Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedziShare | 
 

 Siergiej Dolohov

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Siergiej Dolohov   16.04.17 21:09


Siergiej Aleksandrowicz Dolohov

Data urodzenia: 10.05.1924
Nazwisko matki: Petrova
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: ubogi
Zawód: rozbójnik, złodziej, przemytnik, handlarz, rzezimieszek, oszust, rozbójnik, awanturnik i samozwańczy władca Nokturnu
Wzrost: 185 cm
Waga: 84 kg
Kolor włosów: ciemnobrązowe
Kolor oczu: jasnobłękitne
Znaki szczególne: blizny po wielu bójkach i pojedynkach; przenikliwe, jasne spojrzenie, niedźwiedzia postura, długa i gęsta broda




Jak się bawię to się bawi ze mną cały świat,
Bo ja wiem jak wino zmienić w śpiew ot tak
Ten jest panem co się umie bawić tak jak pan.
Kiedy noc w kieliszkach błyszczy się to znasz!

Siergiej nie zwykł mówić wiele o swojej przeszłości.
Pytania o miejsce urodzenia, czy rodzinę zbywał milczeniem, przesiąkniętym irytacją i znużonym, do granic możliwości znudzonym spojrzeniem. Żywot Siergieja jak dotąd nie należał bowiem do specjalnie wyjątkowych. Nie zasługiwał na pochwalną pieśń, albo chociaż poemat. W istocie rzeczy – był godny potępienia, a jednocześnie nieco nużący.
Dla każdego, kto usłyszy jego nazwisko i usłyszy jego akcent, będzie rzeczą oczywistą, że nie urodził się na Wyspach. Step, tajga, niebo, ziemia. Biel i biel i biel i biel, kliniczne piekło bieli To z Syberii pochodzi. Skrawka piekła na ziemi, o którym zapomniano. Powiadano, że był najbrzydszym i najbardziej rozwrzeszczanym bachorem, jakiego widziano we wsi, kilkaset kilometrów na północ od Nowosybirska, co prędko odeszło w zapomnienie, gdy Siergiej jął dorastać. Wraz z nauką chodzenia, nabył bowiem umiejętności milczenia. Ucichł, przestał doskwierać matce, upierdliwym łkaniem po nocach, by tylko dostać cycka. Jego milczenie miało jednak swoje granice – łatwo było wytrącić go z równowagi. Wystarczyło, iż kuzyn wytrącił mu drewniany mieczyk z ręki, spadnie z sosny, bądź nie dostanie dodatkowej porcji solanki. Nie, Siergiej wówczas nie płakał – on wybuchał dziecięcą, nieokiełznaną furią. Krzyczał, rozbijał talerze o ściany, matkę obrażał. Żanna Petrova mówiła, że jest równie nieznośny, co jego ojciec i jeszcze bardziej obłąkany.
Sam w ogóle niewiele pamięta z wczesnego dzieciństwa. Trzask ognia w palenisku. Ciepły głos matki, która zwykła śpiewać, przygotowując posiłki. Zapach igieł, którymi nasiąkło wszystko w ich domostwie. Czasami przeraźliwe, przejmujące zimno, ogarniające ciało chłopca, dopóki nie wróciła matka i nie rozgrzała go swymi czarami. Głównie mocne uderzenia pasa ojca, kiedy zrobił coś nie tak, jak powinien.
Zdarzało się to często. Zarówno uderzenia ojca, jak i psoty, od których Siergiej nie mógł się powstrzymać. W maleńkości miał duszę złośliwego chochlika, a ponadto miał niebywałą zdolność do zjednywania sobie ludzi. Dyrygował więc całą chmarą chłopców i dowodził planami rozniesienia ich wioski w pył. Mieszkali tam wyłącznie czarodzieje, różnej czystości krwi, nie musieli się więc ukrywać, ani kontrolować magii, która płynęła w ich żyłach. Siergiejowi takie manifestacje zdarzały się nad wyraz często, zwłaszcza gdy wpadał w furię. Jeśli się złościł, był nieznośny. Z czasem coraz bardziej i bardziej. Matka zwykła powtarzać, że miał to po ojcu. Wyglądał tak jak on i zachowywał się jak on.  


Siergiej był synem Aleksandra, nosi więc imię odjcowskie Aleksandrowicz. Aleksander był synem Antonina.  Wszyscy trzej wyglądali ponoć tak samo. Ojciec i dziad byli wysocy, barczyści i silni. Ich oczy odbijały się w spojrzeniu najmłodszego Dolohova. Te same czupryny pochylały się nad talerzem zupy. Siergiej pragnął być taki jak oni, kiedy dorośnie. Bał się ojca, lecz jednocześnie darzył go ogromnym szacunkiem. Aleksander nigdy nie podnosił ręki na niego, jeśli nie miał wyraźnego ku temu powodu. Chłopiec był jednak niepokornym psotnikiem, dostawał więc często, a następne razy za to, że płakał. Wtedy jeszcze miał do ojca o to żal – siedząc w kącie ich chaty przysięgał sobie, że kiedy tylko dorośnie i nauczy się czarów sam zleje ojca i wyjedzie stamtąd daleko. Następnego dnia o tym zapominał i rwał się do tego, by we wszystkim mu pomagać.
Aleksander czasem na to pozwalał, jednak nie za często. To, czym się zajmował, nie było odpowiednie dla dziecka: nawet tak surowo schowanego jak Siergiej. Dolohov bowiem parał się przestępstwem szeroko rozumianym. Jednego dnia kradł, innego przemycał, kolejnego handlował. Robił to, co wpadło mu w ręce. Niekiedy wykorzystywał syna, by swą niewinną jeszcze buzią, zmiękczył serce starszym czarownicom. Innym razem swą żonę, by pomogła mu wykraść od mugoli jedzenie. W Rosji panowała wówczas potworna bieda i głód, jednakże nie mieli skrupułów – musieli wykarmić swe dzieci: Siergieja i dwóch młodszych synów. Najstarszy z ich latorośli dopiero, kiedy podrósł zrozumiał, czym zajmował się ojciec. Aleksander za młodu nabył umiejętność zamknięcia swego umysłu przed innymi,  zwali go oklumentą. Mówił, że nauka tej sztuki była najtrudniejszą rzeczą, jaką przyszło mu mieć w życiu do czynienia. Dzięki oklumencji był jednak odporny na dzianie uroku wil i nie miał oporów, by wykorzystywać to w sposób, który przyniesie mu korzyść. Porywał je, zniewalał. Nie sam, lecz z pomocą innych, którym dowodził. Razem przemycali je do innych krajów, zwłaszcza Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkali jego krewni.  Dzięki temu mieli co garnka włożyć. Mógł wówczas nająć nauczyciela, dzięki któremu jego synowie opanowali sztukę czytania i pisania, zaczęli uczyć się podstaw języka norweskiego, dzięki któremu mieli dostać się do Durmastrangu.


W pewnym sensie ciężko było mu rozstać się z rodzinnym domem. Niekiedy brakowało im jedzenia, nosili stare ubrania i nie mogli pozwolić sobie na dobre miotły, lecz już jako jedenastoletni chłopiec wiedział, że w szkole nie będzie mógł sobie pozwalać na tyle, co w domu. Nie będzie mógł zachowywać się swobodnie. Ojciec zagroził mu, że jeśli piśnie choćby słowo o tym, czym się zajmowali, pozostawi go samego w środku tajgi w najgorsze mrozy. Nie musiał tego robić, bo młody Dolohov w życiu nie zdradziłby ich rodziny. Rozpatrywał to w kategoriach zdrady. Nie lękał się zimna i mroku tajgi, lecz zawodu na twarzy ojca. Gorąco pragnął być taki jak on: silny i sprytny, bezwzględny i mający posłuch u innych. Siergieja ekscytowała jednak myśl o nauce czarów, w tym i czarnej magii, której używał ojciec.
Przyjęto go do Instytutu Magii Durmstrang, a matka żegnała go ze łzami w oczach (pierwszy raz je wówczas widział, mimo że ojciec i do niej miał ciężką rękę) i, prawdę mówiąc, na tym duma jego rodziców w czasach szkolnych się skończyła. Siergiej nigdy bowiem nie był pilnym i pojętnym uczniem. Opuszczał lekcje, często nawet na nich spał. Nie przykładał się ani do transmutacji, ani eliksirów, ani historii magii - właściwie do większości przedmiotów, wyłączając z tego grona zaklęcia i czarną magię. Do innych zwyczajnie nie miał talentu, nie lubił się także uczyć. Nie cierpiał książek. Nauka do egzaminów była dlań torturą. Kilkukrotnie ledwo zdał, głównie dzięki pomocy pilniejszych uczennic, którym potrafił zawrócić głowie. Tego bowiem nie można mu było odmówić: Siergiej miał gadane i potrafił być czarujący. Tak jak jego wuj grał także na rosyjskiej bałałajce i znał wiele przyśpiewek. Śpiewał więc dziewczętom po rosyjsku, a one w zamian chętnie dzieliły się z nim wypracowaniami, bądź w ogóle odrabiały lekcje za niego.
Czasy szkolne upłynęły mu dość beztrosko. Ojcu lepiej się wiodło, zdecydował się opuścić rodzinną Rosję i dołączyć do swych krewniaków w Anglii, gdzie ponoć można było dobić niezłych interesów. Siergiej jednak zdecydowaną większość roku spędzał w Instytucie Durmastrang, gdzie dowodził bandzie hultajów podobnych jemu. Razem więc wykradali z kuchni jedzenie, wszczynali bójki na korytarzach, Siergiejowi kilkukrotnie nawet udało się przeszmuglować do szkoły wódkę, którą produkował jego wuj. Dziś woli nie pamiętać kary jaka jest ich spotkała, kiedy ich nakryto. Mieli szczęście, że ich nie wydalono, byli jednakże bliscy osiągnięcia pełnoletności, opiekun więc potraktował ich łagodnie.
Ani Dolohov, ani jego kompani nie odpuścili jednak w przyprawianiu o ból głowy nauczycieli, mimo tego, że kary spotykały ich surowe. Jedynie na zajęciach o czarnej magii milczeli, przykładając się do nich jak do niczego innego - czy to wtedy dusza Siergieja jęła zatracać się w ciemności, czy rozpoczęło się jeszcze za czasów dzieciństwa, gdy pomagał ojcu rabować starców?


Ukończył Durmstrang z wynikami średnimi, bądź nieco poniżej średniej. Nigdy nie był skory do nauki, więc do ostatecznych egzaminów również się nie przyłożył. Przyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie spędzał wakacje przez kilka lat nauki w szkole. Uczył się wówczas angielskiego, lecz nigdy nie wyzbył się mocnego, wschodniego akcentu w mowie. Zamieszkał ze swym ojcem i matką, w kamienicy na Śmiertelnym Noktrunie, którą udało im się kupić za grosze, najpewniej podstępem, lecz nigdy w to nie wnikał. Nawet jeśli tak było, nie obchodziło go to i sam na miejscu swego ojca nie miałby wyrzutów sumienia, by uczynić to samo. Wiedział, że mężczyzna musi zrobić wszystko by wyżywić i utrzymać swą rodzinę: ona była na pierwszym miejscu.
Aleksander wpoił swemu synowi dziwne pojęcie troski o familię. Sam często ich lał, zarówno swych synów, jak i żonę. Często krzyczał, przepijał pieniądze, bywał agresywny. Żonę zdradzał i nie krył się z tym specjalnie.
Siergiej wdał się w niego. Był równie gwałtowny i porywczy, często nie panował nad sobą, łatwo wpadał w złość. Jeśli nie wdał się w awanturę i bójkę w pubie przez dwa tygodnie, to go nosiło. Pomimo młodego wieku nadużywał alkoholu, lecz ojciec wcale go od tego nie odwodził. Wprost przeciwnie: im Siergiej miał mocniejszą głowę, tym bardziej był z niego dumny. Żanna jedynie załamywała ręce i popłakiwała czasami w kącie.
Dziwną mieli tą rodzinę.
Najstarszy z synów Dolohova nie zamieniłby jej jednak na żadną inną. Ojciec był dlań autorytetem, wzorem siły. Zaczął pomagać mu w interesach na Nokturnie, a Aleksander raz jeden przyznał, że jest z niego dumny: to umocniło go wówczas w przekonaniu, że obrał słuszną ścieżkę. Mężczyźni tacy jak oni nie byli stworzeni do nudnej pracy, do podporządkowywaniu się zasadom, słuchania innych. Oni byli niepokorni, pożądali adrenaliny równie mocno co pięknych kobiet. To było życie, które nie pozwalało im na nudę. Życie, w którym byli panami samych siebie. Życie, w którym karmili się ryzykiem, przemocą i czarną magią. Ojciec uczył go tego, czego nie nauczyli nawet w Durmstrangu. Próbował nauczyć go także oklumencji, Siergiej jednak odpuścił po wielu nieudanych próbach, woląc się skupić na budowaniu swego autorytetu na Śmiertelnym Nokturnie.


Nigdy nie wziął udziału w żadnym ministerialnym kursie. Nigdy nie był stażystą. Edukacja zakończyła się na Instytucie, jednakże rzecz jasna - ta tradycyjna edukacja. Śmiertelny Nokturn uczył bowiem sprytu i przebiegłości. Siergiej niejednokrotnie kończył pobity, bądź poturbowany czarnoksięskimi zaklęciami. Matce, która w dwa lata po ukończeniu przez niego szkoły zmarła, powtarzał, że co go nie zabije, to go wzmocni. Bił się coraz lepiej, wraz z kilkoma innymi typami spod ciemnej gwiazdy trenowali mugolski boks, jeden z nich bowiem miał brudne korzenie. Aleksaner po przybyciu do Anglii utrzymywał, że jego żona i synowie są czystej krwi tak jak on, co było kłamstwem: Żanna bowiem była córką mugolaczki i czystokrwistego czarodzieja. Tu nikt ich jednak nie znał, więc mogli kłamać do woli: a plotka ta mogła zadziałać na korzyść jego synów.
Z biegiem lat najstarszy syn Aleksandra stawał się coraz gorszy.
Pojedynkował się coraz lepiej, władał potężniejszą czarną magią, niźli uczył tego Durmstrang, jego ciało także nabrało siły - nigdy nie odpuszczał morderczych trenigów: one także stawały się okazją do zranienia, a tego Siergiej nie odpuszczał. Miał do bitki i pojedynków talent, lecz jeszcze zręczniejsze miał dłonie. Na ulicach był sprytnym lisem, niezrównanym kieszonkowcem. Nie miał żadnych skrupułów przy okradaniu zarówno młodych, jak i starych, zamożniejszych i biedniejszych. Oszukiwał i kłamał bez mrugnięcia okiem. Nokturn nauczył go znacznie przydatniejszych rzeczy niż szkoła - nauczył go radzić sobie, mając tak parszywe życie jak to, choć nie wyobrażał sobie innego. Siergiej nabierał siły charakteru, stając się dla kamratów swego ojca jego zastępcą i prawą ręką. Wiedzieli, że kiedyś go zastąpi.
Tego pragnął najbardziej. Pieniędzy, szacunku mieszkańców Nokturnu i władzy nad choćby częścią z nich. Oddawał za to coraz więcej ze swego człowieczeństwa, przypominając bardziej wściekłego, spragnionego ciągłej walki psa. Wystarczyło jedno słowo, by przechylić szalę jego milczenia i obudzić bestię, z rozkoszą rozdzierającą gardła. Dolohov nie należał ani do ludzi dobrych, ani szlachetnych. Brał to, na co miał ochotę, nie zważając na protest jednej, czy drugiej karczemnej dziewki, bądź nawet jej ojca, gdy ze śmiechem wsuwał za pas sakiewkę z oszczędnościami jego życia.
Siergiej karmił się nienawiścią, jaką wokół siebie generował. Parszywy skurwiel nie miał nic do stracenia w życiu. Prawie nic bowiem nie posiadał. Nie miał ani ziem, ani majątku, ani nawet spokoju duszy. Ona wyrywała się wciąż do przodu, jakby goniona przez samego diabła – aż w końcu wyrwała się z szerokiej piersi i osunęła w nicość. Po prosu zniknęła.


Aleksander zmarł. W pojedynku, podczas napadu, nigdy nikt się tego nie dowiedział. Znaleziono go martwego w jednej z uliczek Nokturnu, lecz zamiast wzywać odpowiednie służby - posłano po jego synów. Wspólnie zdecydowali, by spalić ciało ojca - nie potrzebowali wszak zbędnego zainteresowania organów władzy. Musieli być ostrożni, czasy były niespokojne, a oni nie parali się wyłącznie kradzieżą, lecz także czarną magią, przemytem i handlem czarnoksięskich przedmiotów. Siergiej, jako najstarszy i najsilniejszy z braci, przejął władzę nad bandą swego ojca, stając się jej hersztem i przywódcą. Nigdy nie dał im powodu, by zwątpili w niego - wprost przeciwnie. Uchodził za równie silnego i przebiegłego, co jego ojciec i jak dotąd nie stracili żadnego człowieka.
Czas mijał, a Nokturn był jego królestwem. W żartach mówił, że jego jego władcą, choć nie było to prawdą: nie decydował o całym tym skrawku piekła, lecz nie można mu było odmówić szacunku, jakim tu go darzono. Czuł się tu jak ryba w wodzie, choć tęskno mu było za rodzimą Rosją. Tęsknił za mrozem, który szczypał skórę, zapachem igieł i lasem. Nigdy by jednak nie wrócił tam na dłużej, gdy zyskał już to co chciał. Prawie.
Otaczał się wieloma kobietami. Potrafił gadać i czarować, a do tego w karczmach i pubach niekiedy zmieniał się nie do poznania: śmiał się, dużo pił i jeszcze więcej się śmiał. Wychodziło z niego hulaszcze wnętrze, które pragnęło muzyki, alkoholu i kobiet. Jeśli wypił za dużo, wtedy się bił, lecz jeśli brat zdołał go upilnować, zmieniał wówczas wino w śpiew, a zwykły wieczór w prawdziwe wesele do białego rana. Kobiety do niego lgnęły, co wykorzystywał, lecz żadnej nie zapragnął poślubić.
Poznał jednak Maszę.


Zjawił się w Karczmie Pod Mantrykorą przypadkiem. Chyba, nie pamiętał. Nawet jeśli miał wtedy jakiś cel, to kiedy wpadła mu w oko, zapomniał o tym, co miał tam zrobić. Usiadł i zamówił alkohol, przypatrywał się jej bezczelnie, snując plany we własnej głowie co z nią zrobi, gdy już zawróci jej w głowie - może piosenką, może słowami w rodzimym dialekcie. Dziewka krzątała się pracowicie po karczmie, aż nie zniknęła na zapleczu, a dryblas za nim. Nie wiedział co nim kierowało, najpewniej pragnienie, by mieć tę dziewczynę dla siebie, choćby na jeden wieczór - nie mógł znieść myśli, że obślizgłe, lepkie ręce tego gnoja dotkną jej przed nim. Ruszył więc sam na to zaplecze, niczym szlachetny rycerz na ratunek swej damie (ku chwale ironii, gdyż jeśliby takiż rycerz stał na biegunie północnym, Siergiej piłby właśnie na południowym). Wkroczył w odpowiednim momencie, a ujrzawszy obrzydliwe łapska na drobnym ciele dziewczyny - zawrzała w nim złość.
On pierwszy na nią spojrzał. On pierwszy o niej pomyślał. Miał więc do niej większe prawa.
Wystarczyło kilka machnięć różdżką, by przeciwnik znalazł się we własnej krwi na ziemi. Chwycił chudzinę za dłoń i wyprowadził z karczmy, prowadzą do innej - jakżeby inaczej. Masza, tak miała na imię. Mówiła ze wschodnim akcentem i dzięki temu jego patrzył na nią nieco łagodniej, nie jak na smakowity kąsek, który pragnął wykorzystać i zostawić - Słowianie wszak musieli trzymać się razem. Patrzył łagodniej, lecz nie zmieniło to w żaden sposób jego pragnień: chciał ją mieć, a cóż jest lepszym sposobem na kobiety, jeśli nie wino i śpiew? Chciał ją nieco upić i ująć śpiewem, lecz w ostateczności, gdy już pijaniutka przelewała mu się przez ręce, po raz pierwszy poczuł, że nie chce zrobić tego wbrew niej.
Odprowadził Maszę do domu, wniósł po schodach do sypialni i ułożył ją na łóżku, lecz zaraz po tym zaklęciem zamknął domostwo i zniknął.
A potem przychodził do niej codziennie.


Masza miała talent do wydobywania z niego to, co najlepsze. Potrafiła odkryć jego duszę i wytrzeć ją do czysta.
Przychodziło do niej tak często, jak tylko mógł. Wystawał pod jej drzwiami i czekał, aż wróci. Czasami czekał pod karczmą, gdzie sprzątała, paląc papierosa, by odprowadzić ją do domu. Wiedział, że mogła się teleportować, lecz chciał zyskać te kilka chwil z nią sam na sam. Czasami znikał na długie tygodnie, mając do wykonania robotę, lecz zawsze wracał. Powtarzał, że się z nią ożeni i wiedział, że będzie to prawda. Nie była tylko piękna, lecz i skromna, zaradna i sprytna. Czyż nie tego oczekiwał od żony? Patrzył w jej wątłe, wychudłe oblicze i pragnął się nią zaopiekować tak bez reszty. Od początku. Dziewczyna bez przeszłości, nie miała nikogo, być może dlatego mu uległa. W końcu. Im bardziej mu się opierała, tym pragnął jej goręcej - jak pies, który goni swą ofiarę. Pożądał jej ciała, a jednako podziwiał za cierpliwość i wytrwałość z jaką mu odmawiała.
Tak jak powiedział, tak uczynił.
Poślubił Maszę latem, gdy słońce jaśniało długo nad ich głowami. Ani ona, ani on nie mieli wiele pieniędzy, lecz na kilka tygodni przed uroczystością trafiła mu się wyjątkowo opłacalna robota: zagarnął jej lwią część, a stary znajomy obiecał, że pozwoli im urządzić wesele w swych ogrodach. Nie mógł mieć innego, niż huczne weselisko pod gołym niebem. Stoły może nie uginały się pod ciężarem jedzenia, lecz alkohol lał się strumieniami, a muzyka grała do rana.
Kiedy wschodziło słońce miał już Maszeńkę dla siebie - należała do niego tak jak on należał do niej.
W rok po ślubie urodziła mu syna i wtedy pokochał ją jeszcze mocniej. Bo kochał ją, temu nigdy nie starał się nawet zaprzeczyć. W życiu, jakie prowadził, potrzebował swej ostoi spokoju. Masza dawała mu wyciszenie, ukojenie; łagodziła jego nerwy. Spał przy niej spokojniej.
Ona była dlań dobrą żoną, lecz jemu daleko było od dobrego męża - zbyt mocno wdał się we własnego ojca. Zbyt gwałtowną miał naturę, by wiecznie trwać potulnie u jej boku. Potrafił podnieść nań rękę, za każdym razem jednak gorąco żałował i przysięgał, że więcej tego nie uczyni.
Kłamał.


Czasami wiodło im się lepiej, czasami gorzej. Niegdyś częściej gorzej, niż lepiej. Niespokojne czasy sprawiały, że Siegiej i jego banda musieli być ostrożniejsi, a to nie sprzyjało interesom. Dolohov raz nawet wylądował w Tower, przymknięty przez Brendana Weasleya, wypuszczono go jednak z braku wiarygodnych dowodów. Pragnął być dobrym ojcem i mężem, lecz tu także częściej wiodło mu się gorzej. Wychowywał Antonina twardą ręką, a Masza udawała wówczas, że nie patrzy. Ona musiała znosić jego gniew, gdy coś poszło nie po jego myśli, czasami nawet i uderzenia, za które później całował ją po dłoniach przepraszając. Troszczył się o nich oboje na swój własny, pokraczny sposób. Był kalką własnego ojca i powielał wzorce, których nauczył się za młodu. Pragnął dobra swojej rodziny, lecz często sam był ich największym przekleństwem.
Nie ustawał więc w tym co robił. Wciąż dowodził swojej bandzie i parał się przestępstwem wszelkiej maści: robił to, na co akurat była okazja i co mogło przynieść mu zysk. To bowiem było dlań największym priorytetem: mając pieniądze mógł zapewnić byt sobie i swojej rodzinie.
Często jednak, kiedy już galeony, sykle i knuty wpadły mu w ręce, zwykł je przepijać - a Masza mogła jedynie znów płakać w kącie.



Patronus: Siergiej kilka razy w życiu wyczarował patronusa i przybrał on wówczas kształt niedźwiedzia, być może dlatego, że i jego za młodu nazywano małym niedźwiedziem - zawsze był bardzo mocnej postury. Niedźwiedzie są silne i niekiedy agresywne, tak jak on.
Podczas wyczarowywania go myślał o chwili z Maszą, kiedy leżała w połogu i trzymała w ramionach ich nowonarodzonego syna, Antonina, a także o ich weselu pod gołym niebem.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 5 Brak
Zaklęcia i uroki: 12 2 (różdżka)
Czarna magia: 11 3(różdżka)
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 10 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: rosyjski II0
Język angielskiII3
Język norweskiII3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
KłamstwoIII10
Mocna głowaII5
ONMSI2
Silna wolaI2
SpostrzegawczośćII5
Ukrywanie sięII5
ZastraszanieII5
Zręczne ręceIV20
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznastwoI5
-zależnezależne
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
---
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (wiedza)I1
Muzyka (śpiew)I1
Muzyka (gra na bałałajce)I1
LiteraturaI1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
BoksI1
GenetykaWartośćWydane punkty
brak-0
Reszta: 6

Wyposażenie

Różdżka, sowa, 13 pkt statystyk, 2 PB





Ostatnio zmieniony przez Siergiej Dolohov dnia 03.05.17 13:32, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Siergiej Dolohov   01.05.17 20:52

Ukończona!




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
 

Siergiej Dolohov

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17