Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnie   14.03.17 18:31

Kuchnie

Hogwart nigdy nie miał gosposi, za wyżywienie młodych uczniów czarodziejskiej szkoły odpowiada sztab dzielnych skrzatów domowych, które dzień po dniu żmudnie wykonują swoje obowiązki. Kuchnie to gigantyczny kompleks pomieszczeń, do którego główne wejście znajduje się nieopodal piwnic Hufflepuffu, za olejnym obrazem przedstawiającym talerz z owocami. Tylko połaskotanie gruszki zapewnia wejście do środka - choć pomiędzy uczniami krąży bez liku opowieści o innych, tajnych wejściach za posągami, tajemniczymi schodkami i znikającymi drzwiami, które również mogą doprowadzić do pracowitych skrzatów.


Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange http://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 http://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
nowhere to run
from all of this havoc
nowhere to hide from
all of this m a d n e s s
5
10
0
0
10
5
9
4
Czarownica
 sing my angel of music

PisanieTemat: Re: Kuchnie   01.10.17 20:48

17 maja

Obiecała Victorii, że nie będzie węszyć dookoła źródeł i powodów tych wszystkich magicznych anomalii, nie mogła jednak siedzieć bezczynnie i cały swój wolny czas poświęcać wyłącznie na naukę do egzaminów. Notatki otrzymane od panny Parkinson okazały się skutecznie i materiał z Historii Magii wchodził do głowy młodej Ślizgonki znacznie szybciej; tym bardziej miała więc trochę czasu do zagospodarowania i postanowiła spożytkować go z sensem. Od dłuższego czasu nosiła się z myślą poproszenia o pomoc kogoś starszego i doświadczonego, lecz nie mogła zdecydować się na ostateczni krok w tej sprawie. Czekała na jakiś znak od losu, który pomoże jej wybrać, a taki objawił jej się już niebawem.
Wypełniała właśnie obowiązki prefekta i odprowadzała do Pokoju Wspólnego dwójkę młodych Puchonów, który jeszcze chwilę temu czyścili wszystkie kociołki w Sali eliksirów, jakie wybuchły za sprawą dwójki psotników. Nie wyobrażała sobie, by puścić ich samych – takie ancymony na pewno specjalnie zabłądziłyby po drodze i najprawdopodobniej wyrządziły jeszcze więcej słów. Tak więc jak zwykle nienagannie ubrana i uczesana Marine obserwowała, jak wejście do piwnic Hufflepuffu zamyka się, a głowy chłopców wreszcie znikają. Nie odpowiadała za to, jak zachowają się nie będąc pod jej opieką; zrobiła wszystko, co mogła i teraz ruszała w drogę powrotną do dalszych komnat. Skręcając w jeden z korytarzy zauważyła znajomą sylwetkę i szybko zorientowała się w jakim celu profesor Vane łaskocze gruszkę ze znajomego obrazu.
Lestrange uśmiechnęła się pod nosem; nawet jeśli ten człowiek przechodził obecnie jakiś egzystencjalny kryzys, wciąż pozostawał pozytywnie nastawiony do uczniów i nie dawał im zwątpić w siebie. Odwiedzanie kuchni i najpewniej pałaszowanie smakołyków w towarzystwie skrzatów tak bardzo do niego pasowało! Marine nagle zorientowała się, że samo wspomnienie profesora podniosło ją na duchu i wtem, zupełnie ot tak, los podarował jej sygnał, o jaki prosiła. Bo przecież sprawa, o którą chciała prosić, miała ze wspomnieniami i pozytywnym nastawieniem wiele wspólnego.
Ruszyła w kierunku obrazu przedstawiającego talerz z owocami, a gdy wreszcie do niego dotarła, wyciągnęła rękę i śladem profesora połaskotała gruszkę. Wyglądający na soczysty owoc zdawał się poruszyć na swoim talerzu, a przejście do kuchni otworzyło się przed Ślizgonką zgodnie z jej życzeniem. Wiedziała, że pomieszczenie w piwnicach to naprawdę wielki obszar do przeszukania, jednak liczyła na to, że pomocne skrzaty nie zawiodą jej i pomogą odnaleźć Jaydena. I tak rzeczywiście było.
Ledwo znalazła się na schodkach prowadzących w dół, a pierwszy skrzat zaoferował jej coś do jedzenia i picia. Uprzejmie podziękowała, zapytała za to, w którą stronę udał się wchodzący tędy niedawno mężczyzna. Następnie podążyła we wskazanym kierunku i rzeczywiście już wkrótce ponownie ujrzała sylwetkę nauczyciela, tym razem skupionego na konsumowaniu jakichś pyszności.
- Profesorze? – uprzejmy ton i dojrzała postawa jak zwykle ukazywały Marine jako młodą, dobrze ułożoną damę, nie inaczej było tym razem – Przepraszam najmocniej, że tak Pana osaczam, ale chciałam o coś zapytać i gdy zauważyłam Pana na korytarzu stwierdziłam, że to nie może czekać – w relacjach z Jaydenem zawsze stawiała na szczerość; nie widziała sensu w owijaniu w bawełnę bądź karmieniu go wyssanymi z palca historyjkami. Nie był typem człowieka, który by się na nie nabrał, ani tym bardziej takim, który na nie zasługiwał.




Inadvertently we bleed, fighting for what we deceive
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnie   01.10.17 21:28

Jayden miał zamęt w głowie i walczył z nim od dłuższego czasu. Coraz poważniejsze oznaki bezsenności dawały mu się porządnie we znaki, ale jeszcze nie skierował swoich kroków w stronę skrzydła szpitalnego. Zdawał sobie sprawę jak wiele pracy czekało go jeszcze każdego kolejnego dnia w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie i nie zamierzał nikogo zawodzić. Nie tym razem. Od zawsze w kontaktach ze swoimi uczniami dawał z siebie wszystko, bo po prostu miał taki charakter. Gdyby mógł, nie spałby, nie jadł tylko by przekazać im całą wiedzę, którą posiadał i którą mógł się z nimi podzielić. Raczej też nie miał problemów ze zrozumieniem młodych ludzi, którzy raczej wiedzieli, że mogą polegać na swoim profesorze. Wspólny szacunek i współpraca świadczyły nie tylko o nich samych, ale również o szkole. Nie raz już słyszał, że dość ciężko studentom jest dotrzeć do niektórych nauczycieli. Musiał jednak z uśmiechem uznać, że nie mówiono o tym w stosunku do niego. Kiedyś zanim zaczął uczyć, Vane chciał być jak swój dziadek. Słynny astronom podróżnik, który poznawał zakątki świata i spisywał oznaki meteorytów w różnych krajach. Przewijał się przez wiele państwa, kultur, spotykał nowych ludzi. Było to niezwykle dla kogoś młodego i ciekawego wszechświata. Wielkim szokiem okazał się fakt, że Jay nie zamieniłby się jednak z dziadkiem na miejsca, gdy dotarł do Hogwartu jako nauczyciel. Spełnienie które czuł było tak silnie i niezwykłe, że nie oddałby tego pod żadnym pozorem. Astronomia i nauczanie było jego nieodłączną częścią. Bez nich nie istniał. A musiał posiadać siłę, by móc to spełniać. Co mogłoby mu pomóc nieco, a nawet bardzo, się podładować? Oczywiście że wizyta w zamkowej kuchni, w której był już stałym bywalcem. Zresztą nie raz i nie dwa przegapiał śniadanie, obiady czy kolacje w Wielkiej Sali i nikogo to nie dziwiło. W końcu dość łatwo zapominał o takich sprawach, a mając w podświadomości możliwość nadrobienia sobie pokątnie u dzielnych skrzatów, nie martwił się tym aż tak. Jako astronom i zapalony naukowiec o każdej porze dnia i nocy był dostępny dla swoich korespondentów czy tych współpracowników, którzy byli w zasięgu teleportacji. Zresztą zdarzało mu się również przysypiać i uczniowie wiedzieli, ze ich profesor może odlecieć w każdym momencie. Nie podczas zajęć ma się rozumieć, ale ktoś kto spędzał praktycznie każdą noc i dzień bez snu musiał sobie to odkuć gdzieś indziej i jakoś inaczej. Krótkie drzemki na krużgankach, w oknie lub na sali zajęciowej były standardem. Dostał już kilka rysunków swojej osoby jak śpi w bibliotece, a nad nim stała zirytowana bibliotekarka. Wiele z nich zdobiło specjalną tablicę w jego gabinecie. Jednak nie było to nic złośliwego. Każdy z tych obrazków był wspomnieniem ucznia lub uczennicy, którzy przewinęli się przez jego klasę i chodzili teraz po świecie. W ciągu tych sześciu lat zebrał naprawdę pokaźną kolekcję i był pewien, że niedługo ta ilość miała wzrosnąć. Żałował, że tak szybko zleciał ten czas, a zaraz miały być wakacje i część z dzieciaków już nigdy nie miała pojawić się ponownie w murach zamku. Myśląc o przemijaniu, zawędrował pod znany sobie obraz, gdzie odpowiednią, tajemną magią otworzył wejście do kuchni. Dość lekko zbiegł po schodkach, pozdrawiając mijane skrzaty, które uśmiechały się przyjaźnie do profesora, który tak doskonale doceniał ich pracę i poświęcał swój czas, by z nimi porozmawiać. Mało kto wiedział, że to one odpowiedzialne były za wspaniałości pojawiające się na stołach Wielkiej Sali.
- Co masz dzisiaj dobrego, szefuniu? - rzucił Jay ciepło, zeskakując z ostatnich stopni, jak nowo narodzony wbijając się w miejsce za drewnianym stołem i patrząc na odpowiedzialnego za posiłki w tych godzinach skrzata. Ten zaraz powiedział jak przedstawiało się menu tego dnia i co zostało, a co może jeszcze specjalnie przygotować. - Nie oszczędzaj mnie - powiedział Vane, kiwając głową z uznaniem i uderzając palcami w stół. Nie czekał jednak nawet chwili, gdy zaraz przed nim pojawiły się wspaniałości, które zalały jego serce przyjemnym ciepłem. Zabrał się za pałaszowanie, nie mając najmniejszego pojęcia, że za chwilę pojawi się przed nim ktoś zupełnie niespodziewany. Nie zważał więc na cichy szelest szaty ani na półcień, który przysłonił mu na moment wiszące nad stołem świece. Dopiero znajomy głos wybił go z transu. - Marine? Co tu robisz? - spytał nieco zaskoczony i jakby odruchowo przyciągnął do siebie bliżej talerz. Oczywiście dziewczyna na pewno nie pojawiła się tutaj, by mu ukraść jedzenie, jednak zorientował się ułamek sekundy po fakcie, dlatego wrócił do poprzedniej pozy i patrzył z zaciekawienie, zaintrygowaniem na pannę Lestrange. - Ależ pytaj, o co tylko chcesz - odparł, uśmiechając się, a iskierki zaskrzyły się w jego oczach. W końcu brzmiało to dość poważnie, a on chciał pomagać. Uwielbiał pytania od swoich uczniów, dlatego też z zaciekawieniem czekał na ciąg dalszy wypowiedzi jednej z prymusek. - Głodna? - spytał jeszcze, przesuwając w jej stronę miskę soczystych winogron.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange http://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 http://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
nowhere to run
from all of this havoc
nowhere to hide from
all of this m a d n e s s
5
10
0
0
10
5
9
4
Czarownica
 sing my angel of music

PisanieTemat: Re: Kuchnie   25.10.17 11:53

Przyzwyczajona do obecności skrzatów, ignorowała je subtelnie, jak przystało na wychowaną w wyższości do tych istot szlachciankę; jeśli akurat niczego od nich nie oczekiwała, nie interesowały jej. Przed momentem wskazały drogę, więc teraz nie były już istotne dla tego spotkania, mogły więc pozostać w jego tle i z ochotą to uczyniły. Na powrót zajęły się przygotowywaniem posiłków i nie rzucały nawet ukradkowych spojrzeń w kierunku dwojga rozmawiających osób.
Skrzaty ewidentnie znały swoje miejsce i rolę, a panna Lestrange mogłaby w tej chwili wziąć z nich przykład, bo zamierzała poprosić Jaydena o coś, co nieco wykraczało poza jego nauczycielskie obowiązki. Lubiła go i może przez to nie miała poczucia, że w pewien sposób zaczyna się spoufalać; choć granica relacji nauczyciela i uczennicy była dla niej niezwykle wyraźna, tematy do rozmów stawały się poważniejsze w obliczu tego, co działo się poza murami szkoły.
Marine swobodnym krokiem podeszła więc do drewnianego stołu, przy którym siedział profesor, po czym usiadła naprzeciwko mężczyzny, sadowiąc się niczym w szkolnej ławce na zajęciach. Nie czuła się zestresowana tym, o co zamierzała go zapytać, a podświadomość podpowiadała jej, że wynik tej rozmowy okaże się pozytywny. Cóż, najpierw należało zacząć, tak więc Ślizgonka odczekała stosowną chwilę i odezwała się dopiero, gdy jej towarzysz skończył przeżuwać. Na podstawioną pod nos miskę winogron chciała zareagować odmownie, jednak owoce wyglądały tak soczyście, że nie mogła się oprzeć.
- Dziękuję – sięgnęła dłonią do miski i po chwili była już pewna, że nie pomyliła się w swojej ocenie odnośnie jakości smaku – Zastanawiam się, czy jedzenie tu ma smak inny, niż w Wielkiej Sali, ale to chyba tylko złudzenie powodowane atmosferą tego miejsca – uśmiechnęła się lekko, na moment rozglądając dookoła; znajdowało się tu tyle wspaniałości, że równie dobrze mogłaby się najeść do syta i odpuścić kolację, a może nawet też śniadanie następnego dnia.
Tak, jak zakładała wcześniej, nie zamierzała mamić Jaydena ani zatajać przed nim powód tej rozmowy. Gdy już kilka winogron wylądowało w jej ustach, zdecydowała się na szybkie, bezbolesne poruszenie tematu.
- Profesorze, co pan wie o zaklęciu Patronusa? Czy potrafi pan je wyczarować? – czujne spojrzenie obserwowało strudzone lico profesora; a w głowie Marine pojawiła się dziwna myśl.
Teraz ja jego powinnam poczęstować granatem i umowa byłaby zawarta.
Nie próbowała go osaczać, chciała tylko poznać jego szczerą opinię i wiedzieć, czy będzie jej w stanie pomóc w przyszłości. Nie wszyscy nauczyciele byli kompetentni, nie wszyscy też posiadali jej zaufanie; Vane na szczęście już dawno zasłużył sobie na jej szacunek, nawet pomimo tej nutki ekscentryczności, która zawsze go otaczała. Jeśli komuś miała powierzyć swój czas i na kimś oprzeć swoje dalsze bezpieczeństwo, to – być może niestety dla niego – profesor Astronomii był do tego zadania idealny.




Inadvertently we bleed, fighting for what we deceive
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnie   01.11.17 21:21

Nie wychowywał się wśród skrzatów. W końcu nikt poza szlachtą nie miał takich służących, a przynajmniej znaczna mniejszość zamożnych czarodziejów i czarownic o krwi mniej czystej od tego szlachetnej mogła sobie na to pozwolić. I nie rozumiał jak można było traktować tak przedmiotowo te poczciwe i pomocne stworzenia, które swoją siłą i mocą przewyższały niejednego człowieka. Dla niego byli jak dobrzy przyjaciele - idealni towarzysze na spędzenie wielu godzin w zimnych, często niemiłych podziemiach, gdzie od czasu do czasu trzeba było się pojawić, by sprawdzić tajne przejścia, żeby jakiś troll się na przykład nie zakradł do Hogwartu. Ale to było tak niedorzeczne. Troll w szkole! Co jeszcze. Zresztą Jay nie wiedziałby, co by zrobił gdyby nie mógł spędzać w kuchniach większości swojego życia. Skrzaty były niezwykle utalentowane, a potrawy które przyrządzały, chociaż mogłyby być jedzone codziennie, nie traciły na smaku ani nie można było się nimi znudzić. Przejedzenie się nie było możliwe. Zresztą nie miał pojęcia, co za magia wirowała w potrawach, ale nigdy nie czuł się ociężale po nawet najbardziej sutej z kolacji. Do tego skrzaty miały naprawdę wiele do powiedzenia i to nie tylko o zakamarkach gastronomicznych. Niektóre były bardzo stare, a Jay uwielbiał opowieści, dlatego słuchał ich z zapartym tchem. Jak można było krzywdzić tak wspaniałe stworzenia?
Nigdy nie dostrzegłby nawet najmniejszej oznaki spoufalania się z jakąkolwiek postacią żeńską w jego gronie. W końcu dla każdego był tak samo miły, tyle samo ciepła i pomocy okazywał. Charakter Vane'a był bardzo otwarty, co mogło irytować, ale równocześnie zbliżało do niego ludzi różnych statusów krwi czy pochodzenia. Zdobycie zaufania Marine wielce mu schlebiało z tego względu, że mogłaby się zwrócić do każdego, ale postanowiła zawierzyć właśnie jemu. Zasługiwała na to samo z jego strony, chociaż już dawno to miała. Była szczerą, młodą osóbką, która pragnęła wiedzy i to było niesamowicie ważne. Gdyby było inaczej, nie pojawiłaby się tutaj z myślą o kwestii, którą chciała z nim poruszyć. Kwestii, która jak już zauważyła, wykraczała poza jego obowiązki. Jednak specjalne sytuacje zmuszały ludzi do specjalnych reakcji. Hogwart powinien był zapewnić uczniom wiedzę, bezpieczeństwo. Odebrano to, odarto je z młodych czarodziejów i czarownic - nic więc dziwnego, że szukali innego wyjścia. Chwilę przed głównym wątkiem ich spotkania, Jay uśmiechnął się na słowa Lestrange. Wiedział o czym mówiła. Dla niego te wizyty były jakby innym światem i dlatego tak bardzo je lubił. Gdy padło pytanie, którego zdecydowanie się nie spodziewał, podniósł spojrzenie na dziewczynę przed sobą. Jego spojrzenie niczego specjalnego nie mówiło; jedynie to, że go nieco zaskoczyła. Kęs jedzenia zatrzymał się na kilka sekund w policzku profesora, który przypominał w tamtym momencie chomika, ale zaraz żuchwa zaczęła ruszać się na powrót, a początkowe zdziwienie rozproszyło się. Chociaż Marine zbyt dobrze znała JJa, żeby się na to nabrać. Vane wcale nie krył się ze swoimi emocjami ani uczuciami, bo przecież nigdy nikomu nie skłamał, a zresztą była to jego droga do porozumiewania się i wzajemnego zrozumienia.
- Rozumiem, dlaczego o nie pytasz - odezwał się po jakimś czasie, nie musząc dodawać w tej kwestii niczego ponad to. Może i chodził z głową w chmurach, ale rozumiał znacznie więcej niż się wszystkim wydawało. Przez długi czas to właśnie Grindelwald prowadził zajęcia z ochrony przed czarną magią, a przynajmniej tak to nazywał. Wraz ze skutkami tych lekcji Jayden mógł się zapoznać dość dokładnie, gdy niósł pomoc pokrzywdzonym i przerażonym uczniom. Były dyrektor raczej nie chciał, by podwładni umieli tak potężne zaklęcie jak to, o którym wspomniała Marine. Najpotężniejszy, sprytny władca nigdy z własnej woli, ze świadomością o tym nie podjąłby się kształcenia przyszłych, potencjalnych wrogów. A nimi właśnie byli młodzi czarodzieje dla Gellerta. Zależało mu na ogłupieniu młodego pokolenia. Na szczęście nie na długo zagrzał miejsca pod dachem szkoły czterech założycieli. Przerwał jedzenie, odsuwając talerz na bok i skupiając się na tym, co się właśnie działo między Marine a nim. Bo i ona zdawała sobie sprawę, że mógł jej odmówić; mógł zrobić tak wiele, by odciąć ją od tej wiedzy i nie musiałby się tłumaczyć. Ale nie chciał. Poczuł dziwne ciepło, gdy zdał sobie sprawę, że to był szczery szacunek, którym go darzyła i zaufanie. Zawsze powtarzał, że gdy ktoś będzie szukał u niego pomocy, znajdzie ją. Przez jakiś czas wpatrywał się w dziewczynę naprzeciwko, nie odzywając się. Jedynie raz przejechał dłonią we włosach, gdy nieco przydługawe opadły mu na oczy. - Kiedy chcesz zacząć? - odpowiedział pytaniem na pytanie, przechodząc jak ona od razu do sedna. Uśmiechnął się do niej porozumiewawczo, a jego twarz choć zmęczona pełna była ciepła. Nie musiał mówić jej, ile wie i czy umie wyczarować zwierzęcą formę. Podejrzewał zresztą, że Marine znała odpowiedź na swoje pytania nim jeszcze nawet je zadała.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange http://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 http://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
nowhere to run
from all of this havoc
nowhere to hide from
all of this m a d n e s s
5
10
0
0
10
5
9
4
Czarownica
 sing my angel of music

PisanieTemat: Re: Kuchnie   04.11.17 18:18

Odebrała konserwatywne, należne młodej szlachciance wychowanie, dlatego nie zastanawiała się nad losem skrzatów, były jej zupełnie obojętne. Peleryna ignorancji zasłaniała niekiedy sprawy o wiele większej wagi, niż stosunek do służby, a mimo wszystko Marine nigdy nie potraktowała źle żadnego z tych stworzeń, nie pamiętała też, by któremukolwiek kazała się kiedyś ukarać. Na pewno inne rody miały odmienne podejścia, a wszystko sprowadzało się do tego, kto jakim był człowiekiem. Młoda czarownica zdawała sobie sprawę, że Jayden reprezentował sobą inne wartości, dlatego najprawdopodobniej los dzielnych, małych pomocników nie był mu obojętny, lecz czas na zagłębienie tego tematu miał przyjść innym razem.
Oczywiście, że rozumiał dlaczego pytała go o Zaklęcie Patronusa – miał oczy dookoła głowy i na tyle empatii, by w całym tym zamieszaniu związanym z anomaliami nie widzieć jedynie czubka własnego nosa, jak reszta kadry, a nieco większy obraz oraz jego opłakane skutki. Choć niewątpliwie go zaskoczyła, dość szybko przełknął wszystko – dosłownie i w przenośni – po czym zadał jedno, krótkie pytanie, utwierdzając Marine w przekonaniu, że zwróciła się do odpowiedniej osoby.
To właśnie do niego mogła zwrócić się z prośbą o pomoc bo wiedziała, że nie będzie jej osądzał, a ewentualna krytyka pomysłu na pewno będzie konstruktywna z dodatkowym wskazaniem innej drogi, którą mogłaby podążyć. Lestrange wiedziała, że Vane nie będzie się z niej śmiał; profesor był chyba w tej chwili jedyną osobą, przed którą nie wstydziłaby się sromotnej porażki. Niezależnie od tego, czy byłby to fałsz w wyśpiewywanym fragmencie pieśni, czy kompletnie nieudane zaklęcie, popełniając gafę nie zapadłaby się pod ziemię i już samo to powinno zapewnić ją, iż astronom będzie odpowiednią osobą do tego zadania.
- Możliwie jak najwcześniej – w jego zmęczonej twarzy odnalazła zapewnienie, że podejmowane próby na pewno nie pójdą na marne; uśmiech profesora pokrzepił ją i sprawił, że także kąciki jej ust uniosły się nieznacznie – Mam nadzieję, że jakoś uda nam się dopasować dni i godziny, bo mimo wszystko próby chóru oraz nauka do egzaminów są dla mnie ważne, a zdaje sobie sprawę, że wykładanie Astronomii to nie jedyne pańskie zajęcia. I naprawdę dziękuję za tę możliwość, nie wiedziałam do kogo innego mogłabym się zgłosić – dziękować miała mu jeszcze kilka razy, co nie było do niej zbyt podobne, jednak euforia wywołana wizją poprawienia własnego bezpieczeństwa tak właśnie na nią działała.
Strach miał wielkie oczy i sprawiał, że Lestrange niekiedy czuła się bezsilna, a to było przecież uczucie najgorsze ze wszystkich. Chciała zmienić ten stan rzeczy, chciała umieć się obronić, a żeby to zrobić musiała zacząć od podstaw. Tą jedną decyzją nie skreślała swojej fascynacji mroczniejszym rodzajem magii, z którą zapoznał ją ojciec oraz Grindelwald; w jej mniemaniu czarna i biała magia nie wykluczały się wzajemnie i obie dawały czarodziejom naprawdę duże możliwości.
Sięgnęła po kolejne winogrono i po zjedzeniu go zdecydowała się wysunąć pewną propozycję.
- Możemy skorzystać z jakiejś pustej klasy, w lochach jest takich kilka i jako prefekt mogę się dowiedzieć, które nie będą akurat używane – nie chciała zostawiać wszystkiego na jego głowie; odciążając go choć w jednej kwestii poczułaby się znacznie lepiej.





Inadvertently we bleed, fighting for what we deceive
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnie   05.11.17 20:56

Nie dziwił się, że zależało jej na tym zaklęciu. Było wszak przypomnieniem o tym, co najcenniejsze. Szczęśliwe wspomnienia, które można było przywołać nawet w najczarniejszych chwilach miało siłę, o której mało kto wiedział. Nic dziwnego, że wyczarowanie cielesnej formy patronusa było nie lada zadaniem. Oparcie się na jasnej stronie było ciężkie. Sam coś o tym wiedział i na pewno ścieżka prowadząca ku złem była bardziej nęcąca, łatwiejsza, potężniejsza. Stając twarzą w twarz z potężnym czarnoksiężnikiem mało kiedy myślało się o nim jako o zwyczajnym człowieku, który również posiadał swoje lęki. Grindelwald czerpał moc ze strachu innych i nic dziwnego więc, że się na takiego okrutnika tworzył, a później pozwolił, by mrok zawładnął jego duszą. Jakim nieszczęśliwym człowiekiem musiał być. Samotny, zgorzkniały, umierający w pojedynkę. Właściwa droga była usiana kamieniami, które raniły stopy idącego, starając się go zniechęcić do dalszej wspinaczki. Krew, ból, cierpienie. Nic co warte osiągnięcia nie było wszak łatwo dostępne. Nie musiał jednak na pewno mówić o tym komuś takiemu jak Marine. Od dziewczyny niemal biła ta dojrzałość, którą mało kiedy spotykało się u młodych ludzi lub ci bali się ją ujawniać. Słowa Ślizgonki upewniały go w tym, że przemyślała wszystko i nie rzucała słów na wiatr. Była ostatnią osobą, którą posądziłby o marnowanie jego czasu.
- Tylko jest jeden warunek - odetchnął nim kontynuował. Nie miał pojęcia, dlaczego właśnie do niego zgłosiła się o pomoc w tym temacie. Mogła poprosić kogoś z rodziny i byłoby to o wiele bardziej odpowiednie, ale Jay miał pewną słabość do panny Lestrange. Możliwe dlatego że czuł się bardzo dumny, gdy osiągała sukcesy - nie tylko na podłożu astronomicznym, ale również i każdym innym. Jak za każdym swoim uczniem tak i za nią miał tęsknić, gdy już Marine opuści mury Hogwartu i pójdzie w daleki świat. Jednak nikt tak jak ona nie potrafił powiedzieć wprost czego potrzebował. W tym momencie właśnie było to ponadprogramowe nauczenie indywidualne i to jeszcze z dziedziny, która nie była głównym nurtem i powodem bytowania Vane'a na zamku. Nie było już czasu, by siódmoklasiści nadgonili stracone lata w niecały miesiąc, jaki im został i nikt się specjalnie nie przejmował, by uzmysłowić ich co stracili. Jayden zawsze robił co mógł, gdy przychodzili do niego studenci, którzy widzieli w nim jeszcze ostoję normalności i prosili o radę. Marine nie była pierwsza, chociaż jej zawziętość i upór były godne podziwu. Musiała być bardzo odważna, skoro miała w sobie wewnętrzną siłę, by poruszyć ten temat. Było to przyznanie się do zaniedbań na pewnym etapie edukacji, ale byliby kłamcami, gdyby nie stanęli z tą prawdą twarzą w twarz. - Nie zaniedbasz nauki do egzaminów - dokończył bardzo poważnie. Nie mogła przedkładać dodatkowych zajęć nad naukę końcową. Zresztą Jay był dobrym nauczycielem, ale wymagającym. Panna Lestrange musiała się z tym liczyć. Zasłuchał się przez chwilę w jej słowach, aż oparł brodę na dłoni, a łokieć na stole. Patrzył na zaaferowaną uczennicę, nie śmiąc jej przerywać. Widać było, że naprawdę jej zależało i robiła wszystko, by ta umowa weszła w życie. - A co powiesz na mój gabinet? - spytał nagle, gdy Marine wymieniała swoje opcje i zastanawiała się nad kolejnymi - Jest tam przestrzeń, zanim ktoś tam wejdzie miną wieki, jeśli coś wybuchnie to nie skrzywdzimy innych. I nie musielibyśmy się martwić o dostęp do słodyczy - zakończył z typowym dla siebie nieco dziecięcym uśmiechem, ale najwidoczniej Lestrange nawet nie brała pod uwagi tej opcji. - Pokazałbym ci też przejście, dzięki któremu szybko dostałabyś się do Wieży Astronomicznej bez robienia z siebie maratończyka - kontynuował, widząc w tym pomyśle najlepsze wyjście. Tak bardzo chciała go odciążyć, że nie wpadła na to najprostsze rozwiązanie.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
 

Kuchnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Szkocja :: Zamek Hogwart-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17