Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Każdy miewa sny, Ramsey

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Alisa Mulciber
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4076-alisa-mulciber-budowa http://www.morsmordre.net/t4091-ech-znowu-ty#79931 http://www.morsmordre.net/t4338-alisa-mulciber#92588
n/d
22
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
1
10
0
0
0
21
1
3
Czarownica

PisanieTemat: Każdy miewa sny, Ramsey   25.04.17 7:28

Noktrnowe budynki wybijały sie leniwie ponad mgłę, która w typowym dla siebie zwyczaju owijała się tu wokół wszystkiego i wszystkich. Każda uliczka wyglądała przez to niczym kalka każdej kolejnej - wąska, ograniczona nierównymi powierzchniami sąsiadujących budynków, blednącymi w mlecznej pustce. Na niewprawionego podróżnika czekała tu jedynie Kostucha. Alisa pokonując znaną sobie ścieżkę zawsze czuła na sobie jej łase spojrzenie. Nic sobie jednak z tego nie robiła, a wręcz z prowokująco dziecinnym uśmieszkiem częstowała swoją obserwatorkę zachęcając, kusząc. Być może to był błąd, być może gdyby postępowała inaczej nie spoglądałaby na tonący we mgle bruk plugawej ulicy zza okna. Westchnęła zniechęcona, zirytowana widokiem przedstawiającym jedno wielkie nic. Wnętrze Lazaretu, przez ostatnie dwa dni nieustannego swojego pobytu tutaj, zdążyła już przestudiować z typową dla siebie skrupulatnością. Znudzona poszukiwała więc rozrywki za oknem. Przynajmniej dopóki on tu nie przyjdzie. A miał przyjść.
Nachyliła się nad szybą przecierając ją zabandażowaną dłonią w nadziei, że słaba widoczność jest powodowana zabrudzeniem na szkle. Materiał opatrunku co prawda nieznacznie pożółkł, lecz świat za oknem wciąż irytował swoją monotonną niezmiennością. Cmoknęła powietrze w typowym dla siebie geście niezadowolenia.
Siedząc skuloną na pryczy, z przyciągniętymi do piersi kolanami, przeniosła swoje spojrzenie na pobrudzony bandaż. Skubnęła jego rąbek rozsupłując wiązanie by w kolejnej chwili zacząć go leniwie rozwijać. Powodowała nią nuda i ciekawość nieprzyjemnego mrowienia, która nagle zaczęła czaić się pod skórą. Bardzo dobrze wiedziała, że Cass nie byłaby zadowolona z podjętej przez nią tej wątpliwej rozrywki, lecz młodą wiedźmę nie wiele to interesowało. Przynajmniej dopóki dla nokturnowej uzdrowicieli wciąż było za wcześnie.
Usłyszała szczęk wejściowych drzwi i dźwięk stawianych kroków. Nie spłoszyła się jednak i nie odwróciła gwałtownie w tamtą stronę wciąż siedząc na pryczy, będąc odwróconą do przybyłego plecami. Jedyną jej reakcją było wyraźne chwilowe spięcie powodowane chłodem. Ten prześlizną się sprawnie przez drzwi,  sforsował cienki materiał sukni wywołując u Alisy niekontrolowany dreszcz. Bardzo dobrze wiedziała do kogo należał ten pewny siebie, nonszalancko bezczelny krok. Mało kto tak stąpał po deskach Lazaretu. Właściwie tylko jedna osoba.
- Przewidziała, że przyjdziesz. Przez tą myśl nie mogłam zmrużyć oka - odezwała się, a w jej głosie pobrzmiewała tęsknota za kimkolwiek będącym kimś ponad ćwierć inteligentnego trolla - Mam nadzieję, że również przewidziałeś moją obecność tutaj i masz dla mnie coś co pozwoli zająć mi myśli i umilić czas niewoli. W innym wypadku postradam zmysły... Cass che chce mnie wypuścić najwcześniej za dwa dni. Zabrała mi różdżkę - poskarżyła się nadymając poliki i nie będąc pewną, czy Ramsey zdawał sobie sprawę z powodu jej obecności tutaj. Jeśli tak, to musiał również wiedzieć, że raniona Alisa potrafiła cofać się mentalnością do upierdliwej ośmiolatki - wszędzie pachnie do tego eliksirami - dodała, bo te drażniły zmysły w sposób wyjątkowo wyrafinowany.
W pewnej chwili zaśmiała się dziewczęco, szczerze.
- Zabawne. Podejdź, pokażę ci coś... - zachęciła, ostatecznie po raz pierwszy zerkając na czarnoksiężnika przez ramię z dziewczęcymi iskierkami w oczach. Powód zabawności jednak skrywała za sylwetką, sprawiając, że ten był dla niego niewidoczny.


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Każdy miewa sny, Ramsey   26.04.17 23:12

Miał sen, a to było niezwykłe, bo zazwyczaj, gdy udawało mu się przymknąć na dłużej powieki noce mijały szybko i kończyły się nim zdołał naprawdę wypocząć. Tej nocy miał sen, który wyglądał jak okno w przyszłość, choć nie miewał wróżebnych snów, złowrogich wizji i proroczych koszmarów, a trzecie oko otwierało się na jawie w najmniej oczekiwanym momencie. Ten sen, pełen ognia i walących się ścian zmusił go, by udał się na Nokturn. Krocząc powoli wilgotnymi alejami, poprawiając spadający z ramion płaszcz, dotarł w końcu do lecznicy, której progi przekroczył bez najmniejszego zawahania. Smród trolla roznosił się wszędzie, lecz Umhry nie było w pobliżu, choć nie mógł przysiąc, że nie zaskoczy go wrodzoną zwinnością i zaatakuje z tyłu. Tknięty ostrzegawczym przeczuciem obejrzał się jeszcze przez ramię, marszcząc niepewnie brwi, po czym ruszył przed siebie, do lazaretu, w którym roznosił się zapach zalegającej w szparach miedzy deskami krwi i kawałków ciała zamiecionych w kąt.
Wkrótce pojawią się szczury, pomyślał.
Siedziała odwrócona do niego plecami, skulona jak mała dziewczynka. W pierwszej chwili jej nie poznał, lecz pomimo ciemnych włosów spuszczonych wolno na plecy nie przypominała Cassandry. Za nią jednak się rozejrzał, upewniając się, że teren był czysty, a on mógł całkiem swobodnie się rozgościć.
— Och, doprawdy? — A więc stało się jasne, dlaczego nie było jej w pobliżu. Wiedziała, że przyjdzie. Zrzucił płaszcz z ramion i pozostawił na pryczy, tuż za nią, wraz z księgą, która wlókł. Zerknął na bandaż, który skubała. – A więc to prawda? To rodzinne? — spytał monotonnym głosem; trudno mu było uwierzyć, że i ją sięgnął piekielny ogień. A może jednak zaliczyła wpadkę przy gotowaniu, lub zapomniała zgasić świecy na noc? Sam w to nie wierzył, śnił mu się pożar, prawdziwa masakra.
Przysiadł tuż za nią, opierając się ramieniem o jej łopatkę. Patrzył przed siebie, na wysoką aż pod sam sufit szafę, na której stały oczy; pływały w formalinie, stojąc w szklanym słoju. I gapiły się w niego bezlitośnie. Wyglądały jak oczy, które znał. Może należały do Vasila? Pełne wyrzutu i nienawiści za to, że porzucił jego ciało w zaułku. Zmrużył swoje, próbując się im przyjrzeć, ale siedział zbyt daleko, by rozpoznać swojego brata. Nie, za małe podobieństwo.
— Nie było Czarownicy, wziąłem Walczącego Maga — co za niefart. Zerknął na nią przez jej kościste ramię i ponownie skierował wzrok na słoiki z formaliną. Tym razem zaczął się zastanawiać nad tym, czy wciąż ma w sobie wszystkie narządy. Wpadło mu do głowy, że może którejś nocy coś mu wycięto. Był słaby z anatomii; odruchowo się wyprostował, wbił palce w brzuch szukając wątroby, gdziekolwiek była. To jej straty najbardziej się obawiał.
— Mam też O cieniach i duchach. Pod osłoną nocy. Przewodnik po nekromancji. Może ci się przyda.— Opasły czarnomagiczny tom z jego księgozbioru leżał skryty pod płaszczem. Skoro miała tu jeszcze posiedzieć, mogła poświęcić czas nauce. On by właśnie tak uczynił, jakby po pożodze był w stanie.
— Może bała się, że sobie oko wydłubiesz, a to wymaga od niej trochę więcej pracy — mruknął pod nosem i westchnął ciężko, kiedy ich spojrzenie się wreszcie spotkało. Uniósł brwi wyczekująco, a nie mogąc się doczekać zbliżył się i wychylił przez jej ramię.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Alisa Mulciber
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4076-alisa-mulciber-budowa http://www.morsmordre.net/t4091-ech-znowu-ty#79931 http://www.morsmordre.net/t4338-alisa-mulciber#92588
n/d
22
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
1
10
0
0
0
21
1
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Każdy miewa sny, Ramsey   30.04.17 21:40

- Doprawdy - mruknęła orzekając, choć doskonale zdawała sobie spraw, że było to zbyteczne. Czuła jednak tą śmieszną potrzebę zawieszenia werbalnej kropki w powietrzu. Prawdopodobnie wynikało to z jej naukowej maniery.
- Uważasz to za niesprawiedliwe czy może osobliwe? - odpowiedziała pytaniem wypowiedzianym z podobną manierą do tej, której on się posłuży - Mówi się, że z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Zgoła odmienną naturę ma powiedzenie odnoszące się do cyklu życia feniksów - odradzanie się z popiołów. Jakie to patetyczne... - nie trzeba było widzieć jej twarzy, by zdać sobie sprawę, że w tym momencie uśmiechnęła się z kpiną na wspomnienie gloryfikowania tego procesu. Co było w nim takiego niezwykłego? To, że coś niedoskonałego umierało by powstać z tą samą niezbywalną skazą, słabością? - My jednak nie staliśmy się prochem, nie potrzebowaliśmy odrodzenia...Osobliwe - podzieliła się swoją opinią z pewną fascynacją. To nie przypadek, Ramsey. Też to dostrzegasz, prawda?
Zerknęła przez ramię i uśmiechnęła się delikatnie widząc dobrze jej znaną czuprynę, której ciężar właściciela oparł się na plecach. Dusząc w sobie jakąś dziecinną potrzebę pogłaskania jej przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na ranę dostrzegając w niej coś niecodziennego. Jeden z pęcherzy zdawał się niespokojnie poruszyć. Obróciła nadgarstek do mdłego światła przeżerającego się przez okno. Chłonęła mimochodem przy tym jego obecność i głos. Zabawnym, że jeszcze nie tak względnie dawno była do niego uprzedzona, a teraz potrafiła czerpać przyjemność i spokój z tego, że był.
- O nie - skąd ja teraz będę wiedziała na jakim perfumowanym pergaminie wypada mi sporządzać notatki... - wyrecytowała na podniesionym głosie udając przejętą trzpiotkę by zaraz się lekko zarumienić gdy tylko zdała sobie sprawę co ona najlepszego wyprawiała. Nawet nie chciała wiedzieć, jak bardzo głupio to brzmiało i dlaczego Ramseyowi udawało się wyciągać z niej tą żenującą część siebie. Nie chcąc dać się ponownie sprowokować. Nieco nadąsana pomrukami przytakiwała kuzynowi ostatecznie nie mogąc się powstrzymać po uwadze z różdżką od przypomnienia mu (i właściwie Cass też by się to przydało), że...
- Nie jestem już dzieckiem... - westchnęła bezsilnie mamrocząc tą frazę pod nosem niczym mantrę by w kolejnej sekundzie (ku chwale potwierdzenia tezy) z dziecięcą wręcz ekscytacją unieść swoje przedramię. Cała skóra od koniuszków palców była nieprzyjemnie zaczerwieniona. W porannym świetle błyszczała niezdrowo ropnym śluzem i zaciekami. Uwagę przykuwał jednak kształt jawiący się na wewnętrznej części przedramienia tuż przy zgięciu łokcia. Wypukły, przebijający się przez skórę. Zupełnie jakby pod nią coś się wiło nieporadnie próbując się wydostać do świata zewnętrznego. Unosiło i nadymało skórę by w kolejnej sekundzie zapaść się pod nią pozostawiając ją gładką i napiętą. Kształt co rusz się wyostrzał to łagodniał przywodząc na myśl pojedynczą mackę ośmiornicy.
- Kotek... - mruknęła rozpromieniona, naciskając wędrujące owrzodzenie palcem drugiej ręki. Te zareagowało początkowo spłoszeniem, a następnie zupełnie jakby zachęcone zaczęło owijać się wokół chudego palca ropiejącymi pęcherzami, które do złudzenia przypominały w tym momencie przyssawki.
- Chyba mnie lubi...kici-kici...


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Każdy miewa sny, Ramsey   04.05.17 22:02

Uniósł brew, z zainteresowaniem zerkając na jej bladą twarz przez ramię. W tonie jej głosu zadźwięczała filozoficzna nuta, zmrużył oczy oczekując po tym wstępie równie interesującego dalszego ciągu, może jakiejś puenty. Gdyby teraz tuż obok siedział ktoś inny, czułby się zmęczony preludium, przeczuwając, że ciągnący się jak nitka z mięsa w zębie temat znudzi go zupełnie. Ale znała śmierć tak jak znała przemijanie; wysłuchał jej więc cierpliwie.
— Kiepsko żyję z feniksami — a jednak udowodniono mu już, że miał z nimi więcej wspólnego niż przypuszczał. Przeżył pożogę, szatański ogień, który zajął jego ciało podczas niefortunnego wypadku przed domem zdrajców; przy pomocy nokturnowej uzdrowicielki powstał, tak jak Alisa, której czerwone blizny do złudzenia przypominały jego własne. Gdy oparł się o jej łopatki i spojrzał na rękę, z której odwijała zbrudzony już, nieświeży bandaż, miał to dziwne wrażenie powtarzalności.
— Ogień rozpuści lód, nigdy jednak nie powstrzyma wody — dodał wzniośle, spoglądając w jej oczy z boku. Kąciki ust nieśmiało mu drgnęły w górę. Czym ona cię naszprycowała, spojrzał na nią pobłażliwie, a później znów na jej ręce, które... żyły własnym życiem. Nie mógł uwierzyć, w to co widział, chyba śnił. Może to jego naszpikowano czymś nim przyszedł, może w lecznicy unosiły się jakieś opary trującego gazu. Lada moment braknie tlenu, a oni usną pogrążeni w szaleńczych, obłąkanych wizjach.
— Cassandra ci podpowie, ona zna się na tych rzeczach najlepiej — odpowiedział jej poważnie, nie mogąc oderwać wzroku od pełzających pod skóra pęcherzy. Przybliżył się, by sięgnąć z boku ręką do tego przedziwnego zjawiska. Złapał jej rękę, uniósł wyżej, dźgnął w nie kciukiem; pęcherz podzielił się na dwa. — Masz węże pod skórą — szepnął, marszcząc brwi. — Robaki... Spałaś z otwartą buzią, wlazły, gnidy, przez gardło, a może przez nos. A może wdarły się przez jątrzącą ranę. Może twoje ciało gnije od środka, zalęgły się w nim larw, zjadają cię od wewnątrz — wymyślał na poczekaniu, próbując jak najracjonalniej uzasadnić to co widział.— Oczywiscie, że nie jesteś dzieckiem — spojrzał na nią, lecz na krótko, bowiem przerażajace rzeczy działy się z jej drobnym, poparzonym ciałem. — Jesteś już dorosłą kobietą, która wie jak o siebie zadbać— nie mógł powstrzymać kpiny, która wydostała się z jego ust wraz z wypowiadanymi słowami. — Najlepszy dowód mamy przed sobą— poparzona i pełna dziwnego robactwa, czy cokolwiek to było, żyło w niej.
Otworzył szerzej oczy, słodka Morgano, Tristan miał rację, szczurze szczyny w ognistej, muszę mieć zwidy.
— To nie kotek. Pożoga wypaliła ci oczy? Na Merlina, przecież to jakaś ryba. Masz wieloryba pod skórą— wciąż nie dowierzał. Chwycił mocniej jej nadgarstek i pociągnął ku sobie, zmuszając, by zwróciła się ku niemu, jeśli nie chciała mieć wykręconej w tył ręki. — To niemożliwe. Musiała ci to zrobić jak byłaś nieprzytomna. Jak spałaś. Wpuściła ci w żyły to paskudztwo.— Nawet jeśli, pewnie miała w tym jakiś szlachetny cel; może ten wieloryb leczył rany od środka? — Zaraz się tego pozbędę — zaoferował z determinacją, podrywając się do góry. Przez chwilę nie wiedział, co uczynić, jak w amoku, przystając przy jednym ze stołów. Może miał gorączkę, może był chory? Ktoś sprawił mu psikusa; weź głęboki wdech, pomyśl. Pochwycił ostry kawałek rozbitego glinianego naczynia. Wytnie jej to paskudztwo. Bądź dzielna, Aliso.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
 

Każdy miewa sny, Ramsey

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Charles Ramsey

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17