Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Fluvius Archibald Prewett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Fluvius Archibald Prewett    16.02.17 2:39


Fluvius Archibald Prewett

Data urodzenia: 7 VIII 1926r.
Nazwisko matki: Selwyn
Miejsce zamieszkania: malownicza posiadłość w West Lulworth, Dorset
Czystość krwi: czysta szlachetna
Status majątkowy: bogacz
Zawód: uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wzrost: 180 centymetrów
Waga: 76 kilogramów
Kolor włosów: rudy
Kolor oczu: zielony
Znaki szczególne: rude włosy


Dawno, dawno temu za górami, za lasami w pięknej posiadłości nad brzegiem oceanu mieszkał mały książę razem ze swoją rodziną. Nazywał się Fluvius. Imię to nie było przypadkowe. Razem ze swoim rodzeństwem otrzymał imię oznaczające wodę, w tym przypadku rzekę, jako mrugnięcie ojca w kierunku panieńskiego nazwiska jego żony. Pochodziła z rodu Selwynów, od wieków przywodzącego na myśl ogień, zresztą jej charakter bywał równie temperamentny. Tym sposobem gromadka małych Prewettów została rzekami, morzami, oceanami, źródłami... Każde z nich rude, każde szczupłe i piegowate. Choć to już zasługa Weasley'ów, których od setek lat łączyła z Prewettami wielka przyjaźń.

Wiele dzieci mogło jedynie pomarzyć o dzieciństwie jakie miał Fluvius. Codziennie rano wstawał budzony promieniami słońca i biegł do pokoju starszego brata, by go obudzić i czym prędzej kontynuować wspólne poznawanie świata. W błyskawicznym tempie zjadali pożywne śniadanie i już biegli do ogrodu, by wspinać się po drzewach, chować w paprociach, wyciągać robaki z ziemi i doprowadzać tym wszystkim ogrodników do szewskiej pasji. Dzieliła ich różnica zaledwie dwóch lat, jednak dla Fluviusa był to dowód na to, że jego brat dużo wie. Bezgranicznie mu ufał i wierzył w każde jego słowo. Chodził za nim krok w krok, a że bardzo przypominał go z wyglądu, niektórzy nazywali go jego cieniem. Po porannej zabawie przychodził czas na obowiązki. Fluvius, razem z towarzyszącym mu Lacusem, sadowił się na ciemnozielonej kanapie, a po przeciwnej stronie zasiadał ich nauczyciel. Był to człowiek starej daty, którego prawdziwy wiek zawsze był dla chłopców ogromną zagadką i tym samym powodem do długich dyskusji oraz zakładów. Lacus łapał wszystko w mig, podczas gdy dla Fluviusa każde zajęcia okazywały się katorgą. Ledwie po pięciu minutach wiercił się na swoim miejscu i interesował absolutnie wszystkim oprócz tematu zajęć. A zajęć miał dużo. Jako przedstawiciel brytyjskiej szlachty uczył się historii, literatury, krasomówstwa, tańca, języka francuskiego, gry na fortepianie i... ah, czego to on się nie uczył! Prewettowie jednak różnili się od niektórych rodów, toteż większy nacisk kładli na rozpalenie w swoich latoroślach rodzinnych wartości, takich jak waleczność czy odwaga w obronie ideałów. Te nauki głęboko zakorzeniły się w małym Fluviusie i stara się według nich żyć po dziś dzień. Po naukach ponownie przychodził czas na zabawę, lecz popołudniami chłopcy najczęściej uciekali trochę dalej, pod samą granicę rodzinnej posiadłości, by móc chwilę poobserwować mugoli. Czasami zdarzało się, że jeden z nich zawędrował za daleko i było go z tego miejsca bardzo dobrze widać. Wtedy Fluvius razem z Lacusem skakali, machali i krzyczeli do niego, jednak ten nigdy nie reagował. Początkowo myśleli, że mugole po prostu są niewychowani - dopiero później ojciec uświadomił im ile zaklęć chroniło ich posiadłość. Mugol najzwyczajniej w świecie ich nie widział.

Niemagiczni ludzie stosunkowo często przebywali na plaży w okolicy posiadłości Prewettów. Pewnego dnia na tamtych terenach pojawił się zbłąkany smok, przez co wszyscy mieszkańcy dworu czym prędzej pobiegli ratować mugoli. Lacusa, Fluviusa i ich dwie młodsze siostry zamknięto w jednej z komnat, przez pośpiech nawet nie myśląc o dodatkowym zabezpieczeniu drzwi. Ta nieświadoma decyzja zaważyła na losie całej rodziny. Ośmioletni wówczas Lacus wyglądał przez okno, próbując dostrzec jak jego najbliżsi walczą z tym wielkim stworzeniem, chcąc być jak oni. Chciał walczyć zamiast siedzieć w domu z młodszym rodzeństwem. Złapał za swoją zabawkową różdżkę i delikatnie otworzył drzwi, wyglądając na korytarz, ale nikogo tam nie było. Poprosił Fluviusa o pomoc, a ten jak zwykle będąc wpatrzonym w niego jak w obrazek, nie potrafił odmówić. Małe serduszko biło mu w piersi jak szalone, kiedy stał w progu drzwi wejściowych i obserwował jak Lacus znika za horyzontem. Przez chwilę czuł nieodpartą ochotę za nim pobiec i wspólnie z nim przeżyć wielką przygodę, ale tak naprawdę okropnie się bał. Wrócił do swoich sióstr, co i rusz zerkając w stronę drzwi, czekając aż ujrzy w nich roześmianą twarz Lacusa i usłyszy jego opowieści.

Lacus nigdy nie wrócił. Smoczy ogon uderzył go z całą swoją mocą zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Nad Dorset zawisły ciemne chmury i już nic nie było takie samo. Państwo Prewett stali się nadopiekuńczy, ograniczając czas wolny swojego jedynego syna do minimum. Tym sposobem Fluvius większość dnia spędzał na ciemnozielonej kanapie ze swoim starym nauczycielem, tęsknie wyglądając przez okno na ogród, w którym niegdyś tak często przebywał. Zdawało mu się, że po śmierci Lacusa zaczęło tam rosnąć więcej chwastów, a i sama posiadłość straciła swój dawny blask. Największe wytchnienie, o dziwo, przynosiły mu zajęcia gry na fortepianie. Podobno jego zainteresowanie tym instrumentem szczególnie dało o sobie znać, kiedy mając trzy lata, bawił się na podłodze swoim zabawkowym Merlinem i wprawił w ruch niektóre klawisze. On sam kompletnie się tym nie przejął, za to w najbliższą sobotę została z tego powodu wyprawiona uroczysta kolacja.

Hogwart okazał się dla Fluviusa wytchnieniem. Chętnie opuścił mury rodzinnej posiadłości, mogąc po raz pierwszy od śmierci Lacusa odetchnąć pełną piersią. Kochał swoich rodziców, młodsze siostry i nawet niedawno urodzonego brata, jednak potrzebował tej zmiany jak niczego innego. Tiara Przydziału chwilę wahała się nad wyborem domu. Brała pod uwagę Ravenclaw, widząc w chłopcu ogromny pociąg do wiedzy, jednak ostatecznie przeważyło drzemiące w nim męstwo, odwaga i impulsywność, dlatego też wykrzyknęła na całą salę głośne GRYFFINDOR! Decyzja okazała się słuszna, ponieważ Fluvius bez problemu odnalazł się wśród reszty Gryfonów, momentalnie stając się jednym z nich. Nauka przychodziła mu z łatwością, toteż z początku otrzymywał bardzo dobre oceny ze wszystkich przedmiotów, a i tak znajdował odpowiednio dużo czasu na zabawę. To uległo zmianie w trzeciej klasie, kiedy już dokładnie wiedział, co chce robić po zakończeniu szkoły. Postanowił pójść w ślady swojego ojca i tak jak on zostać uzdrowicielem - z tego powodu podwójnie przyłożył się do przedmiotów potrzebnych mu w realizacji tego marzenia, ignorując wszystkie pozostałe. Równie szybko stało się jasne, że choć wejdzie w buty rodzica, nie będą one tak samo wyglądać, bowiem ojciec specjalizował się w urazach magizoologicznych, podczas gdy Fluviusa od zawsze fascynował świat roślin. Każdego dnia znajdował chwilę, by móc zatonąć w wielkiej księdze anatomii; regularnie zaglądał do szkolnych szklarni, obserwując co ciekawsze okazy magicznych roślin; dawał z siebie wszystko na zajęciach z eliksirów, zamieniając się tam w prawdziwego pedanta i perfekcjonistę. Z pozostałych potrzebnych przedmiotów starał się osiągać jak najlepsze wyniki, choć już nie robił tego z pasją. Przedmioty zupełnie niepotrzebne do zaplanowanej kariery lekceważył, ciągnąć je na słowo honoru. Nie należał do drużyny Quidditcha, nigdy nie będąc wybitnym sportowcem; nie skusił się również na Klub Pojedynków, woląc siedzieć z nosem w książkach. Za to już w pierwszej klasie dołączył do klubu gargulkowego i pomimo natłoku nauki pozostał w nim aż do końca swojej edukacji, czerpiąc z tej gry niewytłumaczalną radochę.

Okropnie wyczerpujące testy magiczne zdał śpiewająco, jednocześnie zdając sobie sprawę, że nie bez powodu mają taką nazwę. Młody Prewett był zmuszony przespać równe dwa dni, by pozbyć się wielkich worów pod oczami, będącymi skutkiem całonocnych nauk. A to miał być dopiero początek! Dostał się na kurs uzdrowicielski, tym samym będąc coraz bliżej spełnienia swoich szkolnych marzeń, choć kurs spowodował również powstanie spięć z ojcem. Według Fluviusa zdecydowanie za bardzo ingerował w jego naukę, wciąż próbując go pouczać i powtarzać, co on by zrobił. To wyprowadzało go z równowagi i w końcu doprowadziło do tego, że buntował się przed wszystkim dla samej zasady. Matka za nadto się tym nie przejmowała, zrzucając wszystko na kark młodzieńczego buntu, jednak dla ojca takie zachowanie było niedopuszczalne. Fluvius podejrzewał, że właśnie z tego powodu w 1948 roku została mu przedstawiona jego przyszła żona, choć tak naprawdę powody były też inne. Wraz z tą informacją cały jego świat został pozbawiony wszelkich kolorów. Wizja małżeństwa napawała go lękiem, lecz nawet wtedy nie potrafił przełknąć swojej dumy i poprosić ojca o litość. Szukał innych sposobów na wyjście z sytuacji, jednak nie przychodziło mu do głowy nic sensownego. Ostatecznie był zmuszony spotkać się ze swoją narzeczoną, jednak nawet nie próbował udawać, że coś do niej czuje. Małomówny, oschły, wyraźnie niezainteresowany swoim towarzystwem - zupełnie jak nie on. Tak wyglądało każde kolejne spotkanie aż Fluviusowi zrobiło się żal swojej narzeczonej, zdając sobie sprawę, że musi być równie niezadowolona z zaistniałej sytuacji. Choć i ta myśl nie sprawiła, że zaczął widzieć swoją przyszłość w jasnych barwach...

Nadzieja przyszła nieoczekiwanie podczas Sabatu, kiedy Fluvius wyszedł z zatłoczonej sali balowej na taras, z zamiarem zaczerpnięcia odrobiny świeżego powietrza. Stała już tam jedna osoba, co Fluvius początkowo skwitował cichym westchnięciem. Nawet tutaj nie mogę pobyć sam? Oparł się o barierkę, spojrzał na swoją towarzyszkę i dokładnie w tym momencie uwierzył w miłość od pierwszego wejrzenia. Serce nieznacznie przyspieszyło swój rytm, na usta wstąpił uśmiech, a oczy zaczęły nieśmiało badać twarz pięknej nieznajomej. Zaczęli rozmawiać. Fluvius mógłby przysiąc, że czas stanął w miejscu, by nagle niespodziewanie przyspieszyć. Rozmowa zamieniła się w ożywioną dyskusję, ożywiona dyskusja w żarty i komplementy, a żarty i komplementy w tańce na samym środku parkietu. Lorraine Abbott. Właśnie tak nazywała się kobieta, która momentalnie zawładnęła jego sercem, spychając narzeczoną na drugi plan. Od tamtej pory o niczym innym nie myślał jak o tym, by przekonać do siebie młodą lady Abbott. Wysyłał jej tony własnoręcznie napisanych listów oraz wierszy miłosnych i spotykał się z nią, kiedy tylko nadeszła taka możliwość. Zaśpiewałby jej nawet serenadę pod oknem, gdyby tylko miał pewność, że nie zostanie przegoniony jakimś paskudnym zaklęciem z rąk jej rodziców. Nie ulegało wątpliwości, że był to jeden z lepszych okresów jego życia, nawet jeżeli naraził się tym na złość ze strony ojca. Nie podobało mu się, że jego syn wyraźnie z kimś flirtuje, wciąż będąc w związku ze swoją narzeczoną. Fluvius rozumiał powody tego niezadowolenia, jednak jak zwykle nie potrafił przyznać mu racji. Dopiero kiedy Lorraine zaczęła odpowiadać tym samym uczuciem, zdobył się na odwagę poprosić o zerwanie zaręczyn i odwołanie ślubu. Nie obyło się bez kłótni, lecz Fluvius musiał postawić na swoim, ponieważ czuł, że w przeciwnym wypadku całkiem zmarnuje swoje życie. Na szczęście udało mu się tego dokonać.

Ślub odbył się na początku czerwca i jednocześnie był początkiem całkiem nowego rozdziału życia młodego Prewetta. Do tej pory żył samotnie w zawieszeniu pomiędzy szpitalem a rodzinną posiadłością, natomiast teraz musiał nauczyć się funkcjonować jako głowa rodziny. Ta wizja napawała go radością, ale również niepewnością i strachem przed odpowiedzialnością, szczególnie, gdy Lorraine zaszła w ciążę. Wtedy dopiero stawiał swoje pierwsze kroki jako uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych, toteż dużo czasu spędzał w szpitalu, stresując się losem każdego ze swoich pacjentów. W zasadzie stres w tamtym czasie go nie opuszczał, bo jeżeli na moment zapominał o pracy to od razu przypominał sobie o ciężarnej małżonce. Początkowo nie potrafił wyobrazić sobie siebie w roli ojca, jednak kiedy tylko wziął córkę pierwszy raz na ręce, wiedział, że zrobi absolutnie wszystko, by ochronić ją przed całym złem tego świata. Te same myśli pojawiły się w nim, kiedy niecałe dwa lata później pierwszy raz przytulił swojego syna. Miriam i Edwin, Edwin i Miriam. Te dwie rude istoty całkiem zmieniły reżim dnia Prewettów, choć żadne z nich nie śmiało na to narzekać, raczej odnajdując w tym wielkie szczęście. Wspólnie ustanawiali swoje własne tradycje czy małe przyzwyczajenia, a West Lulworth w Dorset stało się ich bezpieczną przystanią.

Stało się to szczególnie istotne, kiedy sytuacja polityczna w czarodziejskim świecie zaczynała się niebezpiecznie chwiać. Dzięki szlachetnej krwi Prewettowie teoretycznie znaleźli się w wygodnej możliwości wyboru po czyjej stronie wolą stanąć. Teoretycznie, ponieważ od wieków starali się pomagać mugolom i nie zamierzali nagle drastycznie zmienić swoich poglądów. W sierpniu 1955 roku Fluvius dowiedział się o istnieniu Zakonu Feniksa, tajnej organizacji zrzeszającej ludzi pragnących przeciwstawić się tym niepokojącym zmianom. Nie trzeba było go zbyt długo namawiać do dołączenia. Nigdy nie przedstawiał sobą biernej postawy, wręcz przeciwnie, zawsze był gotów stanąć do walki. Tym razem również i choć niektórzy mogliby się zdziwić przez wzgląd na jego małe dzieci, dla niego ich istnienie było tylko dodatkowym powodem. Nie chciał zostawić im w spadku takiej przyszłości, a nawet jeżeli jego walka na nic się nie zda, będzie mógł spojrzeć im prosto w oczy i powiedzieć próbowałem.    
Niedawno dowiedział się, że choruje na rzadką chorobę genetyczną, zwaną świniowstrętem. O, ironio! Zachorował na jedną z najbardziej arystokratycznych chorób, będąc przecież dalekim od utartego wzorca zdystansowanego szlachcica.

Patronus: Żółwie wodne od setek lat kojarzone były przede wszystkim z wytrwałym dążeniem do celu i konsekwencją w działaniach. Archibald wcale się nie zdziwił, kiedy po raz pierwszy ujrzał swojego patronusa właśnie w takiej postaci. Zawsze uparcie kroczy wybraną przez siebie ścieżką i ponosi za to pełną odpowiedzialność. Dostaje to, czego chce, nawet jeżeli ma długo na to czekać. Dlaczego wodny? Chyba dlatego, że wychowywał się nad wodą. Wyczarowując patronusa, przywołuje wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. Nie jest to nic szczególnie ważnego czy przełomowego, ot zabawa ze starszym bratem, jednak ta radosna chwila dziecięcej beztroski wystarcza, by zaklęcie się powiodło.  


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 6 Brak
Zaklęcia i uroki: 3 +3 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 19 +2 (różdżka)
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 7 Brak
Sprawność: 4 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
FrancuskiII3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Anatomia V35
ZielarstwoIII10
ONMSI2
Historia magiiI2
RetorykaI2
SpostrzegawczośćI2
AstronomiaI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka etykietaI0
Szczęście I5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak - 0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (gra na fortepianie)II7
Muzyka (wiedza)I1
Literatura (tworzenie)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
JeździectwoI1
PływanieI1
ŁyżwiarstwoI1
Taniec balowyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
--0
Reszta: 0

Wyposażenie

różdżka, sowa, teleportacja, 13 punktów statystyk



Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fluvius Archibald Prewett    09.09.17 16:22

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Jeśli dzieciństwo miałoby być bajką, to historia Archibalda Fluviusa (kolejność ma znaczenie!) Prewetta mogłaby wpisać się w nią idealnie. Przynajmniej do czasu, gdy dziecięcy świat przysłoniły chmury po śmierci ukochanego brata, powalonego przez...smoka. Historia zupełnie, jakby wyrwana z barwnej powieści minstrela, ale zakończona tragedią, w której 8-letni chłopiec ginie pod smoczym cielskiem.
Bajka się skończyła, ale życie Archibalda trwało dalej. Z radosnej iskry coś uleciało i młody panicz zatopił się w oschłej nucie dystansu i tęsknocie za przeszłością. Przełamaniem zimnej passy, która atakowała serce młodego Prewetta miała być nie narzeczona przedstawiona przez ojca, ale poznana na Sabacie młodziutka lady Abbot. Czy miłość od pierwszego wejrzenia istniała?
Los uśmiechnął się i zakochany szlachcic stanął na ślubnym kobiercu z ukochaną, by już niedługo widać kolejno córkę i syna. Baśń wróciła na właściwy bieg i Archibald spełniał się, jako szanowany uzdrowiciel, niezłomny ojciec, zakochany mąż. I w końcu Zakonnik w walce o świat bez podziałów, gdzie czystość krwi nie wyznaczała granicznych murów między szlachtą a mugolami.
Czy sunąca nad Londyn wojna zdoła przerwać baśniową opowieść rodziny? Jedno było pewne - Archibald wiedział, że ochroni tych, których kocha.

OSIĄGNIĘCIA
Niezłomny ojciec na straży
Ślepy los
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Świniowstręt
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Samuel Skamander


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fluvius Archibald Prewett    09.09.17 16:23

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Brak

BIEGŁOŚCI[22.06.17] Wsiąkiewka +2PB
[03.10.17] Zakup biegłości: Szczęście (I), -5 PB

HISTORIA ROZWOJU[30.03.2017] Karta Postaci; -850PD
[02.04.2017] Zwrot PD (teleportacja): +1 do magii leczniczej
[16.06.2017] Aktualizacja postaci: +1 opcm, -40pd
[22.06.2017] Wykonywanie zawodu: kwiecień +50 PD
[22.06.2017] Wsiąkiewka (kwiecień) +90 PD, +2 PB
[19.08.2017] Zdobycie osiągnięcia (Ślepy los), +30 PD


Powrót do góry Go down
 

Fluvius Archibald Prewett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lady Prewett
» Archibald Jeremiah Blythe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17