Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Uliczka    06.02.17 13:08

Uliczka

Jedna z wielu uliczek znajdujących się na obrzeżach. Jest tu dużo spokojniej niż w tłocznym, hałaśliwym centrum miasta i momentami można zapomnieć, że to nadal jest część Londynu. Domów jest niewiele i są do siebie bardzo podobne, zamieszkane głównie przez mugoli, a uliczką z rzadka przesuwają się użytkowane przez nich pojazdy. Tuż obok ulicy znajduje się także park, ale jest bardziej zapuszczony niż te miejskie, a znajdujące się tu alejki i ławeczki powoli niszczeją. Po zmroku budzi nieco niepokojące wrażenie, szczególnie w miejscach oddalonych od ulicy i wątle oświetlanych alejek, ale za dnia to zwyczajne, ciche miejsce uczęszczane głównie przez okolicznych mieszkańców. Zarówno w parku, jak i na otaczających go uliczkach i niepozornym osiedlu niewiele się dzieje.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczka    06.02.17 14:48

| początek kwietnia

Początek kwietnia powitał Londyn chłodną i pochmurną pogodą. Ledwie się aportowała, usłyszała donośne chlupnięcie, zwiastujące wylądowanie w kałuży. Czym prędzej wyszła z niej, stając na nieco zaniedbanej ścieżce. Pojawiła się na przedmieściach nieco przed umówionym czasem, lądując w zacisznym parku przylegającym do ulicy, na której w marcu znaleziono ciało jednej z ofiar tajemniczej fali morderstw. Oczywiście ciało już dawno zostało stąd zabrane, a po wszystkich testach przeprowadzonych najpierw przez mugolskie służby powiadomione przez bliskich ofiary, a później przez służby magiczne, w końcu zwrócono je rodzinie. Kobieta była mugolką, jedną z tych nieszczęśników, których ciała odnaleziono bez głowy. Wnikliwie przeczytała sporządzone raporty, magicznym służbom udało się zdobyć nawet zapiski strony mugolskiej. Ponieważ mugole nie mogli wiedzieć, że kobietę zabito za pomocą magii, wysnuli własne teorie na temat jej makabrycznej śmierci i sposobu pozbawienia głowy. Magiczne testy wykazały jednak użycie zaklęcia uśmiercającego, a później czarnomagicznej klątwy Vulnerario, za pomocą której odcięto głowę ofiary. Została ona zabrana i do tej pory nikt nie wiedział, co się z nią stało i w jakim celu ktoś ją zabrał. Mieli do czynienia z jakimś kolekcjonerem trofeów po ofiarach lub innym porąbanym szaleńcem? Ktokolwiek to zrobił, pozostawił resztę ciała kobiety nieopodal jednego z domów i według raportu znalazł ją jej własny ojciec. Sophia poczuła na plecach nieprzyjemny dreszcz na myśl o tym, co musiał przeżywać ten biedny, nieświadomy mugol, znajdując okaleczone ciało swojego dziecka, nie wiedząc, że zabił ją ktoś z zupełnie innego świata – świata magii. Na szczęście czarodziejskie służby były ostatnimi czasy wyczulone na nietypowe zgony, sprawa została przejęta i obecnie prowadzili ją aurorzy ze względu na poszlaki wskazujące na użycie czarnej magii. Czy raczej – dreptali w kółko, daremnie próbując odkryć, kto zabił kobietę i czy było to powiązane z innymi podobnymi sprawami, które miały miejsce w minionych tygodniach.
Ruszyła parkową ścieżką w kierunku ulicy. W oczekiwaniu na Samuela, któremu pomagała w prowadzeniu tej sprawy, postanowiła trochę się tu rozejrzeć. Oboje liczyli, że ponowne znalezienie się w miejscu zdarzenia pomoże im lepiej zrozumieć sprawę, może nawet odkryć coś, czego nie zauważyli wcześniej, mimo że śledztwo od dobrych trzech tygodni było w toku. Śladów już pewnie nie znajdą, bo jeśli coś tutaj było, zostało zadeptane przez mugoli, którzy dotarli tu pierwsi, a potem wystawione na parę tygodni kapryśnej, deszczowej pogody. Ale... może jednak? Ciągle nie opuszczała jej iskierka nadziei, że nie wszystko stracone i sprawa kiedyś znajdzie swój pomyślny finał, zakończony złapaniem i przyskrzynieniem sprawcy, zamiast zasilić kartotekę noszącą smutną nazwę „Sprawy nierozwiązane”. Równolegle prowadziła dochodzenie z Artis, ale tam poszlak było jeszcze mniej i również powoli oswajała się z myślą, że i tam nie uda się odkryć wiele więcej.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczka    13.03.17 23:07

Odpalił papierosa w pośpiechu. Ogień zapalniczki rozjarzył się wątle, ale wystarczający, by żar zagościł na końcówce tytoniowej rolki. Dym łaskawie rozlał się po płucach, oferując właścicielowi zbawienne rozluźnienie. ostatnimi czasy potrzebował go wręcz rozpaczliwie, a narastający stos spraw równał się z wydarzeniami i zapowiedziami, które huczały w ministerialnych progach. A gazety sypały się od plotek i domysłów. Seria? morderstw przeszła dziwną falą przez granice Londynu i służby nie tylko aurorskie zostały postawione w stan czujnej gotowości.
Jedna z kolejnych spraw, która prowadził, tym razem dotyczyła makabrycznej w swej odsłonie - śmierci młodej mugolki. Z tego co pamiętał, nie była to jedyna, podobna w "objawach" sprawa, a pozbawione głowy ciała niemagicznych znajdowano w różnych lokacjach miasta i jego obrzeży. Najbardziej ponury fakt wieścił, że nie mieli punktu zaczepnego dla wszystkich tych zbrodni. Chociaż bardzo oględnie, Samuel zainteresował się innymi sprawami, które wpłynęły do Biura, a miały nakreślone podobne rysy morderstw. Wszystkie - działy się w zbliżonym czasie. A tym co łączyło był fakt "bezgłowia" ciała. I poza tym - ciężko było znaleźć punkt wspólny. Ofiary znajdowano w rożnych miejscach, kaleczone w inny sposób i należące do niezbieżnych ze sobą grup. Tu - młoda i z tego co wiedział, bardzo piękna kobieta. Innym razem był to mężczyzna - i starszy i młodszy. A próby znalezienia jednego schematu zabójstw kończyło się kosmiczną ilością pytań bez odpowiedzi. I to prowadziło do stwierdzenia, że nie mógł być to jeden morderca. Musiało być ich wielu, ale znalezienie powodu dla tak makabrycznych czynów nasuwało w myśli działania grupy psychopatów. Sekta? I w czarodziejskim świecie zdarzały się podobne ewenementy, ale jeśli tak - należała do paskudnie niebezpiecznych i najbardziej plugawych. W grę wchodziła czarna magia.
Mijał w pośpiechu park, wkraczając na obrzeża uliczki, w której umówił się z Sophie. I gdy tylko dostrzegł sylwetkę aurorki, rzucił na bruk żarzącego się peta, by zdusić go pod ciężkim butem. Ruszył już bez pośpiechu, zatrzymując się dopiero, gdy zrównał się z kobietą.
- Sophie - przywitał się kiwnięciem głowy - Wiem, że realnych śladów tu nie znajdziemy - zaczął, spoglądając na swoją towarzyszkę - ...ale mówi się czasem, że aby przypomnieć sobie pewne rzeczy - jeśli się o nich zapomniało - trzeba wrócić do punktu wyjścia. I to chyba jest nasze miejsce - ruchem głowy wskazał na dom, pod którym znaleziono ofiarę - Przypominać sobie nic nie możemy, ale w tej perspektywie może przyjdzie nam coś więcej do głowy...a dwa - poklepał się po kieszeni, zastanawiając się przez moment, czy nie wyciągnąć kolejnego papierosa  - Można spróbować porozmawiać z jej ojcem - mężczyzna, który stracił córkę musiał być teraz załamany, ale jeśli chcieli cokolwiek zdziałać, musieli łapać i podobne akcje - Mam jeszcze jeden pomysł - mówił dalej, ruszając powoli, nie chcąc specjalnie przyciągać uwagi - Ale o nim opowiem później. Nie wiem czy wypali - zakończył orientując się, że do tej pory mówił bez przerywania. Spojrzał na Sophie wymownie, ale bez uśmiechu. W pracy rzadko pozwalał sobie na podobne przerywniki. A przynajmniej - nie w obliczu paskudnego morderstwa.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczka    18.03.17 19:40

Sophia próbowała doszukać się jakichś śladów, od czasu do czasu ze smutkiem spoglądając w kierunku domu ofiary. Zdawała sobie sprawę, jak straszną tragedię przeżywała teraz jej rodzina. Kilka miesięcy temu przeżywała to samo, gdy usłyszała wieści o śmierci swoich rodziców. Potrafiła więc postawić się w sytuacji tych mugoli, którzy po prostu żyli spokojnie swoim życiem, a jednak ktoś z magicznego świata postanowił odebrać im córkę. Teraz mogła zrobić dla nich tylko jedno – dołożyć swoich starań, by odnaleźć sprawcę i doprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości, by odpowiedział za ten podły czyn.
Samuel pojawił się niedługo później. Współpraca z kuzynem niewątpliwie była czymś niezwykłym, ale zdawała obie sprawę, że Skamander miał za sobą kilka lat doświadczeń w aurorstwie więcej, i że mogła się od niego czegoś ciekawego nauczyć. Zresztą, byli rodziną, więc siłą rzeczy traktowała go inaczej niż aurorów, którym zwykle pomagała przy śledztwach.
- Witaj, Samuelu – powiedziała, gdy się zbliżył. Kąciki jej ust lekko drgnęły, ale nie potrafiła zdobyć się na wesołość w tych okolicznościach, chociaż niewątpliwie darzyła mężczyznę sympatią. Musieli przede wszystkim skupić się na śledztwie. – Zdaję sobie z tego sprawę. Minęło dużo czasu, mugole mogli dawno zadeptać ślady, a i pogoda zrobiła swoje. – Znowu zerknęła na dom. Może znalezienie się tutaj mimo wszystko okaże się bardziej pomocne niż ciągłe wertowanie dokumentacji. – Możemy spróbować z nim porozmawiać. Może, jeśli pierwszy szok już minął, przypomni sobie coś, o czym nie mówił wcześniej? – zauważyła. W końcu bezpośrednio po zdarzeniu mężczyzna z pewnością był w silnym szoku, mógł coś pominąć. Liczyła na to, że może już ochłonął na tyle, żeby przypomnieć sobie jeszcze coś dotyczącego tamtego dnia i znalezienia córki, a także jej wcześniejszego życia. – Spróbujmy także go wypytać o jej przeszłość. Może już wcześniej kręcił się wokół niej ktoś niepokojący... wyróżniający się? – Większość czarodziejów nie potrafiła się zbyt dobrze maskować wśród mugoli, wielu zwracało na siebie uwagę nieodpowiednio dobranym strojem; może mugol widział w okolicy jakichś dziwacznie ubranych typów lub słyszał od córki, że ktoś podejrzany ją obserwował? Niewykluczone, że czarodziejski sprawca bywał tu już wcześniej i może upatrzył sobie ofiarę, zanim postanowił ją dopaść i zabić?
- Jaki pomysł? – zapytała, gdy o tym wspomniał. W oczach barwy płynnego złota błysnęła ciekawość, gdy przez chwilę przyglądała mu się z ukosa.
- Chcesz najpierw zacząć od tej rozmowy? – zauważyła. – To będzie trudne, ale myślę... że ciągle mamy szansę dowiedzieć się czegoś nowego.
Zaczęła powoli iść w kierunku ulicy i znajdującego się po jej drugiej stronie domu, ale była gotowa się zatrzymać na polecenie Samuela.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczka    04.04.17 21:45

Morderstwo zawsze pozostawało morderstwem. Niezależnie od metody i narzędzi, którymi posłużono się do okrucieństwa. A jednak sięganie po czarną magię było szczególnym plugastwem. Była mocą, która siała truciznę głęboko w duszę i serce czarodzieja, trawiąc ją w smolistej brei upadku. Bo tak kończyli wszyscy. Niezależnie od władzy, która posiadali i mocy, która zdobyli. Bolesny był także parodos, że szlachta, jako - w teorii - uplasowana najwyżej w hierarchii społecznej, ciągnęła do niej równie często, co nokturnowi, podrzędni parszywcy. To samo, po co niektórzy sięgali w desperacji - inni brali jak nagrodę. Nie rozumiał. Nie pojmował, jak wielkie pokłady zgnilizny i skończonej głupoty musieli posiadać ci, nazywani czarnoksiężnikami.
I jeden z nich musiał dokonać dzieła obleczonego w cierpienie, niszcząc piękno, które nigdy więcej zakwitnąć nie mogło. I z czego mogło to wynikać? Morderstwo mugola. jak wiele granic muszą jeszcze przekroczyć, by ich czarodziejski świat upadł na kolana?
- Mugole mają tendencję niedostrzegania wielu rzeczy.... - urwał słowa wpatrując się gdzieś przed siebie, w stronę parku, z którego przyszedł - Pies gończy - dodała, zmieniając całkiem układ słów - Ten eliksir wykrywa krew nawet do kilku miesięcy wstecz. Może gdzieś tu jest jej więcej? ktokolwiek to zrobił, nie wierzę, że nie został naznaczony szkarłatem... - zawiesił głos, spoglądając najpierw na Sophie, potem w dół na wybrukowana uliczkę - ...albo Eliksir Mopsusa... - ostatecznie wyciągnął pudełko z papierosami, ale obracał je w palcach bez sięgania po tytoniowy zwitek - Nie wiem czy mógłby nam pomóc, tym bardziej że zdolność jasnowidzenia to szalenie kapryśna moc - jeszcze bardziej niż jego różdżka - ale mówi się też, że szczególne miejsca wpływają na uaktywnienie. Ta młoda kobieta...zginęła gwałtownie i tragicznie, więc coś musiało tutaj po niej zostać. Niedostrzegalnego gołym okiem - błądził po ciemku z pomysłami, ale zdążył już zgrzytać zębami na wieść o bzdurnych opisach w gazetach. Żadna ze spraw, w której miała miejsce tajemnicza śmierć mugola z odciętą głową - nie została rozwiązana. A wszyscy zaangażowani krążyli z teoriami, w których jedna była bardziej niespójna od drugiej. O to dlaczego dokonano tak brutalnych zabójstw już nie próbował odpowiadać. Czarna magia paczyła umysły i zapewne, żeby zrozumieć, musiałby wcielić się w rolę podobnego ścierwa.
- Ojciec... - zmrużył oczy, przypominając sobie swoja własną propozycję - ewentualnie rozmowę zostawimy na inna okazję... chodź - pociągnął aurorkę za sobą, odsuwając się od domu przy którym stali - osobiście uważam, że był to mężczyzna - wysunął w końcu papieros, który znalazł się między ustami - Ofiara była bardzo piękną kobietą i...musiał na nią zwrócić uwagę. Zapewne ją śledził. Pojawił się wieczorem, kiedy mniej kręciło się tutaj osób. Nie wierzę, żeby to było dziełem afektu - kontynuował, wciąż trzymając nieodpalonego peta - i wybacz, możesz myśleć, że przyszliśmy tutaj na darmo, ale tak nie jest. Ojciec tej dziewczyny zapewne był już przepytywany tyle razy, że... - zatrzymał się, spoglądając na kobietę - o co byś go zapytała? To czy kogoś widział pewnie było pierwszym, które zadawali - wyciągnął w końcu zapalniczkę, by  jasny płomyk zajął końcówkę papierosa. Wypuścił z ust szary kłąb dymu - Potrzebujemy wskazówki innej niż domysły i powtarzane pytania. I jeśli mielibyśmy tu wrócić, to proponowałby spróbować przynajmniej z jednym eliksirem. Nie wiem, jak dobra w alchemii jesteś, ale ja zwróciłbym się do profesjonalisty. Może się podzielimy? - ruszył znowu, wchodząc w końcu na teren niedużego parku.
Gdzie byłeś cieniu, gdy pojawiła się ofiara? I jak zniknąłeś?






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczka    07.04.17 12:18

Sophia także nigdy nie potrafiła pojąć, jak to się działo, że tak wielu czarodziejów, nie bacząc na konsekwencje, sięgało po najbardziej plugawy rodzaj magii. Nie ulegało wątpliwości, że czarna magia miała duży wpływ na każdego, kto po nią sięgał, ale także na tych, którzy niekoniecznie z własnej woli musieli jej doświadczyć. Została aurorem, żeby walczyć z tym plugastwem, o czym myślała już w szkole, a później, już w dorosłym życiu, jej narzeczony zginął od czarnomagicznej klątwy, tylko utwierdziła się w przekonaniu, że to słuszny wybór.
Samuel miał jednak rację, mówiąc, że mugole nie dostrzegali wielu rzeczy. O wiele łatwiej i spokojniej było im żyć, wmawiając sobie, że to dziwne zjawisko, które zauważyli, to tylko omamy. Bali się tego, co obce i nieznane i wygodniej im było wierzyć, że magia to tylko wymysł baśni i legend, tak samo jak wielu czarodziejom wygodniej było unikać obcego im świata mugoli. Czy kobieta, która tu zginęła, w ostatnich sekundach życia była świadoma, że lecący w jej stronę promień zaklęcia to najprawdziwsza magia? Tego już nigdy się nie dowiedzą. Także mugole, którzy pierwsi sprawdzali ciało, nie mogli wiedzieć, że sprawcą był czarodziej, a wyobraźnia ograniczała ich jedynie do tego, co znane w ich świecie.
Pokiwała więc głową, po czym zamyśliła się.
- Myślę, że warto byłoby spróbować. Może w ministerialnych zapasach uda się je znaleźć, a jeśli nie dostaniemy zgody na skorzystanie z nich, albo akurat nie będzie tych eliksirów na stanie, zawsze możemy poszukać zaufanego specjalisty – zgodziła się. Jej umiejętności alchemiczne nie stały na zbyt wysokim poziomie. Przez ten przedmiot najbardziej obawiała się przekreślenia aurorskich marzeń, bo o ile z zaklęciami i obroną radziła sobie dobrze, tak oceny z eliksirów przedstawiały wiele do życzenia, dlatego gdy była potrzeba, wolała zamawiać gotowe mikstury u kogoś, kto znał się na rzeczy.
- Byłoby dobrze wreszcie znaleźć jakiś konkret, nawet po tak długim czasie. Chociaż szkoda, że nikt wcześniej nie pomyślał, żeby skorzystać z takich sposobów, ale wydaje mi się, że to dobra myśl, Samuelu – zauważyła po chwili. Nie dało się ukryć, mieli spore opóźnienia przed to, że trochę trwało, zanim sprawa dotarła do czarodziejów, a i później aurorzy dreptali w kółko. Oby jednak Samuel miał rację, że po tak nagłej i gwałtownej śmierci coś musiało tu pozostać, coś, co jeszcze będzie się dało wykryć.
Gdy pociągnął ją za sobą, ruszyła za nim bez większych sprzeciwów, wciąż intensywnie myśląc.
- Też mi się wydaje, że to mógł być mężczyzna. – Wiedziała o tym, że kobiety również potrafiły być potężnymi czarownicami, ale gdy myślała o sprawcy tego incydentu, zawsze widziała mężczyznę, może właśnie dlatego, że ofiara była bardzo ładną, młodą kobietą. Taką, na którą ktoś mógł zwrócić uwagę. Może sprawca w jakiś pokręcony sposób czerpał przyjemność z możliwości zniszczenia piękna? Lub w grę wchodziły motywy zahaczające o niechęć czarodziejów i mugoli? W tych czasach nie było to niczym niespotykanym. – Mógł ją śledzić, obserwować od dłuższego czasu. Czekać na odpowiedni moment, by uderzyć. I mam świadomość, że ojciec był przepytywany, ale często tak jest, że pewne rzeczy przypominamy sobie dopiero po dłuższym czasie. Może istnieje coś, co wtedy, wskutek szoku, pominął, a co może nam pomóc? – zastanawiała się. Mogli jednak z tym poczekać do zdobycia eliksirów; nie było sensu ciągle męczyć tego mężczyzny, lepiej było zrobić to raz, a porządnie, a potem pozostawić go w spokoju. – Zapytałabym go, czy nie widział czegoś lub kogoś podejrzanego wtedy lub wcześniej. Czy w dniach poprzedzających znalezienie ciała córki nie działo się cokolwiek niepokojącego, na co wtedy nie zwrócił uwagi lub nie wiedział, że powinien zwrócić, a co nam by powiedziało coś więcej, niż jemu. Na samym początku był w dużym szoku, ale może teraz... przypomni sobie coś więcej - mówiła, co jakiś czas zerkając w stronę domu mugolskiej rodziny rozdartej przez źle użytą magię. – Ale może masz rację, możemy poczekać, aż zdobędziemy eliksiry i dopiero tu wrócimy. Może dzięki zastosowaniu mikstur zobaczymy coś, co da nam coś więcej niż tylko mgliste rozważania.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczka    30.04.17 23:21

Władza potrafiła kusić nieskończenie. I przewracała swoje macki w tak wielu dziedzinach, że trudno było wskazać jej właściwe źródło. Niezależnie jednak od istoty - w każdym człowieku tkwił niepisany zalążek, pragnienie, które popychało do zdobywania tego co nieznane, ukryte i...pozwalające osiągnąć więcej. U jednych zatrzymywało się na zdrowej stopie, na poszukiwaniu wiedzy, naturalnej potrzebie doświadczania świata. Innym było wciąż mało. Sięgali po więcej. Więcej niż mogli udźwignąć, docierając do najczarniejszych granic świata tylko po to...by upaść. Bo tak się to zawsze kończyło. Pragnienie mocy rozdzierało duszę, zalewało trucizną i ostatecznie pożerało, pozostawiając pustą skorupę. Ciemność nęciła tajemnicą i możliwościami tak ogromnej mocy, że wielu oddawało jej wszystko, jeszcze więcej przed nią na kolana i tonęło....albo trafiało do Azkabanu.
Istniał w ludziach pierwiastek, który pchał ku nieskończoności? Nie wiedział, jak to nazwać, ale filozofia, w której się kiedyś rozczytywał twierdziła o istnieniu Absolutu, a ludzie, jako istoty niedoskonałe - próbowały tę doskonałość osiągnąć na swój niedoskonały sposób. Także przez wypełnienie dziury w sercu - ciemnością.
- Mam wrażenie, że ministerialne zapasy częściej korzystają z bojowych odpowiedników eliksirów - wędrował obok kuzynki pewnie, ale zza ciemnych źrenic kryła się zaduma - a to, z czym mamy do czynienie teraz wymaga niekonwencjonalnych środków. Te konwencjonalne procedury zawiodły i żadna z podobnych spraw nie została wyjaśniona - zacisnął usta, jakby zdał sobie sprawę z czegoś ważnego - a przynajmniej nie tak, jak trzeba - szukanie na siłę kozłów ofiarnych nie było tym, na co mógł się zgadzać. A przebąkiwane gdzieś między wierszami teorie, że sprawcami byli mugole, po prostu śmieszyła.
- Może ktoś nie chciał korzystać z takich metod - odpowiedział kobiecie ciszej. Wiedział dużo więcej, co działo się w ciemnościach Londynu, o Grindewaldzie i rosnącej gdzieś nowej sile. Ale nawet bez tej wiedzy aurorzy dostrzegali, że coś niedobrego działo się w Ministerstwie - ale spróbujemy - spojrzał na młodą aurorkę z uniesionym ku górze kącikiem warg. Wyraz nie zawierał wesołości, ale pewną charakterystyczną zaciętość.
- Jakoś musiał ją wybrać - kiwnął głową potakująco. Zatrzymał się, zerkając na ścieżkę, którą pokonywali - ale jej ojciec...jego pytali już kilkukrotnie w różnych odstępach czasowych - zatrzymał kroki, a wzrok utkwił w ziemi - żebyśmy chociaż znali powód... - zaczął, ale pokręcił głową. Próbował wcześniej połączyć wszystkie morderstwa i zaginięcia, ale ciężko było mu uwierzyć, że zrobiła to jedna osoba. To, co ich łączyło, to pozbawione głów ciała mugoli - O to na pewno już był pytany. To podstawa - kiwnął głową, raz jeszcze potakując słowom Sophii - Cały czas nam coś umyka. Powiązanie, motyw, albo właściwe pytanie, do właściwych osób - tylko jak je znaleźć? Czy morderca był tak nieuważny, by pozwolić się dostrzec ukrytym świadkom? A może swoje pytania powinni skierować tam, gdzie najwięcej mroku kotłowało się przez ulice?
Nokturn.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 04.06.17 22:02, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczka    02.05.17 13:27

Może coś w tym było. Ostatecznie wielu czarodziejów sięgało po zakazaną wiedzę. Wielu z nich pragnęło władzy i potęgi, którą, jak wierzyli, mogła zapewnić im czarna magia. Ale Sophia wiedziała, że to nie jest dobre wyjście z sytuacji. Zła magia mogła wieść wyłącznie do zguby i upadku, istniała po to, by niszczyć – także tego, kto po nią sięgał. Ale istniała na tym świecie, bo wszystko dążyło do równowagi. Dobro nie mogło istnieć bez zła, a światło bez ciemności. Sophia łudziła się zawsze, że była dobra i chciała działać w dobrej wierze, ale jak każdy człowiek popełniała błędy i czasami robiła coś, czego później żałowała.
- Skoro dotychczasowe próby rozwikłania tej sprawy tradycyjnymi metodami się nie powiodły, można spróbować czegoś innego. Nic nie stracimy, a możemy zyskać nowe informacje, które umknęły innym, którzy już badali to miejsce po zajściu. – Czasami wystarczy znaleźć mały, niepozorny detal, który mógł pchnąć śledztwo na zupełnie nowy tor. Samuel miał bardzo dobry, nieszablonowy pomysł. Wpadł na coś, na co nie wpadli inni przed nim, albo, jak mówił, rzeczywiście nie chcieli uciekać się do czegoś więcej. Może już przekreślili tę sprawę lub wciąż naiwnie łudzili się, że tradycyjne metody wystarczą, żeby znaleźć sprawcę? Sophii od razu nasunęła się na myśl sprawa Jamesa; tamtejsi aurorzy niezbyt przykładali się do szukania winnego, co sfrustrowało ją do tego stopnia, że wróciła do Anglii i wstąpiła na kurs aurorski. Przyświecał jej jasny cel, miała zostać lepszym aurorem, takim który rzeczywiście wkłada serce w swoją pracę. Aurorem z poczuciem misji.
Ale nie wiedziała tego, co wiedział Samuel. Jeszcze. Dla niej była to jedynie kolejna zbrodnia z ostatniej czarnej serii bezgłowych ciał mugoli. Doszukiwała się w tym różnych teorii, podobnie jak doszukiwała się ich w ostatnich zmianach w ministerstwie, ale błądziła jak dziecko we mgle, nie wiedząc, że za tym wszystkim rzeczywiście kryło się coś więcej.
Patrząc na niego, mogła zauważyć tę zaciętość tak charakterystyczną dla Samuela, kiedy oddawał się swojej pracy. W jej oczach także tlił się pewien żar i upór, ale także... niepewność i świadomość tego, że wciąż błądzili i byli daleko od rozwikłania zagadki śmierci tej mugolki oraz innych, których znaleziono w ubiegłym miesiącu. Tęczówki barwy płynnego złota ukazywały całą gamę emocji, które odczuwała, krocząc u boku swojego kuzyna, z którym łączyła ją aurorska praca.
- Więc wstrzymajmy się z tą rozmową. Pójdziemy do niego, kiedy dowiemy się więcej. Kiedy będziemy mogli zapytać o coś konkretnego – powiedziała cicho, odgarniając z twarzy zbłąkany kosmyk. – Chciałabym pewnego dnia móc powiedzieć mu, że go złapaliśmy. Nie zwróci mu to córki, ale może znajdzie odrobinę ukojenia w myśli, że ten, kto mu ją odebrał, został odpowiednio ukarany i już nie skrzywdzi nikogo w taki sposób. – Czy Sophia czułaby ukojenie, gdyby wiedziała, że ludzie, którzy zabili Jamesa, a także jej rodziców, odpowiedzieli za swoje czyny? Pewnie tak, chociaż nie miała okazji się o tym przekonać i być może nie przekona się nigdy.
- Między tymi sprawami jest jakiś związek. Trudno mi uwierzyć, że kilkoro mugoli zupełnie niezależnie od siebie kończy bez głowy i ze śladami po klątwach – odezwała się po chwili namysłu. – Może to jakiś nowy, wyjątkowo skrajny ruch antymugolski? – Obecne czasy sprzyjały tego typu postawom, więc może jakaś grupka fanatyków postanowiła dać upust swojej nienawiści do mugoli by zaspokoić chore żądze lub zasiać niepokój w ogarniętym chaosem ministerstwie oraz niepewnym społeczeństwie. – Nie sądzę, by to była jedna osoba, ofiar było zbyt dużo i w zbyt krótkim czasie, a miejsca ich znalezienia i sam ich dobór mocno się różnią poza kilkoma wspólnymi cechami, jak choćby ten brak głów i ślady czarnej magii. Chociaż... kto wie. Może ten ktoś chce, żebyśmy myśleli, że sprawców było więcej i dlatego za każdym razem zmieniał schemat działania?
To wszystko było bardzo poplątane. Sama gubiła się w swoich rozważaniach i próbach wysnucia konkretnych wniosków, ale była ciekawa, czy Samuel miał własne teorie dotyczące możliwych powiązań i motywów.
- Ale może rzeczywiście powinniśmy rozpatrywać tę sprawę w szerszym kontekście, w zestawieniu z pozostałymi? Może wtedy zauważymy jakiś nowy schemat, którego nie widać, gdy skupia się tylko na jednej ze spraw? – zaproponowała jeszcze, choć być może aurorzy zajmujący się tym wcześniej już zerknęli do akt innych spraw.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczka    08.06.17 0:12

Nikt, nigdy nie powiedział, że praca aurora była łatwa. Nikt nawet chyba nie myślał, by lokować aurorstwo w kategoriach łatwości. Łączyło się z tym coś więcej, coś, z czym czasem ciężko było sobie radzić. Codziennie widywało się rzeczy, na które trudno było patrzeć spokojnie. Szaleństwo. I Samuel wierzył, że samemu trzeba być odrobinę szalonym, by móc to wszystko znosić. Pierwiastek zaszczepiony jeszcze zanim przystąpiło się na kurs. Któż bowiem zdrowy na umyśle, świadomie narażałby się na niebezpieczeństwo i kontakt z czarną magią? Patrzenie w ciemność zawsze było relacją zwrotną. mrok widział każdego, kto w niego zaglądał i tylko silna wola? trzymała z dala, by kiedyś się w nim nie zanurzyć.
Jak inaczej tłumaczyć sprawę, którą właśnie prowadzili? Ktokolwiek zabił te młoda kobietę, już dawno musiał tonąć w ramionach ciemności. Gorzej jeśli dostrzegał w tym jakiś cel. Cel...?
- Pomyśl, a jeśli to czemuś służyło? - tylko czemu? - wszystkie podobne incydenty - na policzku zadrgał niekontrolowany skurcz chowanej wcześniej złości - miały miejsce w przybliżonym czasie. Dostaliśmy różne sprawy, ale tylko mugole byli bez głów... - urwał myśl, która kołatała się na skraju rozumienia. Rytuał? Potężne zaklęcie? czarnomagiczny eliksir?  Eksperyment? Cokolwiek to było - jeśli było - posiadało swój cel, ale...różne metody realizacji.
Wypuścił powietrze przez nos - Tak, zajmij się w tym czasie jednym z eliksirów, ja drugim - znajdowali się niedaleko ławki, przy której zatrzymał kroki przez moment zastanawiając się, czy morderca mógł tutaj siedzieć spokojnie i czekać na ofiarę, albo jej wybór - Nie jestem pewien, czy mu to pomoże - odpowiedział kobiecie spokojnie, by przegnać gnające jak na komendę wspomnienie sprawy, która również pozostawała bez wyjaśnienie. Tak jak odsunął napływającą wizję trzymanej w ramionach, zakrwawionej kobiety - ale to nasze zadanie, by pozbywać się ścierw, których miejsce jest w Azkabanie - albo w grobie zdołał pomyśleć, ale nie powiedział dalszych słów na głos.
Samuel przekręcił się i w zamyśleniu szurnął czubkiem buta brzeg ławki - Słyszałaś o tych jednorożcach? - obrócił twarz do kuzynki, szukając jej spojrzenia - To też mnie zastanawia. Podobno coś się z nimi działo. Zginęło kilka sztuk i...właściwie nie wiem, jakie to mogło mieć znaczenie, ale i to pokrywało się czasowo z ich śmiercią. Cała ta seria morderstw i zaginięć przetoczyła się przez Londyn jak zaraza... zamrugał a czarna brew podskoczyła wyżej - Ruch antymugolski? Tego bym tak nie nazwał - pokręcił głową, wbijając wzrok gdzieś w przestrzeń za ławką - Taki ruch mógłby co najwyżej pisać do Walczącego maga, czy innej taniej piśmienniuchy. To z czym mamy do czynienie jest lub może być czymś dużo większym. Ukształtowaną i zmaterializowaną ideą - raz jeszcze pokręcił głową, przysłuchując się wypowiedzi aurorki - Już to wykluczyliśmy. Nikt nie byłby fizycznie dokonać wszystkich tych działań w tak krótkim czasie. Nie sam. Za dużo różnic, zbyt wiele zmiennych. Jeśli byłaby to jedna osoba, to powtarzałby się pewien schemat. Nawet nieświadomie. Każdy popełnia błędy i zawsze zostaną ślady - gorzej, że trudniej je było właściwie rozczytać. I znaleźć.
Usiadł w końcu na ławce, trochę ciężko opierając się barkami o trzeszczące deski siedziska - Tak. Próbowałem wstępnie to zrobić. Stąd moje nawiązania do innych spraw i wydarzeń. Nie mam jednak wglądu do każdego śledztwa, ale jeśli przypadnie ci w udziale podobne dochodzenie - daj mi znać - uśmiechnął się całkiem szczerze, ale wzrok utkwił w ciemniejącym niebie i dziwnie spokojnej uliczce, jakby tragedia, która wydarzyła się nie tak dawno - nigdy nie miała miejsca. A przecież kryła się tu tajemnica. Większa, niż przypuszczali.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 12.06.17 23:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczka    08.06.17 13:17

Myśl, że to coś mogło służyć czemuś więcej niż tylko zademonstrowania niechęci do mugoli, była dla Sophii przerażająca. Ale nie można było tego wykluczyć; w krótkim czasie znaleziono kilku mugoli pozbawionych głów, znaleziono też martwych czarodziejów, chociaż ci mieli głowy na swoim miejscu. Wszystkie ofiary nosiły na sobie ślady innych, często czarnomagicznych obrażeń, łączył je też podobny okres czasowy. Sophia doszukiwała się w tym powiązań, ale do tej pory postrzegała to raczej jako wyjątkowo skrajną demonstrację antymugolskich poglądów. Obecne nastroje mogły sprzyjać powstaniu jakiejś radykalnej grupy, której nie wystarczała sama niechęć i pogarda i pragnęła posunąć się dalej, zasiać więcej chaosu w i tak zaniepokojonym społeczeństwie. Może to wszystko faktycznie miało jeszcze jakiś inny cel, którego na ten moment nie znali?
- Czemu to mogłoby służyć poza chęcią wzbudzenia strachu w mugolach i ludziach, którym nie jest obojętny ich los? – zapytała cicho, ciekawa, co myślał na ten temat Samuel i na jakiej podstawie wysnuł taki wniosek. – Sama myśl, że to faktycznie jest powiązane i kryje się za tym coś więcej, niż tylko zwykłe uprzedzenia... Brzmi strasznie. Ale w takich okolicznościach nie można tego wykluczyć. Szkoda tylko, że niełatwo będzie odkryć, o co w tym wszystkim chodzi. Póki co nie przybliżyliśmy się nawet do odkrycia sprawcy tego wydarzenia, a co dopiero dokładnych motywów i powiązań z innymi...
Błądzili jak dzieci we mgle, opierając się na przypuszczeniach wysnutych na podstawie tego, co wiedzieli na ten moment o tej sprawie i podobnych. Nie było wiadomo, czy ich przypuszczenia w ogóle były bliskie prawdy.
- Zajmę się tym – powiedziała, także spoglądając na ławkę, przy której na moment zatrzymał się Samuel. – Mam nadzieję, że szybko ich znajdziemy. Chciałabym dowiedzieć się wszystkiego i nie dopuścić, by takie przypadki się powtarzały. – Niestety było to tylko bardzo naiwne życzenie. Wiedziała doskonale, że była bezsilna, tak samo, jak była bezsilna wtedy, kiedy zginął James oraz jej rodzice.
O jednorożcach też słyszała. Ta sprawa budziła duże kontrowersje. Jednorożce były niezwykle czystymi magicznymi stworzeniami, których zabicie ponoć ściągało przekleństwo na tego, kto poważył się na taki czyn, z tego powodu raczej nie słyszało się o przypadkach zabijania ich przez czarodziejów. Należało więc żywić poważne obawy wobec ludzi, którzy nie bali się owej klątwy, bo najwyraźniej nie istniały dla nich żadne granice. Krew jednorożców była bardzo cenna, ale jej pozyskanie w celach alchemicznych nie wymagało zabijania tych stworzeń. Musiało chodzić o coś więcej.
- Słyszałam. I też jestem ciekawa, czy to się ze sobą łączy, biorąc pod uwagę ten czas. Pytanie tylko, co jednorożce mają wspólnego z ewentualnymi tendencjami antymugolskimi? – zauważyła; sprawa jednorożców była bardzo dziwaczna i niepokojąca, bo na pierwszy rzut oka wydawała się zupełnie nie łączyć z zabijaniem mugoli ani nawet czarodziejów. Poza czasem, kiedy to się wydarzyło i samym faktem, jak przesiąknięty złem był ten czyn. – Pewne jest jednak, że ktokolwiek je zabijał... powinien budzić poważne obawy.
Ucichła na moment, pogrążając się w niewesołych myślach.
- Cóż, najwyraźniej ten ruch posunął się dużo dalej. Może już nie wystarcza tylko pisanie do gazet czy obnoszenie się ze swoimi poglądami. Może to osoba lub raczej osoby, które pragną naprawdę działać w kierunku wcielenia swoich chorych idei w życie – powiedziała. To było jeszcze gorsze – że takich ludzi było więcej. Że mogli działać w sposób zorganizowany, stąd ta nagła fala pozornie różniących się od siebie śmierci. I że na tym mogło się nie skończyć.
- Oczywiście. Dam ci znać, jeśli tylko trafię na coś podobnego, co może okazać się pomocne tutaj – powiedziała, gdy już ruszyli dalej. Także utkwiła spojrzenie w uliczce, gdzie znaleziono ciało i nawet nie przypuszczała, jak poważna sprawa się za tym wszystkim kryła.
Jeszcze przez chwilę przechadzali się po okolicy, dyskutując na temat sprawy i jej możliwego szerszego kontekstu.
- Chyba powinniśmy powoli zbierać się do biura – podsunęła nagle. – Dzisiaj i tak nic więcej tu już nie zrobimy. Wrócimy tu za jakiś czas, lepiej przygotowani.
Spojrzała znacząco na Samuela. Na ten moment nie mogli nic więcej zrobić, ale sama rozmowa na temat spostrzeżeń i wniosków okazała się cenna i pouczająca.

| zt. dla Sophii





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczka    12.06.17 23:56

Myśli nakładały się na siebie i Samuel miał wrażenie, że znowu trafił na ślepą uliczkę. A może gdzieś tu było przejście, którego nie dostrzegał, mijał. Tyle rzeczy go męczyło, a tożsamość morderców należała do ich czołowych kwestii. I ten, który odebrał życie jasnowłosej mugolce, i ten, który brutalnie zabił uzdrowicielkę w innej sprawie. Wydawały się być duchami, mgłą, która ulatywała, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. A jednak były. Krew ofiar barwiła ziemię i wnikała głęboko, pozostawiając nieme już wołanie o prawdę. Samuel wciąż je słyszał i nie potrafił zatrzymać się i odpuścić, jak sugerowało Ministerstwo. Nie przyjmował łatwych odpowiedzi, które złudnie czyściło sumienie.
- Może to wiadomość - wzruszył ramionami, ale bez lekceważenia - a może coś, z czym jeszcze się nie spotkaliśmy, albo nie rozumiemy - zacisnął jedną dłoń w pięść i wsunął do kieszeni kurtki - Sophia - zatrzymał się, by powtórnie spojrzeć kuzynce w oczy - Naprawdę myślisz, że zwykłe uprzedzenia doprowadziłby do..czegoś podobnego? To nie były zabójstwa w afekcie - pokręcił głową znacząco. Ucinanie głów? wykrwawienie ofiar? Nie, to świadczyło o nienawiści, ale kierowało tym coś innego. Mówił poważnie, z naciskiem, próbują przekazać młodszej aurorce inną perspektywę. Dziewczyna, chociaż sumiennie podchodziła do wszystkiego i znajomy upór lśnił w jej oczach - wciąż nosiła w sobie niejasną niewinność, a może beztroską nieświadomość? - To była premedytacja, wiec musiał przyświecać temu cel. Większy niż materializacja uprzedzeń - ciężko odetchnął, by nie zagalopować się w swojej przemowie. Sophia była młoda i wciąż niedoświadczona. czekało ją wiele nauki. Jego właściwie - też.
- Dobrze - potwierdził skinieniem głowy, ale już nie patrzył na kobietę - Dopóki istnieje czarna magia, dopóty wciąż będą znajdować się pomyleńcy, gotowi oddać i zrobić wszystko w imię jej mocy - może zbyt dużo przebywał w towarzystwie wróżów i wieszczek, że sam nabawił się intuicyjnego czarnowidztwa? A może...zbyt często znajdował się w towarzystwie Garrego. Magia Weasleya.
Chciał zatrzymać słowa aurorki już w chwili, gdy mówiła o "tendencjach antymugolskich" i "ruchu", ale ugryzł się w język. Nie powinien się bawić w mentora, tym bardziej nieporuszony, ale niemal zgrzytało mu w uszach określenie, którego użyła. Może był już przeczulony na tym punkcie i dopatrywał się spisków tam, gdzie ich nie było? A przecież były - To magiczne stworzenia. Same w sobie posiadają ogromną moc, a ktokolwiek poważył się na ich uśmiercenie...musiał być szalony. I zdesperowany - umilkł, analizując własne słowa, trwając w podobnej ciszy, co jego towarzyszka - To nie ruch - powtórzył nieco bezmyślnie, próbując nazwać i Zakon podobnym określeniem. Nie pasowało. To nie było to. Ale i tu - znowu - może tak bardzo chciał dostać odpowiedź, że sam tworzył kolejne, dochodzeniowe poszlaki? - Masz rację, ale... - dodał, przerywając chwilowy letarg, w którym mentalnie się zawiesił - ...to już wciela się w życie - podniósł się z ławki, która wcale nie oddała mu chwili wytchnienia. Nie dla umysłu.
- Tak, chodźmy - kiwnął głową i machinalnie wyciągnął z kieszeni prawie pusta paczkę papierosów. Część wysypała się z pudełeczka i połamane, tytoniowe skrawki zaścielały dno kieszeni. Nawet nie zwrócił uwagi na fakt, że tak mocno tarmosił materiał kurtki - To wciąż dochodzenie. Czasem trzeba się nawet cofnąć, by trafić na punkt zwrotny - dopowiedział i ruszył ścieżką, którą wcześniej pokonał. Za plecami zostawił pustą ławkę i pytania, które wciąż prosiły o werbalizację. I odpowiedzi, które umykały, jak wieczorne cienie.

| zt






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape http://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 http://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 http://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 http://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
2
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczka    24.11.17 13:23

17.05

Odbudowa starej chaty wymagała interwencji. Cyrus naprawdę pragnął zabrać się za to od razu, lecz niestety miał inne zobowiązania. Przede wszystkim z początkiem miesiąca dopiero wracał do Wielkiej Brytanii - dlatego też nie było go na spotkaniu Zakonu. Potem w głowie miał jak najszybsze uwarzenie eliksirów - co z tego, że oprócz jednego nie udał się żaden, z którym wiązał nadzieje - oraz badania naukowe dotyczące gwiezdnego pyłu, jaki mieli uzyskać wraz z Jay'em z meteorytu znalezionego w USA. Zapowiadały się one niezwykle obiecująco pomimo niebezpieczeństwa jakie na nich czyhało. Wszakże wystarczyło przesadzić z jednym okruszkiem żeby doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu magii. Ta była nadzwyczaj niestabilna w ostatnim czasie, co tylko dokładało zmartwień wszystkim czarodziejom, nie tylko tym parającym się nauką. Jednakże Snape wydawał się być dużo bardziej podekscytowany aniżeli wystraszony nadchodzącą realizacją ich projektu. Wręcz mało sypiał zastanawiając się nad najlepszymi rozwiązaniami, doborem ilości oraz proporcji poszczególnych ingrediencji. Najmocniej dumał nad nowymi właściwościami Płynnego Szczęścia, które mając w składzie pył z kamienia księżycowego mogły nabrać zupełnie nowego charakteru po dodaniu sproszkowanej kosmicznej skały. Ach, zaiste to temat rzeka, od którego nie potrafił się uwolnić. Potrzebował oczyszczenia myśli jak niczego innego po niedawnym spotkaniu z siostrą Iris - wstrząsnęło to nim dużo bardziej niż cokolwiek innego w ostatnim czasie. Prawdopodobnie nawet bardziej niż nieudane wywary po powrocie. Odrzucał wszystko, co związane z tamtym dniem, zaś sprzątanie niedaleko kwatery powinno zająć go na tyle, żeby nie musiał myśleć o czymkolwiek.
Na miejscu miał się spotkać z Charlene - nie znał jej. Przynajmniej był o tym święcie przekonany, że nigdy jej nie spotkał. Prawda wyglądała zgoła inaczej, całkowicie niedostępna - na razie? - dla umysłu Cyrusa. Obawiał się konfrontacji z kobietą, nawet jeśli słyszał o jej alchemicznym talencie. Nie należał do dusz towarzystwa, płeć przeciwna raczej go onieśmielała niż wydobywała z niego nieodkryte pokłady pełnego uroku osobistego podrywacza. Niby mieli jedynie oczyścić teren, zabrać coś, co przeżyło katastrofę - chociaż było to mocno wątpliwe - i zabezpieczyć całość przed mugolskimi oczami, lecz jednocześnie Snape miał nieodparte wrażenie, że będzie musiał coś powiedzieć. Nie wiedział czy nieznajoma będzie skora do dyskusji na temat alchemii, mogła mieć dość eliksirowarstwa po godzinach pracy. To powodowało, że mężczyzna denerwował się jeszcze mocniej. Co rusz poprawiał kołnierz swojej szaty, rozglądając się za Zakonniczką. Wreszcie uznał, że niepotrzebnie stoi tutaj jak idiota, zaczął schylać się po rozrzucone wokół ułamane deski - najprawdopodobniej zabłąkały się tutaj po wybuchu. Tak naprawdę to zastanawiające, że żaden niemagiczny jeszcze nie dostrzegł leżących na ziemi przedmiotów - wszakże mieszkali dosłownie niedaleko. To powodowało, że czarodzieje nie mogli zwracać na siebie uwagę, zwłaszcza czarami. Cyrusowi to nie przeszkadzało, nie wiedział tylko jak zapatrywała się na to jego towarzyszka.




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczka    24.11.17 19:38

Chociaż Charlie nie należała do Zakonu Feniksa zbyt długo, także chciała pomóc, nawet w drobny sposób, i to nie tylko eliksirami. Nigdy nie miała okazji trafić do kwatery głównej, bo była zbyt świeżym nabytkiem by dostąpić tego przywileju. Ale wiedziała też, ż kwatera bardzo mocno ucierpiała w wyniku anomalii i wymagała pilnej odbudowy, dlatego zgłosiła się na ochotnika do przeszukiwania wskazanych jej okolic miejsca, gdzie podobno była położona chata.
Jako, że miała to być okolica zamieszkała przez mugoli, starała się wyglądać jak najbardziej zwyczajnie. Swego czasu znajoma bardziej obeznana z mugolskim światem pokazała jej, jak powinna się ubierać, by nie spowodować podejrzliwych spojrzeń, i tym sposobem miała na sobie ciemnozieloną sukienkę, a jasne włosy zaplotła w warkocz, który opadał na jej szczupłe plecy. Na szyi miała zawieszony maleńki, materiałowy mieszek, który wydzielał kojącą woń ziół; lubiła otaczać się ich zapachem, a w domowym zaciszu szczególnie chętnie raczyła się wonią hodowanej na parapecie kocimiętki. Wydawało jej się, że w tym wydaniu mogłaby uchodzić za młodą mugolską kobietę, nawet jeśli sukienka zapewne nie była zgodna z aktualną modą. Z tą Charlie nie była na bieżąco.
Jej towarzyszem miał być niejaki Cyrus Snape, również alchemik. Była więc bardzo ciekawa tego spotkania, liczyła na interesującą konwersację z mężczyzną, który nie tylko wierzył w tą samą sprawę, ale też podzielał jej zainteresowania. Nie pracował w Mungu, więc musiał być niezależnym alchemikiem lub świadczył swoje usługi innej instytucji. Nie mogła się doczekać, kiedy go pozna.
Gdy jednak dotarła na miejsce i zauważyła charakterystyczną patykowatą sylwetkę pochylającą się nad stertą desek, aż uniosła brwi ze zdumienia. To był mężczyzna, którego kiedyś (zupełnie niechcący!) obserwowała w kociej postaci. Rzecz jasna on nie wiedział, że kotem, który kręcił się w pobliżu jego mieszkania w rzeczywistości była młoda animagini. A teraz, jak się okazało, to właśnie z tym mężczyzną miała współpracować. Chudy, blady, za sprawą swych gabarytów w pierwszej chwili budzący przelotne skojarzenie z pająkiem... Wyglądał niemal jak stereotypowe wyobrażenie alchemika spędzającego całe dnie w pracowni. Charlie, mimo bladości, trochę od tego obrazu odbiegała, zwłaszcza że lubiła przebywać na świeżym powietrzu i w gruncie rzeczy była zupełnie normalną dziewczyną, nawet jeśli zafascynowaną bulgoczącymi kociołkami. Jej oczy były nawet trochę za bardzo zielone, zupełnie jak u kota, pomijając brak pionowych źrenic, które miała, gdy się przemieniała.
- Dzień dobry... Cyrus Snape? – powitała go jednak z entuzjazmem, starając się nie dać po sobie poznać niezręczności, którą poczuła na początku, gdy tylko go rozpoznała. – Jestem Charlene. Charlie – dodała, po czym w ślad za nim pochyliła się, by podnieść jedną z leżących na ziemi desek. Nie była pewna, czy pochodziła ona z kwatery, bo okoliczne mugolskie domy też mogły ucierpieć, zresztą anomalia musiałaby mieć ogromną siłę, by cisnąć fragmenty miejsca spotkań aż tutaj. Niemniej jednak warto było pozbierać jak najwięcej materiału; może ktoś o dłuższym stażu w organizacji zweryfikuje, czy zebrali dobre drewno i przedmioty, a nie przywłaszczyli niechcący fragmentów domu jakiegoś mugola. Deski i trochę innych szpargałów leżały jednak blisko końca uliczki, gdzie kończyły się domy i zaczynał się bardziej odludny obszar. Gdzieś tam dalej miała się znajdować kwatera. Gdzie dokładnie? Tego jeszcze nie wiedziała.
- To musiała być naprawdę silna anomalia – zaczęła cicho, ważąc w dłoniach deskę, która spędziła ostatnie ponad dwa tygodnie leżąc tu i moknąc za sprawą częstych deszczy. Kawałek dalej wypatrzyła też coś, co wyglądało na wyłamaną nogę od stołu oraz podartą, brudną zasłonę. – Czy na pewno możemy to pozabierać? Co, jeśli to tak naprawdę własność jakiegoś mugola? – zapytała, będąc jednocześnie ciekawą, czy Snape miał okazję odwiedzić kiedyś kwaterę. Miała nadzieję, że tak; wtedy może by coś rozpoznał? Powstrzymywała się jeszcze od pytań zahaczających o tematy alchemiczne, najpierw starając się wybadać grunt.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape http://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 http://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 http://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 http://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
2
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczka    27.11.17 23:38

Mijał piąty miesiąc odkąd Cyrus mógł nazwać się członkiem Zakonu, lecz po prawdzie oprócz orientacyjnej lokalizacji dawnej chaty nie wiedział o kwaterze niczego. Być może sprawa rozchodziła się o burzliwe życie alchemika, jego wyjazdy, a może sam zaniedbał sprawę nie będąc nigdy we wnętrzu drewnianego budynku. Wstyd było mu się do tego przyznać nie tylko przed innymi, lecz nawet samym sobą. Niestety obawiał się, że pytanie niebawem padnie podczas zbliżającego się spotkania - szkoda, że nie przygotował sobie żadnej wiarygodnej bajki, którą mógłby opowiedzieć nowopoznanej kobiecie. Jedynym wyjściem było wyjawienie żenującej prawdy, jednakże to nie temu poświęcał większość swoich myśli. Pozostawał zawieszony między frapującymi umysł badaniami, a powinnością względem odbudowy miejsca spotkań Zakonników, na niczym nie potrafił skoncentrować się w stu procentach. Trochę bujał w obłokach kiedy przekładał kolejne deski w jedno miejsce. Jeszcze nie wiedział jak je przeniesie bez użycia magii - najlepszą opcją byłaby taczka, lecz takowej nie posiadał, taka strata. Właśnie głowił się nad tym zagadnieniem pocierając palcami brodę, zaś na czole mężczyzny pojawiły się podłużne bruzdy zamyślenia, kiedy z takiego stanu wybudził go kobiecy głos.
Wzdrygnął się, chociaż spodziewał się nadejścia czarownicy. Spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami, od razu wyłapując jej wzrok. To prawda, nieco zapuścił się podczas przebywania sporej ilości czasu w alchemicznej pracowni, lecz wcale nie prezentował się tak źle; jeszcze nie tak dawno temu bił się z przypadkowymi ludźmi w obskurnych barach. Możliwe jednak, że mugolskie ubrania, które na siebie włożył, uwydatniały jego niektóre cechy fizyczne, niewidoczne pod wpływem eleganckich, magicznych szat - ważniejsza była sprawa kamuflażu, dopasowania się do niemagicznego otoczenia niż nienaganna aparycja. Fakt, że jego towarzyszka prezentowała się znacznie lepiej, wprawił go w zakłopotanie; na szczupłych policzkach pojawiły się ledwie widoczne rumieńce.
- Tak - przytaknął nieśmiało, błądząc wzrokiem po twarzy kobiety oraz trawie. Dopiero unosząc głowę przywdział na twarz przyjazny uśmiech, chociaż wyglądał nienaturalnie w zestawieniu z ponurością Snape'a, czyniąc z niego wręcz karykaturę wesołości, jednocześnie uwypuklając tę emocję. Jednakże starał się wywrzeć jak najlepsze wrażenie, naprawdę.
- Charlene Charlie? - spytał zdumiony, interpretując słowa drugiej alchemiczki zbyt dosłownie. Nadal pozostawał mężczyzną, kierował się logiką - skoro wymieniła go z imienia i nazwiska, zapewne sama także się tak przedstawiła. - Przepraszam, to niegrzeczne - zreflektował się od razu. Nie powinien dziwić się cudzym personaliom, nawet jeśli wydawały mu się… niezwykłe.
Nadal nieświadomy, że stojąca obok już teraz znajoma znała jego krępująco żenujące sekrety, postanowił wznowić podjęte przed chwilą pracę. Tak łatwiej było przestać zachowywać się jak kretyn oraz rozładować początkowe napięcie dyskomfortu spowodowane zawieraniem nowych znajomości. Jednocześnie podjął poprzednie rozmyślania - stwierdził, że szkoda byłoby niektóre elementy wyrzucić na śmietnik znajdujący się nieopodal.
Nie sądził, że prace przebiegną w ciszy, lecz znów wyrwał się z zamyślenia kiedy Charlie podjęła nowy temat rozmowy.
- To aż dziwne, że cała chata wybuchła - odparł, nie biorąc najwidoczniej pod uwagę, że skoro jego mieszkanie pozostało nietknięte, to inni również mieli tyle szczęścia. - Wątpię. Mugole już dawno zebraliby te rzeczy gdyby tylko uznali je za przydatne - wyjaśnił, jako, że znał dość dobrze mentalność niemagicznych. - Większość jest zresztą zniszczona i nie nadaje się do niczego. Wybuch był silny, odrzucił elementy kwatery na duże odległości - dodał, sięgając po kolejny kawałek drewna, tym razem zniszczoną nogę stołu. Prawdopodobnie. - Tak czy inaczej nie ma powodu do zmartwień. - Znów niepasujący do niczego uśmiech. I odrzucenie przedmiotu na stertę innych.




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczka    28.11.17 15:55

Charlie była w Zakonie mniej więcej od końca marca, czyli stosunkowo niewiele. Nie zdążyła więc poznać wszystkich członków, tym bardziej że ciągle dochodzili nowi, a i nie miała dostępu do kwatery. Miała wielką nadzieję że uda jej się pojawić na spotkaniu na początku maja, ale jej plany pokrzyżował nawał pracy, uniemożliwiający opuszczenie tamtego dnia, ponieważ była wtedy jedyną alchemiczką na tamtym piętrze i musiała spędzić tam cały dzień, warząc mikstury dla ofiar anomalii. Niezbędne informacje poznała później od zaufanych osób, ale nie była obecna na spotkaniu. Gdy jednak zadeklarowała się do pomocy, opisano jej niejakiego Cyrusa Snape’a, który również zgłosił się do tego zadania, i tym sposobem mieli dziś pracować razem.
Prawdę mówiąc, Charlie czekała na okazję do poznawania innych Zakonników. Chciała wiedzieć, kto jeszcze podjął się tej ryzykownej inicjatywy, ale osoba innego alchemika zaciekawiła ją szczególnie, więc tym bardziej chętnie zgodziła się, żeby wykonywać to zadanie razem z nim. Dopiero na miejscu spotkania zdała sobie sprawę z tego, że to ten sam mężczyzna którego już spotkała na swojej drodze. Tyle że miała wtedy futerko, ogon i cztery łapy, więc Cyrus z pewnością nie mógł jej pamiętać. Choć pewnie było kwestią czasu, kiedy jej zdolność stanie się w zakonie szerzej znana, nie mogła bowiem trzymać w sekrecie czegoś, co mogło okazać się potrzebne organizacji.
Zawsze czuła się dziwnie, gdy w ludzkiej postaci spotykała kogoś, kogo poznała będąc kotem. Dlatego starała się na razie o tym nie myśleć, skupiając się na tu i teraz – czyli konieczności pozbierania fragmentów, które potencjalnie mogły pochodzić z kwatery. Nie była co prawda pewna, jaki pożytek będzie z połamanych desek, ale może uda się znaleźć coś, co przyda się w odbudowie.
- Nie – odezwała się, gdy najwyraźniej uznał, że „Charlie” to jej nazwisko. – Charlene Leighton – poprawiła się cicho. Rzadko kto zwracał się do niej pełnym imieniem. W pracy mówiono do niej zazwyczaj „panno Leighton”, rodzina i znajomi najczęściej nazywali ją po prostu Charlie. Na jej policzkach na króciutki moment także pojawił się leciutki rumieniec, który zaigrał na bladej skórze pod piegami lekko znaczącymi kości policzkowe i czubek nosa.
I mimowolnie przypomniała sobie, o kim tamtego dnia mówił Cyrus, kiedy była kotem i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności znalazła się w pobliżu, a jego słowa zaciekawiły ją wtedy do tego stopnia, że musiała zostać i posłuchać do końca. W końcu mówił wtedy o kimś, kogo znała, o jednej ze stażystek, którą w pewnym sensie uważała za podopieczną, jako że często pomagała jej na stażu i z którą łączył ją pewien wspólny sekret. Ale od tamtego dnia minęło dobrych kilka miesięcy i mogła się tylko zastanawiać, czy sytuacja między mężczyzną a Iris znalazła jakieś rozwiązanie. Nigdy nie dopytywała o to stażystki, nie chcąc się przyznać do tego, co podsłuchała i uznając, że nie wypada jej się wtrącać. Prawie o tym zapomniała, dopóki ponowne spotkanie nie przywołało urywków wspomnień.
- Też się dziwię, ale słyszałam, że wiele budynków ucierpiało tamtej nocy – powiedziała, przypominając sobie, że byli w Mungu ludzie, którzy opowiadali o walących się na głowę sufitach i pękających szybach. Taka niewielka, drewniana chatka (słyszała, że tym właśnie była) nie miała dużych szans z mocą, która potrafiła niszczyć dużo solidniejsze konstrukcje i przenosić ludzi z miejsca na miejsce na duże odległości.
- Hm, możliwe. Więc po prostu zbierzmy to, co znajdziemy, najwyżej wyrzucą fragmenty, które się do niczego nie przydadzą – zaproponowała, rozglądając się za kolejnymi porzuconymi fragmentami i zastanawiając się, które z nich kiedyś wchodziły w skład chaty, której nigdy nie zobaczyła i już nie zobaczy. W każdym razie, nie tej starej odsłony.
Nie mogli też używać magii; choć w zasięgu wzroku nie było widać nikogo, wciąż byli zbyt blisko zabudowań mugoli, więc musieli uważać.
- Słyszałam, że jest pan... że jesteś alchemikiem – poprawiła się, dochodząc do wniosku, że nie ma sensu bawić się w przesadną formalność, skoro należeli oboje do jednej organizacji. – Bardzo miło poznać osobę o podobnej pasji – dodała, zastanawiając się, czy mężczyzna wchodził w skład jednostki badawczej lub czy zamierza się do niej zgłosić. I czy w ogóle będzie chciał rozmawiać o swoim zajęciu.
Pochyliła się znowu, znajdując przy końcu uliczki coś, co wyglądało jak fragment jakiegoś mebla, być może jakiejś szafki. Było też kilka pomniejszych szpargałów, jak potłuczona szklanka, jakaś łyżeczka, trochę podartych stronic wyglądających jak wydarte z książki, a nawet jedna książka która wydawała się w miarę kompletna poza tym, że była brudna i przemoczona.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
 

Uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Boczna uliczka
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18