Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Melisande Rosier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 http://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 http://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 http://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow http://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
12
4
Czarownica

PisanieTemat: Melisande Rosier   26.04.17 14:47



Melisande Nesle Rosier

Data urodzenia: 23 czerwca 1932
Nazwisko matki: Crouch
Miejsce zamieszkania: Dover, Anglia
Czystość krwi: czysta, szlachetna
Status majątkowy: bogaty
Zawód: badacz-behawiorysta smoków w rezerwacie Kent, prawie dyplomatka
Wzrost: 165
Waga: 61
Kolor włosów: brąz
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: Niesforne włosy, które pod wpływem wilgoci puszą się i kręcą; usiana piegami twarz - widocznymi szczególnie w letnie dni


Marie,
minęły już trzy lata. Potrafisz to zrozumieć? Zdawać by się mogło że świat ucierpiał tak bardzo wraz z twoją stratą, iż sam winien zaprzestać dalszej drogi, poddać się, złożyć broń, odmówić funkcjonowania bez Ciebie na nim. A jednak ziemia nadal się kręci tak jak wcześniej, ptaki zdają się śpiewać identycznie, nawet róże kwitną tą samą czerwienią.
Minęły trzy lata, a ja nadal nie potrafię się pożegnać. Trwam, nie potrafiąc wybaczyć sobie tego, że tyle lat spędziłam zazdroszcząc ci bycia sobą. Wybacz.


Urodziła się w Dover pewnego czerwcowego dnia, nie różniącego się niczym od tego, który go poprzedzał. To była zwyczajnie niezwyczajna letnia noc, która przyniosła wraz z ostatnim tchnieniem dnia na świat trzeciego potomka Cedriny i Corentina. Dziewczynkę, której nadano imię Melisande.
To był dobry dom, kochającej się rodziny posiadającej na pozór wszystko. Tristan – najstarszy z rodzeństwa szybko stał się jej wzorem, chciała być taka jak on, chciała móc robić to co on – jeździć na polowania z ojcem i nosić spodnie, a nie te długie i przeszkadzające we wspinaniu się na drzewa suknie. Pisała też poezję tak jak on, od kiedy tylko nauczyła się pisać – i mimo, że potrafiła pisać składnie i ładnie, to nie posiadała w sobie polotu czy odpowiedniego talentu. Jednak pomimo tego z uporem osła zbijała słowa w wersy a te w całe sonety o niczym. Jej praktyczna cząstka duszy skutecznie przekreślała karierę poetki. To wszystko zaś mocno nie podobało się matce, która zadowolonym spojrzeniem mierzyła jej starszą siostrę. Melisande od samego początku czuła, że Cedrina nie pragnęła niczego bardziej jak tego, by druga z córek mocniej przypominała tę pierwszą która z pokorą siadała do zajęć typowo szlacheckich; etykiety, nauki języków, gry na instrumentach czy śpiewu. Tylko Historia Magii była w stanie usadzić Mel na miejscu na chwilę dłużej, ale i ona przegrywała ze swoistego rodzaju cichym zaproszeniem wdzierającym się przez ceglane ściany do środka zamku.
Mela miała cztery lata gdy ujawniły się jej zdolności. Ojciec razem z bratem byli tego dnia poza posiadłością robiąc rzeczy nieodpowiednie dla dam i małych dziewczynek i tylko to pozwoliło wejść jej do jego komnat nie natrafiwszy na czuje, przeszywające ją spojrzenie Tristana. Tam podjęła zamiar pozostania od dziś chłopcem – nie zwracając uwagi na fakt, że przez nieodpowiednie chromosomy najzwyczajniej w świecie nie mogła nim być – ubrała się w jego szaty(bo była już na tyle dorosła że podołała temu zadaniu), a następnie sięgnęła po nożyczki i pewnym ruchem obcięła warkocz zaplecionych na plecach włosów. Gdy zeszła na wieczorną kolację oświadczyła, że od dziś jest chłopcem i należy się do niej zwracać Robert, mina matki nie wyrażała niczego więcej poza zawodem i złością, spoglądając na ojca przez krótką chwilę Mela była pewna, że dostrzegła unoszący się ku górze kącik ust. Silne pociągnięcie za nadgarstek przez matkę nie zwiastowało niczego dobrego. Czuła, że za ten wybryk zapłaci sporo. Zaparła stopy, mając nadzieję że w ten sposób uniknie kary która już za chwilę miała nadejść do niej wielkimi krokami. Uratowała ją tylko lewitująca w jadalni zastawa, jasno informująca całą rodzinę, że mała Melisande nie jest charłakiem – dzięki Merlinowi za to.
Tylko Tristan spełnił jej prośbę od tego dnia nazywając ją Robem, fakt ten tylko mocniej sprawił, że jej pragnienie bycia jak on jedynie wzrosło. Dziecięcy bunt szerzyła podczas lekcji – nawet tańca, który lubiła – źle układała widelce, nie trafiała w nuty i deptała po stopach partnera, nie dlatego, że nie umiała, chciała pokazać że nikt nie może nakazać jej jak żyć – wszak była Rosierem. Doprowadzała tym matkę do granic cierpliwości i to właśnie wtedy – gdy Melisande miała osiem lat – ojciec zabrał ją do ich rodzinnego rezerwatu. Z wielkimi, świecącymi z podniecenia oczętami rozglądała się na boki. Rezerwat był piękny, a do tego był ich – zapragnęła bywać tu częściej.
-Ogromny. – szepnęła z zachwytem przyglądając się jednemu ze smoków.
-I niesamowicie groźny. – przyznał ojciec – A jednak to my mamy nad nim kontrole. Potrafimy nad nim zapanować dzięki brzękadłu. To silniejsze stworzenia, ale my jesteśmy za to sprytniejsi – potrafimy się dopasować do sytuacji. Nasza elastyczność jest naszą siłą. Potrafimy znaleźć wyjście z sytuacji, kiedy ta nas do tego zmusza. – oświadczył przekazując jej tym samy mądrość. Sprawiając że dziecięcy bunt ustąpił miejsca zrozumieniu. Zapłacił za niego zabierając ją czasem ze sobą do rezerwatu, który ekscytował ją w całości. Przestała biegać i zdzierać kolana, wracać umorusana błotem. Z pokorą zakładała suknie, trafiła czysto w nuty i milcząco wykonywała stawiane przed nią zadania. Cedrina została smokiem, od którego Melisande musiała być sprytniejsza. Jej brzękadłem zaś stała się pokora. I tylko serce skrywało niewypowiadane już na głos pragnienia.
Znalazła się we francuskiej szkole – dokładnie tak samo jak Tristan i Marianne. Dyskusja nad wyborem placówki edukacyjnej w której szkolić będą się latorośle Rosierów odbyła się tylko raz – w momencie gdy Tristan wybierał się do szkoły. Rodzice nie wierzyli w zdolności Albusa Dumbledora – nie wierzyła i ona. Została gryfem szybko odnajdując swojego rodzaju ujście w balecie, ale i pianino stało się jej dobrym przyjacielem przynosząc wyciszenie i skupienie. Energia roznosiła ją jednak nadal a jej niespożytkowane pokłady wykorzystywała podczas meczów Quidditcha na pozycji ścigającej.
Balet okazał się jej pierwszą, czystą, miłością. Był skomplikowany a figury trudne i wymagające, ale popychał ciało do granic możliwości – wymagał tego od niego – ciągła praca nad sobą pozwalała na pokonywanie własnych ograniczeń. Nauczył ją kontroli nad własnym ciałem, ale jednocześnie był też wyzwoleniem. Latanie na miotle zaś było posmakiem wolności, będąc w górze mogła zostawić wszystkie swoje problemy na dole, tak naprawdę pobyć sobą, przez chwilę nieskrępowaną jarzmem oczekiwań i powinności. Nie miała ręki do roślin, ale za to dobrze radziła sobie ze zwierzętami – lubiła je – przez chwilę nawet w młodej głowie pojawiła się irracjonalna myśl że i ona mogłaby pomagać przy smokach z rezerwatu. Wiedziała jednak, że pomysł ten nie miał szans na opuszczenie krainy marzeń – dama nie ryzykowała życiem, miała być ostoją i ciepłem domowego ogniska. Pilnie notowała na Historii Magii lubiąc ją, numerologia i astronomia nie sprawiały jej większych problemów ale nie ujmowały swoją istotą bardziej. Zaklęcia, Transmutacja i OPCM wychodziły jej dobrze, za to eliksiry sprawiały problem prawie od zawsze powodując w jej niewielkim ciele frustracje. Z siostrą pozostawały dla siebie prawie obce. Kompletnie różnie, choć im starsze tym bardziej zewnętrznie do siebie podobne – po przeciwnych stronach barykady nie mogły odnaleźć wspólnego języka. Melisande był zła, że bycie damą przychodziło jej siostrze bez trudu, ale jednocześnie i zazdrosna o uwagę, którą poświęcała jej matka. Nie znosiła jej szczerze i z całego serca, ale jednocześnie kochała równie mocno, od dziecka wpajano jej że rodzina była najważniejsza – była wszystkim. Tak oto zrodziła się walka w ciele niepozornego dziewczęcia – kochała siostrę ponieważ narodziły się z jednej krwi, ale nienawidziła jej za to że była idealna, oraz za to, że ona nie potrafiła taka być.
Wieść o śmierci Albusa Dumbledora nie była zaskoczeniem – należało się tego spodziewać prędzej czy później – potwierdziła tylko obawy rodziców i dobrze podjętą decyzję. Skończyła szkołę i powracając do domu nie odnalazła w sobie nic poza pustką. Nie miała celu choć usilnie starała się go odnaleźć przez osiem lat.


Pamiętasz jak przyłapałaś mnie kiedyś na ćwiczeniach? Weszłaś po cichu do jednej z naszych komnat i obserwowałaś mnie podczas tańca. Byłam na Ciebie za to zła – oczywiście, że byłam, uważałam cię za konkurencję i intruza. Ale powiedziałaś wtedy coś, co na zawsze utkwiło w mojej pamięci. Coś, co zrobiło rysę na wysokim murze który stał między nami by finalnie go zburzyć. Powiedziałaś wtedy „Zatańcz jeszcze dla mnie. Proszę.” A ja nie wiedząc czemu, spełniłam twoją prośbę.


Zdawało jej się, że poznaje się z siostrą na nowo, tak jakby nie dzieliły razem życia od zawsze. Spojrzała na nią z innej strony po raz pierwszy nie widząc w niej konkurencji a towarzyszkę. Stosunki między nimi z dnia na dzień uległy poprawie – Melisande w końcu zrozumiała że to nie Marianne jest winna czemukolwiek. Dni upływały na doskonaleniu baletowych umiejętności i pomocy matce w pielęgnacji rodowych kwiatów. Nadal jednak czuła się dziwnie pusta, pozbawiona celu i zawieszona w próżni. Melisande była świadoma swoich obowiązków wobec rodu, nie była też głupia więc doskonale zdawała sobie sprawę, że po wydaniu za mąż starszej siostry matka zajmie się doborem męża dla niej. Nie liczyła na miłość, choć pragnęła jej. Anthony zdawał się doskonałym kandydatem dla jednej z rosierowych róż – był kulturalny, dobrze ułożony, szarmancki i bystry, wróżono mu doskonałą karierę w Ministerstwie. Do tego kontrolowany z każdej strony – jego ojciec był baratem Cedriny, a jego zwierzchnikiem Corentin. Nie przeszkadzałoby jej to, gdyby nie jedna wada, swoistego rodzaju rysa, która nakazała Melisande uniesienie się dumą i nie przyjęcie zaręczyn. Anthony od zawsze patrzył w kierunku Marianne, widziała to jak rozglądał się za nią i jak poprawiał mankiety gdy znajdowała się blisko. I gdy na jednym z sabatów padł na kolano prosząc ją o rękę nie mogła odpowiedzieć „tak”. Nie mogła, bowiem nazywała się Rosier, a oni byli złotym laurem, nie zaś niechcianą, marną, nagrodą pocieszenia. Matka oczywiście sądziła, że zrobiła to jej na złość, chcąc w ten sposób ją ukarać. Nawet nie zdając sobie sprawy z prawdziwego powodu odrzucenia zaręczyn.


Posiadałaś w sobie jakaś niezidentyfikowaną lekkość w rozwiązywaniu problemów i dostrzegania, że kogoś trapią, Marianne. Widziałaś jak plączę się próbując znaleźć dla siebie miejsce. Wiedziałaś też, że nikogo nie podziwiam tak mocno jak Tristana – przecież, mimo lat moje pragnienie dorównania mu, a nawet bycia jak on, nigdy nie wygasło. Choć skrzętnie ukrywałam to przed światem udało Ci się mnie przejrzeć. I tylko dzięki Tobie odnalazłam tak upragniony cel.


Miała dwadzieścia lat, gdy odnalazła kilka notek nakreślonych starannym pismem starszej siostry - bardzo podobnym do jej. Przejrzała je uważnie uchylając ze zdziwienia lekko powieki, nie mogąc zrozumieć czy to ona była tak oczywista, czy to Marianne znała ją tak dobrze. Ruszyła w stronę gabinetu ojca czując jak ciąży jej każdy krok a serce głucho obija się o klatkę piersiową.
-Badacz – behawiorysta smoków? – powtórzy za nią ojciec gdy w kilku słowach wyjaśniła swój plan. Była Rosierem, rezerwat był dla niej ważny, smoki od zawsze pociągały ją tak samo mocno jak balet, zdawała sobie jednak sprawę że nie może zostać łowcą – była cenniejsza niż smok, który mógł pozbawić ją życia. Przytaknęła głową spokojnie. - I zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie zostaniesz łowcą? - upewnił się ojciec będąc świadom podziwu, jakim Melisande darzyła Tristana.
-Wiem. – krótka odpowiedź wypłynęła z ust pewnie, choć przy pierwszej literce dolna warga zadrgała lekko. Jeszcze jako dziecko marzyła że zostanie łowcą. Razem z bratem stworzą duet idealny, duet niepokonany. Mimo tego, że jej praca różniłaby się od tego co robi łowca, czy opiekun smoków, to się wspierałaby swoją wiedzą rezerwat. Marie znalazła wyjście z sytuacji. Połączyła jej zamiłowanie do smoków, Tristana i możliwości spełniania się.
-Jesteś pewna, że tego chcesz? Smoki obserwować będziesz jedynie z daleka, a większość twojej pracy skupi się na przeglądaniu notatek łowców, opiekunów i badaniach na próbkach? – dopytywał dalej, jakby nie będąc do końca pewien czy jego córka zdaje sobie sprawę z proponowanego rozwiązania. Posada na którą chciała zacząć się szkolić była cenna i wartościowa, jednak Corentin obawiał się, że rozczaruje córkę.
-Tak. – potwierdziła cicho, nerwowo splatając na kolanach ręce. Przenikliwe spojrzenie ojca prześlizgnęło się po niej uważnie, jakby mierząc jeszcze prawdziwość jej słów.
-Skąd ten pomysł, Melisande? - wytrzymała jego spojrzenie przez dwa uderzenia serca, potem zaczęła mówić. Nie musiała się długo zastanawiać, odpowiedź zdawała się jakby od zawsze leżeć na wierzchu.
-Smoki są naszym dziedzictwem, chcę je poznać dogłębnie, rozwinąć nasze stosunki z rezerwatami poza krajem i w kraju, podzielić się informacjami i odkryciami do których doszliśmy na zasadzie transakcji wiązanych. Przemyślałam to ojcze. Ale żeby móc zając się dyplomacją, muszę wiedzieć o czym mówię. - nie spuściła wzroku. Wręcz przeciwnie uniosła ku górze podbródek, nie pozostawało nic innego jak czekać. Wszystko co miało zostać powiedziane padło z jej ust.
-Dobrze więc, zorganizuję wszystko. - padło z ust ojca, a Mela w końcu, po wielu latach, poczuła jak pustka która wcześniej mieściła się w jej ciele zaczyna zapełniać się po brzegi.
Była szczęśliwa.


Siedziałyśmy w jednym z domowych salonów wypisując zaproszenia. Dziwiło mnie mocno, że chcesz zrobić to osobiście. Jeszcze bardziej dziwił mnie fakt, że poprosiłaś mnie o pomoc tłumacząc się podobnym charakterem pisma. Fakt, pisałyśmy podobnie, jednak moje litery zawsze zdawały się niecierpliwe, czekające na moment, gdy będą mogły zerwać się z szeregu; podczas gdy twoje z wdziękiem i gracją prezentowały się na kartkach. Pamiętam jak zastał nas w ten sposób Tristan uświadamiając, że pisząc marszczymy nos dokładnie tak samo. Resztę dnia spędziłyśmy śmiejąc się, nie potrafiąc odnaleźć rzekomo identycznego u nas gestu. Brakuje mi chwil takich jak tamta.


Rodzinny zamek zdawał się opustoszeć strasznie w momencie, gdy Marie wyprowadziła się z niego. I choć Melisande zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że taka jest kolej rzeczy i rola damy, to w egoistycznym odruchu sądziła, że zdecydowanie za szybko jej siostra znalazła się daleko. Że miały za mało czasu by nadrobić stracone chwile. Że powinny otrzymać go więcej. Praca w rezerwacie pochłaniała ją całkowicie; pierwsze badania w których uczestniczyła opiewały wokół smoczych jadów i możliwości ich wykorzystania. Kolejne dowiodły, że albiony drażni czerwień. I choć rzeczywiście – tak jak mówił ojciec – większość czasu spędzała w laboratorium, a smoki poznawała z notatek opiekunów i obserwowała z daleka, to pokochała tą pracę z całego serca. Pozwalała jej ona się spełniać i rozwijać, posiadając przed sobą cel, do którego skrupulatnie dążyła. Chciała zająć się w nadchodzącej przyszłości dyplomacją rezerwatu zdając sobie sprawę, że współpracującą z podobnymi miejscami są w stanie zyskać, będąc też już w środku całej  machiny widziała i przekonywała się że ma rację. Czas więc dzieliła między pracę, odwiedziny u siostry, spotkania z bratem i potajemne doskonalenie swoich umiejętności baletowych o których wiedziały tylko cztery ściany komnaty i Marianne. Została ciocią szybko, a wraz z biegiem czasu widziała że Marie idealnie nadaje się na matkę; posiadała odpowiednią dawkę wyczucia, ciepła i zrozumienia by dobrze odchować młodego potomka na wspaniałego człowieka szanującego rodzinne i tradycje. Jednak nie było jej to dane. Wieść o jej śmierci zdawała się Meli absolutnie nierealna, wyciągnięta z wora pełnego absurdów. Zabita przez wilkołaka w momencie, gdy dopiero stawiała poważniejsze kroki w życiu. Świat zaczął się jawić jako miejsce pozbawione sprawiedliwości, skoro zabierał ze sobą jednostki dobre – takie jak Marie.

Nie potrafię tego zrozumieć, Marie. Nie chcę. Nie godzę się. Byłaś jasnym promykiem potrafiącym wywołać uśmiech każdego. Teraz cały świat zdaje się smutny i nikt nie jest w stanie temu zaradzić.


Od tego czasu każdy głębiej zapadał się w siebie. Śmierć Marie dotknęła każdego, bowiem każdemu była bliska i serdeczna. Tristan był mniej obecny, choć w jego oczach świeciła się większa troska. Matka omijała dokładnie drugą z córek nie mogąc patrzeć na nią, małe refleksy emocji, podobne ułożenie oczu identyczny kształt nosa sprawiały, że widok ten przypominał jej o ukochanej, utraconej córce. Sama Melisande zapadła się w sobie. Automatycznie wykonywała polecenia wrzucając się w wir pracy, odkrywając, że nie może już tańczyć. A może bardziej nie chce. Komnata rozbrzmiewała dźwiękami do których stawiała kroki już tysiąc razy, a jednak tym razem stopy nie chciały się ruszyć choćby o milimetr, jakby każdy ich ruch był zbrodnią przeciwko ludzkości; zbrodnią przeciwko Marie.
Minęły trzy lata życia dobrego, na pozór pełnego. Ale w sercu Melisane czaiła się pustka której tym razem nie był w stanie wypełnić znaleziony upragniony cel. Tkwiła, zatracając się w pracy i tęsknocie. Nie potrafiąc wybaczyć sobie lat spędzony na ignorowaniu siostry. Lat, których teraz jej zabrakło. Tkwi więc uczęszczając na sabaty, uznając wyższość czystokrwistych czarodziei, spełniając się zawodowo, wyczuwając w powietrzu nadchodzące zaręczyny; prywatnie umierając z każdym dniem po trochu, jedynie cicho licząc, że kiedyś uda  pogodzić się jej ze śmiercią siostry.

Kocham cię, Marie, chyba tylko tyle tak naprawdę chciałam ci powiedzieć.


Patronus: Melisande przywołując patronusa wraca do wspomnienia na pozór przeciętnego. Pewnego letniego dnia, podczas którego wraz z bratem i siostrą siedzieli w domowych ogrodach obserwując zachód słońca. Popijając wino i rozmawiając na tematy banalne. Niby nic nadzwyczajnego, ale właśnie wtedy - w najzwyklejszej prozie życia - poczuła się naprawdę niespełnienie szczęśliwa.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 Brak
Zaklęcia i uroki: 10 +5 różdżka
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 7 Brak
Transmutacja: 5 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 4 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język obcy: francuskiII3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaI2
Historia MagiiIII10
KłamstwoII5
NumerologiaII5
ONMSIII10
RetorykaIII10
Silna WolaI2
SpostrzegawczośćII5
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka EtykietaI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura(wiedza)I1
Malarstwo(wiedza)I1
Muzyka(wiedza)I1
Muzyka(fortepian)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec klasyczny(balet)II7
Taniec balowyI1
JeździectwoI1
Lot na miotleI1
PływanieI1
SzermierkaI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 3

Wyposażenie

Różdżka, sowa, 13 punktów statystyk



Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Melisande Rosier   05.09.17 0:11

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Melisande to jedna z róż tworzących bukiet Chateau Rose. Zaskakująco szybko urosły tej róży kolce – stawiała się matce, nie spełniając jej zachcianek, zapragnęła być chłopcem, młodzikiem podobnym do swojego starszego brata tak mocno, jak to tylko było możliwe. Pokora stępiła ostrość owych kolców i róża nabierała kolorów, nabierała kształtów prawdziwego kwiatu. Dumna i zdolna, swą grację pokazująca w balecie. Rodzinny rezerwat wciąż jednak pozostawał w jej myślach widmem smoczych pazurów – zagłębiła się więc w badaniu ich zachowań, przyzwyczajeń, stając się behawiorystą, badaczem. Zbyt późno nachyliła się czerwienią swoich płatków ku starszej siostrze – zbyt późno zrozumiała, że siostra tak naprawdę była jej dobrą połówką duszy. Śmierć odebrała rodzinie Marianne, a Melisande odebrała zdolność do tańca. Czy tęsknota za nią jeszcze kiedykolwiek pozwoli jej zalśnić w jednej z baletowych figur? Na to pytanie musi odpowiedzieć sobie sama Melisande.

OSIĄGNIĘCIA
Smoczy klejnot na różanej koronie
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Tristan Rosier


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Melisande Rosier   05.09.17 0:16

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRY-

INGREDIENCJEposiadane:

historia ingrediencji

BIEGŁOŚCI-
HISTORIA ROZWOJU[09.06.17] Karta Potaci, - 850 PD
[14.06.17] Aktualizacja postaci: +2L, -100pd
[17.09.17] Wykonywanie zawodu (maj), +50 PD


Powrót do góry Go down
 

Melisande Rosier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Darcy Rosier
» Cedrina Rosier
» Rosier
» Evan Rosier
» Tristan Rosier

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17