Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Ogród   24.04.17 11:37

Ogród

Wokół zamku Beeston rozpościerają się rozległe, budzące zachwyt swym pięknem ogrody, które pełne są wysokich drzew, starannie wypielęgnowanych krzewów oraz rzeźb. Ścieżkami, wysypanymi drobnym żwirem, można spacerować wśród róż i magnolii, jednakże nie można oprzeć się wrażeniu, że ogród ten jest nieco uboższy w kompozycje kwiatowe od innych, otaczających podobne dwory.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ogród   25.04.17 13:16

15 IV
Natura dla Cheshire była w ostatnich dniach łaskawa. Raczyła je cieplejszymi dniami i słońcem, pod blaskiem którego rozwinęły się  młode listki i zakwitły fiołki. Trawniki ogrodów Beeston przyozdobiły gdzieniegdzie urocze, fioletowe plamy, pachnące tak słodko i intensywnie, że można było upoić się tym zapachem, zwłaszcza gdy nie nastało jeszcze południe i powietrze było świeże i rześkie. Być może, gdyby w zamku Beeston mieszkali insi czarodzieje, całe popołudnia spędzaliby w ogrodach i rozpływali się w zachwytach nad ich pięknem, jednakże miejsce to należało do rodu Rowle – a przez nich wszędzie powietrze gęstniało i zapadała dziwna, niepokojąca atmosfera. W murach zamku nie pachniało już wiosną, było chłodno i można było dostać gęsiej skórki, gdy kolejny duch w milczeniu przemierzał korytarze.
Zdawałoby się, że jeden z nich pojawił się wśród drzew, choć rzecz jasna było to niemożliwe, najstarsza córka Oliviera Rowle zdawała się jednak być podobną do ducha, tak była blada i eteryczna, gdy spacerowała zacienionymi ścieżkami w jasnej szacie, na którą składała się elegancka koszula z koronkowym kołnierzem oraz kremowa spódnica do samej ziemi. Daphne pragnęła wyciszyć się w altanie nad rzeką nieopodal, z księgą traktującą, rzecz jasna o alchemii, i filiżanką herbaty, jednakże pani matka poprosiła ją, by dotrzymała towarzystwa córce jej bratanka. Córka kuzyna podobnież okazała się przeziębiona, a siostra Daphne była w zamku nieobecna, więc to właśnie jej w udziale przypadło zaszczytne zadanie opieki nad małą lady Malfoy.
Panna Rowle nie przepadała za dziećmi. Zwykle bywały hałaśliwe i nawijały jak najęte, a nie daj Merlinie jeszcze zaczynały płakać. Nie wyobrażała sobie siebie jako matki i miała nadzieję, że ten moment nie nastąpi zbyt prędko: Daphne nie dopuszczała do siebie myśli o upływającym czasie, a niepochlebne komentarze o staropanieństwie zwykła ignorować.
Ujrzała Marianne, gdy wychynęła zza zakrętu z książką w ręku i maleńkim bukiecikiem fiołków w drugiej dłoni. Za Daphne nieodłącznie dreptała jej towarzyszka: pies, którego na pierwszy rzut oka można było pomylić z wilkiem. Dusza z pewnością miała wilcze geny, lecz była psem rasy wilczak, a ponadto doskonale wytresowanym.
-Kogóż moje oczy widzą! – wyrzekła Daphne, zbliżając się do dziewczynki. Powitała ją i przykucnęła przy niej, wyciągając do Marianne dłoń z bukiecikiem fiołków –Nie są tak piękne jak Ty, milady, lecz równie słodko pachną.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   28.04.17 16:25

Podobne wizyty zawsze wiązały się z ogromnym podekscytowaniem, wybitnie trudnym do opanowania i przezwyciężenia, a wymagania rodziny i opiekunki były w tej kwestii ogromne - nadmierna żywiołowość nie wchodziła w grę, w najmniejszym stopniu nie przystając prawdziwej damie, a do roli tej Marianne szykowała się od najmłodszych lat, z dumą nosząc swe nazwisko. Wyróżniała się wyczuciem albo intuicją - potrafiła zjednać sobie niemalże każdego, posiadając zdumiewającą umiejetność topienia lodowych serc i pomijania pewnych mankamentów postaci, które o owych mankamentach pamiętać nie chciały, jakby poddawała się ich woli i odwracała uwagę od nieprzyjemnych części życia i istnienia. Była niewinna na prosty sposób, jak to dzieci miały w zwyczaju (wbrew ogólnej i dosyć powszechnej opinii, że kryły się w nich prawdziwe demony bez krzty sumienia - bywały urokliwe), urzekała ciekawymi historiami oraz świeżym spojrzeniem na świat, sprawdzała się w roli przedstawicielki swojej szlachetnej rodziny, we krwi miała przystosowanie do licznych zajęć i aktywności - co ciekawsze, lubiła je i większości nie chciała nawet unikać. Mimo tego, że dzień rozpoczęła lekcją ukochanego tańca (oczywiście po rodzinnym śniadaniu), myśli zaprzątała jej wizyta u kuzynki w Beeston - przy niej Marianne mogła czuć się jak przewodniczka i mentorka, będąc starszą o całe trzy miesiące i dwanaście dni, co ostatnio z wielką chęcią przeliczyła z panią Abernathy. Znaczyło to ni mniej, ni więcej, że guwernantka liczyła, a Malfoyówna zapisywała cyferki, ale cały sukces ostatecznie stał się jej zasługą i dziadek Cronus pochwalił ją za to przy reszcie, wspominając przy okazji ojcu, że w takim wypadku jego pociecha powinna odwiedzić swoją krewną. Trudno się dziwić, że skoro dostała przyzwolenie od samego dziadka, wizytę traktowała wyjątkowo. Dlatego teraz walczyła z zawiedzioną miną, starając się zachować dobrą twarz w nieprzyjemnej sytuacji, jak została nauczona przez mamę oraz cały szereg innych dam oraz pań, które się na damowaniu znały. Rozpaczała chwilę opiekunce, że jak to, jak to ciocia Daphne, tata przecież ciągle mamrocze pod nosem, że to niedopuszczalne, ujma na honorze rodu, przecież już dawno powinna mieć to za sobą. Mama wtedy, na pytania co tata przez to rozumie? odpowiada, że lady Rowle zwyczajnie powinna mieć już męża, ale ten moment wciąż nie nastąpił. Blondynka nauczyła się więc kiwać głową z politowaniem - specjalnie z tej okazji, tak jak rodzice - ale wiedziała, że w ten sposób nie powinna witać cioci, choć pewnych rzeczy była bardzo ciekawa. Śliczne kwiatuszki rozpogodziły delikatnie jej oblicze, zdobiąc je również nieśmiałym uśmiechem. Dygnęła.
- Dzień dobry, ciociu. To zasługa panny Victorii - pochwaliła lady Parkinson, sprawczynię obłędnego zapachu. - Ale perfumy wybrałam ja. Dziękuję cioci za kwiaty - po tym zamilkła na chwilę, rozglądając się po otoczeniu i odprowadzając opiekunkę wzrokiem - teraz była pod skrzydłami Rowle. - Mama mówi, że spacer wśród kwiatów dobrze robi na uśmiech i powodzenie w życiu - część z uśmiechem rozumiała, drugą - nieco mniej. - Co będziemy robić? Jest ciocia bardzo jasna - skomentowała, przyglądając się kobiecie bacznie. Sama miała na sobie lekką, ale dosyć ozdobną suknię, srebrzącą się - gdzieniegdzie zaakcentowana szlachetną zielenią, dopasowaną do pelerynki. Na głowie nosiła elegancki kapelusik.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ogród   28.04.17 21:30

W ostatnim czasie Daphne stroniła od wizyt u rodziny, a także zaprzyjaźnionych rodów. Nie z niechęci wynikającej do takich spotkań, ponieważ bywały one na tyle przyjemne, by nawet ona odnalazła w nich radość. Lubiła spędzać czas z matką Marianne, Larissą, choć była świadoma, że lady Malfoy kole w oczy jej stan cywilny i nie potrafiła się powstrzymać od uwag, lecz gdy tylko dała już upust temu niewyjaśnionemu żalowi, była bardzo dobrą towarzyszką do rozmowy.
Najczęściej gościła u o rodu Malfoy towarzysząc matce, która pragnęła odwiedzić swoich rodziców, a pradziadków Marianne. Czuła się niekiedy jak nastoletnia młódka, którą pani matka musi tłumaczyć, dlaczego jeszcze jej nie zaręczono, albo dlaczego nie pojawiła się na ostatnim sabacie. Alchemiczka wówczas milczała, pozwalając jej mówić, wiedząc jak kuzyn Abraxas i ich dziadek reagują na jej obecność, także gołą dłoń. Była solą w ich oku. Niezmierną irytację panny Rowle wzbudzał fakt, że wszystko skupiało się wokół jej zamążpójścia, jeśli szło o relacje rodzinne.
Miała poważniejsze sprawy na swych barkach. Po wielomiesięcznej nieobecności w Angli nawał obowiązków w Departamencie Tajemnic ją przytłoczył. Musiała przestudiować wszystko co udało się Niewymownym, bądź wprost przeciwnie.
Widać obie były dość zawiedzione swoim towarzystwem. Mała lady Malfoy liczyła na towarzystwo swojej rówieśnicy i doskonałą zabawę, zaś panna Rowle pragnęła ciszy i świętego spokoju. Obie były jednak zbyt dobrze wychowane, by okazać prawdziwe uczucia: co prawda o ile Daphne była na tym polu mistrzynią, to Marianne musiała jeszcze popracować. Nie winiła jej jednak, miała zalewie pięć lat.
A może sześć?
Daphne wyprostowała się i wyciągnęła różdżkę z ukrytej kieszeni w spódnicy. Wykonała odpowiedni gest różdżką i jednocześnie wypowiedziała inkantację: - Wingardium Leviosa!
Księga wymknęła się Daphne spod pachy i usłużnie przelewitowała we wskazane miejsce: unosiła się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu nie wpadła przez okno do biblioteki.
-Twoja mama musiała więc często spacerować wśród kwiatów w Twoim wieku. Jest piękna, czyż nie? – zagadnęła Daphne, w ogóle nie odnosząc się do uwagi o Victorii Parkinson. Była jej kuzynką po kądzieli, ich matki były siostrami, lecz obie kobiety wyjątkowo za sobą nie przesadzały. Prawdę mówiąc, panna Rowle uważała młodszą kuzynkę za nieco naiwną i głupią gąskę, lecz w życiu nie podzieliłaby się podobną uwagą z Marianne.
Ruszyła ścieżką wśród fiołków i kwitnących magnolii. Dłonie miała splecione przed sobą. – Dama powinna być blada, Marianne, Twoja mama na pewno Ci o tym wspominała. Blada skóra jest szlachetna, to oznacza że nie parasz się hańbiącą pracą na świeżym powietrzu, która jest właściwa kobietom z niższych klas – wytłumaczyła jej spokojnie, idąc powoli i spoglądając na Marianne. Po chwili uśmiechnęła się nieprzewrotnie, a w oku pojawił się błysk –Jesteś już dużą dziewczynką, prawda? Prawdziwą damą, rozpiera mnie duma jako Twoją ciocię. Myślę, że jesteś dość duża, bym mogła pokazać Ci nawiedzony las. Jesteś odważna, Marianne? Mieszkają tam złe duchy, zjawy i demony, lecz nie lękaj się, mam różdżkę. – lady Rowle zdawała się mówić poważnie, jakby naprawdę planowała Malfoyównę tam zabrać: zaraz jednak roześmiała się melodyjnie i pogładziła dziewczynkę po ramieniu. –Nie martw się, moja słodka, pójdziemy tylko nad rzekę. Chcesz, by Dusza pokazała Ci co potrafi?
Wilczak lady Rowle, słysząc swe imię, natychmiast zjawił się u jej boku.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   01.05.17 16:48

Sześć, prawie sześć lat - uwielbiała o tym przypominać i Daphne miała usłyszeć to tego dnia prawdopodobnie więcej, niż tylko jeden raz. Marianne wyczekiwała niecierpliwie dnia urodzin, odliczając i wykreślając dni w kalendarzu. Miesiąc i jeden dzień dzieliły ją od upragnionego pułapu, pani Abernathy poinformowała ją także ostatnio, że jest już w połowie drogi do magicznej jedenastki, kiedy to miał przyjść list z Hogwartu - jeśli zaś wybiorą Beauxbatons, czasu potrzeba było jeszcze mniej! - i kiedy będzie mogła wreszcie trafić do Slytherinu, utrzymując tradycję rodzinną. Powiodła wzrokiem za książką, dopóki nie zniknęła w ramie okna, po czym spojrzała na kobietę.
- Septimus mówi, że to proste zaklęcie i że na pewno opanuję je bardzo szybko, kiedy już pójdę do szkoły - poinformowała, żeby Daphne absolutnie nie miała wątpliwości, że będzie z niej utalentowana czarownica i niedługo również będzie wysyłać książki do biblioteczki za pomocą zaklęcia. - Umie ciocia zrobić tak, żeby książka latała jak ptak? - zapytała, wyobrażając sobie, że wysłałaby książkę ładniej - okładka stanowiłaby skrzydła, które poruszałyby się ładnie, a nie tak zwyczajnie.
- Tak - kiwnięcie głową było entuzjastyczne, lecz nie przesadnie, a uśmiech rozjaśnił jej oblicze. Mama była przecież najpiękniejsza i sama nie mogła się na nią napatrzeć. - Mogę zebrać dla niej bukiet? Proszę, ciociu - wyglądnęła w górę, ze szczerą nadzieją w oczach. Ten, który trzymała w dłoniach, przeznaczony był dla niej samej - mama musiała dostać swój, własny, przeznaczony dla niej. Kiwnęła głową, wysłuchując z uwagą słów lady Rowle na temat bladości. Wiedziała o tym, nawet jeśli musiała przyznać, że akurat wyleciało jej z głowy - nie to miała jednak na myśli, mówić o jasności cioci. Ona była cała jasna, od stóp, do głów, nawet włosy miała bielutkie, zupełnie jak śnieg. U Malfoyów było to normalne, ale przyzwyczaiła się do oglądania ich w ciemniejszych szatach, dlatego Rowle tak zwróciła jej uwagę.
- Tak, tak, to oczywiste - stwierdziła, ale potrzebowała tę kwestię sprostować. - Ale ciocia jest cała taka jasna, że pasuje ciocia do duchów - wzruszyła delikatnie ramionami, przyglądając się jej jeszcze chwilę, coraz bardziej podejrzliwie, słuchając kolejnych słów, padających z jej ust. Nie miała ochoty na chodzenie po nawiedzonych lasach, tata zdecydowanie nie ucieszyłby się z takiego obrotu spraw - jeszcze, gdy Daphne się śmiała, Marianne obserwowała ją czujnie, nieufnie traktując propozycję wyprawy nad rzekę. - Nie boję się, mam już prawie sześć lat, ciociu - odparła wyniośle, zaraz dodając, dla czystej pewności - Rzeka nie jest nawiedzona? Od nawiedzonych rzeczy można złapać klątwę, a kiedy łapie się klątwę, to nawet spacery wśród kwiatów nie pomogą, proszę cioci. Złapała ciocia kiedyś klątwę? Tata mówi, że już dawno powinna mieć ciocia męża, czy to przez nawiedzony las jeszcze go nie ma? - zapytała, ale nie było w tym żadnej złośliwości - tylko prosta, dziecięca ciekawość.
- A co potrafi Dusza? - zapytała jeszcze, niepewnie śledząc wzrokiem psa.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ogród   01.05.17 17:37

Nie lubiła rozmawiać o wieku. Nigdy nie przyznawała się głośno ile tak naprawdę liczy już sobie lat, choć wszyscy dookoła wiedzieli. Powszechnie było wiadomo, że urodziła się zimą 1928 roku (co dla Marianne zapewne było datą z zeszłego tysiąclecia), a Hogwart ukończyła w czerwcu 1946 roku. Minęła więc cała dekada od momentu, kiedy nikt jeszcze nie śmiał nazywać jej starą panną. Miała wówczas piękne lat osiemnaście i była pewna, że cały świat leży u jej stóp.
Gorzkniała jednak z każdym rokiem, oddalając się od wszystkich coraz mocniej i dalej. Przed dwoma księżycami, piętnastego dnia lutego, obchodziła swe dwudzieste ósme urodziny, o których zakazała wspominać. Matka i ojciec nie złożyli jej nawet życzeń, za co była im wdzięczna. Przeżyła ten dzień tak jak każdy inny. Skutecznie odtrącając od siebie myśli o upływającym czasie.
-Jestem tego pewna, milady. Masz w sobie szlachetną krew, w Twoich żyłach płynie stara, potężna magia. Opanujesz nie tylko proste zaklęcia, moja miła, musisz się tylko pilnie uczyć - odrzekła jej Daphne z łagodnym uśmiechem. Była uprzejma, tak uprzejma jak rzadko dla kogo. Chciała podtrzymać dobre relacje z Larissą i nie dać powodu matce, by ją upomniała.
-Oczywiście, kiedy wrócimy do zamku, to z radością Ci to zaprezentuję - nie miała wszak pod ręką drugiej książki, a nie zamierzała jej przywoływać wyłącznie dla dziecięcej uciechy. Marianne musiała uzbroić się w cierpliwość. Lady Rowle wyciągnęła dłoń po fiołki, trzymane przez dziewczynkę. -Nie widzę żadnych przeszkód, przytrzymam Twój
Wzruszyła ramionami, w odpowiedzi na uwagę o duchach Marianne. Całe życie spędziła z duchami, towarzyszyły jej od maleńkości. Niekiedy ceniła ich towarzystwo wyżej od obecności żywych. Miały jej do zaoferowania niejednokrotnie piękniejsze i mroczniejsze historie, niż lord, czy lady Rowle. Rodzice niechętnie wdawali się z nią w pogawędki, kiedy była dzieckiem. Nie okazywali jej wiele czułości, by nie była zbyt ckliwa. Daphne rozgadywała się więc przy duchach, a kiedy dorosła, nauczyła się je zmuszać do posłuszeństwa, co było sekretem jej rodziny. Nie łączyła tego jednak z preferencjami ubioru: nosiła się zazwyczaj w jasnych szatach, śnieżnobiałej bieli. W pewnym sensie wierzyła, że to odejmuje jej to lat.
-Lubię towarzystwo duchów, a Ty, Marianne? Widziałaś naszego kuguchara? - była pewna, że tak. Zdecydowana większość gości Beeston była ciekawa tej wyjątkowej zjawy.
-Sześć lat? To bardzo dużo, nie dziwne, że się nie boisz - Daphne przystanęła w cieniu dębu, czekając aż Marianne zbierze bukiecik dla swej matki. -Rzeka nie jest nawiedzona. Duchy nie mieszkają w wodzie, moja słodka, tylko w naszym zamku i w lesie. Jest jeszcze dzień, więc i tak byśmy ich nie ujrzały. Budzą się w nocy.
Duchy nigdy nie spały, jednakże wiedziała, że ma do czynienia z dzieckiem. Mądrym i dobrze wychowanym, jednakże wciąż dzieckiem. Najpewniej dlatego niechcący wyjawiła sekret, który nie powinien trafić do jej uszu. Sekret, nie sekret, była pewna, że kuzyn Abraxas nie szczędzi przykrych słów pod jej adresem, kiedy nie słyszy. Usta Daphne drgnęły nieznacznie, lecz wyraz twarzy pozostał niezmienny. Zawsze kontrolowała swe emocje, trzymała je na wodzy, nie pozwalała, by inni odczytali co naprawdę czuje.
Nie widziała sensu, by tłumaczyć zawiłości swego stanu cywilnego dziecku, więc na jej usta wychynął uśmiech, który nie sięgał zimnych, błękitnych oczu.
-Tak jest, Marianne. Ciąży na mnie straszliwa klątwa. Kiedy byłam w Twoim wieku... - miała ochotę dodać: tak, kiedyś ja także byłam dzieckiem i nie było to w zeszłym eonie, jednakże powstrzymała się -Opuściłam lekcje, których nie powinnam, a poszła właśnie do nawiedzonego lasu. Od tamtej pory ciąży na mnie klątwa. Zdjąć ją może jedynie szlachetny lord z odpowiedniego rodu, który pokona trzy bazyliszki jednym zaklęciem - w tym momencie alchemiczka westchnęła teatralnie -Nikomu się jednak dotąd nie udało tego dokonać, dlatego pozostaję niezamężna.
Opowiedziała jej tę bajkę z jednego prostego powodu - miała nadzieję, że Marianne zapamięta jej słowa o nauce i będzie się do niej pilnie przykładać. Nauka wszak była kluczem do potęgi.
-Dusza! - zamiast odpowiedzieć, alchemiczka przyzwała psa do siebie -Połóż się - Dusza posłusznie ułożyła się na ziemi -Bój się! - suka położyła pysk na żwirowej ścieżkę i nakryła łapami ślepia, jakby je zasłaniała ze strachu - Wilki się nie boją. Wstań! Orbis - Daphne machnęła różdżką i pojawiło się magiczne lasso, które jednak zamiast schwytać duszę, ułożyło się w koło. Czarownica machnęła drugą dłonią, a wilczak posłusznie przeskoczył przez okręg.
-Z tego co mi wiadomo, milady, Ty wolisz jednak koty, czyż nie?




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   02.05.17 14:53

Ona - wręcz przeciwnie, uwielbiała rozmawiać o wieku, o ile ktoś jawnie nie podkreślał, że jest od niej starszy i mądrzejszy - dlatego z takim smutkiem przyjęła wiadomość o swojej kuzynce oraz podmianie jej na spotkanie z Daphne - starszą i mądrzejszą zamiast młodszej i głupiutkiej. Niemniej jednak, odwróciła uwagę kwiatami, wilkopodobnym psem, czarami oraz tajemniczymi (i podejrzanymi) klątwami z nawiedzonych lasów, choć żal wciąż troszkę przebijał się przez skórę, nie dając o sobie zapomnieć. Miała tyle wyobrażeń na ten dzień, tak piękne plany, tak dużo rzeczy ze świata starszych, które chciała opowiedzieć młodziutkiej kuzynce! Wyglądało zaś na to, że będzie musiała pytania zadawać, zamiast na nie odpowiadać.
- Wszyscy są zadowoleni z moich postępów, ciociu. Na pewno będę się uczyć bardzo pilnie - oznajmiła z niezbitym przekonaniem, przez chwilę wyobrażając sobie, jak dyryguje światem za pomocą magicznej różdżki, układając sobie życie według własnych zachcianek. Teraz próbowała robić to samo, lecz bez pomocy odpowiednio dobranego rdzenia związanego ze ślicznie rzeźbionym drewnem. Zwróciła też uwagę na to, że ciocia była bardzo uprzejma - nie miała z nią zbyt wiele do czynienia, Abraxas raczej starał się popychać ją w stronę odpowiednich wzorców i ograniczał kontakty ze starymi pannami, lecz Marianne miała swój dziecięcy rozum, niezmącony jeszcze dokładnymi opisami danych pojęć. Wiedziała tylko, że zwlekanie ze ślubem do takiego wieku (określenie sugerujące, że lady Rowle była bardzo stara) jest niepoprawne, niedopuszczalnie i kategorycznie wykluczone w jej przypadku.
- Dobrze, poczekam, ale czy wtedy możemy zrobić książkowe przedstawienie? Jak w balecie, tak żeby książki tańczyły razem, najpiękniej - poprosiła, obracając się wesoło i pozwalając sukni zatrzepotać w okręgu, a później przypatrywała się, jak zwiewnie wraca do normalnego kształtu. Ustawiła się tak, jak na ostatniej lekcji klasycznego tańca, lecz pod suknią niewiele dało się dostrzec. - Kiedyś będę baletnicą - spojrzała na kobietę, po czym przebrnęła kilka kroków dalej, już będąc przy kwiatach, po czym uniosła palce i wyprostowała się dumnie, udając, że przed sobą ma fortepian - Albo pianistką - hop, hop, hop - Albo wiolonczelistą. Mama i wujek Magnus ślicznie grają na wiolonczeli - zachwyciła się własnymi wyobrażeniami przyszłości, zbierając kwiaty. Pochylona nad nimi w kapeluszu, mającym chronić jasną skórę przed słońcem, mogła zachwycać się zapachem i kolorem. Bukiecik stał się dosyć okazały.
- Nie spotkałam wielu duchów, ale niektóre są trochę nieprzyjemne - poinformowała, kręcąc głową na pytanie o kuguchara. - Wujcio Magnus mi go pokaże, kiedy powiem mu, że chcę zobaczyć.
- To bez sensu, nie sądzi ciocia? Las jest ciemny i widać w nim duchy, gdyby mieszkały w wodzie, lepiej by się chowały, bo są przezroczyste jak woda. I zimne, kiedyś przebiegłam przez ducha i musiałam chować się pod pierzyną - wzdrygnęła się na to wspomnienie. - Skoro duchy śpią w dzień, można je wystraszyć i obudzić? - zapytała z niebywałą przewrotnością dostrzegając sprzeczność. Nie chciała tego robić, tylko dowiedzieć się, jak to jest z duchami.
- A więc była ciocia niegrzeczna! - złapała, z małym triumfem, bo przecież czasem zarzucano jej złe zachowanie i odkrycie, że dorośli bywali niegrzeczni było przełomowe. Wiedziała to, co prawda, wcześniej, ale tutaj nabierało znaczenia. - Trochę nie wierzę, wybaczy ciocia. Mam już prawie sześć lat i wiem, że nie można pokonać trzech bazyliszków jednym zaklęciem. Poza tym tacie byłoby cioci trochę szkoda, gdyby miała ciocia taką klątwę, i pewnie wtedy by się tak nie denerwował - uznała podejrzliwie, przyglądając się uważnie jasnowłosej. Coś jej nie grało. Próbowała przypomnieć sobie, czy tata mówił kiedyś, by uważać na to, co opowiada ciocia Daphne.
Sztuczki Duszy podsumowała klaskaniem, uprzejmie i z uśmiechem. Wyciągnęła do niej nieśmiało rączkę, by spróbować poklepać psa po łbie, a do cioci kiwnęła głową.
- Tak, mój kot, lord Nox, umie już wskoczyć na pufę, kiedy go poproszę i staram się uczyć go nowych rzeczy. Ma ciocia jakieś tajemnice, jak to łatwiej zrobić?




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ogród   02.05.17 15:37

Być może Daphne była niepokorna, a reputację na salonach miała gorszą, niż powinna, nie była jednak źle wychowana i wiele brakowało jej do trolla, by wypominać dziecku, że jest małe i głupie. Nawet ona wiedziała, że przecież to tylko dzieci i mają prawo do niewiedzy, a instynkt podpowiadał jej, że drobna pochwała może tylko małą Malfoyównę zachęcić do dalszej nauki. Były wszak rodziną i nawet jeśli Marianne w przyszłości również miała myśleć głównie o tym, by wyjść za mąż, to jeśli byłaby przy tym także głupia, Daphne także byłoby wstyd.
-Twój pan ojciec jest dość surowy, nie mylę się? – zagadnęła, poprawiając kosmyk jasnych włosów – Nie zaszkodzi więc, jeśli ja odrobinkę Cię rozpieszczę. Możemy urządzić przedstawienie.
Sama nie dowierzała własnym słowom, jeśliby kto z jej bliższego otoczenia ją teraz ujrzał i usłyszał, przetarłby oczy ze zdziwienia. Panna Rowle z rzadka bywała szczerze miła, a nie tylko lodowacie uprzejma. Mała Marianne miała jednak w sobie tyle uroku, który bił na głowę wszelkie uroki wil, półwil i tak dalej, że nawet Daphne potrafiła się uśmiechnąć kącikiem ust.
-Możesz być kim tylko zechcesz, Marianne. Nigdy nie daj sobie wmówić, że jest inaczej – odrzekła jej alchemiczka, obserwując figle dziewczynki z dystansu, wciąż stojąc w miłym cieniu –Świat leży u Twoich stóp. Sięgniesz po niego, jeśli będziesz pilnie się uczyć.
Czyż nie każda okazja jest dobra, by choćby spróbować wbić do dziewczęcych głów nieco oleju i ambicji większych, niźli właśnie dobre zamążpójście? Nie wierzyła w to, by Marianne miała w przyszłości okazać się inna – miała nazbyt surowego i konserwatywnego ojca, a jej matka była mu posłuszna;  jednakże i tak mogła spróbować – choćby po to, by uprzykrzyć nieco życie Abraxasowi, który w ostatnich czasach wybitnie działał jej na nerwy.
-Jesteś bardzo sprytną młodą damą, wiesz o tym?na pewno wieszMożna wystraszyć ducha, lecz to bardzo trudne. Spotkało ich już wszak to, co najgorsze – śmierć. Czegóż mogliby się bać, skoro już umarli?
Lady Rowle gestem wskazała, by szły dalej, gdy już Marianne zebrała bukiecik – Właśnie dlatego jestem panną, moja droga. Nie da się pokonać trzech bazyliszków jednym zaklęciem, więc nikt tego jeszcze nie dokonał. W naszym  świecie nie ma jednak niemożliwego… muszę więc czekać cierpliwie.
Odwróciła głowę w drugą stronę, by Marianne nie dostrzegła na jej bladej twarzy grymasu skrzywienia i przewrócenia oczyma – och tak, oczywiście. Kuzyn Abraxas musiał prawić o jej staropanieństwie nawet dzieciom. Daphne nie zdziwiłaby się, gdyby straszył nią swą córkę mówiąc skończysz jak lady Daphne!
-Wiesz, milady, zdradzę Ci pewną tajemnicę, o której najpewniej nie mówił Ci Twój tata – położyła drobną dłoń na jeszcze wątlejszym ramieniu Marianne, gładząc je lekko –Nie jestem tylko damą. Czarownice takie jak my powinny wykorzystywać swój potencjał w odpowiedni sposób, czy nie mam racji? Byłam raz niegrzeczna, lecz później uczyłam się bardzo pilnie i wykorzystałam swą wiedzę i magię płynącą w żyłach wraz z błękitną krwią, by coś odkryć – Daphne znów zacisnęła usta. Wątpiła, by dziewczynka zrozumiała to, co pragnie jej przekazać, jednakże z jakiegoś nieznanego powodu nie chciała, by ta myślała o niej wyłącznie źle jak nakazywał Abraxas –Bardzo się staram, by czarodziejski świat dowiedział się jeszcze więcej o magii i dzięki temu stał się lepszy, wiesz?
Odsunęła dłoń, w duchu zastanawiając się, czy mała lady opowie o wszystkim co jej powiedziała swemu ojcu i matce – jeśli tak, mogła czekać ją nieprzyjemna rozmowa, lecz była nań gotowa. Zwłaszcza, jeśli na początek czekało ją starcie z własną matką.
-Prawdę mówiąc Dusza trafiła do mnie już wytresowana, nie miałam czasu, by sama się tym zająć. Wiem jednak, że doskonale działa sposób z małą przekąską. Spróbuj wynagradzać Lorda Noxa smakołykiem, jeśli wykona komendę.
Alchemiczka gestem wskazała psu, by zbliżył się do Marianne – Dusza więc uczyniła to ostrożnie: zwierzęta instynktownie czuły, kiedy mają do czynienia z dziećmi. Wlepiła swe pomarańczowe ślepia w rączkę Marianne i polizała ją lekko.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   02.05.17 19:19

Dziecięca wyobraźnia potrafiła skutecznie wyolbrzymiać zagadnienia, z pojedynczych słówek i nieprzyjemnych mruknięć tworząc całe historie, oparte na domysłach. Tak, jak ubarwiały szarości, stawiając wydarzenia w centrum kalejdoskopu i pozwały im mienić się w okowach coraz to innych kształtów, tak potrafiły te same szarości pchnąć w najgłębszą czerń, w towarzystwo cieni oraz podejrzanych szelestów. Nietrudno jej było dodać do mrukliwego głosu Abraxasa całą opowieść, nie musiał jej nawet specjalnie przeciwko Daphne podburzać - dlatego właśnie była zaskoczona tonem oraz ogólnym obrazem kobiety, zupełnie nieświadoma, że stopiła nieco kolejne lodowe serce. Miała do tego prawdziwy talent, większy niż do baletu, fortepianu, czy wiolonczeli.
- Szczególnie dla Brutusa, ciociu, on ma trudno z tatą - odpowiedziała zmartwiona, ale poczuła się zobowiązana do sprostowania - tata był przecież najlepszy! - Ale jest najlepszym tatą na świecie, nie chciałabym żadnego innego! - na obietnicę przedstawienia uśmiechnęła się ślicznie i kiwnęła głową w podziękowaniu. Chciała móc dyrygować książkami, by pomóc w przygotowaniu małego widowiska, ale niestety nie była jeszcze dostatecznie duża.
- Będę, będę! - zapewniła jeszcze raz. - A w jakiej mnie ciocia najbardziej widzi? - zasięgnięcie zdania krewnych było istotną częścią w dążeniu do sukcesu; chciała dowiedzieć się, gdzie ów sukces byłby najbardziej zauważalny i opłacalny oraz obfitujący w największe przyjemności.
Słuchała ojca, starając się robić to bezwzględnie, ale nie zanosiło się na to, by stała się kukiełką - miała barwny charakter, którego jej rodzina wcale nie dusiła w zarodku. Mama ostatnio wysłuchała jej snu i wcale nie karciła za opowiadanie bzdur. Chłonęła też wiedzę sama, nie tylko tą podsuwaną przez nauczycieli oraz rodziców. Dzieci były ponoć jak gąbki.
- Można się bać różnych rzeczy - wzruszyła ramionami, chcąc wyjaśnić cioci, że to na pewno możliwe. Jakoś nie rozumiała, że można bać się tylko śmierci, bo i pojęcie śmierci było dla niej zbyt abstrakcyjne. Zmarłym na grobach zostawiało się kwiaty i opowiadało o nich historie, można było z nimi rozmawiać, jeśli byli wymalowani na portretach w rodowej posiadłości - ponoć i w Hogwarcie było takich portretów mnóstwo. - Brutus na pewno by wiedział, jak wystraszyć ducha, a Septimus znalazłby naukową odpowiedź w książce. Lucjusz bałby się bardziej niż duch, więc lepiej go w to nie mieszać - skrzywiła się lekko, wyobrażając sobie, jak malec moczy się przy podobnych próbach. Fuj. - Ja myślę, że duchy mogą bać się tego, że znikną, więc można by było udawać, że się ich nie widzi. Albo mogą bać się, że złapią jakąś klątwę, bo same je przecież rozdają. Zresztą, jakby zajść ducha od tyłu i zrobić głośne bum to na pewno się wystraszy, dużo razy widziałam, że tak jest - kiwnęła głową, pewna swego.
- Jak ciocia woli, ale Septimus opowiadał, że są specjalni ludzie od usuwania klątw. Zapytam tatę, on na pewno kogoś znajdzie, tata ma znajomości - poinformowała z dumą - i nie będzie musiała ciocia czekać. Jest ciocia bardzo miła, więc jakiś pan lord na pewno się znajdzie - troskliwe zapewnienie. - Trzeba dać sobie pomóc - dodała na zwieńczenie dobrych rad, pamiętając to stwierdzenie z jakiejś konwersacji dorosłych.
Nie miała pojęcia, czym jest ów "potencjał", o którym mówiła Daphne, ale krępowała się trochę ze swoją niewiedzą i przez część słów zastanawiała się, czy może powinna zapytać. Zmarszczyła brwi, znów podejrzliwie. Przecież świat był dobry. - I jest lepszy? - zapytała, zapominając już o potencjale. - Czego świat nie wie o magii? Tata na pewno wie.
- Dobrze, spróbuję, dziękuję - powiedziała uprzejmie, choć radę wykorzystała już wcześniej, dostając ją od jednej z opiekunek, której bardzo spodobał się kot - nie miała okazji zapoznać się z nim, bo niekoniecznie przepadał za dotykiem kogokolwiek poza Marianne - ta zaśmiała się teraz, niezrażona psim jęzorem na własnej dłoni. Zaraz ruszyła dalej, ręką wodząc w powietrzu i sprawdzając, czy Dusza będzie ją obserwować. - A czego ciocia się boi?




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ogród   02.05.17 19:49

Nie widywała często dzieci swego kuzyna, Abraxasa Malfoya, jednakże jej matka była u swego brata Cronusa częstszym gościem i przy kolacji niekiedy dzieliła się z Daphne wrażeniami z pobytu w dworze Malfoyów. Także do uszu Rowlówny doszły wieści o niepokojącym zachowaniu Brutusa, jednakże wierzyła, że odpowiednia surowość Abraxasa (w którą nie wątpiła) sprowadzi jego syna na odpowiednią ścieżkę. Pominęła temat młodego Malfoya milczeniem.
-W moich oczach jesteś… Baletnicą. Masz w sobie wiele wdzięku, milady, a przy tym jesteś lekka jak piórko. Byłabyś zachwycająca na scenie – odrzekła kobieta, przypatrując się dziewczynce w tai sposób, jakby głęboko się nad tym zastanawiała.  – Nie chciałabym umniejszać tu talentom Twych braci, niewątpliwie są niezwykle mądrzy, jednakże duchy Nawiedzonego Lasu są posłuszne wyłącznie nam, Rowlom. Jeśli kiedyś poślubiłabyś jednego z nas, być może zdradziłby Ci tajemnicę...
Miała wrażenie, że wizja ta się nie spełni. Nie była jasnowidzem, ani specjalistą do spraw dzieci, jednakże Marianne nie pasowała do Cheshire w żaden sposób.
-To bardzo miłe z Twojej strony, Marianne – nie sądziła, by dziewczynka naprawdę pobiegła z tym do kuzynka, w przeświadczeniu Daphne słuchały jednym uchem, a wypuszczały większość informacji drugim, wcale ich nie przyswajając – Z radością przyjmę od Ciebie pomoc - wizja szukania przez Marianne dla niej narzeczonego była nawet zabawna -Wydaje mi się, że jest. Wciąż jednak pozostaje wiele do odkrycia. Nawet Twój tata nie wie wszystkiego, jest wszak znawcą prawa, a nie naukowcem.
Spacerując nieśpiesznie zbliżały się do rzeki. Nie była ona bardzo szeroka, ani rwąca: płynęła nieśpiesznie, a u jej brzegu stała urocza, marmurowa altana.
A czego ciocia się boi?
Spojrzała w duże, piękne oczy Marianne – przywodziły na myśl błękitne, wiosenne niebo. Ona także miała oczy Malfoyów, jednakże tęczówki Daphne zdawały się przypominać bryłki lodu.
W jej głowie pojawiły się setki myśli, o których zapragnęła powiedzieć w końcu na głos.
Bała się tego, że nie jest godną córką swego ojca. Tego, że nie zasłużyła wciąż dość  na swoje nazwisko. Tego, że świat zaleje szlam. Lękała się uwięzienia przez okowy małżeństwa i zmuszenia jej do posłuszeństwa, a jednocześnie tego, że nigdy nie spotka nikogo, kto zrozumiałby ją tak bez reszty. Bała się starości… Starości, w której będzie osamotniona i niedołężna, zmuszona by prosić o pomoc.
Marianne nigdy by alchemiczki nie zrozumiała, a powiedzenie tego na głos było dla niej zbyt trudne.
-Przerażają mnie szyszymory –odpowiedziała po chwili wahania, spoglądając na rzekę i odwracając się do Malfoyówny plecami, podczas gdy Dusza cierpliwie podążała spojrzeniem za maleńką dłonią.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   14.05.17 22:50

Stąpała lekko, z przyjemnością podziwiając zmieniający się krajobraz, choć co chwila rozpraszały ją drobne elementy otoczenia, odrywając spojrzenie od ogółu. Kolorowy motyl, przenikliwie głośny, lecz krótki, ptasi śpiew, śliczny i wyjątkowy blask słońca, który ułożył cień drzewa w przysadzistą postać. Temat o srogości ojca był gdzieś obok, nie do końca ją pochłaniając - miała swoje zdanie na ten temat, z pewnością zakrzywione podejściem rodziciela, zdecydowanie łagodniejszym niż w stosunku do braci. Był surowy i konsekwentny, ale dumnie była jego perełką, dlatego nie zaznawała szorstkości często.
- Och, dziękuję! - zachwyciła się szczerze komplementem, wywijając kilka piruetów, które wprawiły w ruch suknię oraz długie włosy, razem z nią unoszące się lekko w podskoku. Delikatne zawroty głowy nie zniechęciły jej do dalszych harców, oczywiście ograniczonych w swym nieokiełznaniu. Trzymała się blisko, nie odbiegała, pilnowała cioci i Duszy. - Wszystko zależy od taty, on zawsze wybiera dobrze - podsumowała krótko, wiedząc, że to ojciec wybierze jej partnera, ale jeszcze nie myślała o tym w kategoriach dojrzałej panny, a jedynie o domniemanej chwale, jaką miała przynosić swemu rodowi oraz o dumie, z jaką będą ją traktować, dodawała też garstkę dziecinnych marzeń, z niewinnością patrząc w przyszłość. Kiwnęła ochoczo głową, dając znak, że bardzo chętnie udzieli pomocy cioci Daphne.
- Proszę się nie martwić, wszystko załatwimy bardzo szybko - obiecała. Musiała tylko przemyśleć, jak porozmawiać o tym z tatą i myśl ta ekscytowała ją w tym momencie niepomiernie. - Czyli tata nie wie wszystkiego, bo nie jest naukowcem, ale ciocia jest, i wie? - zapytała podejrzliwie, zatrzymując się na chwilę, by wlepić w chwilową opiekunkę czujne spojrzenie. Coś jej nie pasowało, ciocia kręciła - tata wiedział wszystko, więc to może politycy wiedzieli wszystko, a naukowcy nie? - Ja myślę, ciociu, że ciocia powinna być godną żoną, a nie naukowcem - palnęła w końcu, wysnuwając ze swej mądralińskiej główki jasny wniosek, który pewnie zasłyszała podczas jednej z rozmów ojca, ale nie byłaby w stanie sobie takiej przypomnieć. Uleciała z chłonnego umysłu, pozostawiając po sobie tylko echo tego argumentu.
Wodziła w powietrzy ręką, zatrzymując ją dopiero, gdy usłyszała odpowiedź lady Rowle. Zamyśliła się na chwilę, posyłając Duszy jeszcze jedno spojrzenie, a później skoncentrowała się na białych stokrotkach, kwitnących przy brzegu w soczyście zielonej trawie.
- To te panie, które krzyczą? - zapytała, zaraz tłumacząc swój punkt widzenia. - Septimus nie chciał mi o nich czytać, mówił, że symory będą śniły mi się po nocach i będą to koszmary, że jestem za mała i powiedział tylko, że to panie, co krzyczą. Niech mi ciocia opowie, dlaczego i co takiego one krzyczą, proszę, obiecuję, że nie będę się bała! - zapewniła, zatrzymując się w kuckach nad kwiatkami, których kilka tkwiło już w dłoniach. Natrafiła też na niezbyt długi patyk, prawdopodobnie z drzewa, pod którym właśnie przesiadywała.
- Ciociu, a czy Dusza aportuje? Próbowałam nauczyć swoją sowę, Alohomorę, ale ona średnio się do tego nadaje i później, kiedy próbuję wysłać list, tylko mi go z powrotem przynosi.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ogród   15.05.17 12:28

Błękitne, lodowe spojrzenie lady Rowle utkwione było w dziewczynce, która lekko i z wdziękiem stąpała obok. Miała w sobie ogromne pokłady uroku, nawet Daphne była skłonna to przyznać, choć nie czuła się w żaden sposób rozczulona. Nie lubiła dzieci i nawet mała lady Malfoy nie była w stanie zmienić tego stanu rzeczy. Patrząc na nią jednak jęła się zastanawiać, czy ona będzie miała kiedyś dziecko i jakie ono będzie; a także jaką ona będzie matką. Nigdy nie czuła potrzeby posiadania dzieci. Irytację budziły weń pytania starych ciotek i matki, czy nie odczuwa sławetnego instynktu macierzyńskiego. Nie odczuwała go w ogóle, ani troszkę. Dzieci, czy to szlachetnie urodzone, czy te czystokrwiste, kiedy były małe, odrzucały ją na równi. Tak samo płakały, wrzeszczały i zadawały pytania, których nie powinny. Jeśli pan ojciec przymusi ją do wyjścia za mąż, to była pewna, że nie prędko pozwoli, by pod jej sercem zakiełkowało życie: znała zresztą recepturę na eliksir, który pozwoliły pozbyć się problemu. A gdyby przyszły małżonek jakimś cudem zmusił ją do donoszenia tego dziecka, najpewniej odrzuciłaby je zaraz po porodzie, by zajęły się nim guwernantki. Tego była pewna: byłaby beznadziejną matką. Najgorszą na świecie. Z tego też powodu ludzie tacy jak ona dzieci mieć po prostu nie powinni, bo nie potrafią się z nimi obchodzić.
Milczała, kiedy z usteczek Marianne wydobywał się potok słów i nie dała jej dojść do słowa, przyglądając się dziewczynce jak małej kosmitce. Lady Malfoy mówiła, a alchemiczka snuła rozważania jak ona zachowywałaby się na miejscu Larissy, gdyby miała tyle... dzieci. Ta wizja przerażała ją prawie tak jak szyszymory, jednakże zamiast strachu po bladej twarzy Daphne przemknął cień gniewu.
-Nic konkretnego nie krzyczą, Marianne, to po prostu potworny lament, który może zabić. Wyglądają jakby zmarły i właśnie gniły - mówiła twardym, zimnym głosem, wzdrygając się na samą myśl o tych szkaradach - Zwiastują śmierć, lepiej więc, by Ci się nawet nie śniły.
Sięgnęła dłonią do ukrytej kieszeni, by wydobyć z niej różdżkę. Wykonała nią prosty gest, a patyk wyrwał się z rączki dziewczynki i wylądował kilka metrów dalej, a za nim pomknęła jak strzała Dusza, wracając z nim w pysku i podchodząc do swej pani. Daphne ujęła ten patyk za koniuszek, by nie pobrudzić ręki, po czym podeszła do Marianne, kucając przy niej.
-Umie aportować, bardzo proszę - podała jej patyk, a dłoń położyła na rumianym policzku dziewczynki - Posłuchaj mnie jednak... To, że Twój ojciec tak powiedział, nie znaczy, że ma rację. Myli się i mam nadzieję, że też to kiedyś zrozumiesz. Kobieta nie istnieje tylko po to, by być godną żoną, moja droga. Nie bądź głupią gęsią tak jak inne. - mówiła cicho i stanowczo, głosem nie znoszącym sprzeciwu i nie pozwalającym się wtrącić - Wiem o rzeczach, o których Twojemu tacie nigdy się nawet nie śniło - wyrzekła tajemniczo, nie mając zamiaru i nie mogąc nawet kontynuować tego tematu - Nie waż się więc mówić mi co powinnam, a czego nie powinnam. Jesteś tylko dzieckiem, dziewczynką, która ślepo słucha mężczyzny, który chce z niej zrobić służącą równą niemal domowemu skrzatu. Nie winię Cię, niewiele jeszcze rozumiesz, lecz powinnaś trzymać język za zębami, jeśli nie masz o czymś pojęcia - Daphne palcami ujęła policzek dziewczynki, szczypiąc ją i cofając w końcu dłoń.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   16.05.17 23:47

Drgnęła na spotkanie z nagłą zmianą tonu kobiety, nieruchomiejąc w miejscu na moment, lecz zaraz kontynuowała zbieranie kwiatów, uprzejmie udając, że nic takiego nie miało miejsca, choć zrobiło jej się okropnie przykro i w oczach zalśniły mimowolne łzy. Walczyła z nimi dzielnie, nie mogła przecież rozpłakać się przed ciocią tylko dlatego, że odpowiedziała na jej pytanie w tak nieuprzejmy i twardy sposób. Nikogo przecież nie chciała pytaniem urazić. Skupiona na tych dwóch angażujących czynnościach - na kwiatach i łzach - mruknęła pod nosem tylko krótkie - Fuuuj - nieznacznie krzywiąc nosek. Gnijące rzeczy były paskudne. Nie rozumiała jeszcze w pełni pojęcia śmierci, kojarzyła je głównie ze zniknięciem danej osoby, więc dopowiedziała sobie, że skoro szyszymory wyglądają, jakby właśnie zmarły, to znikają - a to przecież było dobre, skoro one były takie złe. Dziecięca logika chadzała własnymi ścieżkami i nawet nie próbowała tłumaczyć tego cioci Rowle - nie wydawała się zainteresowana dalszym ciągnięciem tematu, będąc tak nieuprzejmą. Marianne już wtedy poczuła się dotknięta do szpiku swych dziecięcych kości.
Odebrała patyk od Daphne, chcąc już rzucić go kolejny raz, by dusza tym razem przyniosła go w jej ręce - zdołała tak zachwycić się aportowaniem, że niemal od razu zapomniała o nieprzyjemnościach, które tylko echem odbijały się w jej drobnym ciałku. Lady Rowle przypomniała o nich wyjątkowo szybko, odwracając też uwagę dziewczynki, gdy ujęła jej policzek. Trzymany w dłoni patyk pobrudził jej dłoń psią śliną, w drugiej zaś ściskała stokrotki, bez ruchu czekając na słowa jasnowłosej. Nie spodobały jej się zupełnie - ani ich ton, ani treść, nawet jeśli nie zrozumiała całości w takim stopniu, w jakim chciałaby rozumieć. Dotarła do niej głównie głupia gęś - czy ciocia ją wyzywała?! - tata nie ma racji - przecież zawsze ma! - wiem rzeczy, których nie wie tata - dobre sobie, ciociu! - jednak czara goryczy przelewała się solidnie przy jesteś tylko dzieckiem i porównaniem do skrzata domowego, cieknąc już po ściankach kielicha, ale przy finalnym szczypnięciu wybuchła, rozbryzgując płynną wściekłość na wszelkie strony.
ONA była tylko dzieckiem? Służącą rangi skrzata domowego? Miała już przecież sześć lat i była córką samego lorda Malfoya, za swojego drugiego ojca mając lorda Magnusa, za obrońcę dzielnego brata Brutusa; miała już prawie sześć lat i rozumiała, kiedy ktoś wyzywał ją od głupich gęsi i wcale nie zamierzała potulnie dać się takim określeniom! Miała już prawie sześć lat i wiedziała, co mówi. Taty trzeba było słuchać, nieraz udowadniał jej, że chce jej dobra, że zadba o jej bezpieczeństwo, dobre wychowanie - kiedy było trzeba, dostawała też nowe zabawki, swoim nienagannym (prawie) zachowaniem zasługując na najlepsze nagrody. Wszyscy byli z niej dumni, chwalili jej postępy, a ciocia miała czelność wyzywać ją od głupich gęsi?! Prawie sześciolatka pragnęła jej pomóc, załatwiając razem z Abraxasem odpowiedniego łamacza klątw, żeby w końcu godnie reprezentowała swój ród, chciała pomóc jej mimo błędu przeszłości, mimo karygodnego opuszczenia zajęć, chciała pomóc z dobrego serca i z troski, a ona mówiła o niej takie okropne rzeczy a do tego szczypała ją w policzek?
Ty okropna szczypawko!
Myśl dryfowała na fali wściekłości, zaciśnięte ząbki i zmrużone brwi przywołały na twarz grymas prawdziwego niezadowolenia, oczy zalśniły łzami, kwiaty zmięły się w dłoni, by zaraz wypaść z niej, dokładnie wtedy, gdy patyk również znalazł się w trawie. Nie myślała już o żadnych psach ani kotkach, ani sowach i aportowaniu. Była tylko zdenerwowana i już miała powiedzieć cioci do słuchu, powiedzieć, jaka to z niej świnia, jaka okropna szczypawka, już otwierała usta, była już tuż tuż, ale wtem zerwane kwiatki wzniosły się naokoło Malfoyówny, lewitując chwilę wokół niej, po czym ruszyły w natarcie, smagając lady Rowle po twarzy i ramionach, pchając się w oczy i usta - po chwili wokół kobiety zazieleniło się od źdźbeł trawy, latających wszędzie i w całym tym zamieszaniu patyk poderwał się z ziemi, wędrując powoli wyżej, wyżej i ponad samą Marianne, niezależnie od jej woli wykonując potężny zamach i uderzając ciocię w ramię. W jedno, w drugie, w prawe udo i lewą łydkę. Dusza warczała, Marianne zaś zaczynała zauważać, co właśnie się stało, ale strach wziął górę - spojrzała przerażona na psa, obawiając się, że rzuci się na nią. Jak na komendę, patyk poszybował dalej, ginąc w odmętach wody, uprzednio zwodząc chwilę zwierzę - pognało za nim, wskakując do rzeki. Wtedy wszystko opadło. Marianne zerknęła na Daphne - która we włosach miała pokaźne, zielone kępy - wyraźnie spokojniejsza i gotowa do odpowiedzi na te okropne zarzuty. Głosem dumnym i pewnym.
- Rozumiem, że nie ma ciocia zamiaru wychodzić za mąż. Mam już prawie sześć lat i wiem swoje, więc lepiej żeby ciocia uważała. To nieładnie nazywać kogoś głupią gęsią, damy nie mówią takich rzeczy, ciociu. I wie ciocia co? Tylko stare ciocie, stare panny ciocie, ciągają dzieci za policzki, a fe - zakończyła z przytupnięciem drobną stópką.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ogród   17.05.17 0:14

Lady Daphne Rowle należała do osób wyjątkowo spokojnych.
Cichych, melancholijnych. Zawsze zachowywała spokój, a wyraz jej twarzy pozostawał nieprzenikniony, obojętny, nie wyrażał nic. Żadnej emocji. Alchemiczka zdawała się być podobna do lodowej góry: tak była zimna i wyniosła. Nie pozwalała wyprowadzić się z równowagi: wszystkie emocje i uczucia ukrywała za grubym, potężnym murem, za który nikt nie miał wstępu. Nawet, jeśli zdawałoby się, że je okazuje, najczęściej były one tylko złudzeniem - były nieprawdziwe, bo tak sobie życzyła. Kłamała często i gęsto, bo tego wymagała odeń pozycja społeczna oraz funkcja damy. Kobiety takie jak ona nie powinny mówić tego, co naprawdę myślą, a jedynie to, co wypada powiedzieć, co nakazuje szlachecka etykieta i uprzejmość. Daphne jednak rzadko mówiła to, co naprawdę myśli, bo nie chciała, by inni za dużo o niej wiedzieli. Skrytość była sekretem jej siły. Zdecydowała się jednak wyjawić małej Marianne kilka z tych myśli, wierząc że zdoła wbić cokolwiek do tej maleńkiej główki. Dziewczynka była urocza, byłaby wielka szkoda, gdyby była również głupia i skończyła niczym posłuszne zwierzę jak jej matka. Robiła to dla jej dobra, oczywiście. Wiedziała, że Marianne najpewniej niewiele z tego zrozumie, nie sądziła jednak, że...
... okaże się tak niewychowana i aż tak zaślepiona.
Cóż, najwyraźniej znów zapomniała, że ma do czynienia z dzieckiem.
Nie potrafiła się z nimi obchodzić i szczerze ich nienawidziła. Teraz jeszcze bardziej, gdy zaatakowały ją kwiaty i trawa, a także ten nieszczęsny patyk. Próbowała odgonić je ręką, jednakże na niewiele się to zdało, kiedy były kierowane magią Marianne - a dzieci swej magii kontrolować nie potrafiły.
-Reducto - wyrzekła w końcu, machając różdżką, a źdźbła rozpłynęły się w powietrzu w cichym trzaskiem.
Uniosła się z klęczek, wyjmując z włosów przeklęte zielsko. Wzięła głębszy oddech, spoglądając na Duszę, która wyławiała patyk z rzeki i wyszła na brzeg, otrzepując się. Nie, w życiu nie kazałaby tej bestii zaatakować dziecka, choć powarkiwała, kiedy Marianne śmiała użyć magii przeciwko alchemiczce.
Daphne wyprostowała się z godnością, wysłuchując słów lady Malfoy i zmuszając się do ubrania maski na twarz: obojętnej, zimnej i wyniosłej. Nie mogła pozwolić, by sześciolatka odzywała się do niej w ten sposób, więc...
Uniosła dłoń i uderzyła Marianne w policzek. Boleśnie, lecz nie na tyle mocno, by zostawiła jej jakikolwiek ślad.
-Śmiesz pouczać mnie co powinna dama, a czego nie powinna, podczas gdy nie potrafisz trzymać języka za zębami, co jest podstawową umiejętnością i obowiązkiem damy. Jesteś równie niewychowana, co brudne dzieci bez nazwiska. Wstyd mi za Ciebie, Marianne - powiedziała zimno, cofając dłoń i świdrując dziewczynkę spojrzeniem.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   17.05.17 0:50

Starała się, jak mogła, by być najlepszą damą, ale narzucone wymagania oraz ogromne oczekiwania nieraz przerastały czyste serduszko, bijące jedynie dobrymi intencjami. Naprawdę nie chciała dla nikogo źle, szczególnie dla rodziny, tej bliższej i dalszej, lecz ten moment zapisał się w jej historii jako jedna z druzgoczących porażek. Po tak emocjonalnej reakcji, na którą nota bene nie miała najmniejszego wpływu, nie mogąc w zupełności zapanować nad sobą, tak jak robiła to chociażby Daphne, odczuwała ukłucie drobnych wyrzutów sumienia, ale przez chwilę była jeszcze dumna z tego, do czego udało jej się doprowadzić. Nie rozumiała, w jaki sposób działo się to wszystko - niepojęta była dla niej reakcja zielonej trawy i ciemnego patyka - gdyby miała na sytuację większy wpływ, zapewne skończyłaby jedynie na słowach, wciąż nieodpowiednich, lecz przecież została sprowokowana. Z miną pełną przekonania o własnych racjach stała więc dumnie, gdy stopy zatapiały się w miękkim, naturalnym dywanie, usianym stokrotkami, teraz zwichrzonymi i wyglądającymi naprawdę żałośnie. Gdyby wtedy spojrzała w dół, zamiast mierzyć kobietę zawziętym spojrzeniem, zrobiłoby się jej szkoda tych ślicznych kwiatów. Nie było już bukieciku dla mamy, ani dla niej, ani dla cioci Sefci.
Odwróciła głowę, w pierwszym momencie ulegając szokowi - nie spodziewała się, że ciocia ją uderzy. Tym razem wściekłość ustąpiła całkowicie, zastępowana prawdziwą rozpaczą, narastającą z sekundy na sekundę. Słowa nie docierały do niej, w oczach krążyły łzy, a twarz zastygła między smutkiem a zaskoczeniem. Dłonią sięgnęła policzka, dotykając go lekko i nie zabierając palców od skóry - mimo wszystko napłynęło do niej nieco więcej krwi. Czuła się prawdziwie skrzywdzona, nie sądziła też, że zasłużyła i wyjątkowo, choć wiedziała, że lady Rowle jest starsza i mądrzejsza, nie zamierzała za nic przepraszać - do tego zmusić mógł ją jedynie ojciec. Zaczęła się zastanawiać, z miejsca poddając w zwątpienie swoje zachowanie, ale wciąż nie czuła się wystarczająco winna. Nie czuła się, jakby atakowała - przecież to patyk i kwiatki stanęły w jej obronie, nie miała na to wpływu. Spokorniała i nie unosiła się już, walcząc uparcie ze łzami. Przez krótki moment chciała oddać Daphne, wymierzyć jej policzek, przed którym pewnie by się uchyliła, ale była to chwila bardzo ulotna i została wyparta przez poczucie niesprawiedliwości. Odwróciła się, czując upokorzenie i kucnęła nieopodal, drżącymi dłońmi zbierając jeszcze kilka kwiatków, próbując się uspokoić, ale kilka łez spłynęło po policzkach i pociągnęła noskiem, zanim wzięła oddech, wypełniony szczerym zdenerwowaniem. Wystraszyła się i wcale nie czuła się dobrze, wyjście do Beeston nagle zmieniło się w prawdziwy koszmar i chciała już tylko wrócić do domu, gdzie nikt nie będzie jej wypominał, jaką okropną jest damą. Rowle zasiała w jej główce wątpliwości - teraz usilnie zastanawiała się, czy naprawdę jest jak te brudne dzieci i zadrżała, kiedy kolejne kropelki przesunęły się po twarzy, skapując w trawę. Dusza najwyraźniej wyczuła jej smutek, trąciła ją bowiem nosem, psy miały dar do wyczuwania krytycznych momentów, ale Marianne pisnęła tylko, jeszcze bardziej wystraszona. Do domu. Chciała do domu.
- Chcę wrócić wcześniej do domu. Proszę poinformować ciocię Sefcię żeby odebrała mnie jak najszybciej - powiedziała cicho, otulając przez chwilę kolana swoimi wątłymi ramionkami i ukradkiem otarła łzy o rąbek sukienki. Wstała, z o wiele uboższym bukietem stokrotek w dłoni, ze spuszczonym wzrokiem i twarzą lekko odwróconą od Daphne, ruszając ku zamkowi. Naprawdę paskudnie nie chciała tu być.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17