Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lorraine Prewett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Lorraine Prewett   16.02.17 12:13


Lorraine Susan Prewett zd Abbott

Data urodzenia: 21 lipca 1927 roku
Nazwisko matki: Ollivander
Miejsce zamieszkania: West Lulworth w hrabstwie Dorset
Czystość krwi: szlachetna
Status majątkowy: bogacz
Zawód: znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wzrost: 165 cm
Waga: 52 kg
Kolor włosów: blond
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: znamię w kształcie półksiężyca na prawej łopatce


Dolina Godryka, Norton Avenue
21 lipca 1927 roku

Późny poranek. Gorące słońce przedzierające się przez drzewa w Norton Avenue. Lord Abbott żywo dyskutujący nad wprowadzeniem poprawek w międzynarodowym kodeksie tajności uprzejmie prosił by tego dnia mu nie przeszkadzano. Lady Abbott wybierająca odpowiedni kapelusz do sukni na zbliżający się wielkimi krokami festiwal lata nie byłaby w stanie znaleźć w swoim terminarzu ani jednej wolnej minuty dzisiejszego dnia. Lord Harold Abbott zajęty płaczem, jedzeniem, a następnie ku zaskoczeniu guwernantek znowu płaczem i jedzeniem nie wyobrażał sobie nawet sytuacji, w której ktoś miałby zniszczyć jego idealnie synchronizowane plany ułożone z tygodniowym wyprzedzeniem. Jednak to lady Lorraine Abbott do tego dnia nazywana czule zimowym nadmiarem kilogramów, a następnie nową krwią rodu Abbott swoim przedwczesnym pojawieniem się na świecie zaskoczyła wszystkich. W Dolinie Godryka zapanowało poruszenie. Lady Lilianna powiła córkę.

***

Lorraine wychowywała się w miłości, poczuciu bezpieczeństwa, sprawiedliwości i szlacheckim obowiązku. Lilianna i Gregory dbali by ich dzieci odebrały najlepsze nauczanie, a dzieciństwo spędzili z dala od trosk i okrucieństw tak dobrze znanego im świata. Gregory jako członek rady Wizengamotu nade wszystko uznawał sprawiedliwość i poszanowanie istniejącego od wieków prawa. Lilianna za to jako córka Ollivanderów wprowadzała swoje dzieci w świat magii pokazując jej tajniki od każdej istniejącej strony. Pomimo otwarcie okazywanych uczuć byli wymagającymi rodzicami. Lorraine jako dziewczynka musiała przede wszystkim nauczyć się bycia damą w każdej sytuacji. Lekcje tańca, śpiewu, gry na fortepianie, idealnego poruszania się, uśmiechania się na zawołanie, a także wypowiadania się z elegancją i konieczną elokwencją. W czasie odkrywania uroków świata dla Lorraine było to prawdziwe piekło. Myślała, że zmuszana do ciągłego wpatrywania się w zakurzone pergaminy jest karana w najwyższym wymiarze nie mając pojęcia przez co przechodzi jej brat – jako lord i dziedzic rodu Abbott.

Wraz z wiekiem zaczęła sobie zdawać sprawę, że bycie prawdziwą damą równa się jej przeznaczeniu dlatego też następne lata były dla niej przyjemną przeprawą. Starała się odnaleźć w tym wszystkim swoją własną tożsamość, coś co odróżniałoby ją od tych wszystkich już wtedy znanych jej szlacheckich panienek. Jako dziecko dość dużo czasu spędzała w towarzystwie swojej babki, która zawsze jej powtarzała, że należy czujnym okiem baczyć na wszystkie nasze działania. Kiedy chciało się żyć w szczęściu należało pamiętać o wszystkim co mogło wprowadzić do życia złego pecha. Dlatego mała Lorri idąc za słowami babki uważała na wszystko co mogło jej tego pecha zafundować. Ta ostrożność została jej do dzisiaj.

Patrzyła z zazdrością jak jej brat z lorda staje się czarodziejem. Do niej magia zawitała dopiero gdy skończyła dziewięć lat. Wraz z magią ujawnił się także jej dar jasnowidzenia. Wszystko zaczęło się pewnego marcowego popołudnia kiedy to mała Lorraine wraz matką przechadzały się po posesji Abbottów ciesząc się pierwszym wiosennym słońcem. Mała lady wpatrzona w swoją rodzicielkę nie spostrzegła, że dzieje się z nią coś niedobrego aż do momentu, w którym zrobiło jej się czarno przed oczami, a ona stanęła całkowicie zamurowana nie mogąc zrobić kolejnego kroku. Nie miała jednak bladego pojęcia co działo się z jej ciałem bowiem skupiła się na obrazach pojawiających się w jej wyobraźni. Ona stojąca na środku pokoju muzycznego, jej mama przygrywająca w akompaniamencie znaną jej od zawsze melodię i jej brat wylegujący się z kolorowym piórem w dłoni kreśląc w powietrzu tylko sobie znane rysunki. Nie byłoby w tym obrazie nic nadzwyczajnego gdyby nie przeszywający do szpiku kości dźwięk tłuczonego szkła. Mała Lorraine odwróciła się spoglądając na leżącą w ich pokoju muzycznym sowę, a kilka metrów od niej list ze znaną jej już pieczęcią Wizengamotu. Kiedy Lorri otworzyła oczy zobaczyła zatroskany wzrok matki i ciężką dłoń ojca wspierającą jej ramię. Lecz to nie obecność rodziców sprawiła, że na jej ustach pojawiło się zaskoczenie. To unoszące się nad jej głową kwiaty przebiśniegów. Dzień później do ich pokoju muzycznego wpadła sowa tłukąc przy tym okno i potwierdzając wyjątkowość małej Abbottównej. Wyjątkowość, którą później miała znienawidzić.


Francja, Beauxbatons
1 września 1937 roku


W każdej magicznej rodzinie kładzie się niesamowicie silny nacisk na magiczną edukację dzieci. Harold i Lorraine w dzieciństwie dużo nasłuchali się o Szkole Magii i Czarodziejstwa – Hogwarcie. Ich rodzice, wujkowie i dziadkowie byli szczęśliwymi absolwentami tej szkoły i można by przepuszczać, że ta dwójka także w końcu tam trafi. Sam fakt, że mała lady musiałaby zostać rok w rezydencji, kiedy to jej starszy brat miał już zacząć naukę w ich szkole marzeń był dla niej druzgocący. W tamtym czasie ta dwójka była nierozłączna i Lorry myślała, że tak już będzie na zawsze. Jej myślenie legło w gruzach kiedy blondynka przez przypadek podsłuchała rozmowę rodziców. Usłyszała jak ojciec tłumaczy mamie dlaczego powinni wysłać dzieci do szkoły w jednym czasie. Uradowana tym co usłyszała od razu pognała podzielić się tą radosną nowiną ze starszym bratem. Jednak szybko okazało się, że Lorraine nigdy nie miała przekroczyć progu tak dobrze znanej jej z opowieści szkoły. Miała wyjechać. Daleko od domu, do obcych ludzi, całkowicie sama. Mała szlachcianka długo płakała w ramię przytulającej ją matki. Nie rozumiała co musiała zrobić złego by rodzice chcieli ją aż tak ukarać. Płakała i przepraszała, ale to nie przynosiło rezultatów. Pożegnała się zostawiając za sobą ukochaną Anglię, a witając obcą i ponurą Francję.

***

Przystosowanie się do nowego miejsca było dla Lorraine prawdziwym wyzwaniem. Negatywnie nastawiona do wszystkiego co kojarzyło się jej z Francją nawet na lekcjach wolała milczeć niż odezwać się w innym języku niż jej narodowy. Nigdy nie była typem buntowniczki, ale tęsknota za domem sprawiła, że to miejsce zamiast rozwijać w niej magiczne talenty tylko je blokowało. To trwało przez długie miesiące aż do pierwszej lekcji śpiewu z panią Gauthier. Kobieta wyglądem i zachowaniem przypominała szlachciance jej dawną guwernantkę. To właśnie dzięki lekcjom z nią Lorraine zaczęła zauważać pozytywy Akademii, a nawet po jakimś czasie przyzwyczaiła się do tego miejsca na tyle by swobodnie się po nim poruszać. Dzięki szlacheckiemu wychowaniu oraz lekcjom śpiewu z panią Gauthier blondynka odnalazła się w domu Gryfa. Lata mijały, a ona zdążyła pokochać świat, do którego tak brutalnie została wrzucona. To niesamowite miejsce z pięknymi tradycjami i historią zasługującą na to by przekazywać ją dalszym pokoleniom.

Osiem lat spędzonych w Akademii Beauxbatons nie tylko rozwinęło ją artystycznie, ale także zadbało o doskonałe wykształcenie magiczne, a ludzie, których tam poznała na zawsze mieli już zająć jakąś część jej szlacheckiego serca. Chociaż nie był to czas stracony, a ona naprawdę zdążyła się przyzwyczaić do francuskiego życia to duszą, ciałem i rozumem zawsze miała już być Angielką z krwi i kości. Szlachcianką z Norton Avenue.

Londyn, Ministerstwo Magii
23 maja 1946 roku


Powrót do Doliny Godryka był trudny dla Lorraine. Przyzwyczajona do życia w Alpach musiała na nowo nauczyć się życia w rodowej rezydencji. Wszystko to złagodziło ponowne spotkanie z Haroldem. Pomimo upływu lat i spotykaniem się tylko podczas przerw świątecznych nadal byli ze sobą równie blisko. Szlachcianka, która wcześniej ceniła swojego ojca za ciągłe dążenie do sprawiedliwości, wpatrująca się w niego jak w obrazek teraz z pasją spędzała godziny w pałacowej bibliotece poznając tajniki prawa. Na początku widzący w jej oczach przelotną fascynację ojciec nie brał na poważnie jej próśb włączenia blondynki w rodzinną tradycję. Lorraine była damą i wiedziała, że jako szlachcianka nigdy nie będzie miała takiego prawa do głosu jak jej ojciec czy brat, ale wierzyła w ideę ich rodu i chciała zrobić wszystko by na nią zasłużyć. Najpierw pomagała ojcu tylko przy pisaniu pism i wnoszeniu apelacji. To jej wystarczało. W końcu jej ojciec bardzo poważnie traktował swoją pracę i Lorraine nie miałaby śmiałości wymagać od niego powierzenia jej trudniejszych zajęć. Wiedziała jednak, że na tym nie spocznie i nadal będzie się kształcić by pokazać ojcu, że to nie była chwilowa fascynacja, a prawdziwa pasja napędzana chęcią pomocy innym. Trwała w tym co jakiś czas wtrącając swoje propozycje rozwiązań i chociaż zwykle nie były one pełne, bo przecież brakowało jej doświadczenia w tej dziedzinie to lord Abbott nigdy nie powiedział niczego nieprzechylnego o staraniach własnej córki. W tym samym czasie jej brat zaczął spotykać się z lady Longbottom. Lorraine zawsze dbała o swojego brata tak jak on dbał o nią. Zamartwiali się o siebie i głośno o tym mówili gdy pojawiała się taka potrzeba. Teraz jednak Lorri widziała jak bardzo go ta znajomość uszczęśliwia. Miała nadzieje, że rodzice nie skreślą tej znajomości dyktowani dobrem rodu. Wierzyła, że dobro dzieci przewyższało nad tym z góry określonym przez ich szlacheckie korzenie chociaż prawdopodobnie była to tylko naiwna wiara i czysty przypadek.

***

Minęło trochę czasu zanim ojciec zaproponował jej odwiedzenie go w Ministerstwie Magii. Wiedziała, że nie będzie mogła uczestniczyć w całej rozprawie, ale miesiące poświęcone na studiowaniu ksiąg opłaciły jej się i teraz mogła przyjrzeć się jak praca członka Wizengamotu wygląda od środka. Lorraine mogła zauważyć jak jej ojciec zmienia się diametralnie. Zawsze był wymagający i często oschły w słowach, które kierował do członków swojej rodziny, ale to co zobaczyła blondynka przed rozprawą było dla niej dużym zaskoczeniem. Jej ojciec nie był dłużej jej ojcem, nie był już nawet szlachetnym lordem Abbott. Był zdecydowany, nastawiony na sukces, walczący o sprawiedliwość. Widząc postawę ojca Lorri zdała sobie sprawę ile musiałaby się nauczyć by znaleźć się w tym miejscu, a i tak nigdy nie osiągnęłaby tak wiele. Z czasem przychodziła częściej. Spisywała rozprawy, wypowiadała się kiedy udzielano jej na to zgody i wiedziała, że chce zostać prawdziwym znawcą prawa czarodziei i sukcesywnie, krok po kroku do tego dążyła.

Dolina Godryka, Norton Avenue
11 października 1948


Lorraine poświęcała swój czas nie tylko szlacheckimi uroczystościom czy nauce prawa, ale także rozwijaniu własnych pasji. Kiedy Lorri miała tylko sześć lat ojciec zabrał ją do stajni Abbottów na skraju Doliny Godryka. Blondynka zakochała się w tych zwierzętach od pierwszego wejrzenia. Nie trzeba było też długo ją przekonywać do tego by nauczyła się jeździć. Jak szybko się okazało jeździectwo stało się jej pasją, do której wracała za każdym razem gdy potrzebowała się odprężyć i uciec myślami od spraw życia codziennego. To właśnie przez te ukochane stworzenia zaczęła myśleć także o prawach zwierząt. Ludzie pragnęli przede wszystkim poczucia godności. Sprawiedliwego wymierzania kar za dokonane zbrodnie i konsekwentnego działania. Nikt jednak nie przejmował się prawem tych, którzy nie mogli otwarcie powiedzieć czego potrzebują. Wolne od pomocy nad sprawami, sprawdzaniem protokołów, spędzaniem czasu na przymiarkach nowych sukni i uczęszczaniem na organizowane przez szlachcianki herbatki Lorraine spędzała na poszukiwaniu ksiąg mających ją naprowadzić na coś związanego z prawami zwierząt. Pierwszą i najbardziej trafną była ta opisana przez Newta Skamandera. „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” jego autorstwa umocniły w niej przekonanie, że warto spojrzeć na świat z perspektywy niedocenianych stworzeń. Tak też często odwiedzała różne rezerwaty chcąc sprawdzić warunki przytrzymywanych tam zwierząt.

***

Życie w Norton Avenue nigdy nie było tak spokojne jak tego dnia. Prawdopodobnie nie bez powodu mówi się, że najciszej jest zawsze przed burzą. Ona mogła spełniać się i jako dama, którą niezaprzeczalnie była i jako napędzana krwią Abbottów znawca prawa. Jej brat znalazł wybrankę życia, z którą planował spędzić resztę swoich dni. Ich rodzice jak nigdy spędzali czas tylko ze sobą ciesząc się otrzymaną w prezencie chwilą. Tego dnia też wydarzyło się coś co wpłynęło na ich rodzinę w sposób diametralny. Narzeczona Harolda przepadła. Zniknęła. Zaginęła. Jej brat nie miał od niej wieści od długiego czasu, a także jej bliscy nic nie wiedzieli o tym by miała wyjechać bądź zatrzymać się gdziekolwiek indziej. Mijały dni, a oczekiwane słońce nie wychodziło zza chmur. Dolina Godryka pogrążona w zadumie i smutku nie promieniała już tak jak wcześniej. Lorraine patrzyła jak nadzieja gaśnie w oczach jej brata, a miejsce nadziei zastępuje coś innego. Coś mroczniejszego. Na początku bardzo starała się go zrozumieć. Dać czas na pogodzenie się z zaistniałą tragedią. Jednak czas nie wpływał na jego zachowanie przychylnie, a jedynie go pogarszał. Blondynka była jedyną osobą, z którą ten choć trochę rozmawiał. Były to strzępki słów, niezrozumiałe bełkotanie. Za każdym razem gdy szlachcianka próbowała dotrzeć do brata ten swoim zachowaniem całkowicie nieświadomie rozrywał jej serce na drobne kawałeczki. Uczyli się życia na nowo. Bez uśmiechu i radości Harolda. Z pustą przestrzenią i jednym ciągle zajętym pokojem.

Anglia, Nottingham
31 grudnia 1948 roku


Lorraine spędzała dużo czasu na spotkaniach z angielską szlachtą. Zawsze idealna nie pozwalała sobie na zrobienie chociaż jednego nieporadnego błędu. Była młoda i myślała, że to właśnie było jej przeznaczenie. Błyszczenie na salonach w towarzystwie swojej równie idealnej matki. Należenie do rodu Abbott równało się z dużym prestiżem. Nigdy nie zrobiłaby niczego co mogłoby przynieść wstyd jej rodzinie dlatego nigdy nie wspominała o swoim zainteresowaniu prawem, a jedynie skupiała się na tematach dogodnych dla dam ich stanu. Francuskie trendy, plotki dotyczące nieobecnych i nadchodzące uroczystości. Blondynka uwielbiała uczestniczyć w balach i sabatach. Potrafiła się ekscytować wydarzeniami uważając, że to kwintesencja jej szlacheckiego życia. Ten sabat miała wspominać już do końca swoich dni chociaż nic na to nie wskazywało.

***

Sabat był uroczystością, na którą wszyscy czekali cały rok. Zjeżdżali się wszyscy członkowie szlachty chcąc wspólnie pożegnać stary rok i powitać nowy. Był to także czas, w którym każdy mógł pochwalić się tym co osiągnął i na chwile zapomnieć o podziałach. Chociaż w innych okolicznościach pewnie cieszyłaby się tym dniem jak każdą długo wyczekiwaną uroczystością tak teraz nie mogła się z nim w pełni identyfikować. Ciągle miała przed oczami twarz brata, który od ponad roku nie utrzymywał kontaktu z nikim, a ją zbywał tylko krótkimi zdaniami. Za każdym razem gdy myślała, że właśnie nawiązują kontakt ten ponownie budował między nimi mur. Pierwsze godziny spędziła pogrążona w rozmowach ze sztucznym uśmiechem na ustach. Proszona o taniec nigdy nie śmiała odmówić, a wszystkim zmartwionym rodzicom chętnie opowiadała o urokach Akademii. Jej nastrój wrócił dopiero gdy ktoś poprosił ją o zaśpiewanie jednej ze znanych w magicznym świecie melodii przy akompaniamencie gospodarza. Śpiew zawsze ją uszczęśliwiał. Przez chwile zapominała o wszystkich troskach, a na jej ustach pojawiał się szczery uśmiech. Kiedy poznała rudowłosego lorda Archibalda Prewetta nie podejrzewała, że ich znajomość będzie równie przewrotna i emocjonalna co zagadkowa i enigmatyczna. Zapoznali się gdy blondynka wyszła na chwile na taras by zaczerpnąć świeżego powietrza. Kilka słów o pogodzie, niesamowicie pięknej zimie w Anglii i doskonale dobranej do klimatu dzisiejszego dnia muzyce. Nie spodziewała się, że zaprosi ją do tańca chociaż jeszcze wtedy nie widziała w tym nic złego. Lorraine nawet nie zauważyła, kiedy przestała uśmiechać się na siłę, a zaczęła z naturalnością tak do niej pasującą. Przetańczyli razem parę wolnych piosenek, a ona wiedząc, że nie wypada jej tańczyć zbyt długo z jednym mężczyzną nie będącym jej mężem pięknie podziękowała i oddaliła się ciesząc resztą wieczoru z już utrzymującym się do końca dobrym humorem.

Następnego ranka lady Abbott dużo myślała o poznanym jej szlachcicu co bez wysiłku zauważyła jej matka. Lorraine zaliczyła bardzo bolesny upadek z chmur dowiadując się, że mężczyzna, któremu podarowała kilka wolnych tańców jest szczęśliwie zaręczony. Nie wiedziała czy bardziej wstrząsnęło nią to, że lord Prewett spędził w jej obecności tyle czasu, kiedy to jego narzeczona stała prawdopodobnie z boku przyglądając im się kątem oka czy też to, że pozwoliła sobie na bycie tak swobodną przy człowieku, którego w ogóle nie znała. Lorri uważała się za szlachciankę idealną dlatego takie zachowanie było dla niej całkowicie nie do przyjęcia. Musiała szybko zapomnieć o spotkanym jeszcze kilka godzin wcześniej mężczyźnie i wrócić na ziemię tam gdzie było jej miejsce.

Dolina Godryka, Norton Avenue
4 stycznia 1949 roku


Pohukiwanie sowy obudziło ją wczesnym rankiem. Nie rozumiała dlaczego sowa tak natrętnie próbuje dostać się do jej sypialni zamiast zostawić list razem z innymi we wlocie kuchennym. Lorraine otworzyła okno wpuszczając do pokoju powiew mroźnego powietrza. Szlachcianka nie rozpoznawała sowy, która przyniosła jej tego poranka list. Także pieczęć rodu była na tyle niewyraźna, że blondynka nie mogła stwierdzić kto jest nadawcą listu. Śledziła dokładnie każdą linijkę tekstu nie będąc w stanie wyjść z podziwu. I choć słowa tam napisane jednocześnie były piękne, zaskakujące i całkowicie szalone tak ona całkowicie zgorszona wizją zaręczonego mężczyzny odesłała wiadomość jako całkowity sprzeciw ku lokowaniu uczuć w niewłaściwej osobie. Lorraine była osobą prawą i sprawiedliwą. Nienawidziła mataczenia dlatego sama myśl, że mężczyzna jednocześnie planuje ślub, a później śle jej listy tak ciepłe i intymne napawała ją złością.  Powiedziała sobie, że nie będzie dłużej rozpatrywać czegoś tak niepoważnego. Prawdopodobnie by jej się to udało gdyby nie kolejne listy, wiersze, prezenty, zapewnienia, że jest jedyna i nie ma już żadnej innej. Ona nadal mu odmawiała chociaż po tygodniach uganiania się Lorraine miała wrażenie, że oszukuje samą siebie myśląc, że będzie to nie tylko kompromitujące, ale także przykre dla niej jako kobiety. Nigdy nie chciała być tą drugą. Szybko jednak zdała sobie sprawę z tego, że jeśli chodzi o uczucia nigdy nie jest się pierwszym bądź drugim. Zawsze jest się jedynym.

Anglia, Weymouth
10 czerwca 1949 roku


Rzadko w świecie arystokracji ślub stawał się zwieńczeniem dojrzewających uczuć. Od dziecka szlachcianki były przygotowywane do tego by pełnić rolę żony i matki. Obowiązek, który musiały spełnić bez względu na to z kim będzie nam dane dzielić resztę życia. Przez długi czas właśnie takim schematem kierowała się Lorraine. Nie pozwalała sobie na myślenie o miłości jako o czymś dla niej możliwym. Zwykle wolała nie zrobić nic niż gorzko się rozczarować. Przez długie miesiące upewniania się co do rosnącego w jej sercu uczucia nie miała już wątpliwości. Tak bardzo się przed tym chroniła, tak bardzo starała się wyrzucić z głowy tego całkowicie szalonego mężczyznę, że zapomniała przy tym kryć swojego nieosłoniętego niczym serca.


To był piękny, słoneczny dzień. Sproszeni na tą szczególną uroczystość arystokraci przyjeżdżali z różnych stron do pięknego kraju by śledzić zaślubiny lady Abbott z lordem Prewettem. Tego dnia Lorraine nie tylko wypowiedziała słowa przysięgi małżeńskiej, ale także odzyskała brata, który postanowił opuścić swoje komnaty i wrócić do żywych. Nim piękne słońce zaszło nad Wymouth Lorraine przestała być lady Abbott, a została lady Prewett. Żoną i niedługo później przyszłą matką.

Anglia, West Lulworth
29 marca 1950 roku


Po ślubie Archie i Lorri przeprowadzili się do rezydencji w West Lulworth. Jako młode małżeństwo nie mogli się sobą nacieszyć. Spędzali dużo czasu nad urządzaniem ich własnego domu, zagospodarowywaniem ziemi i odkrywaniem uroków Dorset. Lorraine na jakiś czas zrezygnowała ze studiowania ksiąg i odsunęła się od pracy nad prawem chcąc nacieszyć się urokami nowego życia. Archibald jako młodszy uzdrowiciel musiał poświęcać się pracy, ale wiedziała, że spędza z nią każdą wolną chwilę. Pasowali do siebie idealnie. Pod koniec sierpnia, kiedy to przyszło im organizować pierwszy Festiwal Lata, blondynka czuła, że wszystkie oczy są zwrócone w jej kierunku. Każdy patrzył na to jak się spełni w nowej roli młoda lady Prewett. W dzień festiwalu Lorraine zemdlała dwa razy zganiając to na stres związany z wydarzeniem. Kiedy następnego dnia Archie wysłał ją do uzdrowiciela na kontrolne badania okazało się, że szlachcianka jest w drugim miesiącu ciąży. Lorraine od zawsze chciała mieć dużą rodzinę dlatego nie mogła cieszyć się bardziej. Przyszli rodzice nie mogli się doczekać aż ich pierwsza pociecha pojawi się na świecie.

Lady Prewett miała do końca życia pamiętać dzień narodzin swojej córki. Wszystko zaczęło się niepozornie. Od kilku dni przeczuwała, że ten dzień nadchodzi i kiedy Archie wyszedł do szpitala stwierdziła, że nie chce zostać sama w domu i myśleć o małej istotce chcącej pojawić się już na świecie. Spędzała dzień w obecności swojego ojca, który skutecznie odwracał jej uwagę opowiadając o sprawach, które aktualnie prowadził. Pamiętała jak gorąco uderzyło w nią na chwile pozbawiając tchu. Pamiętała jak słowa ojca zlewały jej się w jeden szum, a jedyne co czuła to ból. Później był tylko szum, dużo światła, uzdrowiciele patrzący na nią z góry i Archie latający od jednej strony łóżka do drugiej. - Archibaldzie Prewett takie bieganie przynosi pecha! Miriam się przestraszy! - wykrzyknęła między jednym, a drugim skurczem. Jej matka zawsze powtarzała, że najbardziej pamięta się pierwszy płacz swojego dziecka. Kiedy Miriam przyszła na świat Lorri oczekiwała tego pierwszego płaczu. Chciała ją zobaczyć, wziąć w ramiona, przytulić. Jednak na początku nic takiego nie miało miejsca. Uzdrowiciele gromadzili się przed ich maleńką córeczką głowiąc się nad tym co się z nią dzieje. Poczuła się tak jakby na chwile zawalił jej się cały świat. Ich mała kruszynka nie oddychała. Dla Lorraine czas się zatrzymał i ruszył dopiero gdy usłyszała donośny krzyk i płacz. Ulga jaką wtedy poczuła nie równała się z niczym innym. Ich śliczna, mała, ukochana Miriam.

Anglia, West Lulworth
28 grudnia 1951 roku


Archie i Lorraine byli jednogłośni. Nie chcieli by ich dziecko wychowywał ktoś przypadkowy. Nie było mowy o opiekunkach, skrzatach czy guwernantkach. Byli rodziną i mieli zamiar razem sprostać wyzwaniu jakim była opieka nad noworodkiem. Na początku Lorraine nie mogła oderwać się od śpiącej w łóżeczku córeczki. Obserwowała każdy jej ruch, oddech, uśmiech. To co stało się w szpitalu napawało ją przerażeniem. Moment, w którym mogli ją stracić. Zawsze już miała jej bronić i nigdy nie pozwolić by stało się jej coś złego. Miesiące mijały a oni radzili sobie coraz lepiej. Proste czynności nie zajmowały im już tak dużo czasu, a oni mogli liczyć na pomoc bliskich przyjaciół i rodziny. Ich dom był pełen gości chcących pomóc im w obowiązkach chociaż Lorraine i tak nie potrafiła się skupić na niczym innym bojąc się, że przegapi coś bardzo ważnego w życiu córki. W maju Lorraine dowiedziała się od lekarza, że pod swoim serduszkiem nosi kolejne dziecko. Zaskoczona i szczęśliwa od razu powiedziała o tym mężowi. Szlachcianka przyzwyczajona już do hormonów, porannych mdłości i ciągłego podjadania rzeczy, których normalnie w życiu by nie zjadła. Termin porodu uzdrowiciele określili jej na dzień Wigilii Bożego Narodzenia więc kiedy siadali do kolacji Lorraine czuła się jak Święty Mikołaj i bombka choinkowa w jednym. Chodziła gotowa w pełni do macierzyństwa i przyjęcia nowego członka ich rodziny. Jednak Edwin nie śpieszył się by poznać swoich rodziców i siostrzyczkę. Urodził się cztery dni po planowanym terminie. Lorraine spojrzała na swojego synka będąc pewna, że kilka lat będzie łamał serca niewinnym szlachciankom swoim urokiem. Tego pięknego, grudniowego dnia urodził się wspaniały dziedzic rodu Prewett.

Anglia, West Lulworth
14 kwietnia 1953 roku


Lady Prewett uwielbiała bycie matką. Patrzyła jak jej dzieci rosną, z każdym dniem zmieniając się jakby nie do poznania. Czasami nie rozumiała matek, które swoje dzieci oddawały pod opiekę innym ludziom. Jak można było przegapić coś tak pięknego? I chociaż Lorraine spędzała ze swoimi dziećmi tyle czasu ile tylko mogła to jednak musiała także poświęcać czas na realizację swoich szlacheckich obowiązków. Wiedziała także, że powinna pomyśleć o powrocie do prawa i tego co rozpoczęła jeszcze przed ślubem. Zaczęła bardziej rozmyślać nad prawami zwierząt chcąc by były traktowane w odpowiedni sposób. Wykorzystywała swoje wpływy i pieniądze by walczyć w ich imieniu i działać charytatywnie na rzecz ich praw. Nie było to jednak proste. W końcu żyli w świecie, w którym kobieta nie miała zbyt wiele do powiedzenia, a jej wiedza była często bagatelizowana. To był jednak jej cel, z którego nie chciała zrezygnować. Kim by była gdyby widząc zmierzające w jej kierunku przeciwności losu postanowiłaby się poddać?

***

Dar, który otrzymała razem z krwią był dla niej prawdziwym utrapieniem. Opanowanie go okazało się być wyzwaniem, któremu nie była w stanie sprostać. Wszystkie wizje przychodziły do niej niespodziewanie, a ona nie miała wpływu na ich pojawienie się. Nagle całe jej ciało drętwiało, a obrazy atakowały jej umysł spychając ją do granic wytrzymałości. Jedynie w momencie emocjonalnego wzburzenia, kiedy czuje, że potrzebuje tej wizji te łaskawie pojawiają się w jej głowie, ale nigdy nie są równie silne i trafne co te przychodzące w całkowitym zaskoczeniu.


Anglia, West Lulworth
23 sierpnia 1955 roku


Życie w społeczności czarodziejów stawało się coraz trudniejsze. Atmosfera zagęszczała się i wszyscy odczuwali, że nie prowadzi to do niczego dobrego. Kiedy dowiedzieli się o istnieniu Zakonu Feniksa szlachcianka miała chwilowe wątpliwości co do przynależności. Była matką i tę rolę stawiała jaką pierwszą zawsze i wszędzie. Jednak po czasie zdała sobie sprawę z tego, że właśnie przynależności do reszty swoich przyjaciół będzie w stanie zabezpieczyć ich przyszłość. Razem z Archibaldem postanowili wejść w szeregi i zrobić wszystko by zmienić ciemną przyszłość, której cień mogli zobaczyć już od jakiegoś czasu.  Mieli dom, rodzinę i dzieci, które chcieli wychować w bezpiecznym świecie. Stanęli do walki ramię w ramię z innymi przynależącymi do Zakonu, którzy wkrótce stali się dla nich jedną wielką rodziną za którą także warto było walczyć.



Patronus: Koliber jest jednym z najszybszych i najmniejszych ptaków na świecie. Potrafi przemierzyć tysiące kilometrów i jako jedyny potrafi latać do tyłu. Nazywane latającymi klejnotami sprawiają wrażenie delikatnych i podatnych na zranienia. Jednak są to tylko pozory. Lorraine podobnie jak te ptaki uchodzi za wrażliwą, a swoimi rozmiarami nikomu nie zagraża. Jednak pod tą wizualną otoczką znajduje się silna, odważna, dążąca do własnych celów kobieta, która nie tylko rozpatruje przyszłość, spogląda w przeszłość, ale przede wszystkim całą sobą tkwi w teraźniejszości. Kiedy blondynka chce wyczarować patronusa wraca myślami do czasów dzieciństwa.  Sześcioletnia wtedy Abbottówna i jej starszy rok brat wybrali się wraz z matką oglądać ostrzeliwanie bażantów, w których uczestniczył ojciec rodzeństwa. Jeden z ptaków przysiadł na drewnianym tarasie tak, że blondynka mogła dokładnie obejrzeć każdy szczegół zwierzęcia. Wydawał się ich nie bać, wydawał się cierpieć. Kiedy jej brat próbował przegonić bażanta okazało się, że ptak nie może odlecieć bo ma złamane skrzydło. Matka dziewczynek wzięła zwierzę do siebie i odpowiednim zaklęciem zdołała ulżyć zwierzęciu tak, że już po chwili ten był gotowy do lotu. Mała Abbottówna jednak nie wypuściła go z rąk chroniąc przed kolejną strzałą przecinającą powietrze. Zabrała go do domu gdzie zajmowała się nim jak przyjacielem. Często myśli o tym, że warto jest chronić słabszych.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 15 4 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 16 1 (za różdżkę)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 4 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
francuskiII 3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiIV20
ONMSII5
RetorykaII5
Silna wolaI2
SpostrzegawczośćII5
WróżbiarstwoI2
ZielarstwoI2
AstronomiaI2
AnatomiaI2
Ukrywanie sięI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka etykietaI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Malarstwo (wiedza)I1
Literatura (wiedza)I1
Muzyka (śpiew)II7
Muzyka (fortepian)I1
Muzyka (wiedza)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec balowyII7
Taniec klasyczny (balet)I1
JeździectwoI1
PływanieI1
Latanie na miotleI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Jasnowidz-0
Reszta: 5

Wyposażenie

10 pkt statystyk, magiczny zegar, kryształowa kula, teleportacja, różdżka, sowa, pierścień z kamieniem księżycowym





nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?


Ostatnio zmieniony przez Lorraine Prewett dnia 26.03.17 19:22, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lorraine Prewett   04.09.17 15:42

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Lorraine została wychowana w poczuciu bezpieczeństwa, sprawiedliwości i szlacheckim obowiązku. Rodowe wartości wyznaczały tor jej życia tak, jak każdego należącego do czarodziejskiego grona błękitnej krwi. Ale córka Abbotów otrzymała w darze od losu nie tylko przynależność do świata szlachty. Wrażliwość na krzywdę i chęć niesienia pomocy utrwaliło przekonanie, że nie może obojętnie mijać tych, którzy jej potrzebują. Nawet, jeśli miało to być tylko ranne zwierzę.
Magia ujawniła się małej Lady bardzo późno, ale przyniosła ze sobą nie tylko świadomość płynącej we krwi mocy. Dar, czy też przekleństwo jasnowidzenia ujawniło swoją aurę razem z magią. Z czasem to, co wielu uznawało za niezwykłość, dla Lorraine malowało kształt niechcianego bólu.
Wychowanie i nauka we Francji pozwoliła młodej Lady stać się prawdziwie damą. Błyszczała na salonach. I to na jednym z nich, podczas Sabatu spotkała mężczyznę, który na zawsze miał znaleźć miejsce w jej sercu.
Lorraine odnalazła swoje powołanie, jako żona i wkrótce także matka dwójki uroczych dzieci. Nie zrezygnowała jednak z wartości, które jej przyświecały za młodu. Znawczyni prawa, działaczka na rzecz magicznych zwierząt i nieugięta zakonniczka, która w wierze o świat bez kłębiącej się nad Londynem ciemności i sztucznych podziałów o czystość krwi - walczyła u boku męża i nowej rodziny.

OSIĄGNIĘCIA
Matka widząca przyszłość i światło
Ślepy Los,
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Samuel Skamander


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lorraine Prewett   04.09.17 15:43

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa, pierścień z kamieniem księżycowym, kryształowa kula, magiczny zegar

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Brak

BIEGŁOŚCI[23.08.17] Wsiąkiewka +2PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[26.02.17] Karta postaci, -895 pkt
[02.04.17] Zwrot PD (teleportacja): +1 do OPCM
[15.04.17] Zaklęcia ochronne (Cave Inimicum, Repello Mugoletum)
[17.06.17] Aktualizacja postaci: +4 do zaklęć, -255 PD
[23.08.17] Wsiąkiewka (kwiecień I) +60PD, 2PB
[18.09.17]  Zdobycie osiągnięcia: Ślepy Los; +30PD;
[19.10.17] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 PD


Powrót do góry Go down
 

Lorraine Prewett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lady Prewett

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17