Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój gościnny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pokój gościnny   17.03.17 2:05

Pokój gościnny

Niezbyt czysty, wąski i długi pokój z dwoma ustawionymi łóżkami pod ścianą i drewnianą ławą ciągnącą się przez niemalże całą jego długość. W powietrzu unosi się zapach kurzu, stęchlizny i rozlanego piwa. Przez niewielkie, zaklejone brudem okna prawie wcale nie wpada słońce. Jedynym źródłem światła są trzy zawieszone w powietrzu świece. Podłoga ugina się przy każdym kroku, swoim skrzypieniem przypominając ludzkie jęki. Z racji, że znajduje się na poddaszu, skosy sufitu znacząco utrudniają przemieszczanie się. Osoby, które liczą sobie więcej niż 170 centymetrów, muszą schylać głowy, by nie uderzać czołem w pełen pajęczyn sufit. Klucz do pokoju znajduje się u barmana, a ten wydaje go tylko osobom zaufanym.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   17.03.17 2:05

Zakonnicy zgromadzili się na miejscu 27 kwietnia nad ranem, o 4, zgodnie z poleceniem Bathildy Bagshot, która przekazała im tylko jedną informację w notce pozostawionej na stole - Aresztowani dotarli na miejsce wczoraj w południe. Obok notatki leżał stary kalosz. Świstoklik, który czekał jedynie na użycie. Jego start ustawiony był dokładnie na godzinę piątą.

| Na wasze skrzynki wysłane zostały zdobyte informacje. Od was zależy, czym zdecydujecie podzielić się z resztą ekipy. Macie teraz czas na opracowanie strategii. Możecie napisać dowolną ilość postów. Zawrzyjcie w nich cały ubiór postaci oraz zabrany przez was ekwipunek. Przypominam, że nie możne mieć ze sobą przedmiotów ze sklepiku, jeśli postać nie ma ich w wyposażeniu. Tak samo, wszelkie eliksiry musiały zostać fabularnie uwarzone przed rozpoczęciem wydarzenia. W trakcie wydarzenia korzystamy z nowych biegłości. Wszelkie zmiany w biegłościach wprowadzone po rozpoczęciu wydarzenia nie będą uwzględniane w trakcie Odsieczy. W ostatnich swoich postach zaznaczyć musicie, że sięgacie po świstoklik.
Czas na odpis macie do 20 marca do godziny 02:00.


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   17.03.17 16:50

Pojawienie się w Gospodzie Pod Świńskim Łeb nie nastręczało żadnych trudności, lecz z każdym stopniem, prowadzącym wyżej, na poddasze wątpliwej atrakcyjności przybytku, Benjamin chylił się coraz bardziej, by finalnie wejść do odpowiedniego pokoju zgięty w pół. Podczas krótkiej wędrówki zdołał zebrać bujną, czarną czupryną większość pajęczyn wiszących u sufitu korytarza, więc gdy przystanął przy stole, przypominał niesamowicie zgarbionego staruszka o siwych włosach, wzbogaconych o kilka pająków. Nie przejmował się inwazją wystraszonych istotek, łaskoczących go za uchem, wpatrzony w krótki liścik od Bathildy. Zawierający niepokojącą informację. Westchnął ciężko akurat w momencie, w którym drzwi pokoju otworzyły się po raz kolejny.
Gdy znaleźli się już w pełnym składzie - Ben uścisnął wszystkim dłonie, równie silnie traktując drobne paluszki Josie, co rękę Alexandra - Wright uśmiechnął się do Zakonników nieco słabo. Był pełen dobrej myśli, nadziei, wiary w to, że zdołają uratować porwanych nieszczęśników, lecz rzeczywistość odrobinę przygaszała błysk entuzjazmu. Zamierzał jednak emanować optymizmem tak długo, jak tylko zdoła: poczuwał się w obowiązku podniesienia morale grupy.
- Zdobyliście jakieś informacje? - spytał w końcu, próbując skulić się jeszcze bardziej, by przy każdym ruchu nie uderzać czołem w wystającą krokiew. - Moje nie są zbyt...radosne - zaczął, siląc się jednak na pozytywny ton. To, co przeczytał w książce poświęconej Wyspie Rzeźb wydawało się niepokojące, zwłaszcza w kontekście pozostawionej przez Bathildę karteczki. - Jak pewnie wiecie, Wyspa jest pod działaniem silnej klątwy. Plotki głoszą, że jest to wynik ministerialnych eksperymentów, prowadzonych przed Departament Tajemnic. Cóż, nikogo to chyba nie dziwi: kretyński pomysł Ministerstwa, żadna nowość - kontynuował, z lekkim zafrasowaniem spoglądając na twarze zgromadzonych przy stole. - Klątwa, która zatrzymuje tych biedaków na Wyspie, może dotknąć nie tylko rdzennych mieszkańców. Może objąć inne, przebywające tam osoby. Z tego, co wyczytałem, by spętać kogoś tym paskudnym zaklęciem, należy podać nieszczęśnikowi odpowiedni eliksir i przytrzymać go na Wyspie przez całą noc. Od wschodu do zachodu słońca - mówił spokojnie, cicho, chociaż bardzo powoli, jakby z trudem przypominał sobie zachomikowane w pamięci fakty. - Jedyny znany sposób na powstrzymanie klątwy to zabranie jej ofiary z Wyspy przed wschodem słońca. Nie może uciec sama, z każdą godziną po wypiciu eliksiru jej magiczna moc słabnie i zanika - przerwał na chwilę, strącając z nosa wędrującego pająka. Spadł on na blat stołu i pomknął szybko w kierunku Josephine, zgrabnie omijając leżący obok niej stary kalosz. - A skoro, według Bathildy, aresztowani dotarli na miejsce wczoraj w południe - zacytował treść pergaminu, unosząc go do oczu - powinniśmy liczyć się z tym, że i oni zostali poczęstowani eliksirem i są zagrożeni klątwą - zakończył swój wywód następnym westchnięciem, szybko urywającym się jednak, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wcale nie działa motywująco na pozostałych. Odłożył list na miejsce i zaplótł ręce na piersi, czekając na wypowiedzi pozostałych. Każda informacja była w tej sytuacji na wagę galeona.


Benjamin ma na sobie ciężki, ciepły, ciemnobrązowy płaszcz z kapturem o wielu kieszeniach i zakamarkach, spodnie z grubego materiału, szarą koszulę (trochę brudną) i wysokie buty. Na szyi wisi trwały, choć niezbyt ozdobny, łańcuszek z czarną perłą oraz fluorytem, na palcu lśni zaś pierścień Zakonu. Wright ma przy sobie także różdżkę oraz upchnięte gdzieś w otchłani płaszcza trzy kanapki o niezbyt apetycznym wyglądzie oraz dużą (o dziwo czystą) chustkę.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   18.03.17 6:51

W Gospodzie pod Świńskim Łbem była zaledwie raz w ciągu całej swojej edukacji w Hogwarcie. Nieprzyjemne miejsce, nic dziwnego, że wolała przytulne, aczkolwiek gwarne wnętrze Trzech Mioteł. Zresztą, po co ktoś taki jak ona miałby udać się do Świńskiego Łba - kiedyś nie musiała liczyć każdego knuta i na pewno było stać ją na kufel kremowego piwa podany wraz z ulubionym, kruchym ciastem wiśniowym. Nie podejrzewała, że sytuacja kiedyś zmieni się na tyle, że trafi do Łba po raz kolejny i to nie po to, by znaleźć jakiś parszywy, tani trunek, który z alkoholem niewiele miał wspólnego, ale by działać przeciwko Ministerstwu. Nie, przeciwko Grindelwaldowi. Musiał mieć wiele z tym wszystkim wspólnego, bo tylko chory umysł doprowadziłby do równie chorej sytuacji. Aresztowania i przetrzymywanie na wyspie, na myśl o której przebiegały ją ciarki. Im więcej wiedziała, tym mniej pewnie się czuła. Więzienie... Dla osób niepanujących nad swoją magią. Brr. Kogo poza swoimi przyjaciółmi spotkają wśród zawiłych więziennych korytarzy? Odruchowo jej dłoń powędrowała do kieszeni czarnego płaszcza, który miał chronić ją zarówno przed zimnem, jak i służyć maskująco - zaciśnięcie dłoni na rączce bezpiecznie spoczywającej różdżki, dodawało pewności siebie.
Nie było jej dane jednak długo rozmyślać - schody prowadzące na górę nie były tak długie jak pierwotnie jej się wydawało. Towarzyszył jej Bertie, nie usiedziałaby przecież spokojnie w domu przez całą noc. Dobrze było znaleźć oparcie w przyjacielu, który nie dość, że uraczył ją słodkościami odganiającymi chociaż na chwilę pochmurny nastrój, to w dodatku towarzyszył jej także podczas odsieczy. Czy to dobrze? Będzie się martwić o jedną głowę więcej – zresztą będzie martwić się o wszystkich, a najmniej o siebie. Nie dlatego, że tak wypada, chociaż przez swój status aurora podczas szkolenia czuła się odrobinę bardziej zobowiązana. Może dlatego, gdy Bertie otworzył przed nią drzwi, poczuła się aż za bardzo spięta - jednak szkolenie na aurora sporo jej dało, potrafiła reagować błyskawicznie i maksymalnie się skupiać, tak jak teraz. Omiotła spojrzeniem całe pomieszczenie - od osób znajdujących się po szczegóły wystroju. W końcu przywitała się ze wszystkimi; nawet spróbowała się lekko uśmiechnąć do Alexandra, a silny uścisk Bena odwdzięczyć w identyczny sposób, choć nijak jej siła przekłada się nad mięśnie byłego gracza, do którego plakatów zdarzało jej się wzdychać kilka lat temu. W milczeniu wysłuchała informacji, jakie udało mu się zebrać - wydawały się być kluczowe; mówiły ile mają czasu, a co więcej, że wydostanie uprowadzonych podczas przesłuchań - bo inaczej się tego nie dało nazwać niżeli bezprawnym uprowadzeniem - nie będzie takie łatwe. Nie żeby spodziewała się, że będzie inaczej. - Istnieje na to realna szansa, dlatego musimy ich jak najszybciej wyciągnąć. Wszystkich, bez wyjątku – głos miała stanowczy, nie dopuszczała do siebie możliwości niepowodzenia, nie w takiej sytuacji. Nikomu nie życzyła takiego losu – zostać uwięzionym na wyspie bez możliwości ucieczki... Przez chwilę nie dowierzała, że Ministerstwo mogło mieć coś z tym wspólnego, ale to trwało krótko, zbyt krótko. Wiara w tę instytucję została zachwiana i wszystko wskazywało, że legnie w gruzach, gdy tylko zatrzęsie się od „brudów”, których dokonywano z jego ramienia. - Pamiętajcie, by niczego nie jeść, nie pić... Starać się nie oddychać, jeśli spróbowaliby to rozpylić w powietrzu. Kto wie, jakie są tam zabezpieczenia – sama nie wiedziała, co lekko ją rozdrażniło, a wnikliwy słuchacz na pewno wyczułby złość pobrzmiewającą w jej głosie. Nie dowiedziała się zbyt wiele o pupkach czekających na nieproszonych gości, choć liczyła na wiele więcej niż to co udało jej się wyciągnąć z ministralnych akt. Wysłuchała Benjamina do końca, starając się nie napotykać jego spojrzenia, wiedziała, że inaczej się zarumieni, ot takie dziewczyńskie zachowanie, na które nie powinna sobie pozwolić. - Na wyspie dawniej było więzienie, gdzie przetrzymywano czarodziejów, którzy nie panowali nad swoimi zdolnościami... Chodzące bomby... Stąd we wnętrzu więzienia, gdzie zapewne zamknęli naszych przyjaciół, działa teleportacja pojedyncza, to dobra wiadomość – dobra dla nas. Wątpię byśmy mogli zmusić aresztowanych do teleportacji, inaczej już sami uciekliby z cel – tak jak mówicie, najpewniej otrzymali odpowiednie dawki eliksirów... Właściwie niewiele udało mi się wyciągnąć z akt Ministerstwa... – dodała trochę zdołowana i wzdychając przy tym zbyt ciężko. Wiedzieli mało, zbyt mało – może fortuna się do nich uśmiechnie, choć wolałaby nie liczyć na przychylność losu. - Szczęśliwie, wiemy jak można dostać się do środka – ponoć strażnicy korzystają z żółtego kamienia oznaczonego runą, który można odnaleźć na plaży. Wystarczy go wrzucić w morze, jednak, co już bardziej pechowe, ten sposób działa jedynie na wejście. Z wyjściem musimy sobie poradzić w inny sposób – albo główną bramą albo za pomocą teleportacji, przy czym, jak już wspomniałam, łączona nie działa, a wątpię, by nasi przyjaciele mogli się teleportować o własnych siłach, o ile już ich magia nie została ograniczona przy pomocy tego paskudnego eliksiru – starała się przedstawić jak najbardziej szczegółowo to, czego się dowiedziała. Zbyt mało, stanowczo zbyt mało. Pozostało liczyć na to, że reszta dowiedziała się więcej.

| Josie ma na sobie płaszcz, czarny, skórzany, w kieszeni różdżkę, trzy mugolskie czekolady, kilka Musy-Świstusów, menażkę z czystą wodą oraz pusty skrawek papieru. Wybrała ciemne ubranie - koszulę i wyjątkowo, spodnie. Całość uzupełniają aurorskie buty, jakie noszone są podczas szkolenia, zwykłe skórzane rękawiczki, ciemna chusta i złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie znikacza, który stanowi pamiątkę po matce. Fałszoskop uznała za zbędny, dlatego pozostał w nocnej szafce koło jej łóżka.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   18.03.17 21:47

To, co się działo wydawało mu się kompletnie nierzeczywiste. Dopiero co był na Wyspie Rzeźb, dał się wkręcić w plotki o niej, o wiele milsze plotki, przytulny pensjonat. Nie patrzył na mieszkańców tej wyspy jak na ofiary, sami wydawali się zadowoleni, dzieci się bawiły, pary spacerowały razem. Uroczy pensjonat z miłą kobietą prowadzącą go, przyjemne śniadanie. To nie wyglądało jak koszmar. Oczywiście - nie wątpił, że zostanie zamkniętym na małej wyspie nie jest niczyim marzeniem, jednak ci ludzie nie wydawali się nieszczęśliwi, a samo miejsce sprawiało wrażenie przyjemnego, uroczego, przyciągało turystów. Nijak się miało do tego, co się tam właśnie działo i informacji jakich słuchał. Nie miał pojęcia, czego tym razem się tam spodziewać, co może ich czekać - i co zrobiono tym ludziom.
O tym też mówił Josie, kiedy siedziała u niego, na kuchennym krześle. Musiał się czymś zająć, ona najwidoczniej też - robił więc ciasteczka, ona je dekorowała, rozmawiali o tym czego się dowiedzieli, co ich czeka, trochę przy tym błaznował, bo przecież musiał.
Szli do Świńskiego Łba. Bertie był tu już kilka razy, zazwyczaj w ramach jakichś wygłupów, miejsce nie było zbyt zachęcające. Ruszył ku górze, uważając przy tym by nie uderzyć o sufit. Wpuścił Josie przodem i zaraz sam wszedł do środka, witając czekającego tam mężczyznę. Uśmiechnął się nieznacznie na wspomnienie tego, jak się poznali. Uścisnął jego rękę.
Wszystko, czego o wyspie dowiedział się na niej samej uznał za niepewne informacje, chwyty mające nadać temu miejscu romantycznej otoczki.
To, o czym mówił Ben wywołało w nim lekkie dreszcze, kiedy przypomniał sobie co sam wyczytał.
- Trochę mi się to kojarzy... znalazłem informacje o krwawych zamkach. Zabezpieczeniach krwią znaczy. Drzwi tak zabezpieczone osłabiają każdego, kto przez nie przejdzie. Z tym, że... no, to może być wszystko, ściana naznaczona krwią i tak dalej, ale może to być też rzeźba. Zdolna wypić ludzką krew do samego końca. - coraz weselej. Mało znalazł, zdecydowanie za mało, jedynie poboczne rzeczy, ale postanowił podzielić się tym, co wpadło mu do głowy, w końcu wszystko może okazać się przydatne. To wszystko grało też z więzieniem o którym mówiła Josie.
Objął zaczepnie ramieniem dziewczynę czując jej poddenerwowanie. Gdyby mógł, wyrzuciłby ją stąd do domu w kilka sekund. Martwił się o wszystkich, to jasne ale o nią szczególnie. Oczywiście, że była silną kobietą, aurorem, być może i by go pokonała w walce, bez większego znaczenia, nie była jakąś ofiarą i na prawdę w nią wierzył! A jednak chciał się nią opiekować. Jak to przyjaciółką, która wydawała się przecież taka delikatna.
Nie mógł jej jednak niczego zakazać. Rozumiał ją.
- Czyli wiemy jak zacząć i wejść w pułapkę. - podsumował. Zaczną od szukania kamienia, dostaną się do więzienia, znajdą porwanych, a potem? Będzie trzeba improwizować. Choć może Alex zdobył coś więcej? Spojrzał na ostatnią osobę, która się jeszcze nie odzywała i dopiero po chwili przypomniał sobie o pakunku, jaki miał przy sobie.
- Komuś ciasteczka? Josie dekorowała. Jak widać, byliśmy szalenie produktywni, możemy udawać, że dolałem do nich felix felicis i wszystko musi się po nich udać. - uśmiechnął się nieznacznie, częstując zaraz ciasteczkami w różnych kształtach. Najładniej wyszły niuchacze, te foremki miał całkiem fajne, poza tym były trolle, nieśmiałki, smoki, gobliny i puszki pigmejskie. Wszystko zdobione wedle gustu siedzącej obok niego dziewczyny.
I nie, nie przejmował się, że może to być trochę nie na miejscu, w końcu  potrzebują sił i energii, a nic nie daje jej więcej i lepiej, niż słodycze!


| Bertie ma przy sobie króliczą łapkę i różdżkę. Ubrany jest w czarny płaszcz, czarne spodnie z grubego materiału i szarą koszulę i buty w które wpuszczone zostały nogawki spodni. W skórzanej torbie ma menażkę z wodą, czekoladę i upieczone nocą ciastecza sztuk dość sporo (teraz wyjęte ofc, niechaj się dzieciątka posilą!). Gdzieś tam zaplątał się nawet czosnkowy amulet.

Przepraszam za ciapowatość tego posta, następny będzie ładniejszy, mam coś problem z ogarnięciem dziś. <3





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   19.03.17 19:27

Alexandrowi zdarzyło się już być w Gospodzie Pod Świńskim Łbem, toteż wiedział, czego należy się spodziewać w jej wnętrzu: chlewu. Może nie dosłownie, jedyne świnie obecne we wnętrzu były albo powieszonymi na ścianach głowami dzików albo otyłymi jegomościami o wątpliwej higienie osobistej; lokal ten jednak odbiegał w wielu kwestiach od przyjętego społecznie minimum, jak choćby grubości warstwy brudu na blatach i stopnia przyklejania się przedmiotów oraz kończyn do wszelkich powierzchni płaskich, czy też raczej krzywych. Naturalnie, nie pojawił się tutaj we własnej postaci - uniemożliwił rozpoznanie swojej osoby przybierając losowy wygląd, jaki akurat podyktowała mu wyobraźnia. Niestety nie pomyślał i nie skrócił się trochę, przypłacając to z momentem wejścia na schody prowadzące do pokoju gościnnego mieszczącego się na piętrze. Na szczęście nie szedł zbyt szybko, toteż chwila rozmasowywania czoła po jego spotkaniu z sufitem wystarczyła, by w chwili dotarcia do drzwi ból pozostał już tylko wspomnieniem. Wchodząc przybrał znów swój normalny wygląd (nóż widelec Ben by mu przyłożył, biorąc go za postronnego do wyeliminowania), po czym skłonił głowę ku będącym już w środku Zakonnikom.
- Jak widzę, przybywam ostatni, wybaczcie zwłokę - przeprosił zdejmując z dłoni rękawiczki, po czym odwzajemnił uśmiech Josie, niestety był on równie blady jak ten posłany mu przez pannę Fenwick. Zbliżył się doń i ucałował jej rękę w formie powitania, następnie ściskając prawicę olbrzyma nie dał Benowi zmiażdżyć sobie dłoni - byłoby bowiem bardzo kiepsko, jakby żadna z jego górnych kończyn nie była sprawna - a po tym zdecydowanie mniej brutalnie uścisnął dłoń Bertiemu. Obrzucił spojrzeniem cały pokój, zdezelowany kalosz na podłodze i krótki list od profesor Bagshot, nim pozostali nie zaczęli się odzywać, jedno po drugim. A z każdym kolejnym zdaniem i każdą kolejną relacją Alexander miał coraz bardziej ponury wyraz twarzy. Wpatrywał się w podłogę, przygarbiony w tym niskim pomieszczeniu, jednak poczuł na sobie spojrzenie i zaraz odkrył, że to ich naczelny zakonowy cukiernik wyczekująco na niego spogląda, na dodatek z pudełkiem ciasteczek w rękach. Alexander wziął jedno z nich w dłoń, a gdy na nie spojrzał odruchowo zmarszczył brwi i przeniósł podejrzliwy wzrok na Bertiego. Niuchacz. Doprawdy, bardzo zabawne, Bott. Obrócił łakoć w dłoni, rozchmurzając się trochę przed odezwaniem.
- Niestety, nie mam ani trochę lepszych wieści. Tak samo jak Josephine natknąłem się na informację o tym, że na wyspie znajduje się ośrodek dla niestabilnych czarodziejów. W sumie to było bardzo opasłe tomiszcze o historii magicznego więziennictwa ogółem - nadmienił, zaraz jednak wrócił do sedna. - Największym problemem będzie rzeczywiście to, jak się stamtąd wydostać. Te swego rodzaju cele znajdują się w lochach. Jeżeli uda nam się do nich dotrzeć, otworzenie którejkolwiek z nich spowoduje uruchomienie zabezpieczeń - westchnął i przebiegł ręką przez swoje loki w kolorze bardzo ciemnego blondu, zmęczonym spojrzeniem obrzucając obecnych. - Z momentem otworzenia jakichkolwiek drzwi do którejkolwiek z cel na korytarz zaczyna ulatniać się trujący gaz. Na całe szczęście, o ile o takowym możemy powiedzieć, trucizna nie dostaje się do wnętrza cel, potrucie podopiecznych byłoby bowiem naprawdę kiepskim sposobem na ich terapię. Czyli punkt pierwszy, otworzenie cel tylko jednocześnie. Punkt drugi, natychmiastowe wskoczenie do celi - wyciągnął po kolei jeden i drugi palec paskudnie oszpeconej lewej dłoni, odchylając każdy z nich przy mówieniu wskazującym palcem drugiej dłoni. - Wyjście jednak jest możliwe, w historii odnotowane były ucieczki. Myślałem już nad tym i jedynym, co przyszło mi do głowy było zaklęcie Bąblogłowy. Można by też spróbować namierzyć rzeczone otwory i je pozatykać, jednak wydaje mi się, że nie będzie na to czasu. Kwestią sporna pozostaje też fakt, czy byśmy wszystkie je namierzyli. Także z tym oddychaniem Josie ma trochę racji, lepiej się powstrzymywać - powiedział, a był to bardzo kiepski żart. - Teleportacja nie zadziała w przypadku zakładników tak czy siak, pewnie są już rozbrojeni mimo eliksiru. A raczej nie posiadamy zapasowych różdżek...? - rozejrzał się po współtowarzyszach, jednak nie spodziewał się odpowiedzi innej na wiszące w powietrzu pytanie, niż zaprzeczającej.
Uniósł w końcu ciasteczko do ust, odgryzając kawałek. Merlinie. Było pyszne.

Alexander ma na sobie nie krępujący ruchów, dość ciepły skórzany płaszcz, a pod nim kamizelę i sweter z wysokim kołnierzem (klik); wysokie i sznurowane skórzane buty, a także pasujące do kamizeli spodnie. Do tego ma zwykłe, skórzane rękawiczki. Standardowo na szyi, pod swetrem, ma wisior z salamandrą, który skrywa w sobie czerwony kryształ, a dodatkowo na łańcuszku znajduje się pierścień Zakonu. Alexander posiada oprócz tego przy sobie swoją różdżkę, manierkę z wodą i kilka cytrynowych dropsów w kieszeni płaszcza.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   19.03.17 20:26

Na podejrzliwe spojrzenie Alexandra uśmiechnął się trochę weselej, choć nie był to nadal ten jakże charakterystyczny, szeroki uśmiech odbijający się wesołością w błękitnych oczach, co zawsze. Bertie mało kiedy poważniał, prawie mu się to nie zdarzało, jednak nawet on musiał dostrzec panującą wokół atmosferę, nawet on rozumiał, co grozi porwanej grupie - i zdecydowanie nie było mu do śmiechu. On, jak on - starał się odpychać nerwowe myśli, jakiekolwiek negatywne wersje wydarzeń, skupiając się jedynie na tym, co może - i musi! - pójść dobrze. Nie przyjmował innej opcji niż ta, że dotrą tam wszyscy, odnajdą porwanych i wrócą bez problemu na miejsce.
A wracając do niuchacza - owszem, wspaniałe z nich stworzenia i niesamowity materiał dla przyzwoitego błazna. Wiele dałby, żeby zobaczyć Sewlyna polującego na zwierzątko pierwszokwietniowego poranka.
Zaraz jednak starał się kupić na informacjach, jakie przekazywał im Alex - niezbyt wesołych informacjach, niezbyt kolorowych, dobra, przyprawiających o dreszcze. Spojrzał na ciasteczkowego trolla, którego trzymał w dłoni i odetchnął ciężko.
- Podsumowując. Musimy się tam dostać i znaleźć kamień o którym mówiła Josie. Następnie wrzucić go do morza i wejść do więzienia w którym otwarcie jakiejkolwiek celi wiąże się z wypuszczeniem trującego gazu. Oby Bąblogłowa nas wtedy uratowała. Nie ma wiele czasu, bo prawdopodobnie jeśli będziemy zbytnio zwlekać, ludzie których mamy stamtąd wyciągnąć sami staną się częścią Wyspy Rzeźb. Będą na nas czekały bardzo osłabione osoby z którymi nie mamy szans się teleportować, Bąblogłowa więc i dla nich, a dalej... carpe diem?
Początek był dość oczywisty, nawet Bertie nie będący mistrzem strategii i planowania to rozumiał. - Przy okazji uwaga na rzeźby i zamki, cokolwiek będzie naznaczone krwią jest pułapką. - dodał jeszcze, przypominając sobie własne informacje.
- Zanotowano przypadki ucieczek, ale nie ma co do nich żadnych dokładniejszych informacji? - upewnił się jeszcze, patrząc na Alexandra. - Znaczy... rozumiem z gazem, zaklęcie to dobry pomysł, ale chodzi mi o samo wydostanie się z więzienia.
W jego tonie nie było niezadowolenia, sam nie czuł żeby znalazł szczególnie wiele, każdy dawał co mógł, jednak musiał dopytać, upewnić się. Nie puszczał przy tym kobiety, której tym bardziej nie chciał brać za sobą - może i był trochę seksistą, być może - jednak nie odzywał się w tym temacie. Omówili go już i wiedział, że jej nie zatrzyma.
Odgryzł głowę trollowi, kiedy ten zbyt długo trzymany w dłoni spróbował się zamachnąć swoją ciasteczkową maczugą. Zerknął jeszcze na zegarek żeby sprawdzić, która jest godzina.
- Z tego co mówił Ben, chyba powinniśmy ruszać jak najszybciej. - uniósł spojrzenie na brodacza.


|zapomniałam wspomnieć o zegarku! Tarcza w srebrnym kolorze, brązowa skórzana opaska c:





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   19.03.17 21:24

Wsłuchiwał się w przekazywane kolejno informacje z nadzieją, pewny, że następna będzie już tą dobrą, wróżącą im w miarę łagodne przejście przez wszelkie niebezpieczeństwa, jakie przyszykowała dla nich Wyspa Rzeźb. Nie mogli przecież natrafić na jedynie okrutne wiadomości, piętrzące przed nimi przeszkody aż po zasnuty ciemnymi chmurami nieboskłon. Niestety, optymizm Benjamina zdawał się przygasać, a gdy Alexander skończył swoją opowieść, skwitował ją jedynie rozdzierającym westchnięciem, przypominającym trochę parsknięcie tura, garboroga albo bardzo starego smoka. A więc tak pięknie prezentowała się ich najbliższa przyszłość. Trujący gaz, wypełniający szczelnie korytarze, krwawe pieczęci na każdym kroku, zapewne uzbrojeni strażnicy i bezwzględny czas, zmuszający ich do szybkiego - a przez to niezbyt przemyślanego - podejmowania decyzji. Wright zasępił się na chwilę, machinalnie przyjmując ofiarowane trzy ciastka, które najpierw poobracał kilkukrotnie w wielkiej dłoni a potem wrzucił sobie do ust, przełykając je bez gryzienia. Właściwie nie poczuł ich smaku a jedynie nieprzyjemne drapanie: widocznie okruszki zaplątały się w jego brodzie.
- Myślicie, że zdążymy się uwinąć przed wschodem słońca? - spytał, zerkając za maleńkie okienko, w doskonałym eufemizmie ujmując całe stojące przed nim wyzwanie. Dotarcie do więzienia, uniknięcie złapania, uwolnienie więźniów, powrót do bezpiecznego miejsca. Słuchał podsumowania Bertiego uważnie, kiwając powoli głową: cóż, na podstawie posiadanych informacji mogli zaplanować jedynie tyle, co właśnie wybrzmiało pod zakurzonym sufitem pokoiku. - Cóż, będziemy musieli improwizować z tym, co zastaniemy na miejscu...a raczej z tym, co nas zastanie - powiedział, siląc się na optymizm, co zabrzmiało raczej grobowo w perspektywie wcześniejszych wypowiedzi. Nie mieli mapy więzienia i innych niezbędnych informacji, mogących pomóc im w rzetelnym nakreśleniu planu i wyjść ewakuacyjnych. Trudno, poradzą sobie bez tego - Wright był tego naiwnie, straceńczo pewien.
- To co, drużyno, ruszamy? - uśmiechnął się lekko acz zdeterminowanie, sięgając dłonią w kierunku starego kalosza, który miał przenieść ich w nieznane.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   19.03.17 23:15

Poczęstowała się ciasteczkiem w kształcie goblina. Dobrze było mieć jedzenie, przynajmniej mogła zająć czymś ręce, nawet jeśli ze stresu nie czuła smaku ciasteczka. Słuchała tych informacji - pesymistycznych, ale przynajmniej nie zostaną zaskoczeni niespodziewanymi pułapkami, przynajmniej nie tymi, o których się już dowiedzieli... Być może czeka na nich coś więcej, być może prześlizgną się niepostrzeżenie... Marzenie równie realne jak przetrwanie przejażdżki na grzebiecie kelpii. - Jeśli nie wymyślimy czegokolwiek innego, jedyne wyjście stanowi główna bramą z nieszczęśnikami na plecach - przestała gryźć ciasteczko, wciąż nie spuszczając wzroku z towarzyszy. - Ściany przecież nie rozwalimy... - drugie zdanie wymamrotała już bardziej sama do siebie. Więzienie spełniało swoje zadanie - łatwo było do niego wejść, lecz wyjście pozostawało całkowicie odmienną sprawą. Miała dość ambiwalentny stosunek do całego zaklęcia pozwalającego im oddychać - przede wszystkim nie wiedzieli, czy bańka na pewno ochroni ich przed zatruciem, a druga sprawa wiązała się z ograniczoną ilością czasu. Musieli działać szybko, strażnicy na pewno nie będą czekać aż odpowiednio się rozgoszczą w korytarzach i napiją się herbaty. Musiała jednak przyznać, że zawsze to był jakiś pomysł - pomysł, który może okazać się skuteczny. Ile czasu minie zanim trucizna zacznie działać? Padną od razu, czy może najpierw ich osłabi? Zbyt wiele niewiadomych, dlatego wciąż zmuszała szare komórki do tego, by wykreowały plan b, awaryjny. - Poza tym nie wiemy, na ile dokładnie porwanych osób musimy rzucić zaklęcia... - pesymizm, tak bardzo do niej nie podobny, zadźwięczał w jej tonie. Gdzie pozytywne myślenie? A jeśli nie wiedzą, kogo mają uratować, czy nie pomylą uprowadzonych z innymi skazańcami? Pokręciła głową, jakby nie dopuszczając do siebie tej myśli - na pewno ich rozpoznają, w końcu wieloletnie uwięzienie odbija się na całym organizmie. - Magicus Extremos - wyjęła na chwilę różdżkę, by wykonać serię dość skomplikowanych ruchów. Dzięki temu może poczuje się choć odrobinę pewniej, tak jakby prowokując fortunę do tego, by im sprzyjała. Oczywiście, nie miała zamiaru zrezygnować z czujności - jeśli więzienie miało swoje zabezpieczenia, o których wiedzieli powinni bronić się przed nimi najlepiej jak się tylko dało, a szkolenie aurorskie przybliżyło jej część pomocnych zaklęć. - Gotowi? - schowała różdżkę do kieszeni płaszcza, sięgając za Benjaminem po świstoklik.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   19.03.17 23:15

The member 'Josephine Fenwick' has done the following action : rzut kością


'k100' : 63


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   20.03.17 0:07

Zapytany przez Bertiego o informacje o uciekinierach Selwyn pokręcił przecząco głową.
- Niestety. Nie znalazłem czegokolwiek, co by o tym wspominało w detalach, jedynie ogólniki, które już wam przedstawiłem, Byli uciekinierzy, lecz nie wiadomo jak tego dokonali. Jednakże udało im się, czyli jest nadzieja, że i nam się to uda. Ale to co właśnie wyłuszczyłeś brzmi jak dobry plan - powiedział, starając się brzmieć przekonująco. Umiał w końcu kłamać, może jakoś podniesie tym ich morale, choćby o cal.
- O losie - westchnął, gdy usłyszał część o noszeniu na plecach ratowanych ludzi. - Chyba tylko Ben byłby w stanie unieść więcej niż jedną osobę dalej niż za bramę tego przybytku w razie potrzeby - zaśmiał się smutno, ręką zaś trzaskając w twardy niczym stal biceps Wrighta. Jak to szło, Benjamin to były pięści, a Alexander zdrowy rozsądek tego duetu?
Sięgnął po jeszcze jedno ciastko, tym razem w kształcie pigmejskiego pufka i patrzył, jak słodycz wierci się na jego dłoni. A następnie beznamiętnie wpakował go do ust. Ciasteczko było równie dobre, jak poprzednie. - Jeżeli wyrzucą mnie kiedyś z Munga to piszę się na oficjalnego testera twoich wyrobów, Bert - zadeklarował się z delikatnym uśmiechem, nim znów popadł w zabójczy krąg myślenia o misji. Posłał Benjaminowi wiele znaczące spojrzenie - byli w Gwardii. I wiedzieli, co się z tym wiąże, jakie wybory należy podjąć w razie wątpliwości, a sytuacja naprawdę nie zapowiadała się kolorowo. I wtedy Josephine rzuciła zaklęcie, jednak Alexander nie był pewien, czy podziałało.
- Ja również spróbuję. Magicus Estremos - wykonał w powietrzu przy pomocy różdżki serię znaków charakterystycznych dla tego czaru, po czym skupił się na moment na sobie i wyciszył, by zmienić znów swoje oblicze.
- Chyba rzeczywiście czas się zbierać. Dalej, dalej, przedszkole wujka Bena! - rzucił jeszcze pół żartem, pół serio, bo wszyscy poza Wrightem byli młodzi jak ten szczaw. Pożegnał się szybko z tą myślą, by się nie rozpraszać, a następnie sięgnął ku kaloszowi.

| Rzucam na Magicus Extremos, do którego ST mam -5 z racji biegłości Zakonu.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   20.03.17 0:07

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 32


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   20.03.17 0:25

Skinął głową na kolorowe jak świat daltonity informacje od Alexa, które w gruncie rzeczy nie różniły się mocno od wszystkiego, czego już się dowiedzieli. A więc ich plan to czyste żyj chwilą, czy tam żyjesz tylko raz i oby o tym drugim nie przekonali się aż nazbyt dobitnie. Choć nie, w to by akurat Bertie nie uwierzył, pisany jest mu przecież sukces, nie ważne jaki, ale na pewno nie śmierć na jakiejś wyspie. Nie ważne, jak bardzo są nieprzygotowani - dadzą radę. Bo muszą. I tyle. A jak będzie źle to zawieszą się wszyscy na mięśniach Bena i on biegiem ich wyniesie z wyspy.
- Zaczęliśmy badania nad nowościami, chętnie przygarnę królika doświadczalnego ale nie odpowiadam za efekty uboczne. - znów uśmiechnął się nieznacznie. Nie potrafił być równie swobodny, co zazwyczaj, nie zamierzał jednak oddawać się ponurej atmosferze. Jeśli umierać to z uśmiechem na ustach? - stop, nikt tutaj nie umiera. Odetchnął tylko głębiej, nie ma co myśleć za wiele, nie w tej chwili, po prostu trzeba działać.
Widząc jednak, że dwoje czarodziejów próbuje rzucić bardzo przydatne zaklęcie i nijak nie odczuwając, żeby miało ono zadziałać, uśmiechnął się już bardziej bezradnie - rozumiał całkowicie. Stres robi swoje, różdżki potrafią wariować, kiedy czarodziej nie do końca jest sobą, nie do końca jest tu i teraz i, choć sam nie był pewien, czy da radę - zaklęcie było skomplikowane - także postanowił spróbować.
- Nie żartowałem z tym eliksirem szczęścia, no dalej. - odetchnął. Nigdy nie miał okazji spróbować felix felicis, ale na kolejną okazję na bank przygotuje porcję dla siebie i swoich towarzyszy. Albo lepiej zleci to komuś, bo sam to by pewnie zatruł siebie i całą ekipę i tyle by było, rozwaliłby Zakon od środka. - Do trzech razy sztuka?
Teraz on wykonał odpowiednie ruchy uważnie i dokładnie, jak tylko zapamiętał.
- Magicus Estremos. - wypowiedział. Oby jego szczęście było przy nim.
Uśmiechnął się nieznacznie i także złapał za kalosz.
- Jak mamy iść za rączki to zaklepuję Josie. - dorzucił jedynie na uwagę dotyczącą przedszkola. Ruszajmy!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   20.03.17 0:25

The member 'Bertie Bott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 30


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   20.03.17 2:30

Świstoklik rozjarzył się, uniósł się nieco nad stół i powoli zaczął wirować. Przyspieszał z każdą sekundą, by po chwili zniknąć zabierając ze sobą wszystkich trzymających go czarodziejów.

|Jeżeli ktoś z was nie chce, by jego postać złapała świstoklik wystarczy, że nie napisze w kolejnej lokacji. Dla reszty kontynuacja tutaj.


Powrót do góry Go down
 

Pokój gościnny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 9Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój gościnny [Pierwsze piętro]
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja :: Hogsmeade :: Gospoda pod Świńskim Łbem-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17