Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [SEN] Arabia Saudyjska, 1959

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Milburga Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov http://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 http://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 http://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 http://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
30
Czysta
Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
1
10
0
0
1
16
0
4
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: [SEN] Arabia Saudyjska, 1959   13.02.17 1:48

Październik 1959

Ciężkie, przytłaczające powietrze obezwładniało piaszczyste otoczenie. Wysoka temperatura rozgrzewała atmosferę. Parzące promienie przenikały najmniejszy element istoty żywej. Brakowało kojącego wiatru, wilgotnych kropel, upragnionej chwili wytchnienia. Ceglany pył, przykrywał monumentalne budowle. Pustynny krajobraz wywabiał tęskne pragnienia związane z codzienną falą ulewnego deszczu. Obca kultura wnikała w codzienność. Wypierała stare nawyki. Zmieniała wpojone poglądy. Otworzyła nowy, fantastyczny podrozdział.

Wrócę.
Za miesiąc.
Za rok.
Skończyło się na obietnicach.


Historia lubi się powtarzać. Zataczać nieubłagany, monotonny krąg. Wciągać ofiarę w odmęty zapomnienia, samotności, lekceważenia. Wtłaczać skrajne emocje, prowadzące do nieprzewidzianych decyzji. Zanudzić codziennym, zabierających oddech otoczeniem. Znieczulić na potrzebę nagłych, gwałtownych zmian. Przebudowy. Wewnętrznej rewolucji. Nie sądziła, że zmiana klimatu, strefy czasowej, wpłynie w tak negatywny sposób. Przemęczenie, senność, ból mięśni, brak koncentracji okazały się okrutnymi objawami całkowitej i nagłej zmiany. Uporczywe bóle głowy, napady kaszlu, wewnętrzne osłabienie. Braki nastroju, osowiałość. Pozbawiona dawnego blasku, usiłowała przekonać się do nowego stylu życia. Wyłapać ogrom szczęśliwych chwil. Całkowicie odciąć się od przeszłości. Czy to możliwe? Zaczęło się, standardowo, klasycznie. Kolejna daleka podróż, stanowiąca priorytet. Porzucenie doczesności. Zebranie kilku, podstawowych rzeczy. Natychmiastowy wyjazd. Brak jakichkolwiek informacji. Pustka. Nie potrafiła normalnie funkcjonować pośród fali niepowodzeń, dziwnych zbiegów okoliczności, codziennych tragedii. Ogrom negatywnej energii obezwładniał bezsilne, kobiece ciało. Przestała walczyć, udawać. Przegrała. Straciła zapał do wszelkich, codziennych obowiązków. Nie miała ochoty tłumaczyć nagłej zmiany nastroju, nastawienia, oczekiwania. Wolała zniknąć na długo. Może na zawsze?

Siedziała w głębokim, atłasowym fotelu w kolorze przenikliwej purpury. Zapach duszących, ziołowych kadzideł wypełniał najdrobniejsze fragmenty przestrzennego, rozświetlonego, barwnego pomieszczenia. Przepych, bogate, finezyjne zdobienia, przeplatane porozwieszanymi płachtami aksamitnego materiału. Tworzące niepowtarzalną, orientalną, religijną atmosferę. Schronienie, azyl. Brzęczące bransoletki ozdabiały wąskie, nadgarstki. Drgały melodyjnie przy każdej, delikatnej zmianie pozycje. Przewiewny materiał okalał wątłą sylwetkę, przykrywając burzę niesfornych, hebanowych kosmyków. Wyrazisty makijaż zakrywał szarość przemęczonych powiek, nienaturalną bladość, twarz nieskalaną ostrymi promieniami słońca. Na kolonach spoczywał przedmiot o niestandardowym kształcie. Długi, drewniany, magiczny. Gładziła delikatnie wierzch daglezjowej rękojeści. Trzy maleńkie diamenty odbijały żółtawy blask. Kątem oka spoglądała na drobną sylwetkę, ulokowaną nieopodal. Chłopca bawiącego się drewnianą szkatułką. Dziedzica, latorośl, skarbnicę wspomnień, doznań, przeszłości. Istotę magiczną, wyjątkową, której oddała wszelkie nagromadzone wewnątrz, pozytywne uczucia. Tliły w podświadomości. Nie dały o sobie zapomnieć.




Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: [SEN] Arabia Saudyjska, 1959   18.02.17 20:26

Obiecanki ca ca n k i.
Bo miała przyjechać, pojawić się w domu. To miał być jej dom, a olała propozycję ostatecznie nigdy do niego nie wracając. Bo może nie zrozumiała, że kiedy Deimos pytał kiedy wrócisz to chodziło mu przede wszystkim o to, że on by tego chciał. Niech wróci i zostanie. Ona nie zrozumiała, nie wróciła.
A jemu mijały lata. Nic z wielkich przerażających słow, że jak nie weźmie ślubu to mu odbiorą konie. Ba, teraz był ich jedynym właścicielem, potęgą. Robił interesy tak, jak jeszcze nikt inny. Był potentatem. Starym kawalerem. Panny, które miały po osiemnaście lat wydawały mu się już za młode, a te, które miały lat dwadzieścia pięć, były z kolei zgorzkniałe. One wiedziały, że mają ostatnie godziny na złapanie męża. I robiły wszystko by go złapać, a Deimosowi się to nie podobało. On nie lubił, kiedy kobieta latała za nim, to on miał być zdobywcą. Miał robić interes życia.
No więc robił na koniach.
Nigdy nie sądził, że będzie podróżnikiem. Że będzie kolejne miasta zdobywał a w nich klientelę. Jeździł z katalogiem, podpisywał umowy, zarabiał galeony i nie czuł potrzeby wysyłania kolejnego zapytania do M i l b u r g i i, której imie starał się każdego dnia zapominać coraz bardziej. A moze wcale nigdy nie zapomniał, tylko przestawiał w nim literki i umawiał się z każdą Gią, Mią, Libi i innymi, byleby nie miały tak twardej osobowości i tak prędko od niego nie uciekały. Bo to on odchodził. Po dwóch trzech dniach, znudzony. Wciąż bał się niesamowicie tych, które nie miały dobrej krwi, ale gorąca kąpiel pomagała i przestawał o tym myśleć.
A potem trafił do Arabi Saudyjskiej. Miał zarobić tyle, że kupiłby sobie całą Wielką Brytanię i nawet Zjednoczone Królestwo. Szejkowie mieli już pieniądze, a przecież za pół wieku będą mieli ich stokroć więcej. Może powinien poczekać?
Wejście do pałacu onieśmieliłoby pewnie pierwszego lepszego, ale lordowie mają swoją dumę. Są zbyt próżni, pewni siebie, zbyt wiele mogliby stracić, gdyby stracili swój szyk i elegancję. Nonszalancko więc pojawia się Deimos, wita z właścicielem pałacu i dokonuje wielkiego kontraktu. Więc jest deal. Co więc teraz. Może kolacja? Deimos z zadowoleniem zgadza się, słyszał że to niegrzecznie odmówić, a przecież jest dżentelmenem. Zresztą, pamiętajmy, że w kraju w którym był, jedzenie było wspaniałe. Nie to co fasolka po bretońsku z sadzonym jajem.
Sala główna obfituje w zapachy, doznania są o tyle większe, że zewsząd przychodzą piękne wyzywająco ubrane panie. Tańczą. Deimos je, ucztuje. Szejk się cieszy. Deimos wychodzi szukać łazienki.
Zgubił się. Ale się nie przyzna.
Znajduje się w innym skrzydle, o wiele bardziej pustym. Wciąż pachnącym. Wchodzi do pokoju za małym chłopcem, który do niego pomachał. Pijany Deimos nie wie kim jest to dziecko, ale w swoijej nawiności myślał, że którejś z nałożnic swojego klienta. Po co za nim poszedł, to już nieistotne, bo w przestronnym miejscu w którym się znalazł jest jeden fotel na którym siedzi jedna osoba. M i l b u r g a.
Deimos pijany wspiera się o ścianę, nie wiedział, że tak dużo wypił. A może to wspomnienia uderzyły, kiedy zobaczył oczy panny (?) Dolohov. Obejrzał się za siebie i jakby chciał odejść, ale zostaje, bo trzyma ścianę. Patrzy po suficie, halo, czy to fatamorgana?
- Milburga? A co ty tu robisz - parsknął śmiechem. Bo mu się wydawało, ze zasnął. Bo to niemożliwe, takei rzeczy się nie zdarzają.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
 

[SEN] Arabia Saudyjska, 1959

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17