Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   05.05.17 18:33

Historia o tym, jak Masza i Niedźwiedź się poznali
15 grudnia, 1948 rok

Był już późny wieczór, ale ja nie kończyłam jeszcze pracy. Ona się dopiero zaczynała, bo klienci dopiero co się pojawiali i jeszcze nie byli nawet w połowie tak pijani jak będą, gdy będą opuszczać “Parszywego Pasażera”. Starałam się nie zwracać na nich uwagi, wykonywałam tylko swoją robotę i póki nikt mi nie wchodził w drogę, to udawałam, że nikogo tutaj nie ma. Szef był dzisiaj bardzo nerwowy, gonił mnie do pracy, mimo że wszystko dokładnie wykonywałam i próbował ochrzanić za każdy najmniejszy niezebrany paproch z blatu. Dzisiejsza noc zapowiadała się dość nieprzyjemnie. Lawirując pomiędzy stolikami czułam na sobie wzrok mężczyzn, którzy chyba myśleli, że oprócz dziwkowania pomagam jeszcze w sprzątaniu i bez większych oporów pozwalali sobie na to, aby dotknąć mnie tam, gdzie ich dłoń nigdy nie powinna się pojawić. Pijani ludzie nie kontrolowali swoich zachowań, kierowali się popędem i instynktem. Wraz z ilością wlewaną z ciało alkoholu, spadała liczba szarych komórek, w tym tych odpowiedzialnych za dobre wychowanie. Zaczepiali mnie bez większego skrępowania, pozwalając sobie, mimo że za każdym razem odganiałam ich i unosiłam się mocno, tak mocno, że dzisiejszego wieczora nawet dostałam reprymendę od właściciela przybytku, który zabronił mi się tak odzywać do klientów. Był dziś niesamowicie spięty i zadziwiająco mocno stał po stronie tych mężczyzn, którzy pozwalali sobie na dotykanie mnie. Zacisnęłam więc mocno zęby nie mogąc się postawić, zależało mi na pracy i nie chciałam jej stracić. W tym momencie mój system wartości był całkowicie wywrócony do góry nogami i ważniejsza była dla mnie zatrudnienie i zarabianie pieniędzy, niż moja godność.
Mijały godziny, właściciel stojąc za barem obserwował mnie bacznie, a ja czując na sobie jego spojrzenie, i zresztą nie tylko jego, starałam się wykonywać swoją pracę sumiennie, aby pod koniec zmiany nie mógł mi nic zarzucić. A to, że moje poczucie wartości została właśnie głęboko pogrzebana nie było już niczym ważnym.
W “Parszywym pasażerze” zaczęli pojawiać się kolejni goście, którzy wymienili się z tymi, których ilość alkoholu, jaką wlewali w siebie, przytłoczyła. Wśród nich był jeden mężczyzna, który od razu zwrócił na siebie moją uwagę, ale na pewno nie w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przez chwilę obserwowałam go uważnie, jak każdego podejrzanego typa, który wchodził do głównej sali. Od razu doszłam do wniosku, że powinnam go omijać z daleka, że wcale nie wygląda lepiej niż ten gigant, siedzący przy scenie, którego występy nawet nie interesowały, a odkąd się pojawił, wpatrywał się tylko i wyłącznie we mnie. Stawałam na głowie, żeby nie musieć podchodzić do niego na bliższą odległość i byłam pewna, że uda mi się także omijać tego człowieka, nie dopuszczając do swojego kontaktu z nim. Nie podobał mi się on. Nikt mi się tu nie podobał i modliłam się już tylko o to, aby dzisiejsza noc już się skończyła.




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   05.05.17 23:51

Nie miał pojęcia która może być godzina. Zasłony w oknach były zasłonięte, a były tak grube i brudne, że nie przepuszczały choćby odrobiny światła; odkąd umarła Żanna nikt już w tej klitce, nazywanej domem, nie sprzątał. Po podłodze walały się puste butelki alkoholu, wszystko w pomieszczeniu, które służyło za sypialnie, przesiąknięte było zapachem tytoniu. Dolohovowi nie przeszkadzało to jednak wcale, a wcale – spał chrapiąc donośnie na szerokim łóżku, leżąc w poprzek i kurczowo przykrywając się futrem jeszcze ściślej. Nie miał siły, a raczej ochoty, by choćby wyciągnąć dłoń z różdżką i rozpalić w kominku; na zewnątrz padał śnieg już od kilku dni, było więc okrutnie zimno.
Dolohov wciąż jednak spał.
Kiedy tylko otwierał oczy, głowa bolała go niemiłosiernie, więc ich po prostu nie otwierał. Inaczej musiałby przyznać, że zeszłej nocy wypił za dużo, a przecież alkoholu nigdy dość. Wolał przespać ten okrutny czas, śniąc o pięknej Emily z naprzeciwka, bądź solidnym udźcu z indyka z pieczonymi ziemniakami, jakie podawali w szkole.
Zbudził się, a w brzuchu burczało mu tak, ze aż żołądek wykręcało i Siergiej musiał w końcu się podnieść, bo głodny mężczyzna, to mężczyzna zły. Kiedy już ubrał się w czystsze ubranie, przepłukał twarz nad miednicą i zeżarł pół bochenka chleba z resztą szynki jaką miał – mógł wyjść z domu. Śnieg wciąż sypał, a mróz szczypał w policzki – zima jeszcze nie nadeszła, a zdawało się jakby zagościła w Londynie już na dobre.
Co robi tak dobrze na rozgrzanie, jeśli nie rum?
Trzask! Stał już pod drzwiami portowej karczmy, gdzie wszedł bez ociągania, ściągając futrzaną czapę. Był na zewnątrz zaledwie kilka minut, a śnieg już zdążył mu oblepić gęstą brodę. Miał nadzieję, że ujrzy znajomą mordę – póki co było jednak pusto. Nie szkodzi, poczeka. Klin trzeba było leczyć klinem. Usiadł ciężko przy jednym ze stołów, odkładając na bok czapę, jedną z pamiątek po ojcu. Na Syberii porządnie ogrzewała uszy, w Anglii, gdzie zimy zazwyczaj bywały łagodne, było mu wręcz w niej gorąco.
Zamówił rum i gdy tylko go dostał pociągnął solidny łyk. Porządnie rozgrzał mu gardło, a wtedy… Spojrzenie jasnoniebieskich tęczówek przykuła wątła, kobieca sylwetka. Panna odwróciła się w jego stronę, a Siergiej dojrzał jak piękne ma kości policzkowe i głębokie spojrzenie ciemnych oczu. Ciało miała chude, niemal pozbawione piersi, na co od razu zwrócił uwagę, poruszała się jednak zwinnie jak kotka i patrzyła jak przestraszona ptaszyna.
Obserwował ją więc jak drapieżnik swą ofiarę.




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   06.05.17 1:13

Z wejściem kolejnego gościa do karczmy do pomieszczenia wpadało zimne powietrze, które otulało mnie swoim chłodem i powodowało atak gęsiej skórki. Kiedy jednak pracowałam absolutnie ignorowałam wszystkie przeciągi, ponieważ nawet nie miałam czasu na to, aby pomyśleć o tym, by się czymś okryć. Idź tam, zrób to, przynieś ten kufel, zanieś zamówienie temu brodatemu po drugiej stronie sali, myślałam, że oszaleję, bo odkąd rozpoczęłam dzisiaj pracę, nie miałam nawet chwili by usiąść i czułam, jakby mi nogi miały wyjść z tyłka. A nie byłam przecież nawet w połowie pracy. Skupienie się jednak na obowiązkach sprawiło, że chociaż na chwilę byłam w stanie zapomnieć o tym, że ktoś się we mnie wpatruje i ocenia moje, wątłe bo wątłe, ciało. Pochylałam się właśnie nad jednym stołem, starając się domyć brud pozostawiony przez poprzednich mężczyzn, którzy tu siedzieli. Widocznie rozlewanie alkoholu oraz sypanie na blat popiołu z papierosów było bardzo dobrą zabawa, często nie szło tego domyć, gdy już zaschło, a potem następni skarżyli się, że brudno. Co ciekawe, gdy tylko trochę wypili zaczynali robić dokładnie to samo.
Nagle poczułam uderzenie, które spadło na moje pośladki. Wyprostowałam się automatycznie, odwróciłam i spojrzałam na mężczyznę, który sobie na tyle pozwolił. Śmiał mi się w twarz, miałam ochotę rzucić mu się do gardła i zapewne bym to zrobiła.
- Masza! - usłyszałam.
Spojrzałam w stronę właściciela, a widząc jego wściekłe spojrzenie tylko zacisnęłam usta. Ostatni raz zerknęłam na pijaczynę, który zbierał się do wyjścia i z cichym westchnieniem wróciłam do pracy. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się kawałek od owego mężczyzny, który wywołał u mnie tak negatywne emocje, gdy tylko wszedł do karczmy. Byłam jednak na tyle rozkojarzona i zajęta zabijaniem wszystkich dookoła, że nawet tego nie zauważyłam. I gdy w końcu moje spojrzenie padło na niego, niemal przystanęłam. Przez chwilę się w niego wpatrywałam, tylko czekając na to, aż i on wyciągnie w moją stronę swoje łapska, aż będzie chciał mnie złapać, dotknąć, przyciągnąć do siebie. Zaczęłam się delikatnie wycofywać, krok po kroczku idąc w tył, tak aby się od niego oddalić. Chciałam, aby wyglądało to jak najbardziej zamierzenie, więc zaraz obróciłam się bokiem i poszłam w inną stronę. Tak, jakby te moje kilka sekund zawieszenia w ogóle nie miało miejsca, tak jakby nasze spojrzenia się w ogóle nie spotkały. Po tym jednak utwierdziłam się w przekonaniu, że tym bardziej nie mam zamiaru mieć z nim nic do czynienia. Wyglądał jak pijak, miał podkrążone oczy, poszarzałą twarz, zaniedbaną brodnę. Zastanawiałam się, kiedy ostatni raz odwiedził chociażby golibrodę. Jak można się było tak zaniedbać?
Czas leciał powoli, a przynajmniej mi się tak wydawało. Miałam wrażenie, że już całą wieczność stoję za barem i poleruje te wiecznie brudne i niedomyte kufle i szklanki. Syzyfowa praca, ale szef kazał, to stałam. Przynajmniej ukryta za barem nie byłam tak mocno wystawiona na spojrzenia mężczyzn. Ja za to mogłam spokojnie obserwować salę, widziałam jak nasze dziwki zabawiają jeden z większych stolików, przy którym siedziała kilkunastoosobowa grupa mężczyzn, najwyraźniej coś opijająca; widziałam wzrok tego dwumetrowego ochlapusa, który chyba od kilku godzin nie ominął żadnej okazji, aby na mnie spojrzeć, co niezwykle mnie dziwiło, bo mieliśmy dziwki, które były zdecydowanie ładniejsze niż ja i bogaciej obdarzone, obserwowałam jak kolejna ich grupa czarodziei wiwatuje pod sceną starając się dostrzec to, co kobiety miały ukryta pod spódnicami, widziałam też wzrok tamtego mężczyzny, który wyglądał, jakby zaraz miał na mnie zapolować. Wystraszyłam się.
Spojrzałam na zegarek, dobiegała godzina druga w nocy. Wywróciłam oczami, ponieważ karczma będzie pewnie otwarta do godziny szóstej a nawet siódmej, co dawało mi jeszcze dobre pięć godzin pracy, pięć godzin użerania się z tymi ludźmi. Ale, innej możliwości zarobku póki co nie miałam i musiałam uszanować to, co mam.
- Masza, na zaplecze. Musimy porozmawiać - usłyszałam od szefa.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, ale skoro kazał, to posłusznie weszłam do pomieszczenia. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że kiedy ja zniknęłam za drzwiami, on gestem ręki przywoływał mężczyznę z sali, aby sam tu przyszedł.
Szef nawet się do mnie nie odezwał, gdy tylko tamten wszedł do środka, on wyszedł zostawiając mnie z nim sam na sam. Po całym zapleczu rozniósł się zapach Ognistej, a ja pobladłam ze strachu.


Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   14.05.17 20:57

Dawno go nie widzieli w tym niezbyt szanownym przybytku, więc nie miał jeszcze okazji, by spotkać tę dziewuchę. Nie wiedział co to za jedna, skąd pochodzi i czemu akurat tutaj musi wycierać brudne stoły, najwidoczniej los się do niej nie uśmiechnął - co prawda niewiele go to w tym momencie obchodziło - bo ostatnie kilka tygodni spędził na Syberii. Wrócił zaledwie kilka dni temu i oczywiście, jak to on, wpadł w pijacki ciąg, zapijając mordę noc po nocy i odsypiając we dnie. Było mu wręcz gorąco, mimo że padał śnieg i Brytyjczycy zdawali się marznąć - na Syberii najpewniej zamieniliby się w lodowe posągi. Tam to dopiero było zimno! Na samą myśl czuł jak palce u stóp zaczynają mu odmarzać. Kilkadziesiąt stopni na minusie, porywisty wiatr i szczypiące policzki. Zamarzały mu nawet gluty w nosie - jedyne co dobrego, że nie wciąż nie było tak zimno, że wódka zamarzała. Raczył się więc najprzedniejszymi trunkami od swych krewnych, którzy wciąż mieszkali na ziemiach swych przodków, w międzyczasie dokańczając ojcowskie sprawy. Antonowicz umarł kilka miesięcy wcześniej, więc jego najstarszy syn wziął na swe barki wizytę w okrutnej, syberyjskiej krainie.
Niewiele tam miał czasu na romanse; rosyjski dziewczyny były najpiękniejsze i nie mógł odżałować, że nie skorzystał z ich uroku i chętnych ud nieco dłużej. Brytyjki nie podobały mu się tak bardzo, były jakoś tak... podobne do angielskiej pogody: czyli niezbyt ładne. Ta tutaj nie prezentowała się jednak jak typowa Wyspiarka, przyciągnęła więc uwagę Aleksandrowicza: na kilka godzin zajął go jednak dawno niewidziany kompan. Bill dosiadł się do stolika i także zamówił rum, wypytując Rosjanina o wyprawę do Związku Radzieckiego i interesy: dopiero później napomknął o tajemniczej śmierci starszego Dolohova.
Nie było jednak o czym gadać: Antonowicz zadarł z kim nie powinien i skończył parszywie. Siergiej zdążył go już pomścić, mógł więc wrócić do szarej rzeczywistości bez ciążącego sumienia.
Bill zamówił pół litra i postawił dumny na stole, mówiąc:
-Tym razem na mój koszt!
Dolohov prawie się zakrztusił.
-Tolka pół litra na dwóch? Oszalał? - zdziwił się, a w jego niskim głosie wyraźnie słychać było mocny, wschodni akcent.
Nie miał jednak czasu wykłócać się dalej: kątem oka dostrzegł bowiem jak za dziewczyną, którą miał zamiar zaciągnąć tej nocy do łoża by je ogrzała, na zaplecze zaraz włazi jakiś głąb.
-Zara wracam - mruknął Dolohov, wsadzając wielką łapę do kieszeni i zaciskając ją na różdżce, po czym również ruszył na zaplecze.




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   20.06.17 19:24

Spojrzałam ku górze. Mężczyzna był ode mnie zdecydowanie większy, chociaż ja do niskich specjalnie nie należałam. Za to moja wątła budowa ciała, wystające kości i brak jakiejkolwiek siły od razu postawiły mnie na przegranej pozycji. Co oczywiście nie oznacza, że chciałam się poddać i pozwolić mu, aby zrobił ze mną, co zechce. Gdy tylko jego łapska poleciały w moją stronę dałam nura w bok, może i był wielki, ale tacy zazwyczaj są mało zwinni. W dodatku, gdy są pijani. Ale tacy duzi zastawiają też małe przejście na małym zapleczu. Złapał mnie za biodra i popchnął przed siebie. Złapał za rękę, mocno wykręcając. Chciał mnie złamać, wziąć nade mną kontrolę, a ja nie wiedziałam jak uciec. Czułam się jak w ślepym zaułku, jak mysz zamknięta w klatce… brudnych łapsk od piwa i zapachu Ognistej z przebrzydłej gęby. Próbowałam dosięgnąć różdżki, miałam ukrytą ją pod spódnicą i koszulą, musiałam ją dosięgnąć, wtedy wystarczyłby jeden ruch nadgarstka, jedna wypowiedziana inkantacja i mężczyzna nie byłby już dla mnie problemem.
Nawet nie wiem kiedy dostałam w twarz raz i drugi. Przepychaliśmy się i szarpaliśmy, jak na słabą kobietę długo stawiałam opór. Walczyłam do momentu, kiedy moje oba nadgarstki nie zacisnęły się w mocnym uścisku i prawie nie zawisłam w powietrzu, tak wysoko uniósł moje ręce.
Patrzyłam na niego przerażona. Uczucie różdżki dotykającej mojej skóry niemal mnie paliło, bolał mnie fakt tego, że jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko i plułam sobie w brodę, że nie wyciągnęłam jej od razu, gdy tylko zauważyłam jak wchodzi do pomieszczenia. A teraz? A teraz patrzyłam na szeroko uśmiechniętą twarz i rękę, która powoli się do mnie zbliżała. Widziałam jaką radość czerpał z tego, że podążałam za nią przerażonym wzrokiem. Próbowałam krzyczeć, ale nic mi to nie dało. Na sali było głośno, kto by się zresztą mną przejął, a gdy tylko z mojego gardła wydobył się dźwięk, poczułam jak kolejne uderzenie spada na mój policzek.
Przechyliłam głowę i mocno zacisnęłam usta. Jego dłoń dotykała mojego ciała… uda, pośladki, brzuch, szyja. Zjechał na koszulę, powoli rozpinał guzik za guzikiem odsłaniając moje blade ciało, moje małe piersi. Zaczęłam się rzucać na wszystkie strony, gdy chwycił za spódnicę próbując unieść ją do góry.
I wtedy usłyszałam trzask otwieranych drzwi. Upadłam na ziemię, kucnęłam i zacisnęłam oczy. Nie chciałam wiedzieć kto przyszedł i co się teraz ze mną stanie.




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   01.07.17 12:25

Cechował go egoizm i materializm. Lubił mieć wszystko dla siebie. Był najstarszym z braci zawsze więc wszystko dostawał pierwszy. Był z nich zarazem najsilniejszy, więc wyrywał im to z rąk, by mieć jak najwięcej. Często kierowało nim pragnienie posiadania - łaknął pieniędzy, więc je zarabiał, nielegalnie przemycając czarnomagiczne przzedmioty; łaknął drogiego zegarka mugola, który lśnił ja jego grubym nadgarstku - więc go bez zastanowienia kradł. Pragnął pięknej kobiety, która przyciągnęła jego spojrzenie - więc ją zdobywał. Wszystko, czego zechciał, chciał mieć już, teraz, natychmiast. I tylko dla siebie.
Pierwszy dostrzegł tę dziewkę, która uwijała się jak w ukropie, by zadbać o niejaką czystość. W jego głowie pojawił się plan, że przydybie na nią do zamknięcia - i wtedy będzie ją miał.
Nie zamierzał pozwolić, by ktoś jej dotknął przed nim. Przynajmniej nie tego wieczoru, ani następnego. Przeszłość i przyszłość niewiele go obchodziła. Wtedy mógł ją gwałcić jak tylko i ile mu się spodoba. Dla Dolohova liczyło się tu i teraz, a w tym momencie w jego paskudnej głowie, ta wychudła dziewczyna należała tego wieczoru do niego - chociaż nawet nie znał jej imienia. Ani ona o tym nie wiedziała (niewiele obchodziło Siergieja jej zdanie na temat tego, co sobie ubzdurał), ani ten fagas, który polazł na nią na zaplecze.
Wpadł tam jak burza, zaklęciem otwierając drzwi i niewiele myśląc wycelował różdżką w napastnika Maszy -Bucco!
Ciemny promień wystrzelił z różdżki Dolohova i ugodził osiłka w plecy. Siergiej kątem oka dostrzegł odsłonięte ciało dziewczyny i poczuł dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa... lecz zaraz po tym uderzyła fala wściekłości, że ten skurwysyn, który złapał się teraz za twarz, gdy poczuł jak niewidzialna siła uderza go mocno w szczękę, śmiał dotknąć czegoś, co zamierzał jeszcze tej nocy posiąść.
-Petrificus totalus! - kolejny promień ugodził przeciwnika prosto w pierś i runął na ziemię jak długi.
Dolohov wciąż jednak wcale nie odezwał się do dziewczyny. Wsadził różdżkę za pazuchę, podszedł do unieruchomionego ciała i kopnął go w brzuch ciężkim butem. Raz, drugi, trzeci. Jeszcze raz między uda, kolejne kopnięcie trafiło w twarz, łamiąc nos. Trysnęła krew, lecz wcale go to nie powstrzymało.
-Może to nauczy Ciebie traktować dzjewuszki jak damy - rzekł pogodnie, z wyraźnym wschodnim akcentem, niemal nonszalancko uśmiechając się znad unieruchomionego, zakrwawionego ciała do dziewki, która wciąż trwała obok. W jego ustach brzmiało to niemal komicznie. Właśnie brutalnie pobił czarodzieja na jej oczach, a mówi o damach, jakby sam wiedział jak należy je traktować.
Tak naprawdę nie wiedział.
-Chyba powinnismy stąd iść - mruknął, spoglądając na kałużę krwi.




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   04.07.17 21:59

Słyszałam rzucane zaklęcia, słyszałam odgłosy bijatyki, słyszałam donośny huk upadku i nie wiedziałam, który z nich wylądował na ziemi. Chwila ciszy, kilka kroków i kolejne uderzenia, chrupnięcia łamanych kości… ciarki przechodziły mnie po plecach. Ciągle tkwiłam w jednej pozycji, skulona zakrywałam twarz i oczy rękoma nie chcąc widzieć tego wszystkiego, tej bijatyki, tej bryzganej krwii. Gdybym miała dodatkową parę rąk, zapewne zatkała bym także uszy, aby nic nie słyszeć i odciąć się od całego incydentu. Nie będę kłamać, byłam przerażona, tak bardzo wystraszona i nie wiedziałam co się teraz ze mną stanie. Bałam się sprawdzić jak wygląda sytuacja, a sparaliżowana ze strachu nie byłam nawet w stanie sięgnąć po swoją różdżkę. Gdyby mężczyzna co tu przyszedł zechciał zrobić ze mną to, co planował ten, którego powalił, pewnie bym nawet nie zareagowała. Ale nie dotknął mnie, nie czułam jakby się do mnie zbliżał, za to usłyszałam jego głos… chciał mnie stąd zabrać.
Odważyłam się w końcu odsłonić oczy i bardzo się zdziwiłam widząc mężczyznę, który przyszedł mi na ratunek. Przecież jeszcze niedawno brałam go za takiego, co spróbuje mnie klepnąć po tyłku, gdy tylko będę obok przechodzić, a gdy się już wystarczająco upije jego mózg przełączy się z tryb pożądanie, jak każdego tu obecnego mężczyzny. Ale tylko on, przy tych wszystkich ludziach co wiedzieli co się święci, tylko on przyszedł mi na ratunek i ocalił mnie i moja godność. Czułam wdzięczność.
Podążyłam za jego wzrokiem, widząc kałużę krwi wzięłam głębszy wdech i dłońmi zatkałam usta. Zrobiło mi się niedobrze i chwilę trwało, nim powstrzymałam mdłości. Chwilę trwało nim zdecydowałam się z nim pójść, rozważałam wszystkie za i przeciw, ale póki co wydawał mi się najbardziej zaufaną osobą w tym miejscu. Dlatego też podałam mu swoją dłoń i pozwoliłam aby wyprowadził mnie najpierw z zaplecza, potem z całego budynku. Prowadził mnie gdzieś, sama nie wiedziałam gdzie, ale szłam za nim kurczowo trzymając swoją koszulę, aby nie paradować z piersiami na wierzchu. Niestety dłonie trzęsły mi się na tyle mocno, że nie byłabym w stanie zapiąć tych małych guziczków, a i tak miałam wrażenie, że większość z nich, jak nie wszystkie, pozostały na podłodze na zapleczu. Był grudzień i było zimno, a ja zostawiłam wszystkie swoje rzeczy w “Parszywym pasażerze”, to jednak nie czułam zimna. Emocje jakie mną teraz targały, strach, zdenerwowanie, to wszystko sprawiało, że chłód był gdzieś na samym końcu odczuwanych przeze mnie rzeczy.
Nagle przystanęłam, zmuszając do tego też i obcego mi mężczyznę. Poczekałam aż spojrzał na mnie, a ja w tej samej chwili spuściłam wzrok. Było mi niezwykle wstyd, czułam zakłopotanie i po tym wszystkim nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy.
- Dziękuję - wyszeptałam tylko.
Nie wiedziałam, co teraz ze mną zrobi, gdzie mnie prowadzi, gdzie mnie zabierze. Czy mój los wcale nie zostało odwrócony, a nieprzyjemne wydarzenia zostały jedynie odwleczone w czasie? Zamiast grubego śmierdzącego osiłka, skończę u boku młodszego od niego, przystojniejszego, ale również wstawionego czarodzieja? Nie zapytałam, bojąc się poznać prawdy. Zacisnęłam tylko zmarznięte, zsiniałe usta i pociągnęłam nosem. Na samą myśl, że może mi się znowu stać krzywda chciało mi się płakać. Tak bardzo chciałam wierzyć, że mężczyzna zaraz zapyta o to, gdzie mieszkam i odstawi mnie bezpiecznie do domu. Przygotowywałam się jednak psychicznie na to, że będę zmuszona wyciągnąć różdżkę i próbować się mu postawić, gdy przyjdzie co do czego. Sądząc jednak po jego sile, jaką miałam już okazję zobaczyć, nie miałam szans i to mnie jeszcze bardziej paraliżowało.




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   04.07.17 22:37

Po co było tak dramatyzować? Nic strasznego się przecież nie stało. Nie w mniemaniu Dolohova. Po prostu obił komuś mordę, bo na to zasłużył - nawet, jeśli nie był tego świadom. Dzień jak co dzień. Siergiej najczęściej używał właśnie argumentu siły, czasami preferował własną pięść, niźli różdżkę, przedłużenie prawej ręki. Odnajdywał w tym chorą przyjemność, poczucie dominacji i władzy, dosłownej, którą mógł poczuć pod palcami. Ściskał cudze gardło paluchami i czuł, że życie pod nimi należy wyłącznie do niego. Robił dużo gorsze rzeczy, niźli pobicie napastującego dziewczątko opryszka, nie wydawał się więc w jakikolwiek sposób poruszony. Może nieco zły, ze ów osiłek pierwszy odsłonił ciało dziewczyny. Za to dostał ostatniego kopniaka w spetryfikowany brzuch.
-Nu, idziemy - wyprowadził ją stamtąd, ujmując jej drobną dłoń, bo najpewniej sama by się z miejsca nie ruszyła. Zanim jednak to uczynił, zaklęciem usunął z dłoni i odzienia plamy krwi, a gdy wyszli zza zaplecza, puścił znacząco oczko do barmana, czego Masza zobaczyć nie mogła. Wyszli na zewnątrz, śnieg wciąż padał, a noc była głęboka. W mniemaniu Siegieja pora jednak była wciąż dość wczesna, ani więc myślał odprowadzać jej do domu. Nie po to się bił.
-A czemu smutna? Taka krasiwaja dzjewuszka, a liczko smutne. Niedobrze - zagadnął, pokazując przy tym swój wielki takt i wyczucie, takim tonem, jak gdyby pytał ją, czy woli ciasto z truskawkami, czy jagodami -Ty się nie smuci, pajdziemy, napijemy się, będzie lepiej!
Wyszczerzył się w zawadiackim uśmiechu, po czym zdjął kurtę obszytą futrem i bez pytania o zgodę - a nawet jeśliby protestowała, to i tak by to zrobił - okrył nią wątłe ciało młódki.
-Ja się wychowal na Sybirze, tutaj to dla mnie ciepło, rozumiesz - nawet cień dyskomfortu nie przemknął po jego twarzy, choć miał na sobie zaledwie koszulę - Wiesz Ty gdzie jest Pod Mantykorą? Umisz się teleportować?
Dziewczyna przytaknęła, a Siergiej klasnął w dłonie z zadowolenia: - Haraszo! Widzim się tam za sekundkę!
Przystanął nagle, obrócił się w miejscu, myśli skupiając na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, a konkretnie tym jej skrawku, przy którym mieścił się ów podejrzany pub. Lepiej, by i ona się tam znalazła - nawet po to, by oddać mu to futro. Nie lubił tracić pieniędzy na nowe odzienie, a tamta kurta była całkiem porządna. Głupio trwonił myśli przez te kilka sekund - i tak by ją znalazł, odebrał co jego, a przy okazji ukradł coś z nie, co jego nie było.




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   04.07.17 23:14

Mężczyzna mówił… dziwnie. Spoglądałam na niego zdziwiona, owe zdziwienie zajęło miejsce przerażeniu. Jego miły ton, próba podniesienia na duchu, wszystko to sprawiało, że miałam ku niemu dziwne odczucia. Z jednej strony czułam wdzięczność i chciałam się w jakiś sposób odpłacić za ten gest, poza tym mówił do mnie tak, jakby nic przed chwilą się nie wydarzyło. Z drugiej strony wyglądał na hultaja, pajaczynę i przecież przed chwilą pobił innego człowieka. Nie ruszyłam się jednak, gdy okrywał mnie swoim futrem, a do moich nozdrzy dotarł duszący zapach papierosów. Pewnie nim prześmierdnę, a pani u której mieszkałam okrzyczy mnie, że jej smordy do domu znoszę. Westchnęłam cicho.
Nie miałam pojęcia gdzie jest ten cały Sybir, ale miałam wrażenie, że to nie dzielnica Londynu. Wtuliłam się jednak w jego futro, odsłaniając nim swoje ciało, a rozgrzany materiał szybko rozgrzał i moje ciało. Przytaknęłam, gdy zaproponował Mantrykorę. Chociaż nigdy nie zapuściłam się tam sama, a na Nokturnie byłam tylko raz, mniej więcej wiedziałam gdzie to jest. Ale nim zaprotestowałam, on się już teleportował. Znikł.
Stałam przez krótką chwilę w samotności. Pewnie było to ledwie kilka sekund, ale ja miałam wrażenie, że dobrych kilka minut. Uniosłam głowę ku górze, aby spojrzeć na rozgwieżdżone niebo. Dzisiejsza noc była piękna. Wsunęłam dłonie w rękawy futra stwierdzając, że jest ono na mnie co najmniej o kilka rozmiarów za duże. Zaśmiałam się pod nosem, czując się jak wieszak… Przez myśl mi przemknęło, że nie powinnam się tam teleportować. Tak mi kazało coś w rodzaju instynktu samozachowawczego? Ale miałam jego futro, wypadałoby oddać… Wymówki. Zrobiłam krok do przodu i teleportowałam się tam, gdzie przykazał.
Pojawiłam się przed pubem pod Mantrykorą chwilę po nim. Od razu do niego podeszłam, czując się przy nim bezpieczniej, jednak ciągle miałam wrażenie, że wpadłam spod deszczu pod rynnę. Z jednego obskurnego baru z nieciekawym towarzystwem, do jeszcze gorszego. Nawet nie wiem kiedy chwyciłam go za dłoń, gdy wprowadzał mnie do środka. Drugą ręką mocniej ścisnęłam jego futro absolutnie nie mając ochoty na to, aby ponownie męskie spojrzenia zatrzymywały się na moim ciele. W za dużym futrze na pewno nie wyglądałam zachęcająco. Ze zdziwieniem jednak zarejestrowałam, że prawie nikogo tutaj nie było. Rozejrzałam się, chcąc się upewnić.
- Pusto tu - mruknęłam, a w moim głosie można było wyczuć ulgę.
Nie mówiłam za dużo, nie czułam takiej potrzeby. Wpadłam jak śliwka w kompot i nie czułam się na tyle swojsko, aby pokazywać kim jestem i jaka jestem. W jednej chwili, siedząc na tym chwiejnym krześle, czułam i złość na siebie, że jak głupia poszłam za nieznanym mi i niebezpiecznym mężczyzną i wdzięczność mu za uratowanie mnie. Bijał się w swoich myślach sama ze sobą i to wystarczyło, aby dodatkowo nie mieć ochoty, aby się odzywać.




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   16.07.17 19:33

Jego rodzina przed przeszło dekada przeprowadziła się na brytyjskie ziemie. Porzucili na dobre gęste lasy tajgi, wiecznie śnieżnobiały krajobraz i zapach igieł, by na Wyspach wzbogacić się i budować lepszą przyszłość. Siergiej uczęszczał wówczas do Instytutu Durmstrang, gdzie porozumiewał się w języku norweskim, zaś do Anglii przybywał zaledwie na okres letni. Nauka angielskiego początkowo szła mu opornie. Miał zaledwie naście lat, a już zdołał poznać jeden język obcy w komunikatywnym stopniu, niedoskonale, lecz radził sobie, a tu stało przed nim kolejne wyzwanie. Mylił słowa norweskie z angielskimi, popełniał masę błędów, lecz w końcu jego angielszczyzna stała się zrozumiała. Nigdy jednak nie wyzbył się wschodniego akcentu, nawet nad tym nie pracował, nie przeszkadzało mu to. Być może byłoby lepiej, gdyby naprawdę się go pozbył, gdyż było to wyjątkowo charakterystyczne i można było go po tym poznać - ale póki co nie pokrzyżowało mu to życia, więc dla Dolohova problem nie istniał.
Śnieg na Nokturnie wciąż obficie sypał. Broda Rosjanina natychmiast stała się niemal biała, a koszula jęła moknąć, lecz zdawał się tym nie przejmować. Przez te kilka uderzeń serca, kiedy obca dziewucha się nie zjawiała, próbował zapalić papierosa. Bezskutecznie. Usłyszał trzask: jednak zdecydowała się teleportować. Wąskie usta Niedźwiedzia rozciągnęły się uśmiechu.
-Haraszo - powiedział, włażąc do baru.
Uchwycił moment, kiedy złapała go za rękę: świetnie, doskonale. Ścisnął jej drobną dłoń swoją wielką łapą. Jego plan zmierzał w dobrym kierunku. Cóż za noc! Podryw na bohatera, nie mogło być lepiej. Wyobrażał sobie, że odda mu się po prostu z wdzięczności. Przecież tak by wypadało, czyż nie? Dziękuję to tylko słowo, a liczyły się przecież czyny. Przynajmniej jego matka tak mu powtarzała.
Usiadł przy losowo wybranym stoliku, naprzeciwko niej. Musiał stwarzać pozory, by nie poczuła się osaczona, inaczej mu zwieje. Znała sztukę teleportacji, powinien być więc ostrożny. Rozwalił się na starym krześle niczym król, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Zapalił jednego, po czym położył je na stole.
-Palisz? - spytał krótko, zaciągając się i kiwając władczo dłonią na starą barmankę. Wiedźma natychmiast do niego przydreptała - Dajcie nam pani droga dwa kufle miodu pitnego - wyszczerzył zęby w uśmiechu, a czarownica kiwnęła głową. Oddaliła się do szynkwasu, a po chwili przelewitowała zaklęciem dwa ogromne kufle gorącego trunku. Alkohol na odwagę... na jej odwagę oczywiście, nigdy nie zaszkodzi!
-No to jak Cię tam nazywają?




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   23.07.17 22:11

Wpatrywałam się w niego uważnie. Chociaż podjęłam już decyzję w momencie, gdy teleportowałam się do niego, to moje myśli nadal biły się ze sobą, czy to co teraz zrobiłam było aby na pewno słuszne i odpowiednie. Od jednego mężczyzny do drugiego, jednego i drugiego nie znałam, jeden i drugi mógł zrobić mi krzywdę. Przełknęłam ślinę lekko blednąć. Rozejrzałam się po pomieszczeniu starając się zlokalizować wszystkie drzwi za którymi mogłabym się schować, wszystkie okna, które mogłabym wybić i uciec w momencie, gdybym nie mogła się przeteleportować. Jego ton był jednak uprzejmy, nie nachalny, aż mi się głupio zrobiło, przez moje myśli. Chcąc się czymś zająć chwyciłam po papierosa i podpaliłam go o świeczkę, stojącą na stole. Zaciągnęłam się nerwowo, raz, drugi, trzeci, aż w końcu zrobiłam to zbyt nerwowo i zaczęłam kasłać. Nie paliłam często i dużo, dlatego też nie miałam wprawy. Nie zwróciłam jednak na to zbytniej uwagi, byłam na tyle zdenerwowana, że nawet gdyby zaczął się śmiać, to bym nie zauważyła. Na szczęście szybko pojawiła się kolejna rzecz, która pozwoliła mi skupić na sobie moje myśli. Od razu chwyciłam kufel z piwem. Wiedziałam co to jest, ale chyba nie było dane mi się tego napić od czasu mojego wypadku, ponieważ absolutnie nie pamiętałam jego smaku. Nie czekając na nic chwyciłam go w dłonie i upiłam porządny łyk. Przyjemny posmak miodu rozlał się po moim gardle.
Spojrzałam na mężczyznę dopiero w momencie, gdy zadał mi pytanie. Przez chwilę milczałam, by potem cicho westchnąć, odkładając kremowe piwo.
- Masza - powiedziałam tylko.
Patrzyłam na niego uważnie, zastanawiając się jak zareaguje na moje imię. Nie było prawdziwe, wiedziałam, że to nie tak kiedyś mnie nazywano, ale przyzwyczaiłam się już do niego i traktowałam jak swoje własne. Nie chciałam go zmieniać, dlatego, mimo że poznałam prawdę już jakiś czas temu, przedstawiałam się właśnie tym imieniem. Nie było już na świecie Petyi, była Masza i tego należało się trzymać. Upiłam kolejny potężny łyk kremowego piwa, wypijając swój kufel już prawie do połowy, gdy ponownie spojrzałam na mężczyznę. W słabym blasku świecy przyglądałam się jego rysom twarzy, jego oczom, nie był dużo starszy ode mnie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wyglądał jednak dość groźnie i potężnie, tak jak wyobrażałabym sobie mężczyznę, który potrafi pokonać innego i uratować kobietę z opresji. Przy jego posturze ja wyglądałam na jeszcze drobniejszą, chociaż wcale do najniższych kobiet nie należałam, i jeszcze chudszą.
- Ja ciebie też nie znam - zauważyłam, marszcząc lekko czoło.
Również chciałam poznać jego imię, może nawet nazwisko. Żeby wiedzieć kogo szukać lub kogo unikać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wiele scenariuszy musiałam brać pod uwagę, niby zachować czujność… a i tak weszłam w niezłe bagno. Jak zawsze.




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   27.07.17 14:37

Bardzo dobrze kłamał. Miał to wręcz we krwi! Urodzony, by wkroczyć na ścieżkę nieprawości - tak powinno brzmieć motto każdego jego krewniaka, który nosił jakże nieszlachetne nazwisko Dolohov. Kłamali, by przeżyć, kłamali by się wzbogadzić, kłamali, by dostać tego czego pragną. Każdy z synów Aleksandra zdawał się mieć usta posmarowane miodem. Kiedy tylko chcieli, potrafili kłamać przekonująco i pięknie - robili to z niebywałym talentem, który Siergiej zwykł wykorzystywać nie tylko w celach biznesowych; zazwyczaj łgał jak z nut dziewkom, by je mieć. Opowiadał im takie bajki, że głowa puchła - miał do tego nieograniczoną wręcz wyobraźnię. A one głupie wierzyły w każde słowo, w każdy gest i uśmiech, nie przypuszczały nawet co kryje się pod mięśniami, szorstką skórą i gęstą brodą. Nawet jeśli przypuszczały, że próbuje zwieść je na manowce - i tak mu ulegały. Dolohov nie przypuszczał, by ta przed nim okazała się inna. Była wyjątkowo piękna, lecz poza urodziwą buzią - nie wyróżniała się spośród innych, lecz Siergiej był z tego rad. Pragnął dziś jedynie ciepłego ciała i zapachu kobiecej skóry. Zaśmiał się więc cicho, kiedy zakrztusiła się dymem - choć miał ochotę głośno parsknąć.
-Masza? Ładnie, znajomo - powiedział Rosjanin, nachylając się nad stołem. Wsparł się o niego łokciami, zaciągając się mocno papierosem i świdrując dziewczynę spojrzeniem -Twoja familia ze wschodu, Masza? Ja się na Sybirze urodził - w ostatnich słowach słychać było dumę.
Chwycił za kufel i opróżnił połowę jego zawartości. Paliło w gardło z powodu temperatury trunku, nie mocy - jak na jego gusta miód był zdecydowanie zbyt słaby, lecz przyjemny jak na zimową noc. Zwłaszcza, jeśli towarzyszyła mu wtedy kobieta. Kobiety nie nadawały się do picia wódki, lecz nie mógł Maszy za to przecież winić.
- Siergiej. Siergiej Dolohov - powiedział, a w jego glosie zabrzmiał silny, rosyjski akcent. Nie sądził, by go znała, lecz nie miało sensu ukrywanie własnego nazwiska - jeśli kręciła się po Nokturnie, to pewnie i tak by się dowiedziała. Jego ojciec na Nokturnie był personą dość... znaną, jeśli tak można było to ująć.
-Lubisz muzykę, Masza? - spytał nagle.




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   01.08.17 21:16

Dzisiejszego wieczora wszystko szło nie tak jak powinno. Miałam pracować jeszcze przez kilka nocy, po zamknięciu deportować się do domu pani, u której mieszkałam i prowadzić swój dzień tak jak każdy poprzedni od momentu gdy wyszłam z Munga i dostałam tą parszywą pracę. Dzisiejszy dzień był jednak inny, bardzo nerwowy, niespodziewany, nic więc dziwnego, że pomimo dymu papierosowego i kilku porządnych łyków, słabego bo słabego, alkoholu nie mogłam się uspokoić. Ciągle czułam, jak drżą mi ręce, a serce nadal biło szybciej niż powinno. W dodatku jego wzrok, tak mocno mnie przeszywający sprawiał, że nie czułam się zbyt komfortowo. Jeszcze przed chwilą chwyciłam go za rękę, mając nadzieję, że u jego boku poczuję się bezpiecznie, w końcu uratował mi skórę, to gdy się tak wpatrywał, miałam wrażenie, jakby zjadał mnie żywcem. I nawet jego miłe słowa na temat mojego imienia nie pomagały. Starałam się jednak skupić na jego słowach i odpowiadać na pytania, które mi zadawał. Wolałam mu nie podskakiwać. Chociaż byłam mu dłużna, tak nie chciałam podpaść.
- Nie wiem - wzruszyłam lekko ramionami. - Podobno pochodzę z Rosji, ale nie wiem, naprawdę.
Co miałam mu powiedzieć, gdy ledwo co sama poznałam swoje prawdziwe imię i nazwisko. Na pewno jeszcze trochę mi zajmie zanim dowiem się skąd tak naprawdę pochodzę oraz kim jestem. Sergiej na razie nie musiał tego wiedzieć, ani nie musiał się tym interesować. Tak naprawdę mówiąc, to nawet zbytnio nie wierzyłam w to, że go to interesuje. Może po prostu chciał być miły? Przyglądałam mu się, gdy przechylał kufel, wypijając prawie całą jego zawartość. Nie kojarzyłam jego imienia ani nazwiska, za rzadko bywałam w tych okolicach, aby znać takie osoby. Nie odpowiedziałam więc nic, lekko przytakując głową. Warte było to zapamiętania, w końcu kiedyś mogło mi się przydać. Zmieniając temat trochę wybił mnie z tropu, było to jednak bardzo przyjemne pytanie, inne, którego absolutnie się nie spodziewałam. DLatego też mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy kącik ust uniosły się ku górze.
- Lubię. Umiesz grać? - dopytałam.
Bardzo mnie zaciekawił. Skoro pytał o takie rzeczy, to najwyraźniej musiał mieć ku temu jakiś powód. A ja byłam ciekawa jaki. Zainteresował mnie, a przeskakując na inny temat zmienił trochę moje myślenie, dzięki czemu skupiając się na innej rzeczy, na chwilę zapomniałam o tym, co mnie dzisiaj spotkało i rozluźniłam się, zaciągając papierosem.




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 http://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 http://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
Wina, wina, wina dajcie,
a jak umrę pochowajcie
na zielonej Ukrainie
przy kochanej mej dziewczynie.
5
12
0
0
0
11
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   06.08.17 18:27

Każdy dzień Siergieja był inny. Nie miał stałej pracy, ani stałego zajęcia. Robił to, co chciał i kiedy chciał. Każdy wschód słońca niósł za sobą niespodzianki, te milsze i te mniej miłe. Jednego dnia był trzeźwy jak dziecko i wraz z braćmi oraz ich bandą planowali włamanie, bądź akcję odbicia dostawy legalnych, bądź mniej składników. Innego dnia to robili, a kolejnego - świętowali pełną dobę. A czasami po prostu szlajał się bez celu, pił i się bił. Ot ta, dla sportu.
-Sybir w Rosji jest - odpowiedział urażony, jakby powiedziała coś naprawdę obraźliwego. Spojrzał na nią z ukosa, zażenowany brakiem tak podstawowej wiedzy. Był to w jego wydaniu szczyt hipokryzji: sam wciąż poznawał Anglię, a nie miał pojęcia o tak wielu rzeczach, że przekraczało to ludzkie pojęcie. W pewnych dziedzinach, a raczej wielu dziedzinach, był kompletnym idiotą, a ponadto - wcale się tego nie wstydził. Siergiej Dolohov był zdania, że książki są dla słabeuszy, którzy nie potrafią użyć w życiu pięści i własnej różdżki; chyba że chodziło o jego brata. Valerij był dziwakiem z nosem w książkach, lecz wciąż - nie warto było mu podpadać.
-Jak to nie pamiętasz? Jak można nie pamiętać? - prychnął Rosjanin, wbijając w nią natarczywe spojrzenie Żądał wyjaśnień i wcale go nie obchodziło, czy chce o tym mówić, czy nie. Lepiej, żeby mówiła - w końcu uratował jej życie... No dobrze, zdrowie i cnotę, miał nadzieje, ale wciąż ją uratował. Miała wobec niego dług i nigdy nie zawahałby się tego wykorzystać.
Zgasił papierosa, napił się jeszcze miodu. Miło rozgrzewał.
-A umiem - odparł, a na wąsie usta wkradł się uśmiech samozadowolenia.
Machnął różdżką, mrucząc coś niemal bezdźwięcznie pod nosem, a w jego drugą rękę z nicości wpadła bałałajka. Tradycyjny, rosyjski instrument podobny do gitary, lecz o kształcie trójkąta. Na jasnym drewnie widniały ludowe, ozdobne malunki. Różdżkę schował, a instrument chwycił w obie ręce. Palcami dotknął strun i natychmiast rozległo się przyjemne brzmienie.
-Zagrać Ci? - spytał z drapieżnym uśmiechem. Był gotów to zrobić, lecz... Nie ma przecież w życiu nic za darmo, prawda?




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac http://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 http://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
12
0
0
10
0
1
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948   07.08.17 23:42

Zdziwiły mnie jego ostry ton. Wydawało się, że bardzo oburzył się na moje słowa, chociaż ja nie bardzo wiedziałam, co takiego złego zrobiłam. Zacisnęłam więc usta, dłonie schowałam pod stół i odsunęłam się lekko, wystraszona. Dlaczego mnie nie rozumiał i nie potrafił zaakceptować, że mogę czegoś nie wiedzieć i nie pamiętać. Patrzyłam na niego przez chwilę, by po chwili spuścić wzrok.
- Nie pamiętam - szepnęłam.
Wspomnienie wypadku, tego uczucia pustki w głowie, gdy zorientowałam się, że nie mam pojęcia kim jestem nadal było dla mnie ciężkie. Gdy wracałam myślami do tego momentu trudno było mi się z tym pogodzić, chociaż myślałam, że już sobie z tym poradziłam. Jakże bardzo się myliłam. Jeszcze przez długi czas miałam odczuwać różnego rodzaju nieprzyjemności spowodowane stratą pamięci, a strach przed zawaleniem się, jakiegokolwiek, budynku, miało już ze mną pozostać do końca życia. Ponownie spojrzałam na mężczyznę, miałam nadzieję, że dostrzegł ile bólu ukrywało się w moim spojrzeniu. Wzięłam kufel w dłonie i napiłam się z niego porządnie. Jakoś tak, zaschło mi w ustach.
- Miałam wypadek - odparłam w końcu. - Nie pamiętam nic co było przed nim.
Wzruszyłam ramionami udając, że mnie to nie rusza. Mimo tego, że nie powiedziałam wszystkiego, to i tak czułam się z tym źle i nie chciałam o tym wspominać, a on swoim tonem mnie do tego zmusił. Nawet nie wiem jak, przecież nie miałam ku niemu żadnego obowiązku. A jednak powiedziałam, broniłam się, aby mnie nie atakował.
Patrzyłam z zaciekawieniem jak przywołuje do siebie instrument. Był inny niż ten, które dotychczas widziałam. Na pewno nie spotkałam się z takim po wypadku, a i nie miałam wrażenia, że skądś to znam, więc zapewne i w przeszłości raczej nie wpadło mi w ręce. Wyglądało trochę jak gitara, ale bogato zdobiona i o dziwnym kształcie. Podobała mi się z wyglądu, nie wiedziałam, czy jej melodia wpadnie mi do ucha, ale póki co mi się podobała. Dlatego też zaświeciły mi się lekko oczy na jej widok, a humor - poprawił.
- Co to jest? - zapytałam nieśmiało, niepewnie, bojąc się, że znów go rozzłoszczę. Chociaż teraz, gdy mu powiedziałam dlaczego nie pamiętam, nie powinien być dla mnie tak surowy. A przynajmniej miałam taką nadzieję.
Gdy pierwsze dźwięki wydobyły się z instrumentu bardzo mi się spodobało. I bardzo chciałam, aby mi zagrał. Czułam, że muzyka zadziała kojąco na moje poszarpane nerwy, ale widząc jego zawadiacki uśmiech speszyłam się lekko i odwróciłam wzrok. Nie podobał mi się, wyglądał podobnie do tego, którym obdarzali mnie w pracy, a to nigdy nie zwiastowało nic dobrego. Nagle mój dobry humor gdzieś prysł.
- Chętnie posłucham - odpowiedziałam jednak, marszcząc przy tym czoło i wpatrując się w instrument.




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
 

Historia Maszy i Niedźwiedzia - 1948

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Niedźwiedzia Grota
» Historia Westeros
» Klasa Historii Magii
» Finnick Odair
» Daniel Levitt

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17