Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Mniejszy salonik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Mniejszy salonik   06.02.17 11:01

Mniejszy salonik

Komnata ta jest niewielka, podobnie jak inne pomieszczenia w zamku wyłożona ciemnym drewnem, lecz jasna i elegancko urządzona. Doskonale sprawdzi się jako miejsce do prywatniejszej rozmowy. Nestor rodziny zwykł tu rozmawiać z najważniejszymi gośćmi.
Na to pomieszczenie nałożone jest zaklęcie Muffliato.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   19.03.17 15:46

24 IV
Olivier Rowle obchodził swe pięćdziesiąte urodziny.
Ta okrągła liczba, półwiecze, nie mogło obejść się bez odpowiedniej oprawy i świętowania, zwłaszcza jeśli rozchodziło się o arystokratę. Wyprawiono więc przyjęcie (oczywiście zarejestrowane), na które zaproszono gości z zaprzyjaźnionych rodów – tego zaszczytu mogli dostąpić jedynie czarodzieje krwi czystej (jak zawsze zresztą).
Nie oszczędzano, małżonka Oliviera dołożyła wszelkich starań, by wszystko było perfekcyjne – stoły w jadalni uginały się od najprzedniejszego jedzenia, pomiędzy gośćmi krąży skrzat domowy z tacą pełną kielichów z alkoholem. W Sali Balowej w kącie muzycy wygrywali klasyczne melodie – które były ulubionymi jubilata.
Daphne, która ostatnimi czasy brała udział w spotkaniach towarzyskich częściej, niźli by sobie tego życzyła, była już owymi przyjęciami lekko znużona, jednakże tego wieczora starała się nie okazywać niechęci. Całe szczęście w Zamku Beeston zjawili się wyłącznie goście, którzy podzielali zdanie rodu Rowle co do mugoli, miała więc partnerów do rozmowy i pozwoliła nawet kilkukrotnie poprosić się do tańca, pragnąc sprawić przyjemność ojcu.
Miała świadomość, że (jeśli chodzi o nią) najbardziej uradowałoby go jej zamążpójście, jednakże nie zanosiło się na to, postanowiła więc czynić honory gospodyni domu oraz damy. Sączyła przednie wino, aby uzbroić się dzięki w niemu cierpliwość i uśmiech – w stanie lekko nietrzeźwym zdarzało jej się być nieco przystępniejszą dla otoczenia.
Po jakimś czasie jednak odczuła potrzebę ucieczki z Sali Balowej, choć na chwilę, by ukryć się przed hałasem i niewygodnymi pytaniami o datę zrękowin. Daphne zrobiło się duszno i potrzebowała odrobiny świeżego powietrza. Kiedy tylko znalazła się na korytarzu Dusza znalazła się przy niej – pies do złudzenia przypominający wilka, jednakże był zacznie smuklejszy i drobniejszy jak na swego dzikiego pobratymca.
Zwierzę towarzyszyło swej pani całą drogę krętym korytarzem, dopóki nie dotarła do celu – mniejszego saloniku, skąd można było wyjść na balkon i raczyć się widokiem sadzawki za zamkiem.  Zdziwiona alchemiczka odkryła jednak, że to nie ona pierwsza wpadła na pomysł skrycia się tutaj przed innymi gośćmi – w komnacie ujrzała doskonale sobie znane oblicze Lupusa Blacka.
Błękitne oczy Daphne, które zawsze niemal przypominały bryłki lodu, rozbłysły teraz i niewiadomo, czy powodem był alkohol we krwi, czy też sympatia jaką darzyła arystokratę. Ich ojców łączyła szczera przyjaźń, Lupus więc od najmłodszych lat był gościem zamku Beeston, a Daphne niejednokrotnie witała w progach posiadłości rodu Blacków.
Dusza skupiła spojrzenie pomarańczowych ślepi na mężczyźnie, lecz ułożyła się posłusznie obok kominka, gdy tylko Daphne gestem wskazała jej to miejsce.
-Lordzie Black! Miałam nadzieję, że zaszczycisz nas swoją obecnością. Minęło wiele miesięcy odkąd żeśmy widzieli się po raz ostatni… – wyrzekła alchemiczka, klaskając w dłonie. –Skrzypek!
Obok natychmiast teleportował się skrzat domowy trzymający nad głową srebrną tacę z dwoma złotymi kielichami. Daphne odziana w bordową, bogatą suknię ujęła w dłoń jeden z nich.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep



Ostatnio zmieniony przez Daphne Rowle dnia 25.04.17 13:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
23
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   22.03.17 20:35

Nie wypadało nie przyjść. Nie wtedy, kiedy otrzymało się imienne zaproszenie od zaprzyjaźnionego od dawien dawna rodu. Blackowie i Rowle żyli w silnej komitywie, dlatego często zapraszali się wzajemnie do swoich posiadłości z okazji różnych uroczystości bądź w celu rozmówienia się na tematy polityczne czy biznesowe. Dla mnie nie był to jedynie obowiązek, ale też przyjemność; potrafiłem odnaleźć się w trakcie wystawnych przyjęć, z przyjemnością tańczyłem z niektórymi damami starając się nie wypaść z rytmu, lubiłem rozmawiać na różnorodne tematy z innymi lordami. Urodziny sir Rowle niestety zostały przeze mnie zapomniane (oczywiście do momentu otrzymania sowy z informacją o czasie oraz miejscu organizowanego spotkania), jednak mimo tej drobnej wpadki pamiętałem o prezencie dla jubilata; podarku, który, mam nadzieję, był przynajmniej odrobinę godny osoby gospodarza. Wręczyłem niniejszy pakunek służbie zaraz po przybyciu, na ręce lorda Oliviera składając naprawdę szczere życzenia. Od tamtej pory wszystko wydawało się już prostsze.
Bogato zdobiona sala pełna najznamienitszych osób, kolorowe suknie panien, idealnie skrojone szaty panów, wyborna muzyka. Kilkukrotnie oddałem się w wir tańców z ledwie znanymi mi arystokratkami, ale nigdzie nie mogłem wypatrzyć Daphne. Zastanawiałem się czy bawi się równie dobrze. W końcu świętowali urodziny jej ojca. Niestety ani razu nie zamajaczyła mi srebrzystobiała czupryna, dlatego niedane nam było spędzić wspólnie na parkiecie przynajmniej jednego utworu. Godziny mijały, a ja zacząłem się czuć coraz mocniej zmęczony. Niespiesznie udałem się na korytarz zamku; rozmieszczenie budynku znałem prawie na pamięć, przynajmniej tę część dostępną dla gości.
Ledwie przekroczyłem próg saloniku, a już wiedziałem, że nie byłem w pomieszczeniu sam. Zerknąłem kontrolnie w stronę psa jak gdybym upewniał się, że ten nie skoczy mi zaraz do gardła. Na szczęście był dobrze wychowanym zwierzęciem. Minąłem go bez słowa dostrzegając córkę solenizanta przy wyjściu na balkon. Stanąłem tuż obok, ale przodem do niej, krótko lustrując jej ubiór; wzrok na dłużej utkwiłem w jej jasnej twarzy nie spodziewając się, że jeszcze chwilę temu wyglądała zgoła inaczej.
- Lady Rowle – powitałem ją, kłaniając się lekko. Wtem zjawił się skrzat z alkoholem, prawdopodobnie szampanem. Ująłem jeden z kielichów milcząc przez chwilę. – Faktycznie dawno się nie widzieliśmy – potwierdziłem jej słowa zastanawiając się w międzyczasie czy naprawdę tak właśnie było. Przypomniawszy sobie o czasowości ostatniego spotkania musiałem przyznać jej rację. – W takim razie masz mi wiele do opowiedzenia, prawda? – spytałem może trochę wyzywająco, unosząc chwilowo jedną brew. Czekałem, choć nie do końca wiedziałem na co.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   02.04.17 16:32

Znała Lupusa Blacka nie od dziś i czasami naprawdę zazdrościła mu tej swobody podczas sabatów i spotkań towarzyskich.
Zdawał się czuć wówczas jak ryba w wodzie, urodzony do brylowania na salonach, w przeciwieństwie do alchemiczki. Daphne odebrała jednakie, staranne wychowanie, nie można było więc powiedzieć, że nędzna z niej dama, gdyż zawsze zachowywała się nienagannie – choć cechowała ją chłodna uprzejmość i dystans. Czuła się jednak niekomfortowo podczas takich spotkań, tłum ludzi ją przytłaczał; alchemiczka ceniła po stokroć bardziej ciszę, mąconą przez szmer przewracanej strony księgi, od konwersacji, jakie toczyły się pośród dam. Była kobietą próżną, owszem, lubiła pięknie wyglądać i czasami stroić się, miała także obsesję na punkcie własnej urody. Usilnie starała się zatrzymać czas, wcierając w alabastrową skórę najróżniejsze mazidła, dzięki czemu nawet teraz, w wieku dwudziestu ośmiu lat, wyglądała na nie więcej, niźli dwadzieścia. Nie lubiła jednak czczych pogaduszek o sukienkach, ploteczek szlachcianek i chichotów. Jeśli musiała już pojawić się na sabacie, starała się trzymać blisko lordów, z którymi mogła porozmawiać na poważniejsze tematy.
Jednym z tych mężczyzn był Lupus, który zdobył jej sympatię jeszcze za czasów dziecięctwa. Była odeń starsza o przeszło trzy zimy, lecz Black zawsze zdawał się być dojrzalszy od swych rówieśników. Miał przy tym silną osobowość i zdecydowanie zdrowy pogląd na świat, dlatego Daphne tak ceniła jego towarzystwo.
Na ustach alchemiczki wychynął uśmiech, podała mu dłoń do ucałowania zgodnie z zasadami etykiety i uświadomiła sobie, że brakowało jej rozmów z Blackiem. Był jedną z niewielu osób, z którymi Daphne czuła się swobodnie i mogła być szczera.
-Jeśli tylko zechcesz słuchać, to mogę opowiadać, sir – odparła z nutą rozbawienia, dłonią wprawiając wino w kielichu w ruch.
W Sali balowej muzyka rozbrzmiewała tak głośno, że nawet tutaj słyszeli ją w jakimś stopniu: takim, by uprzyjemnić im rozmowę, lecz nie na tyle dużym, by w niej przeszkadzać.
-Musisz mi wybaczyć, że nie zdążyłam się odpowiednio pożegnać, jednakże nie sądziłam, że Paryż zatrzyma mnie na więcej, niż kilka tygodni… – alchemiczka odgarnęła kosmyk srebrnych włosów za ucho i podeszła do okna, wyglądając na ogród oświetlony lampionami –Myślę, że spodobałoby Ci się tam, monsieur Black.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
23
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   10.04.17 10:46

Brylowanie na sabatach oraz innych arystokratycznych przyjęciach powinno być domeną każdego szlachcica, a także szlachcianki. Starałem się jak mogłem wypełniać każdą wolę surowego Polluxa Blacka, wierząc w swojej nie do końca mężnej naiwności, że takie zachowanie zaprocentuje. Nie zauważając, że jest to jedynie forma wychowania przez strach; lęk przed wydziedziczeniem, które nastąpiłoby po popełnieniu błędu, był zbyt wielki, by ktokolwiek z rodu Kruków mógłby pozwolić sobie na choćby chwilę niesubordynacji. Jako dziecku swoboda w kontaktach z innymi przychodziła mi łatwiej, dopiero w miarę dorastania zacząłem zauważać, że z niektórymi nie wypada przystawać, a nawet stać w ich pobliżu. Nawet zwyczajne rozmowy podczas uroczystości stały się pewnego rodzaju grą, którą należało należycie wypełniać oraz nie skazywać się na porażkę towarzyską czy polityczną. Zacząłem się więc spinać coraz mocniej, wprost proporcjonalnie do powoli następujących mrocznych czasów. Zbyt długo analizowałem, do kogo warto się odezwać, a kogo lepiej trzymać na dystans. Pozornie utrzymywałem swoją swobodną postawę w ryzach, jednak wewnętrznie obawiałem się, że moja ocena drugiej osoby może być nieprawidłowa, czyli nieść za sobą szereg konsekwencji, z którymi później będę musiał się mierzyć i świecić oczami przed zdenerwowanym ojcem. Blackowie są bardzo drobiazgowi, wymagają bezwzględnej perfekcji, dlatego o potknięcie jest bardzo łatwo. To, co wydaje się być idealne na pierwszy rzut oka, niekoniecznie jest takie w rzeczywistości. Na szczęście nawiązywanie kontaktów nigdy nie było dla mnie trudne; dlaczego miałoby? Od dziecka znałem wszystkich członków każdego rodu z osobna, włącznie z powiązaniami rodzinnymi oraz kilkoma suchymi faktami, w dodatku sam pochodziłem z najlepszego rodu, dlaczego miałbym się czegokolwiek wstydzić lub obawiać? Dystans jest dobry jeśli chodzi o wrogów, do sojuszników trzeba się nieco otworzyć, by zyskać ich sympatię, a później oręże w nadchodzącej wojnie. Pollux był mistrzem strategii i każdego z nas dobrze przyuczył do swoich zadań. Mimo wszystko nie dziwiłem się niechęci członków rodu Rowle, tak mocno dbających o swoje korzenie, nieskazitelność krwi oraz tajemnice. Byłem gościem w zamku Beeston niejednokrotnie, ale nadal nie poznałem jego sekretów, a sam ród choć od dawna przyjazny Blackom, pozostawał wielką niewiadomą. Nie przeszkadzało mi to w spotkaniach oraz dogadywaniu się z jego członkami. Daphne też była poniekąd zagadką; zawsze zdystansowana, ale rozkwitająca zadowoleniem w moim towarzystwie. Nie wątpiłem, że nie tylko w moim, ale nie potrzebowałem jej na wyłączność. Nawet jeśli ta mile łechtałaby męskie ego.
Po wszystkich formalnościach związanych z etykietą nareszcie mogliśmy przejść do zwyczajnej rozmowy. Te jeszcze mi się nie znudziły, pomimo całego wieczora spędzonego właśnie na nich w towarzystwie lordów oraz ich małżonek. Teraz byliśmy sami, w oddali grała muzyka, a nas (co dziwne) nie pętały żadne konwenanse. Uśmiechnąłem się lekko, oszczędnie, by powrócić do pozornego, neutralnego gruntu.
- Oczywiście. W przeciwnym razem bym nie pytał – sprostowałem. Uniosłem kieliszek upijając z niego kilka drobnych łyków, za to nie spuszczając oczu z twarzy lady Rowle. – Muszę? – spytałem trochę prowokująco. Tak naprawdę nie musiałem, ale czy to ważne, kiedy można podjąć grę słowną? Paryż faktycznie był piękny, z powodzeniem można było utonąć w jego uroku. Nie mogłem pohamować kolejnego uśmiechu, kiedy Daphne obróciła się w kierunku okna przywołując między nami wspomnienie francuskich ziem. I choć przez nie straciłem swoją miłość, to przeżyłem tam kilka płomiennych chwil, które faktycznie przypadły mi do gustu. – Na pewno tak – skomentowałem krótko, dusząc w sobie odruchy towarzyszące wesołości oraz zadowolenia. – A co ciebie w nim urzekło, lady? – spytałem podchodząc bliżej. Również skierowałem wzrok na oświetlony lampionami ogród. Prezentował się naprawdę wyjątkowo.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   11.04.17 11:29

Ród Rowle słynął z surowego wychowania swych pociech.
Niemal każdy członek tej rodziny zdawał się mieć serce z kamienia, bądź nie posiadać go wcale. Inne rody często stroniły od ich towarzystwa. Rowlowie bywali brutalni, agresywni wręcz, a czarodzieje winili za to ich dawne praktyki, które polegały na parowaniu się w obrębie własnej rodziny, by nie dopuścić do skażenia szlachetnej krwi: jeśli było trzeba to brat poślubiał siostrę. Z racji tej natury właśnie byli wychowywani niesłychanie surowo. Bez czułości, bez pobłażania i bez przymykania oka.
Mieli jednak jeszcze jedną ważną cechę: w ich herbie nie bez przyczyny znalazł się wilk. Zwierzę, które nie zna lęku. Daphne również zdawała się go nie znać, więc pomimo surowego wychowania, chadzała własnymi ścieżkami i nie uginała karku przed rodziną. Spełniała swe obowiązki. Bywała na sabatach, przyjęciach, prowadziła uprzejme konwersacje, tańczyła z lordami – nigdy jednak nie ukrywała, że ją to męczy i śmiało się do tego rodzicom przyznawała.
Pan ojciec wiedział, że jego córka nie jest głupiutką, naiwną gąską, która nadaje się wyłącznie do zamążpójścia i rodzenia dzieci. Mógł powiedzieć nie, kiedy zaczynała alchemiczny kurs. Mógł zamknąć ją w domu, kiedy zatrudniono ją w Departamencie Tajemnic. Był na tyle wpływowym człowiekiem, by nie dopuścić pracy Daphne, gdyby tylko zechciał. Nie uczynił tego jednak. Być może wiedział, że w tym wątłym, drobnym ciele kryje się duch silniejszy od ducha niejednego, szlachetnego czarodzieja. Jak przystało na konserwatystę naciskał na jej zamążpójście, by nie dopuścić do stracenia dobrej reputacji. Dopóki jednak trzymała się swego stada, własnej rodziny, nie hańbiła ich złą myślą i uczynkami: bo czyż nie większym wstydem byłoby, gdyby Daphne pochlebnie wyrażała się o mugolach, pozwalał jej chadzać własną ścieżką.
Każdy obcy to wróg, brzmiała ich rodowa dewiza.
Rodzina Black nie była im obca od dziesiątek lat, a wspólne ideologie łączyły rodziny w dobrej komitywie, Lupus Black więc nie był ich wrogiem, lecz nie mógł i nigdy nie pozna wszystkich sekretów Beeston. Tak jak Daphne nigdy nie dostąpi poznania tajemnic rodziny Kruków. Ich rody musiały pilnie strzec swych tajemnic, nawet przed samymi sobą, gdyż w nich właśnie tkwiła ich siła.
Lady Rowle odwzajemniła prowokujący uśmiech, przejawiający się w uniesionym kąciku ust i odparła podobnym tonem:
-Owszem, lord o szlachetnej krwi i szlachetnym sercu nie powinien sprawiać damie przykrości.
Przywołała wspomnienia z Paryża, w którym gościła jeszcze jedną pełnię temu.
-Tajemnice. To pozornie miasto sztuki i miłości, można się w nim zapomnieć, lecz nie pojechałam tam tylko po to, by odwiedzać galerie sztuki, choć oczywiście były one zachwycające. Paryż ma jednak bardzo mroczne tajemnice, które trudno dostrzec, gdy człowiek skupi się już na pięknie sztuki, bądź, nie daj Merlinie, pozwoli się porwać uczuciu.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
23
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   11.04.17 15:03

Tak naprawdę Blackowie też nie byli osobami wylewnymi czy nader opiekuńczymi; raczej trzymali swoje dzieci na dystans, prowadząc chłodny chów; może to było powodem zrozumienia praktyk czynionych przez Rowleów. Zachowanie czystości krwi było najważniejszym zadaniem każdego arystokraty, ale część z nich niestety tego nie pojmowała. Inni, dla których było to równie ważne, chętnie pozyskiwali nowych sojuszników, którzy mogliby im pomóc kontynuować tę wspaniałą tradycję. Za to właśnie ceniłem lordów Cheshire, co do których wątpliwości w sprawie rodzinnych powiązań nie można było mieć wątpliwości. Niektórym wydaje się to obrzydliwe lub niezrozumiałe, ale to akurat ich strata, że nie będą mogli liczyć na pewne źródło relacji. Nie zajmowało mi to myśli, szczególnie dzisiejszego dnia. Czy raczej wieczoru. Pięknego, spokojnego, choć nie bez atrakcji przygotowanych dla gości Beeston. Ten zamek miał swój urok i choć byłem w kilku rezydencjach Blacków, to żadna nie napawała mnie aż takimi nieprzyjemnymi uczuciami jak właśnie ta posiadłość. Miała w sobie niespotykany urok, ale jednocześnie roztaczała aurę strachu. Rowleowie byli pod tym względem mistrzami, nie potrafiłem się nasycić tymi emocjami kiedy przemierzałem puste korytarze.
Podobne uczucia wzbudzała Daphne; zawsze zdystansowana, otoczona chłodem własnego braku uczuć; idealnie wpasowywała się w krajobraz wokół oraz w dzieje własnej rodziny. Zawsze starałem się być idealnym Blackiem, ale czasem nachodziły mnie wątpliwości co do słuszności własnego postępowania. Lady Rowle również nie zawsze wydawała się być równie zimna co ściany Beeston, tak jak nie dostrzegłem w niej (jeszcze?) agresji, o której tak wiele się mówi. Najprawdopodobniej dlatego zdobyłem się na to wyzwanie, które miało na celu zaskarbić sobie jej uwagę. Nie podejrzewałem jej o sympatię, ale zainteresowanie chyba zyskałem, skoro zdecydowała się na rozmowę w moim towarzystwie.
Szlachetnej krwi nie mógłbym sobie poskąpić, ale szlachetne serce? Zależy jak na to patrzeć. Nie parałem się czarną magią, głównie lecząc jej skutki na nieświadomych niczego ofiarach, ale nigdy nie nazwałbym się do końca dobrym człowiekiem. Sam fakt, że byłem za wybiciem wszystkich szlam oraz zdrajców chyba nie równał się mojej szlachetności. Co innego szlacheckości, którą z dumą pielęgnowałem.
Uniosłem więc wzrok z kieliszka na rozmówczynię, skinąłem jej głową. Niechaj będzie, że taki właśnie byłem. Nie to mnie jednak zainteresowało, a opowieść o Francji. To były ciekawe spostrzeżenia, których nie dostrzegłem, nurzając się w naukach języka oraz cielesnych przyjemnościach, skutecznie przysłaniających mi dostrzeganie czegoś więcej poza własnymi pragnieniami.
- Uczuciu? Czyżbyś dała się porwać francuskiemu uczuciu, lady Rowle? – spytałem zaciekawiony. To byłoby dość niecodzienne. Zaskakujące. I tak mocno nieodpowiednie.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   11.04.17 16:07

Nie postrzegała w Lupusa w kategoria dobra, bądź zła.
W ogóle nie lubiła używania tychże słów, bo w jej oczach dobro i zło miały inne definicje. W potocznym, powszechnym rozumieniu stwierdziłaby, że skłania się ku ciemności ze względu na niebezpieczne pragnienie mugolskiej krwi, o którym nigdy nie mówiła głośno. Jeśli ona była paradoksalnie była czernią, to Lupus w jej oczach miał odcień szarości. Leczył wszak ludzi, zamiast ich krzywdzić i zdawał się być pozbawiony podobnych pragnień, lecz mimo to wykazywał się zdrowym podejściem do czystości krwi oraz wrogą postawą do mugoli, która była bardzo słuszna. Był człowiekiem sukcesu, arystokratą i gentelmanem doskonałym, a przy tym miał silną osobowość – a to Daphne bardzo ceniła, gardziła ludźmi słabymi.
Zdawał się być godnym potomkiem Blacków, którzy jako jedni z nielicznych potrafili ród Rowle zrozumieć. Ich dewiza brzmiała wszak Toujours Pur, czyli zawsze czysty. Doskonali znali więc wagę sprawy jaką było zachowanie czystości szlachetnej krwi. Nie chodziło tu przecież tylko o dumę z rodowodu, lecz potęgę i siłę płynęła w tych żyłach. Ich pochodzenie miało w sobie potężną moc, Daphne szczerze w to wierzyła. Przerzedzanie takiej krwi, mieszanie jej z krwią brudną, szlamowatą i zdradziecką mogło przyczynić się do osłabienia tej magii, bądź przekazania jej w niegodne ręce, a do tego dopuścić nie można było.
Daphne była zdeterminowana, by to tego nie dopuścić. Sądziła, że świat należy do nich: do najwyższej rasy, czarodziejów i wściekłość budziła weń świadomość, że to oni muszą się ukrywać przed jugolami niczym spłonoszone zwierzęta. To oni byli panami świata, winni więc wyjść z cienia. Wściekłość ta i pragnienie mugolskiej krwi determinowało działania Daphne, o które jednak ciężko było ją posądzać. Nie ujawniała ich światu, nikomu nie ufała w pełni. Ukazywanie całej prawdy o sobie uważała za jedną ze słabości: któż bowiem wie kto i kiedy zechce to wykorzystać?
Alchemiczka roześmiała się, szczerze rozbawiona, tak jakby Lupus opowiedział właśnie dobry żart.
-To nieodpowiednie pytanie, lordzie Black – odparła ściszonym głosem, takim tonem jakby rozmawiali o czymś naprawdę nieprzyzwoitym. Przyczyną było być może wino, a może swoboda jaką dawało jego towarzystwo, lecz oczy spoważniały jej zaraz, gdy spojrzała w jego – Znasz mnie już trochę, Lupusie, wiesz więc, że nie rozchodzi się tylko o konwenanse i to, co przystoi damie, bądź nie. Nie pozwalam sobie na słabości, a tym jest takie uczucie w moich oczach.
Nie wątpiła w istnienie miłości. W Departamencie Tajemnic istniała Sala Miłości, gdzie ją badano: nie tę nieprawdziwą, którą powodowały eliksiry, lecz tę szczerą. Daphne nigdy jej nie rozumiała, do tych badań nawet się więc nie zbliżała, wiedząc że będzie nieprzydatna. Samo istnienie takiegoż uczucia przyjmowała do wiadomości, lecz sama go nie potrzebowała.
-Ludzie stają się słabi, nieuważni, roztargnieni. A jak wiesz: słabi ludzie wbudzają we mnie jedynie pogardę.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
23
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   19.04.17 11:39

Posiadałem jedynie słuszne poglądy, jakie mogłem posiadać. Inna droga nie istniała, nie mogła. Gdyby nadszedł czas rozrachunków, nie wahałbym się po której stronie stanąć. Jednak w chwili obecnej byłem zaślepiony swoją własną wizją mojego życia. Nie ingerowałem w magiczny świat za pomocą własnej różdżki, nie wypowiadałem wojny. Żyłem swoimi pragnieniami o wielkiej karierze brnąc we własny egoizm. Nie miałem nawet pojęcia, że są osoby, które pragną czynnie walczyć o wyzwolenie czarodziejów spod jarzma nic niewartych szlam. Nastroje były coraz agresywniejsze, wiedziałem, że pęknięcie było jedynie kwestią czasu. Byłem gotowy na wszystkie ewentualności, póki co przyglądając się temu wszystkiemu z boku. Wolałem leczyć czarodziejów wierząc, że w ten sposób przyczyniałem się do wzmocnienia magii po naszej stronie. Niestety coraz więcej arystokratów odchodziło od fundamentalnych wartości magicznego świata skazując moje wcześniejsze starania na sromotną klęskę. Powoli zaczynało mnie to niesamowicie irytować; emocji jednak okazywać nie wypadało. Coraz chętniej przesiewałem swoich pacjentów, odrzucając niegodne nas jednostki niczym odpady. I wierzyłem, że takie postępowanie jest tym najwłaściwszym. Potrzebowaliśmy wsparcia oraz pomocy na wielu różnych płaszczyznach naszego istnienia; zamierzałem zająć się właśnie leczeniem. Tych, których odwaga w walce o zachowanie najważniejszych wartości oraz tradycji czarodziejskiej społeczności powinna wywoływać podziw oraz szacunek. Składanie ich do kupy to niejako zaszczyt dla uzdrowiciela.
Dzisiejszego wieczora, choć polityka była wdzięcznym tematem, nie odbiegałem myślami do pracy. Jak mógłbym, mając u boku lady Rowle? Owszem, przez moją głowę przewijały się wnioski na temat doskonałości rodowodu panów Cheshire, ale było to zaledwie niewielkim punktem w całym kosmosie tematów, które moglibyśmy poruszyć w tej dość intymnej rozmowie. Bez świadków, nie licząc dobrze wychowanego psa. Muzyka delikatnie sączyła się do uszu, szampan oraz wino skutecznie rozluźniały. Widok na pięknie oświetlony ogród wzmagał aurę relaksu oraz poczucia bycia na właściwym miejscu. Nie żałowałem, że przyszedłem do pełnego specyficznego uroku Beeston.
Kiedy dźwięczny śmiech wypełnił ten skrawek saloniku, nie mógłbym nawet wpaść na podobny pomysł jak podejrzenie o agresji gospodarzy zamku. Anielski wygląd oraz głos nie mógł należeć do brutalnej morderczyni, zgadza się?
- Każdy ma jakieś słabości – odpowiedziałem poważnie, choć bez emocji. – Rodzina jest naszą słabością – dodałem w celu wyjaśnienia. Upiłem kolejną porcję alkoholu, spoglądając uważnie na samą Daphne. Czy naprawdę wierzyła w swoje własne słowa? Pierwszy raz przeszło mi przez myśl, że to mogło być wynikiem jej nadal wolnego stanu, pomimo upływających bezlitośnie lat. – Zgadzam się, że nie potrzeba dodawać do tego miłości – stwierdziłem spokojnie, przytakując jej głową. – W takim razie o jakie uczucia oraz tajemnice Paryża chodzi? – drążyłem temat, pragnąc go jak najlepiej zrozumieć. Skoro go zaczęła, to wypadało go dokończyć, na co czekałem z umiarkowanym zainteresowaniem.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   25.04.17 14:19

Czarodziejska społeczność żyła w ukryciu od lat. Panna Rowle nigdy nie rozumiała, nie potrafiła zrozumieć i nie chciała tego uczynić, co kierowało czarodziejami, który podjęli taką decyzję, by żyli w cieniu. Ukrywali się, niczym gryzonie, przerażone myszy, przed robactwem, które mogliby zgnieść z łatwością, bo to do nich wszak należała nieograniczona potęga. Świat winien należeć do nich! Wielu czarodziejów przyjmowało jednak los życia w cieniu z pokorą i zrezygnowaniem. Pogodzili się z tym. Z oddaniem tego świata mugolom.
Daphne jednak nie potrafiła.
Nie potrafiła się z tym pogodzić i wiedziała, że Lupus, a także spora część szlachty i nie tylko podziela jej zdanie. Niestety pozostawali bezczynni, a w taki sposób nigdy nie dojdzie do ostatecznego rozrachunku. Tylko niewielka część zdolna była do prawdziwego działania, by cokolwiek zmienić. Nie miała o to do Lupusa żalu, być może nie wiedział, być może miał zbyt wiele do stracenia. Nieodłącznym elementem prawdziwej rewolucji było duże ryzyko. Daphne na nie przystała. Zgodziła się zaryzykować wszystkim: swą wolnością, reputacją, pracą, różdżką. Mogła stracić wszystko, lecz gorąco wierzyła, że pod przywództwem Czarnego Pana zdołają osiągnąć… wszystko to, czego pragnęli.
Nowy, lepszy świat, którym władają czarodzieje i nie ukrywają się w cieniu. Świat, w którym można opuszkami palców było dotknąć najprawdziwszej potęgi.
Daphne Rowle była gotowa na wiele, by osiągnąć swój cel, choć w istocie wyglądała niepozornie – a taki stan rzeczy w zupełności jej odpowiadał.
-To prawda, Lupusie, każdy je ma – zgodziła się, kiwając głową – Nie sądzę jednak, by należało się z nimi afiszować na prawo i lewo. Żyjemy w mrocznych czasach, mój drogi. Niewiadomo kto i kiedy wbije Ci nóż w plecy, wykorzystując tę słabość.
Spojrzała znów na Lupusa i uśmiechnęła się, by uciąć ten nieprzyjemny temat i rozluźnić atmosferę, zdobywając się, by zażartować:
-Gdyby moją słabością była ma rodzina, tak jak mówisz, najpewniej właśnie miałabym na palcu obrączkę – na dowód swego wolnego stanu uniosła dłoń, której place zdobił jedynie rodowy pierścień ze szlifowanym onyksem. – Na pewno wiesz co kryje się pod ulicami Paryża, prawda? Kilkadziesiąt kilometrów korytarzy… sześć milionów zmarłych. Odwiedziłeś kiedyś katakumby, Lupusie?




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
23
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   27.04.17 11:58

Mi również nie podobała się aktualna polityka, wynosząca szlamy ponad pełnoprawnych czarodziejów; nie byłem jednak politykiem ani znawcą prawa. Moim zadaniem było składać ludzi, którzy tego potrzebowali, lub częściej kiedy na to zasługiwali. Naprawiać to, co zostało zniszczone, dając mu być może nowe życie w połatanym ciele. I choć często wyrażałem swoje opinie, to nic z tym tak naprawdę nie robiłem. Wierzyłem, że tym zajmą się moi bracia, a już na pewno ojciec. Znali się na tym lepiej, wiedzieli jak uderzyć, jak przekonać Ministerstwo, by zaczęło działać. Rewolucja już się zresztą rozpoczęła: policja antymugolska, powolne prześladowania osób niemagicznych, to wszystko działo się na naszych oczach. Widziałem te poranione ciała szlam, których brzydziłem się dotknąć, co spowodowało specjalnie zapychanie sobie grafiku innymi pacjentami; to właśnie powoli się rozwijało. Nie wiedząc niektórych rzeczy uznałem, że zmiany zmierzały w dobrym kierunku. I świat magiczny niedługo powstanie, wyjdzie z ukrycia, by rządzić ponad wszystkich innych. Oczywiście nie byłem tego pewien, daleko mi było też do naiwnych stwierdzeń, ale gdzieś w środku mnie tliła się wątła iskierka nadziei, że faktycznie wszystko pójdzie w dobrym kierunku. I to właśnie arystokracja miała wyjść temu naprzeciw, byłem pewien.
W tamtej chwili to stanowiło zagadkę. Tajemniczość zasnutą mgłą okolicznych, nawiedzonych lasów. Spoglądałem w dal ponad piękne ogrody, słuchając jednocześnie słów rozmówczyni. Zerkałem na nią chcąc się dowiedzieć, jak wiele myśli skrywała przed światem zewnętrznym. Nie byłem jednak wprawnym obserwatorem, nie umiałem do końca odnaleźć się w gąszczu emocji lub ich braku. Początkowe zażenowanie odeszło w niepamięć wraz z wyjaśnieniami lady Rowle, uspokajając moje wewnętrzne poczucie przyzwoitości. Niewidzialne odetchnąłem z ulgą, która zaraz została zastąpiona uwagą. Odłożyłem pusty już kieliszek na znajdującą się niedaleko tacę, obróciłem w kierunku kobiety utkwiwszy w niej spokojne spojrzenie.
- To prawda – przytaknąłem zaciskając palce obu dłoni. – Nie ufasz mi? – spytałem lekko, bez emocji, szczególnie tych negatywnych. Nie posiadałem ich w tej konkretnej chwili. Pytanie było podszyte jedynie ciekawością.
- Rodzina to nie tylko małżonek oraz dzieci – odparłem natychmiast, odpuszczając wzrok oraz kierując go na stojące blisko meble. Na pewno doskonale wiedziała, że miała jeszcze rodzeństwo, rodziców, kuzynostwo oraz innych bliskich krewnych. Nie było potrzeby w uświadamianiu jej tej oczywistości, dlatego zainteresowałem się opowieścią o Paryżu. Nie, miałem tam ciekawsze rzeczy do robienia. – Nie, wystarczą mi zmarli w Mungu. To właśnie katakumby cię tak urzekły, lady? Widzisz piękno w ludzkich szczątkach? – dopytywałem, będąc wewnętrznie nieco zdziwiony tym wyznaniem.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   29.04.17 10:01

Każda rewolucyjna zmiana niesie za sobą ofiary i krew. Nikt nie chciał przelewać krwi szlachetnej i czystej, a jedynie szlam, jednakże kiedy do życia powołuje się właśnie rewolucję, to powstaje i kontrrewolucja. W osiągnięciu celu nie przeszkadzało Rycerzom już tylko Ministerstwo. Ich działania więc niosły za sobą ryzyko nie tylko utraty reputacji i wolności, lecz także i zdrowia. Służba Czarnemu Panu to nie była zabawa. Nie coś, po czym wraca się do domu i grzecznie kładzie do łóżka, żyjąc jakby nigdy nic. Nie można było się już wycofa. Daphne była świadoma, że może stać jej się krzywda. Wiedziała, ze być może pewnej nocy nie wróci do Beeston, a będzie potrzebowała pomocy.
Jakże wówczas przydatne byłyby wtedy umiejętności Lupusa Blacka! Zdolny uzdrowiciel w ich szerach mógłby być cenniejszy od złota, cenniejszy od wszelkich czarnomagicznych artefaktów. Wiedziała, że gdyby zjawiła się u progu Blacka krwawiąca i ledwo żywa, dołożyłby wszelkich starań, by uratować życie alchemiczki. Zadawałby jednak pytania, a one były zbędne.
Pragnęła widzieć tak utalentowanego i potężnego czarodzieja w ich szeregach, by swoją magią i wiedzą pomógł odzyskać należny im świat. Wierzyła, że tak się stanie. Może jeszcze nie w tej chwili.
Wojna nadchodziła, a wtedy każdy będzie musiał orzec, po której stoi stronie.
Daphne zbliżyła się do Blacka o krok, kładąc mu drobną dłoń na policzku: -Ufam Ci Lupusie, oczywiście, że Ci ufam - odpowiedziała bez chwili zawahania, obdarzając go pewnym spojrzeniem błękitnych oczu.
Nie powiedziała mu jednak całej prawdy. Daphne Rowle bowiem nikomu nie ufała całkowicie, tak bez zatracenia. Pozostawiała sobie pewne pole bezpieczeństwa, odległość która dzieliła ją od innych, których dopuszczała jednak najbliżej siebie.
Alchemiczka opuściła dłoń.
-Były dwie siostry: Noc i Śmierć. Śmierć większa, a Noc mniejsza. Noc była piękna jak sen, a Śmierć ... Śmierć była jeszcze piękniejsza - odrzekła mu wierszem -Nie jestem turpistką, by doceniać piękno zgnilizny i rozkładu, Lupusie. Za kogo mnie masz? - zdawała się być oburzona -To zwykła ciekawość.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
23
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   08.05.17 16:17

Nie potrafiłbym w tej chwili ocenić czy zdołałbym się tak poświęcić. Dla człowieka, dla idei. Pięknej, owszem, ale jednocześnie brutalnej oraz krwawej. Gdybym musiał, jasno opowiedziałbym się po stronie obrony czystości krwi, jednak kiedy widmo wojny jedynie widnieje na horyzoncie, nie zamierzałem rzucać się w wir walki. Wiedziałem, że będzie wielu poległych i wiedziałem, że ranni będą potrzebować uzdrowiciela. Niezwiązanego z żadną organizacją, by właśnie zawsze trwać na posterunku oraz będąc niezależnym. Wbrew osądom Daphne nie zadawałbym pytań, które nie byłyby mi potrzebne do trafnej diagnozy oraz ułożenia planu leczenia. Nie ingerowałem w cudze życie, choć na pewno zmartwiłbym się przelewaniem szlachetnej, w dodatku kobiecej krwi. Byłem mimo wszystko staromodny, uważałem, że miejsce płci słabszej jest na salonach oraz we dworach swych mężów lub ojców, nie na polu bitwy czy w miejscu pracy. Jednak nikt się mnie o to nie pytał, więc nie mówiłem więcej niż tego ode mnie wymagano. Teraz, dzisiejszy wieczór, był wolny od podobnych tematów. Od polityki, od rozmów na temat naszego stanu cywilnego. Domyślałem się, że wiele osób dopytywało ją o ten aspekt, a ja ze wszelkich miar nie dążyłem do zostania jednym z nich. Tak samo jak nie chciałbym, by to właśnie ona dopytywała o moje plany. Pod tym względem byliśmy identyczni; kariera ponad wszystko inne. Tylko prawdopodobnie to dla mnie los okaże się łaskawszy przez sam fakt bycia mężczyzną.
Wzdrygnąłem się lekko z powodu dotyku na własnym policzku; nie spodziewałem się tego. Moje spojrzenie nie wyrażało niczego, tak samo jak twarz. Potrzebowałem czegoś więcej do wzruszenia, ale nie mogłem powiedzieć, że ten gest zupełnie mnie nie obszedł. Idące za tym słowa brzmiały jak piękna melodia, pytanie tylko jak wiele z tego obrazka było prawdziwe, a jak wiele jedynie manipulatorską grą kobiecą? Przez chwilę kąciki moich ust pozostały uniesione, zaraz jednak powróciły do swojego neutralnego wyrazu.
- To dla mnie zaszczyt – odparłem, kłaniając się delikatnie. Kieliszek już jakiś czas temu odłożyłem i choć teraz nic nie krępowało moich rąk, pozostały one założone z tyłu. – Za lady Rowle – odpowiedziałem z lekkością mogącą świadczyć o zadowoleniu z wypowiadanych słów. Nie ukrywajmy, moja droga, że każdego z nas naznaczyła historia pełna cierpienia, bólu oraz wojen. Gdyby nie one, nie byłoby nas tutaj, nie byłoby szlachty. Jedni mieli więcej za uszami niż inni, ale czy przeszłości należało się wstydzić? To tak jakbyśmy wstydzili się samych siebie. Nie było takiej potrzeby. A Rowle i Blackowie akurat są jednymi z rodów, które szczególnie naznaczyły swoje istnienie śmiercią.
- Ciekawość? Ale czego, droga lady? Jak wyglądają podziemne korytarze czy ludzki szkielet? To wszystko można znaleźć tutaj, na miejscu – drążyłem dalej temat. – Nie zbywaj mnie już półsłówkami. Chętnie posłucham o czymś więcej – poprosiłem, choć stanowczo. Niech nakarmi mnie nawet pustymi kłamstwami, ale niech mają w sobie coś więcej niż kilka ochłapów słów, z których niewiele rozumiałem.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   15.05.17 11:53

Daphne była zdolna do poświęceń i wyrzeczeń. Już za czasów szkolnych trzymała się blisko Toma Riddle'a, który był nader charyzmatyczym mówcą i miał w sobie pewien... zwierzęcy wręcz magnetyzm, który przyciągał do niego innych. Był potężnym czarodziejem nawet jak na ucznia, a idee które głosił jeszcze bardziej zbliżał doń Daphne, która chłonęła wówczas jego słowa jak gąbka. Zniknął, a ona poświęciła swój czas i życie nauce, karierze, badaniach i dostaniu się do Departamentu Tajemnic, zgrabnie umykając okowom małżeństwa i poświęcając swą reputację oraz młodość. Czarny Pan zjawił się w Wielkiej Brytanii, a Daphne gotowa była porzucić wszystko, by do niego dołączyć i walczyć w imię idei. Nie lękała się więzienia, bo w nic tak nie wierzyła jak w wygraną Tego, którego imienia nie wolno było już wymawiać, więc jako wierny sługa z pewnością zostałaby uwolniona. Pewność potęgi Czarnego Pana była w Daphne silniejsza niż strach.
Wzniosła kielich z kiwnięciem głowy, w wyrazie wdzięczności za ten toast. Napiła się słodkiego wina, nie spuszczając spojrzenia z Lupusa.
-Czułam tam starą, silną magię - powiedziała wprost - Śmierć to nie tylko szkielety i zgniłe truchła, Lupusie, nigdy się nie zastanawiałeś co jest dalej? Wyjrzyj przez okno, spójrz na ten las. Błąka się tam wiele dusz. Idź i przekonaj się, że życie nie kończy się z chwilą śmierci, lecz jest... coś jeszcze.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
23
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejszy salonik   17.05.17 14:22

Nie wiedziałem zbyt wiele o mojej rozmówczyni, choć dało się zauważyć jej oziębłość oraz dystans. Nieco malejący na początku, a teraz wzmagający się; być może poruszyłem zbyt osobiste struny. Nie mogłem się jednak powstrzymać z powodu słów, które padały z ust lady Rowle. Były niecodzienne, bardzo tajemnicze, prawdopodobnie jak sama ich właścicielka. Tylko nie dowiedziałem się niestety niczego, Daphne krążyła wokół różnych tematów żadnemu nie dając się rozwinąć. Skapitulowałem oraz kiwnąłem głową. Być może to warunki były niesprzyjające, a możliwe, że zawiniło wino krążące w żyłach, trudno było to zdefiniować. Słuchałem uprzejmie jej słów, od czasu do czasu popijając przyjemny trunek. Łącznie dwa kieliszki pozostawiające po sobie jedynie smaczny ślad na podniebieniu. Przez chwilę nawet uśmiechnąłem się, jak gdyby toczyła mnie sympatia. Jeżeli chodzi o stojącą przede mną arystokratkę nie było to dalekim od prawdy, jeśli zaś mowa o wysuniętym temacie… wolałem nie myśleć o tym, co czeka nas po śmierci. Zajmowałem się głównie ratowaniem czarodziejów z jej szpon, a kiedy pacjenci umierali, to na zawsze. Jeszcze nie zdarzyło mi się ujrzeć jego ducha, to byłoby zresztą okropne spotkanie. Pełne wyrzutów oraz złośliwości. Wolałem tego uniknąć.
- Widziałem wasze duchy, z daleka oczywiście – zacząłem spokojnie, rzucając oknu tylko przelotne spojrzenie. – Tylko czy jest to tym, czego byśmy mogli pragnąć? Przeżyć wieczność jako zjawy, które niczego nie czują, tylko błąkają się po znanych sobie terenach tęskniąc za dawnym życiem? – spytałem, choć odpowiedź mieszkańca Cheshire mogła być różna od mojej. Nie negowałem tego. – Brzmi to niewyobrażalnie smutno – dodałem jeszcze, odstawiając kielich na tacę. Nie wiedziałem ile czasu upłynęło na rozmowie, ale na pewno już dość sporo. Noc wyglądała już na bardzo późną, przynajmniej takie sprawiało wrażenie niebo oraz zupełnie inne oświetlenie ogrodu. Na zegarek nie spojrzałem.
- Lady wybaczy, ale jest już bardzo późno. Udam się już do domu na spoczynek. Bardzo dziękuję za gościnę oraz mam nadzieję, że dokończymy jeszcze kiedyś ten temat – powiedziałem kłaniając się nisko oraz żegnając się zgodnie ze standardami etykiety. Następnie wyszedłem z saloniku oraz wróciłem na Grimmauld Place 12.

z/t




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
 

Mniejszy salonik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Mniejszy salonik
» Mniejszy pokój

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17