Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Szmaragdowy Zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Szmaragdowy Zakątek   10.03.12 23:10

Szmaragdowy Zakątek

Szmaragdowy Zakątek mieści się w głębi lasu, niedaleko matecznika. Nazwę zawdzięcza wyjątkowej roślinności, żyjące tutaj rośliny nie przypominają krzewów, drzew, ani traw rosnących w żadnej innej części magicznej kniei. Ich liście lśnią, jakby wciąż były pokryte poranną rosą, a barwy mają tak jaskrawe, że aż wydają się nienaturalne, niepokojąco nienaturalne. Podobnież z płatkami polnych kwiatów, piękno ich szkarłatów, błękitów i żółci aż zapiera dech w piersi. Parę kroków dalej szemrze krystalicznie czysty strumyk, a całości obrazka dopełnia drżenie melodyjnego ptasiego śpiewu. Jest to miejsce równie przerażające, co zniewalająco piękne. Nietrudno sobie wyobrazić, iż w tradycji ostało się częstym miejscem potajemnych schadzek kochanków, a także ukrytą samotnią wrażliwców - poetów, artystów. Problem może stanowić jedno: złośliwe chochliki, które ów teren również sobie z lubością przypodobały.
Zdarza się, iż zbłądzi tu zgubiona mugolska stopa; czasem taka stąd nie wyjdzie, padając ofiarą różnorakich magicznych bestii, które zwęszą bezbronną ofiarę. Zdarza się, iż pozostanie znaleziona kilka dni później, na skraju lasu, wycieńczona, wymęczona... i oszalała.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   29.12.15 15:17

/druga połowa października

Zmaterializowała się na skraju lasu, niemal od razu potykając się na śliskiej od porannego deszczu kępie traw. Spłoszony zając umknął chyłkiem w zarośla, dziewczyna szybko jednak odzyskała równowagę, przytrzymując się najbliższego drzewa i wdychając świeżą, balsamiczną woń leśnego powietrza. Po tych kilku miesiącach w Londynie, gdzie jedyną zieleń stanowiły parki i przyuliczne drzewa, bardzo jej tego brakowało.
Jak na październik, było dziś wyjątkowo ciepło, choć pewnie było kwestią czasu, aż pogoda znowu się pogorszy. Póki co był to jednak idealny dzień na spacer po lesie. Musiała z tego korzystać, póki zima nie zmusi jej do spędzania większości czasu w zamkniętych pomieszczeniach. Na sweter i spódnicę narzuciła cienki płaszczyk, a w torbie, poza szkicownikiem i różdżką, spoczywało trochę ciastek i innych przekąsek, gdyby tak zgłodniała po leśnym spacerze.
Musnęła dłonią omszały pień, rozglądając się uważnie dookoła. Liście drzew zaczynały już przebarwiać się na różne kolory, czyniąc to miejsce jeszcze bardziej barwnym. W wątłym blasku przedzierającego się zza chmur słońca skrzyły się pokryte rosą pajęczyny, a na pobliskiej kępie polnych kwiatów przysiadł nieco ospały motyl. Jego wiotkie, jasne skrzydełka zatrzepotały, po czym znieruchomiał.
Jeszcze przez chwilę przyglądała mu się, po czym, w oczekiwaniu na swoją znajomą, z którą umówiła się tutaj na spotkanie, przysiadła na pobliskim pniu i wyciągnęła szkicownik. Jego okładka była coraz bardziej sfatygowana, jednak dziewczyna nie wyobrażała sobie opuścić mieszkanie, nie posiadając go przy sobie. Jako artystyczna dusza nigdy nie wiedziała, kiedy dopadnie ją twórcze natchnienie, ta przenikająca na wskroś ochota do chwycenia w dłoń ołówka i uwiecznienia na papierze ulotnego piękna otaczającego krajobrazu.
Odkąd skończyła Hogwart, rysowała i malowała szczególnie dużo. Malarstwo stało się nie tylko jej pasją, ale również sposobem na życie i marzeniem na przyszłość. Rysowanie w szkicowniku nadal było jednak wyłącznie przyjemnym hobby, dlatego tak je ceniła. Nie chciała, by dorosłość oraz konieczność zarabiania na siebie pozbawiły ją tej iskry, tej radości, którą zawsze przynosiło jej rysowanie. Nawet mimo faktu, że od prawie dwóch miesięcy na jej palcu błyszczał pierścionek zaręczynowy z perłą, jakaś cząstka niej wciąż czuła się beztroskim dzieckiem cieszącym się nawet z tak drobnych rzeczy, jak zapach farby zasychającej na płótnie, widok portretu ożywającego pod wpływem zaklęcia czy dotyk zmechaconej okładki.
Co jakiś czas podnosiła głowę znad kartki. Motyl, którego zauważyła na początku, dawno już odfrunął, jednak od czasu do czasu w zasięgu wzroku pojawiały się inne stworzonka, nic sobie nie robiąc z obecności drobnej malarki. Na jej rudym warkoczu przysiadła ważka o opalizujących skrzydełkach, która jednak odleciała, gdy w pobliżu rozległ się głośniejszy szelest. Lyra ożywiła się; czyżby nadchodziła Liliana?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Liliana R. Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1951-liliana-yaxley http://www.morsmordre.net/t1977-skrzynka-pocztowa-lilki#28265 http://www.morsmordre.net/t1976-zakwitaja-lilie-wodne http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t1986-liliana-yaxley
stażystka w św. Mungu
20
Szlachetna
Panna
Usiadłszy przed lustrem pewnego razu
Chciałam prawdy, jasnej wizji chciałam,
Innej od gładkiego, słodkiego obrazu,
Który w nim dotąd widywałam...
Ujrzałam kobietę dziką, jak wiatr,
Niekobiecymi miotaną żądzami.
0
0
3
25
1
0
0
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   29.12.15 17:23

Bogate ziemie Fenland obfitowały w niecodzienne bogactwa natury: przepastne lasy, pola usiane kwiatami, wody szemrzące do taktu dźwięków wieczornych owadów, łąki porośnięte miękkim dywanem traw - to wszystko i jeszcze więcej było na wyciągnięcie ręki. Zwłaszcza dziewczęcia wychowywanego na tych terenach, bezwzględnie i niezmiennie od najmłodszych lat. Problem właśnie jawił się w gąszczu świadomości i znajomości każdego jednego zakamarka, którego przyszło Lilianie poznawać empirycznie za czasów słodkiego niczym kwiatowy nektar dzieciństwa. Czasy względnej (jak na szlacheckie standardy) beztroski przeminęły, pozostawiając w nierozwiniętej jeszcze duszy młodego dziewczęcia pewien posmak niedosytu, który za wszelką cenę Yaxleyówna chciała zaspokoić. Pomysł narodził się równie szybko co jedno machnięcie motylich skrzydeł; osoba, która miała dopełnić tę szaleńczą wizję pojawiła się przed błękitem oczu chwilę później, co popchnęło czarownicę do napisania krótkiego, treściwego listu do Lyry, przyjaciółki ze szkolnych lat i nie tylko. Nieco w podświadomości kołatała się myśl, czy aby nie naraża Weasleyówny na przykrości spowodowane jej stanem zdrowia; ostatecznie zaś, po śmiałej, ale i skrupulatnej analizie doszła do wniosku, że przecież nie muszą spędzać w londyńskich lasach całego dnia, zdzierać rajstopy na tamtejszych konarach czy urządzać innych sportowych dyscyplin na łonie natury. Świeże powietrze świszczące w płucach, szum liści (choć tak mocno już przetrzebionych przez jesień) i strumienia oraz delikatne, promienie słoneczne przebijające się między rozłożystymi koronami drzew nie mogą nikomu wyrządzić krzywdy, prawda? Ba, Liliana wierzyła nawet w ich zbawienny wpływ na ludzki organizm i samopoczucie, co poniekąd było również podyktowane jej genami i silnym zespoleniu duszy z naturą właśnie. Prawdopodobnie jej zew zawrzał w żyłach, przekonując pozostałe organy decyzyjne o tym, że pomysł zasługuje co najmniej na pochwałę. Twierdząca odpowiedź adresatki tylko podsyciła płomień ekscytacji, który towarzyszy młodemu odkrywcy przed poznaniem nieznanego. Niestety, nie mogła jeszcze skorzystać z dobrodziejstw cichego trzasku teleportacji, chroniąc się tym samym przed ssącym bólem żołądka - ubrana swobodnie, acz wciąż godnie reprezentując swój ród, zapakowała się do Błędnego Rycerza, którym to pokonała większość zakładanej trasy. Stąpając na miękkiej ziemi na pograniczu lasu rozejrzała się wokół w celu wypatrzenia znanej sobie rudości odbijającej słoneczne refleksy: na próżno. Dlatego podjęła próbę przedostania się wgłąb nieznanych chaszczy w poszukiwaniu przyjaciółki. Rytm oddechu komponował się z melodią wygrywaną przez ptaki swoim ćwierkaniem, cienkie gałązki pokrywające leśne podłoże cicho trzeszczały pod naporem dziewczęcych trzewiczków. Gdzieś w pobliżu szemrała woda; miejsce to na swój sposób nieustannie pozostawało żywe.
Wreszcie, wynurzając się z kolejnej porcji złoto-burych krzewów, dostrzegła znajomą sylwetkę. Posłała jej pełen ulgi uśmiech i zbliżyła się pospiesznie, ostatecznie zamykając Weasleyównę w lekkim uścisku wątłych ramion.
- Lyra! Już się bałam, że cię nie odnajdę - powiedziała, po czym uwolniła dziewczynę ze swojej bliskości. - Jak tu... pięknie, nie uważasz? - zagadnęła, prześlizgując się ciekawskim spojrzeniem po krajobrazie dookoła. - Chodźmy, ten las wygląda na obszerny - dodała pełna entuzjazmu i podjęła pewien kierunek. Bez zastanowienia, ufając jedynie swojemu przeczuciu i narastającej ciekawości, pociągnęła rudowłosą w stronę przeznaczenia, które dopiero miało się przed nimi odkryć.




Kwiat przekwita, ciern zostaje

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   29.12.15 22:25

W miejscu, gdzie wychowała się Lyra, przeważały przede wszystkim rozległe pola i łąki, po których Lyra wałęsała się już jako dziecko, nie zawsze ograniczając się tylko do grzecznego plecenia wianków z polnych kwiatów. Często znikała na długie godziny, wracając umorusana i w wymiętej sukience, za to z szerokim uśmiechem na drobnej, piegowatej buzi. Szczególnie chętnie bawiła się tam z braćmi, jednak później obaj trafili do Hogwartu i pozostały im tylko wakacje, zaś resztę roku musiała spędzać sama, za jedyne towarzystwo mając zapracowaną matkę, samodzielnie próbującą jakoś utrzymać ich rodzinę po tajemniczym zniknięciu ojca. Nic dziwnego, że chodziła swoimi ścieżkami i próbowała zająć sobie czas w oczekiwaniu na powrót braci, którzy byli jej wyjątkowo bliscy, a starszy z nich, odkąd tylko pamiętała, stanowił dla niej niedościgniony wzór do naśladowania.
Nie była może w tak dobrej formie jak przed wypadkiem, ale bez wątpienia czuła się znacznie lepiej, niż w miesiącach tuż po nim. Regularne zażywanie eliksirów zrobiło swoje i Lyra mogła funkcjonować praktycznie normalnie. Zresztą, miała w torbie niewielką fiolkę eliksiru, gdyby tak podczas spaceru gorzej się poczuła. Nie chciała przecież zasłabnąć, tak jak niedawno przydarzyło jej się na Pokątnej. Ale nie zamierzała przecież z takiego powodu rezygnować z pomysłu, który przedstawiła jej Liliana w swoim liście. Po prostu musiała się zgodzić na ich małą wspólną wyprawę do lasu. Cudowny dzień odpoczynku od miejskiego zgiełku, który momentami tak nużył i przytłaczał, choć znosiła go cierpliwie, wiedząc, że Londyn zapewni jej największe szanse artystycznego rozwoju.
Lyra siedziała tuż przy ścieżce, tak, aby łatwo i szybko zostać zauważoną przez przyjaciółkę. Kiedy zobaczyła jej sylwetkę wyłaniającą się zza pobliskich zarośli, na jej piegowatej twarzy pojawił się uśmiech. Wstała, otrzepując płaszczyk z paru zeschłych liści, które do niego przylgnęły. Zupełnie wyleciało jej z głowy, że Lilka nie miała prawa teleportacji i musiało trochę potrwać, zanim znalazła tę ścieżkę.
- Tak, jest cudownie! – przytaknęła. – Tak bardzo mi tego brakowało... To był świetny pomysł na wykorzystanie tak ładnego jesiennego dnia, cieszę się, że do mnie napisałaś! Nie mogłam się nie zgodzić, po prostu nie mogłam.
Powiodła wzrokiem po otoczeniu. Bez żadnego sprzeciwu ruszyła za koleżanką, poruszając się niemal w podskokach. Dopiero po chwili uspokoiła chód. W końcu nie chciała zbyt szybko się zmęczyć. Jednak i tak nie wyglądała, jak przystało na zaręczoną panienkę, a raczej jak zwyczajne, beztroskie dziewczę.
- I będę mieć nowe inspiracje do malowania, a to dopiero początek lasu! Ciekawe, jakie cudowności kryją się dalej...
Ruszyły niezbyt szeroką ścieżką, po obu stronach otoczoną drzewami. Im dalej szły, tym stawała się węższa, a zarośla gęstsze. Śpiew ptaków wciąż rozbrzmiewał głośno wokół nich.
- Co u ciebie słychać w ostatnim czasie? – zapytała z ciekawością Lyra. – Jak twój staż? Dobrze ci idzie?
Pamiętała przecież, że Liliana miała staż w Mungu, to tam ponownie spotkały się po tym, gdy panna Yaxley już ukończyła Hogwart, a Lyra zbliżała się do końca przedostatniego roku. I choć pobyt w Mungu kojarzył jej się zdecydowanie nieprzyjemnie, była ciekawa, jak wiodło się młodym stażystom, którzy umilali jej ten czas, czyli Alexowi i Lilce. No i na sam początek spaceru chciała się rozeznać w sytuacji, w końcu dosyć dawno się nie widziały.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Liliana R. Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1951-liliana-yaxley http://www.morsmordre.net/t1977-skrzynka-pocztowa-lilki#28265 http://www.morsmordre.net/t1976-zakwitaja-lilie-wodne http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t1986-liliana-yaxley
stażystka w św. Mungu
20
Szlachetna
Panna
Usiadłszy przed lustrem pewnego razu
Chciałam prawdy, jasnej wizji chciałam,
Innej od gładkiego, słodkiego obrazu,
Który w nim dotąd widywałam...
Ujrzałam kobietę dziką, jak wiatr,
Niekobiecymi miotaną żądzami.
0
0
3
25
1
0
0
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   29.12.15 23:16

Liliana każdego dnia dziękowała losowi, że może być zdrowa niczym Ramora. I zamiast chorować może pomagać innym, bardziej potrzebującym medycznej opieki osobom. Lyrą głównie zajmował się ktoś inny, ale taka Leandra wydawała się być nieskończenie krucha i chorowita. Yaxleyównę drażnił ten niepodważalny fakt rzutujący na ich znajomość: jakże miały galopować po miękkich piaskach na karych rumakach, jakże miały tańczyć do utraty tchu na wystawnych potańcówkach, jakże mogły podnosić swoje szermiercze kwalifikacje, skoro każdy jeden oddech jej przyjaciółki był na wagę złota? Porcelanowa, delikatna lalka, nad którą należy załamywać ręce, chuchać i dmuchać chroniąc przed złem świata i niewłaściwym krokiem prowadzącym do najgorszego. Ciasno wpasowującą się w utarte ramy szeroko pojętego szlachectwa, bez siły na większy sprzeciw, tylko po to, by móc zawalczyć o swoje. Lilka poczuwała się do odpowiedzialności za, teraz panią Malfoy, matkując jej mocniej niż jest to przewidziane w wieloletniej tradycji. Bowiem ród jej przykazał, dawno temu, by nie bratać się z osobnikami o krótszym szlacheckim rodowodzie i to było pewnym sacrum celebrowanym również przez jej ojca. Oczywistym było, że Liliana nie chciała się sprzeciwiać jego naukom i wartościom wprost, nie była wbrew pozorom zbuntowaną pannicą negującą wszystko, co negować można: niezmiennie szukała swojej własnej drogi poprzez umysł i chęci poznawania. Leandrę poznała w szkole i nie potrafiła żywić do niej negatywnych uczuć; nie, żeby kiedykolwiek stały one na samym szczycie pewnego piedestału młodziutkiej półwili - niekiedy najzwyczajniej w świecie do głosu dochodzi nie rozsądek, a współczucie? Naiwna chęć kierowania losami pojedynczych jednostek podług własnego kodeksu wartości? Szumna naprawa świata, postrzegania go wielowymiarowo i modelowania go właśnie na różne sposoby tylko po to, by zaznajomić się z każdym możliwym scenariuszem? Jakakolwiek byłaby odpowiedź, jedno jest pewne: daremne szukanie jest w duszy Yaxleyówny podniosłych uczuć prowadzących do takich, a nie innych zachowań. W większości była to chłodna kalkulacja, która mimo wszystko nie przeszkadzała w beztroskich spacerach po lesie z przyjaciółmi; najprawdopodobniej nie rozchodziło się o patetyczne zacieśnianie więzi, może o swoistą terapię i pomoc medyczną, może o odkrywanie nieodkrytego, zabicie szeroko pojętej nudy oraz korzystanie z uroków ostatnich ciepłych dni, które niebawem przeminą, by wrócić dopiero po kilku długich, ciemnych i mało przyjemnych miesiącach. Przyroda otaczające je dookoła była piękna, żywa i kolorowa, zdecydowanie zachęcająca do wspólnego spędzania czasu i eksploracji swych tajemnic. Nic zatem dziwnego, że na piegowatej twarzy Lilki malował się szeroki uśmiech, policzki zachodziły delikatnym odcieniem różu, a błękitne oczy świeciły jasnym blaskiem ekscytacji, typowym dla młodych, beztroskich osób.
- Niedługo nadejdzie szaruga i rzęsiste deszcze, a po niej puch biały i smutna hibernacja pozbawiona słońca. Nie ma co bezczynnie czekać tylko brać los w swoje ręce - zaśmiała się dźwięcznie, przez chwilę spoglądając w soczyście niebieskie niebo odziane gdzieniegdzie w ciemnoszare kłęby chmur. Szczęśliwie lub nie, część z drzew była już mocno przerzedzona, przez co można było podziwiać kawałki firmamentu.
- To ja powinnam się chyba zastanowić nad jesienną kolekcją ubrań. Szaro-złoty szał jesieni, to byłby hit - uznała, powoli brnąc do przodu. Jednocześnie stawiając kroki bardzo nierozważnie, wręcz niedbale, zupełnie nie patrząc pod nogi - krajobrazy wokół wydawały się być nader ciekawe.
- Och, wiesz. Jest ciężko. Ale nie zamieniłabym tego na nic innego na świecie! Krew, pot i łzy, ludzkie nieszczęścia w kawałkach, które ty próbujesz zebrać do kupy i duma kiedy ci się to uda: bezcenne - wyjaśniła, z wyraźną ekscytacją w głosie i gestach. Ręce przecinały lekko chłodne powietrze, tworząc nieznane nikomu akrobacje tuż nad głową blondynki. - A tobie jak tam w tym całym narzeczeństwie, fajnie? Czujesz się jakoś inaczej? - zagadała, na moment zatrzymując się i puszczając do Lyry oko. Dopiero kiedy się obróciła tyłem do przyjaciółki dostrzegła niezwykły widok: Szmaragdowy Zakątek. Nagle wszystkie barwy wydały jej się wręcz przesycone, dźwięki wyraźniejsze, a czas jak gdyby zatrzymał się w miejscu. Zatrzymała się również i ona.




Kwiat przekwita, ciern zostaje

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   30.12.15 12:54

Podejście do świata Lyry pewnie uchodziłoby za dość nietuzinkowe w świecie starych rodów. Dla panny Weasley bowiem czystość krwi nie odgrywała jakiejś wielkiej roli. Były ważniejsze rzeczy, które ceniła. Bez większego problemu potrafiła kolegować się z osobami spoza szlacheckiego grona, a jej skrytym i zapewne nieco zakazanym marzeniem było dowiedzenie się czegoś o świecie mugoli. Który był tak obcy, zawsze żyła w niejakiej izolacji od niego, najpierw dorastając w małym domku na odludziu, potem ucząc się w Hogwarcie, ale jednocześnie, właśnie przez tą obcość, tak bardzo kusił, by lepiej go poznać. Wiedziała, że istnieją pewne granice, których nie będzie mogła przekroczyć, ale przecież nikt nie zabraniał jej ciekawości świata. Zresztą, jako metamorfomag, miała łatwiej. Mogła zmienić wygląd i wtopić się w tłum, udać, że wcale nie jest Lyrą Weasley. Ta młodzieńcza ciekawość niestety jednak często lubiła pakować ją w kłopoty i tym samym przysparzała problemów swojemu bratu. Im bardziej starała się go nie martwić i być wzorową siostrą, tym gorzej jej to wychodziło. Dlaczego? Bo była żywa, bystra i ciekawa świata. A także uparta. W tym małym, wiotkim ciałku wrażliwej artystki kryło się naprawdę dużo uporu.
Jej wypadu do lasu pewnie również by nie zaaprobował. Po kilku epizodach, które przydarzyły jej się, odkąd u niego zamieszkała, zapewne najchętniej odesłałby ją do domu matki do czasu ślubu z Glaucusem, ale nie zamierzała na to pozwolić. Choć naprawdę kochała brata, nadmierna nadopiekuńczość i przewrażliwienie czasami zaczynały ją przytłaczać.
- Masz rację – podsumowała. – Będę trochę tęsknić za latem. Śnieżna zima jest przepiękna... Ale chyba jednak wolę podziwiać ją przez okno. – Myśl o kilkugodzinnym staniu na ulicy w taką pogodę ją przerażała, głównie z tego względu, że po wypadku była bardziej chorowita i łatwo łapała przeziębienia, więc na ten czas zawiesi uliczne malowanie. – Za to jesień... Uwielbiam ten moment, kiedy liście na drzewach zmieniają kolory. Szkoda tylko, że później brązowieją i opadają, to na swój sposób smutne, prawda?
Jednak wszystko musiało mieć swój początek i koniec. Lyra westchnęła, po czym zgrabnie przeskoczyła nad rozłożystą kępą traw, zanosząc się cichutkim śmiechem.
- Zdecydowanie powinnaś! Uważam, że dobrze ci to wychodzi – stwierdziła. – A co do stażu... Wydaje mi się, że to rozumiem, choć sama niestety poznałam to od tej drugiej strony... – westchnęła znowu. Czasem jednak żałowała swojej prawie zerowej znajomości magii leczniczej. – W każdym razie, cieszę się, że lubisz to, co robisz. To najważniejsze, mieć swoją pasję i móc się w niej realizować.
Pasja. Zdaniem Lyry powinna być czymś istotnym w życiu, czymś, co dodawało mu dodatkowych barw. Dla niej czymś takim było malarstwo. Wypadek pozbawił ją marzeń o pójściu w ślady brata, ale wskazał inną drogę – sztuki. Cieszyła się, że i Lilka lubiła swoje obecne zajęcie i życzyła jej sukcesów. Nie wątpiła, że ta dobrze sobie poradzi i pewnego dnia zostanie znakomitą uzdrowicielką.
- Zaręczyliśmy się pod koniec sierpnia – wyznała, lekko unosząc do góry rękę z pierścionkiem, tak, by Liliana mogła go zobaczyć. – Zadecydowały o tym nasze rodziny, ale tak się złożyło, że poznaliśmy się już wcześniej, podczas mojego malowania na Pokątnej. Wiesz, naprawdę go lubię, ale te zaręczyny... To było takie nagłe i zaskakujące. Powoli się do tego przyzwyczajam...
Mimo dużej różnicy wieku, darzyła Glaucusa sporą sympatią. Ale nie była w nim zakochana; nie wykluczała jednak, że kiedyś mogłoby to ulec zmianie. I tak miała szczęście, że wybrano jej kogoś, kogo lubiła. Nie każda dziewczyna miała tyle szczęścia. Wystarczy wspomnieć nieszczęsną Leandrę, która była w tym samym wieku, a tuż po skończeniu szkoły została przez rodzinę przymuszona do ślubu. Lyra naprawdę jej współczuła, choć nawet nie wiedziała, jak układało jej się z mężem. Zaaranżowany ślub w wieku osiemnastu lat brzmiał wystarczająco ponuro.
Nagle jednak zatrzymały się.
- Jak tu pięknie! – wyrwało się z jej ust. Odeszły już spory kawałek od obrzeży lasu i dotarły w miejsce, które wyglądało naprawdę magicznie. Tutejsza roślinność, choć także przystrojona w jesienne barwy, wydawała się jeszcze bardziej jaskrawa niż na polance przy ścieżce, gdzie Lyra szkicowała czekając na pannę Yaxley. Jak na drugą połowę października, kwitło tu również zaskakująco dużo kwiatów. Wśród nich wypatrzyła także trochę magicznych roślin, których nie było na skraju lasu.
- Że też nigdy wcześniej tutaj nie trafiłam... – wyszeptała z zachwytem, idąc między drzewami i muskając dłońmi kwiaty, by w końcu ukucnąć na brzegu niewielkiej rzeczki i zanurzyć rękę w zimnej i krystalicznie czystej wodzie, na której dnie połyskiwały nieduże, gładkie kamyki.
- Jeśli jutro będzie równie ładnie, jak dzisiaj, przybędę tu ze sztalugą. Znajdę znowu to miejsce...Obym tylko potrafiła je odnaleźć, pomyślała, lekko pluskając ręką w wodzie. – Namaluję je na żywo, bo nie wiem, czy dałabym radę odtworzyć całe jego piękno z pamięci.
Jej ekscytacja pięknem tego miejsca była niemal namacalna. Nawet jej włosy, jakby dopasowując się do jaskrawych kolorów roślinności, także przybrały żywszy kolor. Teraz naprawdę przywodziły na myśl płomienie pożerające blade ciało Lyry.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Liliana R. Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1951-liliana-yaxley http://www.morsmordre.net/t1977-skrzynka-pocztowa-lilki#28265 http://www.morsmordre.net/t1976-zakwitaja-lilie-wodne http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t1986-liliana-yaxley
stażystka w św. Mungu
20
Szlachetna
Panna
Usiadłszy przed lustrem pewnego razu
Chciałam prawdy, jasnej wizji chciałam,
Innej od gładkiego, słodkiego obrazu,
Który w nim dotąd widywałam...
Ujrzałam kobietę dziką, jak wiatr,
Niekobiecymi miotaną żądzami.
0
0
3
25
1
0
0
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   31.12.15 23:23

To zabawne. Zabawnym były zażyłości rodów Yaxley i Weasley, skoro prezentowali tak odmienne stanowiska tyczące się czystości krwi. Dla Liliany odgrywała ona znaczącą, jeżeli nie najważniejszą wartość w życiu: tak została wychowana. Na szczycie społecznej hierarchii byli szlachetnie urodzeni, tuż niżej ci posiadające w rodowodach skazę. Osoby półkrwi nie do końca były godnymi zaufania, z kolei mugolaków i mugoli należało się bać? Byli nieznaną, tajemniczą wyspą przerażającą tym, co mogłaby w teorii skrywać. Mrok przesłaniający jej wnętrze odrzucał od postawienia stóp na jej niepewnym gruncie. Pomimo tego półwila usiłowała chować głęboko swoje wszystkie strachy, wątpliwości i odrzucała jawną manifestację poglądów w szczególności osób, których mogły one bezpośrednio dotyczyć. Ceniła sobie przyjaźń z Lyrą, znając jednocześnie jej przekonania - być może niekiedy dyskutowały na ten temat, jednakże blondynce daleko było do tego, aby wszczynać kłótnie czy usiłować zmienić poglądy Weasleyówny. Każdy miał prawo do swoich własnych, ostatecznie w pracy musiała przeciwstawiać się swoim licznym obawom spowodowanym regularnym kontaktem z osobami różnej maści. Być może podejście rodu rudych czarowników w ostatecznym rozrachunku było bardziej korzystne, niż to posiadane przez saski klan Yaxleyów. Jak zwykle w takich chwilach rozwiązanie ukaże nie kto inny jak czas: najlepszy i najobiektywniejszy sędzia ze wszystkich.
Tutaj, w londyńskim lesie, czas w ogóle się nie spieszył. Płynął leniwie, powoli, rozlewając się wręcz na wszystkie boki stając się niemalże namacalnym. W głowie Liliany nie było żadnych rozmyślań na temat statusu krwi czarodziei, nie było zmartwień spowodowanych szlacheckimi kodeksami, nie było zahamowań w postaci licznych par oczu śledzących jej ruch: były tylko one dwie, młode dziewczyny pośród leśnego poszycia, obserwowane jedynie przez okoliczne ptaki oraz owady skryte pomiędzy rosnącymi w pobliżu roślinami. Było słońce, świeże, ledwo wyczuwalne muśnięcia wiatru i dobry humor rozciągający twarze w krzepiących uśmiechach. Dobrze jest czasem odpocząć.
- Dopóki zima jest biała i słoneczna jednocześnie, aż chce się podziwiać jej mroźną naturę. Gorzej, kiedy jest szaro i smętnie, wtedy nawet kubek ciepłej czekolady w niczym nie pomoże - westchnęła. - Dlatego bardzo nie lubię stanów przejściowych, głównie w postaci listopada. Szczęśliwie wszystko mija. - Wyraźnie się rozpogodziła. Wprost proporcjonalnie do aury panującej wokół.
- Tak, ale to nieodłączny cykl życia. Najpierw opadają, potem rosną na nowo. Szkoda, że podobną właściwość mają jedynie feniksy - stwierdziła, po raz kolejny wzdychając i wzruszając wątłymi ramionami. Szeleszczące pod stopami liście stanowiły idealne tło do tych zgoła niezobowiązujących tematów, które poruszały. Yaxleyównie wydawało się, że w tak pięknej, lekkiej atmosferze każdy trudniejszy temat osiadałby jak niechciany balast w wodzie, ciążąc im obu na duszach. Ten osobliwy spacer miał być wszakże zwykłym etapem terapii.
- Och tak. To niebywałe szczęście móc się realizować w tym konserwatywnym społeczeństwie arystokracji. Wygrałam los na loterii - zaśmiała się pomimo tego, że wiele było w tym prawdy. - Bo ty to mimo wszystko miałaś łatwiej - dodała pospiesznie, jak gdyby chciała wyjaśnić kwstię tego, dlaczego użyła liczby pojedynczej.
- No właśnie - zawołała, kiedy przeskoczyły do kolejnego tematu. - Mimo wszystko nie możemy cieszyć się pełną wolnością. Miłości nigdy nie zaznamy. Albo zaznamy, ale nigdy się ona nie rozwinie, skazana na usługiwanie niechcianemu mężowi. Po cichu liczę, że zostanę starą panną - powiedziała; w jej głośnie można było usłyszeć nutę rozbawienia, ponownie nieadekwatnie do prawdy przekazywanej przez słowa. - Chciałam się spytać, czy coś znaczącego zmieniło się w twoim życiu - sprostowała chwilę później, jeszcze zanim przed jej oczami rozpostarł się zapierający dech w piersiach widok. W przeciwieństwie do Lyry, Lilkę po prostu zatkało i przez długi moment nie potrafiła wydusić z siebie żadnego słowa. Spojrzeniem wychwyciła tyle elementów, że nie wiedziała do końca na które konkretnie ma patrzeć.
- Chętnie przyszłabym z tobą, ale kończy mi się wolne, muszę wracać do szpitala - wydusiła wreszcie, bardzo smutnym tonem. Wolałaby podziwiać piękno odnalezionej natury. Cóż, każdy zasługuje chyba na chwilę przerwy, nawet od pasji? - Zbierzmy trochę kwiatów! - zaproponowała nagle. Zabierała się jednak do tego bardzo nieśmiało, obawiając się w duchu, że zniszczy tak piękny krajobraz.




Kwiat przekwita, ciern zostaje

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   02.01.16 16:29

Możliwe, że swego czasu odbyły rozmowę o poglądach, konfrontując istniejące pomiędzy nimi różnice, jednak mimo wszystko wyżej ceniąc sobie swoją przyjaźń niż różnice w kwestii stosunku swoich rodów do mugoli i mieszańców. Jakby na to nie patrzeć, rodziny każdej z nich wyznawały zgoła odmienne podejścia do życia. Żadna nie mogła nic na to poradzić, ponieważ oba rody miały całe stulecia, by wykształcić w sobie takie, a nie inne tradycje i poglądy. Sama Lyra, choć tolerancyjna i ciekawa świata, nie zrobiła w swoim życiu niczego, co mogłoby przekroczyć pewne granice i zasłużyć na nazwanie jej zdrajczynią krwi. Była prawdopodobnie najbardziej przykładną w tej kwestii częścią swojego rodzeństwa, i najbardziej spośród nich zależało jej na pozostaniu częścią szlachetnego społeczeństwa.
Ale teraz, wśród jesiennej roślinności, te wszystkie rozterki, które błąkały się w jej głowie od momentu zaręczyn, cudownie uleciały. Znowu była beztroską nastolatką, nie czującą żadnego ciężaru pierścionka zaręczynowego, ani tej presji, która miała jej towarzyszyć. Tylko las, cudowne kolory, świeże powietrze i dwie młode dziewczyny chcące oderwać się od codzienności i zwykłych ram określających ich życie. Nie tylko od zaręczyn, od pracy na Pokątnej, ale również od nadopiekuńczego brata, który najchętniej zamknąłby ją w domu matki i nie pozwolił próbować smaków życia.
Czy nie tego pragnęła przez ostatnie dni i tygodnie – choć jednego dnia takiej absolutnej beztroski?
- Jak dla mnie, takie piękne dni mogłyby trwać i trwać – podsumowała z westchnieniem Lyra. Wciąż naiwna, dziecinna, żyjąca złudzeniami. Kochająca wszystko, co piękne i jasne, przerażona tym, że świat posiadał także swoją mroczniejszą stronę, z którą już kilkukrotnie miała okazję się zetknąć, i nigdy nie były to miłe spotkania.
- Zależy, pod jakim względem łatwiej – zauważyła; pochodząc z biednej rodziny, wcale nie miała tak łatwo w życiu, nazwisko Weasley nie gwarantowało pewnego startu w życie, nie otwierało wszystkich drzwi. Niektórzy pogardzali nią, a nie potrafili nawet sobie wyobrazić trudów codziennej egzystencji jej samotnej matki, która po zniknięciu ojca musiała sama utrzymać trójkę dzieci. Lyra dorastała za to w atmosferze pełnej miłości i zrozumienia, odczuwając mniejszą presję i oczekiwania względem siebie. Spodziewała się, że Liliana musiała ich znosić znacznie więcej, skoro pochodziła z tak konserwatywnego rodu. – Nazywam się Weasley. To już wystarczy, by sporo osób spojrzało na mnie z większą dozą dystansu. Marzę o zostaniu malarką, ale moja rodzina mi w tym nie pomoże, jestem zdana tylko na swoje umiejętności oraz na łaskę i niełaskę klientów.
Uzdrowicielskie zajęcie Liliany w gronie jej rodziny mogło jednak także zostać uznane za niezbyt odpowiednie dla młodej panienki. Lyra miała nadzieję, że nikt nie przeszkodzi jej w dążeniu do swoich marzeń. Weasleyowie, choć sami nie interesowali się sztuką, nie zabraniali Lyrze malowania.
- To by było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. – Lyra nigdy nie zaznała prawdziwej miłości. Marzyła o niej, ale wiedziała, że to nie pojawi się tak na zawołanie. W ich świecie prawdziwe uczucia były rzadkością. Po zaręczynach pozostało jej jedynie pragnienie, by pewnego dnia odkryć, że kocha Glaucusa i chce z nim być nie tylko z obowiązku, ale i z serca. – Jednak nie wykluczam, że mogłabym kiedyś pokochać mojego narzeczonego. Jest wspaniałym przyjacielem, w dodatku rozumie moją pasję do sztuki, po prostu żadne z nas nie przywykło do nowego stanu rzeczy. Mam dużo szczęścia, bo pomyśl, jak wiele dziewcząt wychodzi za mężczyzn, którzy w najlepszym wypadku są im obojętni.
Zamyśliła się na moment, wciąż nie mogąc nasycić oczu niesamowitym pięknem otoczenia.
- Pod koniec miesiąca wybieramy się razem na bal do Averych, zaprosił mnie, bym mu towarzyszyła – dodała po chwili, jakby sobie o czymś przypomniała. – Co się tyczy zmian w życiu... Odkąd skończyłam Hogwart, skupiam się głównie na malowaniu, to już nie tylko pasja, ale i sposób na życie. Czekam na swoją wielką szansę, która pozwoli mi zabłysnąć w świecie sztuki. Póki co mieszkam u mojego brata i zazwyczaj chodzę malować na Pokątną.
Pomyślała przelotnie o spotkaniu z Aloysiusem Diggorym, który miał przekazać jej prace Laidan Avery, prowadzącej galerię sztuki i sprawującej pieczę nad młodymi, obiecującymi artystami. Lyra wiązała z tym duże, ale wciąż nieśmiałe nadzieje.
Dłonią wciąż pluskała w wodzie, wyławiała drobne kamyki, by po chwili pozwolić im znowu opaść na dno strumyka.
- Pokażę ci gotowy obraz, kiedy już go stworzę – obiecała, wstając i otrzepując spódnicę. Rozejrzała się znowu, tym razem wypatrując miejsca, gdzie mogłaby rozłożyć się ze sztalugą i przyborami, by malować w plenerze. – Kwiaty... Tak, to dobry pomysł! Tylko nie zbierzmy wszystkich, muszę mieć co malować jutro!
Parsknęła śmiechem; na polance było jednak wystarczająco dużo kwiatów, że zerwanie odrobiny nie powinno zrobić jakiejś wielkiej różnicy. Lyra zaczęła więc zbierać kwiecie, z zamiarem późniejszego uplecenia z niego wianka. Dopiero po chwili przypomniała sobie Festiwal Lata i zrobiony wtedy wianek. Został wyłowiony z wody przez Glaucusa, a zaledwie parę tygodni później mężczyzna oświadczył jej się.
Na jej policzkach pojawiły się intensywne rumieńce, a kilka kwiatów wypadło z dłoni. Szybko jednak je podniosła i wróciła do robienia wianka. Liliana mogła jednak zauważyć to, że na chwilę odleciała, wyraźnie sobie coś przypominając.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Liliana R. Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1951-liliana-yaxley http://www.morsmordre.net/t1977-skrzynka-pocztowa-lilki#28265 http://www.morsmordre.net/t1976-zakwitaja-lilie-wodne http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t1986-liliana-yaxley
stażystka w św. Mungu
20
Szlachetna
Panna
Usiadłszy przed lustrem pewnego razu
Chciałam prawdy, jasnej wizji chciałam,
Innej od gładkiego, słodkiego obrazu,
Który w nim dotąd widywałam...
Ujrzałam kobietę dziką, jak wiatr,
Niekobiecymi miotaną żądzami.
0
0
3
25
1
0
0
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   03.01.16 17:56

Pogoda była przyjemna, zwłaszcza, że aktualnie był październik. Wszystko zachęcało do tego, aby z tej aury korzystać i taki był główny cel Liliany - wesołej, nastawionej na sukces w swoich działaniach dziewczyny. Niestety, niczym cień, duch przeszłości, dementor ukryty pod płaszczem niewidzialności istniały również m y ś l i, a te pędziły w zastraszającym tempie, nie zważając na nic podczas swej szaleńczej wędrówki. Nie strasznym im było słońce złociste, trele ptaków dźwięczne i świeże powietrze: jak złodziej skradały się z tyłu głowy i pulsowały, raz będąc jawnymi, raz utajnionymi. Myśli o negatywnych aspektach życia, o tym, komu było łatwiej przedzierać się wpław, a komu ciężej; o tradycjach i poglądach mających odzwierciedlenie w gestach, mimice, stroju - dosłownie we wszystkim. Yaxley upychała sobie głowę zachwytem, podziwem dla pędzli matki natury, najznamienitszej - nie obrażając Lyry - artystki. Jak to jest, że można być tak okrutnym i pięknym zarazem? Dziewczę o płowych włosach dziwiło się tym dwóm twarzom przyrody, kiedy szumnie, wręcz butnie szła pomiędzy zaroślami i opadającymi liśćmi. Przed błękitem tęczówek rozpościerała się wizja idylliczna, jasna strona natury, która zachęcała do zwiedzania, wsiąkania w jej, zdawałoby się, delikatną strukturę. Płuca karmione tlenem oddychały głęboko bez obaw, że dostanie się weń śmiercionośna trucizna, a przecież to wcale nie takie rzadkie zjawisko. Przyroda nie tylko podtrzymywała życie, ale także je bezlitośnie skracała, będąc szczególnie bezlitosną dla słabszych jednostek. Czyż nie tak działał również świat ludzi? Zwłaszcza ten szlachecki? Charłaki, panny idące za głosem serca, synowie stawiający się nestorom - codzienność, można by rzec. Natura wybiera tylko najsilniejsze jednostki, gotowe do przeciwstawienia się swoim instynktom i wypełniania woli samców alfa. Usilnie zatrzymując szlachecką krew w żyłach, jednocześnie narażając się na choroby genetyczne, co wydaje się być ceną za możliwość wyhodowania najlepszych okazów dążących do zapanowania nad magicznym światem. Liliana uważała to za dobre, być może Lyra za złe, nie ulega to jednak wątpliwościom, że tak właśnie dwulicowa bywa przyroda. Czy to oznacza, że skoro teraz obie panny czują się bezpieczne i beztroskie, to czy natura nie pokaże im zaraz czegoś, co wywoła eliminację najsłabszych jednostek? Wbrew pozorom obie miały porównywalne szanse - Weasleyówna nie poradziłaby sobie fizycznie, za to różdżką włada zdecydowanie lepiej od Yaxleyówny, której kondycja mogłaby w tym dziwnym starciu nie wystarczyć. Nie uprzedzajmy zaś faktów, prawda?
Uśmiechnęła się tylko słysząc wzmiankę o nieustających, pięknych dniach, które stanowiły pewną nieosiągalną utopię, której również i ona pragnęła, ale nigdy się do tego nie przyznała. Tak na głos, wydobywając obawy i pragnienia ze swojej piersi. Niby w tak intymnej jak teraz chwili mogłaby wypluć wszystkie targające nią myśli oraz uczucia, tylko czy chciała burzyć ten pozornie niezmącony nastrój spokoju i harmonii? Odpowiedź jest prosta.
- Ciebie ograniczają pieniądze, mnie konserwatyzm. Gdyby nie ojciec, który chciałby mi nieba przychylić, nigdy nie mogłabym nawet spojrzeć na szpital. I nie miałabym nic w tej kwestii do powiedzenia. Ty możesz mówić, nie przysłonięto ci ust konwenansami i tradycjami. Pieniądze można zarobić, natomiast zerwanie z wiekami konkretnego porządku świata graniczy niemal z cudem. Musisz bardziej to doceniać - powiedziała poważnym tonem, zerkając co jakiś czas na towarzyszkę. - Pomogłabym ci, gdybym tylko mogła. Lecz widzisz, nie mam żadnej mocy sprawczej, jestem tylko kobietą. Tato zaś... nie jesteś trollem, nie poświęciłby ci zbyt dużo uwagi - zaśmiała się. To miał być swego rodzaju żart, acz na pewno nie chciała nim obrazić swojego ojca, kochała go przecież. Najzwyczajniej w świecie wiedziała, że nie zainteresowałby się sztuką ubogiej malarki ulicznej, a szkoda. - Teraz jesteś zaręczona, będzie ci łatwiej, o ile odpowiednio podejdziesz swojego narzeczonego. Mówisz, że się lubicie, dlatego nie powinno być problemu. Zwłaszcza, że od tej pory przyjęcie będzie goniło przyjęcie, jeszcze się wybijesz - dodała pokrzepiająco, tym razem bacznie obserwując pole przed sobą.
- To niestety prawda. Chciałabym wierzyć, że mnie to nie czeka, ale życie... no jest, jakie jest - westchnęła z rozrzewnieniem. Na pewno nie chciałaby wyjść za kogoś, do kogo nic nie czuje, ale przekonała się, że nawet, jeżeli istnieje taka szansa... to w ostatecznym rozrachunku i tak nic z tego nie wychodzi. A z powodu jej genów i urody naprawdę wątpliwym jest, aby miała zostać starą panną. Chyba, że rzeczywiście nikt nie będzie chciał dziewczęcia z bagien...
- Averych? - spytała z niesmakiem. - Fuj, współczuję ci. No, ale podobno mają swoją galerię sztuki, dlatego musisz dla niej przecierpieć - dodała. Dla nikogo nie było zaskoczeniem, że rody Avery i Yaxley nie pałały do siebie sympatią. To chyba były te dwa klany, które skupiały wokół siebie najwięcej nienawiści. Biedna Lilka, wtedy jeszcze nieświadoma tego, że będzie musiała pójść na ten sam bal. - Jestem pewna, że teraz będzie już tylko lepiej - stwierdziła. Jeszcze zanim zachwyciła się pięknem Zakątka i zanim podjęła się prób zrywania olśniewających prezencją kwiatów. Zaśmiała się na wzmiankę o tym, aby nie zebrać wszystkich. Schylając się lekko z namaszczeniem pozbywała łodygi kwiecia, wybierając kilka co lepszych okazów. Co jakiś czas rzecz jasna patrzyła na Weasley i nie umknął jej uwadze ten tajemniczy rumieniec. - No, przyznaj się, o czym pomyślałaś? - spytała sugestywnie. Z zamiarem drążenia tematu, ale usłyszała dziwny dźwięk. Bzyczenie? Szemranie? Nie potrafiła go zidentyfikować. - Słyszysz?

wybacz ten bełkot iksde




Kwiat przekwita, ciern zostaje

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   04.01.16 11:17

Rzeczywiście, funkcjonowanie społeczności czarodziejów można było porównać do funkcjonowania otaczającej je natury. I jeden, i drugi na pozór wydawał się piękny i pełen kolorów, pod płaszczykiem których skrywał swe mroczniejsze strony, oba rządziły się swoimi prawami i schematami, dążąc do przetrwania najsilniejszych, najwytrwalszych jednostek, tłamsząc te, które okazywały się zbyt słabe, by sobie poradzić.
I Lyra tego się bała, zwłaszcza po swoim wypadku. Bała się bycia słabą i bezwartościową, zdaną na innych, bo o ile z biedy mogła wyjść przy odrobinie szczęścia i uporu, tak kwestia nadwątlonego zdrowia stanowiłaby większy problem... Byłaby ciężarem dla bliskich, a szanse na znalezienie narzeczonego znacząco by spadły. Kto chciałby przedłużać czystość krwi swojego rodu z tak uszkodzoną jednostką? Choć również można było powiedzieć, że miała szczęście, skoro mimo początkowych prognoz funkcjonowała praktycznie normalnie; tym bardziej, że wśród szlachetnych nie brakowało jednostek obciążonych genetycznymi skazami, niewątpliwie odczuwających większe trudności niż sama Lyra. I w tej materii również miała szczęście, zamiast choroby geny podarowały jej zdolność metamorfomagii. Miała więc szanse coś osiągnąć; wyjść za mąż, założyć rodzinę, zostać malarką. Nie była z góry skazana na klęskę, a wrodzony upór i optymizm pomógł jej szybko stanąć na nogi i wrócić do normalności. Ich świat nie lubił słabych, niepasujących do ogółu, ani tych, którzy przedkładali własne pragnienia nad wolę rodu. Co było niesprawiedliwe, przynajmniej w oczach Lyry, ale cóż mogła poradzić?
- I doceniam – przytaknęła, ciesząc się w duchu, że mimo wszystko miała to szczęście. Obie miały, bo Liliana dzięki trosce ojca także nie musiała (przynajmniej na razie) stać się salonową ozdóbką. – Jednak mój ród przechodzi kryzys. Uchodzi za ten najbardziej pobłażliwy, a jednak rozpaczliwie chce przetrwać i nie zginąć w mrokach historii. To, że wszyscy troje zostaliśmy zaręczeni w tak krótkim odstępie czasu, musi o czymś świadczyć...
Przygryzła wargę.
- Wiem, ale i tak dziękuję za dobre chęci – przyznała. – Lubię i szanuję Glaucusa, ale nie chcę, żeby czuł się przeze mnie wykorzystywany. Nie chcę, by myślał, że korzystam z sytuacji i sięgam po sukces, wspinając się po jego plecach.
Związek z Traversem mógł się okazać pomocny, jako że ich ród był bardziej poważany w społeczeństwie, ale przecież to nie z tego brała się jej sympatia do niego.
- A tobie mówią już o zaręczynach, czy jeszcze masz spokój? – zapytała po chwili. Podejrzewała jednak, że Yaxleyowie nie musieli się tak spieszyć, tym bardziej, że obie ich córki były nadzwyczaj urodziwe i z pewnością łatwo znajdą odpowiednich narzeczonych. – Tak, galeria sztuki... Ta myśl trochę podtrzymuje mnie na duchu, bo samego balu to się naprawdę boję. To pierwsze wyjście z narzeczonym! No, ale zaprosił mnie – Leciutko się zarumieniła. – Ale wiesz, jak bardzo marzę o wystawieniu swoich prac. Oczywiście, że muszę tam iść. Jeśli i ty tam będziesz, może uda nam się zobaczyć?
Nie pamiętała o krzywdach wyrządzonych jej parę miesięcy temu przez jednego z przedstawicieli Averych, więc jej głównym problemem była trema związana z balem. Nie musiała męczyć się z ciężarem wspomnień tamtego dnia, ale z drugiej strony, nie wiedziała o potencjalnym zagrożeniu.
A później zajęła się zbieraniem kwiatów, stopniowo zbliżając się do rosnących przy skraju polanki zarośli. Jej dłonie zwinnie plotły wianek, a myśli błądziły wokół Glaucusa wynurzającego się z wody, z włosami przylepionymi do zroszonego czoła i jej festiwalowym wiankiem w dłoni. Choć biorąc udział w zabawie, podchodziła z pewnym dystansem do tej wróżbiarskiej otoczki, w jej przypadku okazało się to prawdą: mężczyzna, który złowił jej wianek, był tym, który jej się oświadczył.
- O tegorocznym Festiwalu Lata – wyznała, kiedy z zadumy wyrwał ją dociekliwy głos Lilki. – To Glaucus wyłowił wtedy mój wianek, a trzy tygodnie później... – Znowu podniosła dłoń z pierścionkiem zaręczynowym.
Wtedy jednak także usłyszała brzęczenie, prawdopodobnie dobiegające z zarośli. I zanim zdążyła się obejrzeć, w jej kierunku z dużą prędkością wyfrunął jaskrawo ubarwiony, skrzydlaty chochlik, który natychmiast wczepił się w jej włosy. Próba zdjęcia go zakończyła się pogryzieniem palca, a zanim sięgnęła po różdżkę, z krzaków wyfrunęło kilka następnych.
- Tu chyba znajduje się ich gniazdo! – Wstała szybko, próbując opędzić się od złośliwych stworzonek, które, choć niewielkie, potrafiły jednak skutecznie uprzykrzać życie beztrosko wypoczywających dziewcząt. Zamroziła jednego zaklęciem, ale kolejne dwa przysiadły na jej różdżce i po chwili ją wyrwały. Spadła gdzieś w trawę, a Lyra rzuciła się, żeby ją odzyskać.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Liliana R. Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1951-liliana-yaxley http://www.morsmordre.net/t1977-skrzynka-pocztowa-lilki#28265 http://www.morsmordre.net/t1976-zakwitaja-lilie-wodne http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t1986-liliana-yaxley
stażystka w św. Mungu
20
Szlachetna
Panna
Usiadłszy przed lustrem pewnego razu
Chciałam prawdy, jasnej wizji chciałam,
Innej od gładkiego, słodkiego obrazu,
Który w nim dotąd widywałam...
Ujrzałam kobietę dziką, jak wiatr,
Niekobiecymi miotaną żądzami.
0
0
3
25
1
0
0
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   04.01.16 17:46

Liliana nigdy nie odczuwała żadnych obaw (jak na dzielnego rycerza przystało), ponieważ zawsze to ona stanowiła tę lepszą jednostkę w ich rodzinie. Lepszą o tyle, że prawie nigdy nie chorowała, nie to co słaba Rosalie. Obarczona genetyczną chorobą, skazana na ograniczanie swoich ruchów w imię lepszego zdrowia. Prawdą jest, że to również mogło stanowić powód, dla którego na nią tak chuchano i dmuchano, a jej młodszej siostrze pozwalano na więcej. Więcej w granicach rozsądku, rzecz jasna; wydany wyrok na oszczędzanie swojego ciała i ochrona przed nadmiernym wysiłkiem jej szczęśliwie nie dotyczył, dlatego bez skrępowania mogła galopować po leśnych polanach czy wyładowywać emocje podczas zaciekłych pojedynków szermierczych. Prawdopodobnie to było kolejną cegłą dokładaną do muru dzielącego obie Yaxleyówny, które różniły się chyba pod każdym możliwym względem. Gdyby nie przyjaciele, których szczęśliwie miała wielu, Lilka odczuwałaby nieokiełznaną zazdrość w stosunku do osób żyjących w ogromnej przyjaźni ze swoim rodzeństwem. Lecz tak się złożyło, że nie ciągnęło jej w kierunku sentymentów, płaczów i narzekań, co zaowocowało tym, że powierzchowne (ale wciąż niesamowicie lojalne!) więzy z innymi najzupełniej jej wystarczały. A braki rodzinnego ciepła, zrozumienia i miłości rekompensowała sobie właśnie koleżeństwem, pracą oraz nauką, które stanowiły nadrzędne dobro jej życia. Wspaniale zatem, że nie przyświecała jej żadna zawiść, którą mogłaby żywić do Lyry z powodu jej chociaż niepełnej, to mimo wszystko kochającej rodziny. Tym gorzej byłoby dla rudowłosej, im bardziej pochłaniał je las i nieskończona pustka nieskalana obecnością ani jednego człowieka w promieniu kilkunastu? kilometrów. Kto wie, półwila mogła okazać się szaloną psychopatką uznającą, że skoro ona nie może zaznać szczęścia, to nikt go nie zazna. I wtedy Weasleyówna zostałaby ofiarą szamańskich praktyk odprawianych ku chwale leśnych strażniczek, czarujących driad o jasnych włosach, powoli rozrywających jej piegowate ciałko. Mm, rozkoszna wizja!
Którą mimo wszystko odłóżmy na bok, skoro między dziewczętami toczyły się jakże ważkie rozmowy na temat ich życia. Które, teoretycznie, nie miały się wcale zakończyć, ponieważ p r z y j a ź n i ł y się, a to znaczyło więcej niż cokolwiek innego. W mniemaniu Liliany, rzecz jasna.
- To prawda, nie macie lekko w starciu z resztą rodów. Wciąż są jednak takie, które was szanują, dlatego nie zginiecie tak łatwo. A będziecie mieć potrójny ślub? - spytała na koniec, śmiejąc się dźwięcznie. Aż podskoczyła lekko, opadając miękko na ściółkę leśną. Odgarnęła również bujne włosy do tyłu i nabrała powietrza w płuca przed kolejną wypowiedzianą kwestią.
- Wykorzystywany? - parsknęła śmiechem, zasłaniając drobną dłonią swoje usta. Spojrzała z nieukrywanym rozbawieniem na Lyrę. - To nas, kobiety się wykorzystuje. Do tego, abyśmy były ozdobą i rodziły męskich potomków. Proszę cię, to tylko twoja należność za to. Powinnaś myśleć także o sobie i swojej przyszłości, a nie o tym, czy twój narzeczony, którego nota bene sama nie wybrałaś, czuje się wykorzystany. Jeżeli naprawdę się lubicie, to będzie zadowolony z tego, że ci pomaga - wygłosiła swoje zdanie. Trochę niczym profesor podczas zajęć. Nie, żeby koniecznie chciała przekonać przyjaciółkę do swoich poglądów, ale... nie chciała, aby przez sentymenty straciła możliwość samorozwoju. Niestety, ale Lila była bardziej pragmatyczna aniżeli uczuciowa.
Na pytanie odnośnie zaręczyn zacmokała, ni to niezadowolona, ni to rozbawiona. Ułożyła ręce za plecami, splecione, i bujała się chwilę biodrami, zanim udzieliła odpowiedzi.
- Nie, szczęśliwie ojciec uważa, że jestem jeszcze za młoda na zamążpójście. Za to Rosalie się niesamowicie spieszy do bycia żoną i matką, czego absolutnie nie rozumiem - powiedziała wreszcie, wyginając usta w kształt kwaśnego grymasu. - Mi... marzy się ślub z miłości, do którego nigdy nie dojdzie, bo potencjalny kandydat nie ma tytułu szlacheckiego. Dlatego marzę o tym, aby nikt się po mnie nie zgłosił. Uchodzę za butną, może się uda? - dodała z niesłabnącą nadzieją w głosie. Po której nastąpiło ciche westchnienie, jak gdyby odczuwała duży ciężar na swoich barkach. Bal. U Averych. Ech. Gdyby organizowałby Perseus, albo Leandra, nie wahałaby się ani chwili. Lecz tej gałęzi od galerii sztuki nie znała i prawdopodobnie poznać nie chciała.
- Na pewno sobie poradzisz, wzbudzasz pozytywne uczucia. - Mrugnęła do niej przyjaźnie, jak gdyby chcąc podnieść ją na duchu. - Niestety, nie będzie mnie tam, nie mam powodu, aby się zjawiać w Shropshire. Natomiast będę trzymać za ciebie kciuki! - zapewniła żywo.
Rozmowy po wyczerpaniu się ustały, a ich miejsce zajęło powolne zrywanie kwiatów. I kolejny temat, który poruszyła Yaxley, chcąc odgadnąć powód dobrego humoru, a raczej zawstydzenia Weasleyówny. Usłyszawszy odpowiedź, nie mogła powstrzymać się przed szerokim uśmiechem.
- No proszę, wianki prawdę ci powiedzą. Dobrze, że mnie nie było, jeszcze byłabym już zaręczona i co wtedy! - zaśmiała się, urywając kolejną łodyżkę, zanim do uszu dotarł niepokojący dźwięk, którego źródło znajdowało się w pobliżu. Oszołomiona Liliana patrzyła, jak jeden z chochlików wplątuje się w rude włosy Lyry, a potem kiedy nadleciało kilka innych. Całość działa się niewyobrażalnie szybko, dlatego minęła długa chwila, nim dziewczę sięgnęło po swoją różdżkę. Zaraz potem poczuła chochlika wplątanego w swoje włosy, czemu towarzyszył niekontrolowany pisk.
- Immobulus - krzyknęła na oślep, co chyba samo w sobie nie było dobrym pomysłem. Dodajmy do tego jej nieumiejętność w rzucaniu zaklęć i dramat gotowy. W międzyczasie złośliwych istot przybyło i trudno było się od nich odgonić.




Kwiat przekwita, ciern zostaje

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   04.01.16 17:46

The member 'Liliana Yaxley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 26


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   05.01.16 13:16

U Weasleyów to Lyra była tą, na którą zawsze uważano, w końcu nie dość, że była najmłodsza, to była jedyną dziewczynką. Nie musiała wcale być chorowita, żeby bracia otaczali ją troskliwą opieką. Nie pozwalano jej też na równie dużo, co im, więc zawsze musiała bardzo upierać się przy swoim. To były dla niej pierwsze lekcje uporu, zawsze chciała bawić się razem z braćmi i poznawać ten piękny, ciekawy świat. Szczególnie silną więź czuła z dziesięć lat starszym Garrettem, który odkąd tylko sięgała pamięcią, był dla niej niedoścignionym wzorem. Przez wypadek nie mogła iść w jego ślady, to zresztą otrzeźwiło ją i pomogło pojąć, że powinna kierować się własnymi predyspozycjami, ale wciąż bardzo go podziwiała.
Jednak, mimo dobrych relacji z rodzeństwem, ceniła sobie również więzi z innymi ludźmi. Jako introwertyczna, artystyczna dusza, nie prowadziła intensywnego życia towarzyskiego, ale mimo to miała wokół siebie sporo życzliwych osób, zarówno spośród dawnych znajomych ze szkoły, dalszej rodziny oraz znajomych brata. Nie czuła się więc samotna i nie musiała niczego zazdrościć innym. Może tylko większych szans na rozwijanie swoich talentów, Weasleyówna musiała uczyć się wszystkiego zupełnie sama.
- Szczerze mówiąc, jeszcze nie wiemy, kiedy odbędą się nasze śluby – rzekła. Pewne tylko, że to kwestia czasu, matka bardzo się spieszyła, by załatwić odpowiednich partnerów dla swoich dzieci. Lyra mogła jedynie się zastanawiać, co dalej, ale zapewne było to zaledwie kwestią miesięcy. – Może masz rację. Może wciąż za bardzo patrzę na niego przez pryzmat przyjaźni, nie narzeczeństwa. – Mimo młodzieńczej naiwności, wiedziała, czego będzie oczekiwać od niego ród narzeczonego: że wyda na świat jego potomka i będzie dla niego odpowiednią żoną. Glaucus obiecał jej jednak, że nie będzie jej ograniczał ani pozbawiał marzeń. Wierzyła więc, że dotrzyma słowa i nawet po ślubie wciąż będzie mogła tworzyć. – Nie zamierzam rezygnować z marzeń. Wiesz, że nie wyobrażam sobie życia bez malarstwa. Glaucus... do tej pory mnie wspierał. Kilka tygodni przed zaręczynami podarował mi naprawdę dobre pędzle, no i zawsze interesował się moim malowaniem.
To ono pomogło jej tak szybko się pozbierać i na nowo odnaleźć radość życia po trzech miesiącach pełnych bólu i złych myśli.
- Och... To dobrze, że jeszcze cię nie zmuszają – rzekła. – Może będziesz mieć to szczęście, że uda ci się przeżyć prawdziwe uczucie? – Okręciła się lekko w miejscu z marzycielską miną. Chyba trochę udzieliła jej się egzaltacja Eilis, bo przecież Lyra nigdy nie należała do dziewcząt szczególnie fascynujących się kwestiami związków. I nigdy nie była w nikim zakochana, więc mogła jedynie się zastanawiać, jak to jest. – Może masz już kogoś na oku?
Nie spodziewała się jednak, że Liliana odpowie, nie każdy lubił wspominać o zakazanych obiektach westchnień.
- Szkoda, cieszyłabym się, mogąc zobaczyć tam kogoś znajomego. Ci Avery wydają się... raczej mroczni i nieprzystępni – Wygięła usta w podkówkę. Gdyby tylko wiedziała, że jej przeczucia wcale nie są bezpodstawne...! Cóż, wtedy z pewnością czułaby znacznie większy stres. – Może jeszcze kiedyś będzie okazja? Póki co muszę przeżyć ten pierwszy bal.
Wianek powoli się powiększał. Niedługo będzie mogła założyć go na głowę.
- To był bardzo przyjemny festiwal. Ale były na nim również tak zaskakujące momenty... – stwierdziła, wspominając przelotnie również znacznie mniej miłą chwilę, kiedy podczas spaceru z Alexem ten pchnął ją do wody, a Lyra dostała ataku paniki i zaczęła się topić. Selwyn powiązał to z jej lipcowymi problemami z pamięcią, co sprawiło, że tym bardziej nie lubiła o tym myśleć, bo wywoływało to nieprzyjemny dreszcz na plecach i zmuszało do zastanawiania, co takiego stało się w lipcu.
Nie inaczej było teraz; może nawet dobrze się stało, że pojawiły się chochliki i zmusiły do prób opędzenia się od nich. Niedokończony wianek upadł gdzieś w trawę, a Lyra skupiła się na opędzeniu od złośliwych stworzonek szarpiących jej włosy i kąsających w dłonie, oraz na znalezieniu różdżki.
- Różdżka, różdżka... Gdzie ona jest... – mamrotała, widząc wysiłki Liliany. Rzuciła się w trawę, po chwili odnajdując ciemną, wykonaną z hebanu różdżkę. Skierowała ją na chochliki, rzucając na nie zaklęcie zamrażające.
Jeśli jutro przybędzie tu malować, przynajmniej będzie wiedziała, że trzeba uważać na te nieznośne istotki.
- Cóż, zawsze mogło być gorzej – podsumowała, patrząc na swoje dłonie. Na jej palcach błyszczało kilka drobnych ugryzień, włosy miała w nieładzie, a policzki zarumienione. Ale byłoby gorzej, gdyby napatoczyło się tu jakieś większe stworzenie.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Liliana R. Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1951-liliana-yaxley http://www.morsmordre.net/t1977-skrzynka-pocztowa-lilki#28265 http://www.morsmordre.net/t1976-zakwitaja-lilie-wodne http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t1986-liliana-yaxley
stażystka w św. Mungu
20
Szlachetna
Panna
Usiadłszy przed lustrem pewnego razu
Chciałam prawdy, jasnej wizji chciałam,
Innej od gładkiego, słodkiego obrazu,
Który w nim dotąd widywałam...
Ujrzałam kobietę dziką, jak wiatr,
Niekobiecymi miotaną żądzami.
0
0
3
25
1
0
0
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   05.01.16 20:50

Liliana trochę odleciała. Niepotrzebnie poruszała kwestię narzeczeństwa, szczerze mówiąc sądziła, że całość skończy się na Lyrze i jej narzeczonym. To było niesamowicie naiwne przekonanie, bo nim się obejrzała, a z jej ust wydobywały się słowa, które nigdy nie powinny mieć prawa ujrzeć światła dziennego. W głowie huczała jej kwestia małżeństwa aranżowanego i miłości, którą (chyba?) odczuwała, a która skazana była z góry na porażkę. Ze względu na to, że jedno nie równało się drugiemu i że czystość krwi była dobrem nadrzędnym, podług którego kierować się mieli Yaxleye, w tym również Lilka. Myśl ta, która narodziła się w jej głowie, kuła boleśnie okolice klatki piersiowej dokładnie w miejscu, gdzie znajdowało się serce. Serce, które jak na zawołanie zaczęło bić niczym oszalałe; biedne dziewczę uświadomiło sobie, że zupełnie nie warto inwestować w uczucia i to ją niebawem zgubi. Naturalną reakcją zarówno na swoje myśli jak i późniejsze słowa Lyry były czerwone policzki - które przecież nabrały koloru przez chłodne powietrze panujące w tym miejscu, zgadza się? Szkoda, że tak ogromnie paliły twarz. Czyżby zaczęła naśladować swą przyjaciółkę?
- Oby jak najpóźniej. Jesteśmy jeszcze młode i powinnyśmy móc się wyszaleć. Jedynie Garrett powinien zabrać się do roboty, wygląda już na starego kawalera. - Śmiech rozległ się po lesie; śmiech pełen niemej prośby niebios o to, aby Weasleyówna nie zauważyła istotnej zmiany na twarzy blondynki. Acz najpewniej Liliana sama nie wytrzyma i za moment wszystko wypaple... może ta eskapada miała być remedium na jej troski, a nie wymówką tyczącą się zbawiennego wpływu przyrody na ludzki organizm?
- To nie masz się czym martwić. Wykorzystuj jego pozycję ile wlezie, dobrze ci radzę - zadecydowała słysząc wszystkie słowa wypowiedziane przez rudowłosą. - Zwłaszcza, że po ślubie może mu się odmienić. Jeżeli my będziemy mieć skrupuły, to nas zeżrą. Zresztą, nie muszę ci tłumaczyć naszej pozycji w społeczeństwie. - Westchnięcie. Ciężkie, przeciągłe. Nad ich losem, swoim życiem, sercem gorejącym, policzkami płonącymi i nieszczęściem sprowadzonym do ciała. Wszczepiła sobie chorego wirusa nieszczęśliwej miłości (?) i teraz jedyne, co ją może czekać, to śmierć z utrapienia. Musi szybko zapomnieć, oddać się w ramiona pracy - czułego kochanka odwzajemniającego uczucia. Tylko... co dalej?
- Nie uda mi się - powiedziała, prawdopodobnie odrobinę za ostro. - Jak już wspomniałam, jego status krwi nie pozwoli nam na mariaż. Zakładając, że oczywiście i on by coś do mnie czuł. A wierz mi, nie czuje - zaśmiała się, chociaż czuć było w tym śmiechu nutę goryczy. Odgarnęła natrętne włosy z twarzy do tyłu, patrząc w dal. - Ale wiesz, jak to jest. Jesteśmy młode, uczucia przychodzą i odchodzą. - Zakończyła całość wzruszeniem ramion. Usiłując pocieszyć samą siebie.
- Och tak, to prawda. Może zrobiłabym to dla Leandry i Perseusa, ale nie wiem nawet, czy się tam zjawią. Wolę ciekawsze rzeczy niż wbijanie się w durną sukienkę i ćwiczenie sztucznych uśmiechów. Tobie rzecz jasna życzę powodzenia! - sprostowała, żeby nie zabrzmiało to tak, że rzuca ją w paszcze lwa. Kto wie, może Lyra odkryje w sobie pasję uczestnictwa w podobnych przyjęciach?
- Jakie na przykład? - zainteresowała się, kiedy rozmawiały już przy zbieraniu kwiatów. Żałowała, że nie mogła być na tym Festiwalu, ale akurat wtedy była chora. Chorować w lato, czy jest coś gorszego? Nie zdążyła się nad tym zastanowić kiedy zaatakowały je chochliki. Liliana trzymała hardo swoją różdżkę, ale na niewiele się to zdało: zaklęcie się nie powiodło. Dlatego machała trochę głupio rękoma w powietrzu, próbując odgonić od siebie te nieznośne stworki. Najprawdopodobniej podeptała całą bujną roślinność, w dodatku czuła, że jej skóra jest boleśnie pokąsana przez te szkodniki. Jak dobrze, że w pobliżu była Lyra znająca zaklęcia i potrafiąca wykorzystać je w praktyce! By ocenić jego efekt otworzyła oczy, by spojrzeć na zamrożone stworzonka. Nie ruszając się wyglądały o niebo lepiej. - Myślisz, że nie ma ich tu więcej? - spytała z lekką obawą, rozglądając się dookoła. Wolała nie przechodzić przez to drugi raz.




Kwiat przekwita, ciern zostaje

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   06.01.16 15:36

Lyra zauważyła jej rumieńce i uśmiechnęła się lekko. Zazwyczaj to ona była tą, która z byle powodu potrafiła się rumienić, tym samym mając problem z ukrywaniem niektórych odczuć.
- Mnie się jeszcze nie spieszy – powiedziała. Nie chciała przecież kończyć jak Leandra, od razu po skończeniu szkoły wpakowana w małżeństwo. Chociaż jej własne zaręczyny także nastąpiły szybko, tuż przed jej osiemnastymi urodzinami. – A Garrett... Tak, to byłoby przecież niesprawiedliwe, gdybym ja wyszła za mąż jako pierwsza, choć jestem najmłodsza.
Zdawała sobie jednak sprawę, że kwestia Garretta jest bardziej skomplikowana i jemu z pewnością trudniej było pogodzić się z wizją zaaranżowanego małżeństwa, biorąc pod uwagę, że już miał kiedyś kobietę, którą darzył uczuciami, a która nie zostałaby zaaprobowana przez rodzinę. Westchnęła smutno, jednocześnie ciesząc się, że sama nie znajdowała się w takiej sytuacji, jednak była wewnętrznie rozdarta, z jednej strony pragnąc szczęścia dla brata, z drugiej, bojąc się że mogłaby go utracić.
- Oby mu się nie odmieniło. – Ta myśl, że Glaucus mógłby doznać nagłej przemiany, i z miłego, pogodnego i tolerancyjnego mężczyzny stać się zimnym i skostniałym, jak wielu innych, naprawdę ją przerażała. Chciała, żeby nawet po ślubie pozostał taki, jak teraz. Wtedy oboje mogliby być szczęśliwi, nawet jeśli zaręczyny nie były ich pomysłem. – Gdyby tylko wszystko mogło wyglądać tak, jak teraz...
Była naiwna, a także zbyt prostolinijna. Ale musiała przyznać Lilianie sporo racji, znowu.
- Kim on jest? – zapytała po chwili; odniosła dziwne wrażenie, że Liliana rzeczywiście miała kogoś na oku, i w dodatku była to osoba nieczystej krwi. Nawet Weasleyowie mieliby problem w pełni zaakceptować taki związek, a co dopiero Yaxleyowie, więc nie dziwiła się obawom dziewczyny. – To ktoś z pracy? Czy może dawna znajomość ze szkoły? – dopytywała z ciekawością. – Obiecuję, że nikomu nie powiem.
Lyra nie lubiła szukać sensacji ani powtarzać plotek. Potrafiła zachowywać zasłyszane wiadomości dla siebie.
Życzenie powodzenia na balu skwitowała lekkim uśmiechem, powracając do robienia wianka, który z kolei wciąż nasuwał skojarzenia z Festiwalem Lata.
- Było sporo pięknych widoków. Niektóre posłużyły mi za inspiracje do nowych obrazów – powiedziała. – A organizatorzy dbali o ciekawe atrakcje. Naprawdę szkoda, że cię tam nie było, na pewno znalazłabyś coś dla siebie.
O nieprzyjemnym zakończeniu spotkania z Alexandrem nie wspomniała. Sama nie rozumiała tak wielu rzeczy, choćby tego głębokiego lęku i poczucia, że już to kiedyś przeżywała, jakie towarzyszyły jej, gdy znalazła się w wodzie. Dlaczego tak reagowała i dlaczego Alex powiązał to z lipcem?
- Mam nadzieję, że nie. Na wszelki wypadek omijajmy ten krzak z daleka – powiedziała, kiedy chochliki leżały już odrętwione w trawie. Ich małe, jaskrawe ciałka jeszcze przez dłuższy czas miały pozostać w bezruchu. Choć bardziej obawiała się jakichś większych stworzeń. Kto wie, co jeszcze może się tutaj kryć, zwłaszcza że zapuściły się dość głęboko w las. Dobrze jednak, że były tutaj w dzień. Po zmroku raczej nie miałaby odwagi się tutaj szwendać, nawet mając różdżkę i posiadając przyzwoite umiejętności w zakresie zaklęć.
- Chcesz jeszcze gdzieś tutaj się rozejrzeć? – zaproponowała. Podniosła z ziemi swój wianek i szybko splątała długim źdźbłem trawy oba końce, po czym osadziła go sobie na płomiennorudych włosach. – Mamy jeszcze kilka godzin, zanim zajdzie słońce. Choć teraz przynajmniej wiemy, że musimy uważać. - Wskazała na krzak, w którym mieszkały chochliki. – Obyśmy tylko nie spotkały niczego gorszego...
Ruszyła w stronę lasu, po chwili zagłębiając się między drzewa. Polanka była przepiękna, ale może tam dalej kryły się jeszcze inne wspaniałości? Ciekawość świata nie pozwalała jej ot tak odpuścić i tak szybko wrócić do domu.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Szmaragdowy Zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Rody Chorążych
» Cienisty Zakątek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17