Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Salon   06.02.17 10:51

Salon

Miejsce to służy podejmowaniu gości po zakończonej uczcie, by wszyscy mogli spocząć w wygodnych fotelach bądź na miękkich sofach, a służący i domowy skrzat podaje wówczas ognistą whiskey. Ściany są wyłożone ciemnym drewnem, a zdobią je portrety wybitnych członków rodu, gobelin z drzewem genealogicznym rodu Rowle, a także trofea z polowań. Okiennice wychodzą na południowy zachód, najprzyjemniej więc spędza się tu czas popołudniem.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 17:38

22 kwietnia

Pewną ręką kreślił słowa na pergaminie z równą precyzją i bez zbędnego zastanowienia, jakby pisał kolejny polityczny pean (a może: tyradę?) dla Walczącego Maga, a nie krótką notkę przeznaczoną dla najbliższej kuzynki. Wychodził z niego chorobliwy perfekcjonizm, który nie pozwalał mu zjawić się bez zapowiedzi i pocałować mosiężnej klamki; w przenośni, gdyż drzwi rodowego zamczyska zawsze pozostawały dla niego otwarte. Istniał jednak pewien szkopuł, a mianowicie, Magnus koniecznie pragnął rozmówić się z Daphne, lecz to bynajmniej nie dlatego, że umierał z tęsknoty. Podobne uczucia były mu znane, lecz nigdy w konotacji z wciąż niezamężną panną Rowle, czego wypominanie jej już niemal mu się znudziło. Musiał porządkować własne sprawy miast niepokoić się cudzymi (choć wprawdzie, nie tak znowu dalekimi?), zwłaszcza, że jego wuj żył, miał się dobrze, a jedynym objawem podupadania na zdrowiu okazywała się nieudolność w sprowadzeniu córki przed ślubny kobierzec. Farsa ciągnęła się już stanowczo zbyt długo, acz Magnus zaprzestał strzępienia języka i wysuwaniu kolejnych kandydatur - jego zdaniem, świetnie spełniających wysokie wymagania Rowle'ów. Daphne była mu solą w oku, skazą na idealnym rodowym arrasie, z jaką to niechęcią w ogóle się nie krył, jasno demonstrując swoje stanowisko w jej kwestii, będącej zresztą tematem wielu burzliwych dyskusji przy jadalnym stole. Pozostawała jeszcze dla niej nikła nadzieja - Magnus trzymał się jej kurczowo, niechętny niechęci swoim najbliższym. Lecz nawet tak wysoko wyważone względy nie mogły powstrzymać jego gniewu i zniesmaczenia, kiedy tylko do jego uszu dotarły wieści o incydencie rozgrywającym się w ogrodach Beeston. Wiedział, że Abraxas nie pozostawi tej sytuacji bez odpowiedzi, aczkolwiek niezmiernie mierził go fakt dotknięcia małej Marie na ziemiach Cheshire, które z pewnością będą jej się odtąd zdawać niegościnnymi, czego absolutnie nie potrafił obejść obojętnym wzruszeniem ramion.
Salon świecił pustkami, rzecz niespotykana w tłocznym zamku, żyjącym nie tylko ponurymi, barczystymi sylwetkami Rowle'ów, smukłymi cieniami panienek, ale i gromadą baraszkujących zjaw. Cisza odpowiadała Magnusowi, dawała też odrobinę złudnej intymności - wystarczy, aby to Daphne go usłyszała i należycie zrozumiała. Czekał na nią w przysadzistym fotelu, z nogami wygodnie wyłożonymi na podnóżku, jakby był panem tego miejsca. Aktualnie czuł się realnym władcą, pozostając najstarszym mężczyzną w okolicy (czyżby wujowie skrzyknęli się na szaleńcze polowanie?) i zarazem prawowitym dziedzicem. Uśmiechnął się nieznacznie, przesuwając długimi palcami po rzeźbionej poręczy fotela i wodząc wzrokiem po portretach swych przodków, odliczając kroki eleganckich szpilek, słyszanych już zza drzwi przepysznego salonu. Powitał Daphne skinieniem głowy, nie wstając z miejsca, a kiwając zapraszająco dłonią, by usiadła przy nim. Już dawno darowali sobie zbędne uprzejmości.
-Wiesz - zagadnął uprzejmie, choć z głosem podszytym stalą i oczami, rzucającymi lodowate iskry - jak rodzą się rodowe niesnaski? - spytał, pozornie prowadząc niezobowiązującą pogawędkę, przerywaną degustacją najlepszego wina skrzatów. Usłużne stworzenie prędko podało mu kieliszek, wcześniej - doskonale wyuczone - oczekując aprobaty wybranego trunku - zaczynają się od błahostek, rosnących aż do urazy, kiedy ktoś nie potrafi nad sobą zapanować - wyjaśnił, odkładając kieliszek na stół, niezbyt delikatnie, tak że odrobina wina pociekła po ciemnym blacie.


Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 17:54

Prędko zapomniała o liście przyniesionym jej przez dumnego Hyperiona. Emocje zionące z pergaminu, zapisanego przez Magnusa, były doskonale wyczuwalne, jednakże Daphne nigdy nie przykładała wagi do uczuć i emocji inszych: zwłaszcza tak dla niej dalekich i niezbyt istotnych jak jej kuzyn. Łączyły ich więzy krwi, oboje byli wnukami braci nestora, jednakże nic ponadto: jakby pochodzili z różnych krain. innych światów, co zdawało się przeczyć ich rodowej dewizie.
Każdy obcy to wróg.
Lady Rowle łączyły, można rzec, pozytywne relacje z Louvelem, odnajdywali nić porozumienia i dalecy byli od kłótni, pomimo iż dzieliły ich poglądy na pomniejsze tematy. Wilki jednak winny trzymać się razem, lecz jeden z nich, w mniemaniu Daphne - fałszywy wilk, postanowił się odeń odłączyć.
Pochłonął ją wir zajęć, pracy oraz myśli o nadchodzącym spotkaniu w Białej Wywernie. Jakikolwiek problem dręczył Magnusa, był dla alchemiczki ostatni na liście priorytetów, a prawdę mówiąc był raczej... nieistotny. Dawno już przestała przykładać wagę do jego słów i opinii; dlaczegóż by miała, skoro sam miał w pogardzie ich tradycje?
Zjawiła się w salonie, gdy tylko dowiedziała się o przybyciu Magnusa. Zjawił się zbyt wcześnie, niż prosiła go o to w liście - wcale jej to jednak nie zdziwiło, ani widok kuzyna w fotelu. Zdawało mu się, że jest panem tej sytuacji, być może sądził, że poczuje przed nim respekt.
Nie czuła go wcale. Wygładziła poły bogatej sukni w purpurowych, rodowych barwach i wkroczyła do salonu, lekko i z wdziękiem niczym zjawa, która pochodzi z nawiedzonego lasu, otaczającego Beeston.
-Och... - odrzekła jadowicie, a na jej usta wychynął nieprzewrotny uśmiech. Błękitne spojrzenie pozostały zimne -Czyżby mój umiłowany kuzyn Abraxas wysłał do mnie swego sługę? Do takiej pozycji się zniżasz, Magnusie? - nie bała się jego słów, ni spojrzenia. Patrzyła mu w oczy dumnie i chłodno, zajmując miejsce w fotelu naprzeciwko.
Doskonale już wiedziała co go sprowadza. Jakże mogłaby nie? Nie brakowało Daphne bystrości umysłu, miała także dobry wzrok i widziała jak jej kuzyn stara się przypodobać ich krewniakom z Willton. Zachowywał się niczym błazen, gdy usilnie starał się im przypodobać - nawet dzisiaj. Nawet tutaj. W siedzibie ich rodu od setek lat, do której nie miał wszak praw, bo go opuścił. Nie był panem tego miejsca, nie był jego władcą i Daphne wątpiła, czy kiedykolwiek mógłby nim być. Był miękkim, niegodnym swego nazwiska ojcem, jak mógłby więc władać takimi ziemiami jak Cheshire?
Jego zachowanie budziło w Daphne irytację, którą jednak trzymała na wodzy - po bladej twarzy nie przemknął choćby cień uczucia.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 19:12

Ostudzenie charakteru w zimnych murach Durmstrangu nie przyniosło spodziewanego efektu, bo krew w Magnusie wciąż była wrząca i gorąca. Twarde, surowe zasady, spartańskie wychowanie i nierzadko okrutne kary nie zdołały zmienić gwałtownego usposobienia, który złagodziło dopiero dojrzewanie. Nie zmienił się bardzo, lecz z biegiem lat coraz lepiej kontrolował swoje furiackie wybuchy. Może balsamem na wiecznie niespokojny umysł okazała się żona, może zainterweniował rozsądek Louvela, który zademonstrował mu, że wszelkie spory równie skutecznie rozwiązuje się za pomocą oręża słownego, bez konieczności podnoszenia tonacji głosu. Magnusowi ciężko było w to uwierzyć, zwłaszcza że jego domowe ognisko nieustannie tryskało iskrami a nierzadko trzęsło się od wrzasków i akompaniamentu - w najlepszym wypadku - rozbijanego szkła i mebli - w najgorszym - kończyn sługi, niefortunnie przemykającego obok pola bitwy. Powściąganie emocji uważał za zbędne: był Rowle'em i wszystkie swe prawa forsował głośno i donośnie. Ostre poglądy wypowiadał pewnie, depcząc obyczaje i nie zważając na obecne niedogodności przeciwstawiające się polityce antymugolskiej oraz szlacheckiej dominacji, a zdania będące wyłącznie opiniami wygłaszał z takim zaangażowaniem, jakby przekazywał prawdę objawioną. W istocie nie sądził, by było inaczej. Miał szeroką wiedzę z wielu dziedzin - z niektórych pozostawał ignorantem, czemu również nie zaprzeczał - lecz dzielił się wyłącznie przemyśleniami niemożliwymi do podważenia. Absolutnie słusznymi, czasami dyskusyjnymi (był skłonny do drobnych ustępstw) w gronie równie wytrawnych znawców. Do których z pewnością nie należała Daphne. Agresywna retoryka budziła w Magnusie prędzej rozbawienie i zażenowanie, aniżeli postępującą irytację; mężczyzna więc całkowicie się odprężył, nawet nie marszcząc gęstych brwi na tę niezawoalowaną obelgę. Dobra sława Daphne jako alchemiczki (w co nie wątpił) dotarła także do niego, acz miała nadal spore braki w umiejętności prowadzenia zajmującej konwersacji. Obrzucanie się wyzwiskami nie przystawało jej jako damie, jako kobiecie, ponadto dużo młodszej od niego. Najwyraźniej w przypadku kuzynki najsłuszniejsze metody wychowawcze zawiodły i zamiast gotowego produkty młodej, pewnej siebie, a przy tym błyskotliwej i skromnej lady, wujostwo Magnusa otrzymało bezczelną i nadętą pannę, nie dostrzegającej swych ułomności. Szkoda.
-Jestem chrzestnym Marienne, moja droga Daphne - uściślił spokojnie, prostując się w fotelu. Cios nie był celny, a desperacki, więc i naturalnie minął swego celu - i nie chciałbym, aby zapamiętała Rowle'ów jako grubiańskich gospodarzy, a nadto, by ten incydent odbił się na pielęgnowanej od wieków sympatii z Malfoyami - zaznaczył wyraźnie swe niezadowolenie, kładąc szczególny nacisk na kultywowaniu tradycji. Czy ta lekkomyślność mogła zerwać budowany latami sojusz?
-A spoliczkowanie dziewczynki... - zawiesił lekko głos, który tym razem zadrżał z nieukrywanej złości, z jaką spoglądał trzeźwo na kuzynkę. Przejrzyście zielone tęczówki momentalnie pociemniały aż do mętnego brązu; niechybny znak rychłego wybuchu - naprawdę nie mogłaś sobie z nią poradzić? Słowa dziecka wystarczyły, by wytrącić cię z równowagi? - spytał drwiąco, a jednocześnie niezwykle oschle.


Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 20:18

Do przestronnej, wysoko sklepionej komnaty niedługo po lady Rowle, przez wciąż otwarte drzwi, wbiegła wilczyca - na pierwszy rzut oka zdawała się prawdziwym wilkiem. Po uważniejszym jednak przyjrzeniu się można było jednak dostrzec, iż wilcza krew połączyła się z psią i zwierzę jest nieco smuklejsze i niższe od prawdziwego wilka. Zapewne jednak ignorant nie dostrzegłby różnicy. Dusza, wilczak należący od Daphne, podążał za nią niczym cień po całym zamku, strzegąc jej i będąc swej pani posłuszną. Natychmiast przysiadła obok fotela alchemiczki, a ona wyciągnęła drobną dłoń, którą zdobił rodowy pierścień, by pogładzić zwierzę po głowie.
Dusza natychmiast pokazała kły, warcząc na Magnusa; zwierzęta miały niebywałą zdolność wyczuwania emocji. Daphne kojąco pogładziła swą towarzyszkę, dając Duszy znak, że nie wolno jej atakować. W owym psie wciąż drzemała prawie wilcza natura.
W smukłym i wysokim ciele Daphne drzemała jednak prawdziwa wilczyca. Bestia, której nie warto było przebudzać.
Rowlówna była wykuta z zimnego kamienia; była niezłomna i harda, niczym prawdziwy wilk - tak jak na każdego Rowla przystało. Powściągała swe uczucia, trzymała emocje na wodzy, wszystkie je trzymała za grubym, niedostępnym murem. Obserwowała, niczym drapieżnik swą ofiarę. Przyglądała się Magnusowi przez kilka uderzeń serca w milczeniu, z nieprzewrotnym uśmiechem na różanych ustach.
-To nawet zabawne - zaczęła alchemiczka, nie spuszczając z krewniaka zimnego spojrzenia -Naprawdę zabawne, że sądzisz, iż ja będę słuchać reprymend tak nędznej imitacji mężczyzny jaką jesteś. Powiem to raz jedyny i nie zamierzam się powtarzać, więc słuchaj mnie uważnie i milcz.
Daphne przede wszystkim i nade wszystko pozostawała Rowlem. Dopiero w drugiej kolejności była damą i nigdy o tym nie zapominała; wstydziłaby się za siebie, gdyby była miękka i pokorna, niczym pies, a nie wilk. Daleko jej także było do skromności, Daphne mogła do przyznać w każdej chwili. Była niejednokrotnie nadęta, pyszna i próżna, lecz przede wszystkim znała swoją wartość; miała świadomość swych zalet, bystrości umysłu i inteligencji. Była pewna swojej potęgi.
A wilczyce takie jak ona, Rowlówny takie jak ona, mówią to, co myślą, kiedy uznają to za stosowne.
A właśnie nadszedł taki moment.
-Godne pozazdroszczenia, kuzynie, że masz czas, by trwonić go na spotkania z dziewczynkami, a wręcz na śmiałość, by zmarnować także i mój. Czegóż mogłabym się jednak spodziewać po nędznym pismaku dla jakiegoś szmatławca? - ciągnęła dalej, tonem nieznoszącym sprzeciwu i nie pozwalającym się wtrącić -Czasami zastanawiam się, czy nie zamieniłeś się rozumami z Larissą Malfoy. Tak samo żeś miękki i ckliwy do dzieci, wstydź się kuzynie. Jesteś... - skrzywiła się z odrazą -... jesteś niegodzien noszenia naszego nazwiska, skoro nie wiesz, że w tym zamku, w Beeston, panuje surowa dyscyplina. Dzieci pozostają dziećmi. Bez prawa głosu, z obowiązkiem godnego zachowania, którego umiejętności z całą pewnością brakuje Twej chrześniaczce. Przekaż moje gorące pozdrowienia swemu Panu oraz poradę, by pochylił się nad jej wychowaniem, pozostawia bowiem wiele do życzenia. Nawet ja, tak krnąbrna kobieta wiedziałam, gdy byłam dziewczynką, by należeć się z szacunkiem do starszych i mądrzejszych ode mnie. Za złe uczynki w tym zamku ponosi się karę, którą wymierzyłam spokojnie i z całkowitą premedytacją, zrobiłabym to po raz wtóry, jeśli zaszłaby potrzeba; zapamiętaj to dobrze, być może przez zabawy z Marianne i swymi córkami o tym zapomniałeś. Czy na przyszłe Boża Narodzenie winnam podarować Ci porcelanową lalkę, Magnusie? - zadrwiła - Nie kalaj tego miejsca, nie kalaj swego nazwiska i zacznij zachowywać się jak na wilka przystało. Zajmij się czymś pożyteczniejszym, niźli pisanie dla szmatławca i marnowanie mojego czasu na pogaduszki o dzieciach, a wiedz Magnusie, że ja mam naprawdę dużo pracy, którą winnam się zająć natychmiast - co ty jednak możesz o tym wiedzieć? - cały czas mówił cicho, spokojnie, lecz jadowicie.
Dusza wciąż warczała, a Daphne przytrzymała ją za obrożę.
-Jeśli nie masz mi do powiedzenia nic naprawdę godnego uwagi, to zniknij mi z oczu. Czmychnij jak nędzny pies, którym jesteś, bo na pewno nie wilkiem, do swego francuskiego, wypięlegnowanego dworku. Umiłowane córeczki tatusia pewnie czekają na zabawę lalkami, bądź uroczą bajeczkę na dobranoc. Tylko najpierw spróbuj doprowadzić się do porządku, bo z tą brodą wyglądasz niczym nokturnowy łachudra zza morskiego południa. To naprawdę szkoda, by o wychowywaniu dzieci, jakie przystoi Rowlowi, musiała pouczać Cię stara, bezdzietna panna, Magnusie.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 22:09

Nie musiał silić się na spokój, dystansując się nieco od pokracznej, groteskowej sytuacji, która nigdy nie powinna zaistnieć. Żenujący spektakl jednak dopiero się rozpoczynał, a pieśń chóru pobrzmiewała coraz głośniej, nabierając dziwnego impetu, w jakim wyraźnie odznaczały się wojenne werble. Cierpliwość Magnusa została zmieciona za jednym zamachem, a on sam absolutnie nie przypominał siebie przed sekundą, jeszcze wygodnie rozciągniętego w miękkim fotelu, zrelaksowanego i nie przykładającego tak wielkiej wagi do strofującej, acz w gruncie rzeczy błahej pogawędki. Spiął się cały, mięśnie zesztywniały, jeszcze zanim do komnaty wtargnął olbrzymi pies, błyskając ostrzegawczo ostrymi, białymi kłami. Suka nie wzbudzała w nim strachu, nawet kłapiąc olbrzymią szczęką pozostawała wyłącznie zwierzęciem; jeden ruch różdżki i zostałby po niej tylko rozkładający się zewłok. Zignorował ujadanie psa i nie bacząc na to niebezpieczeństwo - och, czyżby winien był Daphne wdzięczność za to, że łaskawie przytrzymała go za obrożę, ratując niechybnie przed wyrwaniem kończyny? - powstał z miejsca, nieśpiesznie podchodząc bliżej kobiety. Górował nad nią wzrostem, także siłą, lecz ani myślał mierzyć z nią swych mocy w tak prymitywnym starciu, nie dającym jej zupełnie żadnych szans. Ciekawe, jak zachowałaby się po jego upomnieniu, obecnie niesamowicie wpasowującym się w kontekst sytuacji o właściwym wychowaniu. Policzek bolał, chociaż nie bardziej od odpowiednio skalibrowanych słów, wbijających się ostrzami sztyletów w miękką tkankę ciała oraz dumy. Albo mijających celu i wbijających się w ścianę gdzieś po drugiej stronie komnaty, skutecznie rozsierdzając już i tak zirytowanego Rowle'a.
-To naprawdę zabawne - odparł, przez zaciśnięte zęby, parafrazując jej wypowiedź - sądzisz, że pozwolę ci bezkarnie mnie lżyć? Że będę słuchać rozkazów od panienki, która niczym nie przysłużyła się swojemu rodowi, a zachowuje się, jakby ten kręcił się wokół niej? Uspokój się - warknął, spoglądając na nią z góry i zaciskając duże dłonie w pięści, hamując się przed zatrzymaniem ich na jej twarzy lub: ewentualnie stanowczo za blisko niej. Jeszcze kontrolował swe emocje, buzujące w nim niby w gotującym się do wybuchu wulkanie, jeszcze nie działał pochopnie, jeszcze powściągał gniew, słusznie kłębiący się w spiętych mięśniach, wręcz błagających o możliwość rozprostowania, dania upustu złości, uwolnieniu drzemiącej w nim furii. Minęły lata odkąd uległ komukolwiek, jako młodzieniec też pozostawał krnąbrny i nic się nie zmieniło w upartym trwaniu o swoje zdanie, w którym przecież posiadał bezdyskusyjną rację. Wyważona argumentacja została niestety zmieciona w kapiące od jadu ubliżenia.
-A czym niby różnisz się od tych dziewczynek? - parsknął, a jego oczy rozszerzyły się niepokojąco. Stanowił zadziwiający kontrast na tle zrównoważonej Daphne, kipiący od negatywnych emocji, otaczających go wypukłą, ostrą, czerwonawą aurą gniewu - niedorosła i mniej pojętna od dzieci, które rozumieją stawiane przed nimi wymagania. Czyż nie dlatego uderzyłaś Marie? Bo okazała zdziwienie, że stawiasz swoje dobro ponad tym, co nakazuje szacunek rodowi? Tych feministycznych bzdur z pewnością nie wyniosłaś z Beeston, ani z Walczącego Maga. Czarownica utrzymuje dla ciebie odpowiedni poziom? - warknął niskim głosem, powątpiewając w godność Daphne. Był nabuzowany, a chęć przemówienia kobiecie do rozumu odbijała się w jego głowie niespokojnym echem, domagającym się natychmiastowego przejęcia inicjatywy - jak śmiesz mnie pouczać? Surowa dyscyplina zamku nie nauczyła cię szacunku dla starszych? Możesz sobie śnić o swej iluzorycznej władzy, ale jesteś tylko dziewczyną, nawet nie kobietą, którą prędzej czy później zostanie sprzedana niewybrednemu kupcowi. Nie masz n i c do powiedzenia, twój głos jest wart połowy mojego i zaręczam ci, że to twoja niesubordynacja hańbi nazwisko daleko bardziej niż echo jakiegoś zdrajcy - wysyczał, oblizując językiem spierzchnięte wargi i oddychając głęboko, ratując się w ten sposób przed buzującą coraz silniej we krwi adrenaliną - Kompetencje wymierzenia kary Marienne nie leżały w twoich rękach i nie miałaś p r a w a jej tknąć. Beeston rządzi się swoim rygorem, którego ja również nie respektuję, nie w stosunku do lady Malfoy. Osobiste zwrócenie się do Abraxasa upodliłoby twoją dumę, Daphne? Czy może po prostu nie pomyślałaś, żeby w ten sposób to rozwiązać? - zadrwił ze słynnego opanowania kuzynki, którego właśnie dawała piękny pokaz, dobitnie demonstrując jak łatwo jest ją wyprowadzić z równowagi. On sam trzymał się nieźle, choć miał wrażenie, że różdżka skryta za pazuchą szaty zaczyna parzyć, prowokując, by zacisnął dłoń na jej rękojeści.
-Milcz. Brakuje ci taktu i ogłady, nie potrafisz nawet wyrazić swego zdania bez uciekania się do żałosnych afrontów i słownego atakowania adwersarza możliwie najprymitywniejszymi obelgami. Nie zamierzam tego znosić i ostrzegam, po raz ostatni. Nie zamierzam ci grozić, Daphne, nie życzę ci źle, ale jeśli nie zmienisz swojego postępowania, nie okażę się łaskawy. Możesz być pewna, że jeśli tylko powinie ci się noga lub do uszu nestora dojdą jakieś niepokojące sygnały, będę głosować za wydziedziczeniem - rzekł, już bez drżenia gniewu w głosie oraz furiackiego zaciskania pięści. Rozluźnił się, nie bacząc na zirytowaną osóbkę Daphne oraz coraz głośniej warczącego psa.


Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 22:34

Przyszedł czas, kiedy Daphne musiała wyrzucić to, co od dawna leżało jej w miejscu, gdzie winno leżeć serce. Postawa Magnusa budziła niepokój Daphne, nie tylko jej, ale także i jej pana ojca. Córka Oliviera była wykuta z zimnego kamienia, nasączona odpowiednim światopoglądem i nienawiścią do mugoli; była uzdolniona, inteligentna i bystra, tyle wystarczyło by lord przymykał oko na jej staropanieństwo. Znacznie większym zmartwieniem było ckliwe i niekompetentne wychowanie Helene i Melyonne, jakie prezentował dotychczas Magnus, zajmując się córkami czulej, niźli niania brudnego dzieciaka, któremu wbija się do głowy frazesy o miłości.
Godne pożałowania.
Dusza jęła ujadać wściekle, a Daphne puściła jej obrożę, również wstając. Racja, była odeń niższa i szczuplejsza, jednakże w jej spojrzeniu i postawie tkwiła niesłychana duma i siła. Nie lękała się go, wcale a wcale. Budził w niej jedynie żałość i żal, że ktoś taki może nosić nazwisko Rowle. Wilczak trwał u jej boku, szczekając i warcząc, pokazując kły, lecz nie wyskakiwał wciąż do przodu, dopóki nie dostał na to znaku. Psy te były niesłychanie agresywne i szybkie - czy Magnus mógł to wiedzieć, skoro nie miał pojęcia zarówno o zwierzętach, jak i o magicznym stworzeniach?
-O, mój drogi... możesz to wypierać ze świadomości, lecz to z obecnych tu to Ty nie osiągnąłeś niczego godnego uwagi. To ja ukończyłam kurs alchemiczny. To ja prowadziłam badania. To ja cieszę się uznaniem Brytyjskiego Towarzystwa Alchemików, a nie ty. Wreszcie to ja dostępuję zaszczytu poznania tajemnic, o których nawet nie śniło takiemu idiocie jak Ty. Potrafisz choćby odróżnić tego wilczaka od naszego ducha kuguchara? Szczerze wątpię. Nie pouczaj mnie więc, boś jest idiotą bez pojęcia o choćby podstawowych roślinach, czy liczbach. Z tego co pamiętam, a pamięć mam niesłychanie dobrą, nie potrafisz odróżnić wielkiego wozu od małej niedźwiedzicy na niebie. Wielka szkoda, tego nauczają w pierwszych latach szkolnych, lecz Ty chyba bawiłeś się lalkami, kiedy tego nauczano, prawda? Nie mogło być inaczej, skoro tak wiele wiesz o Czarownicy, dziewczynkach i obowiązkach panienek. Wstydź się, Magnusie. Jesteś bezczelny, jeśli śmiesz pouczać mnie, podczas gdy Ty winieneś znów wybrać się o szkoły i odebrać podstawowe wykształcenie. Wierz mi, że Twoja głupota, której niejednokrotnie dałeś pokaz przy rodzinnym stole, jest znacznie większą hańbą od mojego stanu cywilnego - Daphne mówiła niezmiennie cichym, zimnym tonem, nie dając wyprowadzić się z równowagi. Dłonią sięgnęła jednak do ukrytej kieszeni spódnicy, zacisnęła blade place na różdżce - Jesteś tak wielkim hipokrytą i gubisz się we własnych słowach, że budzi to we mnie jedynie poczucie żalu. Śmiesz mówić mi o szacunku dla starszych, podczas gdy zajadle tak bronisz niewychowanej dziewuchy, która nie ma w sobie za grosz dobrego wychowania. Czemuż się jednak temu dziwię? Dziecko staje jedno za drugim, jesteś na Tym samym poziomie, Magnusie. Może mógłbyś się od swej kochanej chrześniaczki nieco nauczyć?
Nie budź bestii, Magnusie.
-W tym zamku obowiązują nasze zasady, dopóki więc noszę nazwisko Rowle, dopóki tutaj mieszkam, to i ja będę wymierzać tu kary.
Wilczyca w piersi Daphne warczała cicho.
-Nie jesteś ani wujem Salazerem - ani nigdy taka miernota nie zajmie jego miejsca - ani mym panem ojcem, ani bratem, nie masz więc prawa mówić mi co mam robić, to nie jest już Twój dom, więc swoje reprymendy i groźby zachowaj dla swych przyjaciółek od lalek, Magnusie. Ostrzegam Cię, byś nie budził we mnie tego, co najgorsze. Swoją łaskę możesz zachować dla swych przyjaciół ze szmatławca - głos Daphne stał się ostrzejszy, zirytowany całą tą konwersacją - Obawiam się, kuzynie, że w tym momencie bardziej od mojego stanu cywilnego, naszego wuja Salazara martwi Twoje ckliwe, kobiece podejście do córek oraz permanentny brak męskiego potomka. Obawiam się, że podobne zmartwienia męczą mego brata, ojca i dziada, których głosów będzie znacznie więcej przy rodzinnym stole, nie sądzisz, Magnusie?  Dobrze Ci radzę, byś nie męczył mnie więcej tą dziecinadą, bo mój czas jest znacznie więcej wart, niźli Twój. Wracaj do swego dworku i pisz swoje eseje, być może następny będzie o zabawach z dziećmi?




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 23:27

Wdawanie się w jałowe dyskusje zazwyczaj napawało go wstrętem - nie zwykł licytować się z marnymi, acz nader krzykliwymi prostaczkami - więc i obrzucanie błotem przez Daphne skonstatował z niesłychaną niechęcią. Grymas wykrzywiający wąskie wargi, stek bluzg cisnących się do ust, gniew barwiący szyję niezdrowym rumieńcem, adrenalina uderzająca do głowy, podstępnie pulsująca w żyłach, gotowa do narzucenia Magnusowi swojej woli, zastępując zdrowy rozsądek falą rozszalałych emocji. Podobnych wściekłemu tajfunowi, który rozniósłby kobietę na proch, nawet gdyby nie zasłaniała się smukłym psem, a faktycznie - ciężkim i zimnym murem, jakim otoczono stare zamczysko, od wieków należące do ich rodu. Nie przypuszczał, że zwykła konwersacja obróci się w wywlekanie na wierzch brudów, wypominanie potknięć i błędów. Tania zagrywka, której i teraz sam się wstydził, bowiem nie powinien pozwolić wmanipulować się w tak śmieszną kłótnię, obecnie trzęsącą w posadach samokontrolą Magnusa, ulatniającą się z niego w błyskawicznym tempie.
Nie ręczył za siebie. Potrafił zrobić wiele w porywach gwałtowności, poczynając od fizycznego natarcia, instynktownego odruchu, jakiego nabrał w młodzieńczych latach hartowania charakteru, aż po dzikie sięgnięcie po różdżkę, przy czym nie wzbraniał się przed używaniem magii czarnej, zakazanej i niedostępnej dla tchórzów oraz słabeuszy. Nie mógł jednak tego zrobić, przy czym Daphne nie chroniły już w tym względzie więzy krwi (naprawdę byli spokrewnieni?), niedorzeczne (w tym względzie) rodowe zasady, ani nawet fakt przebywania na tej uświęconej ziemi, od pokoleń znajdującej się w posiadaniu Rowle'ów. Miała nieprawdopodobne szczęście, służąc temu samemu Panu i wyłącznie ów fakt - poświęcenia się Czarnemu Panu, oddania mu wszystkiego, łącznie z sercem, duszą, umysłem, który w lot mógł przejrzeć jednym tylko spojrzeniem - działał na korzyść Daphne, powstrzymując Magnusa przed rzuceniem jej wyzwania, przed zaatakowaniem i starciem na marny pył.
-Co takiego ma kociołek do świstoklika? - przerwał, powstrzymując szarpiącą go niechęć i ochotę do prostego przekręcenia złotej główki Daphne tak, by już więcej nie zdołała się odezwać - nie kwestionuję twoich naukowych osiągnięć. Sam rozwijam się w innym kierunku. Ty potrafisz uwarzyć śmierć, ja kształtuję poglądy naszych szlacheckich przyjaciół i otwieram im oczy, w jakim bagnie przyszło nam egzystować. Nie zamierzam się spierać, czyj zawód przynosi większe zaszczyty i kogo spośród nas bardziej doceniają, co zwyczajnie nie przystoi poważnym, dorosłym ludziom - zauważył, nieco łagodniejąc, gdyż próżne napinanie nerwów przyniosłoby Magnusowi wyłącznie nieprzyjemne skutki uboczne. Tych nie chciał sobie wyobrażać: kiedy tracił nad sobą panowanie szedł jak taran, obojętny na zniszczenia dokonane po drodze. Jego żona wielokrotnie się o tym przekonała; wybuchy małżeńskiej wściekłości niemal zawsze kończyły się drobnymi obrażeniami, dla obu zainteresowanych stron. Tu byłoby inaczej, bezsprzecznie, ale musiał się powstrzymać. Opuszczone dłonie nie drżały, wzrok nie spoczywał na kieszeni szaty, w której trzymał różdżkę. Zawsze na podorędziu, zawsze blisko niego. Nie miała się przydać, choć brązowe oczy bez trudu wyłapały ruch Daphne, najwyraźniej sięgającej ku swej broni. Myślała, że ją zaatakuje? Bała się?
-Marie należało się upomnienie, lecz to ty straciłaś swoje opanowanie. Co takiego chciałaś osiągnąć, pokazując swoją dominację nad małą dziewczynką, która nie panuje nad swoją magią? Tak właśnie należy karać za budzące się zdolności? - spytał, łudząc się przywróceniem rozmowy do odpowiedniego tonu. Jeszcze kpiąco-drwiącego, lecz bez wyraźnej wrogości oraz obelg, wulgarnych i zupełnie nie pasujących do słownika damy.
-Przypomnę ci, że jesteś kobietą, pozbawioną sprawczości. Teraz pod opieką ojca, później - męża. Nieważne, jak długo to odwlekasz i tak zawsze pozostaniesz czyjąś własnością - warknął, nie potrafiąc już powstrzymać zalewającej go żółci. Podszedł bliżej, nie zważając na wściekłe ujadanie jej suki, plączącej się u stóp - zważ na słowa. Radzę ci, po raz ostatni - wyszeptał cicho, a jego oczy rozjarzyły się ostrymi błyskami - och, proszę bardzo. Pokaż mi, co w tobie najgorsze, chociaż sądzę, że widziałem już wszystko - zadrwił, nie odchodząc od niej o krok, wciąż wpatrzony w kobietę czujnym, złowrogim spojrzeniem. Puścił mimo uszu jej kolejne docinki, zastanawiając się, jak daleko się posunie i czy rzeczywiście spełni swoją uroczą obietnicę. A może groźbę? Nie rozpatrywał tego w takich kategoriach.


Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Salon   25.05.17 23:58

Doprawdy ciężko było uwierzyć, że Magnus naprawdę przybył do niej z podobną sprawę. Czy naprawdę nie miał nic lepszego do roboty, nawet i swe nędzne eseje dla gazety? Budziło to w Daphne ogrom zażenowania, iż dorosły mężczyzna, śmiący nazywać się Rowlem, ugania się za problemem maleńkiej dziewczynki. Od dawna wiedziała, iż z Magnusem jest coś nie w porządku, kiedy cała rodzina niepokoiła się jego stosunkiem do swych córek. Stosunkiem nader ckliwym i zbyt miękkim, jeśli chodziło o ich ród, który słynął z niezwykle surowego wychowania. W Beeston nawet dzieci szlachetnie urodzone otrzymywały kary cielesnego: nic nie było w tym jednak dziwnego, szlachta wszak tkwiła mentalnie w zeszłym stuleciu. Lady Rowle sama za swych młodzieńczych lat niejednokrotnie została zbita, jednakże nigdy nie ośmieliła się nikomu naskarżyć: gdyby pożaliła się pani matce, zrugałaby ją jeszcze mocniej, że się nad sobą mazgai. Było to śmieszne, iż Magnus nie był świadom tak podstawowych zasad rządzonych tym światem, a zwłaszcza już Beeston.
Łudziła się, że jej dziad, bądź dziad samego Magnusa, wkrótce zwróci mu na to uwagę, jednakże teraz nie widziała już nadziei: był uparty niczym osioł, gwałtowny i niesłychanie w ocenie Daphne głupi. Gubił się we własnych słowach, był hipokrytą i ignorantem.
-Doskonale wiem, czyj zawód i zajęcie przynosi większy honor rodzinie - odrzekła wyniośle, dając mu do zrozumienia jak wielką wzgardę budzi w niej lord, który zajmuje się pisaniem do gazety i to mając niewiele wspólnego z nauką, a w dodatku bez żadnego inszego zajęcia - Tak jak powiedziałam - nie zamierzam słuchać Twoich reprymend, napawdę niewiele obchodzą mnie Twoje żale na temat dzieci, których chętnie wysłucha najpewniej koło gospodyń wiejskich z wioski nieopodal. Uczyniłam to, co uznałam za słuszne, a Twoja nie ma dla mnie najmniejszego choćby znaczenia, nie rozumiem więc sensu Twej wizyty. Powtarzam Magnusie, byś zaczął trwonić czas na coś, co może przynieść naszej rodzinie chwałę.
Pozostała niewzruszona. Nie uniosła głosu, nie poruszyła się odkąd wstała, trwałą nieruchomo niczym posąg. Była wprawiona w dyskusjach i nigdy nie pozwalała wejść sobie na głowę, a już zwłaszcza tym, których uznawała za słabszych od siebie. Magnus mógł być odeń wyższy i silniejszy fizycznie, lecz w ocenie Daphne wciąż pozostawał jedynie głupcem, który potrafił jedynie machać piórem.
-Och, Magnusie, zapewniam Cię, że nawet nie wiesz do czego jestem zdolna - wyrzekła głosem, ocierającym się o granicę słyszalności, z jadowitym uśmiechem na ustach i przenikliwym spojrzeniem, świdrującym jego poczerwieniałą twarz - Nie będę zważać na słowa, gdyż jestem Rowlem. Prawdziwym wilkiem, a my zawsze mówimy prawdę prosto w twarz, czy tego chcesz, czy nie. Jeśli nie potrafisz tego znieść, bądź zrozumieć - lepiej sam zrezygnuj z tytułu i nazwiska, jeśli masz choćby resztki godności - Daphne wyciągnęła różdżkę z kieszeni, wyciągając ją delikatnie przed siebie. Nie wiedziała, czy zamierza ją zaatakować, czy nie, zbliżał się, a ona była zwyczajnie przezorna i wolała być przygotowana. Jeden gest, a Dusza natychmiast zjawiła się pomiędzy nimi, broniąc swej pani i kłapiąc ostrzegawczo zębami. Kropelki psiej śliny zachlapały ubranie Magnusa.
-Wiesz mi, nadejdzie taki dzień, że Ci to pokażę, a wtedy będziesz mnie błagał, by pozostało uśpione. A teraz zniknij mi z oczu i wynoś się stąd, nad wyraz mnie nudzisz - nie widziała celu tej dyskusji i nie sądziła, by dotarli do jakiegokolwiek konsensusu. Trwoniła czas, a mogła w tym czasie zająć się pracą.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   26.05.17 0:54

Irytacja powoli sięgała zenitu, krytycznego punktu, w którym skumulowana groziła już całkowicie bliskim i realnym niebezpieczeństwem. Czara napełniała się stopniowo, przez całą dyskusję uzupełniając swój kielich o kolejne gorzkie krople, nareszcie przeważające szalę. Nie miał zamiaru jej dłużej słuchać. Kluczenie w argumentacji, wyszukiwanie luk, a nader wszystko ta agresywna postawa, spychającą Magnusa do defensywy i pasywnej roli - nie stwarzała możliwości choćby próby negocjacji.  Rozmowa między nimi się nie toczyła, przypominało to prędzej mechaniczne zadawanie starannie obmierzonych ciosów i równie automatyczne ich parowanie. Brak finezji, brak interakcji, brak przepływu informacji, zatrzymujących się w jednym, martwym już miejscu. Nie widział sensu w wyłuszczaniu Daphne podstawowych zasad prowadzenia konwersacji: najważniejsze lekcje zdołały najwidoczniej umknąć pierwszej damie Cheshire, która poradziła sobie z brakami po swojemu. Inicjowanie walki na słowne ostrza mogłoby się skończyć tylko i wyłącznie kapitulacją - z zażenowania - więc ostrożnie odłączał się od miałkiej kłótni, przybierającej na wyrazistości wyłącznie w doborze inwektyw rzucanych przez kobietę. Wstyd; ukryta przed światem za nieprzystępnymi bramami Beeston przynajmniej nie przynosiła ujmy Rowle'owm swym zachowaniem, które w okolicznościach odmiennych od tych, uroczych, sielankowych, rodzinnych, na pewno nie byłyby respektowane. Magnus darowywał kobiecie własne zdanie - prawie tego żałował - lecz nie miał zamiaru tego przywileju jej odbierać. Właściwie... buta Daphne mogła okazać się mu całkiem przydatna. Rowle był dumny, zahaczając o arogancję, był pewny siebie, zahaczając o zadufanie, ale tylko delikatnie muskał te drugie struny, wiedząc, że nie nadają się ona na wytrzymałe fundamenty sprawnej sylwetki, nieogłupionej miłością własną.
-Chętnie to zobaczę - rzekł cicho, reagując wyłącznie na tę jedną wypowiedź, na ponowną pogróżkę, która wybudziła go z marazmu i zaaplikowała w żyły porcję mściwości. Zaczął domagać się ofiary z krwi - zmierzę się z tobą. To wyzwanie, Daphne. Tylko spróbuj odmówić - zakpił, gdyż rzucona rękawica pozostawała wiążąca, podobnie jak miano tchórza, jakie przylgnęłoby do kobiety na długo, gdyby odmówiła. Czuł opór, by zniszczyć ją w tej chwili (a może to szczerzący kły pies go powstrzymywał?), lecz w honorowym pojedynku nie miałby absolutnie żadnych skrupułów, by pokazać kobiecie, że jej miejsce bezwzględnie jest pod nim. Jęcząc i drżąc, lecz dla odmiany nie ze spazmów rozkoszy, a bólu. Słodka wizja ukoiła nieco gniew Magnusa, który z drwiącym, szerokim uśmiechem opuszczał salon, wręcz nie mogąc doczekać się skrzyżowania różdżek. Najlepiej tryskających plugawymi czarami, wciąż wierzył, że Daphne rzeczywiście udowodni, jaka jest przerażająca.

|Magnus out


Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Salon   26.05.17 11:24

Daphne czuła się znużona i zawiedziona. Naprawdę, bardzo i dogłębnie zawiedziona zachowaniem swego kuzyna, które nie przystoi dorosłemu mężczyźnie, nie przystoi jego pozycji lorda i nie przystoi, przede wszystkim, Rowlowi... Magnus zdawał się tego nie dostrzegać, był zaślepiony przekonaniem o swej wyższości i potędze, które w mniemaniu Daphne były jedynie złudzeniem. Nie mógł uczynić jej nic, po prostu nic; rzucał puste groźby na wiatr, a jeśli sądził, że którakolwiek z nich była realna - był głupcem. Nie wydziedziczano kobiet za niewyjście za mąż. Tak szczycił się swą wiedzą z zakresu historii magii, a teraz wykazywał się kompletną ignorancją. Coraz bardziej upewniał Daphne w przekonaniu, iż nie jest dlań partnerem do dyskusji - dlatego czuła się po prostu znużona, zwłaszcza kiedy Magnus nie mógł się zdecydować pomiędzy przekonaniem o szacunku dla starszych, a chęcią karcenia jej za nauczkę za brak takiego szacunku u dziecka; miotał się pomiędzy swoją miłością do małych dziewczynek, z którymi spędzał tak wiele czasu, a jednocześnie wyrzucał jej, iż jest tylko nic nie wartą kobietą.
Daphne westchnęła cięzko, wyraźnie zawiedziona, przewracając błękitnymi oczyma.
Nie mogła doczekać się, aż Magnus zniknie z jej oczu, a ona będzie mogła odegnać to przykre wspomnienie, kiedy Rowle służy Malfoyowi jak uniżony pies, kiedy Rowle zniża się do pozycji ckliwej kobiety, a ona będzie mogła dalej w ciszy pracować nad prawdziwym zaszczytem dla swojego rodu. Być może Magnus był ślepy, lecz wuj Salazar wciąż nie narzucił jej swej woli co do zamążpójścia, a miał takie prawo i nie śmiałaby się mu sprzeciwić - niegdyś wyraził uznanie dla alchemicznego talentu, co było dla Daphne utwierdzeniem w przekonaniu, że postępuje dobrze.
Żadna więc jednostronna awantura rozpętana przez Magnusa nie przyniesie żadnego efektu.
Daphne nie miała najmniejszego zamiaru, nie odczuwała obowiązku i chęci, by go słuchać. Nie darzyła go szacunkiem, nie był dlań autorytetem, więc lepiej dla niego, by przy niej milczał - niebezpiecznie było zadzierać z kobietami takimi jak ona, czy nie słyszał o tym?
-Och, oczywiście, że się go podejmę Magnusie - odrzekła mu, wciąż świdrując go spojrzeniem błękitnych oczu, a Dusza nadal ujadała wściekle. - Będziesz tego gorzko żałował, lecz zmierzę się z Tobą z najwyższą ochotą - podjęła to wyzwanie, czy naprawdę sądził, że mogłaby odmówić
Z ich dwojga to ona była godna noszenia miana Wilka.
Nie lękała się konfrontacji i nigdy ich nie unikała. Nie miała w sobie także litości, ni skrupułów, by użyć wszelkich sposób, by udowodnić mu, że miejsce Daphne Rowle... jest na szczycie. Wzbudził w niej pragnienie krwi, jego krwi, rozpętał pomiędzy nimi wojnę z tak błahego - jak dziecko - powodu.
Było to wręcz żenujące, lecz dawno już odczuwała chęć, by udwodnić Magnusowi, że nie jest wart tak wiele, jak sobie wyobraża.
-Każdy obcy to wróg - wyrzekła cicho, gdy Magnus opuścił w końcu salon. Dusza przestała ujadać, lecz wciąż warczała, kładąc się u stóp swej pani.
Obudziłeś wilka, Magnusie.

| zt




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   08.08.17 13:19

11.05, ranek

Jeszcze wczoraj leżałem w szpitalu, w sali dalekiej od wymaganych przez arystokratów wygód. I to wszystko nie było jedynie następstwem wypadku w Wywernie - dzień pierwszego maja był dniem sądnym dla wszystkich. Po obrażeniach jakie otrzymałem przez anomaliczną teleportację w odległe tereny okazało się, że mam jeszcze więcej rzeczy do zaleczenia niż jeszcze kilka dni temu. Do tej pory pamiętam ten przeraźliwy ból oraz uczucie odlatującego w zaświaty życia kiedy krew wsiąkała w ziemię jaskini. Przełykam głośno ślinę na wspomnienie tamtych makabrycznych chwil gdzie sądziłem, że nic mnie już w tej rzeczywistości nie czeka. A jednak. Udało się. Żyję. Żyję i nie mam własnej różdżki. I nie zdążyłem jej odebrać od Daphne.
A teraz nie odbiorę już od niej niczego. Była zdrajczynią, to prawda - jednak dziwnie mnie ściska w klatce piersiowej na myśl, że już jej tak po prostu nie ma. Nigdy nie uwarzymy wspólnie żadnego eliksiru, nigdy się nie pokłócimy i nigdy nie wysłucham kolejnych kazań nad własną niewiedzą. I słowo daję, że czuję się z tą świadomością mocno niezręcznie. Nawet nie mogłem przyjść na pogrzeb, chociaż pewnie przez własne zacietrzewienie i tak nie odnalazłbym się w drodze do Cheshire. Wielka szkoda dla świata nauki, wielka szkoda. Nagle przed oczami stanęły mi wszystkie wspomnienia dotyczące Hogwartu oraz wspólnie zdobywanej wiedzy. I zrobiło mi się nawet przykro.
Nie mogę jednak zbyt długo rozpamiętywać przeszłości kiedy to przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, planów do zrealizowania - życie toczy się dalej. Z nową porcją energii oraz planem działania postanawiam mimo wszystko najpierw odzyskać różdżkę. Wierzę, że ktokolwiek z jej rodziny wie o pilnowaniu przez Daphne mojej własności i dzięki temu zdołam ją jeszcze odzyskać. Ubieram się zatem elegancko, piję eliksir wzmacniający krew i teleportuję się pod Beeston. Zaczynam bardzo intensywnie już myśląc o tym, żeby wysłać sowę do Dolohova oraz odebrać inne zamówienia.
Staję pod drzwiami, daję kierować się służbie w kierunku salonu - ponoć przeznaczonym do przyjmowania gości. Zasiadam na sofie w oczekiwaniu na kogokolwiek noszącego nazwisko Rowle; a dziwny ucisk wcale się nie zwalnia.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   08.08.17 15:28

Chaos. Świat pogrążył się w chaosie. Może nadchodził jego koniec, a może to dopiero początek końca? Roderick Rowle tego nie wiedział. Trudno było mu cokolwiek o tym powiedzieć. Jego siostra by wiedziała, tego był pewien. Wiedziała tak wiele rzeczy, o których Rod nie miał nawet pojęcia; rzeczy, o których nie śnił. Czasami próbował wyciągnąć zeń tajemnice, jakie nosiła w miejscu, gdzie winno być serce, tajemnice z ostatniego poziomu ministerstwa magii, sekrety, jakie poznać było dane jedynie Niewymownym. Prosił, groził, próbował podstępem, swego czasu próbował nawet podać jej Veritaserum - bezskutecznie. Wszystkie tajemnice zabrała ze sobą do grobu i niczego więcej się od niej nie dowie.
Nie był człowiekiem sentymentalnym. Nie był uczuciowy. Nie poddawał się emocjom. Oboje tacy byli, obojętni i zimni jak mury tego zamku. On został jednak poddany zgoła innemu wychowaniu. Gdy osiągnął odpowiedni wiek jeździł wraz z ojcem na polowania i wytrwale ćwiczył szermierkę, by osiągnąć tak hołubioną przez jego rodzinę siłę zarówno fizyczną, jak i czarnomagiczną. Roderick Rowle skupiony był na zdobywaniu władzy dzięki argumentowi siły, natomiast jego siostra od zawsze wojowała książką i kociołkiem - różnili się, lecz fascynowały ją meandry jej umysłu. To, co się w nim kryło. Była dla niego zagadką, chociaż płynęła w nich ta sama krew, zrodzili się z tego samego ojca i tej samej matki. Mógłby rzec, że była jego zakazanym owocem - ale przecież mieli to we krwi.
Teraz zniknęła. Pochowano ją przed kilkoma dniami do zimnego grobu, a jej wilk wył nieustannie, pałętając się po okolicznych lasach. Czasami zapominał, że Daphne już nie ma, że odeszła. Zazwyczaj i tak ukrywała się w bibliotece, we własnej pracowni, półmroku własnych komnat - zdystansowana i odcięta od świata. Dzisiaj rano chciał ją odnaleźć, siłą wycisnąć pocałunek na różanych ustach, lecz zastał jedynie zimne, puste łoże.
A później - skrzat poinformował go, że przybył sir Quentin Burke. Czekał na niego w salonie, gdzie lord Rowle, wysoki i barczysty mężczyzna o krótkich, jasnych włosach i silnie zarysowanej szczęce, zjawił się niebawem, odziany w elegancką, ciemną szatę, którą spiętą miał srebrną broszą w kształcie wilczego pyska.
-Witaj w Beeston, sir - mówi Rod, gdy ledwo przeszedł przez próg. Zmierzył Quentina stalowym spojrzeniem błękitnych tęczówek, tak podobnych do oczu siostry. Znał go, oczywiście. Pamiętał go jeszcze z Hogwartu, gdy niepokoił się, że zbyt wiele czasu spędza z jego siostrą, do której przecież tylko on miał prawo i wyłączność. Podobnież łączyły ich bliższe, przyjazne relacje, a mimo to - nie zjawił się na jej pogrzebie.
-Co lorda tu sprowadza?




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   08.08.17 18:23

Być może niektóre tajemnice są niezbadane - być może o rozwiązaniu większości zagadek nie dowiemy się już nigdy. Tak jak nieznany jest powód powstania tych męczących anomalii. Nie dociekałem jeszcze czym są one spowodowane, mam wiele swoich spraw na głowie. Przez własną niedyspozycję zaniedbałem wiele zleceń, które w tej chwili muszę czym prędzej nadrobić. Wizyta w Beeston jest trudna, kiedy powinienem tam przybyć wiedziony uczuciem? Współczuciem? A nie kolejnym interesem. Jednak różdżka pozostaje moją własnością tak długo jak żyję lub ktoś nie przerwie jej rdzenia - zatem winna się ona znaleźć w mojej dłoni. Przetrzymywanie jej w Cheshire byłoby równie bezsensowne co śmierć samej Daphne - wierzę, że to, co miało miejsce jest najgłupszym rozwiązaniem nadal młodego życia. Widocznie Merlin tak chciał, a my nie mamy już na to wpływu.
Nie wiem ile tak siedzę na kanapie w salonie - minutę, może dziesięć? Czas bezpowrotnie się rozmazuje kiedy tkwię w oczekiwaniu na coś, co nigdy nie nastąpi. Do środka nie wejdzie dumna, zimna jak lodowy posąg lady Rowle, nie zacznie mówić mi o mojej beznadziejności. Czekam więc na kogoś, kogo nie spodziewam się zobaczyć, a jednak ktoś ten stanie przede mną. Tak jak teraz kiedy słyszę skrzypnięcie ciężkich drzwi. Automatycznie wstaję kierując bladą twarz w kierunku przybysza. Mężczyzny, brata. I różni nas dosłownie wszystko - wzrost, kolor oczu, włosów, postawa, nawet cera. Wypadam przy nim miałko, nijako, jako ten maluczki - gdyby nie nazwisko, na pewno z łatwością cisnąłby mnie o ścianę obok. Myśli pędzą jak oszalałe, przez moment zapada cisza.
- Dziękuję, że lord zechciał mnie przyjąć o dość wczesnej porze - mówię w końcu, bo to przecież ja mam sprawę do Rodericka, nie on do mnie. Nie mogę zatem stać jak słup soli oczekując zabawienia mojej osoby. - Chciałbym złożyć szczere kondolencje oraz wyrazić ubolewanie nad swoją nieobecnością na pogrzebie. Niestety mój stan zdrowia przykuł mnie do szpitalnego łoża - stwierdzam szczerze, ze skruchą. Mężczyzna nie musi wiedzieć o tym, co wydarzyło się w Wywernie - a wręcz nie powinien. Zresztą, nie można mówić źle o zmarłych.
- Przejdę też od razu do sedna sprawy, gdyż sądzę, że obaj cenimy swój czas. Chciałbym odzyskać moją różdżkę, którą przechowała lady Daphne - dodaję po krótkiej przerwie. Pełen nadziei, że mężczyzna wie gdzie się ona znajduje.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   08.08.17 19:47

Quentin znał Daphne dość dobrze, łączyło ich zaufanie i umiłowanie alchemii, najtrudniejszej ze sztuk magicznych, bo najsubtelniejszej i wymagającej wiele cierpliwości, opanowania, dostrzegania szczegółów. Wiedział więc, że choć uczono ją sztuki konwersacji oraz retoryki, to Daphne była osobą, która nie lubi strzępić języka. Nie mówiła wiele. Brat jej w tym względzie był zaskakująco podobny. Mówił wręcz jeszcze mniej, był oszczędny w słowach i nie używał kwiecistej mowy, która w jego mniemaniu nie przystawała mężczyźnie. Roderick Rowle był mężczyzną bezpośrednim i konretnym, miał odpowiednie maniery, lecz mimo to nie lubił błądzić i kluczyć wokół meritum, zamiast po prostu je poruszyć. Nie był to także odpowieni czas na beztroskie konwersacje, pytania o życie i inszych członków rodziny. Ród Rowle pogrążony był w żałobie, a przede wszystkim Rod. Był mistrzem ukrywania własnych emocji, własnych uczuć, jego twarz była obojętną maską - to znowuż łączyło go z siostrą. Być może dlatego nikt nigdy nie dowiedział się o tym, co ich łączyło, lecz jednako przez to - żałobę musiał trzymać jeszcze głębiej, na samym dnie w miejscu, gdzie winno znajdować się serce.
Lord Rowle skinął głową w wyrazie podzięki za kondolencje, jednako czując, że żołądek ściska mu żelazna pięść. Nie był mężczyzną uczuciowym, nie potrafił prawdziwie kochać, lecz jego siostra, jego kochanka, której pożądał mocniej niźli cokolwiek innego, pozostawiła po sobie zimną, lodowatą pustkę.
-Rozumiem - opowiedział Roderick, przypominając sobie, iż Daphne wspominała niegdyś o przypadłości lorda Burke -Taak, słyszałem, że ją ma... miała. Nie zdradziła jednak szczegółów, być może Ty, sir, będziesz bardziej wylewny - spytał przebiegle Rowle, nie potrafiąc znieść myśli, że nie wie nic o ostatnich nocach życia Daphne, kiedy nie było jej w zamku.
Klasnął dwukrotnie dłońmi, silnymi i szorstkimi, od lat trzymania szabli oraz wodzy, gdy jeździł konno. U jego boku pojawił się skrzat, odziany w szmatę - lecz czystą.
-Pokrzywko, w pokoju lady Daphne znajduje się wciąż różdżka lorda Quentina Burke, odnajdź ją czym prędzej i przynieś ją tu bezzwłocznie - polecił surowo.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17