Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dziedziniec   14.03.17 18:28

Dziedziniec

Dziedziniec zamku to obszerny, niezadaszony plac na planie kwadratu, otoczony z czterech stron wysokimi, wielopoziomowymi krużgankami. Latem przez wysokie mury wdziera się słońce, ale chłód ścian utrzymuje niską temperaturę - jest to więc lubiane przez uczniów miejsce, tłumnie odwiedzane tak latem, jak zimą, gdzie skryci pod zadaszeniami młodzi czarodzieje mogą obserwować leniwie opadające płatki śniegu na świeżym powietrzu i jesienią, kiedy wsłuchują się w miarowo uderzające krople deszczu.


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
wyrzucona na bruk przez Grindzia zielarka
25
Czysta
Panna
Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę.
Tam czeka na ciebie słońce.
Ono nie omija nikogo.
Ciebie też nie ominie, jeśli nie schowasz się w cień.
11
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   14.04.17 20:02

13.04.

Praca nie kończy się tylko na zadaniu Zakonu oraz uczęszczaniu na zajęcia eliksirów w wolnym czasie. Muszę jeszcze nieść wiedzę chłonnym umysłom uczniów Hogwartu oraz być dla nich wsparciem, czy też kompasem moralnym. Wszyscy uśmialiby się słysząc podobne wyznanie pod koniec kwietnia, ale nie zapeszajmy. Dziś naprawdę w to wierzę. Że nauka młodych czarodziejów nie tylko książkowych wiadomości, ale też ich wychowanie spoczywa na moich barkach oraz jest moim powołaniem. Z taką myślą budzę się codziennie rano o nieludzkich godzinach – obawiam się, że żaden inny argument nie byłby w stanie wypchnąć mnie z łóżka tak bladym świtem. Karmię się zatem takimi właśnie głodnymi kawałkami o swojej kompetencji w dziedzinie pedagogiki. Niestety to za mało na porządne rozpoczęcie dnia, dlatego najpierw orzeźwiająca kąpiel, a następnie pokaźne śniadanie w Wielkiej Sali. Dopiero wtedy można brać się poważnie za swoje obowiązki. Jak to ma do siebie początek tygodnia - pracy jest aż nadto. Poranek poświęcam młodszym rocznikom, popołudnie tym starszym. Czeka nas mnóstwo roboty, ale przecież się jej nie boję - zakasuję rękawy i lecę.
Zwyczajowo zgarniam podopiecznych spod sali, żeby ostatecznie opuścić nieprzyjemne mury budynku. Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam się w nim dobrze. Podejrzewam, że uczniowie mają podobne odczucia. Dlatego jeśli jest szansa, wywlekam ich na zewnątrz. Niech kosztują świeżego, wiosennego powietrza, zapomną na chwilę o mrożących krew w żyłach praktykach dyrektora i niech się czegoś nauczą przy okazji. Czegoś pożytecznego.
Poprawiam poły nauczycielskiej szaty kierując wszystkie dzieci do szklarni numer jeden. Przy okazji ich liczę, czy nikt przypadkiem nie zabłądził w odmętach szkolnego korytarza - wściubiam nos w imienną listę, a kiedy liczby się zgadzają, zapraszam wszystkich do wnętrza małego królestwa. Od progu uderza mnie mieszanina różnych zapachów roślinnych. Tak znanych, tak kochanych; odskocznia od rzeczywistości zamkniętej w ponurym budynku za nami. Staram się o tym nie myśleć, uśmiechając szeroko do tych, dla których te zajęcia są jednymi z niewielu, które mieli okazję odbyć.
Dzisiejszy temat to mandragory. Typowy, ale kiedyś trzeba go opanować, a moim zadaniem jest przekazać wiedzę wszystkim o tych roślinach, nawet jeśli przewija się on co roku. Pora jest idealna, akurat rosną niewielkie sadzonki, dzięki czemu możemy pozbyć się obaw o wypadki śmiertelne. Kiedy wszyscy zajmują już swoje miejsca dookoła doniczek, zaczynam lekcję.
- Dzisiaj dowiemy się czegoś więcej o mandragorach. Mandragory to bardzo pożyteczne rośliny! Należą do gatunku leczniczych, a z wyglądu przypominają niemowlę - ich zielone liście to tak jakby ich włosy, a bulwa posiada usta, nos i oczy! Zanim je jednak obejrzycie, musimy dowiedzieć się o nich czegoś więcej od strony teoretycznej - zaczynam, patrząc zachęcająco na każdego z osobna. - Pod każdą z doniczek przygotowałam wam niewielkie karteczki, na których znajdziecie po jednej z informacji. Bardzo bym chciała, żeby każdy z was po kolei odczytał swoim kolegom oraz koleżankom wiadomość ze swojej karteczki. Tylko nie wyjmujcie mandragor z doniczek! - upominam. Od razu przypomina mi się biedny Puchon, który chciał zrobić wszystko jako pierwszy i rzeczywiście uwolnił mandragorę z ziemi, wprawiając nas wszystkich w głuchotę. Uzdrowiciele trochę się namęczyli nad naszymi bębenkami; to nie były chlubne początki mojej nauczycielskiej kariery. Na szczęście obecny rocznik wydaje się być… mniej raptowny.
- Zaczniemy może od ciebie, Mary. Co tam masz? - zagaduję niewysoką Gryfonkę stojącą najbliżej mnie. Dziewczynka z uśmiechem podnosi doniczkę oraz rozwija karteluszkę.
- Mandragora to silny środek pobudzający - czyta głośno. - Widzę, że nie wiecie do końca o co chodzi. Niech John przeczyta swoją informację - zachęcam stojącego obok Krukona.
- To znaczy, że potrafi wyleczyć czarodzieja poddanego transmutacji lub spetryfikowanego. - Słowa przecinają ciszę. Tak patrząc na uczniów to sądzę, że dalej nie są pewni swoich myśli. Dlatego postanawiam zabrać głos. - Transmutacji się uczycie, dlatego powiem co to petryfikacja. Petryfikacja to stan, kiedy ciało czarodzieja jest sztywne - nie może się on poruszyć, nawet mrugnąć nie potrafi! I wtedy właśnie można go odczarować wywarem z mandragor - wyjaśniam zatem, mam nadzieję jak najbardziej składnie. Niestety omijam temat bazyliszka, który jest tematem jednak dość kontrowersyjnym i wolałabym go nie poruszać wśród wystraszonych dwunastolatków. Najważniejsze, że wszystko staje się dla nich jaśniejsze, dlatego pozwalam kontynuować dalsze poznawanie tych niezwykłych roślin. Pora na szczupłego Ślizgona, Lanforda.
- Krzyk dojrzałych mandragor powoduje śmierć, natomiast młodych sadzonek potrafi ogłuszyć - mówi, na co kiwam głową. - Dlatego nie będziemy pracować z dorosłymi roślinami. I zanim je obejrzymy, musimy nałożyć nauszniki w celu ochrony naszego słuchu. Niestety mandragory oprócz bycia przydatnymi roślinami są też dodatkowo bardzo niebezpieczne. Trzeba podchodzić do nich z najwyższą ostrożnością - dopowiadam do tego, co chłopiec powiedział. Jak już wszyscy odczytali swoje mniej lub bardziej istotne zapiski, nadszedł czas na praktyczną część zajęć.
- Dobrze, to teraz wszyscy zakładamy nauszniki! Bez wyjątku! - Mój stanowczy oraz surowy ton powinien podziałać na tych najbardziej krnąbrnych. Tu nie ma już miejsca na żarty, mandragory to ciężki kaliber! Na szczęście wszyscy grzecznie spełniają mój nakaz. Wtedy podchodzę do własnej sadzonki. Pokazuję, jak złapać ją za liście, a następnie wyjąć z ziemi. Kiedy wszyscy unoszą swoje rośliny, do moich uszu dobiega cichy pisk płaczących mandragor. Cieszę się, że większość jest zainteresowana ich wyglądem, gdyż skrupulatnie je ogląda.
Niestety i to nie może trwać wiecznie. Podchodzę do każdego z osobna pokazując, jak prawidłowo przysypać sadzonki ziemią, żeby przestały krzyczeć, a co za tym idzie - nie były zagrożeniem dla naszego słuchu. Chwilę to trwa, ale zajęcia się jeszcze nie kończą. Zdejmuję swoje nauszniki, gestem pokazując, że reszta może zrobić to samo. Wypytuję ich zaraz o wrażenia dotyczące spotkania z… prawie żywą rośliną, jak by nie patrzeć! Zdania są niestety podzielone, ale jestem świadoma, że nie każdy pała miłością do zielarstwa. Dobrze, że przynajmniej nikt nie marudzi, a najniższa nota zajęć to „w porządku”. Bardzo mnie to cieszy oraz mobilizuje do dalszej walki.
- Skoro wszyscy już tak świetnie znamy się na mandragorach… to chyba muszę wam pokazać jak się taką przygotowuje do eliksirów. Jak zauważyliście, nie może to być takie proste. Wiele czarodziejów ma problemy z pokrojeniem czegoś, co przypomina im dziecko. To zupełnie naturalny odruch. - W przeciwnym razie jesteś raczej psychopatą. - Najlepiej taką roślinkę najpierw uciszyć zaklęciem silencio, a następnie potraktować ją jakimś urokiem pozwalającym na jej petryfikację. Na przykład drętwotą lub petrificusem. I dopiero wtedy zacząć ją kroić. Bez obaw, jej to nie boli! Zaraz zresztą obumiera, nie tracąc jednak swoich właściwości - wyjaśniam spokojnie, z nieustającym uśmiechem. Nakazuję ponownie założyć nauszniki, a następnie demonstruję jak to powinno wyglądać w praktyce. Uciszanie, petryfikacja, cięcie na idealnie równe plasterki. Widzę, że część uczniów nadal jest nastawiona do tego mocno sceptycznie, ale do pozostałych to chyba przemawia. Niestety nie ma innej rady jeśli nie zna się zaklęć leczniczych. Lub raczej nie zna się na tej dziedzinie magii. Pozostaje jedynie to.
Znów zachęcam wszystkich, żeby tym razem spróbowali tak jak ja poszatkować sadzonki. To nie będzie prostym zadaniem dla tak młodych uczniów, ale zawsze mogą popróbować. To całkiem przyjemny widok, kiedy różdżki idą w dłoń. Uciszanie roślin nie wydaje się być przesadnym problemem, chociaż trzy osoby musiały kilkukrotnie zaklęcie powtórzyć. Trochę inaczej wygląda sprawa z petryfikacją. Dokładnie pokazuję, zapisuję nawet w powietrzu na którą zgłoskę dać akcent, ale to może wyższy poziom magii. Pozwalam im próbować jeszcze chwilę, po czym nakazuję przestać. Musimy odczarować niezużyte mandragory, później umieszczając je na nowo w doniczkach. Tak, teraz to już bezwzględny koniec zajęć.
- Nie martwcie się. Jak będziecie już w czwartej-piątej klasie to petryfikacja będzie dla was niesamowicie prosta! I będziecie mogli bez przeszkód tworzyć eliksiry na bazie mandragor. Na dzisiaj to już wszystko. Ach, praca domowa! Krótki referacik na temat zastosowania mandragor - dajcie się ponieść wyobraźni! Minimum jedna rolka, maksimum dwie. Teraz możecie zmykać do szkoły - mówię na zakończenie. Wszyscy odkładamy nauszniki, po czym uczniowie wybiegają ze szklarni. Zaklęciem czyszczącym opróżniam blaty z wysypanej ziemi. Muszę przyznać, że to miły początek dnia. Teraz krótka przerwa i następne zajęcia.

zt.




So tell me now when every star falls from the sky and every last heart in the world breaks; oh hold me now when every ship is going down. I don't fear
n o t h i n g when I hear you say
It's gonna be ok

Powrót do góry Go down
Oscar Reid
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5039-oscar#108249 http://www.morsmordre.net/
n/d
13
Półkrwi
n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   21.07.17 22:45

|20.04.1956r

Czekał czując, jak sekundy zaczynają ślamazarnie się przesuwać, jedna niechętnie ustępuje miejsca kolejnej, a każda następna jakby wpychała mu się do żołądka który niemal podskakiwał pod gardło z nerwów przez świadomość, że powoli nadchodzi czas. Bał się. Jasne, że się bał, nie był masochistą, choć jak przystało na już nastoletniego chłopca, pewnie nie potrafiłby się do owego lęku przyznać. Mimo to przyszedł przed czasem, nie chcąc robić sobie jeszcze większych problemów i choć starał się nie zastanawiać i nie myśleć za wiele, nie mógł pozbyć się nieprzyjemnego uścisku w klatce piersiowej, czy przestać rozglądać.
Miejsce w które miał się stawić dawało mu jednak trochę nadziei, że nie będzie tak źle. Profesor Czarnej Magii do którego miał się dziś stawić zwykle zabierał uczniów na szlaban do swojego gabinetu. Robił to w jedyny słuszny w swojej opinii sposób i w ten sposób stał się najgorszym postrachem w szkole, niewątpliwie także boginem niejednego ucznia - nie tylko tych mugolskiego pochodzenia.
Tliła się więc w nim nadzieja, że z jakiejś przyczyny oddał on ten obowiązek komuś innemu i wokół owej nadziei Oscar starał się krążyć myślami, choć z każdą chwilą było to coraz trudniejsze. Nie miał jak sprawdzić godziny, choć był prawie pewien, że profesor się spóźnia i coraz bardziej pluł sobie w brodę za własną głupotę.
Nie mógł się jednak powstrzymać. W jakiś sposób ciekawość robiła się coraz silniejsza. Im więcej dziwnych rzeczy można było usłyszeć na temat świata czarodziejów i tego, co się tam zieje i im mocniej zbliżały się kolejne wakacje. W jego głowie rodziły się dziwne i często irracjonalne myśli, a potrzeba szukania informacji była coraz silniejsza. Jednocześnie... wstyd? Nie potrafił lepiej określić tego uczucia. Nie chciał, żeby ktokolwiek dowidział się o jego domysłach. Już w jego głowie brzmiały całkowicie bezsensownie i dochodził do wniosku, że lepiej by nikt o nich nie wiedział. Szczególnie, że nie dotyczyły w gruncie rzeczy niczego dobrego. Niczego, czym w jego oczach wartoby się chwalić. Tym mocniej się krył i tym głupim sposobem pozwolił się złapać na nocnym spacerze, którego za chwilę najpewniej bardzo pożałuje.




Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
18
3
0
0
20
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   24.07.17 20:47

Spacerowanie po zamku nocą było męczącym obowiązkiem dla nauczycieli i ekscytującą przygodą dla uczniów. Kiedyś, wcale nie tak dawno, sam czasem wybierał się na nocne przechadzki po pustych korytarzach. Teraz nie widział w tym nic ciekawego. Dyżury po zachodzie słońca nie należały do ulubionych wśród członków ciała pedagogicznego. Hereward ta bardzo chciał położyć się do łóżka i wreszcie zasnąć. Miał za sobą męczący dzień i pod szatą już włożył na siebie piżamę, żeby po skończonym obejściu zamku móc wskoczyć wprost pod kołderkę. Nieco rozmarzony za późno zorientował się, że na końcu korytarza stoi ktoś, kogo zdecydowanie nie powinno być. Sądząc po klasie, uczeń czekał na szlaban. Chyba jednak nici ze spania. Barty przyspieszył, żeby złapać dzieciaka zanim zostanie potraktowany wychowawczym crucio. Cóż za barbarzyńskie metody. Barty nigdy nie sądził, że będzie tak zapamiętale wlepiać szlabany. Jeśli jednak chciał oszczędzić uczniom zetknięcia z czarną magią na własnej skórze niespecjalnie miał wybór. Wzmocnił nieco lumos swojej różdżki, by dojrzeć lepiej stojącego na korytarzu chłopca. Obrazy zareagowały na to kilkoma nieprzyjemnymi komentarzami, które Hereward całkowicie zlekceważył.
- Pan Reid? - Zapytał zaspanym głosem upewniając się, że na pewno nie pomylił Gryfona z kimś innym. Rozejrzał się pospiesznie, wyglądało na to jednak, że zdążył złapać Oscara zanim zrobił to ktoś z mniejszymi oporami w używaniu czarnej magii w celach wychowawczych. Szczęścia nie należało jednak nadużywać.
- Do gabinetu, już. - Starał się brzmieć groźnie i zdecydowanie na wypadek gdyby jednak ktoś miał go usłyszeć. - Błąkanie się nocą po korytarzach jest złamaniem szkolnego regulaminu. Tak się składa, że mam kilka szczurów, którymi ktoś musi się zająć. Dodatkowo pana dom zostaje ukarany stratą dziesięciu punktów.
Zwolnił dopiero przed drzwiami do klasy, do której wpuścił Gryfona i zapalił światła przy okazji sprawdzając wszystkie kąty upewniając się, czy nie ma tu już nikogo, kto może usłyszeć dalszą część wywodu.
- Błąkanie się po korytarzach w obecnej sytuacji jest bardzo niebezpieczne panie Reid. Nie zdaje sobie pan nawet sprawy, co panu grozi. Ciekawość nie jest tego warta - usiadł na skraju biurka przypatrując się chłopakowi, a potem westchnął. - Szczury są w tej szafce, trzeba ja nakarmić i sprawdzić, czy żaden nie przejawia cech bardziej pasujących pucharom niż gryzoniom. Zrobię nam herbaty.
Musiał się czymś zająć, bo jeśli siądzie teraz do esejów z pewnością zaśnie. Co to za pomysły zarywać noce dla szlabanów? Czy one nie powinny być karą dla uczniów, a nie nauczycieli? Niech lumbago trafi ten cały chory pomysł z czarną magią jako karą za łamanie regulaminu. I niech przy okazji trafi Grindelwalda. To też rozwiąże kilka problemów.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Oscar Reid
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5039-oscar#108249 http://www.morsmordre.net/
n/d
13
Półkrwi
n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   24.07.17 23:44

Czas mijał, a profesor się nie zjawiał. W głowie Oscara zaczęły pojawiać się wahania, po części nadzieja, że ten zwyczajnie o nim zapomniał, jednocześnie nie miał odwagi ryzykować odejścia przez które mógłby zostać posądzony o ucieczkę ze szlabanu - i jeszcze większe tarapaty. Brak zegarka sprawiał, że nie był w stanie wycenić na ile sensowne jest dalsze czekanie.
W tym momencie jednak jego nadzieje rozpłynęły się jakby za sprawą magii w powietrzu: przyspieszone kroki z końca korytarza, blask światła dobywający się z końca czyjejś różdżki.
Zmrużył oczy w reakcji na światło, przyglądając się uważnie zbliżającej się ku niemu sylwetce, dopóki nie rozpoznał nauczyciela transmutacji.
- Profesor Fidget kazał mi tu zaczekać. Tylko minęło już dość sporo czasu... - odpowiedział wprost, nie wypowiadając wprost swoich nadziei, jednak licząc, że obecny tu profesor po prostu odbędzie z nim jakiś szlaban zamiast tamtego i, co ważniejsze - powie o tym profesorowi czarnej magii, który nie będzie mógł zarzucić mu ucieczki.
Zaraz z poczuciem wyraźnej ulgi ruszył we wskazanym kierunku, niemal ciesząc się na spotkanie z długoogoniastymi gryzoniami. Kiedy drzwi sali zostały zamknięte, podszedł do właściwej szafki.
Wyjął jednego szczura, którego ogon był dziwnie sztywny, jakby częściowo transmutowany w nogę kielicha. Pozwolił zwierzęciu przejść kilka niezdarnych kroków po swojej ręce, zaraz jednak złapał go trochę mocniej.
- Dobrze wiem, na co czekałem, panie profesorze. - odpowiedział dopiero po chwili, bo i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nauczyciel czarnej magii nie kazałby mu segregować szczurów. Zacisnął odrobinę mocniej usta. Ile razy w ciągu kilku-nastu?-dziesięciu? minut oczekiwania przeklinał sam siebie za własną głupotę? I, co ważniejsze: dlaczego w dużej mierze nadal żałował tego, że nie udało mu się dotrzeć do biblioteki? Zdawał sobie sprawę, że tor ku któremu ruszyły ostatnimi czasy jego myśli nie jest rozsądny, ba, wiedział że to najczystsza głupota. Nadal jednak coś kazało mu drążyć temat. Szukać. - I cieszę się, że pan na mnie trafił.
Posadził w końcu szczura na biurku i unieruchomił go zaklęciem póki co, znów zaglądając do szafki. Czuł ulgę. O ile w szkole było wiele rzeczy których zdrowy rozsądek nakazywał się bać, o tyle ten gabinet był jednym z jej bezpieczniejszych punktów, a profesor jednym z tych dzięki którym Hogwart czasem nadal zdawał się po prostu szkołą.
Zbiorowisko szczurów rozbiegło się po kątach, kiedy wsunął do niej rękę, większość zwierząt wydawała się całkiem zwyczajna, jednak kiedy tak gromadziły się pod ściankami, trudno było im się przyjrzeć. Wyjął więc dwa kolejne, które po szybkim oglądnięciu przełożył do drugiej, pustej szafki.
Kolejne zwierzę, które wyjął było dziwnie zimne. Zmarszczył lekko brwi, przesuwając palcami po białym futerku i z ciekawości lekko zastukał w jego plecy. Kiedy dotarł do niego lekko blaszany odgłos, uniósł lekko brew, jednak odłożył szczura na biurko obok tego ze sztywnym ogonem.




Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
18
3
0
0
20
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   25.07.17 0:22

Herbata na ciągnęła szybko, barwiąc wodę na przyjemny, ciemny kolor. Jak na prawdziwego Brytyjczyka przystało, Hereward dolał do obu kubków mleka i wsypał po łyżeczce cukru. Nie powinien rozpieszczać uczniów na szlabanach dając im poczucie, że kary są w gruncie rzeczy przyjemnością, ale niespecjalnie miał siłę udawać groźnego profesora w tym momencie. Szczególnie, że Oscar z pewnością dostał swoją nauczkę czekając na swojego kata na ciemnym korytarzu. Gryfon faktycznie długo musiał czekać skoro zdążyło się już ściemnić. Ciekawe, co zatrzymało Fidgeta. Barty zastanawiał się przez chwilę, ale niespecjalnie miał ochotę przeprowadzać dokładniejsze śledztwo na ten temat. Po prostu powie, że znalazł Oscara czekającego pod gabinetem o godzinie, o której dawno nie powinien błąkać się samotnie po korytarzach i wymierzył mu odpowiednią karę. Segregowanie szczurów było jakoś bardziej adekwatne niż tortury. A przy okazji pożyteczne. Hereward potrzebował ich na jutrzejsze zajęcia.
- Czy ta nocna eskapada była konieczna, panie Reid? Nie dało załatwić się tego w ciągu dnia? - Postawił przed chłopcem kubek herbaty. Drugi wziął ze sobą do biurka, na którym leżały eseje. Wziął pierwszy z brzegu i zaczął czytać wypociny na temat zaklęć modyfikujących kamuflujących. Bez trudu rozpoznał, które prace zostały napisane wspólnymi siłami. Połowa klasy zapomniała o zaklęciach zmieniających w kamień. Barty lubił wymagać od uczniów myślenia zamiast tępego przepisywania podręczników. Wyglądało jednak na to, że tym razem postawił poprzeczkę za wysoko. Westchnął upijając łyka herbaty. Nie miał siły do tych bzdur. Właśnie pewien piątoklasista usiłował przekonać go, że zaklęcie zmieniające w dowolny przedmiot pasujący do otoczenia jest o tyle niebezpieczne, że w otoczeniu zaczarowanych sprzętów może przemienić czarodzieja w kichającą sofę, z której nie będzie można wrócić do swojej właściwej postaci. Hereward miał ochotę rzewnie zapłakać.
- Nie będę cię pytał, dlaczego włóczyłeś się nocą po zamku, ale jeżeli to było naprawdę ważne, są inne sposoby niż łamanie regulaminu. Niektórzy są bardziej wyrozumiali niż profesor Fidget.
Podszedł do odłożonych szczurów i mamrocząc przeciwzaklęcia wrócił je do właściwej formy. Gryzonie wyglądały na trochę przerażone i zmęczone, ale nic im nie było. Przełożył je do reszty zwierząt już odłożonych przez Oscara jako zdrowe i spróbował uśmiechnąć się do Gryfona.
- Gdybyś potrzebował kiedyś pomocy, po prostu do mnie przyjdź zamiast wymykać się z wieży w porządku?
Doskonale zdawał sobie sprawy, że są rzeczy, o których jako nauczyciel nigdy się nie dowie. Nikt nie przyzna się, że urządzają sobie w pokoju wspólnym zawody na to, kto więcej zamku zwiedzi nocą. Z doświadczenia wiedział jednak również, że czasem wymykanie się jest zupełnie niepotrzebne. I o ile naprawdę chciał pomagać uczniom, tak gdyby okoliczności były inne nie oferowałby im wsparcia tak bezpośrednio. Rzeczywistość była jednak taka, że popularną karą w Hogwarcie były czarnomagiczne tortury i Barty z całych sił próbował chronić przed nimi wszystkich uczniów. I zarywał w ten sposób kolejne noce. Dobrze, że rok szkolny chylił się wreszcie ku końcowi. Niczego tak nie potrzebował jak nocy, podczas której nie będzie martwił się Grindelwaldem śpiącym kilkanaście komnat dalej i sadystami w rolach nauczycieli, którzy z nieudawaną satysfakcją demonstrują na uczniach klątwy, przed którymi ani on, ani inni nauczyciele nie dali rady studentów wybronić. Przynajmniej jednak nie będzie musiał rano przed zajęciami robić porządku ze szczurami. A to oznaczało godzinę snu dłużej.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Oscar Reid
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5039-oscar#108249 http://www.morsmordre.net/
n/d
13
Półkrwi
n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Yesterday at 20:13

Spojrzał na herbatę, kiedy kubek został postawiony koło niego i skinął lekko głową w niemym "dziękuję". Odłożył kolejnego szczura, tym razem całego brązowego i wziął kubek w dłonie. Lekko z niego jeszcze parowało. Właśnie na herbacie z resztą skupił uwagę, kiedy nauczyciel zadał swoje pytania. Nie odpowiedział w pierwszej chwili, chyba dlatego że sam nie znał odpowiedzi. A może dlatego, że było mu zwyczajnie głupio z powodu własnej głupoty i dlatego, że znał odpowiedź: mógł to samo zrobić za dnia. Uparł się, żeby zrobić ze wszystkiego jeden wielki sekret schowany tylko i wyłącznie we własnej głowie podczas, kiedy i tak raczej nikt nie wziąłby tego na poważnie. Było mu głupio też przez fakt, że sam w ogóle o tym myśli.
Idiotyzm.
A jednak myśli były natrętne i nie chciały jego głowy opuścić.
Milczał więc uparcie, znów zajmując się szczurami, kiedy profesor odezwał się ponownie. Jego słowa trochę go zdziwiły, choć domyślał się, że w razie poważnych problemów mógłby tutaj przyjść i najpewniej otrzymałby pomoc. Były dość bezpośrednie i trochę zachęcające, jednak Oscar skinął tylko głową. To, co się działo w jego głowie nie było poważnymi problemami. Było głupotą.
- Jasne. Choć wie pan, Gryfońska krew potrzebuje adrenaliny.
Uśmiechnął się krótko w tym dość kiepskim żarcie i lekko wzruszył ramionami. Trochę może racji w tym było, choć w tej chwili raczej nawet Gryfoni bez powodu nie porywali się na sport ekstremalny jakim niewątpliwie było kolekcjonowanie szlabanów u niewłaściwych osób.
Zapewne dalej skupiłby się na swoim zadaniu, jednak kiedy na dłuższą chwilę zawiesił spojrzenie na nauczycielu, przyszła mu do głowy rzecz, której o dziwo nie uświadomił sobie wcześniej: choć gdyby było inaczej, zapewne i tak niewiele by z tym zrobił. Bo co miałby zrobić? Zacząć zadawać pytania o Malfoya, którego być może nauczyciel zna z czasów szkolnych?
Bo i szalona myśl jaka go nawiedziła była właśnie taka, że siedzący obok nauczyciel powinien być w podobnym wieku, co osoba będąca właściwie niczego nieświadomym prowodyrem całego zajścia. Lekko zmarszczył brwi, jednak odłożył kolejnego szczura do tych całkowicie zwyczajnych.
- Kiedy był pan uczniem Hogwartu, do szkoły chodził też Malfoy, prawda? - spytał w końcu, uznając że jakkolwiek nie poukłada tego, co ma na myśli, i tak będzie brzmiało dziwnie lub bezsensownie. - Lycus Malfoy.
Dodał jeszcze, bo przeglądając archiwa trafił na kilku Malfoyów w mniej więcej podobnym wieku. W pewnym momencie sądził nawet, że ktoś wybrał sobie szlacheckie nazwisko, wymyślił jakiekolwiek dziwnie brzmiące imię i przedstawił się w ten sposób dla głupiego żartu.
- Pamięta go pan?
W szkole jest mnóstwo osób. Oczywiście tych z jednego roku się w większości kojarzy, dużą część wyłącznie z widzenia, większość pewnie się z czasem zaciera, jednak ci szlacheckiego pochodzenia jakoś szczególnie rzucają się w oczy. Oscar z resztą nie miał pojęcia, ile dokładnie lat miał profesor Bartius, tak na prawdę mógł się mylić nawet i o dekadę i w końcu nic z tej rozmowy nie wynieść, jednak skoro zadał już pytanie, nie było sensu się wycofywać.
Znów spojrzał na nauczyciela i przyglądał mu się z zaciekawieniem, trochę z nadzieją choć doskonale wiedział że jeśli nauczyciel faktycznie w ogóle znał owego Malfoya, najpewniej nie ma w związku z tym wybitnie dobrych wspomnień.
Nazwisko zobowiązuje, prawda?




Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Szkocja :: Zamek Hogwart-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17