Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pracownia alchemiczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Pracownia alchemiczna   14.04.17 14:05

Pracownia alchemiczna

Miejsce pracy Yvette, najbardziej zacienione w całym domu. Jest przeczulona na jego punkcie, dlatego nie pozwala wchodzić do pracowni absolutnie nikomu bez swojego towarzystwa. Trzyma tam przecież gotowe eliksiry, cenne składniki, mnóstwo uwag i zapisków alchemicznych w dziennikach prowadzonych latami. Pomieszczenie wietrzone bardzo regularnie, półwila pamięta też dokładnie co i gdzie leżało na półkach, dlatego każdą zmianę odkryje momentalnie.
Na gabinet nałożone jest zaklęcie Muffliato oraz Tenebris.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   06.08.17 17:56

23. kwietnia
W pracowni krzątała się tego dnia od samego rana, przygotowując się skrupulatnie do kolejnych zleceń i porządkując ingrediencje, by ułatwić sobie późniejszą pracę. Grupowała je, przed samym warzeniem konkretnych mikstur, ważyła na starej wadze, odmierzała, przeliczając każdą sztukę i układała razem, zapisując też przy każdym stosiku ewentualne braki - czasem coś zapodziewało się gdzieś i trzeba było uzupełnić zapasy. Zajmowała się tymi składnikami, które można było pokroić, rozdrobnić lub przetworzyć w jakikolwiek sposób, bez obaw o ich trwałość i właściwości podczas oczekiwana na ich kolej. Włosy związała ciasno, by nie przeszkadzały w pracy. Notatki walały się tu i ówdzie, ale nie zwracała na nie uwagi - były to niedobitki z poprzednich zamówień, a miała teraz zdecydowanie ważniejsze sprawy na głowie, w tym przybycie Jaydena. Zazwyczaj nie praktykowała podobnych form współpracy, starała się unikać zapraszania do domu obcych i trzymać formalności poza jego murami - tak było lepiej dla wszystkich. Pracownia była dla niej małą święątynią i wpadała w okropną złość, gdy ktoś wchodził tu pod jej nieobecność, bez pozwolenia. Jednak tym razem sprawa miała się nieco inaczej - musiała wygospodarować część ze swojego dnia na wykonanie roztworu wywołującego, ale nie zapowiadało się na to, by miała wystarczająco wiele czasu na dostarczenie go w jakiekolwiek miejsce - terminy niestety goniły i choć spodziewała się tego, miała mnóstwo pracy przed sobą. Wyłożyła z woreczka składniki, pamiętając o dołożeniu dwóch dżdżownic, których brakowało w tej małej dostawie. Jeszcze raz, tym razem już na wadze, skontrolowała, jak wiele uda im się z tego ugrać - wyglądało na to, że dobiją do trzech porcji eliksiru. Biorąc pod uwagę to, że wahała się między dwiema, a trzema - tym lepiej. Nieco przed umówionym czasem wyszła ze swoich podziemi, by zaczekać na gościa w salonie, gdzie mogła usłyszeć pukanie do drzwi. Poza oczekiwaniem na wywar, miał jej nieco pomóc w astronomii i miała szczerą nadzieję, że współpraca będzie owocna. Vane wydawał się... nierozgarnięty, ale nie wątpiła, że zna się na swoim fachu, skoro nauczał w Hogwarcie.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   08.08.17 21:57

Jeszcze raz zerknął na list, na którym ładnym, damskim pismem był zapisany adres, pod który miał się udać. Nie znał tej miejscowości i chyba miał się w niej znaleźć po raz pierwszy, bo nazwa nic mu nie mówiła. Był nieco znudzony wędrówkami dzięki sieci Fiuu, do tego brakowało mu świeżego powietrza. Co prawda JJ przebywał na zewnątrz praktycznie non stop, ale siedzenie chociażby pół godziny w pomieszczeniu dawało mu dziwne poczucie zamknięcia. Nie chciał tak po prostu wpaść do mieszkania panny Blythe, zapewne jeszcze brudząc wszystko naokoło. Nie spał tej nocy, wspominając spotkanie z Adlrichem w Trzech Miotłach. Było to dość skomplikowane widzenie się, chociażby z tego względu, że w pewnym momencie jego przyjaciel opacznie go zrozumiał i atmosfera spięła się wbrew woli Vane'a. Nie chciał, żeby ktokolwiek czuł się przez niego źle, a na pewno nie zamierzał w żaden sposób krytykować postawy McKinnona. Skłamałby, gdyby powiedział, że ten wieczór spłynął po nim bez wrażenia. Jayden był bardzo emocjonalną i uczuciową osobą, co wiązało się z tym, że każde, nawet najdrobniejsze sygnały świadczące o niechęci lub jakiegokolwiek innego złego działania wyczuwał od razu. Można by powiedzieć, że doszukiwał się problemów, ale wcale tak nie było. Chciał po prostu dobrze dla wszystkich bliskich mu osób. Tak rozmyślając, dotarł Błędnym Rycerzem do granic Londynu, a później miał się przenieść odpowiednim świstoklikiem w dyżurce, która wyglądała jak zrujnowana chatka na rozstaju dróg. Wraz z jeszcze jednym czarodziejem i dwójką nastolatków Jay złapał za złamaną część fletu, by dać porwać się charakterystycznemu wirowi, który początkowo nigdy nie był zbyt przyjemny. Zapewne miało minąć jeszcze kolejne trzydzieści lat nim miał się do tego dostosować. W końcu jednak w odpowiednim momencie puścił mały przedmiot i płynnie dotarł na stały grunt, który okazał się błotnistą drogą przy wielkim kościele.
- O, świetnie - skwitował, patrząc na swoje buty. Na szczęście nie skończył tak jak dwójka dziewcząt, które z nim się przenosiły. Aktualnie leżały po drugiej stronie drogi całe umazane błotnistą mazią. Trajkotały jak najęte i Vane zapewne zaoferowałby im swoją pomoc, ale gdy tylko go zobaczyły, pisnęły i uciekły, zasłaniając sobie twarze. Jayden zmarszczył lekko brwi i przejechał dłonią po twarzy. Nie miał aż tak wielkiego zarostu i nie przypominał trolla, więc dlaczego uciekły tak nagle? Nie mógł jednak stać tak wiecznie w miejscu, skoro na wieży kościelnej widział za piętnaście dziesiątą. Musiał poszukać wskazanego adresu, więc od razu zaczepił jakiegoś przechodnia. Nie wyglądał zbyt miastowo, ale zmierzył profesora spojrzeniem i wskazał mu drogę. W taki też sposób astronom znalazł się pod drzwiami domu panny Blythe. Zapukał dwa razy i czekał. Przeczesał dłonią włosy, po czym rzucił tylko zaklęcie czyszczące na swoje buty, żeby nie wnosić błota z ulicy. Jeszcze tego by brakowało...




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 16:15

Chwila przerwy od domowej pracowni alchemicznej dobrze jej zrobiła - spokojnie przekopywała się przez kolejne linijki książki - znów traktującej na tematy czysto astronomiczne, uważała bowiem, że więcej zdziała, gdy najpierw podszkoli się w tej dziedzinie osobno, dopiero później przekładając wiedzę bezpośrednio na warzenie eliksirów. Dzięki temu oszczędzała sobie niejasności, wiedziała, skąd co się brało, dlaczego dana rzecz nie współpracuje i nie działa według zamysłu - znała zwyczajnie ciąg przyczyn i skutków. Obiecywała sobie, że będzie to koniec błądzenia po omacku, choć to zapewne zdarzało się każdemu alchemikowi. Poza bogatym spisem zasad i najważniejszych prawd, tworzenie eliksirów polegało również na improwizacji, eksperymentach oraz domysłach, które należało jak najlepiej potwierdzić - oczywiście o ile podchodziło się do sprawy na sposób innowacyjny, bowiem do prostych przepisów nie trzeba było nic więcej poza odrobiną znajomości tematu i choć trochę sprawnych rąk.
Leniwie dokończyła zdanie, zanim uniosła wzrok w kierunku korytarza, słysząc pukanie. Książkę wzięła ze sobą, by mieć pewność, że dzisiejsi goście ojca - a konkretniej dzieci gości - nie zapodzieją ani nie zniszczą jej własności. Skierowała się do drzwi, by przywitać swojego nowego klienta i zaprosić go do pracowni.
- Witam - skinęła głową, neutralnym tonem wypowiadając krótkie powitanie, po czym odsunęła się z przejścia, otwierając drzwi nieco szerzej i zapraszając Jaydena gestem do środka. Zamknęła za nim drzwi. - Pracownia mieści się w piwnicy, proszę za mną - pokierowała, zmierzając już do schodów, którymi zeszli na dół. Z wieszaka znajdującego się tuż obok wejścia, wzięła swój fartuch, na który skierowała różdżkę. Nie miała tu gości zbyt często - preferowała raczej spokój, ciszę i samotność, dzięki którym mogła się skupić, gdy wykonywała skomplikowane zlecenia. - Geminio - fartuch otrzymał bliźniaka, którego natychmiast podała mężczyźnie.
- Przezorny zawsze ubezpieczony - rzuciła tylko w ramach wyjaśnienia - nie chcieli przecież, by ich ubrania nosiły na sobie ślady wywarów - potwornie ciężko było je usunąć - ani by zyskały niepożądane dziury. Poparzenia także się zdarzały.
Ustawiła kociołek na jednym ze stanowisk - choć wiele ich nie było - oraz umieściła obok niego przygotowane wcześniej ingrediencje. Woda powoli wypełniała niewielki gar.
- Pół godzinki i powinien być gotowy, piętnaście minut na ostudzenie i będzie można przelać go do fiolek - zapowiedziała.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 17:15

Jak już wcześniej wspominał, nie znał się najlepiej na eliksirach. Kontaktował się z ludźmi z innych dziedzin, gdy prowadził odpowiednie badania. Współpracował z całym sztabem, z całym legionem badaczy z różnych krajów podczas pisania swojej książki. Nie chciał, żeby jakikolwiek błąd pojawił się w tej publikacji. Chciał, żeby ludzie nie musieli się martwić o to, że młody, niespełna wtedy dwudziestopięcioletni publicysta nie wiedział, o czym pisze. Teraz wielkimi krokami zbliżał się czas publikacji jego kolejnego dzieła. Wcześniej jednak zbieranie informacji i danych szło znacznie łatwiej. Mógł się konsultować. Astronomowie z Aten, Sztokholmu czy wielu innych miast świata władali na tyle dobrze jego rodzimym językiem, by nie musiał się martwić o tłumacza. Niestety likwidacja Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów odbiła się znacznie na kontaktach z zagranicznymi kolegami. Nie tylko na granicach musiało być wszystko porządnie sprawdzane, ale jeśli się komuś coś nie podobało - nie przechodziło cenzury. I nieważne że dotyczyło to jedynie pracy naukowej. Robili problemy z niczego i potwornie się to odbiło na relacjach Jaydena z zagranicznymi korespondentami. Musieli spotykać się w takim razie na międzynarodowych konwentach, ale... No, właśnie. Przepływ informacji był tak znikomy, że ciężko było się dowiedzieć, kiedy dany zjazd miałby się odbyć i gdzie! Nawet wyjazd do rodziny poza granice Wielkiej Brytanii był brany ze zmarszczeniem nosa. Vane miał solidne informacje i nie tylko od innych astronomów, ale od dziadka, który wciąż szalał gdzieś w świecie i wiedział jak to wyglądało z zewnątrz. Była to starsza o czterdzieści lat wersja JJa, więc łatwo było mu dogadywać się z ludźmi i mieć szerszy pogląd na wszystko, co się działo. Większość nie miała dobrego zdania, czując, że po zupełnym odcięciu się Anglii, nastanie pewna walka, które Ministerstwo Magii poradzi sobie lepiej, a kontakty między krajami, które posiadały dawniej sojusz, rozpadną się i już nigdy nie wrócą do dawnych relacji. Raz zerwane bez przyczyny mogły nieść za sobą katastrofalne skutki. To był bardziej globalny problem, a istniało wiele innych wewnątrz Wysp, z którymi trzeba było się zmierzyć. Ile zła panoszyło się we wnętrzu ukochanej Anglii? I nie tylko. Wieści o morderstwach dochodziły nawet z Irlandii, Szkocji, Walii... To napawało profesora wielkim smutkiem i sprawiało, że bał się o swoich uczniów jeszcze bardziej.
Zaraz jednak zobaczył w powiększającej się szczelinie drzwi znajomą twarz i uśmiechnął się, chociaż jego gospodyni pozostała tak samo opanowana i zimna jak na początku. Nie miał jej tego za złe. W końcu były to interesy, a nie spotkanie dwójki przyjaciół. Jayden jednak brał tak każdą korelację z drugim człowiekiem, dlatego u niego wciąż gościł charakterystyczny, dziecięcy czasami grymas zadowolenia. Przywitał się grzecznie, po czym ruszył za dziewczyną, oczywiście wpierw rozglądając się dookoła jak zaciekawiony szczeniak, który nie wie za co złapać najpierw. Zaraz jednak przyspieszył kroku, żeby nie zgubić swojego przewodnika. Jeszcze by się zagubił, coś popchnął... Katastrofa.
- Ładny fartuszek - przyznał, biorąc do ręki odzież ochronną i zakładając przez głowę. Bywał w pracowniach alchemicznych, ale każda z nich się różniła. A ta szczególnie. - Masz tu czyściej niż ja kiedykolwiek gdziekolwiek - powiedział, stojąc i patrząc na ogarnięte damską ręką półki z ingrediencjami. Jego gabinet wyglądał o niebo inaczej! Gdy został poinformowany o czasie przygotowywanie eliksiru, uśmiechnął się szerzej. - Świetnie! Mam coś pokroić albo... Chociaż nie. Lepiej nie - zaoponował zaraz, wstrzymując śmiech pod nosem. Był koszmarny w takich rzeczach, wolał więc zostawić to zawodowcom. - Ale coś mam - zaczął, po czym sięgnął do torby, z której wyciągnął małe pudełeczko i podał go czarownicy. - Za te brakujące dżdżownice.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 18:03

Lekkim uśmiechem zareagowała na wzmiankę o fartuszku, utrzymując go również na krótką acz trafną uwagę Jaydena - starała się, by pracownia zawsze była gotowa do pracy, a pozostawianie po sobie bałaganu znacznie to utrudniało. Składowała składniki sumiennie, porządkując je regularnie i przeglądając, czy nic przypadkiem się nie zepsuło - robiła to przy okazji korzystania z nich, kiedy wyszukiwała konkretnych do danych eliksirów, co znacznie oszczędzało czas. Organizacji musiała się nauczyć, ale sumienność i upór sprawiły, że nie była to nauka trudna - do tego jaka praktyczna! Kiwnęła głową, traktując słowa klienta jako komplement. Ach, właśnie - przecież nie wpuściłaby nikogo do brudnej pracowni - było to zbyt niereprezentatywne. Stąd znów powrót do tematu profesjonalizmu i wywieranego wrażenia, istotnego przy budowaniu reputacji i rozsławianiu (sławnego już) nazwiska. Wzruszyła też ramionami.
- To ułatwia pracę - przyznała. - Niektóre składniki są do siebie podobne, przemieszczanie się po zagraconej pracowni zazwyczaj kończy się niezbyt fortunnie, a pośpiech jest całkowicie normalny - wyjaśniła, przeglądając noże, by móc bez problemu posiekać oset. Wszystko było opisane, zgrabnym i estetycznym pismem półwili - a przynajmniej ona sama nie miała problemów z jego odczytaniem.
- Nie, lepiej nie - zaśmiała się nawet, wplatając ten perlisty akcent w swoją chłodną, formalną otoczkę. Nie utrzymywał się długo, rozpogodzenie zastąpiło bowiem skupienie na pracy - zajmowała się właśnie ostem, rozdrabniając go na drewnianej tacy. Zrzuciła tak przygotowany składnik do kociołka, w którym woda była dopiero letnia. Przy wrzeniu skuteczność byłaby znacznie mniejsza, a nie chciała przecież sprawić Vane'owi lipnego wywaru, wywołującego zaledwie pół zdjęcia lub losowe jego plamy, w które nie mieściłyby się obecne na nim postaci. - Lepiej zwyczajnie usiąść. Jeśli zajrzy pan do szafki pod blatem, znajdzie pan moje notatki i książkę, z którą obecnie mam problem. Strona czterdziesta ósma, w tym rozdziale na pewno będę potrzebowała tłumaczenia - przyznała, dosyć niechętnie, choć niewiedza nie była przecież niczym złym - mimo wszystko, czuła się... głupio.
- Hm? - zapytała, wyjmując chochlę z kociołka i zerkając na trzymane przez astronoma pudełeczko. - Ach, dżdżownic mamy tu od groma, naprawdę nie trzeba było się tym martwić - odpowiedziała, odbierając jednak pudełeczko i zaglądając do środka.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 19:26

Oj, tak. Widać było od razu, że ktoś dbał o to miejsce, a jego właściciel, lub w tym wypadku właścicielka, lubiła mieć wszystko poukładane i wszystko musiało być na swoim miejscu. Jayden w pewien sposób podziwiał takie osoby, bo sam absolutnie do nich nie należał. Wchodząc do jego gabinetu można było napotkać chaos. Wiele osób ujmował ten artystyczny nieład, z którego przebijały się globusy z mapami nieba, magiczny sufit, który wydawał się nie istnieć, bo pokazywał gołe niebo, książki ze wszystkich stron w kolorach od jasnoniebieskiego po ciemny granat. I w tym wszystkim znajdował się właśnie on - roztargniony, z kawałkami papieru we włosach astronom z wiecznym uśmiechem na ustach. Gdyby dodać do tego alchemiczny asortyment przypominałby zwariowanego naukowca i raczej mało kto czułby się bezpiecznie w jego pobliżu. Różnili się niesamowicie z panną Blythe pod względami estetyki czy zachowania porządku, charakterów również, ale mieli jedną wspólną cechę - pasję. A przebywanie między takimi osobami, nawet przez krótki moment, inspirowało do dalszego działania. Mogło to zabrzmieć zabawnie, ale Jayden po raz pierwszy od wielu lat sięgnął po tabelę Wafflinga, by rozpisać sobie odpowiednio wszystkie liczby, momenty cyklu. Mógł ją umieścić na końcu swojej nowej książki skoro tak przydaje się alchemikom. Zdecydowanie... Uśmiechnął się sam do siebie, gdy siedział w Wieży Astronomicznej i prowadził notatki. Panna Blythe miała trochę racji, że w pośpiechu można było spowodować katastrofę. Skoro tak to co on robił w pracowni alchemicznej? Wolał nie wspominać jej, że asem za specjalnie nie był, ale było to tak ciekawe, że zamierzał wręcz patrzeć jej na ręce z oczami wielkimi jak spodki. Pewne przyjemne ciepło jak zawsze towarzyszące mu w takich chwilach rozlało się w nim, gdy usłyszał śmiech, nawet jeśli był z nieco innej półki szczerości niż jego własny. Dla niego nie istniały podziały w żadnej kategorii. Usłuchał poleceń kobiety i przycupnął na taborecie pod ścianą jak przykładny uczeń. Musiał wyglądać dość zabawnie z tą ciekawością wypisaną na twarzy, w kobiecym fartuszku i notatnikiem w dłoniach, zupełnie jakby zaraz miał coś namiętnie studiować. I w sumie tak właśnie było. Ale jeszcze lepszym elementem było to, że miał komuś pomóc swoją wiedzą. Przewertował idealnie zapisane karteczki, by nawet dostrzec faktycznie zapisane liczbami strony w rogach każdego z nich. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął, nie chcąc zadawać głupich pytań. Zatrzymał się na stronie trzydziestej trzeciej i podniósł głowę, by odpowiedzieć na słowa pani alchemik o zawartości podarunku. - Mam nadzieję, że będą ci smakowały, bo mi bardzo - zaczął, czując się wyjątkowo głupio. Włożył dłoń we włosy i tak przez chwilę siedział, patrząc na trzymane przez Blythe pudełeczko. - Zjadłem parę po drodze - w końcu odważył się spojrzeć jej w twarz, z wypisaną na twarzy winą. Ale nie mógł się oprzeć. Te miętowe ciasteczka smakowały jak niebo! Zaraz też wrócił do szukania odpowiedniej stronicy, o której wspominała Yvette.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 20:21

Otworzyła pudełeczko i skinęła głową w niemym podziękowaniu za niespodziewany... podarunek. Wciąż utrzymywała na ustach delikatny uśmiech, niezrażona brakiem kilku ciasteczek. Prawdę powiedziawszy, i tak nie miały wylądować w jej żołądku - nieczęsto jadła słodkości, przyzwyczajona do ścisłej diety. Baletnice nie mogły być zbyt ciężkie, a przecież w tańcu klasycznym obracała się większość życia - nic dziwnego, że wyniosła z niego wiele nawyków.
- Nie szkodzi - odpowiedziała, stawiając pudełeczko na stole. - Proszę się częstować - dodała, wracając do swoich zajęć przy kociołku, niewzruszona ciekawskim spojrzeniem Vane'a. Nie było w tym zadaniu nic trudnego. Oset zabarwił już lekko wodę, dlatego wyłowiła go sitkiem, odkładając na bok, by odciekł - łodyżki musiały ostygnąć, lecz najpierw posypała je srebrzystym proszkiem. Teraz ostrożnie dodała trzy krople ropy czyrakobulwy, odliczając dziesięć sekund zanim wlała resztę fiolki - dzięki temu opary nie były aż tak drażniące. Ostrożnie wyrwała pęsetą przezroczyste skrzydła much siatkoskrzydłych i dodała je do eliksiru, ciemne korpusy wrzuciła zaś do żółtawego, dosyć gęstego roztworu, przygotowanego na stoliku obok - pod jego wpływem puchły powoli, zmieniając się w ciemną watę; nie zwracała na nie uwagi, gdyż tuż po umieszczeniu ich w brei, przewróciła niewielką klepsydrę, odmierzającą czas do ich wyjęcia - przedmiot lewitował posłusznie w zasięgu wzroku, by mogła kontrolować ubywanie kolejnych ziarenek szmaragdowego piasku. Druga klepsydra, nieco większa, o złotawym proszku, zareagowała na ruch różdżki Yvette, gdy do roztworu dorzuciła jedno oko ryby rozdymki, wcześniej zmiażdżone w moździerzu. Wpłynęło posłusznie do zielonkawej wody, a po czterokrotnym, powolnym przemierzaniu zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, zabarwiło skrzydła muszek na ciemny, przydymiony kolor. Kolejne oko dodała, gdy czasomierz odliczył dziesięć minut. W międzyczasie zajęła się dżdżownicami, szybkimi i sprawnymi cięciami nacinając dwie, a resztę zduszając pod nożem na jak najbardziej płaskie paski - wylądowały w kociołku w połowie czasu złotej klepsydry. Zmniejszyła wtedy ogień, szybko sprawdzając temperaturę mikstury. Bluszcz pospolity opłukała w zimnej wodzie, z początku oplatając go wokół kociołka na kilka sekund - sprawdzony sposób, dzięki któremu nie musiała specjalnie rozgrzewać szklanej formy. Tak zahartowany, listek po listku, wrzucała do reszty. Przez pięć minut czekała cierpliwie, mieszając co jakiś czas, by wreszcie dodać dwie nacięte dżdżownice oraz posypane proszkiem łodyżki ostu, które teraz przypominały przezroczystą galaretkę - momentalnie stopiła się w wywarze i to dzięki niej dżdżownice zaczęły lekko syczeć, jakby parowały - piana szybko zniknęła, łącząc się z eliksirem w jedno. Zostawał tylko syrop trzminorka, zaledwie dwie krople, gdy już zgasiła ogień. Miał odbarwiać cały roztwór, gdy ten stygł.
- Za piętnaście minut przekonamy się, czy wszystko jest w porządku. W tym czasie chętnie zasięgnę obiecanej porady - oznajmiła, siadając na drugim stołku i zaglądając do księgi, nim zerknęła na Jaydena.

| roztwór wywołujący (ST 10); serce - ropa czyrakobulwy; astronomia - III




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 20:21

The member 'Yvette Blythe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 56


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 20:53

- Na pewno wiesz czym jest mnemotechnika związana z fazami Księżyca, prawda? To ogólna nazwa sposobów poprawiania ludzkiej pamięci. Ma ćwiczyć pamięć i ułatwiać szybsze zapamiętywanie, przechowywanie i przypominanie sobie informacji. Dla przykładu przez rymowane wierszyki, rysunki czy skojarzenia. Są bardzo pomocne w trakcie poznawania skomplikowanego tematu, który może się często mylić, a pomimo wałkowania wciąż trzeba zaglądać do książek i się upewniać czy myślimy właściwie. Sądzimy, że nie powinno tak być, bo przecież znamy ten temat i powinniśmy zapamiętać. Właśnie w astronomii jest ta metoda szczególnie potrzebna. Bez rozrysowania sobie pewnych problemów, doświadczeń, obserwacji, bez skojarzeń odkryć z innymi rzeczami tworzy się chaos, a poukładanie sobie tego w pamięci bywa problematyczne, bo nadmiar informacji nie jest w stanie odpowiednio zagnieździć się w naszych umysłach. Jedną z podstawowych technik łączenia obserwacji nieba z twoją dziedziną pracy jest określenie fazy księżyca, w której się znajduje. Znajdujemy się na półkuli północnej, prawda? Więc jeżeli ma kształt litery D, to znaczy, że się dopełnia, dobiera, robi się duży, dąży do pełni. Jeśli jest podobny do litery P nadchodzi pełnia. Jeżeli ma kształt litery C, to się cofa, ciemnieje, chudnie. Tak samo jest, gdy mówimy o trzeciej kwadrze – księżyc jest już po pełni - urwał, by spojrzeć na swoją rozmówczynię i dostrzec czy wszystko zrozumiała. - Do tego momentu wszystko jest jasne? - spytał, a gdy mógł, kontynuował:
- Klasyczny sposób zapamiętywania tej zasady na podstawie podobieństw do liter C i D oparto w języku łacińskim na sformułowaniu luna mendax, czyli księżyc kłamca. W języku łacińskim słowo crescit oznacza „rośnie, zwiększa się”, natomiast decrescit – „maleje, zmniejsza się”. Kształt pierwszej litery jest więc odwrotny niż obserwowany kształt księżyca. Łatwe, prawda? Inny sposób to zapamiętanie symbolu Potrójnej Bogini. Po raz pierwszy pojawiła się w pracach angielskiego badacza magii i poety. Epitet "potrójna" został użyty dla odzwierciedlenia zarówno triad bogiń jak i trzech aspektów tego bóstwa. Koncept ten zasadza się na idei zjednania trzech różnych figur kobiecych – Dziewicy, Matki oraz Starowiny. Są one odpowiednikami oddzielnych cykli życia oraz fazom księżyca - mówił dalej, a w międzyczasie na oddzielnej kartce rozrysowywał ów symbol, o którym wspominał.
- Niesamowicie ważnym jest, żeby to zapamiętać i skojarzyć z czym chcesz. Podaję ci właściwie najpopularniejsze i najbardziej sprawdzone metody. Zawsze trzeba skontrolować ów fazę. Dla przykładu weźmy pełnię. Położenie Księżyca na sferze niebieskiej jest w przybliżeniu przeciwległe do położenia Słońca. Oznacza to, że jest to idealny moment do przechwycenia energii, którą tworzą te dwa ciała i dzięki temu magia nie rozprasza się, a eliksiry stają się bardziej wytrwałe.
Urwał, czekając na jakąś reakcję. Ten wywód zawierał dość dużo informacji, ale jeśli miało się uważnego słuchacza wszystko było możliwe. Gdy Blythe myślała, Jayden odchylił się, by niepostrzeżenie przechwycić jedno z ciasteczek i błyskawicznie włożyć sobie do ust.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   09.08.17 23:09

Słuchała uważnie, porządkując informacje w myślach - pieczołowicie i dokładnie wykopując z pamięci te części, które po krótkim naprowadzeniu wracały na powierzchnię, by mogła je uchwycić i wykorzystać w analizie przedstawianego materiału. Dużą część ze zdań wypowiadanych przez Jaydena znała ze swoich wcześniejszych poszukiwań, lecz okazywało się, że powrót do podstaw, szczególnie przedstawionych w przystępny sposób, potrafił rzucić na temat zupełnie inne światło, rozjaśniając tym samym wszelkie niedopowiedzenia i wypełniając luki. Kiwała głową na potwierdzenie i pobieżnie notowała, piórem pochwyconym z szuflady - by przypadkiem szczegóły nie uciekły jej tak, jak miało to miejsce ostatnio. Rozrysowała sobie wszystko, oznaczając w przystępny dla siebie sposób.
- Znam podstawową teorię - kiwnęła głową na potwierdzenie słów i zrozumienia. - Z zapamiętaniem tego nie powinnam mieć żadnego problemu, ale dobrze sobie to odświeżyć - przyznała, zaraz przyciągając do siebie książkę i szukając kolejnej strony, co do której miała wątpliwości. Wzrokiem przebiegała chwilę przez linijki tekstu, by wreszcie wyłapać poszukiwaną informację. Wskazała mu ją - traktowała o "przechodzeniu" planet przez kolejne gwiazdozbiory.
- Ruch planet jest nieregularny, to przysparza najwięcej problemów - w połączeniu z fazą księżyca bardzo łatwo o pomyłkę - dopowiedziała, notując jeszcze przez chwilę swoje własne obserwacje, zanim uniosła spojrzenie. -  Czasami gubię się w zależnościach między nimi, choć temat samego Księżyca nie jest mi obcy - westchnęła. - Dzisiaj zależy mi głównie na określeniu położenia Marsa względem Wenus. Im dalej są od siebie, tym lepiej, prawda? W dodatku żadna z tych planet nie powinna znajdować się bezpośrednio "za" księżycem w chwili dodawania do wywaru serca. Jeśli mam być szczera, obserwacje nieba przysparzają mi nieco problemów - zwyczajnie nie mam na nie czasu, jak każdy -  potrzebuję snu. Zgaduję jednak, że pan będzie wiedział, jakie są położenia tych planet - przynajmniej mniej-więcej. Podsunęła kawałek pergaminu. Nie obraziłaby się też, gdyby postanowił pomóc jej ze zrozumieniem "działania" ruchu planet, ale obawiała się, że nie jest to temat na teraz. Spojrzała na zegar, oznajmiający, że czas zerknąć do kociołka - wyglądało na to, że wszystko poszło pomyślnie. Założyła więc rękawice i powoli zaczęła przelewać roztwór do fiolek. Zapakowała je do pudełeczka, które podała klientowi.
- Zgaduję, że nie będzie używany pierwszy raz, ale dla pewności - proszę uważać na opary, nie warto przebywać w nich zbyt długo - przypomniała. Zdjęcia wywoływało się przecież w innych warunkach, niż alchemiczna pracownia, zapewniająca dobrą wentylację - dlatego dzisiaj nie musieli się o to martwić. - W takim razie jesteśmy rozliczeni. Dziękuję za współpracę i mam nadzieję, że chętnie podejmie się pan kolejnej - kiwnęła głową, znów przechodząc w typowo formalny ton.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   10.08.17 9:23

Właśnie to się działo, jeśli poprosiło się Jaydena o astronomiczną poradę. Było to dość zabawne zważywszy na to, że tak naprawdę nie ustalili właściwego toru tematyki, którą miał poruszać, ale fazy księżyca i trafne ich rozpoznawanie było podstawą dla alchemików i o tym wiedział każdy. Dlatego też zaczął właśnie od tego. Był w swoim żywiole, szczególnie że niektórych rzeczy nie mógł mówić w szkole z tego względu, że były zbyt skomplikowane, za bardzo naukowe i nie było ich w programie nauczania. Nad czym JJ wiecznie ubolewał, wierząc w to, że jego studenci byli mądrymi młodymi czarodziejami i czarownicami i poradziliby sobie z każdym nawałem informacji, wiedzy, jaką by im przedstawił w przystępny sposób. Nigdy nie miał skarg na to, że astronomia była zbyt trudna lub nudna, bo w końcu przedstawiał nie tylko suche fakty, ale również ciekawości i anegdoty, które były jakby wpisane w jego zachowanie. Miał o tyle też łatwo, że zajęcia, które najczęściej odbywały się o północy miały charakter poznawczy jak i czysto teoretyczny. Praktyka pomieszana z narzuconymi faktami była najlepszym sposobem na naukę i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Można powiedzieć, że miał to coś, co czyniło z niego dobrego nauczyciela. Lubił też tę posadę i uwielbiał mieć kontakt z młodymi, chłonnymi umysłami swojej małej armii jak to nazywał uczniów Szkoły magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Panna Blythe była starsza, dlatego nie było prawdopodobne, żeby pamiętał ją ze szkolnych ławek. Nie kojarzył jej nawet z korytarza podczas swojego pierwszego etapu edukacji, ale tak roztrzepana jednostka mogła mieć z tym problemy. Zaraz też pokazała mu, co powinien jej wytłumaczyć obszerniej, więc skinął głową i zanim zaczął kolejną kwestię, wyciągnął z torby przenośny układ planetarny przypominający zegarek. Przesuwał się w czasie rzeczywistym zgodnie z ruchami planet.
- Cztery wewnętrzne planety Układu Słonecznego są planetami skalistymi, są zbudowane ze skał, mają najwyżej kilka księżyców lub nie mają ich w ogóle i nie mają pierścieni. Są to Merkury, Wenus, Ziemia i Mars. Trzy z czterech planet wewnętrznych mają własną grawitację, więc oznacza to, że również atmosferę. - mówił, wskazując odpowiednie maleństwa. - Są jeszcze planety zewnętrzne. Ich orbita leży w zewnętrznym obszarze rozpatrywanego systemu planetarnego. W Układzie Słonecznym granicą części "wewnętrznej" i "zewnętrznej" jest pas planetoid, a planetami zewnętrznymi są więc wszystkie planety-olbrzymy. Jowisz, Saturn, Uran i Neptun. Ale skupmy się na wewnętrznych. Jak już wspominałem mają swoją atmosferę, a co za tym idzie blokują niektóre przepływy kosmicznej masy. Nie musisz przejmować się olbrzymami, tylko skupiasz się na trzech a konkretnie na Wenus i Marsie, bo na Ziemi się znajdujemy. Powinnaś sobie zakupić takie cudo i byłoby to o wiele prostsze. Ważne jest by znać odpowiedni kąt ustawienia planety. Wenus musi być w kącie dwustu osiemdziesięciu stopni, patrząc od wschodu, a Mars trzystu dziesięciu z uwagi, że jest bliżej Słońca.
Tłumacząc jej to wszystko, również rysował na podanym pergaminie i zapisywał odpowiednie liczby, żeby nic jej nie umknęło. Gdy skończył, eliksir już był gotowy, a on dostał odpowiednią porcję. Uśmiechnął się w odpowiedzi i zdjął fartuszek, żeby nie zapomnieć wyjść w nim na ulicę. Zapewne jako pierwszy by się z siebie śmiał w takim wydaniu, ale nic nie powiedział.
- Mam nadzieję, że pomogłem chociaż odrobinę - odparł, kierując się do wyjścia na parter i z domu. Pożegnał się z gospodynią i wyszedł na lekko zamgloną drogę, zastanawiając się nad tym, co miał teraz zrobić. Bo chyba coś miał, prawda?

|zt x2




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   10.08.17 22:26

23. kwietnia
Zrobiła sobie dłuższą przerwę, gdy Jayden otrzymał zamówienie i opuścił pracownię - potrzebowała chwili na podsumowanie wiedzy i zaczerpnięcie świeżego powietrza przed przystąpieniem do dalszej pracy. Esencja z szaleju jadowitego powoli jej się kończyła i z niecierpliwością czekała na jego kwitnienie. Był niezwykle przydatny do trucizn i plugawych mikstur, które ostatnio spędzały jej sen z powiek - zakazane kusiło najbardziej, nęcąc tematem tabu, przekraczaniem wyraźnych granic, narzuconych przez ogół społeczeństwa.
Spacer dobrze jej zrobił - zrelaksowała się nieco i uporządkowała nową wiedzę, po drodze przeglądając notatki i łącząc je ze składnikami, których miała dzisiaj użyć. Wyglądało na to, że część z nich miała zachowywać się właściwie po dodaniu do wywaru, ale musiała uważać, by nie dorzucać skrzydeł bahanki zbyt późno. Najważniejsze było jednak, że jaja widłowęża zgrywały się z obecną konfiguracją planet. Pozwoliła sobie jeszcze na szybki posiłek, nim zniknęła znów w pracowni alchemicznej i upewniwszy się, że wszystko jest na swoim miejscu - wszak goście ojca już przybyli i choć uważnie zamykała drzwi do swojego małego królestwa, wolała chuchać na zimne - przystąpiła do pracy. Podczas gdy temperatura wody rosła powoli, podgrzewana niewielkim płomieniem, przygotowywała ingrediencje. Mieszanka grzybów trafiła do garnca pierwsza, stanowiąc bazę pod cały eliksir osłabiający zdolności magiczne. Pozwoliła tak przygotowanej podstawie gotować się równe pół godziny, dopiero wtedy, do wrzącego wywaru, dosypując starty na drobny proch - zajęło jej to niemal całe rzeczone pół godziny - pancerzyk chropianka. Wtedy też zakryła twarz maską nieprzepuszczającą oparów - wolała nie ryzykować z tak złośliwym eliksirem. Skrzydełka bahanek dodawała pojedynczo, każde po przemieszaniu eliksiru - za każdym razem o jedno okrążenie więcej. Dopiero wtedy mogła wbić do nieco przestudzonej cieczy jaja widłowęża, których skorupkę rozdrobniła w moździerzu. To one, stanowiące serce eliksiru, tworzyły w nim makabryczne obrazy, ujawniające się w czarnych kształtach. Pozostało jedynie dolać kilka kropel esencji z szaleju jadowitego, który sprawnie rozpuszczał wszystkie stałe składniki. Na koniec dodała jeszcze starte skorupki, mając nadzieję, że wszystko poszło w porządku.

| eliksir osłabiający zdolności magiczne (st 65); astronomia III; serce - jaja widłowęża
| zt




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   10.08.17 22:26

The member 'Yvette Blythe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 80


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemiczna   11.08.17 12:09

końcówka kwietnia
Raz na jakiś czas Yvette zdarzało się trafić na klienta, który potrafił przyjąć do wiadomości, że nie wszystko jest możliwe od ręki, na teraz. Wbrew przedziwnej opinii, krążącej w ogólnym obiegu ludzi niepowiązanych z alchemią w żaden, absolutnie żaden sposób i wymagających najtrudniejszych eliksirów w tempie ekspresowym, sztuka ta wymagała nie tylko precyzji, koncentracji i zdolności, ale też odpowiedniego do zaawansowania czasu. Warzenie mikstur samo w sobie nie sprawiało jej większej trudności - odnajdywała się w zawiłych przepisach i potrafiła łączyć fakty, czasem ratując sytuację swoją wiedzą. Dodając odpowiednie składniki ocalała wywar, gdy temperatura okazała się zbyt wysoka, gdy któryś z elementów nie przyjął się prawidłowo, znała też zastępstwa dla poszczególnych ingrediencji w zależności od charakteru i przeznaczenia tychże. Nie była jednak orłem w astronomii - przesiadywała godzinami, studiując tabele, do późna wypatrując zależności, nie zawsze oczywistych. Miała dostęp do odpowiedniej literatury, biblioteki stały otworem, a i jej własna kolekcja była dosyć pokaźna - problem tkwił raczej tam, gdzie zaczynała się praktyka, a pomyłki, jak wiadomo, zaważały na jakości finalnego produktu. Najbardziej ufała swoim umiejętnościom, swojej wiedzy i swoim źródłom - wolała przekonywać się o czymś na własnym doświadczeniu, prowadząc dziennik istotnych zapisków. Każde kolejne zlecenie było więc w pewnym sensie wyzwaniem, dokładającym cegiełkę do jej wiedzy w tym zakresie. Zależność od układu planet oraz faz księżyca stanowiła element zbyt znaczny, by móc go swobodnie pominąć w tworzeniu - rady Jaydena okazywały się w tym wypadku niezastąpione i musiała przyznać, że pomógł jej z zagłębieniem się w dalsze rejony tematu. Co oczywiście nie zmieniało faktu, że astronomia była dziedziną, o której nie mogli wiedzieć wszystkiego - nisza prawdziwie przełomowa.
Tym razem zgłosił się do niej dosyć wiekowy mężczyzna, szlachcic z rodu Parkinson, więcej niż o samym tempie pracy i dodatkowych szczegółach, mówiący o dyskrecji i konieczności zachowania sprawy dla siebie - w pewnym momencie Yvette zastanawiała się, czy podał jej właściwe dane, dotyczące swojej osoby, lecz szybko stwierdziła, że nie ma to większego znaczenia - pełna płatność za eliksir miała nastąpić dopiero przy jego oddaniu - do rąk własnych, co nie ulegało wątpliwości. Sprawiał dobre wrażenie i nie wątpiła ani w jego status społeczny, ani w posiadany majątek, lecz szybkie rozeznanie w nazwiskach nie doprowadziło jej do niczego. Spotkali się w neutralnym miejscu, w centrum zatłoczonego Londynu i, co niezmiernie zdziwiło półwilę, sprawę omówili wśród tłumu, podczas spaceru. Podejrzewała, że ludzie byli zbyt zabiegani i zajęci własnymi sprawami, by poświęcać im uwagę, a hałas skutecznie uniemożliwiał ciekawskim uszom usłyszenie ich rozmowy - mimo tego sprowadzał na siebie dosyć spore ryzyko... nie robiło jej to większej różnicy, miała zwyczajnie wykonać zadanie i dostarczyć eliksir do mężczyzny. Na poczet ingrediencji dostała zaliczkę - z niewielką premią. Tym razem czekał na nią Eliksir Agonii, silna trucizna, dosyć skomplikowana i wymagająca nieco większego skupienia niż szereg innych mikstur, jakie warzyła stosunkowo często. Agonią zajmowała się już wcześniej - kilka pierwszych prób wspominała nieprzyjemnie, opary drażniły, a efekt nie okazywał się zadowalający, ale determinacja powoli prowadziła ją do celu, po pewnym czasie pozwalając na wykonanie poprawnego eliksiru. Teraz, choć już z doświadczeniami pozytywnymi i wstępnymi, pomniejszymi sukcesami, również stresowała się przed pracą - nie dostała aż tyle czasu i pieniędzy, by pozwalać sobie na poprawki i luźne podejście do sprawy, a Agonia wymagała zaangażowania, sprawnych i poprawnych obliczeń oraz zminimalizowania błędów.
Konfiguracja planet nie była zbyt przychylna, ale na szczęście, gdy najbardziej korzystny z możliwych układ oddziaływał prawidłowo na główną ingrediencję, reszta nie przedstawiała się tragicznie. Najgorzej ze wszystkiego wypadał wilczomlecz, nie wykazujący potencjału magicznego praktycznie wcale. Dwoiła się i troiła nad zapisami, by ostatecznie dojść do wniosku, że potrzebuje aż poczwórnej porcji soku mlecznego, by wywar nie stracił na mocy - ba, gdyby użyła ilość wymaganą w jednym z lepszych ułożeń Wenus wobec Marsa, eliksir mógłby stać się niestabilny i doprowadzić do wybuchu. Nic więc dziwnego, że wkraczała do pracowni poddenerwowana. Uspokoiła się najpierw, dopijając zieloną herbatę, której liście - już nieco obdarte z najmocniejszego aromatu, wrzuciła do kociołka. Wypełniła go do połowy wodą, pozwalając podgrzać się jej na średnim ogniu, konsekwentnie kontrolowanym - temperatura powinna zatrzymać się między siedemdziesięcioma pięcioma, a osiemdziesięcioma stopniami, każdy stopień wyżej lub niżej wpływał bardzo niekorzystnie na połączenie serca krokodyla i krwi nietoperza. Kontrolowała więc jej wzrost oraz spadek bardzo skrupulatnie, sumiennie spisując wszelkie zmiany oraz godziny, w których zaszły. Do początkowego wywaru - delikatnie, prawie niewidocznie zabarwionemu liśćmi zielonej herbaty, które miały zneutralizować najbardziej szkodliwe opary - ostrożnie dodała dwie krople krwi nietoperza, między nimi zachowując ostrożny odstęp czasowy - pięciu minut. Zakonserwowane odpowiednio jagody belladonny, która miała kwitnąć dopiero w czerwcu, wysypała na metalową tacę, by ich sok nie wsiąkał ani w drewno stołu, ani niewielkiej deski, na której rozprawiała się ze składnikami neutralnymi. Ostrożnie, by nie pryskały, przygniotła siedem owoców do płaszczyzny, następnie zaś skrupulatnie oddzieliła od nich skórki, skrapiając je wcześniej sokiem z cytryny. Dzięki temu mogły spokojnie czekać na swoją kolej. Gwiazdy łodyg okalających owoce pocięła na pięć części, których dziesięć dorzuciła do kotła. Do tak przygotowanego wywaru mogła dodać serce - walerianę. To dzięki niej mikstura, skomponowana z wielu parszywych i trujących części roślinnych i zwierzęcych, skupiała się głównie na powolnym i długim sprawianiu bólu, który nasilał się w miarę rozchodzenia po organizmie. Rozdrobniła jej ususzone liście, miażdżąc je w woreczku na jak najdrobniejsze kawałki, łodygi zaś - wybrała najdłuższe - umieściła w garncu trzy. Na początku sterczały z kociołka, ale powoli ulegały krwi nietoperza i rozpuszczały się, zagęszczając roztwór. W tym momencie szczególnie pilnowała temperatury, pragnąc zapobiec nierównomiernemu rozłożeniu tejże - wywar miał tendencję do szybkiego ostudzania u góry, dlatego mieszała go często. Kiedy łodygi kozłka lekarskiego złączyły się z cieczą, ostrożnie doprawiła je jeszcze jedną kroplą krwi nietoperza i odsunęła się szybko. Skontrolowała, czy wszystko jest w porządku - para unosząca się nad miksturą układała się w prawie prosty słup - i wyszła z pracowni, by nie narażać się na działanie złośliwej mgły. Zapobiegała w ten sposób odrętwieniu mięśni - przy poprzednich Agoniach zdążyła zauważyć taką właśnie reakcję organizmu. Poza pracownią spędziła prawie godzinę, po powrocie zaś upewniła się, że eliksir nie porozdzielał składników - to również zdarzyło jej się wcześniej. Tym razem zobaczyła jednolitą ciecz, a nie różne plamy, pływające po jej powierzchni. Odetchnęła z ulgą.
Teraz mogła spokojnie dodać cztery owoce waleriany - wszystkie brunatne, z dziesięcioma białawymi włoskami na szczycie - przeliczyła je, by mieć pewność. Temperaturę doprowadziła do idealnej - siedemdziesiąt siedem i pół - by móc wzbogacić eliksir o sproszkowany kieł węża. Dodała go nieco mniej niż powinna, ze względu na zdradzieckie ułożenie ziemi względem wenus, przez które mógł kapryśnie zachowywać się w wysokich temperaturach - sypała powoli, mieszając równocześnie, dodając miarkę po miarce - niewielkie, jak pół łyżeczki do herbaty. Z westchnieniem zabrała się do przygotowania krokodylego serca, leżakującego od kilku dni w specjalnie przygotowanym roztworze. Teraz, gdy wyjęła je z chłodnego zakątka, wydzielało okropny zapach, przez który krzywiła się mimowolnie. Dwukomorowe serce z pełną przegrodą umożliwiało krokodylom długie przebywanie pod wodą, dzięki niemu w stanie spoczynku mogły też spowalniać procesy życiowe. Czego więcej potrzebowano do zmyślnej agonii? Nie bez powodu składnik ten dodawało się pod koniec pracy nad miksturą. Na sporej chochli, odsączając uprzednio dokładnie z ciemnozielonego roztworu, przeniosła serce - teraz całkowicie białe - do kociołka. Syk trwał dłuższą chwilę, a Yvette pozwalała eliksirowi bulgotać złowieszczo. Osiem kropli soku mlecznego zatopiło się w miksturze, a finałem, wisienką na torcie, była ostatnia kropla krwi nietoperza.
Dwa dni później - gdy wszystko odczekało - sprawiał wrażenie gotowego i silnego.

| zt




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
 

Pracownia alchemiczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Pracownia alchemiczna
» Pracownia alchemika
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Pracownia Laczka.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Blythburgh, Suffolk, Ivy Alley 28-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17