Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] 1960, Marseet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: [sen] 1960, Marseet   05.02.17 0:21

I znów dopada ich nuda, rutyna. Nie wiedzą nawet jak są szczęśliwi, nim tego nie stracą. Nie stanie się to jednak tak prędko, póki co bliźniaki mają już jakieś 4 lata i Megara też nieco dojrzała. Ba, ma już ponad 20 lat, to już jakiś sukces, no nie? Pewnie jak stała na kobiercu z Deimosem te lat kilka wstecz, to mdlejąc myślała, że to już koniec. A tu nie, tu kolejny rok, później jeszcze jeden i jeszcze jeden.
I tak jest, pięć lat później na kolacji uroczystej. On w swoim odpicowanym wózku, a ona wymalowana elegancko. Jedzą drogą dziczyznę, a może tylko kandyzowane gruszki. Jakaś muzyczka przygrywa z kąta, zza ściany, ale za oknem pada deszcz. Cóż, jesteśmy w Anglii, wciąż i niestety.
- Pogoda nam nie dopisała - zauważył, jak na lordowską mość przystało, elegancko i jak na brytyjskość lordowskiej mości w temacie pogody się obracając. To właśnie było to, co tak odróżniało brytoli od innych nacji: ich nietuzinkowe opanowanie i umiejętność wypowiadania słów dziewięciuset na tematy banalne i nikogo nie denerwujące. Jak pogoda. Na pogodę sie narzeka, można klnąć, ale nie wypada, marzy się i przewiduje, chociaż nie trzeba być wcale jasnowidzem. O pogodzie warto mówić, to tradycja. W gruncie rzeczy, to nawet niegrzeczne o niej nie wspomnieć.
Nóż kroi miękkie jak masło mięsiwo. Piękne soki wylewają się na biały talerz. Biały z różami wymalowanymi w złocie.
- Ciekaw jestem, czy kiedyś wymyślimy wreszcie sposób na zamawianie pogody. W dzień rocznicy ślubu obowiązkowo powinna być piękna - posyła swojej żonie (można już powiedzieć - wieloletniej) uśmiech i zajada się mięskiem.
Pięć lat, podobno po takim czasie kochankowie się odkochują. Czy można powiedzieć to o państwie Carrow, którzy się zakochali w sobie, cóż trudno powiedzieć kiedy? Nawet jeżeli pięć lat temu wzieli ślub, to jak pewnym może być matematyk, który od dzisiejszej - papierowej? rocznicy odejmie pięć lat, że to właśnie w dniu ślubu zapałały ich serca miłością wzajemną.
Nie może być pewny tego on, ale tym bardziej my. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, czy już wygasła ta miłość, czy jeszcze zostaje im jakiś miesiąc. A może będą wyjątkowi i wcale ich miłość nie skończy się po tych pięciu latach? Któż zdołałby odpowiedzieć na przynajmniej jedno z pytań.
Państwo C arrow świętują. Przy pięknym stole siedzą, po dwóch jego stronach. Jedzą, dość dziwnie jest cicho. Ale to akurat Deimosowi nie przeszkadza. Mając wariatkę i do tego nastolatkę za żone, zdązył już spędzić kilka dziwnych wieczorów w towarzystwie jej głośnych (a do tego niekiedy wcale NIE ARYSTOKRACKICH) przyjaciół. Lecz kiedy znów na nią zerka, ma wrażenie, że już nie da rady czekać aż sama coś powie.
- Wydaje mi się, czy chciałaś coś mi powiedzieć? - Deimos zerka zza wielkich świeczników na żonę, która się kręci niesamowicie od dwóch dni, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziala czy może. No więc może, śmiało!









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] 1960, Marseet   05.02.17 12:55

Próbowała  sobie przypomnieć co czuła gdy pięć lat temu przyglądała się swojemu odbiciu w sukni ślubnej. Tamten strach i rozpacz nagle wydawały się takie irracjonalne…śmieszne. Przecież Deimos ją kochał, nie ważne kiedy to wszystko się zaczęło. Liczyło się tylko to, że przy nim mogłabyś szczęśliwa. Chociaż w ten jeden dzień w roku zawsze towarzyszyła jej myśl odnośnie tego co by się stało gdyby tuż przed nocą poślubną nie podała mu eliksiru na uspokojenie, gdyby nie nauczył się tych kilku drobnych sztuczek które miały go przekonać do jej drobnego i dziecięcego ciała.  Mieliby wówczas do czego wracać? Przy każdej kłótni i przy każdej kolejnej walce  chyba oboje uparcie czepiali się tej myśli, że przecież tuż po ślubie potrafili być szczęśliwi.
Megara nałożyła na długie palce pierścionek zaręczynowy i obrączek. Spoglądając na te ozdoby które kiedyś uparcie nazywała kajdanami, zastanawiała się ile razy już ścigała je z dłoni tylko po to by rzucić nimi w męża. Miliony? Tysiące? Przy każdej kłótni i kolejnej walce? Kącik jej ust drgnął lekko, myślała że gdy będzie starsza, gdy zostanie matką wyrośnie z ciągłego krzyku. Deimos pewnie również miał taką nadzieję. Odwróciła się jeszcze w stronę ogromnego lustra by dokładnie przyjrzeć się swojemu odbiciu. Miała na sobie suknie w kolorze zachodzącego słońca. Sama nie bardzo lubiła ten kolor ale Deimo wydawał się zadowolony widząc swoją wciąż młodą żonę w swoich rodowych barwach. Pewnie to też miało coś wspólnego  z kajdanami i więzami…nie to nie ważne. Teraz liczyło się tylko to by przekonać Carrowa do jej najnowszego pomysłu.
Zanim jednak zeszła na dół wstąpiła jeszcze do pokoju dzieci. Uklękła przy każdym z łóżek odłaniając ciemne lub białe loczki z pyzatych twarzyczek i składając na ich czołach lekki pocałunek. Pół szeptem wyraziła nadzieję, że jej małym białym różyczkom nie przyśni się nic złego i po cichu zamknęła za sobą drzwi do pokoju.
W końcu usiadła tuż obok męża posyłając mu oczywiście zaraz po wejściu do jadalni jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.  Zajęła się jedzeniem uroczystej kolacji w międzyczasie jeszcze raz odtwarzając sobie w głowie wszystkie argumenty jakie przygotowała. Gdy Deimos odezwał się jako pierwszy podniosła na niego niebieskie oczy zaraz przesuwając spojrzenie w stronę okna. Rzeczywiście, jak mogła nie zauważyć, że pada?  Nic jednak nie odpowiedziała, kiwnęła tylko głową  geście zrozumienia.  Sięgnęła po złoty kielich i upiła z niego spory łyk wina. Już dawno wróciła do swojego ulubionego nałogu, w końcu ostatnimi czasy nic nie wskazywało na to, że miałaby znów stać się abstynentką.
Na drobnej twarzy lady Carrow pojawił się niewiele mówiący uśmiech. Czasem i sama Megara zapominała o tym, że gdy chciał Deimos potrafił być naprawdę słodki. Zjadła jeszcze kawałek mięsa. Wiedziała, że powinna się odzywać ale jakoś nie miała głowy do tego by rozmawiać z nim o pogodzie. I w końcu Demos po raz trzeci przerwa otaczającą ich ciszę i spokój. Przez chwilę przygląda mu się trochę niespokojnie a następnie jej dłoń tak pięknie okuta w rodowe błyskotki wsuwa się pomiędzy jego palce i zaciska się na nich. - Tylko proszę cię, nie denerwuj się - zaczęła cicho i spokojnie jednocześnie kciukiem gładząc wierzch dłoni Deimosa. Czego mógł się spodziewać po takim wstępie? Zniknięcia stosu galeonów z rodzinnego skarbca? Rozbitego samochodu czy może zwolnienia kogoś z jego dawnych pracowników? Jeszcze lepiej! Może jego żona już całkiem postanowiła stracić rozum i zapisała Lycusa i Scarlett do mugolskiego przedszkola? - Bardzo byś mnie uszczęśliwił - nie, nie będzie żadnych złych wieści ale prośba. Megara wiedziała, że tym stwierdzeniem może łatwiej przekonać Deimosa, zwłaszcza w taki dzień jak ten. - Gdybyś się zgodził na przyjęcie lekarza - wydusiła z siebie w końcu. - Czytałam jego pracę… może  zdziała więcej niż nasi uzdrowiciele - wciąż mówiła cicho, spokojnie a nawet  błagalnie. Niech tylko Deimos się zgodzi na jeszcze jedną próbę.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] 1960, Marseet   05.02.17 13:30

-Tak jak piękna była na naszym weselu. Pamiętasz jeszcze jak wspaniale tańczyłem?- uśmiecha sie, to ma być miły wieczór w prywatnym gronie. Sentymentalne wspominki są jak najbardziej mile widziane. Nawet jeżeli przez twarz Deimosa przechodzi cień na wspomnienie tego jak niedoceniał swojej pełnosprawności. Do dziś nie rozumie czemu tak naprawdę to jego musiało spotkać to wielkie nieszczęście. Megara wiele na tym zyskuje, bo Deimos wciąż powtarza jej, że jak tylko ma ochotę to zaraz może odejść. Dzieci nie są jeszcze aż tak dorosłe, zeby nie mogły zapomnieć o zbyt młodej mamie. To nie jest bynajmniej to czym zyskuje, wszak nie raz sie juz kłócili o to, że on ma przestać tak mówić. Ale Megara zyskuje, bo Deimos dal jej święty spokój, dał możliwość pracowania gdzie i jak chciała. Mogła sie nawet zajmować stadniną razem z nim. Bylo im łatwiej, no przynajmniej w tych zakresach.
Nagle Megara wyciąga dłoń i kładzie ją na jego. Mówi coś, co nie wytrąca go z równowagi, ale były takie czasy że wystarczyło jej spojrzenie a on juz wiedział, że cos przeskrobała. Dziś nic go nie zaskoczy. Unosi brew spokojnie i sie uśmiecha.
-Hoho, dobrze sie zaczyna- ale słucha i kiwa głową, kiwa, kiwa, kreci i spogląda zaciekawiony. Tym jednym słowem.-Co masz na myśli, mówiąc nasi, chcesz zwolnić Adriena i Cynthie? - to mu sie nie spodobało, ale prawdą jest, że oni nie znali sie tez na przypadłości Deinosa. No i za plecami knuli z Megarą, jak mu powiedzieć. Tyle że on bywał uparty.
- Próbowaliśmy juz wszystkiego- oponuje, lecz bez entuzjazmu. Jakoś nie umie sie ekscytowac i oszukiwać, że jest dla niego jeszcze szansa.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] 1960, Marseet   05.02.17 14:18

Uśmiech Megary tylko się pogłębił. Nie mogła długo milczeć. Wiedziała, że Deimos idealizuje przeszłość sprzed wypadku i to, że powinna go w takich chwilach sprowadzać na ziemię. - Pogoda była wspaniała - przyznała  w końcu w między czasie sięgając po swój kielich. - Pamiętam ogrody pełne białych róż ale nie przypominam sobie twoich niezwykłych umiejętności tanecznych - upiła łyk wina ukrywając swoje rozbawienie za pękaty naczyniem. - Pamiętam za to bardzo bolące stopy - odstawiła kielich na stół nie spuszczając wzroku z męża. Mogła się z nim przecież od czasu do czasu trochę podroczyć. - Chociaż może to była wina niewygodnych butów - wzruszyła lekko ramionami zagryzając wargi byleby się tylko nie roześmiać.
- Dobrze, że pada - dodała po chwili znów skupiając się na kroplach ozdabiających okna jadalni. - Ostatnie tygodnie były ciężkie dla Yorku, wszędzie grożono suszą stulecia. - mruknęła dotykając opuszkami palców własnego czoła. Megara zrezygnowała z pracy  w ministerstwie niedługo po uzyskaniu pełnego stanowiska. Postanowiła skupić się na dbaniu o rodowe ziemie oraz sprawować piecze nad stadninami. Jeśli nie robiła tego dla męża to w takim razie jej głównym celem była ochrona własności Lycusa. Minęło tyle lat od wypadku ale Megara wciąż obawiała się nie tyle głupoty Deimosa co ataku ze strony pozostałych Carrowów. Przecież musiała dbać o rodzinę, nawet jeśli ktoś uparcie wciąż nazywał ją głupim dzieckiem.  - My zrewanżujemy sobie dzisiejszą pogodę w inny sposób- posłała mu szelmowski uśmiech. Planowała zabrać go na parę dni gdzieś daleko, gdzie oboje mogli odpocząć. Minęło pięć długich lat choć kiedyś nikt nie wróżył im nawet dotrwania do pierwszej rocznicy. Zasłużyli na odpoczynek.
Gdy padło imię dwóch zaprzyjaźnionych uzdrowicieli Megara lekko się skrzywiła. - Sądzę tylko, że powinniśmy zasięgnąć innej opinii. Wiesz przecież - wzięła głęboki oddech przygotowując się na jego gwałtowny sprzeciw -że żadne z nich nie jest specjalistami w tej dziecinie - przymknęła na chwilę powieki mając nadzieję, że w jego uszach brzmiało to równie łagodnie co  w jej głowie. - Zrobili dla nas wszystko co mogli. - przyznała mu rację kiwając głową. - Teraz pora poszukać pomocy gdzie indziej. Ja wierzę, że kiedyś staniesz na nogach i znów podepczesz  moje biedne stopy- posłała mu wesoły uśmiech po czym przyciągnęła dłoń męża do ust i lekko ją musnęła. Nie, ona nigdy nie straci nadziei. - Lekarz o którym mówię jest mugolem- nie chciała dać mu dojść do słowa dla tego dodała szybko. - Wszystko załatwię tak żeby nikt się o niczym nie dowiedział. Alfred pomoże mi go tu ściągnąć i później usunąć wszystkie wspomnienia.  Deimos, proszę…zrób to dla mnie.- kartę dzieci i ich przyszłości postanowiła jeszcze zostawić. Lycus miał być tutaj głównym asem w rękawie. Megara przeklinała tylko fakt, że chłopiec jest jak na razie tylko pod względem wyglądu zbyt podobny do niej i do jej rodziny.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] 1960, Marseet   05.02.17 22:43

Idealizuje, czy też nie, faktem było, że nim posadzono drogiego pana D. na wózek, to było wszystko wokół jakieś takie bardziej.. no ciekawsze. Na przykład mógł chodzić niespokojnie po pokoju, albo własnie wychodzić w połowie rozmowy, traskać drzwiami i tak dalej. Teraz, jak nie zapomni o zaklęciu uniesienia wózka, to czasami się zatrzymuje w progu i nie może przejechać. Bo jak wiadomo, progi w takich domostwach bywają przeróżne, zależnie od pomieszczenia w którym się znajdują.
Jej śmiech i te dziwne słowa, które mają sugerować... Deimos przechyla głowę.
- Kochanie, przecież przetańczyłaś ze mną caałą noc. A sama wiesz, że ja nie pałam miłością do tańców. Cóż, teraz mam świetną wymówkę - zgryźliwie się uśmiecha i klepie fotel na którym przyszło mu siedzieć, znaczy na którym przesiedzi kolejne kilkanaście swoich lat. Albo i kilkadziesiąt, kto powiedział, że uda się mu umrzeć za 20 lat.
- Tak, to dobry deszcz. Podobno taka pogoda zmywa wszelkie winy, więc możesz zapomnieć o tym, że narzekałem na twoje wypieki - tu już się chyba z niej perfidnie nabija, więc niech o jego gotowości do obrony świadczy ten wzrok rozbawiony i ręka wsparta na miejscu gdzie różdżka chowa się w wózku. Ale skoro zabawy już czas mija, to i te spojrzenia jak z jakiegoś filmu należy przystopować. Znaczy, jeszcze się do siebie usmiechają i pyta: - Kto by pomyślał, że Malfoyki to takie gorące dziewczyny
No własnie. Bo one przecież raczej lodowe posągi przypominają, niż jakiś tam napalony towar. Ale Megara to odkąd zaczeła wyznawać miłość, to prawie ciągle się zachowywała tak. A biedny Deimos wcale sprostać jej oczekiwaniom nie mógł, bo przecież co jej po takim kalece. On ją chyba codziennie musiał z to przepraszać.
Deimos już prawie dał się przekonać. Smutno patrzył na Megarę, ale wiedział, że się zgodzi. Wszak była jego ukochaną zoną i chciał dla niej jak najlepeiej. Mógł się nawet zgodzić na kolejną bezowocną terapię. Byleby była zadowolona. Ale kiedy powiedziała, że chodzi o M U G O L A.
Deimosem wstrzasnęło, cały się zagotował.
- Wykluczone - a jak to powiedział, to jeszcze dwa razy powtórzył i cisnął serwetką - Nie ma mowy, żeby ktoś o takiej krwi, w ogóle ktoś kto jest M U G O L E M, żeby on mnie dotykał i był tu w Marseet. Oszalałaś?! - patrzy z przerażeniem na żonę. Co ona, nie wie, że mimo upływu lat, Deimos wciąż jest przekonany, że mugole roznoszą choroby i co miesiąc przyjmuje lekarza, który mu aplikuje strzykawkę z lekarstwem przeciwko tym chorobom? Przecież gdyby ten mugol tu przyszedł, to musiałby chyba się Deimos wykąpać w kwasie jakimś, coby odkazić skórę.
Megara oszalała!









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] 1960, Marseet   05.02.17 23:44

Tak, ten przywilej spadł teraz na barki Megary. Jeśli po Mareet roznosił się dźwięk trzaskających drzwi była to z pewnością sprawka lady C. To ona uciekała przed nim w połowie kolejnej kłótni i to ona krążyła po pokojach nie mogąc nigdzie znaleźć sobie miejsca. Ułomność Deimosa dawała jej przewagę w związku i jeśli miała być ze sobą szczera nie do końca była pewna czy tak chętnie się jej wyrzeknie.
Ciężko było ukryć jej wątpliwości. Czyżby uczestniczyli w zupełnie innych weselach. - Cały wieczór to ty przetańczyłeś z kieliszkiem a nie ze mną - przypomniała mu uśmiechając się przy ty zwycięsko.  Oczywiście sama nie była wówczas lepsza ale o tym lepiej nie wspominać. - Chciałbyś mój drogi. Ja tam bardzo lubię kręcić się z tobą na fotelu.- znów ukryła się za pucharem i tylko wesołe iskierki w niebieskich oczach zdradzały rozbawienie. Jej córka miała takie same, duże błękitne tęczówki które ukazywały uczucia  i myśli ich właścicielki zanim ta zdążyła je wypowiedzieć. O mało nie udusiła się swoim trunkiem gdy Deimos przypomniał jej o tym fatalnym dniu. Gdy już udało jej się zaczerpnąć tchu posłał mu wyjątkowo wymowny grymas. - To będę ci wypominała jeszcze po śmierci - niech sobie nie myśli, że uwolni się od niej w następnym życiu. - Już nigdy nie przekroczę nawet progu naszej kuchni - do tamtego nieszczęsnego dnia nawet nie wiedziała gdzie takowa się znajduje. Wszyscy wiedzieli, że jeśli lady Carrow prosiła o wskazanie drogi do kuchni to stanie się coś złego.- Nic by się zresztą nie stało gdybyś choć raz trzymał język za zębami - mruknęła jeszcze rzucając w niego serwetką którą przed chwilą otarła usta. To było na tyle jeśli chodzi o frontalny atak. Mógł już przestać sięgać po różdżkę.
I po raz tysięczny wypomina jej nazwisko które nosiła KIEDYŚ. Przybrała typową minę z cyklu „zbity pies”. - Czyżby próbował mnie odprawić do osobnej sypialni ?- spytała niemal płaczliwie. Megara wiedziała, że czasem zbyt go męczy ale równie często wydawało jej się, że jej bliskość jest mu potrzebna.  Chociaż i tak przecież chodziło o to by pod jej serce pojawiła się kolejna biała róża.  Deimos miał uwierzyć we własne siły i walczyć jak nie dla jednego syna to dla dwóch.
No i się zaczęło. Megara z udawanych spokojem obserwowała tą nagłą zmianę zachowania i tonu. - Nie musimy przyjmować go tutaj - zaczęła spokojnie jednocześnie licząc w myślach od tysiąca wspak. Wszystko byleby tylko się nie denerwować i nie dać wciągnąć w kłótnie. - Ja na co dzień mam do czynienia z podobnymi ludźmi i nic mi nie jest - przypomniała mu usilnie starając się panować nad głosem i mimiką twarzy. - Dzieciom tak samo - dodała żeby nie wyszedł z argumentem,  w stylu Malfoyów to żadne licho nie zabierze . - Deimos proszę cię - miała naprawdę nadzieję, że obędzie się bez klękania, to się już robiło trochę nudne. - Tylko ten jeden raz i skończę z kolejnymi próbami. Obiecuje - wzięła głęboki wdech. - Pomyśl o swoim synu. Ufam Majesty jak mało komu ale oboje wiemy, że sam wolałbyś go uczyć. - błagała w duchu żeby nie okazało się, że wyciągnęła tą kartę jednak zbyt szybko. - Jeśli ten człowiek jest wstanie ci pomóc będziesz mógł wrócić do dawnego życia. znów sięgnęła po jego dłoń. - Nie warto zaprzepaścić takiej szansy przez uprzedzenia.- próba przemówienia Carrowi do rozsądku…to dopiero zabawne.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] 1960, Marseet   06.02.17 23:32

No tak, czymże by było Marseet bez trzaskania drzwiami? I tak im dzieci większe, tym się bardziej hamują. A zaraz po ślubie potrafili urządzić istny armagedon. Do dziś lady Prewett z domu Carrow pyta, dlaczego Deimos wymienił wszstkie lustra. Nie umiał jej odpowiedzieć za bardzo. Coż, najelpiej było po porodzie, kiedy siedzieli wszyscy cicho i tylko dzieciaki darły sie na przemian. Całe szczęście, że Carrowoie mają tak wiele sypialni, to Deimos zdołał się zabarykadować na drugim końcu dworu i nie musiał słuchać niczego. Niańki pilnowały dzieci, a on mógł w spokoju.. no cóż, kłócić się z żoną, bo ich pożycie było nakręcane kolejnymi zgryźliwościami. To jedno coś doda, to doda coś drugie. I nagle mają piątą wojnę domową. A wspomnieć już chyba warto jedynie o tym, że przy dzieciach starają sie nie kłócić. Zresztą, jak tu się kłócić przy takich słodkich istotkach?
- To już robi się tradycją, że najlepsze nasze randki to kiedy jestem bardziej pijany od ciebie - puszcza jej oko, niech się zastanawia, czy miał na myśli to co ona teraz ma na myśli, że on pamięta doskonale jak się w labiryncie na balu bawili wspaniale razem. Może pamięta, może to o to chodzi.. Na pewno nie o tę noc, której w jego głowie nie ma. - Chociaż nie, chyba wole jak ty też jesteś pijana. Ale nie za bardzo - uprzedza, bo on już wie, że jak Megarka jest pijana to ma niewyparzony język i czasami mówi o rzeczach o których nie powinna wcale mówić. Jak to jak obraziła wieczną-starą-pannę-Yaxley i Deimos za karę dostał zwrot chustki, którą podarował Yaxley na znach ich przyjaźni. Najwyraźniej nie była to prawdziwa przyjaźń. skoro nie przetrwała próby zazdrości! Wzniósł kielich - Dlatego pijmy, moja słodka, zgubmy rozum - a potem dodaje jakby wkurwiony - Bo cholera wie, kiedy znów będziemy sami bez małych potworów - a, więc to nie było zdenerwowanie, a jedynie żart. Śmiechom nie było końca!
Póki sie nie obraziła, że przypomniał jej wypadek z ciastem. Dla niego już nieco spowszedniała ta anegdotka i na prawde nie pojmował jak ona może się wciąż obrażać o to, że opowiedział coś Medei o tym, jak Megara próbowała swoich sił w kuchni. Chciał dobrze, a wyszło, no jak zawsze.
Trudny i grząski jest to teren, gdzie przyszło im się poruszać. Ona wiecznie wierzy w niego, a on czuje się głupio, bo już nie ma takich zdolności, jakie miał przed wypadkiem. Wcześniej to tknął dziewcznę i BUM już jest w ciąży. BUM ma jakies przyjemności z tego że z nim śpi, a teraz? Krzywo na nią patrzy, bo ona wie, że po tej kłótni o sypialnie to on z nią zawsze bedzie sypiał, bo ona tego chce. Czego się dla żony nie robi!
Na pewno nie powinno się jej wyrywać z korzeni, ale Megara wydaje sie niezbyt przejęta tym, że nie ma kontaktu z rodziną. Sama ogranicza go do kresu możliwości, a to Deimos ją namawia, by się nie obrazala. Nie chca przecież pogorszyć nawiązanych więzi rodowych?
I się zaczeło.
Dramat rodzinny, całkiem nieprzeciętny. Ale przewidywalny. Ojciec kaleka, co sie wstydzi swojej ułomności i jest zgryźliwym staruchem. Jego żona. Młoda, narwana i o ciętym języku. I niech no tylko padnie jakis temat uważany za tabu. Koniec.
- Nasze dzieci nie mają do czynienia z mugolami, daj spokój - prychnął a później dodał - Właśnie mi się wciąż nie podoba, że ty masz kontakt z mugolami. Powinnaś się szczepić moją szczepionką - co pewnie tam jest woda z cukrem, ale niewazne. Deimos słucha i uszy mu więdną. Kiedy powiedziała, że on powinien uczyć syna, to znów go zabolało serce i pewnie widziała w jego oczach, że już się zgadza, bo to najlepszy argument ze wszystkich. No ale nie da jej tak łatwo wygrać.
- Zwariowałaś - nie może uwierzyć, ale to prawda, jego zona zwariowała. Nadszedł ten dzień. - To może mi też wyczyścisz później pamięc? Tylko uważaj, bo zapomne, że jestem twoim mężem - odsuwa się od stołu, a raczej ma taką ochotę, ale rezygnuje, bo i tak daleko nie pojedzie. Milczy i patrzy na nią, jakby czekał, żeby przeprosiła za zniszczoną kolację.
- A co jeżeli się uda, mam się chwalić na prawo i lewo jak to się stało? Wyobrażasz sobie w jakim by mnie to postawiło świetle?
No jasne, lord Carrow, który boi się oddychać tym samym powietrzem co mugol, nagle pozwala mu masować swoje kolana. Świetnie.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [sen] 1960, Marseet   07.02.17 17:19

- Deimos to chyba nie świadczy o nas najlepiej - odpowiedziała ledwie tamując śmiech. Przywołała wspomnienie ich pierwsze spotkania nad fontanną. On ledwo trzymał się na nogach a ona tańczyła na kamiennym murku. Wciągu tych kilku lat Megara napomknęła o tym raz czy dwa. Głównie dla tego, że wciąż była przekonana iż Deimosa niczego nie pamięta. A jeśli nawet było inaczej to obawiała się, że w końcu każe wyjaśnić dlaczego skoro kiedyś była nim zauroczona tuż  po nałożeniu pierścionka zaręczynowego na chude palce tak bardzo go nienawidziła. - Tylko y twierdzisz, że potrafię być miła tylko po alkoholu - zarzuciła mu oczywiście żartując sobie z niego. Czy to nie Deimos uwielbiał twierdzić, że jego żona jest zimnokrwistym (czasem szalonym) potworem? Idąc w jego ślady chwyciła za puchar i wzniosła toast. Wino o mało nie wyleciało jej nosem gdy jej dzieci zostały nazwane potworkami. - Takie ich nieszczęsne geny - dorzuciła jeszcze nie mogąc przestać się śmiać. Chociaż z drugiej strony miała ogromną ochotę pobiec na górę i przyprowadzić zaspane maluchy do jadalni.  Przy nich wszystko wydawało jej się…po prostu kolorowe.
Megara zaczęła bawić się bransoletką zdobiącą jeden z jej nadgarstków. Spoglądając na umieszczonego na niej węża zastanawiała się czy to dobry moment by uświadomić Deimosa, że jedna z niań jest mugolaczką. Zaraz zrezygnowała z tego pomysłu.  Znając Deimosa pewnie poczułby się zdradzony albo jeszcze lepiej spaliłby całej Marseet.. - Jestem zdrowa i nic mi nie grozi.- przeniosła wzrok na męża.  Liczenie wspak powoli przestało wystarczać, wyraźnie było po niej widać, że się irytuje.  Obiecała sobie, że następnym razem gdy ten szarlatan spróbuje przekroczyć próg jej domu każe go wyrzucić na zbity pysk.  Wzięła głęboki oddech i nagle całą irytacja gdzieś zniknęła.  Ledwo ukryła uśmiech widząc jak opór Deimosa słabnie.  Teraz będzie trzeba tylko podpuścić Lycusa tak by chłopiec nieświadomie wzbudzał w ojcu poczucie winy.
Nawet nie drgnęła gdy mąż oskarżył ją o to, że zwariowała. Było to przecież stały punkt każdej poważnej rozmowy o kłótniach już nie wspominając. Deimos nazywa ją szaloną a później i tak wychodzi na to, że to jego żona miała rację…cóż przeważnie.  Niebieskie oczy przesunęły się wzdłuż ciała mężczyzny by w końcu zatrzymał się na wózku. Czekała aż te ruszy lub się uniesie ale nic się nie stało.  Nic nie odpowiedziała na tę dziwną groźbę. Wdawanie się w podobne dyskusje jeszcze nie przyniosło niczego dobrego.
- Jeśli się uda - zaczęła siląc się na obojętny ton. - Powiesz, że twoja szalona żona sprowadziła uzdrowiciela z drugiego końca świata który ci pomógł. - w końcu podniosła się z miejsca i przeszła tych kilka kroków by stanąć za jego plecami. Objęła go za szyję kładąc brodę na ramieniu męża. - Pomyśl o szkockich górach, spacerach po plaży i przemierzaniu zielonych stepów Yorku. - szeptała cicho wprost do jego ucha. -Wyobraź sobie twarz Scarlett gdy po raz pierwszy wzniesie się w powietrze albo radość Lycusa gdyby po raz pierwszy udałoby mu się ciebie prześcignąć. Wiem, że chcesz być w tędy z nimi. Przygotować ich i wychować na potomków godnych twojego nazwiska. To samo tyczy się wszystkich synów których ci urodzę - uśmiechnęła się lekko. Na chwile jeszcze mocniej objęła męża. - Proszę cię, zgódź się. - wiedziała, że niemal go torturuje.  Nie chodziło tylko o to, że  klejąc się do niego odbierała mu możliwość sprzeciwu. Z premedytacją wypominała mu wszystko to czego nie mógł i nie będzie mógł robić przez swoje kalectwo.


Powrót do góry Go down
 

[sen] 1960, Marseet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» [sen] sierpień 1956, marseet

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17