Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Ogród   09.03.17 19:31

First topic message reminder :

Ogród

Stary, zaniedbany, osowiały - dokładnie taki był ogród za Ruderą, gdy po raz pierwszy został odnaleziony przez jej mieszkańców. W nogi kłuły rozrośnięte łodygi dzikich jeżyn, pokrzywy rozrosły się jak szalone, trawa nie stanowiła miękkiego dywanu, a już tylko suchy step. Jednak za tą pustą kopułą, złożoną z pokracznie powykrzywianych roślin, kryła się długa, drewniana kratka, na której poprzedni właściciele musieli posadzić... winogrona.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Oliver Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4852-oliver-bott http://www.morsmordre.net/t5040-kolejna-menda#108294 http://www.morsmordre.net/f335-smiertelny-nokturn-21-8 http://www.morsmordre.net/t5034-oliver-bott
Złodziej i oszust do wynajęcia
25
Półkrwi
Kawaler
Bo większość ludzi to durnie. Więc trzeba to wykorzystać.
4
12
0
0
5
1
3
17
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   20.08.17 15:37

Wywróciłem jedynie oczami, pokazując swój lekceważący stosunek do słów Bertiego. Gdybym przejmował się za każdym razem, gdy ktoś nazwał mnie debilem, głupkiem, idiotą lub jakimkolwiek innym ze stosu różnorodnych, obraźliwych słów - dawno bym zwariował, bo ów epitety były rzucane w moim kierunku stosunkowo często. Ja jednak wiedziałem swoje.
Mruknąłem coś niezrozumiałego i ponownie wywróciłem oczami, gdy słowa Bertiego znów przecięły krążącą od jakiegoś czasu ciszę. Mówiłem wyraźnie, mówiłem prosto, mówiłem bezpośrednio. Czy ktokolwiek kiedykolwiek podejrzewał mnie o mówienie zbyt skomplikowanym językiem? Niemożliwe. Byłem więc pewien, że moje słowa jasno wskazywały na moje zamiary. To alkohol był czynnikiem zakłócającym, ale tego nie zamierzałem mówić czując, że tylko pogorszyłbym swoją i tak parszywą już sytuację.
- Znów robisz alkohol dla bab? - Uniosłem brwi i wyszczerzyłem cwaniacko zęby, gdy tylko wzrok kuzyna skierował się ku mnie. Uniosłem dłonie w geście obronnym. - Spoko, ja nie oskarżam. Alkohol dla bab to dalej alkohol. - Podziel się - to właśnie to mówiła moja postawa, choć oczywistym było, że nie mogłem odpuścić sobie uszczypliwości. Byłem głodny, a w dodatku suszyło mnie - oczywistym więc było, że zamierzałem wysępić u Bertiego co się tylko da. Albo wziąć siłą, choć początkowo tego nie planowałem. Ale ja nigdy nie planowałem sportu zwanego szafkowym grzebialstwem i wyżeraniem - samo wychodziło.
- Szarlotkę... - mruknąłem cicho, rozmarzonym tonem. A więc to to tak pachniało z daleka! Mogłem się domyślić, że to właśnie szarlotka. To właśnie to było głównym czynnikiem, który zlikwidował wszystkie hamulce (miałem jakieś?) i pozwolił mi na rozpoczęcie grzebania w poszukiwaniu słodkiej albo chociaż jadalnej zdobyczy. Mój biedny żołądek nie mógł czekać. Nie jadłem nic przez cały dzień... Jak można było być tak okrutnym i nie dać mi jedzenia, gdy te oczy mówiły wszytko?
- Jestem na finansowym zerze, a wręcz minusie, a w lodówce pusto... - mruknąłem zaglądając do następnej szafki. Prawdopodobnej właśnie do tej, w której znalazłem to coś, co spowodowało, że już po chwili ku zdziwieniu moim i Bertiego - zacząłem czkać. Nie byłem świadom faktu, że podczas każdego czknięcia mój wygląd w jakiś sposób się zmieniał. Ale Bertie dostałby po łbie gdybym potrafił czytać w myślach i usłyszałbym o ,,braku kontroli nad swoimi zdolnościami". Byłem przecież znakomitym metamorfomagiem!
- Trzymasz jakieś eksperymentalne, nie wiadomo co powodujące rzeczy w ... Hik! - Czknąłem, znów podskoczywszy, aż uderzyłem głowę w szafkę. Zakląłem, łapiąc się za bolące miejsce, znów nieświadom, że mój wygląd się zmienił - teraz na mojej twarzy pojawiły się łaty jak u... o zgrozo! ... krowy! Spojrzałem na Bertiego coraz bardziej zły za to, że przez niego zjadłem coś takiego (bo to oczywiście jego wina!)! - Mam nadzieję, że ta czkawka przejdzie mi szybko, bo inaczej Cię zamorduję! Nie wiem jak mi to wynagrodzisz, mały B! - Zagroziłem, wymachując paluchem. Jak zwykle musiałem znaleźć możliwość do korzyści dla mnie, nawet w sytuacji trudnej i... takiej w której to ja byłem głównym winnym. Ale przecież trzeba było to przekręcić tak, by było na moje, prawda?
- I daj mi coś zjeść bo jestem straszliwie głod... Hik! - Znów podskoczyłem i znów uderzyłem łbem w szafkę. Rzuciłem kilka siarczystych przekleństw w stronę szafki i przezornie się od niej odsunąłem. Tym razem moje włosy miały różowy kolor.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   21.08.17 0:27

- Dlaczego fakt, że robi się słodszy czyni go czymś dla bab? W ten sposób ciasta też są dla bab. - pokręcił głową, nie mogąc najwidoczniej znieść tego podłego i okropnego seksizmu w kuchni. Zdjął w końcu kociołek znad ognia, żeby cenny alkohol się nie ulotnił, zawiesił go przy pomocy zaklęcia obok siebie i kolejnym machnięciem różdżki przyciągnął kubek. - A skoro tak, nie będę przecież kalał twego męskiego podniebienia, prawda?
Uniósł lekko brwi. Bertie nie miał wielkiego ego, na którym możnaby grać. Był właściwie zwykłym zadowolonym z życia człowiekiem świadomym tego, że ma nie do końca równo poukładane w głowie, czy wręcz, że w półkach na jego mózgu panuje bałagan gorszy niż w jego pokoju za dzieciaka. Nie ukrywał bycia ciamajdą, czy innych bzdur, więc czemu miałby się wstydzić tego, że po ludzku lubi słodycze?
Słodyczami możnaby naprawiać świat. On jeszcze wymyśli w jaki sposób.
- Rozejrzyj się. - uniósł lekko brew, kiedy Ollie zaczął opowiadać o swoim stanie finansowym. - I zgadnij ile zer mam na minusie. - uśmiechnął się lekko, może z pewnym rozbawieniem. No chyba kuzyn nie sądził, że Bertie zdobył w jakiś sposób pieniądze na kupno domu, nawet w opłakanym stanie? Tak dużego domu? - Wygląda na to, że gdyby iść tym tropem, powinieneś mnie karmić przez najbliższy rok. Już zaczynam się obawiać klątwy Ollivanderów, dawno nie widziałem Tito.
Przyjaciel musiał być zajęty, a Bott rzecz jasna nie mówił poważnie. Oddawał mu pieniądze regularnie i starał się być pod tym względem w porządku, choć świadomość, że dług będzie zagryzał długiem i zapijał długiem gdzieś do dziewięćdziesiątych urodzin może gdzieśtam nieprzyjemnie tliła mu się w mózgu.
Ale czyż Rudera nie jest tego warta?
Zaraz jednak Ollie zaczął czkać, a młody Bott uniósł lekko brwi.
- Tęskniłem, Ollie, wiesz? - pokręcił głową, choć na jego twarzy malowało się szczere rozbawienie. Nie dodawał, że w całej tej jakże wylewnej tęsknocie chodzi o poczucie, że nie jest najgorszym idiotą w okolicy. Napił się grzańca i tylko uśmiechnął się szerzej, wyjmując z szafki drugi kubek, by nalać pysznego alkoholu i podać kuzynowi. - Masz na pocieszenie.
Poddał się widocznie, kręcąc przy tym lekko głową.
- I nie mam już pięciu lat, żebyś mnie tak nazywał. - westchnął, choć doskonale wiedział, że nic mu to nie da. Ollie miał swoje głupie przyzwyczajenia, a on sam wiedział, że bycie najmłodszym pośród najbliższej rodziny też się z czymś musi wiązać. - Twarzowo, powinieneś przemyśleć ten styl.
Uniósł brwi na wdok plam na twarzy Botta. Aż sam podszedł do szafki, żeby dokładniej przyjrzeć się resztkom tego, co drogi półmózg pożarł. Raczej nie będzie się nadawało do sprzedaży, jednak warto dokładniej zbadać sprawę.
- Nie czujesz się nienaturalnie rozbawiony, rozchwiany czy coś? - zagadnął zaraz, choć najwidoczniej ostatnia próba z zaklęciami pod tym akurat względem nie wyszła. Może to wygląd Olliego miał poprawiać ludziom humor? W sumie realne. - Ja przybijałem te szafki, nie ufałbym ich stabilności tak do końca, więc lepiej się odsuń.
Pokręcił lekko głową, jednak wyjął z jednej z nich wspomniane wcześniej ciasto jabłkowe, po części skrojone na kawałki i postawił na stole.
Eh, a jednak się poddał. Chyba na prawdę jestem mięczakiem w tej rodzinie.
Uśmiechnął się pod nosem, znów łapiąc za swój kubek.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Oliver Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4852-oliver-bott http://www.morsmordre.net/t5040-kolejna-menda#108294 http://www.morsmordre.net/f335-smiertelny-nokturn-21-8 http://www.morsmordre.net/t5034-oliver-bott
Złodziej i oszust do wynajęcia
25
Półkrwi
Kawaler
Bo większość ludzi to durnie. Więc trzeba to wykorzystać.
4
12
0
0
5
1
3
17
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   23.08.17 23:25

- Tak się utarło. - Wzruszyłem ramionami, jedynie tak komentując słowa Bertiego. Nie moja wina, że słodkości uważano za dostępne i dobre dla wszystkich, natomiast grzańce jako alkohol "dla bab". Postanowiłem uciąć temat w ten sposób, mając nadzieję, że mój kuzyn szybko wyrzuci me słowa z pamięci, jednak podskórnie wyczuwałem, że nie było na to szans. Zaśmiałem się więc pod nosem, gdy moje przypuszczenia się potwierdziły i uruchamiłem moją sekretną taktykę - zrobiłem niewinną minkę i spojrzałem na Bertiego jak zbity pies.
- No co Ty... mnie nie poczęstujesz? - Gdybym miał na to więcej czasu i ochoty - pewnie doprowadziłbym do tego, że moje oczy zaszkliłyby się od łez. Grzaniec nie był jednak tego wart, a sztuczkę tę wolałem zostawić na inne okazje. Choć i tak nie był to szczyt moich możliwości. Zawsze mogłem przybrać postać jakiejś panienki lub dziecka i tak zmiękczyć chwilowo uparte (bo i tak miękkie) serce kuzyna.
- Jasne, zapraszam. - Wyszczerzyłem zęby tuż po słowach Bertiego. Okej, młody miał w pewnym sensie znacznie gorszą sytuację ode mnie. Tyczyło się to jednak tylko ilości długu do spłacenia, miał za to dom. Tymczasem ja miałem dług, ludzi za mną łażących i gotowych mnie rozszarpać gdybym go nie spłacił, a w dodatku nie miałem niczego wartościowego zakupionego za te pieniądze tak, jak Bertie miał ten "dom". No... chociaż to była tylko i wyłącznie moja wina. - Jak znajdziesz u mnie coś do jedzenia to będę zapewne równie zaskoczony co Ty. - Parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową z rozbawieniem. Taka prawda i obydwoje o tym wiedzieliśmy. Moje mieszkanie nigdy nie sprzyjało zapraszaniu gości, choć i tak sprawa wyglądała lepiej niż w moim poprzednim lokum.
- Oczywiście, że wiem. Za mną nie da się nie tęsknić. - Uśmiechnąłem się szelmowsko, ciągnąc ten żart. Okej, były osoby, które za mną nie tęskniły, lecz w tym momencie wolałem nie myśleć o wrogach. Mój egoizm i pewność siebie nie pozwalały natomiast myśleć o tym, że ktoś z bliskich mógłby nie wypatrywać mojego powrotu.
Zaraz sięgnąłem łapą po kubek z grzańcem, w duchu świętując me małe zwycięstwo. Tylko jednak wziąłem ten w rękę - zaraz czknąłem skacząc w miejscu i wylewając część napoju  ziemię. Zakląłem siarczyście i natychmiast odłożyłem naczynie na najbliższy blat.
- Widzisz, przez Ciebie nie mogę się nawet napić, mały B. - Warknąłem pół żartem, pół serio, tym samym pokazując jak bardzo nie przejmowałem się słowami kuzyna. Łatka ,,małego B" w moim mniemaniu już na zawsze była do niego przyklejona. I jeżeli dożyję starości, a nawet ja sam miałem co do tego wątpliwości wiedząc, że miałem autodestrukcyjne zapędy, będę go tak nazywał nawet jako 90-letniego staruszka z laską. - Styl? - Moja żółta brew powędrowała do góry, gdy początkowo nie wiedziałem o co chodzi. Zaraz jednak obróciłem się, by spojrzeć na swoje odbicie w jakiejś szybie czy dobrze wypolerowanym imbryku. - Na Merlina, czemu nic nie mówiłeś? - Jęknąłem, dalej oglądając moje odbicie. Znieruchomiałem i podjąłem próbę doprowadzenia mojego wyglądu do normalności. Nawet mi się to udawało, gdy nagle czknąłem i zamiast różowych włosów... nie miałem ich wcale. Złapałem się za głowę z wyrazem kompletnej paniki mieszanej ze złością widocznych ma mojej twarzy. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem problemy z metamorfomagią.
- Widzisz co narobiłeś?! - Uniosłem się, nie mając pojęcia co robić. Czknąłem, znów podskoczyłem, walnąłem w szafkę i natychmiast się od niej odsunąłem. Czknąłem ponownie, nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć Bertiemu i tym razem zamieniłem się w ... dziecko, na oko 5 letnie. Spojrzałem na niego z dołu i kompletnie straciłem głowę - wpadłem w panikę i zacząłem biegać po kuchni, potykając się o własne spodnie, które spadły mi z tyłka i zostały na ziemi. W porę złapałem majtki, po czym rozpocząłem swój osobisty lament składający się ze wszystkich przekleństw jakie poznałem w swoim życiu.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   26.08.17 15:33

Jego brew lekko powędrowała ku górze, gdy Olivier usiłował zmiękczyć jego serce. Doprawdy nie było to trudne. Każde dziecko, niemal każda kobieta, każde zwierzę robiło to w sekundę. A jednak dorosły facet usiłujący wyglądać żałośnie to jednak nie to, nawet jak dla tak miękko-sercowego człowieka, jak Bertie Bott. Nie odezwał się jednak, a siadł na tym krześle, akurat szerszym i niższym. Krzesła w kuchni Rudery były jak z innych zestawów, właściwie ich pochodzenie faktycznie było różne, jednak jakoś odpowiadało mu to w tym domu.
- A to już dlatego, że - wyrażę się uprzejmie, doceń to - masz dość nietypowe priorytety. - odpowiedział i tylko ton jego wypowiedzi jasno wskazywał na to, że nic dobrego nie ma na myśli. Jak to jest, że obaj kuzyni to takie łazęgi? Jak to jest, że żaden chyba zwyczajnie nie ma ochoty się ustatkować, że nie marzy im się tak po prostu własne miejsce na świecie, że nie w głowach im kobiety na dłużej - no, tak to przynajmniej z boku wyglądało! Ale co poradzić, może i oni dziwili się jemu.
Albo Klątwa Rodu Bottów to prawda, ale to by było w sumie dość pozytywne bo owa klątwa zakłada w sumie sukces na sam koniec, pozytywne zakończenie tylko po długim czasie.
- Trzeba było nie żreć czegoś co nie jest do poczęstowania wystawione. - znów uniósł lekko brew, nie zamierzając się przejmować niczym. Jedynie dalej obserwując kuzyna z wesołością wymalowaną na twarzy. Taki nieporadny i wściekły zdecydowanie skuteczniej zmiękczał mu serce, łamaga pieprzona. Najpierw jak pięciolatek kradnie słodycze z nie tej półki do której zaglądać powinien, a potem się wścieka jeszcze na okradzionego. Ale no, Bott patrzył jak to szalony badacz, bo testowanie na człowieku zawsze dobra rzecz.
- Myślałem, że to celowe, pasuje ci. Szczególnie te łaty. - uniósł brwi, a jego wewnętrzny demon śmiał się w głos, kiedy biedny Bott całkowicie stracił panowanie nad sobą, czy raczej swoimi zdolnościami, ale potem także nad sobą. Sam Bertie przestał ukrywać rozbawienie dopiero po chwili, patrząc na ganiającego dzieciaka znad swojego kubka.
Może nawet rozumiał lęk - bo nie wątpił, że Oli właśnie wpadł w najzwyklejszą w świecie panikę - związany z brakiem kontroli nad zdolnością która została tej łazędze dana z dniem narodzin, jednak też nie zamierzał się nadmiernie przejmować. Cokolwiek mu namieszało w głowie, najpewniej eksperymentalny kawałek ciasta, raczej nie zrobi mu prawdziwej krzywdy.
- Jesteś najbardziej wulgarnym dzieckiem, jakie widziałem. - pokręcił jedynie głową, kiedy się trochę uspokoił. I po prostu pił swojego grzańca, łapał go przecież nie będzie.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Oliver Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4852-oliver-bott http://www.morsmordre.net/t5040-kolejna-menda#108294 http://www.morsmordre.net/f335-smiertelny-nokturn-21-8 http://www.morsmordre.net/t5034-oliver-bott
Złodziej i oszust do wynajęcia
25
Półkrwi
Kawaler
Bo większość ludzi to durnie. Więc trzeba to wykorzystać.
4
12
0
0
5
1
3
17
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   16.09.17 13:59

- Nie mam pojęcia o czym mówisz - rząchnąłem się niby to serio, udając urażonego. Faktem było jednak, że dobrze wiedziałem, iż mój kuzyn ma racje. Mieliśmy inne priorytety... wszyscy. Dla mnie ważny był sukces, wysoki standard życia, zabawa, dla Matta chlańsko i zabawa, dla Bertiego zaś jego dom i wypieki. Czy moje priorytety były złe? Nie, według mnie nie. Całkiem je lubiłem i uważałem, że kierowanie się w życiu tym, czym się kierowałem, wcale nie było głupie. Nawet jeśli kosztowało mnie to obitą mordę i pustą lodówkę. Przecież i z tym sobie doskonale radziłem, prawda? Od czego miało się rodzinę i żywicieli, którzy byli nimi nie z własnej woli?
- No bo kto normalny trzyma w kuchennych szafkach coś, co nie nadaje się dojedzenia, Bertie? - Uniosłem się, szczerze zszokowany słowami kuzyna. No bo naprawdę... Mogłem zrozumieć wiele, zdawałem sobie też sprawę z faktu, że w kuchennych zakamarkach leżały nie tylko jadalne rzeczy, ale też inne, na przykład naczynia. Jednak postawienie w kuchennej szafce czegoś co wyglądało jak jedzenie, pachniało jak jedzenie, ale spożycie tego było słabym pomysłem... podchodziło mi już o głupotę. Tym bardziej więc szokowało mnie, że to właśnie Bertie tak zrobił, choć nigdy nie powiedziałbym tego na głos - często był najbardziej rozważny z naszej trójki.
Jęknąłem z rozżalenia, złości i mieszanki kilku innych emocji, buzujących się teraz w moim wnętrzu. Nieco rozeźlony już spojrzałem na Bertiego z wyrazem politowania, a jednocześnie tak jakbym prosił i jego, i niebiosa ,,zabijcie mnie jeśli ty tak na serio".
- Serio Bertie, serio? Łaty? To przecież oczywiste, że robie sobie takie na przechadzki po londynie. Wtapiam się w tłum udając krowę w garniturze. - Parsknąłem jeszcze chwilę przed tym jak zamieniłem się w dziecko. Tego było za wiele. Spanikowałem, choć nie byłem pewien czy miałem ku temu powód. Może ten chaos i panika były efektem nie tylko sytuacji, ale jednym z efektów ubocznych spożytych przeze mnie substancji? Czknąłem jeszcze raz, a moje uszy urosły znacznie, natomiast nos zrobił się czerwony. I gdy Bertie się odezwał, zatrzymałem się natychmiast i posłałem mu pełne irytacji spojrzenie. Pięknie to musiało wyglądać, ja - niemalże nagi dzieciak, zakrywający intymne sfery o wiele za dużymi majtasami, które trzymałem w ręku, mający czerwony nos i dwa razy większe uszy niż powinienem... Do dopełnienia efektu jeszcze zupełnie nagle, zadziwiając nawet samego siebie... czknąłem i chwilę potem efektywnie zeżygałem się na podłogę mojego kuzyna. Gdyby nie ogólnie złe samopoczucie i niesmak spowodowany wiadomą czynnością może poczułbym nawet satysfakcję i rzucił coś w stylu ,,a dobrze Ci tak".


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   18.09.17 10:10

Nigdy tego do końca nie rozumiał. Tego, ile indywidualiów liczy jego rodzina. Przywykł jednak do nich i ostatecznie nie oceniał, bo i skoro to rodzina to chyba trzeba dbać tylko żeby byli szczęśliwi, prawda? No, albo chociaż nakarmić od czasu do czasu i przypomnieć, że są debilami. Żeby nie zapomnieli.
- Ktoś, kto wierzy, że może decydować o przyszłości swoich rzeczy, także tych jadalnych. - oh, kłamstwo, głupie kłamstwo, Bertie doskonale wiedział że wszystko co upiecze przestaje być jego, a staje się własnością każdego kto ma ochotę - w tym i jego, jednak raczej po części. Nie przyzna jednak kuzynowi racji, liczył po prostu, że odrobina słodyczy przetrwa tę chwilę w szafce, zaledwie kilka godzin, on sprawdzi czy nie dzieje się nic dziwnego i wywali. - Gdybym wywalił do kosza, Roger by próbował dorwać. Z dwojga złego...
Wzruszył ramionami. A to do końca żart nie był, wolał zatruć rosłego, wulgarnego kuzyna niż małego królika który mu nie powie, że boli, nie będzie marudził ani przeklinał, więc i trudniej będzie mu pomóc. Uśmiechnął się pod nosem, patrząc na tę swoją biedną ofiarę, nawet w duszy trochę żałując, że tego nie planował. Lubił to, jak ludzie reagowali na celowe dowcipy, czy prztyczki, byli przy tym zabawni. Ale eh, Ollie i tak stanowił całkiem nienajgorsze przedstawienie.
- Pamiętasz Flo, tego od lodziarni? - odpowiedział szczerze zaciekawiony o jednego ze swoich cukierniczych. Oczywiście że Olli pamiętał, musiał raczej, skoro lodziarz o mało nie stał się częścią ich rodziny, Bertie jednak z jakiejś przyczyny, czy przez dziwną blokadę nie wspomniał właśnie o Anie, która była jego narzeczoną. - Myślę, że powinieneś z nim pogadać na temat outfitu, pomoże ci odnaleźć się w bardziej ekstrawaganckich klimatach.
Dodał zaraz, wspominając Flo zawsze noszącego... kolory. Dużo kolorów, dużo żywych kolorów. Zawsze mu się to podobało, choć nawet nie próbował naśladować Frotescue.
Widząc jednak, że ciasto wywołało jeszcze jeden efekt i wiedząc, kto to będzie musiał posprzątać, wywrócił oczami. Dobrze, że istnieje magia, jako mugol chyba pobiłby w tej chwili kuzyna, tracąc całą litość płynącą z rozbawienia. A tak cóż, patrzył, jak ten znów podskakuje i podskakuje, jak w...
eh ale smród.
czkawce teleportacyjnej? W chwili, kiedy o tym pomyślał, z zaskoczeniem odkrył, że w kuchni zrobiło się o jednego Botta mniej. Wzruszył więc ramionami, wspominając Olliową miłość do podróży, rzucając chłoszczyść na podłogę i wracając do swojego grzańca.
Nie spodziewał się, że Olli wróci szybko, tak się jednak stało. Spojrzał na starszego kuzyna i pokręcił głową.
- Chyba idziesz do szpitala.
Oznajmił mu, odstawiając kubek i się podnosząc. Chyba lepiej żeby tego dopilnował, bo jeszcze mu się kuzyn w drodze rozszczepi i co wtedy? Ruszył zaraz z nim, nie słuchając marudzenia.

zt





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Ogród   11.11.17 20:54

| stąd, wciąż 1 V

Od momentu w którym dziwna moc wyciągnęła mnie ze szpitala miałem wrażenie, że jestem w stanie funkcjonować tylko i wyłącznie dzięki krążącej w moich żyłach adrenalinie podsycanej ciągłym strachem o bezpieczeństwo innych. Teraz, gdy udało mi się zaciągnąć nieprzytomnego kuzyna do jego pokoju, zlustrować że kobiety radzą sobie (cokolwiek by to w tym momencie miało znaczyć) zaczynałem odczuwać zmęczenie. Ciało jakoś topornie podążało za moimi instrukcjami. W głowie miałem mętlik, ramie mnie paliło przypominając o sobie, a mnie samego ogarniała jakaś dziwna frustracja i chęć by ten dzień dobiegł końca. Wszystko trwało jednak w najlepsze.
Przeszedłem przez Ruderę udając się na jej tył, do ogrodu. Wiedziałem, że Skamander tam na mnie czeka i że będzie tam tkwił póki nie przyjdę. Nie miałem zamiaru zresztą pozwolić mu czekać. Zaraz pojawiłem się obok zamykając za sobą drzwi. Mżawiło, było rześko.
- Ale się popierdoliło... - westchnąłem wyciągając ze spodni zgniecioną paczkę papierosów. Pomimo iż mdliło mnie już od tytoniu to rozpaczliwie go w tym momencie potrzebowałem - Wszystko obsrane czarną magią jak bruk na Nokturnie - skrzywiłem się, odpalając papierosa i dołączając do tej dwuosobowej inhalacji. Mogłem sobie przy tym pozwolić sobie na taką, a nie inną wizualizację problemu bo co nieco już widziałem i zwiedziłem - Pisałeś do Just - zacząłem, wyraźnie sfrustrowany wątkiem, który chciałem podjąć. Starałem się jednak trzymać w ryzach i nie pozwolić być mi w tym momencie tak bardzo sobą jak potrafiłem być. Nie byłem ślepy - wątpiłem by Sam miał na to siły i cierpliwość - Nie powiesz mi gdzie ona jest, prawda? - Lily. Strzepałem popiół na trawnik i zaciągnąłem się ponownie. Mocniej. Złapałem przy tym jego spojrzenie dając do zrozumienia, że niech nie próbuje tu na około cudować tylko wali prosto z mostu bo na takie cyrki to zaś ja nie miałem cierpliwości i siły.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?



Ostatnio zmieniony przez Matthew Bott dnia 12.11.17 13:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   12.11.17 1:16

Ciężkość obejmowała zazdrośnie nie tylko głowę, w której pulsujący ból wciąż utrudniał myślenie, ale i powieki, którym nie dane było ostatnio zaznać choćby odrobiny snu, ale i całe ciało, które do tej pory, postawione w stan gotowości, dziwnie zaczynało słabnąć, gdy  - bezpośrednie - zagrożenie w końcu zniknęło. O ty, że niebezpieczeństwo nie umknęło, mówiło zbyt wiele martwych twarzy w Mungu, jęków, krzyku i spojrzeń pełnych przerażenia. Świat wywrócił się, a on pomógł mu w tym własnymi rekami. Ciężka do określenia skorupa oplatała jego jestestwo, sprawiając, że powoli toczył się w dół, w pustkę przesiąkniętą rozpaczą.
Wciągał tytoniowy dym, niczym lokomotywa paliwo. I chociaż złudne poczucie odprężenia nie nadchodziło, potrzebował odskoczni, placebo, które chociaż na krótki moment oderwie galopadę szaleństwa, która się w nim toczyła. Nie poruszył się, gdy usłyszał kroki, doskonale wiedząc, kto pojawił się obok. I chociaż wcześniej słyszał głos przepełniony wyrzutem, czuł ulgę, że mimo to, Matt pojawił się obok. Samuel miał wrażenie, że ci wszyscy, którym najbardziej ufał, wykruszają się, zostawiając go samego z milczącym ciężarem, który próbował udźwignąć. Odwrócił sie dopiero, na dźwięk słów i z wciąż wciśniętym w usta papierosem, kiwnął miarowo głową. Zaciskająca sie pętla kłamstwa wiązała gardło mocniej, niż niejedno zaklęcie - I wszyscy się w niej topimy - wychrypiał ciężko, odejmując gasnący pet. Nawet nie dostrzegł, kiedy tytoń wypalił się, a Samuel trzymał w ustach żarzący się fragment filtra. Rzucił niedopałek pod buta, zgniatając pod ciężką podeszwą i bez namysłu, wyciągnął kolejnego papierosa - Tak - pierwsze, zdawkowe słowo, krótkie potwierdzenie, które miało znaczyć coś więcej. Wiedział do czego to dążyło i bez względu na wszystko, musiał się z tym zmierzyć. Obaj musieli - Powiem - odwrócił się powoli, opierając ramieniem o ścianę. Nie wyprostował się, nie zaśmiał, nie zakpił. Tak, jak mógłby to zrobić kiedyś - Tylko nie teraz - Niewyraźny grymas zamarkował na twarzy i zniknął - Jeśli mogę cie o coś prosić, to spróbuj mi zaufać - wszystko wymykało mu się z rąk, ciąg śmierci, który przerysował rzeczywistość Londynu, nosił tak wiele konsekwencji, że Skamander nie był pewien, od czego mógłby zacząć. I co właściwie mógł powiedzieć - Jest już bezpieczna, a ministerstwo... - usta wygięły się w gniewnej linii - zwariowało - zaciągnął się dymem, czując jak powietrze staje się ciężkie.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Ogród   12.11.17 21:21

Nie było co się oszukiwać. To co się odwalało wokół nie było normalne, nie przyszedłem tu jednak na to marudzić, o tym dyskutować. Problem tego co się stało z Londynem, a może i całą Anglią mnie przerastał. Wątpiłem bym miał wpływ na zmianę tego. Uważałem, że jedyne co mogę w tym momencie zrobić to czekać aż to przeminie lub nauczyć się żyć w nowym świecie. To co mi zaprzątało głowę było bardziej przyziemne, być może nawet małostkowe. Chodziło mi o osobę. Temat podjąłem więc od razu, nie czając się. Bo było to ważne. Dla mnie. Maniera w zachowaniu Skamandera nieco mnie drażniła, zastanawiała. Szczerze mówiąc pierwszy raz od dawna odniosłem wrażenie, że nie jestem w stanie go wyczuć, czego się spodziewać. Był inny.
- Fantastycznie - fuknąłem butnie nie kryjąc niezadowolenia i złości. Trochę jak trzynastolatek, który słyszy od rodziców że dostanie tego głupiego nimbusa na urodziny. Ale osiemnaste. Skrzywiłem się, zaciskając rękę w pięść. W takich chwilach mnie wkurwiał - kiedy zachowywał się jak ojciec lub jakiś starszy brat, który wie lepiej i chuj - handluj z tym. Zmieliłem jakieś godne cenzury przekleństwo rodem z nokturnowego rynsztoku. Westchnąłem wywracając ostentacyjnie oczami - Nie to nie, ciul z tym i twoim proszeniem - obejdzie się i bez tego. Dobrze wiesz - przypomniałem mu. Nie musiał mnie o nic prosić. Dużo mu zawdzięczałem. Więcej niż pewnie zdawał sobie z tego sprawę. Był jedną z nielicznych osób której faktycznie ufałem i której mógłbym powierzyć to co było dla mnie najcenniejsze. Tak więc też zrobiłem. Nie pytając dlaczego, nie grzebiąc w powodach przetrawiłem komunikat że jest bezpieczna i fakt, że nie mogę tego zweryfikować.
- Jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką, Sam. Jest ważna - zacząłem, chociaż wcale nie musiałem nic mówić, czy też się tłumaczyć. Chciałem - Tydzień przed spotkaniem jakoś się o to pokłóciliśmy. Wyszło, że trochę inaczej...- czujemy -...no ogólnie jeden wielki syf wyszedł i po prostu ją z tym całym gównem zostawiłem, a nie wiem czy pamiętasz jak ona to wszystko potrafiła wyolbrzymiać, bać się - wzruszyłem ramionami, jakby to było bez znaczenia, jednak nie było. Nie tylko ją zostawiłem, lecz też zbagatelizowałem sprawę. Bo tak było wygodnie. Skrzywiłem się. Gdybym się nie uniósł dumą może byłoby inaczej? Gdybym został? - Kto by pomyślał, że tym razem faktycznie było się czego bać...




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: West Country, Dolina Godryka 24-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17