Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój muzyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange http://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 http://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
nowhere to run
from all of this havoc
nowhere to hide from
all of this m a d n e s s
5
10
0
0
10
5
9
4
Czarownica

PisanieTemat: Pokój muzyczny   05.05.17 12:20

Pokój muzyczny

Pomieszczenie wchodzące w skład komnat należących do Marine, znajdujące się w północnym skrzydle posiadłości. Akustyka tego miejsca dobrana jest idealnie pod fortepianowe koncerty i solowe wystąpienia panienki Lestrange oraz jej gości. Pokój muzyczny jest na tyle duży, by można w nim było ćwiczyć także taniec.
Wykształcenie muzycznie jest niezwykle ważne dla latorośli szlachty z Wyspy Wight, dlatego w zamku znajduje się kilka fortepianów wykonanych przez ich przodków. Ten jest stosunkowo nowy, a wyszedł spod ręki dziadka Marine.




hush, don't say a word
and never mind that noise you heard. It's just the beast under your bed, in your closet, in your h e a d.

Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange http://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 http://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
nowhere to run
from all of this havoc
nowhere to hide from
all of this m a d n e s s
5
10
0
0
10
5
9
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   29.12.17 0:47

19 czerwca

Trzynaście długich minut zajęło jej odnalezienie w posiadłości swego starszego kuzyna, którego zamierzała poprosić o pomoc w pozbyciu się bahanek, na jakie natknęła się w pokoju muzycznym. Kto by pomyślał, że nie będzie jej tam tylko jeden dzień, a jakieś insekty będą śmiały tknąć cenne instrumenty jej przodków? Co w takim razie robiły skrzaty, jeśli zezwoliły aby takie robactwo zalęgło się we dworku? Z zajęć opieki nad magicznymi stworzeniami pamiętała, że insekty te składają naprawdę olbrzymią ilość jaj, jeśli więc nie chcieli mieć tutaj plagi, musieli działać. Flavien zawsze jawił jej się jako ten, który wiedział więcej – co zrobić, jak postąpić, jak rozwiązać problem. Sama nie miała rodzeństwa, dlatego chętnie i z przyjemnością obdarzyła ciepłymi uczuciami najbliższe kuzynostwo, mieszkające przecież tylko kilkanaście komnat dalej.
Wydarzenia poprzedniego wieczora wciąż towarzyszyły Marine, mimo iż noc okazała się być bezsenna i spokojna. To nie pośrednim towarzyskim debiutem denerwowała się tak mocno, a spotkaniem w ogrodzie, jakie miało miejsce gdy wyszła zaczerpnąć świeżego powietrza. Dotychczas myślała, że pierwszomajowe anomalie były najgorszym, co mogło ją spotkać, jednak szybko przekonała się, jak bardzo się myliła. Ktoś ewidentnie mieszał jej w głowie, mącąc sen i wstawiając do niego obrazy sobie tylko wiadome; okazało się, że mężczyzna z jej snów nie jest tylko wytworem wyobraźni, ale jak najbardziej żywym lordem, spokrewnionym z gwiazdą wczorajszej uroczystości. Ich pierwsze zetknięcie ze sobą pełne było niezręczności i złamanej etykiety, dlatego teraz panna Lestrange czuła wyrzuty sumienia z powodu postawy, jaką zaprezentowała w ogrodach. Morgoth także nie popisał się szlachecką klasą, lecz oboje byli usprawiedliwieni, a przynajmniej właśnie to wmawiała sobie Marine.
Była rozdarta, szukała więc pocieszenia w muzyce. Musiała ćwiczyć wokal, by już niedługo rozpocząć swoją karierę śpiewaczki w rodzinnej Operze. I chociaż wiedziała, że miejsce ma już zapewnione, nie zwalniało jej to od wymagających ćwiczeń oraz przede wszystkim dbania o struny głosowe. Dlatego nie mogła pozwolić, by ani jedna bahanka zalęgła się w ich domu.
- Dziękuję, że mi z tym pomagasz – powiedziała kuzynowi, gdy znaleźli się już w pokoju muzycznym, a Marine z niewielką odrazą wymalowaną na twarzy wskazała Flavienowi właściwy fortepian – Mam uczulenie na te insekty i obawiam się, że bliższy kontakt skończyłyby się po prostu koszmarnie – charakterystyczne bzyczenie słyszała już z oddali, wzdrygając się na samą myśl, że owady mogą wylecieć z instrumentu i spowodować reakcję alergiczną, mogącą wycofać ją z życia muzycznego na jakiś czas.




hush, don't say a word
and never mind that noise you heard. It's just the beast under your bed, in your closet, in your h e a d.

Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 http://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 http://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
24
Szlachetna
Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
15
10
0
0
0
10
10
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   04.01.18 10:27

Nieświadomy wewnętrznych rozterek oraz dramatów Marine mających miejsce na terenach Yaxleyów, starałem się na uroczystości dobrze bawić. Na tyle, na ile można było w obliczu tych wszystkich problemów z magią, okazującą się być śmiertelną bronią. Starałem się nie zastanawiać nad jej istotą, nad ogromem zniszczeń, jakich dokonała, ale było to trudnym zadaniem zważywszy na dotknięcie także najbliższej sfery mojego życia. Evandra ledwo uszła z życiem kiedy magiczny potencjał załamał się w jej ciele powodując szkody przyprawiające mnie o przerażenie. Próbowałem się od tego odciąć grubą kotarą obojętności, tak jak uczył mnie tego ojciec, ale okazało się to trudniejsze niż sądziłem. Widok ukochanej siostry przykutej do łóżka, nieprzytomnej, krwawiącej i walczącej o życie silnie zadziałał na moją psychikę. Od razu pomyślałem o biednej Edith; miałem już nigdy nie usłyszeć jej skrzypcowej wirtuozerii, a śmiech drobnej blondynki nie wypełniał już komnat posiadłości Thorness, powodując smętną pustkę ziejącą w klatce piersiowej. Wprost nie mogłem uwierzyć, że podobny los miałby spotkać starszą półwilę, choć od marca jej także nie było już na dworze. Na wyspie Wight, bo swą urodą oraz czarującym usposobieniem czarowała obecnie Dover oraz jego róże. To były długie tygodnie pełne napięcia, które potęgowała śmierć lorda Corentina kładącego pogrzebowy całun na rodzinie, której częścią była Evandra. Łapałem się wtedy na tym, że od czasu do czasu moje myśli wędrowały do osoby Fantine; jak sobie radziła? Cokolwiek o niej myślałem oraz jakikolwiek cel przyświecał mi podczas kolejnej, listownej gry, nie mogłem odmówić jej dozgonnej wdzięczności za to, że pomimo osobistej tragedii otoczyła opieką moją siostrę, przy której niestety nie mogłem być cały czas. Nikt nie pozwoliłby mi na zamieszkanie w Chateau Rose ani zaniedbanie obowiązku wobec rodu, którego byłem dumnym członkiem. Ojciec tym chętniej starał się mnie odseparować od swojej córki wyczuwając, że ugnę się, zaprzepaszczając w ten sposób długie lata intensywnej pracy nad moim umysłem. Widziałem, że jednocześnie odczuwał dumę z moich postępów jak i drażniła go niewiedza skrywana pod jasną czupryną. Już nie mógł odczytać we mnie żadnej myśli, żadnego wspomnienia i zauważyłem, że chyba zaczął tego żałować. Dobrowolnie oddał mi sznurek, za który mógł ciągnąć wymuszając na mnie bezwzględne posłuszeństwo. Nie musiał się tym jednak nadmiernie martwić, nadal pozostawał moim ojcem, zwierzchnikiem, którego powinienem się słuchać. Mimo to ciekawość w każdym człowieku była wiecznie żywa.
Na szczęście przetrwaliśmy, wszyscy. Najgorsza burza chyba już minęła, pozwalając nam na powrót do ewentualnie zwyczajnego życia. Siedziałem akurat w jednym z gabinetów, pisząc kolejny list do pewnej kapryśnej gwiazdy, która miała wystąpić w naszej operze. To wtedy do środka weszła Marine ze swoją prośbą; przerwałem pracę, a usłyszawszy o sednie problemu, nakreśliłem starannie kolejny pergamin. Tym razem do Evelyn, błagając o szybkie uwarzenie bahanocydu. Tymczasem postanowiłem towarzyszyć kuzynce w drodze do pokoju muzycznego, gdzie ponoć zagnieździły się już te szkodniki. Tam miałem oczekiwać na list z paczką.
Weszliśmy do środka, z którego od razu można było usłyszeć charakterystyczny dźwięk brzęczenia. W jego efekcie także ja się skrzywiłem z odrazą, bo nie mogłem pojąć jak mogło do tego dojść. Czy w tym domu nikt nie sprząta? Od czego jest skrzat w takim razie?
- Zawsze ci pomogę – odezwałem się, podchodząc nieco bliżej instrumentu, choć dalej trzymałem bezpieczny dystans. – Jestem tylko wzburzony, że to ja muszę udzielać tej pomocy, co w tym przypadku powinno być obowiązkiem skrzata – dodałem, faktycznie trochę zdenerwowany. Odbijało się to w moim głosie oraz nerwowym splataniem palców. Musiałem wziąć kilka głębszych wdechów. – Podobno bahanocyd warzy się szybko, zaraz powinien do nas dotrzeć – powiedziałem, zerkając to na fortepian, to na Marine. – Usiądź przy drzwiach, by w razie czego szybko uciec – stwierdziłem nagle, pozostawiając uchylone do pokoju wrota. Zewnętrznie wyglądałem już na uspokojonego, ale w środku wciąż drżała we mnie obawa; nie tyle o siebie, co właśnie o młodą lady, będącą w zagrożeniu przez cudze niedbalstwo. – Wszystko w porządku? – spytałem nagle, po krótkiej pauzie. Nie pytałem oczywiście o bahanki, a o wczorajszy wieczór. Wydawało mi się, że coś ją trapiło.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange http://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 http://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
nowhere to run
from all of this havoc
nowhere to hide from
all of this m a d n e s s
5
10
0
0
10
5
9
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   07.01.18 16:43

Nie należała do grona szlachcianek-sadystek, które karałyby skrzaty za nic, wyłącznie dla zabawy i zaspokojenia poczucia kontroli nad czymkolwiek, lecz nie zamierzała tolerować niedbalstwa. Stworzenia miały więc zostać ukarane, pomimo wszelkich swoich tłumaczeń, tak jak czyniło się to od lat – taki był porządek, ład w społeczeństwie i należało się go trzymać. Pobłażanie komuś, kto znajdował się na samym dole hierarchii, mogło poruszyć całą układanką, a stąd tylko krok do zachowań, jakimi cechowali się szlachcice umiłowani w mugolach.
Prośby o pomoc nigdy nie przychodziły jej łatwo, nawet w stosunku do własnej rodziny, jednak potrafiła odróżnić drobną przysługę od czegoś, za co ciężko będzie jej się odwdzięczyć. Flavienowi na pewno nie urągała pomoc młodszej kuzynce, a chociaż oderwał się na chwilę od swoich ważnych sprawunków, mogli wykorzystać ten czas na nadrobienie zaległości w swojej relacji i choćby wymienienie się spostrzeżeniami na temat poprzedniego wieczoru.
Marine posłusznie usiadła przy drzwiach, pozwalając kuzynowi zapoznać się z problemem; jak zwykle znalazł rozwiązanie zanim jeszcze postawił diagnozę, dlatego teraz pozostało im jedynie oczekiwać na list z pakunkiem. Na szczęście mogli ten czas należycie spożytkować.
- Na pewno za chwilę będzie po wszystkim – przemówiła ciepłym głosem. Zwykłe „nie denerwuj się” nie miało szans powodzenia, a z gestów i tonu głosu Flaviena wyczytała, że nie jest tak spokojny, jak być powinien – Usiądziesz obok mnie? – zachęciła go, wygładzając obicie jednego z krzeseł, które stały pod ścianą przy drzwiach w równym rządku.
Wszystko w porządku?
Nie, nie było w porządku, a kuzyn jak zwykle potrafił się tego domyślić; Marine wiedziała, że może mu ufać, dlatego tylko przez moment zastanawiała się, czy powinna wyjawiać mu swoje tajemnice. Zbyt długo jednak trzymała je w sobie, sekrety urosły w wielką warstwę, której nie mogła już zamieść pod dywan, bo to groziło potknięciem i bolesnym upadkiem. Przygryzła więc wargę i na moment zamilkła, w myślach ubierając w słowa to, co chciała przekazać.
- Nie do końca – przyznała na wstępie, a razem ze szczerym tonem wyrwało jej się westchnięcie, nie mające jednak na celu wzbudzenia we Flavienie litości – Co sądzisz o Yaxleyach? I o… kuzynie panny młodej? – zapytała, próbując najpierw wybadać teren, po którym już za chwilę miała stąpać.
To oczywiste, że nie pytała o pana młodego; zrobił na niej poprawne wrażenie i miała nadzieję, że jeśli w ogóle ją zauważył, było ono odwzajemnione. To o Morgotha jej chodziło, choć jego imienia nie chciała jeszcze wymawiać. Zupełnie jakby powiedzenie go na głos miało zaprzepaścić wszystko, co przeżyła z nim we śnie. Musiała się jednak komuś zwierzyć ze swoich trosk, by nie zwariować, co jak wiadomo było domeną członków jej znamienitego rodu.
- Bawiłam się wczoraj naprawdę dobrze, ale gdy wyszłam zaczerpnąć świeżego powietrza natknęliśmy się na siebie i chyba całkiem zapomnieliśmy o etykiecie i dosłownie wszystkim dookoła. Nie dygnęłam, nie byłam skromną i powściągliwą damą. Po prostu staliśmy i patrzyliśmy na siebie, to było dziwniejsze niż wszystkie spotkania, które kiedykolwiek przeżyłam.
Potrzebowała zapewnienia, że nie okryła hańbą swojej osoby i nazwiska, jakie z Flavieniem dzielili.




hush, don't say a word
and never mind that noise you heard. It's just the beast under your bed, in your closet, in your h e a d.

Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 http://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 http://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
24
Szlachetna
Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
15
10
0
0
0
10
10
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   16.01.18 13:07

Skrzaty były niezbędnym elementem każdego dworu. Trudno było utrzymać w ryzach tak ogromne budynki oraz ogrody, posiłkując się zwyczajną służbą. Ludzie wymagali zapłaty, godziwych warunków mieszkalnych kiedy ich zwierzęce odpowiedniki pracowały za darmo, służąc uniżenie swym panom bez zająknięcia. Taką miały naturę. Co więc poszło nie tak, kiedy pozwalały sobie na takie uchybienia? Zagnieżdżenie się bahanek w rodowym instrumencie rodu? To zakrawało na celowe działanie sabotażowe. Nie byłbym taki zły gdyby chodziło raptem o mało znaczące zaniedbanie, ale narażanie Marine na przykre konsekwencje gdyby te bestie się wykluły i ją zaatakowały? To już była gruba przesada. Uważałem, że powinniśmy rozważyć wycieczkę do biura przemieszczania skrzatów domowych i wybranie jakiegoś bardziej kompetentnego, nie czyhającego na nasze zdrowie i życie. Niestety nie była to tylko moja decyzja, dlatego mogłem jedynie leczyć skutki całego zamieszania, nie zaś wyrwać chwast u podstawy korzenia, zapobiegając jego rozrostowi. Nie miało to zbyt wiele wspólnego z ekonomią, ale wiedziałem już, że nie zostawię tak tej sprawy.
Nie spodziewałem się, że ciepły głos kuzynki sprawi, że wszystkie troski odejdą jak ręką odjął. Z pochmurnego, wręcz wojowniczego oblicza nie pozostało ani śladu kiedy rozluźniałem mięśnie twarzy. Z płuc moich wydobyło się bezgłośne westchnięcie, a zasiadanie przy czarownicy poprzedziło niespokojne zerknięcie w stronę fortepianu. Bzyczenie nie ustępowało na sile, ale nie działo się także nic niepokojącego ponad jednostajny dźwięk.
- Oczywiście – przytaknąłem, po czym faktycznie zająłem miejsce tuż obok. Cały czas koncentrowałem zmysł słuchu na wypowiadanych przez Lestrangównę słowach, ale mój wzrok niemal przewiercał wiekowy instrument na wylot, pozostając czujnym nawet bardziej na cholerne bahanki niż sowę, która powinna w niedługim czasie zapukać dziobem do okna.
Nie poganiałem, nigdzie nam się nie spieszyło. Jeszcze. Dopóki szkodniki nie podjęły ataku, mogliśmy spokojnie porozmawiać. Wiedziała, że jej tajemnice są u mnie bezpieczne; nie dość, że nikomu bym ich nie powiedział, to jeszcze większość legilimentów miałaby problem z uzyskaniem ich wprost z mojego umysłu. W tym przypadku bycie powiernikiem sekretów nabierało nowego znaczenia.
Zastanowiłem się jednak, kiedy padło pytanie o Yaxleyów. Myśli miałem wiele, tylko czy którykolwiek z nasuwających się wniosków zadowoliłby Marine? Dlaczego nagle ją zainteresowali? Owszem, byliśmy wczoraj na ich terenach z powodu urządzanego przez nich ślubu, ale czy to miało większe znaczenie?
Dopiero dalsze słowa rozjaśniły sytuację. Na pewno nie chodziło o kuzyna, który był jednocześnie panem młodym. Tak jak dopytywanie konkretnie o Yaxleyów miało swoje podwójne dno. Bardzo ciekawe zresztą; czyżby to miała być miłość od pierwszego wejrzenia? Zdusiłem potrzebę wykwitnięcia na twarzy lekkiego uśmiechu, nie chciałem jej w końcu urazić.
- To dobry, konserwatywny ród, z bogatymi tradycjami oraz równie imponującą historią – zacząłem ostrożnie, przerywając kontakt wzrokowy z fortepianem. Zamiast tego spoglądałem na kuzynkę, bo jej reakcje interesowały mnie dużo bardziej. – Masz na myśli Morgotha? Nie wiem o nim nic ponad to, że jest raczej małomówny. Odniosłem wrażenie, że pałał do mnie niechęcią – dodałem, wiedząc, że prawdopodobnie ta odpowiedź jej się nie spodoba, ale byliśmy rodziną i powinniśmy być wobec siebie szczerzy. – Wydaje mi się, że to wynika z zakorzenionych w nich poglądów; nasze drzewo genealogiczne jest krótsze niż ich, pochodzenie francuskie chyba też im nie przypadło do gustu. Ale myślę, że to wszystko zacznie się zmieniać wraz z polityką. Teraz sojusze z rodami o właściwych poglądach są na wagę złota, skoro następuje rozłam wśród arystokracji i zalewa nas fala promugolskich zdrajców. – Pozwoliłem sobie na osąd, ale wiedziałem, że Marine nie będzie mieć nic przeciwko temu. – To mężczyzna powinien pierwszy zadbać o etykietę. Czy ktoś was widział? – dopytałem, bo w tej opowieści brakowało kilku szczegółów. Bez nich nie mogłem wydać swojej opinii.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
 

Pokój muzyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Wyspa Wight, Thorness Manor-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18