Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Polana   05.03.17 22:50

Polana

Jedna z polan w lesie, która roztacza wokół siebie specyficzną magiczną aurę, gdyż to właśnie to miejsce jednorożce upodobały sobie najbardziej i to właśnie tutaj najczęściej można je spotkać. Od głównej drogi prowadzi do niego mała wąska ścieżka, która jest trudna do odnalezienia dla odwiedzających, ale wszyscy pracownicy dobrze wiedzą gdzie ona się znajduje. Polana otoczona jest w większości przez drzewa iglaste, które odgradzają ją od głównej drogi i sprawiają, że dla osób niewiedzących, gdzie powinny szukać, staje się naprawdę trudna do odnalezienia.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson http://www.morsmordre.net/t3136-persephone http://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum http://www.morsmordre.net/f211-cotswolds-hills-broadway-tower-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Stażystka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
25
Szlachetna
Panna
memento mori
6
8
1
0
15
5
7 (30)
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana   08.04.17 21:58

20 IV 1956 ?

Kroczyła powoli wąską ścieżką, co jakiś czas zatrzymując się by rozejrzeć się dookoła. Mogłoby się wydawać, iż obserwuje stojące opodal jednorożce, w istocie poniekąd to właśnie robiła. Jej myśli jednak nie były pochłonięte pięknem szlachetnych zwierząt, a rozmyślaniom, które już od jakiegoś czasu ją dręczyły. W domu jednak nie mogła oddać się im w pełni, bowiem jak na złość jej ojciec czy pozostała część rodziny, starała się wplątać ją w rozmowę. Te zaś często dotykały niewygodnych dla niej tematów, skutkując rozdrażnieniem kobiety, czasami nawet i sprzeczkami, o ile naturalnie mogła sobie na to pozwolić. Nie dało się ukryć, iż miała charakterek, który jednak chcąc czy nie, musiała temperować z uwagi na zasady, które tego od niej wymagały. Każdy ma jednak granice wytrzymałości - zbliżał się koniec kwietnia oraz jej cierpliwości. Była pełna podziwu dla samej siebie, iż wytrzymała i tak dość spoty kawałek czasu, hamując się jak tylko mogła - wszystko to bowiem miało swój początek w dniu kiedy oznajmiono jej, iż jej departament został rozwiązany i ta musi czekać na informacje na temat przeniesienia. Tymczasowo zatem skończyły się jej obowiązki, nadeszły dni, które prawdopodobnie zabiłyby ją nudą, gdyby nie umiała ich sobie odpowiednio zagospodarować. Pomysły jednak powoli się kończyły, a ją zaczęły pochłaniać myśli, przynosząc nowe pomysły i zdania na różne tematy.
Dzisiaj postanowiła udać się do rezerwatu, by móc w spokoju oddać się jednej z ostatnich idei, które ją nawiedziły. Pragnęła nauczyć się czegoś nowego, posiąść nowy rodzaj wiedzy, które przy tym mogłoby nieco zaspokoić jej ogromną ambicję. Już od dłuższego czasu czuła, iż marnuje siebie i swój czas, teraz miała go wystarczająco by móc poświęcić się czemuś nowemu. Musiała jednak wszystko odpowiednio zaplanować, teraz miała ku temu okazję. A przynajmniej tak sądziła z początku, szybko bowiem nakreśliła w myślach zamysł swoich przyszłych działań. Teraz wystarczyło je tylko zrealizować.
Ponownie zatrzymała się na ścieżce, patrząc na stojące nieopodal jednorożce. Tym razem jednak skupiła się na samych stworzeniach i miejscu, w którym się znajduje. Dawno go nie odwiedzała, chociaż jej ród sprawował nad nim piecze. Była chyba jednak zbyt pochłonięta wszystkim innym, poza tym zwierzęta nigdy nie zyskały zbyt dużego zainteresowania z jej strony. Tak naprawdę jedyne z którymi miała stały kontakt, to jej sowa i koty okazjonalnie napotkane. Do tych drugich miała szczególną słabość, co jednak nie było niczym dziwnym zważywszy chociażby na jej patronusa. Jednorożce zaś... nie wiedzieć czemu nigdy jej do nich znacznie nie ciągnęło. Wydawały się jej być zbyt idealne, zbyt czyste. Nie potrafiła zdefiniować swoich odczuć względem nich, była jednak pewna iż ona nie zachwycała się tymi stworzeniami w takim stopniu, jak inni zwykli to robić.
Ruszyła dalej, cicho wzdychając. Postanowiła jeszcze chwilę zostać w rezerwacie, korzystając z tej chwili samotności. Ta jednak szybko okazała się być dość pozorna, po chwili do uszu Elisabeth dobiegły kroki - zważywszy na to, iż były one dość ciche, od razu wywnioskowała iż niedługo ujrzy prawdopodobnie drobną postać kobiety. Nie myliła się.
- Dzień dobry, lady Yaxley - powiedziała, unosząc jeden kącik ust do góry. - Cóż za nieoczekiwane spotkanie.





 
 
The way to have power
is to take it.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Polana   17.04.17 20:44

Mimo zmiany obowiązków nigdy nie pozwoliłabym sobie na to, aby wpłynęły one na moje ulubione zajęcia. A jednym z nich było przechadzanie się terenami rezerwatu, które przecież znałam niemal jak własną kieszeń i podziwianie zwierząt, które się w nim znajdowały. Od małego miałam słabość do rezerwatu i kiedy tylko mogłam pojawiałam się tutaj, aby spędzić czas z jednorożcami. I moje życie tak miło się potoczyło, że dane było mi z nimi pracować, zajmować się nimi, dbać o ich dobro i pomagać w zarządzaniu tymże miejscem. Lord Parkinson okazał się ogromnym zaufaniem i wielkodusznością pozwalając mi wypowiedzieć się w niektórych tematach i brać pod uwagę moje zdanie, a ja bardzo doceniałam jego dobroć i starałam się, aby wykonywana przeze mnie praca była wykonywana należycie. Dlatego oprócz pracy jaką mi zlecano, czy też zastanawianiem się nad tym cóż mogłabym doradzić, oddawałam się także przyjemnościom, które były dla mnie również częścią mojej pracy. Cóż chcieć więcej? Przechadzając się ścieżkami rezerwatu nie tylko odpoczywałam i doglądałam, ale dzięki temu mogłam również zastanowić się nad tym co ulepszyć, co wymaga poprawy, nawet jeśli ograniczało się to do zwrócenia uwagi na to, że ławeczki wymagają pomalowania. Ale dzisiaj wszystko było idealnie, a ja kierowałam się w stronę polany by spędzić chwilę czasu ze swoimi ukochanymi stworzeniami. Póki miałam jeszcze taką możliwość. W tym momencie nie wiedziałam nawet jak blisko byłam prawdy, że lada chwila się zaręcze, a moje dalsze kontakty z tymi zwierzętami znów staną pod znakiem zapytania. Po za tym, po ostatnich atakach na jednorożce i śmierci kilku z nich w samym rezerwacie, starałam się wierzyć, że moje doglądanie zapewni im większe bezpieczeństwo. Może nie była to prawda, ale ja czułam się z tym lepiej.
Nie spodziewałam się, że ujrzę kogoś na polanie, a im bliżej podchodziłam, tym bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że nie jest to byle kto, żaden nieznany mi odwiedzający. Parkinsonów można było poznać na kilometr, byli niezwykle charakterystyczni i nawet jeśli nie miało się do czynienia z daną osobą na co dzień, to po można było się domyślić kim jest owa osoba. Tym bardziej kiedy się odwróciła i można było dostrzec jej twarz.
- Lady Parkinson - odpowiedziałam uprzejmie. - Nie spodziewałam się lady tutaj, faktycznie nieoczekiwane spotkanie.
Podeszłam bliżej, aby stanąć w tej samej odległości do zwierząt i spojrzałam na nie z ciepłym uśmiechem. Lady Parkinson widocznie oddawała się tej samej przyjemności, której ja miałam zamiar się oddać. Miło będzie mieć towarzystwo, przynajmniej mnie, nie wiem jak podchodziła do tego panna Elizabeth. Może jej przeszkadzałam, bo chciała być sama?
- Coś szczególnego cię tu sprowadza, lady? - zapytałam z zaciekawieniem.
Z tego co wiedziałam, to rzadko bywała w rezerwacie, nigdy nie wyrażając większego zainteresowania ani tym miejscem, ani tym bardziej zwierzętami. Nic więc dziwnego, że zastanowiło mnie to, co ją tutaj przygnało.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson http://www.morsmordre.net/t3136-persephone http://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum http://www.morsmordre.net/f211-cotswolds-hills-broadway-tower-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Stażystka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
25
Szlachetna
Panna
memento mori
6
8
1
0
15
5
7 (30)
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana   06.05.17 17:12

W istocie, Elisabeth niezwykle rzadko miała okazję przebywać w rodzinnym rezerwacie. Obowiązki zawodowe oraz dość małe zainteresowanie przebywającymi w nim zwierzętami sprawiły, że nie potrafiła precyzyjnie określić, kiedy ostatni raz miała okazję przechadzać się tymi alejkami. Z pewnością nie był to krótki odcinek czasu, wiele się bowiem zmieniło od jej ostatniej wizyty. Wszystko wyglądało niezwykle świeżo, trawa była soczyście zielona... Nie można było znaleźć żadnego elementu, przez który pracowników mogłaby posądzić o niedbalstwo. Wręcz przeciwnie. Mogła być pewna, że jednorożcami zajmują się odpowiednie osoby. A przynajmniej większość, bowiem nie można było zapomnieć o ostatnich wiadomościach dotyczących tajemniczych ataków na przebywające tu zwierzęta. Wydawałoby się, że poziom bezpieczeństwa miejsca nie pozwoli na podobne wypadki. Nadeszły jednak czasy, w których nic nie wydawało się być odpowiednio zabezpieczone. Nie budziło to w niej jednak lęku, była pewna swoich umiejętności na tyle, żeby wierzyć iż w razie potrzeby, będzie w stanie się obronić. Poza tym nie wydawała się należeć do osób, stanowiących potencjalny cel jakichkolwiek ataków.
- Dawno nie miałam okazji przechadzać się tymi dróżkami, a że potrzebowałam odetchnąć świeżym powietrzem, postanowiłam odświeżyć ich obraz w mojej pamięci. - odpowiedziała, wymownie rozglądając się dookoła. Po tym jednak jej wzrok wrócił na twarz rozmówczyni. - Przyznam, iż wiele się zmieniło od mojej ostatniej wizyty...
Nie potrafiła określić swoich uczuć w związku z pojawieniem się kobiety. Jej pierwotnym zamiarem była samotna wędrówka po tym miejscu. Teraz jednak najwyraźniej zmieniła zdanie, czego dowodem było ostatnie wypowiedziane zdanie, które w jakiś sposób miało podtrzymać rozmowę. Ciekawą odmianą była bowiem rozmowa z lady Yaxley, której Elisabeth dawno nie widziała. Ich ostatnie spotkanie prawdopodobnie miało miejsce na sabacie, którego zakończenie było dość nieprzyjemne...
- Jeśli dobrze pamiętam, to lady pracuje w rezerwacie, czy tak? - spytała po chwili, z zaciekawieniem przyglądając się rozmówczyni.





 
 
The way to have power
is to take it.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Polana   14.06.17 20:52

Słuchałam jej słów uważnie, musiało jej bardzo długo tutaj nie być, skoro tak dużo zmieniło się od jej ostatniej wizyty. Ale nie chciałam dopytywać, mogło być to odebrane jako zbyt wścibskie. Ale było to dla mnie naprawdę nie do pomyślenia, że może być ktoś, kto nie przejawia takiego zainteresowania zwierzętami. Ja nie potrafiłam sobie wyobrazić dnia bez obecności tutaj, bez przechadzki, bez sprawdzenia czy wszystko jest dobrze. A już w szczególności po ostatnich wydarzeniach, które dość mocno się na mnie odbiły. Jeżeli ktoś kocha takie zwierzęta tak mocno jak ja, nic dziwnego, że bardzo mocno przeżywa ich śmierć. Czuje się emocjonalnie związana z każdym ze zwierząt w tym rezerwacie, z każdym z osobna i każdego cierpienie przeżywam równie mocno.
- Rozumiem, chwila spaceru na pewno dobrze ci zrobi, panno Parkinson - zauważyłam. - W rezerwacie jest zdecydowanie czystsze powietrze niż w mieście, dlatego i ja lubię tu przebywać. Nie wiem jak długo lady tu nie było, aczkolwiek faktycznie staramy się dbać o rozwój tego miejsca, aby zwierzętom było jak najlepiej.
Odpowiedziałam z pełnym szacunkiem, nie tylko do samej Parkinsonówny, ale także do zwierząt i zarządu, który tak dbał o to miejsce. W tym także i ja. Odkąd moja praca była związana z zarządem, czułam na swoich barkach większą siłę odpowiedzialności. Dlatego też za każdym razem starałam się w bardzo pochlebny sposób wyrażać o osobach z którymi pracowałam, tym bardziej odkąd dowiedziałam się jak naprawdę trudna jest ta praca.
- Tak, od niedawna doradzam w zarządzie. Przyznam szczerze, że bardzo się cieszę, że lord Parkinson zdecydował się skorzystać z mojej wiedzy i świeżego spojrzenia - przyznałam.
Naprawdę, aż duma mnie rozpierała, a do pracy przychodziłam z ogromną przyjemnością i dawałam z siebie wszystko, by tylko spłacić dług wdzięczności za zaufanie i szansę rozwoju. Musiałam korzystać póki mogłam, już niedługo w końcu miałam zostać żoną Cynerica. Miał on bardzo konserwatywne spojrzenie na świat, może nawet bardziej konserwatywne niż mój ojciec i nie byłam pewna, czy przypadkiem z dniem ślubu moja przygoda z rezerwatem nie dobiegnie końca. Póki co jednak nie rozmawialiśmy na ten temat, a i ja się nie wyrywałam. Niemożność pracy w rezerwacie byłoby dla mnie katorgą.
- Może się przejdziemy dalej? - zapytałam.
Gdybyśmy wróciły na dróżkę, to gdzieś w okolicy na pewno znajdzie się jakaś ławeczka, abyśmy mogły usiąść i odpocząć. Ale równie dobrze, jeśli lady wyrazi taką chęć, to mogłam ją odprowadzić do wyjścia. W sumie to nie wiedziałam ile panna Parkinson była już w rezerwacie i może właśnie zawracała do wyjścia?





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson http://www.morsmordre.net/t3136-persephone http://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum http://www.morsmordre.net/f211-cotswolds-hills-broadway-tower-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Stażystka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
25
Szlachetna
Panna
memento mori
6
8
1
0
15
5
7 (30)
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana   05.07.17 14:50

Elisabeth nigdy nie czuła się związana z obecnymi w rezerwacie jednorożcami bądź innymi magicznymi stworzeniami. Trudno było jej zdefiniować powody, lecz mogło być to związane z faktem, iż w szkole zajęta wieloma obowiązkami i przedmiotami nie przykładała wagi do nauki związanej ze zwierzętami. Nie potrafiła odnaleźć dla nich czasu sądząc, że jest to wiedza zbyteczna. Obecnie jedynie jej ambicja cierpi na tym braku, który od czasu do czasu ujawniał się w rozmowach. I chociaż potrafiła to zatuszować, pozostawiło to po sobie złość i chęć nadrobienia zaległości. Stojąc przed lady Yaxley nagle uderzyły w nią te wszystkie uczucia, z których narodziła się chęć do poproszenia jej o małą pomoc w tej kwestii. Postanowiła jednak powstrzymać się i nieco rozwinąć rozmowę.
- Wierzę, iż ta decyzja nie była przypadkowa - odpowiedziała na jej słowa odnośnie przyjęcia do zarządu. - Członkowie mojej rodziny przykładają ogromną wagę do opieki nad tym miejscem i z pewnością nie pozwoliliby na to osobie bez odpowiednich predyspozycji. A skoro lady tu jest to chociażby jej wiedza odnośnie zwierząt musi być ogromna.
Jej uwadze nie uszły pochlebstwa w stosunku do tego miejsca i przebywających tutaj zwierząt. Trudno było nie dostrzec ogromnej miłości jaką lady Yaxley żywiła w stosunku do jednorożców. Można uznać wręcz, iż ta w jakiś sposób je przypomina - była piękna z wyglądu, a i zachowywała się jak na szlachciankę przystało. Pasowała do nich podobnie jak Elisabeth do kotów, z którymi się utożsamiała.
- Z przyjemnością się przespaceruję w szczególności, iż dzisiaj mam za towarzystwo osobę bardzo dobrze znającą to miejsce - odpowiedziała. - Nigdy nie miałam okazji odwiedzić tego miejsca w charakterze gościa, a wydaje mi się być to ciekawe. O ile oczywiście lady ma wystarczającą ilość czasu i chęci. Równie dobrze możemy znaleźć miejsce, by na nim usiąść i porozmawiać.
Elisabeth pochłonięta wcześniej myślami, bez celu krążyła po rezerwacie napawając się czystym powietrzem, które w istocie było tu o wiele przyjemniejsze niż w mieście. Nawet ona potrafiła to dostrzec, a nie należała do osób miłujących naturę i przyrodę. Umiała ją docenić, dostrzec jej piękno, lecz nie ceniła jej sobie. Nie czuła potrzeby przynosić do domu kwiaty, o wiele bardziej wolała wchodzić do pokoju z kolejnym starym tomiszczem, które mogłoby zagwarantować jej rozrywkę na wieczór.





 
 
The way to have power
is to take it.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Polana   26.07.17 19:22

Jej słowa łechtały moje ego. Niemal czułam jak rosłam pod wpływem jej pochlebstw, jeszcze trochę i chyba byłabym wyższa niż najwyższe drzewa. Uśmiechnęłam się radośnie, było mi bardzo miło, że ktoś dostrzegał moje starania oraz miłość do tych zwierząt i tego miejsca. Spędzałam tu każdą chwilę, którą mogłam poświęcić na rezerwat i nie pamiętam tak naprawdę kiedy to się zaczęło. Tyle czasu już to trwało! Powoli się rozwijałam, zdobywałam coraz większe doświadczenie. Żal mi serce ściskał gdy myślałam o tym, że już niedługo nie będę mogła tak swobodnie podejść do nich, wyciągnąć dłoń i pod palcami wyczuć ich cudownych, lejących się, delikatnych i jakże miękkich włosów.
- Bardzo miło mi to słyszeć z panny ust - odpowiedziałam.
Ruszyłyśmy dalej, skoro panna Parkinson nie miała nigdy okazji zwiedzać parku ze strony odwiedzających, to miałam zamiar pokazać jej najładniejsze miejsca w okolicy. Ja również miałam ochotę się przejść, kiedy tylko mogłam starałam się wychodzić z budynku zarządu i doglądać tego, co się tu dzieje. Tym bardziej po ostatnich wydarzeniach. Idąc spokojnie przez chwilę milczałam, gdy wkroczyłyśmy na ścieżkę poprowadziłam Elizabeth w głąb parku.
- Na pewno panna słyszała o ostatnich wydarzeniach, kilka zabitych jednorożcy. Nie wiem jak stoi teraz sprawa i czy udało się znaleźć tych zbrodniarzy, o ile jeszcze żyją. Ponoć na osobę, która zdecyduje się zabić jednorożca, spada okrutna klątwa. Nigdy nie chciałam nikomu źle życzyć, ale mam nadzieję, że ich dosięgła - zaczęłam, spoglądałam przed siebie i starałam się zachować spokój, to nadal wywoływało we mnie bardzo mocne, negatywne, emocje. - Od tamtej pory ochrona w rezerwacie została wzmocniona, mam nadzieję, że zapobiegnie to dalszym atakom. Dlatego też często sama doglądam, tamte wydarzenia bardzo mocno przeżyłam.
Gdy sobie pomyślę o tym jak bardzo moje kochane stworzenia musiały cierpieć, aż serce rozrywa mi się na kawałki, a łzy stają w oczach. Z trudem powstrzymałam się przed rozklejeniem i przez chwilę milczałam nie patrząc na swoją towarzyszkę, aby nie pokazać jej, jak bliska jestem płaczu. Nie wiem czy kiedykolwiek o tym wszystkim zapomnę, to pierwsza taka tragedia odkąd pamiętałam.
- Jeżeli skręcimy tu na prawo, to trafimy na kolejną polanę, gdzie spędzają czas dorosłe osobniki, kawałek dalej i po lewej stronie często można trafić na młode. Są one zdecydowanie ufniejsze, często nawet pozwalają podejść do siebie mężczyznom.
Spojrzałam na Elizabeth oczekując od niej decyzji co chce zobaczyć. Rezerwat znałam niemal jak własną kieszeń, z zamkniętymi oczami trafiłabym na miejsce i miałam wrażenie, że nigdy nie mogłabym się tu zgubić.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson http://www.morsmordre.net/t3136-persephone http://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum http://www.morsmordre.net/f211-cotswolds-hills-broadway-tower-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Stażystka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
25
Szlachetna
Panna
memento mori
6
8
1
0
15
5
7 (30)
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana   02.08.17 15:05

Mogła nie przykładać wagę do rodzinnego rezerwatu i nie czcić zwierząt, które się tutaj znajdowały. Byłaby jednak ignorantką, gdyby nie słyszała o ostatnich wydarzeniach, które miały tu miejsce. Wiedziała o zbrodniach, bowiem wszyscy członkowie jej rodziny wciąż o nich mówili. Parkinsonowie byli wzburzeni do granic możliwości, a ich poczucie bezsilności wzmagało te negatywne emocje. Trudno było nie czuć negatywnych emocji, które kłębiły się w zakamarkach jej domostwa, stawały niemalże namacalne. Chciano odkryć zbrodniarza i srogo go ukarać za zbrodnię, której się dopuścił. Życzono mu rychłej śmierci, klątwy, o której słyszała. Wielokrotnie rodzina odnosiła się do niej, szczerze w nią wierząc. Jeśli zaś o nią chodziło, to miała nieco inne podejście do sprawy. Opanowywała ją ciekawość na myśl o morderstwach jednorożców, bo w istocie była to sprawa warta jej uwagi. Wielokrotnie zastanawiała się nad przyczyną popełnionych czynów - nikt nie morduje tak szlachetnych zwierząt z czystej zachcianki. Teorii było wiele, a każda z nich była mniej lub bardziej prawdopodobna. Nie miały one jednak większego znaczenia, ponieważ wciąż pozostawały jedynie możliwościami. Ona zaś chciała znać prawdę i liczyła, iż któregoś dnia będzie jej to dane.
- Oczywiście, że słyszałam. Mieszkając w siedzibie mojego rodu podobne informacje nie mogły mi umknąć. Również informacje o klątwie są mi dobrze znane. Moja rodzina szczerze w nią wierzy - odpowiedziała, idąc powoli obok lady Yaxley. - Rozumiem, że jest lady mocno zżyta z tym miejscem i jednorożcami, toteż pani emocje są całkowicie normalne. Niestety, nie mogę zapewnić iż teraz z pewnością wszystko będzie dobrze, bowiem nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Zawsze znajdzie się śmiałek, który będzie próbował. Taki już jest świat, a lady może jedynie podjąć z tym walkę.
Krocząc ścieżką nie patrzyła na Rosalie. Jedynie co jakiś czas zerkała na nią, pod pozorem grzeczności. Wszak gdy się z kimś rozmawia, powinno się na niego patrzeć, a przynajmniej zerkać co jakiś czas. Elisabeth obserwowała jednak jej reakcję, a te były dla niej bardzo klarowne. Bardzo możliwe, iż było to spowodowane emocjonalnością z jaką jej towarzyszka podchodziła do wszystkiego. Działając pod wpływem uczuć, ludzie szybciej odkrywają własne karty.
- Myślę, iż miło byłoby obejrzeć te młodsze osobniki - odpowiedziała niemal natychmiast. Nie miała problemów z podejmowaniem podobnych decyzji. Już po chwili kroczyły dalej.
- Długo ma zamiar lady pozostać na swoim stanowisku? - spytała po chwili milczenia. - Patrząc na to, jak podchodzi pani do spraw rezerwatu wnioskuję, że jeszcze długo będzie lady służyła mu swoimi radami.
Przy tym pytaniu Elisabeth zerknęła na swoją towarzyszkę ze skrywaną ciekawością.





 
 
The way to have power
is to take it.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Polana   06.08.17 13:40

I miałam ogromną potrzebę podjęcia z tym walki. Oczywistym było, że nie stanę do boju z różdżką w ręce i nie będę nocami patrolować całego lasu. Tylko ja sama jedna nic bym nie zdziałała, a jeśli ktoś miał odwagę, aby zabić jednorożca, to również miałby odwagę, aby zabić i mnie. Nie byłam głupia, chociaż może na taką wyglądałam, nie miałam zamiaru się wystawiać. Ale przekonując lorda Parkinsona do zastosowania nowych środków ochronnych, to większej ilości strażników w lesie i do polepszenia ich kompetencji mogłam chociaż trochę pomóc. Przybliżyć się do tego, aby taka sytuacja więcej się nie wydarzyła. Dobrze było wiedzieć, że nie tylko ja byłam tak ogromnie poruszona i nawet osoby, które nie były zbytnio zainteresowane ich życiem, dostrzegały, że to co się wydarzyło, nie było byle incydentem. A ogromną stratą.
- Cieszę się, że i lady ma podobne odczucia - odpowiedziałam jedynie.
Co jakiś czas na nią zerkałam, ale starałam się nie trafiać na nią w tym samym momencie, w którym ona patrzyła na mnie. Moje wzruszenie się nie było na miejscu, ale cóż że ja poradzę, że tak emocjonalnie do tego podchodziłam? To były moje ukochane stworzenia, a gdy je krzywdził, krzywdził też i mnie. Odetchnęłam lekko, gdy zmieniłyśmy temat. Lady Parkinson wyraziła chęć zobaczenia młodych, więc poprowadziłam ją w odpowiednią stronę. Szłyśmy powoli, tak, aby ich nie spłoszyć. Chociaż z młodymi to nie było tak łatwo, były niesamowicie ciekawskie i nawet potrafiły podejść do mężczyzn, w momencie gdy dorosłe osobniki już dawno kryły się za drzewami. Teraz jednak nie miały się czego bać. Miałyśmy jeszcze kawałeczek do przejścia, a lady zadała mi wtedy pytanie. Chwilę się nad nim musiałam zastanowić.
- Tak długo, jak będę mogła. Wszystko zależy od tego jak lord Parkinson będzie zadowolony z mojej pracy oraz od mojego przyszłego męża, bo oczywiście może nie życzyć sobie, abym pracowała - stwierdziłam, chociaż w moim głosie nie było czuć żadnego żalu, zdenerwowania, czy czegoś podobnego. Byłam z tym pogodzona i podporządkowałabym się, wiedziałam w końcu, że to mój obowiązek i cokolwiek mój przyszły mąż postanowi, będę musiała się dostosować. - Jeśli tylko w rezerwacie będą potrzebowali mojej opinii lub doradztwa, to zawsze mogą na mnie liczyć. Ale lord Parkinson o tym doskonale wie. O, to tutaj!
Wyprowadziłam pannę Elizabeth w głąb lasu i trafiłyśmy na odpowiednie miejsce. Już z za niewysokich krzewów widać było małe, które aktualnie skubały sobie trawę. Gdy tylko zaszeleściłyśmy te uniosły swoje uszy i spojrzały na nas z zaciekawieniem, a nie wyczuwając w nas wrogów, nie bacząc na dorosłe osobniki, podeszły do nas domagając się pieszczot. Moja dłoń automatycznie powędrowała do grzywy jednego z nich, a uśmiech pojawił się na twarzy. Gdy pojawiały się nowe młode wiedziałam, że to co robimy jest naprawdę słuszne.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson http://www.morsmordre.net/t3136-persephone http://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum http://www.morsmordre.net/f211-cotswolds-hills-broadway-tower-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Stażystka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
25
Szlachetna
Panna
memento mori
6
8
1
0
15
5
7 (30)
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana   07.08.17 20:13

Zmiana tematu i dla niej była miła, bowiem nie chciała zbytnio obchodzić się ze swoim małym zainteresowaniem względem jednorożców. Szczególnie, że jej rozmówczynią była Rosalie Yaxley, której zdanie na temat tych stworzeń, Lisa zdołała już poznać. Nie chciała tracić w jej oczach, a mogłoby się to wydarzyć, gdyby odkryła swoje prawdziwe zdanie. Co prawda Elisabeth nie dostrzegała w niej na razie silnej sojuszniczki, która w przyszłości mogłaby okazać się przydatna, lecz przyszłość trudno było przewidzieć. Wiele mogło się zmienić, a ona lubiła być przezorna. Szczególnie, że póki co jej relacje z członkami rodu Yaxley były dość dobre. Nie chciała tego zmieniać. Podjęła się zatem próby zmiany tematu, co okazało się być odpowiednim posunięciem. Przy okazji też Parkinson miała sposobność zapytać nie tylko o kwestie zawodowe, ale też te bardziej prywatne. Przebywając często w towarzystwie licznych ciotek, oczekujących rychłego za mąż pójścia z twojej strony, skazana była na słuchanie o rzekomych ideałach wśród młodych lady. Jej dzisiejsza towarzyszka należała do tego skromnego grona. Przepowiadano jej rychłe zaręczyny, a Elisabeth postanowiła sprawdzić jak bardzo trafne były rokowania jej rodziny.
- Oh, lady z góry zakłada podobne rzeczy? - powiedziała dość lekkim tonem. - Dlaczego pani przyszły mąż miałby chcieć czegoś takiego? Brzmi lady tak, jakby już wiedziała kto zostanie tym szczęśliwcem i znała doskonale jego zdanie w kwestii zawodowej.
Ton jej głosu był dość lekki, czego nauczyła się podczas rozmów błahych, niemających żadnego znaczenia. Zwykli plotkarze i osoby marnotrawiące swoje słowa zazwyczaj w taki sposób się wypowiadali. By zatem nie okazać swojego zaciekawienia poruszanym tematem, Parkinson mówiła w taki a nie inny sposób, co często działało na rozmówców. Naturalnie nie musiało w tym przypadku, ale nie pytała o rzeczy tak istotne, by się tym zanadto przejmować.
Słysząc zapowiedź dojścia na miejsce, Elisabeth przeniosła część swojej uwagi na otoczenie. Jej wzrok padł na młode jednorożce, stojące nieopodal. Te szybko niesione ciekawością i pragnieniem pieszczot, podeszły do nich. Parkinson również, idąc za przykładem towarzyszki, zaczęła głaskać jednego z jednorożców. Pozwoliła sobie przy tym na lekki uśmiech. Nie było to coś, co miała okazji robić na co dzień i chociaż jednorożce nie liczyły się dla niej aż tak mocno, to musiała przyznać, iż przyjemnie było mieć z nimi tą chwilę bliższego kontaktu. Chwila zaś, która miała być krótka, zaczynała rozciągać się w czasie za sprawą nowych osobników, które z ufnością podchodziły do młodych lady.
- Muszę przyznać, iż stworzenia te są niezwykle czarujące- powiedziała po milczeniu. - Może nawet będę skłonna częściej je odwiedzać...





 
 
The way to have power
is to take it.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Polana   08.08.17 13:39

Miałam wrażenie, że już bliżej niż dalej mojego zaręczenia się. Nawet nie spodziewałam się tego, jak blisko prawdy jestem, bo zaręczynowy pierścionek miał pojawić się na moim placu już jutrzejszego popołudnia. Póki co jednak nie wiedziałam o tym, a to co mówiłam, było tylko moimi przypuszczeniami. Nie miałam pojęcia jakie poglądy będzie miał mój przyszły mąż, czy pozwoli mi pracować, czy każe porzucić zajęcie i skupić się na byciu jego żoną? Nie wiedziałam, dlatego też zakładałam każdy z możliwych scenariuszy, nawet ten najgorszy. Nie mogłam bowiem zakładać, że po ślubie nic się nie zmieni. Zmieni się wszystko i musiałam być na to gotowa. Gładząc jednorożce wiedziałam, że są to jedne z naszych ostatnich wspólnych chwil. Wraz z moją nocą poślubną przestanę być mile widziana na tych polanach. Powodowało to u mnie smutek, chociaż bardzo cieszyłam się na ślub, to równało się to z ogromną stratą, z którą na pewno długo nie będę w stanie się pogodzić. Miałam nadzieję, że mój przyszły mąż to zrozumie i nie będzie z tego powodu ze mnie niezadowolony. W końcu jednorożce były częścią mojego życia.
- Oczywiście, że tak. Wszystko jest możliwe, w końcu nie znam poglądów przyszłego narzeczonego - odpowiedziałam z lekkością, będąc już pogodzona z tą myślą. - Niestety nic nie wiem, ale mam nadzieję, że niedługo się dowiem.
Chciałam powiedzieć coś w stylu, że już pora, ale w porę ugryzłam się w język, zdając sobie sprawę z tego, że lady Parkinson była starsza ode mnie, nadal nie była mężatką czy też nawet zaręczona i mogłoby to ją zaboleć. Nie chciałam robić jej przykrości, więc odetchnęłam z ulgą, że udało mi się powstrzymać.
Maluchy mnie rozbawiły swoją ciekawością. Jakby wszystkie z okolicy dowiedziały się, że dwie czyste kobiety przyszły je odwiedzić i każdy z nich przyszedł sprawdzić co się dzieje i zobaczyć coś ciekawego. Kucnęłam będąc mniej więcej na poziomie równym bądź niższym źrebakom, które nas odwiedziły. Patrzyłam im w oczy, przykładałam czoło do ich nosów, zawiązywałam jedne z ostatnich znajomości. Dobrze, że byłam odwrócona plecami do towarzyszki, dzięki czemu nie widziała pojedynczej łzy, która spłynęła mi po policzku, a ja otarłam ją o przemiłą, białą, miękką sierść jednorożca.
- Bardzo się cieszę, mam nadzieję, że pamięta lady drogę? - zapytałam wstając. - Proszę mi wybaczyć, ale niestety muszę już wracać do pracy. Miło było mi spędzić z lady chwilę czasu, dziękuję za miłą pogawędkę.
Kiwnęłam jej jedynie głową na pożegnanie, po czym odwróciłam się i zaczęłam odchodzić. Do linii lasu odprowadziły mnie jeszcze jednorożce, a gdy wyszłam na ścieżkę te znikły Droga do wyjścia była prosta, wystarczyło iść drogą, na której co jakiś czas pojawiały się znaki. Byłam pewna, że Elizabeth sobie poradzi. Ja ruszyłam w drugą stronę, do budynku zarządu, aby ponownie usiąść za biurkiem i zabrać się do pracy.


zt obie





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
 

Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Gloucestershire :: Rezerwat jednorożców-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17