Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Złota Wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11 ... 20  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Złota Wieża   14.03.17 18:42

First topic message reminder :

Złota Wieża

Nieużywana, duża, opuszczona wieża w Hogwarcie; kiedyś odbywały się w niej zajęcia z astronomii, lecz trzy dekady temu przeniesiono je w inne miejsce, po odremontowaniu drugiej strony zamku - ze względu na widoczność księżyca. Swoją nazwę zawdzięcza wyglądowi zewnętrznemu, jej ścianki są żółtawej barwy, a w oknach mienią się złotawe witraże, doskonale widoczne, kiedy zapewne jakiś duch, Irytek, zabawia się w jej wnętrzu. Wieża nie zawsze jest widoczna: uczniowie mówią, że znika sama z siebie, nauczyciele podejrzewają, że jest ukrywana.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   19.03.17 20:11

Justine, miałaś czas i warunki, by zrobić dokładnie to, czego chciałaś. Zdjęcie obrazu ze ściany nie było żadnym wyzwaniem; wystarczyło uderzyć nim mocniej o posadzkę i rama sama się rozleciała. Z czterech raczej solidnych desek szerokości pięści i długości ramienia wystawały powyginane gwoździe, mogłaś je zostawić lub wyjąć. Kończyłaś właśnie zbierać deski, kiedy obok ciebie przebiegła Lily, której nie miałaś już szans złapać.

Lily jednak nie udało się uciec daleko; dość szybko natrafiłaś rękoma na ścianę znajdującą się po drugiej stronie, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że tak naprawdę uciekałaś w kierunku hałasu. Hałasu, który dobiegał zza ściany i nie zmieniał położenia względem was. Uderzenia rozlegały się miarowo, powoli, lecz jeśli były to kroki - postać kroczyła w jednym miejscu. Dotknąwszy ściany, Lily mogła wyczuć, że ta, na którą wpadła, była znacznie cieplejsza od pierwszej.

Na cokolwiek wpadła wcześniej Lily, nie dobiegł was żaden dodatkowy odgłos ani żadne poruszenie.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
19
11
0
15
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   20.03.17 0:58

To była dosłownie chwili. Jedna, krótka. Zadawało mi się, że nic nie znacząca. Krótki ułamek czasu, moment, w którym rękaw płaszcza wadziłam w kieszeń spodni, by mieć ręce wolne. By ściągnąć obraz, rozbić go doszczętnie, a potem zebrać deski. Dość nierozważnie, nadal zawierzając tylko dotykowi. Ten draśnięciem na palcu poinformował mnie o tym, że drewno ma wbite w siebie gwoździe. Nie miałam czasu, żeby zastanowić się co z nimi zrobić. Bo właśnie wtedy rękaw wysmyknął się z mojej kieszeni, wrzucając mnie w poczucie osamotnienia. Moje myśli przebiegła myśl; jeśli ja czułam się samotna, jak musiała czuć się Lily? Biedna, krucha, tchórzliwa puchonka. Zgarnęłam w ramiona cztery deski, o grubościach dość pokaźnych, nie bacząc już na to, że niewyciągnięte gwoździe mogą rozedrzeć mi koszulę, czy rozorać skórę. Była to jedyna namiastka broni, jaką posiadałam w tej chwili i nie zamierzałam z niej zrezygnować. Zamierzałam nieść ja ze sobą tak długo jak będzie to możliwe. I – miałam nadzieję – że gdy przyjdzie co do czego, na cokolwiek się przydadzą.
-Lily? – rzucam cicho w przestrzeń. Słyszałam jej łkanie. Nie, to już nie było łkanie. To nawet nie był już płacz. Tylko histeria jakiej nie widziałam nie słyszałam nigdy w życiu. Lily płakała wciągając nosem spazmatycznie powietrze. Ale w międzyczasie udawało jej się krzyczeć. Tak przeraźliwie, tak rozpaczliwie, że dźwięk jej głosu wnikał aż w moją skórę. Zdobił ciało gęsią skórką. Mnie samej jeżył włoski na karku. Zrobiłabym wszystko. Naprawdę, cokolwiek. Byley ulżyć jej cierpieniu. Przeciążonej psychice. Rozdygotanemu sercu.
Ale nie byłam w stanie.
I ta myśl dobijała mnie jeszcze bardziej. Mając różdżkę mogłabym rzucić na nią zaklęcie trzeźwiące, albo uspokajające. Jakiekolwiek, naprawdę. Przeklnęłam w duchu żałując, że do tej pory nie zyskała biegłości w teleportacji łącznej. Gdybym ją potrafiła mogła bym ją stąd zabrać. Skrzywiłam się ponowie, gdy uświadomiłam sobie, że wcale nie. Nie miałam różdżki. Byłam zdania tylko na siebie. I na cztery drewniane deski spoczywające w mojej dłoni.
Bum. Bum. Bum.
Miarowe odgłosy nie ustępowały. Ich częstotliwość nadal pozostawała taka sama. To samo dotyczyło głośności. Czyżbym źle założyła, że odnosiły się one do czyichś kroków?
Przymknęłam powieki przestając próby dojrzenia czegokolwiek. Ponownie zawierzając słuchowi tylko. Płacz Lily, obłędny, szaleńczy wręcz, połączony z jej krzykami docierał do moich uszu nadal. Musiałam spróbować na chwilę ominąć ten dźwięk. Nie skupiać się na nim. Wyciszyć go. Ale na Merlina, nie było to łatwe, gdy krzyczała tak, jakby ktoś żywcem obdzierał ją ze skóry.
Bum. Bum. Bum.
Trwało nieprzerwanie dalej. Rytmicznie. Stale. Przypominało… zegar? Nie, musiałam się przesłyszeć. Ale… czy było to możliwe? By sekundnik zegara, był tłumiony na tyle przez ściany by brzmieć jak kroki? Może zaczynałam doznawać omamów słuchowych? Może to naprawdę były kroki. Tylko jeśli tak, czemu ich odgłos nie rósł proporcjonalnie w miarę upływającego czasu a zdawał się jakby trwać w miejscu? Nikt przecież nie stawiał kroków – jednego za drugim – na tym samym skrawku podłoża. Wykonywałby wtedy dziwaczny rodzaj tańca. Gubiłam się.
-Lily uspokój się. Jestem tu. Weź oddech. – odzywam się, odkładając na chwilę własny rozmyślania. Musiałam odnaleźć moją towarzyszkę. Obiecałam jej nie zostawiać. Zamierzałam i jej wcisnąć  dłoń kawałek drewna – choć szczerze wątpiłam, że z zrobi z niego jakikolwiek użytek. – Idę do ciebie. – mówię dalej. Ale do Lily nie dociera już nic. Naprzemiennie i niestrudzenie to krzyczy, to płacze. Naprawdę rozpaczliwie. Okrutnie wbijając się w moje serce. Gdybym tylko mogła zmniejszyć ją i wrzucić do mojej kieszeni, z pewnością bym to zrobiła.
Bum. Bum. Bum.
Nadal niezmiennie dudni owiewając nas echem dźwięku. Ruszam niepewnie. Stawiając krok za krokiem, kierując się w stronę z której dochodzi jej lament. Nie zajmuje to długo. Ale więcej, niż zajęłoby mi pokonanie tej odległości widząc przestrzeń. Trafiam na jej ramię wyciągniętą dłonią, drugą w garści obejmując deski.
-To ja, Lila. To ja. Już, spokojnie. – wypowiadam, starając się przyciągnąć ją do swojego drugiego boku. Uspakajająco zaczynam ją głodzić. To… może to nie najlepszy pomysł wszech czasów, ale nie mam innego. Jeszcze kilka razy przejeżdżam dłonią po jej plecach a potem odnajduję jej dłoń. Unoszę ją i kładę sobie na głowie. – Nie zabieraj jej, Lila. Pilnuj. Potrzebuję wolnych dłoni. -Zaraz też schylam się, układając na podłodze deski. Wyciągam z nich gwoździe. Układam stopę na jednej z desek, żeby móc ją w razie potrzeby szybko zlokalizować. A potem próbuję sięgnąć do nadgarstka Lili, mam nadzieję, że znajdę tam przywiązany rękaw, a z wraz z nim resztę płaszcza. Zrobiłabym z niego prowizoryczną torbę, albo plecak, dla desek. Pozwoliłoby mi to nie decydować się na zostawienie trzech. Tylko schowanie ich właśnie do tego. Czwartą złapać w prawą dłoń. Lewą zaś zacisnąć na dłoni Lily. Odgłosy kroków(a może czegoś innego) nadal dobiegały miarowo i spokojnie, przypominając o swojej obecności.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   20.03.17 2:11

Ktoś tam był. Ktoś tam był. Ktoś tam był. Ktoś tam był. Ktoś tam był. Ktoś tam był.
Myśli Lily zapętliły się dookoła tego jednego faktu, to on, nie kroki dosłyszalne zza ściany przerażały ją najmocniej. To postać w ciemności była tą najbardziej wrogą, najbardziej przerażającą, to ona doprowadzała ją do szaleństwa. Nie potrafiła już wmówić samej sobie, że to był jakiś przedmiot, jej umysł po prostu nie działał w ten sposób, raczej nakręcał się dookoła myśli, potwornego przekonania, że lewą dłonią dotknęła kogoś, jakiegoś człowieka i ta myśl, to przekonanie było najgorszym, co mogło ją spotkać.
Nie. O wiele gorszy był fakt, że owa postać nie dała żadnego znaku swojej obecności. Nadal była zlaną z ciemnością mgłą, duchem, czymś niewidzialnym, więc tysiąc razy bardziej strasznym i niebezpiecznym, tysiąc razy bardziej przerażającym. Wyobraźni Lily nadawała tej postaci potwornych kształtów, min, podsuwała jej pełne chłodu, bezemocjonalne spojrzenie, rozbawiony, lodowaty uśmiech człowieka którego cieszy to, co widzi, bo ta postać je widzi, tego też była szalenie pewna. W swojej wyobraźni widziała mężczyznę, najpewniej dlatego, że to oni częściej byli w jej szkolnym życiu agresorami względem takich jak ona, choć kobiety wcale nie były zawsze łagodne i niewinne i widok takowej wcale by jej nie pocieszył. Oczyma wyobraźni widziała różdżkę uniesioną w jej stronę, już tylko chwila, a stanie się coś strasznego.
I zaczynała krzyczeć. Znów i znów. Uciekając, byle dalej, aż nie trafiła na ścianę, choć nie zatrzymała się pod nią, przesuwała dłońmi, nie zwracając uwagi na różnicę temperatur, a poszukując zakamarka, miejsca w którym będzie mogła się ukryć, lub wyjścia, czegokolwiek co tylko pozwoli jej zniknąć z tego miejsca.
Obce dźwięki sugerowały, że na zewnątrz nie jest lepiej, czymkolwiek to jest, zapewne jest olbrzymie i na pewno niebezpieczne. Myśli Lily były pełne paniki, jeśli można to do końca nazwać myślami - może bardziej kierował nią instynkt, chciała tylko uciec, znaleźć się daleko, jak najdalej. Czuła się jak zaszczute zwierzę, które miota się po klatce na oczach rozbawionych myśliwych, którzy pociągnął spust dopiero, kiedy wystarczająco się nabawią.
Kiedy Jutine ją złapała, zaczęła się szarpać i wiercić, nie mając pewności kto ją trzyma. Być może udało jej się uderzyć dziewczynę, nie wiedziała, chciała tylko, żeby ją puszczono, żeby dano jej spokój, tak bardzo, okropnie chciała się skulić gdzieś, gdzie już nikt jej nie zobaczy, nikt nie zrobi jej krzywdy. Dopiero głos dziewczyny trochę ją uspokoił, nie próbowała już walczyć, ale na pewno nie była spokojna. Jeśli zaraz po przebudzeniu była przerażona, a chwilę potem oddana panice, trudno opisać stan w jakim się teraz znajdowała - choć pocieszającym jest to, że gorzej już chyba (chyba) nie będzie.
Otwierała kilka razy usta, chcąc powiedzieć, wypowiedzieć swoją najgorszą obawę, jednak nie była w stanie, nie potrafiła ułożyć pełnego zdania, zbyt przerażona, zbyt spłoszona, nie dała się przytulić, złapała rękę Justine, choć znalezienie jej zajęło jej zdecydowanie zbyt wiele czasu, ale ścisnęła ją z całej siły i zaczęła ciągnąć, iść szybko i tym razem na pewno nie da się zatrzymać, nie ma mowy. Co jakiś czas znów próbowała się odezwać, jednak były to chwile, kiedy znów napędzała ją panika, przyspieszała jeszcze bardziej, już tylko jedną dłoń wyciągając przed siebie i nią badając ścianę szybko, w poszukiwaniu zagłębienia, wyjścia, zakrętu, czegokolwiek co pomogłoby jej się schować przed tym, co czai się w ciemności.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   21.03.17 11:34

The member 'Lily MacDonald' has done the following action : rzut kością


'k100' : 75


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   22.03.17 0:35

Justine, przez myśl przeszedł ci sekundnik zegara, ale jesteś przekonana, że się pomyliłaś. Dźwięki rozlegały się w odstępie najmniej trzech, może pięciu sekund, i były znacznie głośniejsze. Pozostawiały ciche echo. Ich ułożenie względem was wciąż się nie zmieniło. Kiedy jednak próbujesz dotknąć Lily - ta się opiera; wiedziona paniką, lękiem, zaczyna się wierzgać i uderza łokciem w tył, prosto w twoją twarz. Oczy zaszły ci łzami wywołanymi bólem, z nosa trysnęła krew, nie byłaś w stanie dokończyć tego, co zaplanowałaś.

Lily: trafiłaś na drzwi. Były drewniane i miały zdobioną, metalową klamkę, którą wyczułaś pod palcami.

Aktualne kary do rzutów:

Lily -10;
Justine: -15


Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   22.03.17 17:23

Szarpała się i wyrywała nie myśląc wiele, w odruchu przyjmując, że ktokolwiek chce ją złapać, ma złe zamiary. Jakie inne miałby mieć? Oczywiście, że chce ją skrzywdzić, że zrobi jej coś złego, bardzo złego, strasznego, w innym wypadku nie kryłby się w mroku. W ciemności nie ma dobrych rzeczy, w ciemności jest tylko lęk, przerażenie. Można było odnieść wrażenie, że jej przerażenie nie mieściło się w niej, uciekało przez łzy z oczu, krzyki z ust, przez dygocące dłonie, zapełniało całe pomieszczenie. Było jej gorąco i słabo, była wycieńczona, a panika sama w sobie potwornie męczyła.
W swojej panice znów zaczęła uciekać. Nie była nawet świadoma, że zrobiła komuś krzywdę, nie miała pojęcia, że i jak mocno uderzyła Justine, liczyło się, że się oswobodziła, mogła dalej uciekać, tak bardzo chciała zniknąć. Sunęła dłońmi po ścianie, choć nie robiła tego dokładnie, ani uważnie, raczej szybko, szukała czegoś konkretnego, chciała się schować, schować się lub uciec byle dalej.
Na jej sercu wisiał olbrzymi ciężar, potworny stres. Przez chwilę znów spróbowała zawołać Justine, odezwać się, ostrzec ją, jednak nie była w stanie, w każdej chwili, kiedy chociażby jej własne włosy przesunęły się po jej plecach, albo materiał spódnicy otarł się o łydkę, znów zaczynała krzyczeć i wierzgać z przerażeniem.
Ale trafiła, znalazła. Charakterystyczne zimno pod palcami, a potem drzwi, jakimś cudem odnalazła klamkę, zacisnęła na niej obie dłonie, nacisnęła ją i pchnęła tak mocno, jak tylko mogła, wszystko robiąc tak szybko jak tylko była w stanie mimo ciemności i rozdygotania.
Uciec, uciec, uciec. Chciała już tylko uciec, zniknąć stąd, jak najdalej, niech to coś tu zostanie, chciała uciec, zanim TO ją dopadnie.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
19
11
0
15
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   22.03.17 19:42

To nie mógł być zegar. Z każdą chwilą która mijała byłam przekonana o ty coraz mocniej. Mimo tego, że miarowe bicie przypominało mi go, to jednak umysł podpowiadał, że to fałszywy wniosek wycieńczonego umysłu. Odrzuciła więc tą myśl, skupiając się całkowicie na Lily. Najpierw na dotarciu do niej. Co poszło dość sprawnie, głównie dlatego że kobieta nie przestawała naprzemiennie płakać i krzyczeć. Współczułam jej. Naprawdę. Gdybym była w stanie zabrałabym z jej barków choć odrobinę strachu. Przeklinałam fakt, że nie mam pod dłonią różdżki. Zaklęcie uspokajające było potrzebne. Jeśli nie konieczne. Lily była w panice i porozumienie z nią było już właściwie niemożliwe.
Przekonałam się o tym boleśnie. Bowiem w momencie, gdy moja dłoń znalazła się na jej ciele, a umysł oddał się rozmyślaniom nad kolejnymi krokami, MacDonald zaczęła wyrywać się. Krzycząc jeszcze przeraźliwiej. Głośniej. Dźwięk ten wbijał się w moje uszy. Nie zauważyłam nadlatującej ręki Lily, było zbyt ciemno. Niewidocznie.
Ból rozniósł się po całym moim ciele, gdy łokieć Lily uderzył w mój nos. Mocno i dokładnie wbijając się w niego. Głowa poszybowała do tyłu pchnięta siłą uderzenia. A mi stanęły mroczki przed oczami, których nie byłam w stanie dostrzec i tak przez panujące mroki. Kawałki drewna które miałam w drugiej ręce upadły, gdy oniemiałam kompletnie i podjęłam się walki utrzymania swojego ciała w pionie. Głowa zapulsowała bólem. A oczy zaszły łzami. Jakiś nieartykułowany dźwięk wydobył się z mojego gardła.
W końcu odnalazłam pion. Choć ledwie ten fakt zarejestrowałam W tej chwili zdolność logicznego myślenia odbierało mi łupanie, które falami rozchodziło się po głowie. Skrzywiłam twarz. Uniosłam dłoń i dopiero wtedy poczułam ciepłą ciecz na twarzy.
Krew.
Jeszcze tego tylko brakowało. Tylko chwilę zastanawiałam się, nim uniosłam dłoń i białym – pewnie od dawna już nie – rękawem koszuli, którą miałam na sobie, ostrożnie spróbowałam wytrzeć twarz.
-Lily? – spróbowałam znów, na razie zaprzestając próby odnalezienia jej. Chciałam oszczędzić sobie możliwość znokautowania przez kobietę. Zamiast tego więc ostrożnie przeniosłam się na kolana, by czuje zacząć przeszukiwać podłoże w poszukiwaniu zagubionych desek. Pamiętałam, że miały powtykane w siebie gwoździe. Ostatnie czego chciałam, to nadziać dłoń na jakiś ostry koniec. – Lily, mów do mnie. – poprosiłam, jednocześnie próbując dać jej znać, że nadal jestem w pobliżu.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   23.03.17 19:45

Lily, pchnęłaś z impetem klamkę, wiedziona przerażeniem i paniką, nad którą traciłaś kontrolę; drzwi były otwarte - otwierając się na oścież uderzyły głośno w pobliską ścianę, a ty wypadłaś na korytarz, tracąc równowagę i przewracając się na drewnianą polerowaną posadzkę; na jego ścianach płonęły świecie, rozświetlając wnętrze. Światło wpadło również do wnętrza pokoju, w którym leżałyście. Wystarczyło teraz, że rzuciłyście na nie okiem, pozbawione okien ściany ozdobione były obrazami, w tym jednym zdewastowanym przez Justine, a coś, na co trafiła Justine dłonią wcześniej, musiało być sekretarzykiem znajdującym się w kącie pokoju, na blacie którego stał wypalony świecznik. Na posadzce leżały trzy koce, trzeci, rzucony w kąt, był już pusty. Korytarz zaś wiódł na lewo od wejścia do waszego pokoju i zakręcał w przód, nie odchodząc w żadne poboczne drzwi po drodze. Oświetlenie pozwoliło Justine bez trudu odnaleźć deski, które upuściła. Jej koszula ubrudzona była krwią, a nos nie przestawał ją boleć. Krew wciąż płynęła, choć mniej obfitą strugą.

Dźwięk, który słyszałyście, stał się głośniejszy po otwarciu drzwi i dochodził zza ściany korytarza, wciąż nie zmieniając swojego położenia względem was.

A do niego dołączył dziecięcy głos:
Idzie wąż wąską dróżką...


Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   24.03.17 12:38

Szarpnęła za klamkę pewna, że będzie musiała się z nią siłować, nie myśląc wiele, chcąc się już tylko wydostać z tego miejsca. Tylko tego chciała, nie ważne, co miało czekać ją po drugiej stronie, nie ważne co oznaczają dziwne dźwięki, które i tak nie w pełni do niej docierały, były tylko kolejnym bodźcem, który głębiej i głębiej wpędzał ją w panikę. Jeśli przestanie ucieka, skuli się, skuli się, zamknie, straci kontakt z czymkolwiek i bez znaczenia już będzie, co się dzieje.
Drzwi jednak były otwarte, a ona pod wpływem własnego szarpnięcia upadła na posadzkę. Zabolało, jednak bardziej niż ból zaskoczyło ją światło: jakby było ostatnim, czego mogłaby się w tej chwili spodziewać. Trochę chyba nawet pozwalało jej się uspokoić. W ciemności nikt się nie krył, nikt prócz nich dwóch, były same, nie było żadnej mrocznej istoty, żadnego człowieka, który mierzyłby w nie różdżką. Nadal dygotała, podniosła się powoli na kolana, ogarnęła ją dziwna ulga, kiedy olbrzymia część tego, co ją przerażało zniknęła. Nadal nie była w stanie powiedzieć słowa, poruszała bezdźwięcznie ustami i rozglądała się, dosłyszała głos Justine i spojrzała w stronę drzwi, chcąc ją zobaczyć.
W tej chwili jednak zmroził ją kolejny głos, tym razem dziecięcy. Dopiero teraz mocniej zaczął do niej docierać dudniący odgłos.
Nie, nie jest bezpiecznie. Jest inaczej, jest światło, ale my też jesteśmy widoczne.
Tyle do niej dotarło, jakby jej krzyki wcale nie mogły naprowadzić zagrożenia na nią w wystarczający sposób. Zapłakała cicho, nie mogąc zwalczyć przerażenia i poczucia bezsilności, świadomości, że cokolwiek się stanie, musi się temu poddać. Może próbować uciekać, ale jest tylko sobą, tylko słabą sobą, która nawet z różdżką by sobie nie poradziła.
Nadal chciała jednak odsunąć się od sali, uciec od niej, bo z nią wiązał się jeden z jej lęków w tej chwili, nie chciałaby znów zostać tam zamknięta. Nie zauważyła trzech kocy, bo i zaledwie spojrzała za siebie i nie miała ochoty przyglądać się bardziej, liczyła, że Just zaraz do niej przyjdzie, zaraz znów będzie obok: bardzo nie chciała tam wchodzić, nie weszłaby, była tego pewna.
Nie mogła jednak zignorować dziecięcego głosu. Nie przerażał jej, wręcz przeciwnie. Dzieci nie są złe. Dzieci nie potrafią robić krzywdy. Jeszcze nawet nie czarują. Są niewinne, nic złego nie wpada im do głowy, jedynie sobie żartują najwyżej.
Tylko czy ktoś zamknął tu dziecko?
Podniosła się powoli, podtrzymując się ściany. Nie ból jej najbardziej przeszkadzał, a fakt, że kolana miała jak z waty, kiedy odrobinkę się uspokajała wbrew pozorom drżała bardziej, jakby spadał z niej olbrzymi nadmiar przerażenia.
- H-h-he-hej....? - głos był stłumiony, może zza kolejnej ściany? Ale dlaczego ktoś zamknąłby dziecko? Szła jednak dalej, choć nadal na jej sercu ciążyło olbrzymie przerażenie, odrobinę cofnęła się jednak od paniki. Po jej policzkach płynęły łzy, choć otarła twarz i szukała kolejnego przejścia, lub samego dziecka. Jak ono się tu dostało? Może zna drogę do wyjścia? - J-j-ju-juus-st...?
Dodała jeszcze płaczliwie w nadziei, że dziewczyna jest zaraz za nią.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
19
11
0
15
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   24.03.17 19:02

Ból roznosił się od nosa po krańce mojej czaszki, a potem kierował się w dół, by tam zanikać. Przynajmniej w tej konkretnej formie. Niezmiennie czułam zmęczenie, a i głód nie odpuszczał. Starałam się jednak odpychać to na krańce mojej świadomości. Wytrwać. Do momentu, w którym nie znajdę się na bezpiecznym gruncie. Do momentu, w którym nie będę mogła odpuścić. Choć z każdą chwilą w ciemnościach coraz mocniej zaczynałam wątpić w to, że ten czas nadejdzie szybko.
Światło wpadające do pomieszczenia, przez drzwi na które natrafiła Lily(dzęki Merlinowi za to!) oślepiło mnie w pierwszym momencie. Skrzywiłam się, odzwyczajona od jasności, mrugając kilka razy.
Ulga. Dokładnie to uczucie poczułam w sobie, gdy wzrok w końcu znów był jednym z moich narzędzi. Spojrzałam na Lily, która przez powoli podnosiła się z podłogi. Tym razem nie ruszyłam jednak w jej stronę od razu. Uniosłam dłoń do twarzy, wycierając mokrą ciec. A później zlustrowałam dłoń jednoznacznie upewniając się, że z nosa leci mi krew. I choć strumień nie płynął już tak mocno jak wcześniej, to nadal ustawał. Zerknęłam na biały rękaw koszuli, teraz cały burdny. Odpięłam guzik i pociągnęłam z całej siły, mając nadzieję, że szef na rękawie puści, a ja wywinięty na lewą stronę materiał – ten najczystszy- będę mogła przytknąć do nosa. Schyliłam się by zebrać rozrzucone na ziemi deski. A później, kierując kroki w stronę Lily rozejrzałam się jeszcze po pomieszczeniu. Zerknęłam na koc, wzrokiem zaraz odnajdując drugi, a potem… trzeci. Nabrałam powietrza przez nozdrza, krzywiąc się z bólu. Czy to znaczyło, że mam nie utonęła w wtedy, w rzece? Czy rzeczywiście było to ledwie snem? Trzeci koc musiał przecież świadczyć o tym, że wcześniej poza nią i Lily był tu jeszcze ktoś. Niczego więcej nie chciałam, jak potwierdzenia, jakiegoś znaku, że moja mama nadal żyje. Wzrokiem dalej przeszukiwałam ściany i podłogi pomieszczenia mając nadzieję, że uda dostrzec mi się coś, co pomoże zorientować się, gdzie się znajdujemy.
Głos Lily rozbrzmiał. Zerknęłam by zauważyć, jak rusza na przód. Postanowiłam podążyć za nią, uświadamiając się, że towarzyszący nam od jakiegoś czasu, miarowy dźwięk nadal rozbrzmiewał. Zdawał się dochodzić zza ściany korytarza, tak samo jak wcześniej. Ale teraz, po otwarciu drzwi zdawał się głośniejszy.
-Jestem Lila, idę za tobą. – poinformowałam ją, rzucając ostatnie spojrzenia na ściany. Cichy  głos dołączający do miarowych odgłosów rozbrzmiał. I choć brzmiał niewinnie. To zjeżył mi włoski na skórze, powodując uczucie rosnącego niepokoju. Co jeszcze na nas czekało? I czy byłyśmy w stanie stawić temu czoła?

/chyba rzucam na rozglądanie się, może coś zobaczę więcej?




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   24.03.17 19:02

The member 'Justine Tonks' has done the following action : rzut kością


'k100' : 60


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   26.03.17 3:38

Justine, obserwowałaś dokładnie wnętrze pomieszczenia i nie dostrzegłaś w nim nic niezwykłego. Twoją uwagę zwróciły zaczarowane obrazy, spośród których na żadnym nie widniała ludzka postać. Jeden, ze scenerią łąki z kocem wyraźnie przygotowanym pod piknik, wyglądał, jakby ludzka sylwetka powinna się tam znajdować. Ani na podłodze, ani na ścianach, nie znalazłaś już nic więcej i wydawało ci się, że nic więcej w tym pomieszczeniu nie znajdziesz. Miałaś przy sobie deski, a zatamowanie krwawienia nie sprawiło ci większego problemu. Dopiero odchodząc, kiedy obejrzałaś się przez ramię, dostrzegłaś, że drzwi tego pokoju, choć nie były zamknięte, posiadały miejsce na klucz - bardzo bogato zdobione i inkrustowane w kwiaty.

Doszłyście do, zdawałoby się, końca długiego korytarza, za zakrętem mieściło się kolejne pomieszczenie: odchodzące na lewo stanowiło coś na wzór przedsionka, po ścianach, zarówno od strony, od której nadeszłyście, jak i od przeciwległej, ustawione zostały po trzy imponujące zbroje. A na trzeciej ścianie, osadzonej na lewo od was, znajdowały się głęboko osadzone imponujące kamienne drzwi, do których prowadził karmazynowy dywan w perskie wzory. Aby się im przyjrzeć, musiałybyście podejść bliżej. Nie pozostawiało wątpliwości, że wnętrze tego miejsca urządzone zostało z przepychem i na wzór zamku. Jedyne takie miejsce, które znałyście, było Hogwartem, ale podobny wystrój - i zdawałyście sobie z tego sprawę - mógł być ozdobą dworku jakiejkolwiek bogatszej rodziny.

Korytarz zaś wiódł dalej i zakręcał na prawo, lecz przed zakrętem znajdowały się ogromne, dwuskrzydłowe drewniane drzwi, zza których wciąż dobiegały was te same stłumione hałasy. Do pierwszego z głosów dołączył drugi - nieco wyższy od pierwszego, wciąż dziecięcy:

- Nie porusza żadną nóżką...

Dodatkowe:
 


Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   26.03.17 23:07

Docierało do niej za wiele bodźców i wcale nie pomagało jej to zachować spokoju. Drżała, zaczęła zauważać przepych dookoła, może to jakaś posiadłość? Jakiś szlachcic ich porwał, co z nimi zrobi? Światło ją otumaniło, choć jednocześnie kiedy uciekła od swoich czających się w mroku demonów czuła się trochę lepiej. Jej gardło nadal było ściśnięte, przez co jej głos musiał brzmieć trochę strasznie, ale udało jej się odezwać. Kiedy usłyszała Justine, odetchnęła z ulgą. Nadal podpierała się ściany, docierały do niej uderzenia, choć nie miała pojęcia czym mogły być, wcale nie chciała się przekonywać. W tej chwili była pewna, że nawet wołami nie pozwoli się z powrotem zaciągnąć do tej strasznej sali. Podpierała się o ścianę, dygocząc na całym ciele, choć widać było, że znów ma przynajmniej kontakt z rzeczywistością. Nie widziała jeszcze Justine, jeszcze bała się odwrócić w obawie, że w ciemności tamtego pomieszczenia dostrzeże coś strasznego. Po jej policzkach nadal płynęły łzy, myśli trochę spowolniły, choć nadal krążyły wokół tego, że marzy już tylko o ucieczce.
Głos. Dziecięce głosy.
Szła za nimi, choć czuła że jej kolana są miękkie, szła podpierając się o ścianę, nadal w każdym ruchu zdradzając panikę, szła szybko i nie rozglądała się zanadto, nie chcąc zobaczyć czegoś... strasznego.
Szła za głosem wierząc, że dziecko może być potomkiem właściciela tej posiadłości i... I, że może pomoże im uciec. Dzieci nie są złe, nie potrafią. Wierzyła w to, chyba właśnie ten głos pomagał jej się trochę uspokoić. Mijała korytarz, by dotrzeć do pomieszczenia i spojrzeć wgłąb. Może to jakieś przejście? Na piosenkę nie zwracała większej uwagi, w końcu nie znała kołysanek i piosenek magicznych dzieci.
-H-h-ha-haal-o? Je-je-ee-est-tu-k-k-k-k-kto-oś..?
Odezwała się zachrypniętym, płaczliwym głosem, trochę się bojąc, że wystraszy dziecko, które uważała za ich ratunek.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
19
11
0
15
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   27.03.17 21:52

Światło nadal raziło mnie w oczy. Odzwyczajone oczy na nowo uczyły się, jak poprawnie funkcjonować. Rozróżniając z każdą chwilą coraz więcej detali i szczegółów. Nie było jednak czasu, by rozglądać się dłużej. Musiałam dogonić Lily, w swoim obecnym stanie była niebezpieczeństwem sama dla siebie. Do tego nie wiedziałyśmy też, co czeka nas dalej.
Szybkie kontrolne spojrzenie na pomieszczenie w którym byłyśmy nie przyniosło mi żadnej dodatkowej wiedzy. Kilka zaczarowanych obrazów z czego jeden, w częściach znajdował się w moich dłoniach. Na jednym zdawało się brakować postaci, ale nie byłam w stanie dłużej się nad tym zastanawiać, Lily znikała już na korytarzu. Rzeczą, która niepokoiła mnie jednak najmocniej był fakt, że drzwi od pomieszczenia były otwarte. Wniosku nasuwały się same; ktoś kto nas przetrzymywał albo był tak przesiąknięty pychą, że nie pomyślał nawet o tym, albo coś innego pilnowało wyjścia z tego miejsca. Donośnie dudnienie, wraz z wnioskiem, który przeszedł przez moją głowę, stało się jakby bardziej ponure. Brzmiało tak samo, a jedna trącało struny odpowiedzialne za niepokój. Cichy dziecięcy głos, wcale nie wprowadzał mnie w stan ulgi.
Ruszyłam za Lily, obejrzałam się jednak jeszcze za ramię, jakby próbując dostrzec coś jeszcze. Cokolwiek. Drzwi którymi wyszłyśmy miały zamek. To tylko utwierdziło mnie w niedookreślonym złym przeczuciu, że coś jest nie tak.
Zatrzymała się wraz z końcem korytarza. Nadal nie zaprzestając rozglądania się. Przepych okalający nas z każdej strony zdawał się przypominać Hogwart, ale też podobne bogactwa mijałam na korytarzach Prewettów. Czy możliwym było, by to nie Ministerstwo, a jakiś szlachetny ród przetrzymywał nas w swoich włościach? I jeśli tak, to po co?
Na razie mnożyły się pytania. Ilość odpowiedzi była nikła. A właściwie zerowa. Zmierzyłam uważnym spojrzeniem sześć zbroi ustawionych wzdłuż ścian. Zdających się jakby chronić dojścia do obszernych drzwi.
Zerknęłam na drewniane drzwi zza których dochodziło towarzyszące nam od jakiegoś czasu. Drugi głos, również dziecięcy, jedynie wzbudził we mnie większy niepokój. Nie sądziłam by dobrym pomysłem było powiadomienie kogokolwiek o tym, że wyszłyśmy z pomieszczenia. Ale zanim zdążyłam podzielić się swoimi obawami z Lily, ta już kierowała się w tamtą stronę.
-będziedobrze- wymruczałam do siebie. Musiało być. Miałam zamiar zrobić co w mojej mocy, by było. Choć mój brzuch ponownie okrutnie dopomniał się o jedzenie. Odrzuciłam rękaw, którym wycierałam nos i przełożyłam deski do lewe dłoni w prawej zostawiając tylko jedną. Napinając mięśnie. Przygotowując ciało do możliwości jak najszybszego kontrataku. Bowiem wątpiłam w to, by udało nam się nie zwrócić na siebie uwagi. A potem ruszyłam w ślad za Lily.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   30.03.17 3:15

Otworzyłyście drzwi i spojrzałyście wgłąb pomieszczenia. Była to długa komnata, na jej przeciwległej ścianie znajdowały się kolejne drzwi. Boczne ściany obłożone były świecącymi się kandelabrami, obrazami, wciąż martwej natury, i półkami, na których mieściły się książki, u ich stóp znajdowało się kilka niedużych posążków. A pośrodku, na drewnianej podłodze, siedziały dzieci - dzieci, z których żadne na was nawet nie spojrzało. Wszystkie miały od kilku, do kilkunastu lat, nie więcej jak trzynaście, żadnego jednak nie rozpoznałyście. Dwie dziewczynki i pięciu chłopców, z których dwóch różniło się od siebie tylko zaczesaniem - jeden z nich miał dłuższe włosy. Siedziały w kółku i odbijały między sobą piłkę, której uderzenia niosły echo: to musiał być odgłos, który cały czas słyszałyście.
Piłka wpadła w dłonie bliźnięcia o krótszych włosach, chłopiec uderzył nią o podłogę i posłał do dziewczynki naprzeciw.
- Poruszałby gdyby mógł - mruknął, właściwie cicho, ale w olbrzymiej pustej przestrzeni, jego głos niósł się daleko.
Justine, z twojego nosa nie sączyła się już krew.

Na przyszłość mistrz gry uprasza się o dokładne opisy swoich działań. Trudno jest zajrzeć do pomieszczenia, kiedy przed wami znajdują się zamknięte drzwi, a mistrz gry nie powinien musieć się domyślać, co z nimi robicie. Nawet jeśli w tym przypadku ma to małe znaczenie - w innym może mieć ogromne. Następnym razem nieścisłości będą interpretowane na waszą niekorzyść (ale na pewno ich już nie będzie!)

Dodatkowe:
 


Powrót do góry Go down
 

Złota Wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 20Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11 ... 20  Next

 Similar topics

-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Szkocja :: Zamek Hogwart-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17