Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Plaża   01.04.17 12:30

Plaża

Prowadzi do niej droga od niemal samej posiadłości - prosta, wlepiona w krajobraz niskich, cienkich łodyżek traw, zakończona mocnymi, magicznie zabezpieczonymi, kamiennymi schodkami.
Co noc woda przynosi na brzeg kolorowe kamienie i przeróżne, morskie stworzenia, które są atrakcją dla Edwina i Miriam. Oprócz tego Prewettowie upodobali sobie zachodnią część plaży na miejsce, w którym mogą organizować rodzinne pikniki i letnie spotkania.


Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Plaża   01.04.17 13:55

/2 kwietnia?

- Mam wrażenie, że coś cię trapi, Bell. - mruknęła blondynka kiedy jej nogi pierwszy raz tej wiosny dotknęły piasku. Uwielbiała to uczucie. Ciepły piasek dotykający jej stóp. Delikatny wiatr mierzwiący jej włosy. Zapach morza docierający do okien posiadłości każdego poranka. Nie mogli znaleźć piękniejszego miejsca do stworzenia swojego domu. Lorraine ostatnio starała się skupić na pozytywach. Zbyt wiele złych rzeczy działo się w ostatnim czasie by pozwolić myślom skupić się tylko na tym. Chciała skupić się na pozytywnych aspektach tego co się działo. Zauważała każdą drobnostkę zaczynając od uśmiechu córki, bezpiecznych zabaw syna, pocałunku męża, po podniesione głosy rodziny zbierającej się w ich murach i zapach świeżo upieczonego jabłecznika. Nie wiedziała skąd brała się w niej ta siła by móc skupić się na tym co lepsze w coraz to gorszym świecie. Spojrzała na przyjaciółkę zaciskając delikatnie dłoń na jej przedramieniu. Lorraine chociaż była szlachcianką idealną, a przynajmniej za taką sobie uważała to przy ludziach, których bardzo dobrze znała nie blokowała się być po prostu dwudziestodziewięcioletnią kobietą. Wbrew wszystkiemu była prosta. Jeżeli kogoś szanowała, ufała mu, kochała go i była to dla niej ważna osoba to nie broniła się przed tym uczuciem i śmiało to okazywała. Kiedy jednak ktoś budził w niej odrazę czy też inne negatywne uczucia… ciężko było otwarcie pokazywać co o nim myśli. Czasem jednak nie było wyboru. Chociaż prawdopodobnie były to nieliczne osoby, które naprawdę ruszyły jej niekończące się pokłady pozytywnych uczuć. Kochała ludzi. Wszystkich. To właśnie brak podziałów sprawiał, że była szczęśliwa. Nie liczył się status czy kolor krwi. Oczywiście nadal ponad wszystko ceniła swoje pochodzenie, ale to nie sprawiało, że miała kogoś oceniać. Tak samo było z wiekiem. Ją i Bell dzieło dziewięć lat. To dużo jeżeli patrzy się z perspektywy szkolnych doświadczeń czy nawet teraz gdy Lorra miała już męża, dwójkę dzieci i pracę. Bell miała przed sobą wszystko. Miłosne wzloty i upadki, karierę, dom do stworzenia. Blondynka nie traktowała jednak przyjaciółki jako kogoś komu brakowało doświadczenia. Doskonale wiedziała, że w życiu dotknęło już niejedno. Otwierały się przy sobie nawet kiedy czasami wydawało się, że to będzie po prostu niemożliwe. Zsunęła stopy z butów i patrzyła jak palce znikają pod warstwą złotego piasku. -  Wiedziałaś, że piasek w sypialni przynosi pecha? - zapytała, a kącik drgnął jej w uśmiechu bo przecież znała stosunek przyjaciółki do jej postrzegania szczęścia. To było takie naturalne, że ona nawet nie wiedziała kiedy słowa opuszczały jej usta. To część jej. Prawdziwa część jej.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Plaża   12.04.17 21:57

Belle była wieczną aktorką. Przez dużą część swojego życia grała osoby, którymi nie była i nigdy nie miała być. Chowała się za różnymi maskami przed światem, z którym przestawała sobie radzić; przez ludźmi, którym trudno było jej się przeciwstawić. Nie mogła powiedzieć, że źle się z tym czuła - przyzwyczaiła się do tego w tak dużym stopniu, że póki co nie wyobrażała sobie postępować inaczej. W jakiś sposób weszło jej to w krew, a aktorstwo nie stało się jedynie pasją, a sposobem na życie. Był w tym jednak jeden minus, który czasami dręczył kobietę - gdzieś pomiędzy tym wszystkim, zgubiła samą siebie. Nie pamiętała już jaką osobą wcześniej była, nie potrafiła sobie przypomnieć. Dochodziło nawet do stwierdzenia, że tamtej Belle już nie ma. I prawdopodobnie uwierzyłaby w to gdyby nie jedna osoba, która wbrew wszystkiemu wydawała się widzieć prawdziwą Cattermole.
Belle nie do końca wiedziała w którym momencie starsza o dziewięć lat szlachcianka, stała się jej tak bliska. Mogła pokusić się wręcz o stwierdzenie, że ta przyjaźń trwa dla niej od zawsze, bowiem nie wyobrażała sobie momentu, w którym miałoby nie być przyjaznych błękitnych oczu blondynki tuż obok niej. Ceniła sobie tą znajomość jak nic na ziemi wiedząc, że zawsze może liczyć na swoją starszą siostrę. Naturalnie nie zawsze wszystko prezentowało się w tak cukierkowy sposób, chociaż czarownica nie umiała się do tego przyznać, nie zawsze w smak jej było to, że nie potrafiła przy tamtej udawać. Wolała niektóre rzeczy ukryć, zwłaszcza, iż niektóre jej czyny okazywały się być dość wstydliwe.
- Wydaje Ci się, Lorraine - odpowiedziała spokojnie i z uśmiechem, przymykając na chwilę oczy. Dzisiaj na szczęście nie musiała kłamać, bowiem tego dnia nie miała żadnych zmartwień. Cieszyła się, że w końcu dane jest jej pójść z przyjaciółką na plażę, którą tak bardzo uwielbiała. Niesamowitym był dla niej ten świeży powiew wiatru, pachnącego morską bryzą i dotyk miękkiego piasku na nagich stopach. Cieszyła się na dźwięk szumiących fal i szybujących w powietrzu mew, co jakiś czas wydających tak dla siebie tak charakterystyczne odgłosy. Miejsce w którym się właśnie znajdowały, dla wielu tak zwykłe i niczym się nie wyróżniające od innych, dla niej był kawałkiem raju na ziemi. Tutaj nie było zmartwień, one odpływały wraz z prądem gdzieś daleko, pozostawiając spokój.
- Oh, nie! Chyba jednak mam się czym martwić... - powiedziała nagle, otwierając oczy szeroko. Zrobiła nieco przestraszoną minę, patrząc na przyjaciółkę. - Piaskiem w sypialni! W tamtym roku nie powiedziałaś mi o tym!
Po tych słowach uśmiechnęła się szeroko, a wcześniej zagrany strach zniknął jak różdżką odjął.
Belle ruszyła przed siebie, kierując się do wody. Gdy do niej dotarła zatrzymała się, chcąc zanurzyć powoli stopę i tym samym sprawdzić jej temperaturę. Ta jednak zaskoczyła ją, bowiem była zaskakująco ciepła jak na tą porę roku.
Aktorka rozejrzała się dookoła, dostrzegając obok siebie małą, białą muszelkę. Podniosła ją, odwracając się w stronę przyjaciółki.
- A co twoje wewnętrzne oko mówi o muszelkach? - spytała, wyciągając w jej stronę dłoń wraz ze swoim znaleziskiem.




But are we all lost stars trying tolight up the dark?
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Plaża   20.04.17 8:45

Lorraine doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak nasze umiejętności mogą na nas wpływać. Kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że jest coś w naszym życiu co prawdziwie nam się udaje to robimy wszystko by wcielić to w życie codzienne. Czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy, kiedy to staje się naszym wyjściem z problemów, sposobem na życie. Blondynka znała bardzo dobrze Belle. Właściwie od ich pierwszego spotkania Lorraine bardzo polubiła młodą Cattermole. Była o wiele dojrzalsza jak na swój wiek, a Abbott zawsze czuła potrzebę opiekowania się ludźmi. Może właśnie dlatego chciała pomóc Bell wejść w towarzystwo szlachty przy czym była gotowa powierzyć jej niemalże każdą tajemnice i być jej dobrą przyjaciółką. Z biegiem czasu stały się dla siebie jak siostry. Lorraine starsza, doświadczona. Belle młodsza, przed którą było jeszcze dosłownie wszystko. Pomimo tego wszystkiego co się obok niej działo. Pomimo tych wszystkich zajęć jakimi się poświęcała, pomimo wychowywaniu dzieci i czynnemu działaniu w zakonie zawsze znajdowała czas by oddać się spokoju jaki miały podczas ich spotkań. Prawdopodobnie zdawała sobie sprawę z tego, że dla Bell lepiej jest grać kogoś innego niż dać się poznać innym ludziom. Często to naiwność doprowadzała nas przykrych doświadczeń. Zawodów. Kiedy możemy być kimś innym, nie musieć martwieć się zranieniami… dlaczego mielibyśmy z tego nie skorzystać? Jednak wcale to nie było tak piękne jak mogło się wydawać. Gdzieś po drodze jesteśmy w stanie stracić samych siebie, a  po tej stracie możemy nie być już w stanie wrócić do tego co było. Nie chciałaby tego dla swojej przyjaciółki. Zasługiwała na coś lepszego w życiu tylko musiała poczekać aż to lepsze w końcu do jej życia zawita. Wzruszyła delikatnie ramionami. Może była przewrażliwiona? W końcu musiała taka być przy dwóch wiecznie biegających rudowłosych skarbach. Piasek chociaż na wierzchu był ciepły to kiedy zanurzyła w nim nogi aż podskoczyła podchodząc do kobiety. Kącik ust uniósł się jej w uśmiechu. - Widzisz? Nie jestem w stanie pamiętać o wszystkich przestrogach jakie los stawia nam na drodze. - mruknęła z uśmiechem chociaż w jej głosie brzmiała poważna nuta. - Może powinnam je wszystkie spisać? Może wtedy ludzie w końcu zobaczyli jak ich życie może się zmienić. Bez ciągłego pecha i nieszczęścia. - powiedziała, a w jej oczach pojawiły się dwa psotne chochliki. Zaraz machnęła na to ręką. Jakby nie miała już za dużo rzeczy, którymi powinna się zajmować. Lorraine ruszyła za przyjaciółką i również zanurzyła nogi w ciepłej jak na tę porę roku wodę. Uśmiechnęła się szeroko i objęła aktorkę ramieniem. Pokiwała głową i parsknęła śmiechem. - Nie śmiej się ze mnie, Cattermole. A co ma mówić o muszelkach? Muszelki do muszelki. Są zwiastunem podróży i nie przyniosą ci pecha. - dodała przytulając do siebie kobietę zaraz się odrywając od kobiety i szukając wzrokiem jakiejś muszelki. Wiatr przyjemnie mierzwił jej włosy. - Co u ciebie, kochana? Nie widziałyśmy się chyba z rok… - mruknęła ze smutkiem w głosie.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Plaża   07.05.17 13:20

Dla Belle znajomość z Lorraine zawsze była czymś nieocenionym, co należało pielęgnować jak najcenniejszy skarb. Bo tym właśnie było - klejnotem, chowanym przez młodą aktorkę w najgłębszych zakamarkach serca. Nie wyobrażała sobie tego czarno-białego świata bez blondynki, która dzierżąc w ręku niewidzialny pędzel, potrafiła nadać rzeczywistości barw. Pozostawało jej jedynie dziękować losowi, że podczas ich pierwszego spotkania popchnął Cattermole do otworzenia się przed nieznajomą. Podpowiedział, by chwytając jej delikatną dłoń zaprowadzić do swojego małego świata, w którym tamta zagościła już na zawsze. Stała się tym samym dla niej jak siostra i swego rodzaju przewodnik po szlacheckim świecie pełnym etykiety i zasad. Z początku brązowowłosa nie potrafiła wyjść z podziwu dla tamtej, że w tak doskonały sposób odnajduje się w świecie, do którego, według Belle, nie do końca pasowała. Wyraźnie wyróżniała się pośród tych wszystkich dumnych sylwetek, wywyższających się przez sam fakt szlachetnego pochodzenia. Ich sposób bycia nie był obcy dziewczynce - dostrzegała go u własnej matki, która została jednak wykluczona z tego grona, wychodząc za mąż za czarodzieja jedynie krwi czystej.
- Ależ naturalnie, że powinnaś - odpowiedziała, unosząc ku górze jedną brew. Starała się jednak ukryć rozbawienie, pozując na niezwykle przejętą poruszonym tematem. - Napisz książkę, a wtedy będziesz mogła ochronić przed pechem cały świat! Kochana, ja już teraz zamawiam z góry... no powiedzmy że na starcie dziesięć kompletów. Z pewnością będą idealnymi prezentami, bowiem zawsze nadarzy się jakaś okazja do obdarowania innych.
Belle nie do końca potrafiła uwierzyć we wszystko, co Lorraine mówiła o sytuacjach przynoszących pecha bądź szczęście. Naturalnie pośród tej długiej listy znalazły się te, w których widziała swego rodzaju zagrożenie i starała się zapobiegać. Były to jednak nieliczne pozycje, bowiem większość wydawała się nie mieć realnego przełożenia na rzeczywistość. Ze względu na relacje z kobietą nie omieszkiwała jej więc kilkakrotnie zaznaczyć swój stosunek, starając się jednak robić to w sposób miły, nie prześmiewczy.
- Ah, czyli ja gdzieś wyjadę? - mruknęła cicho, odwzajemniając gest przyjaciółki. Zaraz po tym schowała znalezisko do kieszeni spódnicy. Po tym przeniosła wzrok w kierunku horyzontu, gdzie niebo spotykało się z niebem. Czuła, jak wiatr targa jej włosy, ułożone w luźny, wręcz niedbały kok, z którego gdzieniegdzie uwalniały się niesforne kosmyki.
- Cóż mogę powiedzieć... Moje życie to nieskończone akty i sceny pełne przeróżnych wątków i zwrotów akcji! Z przyjemnością bym ci o tym opowiedziała, lecz podejrzewam iż za wiele moich czynów otrzymałabym matczyną burę! - mówiąc to nie patrzyła na kobietę, lecz na piasek, po którym chodziła w kółko przyglądając się, jak ten wchłania jej bose stopy. W pewnym momencie okręciła się wokół własnej osi, po czym zatrzymała się i przeniosła wzrok na przyjaciółkę ze skrzącymi się oczami. - Ale ostatnio byłam w jednych z tych... poetycko przeze mnie nazywanych, nocnych lokalach! Ah, jak bardzo żałuję, że nie mogę Cię tam zabrać ze sobą! Ten widok tych wszystkich ludzi pochłoniętych w tańcu, zatraconych muzyce, która roznosi się po pomieszczeniach... To jest coś niesamowitego, a przy tym znacznie różni się od tego, co tańczymy podczas przeróżnych bali szlacheckich. Jeśli chcesz mogę Ci pokazać!




But are we all lost stars trying tolight up the dark?
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Plaża   14.05.17 22:29

Lorraine doskonale zdawała sobie sprawę ze swojej inności. Tego, że miała coś co dla innych było możliwe, że niepoważne albo nawet i szalone, ale przecież każdy żyje według wyznaczników jakie nadaje sobie na samym początku życia. Może ma to związek z naszymi przeżyciami. Może z ludźmi, którymi się otaczamy. Może z umiejętnościami. Tak naprawdę każdy żyje wśród swoich własnych przyzwyczajeń i swoich własnych dziwactw jakie by one nie były. Lorraine lubiła ten stan; poczucie kontroli. Wiedziała, że wszystko co robi ma sens. Kierowała się przeczuciem. Często intuicją mieszającą w jej decyzyjności. Istniało w końcu mało rzeczy, które naprawdę potrafiły wytrącić z równowagi. Sprawić, że zagubiona kompletnie nie potrafiła podjąć jakiejś racjonalnej decyzji czy kroków i chociaż to akurat wynikało z doświadczenia życiowego jakiego nabrała przez ten czas to i tak te wszystkie rzeczy, którymi się kierowała ciągle pozostawały. Piękne i żywe. Uśmiechnęła się na słowa przyjaciółki bo chociaż brzmiało to irracjonalnie to obie doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że blondynka była do tego zdolna. Pokręciła zaraz jednak głową. - Pomyślę o tym jak tylko napiszę w końcu książkę o znęcaniu się nad stworzeniami i łamaniu ich praw niemalże w każdym rezerwacie w całej Wielkiej Brytanii. Po tym jednak mogę stracić trochę w oczach arystokratów. - roześmiała się chociaż wszystko co powiedziała było prawdą. Lorraine pochodziła z rodu ceniącego szczerość i sprawiedliwość. Jej ojciec jako członek Wizengamotu robił wszystko by w ich świecie dominowała uczciwość. Arystokratka także podzielała słowa swojego ojca i dążyła do tego by działać w równym stopniu co jej ojciec. Była jednak kobietą i jej prawo do głosu było mocno ograniczone. Oczywiście jeżeli byłą czegoś pewna nie bała się o tym mówić, ale jako szlachcianka wiedziała, że najpierw musi zamilknąć by dopiero później móc mówić. Przez to, że jej ojciec był tak dobry w swoich fachu zaczęła przyglądać się nie tylko ludziom i ich prawom, ale także i stworzeniom, które przecież też takowe posiadały. To nie było proste. Walczyć o tych, którzy nie mieli swojego głosu, ale chciała to robić. Wiedziała, że ma do tego potrzebną charyzmę. Wiedziała, że potrafi. Patrzyła jak tkaniny jej sukni delikatnie łączyły się z wodą. To był piękny dzień. To jest piękny dzień. Blondynka na pytanie przyjaciółki zastanowiła się przez chwile. - Tak albo to ktoś przyjedzie do Ciebie. Oczekujesz kogoś? - zapytała. Chyba musiała wiedzieć, że zadając to pytanie uzyska prawdziwą i szczerą odpowiedź? Lorraine była typem człowieka, który nie uznawał pytań retorycznych chociaż te często jej samej się zdarzały. Odłam hipokryzji, który akceptowała, albo nawet nie zdawała sobie z niego sprawy. Blondynka skupiła się na twarzy przyjaciółki gdy ta zaczęła mówić. Lorraine miała wrażenie, że widzi zmęczenie. Może lekkie zawieszenie. Znały się już tak długo, że arystokratka bez trudu wyłapywała zmiany w twarzy przyjaciółki nawet jeśli ta była niesamowicie zdolną aktorką. Kobieta chciałaby o wszystkim powiedzieć i o wszystko zapytać, ale wiedziała, że to wcale nie jest takie dobre. Czasem trzeba było ciszy, milczenia. - Prędzej czy później ją ode mnie dostaniesz. Odwlekasz nieubłagane i miej tego świadomość. - martwiła się. Ciągle się martwiła. O swoich bliskich, o przyjaciół, o ludzi i o zwierzęta. Widocznie zamartwianie się miała we krwi i nie potrafiła tego nie robić, ale z drugiej strony w końcu skoro miała powód to jak miała tego nie robić? Gdyby tylko mogła zrobić coś co przyniesie szczęście i spokój wszystkim jej bliskim zrobiłaby to. Poświęcenie także leżało w jej naturze. Kącik ust drgnął jej w uśmiechu. - Musiałabyś porobić zdjęcia! Wątpię, żeby Archiemu spodobało się w takim miejscu chociaż… on mnie zaskakuje codziennie. - jako szlachcianka miała ograniczone pole poruszania się. A już szczególnie przez fakt, że była mężatką. Niezbyt żałowała, że nigdy nie była w takim miejscu bo zawsze kojarzyło jej się to w zły sposób, ale to jak opowiada o tym Belle sprawia, że Lorraine ma ochotę jeszcze dzisiaj się tam udać.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Plaża   01.06.17 16:59

Belle szczerze podziwiała Lorraine, chociaż nie zwykła mówić tego na głos. Nie łatwo jest być przykładną szlachcianką, żoną, matką, a przy tym znaleźć czas na podążanie ścieżką własnych ideałów. Wydawać by się mogło, iż jest to wręcz niemożliwe, a jednak lady Prewett była żywym przykładem iż można dokonać wszystko jeśli tylko miało się wystarczającą siłę woli i z pewnością odpowiednich ludzi obok siebie. A taką był jej mąż. Cattermole niejednokrotnie zwykła mówić przyjaciółce, iż ich historia miłosna jest na tyle prozaiczna, że wręcz godna opisania i wydania w formie książki. Z pewnością wielu czytałoby to z ogromną przyjemnością, a w tym gronie znalazłaby się i sama Bella, aczkolwiek ona miała zagwarantowane relacje z tak zwanej pierwszej ręki. Może pewnego dnia Lorraine pozwoli jej to wszystko opisać? Belle bowiem także chciała wydać książkę. Była pisarką, a opowiadanie historii stanowiło jej zawód. Kiedy jednak brała się za pisanie, nigdy nie potrafiła dokończyć. Problemem zazwyczaj było zakończenie czy zwroty akcji - kobieta miała wiele możliwości i ku jej rozpaczy każda wydawała się być idealna. Łatwiej więc było pisać o czymś, co już się wydarzyło, bowiem nie było możliwości zmiany historii.
- Nie i mam nadzieję, iż nikt mnie nie odwiedzi - odpowiedziała, gwałtownie się zatrzymując. W głowie nagle pojawił się istny tum ciotek spokrewnionych z jej matką. Wizja ta wyraźnie ją przeraziła, nienawidziła spotkań rodzinnych, bowiem te zawsze równały się dla niej z istnymi katuszami, nieskończonymi pytaniami o plany na przyszłość i szlachciców, z którymi ostatnio miała styczność. Po istnym przesłuchaniu zaś miała możliwość wysłuchać o niekończących się zaletach jej kuzynek bez skazy i kuzynów, którzy są zbyt doskonali na związek z czarownicą o zaledwie czystej krwi. To ostatnie było dla niej najmniej przykre, lecz i tak niemiło się tego wszystkiego słuchało. Na szczęście ostatnimi czasy rodzina nie miała czasu na odwiedziny, co jednak było zwiastunem jednego - końca tej przerwy.
- Poczekajmy aż zrobię coś tak dobrego, że zakryje to wszystkie moje grzechy i grzeszki - odpowiedziała, wciąż nie udzielając jednoznacznej odpowiedzi. Wolała jej unikać i wiedziała, iż Lorraine to wie. Miała jednak nadzieję, iż dzisiaj nie będzie naciskać, a jedynie zaakceptuje te wykrętne zdania. Kiedyś w końcu usta jej się otworzą, lecz to nie był ten dzień.
- Jak kiedyś kupię sobie aparat, to Ci zrobię - odpowiedziała z uśmiechem. - Zdjęcia jednak nie oddadzą rzeczywistości, a tam gdzie się czasami udaję jest dość ciemno... Ale przecież zawsze twój mąż może nam towarzyszyć! Z przyjemnością go przygarnę do naszego małego grona.
Zachichotała cicho. Wizja ich trójki w jednym z nocnych lokali była iście komiczna, a powodem tego była rudowłosa postać męska. Lord Prewett tam nie pasował, a i Lorraine z pewnością wyróżniałaby się na tle innych. Belle miała podobnie, lecz zdążyła się już przyzwyczaić. Gdy przekraczała próg jednego z klubów, gubiła etykietę wpajaną przez matkę, co tamta ostatnio dostrzegła.
- Czy uważasz, że czasami zachowuję się mało szlachecko? - spytała nagle, myśląc o rodzicielce. Przykucnęła, sięgając po kolejne muszelki, które udało jej się dostrzec w piasku.





But are we all lost stars trying tolight up the dark?
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Plaża   07.06.17 8:56

Lorraine nie wierzyła w istnienie ostatecznej ścieżki. Ludzie dążyli do ideału, który był tak zmienny, że właściwie wcale nie istniał. To było w pewien sposób męczące, może nawet i przykre. Ciągłe gnanie za czymś co nie dość nie chce do nas dołączyć to jeszcze jak dym ulatuje nam w dłoniach. Szlachcianka zdała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę wcale nie chce być idealna. Zaczęła zauważać piękno w chaosie, nieprzemyślanych decyzjach i szaleństwie. Od razu przed oczami stawały jej misje zakonu, które przecież były dalekie od szlacheckiej etykiety i nawet jeżeli czasami łapała się na poprawianiu szczegółów zgodnie z wychowaniem jakie odebrała to i tak uczyła się kochać takie życie. To wszystko dał jej Archie, który choć nie znał jej wcale postanowił oddać jej swoje serce i zaprosić do swojego niepoukładanego życia. Nawet w jej myślach brzmiało to nierealistycznie. To się nie zdarza. Ślub dwójki arystokratów głównie z uczucia, a nie z obowiązku. Nie musieli martwić się o zakazaną miłość, mieli dwójkę najpiękniejszych dzieci na świecie i całą czarodziejską ziemię do odratowania, ale to było ich własne spełnienie marzeń. Blondynka chciałaby tego samego dla przyjaciółki. Odkąd się poznały Lorraine traktowała ją jak młodszą siostrę. Dbała o nią, pilnowała jej etykiety i wprowadzała na salony. Pokazywała jej świat, który zachwycał, ale nigdy nie pozwoliła jej całkowicie się w nim zanurzyć. Zawsze musiała istnieć chwila na głęboki oddech. Parsknęła śmiechem. - Gościnna jak zawsze. - i chociaż jej głos zabrzmiał twardą nutą to była w nim także miłość. Szlachcianka wiedziała, że ludzi jest łatwo kochać. Ludzie byli wszystkim w świecie, który aż prosił się o zmianę. Można było ich kochać, ale z łatwością można było też ich nienawidzić. Przez wzgląd na ścieżkę jaką sami jesteśmy w stanie wybrać. Ludzi było łatwo kochać, ale ci ludzie równie łatwo mogli nas ranić. Jednak Lorraine miała wokół siebie takich, którym mogła ufać w stu procentach. Którzy by jej nie zawiedli. Westchnęła. - Nie mamy aż tyle czasu, Bell. Pamiętaj, że jestem lekko starsza. - dodała spoglądając na ukryte w piasku stopy. Chociaż piasek o tej porze roku nadal był zimny to i tak była to dla niej ulga po przykrej zimie. - Może kiedyś to na nim wymuszę. Wiesz… taki małżeński mini szantaż. Tylko najpierw musi coś przeskrobać. - zaśmiała się. Prawdopodobnie to co inne kobiety potraktowałyby za przeskrobanie, Lorraine traktowała głośnym śmiechem. Nie potrafiła się gniewać, a nawet złościć, a jeśli już to musiała mieć na to prawdziwy powód. To, że wyglądała jak anioł wcale nie wrzucał jej aureoli na głowę. Potrafiła zawalczyć o swoje, a to także było mało szlacheckie. Spojrzała na przyjaciółkę ważąc przez chwile jej słowa. - Nie uważam, żeby tak było. Oczywiście, że są zasady, które wymagają od nas sztywnego przestrzegania, ale przecież… nikt nie powiedział, że od czasu do czasu nie możemy zostawić ich samym sobie. Co to za życie by było? Złożone ciągłego podążania? Zasady istnieją by je naruszać. - dodała.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Plaża   10.06.17 22:44

Belle umiała dostrzegać piękno w małych rzeczach, drobnych. Nauczyła ją tego sztuka, która od zawsze stanowiła jej życie; sprawiła, że patrzyła na świat w inny sposób, co bardzo jej odpowiadało. Doceniała to, że idąc przez życie umiała zatrzymać się przy pozornie błahych sprawach i zachwycić się nimi, ale też i czasami wzruszyć. Zwykłe słowa zaś nauczyła się ubierać w liczne ozdobniki, nadające jej wypowiedzi nieco innego, czasami wręcz poetyckiego charakteru. Kroczyła przez czas nieco wolniej, starając się dostrzec coś, co inni pomijają. Nazywała to ukrytym pięknem, które było prawdziwą sztuką. Zaś siebie, co nie miało nic wspólnego z brakiem skromności, potrafiła nazwać prawdziwą artystką. I myśląc tak nie miała na myśli bycia prekursorem czy stanowić ideał, którego dzieła należało podziwiać, a właśnie sposób, w jaki kultura wpłynęła na nią i co Belle razem ze sztuką stanowiła. A stanowiła z nią jedność, bez której nie potrafiła wyobrazić sobie swojego życia. A sztuka przecież nigdy nie miała swojego ustalonego ideału, prawda? Naturalnie pojawiały się te tymczasowe, lecz z czasem zmieniały się konwencje, a zatem też i wzory, które ludzie naśladowali. Cattermole podobnie patrzyła na świat, lecz w kwestii szlacheckiej miała z tym prawdziwy problem. Głównym powodem takiego stanu rzeczy była jej matka, w głowie której istniała postać jak ze snu, którą chciała uczynić swoją córkę. I chociaż już na starcie czekał ją zawód, to ta się nie poddała i dalej uparcie dążyła do ukształtowania jedynaczki. Chciała uczynić ją tym, kim sama nigdy nie mogła być z powodu swojego wyglądu oraz tego, że była najmłodsza. Już od najmłodszych lat pani Cattermole nie było dane osiągnąć chociaż w połowie tak dużo, jak jej siostrom. To prawdopodobnie było powodem faktu, że Belle nigdy nie doczekała się rodzeństwa, które mogłoby ją przyćmić bądź które ona mogłaby uczynić gorszym. Poza tym o wiele trudniej jest się skupić na dwójce - lepiej jest posiadać jedno dziecko i skupić się na nim w całości. To jednak nie uczyniło z matki Belle rodzicielki idealnej, a wręcz przeciwnie. W oczach córki ta poległa również i na tym polu.
- Spokojnie babciu - odpowiedziała, uprzednio jednak się szczerze śmiejąc. Po chwili ruszyła z powrotem w stronę morza. Zanurzyła stopy w wodzie, czując jak po jej plecach przebiega zimny dreszcz. - Nie mam zamiaru rozrabiać przez całe życie.
Wiele złych rzeczy, które uczyniła, wynikało z jej złego nawyku do kłamania. Belle nie miała na celu krzywdzić ludzi, nie pragnęła tego. Jednakże jej sposób patrzenia na świat automatycznie rzutował też na sposób, w jaki postrzegała wiele sytuacji. Ona nie widziała w nich nic złego, inni zaś najwyraźniej patrzyli na to w zupełnie odwrotny sposób.
Uśmiechnęła się w stronę przyjaciółki, słysząc jej słowa. Jej obawy powoli znikały, zazwyczaj tak było w podobnych rozmowach z Lorraine. Jeżeli Belle była czegoś pewna to właśnie tego, że u lady Prewett zawsze może szukać pocieszenia, ale i szczerości.
- I mówi to przykładna lady Lorraine Prewett - odpowiedziała jednak nieco bardziej zadziornie, uśmiechając się szeroko. Po chwili kopnęła wodę tym samym ochlapując przyjaciółkę.




But are we all lost stars trying tolight up the dark?
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Plaża   12.06.17 9:28

Lorraine od dziecka znała wszystkie swoje obowiązki. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy by którykolwiek zignorować. Matka wzięła sobie za punkt honoru wychowanie szlachcianki, która budziłaby podziw i zazdrość. Blondynce to nie przeszkadzało. Została tak wychowana i wkrótce marzenia matki o idealnej córce przeniosły się na marzenia Lorraine o idealnym życiu. Chociaż znała presję prawdopodobnie nie była to taka presja jak w przypadku Bells. Kobieta zawsze musiała dawać z siebie więcej bo tylko to więcej było akceptowane w świecie nietolerancji i egoizmu. Dlatego właśnie Lorraine cieszyła się, że to właśnie ona te kilka lat temu pokazała jej ten świat. Może trochę z własnego egoizmu bo w innym wypadku nie miałaby tak cudownej przyjaciółki u swojego boku, ale z drugiej strony szlachecki świat niósł ze sobą wiele dobry, ale i wiele złych wzorców. Przykrych. Krzywdzących. A z racji tego, że blondynka traktowała ją jak młodszą siostrę nie mogłaby patrzeć jak to wszystko co złe i mroczne pochłania jej wątłe ciało i piękny umysł. Szlachcianka zawsze powtarzała, że najważniejsi są ludzie. Każde społeczeństwo to przecież ludzie. Nie byłoby szlachectwa gdyby nie istnieli ci, w których żyłach płynęła najczystsza krew. Nie istniałyby wojny gdyby to ludzie tak bardzo się ze sobą nie różnili. Gdyby nie było tak, że jedni bardzo pragną władzy, a inni zwyczajnego spokoju. Wojna częściej mąciła jej w głowie w ostatnim czasie. Dużo się działo, a ona nie lubiła nie mieć na coś wpływu. Robili co mogli i jak zwykle dawali z siebie wszystko, ale jednak to nigdy nie wystarczało. Czasem myślała, że to przez to, że są zbyt dobrzy. Że chcą ratować świat najlepiej jak się tylko da. Lorraine potrafiła walczyć, miała też naturę, która pozwalała jej działać nie znowu tak delikatnie jakby się to wszystkim wydawało. Dla swoich bliskich była gotowa do największych czynów nawet jeśli nie były one takie najlepsze. Wyrzucając te ponure myśli z głowy spojrzała na przyjaciółkę i uśmiechnęła się do niej szeroko. - Jasne… - zaczęła kręcąc głową. - Znam cię zbyt dobrze by wiedzieć, że nawet jak już na twojej głowie zalegnie siwizna, a na czole pojawią się pierwsze zmarszczki dalej będziesz największym rozrabiaką. - zaśmiała się nie mogąc sobie nawet wyobrazić przyjaciółki w takim wieku. Ona zawsze miała być dla niej piękna i młoda. - Ja to już wtedy prawdopodobnie nie będę żyła. - dodała ze wzruszeniem ramion. Czasami nie czuła, że ma już dwadzieścia dziewięć lat. Czasami wydawało jej się, że dalej jest tylko uczennicą Akademii. - O nie nie nie, kochana. Proszę nie mylić przesądów z zasadami. Przesądy mają chronić cię od złego, poprawiać jakość życia. A zasady? To często widzi mi się jakiegoś… - nie skończyła bo chluśnięcie wody skutecznie odebrało jej mowę. Mordercze spojrzenie jakie rzuciła kobiecie zwiastowało zemstę. Rzuciła się w stronę przyjaciółki i nabierając wody w dłonie chlusnęła jej w twarz.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Plaża   12.06.17 17:44

Na początku Belle nienawidziła szlacheckiego świata, dostrzegając w nim źródła więzów, które ją krępowały. Patrzyła na czarodziejów błękitnej krwi, również tych małych, i widziała w nich jedynie wady, które ją odpychały. Wszystko co szlacheckie postrzegała jako karykaturalny obrazek. Nie rozumiała tego świata, a i nawet nie chciała obawiając się, że tym samym stałaby się jego częścią. Ten surowy osąd zaczął się jednak zmieniać dzięki Lorraine, której postać przypominała gwiazdę samotnie jaśniejącą na ciemnym, nocnym niebie. Była niczym światło w ciemności, które zaczęło zmieniać jej punkt widzenia. Naturalnie nie odbyło się to gwałtownie, był to proces stopniowy, dzięki któremu ponury świat arystokratów stał się o wiele milszy. Cattermole dostrzegła, iż wiele wcześniej negatywnie ocenionych przez nią osób, cechuje dobro, którego uparcie nie chciała wcześniej dostrzec. Wszystko to - pokazanie szlacheckiego świata, nauczenie się go i stanie się poniekąd jego częścią - zawdzięczała Lorraine. Belle mogła być tylko dumna z przyjaźni jaka ją łączyła i dbać o nią, by tak mogła trwać wiecznie. Szczególnie niesamowite było to, iż więź je łącząca była w każdym stopniu prawdziwa, a przez to o wiele piękniejsza niż te przedstawiane w książkach czy opowieściach. Oby dwie cieszyły się ze swoich sukcesów, smuciły porażkami lub służyły radami, gdy było to konieczne. Przy tym wszystkim Belle nigdy nie musiała udawać, co wbrew pozorom nie było łatwe. Zazwyczaj grała, a może bardziej zakładała maski. Przy Lorraine jednak nie musiała tego robić albo raczej po prostu tego nie robiła, a przynajmniej nie w dużym stopniu. Wiedziała, że przyjaciółka chce dla niej szczęścia i tego, by Belle odnalazła siebie w świecie, w którym zawsze miała być inna. Tak najwyraźniej miało już być - Cattermole miała się wyróżniać przez sposób wychowania, pochodzenia i sposobu bycia.
Przewróciła oczami, oddalając od siebie podobne myśli. Zamiast nich zaś pojawiła się próba wyobrażenia siebie w lustrze z siwymi kosmykami i zmarszczkami zdobiącymi jej twarz. Belle uważała siebie za osobę o dużej wyobraźni, lecz nie łatwo jej było wyobrazić siebie w podobny sposób. O wiele łatwiej jednak było jej dostrzec Lorraine jako starszą wersję jej samej.
- Proszę Cię! My będziemy wiecznie młode i piękne! - odpowiedziała ostatecznie, odrzucając od siebie myśli o starości. Co jakiś czas próbowała wyobrazić sobie swoją przyszłość, ciekawa w jakim kierunku potoczą się jej losy. Teraz jednak nie była to odpowiednia chwila. - Poza tym jesteś ode mnie starsza tylko o dziewięć lat a nie czterdzieści dziewięć czy pięćdziesiąt dziewięć...
Pokręciła głową, przewracając oczami. W podobnych momentach, w których Lorraine nawiązywała do tego, iż jest starsza, Belle czuła się jak małe dziecko, co było dość zabawne, bo w końcu była od niej wyższa. Jak się okazało jednak nie aż tak silniejsza bowiem pocisk wodny pokierowany w jej stronę był dość imponujący i niezwykle celny. Belle pisnęła czując zimną ciecz na twarzy. Nie miała zamiaru pozostawać lady dłużna i ani się obejrzały, a niewinny psikus zamienił się w istną bitwę. Jej finał nadszedł jednak dość szybko, bo oni się obejrzały, a oby dwie były całe przemoczone i z pewnością zmarznięte. W pewnym momencie Cattermole zaczęła do tego głośno szczękać zębami jednocześnie śmiejąc się. Kobietom nie pozostawało nic jak udać się do ciepłych komnat lady Prewett, w których mogły się wysuszyć i ogrzać.

|ztx2




But are we all lost stars trying tolight up the dark?
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Plaża   19.07.17 0:04

Archibald potrafił ją rozbawić jak nikt inny. Wiedział, co powiedzieć, jak się zachować. A może to kwestia tego, że po prostu bardzo swobodnie się przy nim czuła. Spokojnie i obojętnie na wszystko dookoła. Nie powiedziałaby tego na głos - kodeks młodszej siostry tego zabrania - jednak bardzo cieszyła się z takiego brata. Miał w sobie coś szczególnego, czego nie potrafiła określić, a co odrywało ją nie raz od szarości świata.
Ta jednak była w tej chwili zbyt wyraźna i zbyt przerażająca. Kiedy opuścili przyjemne kąty kawiarni, znów znaleźli się na Pokątnej, skąd teleportowali się na plażę. W Julii siedział wciąż temat, którego nie chciała poruszać w miejscu publicznym, tereny należące do rodziny wydawały się... bardziej rozsądne.
- Wiesz, upór to nasza cecha rodowa, stale to powtarzam. - stwierdziła w odpowiedzi na anegdotkę, dotyczącą akurat Miriam. Wspomnienie dzieci zawsze ją rozczulało. Tych konkretnych dzieci, Julia wcale nie uwielbiała wszystkich kilkulatków.
Zaraz jednak odetchnęła i spojrzała na brata. Ile głupot które popełniła usiłował jej wybijać z głowy? A jednak o każdej wiedział. Czasem miała wrażenie, że Archie czyta w jej myślach, odnalazł jakiś sekretny kod do odczytywania jej gestów i spojrzeń. Był jedyną osobą, która potraktowała poważnie jej gadanie o animagii, na tyle poważnie by uwierzyć, że ona na prawdę to robi nawet kiedy sama przestała mówić, a udawała zajętą innymi sprawami. Próbował ją odciągać od quidditcha, kiedy jej upór dawał o sobie znać w wyjątkowo głupi sposób.
Przez chwilę zastanawiała się, czy znowu wie, co chodzi jej po głowie, choć było to raczej mało realne. Uśmiechnęła się, choć tym razem niezbyt wesoło.
- Boję się. - powiedziała wprost, nie przejmując się tym, że zaczyna całkowicie oderwany temat. Doskonale wiedziała, że Fluwiusz także nie w pełni odrywa od niego myśli nawet, kiedy się stara.
Idąc w dość cienkich butach czuła jak jej stopy lekko uginają się pod piaskiem. Oddychała świeżym powietrzem, wdychając zapach morza. Uwielbiała to miejsce.
- Pamiętasz, jak oglądaliśmy tu mugoli szykujących się do bitew? - wiedziała, że pamięta. - Chciałam podejść i o wszystko wypytać. Wyglądało jakby szykowali się do czegoś obojętnego. Śpiewali, palili ogniska, pili, grali w karty. Wiedzieli, że za chwilę będą ryzykować życie, a jednak w tej chwili ich życie pozorowało normę. I te dziwne urządzenia...
Zmarszczyła lekko brwi. Do dziś niewiele wiediała o mugolach i tym, czym posługują się w walce. Wszystko wydawało jej się na swój sposób fascynujące dzieciom, które nie miały pojęcia, co tak na prawdę oznacza słowo wojna.
- A teraz jesteśmy jak oni. Tylko nasi przyjaciele walczą, a my czekamy. - zacisnęła usta. Martwiła się. Bała. Co by zrobiła, gdyby ktoś z jej bliskich nie wrócił? Nie wyobrażała sobie, że Archibald miałby ruszyć. - Nie powinniście z Lorraine... - odetchnęła. Ona była samotna w nieemocjonalnym sensie tego słowa. A oni? Pełna rodzina? Kiedy myślała o tym, że Miriam i Edwin mieliby pozostać bez rodziców, czuła jak robi jej się niedobrze z nerwów.
- Walczycie o lepszy świat dla dzieci, ale one potrzebują świata w którym jesteście. - czuła, że wchodzi na tory, na które wchodzić nie powinna. Znów spojrzała na brata. Mówiła poważnie, choć wcale nie ten temat zamierzała przecież zacząć. Odwróciła spojrzenie na wodę. Wiatr był dość silny, a jej włosy odprawiały na nim płomienny taniec. Za chwilę będzie wyglądała jakby ptaki uwiły sobie gniazdo na jej głowie, jednak nie zamierzała się tym teraz martwić.
- Nie masz czasem wrażenia, że nie wykorzystujemy wszystkich możliwości?
Spytała. Nie wiedziała, czemu chce o tym rozmawiać. Wiedziała, że brat jej nie powstrzyma. A jednak czuła potrzebę pomówienia z nim.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   21.07.17 1:34

Teleportacja na plażę była słusznym pomysłem. Archibald dobrze czuł się w kawiarni, nawet jako wielki przegrany, lecz tamten lokal wciąż pozostawał miejscem publicznym. W miejscach publicznych nigdy nie można czuć się do końca swobodnie; zawsze trzeba zastanawiać się nad słowami i zachowaniem, szczególnie, kiedy w twoich żyłach płynęła szlachecka krew. Wtedy trzeba było jeszcze myśleć o swoim rodzie i dbać o jego reputację, choć w zasadzie reputacja Prewettów drastycznie spadała i prawdopodobnie już nic nie dało się z tym zrobić. Zdrajcy krwi, jeszcze trochę i takie miano zostanie im nadane na stałe, a przynajmniej do czasu wprowadzenia nowego porządku. Sam Archibald uważał swoich przeciwników za zdrajców krwi i nie mógł pojąć ich zachowania. Uważał, że to właśnie Prewettowie zachowują się jak prawdziwi szlachcice: kultywują czarodziejską tradycję, jednocześnie szanując bliźnich bez względu na ich status społeczny. Od nich, jako szlachciców, wymaga się więcej. I bardzo dobrze, tak powinno być, ale każdy arystokrata powinien wykorzystywać swój status i zatrważającą ilość galeonów na ulepszanie czarodziejskiej społeczności, na dbanie o jej rozwój, również kulturalny. Nie na mordowaniu niewinnych ludzi, tylko dlatego, że mają niemagiczną osobę w rodzinie. To było tak absurdalne i przerażające zarazem.
Zdziwiła go zmiana tematu, ale nie zdziwiły go jej słowa. Oczywiście, że się bała. On również się bał, Lorraine się bała, prawdopodobnie bał się każdy Zakonnik. Zmartwiło go jednak to nagłe stwierdzenie, wyraźnie będące wprowadzeniem do dalszych rozważań, do poważnej rozmowy, której w tej chwili się nie spodziewał. Zdjął więc buty razem z ciemnozielonymi skarpetami, chcąc poczuć wilgotny piach między palcami. Uwielbiał tą plażę, szum oceanu, nawet ten chłodny wiatr rozwiewający włosy. - Oczywiście, że pamiętam - odparł, nie do końca rozumiejąc dokąd ich prowadzą te wspomnienia. Zerknął na piętrzący się obok nich klif, przypominając sobie jak niegdyś stawał na nim razem z bliźniaczkami i obserwował tych dziwnych mugoli i ich jeszcze dziwniejsze sprzęty. Udawał wtedy mądrego, dużo opowiadał i tłumaczył, choć tak naprawdę nie miał większego pojęcia na temat wykonywanych przez nich czynności. Nie ciągnął jednak tego tematu, rozumiejąc, że jego siostra nie doszła jeszcze do sedna sprawy.
Czyli o to chodzi? - Nie, nie możesz tak o tym myśleć - powiedział z pełnym przekonaniem w głosie. - Nie możemy iść wszyscy na raz, ktoś musi zostać na posterunku - dodał, i choć to co mówił było oczywiste, czasami trzeba było to oczywiste wypowiedzieć na głos. Żeby przypomnieć, wmówić sobie, uwierzyć. - Och... - wyrwało mu się, kiedy temat rozmowy ponownie nieoczekiwanie zmienił tory. Na ten temat dyskutował już nie raz i nie z jedną osobą. Naprawdę nie miał siły po raz kolejny powtarzać tego samego. Nikt z nich nie posiadał dzieci, nikt z nich nie wiedział jak to jest. Mogli się jedynie domyślać, spróbować wejść w twoje buty, ale nie wiedzieli naprawdę. A prawda była taka, że posiadając dzieci jeszcze bardziej chce się walczyć. Ma się dodatkową motywację do działania, ogromną; Archibald nie był pewny czy by był aż tak skory do nastawiania karku gdyby nie one. Bo dla kogo miałby walczyć? Dla nieznajomych uciśnionych, owszem, teraz też poniekąd to robił, ale to zdecydowanie nie było to samo. - Już o tym rozmawialiśmy, nie chcę znowu tego rozdrapywać. To nasza wspólna decyzja, moja i Lorraine, już jej nie zmienimy. Proszę, odpuść - powiedział, spoglądając na siostrę ze zmęczeniem, ale i troską. Powinien już przywyknąć do ciągłego zamartwiania się innych o los jego rodziny, a jednak wciąż nie potrafił. Jego twarz rozświetliło chwilowe rozbawienie na widok długich włosów siostry, wijących się na wietrze w najróżniejsze kształty. - Mam cały czas - powiedział zgodnie z prawdą. - Cały czas mi się wydaje, że możemy lepiej i więcej, ale wtedy głębiej się nad tym zastanawiam i... Wiesz, wyobraźnia a rzeczywistość to jednak dwa sprzeczne światy - dodał, unosząc kącik ust w raczej smutnym uśmiechu.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Plaża   22.07.17 2:33

Julia dobrze się czuła z mianem zdrajcy krwi i jeśli ma ono oznaczać szlachtę która dąży do pokoju, spokojnej koegzystencji z mugolami i wzajemnego szacunku pozbawionego bezpodstawnego wywyższania się, zamierzała nosić je z dumą. Już jako mała dziewczynka poczuła niechęć do tytułu na który nie musiała zapracować, który został jej tak po prostu dany bez żadnego starania, żadnej walki: i tym większy wstręt poczuła w stosunku do osób, które się z nim obnoszą, które z racji tego, że lepiej się urodziły uznają się za lepszych od reszty świata.
Przystanęła na chwilę, kiedy Fluviusz ściągał buty. Przyglądała mu się. Rodzinne strony ostatnimi czasy przywodziły jej na myśl wiele wspomnień. W większości cudownych wspomnień. Gonitw po piasku, w których zawsze musiała przegrać, ale i tak rzucała się do kolejnej. Bólu w nogach - zmęczonych wysiłkiem. Wbiegania do wody. Obrzucania rodzeństwa śnieżkami i uciekania przed odwetem. Czasami w całym tym upływie czasu zapominała, że dla innych też wcale się on nie zatrzymał i, że człowiek, który przed nią stoi nie do końca jest już tym samym chłopcem.
- Wiem, że masz rację. Ale jeśli ktokolwiek nie wróci... - nie dokończyła myśli. Wiele osób bało się, że jeśli wypowie na głos swoje lęki, te staną się bardziej rzeczywiste. Julia zawsze była jednak dość bezpośrednia, być może zbyt bezpośrednia. Niekiedy było to niemal nie na miejscu, w tej chwili jednak nie miała ochoty owijać w bawełnę. Odetchnęła. - To realne, że nie wszyscy wrócą. - zmieniła poprzednie zdanie, by lepiej wyrazić co ma na myśli i utkwiła spojrzenie błękitnych oczu prosto w bracie. Zapewne już rozumiał przynajmniej jedną z rzeczy, myśli które błąkają się po jej głowie.
Domyślała się, jakie słowa otrzyma w odpowiedzi i brat jej nie zawiódł. Zawsze to samo, choć wiele razy z typowym sobie uporem wracała do tematu, znów go poruszała, znów dręczyła, Archibald także okazywał się pod tym względem uparty. Czy może raczej przekonany do swoich racji.
- One kochają was mocniej, niż porządek na świecie. Wy jesteście porządkiem ich świata. - spojrzała w jego oczy. Smutno, ponieważ nadal po jej umyśle błąkała się wcześniejsza myśl. Nie jest pewnym, że wszyscy wrócą z odsieczy. A po odsieczy nadejdą kolejne zadania. Tytuł Zakonnika to duże ryzyko.
Spróbowała złapać włosy w miejscu w którym związałaby je w tej chwili, gdyby miała czym. Po chwili jednak po prostu się poddała i poddańczym gestem opuściła ręce, pozwalając by wiatr przyjął na tych kilka chwil miano jej prywatnego fryzjera.
- Nie to mam na myśli. - odpowiedziała mu. Może odrobinę zdziwiona, choć odpowiedziała na jego uśmiech, choć na jej twarzy także nie malowała się wesołość. - Mówię o tym, że rezygnujemy z broni za którą chwytają nasi przeciwnicy.
Dodała wprost, zaraz znów ruszając przed siebie, choć raczej powoli, nie odwracając się do końca. Uważnie obserwowała reakcję Archiego ciekaw jego gestów, mimiki, tego co powie.
- Przyjęliśmy, że brutalne dziedziny magii są złe. A jednak skoro nasi przeciwnicy je znają, dlaczego chcemy odpowiadać im unieruchomieniem?
Zwolniła krok, nie odwracała spojrzenia od brata pilnując, by włosy nie zasłoniły jej twarzy na zbyt długo.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   06.08.17 21:16

Jeśli ktokolwiek nie wróci... ta obawa pojawiała się w Archibaldzie niemal każdego dnia. Starał się razem z Lorraine żyć normalnie, na tyle na ile pozwalała im skomplikowana sytuacja, ale i tak nie mógł całkiem się wyzbyć myśli o czyhających na nich zagrożeniach. I nie tyle na nich samych, a właśnie na ich najbliższą rodzinę i przyjaciół. Każdy z nich narażał życie, każdy z nich mógł wyjść i już nigdy nie wrócić - ta myśl momentami nie mogła mu dać spokoju, ale wiedział, że tak musi być. Że inaczej nie uda im się pokonać wroga i przywrócić porządku na tym świecie, że każda walka wymaga poświęceń. Nie był naiwny, zdawał sobie z tego sprawę, ale i tak nie mógł wyzbyć się obaw i ciągłego strachu. Wstawał rano do pracy, wracał wieczorem do domu, bawił się z dziećmi, spędzał czas z żoną - z pozoru wiódł całkiem normalne życie, uśmiechał się i żartował, ale z tyłu głowy cały czas pamiętał. - Nie wszyscy - westchnął, nie mając zamiaru mydlić siostrze oczu jakimiś kiepskimi pocieszeniami. Już dawno minęły czasy, kiedy była małą dziewczynką i kiedy musiał ją przed wszystkim bronić. I choć nigdy nie wyrasta się z roli starszego brata, byli już dorośli, a Procella przestała być małą dziewczynką.
- Wiem - powiedział z lekka rozzłoszczony. - Ale co mielibyśmy robić? Stać z boku, ładnie pachnieć, chadzać na wyrafinowane koncerty i czekać aż inni zrobią to za nas? - Zapytał czysto retorycznie, przecież Procella dobrze wiedziała, że nie byliby w stanie biernie się przyglądać tym wszystkim strasznym rzeczom, które działy się wokół nich. - Tu właśnie o Edwina i Miriam chodzi. Nie chcemy, żeby żyli w takim świecie - dodał, i choć te słowa mogły zabrzmieć patetycznie, to właśnie to miał na myśli. W tym konflikcie każda różdżka była istotna, inaczej druga czy trzecia siła mogły dojść do głosu, a wtedy Edwin i Miriam albo musieliby stać się stereotypowymi arystokratami albo sprzeciwiać się obecnemu porządkowi - tak czy inaczej nie mogliby wieść spokojnego życia, a przecież tego dla nich chcieli. - Nie zmienimy zdania - powtórzył jak mantrę, mając złudną nadzieję, że już nie będzie musiał więcej nikogo o tym przekonywać.
Przystanął, śledząc powoli oddalającą się siostrę, aż w końcu złapał za jej nadgarstek. - O czym ty mówisz? - Zaczął cicho, badawczo obserwując jej twarz. - Bo właśnie to nas od nich odróżnia - powiedział z wyraźnym zmartwieniem wymalowanym na twarzy; nie spodziewał się, że Julię kiedykolwiek nawiedzą takie myśli. - Nie bez powodu nie wolno posługiwać się czarną magią - dodał już spokojniej, puszczając jej drobną dłoń. - Ona jest niebezpieczna nie tylko dla ofiar, ale też dla tych, którzy jej używają - dodał, ale bał się, że jej nie przekona. W końcu nie znał się na tym, właśnie przez wspomniany wcześniej powód, ale jednak nie był wiarygodnym źródłem. - Nawet o tym nie myśl - ostrzegł ją, doskonale znając jej ośli upór. Parę lat temu mógł ją odwieść od niebezpiecznej nauki animagii, ale tym razem bał się o nią o wiele bardziej niż wtedy, nawet jeżeli obie rozmowy miały w sobie wiele analogii.


Powrót do góry Go down
 

Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Dzika plaża.
» Plaża
» Plaża niestrzeożona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dorset, West Lulworth, posiadłość Prewettów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17