Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Biblioteka   05.02.17 21:58

Biblioteka

Biblioteka to duże, dwupoziomowe pomieszczenie, gdzie każdą ścianę za wyjątkiem wschodniej, gdzie przez okiennice wpada dziennie światło, pokrywają regały z księgami - wiele z nich jest bardzo cennych i rzadkich, rodzina Rowle bowiem powiększała swą kolekcję od stuleci. Na antresolę prowadzą kręte, misternie rzeźbione w ciemnym drewnie schody. Na dębowej podłodze leżą ciemne, drogie dywany, zaś na łakomych wiedzy czytelników czekają miękkie fotele  i sofy.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Biblioteka   19.03.17 19:39

25 IV

Wieczór był naprawdę piękny.
Słońce leniwie chyliło się ku horyzontowi, rzucając na Beeston leniwie, ostatnie promienie, które wpadały przez okiennice biblioteki. Wszystko miało ciepłe barwy, a niebo ciemniało dynamicznie – na wschodzie wzeszedł już księżyc i pojawiło się kilka gwiazd, przywodzących na myśl okruchy diamentów.
W bibliotece panowała niemal doskonała cisza, zakłócana jedynie przez cichy oddech panny Rowle, która zajmowała miejsce w fotelu przy oknie. Na kolanach trzymała księgę traktującą o numerologii, jednakże od dobrych trzydziestu minut nie przeczytała ani jednego słowa. Pogrążyła się we własnych, nikomu nieznanych myślach. Musiały być miłe, przyjemne, łagodne – blada twarz Daphne, miękko okalana przez srebrne pukle, straciła bowiem swój zwykły, surowo-obojętny wyraz. W swej białej  i tym łagodnym, miękkim wyrazem twarzy, zamyślonym spojrzeniem przywodziła na myśl anioła – choć w Beeston wszyscy wiedzieli, że rzeczywistość jest kompletnie odwrotna.
Złocista kula nieśpiesznie znikała za linią horyzontu, w bibliotece ciemniało, a Daphne wciąż przypominała rzeźbę – trwała bowiem w bezruchu i ciszy. Z tego stanu wyrwał ją hałas: jeden z regałów nagle przewrócił się na ziemię, a od tego huku alchemiczka niemal podskoczyła w fotelu.
Z ciemności wyłonił się szyderczy, szeroki uśmiech – to było pierwsze, co przykuło uwagę Daphne. Doskonale jej znany, paskudny i irytujący uśmiech, choć w głębi ducha nie potrafiłaby pozbyć się go raz na zawsze. Słynny kot z Cheshire unosił się nad bałaganem, który narobił, wyraźnie zadowolony z tego co zrobił. Upierdliwy duch był rad, że znowu udało mu się coś napsocić.
-Gdybym tylko mogła Cię zmaterializować, zrobiłabym z Ciebie kołnierz własnoręcznie – wyrzekła w stronę kota o purpurowej sierści.
Nie było jej jednak dane spędzić dłuższej chwili z tym dziwnym duchem sam na sam – w bibliotece zjawił się bowiem kuzyn Daphne, Louvel, którego z nieznanych jej przyczyn wychował Durmstrang. Czasami mu tego zazdrościła. Durmstrang miał zdecydowanie zdrowsze poglądy na czarną magię.
Jednak to w Hogwarcie właśnie poznała Czarnego Pana.
-To chyba coś dla Ciebie, nieprawdaż, kuzynie? – zagaiła na poły rozbawiona kotem, na poły poirytowana, że tak traktuje księgi.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep



Ostatnio zmieniony przez Daphne Rowle dnia 27.05.17 15:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   21.03.17 21:29

Lubił odwiedzać matkę w Beeston. Louvel i ona nie posiadali szczególnie dobrych kontaktów, o co zatroszczył się już zmarły - na szczęście - Damocles. Lecz dni mijały, życie toczyło się dalej, a jej syn dorastał. Miał olśniewającą żonę, później córkę, która zastąpiła damę dworu kiedy jej matka zmarła trawiona serpentyną. Oboje wtedy docenili rodzinne wsparcie oraz przyjemnie spędzane popołudnia. Nigdy nie było - i najprawdopodobniej nie będzie - między nimi zażyłości, lecz nie zmieniało to faktu, że mogli porozmawiać. Arleen mogła nauczyć się wielu przydatnych rzeczy od swojej babci, która obecnie była jedynym żeńskim autorytetem w jej życiu. Lou nie odczuwał tęsknoty, potępieńczego uczucia samotności, lecz niestety spodziewał się, że to kwestia czasu aż dostanie list od nestora w sprawie rychłego ożenku. Obowiązek nadal pozostawał niespełniony, męskiego dziedzica Rowle'ów jak nie było, tak nie ma. Ani ze strony Magnusa, ani właśnie jego. Owszem, pragnął dostąpić zaszczytu miana idealnego arystokraty, lecz nie myślał o tym na co dzień pochłonięty własnymi sprawami.
Lubił też odwiedzać Daphne w Beeston. Fascynowała go nie tylko uroda, w dużej mierze przypominającą mu zmarłą Amaryllis; jej powściągliwość oraz niemal namacalny chłód - prawie tak samo dotkliwy jak ten przypisany duchom - wydawały mu się w pewnym sensie interesujące. Od zawsze był inny, niepasujący do dumnych władców Cheshire - stanowiący odrębne, mniej posępne od reszty rodziny ogniwo lubił obserwować ich zachowania. Jednak nic nie zastępowało rozmowy. Im bardziej drążył, tym więcej informacji pozyskiwał, a za tym szła jasność obrazu. Nie tylko tego wykreowanego na potrzeby teatru oraz obcych widzów, lecz również tego p r a w d z i w e g o, wewnętrznego, skrycie zasłanianego w tajemnicy przed światem. Louvel miał w sobie coś z archeologa, w końcu musiał dużo drążyć w historii magii, żeby zrozumieć otaczający go świat niematerialny.
W istocie było późne popołudnie, kiedy zostawiwszy córkę pod opieką guwernantki - podobno zjadła za dużo słodyczy i bolał ją brzuch - zawitał za pomocą kominka w Beeston. Zimnym, ponurym zamczysku odznaczającym się na tle pomarańczu słońca. Zjawił się pomiędzy zielonymi językami płomienia z przybrudzoną, ciemnopurpurową szatą. Otrzepał ją pozbywając się okrutnej sadzy, po czym dostał informację od skrzata gdzie zastanie lady Rowle.
Otworzył ostrożnie drzwi, nieco zmartwiony zasłyszanym uprzednio hałasem. Jego oczom ukazała się wywrócona książka z chaotycznie leżącymi na ziemi księgami oraz białowłosa kuzynka, która sama w tym momencie przypominała mu złośliwego kota.
- Kot i poltergeist w jednym, to naprawdę brzmi jak wyzwanie dla mnie - rzucił lekko, z jednakim, delikatnym uśmiechem, szybko znikającym za jego gęstym zarostem. - Jednak skończyłem pracę na dziś - poinformował ją, żeby nie miała złudzeń dotyczących jego zaklinania niesfornego kuguchara. Zamiast tego pewnym siebie krokiem przysiadł na jednym z pobliskich foteli. Utkwiwszy wzrok w kobiecie, postanowił zacząć pierwszy.
- Naprawdę cieszę się, że cię widzę. Od naszego ostatniego spotkania minęło… kilka długich dni. Tak się zastanawiałem… Wybrałabyś się gdzieś ze mną? Niekoniecznie dzisiaj, skoro jest już dość późno, lecz przykładowo jutro. Czuję, że powoli popadam w pracoholizm, co zaczyna mnie męczyć. Mam ochotę rozprostować kości, włożyć zwyczajną szatę oraz spędzić miło czas. W najlepszym towarzystwie z możliwych - powiedział, ponownie na chwilę rozciągając usta w przyjemnym uśmiechu. Może raczej powinien zacząć od standardowych uprzejmości, jednakże byli rodziną i nie potrzebował pustych słów. Był konkretnym człowiekiem o konkretnych wymaganiach - jednym z nich był brak zabawy w kotka i myszkę. Ciekawe którym by był?




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Biblioteka   29.03.17 20:56

Daphne naprawdę lubiła Beeston.
Byłoby ciężko jej opuszczać ten zamek. Wiekowe mury kryły w sobie tajemnicę, starą magię i tradycje, jakie rodzina Rowle pielęgnowała od setek lat. Lubiła bluszcz, który obejmował swymi licznymi gałązkami jedną z wież zamku, lubiła cichy szum strumienia, który płynął nieopodal, wrzosowisko, które mogła dostrzec z okna swych komnat. Jesienią tamto miejsce pokrywała szata fioletowych wrzosów i zdawało się, że można tam iść i zapomnieć o wszystkim.
Oczywiście, gdyby Daphne Rowle była osobą sentymentalną i romantyczną, pewnie chodziłaby na spacery na wrzosowisko.
Jednakże nie była. Czuła po prostu przywiązanie i coś na kształt sympatii do tego miejsca, dlatego wciąż nie wyfrunęła z gniazda. W rzeczywistości tak sobie to tłumaczyła. Pan ojciec prędzej poruszyłby niebo i ziemię, niż pozwoliłby jej wyprowadzić się przed zamążpójściem. Olivier Rowle i jego małżonka mocno naciskali na to, by ich dzieci również wyrosły na arystokratów idealnych – ze swą średnią latoroślą mieli jednak problem.
Alchemiczka bowiem ani myślała spędzić żywota jedynie na ładnym wyglądaniu u boku małżonka podczas przyjęć i rodzeniu dzieci. Miała się za kobietę o nieprzeciętnej inteligencji i potężnej mocy, a nie mogła przecież tego zmarnować, nieprawdaż?
Ojciec wraz z matką wymagali odeń wizyt na towarzyskich spotkaniach, sabatach, odpowiedniego zachowania, a jeszcze lepiej, gdyby przestała pracować i poświęciła się byciu damą. Na to ostatnie przestali naciskać tak mocno dopiero, gdy Brytyjskie Stowarzyszenie Alchemików wyraziło dlań uznanie za pracę naukową o wpływie faz księżyca na ważenie eliksirów. Nawet mimo tego sukcesu, a także przyjęcia do Departamentu Tajemnic, dla pani Rowle największym sukcesem córki byłoby znalezienie dobrego męża.
W ostatnich tygodniach pani Rowle zadręczała córkę tym tematem, Daphne więc, będąc w Beeston, uciekała od jej towarzystwa w każdy możliwy zakątek. Na szczęście matka z rzadka zaglądała do biblioteki, wcale więc jej się tutaj nie spodziewała, gdy otworzyły się drzwi.
Łączyły ją z Louvelem więzy krwi, lecz powierzchownie zdawali się pochodzić z innych rodów – ona wątła, blada i białowłosa, on zaś miał śniadą skórę i ciemne włosy.
-Co za szkoda… – westchnęła teatralnie Daphne, przykładając w cynicznym geście dłoń do czoła – Miałam nadzieję, że w końcu prawdziwy mężczyzna zrobi z nim porządek…
Louvel znał swą krewniaczkę nie od dziś, musiał więc wyczuć wyraźną nutę ironii w jej głosie. Czarownica usiała naprzeciw kuzyna, odwzajemniając spojrzenie i gdy mówił, przechyliła głowę lekko jak zaciekawiona dziewczynka.
-Cóż za wylewność, kuzynie, nie spodziewałam się takich wyznań skierowanych akurat do mnie – alchemiczka odsłoniła białe zęby w nieprzewrotnym umiechu. – Skoro tak żeś tęsknił za mym wątpliwie przyjemnym towarzystwem, nie śmiem odmówić. Być może nawet opowiem Ci o Paryżu, a może i nie, jeszcze się zastanowię.
Alchemiczka oparła się wygodnie o fotel, obracając w smukłych palcach różdżkę. Duch kuguchara znalazł się tuż za nią.
-Mam nadzieję, że Ty i Twa córka cieszycie się wciąż dobrym zdrowiem – dodała z uprzejmości.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   06.04.17 16:01

W swoim mniemaniu Daphne mogła faktycznie myśleć o sobie w kategoriach kobiety zbyt inteligentnej na małżeństwo - niestety opinia publiczna była bezlitosna. W jej oczach dwudziestoośmioletnia panna przywodziła na myśl towar z wadami, którego nikt nie chce zakupić. I którego wartość wraz z upływem czasu maleje. Sam Louvel znał ją na tyle, żeby nie myśleć podobnym schematem - chociaż nadal nie przestawał się dziwić zaistniałej sytuacji. Domyślał się, że największą w niej rolę odgrywała przewrotność lady Rowle, lecz jako konserwatywny czarodziej nie mógł temu przyklasnąć. Udawać, że to normalne - chociaż wielkość ich rodu mówiła sama za siebie, stawiając ich wyżej na piedestale niż innych. Zwykle więc milczał, sycąc się towarzystwem blondynki, otulając zmysł słuchu jej głosem oraz dalece wysublimowaną ironią. Cieszył się ze wspólnych wieczorów skąpanych w zachodzie słońca niknącego nad Beeston. Niekiedy nawet zapominał o niezręczności stanu, w jakim się znalazła, że tak naprawdę nie powinni nawet rozmawiać bez przyzwoitki, bez męża, którego nie było. Nigdy nie mógł jej do końca traktować jak zwyczajną krewną - będąc tego świadom pogrążał się coraz bardziej w swoich wewnętrznych, nigdy niewypowiedzianych na głos obawach. Odsuwał je na kraniec świadomości, pozwalając niezręczności przemienić się w zwykłą ciekawość. Kim jesteś Daphne i dlaczego odrzucasz każdego napotkanego mężczyznę? I przede wszystkim - dlaczego wujostwo wraz z nestorem się na to zgadzają? Może był w tym ukryty cel? Lou posiadał duszę odkrywcy, co powodowało, że odkrycie tajemnicy swojej kuzynki postrzegał jako nową grę, rozrywkę, nawet jeśli pozornie nie było w tym niczego mistycznego, fascynującego. A jednak nie wyobrażał sobie siebie jako kawalera w jej wieku, o kobiecie-pannie nie wspominając. Może posiadała jakieś tajemne moce? Gdyby nie to, że naprawdę c h c i a ł ożenić się po raz wtóry, mieć więcej dzieci zabezpieczając wątłą linię rodu, chętnie skorzystałby z jej trików.
Póki co musiał mu wystarczyć przedsmak archeologii umysłu. Wspólne siedzenie w zamkowej bibliotece - chłodnej dla każdego obcego, przytulnym kątem dla jego mieszkańców. Spotkania - nawet pozornie zwyczajne - z lady Rowle nigdy nie należały do oczywistych. Przechylił delikatnie głowę na bok, czekając na to, co mogło nastąpić, lecz w ogóle nie myślało. Blondynka szybko nadała tematu innego kierunku - Louvel dzięki temu nie musiał odczuwać goryczy rozczarowania.
- Prawdziwych mężczyzn masz dostatek - odparł, unosząc jeden kącik ust. - Z chęcią podjąłbym się tego zadania już wcześniej, lecz przyznaj - dwa dni bez poltergeista i zaczęłabyś tęsknić - skontrował, pocierając przez krótką chwilę swoją brodę. Zdarzało się, że sam łapał się na myślach o kocie z Cheshire oraz jego smutnego braku w Lyme Park. Bez dwóch zdań byłby jego ozdobą.
- Nie? Sądziłem, że uważasz się za najlepszą Daphne. - Uniósł brwi w udawanym zdziwieniu, którym nasączył również swój głos. - Do kogo miałbym się zwrócić z niniejszą propozycją jak nie do ciebie? - dodał, uginając nogę w kolanie oraz układając ją na drugim. Przez moment na jego twarzy pojawił się cień rozbawienia; ten jednak szybko umknął przed typową powagą Lou. - Masz lepszego słuchacza, hm? - spytał utkwiwszy w niej wzrok. Pytał poważnie czy blefował? Zaraz przeniósł chłodne spojrzenia na kota, czającego się do skoku na kobietę. Rowle przechylił głowę ponaglając go jednak do oddalenia się z miejsca, gdzie oboje siedzieli – kuguchar prychnął, strosząc swoje niematerialne futro, żeby oddalić się pospiesznie przez ścianę, prawdopodobnie do innego pomieszczenia. - Tak, dziękuję. Chociaż podobno Arleen bolał brzuch od słodyczy jak wychodziłem. Przejdzie jej - odpowiedział, może zbyt neutralnie, może zbyt mało empatycznie. Był jednak zwolennikiem zimnego chowu oraz nauki na własnych błędach, dlatego nie pozwolił sobie na rozckliwianie się nad swoją latoroślą. - U ciebie widzę chyba też w porządku? Wujostwo trzyma się naprawdę dobrze z tego co widziałem - rzucił kładąc dłonie na nodze.




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Biblioteka   09.04.17 16:44

Małżeństwo jawiło się w jej oczach jako kajdany. Okowy na wieczność, których nie da się zdjąć póki…
… śmierć z małżonkiem jej nie rozłączy.
Prędzej uschłaby, niźli dała zamknąć się w takiej klatce. Przez przeszło ponad dziesięć lat, odkąd dojrzała, udawało jej się uniknąć tego obowiązku. W tej grze to rodzice i nestor pokładali jej kłody, bądź rzucali zaklęcia pod nogi, lecz ona z kocią zwinnością umykała tym pułapkom, wciąż i wciąż unikając stanięcia na ślubnym kobiercu. Kandydatów było kilku – z łatwością przekonała pana ojca, że jest warta kogoś nieprzeciętnego, nie poślubi więc byle kogo.
Dotąd jednak żaden nie okazał się wart Daphne.
Odrzucała oświadczyny, w duszy pragnąc czegoś zupełnie przeciwnego – wolności, lecz wyzwolenie bolało. Była ograniczona szlacheckimi obowiązkami, konwenansami, staromodnymi obyczajami. W oczach społeczeństwa jawiła się jako stara panna, choć na jej licu nie szło dostrzec zmarszczki. Uwagi o starości wzbudzały w niej irytację: na oznaki upływu czasu Daphne reagowała alergicznie. Nie chciała się z tym pogodzić i wiedziała, że zdąży…
Na pewno zdąży. Stojąc u boku Czarnego Pana, z wiedzą którą przywiozła z Paryża, osiągnie to czego zawsze pragnęła – zatrzymać czas.
Dla siebie.
Kobiety i mężczyźni jej pokroju pragnęli od życia więcej, niźli tylko spełnienia swych obowiązków, które nałożyło na nich urodzenie i społeczeństwo. Alchemiczka miała wielkie ambicje, a przekreślić je mogło rodzenie dzieci i usługiwanie mężowi – czyż wśród arystokracji nie sprawdzało się stwierdzenie, że żona należy do swego małżonka? Daphne gardziła takimi damami, które stały w cieniu mężczyzn, niezdolne do powiedzenia własnego zdania, do osiągnięcia czegoś więcej.
Była pewna, że Louvel w pewnym sensie ją rozumie – sam wszak zajmował się duchami. Daphne zastanawiała się dlaczego? Miał na tyle silną osobowość, by przeciwstawić się rodzinie, gdyby czuł, że jest powołany do czego innego, wierzyła więc, że zmuszanie duchów do posłuszeństwa były jego własnym wyborem.
Chciała w to wierzyć. W to, że Louvel także nie jest przeciętnym, nudnym czarodziejem, który pragnie jedynie posłusznej żony, syna i szacunku społeczeństwa. Na cóż komu to, gdy śmierć zajrzy człekowi w oczy?
Daphne nie potrafiłaby spojrzeć w lustro na stare lata wiedząc, że zmarnowała dar, który otrzymała od losu. Czym on jednak był w istocie?
-To prawda – przytaknęła alchemiczka, spoglądając na kuguchara z pewną… czułością? Może sentymentem. Duch ten był nieodłącznym elementem Beeston, nie czułaby się więc jak w domu, gdyby go zabrakło.
Ktoś kiedyś powiedział jej, że podobna jest temu kotu, tak samo jak on jest niepokorna, enigmatyczna i chadzająca własnymi ścieżkami.
- Cóż, nie mogę temu zaprzeczyć. Starałam się być skromna, lecz skoro mamy mówić szczerze… – zaśmiała się krótko, w teatralnym geście palcami muskając brodę – Zupełnie nie rozumiem dlaczego, jesteś moim najlepszym słuchaczem, powinieneś mieć dużą konkrecję, lecz ostatnimi czasy inni unikają mego towarzystwa… – Daphne skrzywiła się w udawanym smutku –Choć zaraz… Najpewniej jest na odwrót. Dla Ciebie, kuzynie, zrobię jednak wyjątek i wybiorę się z Tobą, gdzie tylko zechcesz.
Alchemiczka lubiła pochlebstwa, a Louvel znał ją już na tyle dobrze, by wiedzieć jak zdobyć przychylność Daphne.
-To, co najważniejsze, nie jest dostrzegalne ludzkim okiem – zaczęła enigmatycznie, jakby chciała wyjawić mu sekrety Departamentu Tajemnic –Sen z oczu spędza im mój stan cywilny, lecz poza tym czują się naprawdę dobrze. Ojciec jest rad z powstania Policji Antymugolskiej.
Ona również była rada… nawet bardzo.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   12.04.17 15:59

Rodzina jest wyzwoleniem. Siłą - tak właśnie to widział. Udokumentowaniem własnego istnienia na tym świecie. Przekazywaniem magii z pokolenia na pokolenie, dbaniem o tradycję. Nie widział w tym nic złego. Żałował, że zbyt mocno poświęcił się pracy zamiast rodzinie. Chociaż niestety starania o kolejnego potomka nie powiodły się, zabierając do grobu jego najdroższą żonę - nie potrafił odwrócić losu. Wierzył natomiast, że to nie koniec jego wędrówki po szlacheckich obowiązkach, że jeszcze zdoła otoczyć się nową rodziną, dziećmi. Wiedział o poglądach Daphne na ten temat - nie mógł w niej upatrywać kandydatki na przyszłą żonę. Lubił jej towarzystwo, pociągała go jej tajemniczość oraz chłód, którego sam do końca nie posiadał, lecz czy to mogło wystarczyć? Zbyt mocno się od siebie różnili w kwestii hierarchii wartości. Oczywiście, że Louvel nie poddawał się bezwolnie rozkazom z góry, wszakże zawód wybrał sobie sam. Jako młodszy syn miał też pewien rodzaj dowolności, chociaż Damocles rządził twardą ręką. Jedno jego słowo, a wszystkie drzwi do upragnionej ścieżki kariery zostałyby zamknięte - przynajmniej tak to widział w ówczesnym czasie. Dziś dostrzegał słabość, żałosność własnego ojca, lecz te wnioski przyszły ze sporym opóźnieniem. Nie oznaczało to z kolei, że mógłby odepchnąć od siebie nałożone na niego powinności.
Kochał duchy, kochał historię. Tak jak kochał lasy Cheshire oraz zamek Beeston. I Lyme Park oraz jego historię czy legendy, w których także czaiły się podstępne zjawy. Nie wiedział z czego to wynikało - może ta słabość do przemijania czasu płynęła w jego krwi? Nigdy się nad tym nie zastanawiał przyjmując na barki swoje brzemię. Tak jak nie miał pomysłu dlaczego Daphne poświęciła się akurat alchemii - nie była Slughornem, nie była z nimi spokrewniona. Jednak to badaniu tajemnic wywarów poświęciła życie - do tego stopnia, że zdecydowała się świadomie zostać starą panną, niepomna na opinię reszty społeczeństwa. Odwaga czy brak rozsądku?
To nie o tym zamierzał rozmyślać. Delektował się towarzystwem kuzynki, naprawdę dążąc do zrozumienia nie tylko jej toku myślenia, lecz również jej samej. Wyboru życiowych dróg oraz poglądów. Czuł się swobodnie siedząc nieopodal. Splótł ze sobą palce, przechylając ciało bliżej oparcia bocznego. Nieświadomy rosnących między nimi różnic. Nieświadomy nawet własnych uczuć - posiadał je, to oczywiste. Niepewność biła się na zmianę z fascynacją, którą usilnie tuszował przy każdym wdechu. Co do jednego miał z pewnością rację - nieobecność złośliwego kuguchara w Beeston oznaczałaby najprawdopodobniej zmierzch ery rodu Rowle.
- Tylko i wyłącznie szczerze, Daphne. Nieszczerość zostawmy naszym wrogom - potwierdził rzeczowo. Jego twarz nabrała łagodniejszych rysów. - Za to niewskazane jest unikać przyjaciół bądź sojuszników. Coś cię trapi, moja droga? - spytał z zaciekawieniem, przemieszanym trochę z troską. Niedobrze, że unikała ludzi. Z drugiej strony, może tylko on tak uważał? On, który nie potrafił wyżyć w samotności dłużej, niż to konieczne? Możliwe, że to właśnie dlatego intensywnie myślał o założeniu rodziny. Samotność go przytłaczała. - Możesz odpowiedzieć jak cię już wyrwę ze szpon wujostwa - dodał, nie chcąc być nachalnym. - O ile to nie dotyczy twojego stanu cywilnego? - dopytał. Wiedział, że ta sprawa stanowiła dla niej dość drażliwy temat. Lou nie umiał jeszcze wyczuć, czy jego rozmówczyni ma wystarczająco dobry humor, żeby poruszać tak delikatne struny konwersacji międzyludzkiej. - Policja antymugolska. Jedna z lepszych decyzji Ministerstwa - a już wątpiłem w ich intelekt - skomentował krótko, nieco się rozprężając. Nie obawiał się dzielić swoimi uwagami akurat z nią, chociaż musiał w duchu przyznać, że wolał meandrować wokół prywatnych spraw niż politycznych. Należał mu się chwilowy odpoczynek.




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Biblioteka   12.04.17 16:33

Nie było nic złego w rodzinie. Rodziny o krwi szlachetnej winny się powiększać, aby krew ta nie zaniknęła, by nowi potomkowie przynosili swemu rodowi potęgę i chwałę. Przedłużanie linii rodowej było jednak obowiązkiem mężczyzn, gdyż to oni przekazywali swe nazwisko. Kobiety wychodziły za mąż i stawały się częścią rodziny małżonka, zatracając w pewien sposób swe własne, rodowe jestestwo.
W pewien sposób Daphne miała szczęście, że urodziła się kobietą: nie czuła na swych barkach ciężaru obowiązku przedłużenia linii rodu.
Nie czuła się Malfoyówną, choć z tej rodziny wywodziła się jej matka, lecz w każdym calu Rowlem. Była Wilczycą z Cheshire. Nie wyobrażała sobie więc przybrania obcego nazwiska, opuszczenia Beeston i życia w inszej rodzinie. Mogłaby, rzez jasna, hołdować tradycjom swego rodu i poślubić kuzyna, jednakże Rowlowie z natury byli apodyktyczni i konserwatywni: nawet w takim małżeństwie czułaby się więc uwięziona.
Niekiedy żałowała, że nie urodziła się mężczyzną. Nikt nie zawracałby jej głowy podobnymi głupotami jak małżeństwo, a nawet jeśli musiałaby już kogoś poślubić, to i tak mogłaby poświęcać się w pełni swoim obowiązkom i pasjom, wciąż podejmować decyzje za samą siebie. Najpewniej zarabiałaby więcej w Ministerstwie i być może byłaby już na wyższym stanowisku: choć w to śmiała wątpić. W Departamencie Tajemnic liczyły się umiejętności i talenta, a nie płeć.
Czuła dumę z tego, że zdobyła tę posadę, a jednocześnie, nieco arogancko, przyznawała, że byłaby zdziwiona, gdyby nie: miała naturalny dar do tworzenia eliksirów, choć sama nie wiedziała skąd się wziął. Louvel miał poniekąd rację, nie wywodziła się ani po kądzieli, ani po mieczu ze Slughornów, lecz przecież dziedzina ta nie była wyłącznie dla nich zarezerwowana.
Wybrała je, bo lubiła wyzwania.
Wytwórstwo eliksirów było sztuką. Sztuką o wiele trudniejszą od machania różdżką, gdzie należało zapamiętać inkantacje i kilka ruchów dłoni. Przy kociołku liczyło się wszystko: odpowiednia technika krojenia, szatkowania, wyciskania soków, mieszania, uzyskiwania odpowiedniej temperatury. Daphne miała słabość do sztuk pięknych, a eliksiry były dlań jedną z nich. Również były skomplikowane i niektóre z nich potrafiły być arcydziełem.
-Gdyby nasi wrogowie byli nieszczerzy, trudniej byłoby nam odsiać ziarna od plew. Niech będą tak szczerzy jak po wypicu Veratiserum. Niech się ujawnią, wszyscy. Będziemy wiedzieć kogo należy zniszczyć – odparła, nagle poważniejąc. Błękitne spojrzenie stało się twarde i surowe – Nic mnie nie trapi, kuzynie.
Przygryzła wargę. Skłamała. Niepewny powrót w szeregi Rycerzy Walpurgii spędzał jej z sen z powiek i przyprawiał o bolesne bicie serca. Co powiedziałby Louvel na wieść, że jego wątła kuzynka przysięgła na swą różdżkę służyć czarnoksiężnikowi? Byłby z niej dumny, czy potępiłby ją ze względu na płeć?
-A na pewno nie mój stan cywilny. Wiesz dobrze, że nie dbam o to, co o nim mówią. Chwilowo i tak zajęci są Bulstrodem, który zdaje się być niestrudzony w walce o moje względy – wyrzekła nonszalancko, odgarniając kosmyk włosów niczym prawdziwa dama.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   20.04.17 15:50

Mogliby długo dyskutować na temat powinności rodowych oraz nawet dziedzin magii, którym winny był większy szacunek - jednak możliwe, że w ogóle nie potrafiliby znaleźć nici porozumienia pomimo bycia rodziną. Różnili się niemal we wszystkich aspektach - czyżby to właśnie tak mocno intrygowało Louvela? - aż trudno było pomyśleć, że naprawdę łączyła ich krew. Oraz wychowanie - mężczyzna nie spodziewał się, żeby odstawało ono w znaczący sposób, pomijając oczywiste różnice wynikające z ich płci. Gdzie zatem tkwił sekret? Nie potrafił tego rozszyfrować. Za to lubił zagadki oraz łamigłówki, z chęcią analizował swoją kuzynkę począwszy od jej postawy zarezerwowanej dla obcych, a skończywszy na niewidzialnych niuansach skrywanych gdzieś głęboko pod maską oraz grubymi murami, którymi pragnęła się otaczać. Księżniczka na wieży - jakże to adekwatne w tym przypadku. Nadal nie odnalazła swojego księcia, który nie tylko byłby w stanie się doń dostać przebijając grubą barierę, lecz jeszcze tego, którego uznałaby za godnego swojego przekonania o nieskazitelności. Czas z kolei uciekał bardzo drastycznie. W pewnym sensie ją rozumiał - nad nim nadal wisiało widmo braku męskiego potomka oraz niecierpliwienie się nestora. Arleen, chociaż pozostawała idealną damą w każdym calu, nie mogła przedłużyć linii rodu. Sytuacja była wręcz napięta, lecz póki co Lou zachowywał spokój. Widocznie również Daphne potrafiła radzić sobie z niechcianymi emocjami krążącymi wokół jej osoby, ponieważ do tej pory wyglądała na spokojną. Dziś pojawił się zgrzyt w tym obrazku - być może mylnie, lecz Rowle odnosił wrażenie, że coś jednak jest na rzeczy jeżeli chodzi o zmartwienie siedzącej nieopodal blondynki. Jej zdecydowany opór wydał mu się tym dziwniejszy, a to spowodowało niedowierzające uniesienie brwi kiedy informacja dotarła do jego uszu.
Początkowo zignorował wzmiankę o wrogach, chociaż po pierwszym uczuciu zaskoczenia pozwolił sobie wrócić do tej myśli, układając się wygodniej na siedzisku. Splótł palce ze sobą co najmniej, jak gdyby był uzdrowicielem, który miałby zaraz zebrać szczegółowy wywiad na temat swojej pacjentki. Uśmiechnął się oszczędnie, pragnąc nadać swojemu obliczu dość przyjemnego wyrazu.
- Tak, to życzenie warte poświęcenia. Bardziej miałem na myśli nasze kłamstwa serwowane przez nasze usta. W rodzinie nie powinniśmy się okłamywać dla własnego dobra - czy nie mam racji? - zaczął, chociaż jego ton z łagodnego stawał się raczej zdecydowany, szorstki; Louvel podejrzewał, że zmiany w jego modulacji głosowej były wynikiem twardego, norweskiego języka używanego w szkole oraz równie surowej dyscypliny w Durmstangu - jak widać nie tylko w Cheshire praktykowano podobne wychowanie. Nie potrafił tego wyplenić ze swojej mowy, lecz tak naprawdę mu ten drobiazg nie przeszkadzał. Tylko czasem, kiedy chciał pokazać swoją milszą stronę, prawie nigdy się to nie udawało.
- Kogo chcesz niszczyć, Daphne Rowle? - spytał nagle, sam również poważniejąc oraz akcentując wyraźnie jej nazwisko. Przybierając ostrzejszych rysów twarzy. - Uważasz mnie za swojego wroga? - kontynuował patrząc jej w oczy. Przygryzienie wargi działało jak sygnał alarmowy, chociaż już wcześniej podejrzewał, że kobieta trochę rozmija się z prawdą. Chciał jej jedynie pomóc.
Spuścił nieco pary słysząc o stanie cywilnym oraz niestrudzonym kandydacie na męża. Rozluźnił nieco mięśnie, nie podejrzewając co kłębi się w jej myślach.
- Małżeństwo z Bulstrodem byłoby niezwykle korzystne. To szanowany ród o odpowiedniej, chociaż nadal mało agresywnej polityce antymugolskiej. I absolutnie jestem zafascynowany ich nestorem-duchem. Zacieśnienie więzów między naszymi rodami mogłoby w przyszłości zaprocentować - stwierdził dość optymistycznie. - Chociaż jeśli miałbym się zdobyć na bezpośredniość, widziałbym cię z lordem Flintem. Kiedy rozprawilibyśmy się z oszalałymi na punkcie szlam Greengrassami, moglibyśmy podzielić się wpływami. - Drugą część wypowiedzi nie traktował zbyt poważnie - kwestie ziem były bardzo delikatne oraz wcale niełatwe. - Zostawmy to jednak, nie jestem swatką. Zżera mnie jednak ciekawość dlaczego nie przyjmiesz jego pierścionka? - spytał, podpierając głowę o rękę zakotwiczoną na oparciu siedziska. Może to ta sprawa ją trapiła?




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Biblioteka   25.04.17 14:40

Nikt nie mógłby zaprzeczyć temu, że Daphne nie darzy szacunkiem swej rodziny, rodziców, nestora rodu, ich tradycji i historii. Była dumna z tego, kim jest. Krew Rowlów w żyłach była ogromną siłą Daphne i najpewniej źródłem jej nieprzeciętnych zdolności, bystrości umysłu i silnej osobowości. Nikt nie mógł zaprzeczyć temu, że jest Rowlem z krwi i kości – miała odpowiedni światopogląd, żywiła silną nienawiść do mugoli, a w jej drobnym ciele żyła prawdziwie wilcza dusza. Różniła się od reszty rodziny tylko tym jednym elementem, jednym szczegółem: poglądem na zamążpójście. Czasami sądziła, że szlachta tak bardzo zatraciła się w byciu szlachtą, że zapominała o ich prawdziwej istocie: przede wszystkim i ponad wszystko byli c z a r o d z i e j a m i. Tak mężczyzna, jak i kobieta: inteligencja oraz talenta kobiet nie były mniejsze od męskich, mało kto śmiał się z tym już sprzeczać, mając na uwadze dokonania czarownic w historii. Odnosiła wrażenie, że nazbyt wielką wagę przywiązywano do fizyczności, na polu której kobiety faktycznie wykazywały się mniejszą siłą, dlatego więc spychano je do roli wyłącznie matek i żon? Czarodziejska moc nie była zależna od tężyzny fizycznej, Daphne ciężko było się więc pogodzić z tym, by i ją zamknięto w klatce roli matki i żony.
Często miała ochotę powiedzieć to głośno, jednakże miała świadomość jak wielki skandal by tym wzbudziła. Najpewniej niesmak rodziny. Ujrzałaby zawód na twarzy matki i złość ojca. Milczała więc, jednako się nie poddając i nie czuła się winna pozostając panną. Nie czuła się winna wobec swej rodziny. Wiedziała, że służy jej w inny sposób i wiedziała, że kiedyś to docenią. Być może w nowym, lepszym świecie, o który zawalczy, gdy nadejdzie na to pora.
-Oczywiście, masz rację.
Nie przeszkadzał jej surowy ton. Przywykła do niego, do surowego wychowania i chłodu. Nie potrzebowała fałszywej słodyczy, sama nie była miękka, choć głos miała zwodniczo dziewczęcy i melodyjny.
Nie odwróciła spojrzenia, wytrzymała je. Nie mogła powiedzieć mu prawdy, lecz czy nie powinien się domyślać? Czyż nie mieli wspólnego wroga – cała ich rodzina? Wstała z fotela, z wdziękiem i cichym szelestem spódnicy, podchodząc do jego i nachylając się nad Louvelem. Wsparła dłonie na oparciach i zbliżyła swą bladą twarz do jego, smagłej i brodatej.
-Dobrze wiesz, Louvelu, że nie jesteś moim wrogiem. Dobrze też wiesz, że my mamy wroga. Doskonale wiesz kim on jest – jej głos otarł się o granicę słyszalności. Nie wyrzekła nic więcej, nie o tym. Czy naprawdę musiała? Przez chwilę milczenia patrzyła w orzechowe tęczówki kuzynka, jakby chciała przeniknąć jego duszę na wskroś. Prędko jednak wyprostowała się i odeszła w stronę okiennicy.
-Na tym polu także masz rację. Bulstrode to dobra partia – odparła pewnie. Słońce już zaszło, w bibliotece zapadał mrok. –Ma jednak słaby charakter. Zbyt słaby, bym potrafiła obdarzyć go szacunkiem. Widać dobre pochodzenie to nie wszystko, by mnie zdobyć.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   08.05.17 16:57

Mawiają, że Rowle są słabi przez niechlubną historię parowania się między sobą, lecz Louvel miał odmienne zdanie. To właśnie niezanieczyszczanie własnej, szlachetnej krwi byle czym uznawał za ich siłę oraz potęgę. Każdy zatem, kto nosił owe nazwisko musiał zdawać sobie sprawę z niezaprzeczalnego faktu jak wiele ma szczęścia oraz mocy w zanadrzu. Wiele rodów miało w swoim drzewie genealogicznym mugoli bądź mugolaków oraz inne wynaturzenia, tylko skrzętnie skrywali te tajemnice przed światem. To o krew lordów Cheshire zabiegano, nie na odwrót. Te wszystkie cechy złączone razem do kupy świadczyły o tym, że i Daphne musiała być wyjątkowa. Silna, dumna, inteligentna oraz piękna. Posiadała wszystkie cenione przymioty - pozostając panną. To było zaskakujące oraz niepokojące zarazem, Lou jako jej kuzyn obawiał się tego, tak jak obawiał się o cały ród. Arleen nie ustępowała na tym polu żadnej damie, a mimo to nie budziła zwiększonego zainteresowania, jakie winno jej się należeć z samego faktu pochodzenia. Martwił go brak popytu na lady Rowle, chociaż z drugiej strony Magnus wydawał się nie odczuwać podobnych nieudogodnień posiadając aż dwie córki. Musiał rozwiązać tę trudną zagadkę, przywrócić wszystko na właściwe tory pomimo niebycia nestorem. Nie był nawet najstarszy, wszakże miał starszego brata, na którego powinna spaść niniejsza powinność. Louvel miał głowę pełną zmartwień bez względu na to, że nie należało to do jego obowiązków. On miał jedynie pracować na dobre imię rodu oraz spłodzić przynajmniej jednego syna. Niby niewiele, lecz w chwili obecnej te wymagania wyglądały jak wielka przepaść nie do przeskoczenia. Czy jego droga kuzynka będzie w stanie zmazać chwilową niedyspozycję rodziny? Mężczyzna wolałby uniknąć zrzucania odpowiedzialności na kogoś innego, zwłaszcza kobietę, lecz czasem trzeba porwać się z motyką na słońce oraz nagiąć niektóre zasady.
Skinął jej głową potwierdzająco, ponieważ nie było już nic więcej w tym temacie do dodania. Spokojnie, może wręcz leniwie obserwował ruchy Daphne - to, jak do niego podchodziła, jak się nachylała pozostając niebezpiecznie blisko. Zbyt jak na łączące ich relacje. Lou nie domyślał się co pragnęła tym osiągnąć, lecz brnął w tę grę czymkolwiek była. Odważnie patrzył w jej jasne oczy analizując jednocześnie każde słowo opuszczające jej usta.
- Oczywiście - zaczął, pozostawiając krótką pauzę między kolejnymi wypowiedziami. - Każdy wróg zostanie zgładzony - powiedział z całą mocą, żeby nie pozostawić żadnych wątpliwości. Czuł oddech wojny na swoim karku i nie, nie był to oddech lady Rowle. Wiedział, że prędzej czy później trzeba będzie podjąć pewne decyzje. Oby później. - Dlaczego zatem nie powiesz mi w czym rzecz? - spytał już bez emocji, odprowadzając sylwetkę kobiety wzrokiem. Sam również wstał, wspierając się o oparcie kanapy - nie wypadało siedzieć podczas kiedy dama stoi.
Przytaknął bezgłośnie. Zasługują na najlepsze partie.
- Teraz to ja muszę się zgodzić z tobą. Nie znam lorda Bulstrode, wiem za to, że potrzebujesz kogoś silnego oraz zdecydowanego. Intuicja podpowiada mi, że padnie na Rowle’a - stwierdził. Nie, nie myślał o sobie - chociaż bez dwóch zdań wdowiec oraz stara panna wręcz prosili się o połączenie, to wątpił, żeby potrafił okiełznać trudny oraz nieprzenikniony charakter Daphne. W przeciwieństwie do Magnusa nie odsuwał się od niej, darzył nawet szczerą sympatią - o ile można w ten sposób mówić o męskich uczuciach - nawet w pewien sposób mu imponując pozostając idealną - już naprawdę pomijając ten brak męża oraz dzieci - lady Rowle. On sam nigdy się nim do końca nie czuł, nie tylko przez własną fizjonomię, lecz również ciągoty do przesadnej wylewności słów. Dziś i tak się z tym dość maskował, nie chcąc zamęczyć towarzyszki swym gadulstwem. - Myślisz, że on pozbędzie się twych trosk? - spytał po raz kolejny, trochę nawet zmartwiony. Zależało mu.




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Biblioteka   16.05.17 21:14

Przez wiele lat Rowlowie żyli w izolacji. W końcu stali się panami Beeston, lecz zamek ten otaczały wszakże nawiedzone lasy, pełne przerażających zjaw i duchów, najprawdziwszych demonów, które nie pozwalały przedrzeć się nikomu nieproszonemu. Z biegiem lat nauczyli się jak zapanować nad tymi duchami i jak zmuszać je do posłuszeństwa, lecz nie zmieniło to faktu, że wciąż żyli w odosobnieniu - i nie pragnęli tego zmienić. Upływały wieki, a szlachetna krew czarodziejów mieszała się z brudną, szlamowatą krwią, a Rowlowie za wszelką cenę pragnęli tego uniknąć. Musieli wierzyć, że w ich błękitnej krwi tkwi sekret i ich potęga, dlatego by zminimalizować ryzyko zabrudzenia jej - poślubiali swych krewnych. Nieraz dochodziło do sytuacji, kiedy brat poślubiał własną siostrę i miał z nią dzieci. Takich mieli przodków, a kazirodcze związki, wedle praw natury, musiały pozostawić po sobie jakiś ślad. Większość rodziny nie była do końca normalna: powszechnie było wiadomo, że Rowlów cechuje brutalność i agresja. Minęło już wiele lat, odkąd musieli porzucić kazirodcze praktyki pod naciskiem innych, szlachetnych rodzin, które pragnęły ich krwi, jednakże te geny wciąż przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Daphne nie odnajdywała tych cech u Louvela, on na pierwszy rzut oka u niej pewnie również nie: miała matkę z rodu Malfoy, więc na jej wewnętrzną bestię padła zasłona cienia, utkana z wyniosłego chłodu i zimnej uprzejmości, jednakże ona wciąż tam była i wcale nie chciała dać się zniewolić, choć było już kilku śmialków, którzy pragnęli to uczynić. Louvel mógł o tym nie wiedzieć, lecz to wcale nie było tak, że jego kuzynka pozostawała starą panną, ponieważ nikt jej nie chciał - wprost przeciwnie: to ona odrzucała każdego, kto pojawiał się na horyzoncie, świadomie wybierając samotność i staropanieństwo. Wybrała naukę i walkę za idee swoje i Czarnego Pana. Nadchodziła wojna, prawdziwa rewolucja, a w jej życiu nie było miejsca na małżeństwo i liczyła, że Louvel kiedyś to zrozumie.
Zastanawiało ją, czy jej drogi kuzyn stanie do walki. Gdyby tak się nie stało, byłaby wielce zawiedziona. Owszem, miał dziecko, jednakże był mężczyzną: winien więc wychowanie dzieci, a zwłaszcza córki, pozostawić guwernantkom, a samemu poświęcić się temu, co było dla ich czarodziejskiego świata najważniejsze: walce o wyjście z cienia.
Sama nie miała jednak nawet zamiaru go pouczać, gdy wciąż burzyła krew żyłach ojca i była sprawczynią kończącej się cierpliwości rodziny.
-Proszę, byś nie drążył tego tematu. Nie teraz, nie dzisiaj. Nadejdzie czas, kiedy dowiesz się wszystkiego - odrzekła mu głosem nieznoszącym sprzeciwu, unosząc dłoń w stopującym geście.
Nie mogła mu powiedzieć. Nie teraz, kiedy sama nie wiedziała, czy wciąż może zwać się Rycerzem Walpurgii. Wierzyła, że tak, musiała mieć na to jednak namacalny dowód.
-Jeśli memu ojcu w końcu skończy się do mnie cierpliwość, to mam nadzieję, że tak właśnie uczyni. Nie chcę opuszczać Beeston. Ja... należę do tego miejsca.
Ciocia jest cała taka jasna, że pasuje ciocia do duchów, powiedziała przed kilkoma dniami córka Abraxasa Malfoya, podczas spaceru po ogrodzie, nie wiedząc nawet ile w jej słowach było racji.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   26.05.17 15:34

Nie mógł zrozumieć - nie teraz. Nie kiedy był konserwatywnym Rowle'm, który nie dopuszczał do siebie myśli, że kobieta mogłaby nie chcieć losu jej przypisanego. Wszakże to powinna być jej duma, własna wola, spełniać się jako żona oraz matka - zgodnie z wychowaniem obranym przez nią w latach młodzieńczych. Nie potrafiłby też pojąć dlaczego ojciec jego rozmówczyni oraz nestor wyrażali na to zgodę. Nie życzył Daphne źle, cenił ją - przynajmniej ze względu na krew, która w nich płynęła, jeśli nie za wiele więcej - lecz im dłużej myślał nad jej sytuacją, tym mniej ją rozumiał. Martwił się. O dobro rodziny, o ich renomę w magicznym świecie. Tak jak martwił się o Magnusa oraz siebie samego, czyli brak męskich potomków. Każde z nich miało pewne wady bądź przywary, które pragnęli zniwelować - i dopóki ten stan trwał, dopóki pragnienie zmiany w nich wrzało, nie powinien się tym nadmiernie przejmować. Tylko czy w stojącej przed nim kobiecie wyczuwał prawdziwą chęć przysporzenia chwały ich nazwisku? Nie był pewien. Stąd nie przestawał w trudach rozmowy, dociekać - sądził, że jeśli pozna sekret kuzynki, będzie mógł jej pomóc. Rozwiać wszystkie wątpliwości, wspomóc jak tylko będzie potrafił. Dla rodu byłby w stanie zrobić wiele, jeśli nie wszystko. Nie wiedział - nie mógł - w czym tkwi sedno sprawy. Nie wiedział nic o Rycerzach, o świecie, za który walczyli, a który bez mrugnięcia okiem poparłby gdyby ktokolwiek spytałby go o to. Nie przypuszczał nawet, że jego brat aktywnie w tym uczestniczył, nie wspominając już o Daphne, którą widział przecież jako kruchą kobiecą istotę - pomimo jej siły oraz determinacji naturalnie wywodzącej się z krwi panów Cheshire. Nieugiętych oraz nieustępliwych, co bratają się nawet ze śmiercią. Louvel nie umiał przestawić swojego toku rozumowania, właśnie przez wychowanie oraz zasady wpajane mu od zawsze. Doprawdy szkoda, że to miało być przyczyną ich niezrozumienia.
Kochał córkę, nawet jeśli tylko sporadycznie uczestniczył w jej wychowaniu. Ufał zatrudnionym przezeń guwernantkom oraz nauczycielom, jednak potęgę rodu Rowle mógł jej przekazać tylko on sam - nawet najznamienitsi opiekunowie nie byli wszakże członkami ich rodziny, nie mogli się z nią równać, dlatego nie odcinał się całkowicie od swojej latorośli. Ktoś musiał przekazać jej wiedzę dotyczącą ujarzmiania duchów w zaklętych lasach, a niemądrym byłoby powierzać takie sekrety byle służbie. Wierzył, że swoimi naukami pozwoli jej rozkwitnąć, aż wreszcie przemienić w pewną siebie wilczycę, spadkobierczynię ich dziedzictwa. Obecnie obawiał się, że kiedy go zabraknie, to nikt nie zdołałby wpoić jej tych podstawowych umiejętności - w tym świecie nie dbano o dzieci, a o cudze tym bardziej. Tyko on pozostał małej Arleen. I przede wszystkim - musiał doczekać jeszcze przynajmniej jednego syna. Niewykluczone jednak, że kiedyś faktycznie włączy się do walki. Dla dobra magicznej społeczności trawionej chorobami szlamu.
Skinął głową, rozumiejąc, że zbyt mocno naciskał. Robił to w dobrej wierze, lecz nie zamierzał również prosić lub drążyć tematu w nieskończoność. Być może Daphne sama mu kiedyś o tym opowie, a może nie. Istniało prawdopodobieństwo, że sprawa dotyczyła typowo kobiecych rozterek, na których Lou w ogóle się nie znał - i nie zamierzał znać.
- Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego - odparł jedynie, chcąc zakończyć temat. I nie roztkliwiać się nad sprawą, która widocznie była mocno drażliwa. Myślami pogalopował do kolejnej sprawy, mianowicie zostania w Beeston. - Ten zamek wiele by stracił, gdybyś go opuściła. Pozostaje wierzyć, że tak się nie stanie - stwierdził dyplomatycznie, chociaż oboje wiedzieli, że osobą decyzyjną zostanie jej ojciec lub nestor, a jeśli któryś z nich zadecyduje o opuszczeniu przez Daphne tego miejsca, to nie będą mieć na to wpływu. Louvelowi zdarzało się, że żałował swojej przeprowadzki - jednak ten pałac za mocno kojarzył mu się z ojcem-życiowym nieudacznikiem i pomimo obecności matki, nie dążył do ponownego zaaklimatyzowania się w tym miejscu. Jego dworek też był siedliskiem duchów, nie wspominając o nawiedzonych lasach - brakowało tylko poltergeista kuguchara, lecz nie można mieć wszystkiego.
- Strasznie się zasiedziałem - stwierdził nagle, powoli kierując się ku drzwiom. - Czy zgoda na wspólne wyjście jest jeszcze aktualna? Mówiłem poważnie - zapytał jeszcze przed odejściem. Im mocniej lady Rowle go odpychała, tym mocniej on chciał spędzić z nią trochę czasu. - Albo niepotrzebnie pytam. Po prostu wyślę sowę z informacjami o spotkaniu - dodał, wykrzesując z siebie coś na kształt uśmiechu. Skoro chciał się z nią spotkać - nie ma odwrotu!




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Biblioteka   27.05.17 15:32

Nie potrzebowała jego zrozumienia. Ani jego, ani Magnusa, który odwiedził ją przed kilkoma dniami, dając kolejny swój żenujący popis, odegnała jednak te myśli z głowy, skupiając się na jego rozsądniejszym młodszym bracie. Lubiła towarzystwo Louvela, jednakże nie oczekiwała odeń najszczerszej przyjaźni. Była tylko jedna osoba w tym świecie przed którą mogła obnażyć swą duszę w pełni, której wręczyła klucz do bram swego muru, lecz Louvel, nie chcąc i nie potrafiąc, jej zrozumieć - nigdy miał nią nie być. Jeśli tylko wuj Salazar, uznając, iż w istocie Daphne jest tak wielką ujmą na honorze rodziny przez stan wolny, zechciał by wyszła za mąż - potrafiłby ją do tego zmusić. Gdyby tylko zechciał. Wciąż pozostawała jednak wolna, mogła robić to co uważała za słuszne i nie spotykała się z jawnym sprzeciwem; dopóki dopełniała innych swych obowiązków arystokratki, pomijano temat milczeniem.
Oprócz matki Daphne, rzecz jasna, której włosy na głowie siwiały z tego powodu.
Lady Eleanor wywodzila się jednak z rodu Malfoy, nie była wilczycą, a jej córka nie oczekiwała, by rodzicielka również wykazała się zrozumieniem. Rowlówna nie potrzebowała nikogo, nie była osobą socjalną, lecz aspołeczną, a najlepiej czuła się w towarzystwie ksiąg i bulgoczącego kociołka.
Nie opuszczę go, miała ochotę odpowiedzieć, jednakże ugryzła się w język, nie chcąc prowokować sprzeczki na temat pozycji kobiety w dzisiejszych czasach.
-Oczywiście, mój drogi, będę wyczekiwać Twej sowy - odrzekła mu na pożegnanie, posyłając Louvelowi ostatni, nieprzewrotny uśmiech, nim zniknął za drzwiami biblioteki.
Została sama, no... prawie sama. Pomiędzy dwoma regałami wisiał portret, na którym czarodziej w grubym futrze dotychczas drzemał, pochrapując cicho, lecz usłyszawszy trzaśnięcie drzwiami podskoczył na fotelu, w którym siedział i spojrzał na Daphne.
-A Ty, młoda damo, nie powinnaś już spać?- spytał portret, a Daphne uśmiechnęła się nieco szerzej. Jedno machnięcie różdżką, a zgasły świece i biblioteka pogrążyła się w całkowitej ciemności, a Rowlówna skierowała swe kroki w stronę wyjścia.

| zt x2




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
 

Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka
» Biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17