Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Salon   24.04.17 18:48

First topic message reminder :

Salon

To okazałe, jasne pomieszczenie pełne miękkich kanap, szafek, bibelotów i wszechobecnych roślin, które upodobała sobie pani tego domu. Duże okna wychodzą na podwórze z tyłu domu; znajduje się tu także kominek podłączony do sieci Fiuu. Także tu nie brakuje książek oraz innych szpargałów, a na ścianach wisi sporo obrazów namalowanych przez Theę Vane w czasach świetności jej talentu. Jest to całkiem przyjemne miejsce do spędzania czasu, chociaż trzeba uważać, żeby nie potknąć się o któryś z wysmukłych stolików... albo o lubiącego tu wypoczywać kota należącego do pani Vane.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   16.08.17 16:34

Matka zasępiła się zaledwie na krótki moment, zerkając z rezygnacją za okno. Jej wzrok skupiony za szkłem nie wyrażał wiele emocji, im dłużej wpatrywała się w przestrzeń. Zamilkła. Niebezpiecznie jak na siebie, wyrażając tym swoją rezygnację. Po kilku minutach milczenia mruknęła:
Tak, nie lubię Munga, bo jestem tam sama. Zupełnie jak ostatnio w domu.
Wróciła spojrzeniem do dziewczęcia, z premedytacją utrzymując ten wzrok na dłużej. Jej oczy wyrażały żal i osamotnienie, zdawałoby się zupełnie szczere, bo i tłumaczenie było przecież całkiem sensowne. Prawdą było, że zacisze domu i prywatna opieka miała sens tak długo, jak długo Thea miała możliwość w dalszym ciągu wpływać na decyzje swojego męża i córki. W tym momencie było to prawie niemożliwe, skoro więcej czasu jej rodzina spędzała z obcymi niż z nią. Czy więzy krwi tak łatwo przestały się dla nich liczyć?
Porcję ziółek? Mikstury?
Slaby glos matki załamał się, kiedy przejechała dłonią po policzku, czując już nie tylko ból stawów, ale narastającą migrenę. Ją wywoływała sama, szukając wiecznych powodów do niezadowolenia i podnosząc samej sobie ciśnienie, kiedy w końcu takie powody znajdowała i wcielała w życie dzielenie się swoim nieszczęściem z domownikami.
Właśnie tak o mnie myślisz? Że wystarczy dać mi ziółka i mikstury? Czy do tego nie zatrudniliście już odpowiedzialnych osób? Nie mogę oczekiwać od córki po prostu… córki?
Przez córkę rozumiała kobietę spełniającą ideały jej rodziny. Córka nie musiala być uzdrowicielem. Najlepsza córka to taka, która na przyszłość obiera sobie znalezienie męża i do tego dąży. Nie zawracając sobie głowy profesjami, które wadzą jej w tym celu. Córka powinna szanować rodziców, matkę. Szanować mężczyzn. Szanować swój czas i produktywnie go wykorzystywać. Na wspieraniu rodziny i zapewnianiu jej przyszłości.
Teraz będziesz mnie traktować jak swoich pacjentów? Tylko poświęcać mi mniej czasu niż im? Kim dla Ciebie jestem, moja kochana Josie? Pacjentem?
Westchnęla i machnęła ręką. Tak, wiedziała. Dzieje się wiele złego. Ostatnimi czasy wiele szlacheckich mężczyzn umiera w młodym wieku. Doprawdy, to było przerażające, że jedyni warci jej córki mężowie padali jak gnomy, jeden za drugim. A jeśli wśród tych nielicznych co zostali nie znajdzie się żaden wolny, godzien ręki Jocelyn? Rozumiała tragizm ostatnich wydarzeń aż za dobrze.
Czy tak ciężko Ci zrozumieć, że przed śmiercią chciałabym po prostu poznać swojego zięcia? Chociaż tyle, skoro nie doczekam nawet własnych wnuków? Nie martwi Cię, że świat się wali, a ty zamiast w nim odnaleźć swoją przyszłość, jesteś zbyt zajęta pracą, żeby dostrzec, że własna przyszłość Ci ucieka? Martwię się za Ciebie, skoro Ty o tym zapominasz.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   16.08.17 20:21

Josie zauważyła to spojrzenie matki. Znała je doskonale, towarzyszyło jej przecież od tylu lat. I choć była starsza i bardziej świadoma, wciąż łatwo ulegała poczuciu winy. Przynajmniej ze strony Thei. Na obcych ludzi była dużo bardziej odporna (zazwyczaj), ale Thea nie była kimś obcym, a jej matką. Więc do niej podchodziła inaczej, często woląc wręcz nie zauważać niektórych rzeczy i wiele jej wybaczając. Usprawiedliwiała jej zachowanie chorobą, nie chcąc w pełni przyjąć do wiadomości faktu, że może matka po prostu traktuje dotyk Meduzy jako dobrą wymówkę lub wręcz idealne narzędzie do manipulowania uczuciami rodziny. Ale poniekąd to z powodu matki nie chciała w przyszłości specjalizować się w chorobach genetycznych, bo czuła, że byłaby zbyt mocno zaangażowana osobiście, a nie chciała sprowadzać własnej matki do roli pacjentki. Wciąż próbowała to jakoś oddzielić, nawet jeśli często musiała uczestniczyć w jej domowym leczeniu.
- Żadne z nas nie chce, byś czuła się samotna – zapewniła. Niestety tak to już było, gdy obie jej córki dorosły. Nie miała w domu dwóch małych dziewczynek, a dorosłe kobiety. I zapracowanego męża; syn już od roku nie dawał znaku życia. A Josie czuła się winna, że nigdy nie zareagowała, widząc jak traktowała go Thea. – Obiecuję, że gdy tylko to zamieszanie się skończy, postaram się więcej przebywać w domu. I będziemy częściej chodzić gdzieś razem, tak jak dawniej. Może do galerii lub na inne wydarzenia artystyczne, które zawsze tak lubiłaś? – Co prawda ostatnia wspólna wizyta w galerii skończyła się niezbyt przyjemnie, bo Thei zesztywniało kolano i wyładowała swoje humorki na córce, ale miała nadzieję, że gdy sytuacja się uspokoi, Thea skusi się na wyjście w któreś z miejsc, które dawniej lubiła odwiedzać. – Na razie... Mogę porozmawiać z tatą, by zatrudnił kogoś na te parę tygodni. Naprawdę nie powinnaś być teraz sama i gdyby to zależało tylko od nas...
Wiedziała, że mimo choroby i marudnego sposobu bycia Thea wciąż jest bardzo dumną i inteligentną kobietą. Musiała obchodzić się z nią jak z bardzo delikatnym drzewkiem, nie chcąc urazić jej uczuć, co pewnie zaowocowałoby obrazą, nadąsaniem i humorkami przez najbliższych kilka dni.
Niestety, i tak nie uniknęła urażenia Thei. Westchnęła cicho.
- Oczywiście że nie, mamo. Przepraszam, że w ogóle tak pomyślałam; po prostu martwię się o twoje zdrowie. Jako córka, nie jako uzdrowiciel. Te anomalie są naprawdę straszne, ucierpiało wielu czarodziejów, którymi ktoś musi się zająć i uleczyć ich rany. Po tym, co widziałam w ostatnich dniach i co sama przeżyłam, trudno mi nie czuć niepokoju i nie chcieć upewnić się, czy wszystko w porządku – powiedziała. Thea zdawała się zapomnieć, że kilka dni temu Josie została ranna i sama wylądowała na oddziale. Jak zwykle myślała tylko o sobie i swojej urażonej dumie; ale i to, podobnie jak wiele innych rzeczy, Jocelyn zawsze jej wybaczała i puszczała mimo ucha. Sama Josie też nie była typem altruistycznej idealistki, która uwielbiała się umartwiać dla większego dobra; po prostu wykonywała obowiązki i chciała pomagać tym ludziom, tym bardziej że sama przekonała się na własnej skórze, jak działały anomalie. I nawet w tych złych dniach starała się dostrzec jakąś lepszą stronę, choć ciągle dręczył ją niepokój o rodzinę, ale i o magiczny świat w ogóle. Choć nie chciała przysparzać matce zmartwień, chciała, by zrozumiała, że córka mimo chęci zatroszczenia się o nią, ma też inne obowiązki do wykonania. I z całą pewnością nie był to tylko obowiązek znalezienia kandydata na męża, choć matka wolałaby, żeby to tak przedstawiały się jej priorytety. Miała zajmować się czymś odpowiednio kobiecym i znaleźć odpowiedniego mężczyznę, a potem awansować społecznie, by spełnić niezrealizowane pragnienia Thei Vane.
- Och, mamo – westchnęła znowu. Nawet w takich chwilach matka potrafiła poruszyć ten temat. Choć świat stawał na głowie, ludzie cierpieli i nie było wiadomo, co przyniesie przyszłość, priorytety Thei pozostawały niezmienne. – Martwi mnie to, i właśnie dlatego muszę poświęcać tyle czasu pracy. Chociaż tyle mogę zrobić w tym okropnym czasie. Obiecuję jednak, że gdy tylko sytuacja się uspokoi... Och, naprawdę chciałabym, żebyś mogła poznać swojego zięcia i zobaczyć mnie w białej sukni. Ale musimy trochę poczekać, to nie jest odpowiedni czas ani miejsce na takie rozważania.
Naprawdę chciała spełnić marzenie matki; pewnie by sobie nie wybaczyła, gdyby Thea odeszła z poczuciem, że jej starania spełzły na niczym i córki nie sięgnęły po przyszłość, jaką dla nich wyznaczyła. Choć może samej nie było jej aż tak spieszno do zamążpójścia, to zdawała sobie sprawę, że był to obowiązek, który każda kobieta musiała spełnić, jeśli chciała czuć się pełnowartościową. Tak zawsze mówiła matka, i Josie naprawdę nie pragnęła być postępową, niezależną starą panną. Ale teraz naprawdę trudno było jej myśleć o samej sobie zaręczającej się i poślubiającej jakiegokolwiek mężczyznę, bo miała na głowie inne zmartwienia, które nie dawały jej spokoju, i inne obowiązki, które pochłaniały jej czas, nie pozwalając na myślenie o mężczyznach i związkach.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Dalsze dzielnice :: Maxwell Lane 84-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17