Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Złota Wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14 ... 19  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Złota Wieża   14.03.17 18:42

First topic message reminder :

Złota Wieża

Nieużywana, duża, opuszczona wieża w Hogwarcie; kiedyś odbywały się w niej zajęcia z astronomii, lecz trzy dekady temu przeniesiono je w inne miejsce, po odremontowaniu drugiej strony zamku - ze względu na widoczność księżyca. Swoją nazwę zawdzięcza wyglądowi zewnętrznemu, jej ścianki są żółtawej barwy, a w oknach mienią się złotawe witraże, doskonale widoczne, kiedy zapewne jakiś duch, Irytek, zabawia się w jej wnętrzu. Wieża nie zawsze jest widoczna: uczniowie mówią, że znika sama z siebie, nauczyciele podejrzewają, że jest ukrywana.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   07.07.17 9:58

The member 'Pomona Sprout' has done the following action : rzut kością


'k100' : 62


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   08.07.17 19:15

Samuel, twoje zaklęcie wykryło świetliste postaci: dwie po prawej stronie, jedną przed tobą i coś mętnego po prawej. Dokładne umiejscowienie zostało wskazane na mapie.

Uważne spojrzenie Samuela i jego ostre pytanie nie spotkały się z reakcją ze strony dzieci, cofnęły się mocniej – przywierając już plecami do rozpostartych ramion zielarki, niechętnie spozierając na schody prowadzące w dół, których wierzch wygładził się pod wpływem zaklęcia Glisseo rzuconego przez Justine. Zaczynały wpadać w popłoch. Pomona zabezpieczyła przejście dokładniej; zaklęcie nie zostało rzucone potężnie, ale mglista powłoka powinna pomóc zatrzymać pościg choć na trochę. Chłopcy wysłuchali nauczycielki w milczeniu, ale z uwagą – nauczycielka doskonale rozumiała ich wzrok i niemal namacalnie czuła ich determinację, zdając sobie sprawę z tego, że jej słowa do nich dotarły. Dzieci jej ufały, była ich opiekunką, autorytetem: i choć dziś autorytety padały jeden za drugim, ten jeden pozostał dla nich niezmienny. Być może dlatego Lewis w końcu się przełamał i zakrywając twarz dłońmi z obu stron, szepnął jej do ucha, tak, że usłyszała tylko ona:
- Nie wolno ich otwierać. – Niepewnie spoglądając na Samuela.

Justine, odwróciłaś ciało tak, by dostać się do klatki piersiowej – teraz, kiedy sklejone krwią włosy opadły z jej twarzy, mogłaś byś tego pewna – należało do twojej matki. Kiedy przyłożyłaś różdżkę do jej piersi, nie poczułaś nic; serce przestało bić, choć musiało się to wydarzyć dosłownie sekundy temu - ciało wciąż było ciepłe i nie nosiło żadnych znamion śmierci poza okrutną bladością - teraz widziałaś rozległe rany na jej ciele, wyglądały jak pozostawione przez czarną magię. Jej ubranie przesiąkło krwią - wykrwawiła się. Przed chwilą. Gdybyście pojawili się przy niej kilka chwil wcześniej, zdążylibyście ją ocalić.
Prawdopodobnie straciliście też w ten sposób najlepsze źródło informacji.

Eileen, wystawiłaś ramiona po chłopca, lecz ten zwinnie czmychnął na szczyt regału – wystraszyłaś go, ale chłopiec był zwinny. Ledwie przybrałaś ludzką postać, ledwie zaczęłaś mówić, kiedy prosto na ciebie runęła zawartość najwyższej półki w regale – grzbiety ciężkich ksiąg natarły wprost na ciebie, niewątpliwie za sprawą młodocianej magii dziecka. Był przerażony – i chciał się bronić. Możesz spróbować ich uniknąć (ST 60) lub bronić się przed nimi w inny sposób.
Chłopiec zaś stał już na szczycie regału,  usłyszałaś trzask szkła – nie dostrzegłaś, jak tego dokonał, ale szklana powłoka pękła, a szklane drobiny rozkruszyły się tuż obok ciebie.
W ludzkiej postaci będziesz w stanie dłużej przebywać w oparach – jeszcze nie odczuwałaś słabości, ale zdawałaś sobie sprawę z tego, że chłopiec powinien wydostać się stąd jak najprędzej. Nie widząc go dokładnie, nie wiedząc, jak się czuje, ani – przede wszystkim – nie będąc w stanie dokładnie oszacować czasu, jaki tutaj spędził, nie mogłaś wiedzieć, ile mu zostało czasu, ale w najgorszym możliwym scenariuszu – jeśli chłopiec znalazł się tutaj w momencie, w którym pojawiliście się w wieży – zostało mu najwyżej parę minut (dwie kolejki).

Garrett, dałeś dziewczynce oparcie – spojrzała na ciebie, przerażona, wciąż w milczeniu, lecz skorzystała z twojej pomocy: w momencie, kiedy pchnąłeś ją w górę, wybiła się nogami i sprawnie odnalazła dla siebie bezpieczną ścieżkę wyżej. Odjąłeś od niej wzrok, by spojrzeć w dół, w czerniejącą przepaść, za którą nie widziałeś już Klapy. Kiedy chciałeś unieść wzrok i spojrzeć na nią po raz drugi – dziewczynki już tam nie było. Słyszałeś od góry odgłosy ciężkiego oddechu i ciężko stawianych drobnych stóp, biegła i była zmęczona - taki wysiłek to dużo dla ciebie, a co dopiero małej dziewczynki. Najwyraźniej półka znajdująca się nad tobą była jednak nieco większa, niż  początkowo sprawiała wrażenie.
Światło zgasło, usłyszałeś inkantację zaklęcia windgardium leviosa i szelest papieru nad twoją głową - a później łomot w okolicach półki skalnej, książka musiała tam upaść. I kolejny tupot stóp, tym razem od dołu - Klapa odbiegał.

Dodatkowe:
 

Przypominam, że czas na odpis to 48h, kiedy nie podejmujecie żadnej akcji w tym czasie - kolejka i tak przepada, a wasi przeciwnicy podejmują w trakcie niej działania. Nie jest problemem poczekać na jedną osobę parę godzin, w momencie, kiedy ktoś naprawdę nie jest w stanie zrobić tego wcześniej, ale kiedy ani jedna osoba nie odpisuje w wyznaczonym terminie, na świecie umiera jeden mały psidwak (*) i mors czekający na maj.


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
No, I would not believe
The light could ever go

11
6
7
3
15
0
1 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   08.07.17 22:41

Powrót do ludzkiej postaci był z jednej strony błędem, a z drugiej zabezpieczeniem swojego stanu zdrowia. Na mniejsze ciała trujące wyziewy miały zdecydowanie bardziej destrukcyjne działanie niż na te większe, dorosłe. Nie myślała o truciźnie, którą wdychała teraz z każdym oddechem, myślała o chłopcu – chciała przekonać go do zejścia z regału, ale upływający czas pchał ja do przodu na tyle mocno, że nie panowała nad konsekwencjami przemiany i słowotokiem, które mogły go wystraszyć. Potem wszystko potoczyło się samo. Nagła magia, spadające książki, przytłumiony w czasie przemiany dźwięk pękającego szkła. Ciało zmniejszyło się, skrzydła rozwinęły i zatrzepotały od razu, unosząc opierzone ciało z dala od książek, które mogły przygwoździć ją do ziemi na kilka cennych sekund.




Nienawidzę małych dzieciTłukących lampy oliwne w bibliotece pełnej drewna


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   08.07.17 22:41

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : rzut kością


'k100' : 29


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
wyrzucona na bruk przez Grindzia zielarka
25
Czysta
Panna
Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę.
Tam czeka na ciebie słońce.
Ono nie omija nikogo.
Ciebie też nie ominie, jeśli nie schowasz się w cień.
11
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   09.07.17 12:43

Chłopcy się boją, my się boimy, sytuacja staje na głowie. Biorę kilka głębokich wdechów pełna nadziei, że najgorsze przypuszczenia rodem z najczarniejszych koszmarów w ogóle się nie ziszczą, jednak przewrotny los jak zawsze ma dla nas niespodzianek pod dostatkiem. Przykrych niespodzianek, warto dodać. Czuję dziwne mdłości oraz napełniający serce smutek widząc, że kobieta nie żyje. Wygląda okropnie w tej krwi oraz bladości. Mrugam intensywnie powiekami chcąc odgonić cisnące się do oczu łzy. Przygryzam lekko wargę starając się znaleźć jakikolwiek grunt pod nogami. Psychiczny, mentalny grunt. Nie mogę się rozklejać, nie wtedy, kiedy dzieci na mnie liczą. Ostatnie mrugnięcia, zaparcie się na nogach oraz w duszy. Trzeba działać, nie ma innej rady.
Słucham uważnie Lewisa, kiedy ten postanawia mi coś szepnąć na ucho. W pierwszym momencie przechodzi mi wzdłuż kręgosłupa nieprzyjemny dreszcz, a moja twarz musi wyglądać na wystraszoną, ale zaraz przywołuję siebie do porządku.
- Dziękuję Lewis, że mi to mówisz - odpowiadam chłopcu z lekkim uśmiechem. - Sam - zwracam się do kuzyna. - Nie możemy otworzyć tych drzwi - dodaję stanowczo. Z drugiej strony na myśl o tym, że tam może być reszta dzieci, napawa mnie strachem oraz wątpliwościami. Może powinniśmy tam zajrzeć mimo wszystko. Nie wiem co auror tam dostrzegł, może wcale nie ma tam żadnych ludzi. Właśnie, ludzi. Zbyt wiele myśli plącze mi się w głowie.
- Musimy podejść bliżej Sama i Just, nie możemy zostać w tyle - zwracam się ciepło do chłopców. - Weźmy się za ręce - proponuję, chociaż mam na myśli, żeby zrobili to chłopcy, gdyż jedną dłoń muszę mieć wolną. Nawet jeśli zaklęcia nie zawsze mi wychodzą, to muszę mieć możliwość próby czarowania. A skoro o tym mowa, to chyba muszę znów spróbować zostawić biedną Lilę w jej zwierzęcym ciele, tak będzie łatwiej.
- Lapifors - wymawiam kolejny raz tę samą inkantację, celując w rude zwierzątko. Zaraz potem, mam nadzieję, kierujemy się z uczniami do przodu, staram się jednak poprowadzić ich tak, żeby jak najmniej widzieli krwi oraz tego potwornego braku życia. Nie wiem jak mogłabym odwrócić ich uwagę od tego, co właśnie ma miejsce. - Jak już stąd wyjdziemy, pójdziemy wszyscy na lody. Na Pokątnej są takie najpyszniejsze na świecie, w mig odganiają wszystkie troski. Zamówimy tyle gałek ile będziemy w stanie zmieścić w brzuchach. Szczególne pyszne są lody waniliowe i malinowe, palce lizać - plotę trzy po trzy, starając się uczynić atmosferę mniej ciężką, a myśli pogonić w kierunkach bardziej przyjemnych. Być może bezsensownie, albo nawet głupio, ale trudno. Trudno mi w takich warunkach wymyślać bardziej adekwatne tematy. Żaden nie będzie odpowiednio dobry.




So tell me now when every star falls from the sky and every last heart in the world breaks; oh hold me now when every ship is going down. I don't fear
n o t h i n g when I hear you say
It's gonna be ok

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   09.07.17 12:43

The member 'Pomona Sprout' has done the following action : rzut kością


'k100' : 44


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
oglądaj w lustrze
swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany
– czyż nie było lepszych
38
20
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   09.07.17 23:30

Właściwie nie spodziewał się niczego innego - chwilę po tym, jak pomógł dziewczynce w kryzysowej wspinaczce, ta rozpłynęła się jak dym rozmywający się w powietrzu. Nie mógł winić jej za rozsądek, małą pewnie napędzał też strach; na jej miejscu Garrett zachowałby się podobnie. Nie zmieniało to jednak faktu, że gdzieś głęboko do końca żywił nadzieję, że bezinteresowna pomoc zaowocuje kiełkującym zaufaniem - ale może jeszcze przyjdzie pora na zebranie jej efektów. Póki co przede wszystkim bardzo starał się wierzyć, że wcześniej zdoła dogonić dziewczynkę - potrzebowała bowiem pomocy i najprawdopodobniej był jedyną osobą, która mogłaby jej teraz jej udzielić.
Dlatego nie wahał się długo i nie czekał na cudy; bezzwłocznie kontynuował wspinaczkę, dbając o ostrożne stawianie kroków. Usłyszał świst lecącej książki i w duchu podziękował Klapie za pomoc; odczuł ulgę, gdy usłyszał jego kroki - najwyższa pora, żeby policjant ostrzegł Zakonników. Garry'ego coraz mocniej pętały wyrzuty sumienia - wiedział, że za pomocą uważnie dobieranych słów namówił mężczyznę na wędrówkę prosto w paszczę lwa i śmierć za sprawę, w którą nie do końca wierzył. A jeszcze gorsza od śmierci była myśl o tym, że Klapa się złamie - że spóźnił się, że rzucone Salvio Hexia nie uchroni go przed spojrzeniem współpracowników i że zamiast pozostać wiernym nowym towarzyszom, zdradzi poplecznikom Grindelwalda ich zamiary. Garrett zmarszczył mocno brwi, odganiając myśli - nie mógł pozwolić, żeby destrukcyjne wizje osłabiły jego czujność.
Badał stopą i dłońmi kolejne wypustki na ścianie, podciągał się dopiero wtedy, gdy miał pewność, że prowizoryczna ścianka nie rozsypie się pod ciężarem jego ciała. Gdy tylko było to możliwe, sięgnął w stronę półki, na której wylądowała czarnomagiczna księga (chociaż dźwiganie jej na pewno nie będzie dobrym pomysłem - już tworzył w głowie listę wymówek mających uspokoić więźniów widzących go z podręcznikiem czarnej magii), z zamiarem jak najsprawniejszego wtoczenia się na nią i ruszenia (nieco na oślep) śladem dziewczynki - oczywiście za wcześniejszym wyjęciem różdżki i chwyceniem tej przeklętej (oby tylko metaforycznie) książki.




i nie przebaczaj; zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
23
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   10.07.17 0:10

Uderzenia serca zmieniły się w nieustające młócenie gdzieś w głowie. Intuicja mówiła, że pościg był tuż za nimi a oni wciąż tkwili w przedziwnym zawieszeniu. Zupełnie, jakby wieżę objęło nieznane mu zaklęcie, odrywające ich od rzeczywistości i wrzucające w nieznaną im, zaklętą przestrzeń. A może właśnie tak było?
Smuga zaklęcia rozlała się wokół i pozwoliła dostrzec jarzące się blaskiem postaci. Dwie po lewej i coś rozmytego po prawej, bardziej niepokojącego. Równocześnie słyszał uspokajający głos Pomony i był wdzięczny za jej obecność. Sam nie miał większego doświadczenia z dziećmi i gdyby nie kuzynka, cóż - prawdopodobnie obaj chłopcy zniknęliby, nim zdążyłby zareagować. Cichy szept kierowany ku zielarce i potem powtórzenie na głos zaalarmowało dodatkowo - Kto wam zabronił? - próbował jeszcze kontynuować, ale wiedział, że bez pomocy kobiety - dzieci nie powiedzą mu nic więcej - Wejść nie możemy, ale zobaczyć musimy - odwrócił się w stronę czarownicy - Po obu stronach za ściną coś ktoś...coś się znajduje. Dwie postaci na lewo i jeszcze kształt po drugiej stronie. Przed nami jedna osoba. To musi być ten chłopiec. Idźcie bliżej lewej strony, do przodu. Nie zostawajcie w tyle - powiedział jeszcze, nim ruszył sam ku leżącej postaci. I na kilka chwil zamarł, gdy i on zrozumiał, kto leżał na okrwawionej podłodze. Zacisnął pięści czując, jak coś powtórnie zaciska się na gardle i szarpie rosnącą mieszanką gniewu, smutku i...pustki - Just - wyciągnął dłoń, najpierw układając ją na ramieniu przyjaciółki, potem nachylając się i obejmując jej drobną sylwetkę, by na koniec spróbować unieść ją do góry - Musimy iść - dodał ciszej i dopiero wtedy wypuścił ją z objęcia. Coś nieprzyjemnie wierciło mu się w klatce piersiowej. Znał mamę Justine i na samą myśl o własnym, suchym? zachowaniu miał ochotę strzelić sobie sierpowego. A mimo to - nie mogli zostać w miejscu. Chciał ofiarować jej coś więcej, wsparcie, którego teraz tak przeraźliwie musiała potrzebować. A jednak - odwrócił się. Musieli iść dalej. Niezależnie od wszystkiego - Oni potrzebują twojej pomocy - odsunął się i odwrócił w stronę ściany po prawej stronie, by zatrzymać się naprzeciw plamy obecności, którą wskazała mu magia. I to tam skierował swoją różdżkę - Abspectus - cokolwiek (ktokolwiek?) znajdowało się po drugiej stronie, powinien do dostrzec. Jeśli bowiem wciąż znajdowali się tu więźniowie, kto inny miał im pomóc? Szanse z każdą chwilą zdawały sie topnieć, a niepowodzenia wgryzało się w odkryte ich błędami rany. Śmierć pieczętowała ich w tym przeklętym miejscu i miał zamiar odpłacić sprawcom z nawiązką. Zależnie, czy los da mu taką szansę, czy też rzuci wszystkich na kolana.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   10.07.17 0:10

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : rzut kością


'k100' : 60


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Let me see your beauty when the witnesses are gone
Let me feel you moving like they do in babylon
Show me slowly what I only know the limits of
Dance me to the end of love
15
5
0
16
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   10.07.17 18:05

Serce zdawało się uderzać wolniej, głośne bum, bum, bum, wypełniało całe moje ciało, choć wydawało mi się, że roznosi się po całej sali. Dudni wolno, ale donośnie. Zakrwawiona twarz mamy zawiązała mi supeł w żołądku. No dalej, wiem, że jesteś silna – po kimś to muszę mieć. Zaklinałam w myślach cicho. Na próżno. Najgorsze przypuszczenia potwierdziły się, gdy różdżka nie wykazała bicia serca.
-Nie. – szepnęłam cicho, czując jak drżenie dopada moje dłonie, a nawet całe moje ciało. To się nie mogło dziać, musiałam śnić jakiś surrealistyczny sen. Pewnie dlatego moje usta zacięły się w jednym krótkim słowie – Nie – powtórzyłam raz jeszcze nie potrafiąc zapanować nad ciałem. Ponowiłam gest, zaklęcie, które nie wykazało niczego po raz kolejny. Coś zaczynało wewnątrz mnie pękać. Mała rysa powstała niedawno, podczas śmierci przyjaciół, pogłębiła się znacznie biegnąć wzdłuż wątłego organu. Ile jeszcze zniesie serce, nim całkiem rozpadnie się na kawałki. Nim odmówi dalszego funkcjonowania przepełnione żalem i goryczą. – Nie. – nie potrafiłam przestać, nie mogłam przestać, nie mogłam uwierzyć. To nie mogło być prawdą. Nie ona, nie tutaj. Nie dzisiaj, nie nigdy; było za wcześnie. Dłonie powędrowały do jej twarzy, odciągnęły włosy na bok. Czułam pod dłońmi, że jest jeszcze ciepła. I choć rozum stawiał logiczne wnioski, domniemywał, że nic już nie da się zrobić, serce nadal nie chciało odpuścić. Nakazywało sięgnąć po wszystko, albo chociaż po cokolwiek. Próbować do skutku, nie przestawać. Bo nie wolno mi było przestać. Jak mogłam chcieć zbawiać świat, skoro nie potrafiłam uratować nawet jednej osoby? Byłam tak słaba, tak cholernie beznadzieja Bezużyteczna – zabrzmiało gdzieś z tyłu głowy wypowiedziane znanym mi głosem. Pokręciłam mocno głową starając się odgonić złe, przytłaczające myśli. Musiałam… Musiałam być w stanie myśleć, nie mogłam zostawić ich samych. A jednak dłonie nie chciały puścić twarzy matki, oczy nie potrafiły oderwać się od twarzy bez wyrazu.
- Palus- rzuciłam kierując różdżkę w stronę mamy. Musiałam spróbować, choć rozum szeptał cicho, że na nic się to nie zda, że więcej pomogłabym robiąc coś innego. Ale nie mogłam tak po prostu odpuścić. Nie, powinnam, ale nie chciałam. Uniosłam zaraz jej górną część ciała przyciągając do siebie, zatapiając twarz w jej szyi, włosach. Nie zdążyłam powiedzieć jej jak mocno jak kocham, ile dla mnie znaczy. I choć brzmiało to kuriozalnie jedyne o czym myślałam to zapach jej jabłecznika wypełniający znajomą kuchnię i uśmiech obejmujący oczy, odznaczający się lekkimi zmarszczkami wokół nich.
Jak miałam spojrzeć w oczy ojcu? Jak przekazać mu, że nie zobaczy już więcej kobiety, którą kochał całym sercem, z którą chciał spędzić całe życie? Bałam się wyrzutu ziejącego z jego spojrzenia mówiącego: Co z ciebie za ratowniczka, Justine, skoro pozwoliłaś umrzeć własnej matce? Co miałam powiedzieć Persi gdy zapyta dlaczego? Co Michaelowi… właśnie, Michael. Po raz pierwszy od czasu gdy obudziłam się wieży moje myśli powędrowały w jego kierunku; gdzie był? Czy był bezpieczny. Musiał być, a przynajmniej miałam nadzieję, że jest.
Docierały do mnie słowa, docierał do mnie ich sens, ale nie chciałam się odzywać, nie chciałam dalej funkcjonować - nie bez niej. Musiałam iść dalej, walczyć dalej - wiedziałam że właśnie tego by chciała, a jednak jedyne o czym myślała to to, by położyć się tu obok niej, pozwolić się znaleźć, pozwolić się zabrać. Znajoma dłoń na ramieniu wyciągnęła mnie z odmętów rozpaczy, nie całkowicie, odrobinę, jednak na tyle, bym przypomniała sobie gdzie jestem. Odłożyłam powoli jej ciało, chciałam coś powiedzieć, dać znać że wszystko jest w porządku, ale słowa grzęzły mi w gardle zabraniając tak wierutnego kłamstwa. Ciepłe objęcia wolały odrobinę spokoju. Uspokoiły bicie serca, choć nie na długo, wiedziałam że muszę działać, że nie mogę się poddać, choć ciało i serce pragnęło jedynie leżeć zakopać się w bezgranicznej rozpaczy która wypełniała mnie całą - utkać z niej pierzynę i zakryć się nią przed światem.
Byłam śmiercią – uświadomiłam sobie nagle gorzko dźwigając się na nogi, przytakując lekko głową, nic dobrego się mnie nie trzymało. Jak ktoś mógł potrzebować mojej pomocy, skoro każdy tylko cierpiał za mnie, albo dla mnie. Nosiłam z sobą klątwę i nie myślałam o tej, którą rzucił na mnie Ramsey. Ta druga była inna. Bardziej zgubna. Nie było na nią lekarstwa. Ściągałam niebezpieczeństwo, zło, na siebie i na wszystkim w moim otoczeniu. I choć starałam się najmocniej jak mogłam, nie potrafiłam uczynić nic, by zapobiec wejściu historii na owiany złą mocą tor losu. Pokręciłam jeszcze raz głową nawet nie zauważając, że moje włosy stały się kompletnie białe, starając się strzepnąć z siebie ponure myśli.
Działać, musiałam działać. Wsłuchałam się w zaklęcie wypowiadane przez Samuela, promień zaklęcia uderzający w lewą ścianę. Odwróciłam się do niego plecami kierując się w stronę prawej ściany. To był dobry pomysł, nie byłam w stanie wpaść w tej chwili na coś innego - swojego. - Abspectus - powtórzyłam chwilę później. W tym wszystkim nagle uświadomiłam sobie, że nie popłynęła mi ani jedna łza. Płakałam nad Lilą, płakałam na chrzcinach małego Pottera, a teraz jakby zdawałam się sobie całkiem wyschnięta, niezdolna do uronienia łzy, w tym samym czasie jednak ogarniało mnie uczucie, że gdybym pozwoliła popłynąć jednej nic nie byłoby w stanie powstrzymać już wodospadu, który zbierał się pod powiekami i nikt, ani nic, nie mogłoby namówić mnie, bym podniosła się z kolan.
Musiałam próbować, codziennie stawiać małe kroki w przód. Tylko słabi się poddawali. Ale czy byłam na tyle silna, by iść dalej? Czułam pustkę ziejąca mi w przestrzeni między żebrami, ale i gorejącą w okolicach żołądka złość. Okrutną, podłą, ciemną, którą wstrząsała całym moim ciałem domagając się zemsty, zapłaty za wyrządzone krzywdy.
W tej wieży zagubiłam samą siebie.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   10.07.17 18:05

The member 'Justine Tonks' has done the following action : rzut kością


'k100' : 12


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   11.07.17 2:23

Eileen, zamieniłaś się w kanię - i umknęłaś przed lecącymi wprost na ciebie książkami. Kątem oka dostrzegłaś chłopca trzymającego się rękoma podwieszonej u sufitu patery, wbijającego dłonie w rozbite szkło - rozbujał ją, zrzucając różdżki, a zaraz potem opadł na podłogę - nadnaturalnie miękko na zgięte nogi - nie udało mu się jednak w pełni zachować równowagi - musiał podeprzeć się dłonią. Włożył ją w szklane odłamki, pozostawiając na nich krwawe ślady, by chwilę potem pozbierać różdżki. Było ich może pięć, może sześć - dokładnie nie zauważyłaś, działał w pośpiechu. Odkaszlnął przy tym - wiedziałaś, że to pierwsza reakcja na wyziewy. Zostało mało czasu.

Pomona, dzieci nie wyglądały na pocieszone - ale o pocieszenie w takim miejscu i ze śmiercią u stóp było bardzo ciężko, dobrze zdawałaś sobie z tego sprawę. Twoje zaklęcie nie wyszło, królicze ciało Lily drgnęło, trafione promieniem zaklęcia, po czym powiększyło się do ludzkich wymiarów, rozsadzając twoją torbę - i upadając na posadzkę.
Samuel, udało ci się stworzyć w drzwiach (3) otwór, przez który mogłeś podejrzeć wnętrze pomieszczenia. Było kamienne, podobnie surowe, jak to, w którym się znajdowaliście - dostrzegałeś w lewym przeciwnym tobie kącie kolejnego gargulca i właściwie nic ponadto. Wydawało ci się, że ściana znajdowała się bliżej, niż dostrzegałeś wcześniej ów kształt - być może to dlatego był niewyraźny, znajdował się daleko. Nagle - w polu twojego widzenia pojawił się jeden ze starszych chłopców, spoglądał wzwyż, odwrócony tyłem do ciebie. Znajdując się bliżej, dostrzegłeś, że wokół zamka wiją się liściaste ornamenty. Przytłoczona rozpaczą Justine, pomimo determinacji, nie zdołała pomóc. Wszyscy zdawaliście sobie sprawę z tego, że Samuel - jako jedyny w tym momencie gwardzista - dowodził wyprawą. Właściwie nie mieliście już czasu, straże znajdowały się w wieży już jakiś czas i zapewne lada chwila pojawią się na schodach - powinniście być gotowi do ewakuacji w każdej chwili. Wasze nieostrożne zachowanie w trakcie wędrówki do samej wieży - i próby otwarcia jej samej - zaalarmowały cały zamek. Grindelwald z całą pewnością wiedział, że tutaj jesteście - i pewnie z przyjemnością dowie się czegoś o Zakonie Feniksa. Zdawaliście sobie sprawę z tego, że było was tylko kilkoro - zbyt niewielu, by stawić opór. Musieliście chronić dzieci i wasze tajemnice - a więc i samych siebie. Nie mogliście marnować czasu.

Garrett, udało ci się wspiąć - twoje dłonie były nieprzyjemnie zdarte od skał, a wysiłek zaczynał ci doskwierać - ale znalazłeś się na upatrzonej wcześniej półce. Stąd przestrzeń wokół - ta, którą byłeś w stanie dostrzec przez blade światło z naprzeciwka - wyglądała jak niedokończona dobudówka wieży.
Podążając za krokami, minąłeś wąski przesmyk tunelu - stawiałeś kroki znacznie szybciej od dziewczynki, miałeś szansę ją dogonić: kiedy stanęła na krawędzi, najwyraźniej wahając się przed skokiem. Tunel wychodził bowiem na jedną z surowych komnat znajdujących się wewnątrz wieży, światło szło od przeszklonego, wysokiego sklepienia. Od posadzki dzieliły cię (was) - na oko - dwa metry. Nie dostrzegałeś zbyt wielu detali wnętrza - na ścianie znajdującej się na lewo od ciebie wisiał ogromny obraz wspartego na dwóch łapach niedźwiedzia, a obok - ustawiono wysoki wazon z rośliną o rozłożystych liściach, której nie rozpoznawałeś.
- Skacz, Cathy, jestem tu - usłyszałeś chłopięcy głos dobiegający z pokoju - w środku był chłopiec, jeden ze starszych.
Niezależnie od tego, jakie działanie podejmiesz w kolejnej turze, wykonaj dodatkowy rzut kością k100.

Dodatkowe:
 


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
wyrzucona na bruk przez Grindzia zielarka
25
Czysta
Panna
Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę.
Tam czeka na ciebie słońce.
Ono nie omija nikogo.
Ciebie też nie ominie, jeśli nie schowasz się w cień.
11
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   11.07.17 12:16

Każdy stawiany krok oraz wędrówka na przód obarczona jest okropnym brzemieniem oraz wyrzutem sumienia. Ściskam dłoń Lewisa zerkając na chłopców, czy podążają za mną. Serce mi się kraje widząc zrozpaczoną Just, a świadomość, że nie mogę jej pomóc jest jeszcze gorsza. Czuję, jak wielka gula narasta mi w gardle, a rozmowy o bezsensownych rzeczach stają się coraz trudniejsze. Nawet jeśli chcę dobrze, chcę odwrócić dziecięcą uwagę od tego, co się tutaj dzieje. To nie jest ani proste, ani przyjemne. Nie wiem jak mogłabym całkowicie sprawić, że nie będą przejmować się czającą dookoła śmiercią. To chyba po prostu niemożliwe. Znów zaczynam popadać w wewnętrzną panikę, ale staram się uspokoić zarówno oddech jak i galopujące myśli.
- Pan Sam dobrze mówi. Jest doświadczonym aurorem. Musimy się go słuchać i wtedy nic nam się nie stanie - mówię spokojnie do uczniów, starając się brzmieć zarówno łagodnie jak i pewna siebie. Chociaż wewnętrznie mam ochotę się rozpłakać. Nie mogę. Nie tutaj, nie teraz, kiedy tak wiele rzeczy muszę zebrać ze sobą do kupy. - Obiecuję - dodaję, chcąc podkreślić, że tak musi być. Niestety wszystko zaczyna się sypać. Torebki mi nie szkoda, ale znów biedna Lily leży na podłodze, a wokół niej przedmioty, które chowałam. Cóż, przynajmniej mogę mieć już pewność, że ciastek tam nie ma.
Chowam na chwilę różdżkę za dekolt, bo to przecież najlepsze miejsce, po czym schylam się i zabieram świstoklik, a klucz oddaję w ręce Finnicka. Nie dam rady wszystkiego zabrać, niech szlag trafi przeklętą różdżkę i skrzeloziele, którego pewnie i tak bym nie użyła.
- Finnick, jesteś już dużym i mądrym chłopcem. Ufam ci. Dlatego oddaję ci ten klucz. Jest on bardzo ważny, dlatego trzymaj go w rączce, proszę - zwracam się do Gryfona, który jako jedyny z nas ma wolną dłoń. Mam nadzieję, że ten cały plan się uda.
- Lewis, chwyć się mojej sukienki. Potrzebuję dłoni na świstoklik i różdżkę. Tylko się nie oddalajcie, idziemy za głosem pana Sama, do przodu. Już niedaleko. Zaraz wrócimy do domu, tylko nie możemy się zatrzymywać. Jesteście częścią naszej super drużyny, więc wspólnie damy radę, poradzimy sobie ze wszystkim - dodaję starając się ich zmotywować. I przykładam rękę Puchona do swojej sukienki. Przekładam świstoklik i z dekoltu wyciągam różdżkę.
- Mobilicorpus - wypowiadam starannie celując w Lily. I proszę Merlina, Helgę i w ogóle wszystkich, żeby się udało. Widocznie moje zdolności transmutacyjne znacząco osłabły, a musimy ją jakoś stąd zabrać. Mam nadzieję, że nie będzie potrzebna interwencja innych, bo mogliby ją zużyć na coś innego. Oby tylko sylwetki widziane przez Sama były Garrettem i Eileen, a także dzieci, a nie kolejnych przeszkód. Robi się coraz bardziej nerwowo.




So tell me now when every star falls from the sky and every last heart in the world breaks; oh hold me now when every ship is going down. I don't fear
n o t h i n g when I hear you say
It's gonna be ok

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   11.07.17 12:16

The member 'Pomona Sprout' has done the following action : rzut kością


'k100' : 100


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
23
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Złota Wieża   11.07.17 23:17

Wszystko wydawało się być zatopione z przełamywanej co chwilę ciszy. Słowa odbijały się od ścian i znikały, jakby połknięte przez ślizgające się wokół cienie. Nie patrzył już na rozmazane, bordowe smugi, które znaczyły przejście. Nie zastanawiał się nad ich znaczeniem - przynajmniej nie teraz. Mieli zadanie, piekielnie trudne do wykonania i wolał nie zastanawiać się, co stanie się, gdy pościg ich dogoni. Co stanie się z nimi, gdy dorwie ich (na miecz Godryka, uchowaj) ten szaleniec. Nie mieściło mu się w głowie, co na celu miało to całe przeklęte miejsce. Co na wszystkie bahanki się tu działo? czemu służyło?
Przez małe, wyczarowane okienko mógł dostrzec co działo się po drugiej stronie drzwi. Stojący w kacie gargulec i ten znajdując się obok niego przypomniał mu o jednej rzeczy. Przejścia. Zapewne tak samo wąskie, jak te znajdujące się w większej sali, ale może...? Drgnął, wpatrzony w magiczną szybkę, gdy w polu widzenia pojawiło się dziecko. I teraz wiedział, że musieli drzwi jakoś otworzyć. A przynajmniej dostać się jakoś do środka, albo wyciągnąć chłopca do nich.
Spojrzenie w dół, na klamkę przykuło uwagę. Zmyślne, liściaste elementy kojarzyły się z serią kluczy, które przecież zgarnęli. Liście. Kto miał taki? - Garry - dopowiedział pod nosem, a przecież auror zniknął gdzieś w pomieszczeniu obok. Czy była szansa, że znajdował się gdzieś w pobliżu? - Tam jest chłopiec - powiedział już głośniej - nie możemy go zostawić - rzeczy oczywista, ale w nawiązaniu do poprzednich słów dwójki uczniów tkwiła potencjalna odpowiedź. Z pozoru nie widział niebezpieczeństwa ukrytego za magicznymi drzwiami, ale już zdążyli się przekonać, że najbardziej powinni się bać tego, czego nie widać.
- Just - odwrócił się szukając wzrokiem ratowniczki - Justine Tonks - powtórzył głośnie, starając się by kobieta usłyszała go. Wiedział, ze nie lubiła swego pełnego imienia, ale zrobił to świadomie. Niech się wzburzy, niech ogarnie ją gniew, cokolwiek, co wyrwie z narastającej pustki i przeraźliwego bólu, który malował się w jej źrenicach - Sprawdź, jaki klucz będzie pasował do drzwi po drugiej stronie. Jeśli go masz - otwórz, ale nie wchodź. Spróbuj najpierw zobaczyć co się tam dzieje. Do każdych z tych drzwi pasują zabrane przez nas klucze. Tutaj brakuje nam, bo ma go Garry. Jeśli uda mi sie otworzyć przejście, będzie trzeba je wykorzystać - Jeszcze raz przekręcił się, odnajdując zbliżającą się kuzynkę i lewitującą? wciąż nieprzytomną Lily. Zerknął jeszcze do tyłu, próbując dostrzec, a może usłyszeć cokolwiek, co powiedziałby mu, ile zostało im czasu, nim wpadnie tutaj antymugolska banda. A może tak Bombarda? - przemknęło mu przez myśl, ale jeszcze nie teraz.
- Dissendium - odsunął się od drzwi i powtórzył inkantację, którą już wcześniej otworzyła im kilka, niedużych przejść. Zakładał, że i te gargulce kryły za sobą tajemnice, które zaklęcie pozwoli odkryć i otworzyć. Zapewne nie wszystkie, bo te kłębiły się w wieży z częstotliwością gęstej mgły. Zupełnie, jak dudniące w głowie na alarm myśli.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
 

Złota Wieża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14 ... 19  Next

 Similar topics

-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Szkocja :: Zamek Hogwart-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17