drocząc się z kobietą. Cóż, nie można jej odjąć, że bardzo wiele czasu mineło nim zdecydowała się powiedzieć te słowa. I to wciąż ZAKAMUFLOWANE, bo Malfoye nigdy nie powiedzą nic wprost. Nawet jak zmienią nazwisko i uważają się za prostych Carrowów . Nigdy, przenigdy. Kładzie rękę znów na jej głowie i przygarnia do siebie.
- Ty jesteś absolutnie szalona - wyznaje jej, bo tak jest. Żeby wybierać go ponad swoją wolność, żeby zmieniać swoje odwieczne marzenia na przyszłość z kaleką. Na bycie pielęgniarką. Życie zakonnicy. Jeszcze nie jeden raz będzie ją wyganiał z domu, ale dziś? Dziś mają ten moment, kiedy zmartwienia na chwilę znikają. I jest tylko spokój i ulga, że to drugie ma tak samo w sercu.
Czy to nie urocze.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] sierpień 1956, marseet   04.02.17 13:53

Widziała jak chłód w jego spojrzeniu powoli znika.  Deimos przegrał tą walkę i tylko dla tego, że usłyszał od własnej żony tych kilka słów.  Oddech Megary stał się płytszy i szybszy. Z wytęsknieniem czekała na choćby lekki uśmiech świadczący o jego całkowitej kapitulacji.  Wiedziała, że to  w końcu nastąpi nie mógł z nią wiecznie walczyć. Kiedy się w końcu nauczy, że krzykiem nie załatwi wszystkiego?  
Czekała na drgnięcie na twarzy a dostała jego śmiech. Śmiał się a ona zaskoczona podobną reakcją odsunęła się o kilka centymetrów. Przyglądała się mu ciekawie, już nie pamiętała jak wyglądał szczęśliwy, jak brzmiały oznaki jego radości. Wypowiedziane zdanie dotarło do niej z lekkim opóźnieniem. Potrząsnęła głową próbując się wyrwać z dziwnego marazmu. Gdzieś z tyłu pojawiła się myśl, że to co zrobiła było wyjątkowo żenujące i upokarzające a Deimos po prosu z niej kpi. Ale przecież odniosła sukces i tylko to się liczy. Jedna i tak na blade policzki powoli pełzł rumieniec świadczący o zażenowaniu a skrzące się oczy wbiły się w podłogę. Wstydziła się bo powiedziała mężowi, że go kocha?
-Przestań- wymruczała w odpowiedzi na jego pytanie. - Wiesz, że to nieprawda - jeszcze starała się bronić i odzyskać twarz ale wtedy przyciągnął ją do siebie. Nie wytrzymała, wątłe ramiona objęły go za szyje by w końcu wtulić się w tak dobrze znane jej ciało. Znów był blisko, płuca znów wypełniły się jego zapachem. Serce uwięzione w drobnej piersi lad Carrow zaczęło bić jak oszalałe. Tak bardzo za nim tęskniła- Kocham cię - powtórzyła wciąż ukrywając twarz w jego ramionach. - Nie zostawiaj mnie już nigdy więcej - pierwsze łzy zaczęły spływać po jej policzkach by w końcu wchłonąć w koszulę Deimosa. Nie, nie puści go, nie teraz gdy znowu są razem.
Gdy nazwał ją szaloną zaczęła się cicho śmiać. Tak, była szalona bo kochała mężczyznę którego przed laty spotkała w ogrodach ojca i zbyt długo pozwalała mu wierzyć, że jest z nim tylko z poczucia obowiązku. - To tylko kolejny powód dla którego ty też mnie kochasz - zapewniła go starając się przy tym uśmiechnąć, pora zapomnieć o tych strasznych chwilach i groźbach.


Powrót do góry Go down
 

[sen] sierpień 1956, marseet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» [sen] sierpień 1956, marseet
» 08.01.1956 r.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17