Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wejście   05.02.17 18:20

Wejście

Wejście do sklepu z amuletami przy ulicy Pokątnej nietrudno jest zauważyć. Rzadko zdarza się, by ktoś przeszedł obojętnie obok fantazyjnych, drewnianych drzwi w morskim kolorze, przywodzącym na myśl morze Egejskie oblewające plaże Grecji. W okrągły wykusz wprawiony jest przykuwający wzrok witraż z winoroślą, tuż przy drzwiach kwitną egzotyczne rośliny, magicznie utrzymujące zieleń liści przez cały rok. Latem wrota są zawsze otwarte, wypuszczając na zewnątrz charakterystyczną woń cytrusów i świeżej morskiej bryzy.


Powrót do góry Go down
Asterion Valhakis
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3018-asterion-valhakis http://www.morsmordre.net/t3240-olimpijski-bog http://www.morsmordre.net/t3712-asterion-valhakis
Przedsiębiorca
52
Czysta
Zaręczony
Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią
10
0
14
0
0
5
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   05.02.17 18:39

20-sty który?

Nie wróżył sobie szczęścia z gwiazd; wyjątkowo nie zaznajomił się nigdy ze sztuką wieszczenia. Obca mu była zarówno astronomia, zgłębiana przez jego przodków od centaurów, w szczególności od mądrego Chirona, jaki i inne sztuki odczytywania przyszłości, bardziej tajemnicze i uduchowione. Przyjmował je zwyczajnie, ze spokojem i pokorą, choć w pewnym stopniu uważał, że na nie zasłużył Zapracował, długo właściwie egzystując bez żadnych mocniejszych bodźców prócz metalicznego zgrzytu ostrza, przesuwanego po szlifowanym kamieniu. Jedyne pobudzenie zmysłów, które gwarantował sobie niegdyś: drżenie rozkoszy przy eksperymentalnym amulecie, przy tworzeniu nowego rodzaju magii, przy przywoływaniu potężnej mocy prosto z naturalnego rdzenia. Na zasadzie kontrastu zestawiając ze sobą dwie tak skrajnie różne przyjemności, Asterion przyznawał jednak palmę pierwszeństwa tej innej. Nieco pierwotnej, ale dopiero odkrywał jej smaki na nowo, wciąż i wciąż zachwycając się świeżo rozpalonym uczuciem, huczącym w jego piersi niby sztorm zesłany przez Posejdona na zagładę Odysa. Dla króla Itaki to miała być kara, za oślepienie syna boga, zaś Valhakis właśnie odbierał swoją nagrodę. Najdotkliwszy huragan uczuć, wyzwolenie, wspaniała powódź zalewającego go płynnego szczęścia. Miał wrażenie, że w nim tonie, że topi się, ale przecież potrafił oddychać powietrzem wypełnionym bez mała jego czystą radością. Kobieta, którą kocha wkrótce zostanie jego żoną. Nie miał innych marzeń, ponieważ wszystkie, nieśmiało rysujące się w jego głowie, dążyły wprost do niezwłocznego ich spełnienia.
Nie przewidywał komplikacji, Fortuna nigdy nie była dla niego równie łaskawa. Obserwując świat zza szyby swego sklepu miał wrażenie, że przechodniom udziela się to szczęście, jakby nie znali już żadnych trosk. Kto wie, może jakiś śmiałek uwięził Tanatosa i Śmierć przestała trwożyć ludzi, ziszczając ich niedorzeczne pragnienie nieśmiertelności? Valhakis nie czuł potrzeby dorównywania bogom, wystarczyło mu uznanie w oczach Deirdre. Tylko dla niej pragnął pracować i jej aprobatę widzieć, jej uśmiechem karmić się co ranka. Obsługując klientów w sklepie pozostawał więc dziś nieco nieprzytomny, pozwalając sobie na tę drobną niesubordynację, nieustannie błąkającą się w okolicach panienki Tsagirt. Jego narzeczonej. Wkrótce mieli się zobaczyć, a serce Asteriona biło szybciej już na samą myśl - ekscytował się jak młodzieniec, lecz nie potrafił nic poradzić na tak spontaniczne reakcje. Zdecydował się zamknąć sklep wcześniej - na drzwiach już widniała tabliczka, informująca o tym, że zakład jest nieczynny, lecz mimo to zadźwięczał dzwonek u drzwi.
-Deirdre? - rzucił Asterion w głąb sklepu, licząc, że odpowie mu znajomy głos, chociaż nie tak się przecież umawiali. Może jednak Miu zapragnęła zrobić mu niespodziankę i spotkać się z nim nieco wcześniej? Bo nie mogła się doczekać? Wychylił się zza ogromnej półki, przygotowując się na spotkanie szczupłej sylwetki w eleganckich szpilkach i skromnej sukni, lecz zamiast ślicznego obrazka Dei, zastał przed sobą Edgara Burke'a. W jednej chwili z Asteriona prysło całe zadowolenie, jakim emanował; mężczyzna zmarszczył brwi, nie odzywając się słowem i jedynie w duszy przeczuwając kłopoty.






No, I am not Prince Hamlet, nor was meant to be
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   05.02.17 19:11

Bez różnicy, byle nie 26. Może być 21.
Nie planował na dzisiaj żadnej wizyty w sklepie z amuletami. Nie zamierzał szarpać sobie nerwów, szczególnie, że ostatnio miał na głowie wystarczająco dużo innych problemów. Pojawił się na ulicy Pokątnej jedynie w celu zapełnienia swojej sakiewki galeonami, toteż kiedy tylko to zrobił, ruszył szybkim krokiem w kierunku Nokturnu. Przechodząc obok sklepu Valhakisa, zmusił się, by nawet nie zerknąć na znienawidzony szyld. A jednak zerknął i, jakby tego było mało, wszedł do środka. Nie potrafił powiedzieć dlaczego to zrobił skoro tak bardzo wystrzegał się przekroczenia tego konkretnego progu. Ciekawość? Chęć zdobycia najnowszych informacji odnośnie jego bankructwa? A może wewnątrz znajdowało się coś przypominające mitologiczne syreny, co po prostu zwabiło go do środka i już nie pozwoli wyjść.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, jak zwykle niechętnie doceniając kunszt wytworzonych amuletów. Wciąż jednak nie byłby w stanie niczego tutaj kupić, a już tym bardziej podarować komuś bliskiemu. Nie, kiedy każdy z tych amuletów został tchnięty do życia przez Asteriona Valhakisa, mordercę jego ciotki i wroga numer jeden. Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Greka, by w Edgarze zaczęło wrzeć. Tak byłoby i tym razem, gdyby najpierw do jego uszu nie doszedł ten charakterystyczny głos, wypowiadający jej imię, co całkowicie zbiło Edgara z pantałyku. Odwrócił się w jego stronę, spoglądając na niego z lekkim zaskoczeniem. - Słucham? - Podszedł bliżej półki, aby móc lepiej widzieć swojego rozmówcę. Jego milcząca rodzina przeważnie źle sobie radziła w kontaktach międzyludzkich, najczęściej przyjmując pozycję biernego słuchacza, co z kolei sprzyjało nauce takich rzeczy jak odczytywanie języka ludzkiego ciała. Niestety w ramach reguły coś za coś żadne z nich nie było wybitnym mówcą. - Kim jest Deirdre? - Zapytał prosto z mostu, modląc się w duchu, aby jednak nie chodziło o Deirdre Tsagairt. Obawiał się jednak, że Valhakis może odebrać to pytanie na różne sposoby - chociażby jako wyłudzanie cennych informacji, które później będą mogły być wykorzystane przeciwko niemu. I, sądząc tak, prawdopodobnie wiele by się nie pomylił. Wszakże Edgar cały czas poszukiwał sposobu, który ułatwiłby mu zmiecenie Asteriona z brytyjskiej ziemi.


Powrót do góry Go down
Asterion Valhakis
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3018-asterion-valhakis http://www.morsmordre.net/t3240-olimpijski-bog http://www.morsmordre.net/t3712-asterion-valhakis
Przedsiębiorca
52
Czysta
Zaręczony
Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią
10
0
14
0
0
5
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   05.02.17 19:21

Zaskakujące, jak często ostatnimi czasy niezidentyfikowana siła popychała go wprost na mieliznę - z oceanu głębokiego szczęścia, prosto w ramiona Burke'ów, przypuszczalnie gotowych rozszarpać mu tętnicę zębami i gołymi rękami wyłupić oczy, gdyby tylko okazał się aż tak nieostrożny i pozwolił się podejść. Asterion mimo tych przykrych konieczności, zachowywał zdawkowy umiar, dystansując się z całej siły od przeszłości, bo chociaż rozjątrzona rana czasami się odzywała, to przecież właśnie zakończył ten smutny etap wdowca, ozdabiając rękę kobiety, którą kochał zaręczynowym pierścieniem. Tym samym stał się jej, co uwalniało go jakby od obowiązku zmagania się z oszczerstwami i podle rozpuszczanymi plotkami. I tak nie zdołałby ich powstrzymać: racjonalny osąd sytuacji, w której to Burke'owie byli górą, sygnując swe poglądy szlacheckim nazwiskiem. Nieco rozgoryczało to ambitnego Valhakisa, lecz nie zamierzał rozpaczać, już nie, skoro czuł się człowiekiem spełnionym. Zrealizował swoje marzenie, nie licząc na cud, na przypadek, na pomyślność, samodzielnie wytrącając przeznaczeniu cugle swego losu. Poprowadził go dokładnie tak, jak chciał - od pierwszego momentu, w którym ją zobaczył, coś nieznacznie tknęło dojrzałe serce Asteriona, a ogorzała twarz zapłonęła zainteresowaniem. Bliskości tak fizycznej, jak i psychicznej, zwłaszcza tej drugiej, którą otrzymywał w zaskakującej hojności, aż w końcu Deirdre zgodziła się na krok ostateczny, już na zawsze mający przypieczętować ich związek. Wkrótce, nie śpieszyło mu się, wystarczyła mu wiedza, że Miu właśnie tego chce.
I wśród tego całego cukru, pięknego kalejdoskopu obrazków pod tytułem "żyli długo i szczęśliwie", pojawiał się Edgar. Barczysta sylwetka, chmurne spojrzenie, niski, głęboki, choć nieco zgrzytliwy głos, jakby dobywał się wprost z rzadko używanego gardła. Valhakis instynktownie zwietrzył nieprzyjemności, aczkolwiek nie miał się przecież czego obawiać. To był tylko Burke, prawdopodobnie przybył na spytki, czy aby na pewno nie życzy sobie jego pieniędzy. Ha, Edgar wyciągał pomocną dłoń, a Valhakis tym gardził - nic, tylko szaleniec, ale Asterion miał powody, by nie ufać mężczyźnie i nie wierzyć w jego dobre intencje. Grane raczej topornie; Burke'owie słynęli z innych zalet niż zdolności aktorskie.
-Wybacz, sir - rzekł ostrożnie, prawie służalczo, chociaż daleki był od płaszczenia się przed kimkolwiek - nie spodziewałem się dziś już nikogo - wytłumaczył rzeczowo, lekko skłaniając głowę w ramach rekompensaty za brak należytego powitania - poza narzeczoną - dodał, ignorując dopytanie o personalia, a dość jasno dając Edgarowi do zrozumienia, że powinien natychmiast opuścić jego sklep.






No, I am not Prince Hamlet, nor was meant to be
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   05.02.17 19:21

Edgar zdawał się usłyszeć tylko dwa ostatnie słowa. Narzeczoną. Tak właśnie powiedział, Burke był tego pewny, a i tak miał ochotę poprosić go o powtórzenie. Zapomniał o celu swojej wizyty, pragnąć jedynie poznać personalia wspomnianej Deirdre. Musiał być pewny, że nie jest nią ta konkretna kobieta. Musiał usłyszeć to z jego ust, inaczej ciekawość i niepewność długo nie dadzą mu spokoju. Nigdy nie życzyłby mu szczęścia w żadnej dziedzinie życia, a już na pewno nie tej miłosnej. Dostał jedną szansę od losu i spektakularnie ją zmarnował, jednocześnie tworząc sobie wielu wrogów. Niemniej, jeżeli chodziłoby o Dei, to tylko spotęgowałoby to uczucie. Znał ją, może nie najlepiej, ale znał. I nie wyobrażał sobie, by mogła spędzić resztę życia u boku Greka. By ktokolwiek mógł to zrobić, biorąc pod uwagę fakt, że w każdej chwili podarowany kawałek biżuterii mógł się zamienić w śmiercionośny amulet. Ten mężczyzna był piekielnie niebezpieczny, ale bardzo rzadko sprawiał takie wrażenie. Chociażby teraz. Zachowywał się tak kulturalnie, że Edgar tym bardziej miał ochotę posłać w jego kierunku jedną z wielu znanych klątw. - Narzeczoną? - Powtórzył, nie kryjąc się ze swoim zdziwieniem. Tym razem to nie mogła być kolejna szlachetnie urodzona panna z pokaźnym posagiem. Valhakis lata świetności miał już za sobą. Poza tym był wdowcem z gromadą córek i, co najważniejsze, w jego żyłach nie płynęła szlachetna krew. Tylko ostatnia desperatka postanowiłaby zrezygnować z wygodnego życia na rzecz ślubu z Grekiem. - Nie wiedziałem, że bierzesz ślub - Dlaczego dopiero teraz? Chyba nie wmówisz mi, że tak długo opłakiwałeś swoją poprzednią żonę pomyślał, podchodząc jeszcze bliżej półki, przy której stał Valhakis. - Znałem niegdyś pewną Deirdre... - powiedział jakby chciał rozpocząć jakąś historię. Nachylił się nad gablotką, przyglądając się leżącemu w niej amuletowi. Nie wierzył w dobre intencje Asteriona. Był przekonany, że jego nowa żona prędzej czy później podzieli los jego ciotki. Zerknął przelotnie na Greka. A może faktycznie się zakochał? Komu udało się owinąć go wokół palca? Edgar oddałby wiele za tą informację i właśnie dlatego też nie zamierzał stąd wychodzić dopóki jej nie zdobędzie.


Powrót do góry Go down
Asterion Valhakis
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3018-asterion-valhakis http://www.morsmordre.net/t3240-olimpijski-bog http://www.morsmordre.net/t3712-asterion-valhakis
Przedsiębiorca
52
Czysta
Zaręczony
Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią
10
0
14
0
0
5
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   05.02.17 19:34

Małżeństwo jako instytucja w jego wypadku sprawdziło się nieźle, działając bez zarzutu. Na równi ze świetnie prosperującymi interesami dwóch połączonych ze sobą rodzin. Trafiony w punkt biznes życia dla obu zainteresowanych stron, chociaż przed spektakularnym rozłamem, Asterion sądził, że ugrał zdecydowanie więcej. Początkowa protekcja była mu potrzebna - nie oszukiwał się, że w świecie, jakim go zastał, zmonopolizowanym przez szlachetnie urodzonych czarodziejów komuś takiemu jak on (obcemu, a więc: złemu) ciężko byłoby zaistnieć na wolnym rynku. Ponadto kobieta, którą dostał gratis do ich umowy, z biegiem czasu naprawdę stała się jego żoną. Nie tylko formalnie, ale również uczuciowo. Pokochał ją, choć najpierw musiał doświadczyć skrajnego obrzydzenia do własnej osoby, do tego że dobrowolnie niweczy szansę na piękne życie. Europa stała u jego boku, nosiła w sobie jego córki, wspierała go zawsze, nawet, jeśli z początku czuła się odtrącana Zasługiwała na wszystko, co najlepsze, a Valhakis robił co w jego mocy, by jej to zagwarantować. Jej śmierć wstrząsnęła nim silniej, niż reakcja Burke'ów, w pierwszych tygodniach po pogrzebie właściwie nie orientował się w nowej sytuacji, zbierając myśli i poświęcając się córkom. Gdy spotkał się z aktami nienawiści, przyjmował je w zasadzie obojętnie, nie szukając zemsty, ale również nie bojąc się postawić. Nie dawał gnębić się bezkarnie, a pretensje lordów Durham były bezpodstawne, irracjonalne, absolutnie nie dające im prawa do wymierzania sprawiedliwości samodzielnie. Asterion toczył tę cichą wojną, właściwie ograniczając się do defensywy, co może ochłodziło nieco zapał Burke'ów, gwarantując mu pakt o nieagresji. Zawieszenie broni na czas nieokreślony, chociaż zawsze znalazło się kilku działających na własną rękę. Często szczeniaków, podburzonych opowieściami starszego wujostwa, dokonujących drobnych aktów wandalizmu. Za złapanie takiego młodocianego Burke'a na gorącym uczynku, Valhakis najchętniej nakazałby mu zniwelowanie szkód bez użycia magii, lecz ograniczał się do cierpkiego listu do opiekuna. Rzadko jednak zastawał sprawców na miejscu zbrodni - to były tylko dzieciaki i nawet jeśli chlubnie szczyciły się wybitymi szybami, umieszczając gdzieś wśród pęknięć swoje inicjały, bały się spotkania oko w oko z tym greckim monstrum.
Odwrotnie od Edgara, już niemal tradycyjnie wychodzącego Asterionowi na przeciw. Valhakis nie zmienił swego zdania od ich ostatniej rozmowy, nie zamierzał sprzedawać sklepu, ani pożyczać złota, zwłaszcza od niego. Wyprostował już swoje interesy, które od jakiegoś czasu pięły się w górę, zaskakując go coraz lepszym zyskiem, więc tym bardziej nie musiał się zastanawiać nad podziękowaniem Burke'owi i jak najszybszym pożegnaniem się z nim.
-Nie jestem szlachcicem, by pisano o tym gazetach, sir - zauważył, nie dodając, że nie byli przyjaciółmi i nie musiał go powiadamiać o swym szczęściu. Ba, nie chciał, ale najwyraźniej Edgar ożywił się tym faktem (planował obrazowo opisać Deirdre, że zaręczyła się z żonobójcą?), jasno dając mu do zrozumienia, że nie wyjdzie wcześniej, póki nie poczęstuje go odpowiednią dozą informacji.
-Dei pracuje w ministerstwie, więc niewykluczone, że ją znasz, sir - odparł, wpatrując się bystro w oblicze Edgara. Dostałeś, czego chciałeś. A teraz natychmiast stąd wyjdź.






No, I am not Prince Hamlet, nor was meant to be
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   05.02.17 23:19

Jedynie kiwnął głową, dając do zrozumienia, że zgadza się z jego słowami. Doskonale wiedział, że nie znajdzie w najnowszym numerze Proroka żadnej wzmianki o zbliżającym się ślubie Valhakisa. Tak jak sam powiedział: nie był szlachcicem, dlatego też nikt nie decydował się na zapełnienie cennej kolumny taką informacją. Dla większości osób błahą i mało interesującą - dla Edgara niezwykle ważną. Grek był jego najbardziej znienawidzonym konkurentem, stąd pluł sobie w brodę, że przez jego sieć kontaktów nie przedostała się żadna informacja czy chociażby niepewna plotka o nadchodzącym wielkim wydarzeniu. Edgar lubił dużo wiedzieć. Przez lata pracy na Nokturnie nieznużenie zbierał co cenniejsze wiadomości o swoich pracownikach i klientach, by w razie jakiegokolwiek problemu móc je wykorzystać. Tym bardziej potrzebował informacji takiej jak ta i z pewnością wiele by za nią dał, nawet jeżeli sam jeszcze do końca nie wiedział, jak by ją spożytkował. Samo wyobrażenie Asteriona na ślubnym kobiercu wywoływało w nim drgawki; myśl, że jak gdyby nigdy nic postanowił zastąpić miejsce jego ciotki jakąkolwiek inną kobietą. Targała nim złość i choć zawsze starał się emocje odstawiać na bok, żeby nie przysłaniały jego zdrowego rozsądku, w tym wypadku nie potrafił tego zrobić. Zawsze był przewrażliwiony na punkcie swojej rodziny. Zdawał sobie sprawę ze swojej słabości i nigdy nie próbował się jej pozbyć. Wyprowadzenie go z równowagi nie było prostym zadaniem, ale jeżeli w jakikolwiek sposób naraziło się jego bliskim, Edgar nie był w stanie przejść obok tego obojętnie.
Zamarł, usłyszawszy jego odpowiedź. Teraz był niemalże stuprocentowo pewny, że jego wybranka serca była nikim innym jak Deirdre Tsagairt i nie wiedział jak na to zareagować. Przez jego głowę przetoczyło się mnóstwo myśli na czele z ich ostatnim spotkaniem w Wenus. Zaczynał rozumieć dlaczego tak prosiła go o dochowanie tajemnicy. Wyprostował się i odwrócił w stronę Asteriona. - Znam ją naprawdę bardzo dobrze, jeżeli cały czas mówimy o tej samej osobie - powiedział, zauważając w ciemnych oczach Valhakisa niemy rozkaz opuszczenia tego budynku. A Edgar coraz mocniej nie miał ochoty tego robić. Zamilkł, przeprowadzając chłodną kalkulację posiadanych informacji, ostatecznie postanawiając je wykorzystać. Obietnica złożona Dei niestety musiała ustąpić miejsca nieodpartej chęci gnębienia stojącego przed nim mężczyzny. Trudem powstrzymał się przed kpiącym uśmiechem, utrzymując jednak poważny wyraz twarzy. - Obawiam się, że twoja narzeczona nie pracuje w ministerstwie magii - powiedział w końcu, czując niemałe rozradowanie, mogąc wypowiadać te słowa. Tyle razy próbował mu zajść za skórę, a wystarczyło poczekać aż się zakocha. - Za to faktycznie jest dość znana, szczególnie wśród arystokratów - dodał, a kąciki ust jednak lekko mu zadrgały. - Słyszałeś kiedyś o Wenus, Asterionie? - Zapytał, z dziką satysfakcją czekając na jego reakcję. Szach mat.


Powrót do góry Go down
Asterion Valhakis
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3018-asterion-valhakis http://www.morsmordre.net/t3240-olimpijski-bog http://www.morsmordre.net/t3712-asterion-valhakis
Przedsiębiorca
52
Czysta
Zaręczony
Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią
10
0
14
0
0
5
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   05.02.17 23:46

Zbliżające się spotkanie z Deirdre sprawiało, że Asterion mimowolnie łagodniał, woląc zagrać spokojnie, na czas, aniżeli niezbyt elegancko kazać Edgarowi wynosić się z jego sklepu, zniknąć mu z oczu i najlepiej nigdy nie wracać. Personalnie - nie czuł do niego żadnej urazy, utożsamiając ją raczej z całym klanem dziedziców Durham. Ten konkretny arystokrata prócz delikatnych podchodów podsunięcia mu najpiękniej opakowanej puszki Pandory, nie rzucił mu jeszcze rękawicy, nie rozsierdził na tyle, by Valhakis odpowiadał swoją nienawiścią na jego nienawiść. Potrafił powściągać uczucia znakomicie - a w jego fachu opanowanie było naprawdę cenione.
Z tego względu ze złotą cierpliwością odpowiadał na pytania mężczyzny, może klucząc, może mijając, ale udzielał mu tych szczątkowych informacji. Niby dalekiemu znajomemu, dociekliwie wypytującemu o to, jak mu się wiedzie. Asterion doskonale zdawał sobie sprawę, że Edgar tych faktów otrzymanych wszak z pierwszej ręki, bezpośrednio ze źródła, zrobi użytek przeciwko niemu, ale jakoś nie obawiał się go zupełnie. Deirdre zawróciła mu w głowie całkowicie, więc wszelkie myśli oscylujące wkoło kłopotów w interesach czy niebezpiecznych, żądnych zemsty za niepopełnioną zbrodnię szlachciców mogły wywołać u niego drżenie niepokoju. Był dojrzałym mężczyzną i potrafił radzić sobie z problemami, zawsze w odpowiedni sposób. Burke stanowił tylko jedną z wielu przeszkód, ale nie taką, jakie nie mógłby ominąć. Albo pokonać, jeśli tylko ten zdecyduje się na drastyczniejsze środki przekazu. Asterion nie był głupcem, więc nie wznosił się zbyt wysoko, woląc nie doświadczyć smaku ikarowego lotu. Rozumował zaskakująco trzeźwo, chłodno kalkulując każdą możliwą opcję, ale coraz wyraźniej dostrzegając w Edgarze już prawdziwego wroga.
Napięcie narastało stopniowo, by chwilę później - już momentalnie - wzrosnąć i przeskoczyć o całą skalę w górę. Każde słowo zdawało się pułapką, ciernistym krzewem, z pozoru zostawiającym rankę drobną, lecz bolesną i wadzącą przy każdym kroku. Przepełnione niedopowiedzeniami zdania, opowieść przesycona nutami perfidii, wgryzający się w obraz greckiego mitu o szczęściu. Do którego niepostrzeżenie wkradał się zły charakter, kolejna postać, doprawiająca życie głównych bohaterów goryczą. Edgar Burke siał niezgodę, postępując niezwykle wyrafinowanie. Zagadkowo, zapraszając do dyskusji, zachęcając do uroczej konwersacji, jednocześnie rzucając na stół swoje karty. Z każdym kolejnym rozdaniem coraz lepsze, acz Asterion łudził się, że to jedynie blef i pokerowa twarz.
Niepokoił się szczerze i bał się, że zaraz któryś z bogów ześle na niego szaleństwo, jak to, przez które Herakles zabił swoją żonę i dzieci. On miał w zasięgu ręki wyłącznie Edgara, ofiarę idealną, winną, ale... stał jak zamurowany, po prostu słuchając.
Oblizał spierzchnięte usta, prostując swoją sylwetkę, dumnie, pewnie... bo nie wierzył w ani jedno wypowiedziane przez niego kłamstwa. To były łgarstwa, podłe i wyrachowane, w których Asterion nie widział ani sensu, ani celu, prócz wywołania w nim mdłego gniewu. Chciał go sprowokować? To udało mu się znakomicie. Valhakis nie rozważał jego słów w kategorii możliwości, ostatnie o czym pomyślał, było prawdopodobieństwo, nie wierzył w obrzydliwe i obleśne sugestie Burke'a, próbującego mu wmówić, że Deirdre...
W jego czekoladowych oczach rozbłysły stalowe iskry, wargi zacisnęły się w cienką linię, brwi zmarszczyły się groźnie, a on z ponurą miną utkwił ciężki wzrok w Edgarze.
-To dom cór Koryntu. Możesz się tam teraz udać, tutaj nie jesteś mile widziany - odparł oschle, zaplatając ręce na piersi, powstrzymując się przed rzuceniem w stronę Burke'a jakiejś obelgi. Głos jednak zdradzał wiele: uwydatnił się grecki akcent, a Edgar niechybnie zauważył, że poruszył wyjątkowo tkliwą strunę.






No, I am not Prince Hamlet, nor was meant to be
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   06.02.17 0:34

Postawa Greka oraz jego zachowanie niemalże krzyczały od buzujących w nim emocji. Edgar od razu to zauważył i delektował się tym jego wybuchem silniejszych uczuć, wcześniej obawiając się, że nigdy do niego nie dojdzie. Valhakis potrafił trzymać nerwy na wodzy jak nikt inny - prawdopodobnie również z tego powodu niegdyś tak dobrze udawało mu się prowadzić interesy z Burke'ami. Mało kto potrafił zdobyć ich zaufanie, a jemu udało się nawet ożenić z jedną z przedstawicielek tego rodu. Jego decyzja o zerwaniu kontaktów była wielce nierozważna, o czym w końcu mógł się przekonać. Edgarowi nareszcie udało się poznać jego największą słabość. Już wcześniej spodziewał się podobnej reakcji w przypadku ruszenia jego córek, lecz Edgar nie mógł nic na nie znaleźć. Dlatego też teraz stał pewny siebie i przez chwilę rozkoszował się wywołaną reakcją, nie odpowiadając od razu na jego oschłe słowa. - Piękna nazwa nie zamieni tego miejsca w różany ogród - zauważył kpiąco, mierząc mężczyznę wzrokiem. Pierwszy raz usłyszał w jego głosie pobrzmiewający obcy akcent, co tylko uświadomiło Edgara w słuszności swoich czynów. Niech intruz wróci tam, skąd przybył. Zachowanie Valhakisa tylko podsycało Edgara do mówienia więcej i więcej. Był w stanie podzielić się z nim każdym szczegółem, byle tylko poruszyć coraz bardziej napiętą strunę i patrzeć jak się rwie na pół. Pragnął zobaczyć jak Asterion zaczyna wierzyć w to, o czym mówił; jak zaczyna wątpić w swoją przepiękną narzeczoną, która - jak Edgar śmiał sądzić - zajmowała szczególne miejsce w jego sercu. - A prawda jest taka, że twoja przyszła żona wiedzie tam prym - kontynuował, czując rosnącą satysfakcję z każdego wypowiadanego przez siebie słowa, choć przecież na co dzień mówił tak niewiele. - Deirdre, Miu, Orchidea... Jak zwał tak zwał, ale jest bardzo profesjonalna w tym, co robi - dokończył, dając mu jasno do zrozumienia, że korzystał z jej usług. Wciąż nie mógł uwierzyć, że tak długo chodził dookoła Asteriona, próbując uprzykrzyć mu życie aż ostatecznie los sam postawił podsunąć mu rozwiązanie na srebrnej tacy. A Edgar przyjął je z ogromną wdzięcznością.


Powrót do góry Go down
Asterion Valhakis
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3018-asterion-valhakis http://www.morsmordre.net/t3240-olimpijski-bog http://www.morsmordre.net/t3712-asterion-valhakis
Przedsiębiorca
52
Czysta
Zaręczony
Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią
10
0
14
0
0
5
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   06.02.17 1:00

Orchidea.
Zakuło bardziej, niż się spodziewał, ten jeden kwiat, tak piękny, tak charakterystyczny, tak pasujący do niej, jakby odbijał jej duszę w swoich pięknych płatkach i delikatnym zapachu. Bardziej codziennym odbiciem orientalnego jaśminu; tymi kwiatami najczęściej ją obsypywał, prawiąc przy tym banały, o jej urodzie. W Valhakisa trafiła właśnie w tym momencie jego trywialność, oto jak zadziało jedno niewłaściwe słowo, przy całej tej emocjonalnej burzy, powodując w Asterionie uczucie dziwaczne, którego w tym momencie się zupełnie nie spodziewał. Nostalgię. Wspominał z rozrzewnieniem bukiety, które jej sprezentował, pojedyncze kwiaty, wszystkie, jakie oglądał, pieczołowicie dobierając te najwspanialsze, o najintensywniejszej barwie i najmocniejszym zapachu. Silne, dokładnie jak sama Deirdre.
Czyżby to porównanie nie było jego? Nie on pierwszy dostrzegł to podobieństwo, nie on pierwszy tak ją nazwał, nie on pierwszy przyniósł jej te konkretne kwiaty, walcząc zaciekle o jeden uśmiech? Twarz Asteriona stężała, a mężczyzna skamieniał, jakby jego mięśnie przeszył ostry paraliż, wyłączający możliwość ruchu i reakcji na bodźce. Werbalne, a mimo tego dotykające do żywego. Edgar nie mógł uderzyć mocniej: znalazł piętę achillesową Valhakisa i właśnie teraz próbował go zniszczyć, opowiadając nikczemnie zmyślone historie, plotki, brednie, farmazony. Rozdzierał jego serce niezwykle skutecznie, nie pozostawiając w nim jednak do wzrośnięcia nawet ziarna wątpliwości. Asterion ufał Deirdre bezgranicznie, nie wierzył w te niecne, obleśne, obrzydliwe plotki, jakie tak umiejętnie sprzedawał mu Burke, licząc... właściwie na co? Na podziękowania, na natychmiastowe zerwanie się Valhakisa i popędzenie wprost do Wenus, by mógł przekonać się na własne oczy, na błyskawiczne skreślenie listu do Deirdre, odbierającego jej wszystko, co miała? Grek wziął głęboki oddech, jeszcze nie reagując, jeszcze pozwalając Burke'owi swobodnie przemawiać. Sprawdzał, jak daleko w swej pysze i arogancji się posunie, jak jeszcze zelży jego narzeczoną, której obiecał, że zadba o nią najlepiej na świecie. Złożył świętą przysięgę, ofiarował jej pierścień - by zaledwie kilka dni później, obcy człowiek w twarz rzucał mu złe słowa na jego ukochaną?
Asterion bardzo powoli pokręcił głową, gestem ledwie zauważalnym, dla zapalczywego w swym sarkazmie Edgara. Bardziej niż sugestia, że ją miał, targał nim święty gniew, że ośmielił się ją znieważyć, że mówił tak o kobiecie, o tej, która niedługo miała zostać jego żoną. Nie zamierzał grać w tę grę, bo podłe łgarstwa nie wzruszały Valhakisa zupełnie - kwestia splugawionego honoru Deirde nie pozwalała jednak mu na zwyczajne złapanie Burke'a za kołnierz i wywleczenie ze sklepu. W jednej sekundzie zaciskał i rozluźniał dłonie, prawie nonszalancko oparty o ladę, w drugiej stał tuż przy nim, dysząc z gniewu i ze złości.
-Nie waż się t a k o niej mówić - warknął, a jego brązowe oczy gwałtownie pociemniały. Nie panował już nad sobą: instynktownie zacisnął dłoń w pięść i uderzył Edgara prosto w twarz, wkładając w cios całą swoją moc i frustrację. Mógłby wytłuc z niego nie tylko życie, ale i duszę.






No, I am not Prince Hamlet, nor was meant to be
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   06.02.17 1:00

The member 'Asterion Valhakis' has done the following action : rzut kością


'k100' : 18


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   06.02.17 2:15

Edgar spodziewał się ze strony Asteriona dalszego wybuchu złości, ale nie posunięcia się do rękoczynów. Tak go tym zaskoczył, że nawet nie zdążył zareagować i po chwili kpiący uśmieszek bezpowrotnie zniknął z jego twarzy. Odruchowo dotknął swojego nosa, by sprawdzić czy krwawi, spoglądając spode łba na Valhakisa. - Ja tylko mówię prawdę - wycedził, samemu również zaciskając dłonie w pięść tak mocno aż zbielały mu knykcie. W zasadzie nigdy nie brał udziału w walkach wręcz, zawsze wyręczając się różdżką, ale tym razem miał świadomość swojej obecności na ulicy Pokątnej i obowiązujących tu zakazów. Nie był na swoim Nokturnie, niestety. Szczególnie w tym momencie brakowało mu panującego tam bezprawia, wtedy mógłby się wyżyć na swoim przeciwniku dokładnie tak jak miał na to ochotę. Tu mimo wszystko musiał liczyć się ze swoimi czynami, choć złość skutecznie uniemożliwiała mu racjonalne myślenie. Podniesienie na niego ręki wywołało w nim niemalże takie samo rozjuszenie jak poniżenie Deirdre w Valhakisie. Teraz nie tracił czasu na zastanawianie się czy mu wypada się tak zachować czy nie. Obudziła się w nim typowa męska duma, dlatego też po chwili złapał Asteriona za koszulę i wymierzył cios prosto w prawą kość policzkową. Chwilę potem puścił jego ubranie, by wolną ręką uderzyć go w podbródek. Odsunął się na niewielką odległość, bezmyślnie wycierając rękawem swój nos, ale najwidoczniej wcześniejszy cios Asteriona nie należał do najsilniejszych, bo nie spowodował żadnego krwotoku. - Radzę ci z nią poważnie porozmawiać - dodał, mimo wszystko podsycając konflikt.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   06.02.17 2:15

The member 'Edgar Burke' has done the following action : rzut kością


'k100' : 8, 14


Powrót do góry Go down
Asterion Valhakis
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3018-asterion-valhakis http://www.morsmordre.net/t3240-olimpijski-bog http://www.morsmordre.net/t3712-asterion-valhakis
Przedsiębiorca
52
Czysta
Zaręczony
Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią
10
0
14
0
0
5
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   06.02.17 2:31

Adrenalina wzburzyła grecką krew, uderzając do głowy ostrym strumieniem świadomości. Zranionej do głębi, poruszającej męski instynkt walki o swoje. Typowa samcza reakcja, spinająca ciało do gotowości w jednej sekundzie, choć ledwie chwilę wcześniej był niczym mitologiczny heros zaklęty w marmurowym posągu. To nie okazja, aby przemienić się w bohatera; upominał się ostro, bez żalu i wstydu patrząc na Edgara. To powinność, to obowiązek, to zapłata, w pewien sposób prymitywna i okropna, uwłaczająca i godząca w inteligencję, w wiarę w to, że konflikty należy rozwiązywać inaczej niż siłą. Rozsądek ostatnio zawodził go coraz częściej, lecz chłodne postrzeganie rzeczywistości traciło nagle cały sens w zakrzywionej tafli zwierciadła, z którego Burke szczerzył złośliwie zęby i podjudzał Asteriona, szepcząc bezeceństwa o jego ukochanej Deirdre. Nie chciał znać tych epitetów, ani czytać mało subtelnych aluzji, lecz mimo buzującej złości, skraplającej się kropelkami potu na ogorzałej twarzy, nie umiał odłączyć od siebie przewodu, niosącego głos Edgara. Zwielokrotniony jakby magicznym zaklęciem, niosącym się w głowie donośnym echem, powtarzającym mu to wszystko, czego słyszeń nie chciał. Zyskał swoje święte prawo na podniesienie ręki na Burke'a - za potwarz, za jej hańbę, za okrycie niesławą imienia jego kobiety. Równie dobrze mogli toczyć bój na zaklęcia, ale pięść poszła w ruch znacznie szybciej, instynktownie. Zadziałała ludzka natura, popychając Asteriona do prymitywnej bójki: pierwszy raz nie uderzył za mocno, lecz i tak roztarł sobie knykcie po zetknięciu dłoni z jego skórą. Ciepłą, pokrytą kłującymi igiełkami zarostu, zadbaną. Powinna momentalnie zsinieć i zacząć pulsować, chciał go widzieć poobijanym i słabym, nagle zupełnie ślepy na konsekwencje. Nawet nie usiłował unikać ani parować jego uderzeń, niezbyt mocnych - wiedział, że nie uczynią mu krzywdy zupełnie. Ledwo musnął jego policzek, cios wymierzony w podbródek był nieco silniejszy, lecz głowa Valhakisa nie odskoczyła w tył, a on sam trzymał się na nogach jeszcze pewniej, jeszcze bardziej rozeźlony, bliski wściekłego ryku.
-Łżesz, ty... ty... - wypluwał z siebie słowa, w ogóle nie panując nad aparatem mowy, gubiącym odpowiednie określenie chama i najgorszego plugawca. Z nienawiścią wymierzył mu cios potężną dłonią, celując tuż pod oko, by nie czekając dłużej, uderzyć ponownie, wprost w szczękę Edgara. Niech wypluje te słowa, niech wypluje też i zęby.






No, I am not Prince Hamlet, nor was meant to be
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   06.02.17 2:31

The member 'Asterion Valhakis' has done the following action : rzut kością


'k100' : 51, 59


Powrót do góry Go down
 

Wejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Wejście do podziemi
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Brama wejściowa
» Główne wejście do parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Sklep z Amuletami-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18