Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

And the truth is only telling you to be immune to everything

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Ogrody   23.01.17 3:06

First topic message reminder :

Ogrody

Do labiryntów im daleko, choć wcale nie są małe. Znajdują się na tyłach posiadłości i zostały podzielone na kilka części, nawet jeśli między kolejnymi partiami nie ma wyraźnych granic. Wychodząc z centralnej części dworku trafia się na ukwiecone alejki, gdzie można przysiąść na jednej z ławek, ulokowanych pod drzewami. W centralnej części lśni sadzawka, rozpływająca się na prawo i lewo, przecięta dwoma kamiennymi mostkami, umożliwiającymi przejście w dalsze rejony parceli. Na środku oczka wodnego umieszczona została ozdobna fontanna, towarzyszy jej też rzeźba zmarłej Ophelii - w stosownej porze roku na głowie dziewczynki zazwyczaj da się dostrzec wianek ze świeżych kwiatów. Odchodząc na prawo od sadzawki, dociera się do niewielkiej oranżerii. Lewa strona ogrodów to część przeznaczona na przyjęcia - kiedy jednak nie odbywają się żadne, pole pozostaje puste. Jedynie wygodna huśtawka przyciąga tu mieszkańców oraz gości poza czasem letnich spotkań. Ostatnia część, najbardziej rozległa, to niewielki park. Na terenie posiadłości zadbany i regularnie dopieszczany, za bramą zaś dziki - przechodzi w czysty las. Przecinająca go ścieżka prowadzi do zatoki Morecambe.




there was light before the rain began and there was hope behind the suffering joke, lies come, lies they goeven the sun is tired

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander http://www.morsmordre.net/t5083-stosik-kostka#110212 http://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Badacz i ilustrator flory magicznej
21
Szlachetna
Kawaler
The woods are lovely,
dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep...

And miles to go before I sleep.
20
10
0
0
0
0
5
10
Jasnowidz
przeklęty, wrażliwy rycerz

PisanieTemat: Re: Ogrody   07.08.17 2:28

13 kwietnia '56
Trzynaście razy przestawiał tę doniczkę z lawendą, zanim był w końcu zadowolony z końcowego efektu. Nie zajmował się aranżacją wnętrz tylko dlatego, że tego dnia spodziewał się gościa, ale też nie mógł zaakceptować, co też Ollivanderowie uczynili z roślinami pod jego nieobecność. Rzecz jasna, nie chodziło mu o te, które trzymano w oranżerii — nikt z jego rodziny nie zajmował się ich doglądaniem, woleli raczej na nie patrzeć — tylko o okazy, które przywoził ze swoich wypraw, dostawał od innych zielarzy i studiował w swojej pracowni. Z Irlandii wrócił niedawno; od pierwszej chwil, gdy przekroczył próg ich posiadłości wiedział, że coś było nie tak. Zniknęło świeże, magiczne drzewko pomarańczowe z przedpokoju, które dzięki jego staraniom mogło wydawać owoce i prosperować w znacznie niższej temperaturze niż w środowisku naturalnym, brakowało także egzotycznego storczyka z rodzaju zygopetalum, którego nazwał nawet na cześć swojego brata... Wstrzymał się jednak z jakimkolwiek komentarzem aż do momentu, gdy zostały wypowiedziane już wszystkie zwroty grzecznościowe związane z jego powrotem do domu. Dostrzegał subtelne uśmiechy, nieudane próby zamaskowania wesołości na widok jego zdruzgotanej miny. Już wtedy, jeszcze z najnowszą rośliną pod pachą, trochę zdezorientowany, zaczął protestować, marszczyć brwi i wyliczać po kolei, gdzie znalazł te okazy, które teraz były zagubione, ile mu zajmie ponowne ich sprowadzenie i tym podobne. Chyba nie spodziewali się, że rzeczywiście pamięta wszystkie swoje kwiaty, ale to tylko bardziej ich rozbawiło. Było to, zdaje się, w ostatni piątek. Wtedy też rozesłał kilka listów, oznajmiając znajomym, że powrócił do kraju. Po namyśle, napisał jeszcze do lorda Notta, zapraszając do go Silverdale w dogodnym dla niego terminie. Już od jakiegoś czasu zbierał się, aby się z nim ponownie spotkać, ale zawsze mu coś wypadało. Postanowił, chociaż ten jeden raz, dać się porwać swoim myślom i po prostu wypisał zaproszenie. Po krótkiej wymianie listów wypadało na datę trzynastego kwietnia.
Nie oczekiwał, że tak długo zajmie mu ratowanie tego, co się jeszcze ostało w ich posiadłości. Spędzał dnie na przesadzaniu i ustawianiu doniczek po domu — w końcu był artystą, lubił harmonię oraz posiadał własny zmysł estetyczny — a wieczorami, korzystając jeszcze z ostatnich promieni słonecznych, zajmował się wykańczaniem ilustracji. To był jeszcze dość luźny zamysł, ale planował kiedyś wydać swój zbiór z rysunkami. Miał je na razie przewiązane razem wstążką, ukryte na dnie szuflady w jego sypialni; ku swemu zdziwieniu uzbierał już całkiem pokaźną kolekcję. Trzymał to na razie w tajemnicy, wolałby sprawić wszystkim niespodziankę jak już wszystko będzie gotowe. Taki już był, ostrożny i dokładny, musiał mieć każdy argument dopracowany do perfekcji, bo inaczej czuł się niepewnie. A na to nie mógł sobie pozwolić. Przygotowanie, dokładne wyliczenia, umiejętność p r z e w i d y w a n i a, były niezbędne mu nie wyłącznie dlatego, że czasy były niebezpieczne, ale tylko one gwarantowały mu jakąkolwiek przyszłość. Wdech, wydech. Spokój. Czyste myśli. Wciąż nie rezygnował z ziół, często zakładał rękawiczki, aktywnie unikając fizycznego kontaktu z innymi czarodziejami, mimo to nigdy nie mógł mieć tej jedynej pewności, która mogłaby go pocieszyć. Chciał wiedzieć czy spotka go ten sam los, co siostrę.
Im bliżej do ostatnich dni kwietnia, tym większa rosła w nim obawa. Szukał sobie zajęć — nawet takich z pozoru nic nieznaczących jak przestawianie doniczek z kwiatami — dużo mówił na tematy dalekie, abstrakcyjne, także planował, malował i marzył o tym żeby wybrać się na przejażdżkę konną. Ostatnio był chyba jeszcze jak śnieg obsypywał czubki drzew w lasach Lancashire, a to było już zdecydowanie za długo. W głębi obawiał się też, że niedługo w ogóle nie będzie mógł wędrować bez celu, bo czasy będą na to zbyt niebezpieczne. Był jasnowidzem, nawet jeśli tego nie chciał, a w zakamarkach jego umysłu czaiło się przeczucie, że coś złego czai się gdzieś w ciemności i tylko czeka... Właśnie, na co? To była jedna myśl, która naprawdę go gryzła, rozpraszała jego uwagę nawet od rocznicy śmierci siostry. Zastanawiał się czy jego sny zaczną przybierać bardziej koszmarne wersje, czy chimera zastąpi jego pegaza, może będzie więcej wizji dotyczącej zgub i zguby. Może tym razem się mylił, tym razem był silniejszy i nie mógł pozwolić, by cokolwiek stało się jego rodzinie.
Swoje frustracje i niepewności wylewał na krzaki róży, które właśnie przycinał w ogrodach. Wolał robić to ręcznie, czynność miała go odprężyć. Był blisko z naturą, oddalał się od kłębiących się natrętnych i negatywnych myśli.




We can’t let fear interfere
Knowing that we can be
happy
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ogrody   11.08.17 22:54

List otrzymany późnym wieczorem, gdy Cassius odbywał wieczorną toaletę, był wyjątkowym zaskoczeniem. Nie dziwiła go wprawdzie korespondencja sama w sobie, wszak ostatnio bardzo dużo pisywał, bowiem do wyboru miał już tylko całodobowe patrzenie w sufit. Zaskakującą częścią listu był autor. Nazwisko skądinąd doskonale znane, imię również, lecz potrzebował dobrej chwili, by odświeżyć pamięć i poukładać wszelkie posiadane informacje, co mogło nastąpić jedynie w trakcie udzielania odpowiedzi: twierdzącej, pomimo nieunormowanego stanu zdrowia, dziękczynnej, by nie urazić młodego lorda, choć Cassius przeczuwał, że wszelkie formuły grzecznościowe dla Constantine’a nie znaczyły zbyt wiele, oraz wyrażającej zachętę, aby spotkanie odbyło się w zaciszu rezydencji, w której Ollivander mieszkał.
Podróż do Silverdale musiała odbyć się jedynie poprzez sieć Fiuu. Nie wyobrażał sobie, by był w stanie skupić się na tyle, żeby trafić prosto pod właściwą bramę. Wypowiadając głośno adres, pochłonęły go płomienie na chwilę tak krótką, iż – zdaje się – parę sekund później wychodził z kominka, wyciągając z płaszcza różdżkę. Miał całe dziesięć sekund, nim zjawił się ktoś z domowników, czy też jeden ze skrzatów, by doprowadzić się do perfekcyjnej prezencji.
Gdy tylko zdołał wsunąć różdżkę do wewnętrznej kieszeni marynarki i zaczął ściągać swój płaszcz, uprzedził go skrzaci głos, zapraszający, by skierował swe kroki w stronę ogrodów. Idąc wolno korytarzami rezydencji, uważnie śledził portrety na ścianach oraz pomniejsze dekoracje, uprzejmie kiwając głowom tym z namalowanych Ollivanderów, których naprawdę cenił. Pozostałych spotkało jedynie grzecznościowe sformułowanie, choć – tak po prawdzie – nie czyniło to zbyt wielkiej różnicy. Spełniał rodowy obowiązek tak, jak został tego nauczony i nic innego nie zamierzał robić, co właściwie wyjaśniało, dlaczego Cassius z marszu potwierdził zaproszenie do Silverdale. Gdyby miał spotkać się z kimś spoza arystokracji, odmówiłby z uwagi na swój stan zdrowia. W przypadku szlacheckiego towarzystwa nie wypadało unikać rautów i popołudniowych herbat, chyba że choroba zmogła do takiego stopnia, iż nie miało się siły podnieść z łóżka.
Przekroczywszy granice budynku, znalazł się w ogrodzie. Nadal prowadził go skrzat, lecz Nott absolutnie nie zwracał na niego uwagi. Zatem zapowiadała się herbata w otoczeniu roślin, co przypomniało mu, że młody Ollivander na poważnie zajmował się swoimi badaniami nad florą, a także wyjaśniało grzecznościowe zaproszenie i o nic już nie musiał subtelnie pytać, choć dziesiątki pytań cisnęły się na usta Cassiusa, gdy dostrzegł sylwetkę swojego gospodarza.
Dzień dobry, Constantinie — powiedział dość głośno, zbliżając się do niego. — Mniemam, że humor ci dopisuje i to urocze popołudnie spędzimy w ogrodzie — dodał, posyłając mu uprzejmy uśmiech stowarzyszony ze skinieniem głową.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander http://www.morsmordre.net/t5083-stosik-kostka#110212 http://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Badacz i ilustrator flory magicznej
21
Szlachetna
Kawaler
The woods are lovely,
dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep...

And miles to go before I sleep.
20
10
0
0
0
0
5
10
Jasnowidz
przeklęty, wrażliwy rycerz

PisanieTemat: Re: Ogrody   18.08.17 2:15

Byli tacy, którzy uważali Constantine’a za nieuleczalnego marzyciela.
Przekonanie to wywodziło się jeszcze z jego dziecięcych dni — to opowieści o rycerzach, fascynacja florą, a także pogoda ducha, tworzyły jego podłoże. Po części było ono nawet prawdziwe, wszak on wciąż pozostawał wierny swoim ideałom, starał się oceniać innych obiektywnie, odrzucając pryzmat uprzedzeń. Jednakże przyjmowanie, że młody Ollivander działał nierozważnie, bądź lekkomyślnie, było już mylne. Za jego łagodnością kryła się ściana zabiegów oraz działań mających na celu utrzymanie w nim spokoju. Przenosił to na wszystkie dziedziny swego życia, na ludzi, z którymi wchodził w kontakt. Świat widział jako wielki niespokojny ocean, a on dążył nie tyle do całkowitego go ukojenia, ale do stabilizacji. W którymś momencie zrozumiał, że nie tylko jego problemy rodzą się ze zdenerwowania; nieporozumienia tworzyły konflikty, ostre słowa potrafiły je tylko zaognić. Jego żywiołem była ziemia, po niej pragnął twardo stąpać.
Rola młodego lorda była za równo dla niego jak i nie dla niego. Odnajdywał się w meandrach szlacheckich fraz i tytułów, ponieważ uprzejmość i sprawiedliwość towarzyszyła mu na każdym kroku, wspierając jego wybory i kreując osobowość. Uczestnictwo w różnorakich balach oraz spotkaniach wyższych sfer nauczyło go też wiele, co zauważył dopiero z perspektywy czasu. Nigdy jednak nie pragnął być w centrum uwagi, nie interesowały go też intrygi polityczne, nawet jeśli był taki okres, w którym przeczytał całe mnóstwo dzieł na temat nauk społecznych oraz dyplomacji. Aktywność na scenie kontaktów towarzyskich pozostawiał osobom, posiadającym predyspozycje i poszerzającym zainteresowanie w tym kierunku. Jak mu się wydawało, Cassius właśnie do nich należał. Miał o nim pochlebną opinię, głównie dlatego, że mężczyzna posiadał wiele cech, które sam uważał za godne podziwu. Dzieliła ich znaczna różnica wieku i z tego powodu, jak przypuszczał, jego postać bardziej wyryła się Constantine’owi w pamięci aniżeli odwrotnie. Spędzając znacznie więcej godzin przy książkach, bądź w towarzystwie roślin, nieco zaniedbał związki, pogubił tematy do rozmów i dopiero teraz postanowił nad tym popracować. Zbiegło się to akurat w czasie z jego powrotem, z kwietniem, budzącym gorzkie wspomnienia oraz niepokojami w ministerstwie. O ile pamięć go nie myliła, Nott również tam pracował.
I tak, nadszedł trzynasty dzień kwietnia. Niekoniecznie planował przebieg tego spotkania, zależało mu na zajęciu myśli, a także na doświadczeniu. Miał nadzieję, że od Cassiusa dowie się czegoś interesującego albo coś wyłapie, studiując jego zachowanie i będzie mógł zająć się późniejszą analizą. Zbyt pochłonięty doglądaniem roślin, które zdobiły ogród ich posiadłości, dostrzegł lorda dopiero, kiedy ten już się zbliżał. Uniósł rękę w górę, machając w jego stronę swobodnym ruchem. Uśmiechnął się przy tym łagodnie, może trochę przepraszająco, zważywszy na zaistniałe okoliczności.
Witaj w Silverdale! — odpowiedział, co miało zarówno służyć jako przywitanie jak i wyjaśniać to, dlaczego spędzał swój czas na świeżym, jeszcze dość chłodnym powietrzu, zamiast siedzieć na wygodnym szezlongu w salonie. Ollivanderowie byli znani ze swojej miłości do przyrody; on nie był inny. — Dziękuję, że zgodziłeś się przyjąć moje zaproszenie — dodał zaraz, by dopełnić uprzejmości. Zmartwił się w jednej chwili, dopiero zdając sobie sprawę, iż nie każdy preferował ogrody od kominkowego ciepła. — Mam nadzieję, że ci to odpowiada. Jeżeli nie, zawsze możemy zmienić miejsce. Chciałem ci jednak najpierw pokazać wspaniałą roślinę, która niedawno dla mnie zakwitła. — Kiedy miał zacząć zagłębiać się w szczegóły, usłyszał głuchy, głośny huk. Przypominał on odgłos wydawany przez worek spadający na ziemię. Dźwięk rozległ się za jego plecami, więc nie od razu wiedział, co się stało.
Jego oczy najpierw dostrzegły całą chmurę materiału, ale gdy się lepiej przyjrzał, zobaczył, że pośród fałd i sznurków leży ludzka postać. Uniósł wysoko brwi i spojrzał z nieukrywanym zdziwieniem na swojego towarzysza.
Czyżby zapomniał, iż zaprosił więcej gości?




We can’t let fear interfere
Knowing that we can be
happy
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Ogrody   13.09.17 16:16

Rozglądając się po ogrodzie Ollivanderów, Cassius czuł się tak, jakby nie opuścił Nottinghamshire. Różnił się – dostrzegał to. Wiedział, że był w zupełnie innym miejscu, jednak wszystko było takie, jak powinno być w miejscu, w którym hołubiono szlacheckim obyczajom. Za takich uważał Ollivanderów i nie chciał się mylić z uwagi na ich nieco ekscentryczne zajęcie. W pewnych sytuacjach byłoby to źle postrzegane, ale lata, ba wieki, pielęgnowania wzajemnych stosunków nie mogły stworzyć innej sytuacji i Nott żył w konsensusie ze wszystkimi członkami tego rodu. Nie wyobrażał sobie sytuacji, by żywić ansę do kogoś z nich, jak to czynił ze zdrajcami krwi. Tych było coraz więcej, tworzyli plagę, której należało jak najszybciej zapomnieć, lecz wątpił, że ten temat Constantine chciałby poruszać.
Młody Ollivander wrócił z podróży i zapewne pragnął podzielić się z nim wrażeniami, jednocześnie pragnąc dowiedzieć się, co szeptano arystokratycznym uszom. Niestety będzie musiał go rozczarować. Długa nieobecność na salonach, lakoniczne, niemal ascetyczne życie trudno było przerwać, gdy przywykło się do spędzania całych dni w łożu. Czas ten jednak musiał się skończyć, bowiem Cassius dostawał paranoi, gapiąc się przez godziny w sufit swojej sypialni. Powoli zaczynał odnosić wrażenie, że ściany zaczęły do niego mówić i pewnie poprosiłby swojego uzdrowiciela o poradę, gdyby nie przyszło zaproszenie od Constantine’a, a jego korespondencja z panną Blythe nie nabrała tempa. Była mu pociechą w chwilach samotności, tak jak teraz on stanowił towarzystwo młodego zielarza; tak przynajmniej mu się zdawało.
Jeśli tylko nie każesz mi grzebać razem z tobą w ziemi — odparł z odrobiną przekąsu, posyłając czarodziejowi ironiczny uśmiech, gdy wreszcie pokonał dzielącą go odległość i znalazł się dostatecznie blisko.— Cóż to za znalezis... — dodał, urywając gwałtownie w obliczu nagłego huku. Zaczął rozglądać się wokół siebie, instynktownie sięgając po różdżkę skrytą w fałdach szat, którą natychmiast wyciągnął przed siebie, chcąc namierzyć źródło zamieszania w postaci czegoś absolutnie obcego zmysłom Cassiusa.
Wielka płachta materiału pełna sznurków rozpostarła się pośród zieleni – dokładnie tyle potrafił opisać, dopóki nie dostrzegł w tym dziwnym gąszczu ludzkiej postaci. To chyba był człowiek, choć nie miało to znaczenia, skoro już zbliżał się do tego czegoś z wymierzoną dokładnie różdżką. Nie zamierzał ryzykować utratą własnego bezpieczeństwa i pragnął działać na własną rękę, ale czy to nie w gestii gospodarza leżało zapewnienie gości, że wszystko było w porządku? Gdyby coś takiego stało się w jego posiadłości, uczyniłby wszystko, żeby nikt nie ucierpiał. Tylko czy przed tym czymś dało się obronić?




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander http://www.morsmordre.net/t5083-stosik-kostka#110212 http://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Badacz i ilustrator flory magicznej
21
Szlachetna
Kawaler
The woods are lovely,
dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep...

And miles to go before I sleep.
20
10
0
0
0
0
5
10
Jasnowidz
przeklęty, wrażliwy rycerz

PisanieTemat: Re: Ogrody   Today at 12:15

To las był jego ulubionym miejscem. Gęste, ż y w e lasy, które otaczały ich posiadłość były nieporównywalne z czymś tak błahym jak ogrody. Oczywiście, były one zjawiskowe, bogate nawet we florę rzadko spotykaną w tych regionach Anglii, pielęgnowane przez służbę, doglądane przez samych Ollivanderów, a jednak zbytnio wydobywała się z nich ludzka ingerencja. Były pewnym schematem, kopią, niezbędnym dodatkiem do szlacheckiego dworku, nawet jeśli na pozór mógł się zdawać niepowtarzalny. Dopiero za drzwiami oranżerii oraz w jego pracowni można było oglądać rośliny, które rzeczywiście się czymś wyróżniały i być może później zaprowadzi tam swojego gościa, a przynajmniej to zaproponuje. Taki już był, czasami widział zbyt wiele, to znowuż przegapiał pewne niuanse. Do pewnego stopnia zdołał wyjść ze swego dziecięcego nawyku zasypywania każdego, kto zjawił się w jego pobliżu, rozmaitymi historiami, ale ostały się w nim resztki tego zapału, który objawiał się w formie dzielenia się jego wiedzą z resztą świata. Starał się jednak ograniczyć swe pogawędki tylko do swoich bliskich przyjaciół, acz wciąż czuł na sobie efekty wyprawy i szukał dla niej ujścia. Przez klątwę Ondyny nie mógł za bardzo jej przelewać na zajęcia fizyczne, toteż powracał do swych grubych tomów oraz do pisania listów. Unikał dyskutowania wprost o sprawach wyższej wagi, nie śmiałby przelewać najszczerszych myśli na pergamin, więc wolał spotykać się twarzą w twarz, bardziej ufał własnym oczom niż złudzeniom. To prawda, że zwykł prowadzić dość częstą korespondencję, ale zdołał się przekonać, iż słowo na papierze może czasem przybrać nieoczekiwany wyraz, siać nieporozumienia, bo mimo wszystko jest pozbawione duszy, to tylko znaki nakreślone tuszem. Przerywał swą samotność dość często by odnowić znajomości, a korzystając z coraz łagodniejszej, przyjemniejszej temperatury na zewnątrz mógł sobie pozwolić na przyjmowanie innych u siebie. Starał się brać pod uwagę niespokojne czasy, obowiązki, więc zaproszenia formułował w sposób dość otwarty, dużą dowolność pozostawiając adresatom.
Słysząc słowa Cassiusa, uśmiechnął się do niego z niejakim rozbawieniem. — Nie śmiałbym ci nic takiego nawet sugerować! — Nie znał wielu szlachciców, którzy podejmowali się tym podobnych zajęć, a już na pewno lord Nott byłby ostatnim kandydatem na tej liście. Poza tym drzewko było już posadzone, ktoś rano je podlał, także nie zostało nic więcej tylko je oglądać. To znaczy... po tym jak się uporają z jegomościem, który postanowił zatrzymać się nieopodal. Ze zmarszczonymi brwiami, szybkim krokiem, znalazł się przy tym chaosie kończyn i sznurków. Nie wyciągał różdżki, wystarczyło, że jeden z nich ją miał.
Och, tego nie było w planach — próbował żartować, odwracając się ku Cassiusowi, lecz w tej samej chwili, kątem oka, dostrzegł poruszenie. — Czy on się budzi?




We can’t let fear interfere
Knowing that we can be
happy
Powrót do góry Go down
 

Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Ogródek różany
» Ogrody Północne
» Ogrody japońskie
» Ogrody
» Wodne Ogrody

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Silverdale, posiadłość Ollivanderów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17