Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Budynek zarządu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Budynek zarządu   05.03.17 22:44

Budynek zarządu

Niedaleko wejścia do rezerwatu znajduje się siedziba zarządu, w której przebywa większość pracowników rezerwatu. Panny mają tu miejsce do odpoczynku podczas pracy, ale w głównej mierze znajdują się tu gabinety zarządu, w których podejmowane są wszystkie decyzje dotyczące rozwoju tego miejsca. To w gabinecie głównego zarządcy przyjmowani są wszyscy najważniejsi goście, na przykład ci z Ministerstwa. Aby tu się dostać można przejść przez teren rezerwatu lub skorzystać z sieci Fiuu. Z okien budynku rozchodzi się widok na okoliczne lasy oraz na pobliskie, mniejsze budynki gospodarcze.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Budynek zarządu   07.04.17 18:08

Nowe obowiązki w pracy były niezwykle wciągające. Oddawałam im się w całości, traktując wszystkie swoje zadania jako bardzo dobrą naukę i możliwość zdobywania doświadczenia. Jeszcze niedawno miałam ogromne wątpliwości, czy moja chęć zdobywania wiedzy nie jest nieodpowiednia dla młodej damy, teraz jednak, po rozmowie z kilkoma osobami, w tym z ukochanym kuzynem Tristanem, moje myśli się uporządkowały, a ja przestałam martwić się, że zlecone mi obowiązki są nieodpowiednie dla mojej osoby. Uwieżyłam, że nikt z głównego zarządu nie chciał zrzucać na mnie zbyt dużo, a ojciec pomimo wcześniejszych oporów wszystko doskonale wiedział, a cały proces mojego awansu był wcześniej ustalony i uzgodniony. Razem z Parkinsonami byliśmy z pewnym sensie rodziną, na pewno nie chcieliby dla mnie niczego złego, a ja ze swoją wiedzą i doświadczeniem jakie już udało mi się zebrać mogłam im się przydać. A jeśli moje umiejętności miały być w jakiś sposób wykorzystane, to jedyne co mogłam, to jedynie niezwykle się cieszyć i starać się, aby nikogo nie zawieść swoim zachowaniem. Dlatego zawsze gdy miałam pojawić się w pracy stawiałam się punktualnie, nigdy żadne zadanie nie zostało wykonane z opóźnieniem, nigdy nie wyszłam wcześniej, mimo że miałam taką możliwość i nikt nie zakazywał mi opuszczać miejsca mojej pracy. Jednakże, brałam wszystkie swoje nowe obowiązki, nawet jeśli nie były one zbyt trudne i wymagające, bardzo na poważnie i nie chciałam niczego opóźniać czy wykonywać źle tylko ze względu na swoje lenistwo.
Dzisiejszego dnia również pojawiłam się punktualnie, korzystając z sieci Fiuu pojawiłam się w głównym budynku i ruszyłam w stronę swojego gabinetu. Może nie było to największe pomieszczenie w całym skrzydle, gdzie znajdowały się pomieszczenia zarządu, ale był moim własnym, gdzie mogłam spokojnie pracować bez żadnych problemów. Idąc, stukot moich butów roznosił się po całym korytarzu, witałam wszystkich uprzejmie, dygając nisko przed wyżej postawionymi ode mnie lady i lordami. Nie były tu zatrudnione nieodpowiednie osoby, dlatego nie musiałam obawiać, otaczały mnie tylko najbardziej zaufane osoby. W końcu nie zawsze wszystko mogłam zrobić sama, nie wszędzie mogłam pójść, nie wszystkie pomieszczenia mogłam odwiedzić wykonując swoje zlecenia, potrzebowałam więc osób, które mogłyby zrobić to za mnie. Miałam więc do dyspozycji pulę osób, którym mogłam zlecić jakieś zadanie. A ja potem tylko zbierałam informacje, przygotowywałam raporty i podczas posiedzeń mogłam dzięki temu wrzucić do rozmowy swoje trzy grosze, które były wykorzystywane lub nie, w zależności od decyzji zarządu. Ale jeśli moje słowa były wysłuchane, a propozycje wprowadzone w życie, to bardzo się cieszyłam. Nie działo się to zbyt często, konserwatywni mężczyźni, mimo że sami zaproponowali mi tę pozycję, nie zawsze chcieli słuchać swój kobiety. Czasem jednak udawało mi się przekonać ich do swoich racji, oczywiście niezwykle grzecznie i z szacunkiem. Czasami się przydawałam i byłam pewna, że z biegiem czasu, gdy lepiej poznają moje umiejętności i zaufają w większym stopniu, to będę częściej wysłuchiwana. A przynajmniej taką miałam nadzieję.
Dzisiejszy dzień nie wyróżniał się zanadto od innych, po wejściu do mojego pomieszczenia, w którym mogłam popracować, na biurku leżał stos dokumentów, które powinnam dzisiaj przejrzeć. Szybko zabrałam się do pracy, stawiając sobie obok herbatkę i rozpoczynając przeglądanie dokumentów.
Pierwsza ich część dotyczyła możliwości rozwojowych rezerwatu. Ostatnimi czasy brakowało miejsca na nowe jednorożce. Ze względu na mugolską działalność, te, które żyły na wolności były zagrożone i coraz częściej prowadzone były akcje, mające na celu przeniesienie ich w bezpieczne miejsce. Oczywiście, najbezpieczniej byłoby im u nas, rezerwat Parkinsonów miał bardzo dobrze wykształconą kadrę, pieniądze, ochronę i pozycję, która niezaprzeczalnie dawała im prawo do nazywania się największym i najlepszym rezerwatem jednorożców. Jednak, im więcej tych pięknych i magicznych zwierząt do nas trafiało, tym bardziej zaczynało brakować miejsca. Przecież musieliśmy też myśleć o wygodzie zwierząt, na jednym terenie nie mogło przebywać zbyt wielu osobników, jednorożce bowiem nie tworzyły zbyt dużych stad, tak prawdę mówiąc, to częściej można było spotkać je w samotności. Chyba, że były to matki ze źrebakami. Więc powoli zaczynało brakować miejsca, a zarząd musiał pomyśleć o powiększeniu swoich terenów. I ja miałam zamiar się tym zająć, sprawdzić, czy przylegają tu jakieś miejsca, które mogliśmy przejąć, czy spełniały one oczywiście wymagania do tego, aby stać się rezerwatem dla zwierząt. Oraz, czy nie znajdowały się zbyt blisko mugoli, którzy przez swoje nieodpowiednie zachowanie mogliby im zaszkodzić. A jeśli nie znalazłoby się takich terenów, które mogłyby zostać włączone w rezerwat, to trzeba było pomyśleć o założeniu kolejnych, mniejszych, porozrzucanych po całej anglii. Byłam pewna, że dzięki współpracy czarodziei byłaby możliwość zajęcia się tą kwestią. Tylko czy w aktualnej sytuacji, gdy wszyscy byli zajęci raczej zmianami jakie zachodziły w czarodziejskim, a dokładnie w szlacheckim społeczeństwie, byli w stanie spojrzeć na inne stworzenia i zająć się również ich problemami. Dla mnie bezpieczeństwo jednorożców, oraz dla całego rezerwatu, było najważniejsze, ale czy dla innych również? Czy zwykli urzędnicy, o ile nie postawi się ich przed lordem Parkinson lub szefem biura magicznych stworzeń, byli w stanie dostrzec także cierpienie innych? Bo według mnie zwierzęta te niezwykle mocno cierpiały przez głupotę mugoli. Ale na głupotę się nic nie poradzi, można ją ewentualnie wytępić, ale tego nie powinnam mówić.
Przeglądając dokumenty z ulgą dostrzegłam, że była możliwość rozwoju rezerwatu. Dookoła znajdowało się jeszcze trochę niezagospodarowanych terenów, a jeśli się je odpowiednio przygotuje, zabezpieczy przed mugolami i czarodziejami, którzy byli łasi na życie magicznych istot, będzie całkiem dobrze i przynajmniej na jakiś czas zapewni to odpowiedni byt stworzeniom, które znajdowały się pod naszą opieką. Nie zmieniało to jednak faktu, że nad powstaniem nowego rezerwatu trzeba będzie bardzo poważnie porozmawiać, poszukać na nie środków, poszukać pracowników i wszystko przygotować. To jednak nie było już moją działką, którą powinnam się zajmować. Aczkolwiek swoje typy na odpowiednie miejsca miałam i gdy tylko nadejdzie odpowiednia pora, to podzielę się tym ze swoimi przełożonymi.
Druga część dokumentów była już moimi własnymi notatkami, spostrzeżeniami jakie sama czyniłam, aby móc dyskutować na temat rozwoju rezerwatu. Ale nie takim rozwoju o jakim wspominałam przed chwilą, w kwestii poszerzenia obszaru należącego do Parkinsonów, a raczej polepszeniu działania samej instytucji. Starałam się wybadać to, czego brakowało, co nie działało zbyt dobrze, a mogłoby zostać poprawione. To, nad czym zarząd mógł się pochylić podczas rozdzielania pieniędzy według potrzeb. Musiałam to wszystko wiedzieć, w końcu gdybym została zapytana o zdanie, wypadałoby, abym miała jakąś wiedzę na ten temat. Oczywiście, nie było tak, że na pewno zostanę o to zapytana, ani że ktoś będzie chciał słuchać mojego zdania na temat dysponowania pieniędzmi, nie łudziłam się. Jednak, zawsze można było szepnąć słówko tu, szepnąć słówko tam, zwrócić uwagę na to, że nad tą daną sprawą należy się pochylić. Świeże oko i nowe spojrzenie na sytuację, w tym przypadku sytuację rezerwatu, zawsze było przydatne. Dlatego też dostałam awans, dlatego też się rozwijałam.
Z każdym dniem zdobywałam nowe doświadczenie, uczyłam się tego jak działa zarząd, czym się zajmuje i na co powinien zwracać uwagę. Czasami to, co mi wydawało się istotne, nie było istotne z punktu widzenia właściciela danego miejsca, uczyłam się więc rozróżniać co powinno być dla mnie priorytetem, a czym mogłam zająć się później. Pierwsze czego się nauczyłam to to, że powinno podążać się za potrzebami zwierząt i to ich dobrem się kierować.
- Panienko Yaxley? - usłyszałam głos, odciągając mnie od przeglądania dokumentacji. - Lord Parkinson prosi panienkę do swojego gabinetu.
Uśmiechnęłam się do tej miłej panienki, a następnie ruszyłam pewnie w stronę jego gabinetu. Być może dzisiejszego dnia zostanę wysłuchana, a moje zdanie i spostrzeżenia, zostaną wzięte pod uwagę i wykorzystane. Byłam z tego powodu niezwykle szczęśliwa.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Budynek zarządu   05.08.17 21:42

Naprawa magii

Tu także w wyniku rozładowania magii zapanował istny chaos - moc magiczna była niestabilna, niebezpieczna. Choć za dnia Ministerstwo nie dopuszczało nikogo w pobliże okolic, w których magia szalała najbardziej, ministerialne próby zaprowadzania porządku kończyły się klęską. Nie minęło parę dni, gdy czarodzieje zaczęli zastanawiać się, czy aby na pewno Ministerstwo chce, aby magia została doprowadzona do porządku - postanowili więc wziąć to w swoje ręce.

Odkąd Ministerstwo Magii oznaczyło to miejsce jako niebezpieczne, pojawienie się w nim mogło grozić aresztowaniem przez Oddział Kontroli Magicznej. Do czasu uspokojenia się magii nie można rozgrywać tu wątków innych niż te polegające na jej naprawie.

Opis okoliczności
Szaleństwo związane z magicznymi anomaliami nie ominęło rezerwatu jednorożców w Gloucestershire. Tereny, na których przy odrobinie szczęścia można było ujrzeć z daleka piękne białe jak śnieg rumaki wydawały się zupełnie opustoszałe. Niezwykłe magiczne stworzenia pochowały się przed ludźmi, a przede wszystkim przed jednym osobnikiem, na którego niestabilna magia zadziałała bardzo niekorzystnie. Gdyby nie owe miejsce i świadomość, że mogą w nim przebywać jedynie jednorożce, nikt nie śmiałby stwierdzić, że istota, która przechadzała się polaną, strasząc swoich pobratymców jest jednym z nich. Był o wiele większy od reszty, jego sierść była dłuższa, pokryta wielobarwnymi plamami — mienił się w blasku słońca niczym tęcza. Przednie kopyta zastąpiły lwie łapy, szyja stopniowo traciła sierść na korzyść twardych łusek, przeobrażając końską głowę w smoczy pysk. I tak samo jak te majestatyczne gady potrafił ziać ogniem, a raczek kaszlał, przypadkowo uwalniając płomienne kule z gardła, niszcząc wszystko dookoła.

Etap I

Płochliwe jednorożce uciekały z polany, na której samotnie tkwiła ofiara magicznych anomalii. Ponieważ stworzenie nie było ani smokiem, ani lwem, ani koniem w pełni, nie potrafiło panować nad sobą i swoimi umiejętnościami, stanowiąc zagrożenie dla siebie i otoczenia. Jedyną możliwością na złagodzenie nerwowej sytuacji w rezerwacie i przywrócenie harmonii była próba cofnięcia nieudanej, samoistnej transmutacji.

Wymaganie: Poprawnie rzucone Reparifarge.

Porażka odbierze czarodziejowi 35 punktów żywotności za sprawką wystraszonego stworzenia, które nie panując nad efektami transmutacji, zamiast rzucić się do ucieczki, kichnęło, wypluwając z siebie parzącą kulę ognia.

Walka
Przed rozpoczęciem kolejnego etapu należy odczekać co najmniej 24h. W tym czasie do lokacji może przybyć kolejna (wyłącznie jedna) grupa chcąca ją przejąć, by naprawić magię na sposób inny, niż miała być naprawiona dotychczas.

Walka odbywa się zgodnie z forumową mechaniką oraz z arbitrażem mistrza gry do momentu, w którym któraś z grup zdecyduje się na ucieczkę bądź nie będzie w stanie prowadzić dalszej walki.

Etap II
Wymaganie: ST ujarzmienia magii jest równe 150, a sposób obliczania otrzymanego wyniku zależny jest od wybranej metody naprawiania magii.

Uwaga - jeżeli postać posiada zerowy poziom biegłości organizacji, mnoży statystykę nie razy 0, a razy ½. W przypadku liczb nieparzystych wynik zaokrągla się do góry.

W metodzie neutralnej każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+Z; wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Rycerzy Walpurgii każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(CM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Zakonu Feniksa każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(OPCM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

Etap III
Na polanie, na której zwykle można było ujrzeć piękne jednorożce, w wyniku rozładowania magii powstały uskoki w ziemi, które przykrywała wysoka trawa i gąszcz zarośli na jej obrzeżach. Niektóre z nich były dość wyraźne, a pod nimi, na wilgotnej glebie panował raj dla magicznego robactwa, na które silne oddziaływała niestabilna siła — ich zachowanie mocno odbiegało od normalnego.

Wymaganie: ST dostrzeżenia uskoku wynosi 60. Do rzutu należy doliczyć bonus biegłości spostrzegawczość.

Nie zauważenie wysokiego uskoku doprowadzi czarodzieja do bolesnego upadku, przy którym czarodziej nie tylko dozna bolesnego złamania ręki wiodącej, lecz także przykrego pogryzienia przez plądrujące teren robactwo, tracąc przez to 90 punktów żywotności.
Aby naprawienie magii mogło zakończyć się sukcesem, przynajmniej jeden z czarodziejów musi być zdolny do czarowania.



Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
nie ogarniam biegłości </3
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Budynek zarządu   05.09.17 11:47

19 maja
Jayden dopiero co wyszedł z Ministerstwa Magii i odbębnił karę, którą nałożył na niego Oddział Kontroli Magicznej za próbę ratowania Muzeum Figur Woskowych, a już dostał wiadomość od swojej kuzynki, która podsunęła mu pomysł na wspólne działania. Tym razem w rezerwacie jednorożców. I dlaczego miałby jej odmówić? Ze strachu przed konsekwencjami? Za pierwszym razem wyłgał się dość swobodnie. Za drugim pewnie byłoby trudniej, ale nie miało to większego znaczenia. Jeśli kłopoty przyjdą, będzie musiał znowu się z nimi zmierzyć. Nic wielkiego. Odesłał Steve'a z potwierdzeniem spotkania przy budynku zarządu, jednak nie był pewny czy jego umiejętności miały pomóc, czy może zaszkodzić. W końcu ostatnio wcale nie był w pełni sił, a brak snu i odpoczynku poważnie się na nim odbijało. Ratował się wywarami wzmacniającymi i tak było również i tym razem. Nie chciał, żeby Iris się martwiła, bo pewnie dość łatwo zauważyłaby oznaki osłabienia. A później powiadomiłaby Jocelyn i cała rodzina wiedziałaby, że Jay się zamęcza. Nie. Nie chciał zwracać uwagi, dlatego eliksir znowu dodał mu nieco więcej energii.
Razem z jedną z bliźniaczek umówili się na nieco późniejszy wieczór, chociaż słońce jeszcze nie chowało się o tej godzinie za horyzontem i panowała lekka szaruga. Vane zaufał młodszej dziewczynie i nie robił nic w pojedynkę, czekając na pojawienie się znajomej twarzy. Cóż. Tak po prawdziwe gdyby pojawiła się jej siostra, Joss, nie rozróżniłby, która jest która. Nie miał pojęcia jak ich rodzice rozpoznawali swoje latorośle, ale dla niego nie istniał skuteczny sposób, by się nie gubić w dwóch takich samych obliczach. Po samym zachowaniu było już łatwiej, chociaż przy milczących dziewczętach miał nie lada problem. Zapewne czasami by nie robiąc mu przykrości, nie pokazywały tego, że astronom znów się pomylił. Wspólne spotkania jednak odbywały się ostatnio tak rzadko, że chwilowo nawet nie musiałby stawiać temu czoła. Wiedział też, że raczej Jocelyn nie pojawiłaby się tu ani nie zaproponowała mu naprawy magii, woląc nie angażować się w takie sprawy. A może coś się zmieniło?
Magiczne anomalie nie zamierzały oszczędzić nikogo. Nawet tak czystych jak jednorożce stworzeń. A może właśnie szczególnie dlatego? Zło atakowało z wielką siłą tych, którzy trwali przy dobru i mieli czyste serca. Jeśli można było wykrzywić jego obraz, czy można było się cofnąć przed kolejnym krokiem? Po pojawieniu się na terenie rezerwatu w Gloucestershire, Jayden próbował dostrzec jakąś ludzką postać, ale niestety bez skutku. Nie widział nawet pięknych zwierząt, których sierść przecież uwydatniała ich obecność na tle brązowych okolic. Przez jakiś czas wolno przechadzał się przed budynkiem, który niedawno jeszcze tętnił życiem, czekając na drugą osobę. Dopiero gdy chciał wychylić się zza kolejnego zakrętu, przystanął zdjęty grozą. Teraz już rozumiał dlaczego to miejsce było tak puste - bez ludzi i bez koni. Przed sobą miał owoc paskudnej czarnej magii, która wykrzywiła obraz nie tylko niewinności, ale również i jednorożców w paskudnej karykaturze niczym z opowieści grozy. Jayden wciąż miał wątpliwości czy t o na co patrzy, było kiedyś jednym z nich. Stwór był o wiele większy od normalnego przedstawiciela swojej rasy. Wszystko czym był, stanowiło przeciwieństwo jednorożca. Długa sierść o wszystkich kolorach tęczy, zamiast kopyt z przodu znajdowały się lwie łapy, szyja przypominała szyję smoka, a głowa... Kiedyś piękny koński pysk zastąpiony został gadzim paskudztwem. Astronom wciąż patrzył z przerażeniem na stwora, krok za krokiem wycofując się z jego pola widzenia. Potrzebna było mu transmutacja, jednak on nie znał tak silnych zaklęć. Gdzie ta Iris?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Iris Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5240-iris-vane http://www.morsmordre.net/t5259-brigid http://www.morsmordre.net/t5247-bukiet-irysow http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t5249-iris-vane
stażystka alchemii
20
Czysta
Panna
we're all trapped in our heads
and the cracks in our skin
are the only way
we can let other people in

so do
1
2
12
0
20
0
2 (40)
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Budynek zarządu   05.09.17 20:07

Kiedy minął pierwszy szok związany z majowym wybuchem, który pogrążył całą czarodziejską rzeczywistość w magiczno-pogodowym chaosie, pojawiło się miejsce na inne emocje, nie pozwalające Iris usiedzieć na miejscu. Wiedziała, że nie powinna się angażować; przechodzące powoli do codzienności anomalie nie miały w sobie nic błahego, nie były też dziecinną igraszką; cokolwiek je spowodowało, było nie tylko potężne, ale i groźne, a trzaskające od czarodziejskich wyładowań powietrze zbyt mocno pachniało czarną magią, żeby dało się to zignorować. Najprawdopodobniej należało więc pozostawić obowiązek uporządkowania szalejącej energii odpowiednio wykwalifikowanym do tego służbom – z tym, że Ministerstwo wydawało się albo zbyt pochłonięte własną wewnętrzną burzą, żeby zareagować odpowiednio szybko, albo wcale nie chciało tego robić, zakazując wstępu na dotknięte osobliwościami tereny.
A skoro o zakazach już mowa…
Iris pojawiła się w pobliżu budynku zarządu z cichym trzaskiem teleportacji, niemal od razu po wylądowaniu rozglądając się czujnie dookoła. Nie miała w zwyczaju łamania czarodziejskiego prawa (jej mama najprawdopodobniej dostałaby zawału, gdyby dowiedziała się o tej małej wyprawie), jednak tym razem prawo nakazywało jej trzymać się z daleka od nauki rozwijającej się i zakrzywiającej w czasie rzeczywistym, więc gdy deportując się, przywoływała myślami cel podróży, odczuwała tylko śladowe wyrzuty sumienia. Podeszwy jej butów zanurzyły się głęboko w miękkim od niedawnych deszczów błocie, ale zdawała się tego nie zauważać, zamiast tego – upewniwszy się, że nikt jej nie obserwuje – jak na pannę z dobrego domu przystało, poprawiła potargane włosy i wyprostowała przekrzywiony płaszcz, odruchowo opatulając się nim ciaśniej. Słońce chyliło się już ku zachodowi, pogłębiając cienie rzucane przez okoliczne drzewa i powodując drastyczny, nienaturalny spadek temperatury; stopnie Celsjusza musiały sięgać już zera, a wiedziała, że z każdą minutą będzie robiło się zimniej.
Wyglądało na to, że natura również przestała przestrzegać własnych praw.
Naciągnąwszy na twarz szeroki kaptur, ruszyła przed siebie, starając się poruszać możliwie bezszelestnie i wypatrując wysokiej postaci kuzyna. Wysyłając list akurat do niego, nie musiała namyślać się długo; chociaż to, co mu proponowała, trąciło lekkomyślnością, wiedziała, że jej nie odmówi – czy to ze względu na własne pobudki, czy zwyczajnie nie chcąc dopuścić, żeby samodzielnie rzuciła się w nieznane. I faktycznie – dostrzegła go niedługo później, ukrytego w cieniu budynku zarządu; zwrócony do niej plecami, wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą, jednocześnie ostrożnie się wycofując. Niewiele myśląc, podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem i musiała zakryć dłonią usta, żeby nie wydać z siebie zduszonego okrzyku; chociaż słyszała od osób trzecich o nietypowym przypadku samoistnej transmutacji, która siała postrach w rezerwacie, to ani przez moment nie wyobrażała sobie tego. Nadal milcząc, podziękowała w myślach samej sobie, że mimo wszystko nie postanowiła wybrać się na podbój świata samotnie.
Zrównawszy się z Jaydenem, wyciągnęła dłoń, delikatnie dotykając palcami jego łokcia i próbując w ten sposób zwrócić na siebie jego uwagę. Nie chciała go przestraszyć, ale nie chciała też zdradzić ich pozycji przechadzającemu się po polanie jednorożcowi. Przenosząc wzrok na kuzyna, przyłożyła palec do ust, przekazując mu wiadomość bez słów i niemal natychmiast powracając spojrzeniem do przekształconego karykaturalnie stworzenia. Jej oczy rozszerzyły się szeroko, a w jasnych tęczówkach błysnęła jednocześnie ciekawość, fascynacja, ukryty głęboko lęk i niepodważalny szacunek; nawet w tej formie, bestia wydała jej się majestatyczna. I przerażająca – choć do tego przyznawała się już z mniejszym entuzjazmem.
Wstrzymała oddech, przesadnie powoli wyciągając z kieszeni różdżkę, mimo że część jej odwagi i pewności siebie uleciała bezpowrotnie, rozpływając się w mroźnym powietrzu. Kiedy po cichu zbliżała się czegoś, co jeszcze do niedawna było jednorożcem, jej serce tłukło się mocno o żebra, wygrywając jakąś niespokojną, ostrzegawczą pieśń. Zignorowała jednak jego podszepty – obecność Jaya dodawała jej otuchy – i znalazłszy się wystarczająco blisko, skierowała różdżkę w stronę stworzenia. – Reparifarge – szepnęła, nadal ściszając głos, chociaż wiedziała, że jeżeli zaklęcie się nie powiedzie, zachowanie ciszy stanie się najmniejszym z ich zmartwień.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Budynek zarządu   05.09.17 20:07

The member 'Iris Vane' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 31

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
nie ogarniam biegłości </3
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Budynek zarządu   07.09.17 9:35

Czy próbowanie poprawienia świata było czymś złym? Przecież nikt nie powinien był pozostawać bez tej opcji, a na pewno ktoś taki jak Jayden nie zamierzał patrzeć po prostu na wszystko bez mrugnięcia okiem. Jeśli widział, że gdzieś trzeba było pomóc, nie mógł postąpić inaczej. Nawet jeśliby chciał. Nic więc dziwnego że łamał zakazy Ministerstwa Magii ostatnio dość nagminnie, chociaż jako profesor w renomowanej szkole raczej powinien unikać podobnych wydarzeń, które mogłyby przyćmić jego autorytet. A jednak nie przejmował się tymi niuansami odpowiednimi dla szlachciców i ludzi przejmujących się swoją karierą czy każdym, nawet najmniejszym gestem. Teraz szczególnie chciał pomóc. I okazja nadarzyła się o wiele szybciej i z tak odmiennego niż wcześniej źródła, że od razu się zgodził.
Stojąc przy zimnej ścianie budynku zarządu, nie spuszczał spojrzenia z okolicy, nie chcąc dać się zaskoczyć. Cóż by to był za niefart. Zresztą nie służb się tutaj najbardziej obawiał, a powodu, dla którego się tu zjawił w postaci tej.. Chimery? Ciężko było to sprecyzować, ale może bardziej odpowiadało jakiejś zmutowanej gadzinie po przejściach. Skąd z jednorożca stał się pół-smokiem? I jeszcze lwem? I jakąś walijską krową z długimi włosami? Jayden pokręcił jedynie głową, widząc te wszystkie dziwy, jednak póki był z daleka nic się nie mogło wydarzyć. A przynajmniej jeszcze nie, chociaż różnie to bywało. Gdy znalazł się poza zasięgiem wzroku dziwnej bestii, oparł się ramieniem o mur opuszczonej willi. Zastanawiał się, gdzie podziali się pracownicy i dlaczego nie walczyli z magią, która zbezcześciła ich miejsce pracy? Czy był w tym jakiś ukryty cel? Sami na pewno nie zyskiwali na tym, że ich rezerwat podupadł, a znaczna jego część nie nadawała się do zwiedzania czy zwyczajnego chociażby bytowania. Tak się zastanawiając, nie usłyszał za plecami zbliżającej się postaci, dlatego drgnął lekko gdy poczuł nagły dotyk. Nie krzyknął jednak tylko dość szybko wydmuchał powietrze, widząc znajomą twarz. Widział w jej oczach zaskoczenie tym, co tu spotkali i nie mógł się nie zgodzić. Jednak by zdjąć zaklęcie musieli znać się na transmutacji, a on nieszczególnie parał się tą dziedziną. Dlatego też zostawił to swojej kuzynce. Znała się na tym znacznie lepiej od niego. Sam nie wiedziałby nawet jakie zaklęcie rzucić. Niestety coś poszło zdecydowanie nie po ich myśli. Różdżka nie posłuchała się swojej pani i zamiast zdjąć czar, jedynie przyciągnęła uwagę zwierzęcia. Kreatury. Ta nieco chyba na wpół zdezorientowana na wpół przestraszona kaszlnęła lub kichnęła, ciężko było powiedzieć, i nim któregokolwiek z nich zdążyło zareagować, posłało w stronę Iris kulę ognia. Jayden nie mógł nic powiedzieć, ale zamiast tego złapał kuzynkę za rękę i czknął. Przenosząc ich nie wiadomo gdzie.

|ztx2 tu




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
 

Budynek zarządu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Bank Gringotta
» Strzelnica policyjna
» Rozwalony budynek
» Zarządca Fairy Hills

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Gloucestershire :: Rezerwat jednorożców-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17