Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Belle Cattermole

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Belle Cattermole   02.03.17 23:47


Belle Cattermole

Data urodzenia: 21 grudnia 1935
Nazwisko matki: Fawley
Miejsce zamieszkania: przedmieścia Londynu
Czystość krwi: czysta
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: wolontariuszka w Mungu
Wzrost: 170 cm
Waga: 54 kg
Kolor włosów: ciemny blond
Kolor oczu: brąz
Znaki szczególne: leworęczność; charakterystyczny sposób akcentowania


Świat jest teatrem, aktorami ludzie,
Którzy kolejno wchodzą i znikają.

~William Szekspir~

Możliwe, że codziennie mijałeś mnie na swojej drodze. Co wówczas myślałeś? Czy po orbicie twojego umysłu wciąż obracało się wspomnienie moich brązowych oczu, przelotnie patrzących na twoją postać? A może byłeś zbyt przejęty własnymi problemami, by zwrócić na mnie uwagę? Kimże ja przecież jestem w tym dużym świecie, pełnym pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn… Świecie ludzkich spraw wielkiej wagi lub wręcz odwrotnie - nie mających żadnego znaczenia. Zwykłą kobietę, idącą jak na twój gust może zbyt dumnie, może patrzącą zanadto z góry na Ciebie. Uważałeś, że wydawałam się być tamtego dnia dość wesoła? Cóż, wygięte w górę usta nie są oznaką radości - to jedynie maska, którą wówczas przybrałam. Zawsze jakąś mam na sobie. Cóż… jestem dobrą aktorką. Lata praktyki nauczyły mnie trudnej sztuki okłamywania ludzi w sposób tak idealny, iż udało mi się oszukać nawet samą siebie. Codziennie grałam tak wiele ról, że pogubiłam się w całej tej historii. Nie wiem już kim jestem ani kim byłam.
Ja, Belle Cattermole, codziennie żyję w kłamstwie, który jest głównym materiałem tworzącym mój świat




Nie wiem kim jesteś, ale poproszono mnie to co, bym coś Ci dzisiaj opowiedziała. Wierzę, iż będziesz wiernym słuchaczem, gdyż postanowiłam przedstawić Ci pewną historię opartą na faktach. Moją historię. Brzmi ciekawie? Musi... Chciałabym jednak na wstępie zwrócić Twoją uwagę na pewien fakt, by Twój późniejszy obraz całej historii nie był w żaden sposób zniszczony - wszystko co Ci opowiem w żaden sposób nie będzie obiektywne. Prosiłabym Cię, abyś później pamiętał, iż przedstawiana przeze mnie rzeczywistość, mogła wyglądać nieco inaczej. Bo w końcu nie ma czegoś takiego jak opowieść obiektywna - ostatecznie każdy narrator staje po czyjejś stronie. Ja staję po swojej.
A teraz proszę o ciszej, kurtyna w górę i zaczynamy...



Jeślibyś przypatrzył się mi uważniej, mógłbyś dostrzec, iż wiele moich zachowań może świadczyć o krwi szlachetnej. Jest to poniekąd prawda, często umyślnie zdradzam się poprzez gesty, sposób patrzenia na innych czy słowa. Zabawna jest wówczas reakcja ludzi, znających moje nazwisko - wszak nie ma w nim nic szlachetnego. Inaczej jest jednak z nazwiskiem rodowym mojej matki. Tak, jak już się z pewnością domyśliłeś, jestem dzieckiem związku szlachcianki i czarodzieja czystej krwi.
Moja rodzicielka, Georgiana, wywodzi się od Fawley’ów. Jako najmłodsza córka, której los poskąpił urody, nie miała widoków na udany ożenek w takim stopniu, jak jej starsze siostry. Nic więc dziwnego, że gdy moje ciotki wydano za odpowiednie partie, dla niej nie zostało już nic. To, wcześniej wspomniane przeze mnie braki w urodzie i coraz większa liczba zmarszczek, zmusiła nestora rodu do dość osobliwego rozwiązania tego problemu. Nie było mowy o tym, by Georgiana Fawley została starą panną, więc postanowiono rozejrzeć się wśród młodzieńców krwi jedynie czystej. I tak na horyzoncie pojawił się mój ojciec, którego sposób usposobienia i status majątkowy (był wówczas znanym magiarchitektem) upodabniały go do niejednego mężczyzny ze szlacheckich sfer. Nie wahano się zbyt długo - pod koniec marca odbył się ślub Jamie’go oraz Georgiany. Było to dość ciche wydarzenie, gdyż pomimo wszystko zależało wszystkim na to, by przeszło ono bez echa. Oficjalna informacja obiegła świat dopiero wówczas, gdy u dawnej lady Fawley zaczęły pojawiać się widoczne oznaki ciąży.
Narodziłam się pierwszego dnia zimy - mówiono mi, iż był to dość mroźny dzień… Z pewnością nie trudno sobie wyobrazić jak byłam traktowana jako pierwsze i zarazem ostatnie dziecko tej pary. Oczko w głowie, a szczególnie matki, która od zawsze miała w głowie dokładną wizję mojej przyszłości, którą zresztą sama nie ułożyła, a jej rodzina. Wszyscy mieli nadzieję, że wyrosnę na piękną kobietę, którą będą mogli wydać za szlachcica. Szybko więc zostałam otoczona przez armię nauczycieli, których zadaniem było wychowywać mnie jak szlachciankę. Uczono mnie wszystkiego, co powinna wiedzieć dama z ogromnym naciskiem na sztukę. Nie uczyłam się długo, by sprawić mojej rodzicielce pierwszy zawód, jakim był brak talentu malarskiego. Niestety, nie miałam serca do farb, pędzli, ołówków… Nigdy tego zresztą nie ukrywałam, nie lubiłam robić rzeczy, które nie leżą w kręgu moich zainteresowań. Jednakże obojętność względem obrazów nie oznaczał, że sztuka nie miała dla mnie żadnego znaczenia. Do tej pory poczucie piękna i estetyki stanowi szkło okularów, przez które patrzę na świat. Sztuka jest jednym z podstawowych elementów mojego życia.
Przejawia się jednak nie w bazgroleniu różnych kształtów na płótnie, lecz graniu! Od zawsze byłam aktorką! Nie było dnia, bym chociaż na jedną godzinę nie zamieniała się w kogoś innego - bywałam baronową, ogrodniczką, służącą, matką, chorą, zdrową… Byłam każdą osobą jaką tylko mogłam wymyślić, a kiedy opanowałam sztukę czytania, bez problemu stawałam się bohaterką opowieści bądź jedynie epizodyczną postacią. Z początku mojej matce imponowało to w jakiś sposób, z czasem zaczęła przeklinać tą umiejętność.
Oprócz tej konkretnej potrafię również tworzyć opowieści, baśnie… W przerwach pomiędzy graniem albo równocześnie z tym, lubiłam zamęczać innych swoimi historiami. Z początku były one dość nierealne, toteż traktowano je z przymrużeniem oka. Zmieniło się to, gdy nauczyłam się łączyć jedną i drugą pasję. Wówczas to zaczęłam wymyślać dość realne opowiastki, przyprawiające innych o śmiech bądź zawały serca. Dzięki temu też dowiedziałam się o sobie dość ważnej rzeczy - nie ma we mnie litości do ludzi i ich nerwów.
Wspomniałam o aktorstwie oraz pisarstwie (bo teraz również spisuję swoje opowieści).... Ah, no tak! Taniec… Lubię tańczyć, ale to odkryłam dopiero później.
W życiu każdego dziecka ważnym momentem jest ujawnienie jego magicznych zdolności. Zwłaszcza gdy rodzice nie mogą spać po nocach w obawie, iż wzbogacili rodzinę o charłaka… Na szczęście oszczędziłam ich w tym względzie, bo magia uzewnętrzniła się we mnie dość szybko. Pewnego dnia po prostu postanowiłam pobawić się z moimi pluszakami w chowanego, a że ja szukałam, to logicznym jest, iż to one musiały się schować. Niestety, pomoc domowa szybko zepsuła zabawę - nasza gosposia była dość bojaźliwą kobietą, a widok samowolnie biegających po domu porcelanowych lalek i maskotek wydawała się być dla niej czymś szokującym! Do tej pory ta historia mnie śmieszy, zwłaszcza iż byłam dzieckiem dość odważnym. Jedynie pająki od zawsze stanowiły mój najczarniejszy koszmar, ale zważywszy na ich wygląd, to chyba zrozumiałe.


Po wielu latach przebywania pod czujnym okiem matki, zaczęłam z niecierpliwością oczekiwać dnia, w którym dane mi będzie pojechać do Hogwartu. Jednak to nie wizja nauki była dla mnie kuszącą, a fakt, że dane mi będzie uwolnić się od rodzicielki. Nie łatwo było czekać, gdyż jestem z natury dość niecierpliwą osobą, lecz w końcu nadeszły upragnione dni przygotowań, a po nich wyjazd do nowego miejsca. Czułam, jak kruszą się na moich skroniach wszelkie kajdany, a ja w końcu mogę być kim chcę bez słuchania jakichkolwiek wyrzutów ze strony pani Cattermole. Nie zależało mi na trafieniu do konkretnego domu, bowiem liczyła się jedynie swoboda. Pomimo tego jednak z entuzjazmem dowiedziałam się o przydzieleniu mnie do domu lwa - ponoć pod jego skrzydła trafiają osoby odważne i gotowe do poświęceń… Cóż. Z pewnością wówczas taka byłam, w pewnym sensie wciąż się poświęcam dla innych, aczkolwiek teraz ma to chyba nieco inne znaczenie...
To właśnie z uczuciem wolności kojarzyła mi się szkoła - nigdy nie miałam ambitnych zapędów w związku ze zwykłymi przedmiotami, aczkolwiek starałam się nie zaniedbywać obowiązków. Wówczas nie zwykłam robić jednak tego, czego nie lubię, toteż eliksiry szybko zostały spisane na straty. Uczułam jednak ogromną sympatię w stosunku do zaklęć, najwyraźniej uczucie to było odwzajemnione, gdyż mogę się pochwalić bardzo dobrymi wynikami z tego przedmiotu. Również i obrona przed czarną magią wydawała się być dość przyjemnym przedmiotem, no i transmutacja, z którą jako tako się utożsamiam.
Wciąż jednak to aktorstwo i pisarstwo pochłaniało największą część mojej uwagi, poświęcałam tym dwóm sztukom dość dużą część mojego czasu, a i gdzieś po drodze przewinął się śpiew. Z przyjemnością poznawałam osoby podzielające moje zainteresowania, z wieloma udało mi się nawiązać przyjacielskie stosunki. Połączyła nas chęć rozwijania swoich pasji, które z początku były jedynie wygłupami. W końcu jednak zaczęliśmy postrzegać to w bardziej poważny sposób, bo i stawaliśmy się starsi. Zmieniały się stopniowo nasze priorytety i sposób postrzegania świata. To co kochaliśmy miało prowadzić nasze całe życie, taka była nasza wizja przyszłości i gdy inni marzyli o posadach w ministerstwie czy opiece nad magicznymi stworzeniami, my wciąż dążyliśmy do tego samego - w moim przypadku była to chęć zostania zawodowym aktorem. Nie mam na myśli jednak komicznych zabaw w celu rozśmieszenia publiczności, oczarowała mnie ta mniej popularna forma, która miała przedstawiać życie.
Na czwartym roku wraz z przyjaciółmi postanowiłam zorganizować coś na kształt koła zainteresowań - chcieliśmy spotykać się w specjalnie wyznaczone dni i przez określony czas ćwiczyć różne kwestie, przygotowywać się do występów, które potem przedstawilibyśmy we własnym gronie. Szybko jednak pomysł zyskał nieco większy rozmach, postanowiliśmy zaprosić kilku uczniów spoza naszych kręgów - ilość zainteresowanych z pewnością przekraczała nasze oczekiwania. Jakby na to nie patrzeć nie było nas bardzo dużo, lecz dla nas każdy się liczył. Wszystko przebiegało za zgodą nauczycieli (jeden z nich był im na tyle życzliwy, że pomógł w odnalezieniu miejsca do rozwijania pasji - pokój życzeń), aczkolwiek nie prowadzone to było dla użytku szkoły. Nie zwykliśmy swoich sztuk pokazywać osobom z zewnątrz naszej gromady. I wiesz co było w tym wszystkim piękne? Ta chęć spełniania marzeń, rozwijania umiejętności, dla której wiele byliśmy w stanie zrobić. Tu nie było mowy o jakichkolwiek zaniedbaniach czy podchodzeniu luźno do sprawy - robiliśmy co kochaliśmy robiąc to lepiej niż byliśmy w stanie zrobić.
Rozwijanie pasji i przyjaźnie pomagały w radzeniu sobie z rzeczywistością, szczególnie polityką dyrektora Hogwartu. Wówczas Belle była zdecydowaną przeciwniczką Grindlewalda, co jednak nieco zmieniło się po ukończeniu szkoły...


Oh, chyba zaczęłam zanudzać Cię tymi wszystkimi faktami z mojego życia… Cóż, to ty chciałeś posłuchać czegoś o mnie, nie powinieneś narzekać. Na twoje szczęście dochodzę teraz do jednego z ważniejszych epizodów z mojego życia. Jak się pewnie domyślasz nie będzie to nic niespotykanego. Powiedziałabym wręcz, że wpisuje się on w dość oklepany schemat, który jednak nie wydaje mi się być oklepany bez powodu.
Z pewnością domyślasz się już, iż naturalnie chodzi mi o pierwszą, prawdziwą miłość. Z mojego punktu widzenia był to przepiękny okres, który naprawdę na mnie wpłynął, zmienił mnie. Czy jednak na dobre? Polemizowałabym, ale to już pozostawiam twojej ocenie. Pozwolisz jednak, że zachowam jego imię dla siebie, zdradzę Ci jednak, że był on mugolakiem. Wyczuwasz już jaki był nasz związek? Nietrudno się domyślić...
Poznałam go dzięki jednemu z członków naszej grupy. Był jego przyjacielem i nie interesował się aktorstwem w żaden sposób. Z początku nie żywiłam w stosunku do niego zbyt pozytywnych uczuć. Nie wiedzieć czemu nie ukrywałam tego, co jednak skłoniło go pewnego dnia do nawiązania rozmowy ze mną. Był szczery i odważny - nie obawiał się spytać, dlaczego zachowuję się w taki sposób. Jeszcze nigdy nie czułam tak silnego uczucia wstydu jak wówczas, kiedy zrozumiałam, że nie umiem mu odpowiedzieć w żaden logiczny sposób.
Po upływie czasu stwierdzam, że nawet sposób nawiązania naszej znajomości miał w sobie coś prozaicznego, tak jak cała nasza miłość. Różniliśmy się od siebie, będąc jednocześnie tacy podobni… Potrafiliśmy rozmawiać na przeróżne tematy, nigdy nie zmogła nas nuda, bo zawsze wymyślaliśmy jakiś inny sposób na spędzenie czasu. Lubił opowiadać mi o świecie mugoli, o ich codziennych sprawach. Szczególnie ukochał sobie historię i czasy II wojny światowej. Miał dar opowiadania, może dlatego tak ukochałam sobie wspólne momenty w pokoju życzeń, kiedy nie było nikogo oprócz nas. Kiedy słuchałam jego głosu, zatopiona w nim bądź gdy milczeliśmy. Mieliśmy swoją ulubioną sofę wśród wszystkich tych szpargałów, a wówczas po prostu napawaliśmy się wzajemną obecnością. Najważniejsza była obecność, bicia serc... Aż trudno mi to opisać, chociaż zazwyczaj nie mam z tym problemu. To jednak co wtedy między nami było… To się nazywa prawdziwa magia.
Związek nasz jednak zmuszeni byliśmy ukrywać z wiadomych przyczyn. Moja matka dysponowała ogromnym darem dowiadywania się o każdym chłopcu, z którym skrzyżowałam swoją drogę. Mógł się jedynie uśmiechnąć, a ja na następny dzień otrzymywałam list z naganą i tysięcznym wypominaniem jej dość wątłego stanu zdrowia. Naturalnie to ja byłam tą złą, która doprowadziła do zszarganych nerwów matki i niezliczonej ilości chorób. Gdyby więc dowiedziała się, że w moim życiu pojawił się poważny partner, na liście by się nie skończyło. Było to niejednokrotnie uciążliwe, a wręcz trudne. Plotki przecież szybko się roznoszą, a, jak każdy, miałam wśród uczniów kilka osób mi nieprzychylnych, które z pewnością chętnie doniosły by mojej rodzicielce o wszystkim. Los jednak nam sprzyjał, a mój talent aktorski pozwalał stwarzać pozory wzajemnej obojętności, zwykłej relacji jaką mogłam mieć z każdym uczniem. Często wyobrażaliśmy sobie dzień, w którym wszyscy dowiedzą się o naszym związku. Widzieliśmy to jako coś spektakularnego, a ja mogłam przysiąc, iż słyszę dźwięk tłuczonego szkła za każdym razem gdy o tym myślałam. Nawet nie miałam pojęcia jak byłam bliska prawdy…
Feralny dzień miał miejsce w wakacje, kiedy to w moim domu miał miejsce uroczysty obiad wraz z rodzicami mojej matki. Miałam zamiar znowu tworzyć pozory, to miała być kolejna sztuka, która wymagała ode mnie nieco większej ilości wysiłku i miała nie dopuścić do wyjawienia mojego sekretu. Coś jednak po drodze poszło nie tak, a ja nie wytrzymałam. W napadzie złości wykrzyczałam prawdę o moim związku, co wywołało dość spore zamieszanie. Pamiętam tamte emocje. Były tak silne, że nie potrafiłam sobie z nimi poradzić. Coś podobnego nigdy wcześniej się nie wydarzyło, lecz może po prostu padło wtedy zbyt dużo słów. Może kolejne wspomnienia na temat mojej zaplanowanej z góry przyszłości były zbyt dokuczające?
Po wszystkim uciekłam do ogrodu, nie chcąc przebywać w tym zadufanym towarzystwie, jak wówczas myślałam. Godzinami krążyłam pomiędzy drzewami, krzewami… W końcu jednak nadszedł czas powrotu do domu, a tam czekała mnie cisza, jakiej jeszcze nigdy tam nie zastałam. Przez ponad tydzień stałam się dla moich rodziców powietrzem, co jednak było dla mnie dość korzystne. W naiwności swej wierzyłam, że najtrudniejsze już mam za sobą, że dalej będzie tylko lepiej. Jakże jednak mogłoby? Moja matka marzyła o wydaniu mnie za szlachcica, nie dziecko mugoli. Nie było mowy o zaakceptowaniu tego związku. Czymże jednak były tak bolesne myśli wobec życiodajnych nadziei?
Dość szybko jednak nastąpiło zderzenie z rzeczywistością, kiedy listy od ukochanego zaczęły pojawiać się sporadycznie, aż w końcu w ogóle przestałam je otrzymywać. Próbowałam go jakoś usprawiedliwić, lecz w końcu postanowiłam go odwiedzić. Nie mogłam liczyć na ujrzenie go w szkole - był ode mnie starszy i miniony wówczas rok szkolny był jego ostatnim. Znałam jednak jego adres, udało mi się wymknąć z domu i dotrzeć do celu. A tam nie zastałam nic, jedynie pusty, stary, zniszczony dom bez mebli, bez mieszkańców… To był koniec naszej historii.
Domyślałam się naturalnie co mogło się wydarzyć. Bo czyż nie jest podejrzanym fakt, że to zniknięcie zbiegło się jako tako w czasie z ujawnieniem prawdy? Nie ma jednak dowodów, informacji, a więc niewiele mogłam zrobić z tym fantem. Nie myśl, że nie starałam się niczego dowiedzieć! Posunęłam się nawet do poproszenia matki o jakiekolwiek sugestie, pomoc… Nie umiała mi pomóc, chociaż, jak wówczas mówiła, bardzo by chciała…


Jego zniknięcie nastąpiło w wakacje przed ostatnim rokiem nauki. Nie miało to zbyt dobrego wpływu na ten okres, bo z początku wydawać się mogło, jakby jedynie moja cielesna powłoka krążyła korytarzami, moja dusza zaś uleciała daleko, zniknęła. Wraz z nią zaś wszystko co kochałam. Przestałam uczęszczać na nasze spotkania aktorskie, przez co nasze kółko wkrótce się rozwiązało i nie było już do czego wracać. Zaczęłam bardziej skupiać się na pisaniu - pisywałam wówczas listy do nieokreślonych osób, które do tej pory zachowałam. To nie był dobry początek, lecz okazało się, że szybko znalazłam dalszą “motywację”, którą podsunęli mi moi przyjaciele, którzy bardzo starali się mnie pocieszyć (w końcu znali całą sytuację). A komuż podtrzymywanie na duchu wyjdzie lepiej niż osobom, które nie mają zielonego pojęcia o utracie ukochanej osoby? Stali się najbardziej nieznośnymi cieniami o jakich mogła słyszeć ludzkość. Chodzili za mną dzień w dzień, wyrażając przy tym istny stos bzdur! Uszy więdły od słuchania tych wszystkich rad i wyrazów zrozumienia, toteż w końcu postanowiłam jakoś to zakończyć. Naturalnie nie było sensu zaczynać rozmowę na temat tego, co myślę o ich wsparciu - wszystko wytłumaczyliby moją kiepską kondycją duchową i dalej trwali by przy swoim. Postanowiłam więc wykorzystać to, co umiem najlepiej - aktorstwo. Wystarczyło jedynie zacząć grać, wmawiając wszystkim, że wszystko ze mną w porządku. Nałożyłam na siebie maskę dawnej Belle, która jedynie czasami wraca do przykrych wspomnień - nie mogłam w końcu nagle cudownie wyleczyć się, bo by w to nie uwierzyli. Wszystko działo się stopniowo, a jedna maska zamieniała się w kolejną i kolejną… Zaczęłam grać dosłownie wszędzie -  w szkole, dormitorium, na lekcjach, w domu… Wówczas pragnęłam jedynie spokoju, byłam więc tym, kim oni chcieli bym była. Z czasem zmienił się powód mojej ciągłej gry, jednakże moje przeróżne twarze nie zniknęły. Możliwe, że to z przyzwyczajenia, może z wygody. Tak było łatwiej, z czasem również i przyjemniej.
Wszystko to doprowadziło do tego, iż gdzieś po drodze zatraciłam siebie. Zamiast tego wymiennie zaczęłam stosować maski, jedną z nich jest ta, którą zakładam przy matce. Stałam się dla niej spełnieniem jej marzeń. Po wielu latach cierpień na nią zesłanych w końcu, w jej mniemaniu, postanowiłam przestać działać na przekór niej. Zaczęłam więc obracać się w nieco bardziej wartościowym towarzystwie, dzięki czemu mam zyskać w ich oczach i znaleźć męża szlachcica.


Szkołę skończyłam z zadowalającymi wynikami, wbrew opinii wielu, iż nie podołam. Udało mi się, jednakże w rzeczywistości do niczego mnie to nie doprowadziło. Zyskałam jedynie więcej czasu, który, kiedy matka go nie wykorzystywała, spędzałam na przechadzaniu się ulicami Londynu. Przez długi czas nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Ten dziwny stan trwał przez niemalże rok, kiedy pewnego dnia w końcu ocknęłam się.
Zaczęłam wracać do starych pasji (naturalnie aktorstwo się nie liczy, bo wówczas już przybierałam różne oblicza), poznawać nowe. Moje zadowalające zachowanie sprawiło, że matka obdarowała mnie większą swobodą, nawet i zaufaniem. Dzięki temu pewnego wieczoru trafiłam na jeden z lokali, gdzie zachwyciłam się osobami tańczącymi do muzyki nowoczesnej. Sama również zapragnęłam poruszać się tak jak oni, więc zaczęłam się tego uczyć.
Przez jakiś czas nie umiałam znaleźć sobie jednak stałego zajęcia. Kiedy inni moi rówieśnicy zaczynali pracę czy staże, ja tkwiłam w kropce. Z pomocą przybył on. Zabawne, bo chociaż nie było go obok mnie, wciąż miał ogromny wpływ na moje życie. Tamtego dnia byłam w Mungu, w którym na kilka dni zatrzymano moją matkę z powodu złego stanu zdrowia. Na chwilę musiałam wyjść, a gdy chciałam wrócić do odpowiedniej sali okazało się, iż zgubiłam drogę. Rozpoczęły się więc poszukiwania, a że nie chciałam prosić o pomoc, było to nieco trudniejsze. Przez przypadek trafiłam do małej salki, w której samotnie leżała starsza kobieta.  Pomyliła mnie z kimś, poprosiła mnie, bym nie zostawiała jej samej. Z początku chciałam wyjść, lecz nie wiedzieć czemu nie umiałam. Ubzdurałam sobie, że ta bardzo przypomina mi jego babcię, o której zwykł mi opowiadać, i że muszę z nią zostać. I zostałam. Zaczęłam opowiadać jej na szybko wymyśloną historię, a ta słuchała mnie w ciszy i w spokoju. Podobało jej się to, co mnie wprawiło w zadziwiająco dobry nastrój. Odnalazłam w tym zajęciu przyjemność, pamiętając jego słowa, iż moja umiejętność opowiadania historii to dar, który powinnam wykorzystać. I tak też zrobiłam - podjęłam się wolontariatu w Mungu. Naturalnie nikt mi za to nie płaci, ale to nie ma znaczenia. Mam czasami wrażenie, że to moja osobista forma terapii, bo rzeczywiście pomaga mi nie tylko w całej tej miłosnej tragedii, ale w życiu w ogóle.
Nie myśl jednak, iż skoro wszystko zaczęło mi się układać, to ja wróciłam do poprzedniego stanu ducha. Nie. Już nigdy nie będę taka jak dawniej, za bardzo zatraciłam siebie w tym wszystkim. To udawanie, pozorna obojętność polityczna, mająca na celu dogodzić wszystkim... Prawdę powiedziawszy nie pamiętam już, jaka kiedyś byłam. Nie umiem też zdefiniować kim jestem teraz, bo nie mam określonego “ja”.
Ale może dość już na dzisiaj historii. Z pewnością pragniesz ciszy i spokoju… Z pewnością jednak zobaczymy się i to już niebawem.



Czarny łabędź stał się patronusem Belle po utracie ukochanego. Wcześniej te przybierał postać białego łabędzia co symbolizuje zmianę jaka w niej zaszła.
Łabędź symbolizuje czystość, doskonałość, godność, ale i samotność i śmierć. Oprócz tego kojarzy się wielu osobom ze sztuką, która stanowi ważny pierwiastek w życiu kobiety. Ponadto uosabia on marzenia, które w przypadku Belli się nie spełniły, stąd jego czarne, żałobne ubarwienie.
Wyczarowuje patronusa za pomocą momentu, w którym opowiedziała staruszce podobnej do babci ukochanego, historię. Myśl, iż w jakiś sposób uszczęśliwiła kobietę, napawa ją radością.



Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 5 Brak
Zaklęcia i uroki: 14 + 2 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 4 + 3 (różdżka)
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
historia magiiI2
kłamstwoIV20
retorykaIV20
spostrzegawczośćI2
zielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka etykietaI20
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (tworzenie)II7
Literatura (wiedza)II7
Malarstwo (wiedza)I1
Muzyka (śpiew)I1
Muzyka (wiedza)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec balowyI1
Taniec współczesnyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 4

Wyposażenie

różdżka, teleportacja, sowa, 12PB



[bylobrzydkobedzieladnie]




But are we all lost stars trying tolight up the dark?


Ostatnio zmieniony przez Belle Cattermole dnia 12.03.17 16:04, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Belle Cattermole   04.09.17 20:01

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Dziecko, które rodzi się na granicy dwóch światów, zazwyczaj ma trudną drogę do pokonania. Tym bardziej jeśli rodzice kształtują je na podstawie własnych, niespełnionych marzeń. Belle, to córka arystokratki i mężczyzny ze skazą, która nie pozwalała sięgnąć szlachectwa. I to w dziewczynkę postanowiono wlać wszelkie nadzieje na błękitna przyszłość.
Belle otrzymała wiele artystycznych talentów, typowych dla rodu matki. Jeden błysnął jednak mocniej, pozwalając młodziutkiej pannie wcielać się w kolejne role, przybierając maski, które w końcu zaciskały wokół Belle niewidzialne pęta. Kiedy jednak prawdziwe i zakazane uczucie pojawiło się w życiu dziewczyny - więzy pękły, a wykrzyczana rodzicom prawda na zawsze zwróciła bieg historii. Ukochany tajemniczo zniknął, a Belle odnalazła ukojenie...w opowieściach.
Dziś panna Cattermole wolonataryjnie pomaga w Mungu, by z darem przekazywanych historii oczyszczać nie tylko swoje serce, ale i innych, strapionych w bólu.  Czy historia Belle znajdzie swój happy ending w tych mrocznych czasach?

OSIĄGNIĘCIA
Kobieta o wielu twarzach
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
brak
Kartę sprawdzał: Samuel Skamander


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Belle Cattermole   04.09.17 20:01

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRY-

INGREDIENCJEposiadane: -


BIEGŁOŚCI[31.08.17] Wsiąkiewka (kwiecień I): +2PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[02.03.17] Karta postaci: -720 PD
[02.04.17] Zwrot PD (teleportacja): +1 do zaklęć
[13.06.17] Aktualizacja postaci: +2 do OPCM, -220 PD
[19.07.17] Wykonywanie zawodu (kwiecień): +50 PD
[31.08.17] Wsiąkiewka (kwiecień I): +90PD, +2PB


Powrót do góry Go down
 

Belle Cattermole

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Belle Cattermole
» Belle, sowa Richa.
» Belle Paquet

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17